Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Podsumowanie miesiąca (grudzień 2012)

Miesiąc grudzień był obfity w wydarzenia. Napisaliśmy dużo historii, najwięcej w całym istnieniu bloga.
Do naszej watahy dołączyli Shego, Nasati, Navi, Zuko, Vickey, Onalia, Asia, Luna i Shadow, a więc jedna trzecia całej watahy!
Kari miała to szczęście urodzić czwórkę szczeniaków, Rose, Ryana, Chrisa i Lily, a Luck wrócił do nas razem z trzema wilczątkami, Niko, Caro i Vanillą.
Vickey i Zuko zostali parą i spodziewają się szczeniąt :D

Odalis została na nowo zaliczona do grona normalnych wilków. Victoria dalej miała swoje sny o Lucku, o którym ani widu ani słychu. Za to jej przyjaciel, Snow, stał się potworem. Magiczny Flet Odalis został odkopany z kurzu i Soila dowiedziała się o pewnym drzewie, które jest portalem. Obchodziliśmy Dzień Prezentów, więc z tej okazji obdarowaliśmy się prezentami. Poszukiwania Lucka należało przerwać z powodu wypadku Aishy. Niestety z powodu zimna wszyscy przeziębilismy się. Za to Luck wreszcie wrócił, jednak jego uczucie do Victorii wygasło i okazało się tylko zauroczeniem. Świętowaliśmy razem Wielką Ucztę, ale Kari skaleczyła się w łapę, a Cheryll podczas zabawy walnęła łbem tak, że ŁUUP! dostała paraliżu i trzeba było szukać składników do Ambrozji. Na szczęście dziewczyny Cudem wyzdrowiały i świętowały z nami. Poznaliśmy też siostrę Snowa, Sharpey. Victoria spotkała swojego ojca, ale nie była najlepiej do niego nastawiona. Ale jak to my mamy, znów kłopoty - najechali na nas ludzie. Czy uda nam się ich pokonać?

Z tłumu rozbawionych wilków pozdrawia Was Beta Exalios
krzyczący na szczeniaki, żeby odwiązały go od tej fajerweeeeeeeerkiiiiii...

Od Odiego: Nowy Rok

Kari powiedziała do mnie:
- To dzisiaj Sylwester?!
Zdziwiłem się.
Odalis przyłączyła się do naszej rozmowy.
- Tylko ludzie używają tej nazwy. My mówimy "Nowy Rok".

Od Shadow: Nowy dom

Schodziłam z przełęczy. Z góry widziałam porozrzucane przedmioty i ludzi biegających raz w tą stronę, raz w tamtą. Przystanęłam na chwilę zdziwiona ich widokiem tutaj - większą część mojej wędrówki po tych terenach nie było po nich śladu.
Nie lubiłam używać swoich mocy, ale w tej sytuacji byłam zmuszona. Zamieniłam się w ptaka w wzbiłam w powietrze, aby nie mogli mi zrobić krzywdy.
Nagle zobaczyłam na dole oktarynowy (czyli jakby fioletowozielony) błysk, który zawsze na krótką chwilę pojawia się, gdy ktoś używa magii. Magia tutaj? Zaciekawiona sfrunęłam na dół i powróciłam do poprzedniej postaci. Zaczęłam badać teren. Dostrzegłam w śniegu kilka drobinek mieniących się oktarynowo.
- To dziwne... - mruknęłam.
- Szukasz czegoś? - odwróciłam się gwałtownie i zobaczyłam przed sobą czarno-białego wilka.
- Nie - odparłam - chociaż nie, w sumie tak. Chcę się dowiedzieć, kto tu używał magii.
- Po czym to poznałaś? - zapytał ostro.
- Po oktarynie - odparłam nieco onieśmielona. - Zawsze można ją dostrzec przez ułamek sekundy.
- No dobra, może ludzie nic nie zauważyli... - powiedział już spokojniej.
- Zajęli ten teren? - zapytałam cicho.
- Próbują. Nie przedstawiliśmy się. Jestem Luck.
- Shadow Rathneach.
- Co tu robisz?
- Dotąd byłam samotniczką, do doliny weszłam przypadkiem. To twój teren?
- Nasz - rozbłysło oślepiające światło, że kiedy zniknęło, musiałam kilkakrotnie pomrugać oczyma, żeby znów widzieć. Domyśliłam się, że Luck mnie teleportował.
- Kto to? - usłyszałam dziecięcy głosik.
Rozejrzałam się po jaskini. Ile tu było wilków! Doliczyłam się przynajmniej czterdziestu... Jak oni się tu mieścili? Pewnie pragnęli się stąd wydostać, ale nie mogli, bo na zewnątrz ludzie mogli im zrobić krzywdę...
- Czy chciałabyś dołączyć do naszej watahy? - podeszła do mnie młoda wilczyca o brązowym futrze. Tuż obok niej stała biała.
- Ale was dużo... chyba tak - odpowiedziałam, nadal zaskoczona oglądając grotę.
- To nie jest jedna wataha. Dołączyło do nas tymczasowo wielu wojowników i szamanów z innych. Z naszej dorosłych jest dwudziestu. Inaczej byśmy się tu łatwiej pomieścili, ale musimy uważać na ludzi - wilczyca zaśmiała się gorzko.
- Chętnie wam pomogę. Jestem Shadow.
- Mam na imię Marchesa. Przedstawię ci innych.
***
 
Zbliżał się wieczór.
- Słuchaj, o północy pójdziemy zniszczyć, co tam ludzie wybudowali - poinformowała mnie Marchesa. - I mam pomysł, który może nam bardzo pomóc, ale zrozumiem, jeżeli się nie niego zgodzisz.
- O co chodzi? - zapytałam zaciekawiona.
- Ty , Luck i Luna jesteście zmiennokształtni - zaczęła niepewnie. - Moglibyście przybrać postać człowieka i dostać się do ludzi na przeszpiegi. Może i przy okazji ich przekonać, żeby porzucili pomysł osiedlania się tutaj.
Wydałam zduszony okrzyk.
- Jeżeli nie chcesz, nie ma problemu - zapewniła alfa.
- Nie, nie o to chodzi, po prostu tak... trochę przeraziła mnie ta myśl - wyznałam. - Ale zgadzam się.
- Na pewno? To może się okazać niebezpieczne, jeżeli was nakryją.
- Wiem, poradzę sobie. Będziemy musieli tylko poćwiczyć mówienie, bo człekokształtni mają inną krtań, i znaleźć jakieś ubrr-anie.
- Przygotujemy coś ze skór. Możecie wyjść i poćwiczyć w nocy, wtedy ludzie nie powinni się wychylić z obozowiska, ale mimo wszystko bądźcie ostrożni.
- Dobrze - położyłam się na skórze koło Nasati i zdrzemnęłam się obracając w myślach fakt, że dziś w nocy stanę się ludzką kobietą.


Profil wilczycy Shadow

Imię: Shadow
Przydomek: Raithneach
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: łączniczka
Partner: szuka, ale jest jeszcze młoda i nie jest gotowa na szczenięta
Rodzina: wielu braci
Żywioł: powietrze
Umiejętności: w jej myślach nie można czytać, zmiennokształtność, doskonały słuch
Opis: Shadow jest odważna, gdy chodzi o wysoką stawkę. Zachowuje się cicho i spokojnie, nie przepada za zadziornymi wilkami. Lubi samotników, jednak sama takim nie jest. Życzliwa, ciepła, energiczna, ostrożna, bardzo towarzyska, z trudem nawiązuje nowe znajomości przez swoją małomówność.
Członkowie jej rodziny pochodzili ze szlachetnego rodu Raithneach, w którym od zawsze większość wilków było samotnikami. Stąd pozostała jej skłonność do podróży i wędrowania po górach.
Punkty: 4

Profil wilczycy Luny

Imię: Luna
Przydomek: z księżycowych łąk
Płeć: samica
Wiek: 2,5 roku
Zawód: wojownik
Partner: szuka
Rodzina: brak potrzebnych wiadomości o posiadaniu rodziny
Żywioł: powietrze
Umiejętności: latanie, zmienianie się w coś, błyskawicznie biega
Opis: Jest miła, sympatyczna, dobra i pomocna. W każdym znajdzie dobrą stronę. Jest wesoła, cierpliwa, nie jest nigdy złośliwa, itp. Ma jedną wadę - boi się opuszczać łóżko w nocy, bo myśli, że w nocy grasują źli jeźdźcy, którzy zabijają wilczątka lub je straszą. Gdy ma ZUPEŁNIE dość czegoś, wyrusza na samotną wyprawę Opuszczoną Ścieżką. Co do jej wcześniejszego życia, nic nie wiadomo.
Punkty: 4

Od Marchesy: Akcja

Chyłkiem ruszyliśmy ku światłom. Było z nami wiele wilków z innych watah. Wśród nich Asia, jedna z najlepszych wojowniczek z Watahy Mroku. Wysłał ją Crentarch. Sam nie mógł przyjść, bo musiał zrobić porządek na swoim terenie.
Wilki, ktore miały moc niewidzialności, użyły jej i teraz bez skrępowania podbiegały do maszyn i namiotów.
Wszyscy ustawili się wokół obozowiska. Przymknęli oczy i przywołali swoje żywioły. Metalowe maszyny zaczęły się wyginać, aż w końcu przechyliły się i upadły. Ziemia wchłonęła ich wraki. Zerwał się wiatr i porozrzucał niesprzątnięte przedmioty - ludzie jutro będą się głowić, gdzie podziało się pranie. Zaczęła się burza, woda trafiła pod namioty, a błyskawice padały niebezpiecznie blisko. Jeżeli ktoś czuł, że żywioł jest oporny na jego przyzywanie, podbiegał ostrożnie do miejsca, gdzie chciał go skierować, aby było mu łatwiej.
Tak też stało się ze mną. Ogień nie chciał przyjść na moje wezwanie. Zdarzyło mi się to raz pierwszy w życiu, więc z początku byłam zaskoczona. Moc opornie reagowała na wszelkie wysiłki.
Podbiegłam do desek, leżących na przyczepie. Położyłam na jednej łapę. Powoli zaczęła się tlić, wreszcie wybuchła wesołymi płomieniami ognia - tak jak miało być. Zadowolona odwróciłam się i nagle stanęłam twarzą w twarz z człowiekiem.
- Ches - usłyszałam gdzieś z tyłu Odalis - stań się niewidzialna.
Myśli kotłowały się po mojej głowie jak szalone, skroń pulsowała, jakby miała wybuchnąć. Nic nie słyszałam, nie widziałam wybuchów dziejących się gdzieś z boku. Patrzyłam ze wzrokiem utkwionym w młodego mężczyznę z kilkudniowym zarostem, nie będąc w stanie się ruszyć. Byliśmy tylko my - ja i on, ze strzelbą trzymanej w jednej ręce, nie mniej osłupiałego. Czy po raz pierwszy w życiu widział wilka? Sądząc po wieku, tak.
Ale nie to mnie uderzało. To było niezwykłe podbieństwo do człowieka, który zabił Sharon. Tej twarzy nie mogłam zapomnieć, widziałam ją przecież wielokrotnie potem. Powróciły koszmarne wspomnienia z przeszłości, która nastąpiła po tamtym wydarzeniu, o której nigdy nikomu nie mówiłyśmy - ja i Odalis.
Chłopak drżącymi rękoma zamierzył się do strzału. Nie był w stanie się przygotować do tego, co miało nastąpić. Dla niego sprawa była jasna - "strzelę lub zginę" - dlatego gorączkowo próbował się uspokoić, żeby móc się uratować.
Spojrzałam na jego przymrużone, brązowe oczy. Należałoby pomścić przeszłość, zmusić te oczy do zastygnięcia w śmiertelnym bezruchu.
Stałam się niewidzialna i odbiegłam spokojnym truchtem. Człowiek zaskoczony zastygnął w bezruchu.
- Chodźcie! Wracamy. Jutro powtórka - oznajmiłam. Wilki przyłączyły się błyskawicznie do mnie i ruszyliśmy do miejsca, z którego LIN nas teleportował do kryjówki. Obejrzałam się na sylwetkę młodzieńca niknącą w strugach deszczu. Może jednak powinnam pomścić tych, których straciłam na synu jednego z oprawców?
Porzuciłam jednak szybko tą myśl.

Od Victorii: Jesteśmy gotowi

Szybko się zgłosiłam.
- Jestem za.
- Dobrze. A co z innymi? - Marchesa popatrzyła na resztę.
- No dobrze - westchnęli.
- Super - ucieszyłam się. - To kiedy się spotykamy?
- O 24. Wszyscy będą wtedy spać - odpowiedziała Odalis. - A spotkamy się przy ich maszynach - dodała.
- Lepiej nie - zaprzeczyła Navi. - Może być niebezpiecznie.
- To tuta. - powiedziała.
- Dobrze. Czyli wszystko mamy ustalone - ucieszyła się Marchesa. - Do zobaczenia w nocy.

*****************

Wszyscy byli już gotowi.
- Mamo, a co z nami? - zapytały szczeniaki.
- Wy musicie tutaj zostać - powiedziała Odalis.
- Ale tu jest tak nudno...
- Nim się obejrzycie, wrócimy - próbowała je pocieszyć.
Wszyscy w milczeniu popatrzyli na siebie.
- Więc ruszamy - podekscytowana Marchesa razem z innymi wyszła z kryjówki. Po cichu zmierzaliśmy w stronę maszyn. Wszystko szłoby dobrze, gdyby...
- Mamo, mamo! - szczeniaki pobiegły za nami.
- Co wy tu robicie? - Odalis ostro na nie popatrzyła.
- My chcieliśmy wam pomóc. Nie gniewajcie się na nas.
- No dobrze, chodźcie - zgodziła się.
Byliśmy na miejscu. Z podziwem patrzyliśmy na te olbrzymy.
- OK, więc co teraz? - zapytałam Marchesę

Marchesa dokończy

Od Marchesy: Nadzieja

Spodobał mi się pomysł Zuko, żeby polepszyć nasz dotychczasowy plan. Zaangażowanie szczeniaków w jawną walkę z ludźmi byłoby dla nas zbyt ryzykowne, żeby mogło zyskać moją aprobatę.
- Ten pomysł może się udać, jest nawet lepszy od poprzedniego - pochwaliłam. - Znam historię krainy Darien*, tam ludzie chcieli wybudować autostradę. Nie udało im się to, natura pokonała ich. Z początku próbowali, powstawały nowe projekty, ale zawsze kończyły się fiaskiem. Tak to ich przegoniono.
- A więc nie walczymy, tylko dyskretnie rozwalamy im wszystko, co tu sprowadzą? - upewnił się Exalios.
- Dokładnie. Wilki Ziemi niech sprawią, żeby rozpadały się kamienne domy, Metalu mogą kruszyć maszyny, Powietrza - zaburzać ciśnienie, niszczyć huraganem, Wody nawilżać jedzenie, co przyśpieszy jego rozkład, Energii sprowadzać burze, które zniszczą uprawy... gdybyśmy ich przestraszyli, inni mogliby próbować na nowo. Nie uwierzyliby, że "wilki straszą". Takie powody będą bardziej prawdopodobne. A potem zabezpieczymy dostęp do terenu przy pomocy mocy szamanów, tak, jak zabezpieczono Czerwone Skałki.
- To będzie bardzo wyczerpujące, wykorzystywanie w ten sposób swoich mocy - zauważyła Navi.
- Wiem, ale musimy uratować swój teren. W tym celu poprosimy inne watahy o pomoc. Już posłałam po nie Onalię, Valixy i Odiego.
- Uda nam się! - zawołała radośnie Odalis.


*To historia prawdziwa. Panamericany nigdy nie udało się zakończyć, mimo, że na mapie biegnie NIEPRZERWANĄ linią. W rzeczywistości na przesmyku Darien łączącym Amerykę Północną i Południową ginie w błotach.

Od Navi: Nowy plan

- Marchesa! Marchesa! - Biegłam jak dzika, tak szybko, że prawie nie można było mnie zrozumieć.
- Jejku, Navi! Co się stało? - Powiedziała, przestraszona.
- Marchesa! To nie ma być tylko centrum dowodzenia, tylko całe miasto! Sklepy, ulice, domy, samochody!
- Musimy działać... - Powiedziała tajemniczo.
Odalis, Victoria i cała reszta wbiegła do jaskini, w której rozmawiałam z Machesą. Gdy już wysłuchali co miałam do powiedzenia nie mogli zrozumieć, dlaczego ludzie robią nam taką krzywdę...
- Ala jak? Czyli, że zniszczą całą Dolinę i nie będziemy mieć domu? - Zapytały zapłakane szczenięta.
- Tak. Zdaje się, że plan Odalis nie wiele nam pomoże. Mają przybyć setki robotników do budowy miasta...
- Navi, masz jakiś plan? - Zapytała Marchesa.
- Mam... tylko trudny do zrealizowania... A więc musimy poprosić inne watahy o pomoc, sami nie damy rady...
- Ale jak nie będą chciały nam pomóc?
- I w tym jest problem...
- Ja mam plan! - Zuko dołączył się do rozmowy. - Plan Odalis jest dobry, tylko trzeba go ulepszyć. Napadniemy nocą, wtedy ich nie będzie. Popsujemy ich maszyny, co ich spowolni i będziemy mieli większe szanse, że nas nie rozjadą. Na drugi dzień, kiedy zorientuję się, że jest coś nie tak zaatakujemy. Co wy na to?
- Hmmm... - Zastanawiała się Marchesa – Dobry plan... A co reszta watahy na to?

Wilczątko Vanilla

Imię: Vanilla
Płeć: samica
Rodzina:
Rodzice: ojciec Luck, matka nieznana
Rodzeństwo: starsza siostra Caro, przybrany brat Niko
Żywioł: woda
Umiejętności: wir wodny, oddychanie pod wodą
Opis: Vanilla to młodsza córka Lucka. Jest jego oczkiem w głowie. Jest spokojna, opanowana i wrażliwa... jest również przeciwieństwem swojej siostry Caro.

Profil wilczycy Asi


Imię: Asia
Płeć: samica
Wiek: 1,5 roku
Zawód: Wojownik
Partner: nie szuka
Rodzina: Daria/zaginiona
Żywioł: woda
Umiejętności: Szybko dostrzega wroga, wysoko skacze.
Opis: Jest przyjacielska.

niedziela, 30 grudnia 2012

Od Zuko: Rodzinna Pomoc

- Marcheso - mówiłem. - Wiem kto nam pomoże z ludźmi.
- Kto? - spytała Merchesa. - Ilu ich jest?
- Moje rodzeństwo. Jeszcze niedawno myślałem, że nie żyją, ale jednak. Jest ich pięciu. Nazywają się Jack, Sauron, Tahno, Haru i Leah. Każdy z nich panuje nad innym żywiołem. Jack panuje nad powietrzem, Sauron nad metalem, Tahno wodą, Haru ziemia, a Leah energią. Nie dawno wyruszyłem w podróż na Krwawą Skałę i tam ich spotkałem. Zgodzili się nam pomóc. Wszyscy doskonale opanowali swoje żywioły. A ja nauczyłem się nowej, ognistej sztuczki, którą tak sobie nazwałem "Fenixem", bo bardzo dobrze pasuje, kiedyś ci ją pokażę.
- To dobrze, ale kiedy oni przyjdą?
- Prawdopodobniet teraz.
Kiedy powiedziałem "teraz" oni wyszli z ciemności. Leah była najstarsza i to nas wszystkich z miotu trochę wkurzało, ale co zrobić.
- Witajcie - powitała ich Marchesa. - To prawda, że nam pomożecie?
- Tak. - Odpowiedział Sauron, który wyglądał dość upiornie. - My nienawidzimy ludzi! Ja, Jack i reszta zbadalismy nasz teren i okazało się, że pożar w którym zginęli nasi rodzice wywołali ludzie. Od tej pory pomagamy każdemu, kto ma problem z ludźmi.
- To bardzo dobrze się składa, bo aktualnie nasz teren niszczą ludzie i chcą tam coś wybudaować. - Tłumaczyłem im. - Musimy ich z tamtąd odstraszyć raz, a dobrze! Nasza przywódczyni Marchesa wytłumaczy wam, co macie robić.
- A nie łatwiej byłoby ich po prostu pozabijać? - Spytał Jack, który zawsze twierdził, że bicie się i zabijanie ludzi wszystko rozwiąże. - Oni na pewno zabili setki wilków i tysiące innych zwierząt.
- Tak, byłoby łatwiej gdyby zgineli, ale wtedy przybyłoby ich jeszcze więcej i to my wszyscy byśmy zginęli. - Odpowiedziała Odalis. - A jeśli ich tylko nastraszymy, nie wrócą tu więcej, bo będą się bać naszej mocy.
- No dobrze, to jaki jest Plan?
- Na początku Odalis splądruje wszystko ze smokiem - powiedziała Alfa, po czym wyjaśniła im całą strategię.
- To bardzo dobry plan - pogratulowała Leah - więc jutro wkraczamy do akcji.

The End

[dop. od Autora: Tak się czyta imiona: Jack - Dżek, Sauron - Sałron, Tahno - Tano, Haru - tak samo jak sie pisze i Leah - Lija]

Od Odalis: Precz z ludźmi!

Byłam w pustce. Nicości. Ciemności.
To jest sen - pomyślałam. - To nie jest na prawdę. To niemożliwe.
- To prawda - rzekł głos.
- Waydack? - spytałam.
- Tak, to ja, Waydack Senior. Chciałbym ci coś dać.
- Co? - byłam zaciekawiona.
- Wiem, że twoja dusza od pewnego czasu pragnie biegać bez przerwy po świecie. Jesteś ciekawa świata, uwielbiasz przygody i nie zważasz na niebezpieczeństwo. Właśnie dlatego dam ci to.
Przed Waydackiem pojawiłam się... ja. Tylko tak jakby mój duch, bo był bardziej... przezroczysty. Duch podszedł do mnie i "wsiąkł" we mnie.
- Teraz nic nie może zadać ci śmiertelnego ciosu... - szepnął Senior i sen się skończył.

***
- Ale miałam dziwny sen... - powiedziałam do Marchesy i opowiedziałam go jej.
- Rzeczywiście, dziwny sen - odpowiedziała mi siostra po wysłuchaniu snu.
- Myślisz, że to była wizja czy coś? Ze rzeczywiście jestem nieśmiertelna?
- Chyba tak...
- Zieeeew... Co jest do zjedzenia? - zmieniłam temat. - I gdzie jest Navi? Niedługo będziemy musiały wyruszać.
- Masz tu mięso z jelenia, a gdzie jest Navi, to nie wiem - odpowiedziała Ches.
- Dobra, zaraz jej poszukam - odparłam i zabrałam się do jedzenia.
Kiedy zjadłam, poszłam do miejsca, gdzie zwykle spała Navi w kryjówce LINa. Nie było jej tam, ale znalazłam za to jej list.
Czyli nici z wyprawy - pomyślałam - a tak się paliłam do tej podróży! Znów będzie moje znane "Nudzi mi się", od którego mamy kłopoty.
- Wiesz, gdzie Navi? - spytała Vickey.
- Poszła sama na tą wyprawę - odpowiedziałam pokazując jej list.
- Ej! Chodźcie do nas! - zawołała nas Victoria.
Victoria miała przypomnieć nam naszą strategię, ale Marchesa rzekła:
- Wpierw niech ktoś ruszy sprawdzić, czy nic się u ludzi nie zmieniło - powiedziała i zwróciła się do mnie. -  Odalis, idź.
 
***
 
- Dowiedziałam się czegoś interesującego - wypaliłam na wstępie. Wróciłam już z zwiadu i doskonale mi poszło. - Ludzie budują nie fabrykę, ale "Tajną Bazę Dowodzenia". Nazwa "Fabryka" jest dla zmyły. Poza tym nic się nie zmieniło.
Omówiliśmy strategię. Na początku ja wbiegnę do obozowiska i splądruję wszystko razem z latającym po niebie Dangerousem, którego łuski nie da się przebić. Smok będzie przez cały czas szybować po niebie i co jakiś czas ziać ogniem.
Nastepnie wilki, które potrafią być niewidzialne otoczą wystraszonych ludzi i będą co jakiś czas się pojawiać, aby ich bardziej wystraszyć.
Wilki Wody, Ognia i Metalu stworzą wielkoludów i każą ich powoli nacierać na ludzi.
Wilki Energii zadbają o burzę.
Wilki Powietrza robią wichurę.
Pozostałe wilki wyją i hałasują jak się da.
 
<Victoria, opowiesz, jak udało nam się wystrzaszyć ludzi?>
 
[dop. od Bety: Odalis ma prawo mieć bezwzględną nieśmiertelność, ponieważ zakupiła ją w Sklepie]

Od Navi: List

Przepraszam was, jednak muszę wyjaśnić jakoś tą sprawę. Nie dam sobie spokoju, póki tego nie wyjaśnię. Uszanujcie moje zdanie, wracam za kilka dni. Przy okazji zbadam sprawę z ludźmi.
Nie idźcie za mną, będę ostrożna.

Navi.

sobota, 29 grudnia 2012

Od Vickey

Strasznie się przestraszyłam, gdy usłyszałam o fabryce, myślałam o szczeniętach Zuko i moich. Chciało mi się płakać. Poród niedługo (bo 5 stycznia)...
- I co ja mam robić?! - zapytałam sama siebie.
Właśnie przyszła Marchesa i Odalis.
- Dobrze się czujesz? - zapytała Marchesa.
- Czasami źle, to od stresu... - odpowiedziałam. - Myślę cały czas o tej fabryce... nie wiem, co zrobię, gdy narodzą się szczenięta...
- Rozumiem cię, ale nie bój się... wspieramy cię, choć nie masz wysokiego stanowiska i tak będziemy cię bronić, bo jesteś w ciąży - oznajmiła Odalis.
- Dziękuje wam...
- Trzymamy za ciebie kciuki! - powiedziała Marchesa.
Odeszły, zostałam sama... chciałam się przewietrzyć, musiałam być bardzo ostrożna. Szłam wydeptaną ścieżką przez naszą watahę... doszłam dość daleko. Wyczułam niebezpieczeństwo... zauważyłam ludzi, parę metrów ode mnie. Zobaczyli mnie i krzyknęli:
- Zaraz, to wilk!!!
Zaczęłam uciekać, nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby się oddalać.
Gdy dobiegłam na miejsce okazało się, że Zuko mnie szukał...
- Gdzie ty byłaś?!
- Chciałam się przewietrzyć.
- Jejciu, a jakby się coś stało!? - krzyknął na mnie...
Chciało mi się płakać, Zuko jeszcze nigdy na mnie nie wrzeszczał...
- Uch... Przepraszam... nie chciałem cię, no wiesz... martwiłem się.
- Rozumiem.

Prośba od Vickey

Vickey chciałaby, aby dano jej wolną rękę co do napisania posta o jej porodzie, gdyż ma już na to pomysł - więc nie piszcie o nim. W związku z tym, że zostało to wszem i wobec ogłoszone, nie będę publikowała postów, które będą naruszały powyższe.

Mam nadzieję, że uszanujecie jej prośbę.

Pozdrawiam z kryjówki LINu w bojowym nastroju -
Alfa Marchesa

Od Victorii: Nie damy się przestraszyć!

Wszyscy uciekli do kryjówki. Szczeniaki strasznie się nudziły, a reszta watahy marudziła na to miejsce.
- Ja będę polować - zwróciłam się do Marchesy. - Jestem najszybsza. Mnie nie zauważą.
- Dobrze - zgodziła się.
- To ja idę coś upolować - krzyknęłam i w magiczny sposób znalazłam się na naszym (byłym) terenie. O mój boże! - pomyślałam. - Co oni zrobili?!
Nie było drzew, zwierząt, ani trawy. Tylko "goła" ziemia, na której znajdywały się liczne kamyki. Ludzie zaczęli się tu zbierać. Ci przebrani cieszyli się i tańczyli. Podeszła bliżej. Podsłuchałam ich rozmowę.
- Udało nam się! Juhu!
- Gratulacje, chłopcy. Dobra robota! A teraz wracajcie do pracy.
- Tak jest, szefie!
Do pracy?! To nazywają pracą?!! Co oni chcą zrobić? Muszę podejść bliżej - pomyślałam.
- Teraz postawimy tu fabrykę. W te miejsce - wskazał człowiek na mapie punkt.
- Niech te głupie zwierzęta lepiej nie wchodzą nam w drogę - zagroził. - Jak tylko je zobaczę, zwolnię was.
O nie! Chcą tu wybudować fabrykę! Nie dobrze, nie dobrze. Co robić?! Muszę szybko pobiegnąć do Marchesy.
- Marchesa! - wbiegłam przez magiczny łuk. - Jest bardzo źle!
- Nie ma jedzenia? - zapytały szczeniaki.
- Nie - odpowiedziałam - Nie o to chodzi! Ludzie chcą postawić na naszym terenie fabrykę!
- Że co?! - wszyscy wstali.
- Tak. Zniszczyli trawę, drzewa i rośliny. Nie ma też już żadnych zwierząt.
- To koszmar! - posmutniała Odalis.
- Wiedziałem, że tak będzie - powiedział Swizz. - Myśleliście, że nagle zjawili się u nas by pozabijać lisy? Wiedziałem, że jest tu coś nie tak. Niestety, nie myliłem się...
- Co teraz? - pytali inni.
- Musimy ich stąd wygonić! - powiedziałam stanowczo.
- Nie. My nie mamy z nimi szans...
- Marcheso, nie mówię żeby ich zabić. Przecież mamy magiczne moce, co nie? Za pomocą nich możemy przestraszyć ludzi i nie będziemy musieli szukać innego miejsca.
- Dobry pomysł - potwierdziły również szczeniaki.
- Dobrze - Marchesa zgodziła się. - Jaki jest plan?
- Więc tak... - objaśniłam wszystkim dokładnie co trzeba zrobić. Nawet szczeniakom. Kiedy skończyłam, wszyscy byli zadowoleni.
- Genialne! - powiedziała Odalis.
- Wiem. Jutro rano przestraszymy ich tak, że uciekną niczym stado dzikich koni. Nie damy im wygnać nas z terenu! - bojowo krzyknęłam. Wszyscy ruszyli za moim przykładem. Już my damy popalić ludziom...

Od Odalis: Obawy

Obawiam się, że przez...przez ludzi nie będziemy mogły z Navi wyruszyć w podróż. Co, jeśli otoczyli kawałek puszczy i w tym nas?
Swoimi zmartwieniami podzieliłam się z siostrą. Marchesa dumała przez chwilę.
- Nie chcę, żeby było tak samo, jak z Sharon i jej rodzicami - szepnęłam w końcu. Obie przypomniałyśmy sobie to okropne wydrazenie, które odbyło się na naszych oczach...

*
Obudziłam się. Cichutko na paluszkach podbiegłam do Marchewki, jak to nazywałam swoją siostrę Chess :) Nie chciałam, żeby rodzice się obudzili. Gdyby to się stało, ja i Marchesa nie mogłybysmy wymknąć się z jaskini.
- Pssst! Chess! - szepnęłam do chrapiącej Marchesy.
- Co jest? - spytała zaspanym głosem, ale po chwili przypomniała sobie, co rano chciałyśmy zrobić.
- Wstawaj, bo zaraz rodzice się obudzą i nici z wyprawy! - denerwowałam się, jak to szczenię.
- No dobra, już wstaję, Odalis - powiedziała siostra.
Szybko wybiegłyśmy z jaskini i pognałyśmy do lasu. Byłyśmy bardzo, bardzo małe i jeszcze nigdy nie byłyśmy same w lesie. Do dzisiaj. Zawsze zazdrościłyśmy starszym wilczętom, na przykład naszej przyjaciółce Sharon, że oni to "mogą sobie łazić gdzie chcą", jak powiedział jeden z nich.
Szłyśmy wolno po miękkiej trawie i podziwiałysmy tajemniczy las. Był świt i mgła dopiero opadała.
- Co robią tu te małe?! - zawołał jeden z młodych wilków. Było ich sześcioro, troje samców i trzy samice, w tym Sharon.
- One nie sa już takie małe - stanęła w naszej obronie - są starsze niż pozostałe.
- No dobra, zostawimy je w spokoju...
Rozległ się huk i szczekanie psów gończych. Stanęłam jak wryta. Sharon...upadła na ziemię. Ktoś zawył. "Przyjaciele" Sharon rozbiegli się na wszystkie strony. Jak zwykle rozsądna Marchesa zaciągnęła mnie w krzaki. Hałas zwabił wilki z naszej watahy. Ludzi już nie było, ale Sharon...nie żyła.
Nagle poruszyły się krzaki i wypadły dwa psy gończe. Rodzice Sharon rzucili się, aby obronić nas przed nimi.
- Uciekajcie...! - zawołali i padli od dwóch kul brodatego człowieka, który uwiązał psy i zabrał je z lasu. Tyle ich widzieliśmy.
*
- Wtedy po raz pierwszy zobaczyłyśmy ludzi - szepnęła Marchesa.
Pokiwałam głową.
- I co teraz? - spytałam.
- Chyba...chyba będziecie musiały przełożyć termin wyprawy, ale pomyślę jeszcze, co da się zrobić - odpowiedziała zamyślona "Chess".


Od Marchesy: Plan

Ludzie... nigdy nie było tu po nich śladu. Nagle się pojawili. Znikąd. Nie mieli prawa się tu znaleźć! Tak długo szukałam odpowiedniego terenu, wchodziłam wgłąb puszczy, by teraz musieć się przeprowadzać...
- Może stąd odejdą... - wysunęła przypuszczenie Odalis. Siedziałyśmy w głębi mojej groty wraz z Navi, Victorią, Exaliosem i Zuko.
- Nie... połączmy fakty. Nigdy dotąd ich nie było, więc musieli mieć ważny powód, żeby się zjawić. Nie strzelają do zwierzyny, a więc nie szukają ich mięsa. Strzelają do nas i innych zwierząt - wymienił Zuko.
- Po co do innych zwierząt? Lisy, wiewiórki są nieszkodliwe. Ludzie nigdy się nimi nie interesowali - stwierdziła Victoria.
- Lisy da się wytłumaczyć: kradną ludziom ich pożywienie, więc ci chcą się zemścić. A ptaki i wiewiórki może wcale nie zostały przez nich zabite. Może zostały tylko ogłuszone przez huk i zaraz się podniosą.
- Masz rację, Navi. Nie wpadłbym na to. Pójdę zerknąć, czy rzeczywiście już tam nie leżą.
Po chwili Exalios wrócił.
- Nie ma ich - oświadczył. - Navi miała rację.
- To tylko potwierdza moje obawy... - odezwałam się z rozmysłem. Wszyscy przysunęli się do mnie zaciekawieni i zaniepokojeni.
- To może być obława na wilki. Wobec tego nie mamy szans - powiedziałam cicho.
Zapadła chwila ciszy.
- Pokonamy ich - wysyczał Exalios.
- Zabijemy tylu, ile trzeba - zaczął narastać złowrogi gwar.
- Nie odważą się tu już nigdy wrócić!
- Poznają, co to znaczy żyć w strachu!
- Chodźmy!
- Nie.
Wilki stojące już w wyjściu odwróciły głowy w moją stronę.
- Tak ich nie pokonamy. Z Wilkami Pełni straciliśmy Hayleya. Wyobraźcie sobie, że ludzie to stokrotne Wilki Pełni. Tylko, że na nich nie ma Kamienia Przeznaczenia. Mają więcej mocy, niż my, a niedługo będziemy mogli poświadczyć własną skórą, co to znaczy kula w boku, która przedziera się głębiej niż jakikolwiek kieł. Dla nich jesteśmy jak małe zajączki.
- To co mamy zrobić? - Odalis bezradnie rozłożyła łapy.
- Skontaktować się z tymi watahami, które rozdrażniły ludzi tak, że aż urządzają obławy tak głęboko w las. Do tego czasu musimy... - tu uczyniłam chwilkę pauzy - ...wynieść się z Magicznej Doliny.
Wysłałam Onalię wraz z Valixy i Odiem, aby poszukali tamtych watach i skłonili je do spokoju, bo inaczej odbije się to na wszystkich wilkach. Może to im zająć dużo czasu, bo nie bez powodu nasz teren znajduje się tak daleko od ludzkich siedlisk.
Zaczęliśmy przeprowadzkę do kryjówki LINu. Do nich można dostać się jedynie za pomocą magii, więc tam będziemy bezpieczni. Dopóki z tamtąd nie wychylimy nosów, bo przecież musimy polować...

Od Victorii: Muzyka

Coraz więcej ludzi zaczęło tropić wilki. Zaczęli wchodzić na nasz teren i strzelać swoimi pistoletami. Jest bardzo źle. Pewnego razu - na polowaniu - zobaczyłam małą dziewczynkę. Może nie taką małą... Trzymała w ręku jakiś gadżet i tańczyła w rytmie muzyki. Kiedyś słyszałam o muzyce, ale nigdy nie widziałam jej na oczy. Pobiegłam do Marchesy. Bardzo się zdziwiła.
- Co to jest muzyka? - spytała.
- Muzyka to coś do słuchania.
- Jest to fajne? - dołączyła Odalis.
- Tak. Jest wiele muzyki, której można słuchać. Bardzo się od siebie różnią.
- Mamo, a co ta dziewczynka trzyma? - spytały się szczeniaki.
- To jest technologia - odpowiedziała Odalis.
- A co to technologia? - zaczęły się dopytywać.
- Technologia to dziwne, wymyślone przez ludzi rzeczy.
- A kim jest ten pan? - zauważyły wysokiego człowieka z krótką brodą.
- O nie, nie dobrze! Uciekamy! - krzyknęłam. Odalis ze szczeniakami pobiegła w prawo, ja w lewo, a Marchesa za mną. Człowiek zaczął strzelać na wszystkie strony. Wiele zwierząt na tym ucierpiało. Gdy minęło 30 minut, odszedł z tą dziewczyną.
- Mamo, popatrz... - szczeniaki zaczęły rozglądać się dookoła. Wszędzie leżały martwe ptaki, lisy, wiewiórki... To było wstrząsające.
- Co teraz zrobimy? - dołączyłyśmy z Marchesą.
- Wygląda na to, że będzie trzeba znaleźć nowe miejsce... - odpowiedziała i pobiegła zawiadomić resztę.

Od Vickey: Ostrożność

Skoro mam począć moją rodzinę, muszę o to dbać, ostatnio jestem bardzo ostrożna... Nawet najmniejszy wstrząs mógłby spowodować problemy zdrowotne u dzieci czy przy porodzie. Skoro będzie dwójka samców, to ustaliłam z Zuko, że będą się nazywać Taylor i Nero. Taylor ja wymysliłam, a Nero - Zuko Zasmuciłam się, gdy pojęłam fakt, że nie mogę iść pomóc Navi w jej podróży. Dobrze, że Odalis się zgodziła, wtedy bym się bardzo martwiła i miałabym poczucie winy... Leżałam z Zuko w moim legowisku, zrobiliśmy razem zabawki dla dzieci: grzechotkę z przebitego owocu, do którego włożyliśmy parę kuleczek i zająca z listków dębu które zkleiłam błotem.
- To takie przeżycie!!! - powiedział Zuko - zakładamy rodzinę.
- To prawda, ja także nie moge się doczekać!!! - odpowiedziałam nadal z zachwytem patrząc na zabawki.
Zuko mnie przytulił... Było to bardzo miłe.
- Kocham cię! - powiedział uśmiechając sie w moim kierunku.
- Ja ciebie także! - oznajmiłam.

piątek, 28 grudnia 2012

Od Odalis: Ostatnia Pełnia

Szamani dali każdemu takie specjalne ziółka, które mieliśmy wrzucać do ogniska w momencie, kiedy zaczniemy wyć na znak Najwyższego Szamana. Wilczęta były podekscytowane - jak zresztą zwykle.
Przyjrzałam się ziółkom. Były platynowego koloru. Jeden listek, największy, był lekko błękitny.
- Możecie zaczynać - powiedział w ciemności Exalios.
- Auuuu! Auuuu! - zawyły wilki.
Wrzuciłam swoje ziółka do ogniska. Dym przybrał błękitno-platynową barwę. Zawyłam razem ze szczeniakami. Usłyszałam, jak szamani szeptają.
- O, wspaniały królu nocy, błagamy cię, abyś świecił jeszcze jaśniej. Wysłuchaj naszych pragnień!
- Pan Wielki Nie Zna Słów Błagalnych, Których Używali Pradawni - usłyszałam Dangerousa.
- ?
- Pan Wielki Pozwoli, Że Smok Je Wypowie I Będzie Odpowiednio Błagał Księżyc.
- Zgoda.
- פּאָמידאָר זופּ איז געשמאַק, אָבער די לאָקשן אַפֿילו בעסער - powiedział bez zająknięca smok. - בלומען שמעקן
פייַן אין דער לאָנקע, אָבער איך בעסער צו בראָטן הינדל
- Auuuuuuuuuuuuu, Au, Au, Auuuuuu! - zawył ktoś i pozostali się do niego przyłączyli. - Auuuuuuu!
- באַלד עס וועט זייַן דער סוף איך פּרזיפּאַלאַדזש טשיפּס
- Auuuuuuuuu!
- פלאַטערל פוס! איך לאָזן איצט, איך פילן די רויך אויס פון די קיך!
- Auuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu! - zawyły ostatni raz wilki. Księżyc błysnął i schował się za chmurami.
- Pan Nieba Jest Nieśmiały, Ale Przyjął Nasze Prośby - odrzekł Dangerous.
Wilki wróciły do swoich legowisk pójść spać. Ostatnia Pełnia była zakończona.

Wilczątko Caro


Imię: Caro
Płeć: samica
Rodzina:
Rodzice: ojciec Luck, matka nieznana
Rodzeństwo: młodsza siostra Vanilla, przybrany brat Niko
Żywioł: ogień
Umiejętności: wir ognia, odporność na lawę (ogień w różnej postaci)
Opis: Caro to starsza córka Lucka. Chce, by jej tata był szczęśliwy z inną wilczycą. Ma jednak nadzieję, że nie wróci do Victorii - z własnych powodów. Kiedy była mała, nienawidziła, jak mówiło się do niej: "to sprawy dla dorosłych", "jesteś na to za mała" albo "zrozumiesz, gdy będziesz duża". Mówiąc krótko, Caro to była psotnica, która miała duży autorytet u innych szczeniaków, ze względu na odwagę i swój charakter...

Od Marchesy: Obawy

Odalis za kilka dni wyruszy z Navi. Pomagałam jej się przygotować.
- Potrzebna będzie wam woda - powiedziałam.
- A jedzenie? - zapytała siostra.
- Upolujecie. Woda jest ważniejsza. Bez niej ani rusz, a zwierzyna jest wszędzie. Z resztą, nie musicie polować codziennie.
- No tak, jak się najemy, wystarczy nam przecież na kilka dni. Zapomniałam. - Po chwili dodała - Co masz taką minę?
Zmieszałam się. Ona to potrafi mnie rozgryźć! Z pozostałych wilków żaden nie zna mnie na tyle, żeby widzieć, kiedy jest mi smutno, jeżeli tego nie chcę.
- Smutno mi po prostu - powiedziałam wreszcie. Wezbrała we mnie żałość.
- Ostatnio jesteś... jakby to powiedzieć...
- Wnerwicowana? Uczepliwa? Zdenerwowana? Zestresowana?
- Nie, aż tak źle nie jest, nie dałaś się innym wilkom we znaki, przynajmniej nie zauważyłam. Po prostu widać, jak... po prostu uciekło z ciebie życie. W dużym uproszczeniu - jesteś smutna.
- Nie wiem, na jak długo się rozstaniemy. Wiesz, że cię kocham i nie chcę, żebyś odeszła.
- Mam zostać?
- Nie to miałam na myśli. Nie chcę, żebyś odeszła na zawsze.
Zapadło milczenie.
- To nie jest niebezpieczna podróż - zaprotestowała Odalis.
- Też tak myślę. Tylko... wiesz, ostatnio czuję się osamotniona. Dobra, rozczuliłam się, koniec.
- Nie, mów dalej - wilczyca wiedziała, że nie lubię opowiadać o swoich uczuciach, a gdy skończę, nie wrócimy już do tematu.
- Po prostu uważaj na siebie i na Navi też. Macie wrócić - nie dałam się naprowadzić na nowo na rozmowę.
- Będę. Były bardziej niebezpieczne podróże.
Słowa uwięzły mi w gardle, gdy chciałam coś odpowiedzieć. Rzuciłam się ku siostrze i po prostu trwałyśmy w uścisku.
- Wiem, że były różne niebezpieczeństwa. Nie jesteście nieśmiertelne i najgłupszy wypadek może wszystko zepsuć - mówiłam czując, jak ściska mi się gardło. - Tropiliśmy Mrocznych, gdy cię porwali, nie wiedzieliśmy, gdzie jesteś, gdy Hayley zginął, wędrowałyśmy przez długi czas, gubiąc się nawzajem, nim dotarłyśmy do Doliny, z nową tożsamością, porzucając burzliwą przeszłość i zapominając o rodowodzie...
Zasłoniłam usta łapą. Nie chciałam powracać do historii naszej rodziny. To bolało nas obie.
- Po prostu nie chcę znowu zostać sama - wydusiłam. - Za dużo było rozstań. To irracjonalne i głupie, wiem.
- Nie - zaprzeczyła. - Rozumiem cię.
A więc ktoś mnie jednak rozumiał. Przed kimś nie musiałam kryć uczuć, których wstydziłam się sama przed sobą. Nie jestem przecież idealna.
Puściłam siostrę, przywołałam się do porządku i przestawiłam się z trybu "siostra" na "alfa":
- A więc idziecie za trzy dni na północ?

Od Odalis: Szczęśliwa nowina Vickey

- Podobno jesteś w ciąży, to prawda? - spytałam odpoczywającą w Legowisku Vickey.
- Tak, to prawda.
- Gratuluję! Wiesz, ile ich będzie?
- Dwa.
- Dwa? Zaraz... Przepowiednia! - zawołałam.
- Co?
- Twoja wizja! Nie pamiętasz? Mówiłaś nam, że miałaś wizję o Wilku Nadziei... On ci powiedział, że nasza wataha powiększy się o parę szczeniąt!
- W sumie... Aaaaaaaaa... - przypomniała sobie Vickey.
- Teraz pozostaje nam tylko szybko pomóc temu komuś, o którym mówił Wilk Przepowiedni - dodałam.
Dołączyła do nas Navi.
- Czyli już nie możecie ze mną wyruszyć w podróż? - spytała Vickey. Obie posmutniały.
- Niestety nie... Ja będę słaba, a nie sądzę, żeby Zuko mnie opuścił - powiedziała cicho przyszła matka.
- Ja z tobą pójdę - powiedziałam w końcu.
- Ty? - Navi wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia.
- Tak. Szczeniaki są już niemal dorosłe, a Exalios przywykł, że co chwila mnie nie ma - uśmiechnęłam się. - Spokojnie, nie ma co się martwić. Kiedy wyruszamy? Jutro?
- Jutro, pojutrze... To zależy, jak długo będziemy się przygotowywać - odpowiedziała Navi.
- Mi tam bez różnicy. Do zobaczenia! - pożegnałam się i poszłam się spakować.

Od Vickey: Agresywnosć Zuko


Niedawno z Zuko staralismy się o szczeniaczki... Jestem w ciąży.
Zuko tak jak niektóre samce staje się agresywny wobec innych samców różnych gatunków, a nawet własnego gatunku (ale to rzadko), gdy ich partnerka ma wydać na świat potomstwo. Poszłam z Zuko na Szlak Mordoru. Jest tu naprawde ładnie, chabry obrastały wszystkie łączki
Zauważyłam lisa, Zuko od razu rzucił się na niego jak jakiś gmmm...
Wygladało to tak jakby grubas rasy ludzkiej zobaczył kurczaka czy nagetssy z KFC...



- Zuko, chyba odrobinę przesadzasz...
- Nie rozumiesz...jesteś moją najważniejszą osobą na świecie,
a teraz muszę cię bronić razy dwa...
- Dlaczego razy dwa?
- Po pierwsze: kocham cię, po drugie: masz kolejne najważniejsze osoby w sobie
- Uch...no dobrze, ale po sukcesie naszych działań masz przestać TO robić z innymi!!!
Oto ja we wczesnej ciąży:

Od Navi: Sen... cz. 2

- Chyba wyruszę w podróż, by zbadać całą tą sprawę. – Powiedziałam, kiedy już razem z Vickey wróciłyśmy do leża.
- Możemy razem z Zukiem się dołączyć? Przyda się nam wspólna podróż.
- Tak, pewnie! Przydacie mi się!
- Navi, czy ja dobrze słyszę, kolejna podróż? Jeśli wciąż będziesz oddalać się od stada sama, może Ci się coś stać, zbyt ryzykujesz! – Powiedziała Marchesa wtrącając się do rozmowy.
- Ale ja nie wyruszam sama, biorę z sobą Zuko i Vickey.
- Jeszcze tego brakowało! - Krzyknęła Marchesa. - Poczekajcie chociaż do końca dnia, przecież dziś wieczorem musimy zawyć wszyscy razem, pamiętasz? Dziś Święto Ostatniej Pełni.
Marchesa miała rację, zostaniemy jeszcze trochę zanim wyruszymy. Jednak nie powstrzyma mnie nikt od wyruszenia w podróż, nawet cała armia wilków!

Od Victorii: Spotkanie z ojcem

Przeżyłam koszmar. Śniło mi się, jak mój ojciec zabija mamę. To na serio straszne uczucie! A skoro jest już po świętach, wyruszam go odnaleźć.
- Co chcesz zrobić, jak go znajdziesz? - zapytała Marchesa.
- Nie wiem...
- Cokolwiek przyjdzie ci do głowy, nie rób głupstw - dodała Odalis.
- Dobrze, obiecuję. Ruszam kochani. Pa!
Z prędkością światła szybko pobiegłam za tropem Edmunda (tak ma na imię mój ojciec.) Nim się obejrzałam, byłam na krańcu świata. Bardzo mocno wyczuwałam jego trop. Po paru minutach znalazłam go.
- Cześć...tato - spojrzałam na niego z powagą.
- To ty, Victoria? - ucieszył się na mój widok.
- Tak.
- Co ty tu robisz?
- Chciałam ciebie odnaleźć.
- Ale po co dziecko?
- Nie jestem dzieckiem. Chciałam cię tylko zobaczyć.
- Nie przywitasz się ze mną?
- Nie - trzymałam go na dystansie. - Muszę już iść. Do zobaczenia.
- Victoria, nie zachowuj się tak. Jestem twoim ojcem.
- Dokładnie byłeś. Nigdy nie zapomnę, o tym co zrobiłeś!! - odbiegłam. Szybko wróciłam do watahy. Marchesa bardzo zdziwiła się. Myślała, że to potrwa cały dzień.
- I jak było? - zapytała Odalis.
- Tak jak zwykłe spotkanie z ojcem.
- Nie sądzę, żeby to było zwykłe spotkanie...
- Nie chcę o tym rozmawiać. Idę do jaskini.

Zdjęcia

Dużo osób skorzystało z możliwości zdobycia Punktów za pomocą wysłania Alfie zdjęć na Dolinę. Ponieważ jest już baaaaaardzo dużo, Alfa dziękuje wszystkim za wysłanie zdjęć i zamyka już możliwość zdobycia Punktów tym sposobem.
Nie oznacza to, że te zdjęcia, które już zostały nadesłane, nie zostaną ocenione - zostaną. Jednak nie będziemy już brały pod uwagę kolejnych.

Znad kłębowiska fotografii pozdrawia Was Beta Odalis
usiłująca nie utonąć w górze zdjęć.

Od Vickey: O mały włos

Leżałam w legowisku i myślałam co tu zrobić...
- Wiem, zrobię naszyjnik z błota i liści tworząc masę.
Jak powiedziałam tak zrobiłam, do tego doczepiłam drewniane serduszko, a w środku wydrążyłam "V +Z". Naszyjnik podłożyłam w nocy przed legowiskiem Zuko.
Rano poszliśmy (ja z Zuko) nad wodospad Keina.
- Wiesz Vickey, naszyjnik jest naprawdę piękny, mam go przy sobie, noszę go zawsze i wszędzie...
- A ja zrobiłam z twojego serduszka z wierszem także naszyjnik, żebym go zawsze miała przy sobie
- To miłe.
-
- Czuję coś w wibracjach, ktoś jest za tym konarem!!!
- Uważaj!!! - krzyknęłam.
Był to myśliwy ze strzelbą! Zuko był za mną, usłyszałam strzał...
Popłakałam się...zobaczyłam upadającego Zuko....szybko zawróciłam, wzięłam go za "kołnierz" i zaciągnęłam go w krzaki, tam też przeczekałam parę minut, aż myśliwy odszedł...
- Jejciu, nic ci się nie stało?! Budź się Zuko... Wstawaj!!!! - krzyczałam sama do siebie z łzami w oczach... Po chwili Zuko podniósł się...
- Twój naszyjnik mnie uratował...
Pokazał mi pęknięte drewniane serduszko na łańcuszku które miało w sobie rysy po uderzeniu naboju...
Wtuliłam się w sierść Zuko i jeszcze raz zapłakałam (to ze szczęścia).
- Kocham cię...
- Ja ciebie też...
Objął mnie i razem wróciliśmy do Legowisk...

***

Szłam przez las... Nad drzewami, w całym lesie panowała ponurość i mgła... Poszłam nad Szmaragdowe Jezioro i zobaczyłam wilka na drugim brzegu...był ciemny...chyba jest mgła, więc dobrze nie widać...
Napiłam się i zaczęłam biec w jego kierunku. Nie widziałam nawet czubka własnego nosa... Po chwili coś mnie mocno uderzyło... Zabolało, spojrzałam na moją przednią łapę, ale nic nie widziałam... Spojrzałam do góry i zobaczyłam spadającego na mnie wilka, tym razem odepchnęłam atak...pomyślałam: to pewnie ten sam wilk, którego widziała Victoria, ten sam, który zabił jej rodziców... Uderzył mnie jeszcze raz...tym razem w głowę...
- Kim jesteś???
- Lepiej, żebyś nie wiedziała - uśmiechnął się szyderczo.
Zaczęłam uciekać, wszystko mnie bolało...gdy wybiegłam z lasu i dotarłam do watahy, Exalios powiedział:
- Matko boska, co ci się stało?!
Spojrzałam na siebie, przednią łapę miałam w krwi...
- A na boku zadrapanie?! - zapytała Marchesa.
- Pomogę ci, obandażuję ci łapę... - powiedziała Victoria.
- Nie teraz, ja widziałam, widziałam...tego wilka...nie zajmujcie się mną tylko nim...wskazałam na uciekajacą we mgle ciemną sylwetkę wilka...

czwartek, 27 grudnia 2012

Od Zuko: Czy ona też mnie lubi?

Dziś o świcie pobiegłem do Navi, żeby z nia pogadać.
- Cześć, Navi - przywitałem się. - Możemy porozmawiać?
- Tak. Oczywiście - powiedziała Navi.
- Ty jesteś przyjaciółką Vickey, prawda?
- Tak, a co?
- Bo chciałbym wiedzieć... Czy ona też mnie lubi?
- Jak bardzo ją lubisz? Jak koleżankę czy partnerkę?
- Bardzo ją lubię jak partnerkę.
- Nie ode mnie powinieneś się tego dowiedzieć.
- To co mam robić?
- Idź do niej. Powiedz jej, co czujesz i spytaj, czy ona czuje to samo.
- Dzięki, Navi! Serio stokrotnie dzięki! Jestem twoim dłużnikiem!
Jak powiedziała, tak zrobiłem. Sprintem pobiegłem do Vickey. Kiedy dobiegłem pod jej jaskinię zauważyłem, że jej nie ma. Zaraz potem ona stała za mną i wtedy usłyszałem ją:
- Zuko? - spytała ze zdziwieniem. - Co ty tu robisz?
- Muszę ci coś powiedzieć. Kocham cię, od kiedy wbiegłaś na Wielką Ucztę. Czy ty też coś do mnie czujesz?
- Czuję dokładnie to samo!
Po tych słowach pocałowaliśmy się. To był piękny, pierwszy raz.

The
End

Romantick.

Od Navi: Sen...

- Nie! - Obudziłam się ze złego snu z krzykiem.
- Navi, coś się stało? – Zapytała Vickey wbiegając do leża.
- Nie, to tylko zły sen. - Odpowiedziałam wstając.
- Powiedz co ci się śniło, może to wizja...
- No więc sen związany był z śmiercią moich rodziców. Widziałam, kiedy odchodzili, by szukać nowego terenu po wojnie, szli... szli... zobaczyli opuszczone tereny, na których było mnóstwo zwierzyny, postanowili się rozejrzeć. Okazało się, że teren wcale nie był opuszczony, był zamieszkany przez liczącą sobie 8 wilków watahę, na której czele stał wilk, którego goniłyśmy razem z Victorią. Podszedł do nich i zabił, a zwłoki zakopał koło ich leża.
Zapadła cisza...
- Poczekaj... - Powiedziałam zamyślona. - Vickey, a jeśli to prawda?
- Nie wiem, Navi...
Pobiegłam nad rzekę razem z Vickey by porozmawiać z rodzicami za pomocą amuletu, który dostałam od babci, jednak nie wiedziałam jak go użyć... moja łza spadła na amulet i koło mnie zobaczyłam rodziców.
- Mamo? Tato? Czy to wy?
- Tak, Navi... Dlaczego nas wzywałaś?
- Ale ja nic nie zrobiłam...
- Ależ tak... Pomyślałaś o nas i uroniłaś łzę na amulet.
- Więc tak to działa... Mamo, czy to prawda, że zabił was wilk, o którym miałam sen?
- Tak, to prawda... Jednak sama to musisz zbadać, więcej nie możemy ci pomóc...
- Ale mamo! - krzyknęłam, jednak już ich nie było.
Przerażona Vickey, która była świadkiem całego zajścia, stała jak posąg.
- Chodź, idziemy. - Powiedziałem pełna spokoju.

Od Odalis: LIN

Ostatnio zaprzyjaźniłam się bardzo z Zuko, ale martwi mnie, że Victoria chodzi przygnębiona. Nie lubię, kiedy ktoś jest smutny...
Tak jak powiedziała Marchesa, jest odwilż i niestety "moja" góra topnieje. Wilki Wody starają się ją naprawić, ale na próżno.
Mimo tego, że zima już dawno się zaczęła, jest jak wczesną wiosną. Szczeniaki hasają po łąkach, grają w piłkę, udają polowania, walki i ogólnie panuje u nich wesoły nastrój. Niko i Swizz zaprzyjaźnili się i razem przewodzą szczeniakom w zabawach.
Jutro Ostatnia Pełnia. Szamani będą mieli łapy pełne roboty, by wszystko odpowiednio przygotować.
- Co robisz? - do mojego Legowiska wszedł Louco i bez skrępowania usiadł na moich skórach. Zaczął  jeść.
- Co ty tu robisz? - spytałam bez cienia zdziwienia. Przywyczaiłam się. LIN jest taki nieprzewidujący, że aż można to przewidzieć.
- Siedzę na twoich skórach - powiedział uśmiechnięty. Zawsze lubił robić mi takie żarty.
- No dobra... Po co tu przyszedłeś? Gdzie reszta? Co będziesz robić?
- Odwiedzić cię. W Dolinie. Nie wiem - minęła chwila, zanim poukładałam sobie jego wypowiedź w głowie.
- Po co mnie odwiedziłeś? Nudzi wam się? Gdzie w Dolinie jest reszta i co robi? Co będziesz robił najprawdopodobniej, oprócz czynności potrzebnych do życia? - pytałam dalej.
- Nudzi nam się. Tak. Prawdopodobnie u szczeniąt. Bawi się. To co oni - Louco dalej był zadowolony z siebie.
- No dobra. Zawołaj ich i przyprowadź i przyjdź ty sam i zostańcie - powiedziałam jednym tchem.
Louco poszedł i po chwili wrócił z Indecisosem i Normaisem. Uśmiechnęłam się. Normais mówił normalnie, a Indecisos też, bo jeszcze się nie zdecydował, jak ma odpowiadać.
- Jak długo zostaniecie? - spytałam Normaisa.
- Kilka dni... Umiemy polować, mamy już przecież rok, ale nie odmówimy pysznej pieczeni domowej roboty.
- Okey. Gdzie będziecie sypiać?
- ... - LIN zrobił smutne oczka.
- Dobrze, możecie u mnie - zmiękłam - tylko bez wygłupów!

Od Victorii: Rodzina

Zaniepokoiłam się tym, co powiedziała Vickey. Że jednego z nas spotka smutny koniec... Skończyły się święta i od razu zaczęły się nowe kłopoty. To jest u nas normalne. Nie chciałam się z nikim spotkać, wolałam poleżeć w jaskini sama. Musiałam przemyśleć parę spraw. Chyba wiecie, jakich.
Chciałam zapomnieć o Lucku, ale to nie jest takie proste. Przyjaciele pomagają mi, ale mimo tego nie czuję, że jestem szczęśliwa. Wszyscy mają partnera, wszyscy. Tylko ja zostałam sama, całkiem sama. Bez rodziny, bez Lucka... Właśnie, pewnie nie opowiadałam wam o mojej rodzinie... To było, jak miałam 5 miesięcy. Moja mama bardzo o mnie dbała. Była troskliwa i kochająca w stosunku do mnie. Jednak mój tata mnie nienawidził. Tak, NIENAWIDZIŁ. Gdy mamy nie był w domu, krzyczał na mnie z byle powodu i bił. Groził mi też, że jeżeli powiem cokolwiek o tym mamie, to ją zabije... To było straszne! Żyłam w strachu i smutku. Tylko przy mojej mamie czułam się bezpieczna i szczęśliwa. Pewnego dnia, gdy byłam starsza, moja mama zabrała mnie od taty i ruszyłyśmy na pustynię. Na tą samą, co leży obok Magicznej Doliny. Chciałyśmy uciec od mojego ojca, był zbyt agresywny i nieprzewidywalny. Jednak gdy dowiedział się o naszej ucieczce, ruszył za naszymi śladami. Był coraz bliżej nas. Wtedy moja mama powiedziała: ,,Pamiętaj, niezależnie od tego co się stanie, zawsze będę przy tobie.'' i kazała mi uciekać. Uciekłam do lasu. Biegnąc, usłyszłam krzyki mamy. On ją zabił. Mój tata. Przez niego nie ma przy mnie najważniejszejszej osoby na świecie. Kiedyś wytropię go i... zabiję! Nieważne, czy teraz lub kiedyś. Nie pozwolę, żeby dalej wałęsał się po tym świecie!
- Victoria? - weszła Vickey.
- Tak?
- Co się stało?
- Nic - starałam się ukryć moje łzy.
- Widzę, że płaczesz.
- Ja... musiałam pobyć trochę sama.
- Widzę. To nie dobrze ci służy. Chodźmy na górę Odalis.
- Nie mam ochoty.
- No to może nad wodospad?
- Nie. Ja nie chcę nigdzie iść.
- No proszę cię.
- Nie i koniec! - krzyknęłam. - Ja nie chciałam Vickey... - zaczęłam płakać.
- Powiedz, co się stało.
- Dobrze.
Opowiedziałam wszystko. Jak moja mama zginęła, dlaczego nie jest ze mną Luck... Cały czas mnie słuchała. Dobra jest z niej przyjaciółka.
- Zastanawiam się, czy nie odejść...
- Nie. Teraz zbyt słabo myślisz, poczekaj do jutra, aż się uspokoisz.
- Dzięki. Co bym bez ciebie zrobiła.
- Nie przeżyłabyś tego.
- Skąd ja to znam...
- To ja cię teraz zostawię samą. Jakby co, wołaj.
- Jeszcze raz dzięki. Pa!

Zaczęłam poważnie zastanawiać nad odejściem. Jednak nie potrafię odejść. Nie potrafię opuścić mojej rodziny. Gdybym odeszła, jeszcze bardziej bym się załamała. Magiczna Dolina to moja rodzina. Dzisiaj to dopiero zrozumiałam. A co z Luckiem? Nic. W końcu czas leczy rany...

Od Onalii: Tajemniczy wisiorek

Gdy wróciłam do domu od razu powiedziałam mojej cioci o wisiorku. Ta bliska mi osoba wreszcie wyznała mi prawdę.
– Onalio, muszę ci coś wyznać, ten wisiorek jest zaczarowany. Gdy włożysz go do wody on ukaże ci to o czym pomyślisz, ale kiedy dotknie on ognia lub czegoś gorącego, zostanie zniszczony...czy muszę ci jeszcze coś powiedzieć, ach, ten wisiorek uchroni cię przed niebezpieczeństwami - powiedziała ciocia, a potem jeszcze dodała – Załóż go, dziecko.
- Dobrze – odpowiedziałam i zrobiłam tak, jak kazała.
Po chwili pobiegłam do Szmaragdowego Jeziora, by sprawdzić, czy wisiorek działa. Ciotka nie myliła się i w jednej chwili zobaczyłam mnie i moją mamę, gdy przytulałam ją. Gdy ujrzałam ten obrazek z dzieciństwa, w mym oku zakręciła się łza i zleciła na wisiorek, a on zaświecił, uniósł się. Zadrżałam i zaraz tak jakby w myślach wróciłam do tamtych czasów. Moja mama wszystko mi wyjaśniła, powiedziała:
- Córeczko, jeśli ci na czymś zależy, to to stanie się w twoich myślach, ale tylko na kilka chwil, a więc zaraz cofniesz się do tamtego czasu.
Tak się stało, nawet nie zdążyłam powiedzieć mamie:
- Pa, p...
I zniknęłam. Wróciłam, a wisiorek spadł w moje łapy. Pobiegłam do mojej cioci, która zajmowała się siostrą i wszystko jej opowiedziałam. Okazało się, że ciocia wiedziała to, tylko nie powiedziała mi, bo myślała, że to się nigdy nie wydarzy.

Prezenteria - wyniki

Oto wyniki naszej Prezenterii!

NumerekWilki, które wybrały ten numerIlość punktów kryjąca się pod numerem
1Cheryll, Zuko, Vickey5
2Odalis, Navi1
3Cheryll, Odalis0,5 ;)
4Kari8 - nagroda główna. Gratulujemy.
5Navi2
6Luck, Zuko, Navi4
7Cheryll, Kari, Odalis4
8Navi, Kari7
9Odalis6
10Nasati, Odalis3
11Victoria, Navi3
12Odalis5
13Navi, Odalis, Kari, Zuko7
14Zuko, Kari6

Niedługo suma wygarnych Punktów zostanie wpisana do Waszych profili. Dziękujemy za liczny udział i życzymy Wesołych Świąt!
 
Chcecie więcej takich konkursów?
Ze szczytu góry Harwene pozdrawia Alfa Marchesa
oblizująca się jeszcze po Wielkiej Uczcie.

środa, 26 grudnia 2012

Kartka z życzeniami

Klip z kartki
Z okazji Świąt nasza Rada postanowiła przygotować Wam kartkę z życzeniami. Możecie się po nią zgłosić na email watahy (dolina.wilkow@gmail.com), a wtedy załacznik z kartką w postaci krótkiego filmu zostanie Wam nadesłany w odpowiedzi. Nie możemy jej umieścić na blogu, gdyż będzie to naruszenie praw autorskich autorów grafik zamieszczonych w niej.

Zachęcam do napisania na maila -
Ze Skały Reimond pozdrawia alfa Marchesa
usiłująca zepchnąć z niej pchającą się siostrę.

Od Onalii: Historia z dzieciństwa

Pewnego dnia, gdy usiadłam na ziemi, bo nie miałam co robić, przypomniałam sobie chwile z mojego dzieciństwa... Byłam mała, nie wiedziałam, co się dzieje, aż wreszcie moja ciocia powiedziała mi, że moi rodzice zginęli na polowaniach. Zaatakowały ich inne wilki, zostałam sama tylko z siostrą i ciocią. Nie uwierzyłam jej i poszłam ich szukać. Po drodze spotkałam wilka o imieniu Victoria, poprosiłam ją, by pomogła mi szukać moich rodziców, wiedziałam, że razem pójdzie nam szybciej. I tak było. W czasie drogi starałam się z nią zaprzyjaźnić, ale mi się nie udało.
- Dokąd chcesz iść? - zapytała Victoria.
- Chciałam iść do magicznego lasu, gdzie zostali zaatakowani moi rodzice - powiedziałam niepewnym głosem.
- To całkiem długa droga.
- Wiem, ale chcę znać prawdę i w jakich okolicznościach zginęli moi rodzice.
Gdy dotarłam na miejsce zobaczyłam, że coś rusza się w krzakach, więc tam podeszłam, a zza nich wyskoczył wilk o imieniu Luck.
- Co tutaj robicie? - zapytał.
- Szukamy moich rodziców - odpowiedziałam, jednocześnie zadając kolejne pytanie. - Czy widziałeś tu dwa wilki? Jeden był czarny, a drugi czarno-biały.
- Nie - odparł Luck.
A za chwilę Victoria i Luck odbiegli w poszukiwaniu zwierzyny, ponieważ byli głodni, a ja zostałam sama.
Obszukiwałam teren, ale nie znalazłam niczego... prawie niczego, a jednak kupce sierści leżał wisiorek po mojej matce i wtedy uwierzyłam, że oni zginęli. Zapamiętałam drogę przez którą szłam razem z Victorią i ze smutną miną pobiegłam do domu.

Od Zuko: Nowa wilczyca

Wraz z Odalis, jak to mamy w zawodzie, poszliśmy na zwiady. Ona patrolowała teren z powietrza, a ja na ziemi. Ostatnio nasza wataha bardzo się zwiększa, a zwłaszcza w tym miesiącu. Bo najpierw Shego, potem Nasati, Navi, ja i Vickey. A na Odalis naprawdę można polegać, jak na przyjaciółce. Ale zaraz...
- Odalis! - wykrzyknąłem. - Ktoś się zbliża!
- Słyszę cię! I widzę tego kogoś! - krzyczała do mnie z nieba Odalis. - Biegnie, jakby ją prąd poraził! Uwaga! Zmierza w twoim kierunku!
- Co?
I ani się obejrzałem, intruzka potrąciła mnie z bardzo dużą siłą. Już wtedy wiedziałem, że się nie polubimy. Wraz z Odalis ruszyliśmy w pogoń za nieznajomą. Nagle wbiegła w krzaki i strzeliła mi gałęzią prosto w pysk, kiedy mogłem już ją zatrzymać. Szybko się ocknąłem i z powrotem ruszyłem w pościg. Przeciwniczka myślała, że tylko ja ją gonię, więc Odalis zleciała na ziemię, żeby ją zaskoczyć. I udało się, intruzka odwróciła wzrok w tył do nas i wbiegła w tak zwany kozi róg. Ha! Wataha z Magicznej Doliny górą! Od razu zaczęlismy ją przepytywać:
- Kim jesteś?! - ze złością krzyczałem na nią, bo w czasie pogoni mnie wkurzyła. - Co robisz na naszym terenie?!
- Poczekaj - powiedziała do mnie Odalis. - Ja się tym zajmę.
- Kim jesteś? - mówiła o wiele spokojniej ode mnie. - I co robisz na naszym terenie? To ziemie watahy z Magicznej Doliny.
- Jestem Onalia. Nie wiedziałam, że jestem na cudzym ternie, bo biegnę tak już bardzo długą drogę od domu. Wyruszyłam na polowanie, a gdy was usłyszałam pomyslałam, że ktoś mnie śledzi i zaczęłam uciekać. Wybacz, że cię potrąciłam - wtedy mówiła do mnie - i za tą gałąź.
- Spoko - odparłem dalej z nerwami i widać, że jej nie lubię.
- Zaraz, zaraz... Wy należycie do watahy? Przyjęlibyście mnie?
- Tak. Chodź z nami.
- Ja nie mam nic do gadania, bo ona to BETA, a ja jestem tylko zwiadowcą - mówiłem.
Udaliśmy się w stronę watahy. Nie ufam tej nowej. Właśnie dołączyła, a ja tak mam na początku z nowymi, nie lubię ich. Ale w Vickey się zakochałem, i to tak porządnie i to co innego.


* * *


- Możesz do nas dołączyć. - Mówiła Merchesa. - Powiedz coś o sobie i jaki chcesz mnieć zawód?
- Jestem Onalia, mój żywioł to woda, ale jeszcze ćwiczę jej opanowanie. Widzę w ciemności, szybko biegam i czytam w myślach. Chciała bym zostać łącznikiem.
- Więc dobrze. Z czasem poznasz członków watahy. Zuko oprowadzi cię po Dolinie.
Więc oprowadziłem ją. Pokazałem jej, gdzie są góry, Szmaragdowe Jezioro, Skała Reimond, Wodospad Keina, Kryształowa Rzeka i jej Legowisko. Chyba wie, że jej nie lubię bo słowem sie nie odezwała tylko na sam koniec - "Dzięki".

Od Vickey: Zapasy

Właśnie wstałam, Shego pomogła mi przygotować posłanie, składało się z piór zdobyczy. Było tu sucho, jednym słowem przytulnie. Poszłam na spacer, rano było wilgotno od rosy, a mała mgiełka unosiła się nad krzewami. Ku mojemu zdziwieniu zauważyłam Odie'go.
- Co on robi?
- Kto to?! - zapytał z zębami w paszczy.
- O, tylko ja.
- O...
- Co?!
- Nic, zdziwiłem się, co ty tu robisz podczas mojego treningu...
- Co ty robisz na tym treningu???
- Ćwiczę zapasy, nie miałem do tej pory z kim,więc ćwiczę z tym krzakiem.
- Mogę spróbować???
- Jasne, ale tak: nogi do tyłu, musisz się na nich trochę unieść, a potem skaczesz na przeciwnika no i bijesz.
- Raz.
- Dwa.
- Trzy!!!!!!!!!
Zaczęłam mieć małą przewagę ale potem wszystko się obróciło jak w lustrze... Odie wczuł się za bardzo w rolę, uderzył mnie mocno, a potem rzucił o konar...
- Ała!!!!!!!!!!!!!!!!! !- krzyknęłam.
- Upss, niezręczna sytuacja, przepraszam, zwykle krzewu to nie boli... Boli?
- A jak może nie boleć!!!????
- Daj, obandażuje ci łapę...
- Dziękuję...
Po czym jak powiedział, tak zrobił...

Od Vickey: Lód i chlup

Poszłam z Odalis i Exaliosem na przechadzkę, cały ten czas myślę o Zuko i o prezencie (romantyczne)... Zobaczyliśmy zamarznięte Jezioro Szmaragdowe.
- Wchodzimy? - zapytał Exalios.
- Jasne! - wykrzyknęłam z Odalis. Po chwili znaleźliźmy się na lodzie, było super!!!
- Patrzcie na mnie - powiedziała Odalis.
- Świetna sztuczka - powiedziałam.
- Dzięki!!!
- Gdzie Exalios??? - zapytałam.
- Eee... nie wiem.
Po chwili zauważyłyśmy Exaliosa, który rozpędza się na lodzie w naszym kierunku.
- Uwaga!!! - wykrzyknęłam.
Wraz z Odalis zaczęłyśmy uciekać. Exalios był coraz bliżej aż bummmm!!!!!!!!!!!!!, zderzył się z nami. Odalis dosłownie wyleciała w powietrze, a ja zagapiłam się, bo myślałam o Zuko i przetoczyłam się 80 metrów.
- Super!!! - wykrzyknął Exalios.
- WoW!!!!! - wykrzyknęłam.
- Niesamowite!!! - dodała Odalis.
Zauważyłam pękający lód:
- O w ciapkę!!!!!!!!!!! - krzyknełam.
- CO???????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Lód pęka!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- AAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Więcej nie napiszę, ale powiem tak: zimno i mokro.

Profil wilczycy Onalii


Imię: Onalia
Płeć: samica
Wiek: 1,5 roku
Zawód: Łącznik
Partner: Czeka, aż znajdzie prawdziwą miłość
Rodzina: Ma młodsza siostrę
Żywioł: Woda
Umiejętności: Widzi w ciemności, jest bardzo szybka, czyta w myślach
Opis: Uwielbia być z watachą i dlatego jest bardzo towarzyska, jest lubiana i oryginalna, a także nienawidzi się kłócić z rówieśnikami, łatwo się z nią zaprzyjaźnić.

Od Marchesy: Relaks

- Boli mnie brzuch - jęknęła Caro.
- Nic dziwnego, skoro wczoraj tak się najedliście - powiedziałam.
- Jest mi tak ciężko... - sapnął Chris.
- No to sobie poleżakujecie - oświadczyła Kari. - Żadnego biegania.
- No nie - rozzłościła się Kaysie.
Mimo to szczeniaki już tuż po południu czuły się lepiej i wyszły z Legowisk się bawić.

Postanowiłam wpaść do Navi.
- Hej - zawołałam w głąb jaskini. Po chwili ukazała mi się wilczyca.
- Cześć. Coś się stało?
- Nie, ale chciałam cię zapytać, czy byś chciała iść ze mną, Odalis i Victorią nad Kryształową Rzekę.
- Jasne.
Poszliśmy wszystkie w czwórkę, bo Cheryll mimo, ze ozdrowiała cudownym sposobem, była nadal bardzo słaba i nie mogła iść z nami.
Podczas drogi Odalis i Navi głównie milczały.
- Hej, widać już rzekę! Ścigamy się! - zawołała Victoria.
Zaczęłyśmy biec. Victoria była pierwsza na miejscu, ale biegłam tuż za nią i gdy momentalnie się zatrzymała tuż nad brzegiem rzeki, wpadłam na nią z rozpędu, bo nie zdążyłam wyhamować. Z pluskiem znalazłyśmy się w lodowatej wodzie (był odwilż i lód stopniał).
Spojrzałyśmy na siebie. Nam obu mokre grzywki opadały na pysk.
- Przepraszam, nie chciałam...
- Jak my zabawnie wyglądamy - Victoria nie zwróciła uwagi na moje słowa. - Naprawdę! - i roześmiała się srebrzyście. To było miłe.
- Hej, wy tam w dole! Pomóc wam? - spytała Navi.
- Chodźcie do nas! Kiedy się przyzwyczaić, woda nie jest taka zimna - sama nie mogłam uwierzyć w to, co mówiłam.
Wilczyce wskoczyły do nas. Zaczęłyśmy walczyć między sobą dla zabawy. Jak szczeniaki. Choć w gruncie rzeczy wciąż po trochu nimi jesteśmy.
- Mam cię! - przydusiłam Navi.
Przez chwilę bezsilnie miotała się w moim uścisku, po czym obudziła się w niej jakaś siła i teraz to ona stała na mnie, a ja leżałam w wodzie.
- Uch, no dobra, wygrałaś, ale puść - wybełkotałam zanurzając się.
Popołudnie minęło nam na  takiej zabawie. Dawno tak świetnie nie spędzałam czasu.
Wieczorem wróciłyśmy do Legowisk rozmawiając wesoło. Byłyśmy przemoczone, ale nie czuliśmy zimna, co chyba najbardziej zdziwiło Odalis.
- Dzięki, że ze mną poszłyście - powiedziałam. - To był bardzo miły dzień.
- Też tak sądzę - oświadczyła Navi. Mam nadzieję, że niedługo się zaprzyjaźnimy.
- Żebyśmy się tylko nie przeziębiły - powiedziała ze śmiechem Odalis.
- Bez obaw. Wy nie zauważyliście, ale ja z Marchesą podgrzałyśmy wodę. To dlatego wydawało się wam, że jest ciepła - wyjawiła Victoria.
- Mimo to mi jest nieco chłodno. Co wy na to, żeby pójść do Cheryll się ogrzać przy jedzeniu?
- To dobry pomysł.
I tak w doskonałych humorach spędziłyśmy wieczór u wilczycy, żartując i wesoło gawędząc. To był bardzo sympatyczny dzień. Bardzo lubię Navi i Victorię i mam nadzieję, że czują się dobrze w Dolinie...

Od Zuko: Prezent i wiersz miłosny

Dziś w nocy podrzuciłem pod jaskinię Vickey kamień w kształcie serca z napisem Z + V , który sam wyrzeźbiłem porządnymi strzałami ognia, a z drugiej strony był wiersz miłosny który długo pisałem pazurami. A wiersz brzmiał tak:

Oczy twe błyszczą jak Rzeka Kryształowa,
I uwielbiam jak brzmią twoje słowa,
Ty piękna jesteś jak księżyc w pełni,
Niech każde twe marzenie szybko się spełni,
Bo księżyc przy tobie,
Jest trochę taki sobie,
Każde twoje marzenie jest dla mnie rozkazem,
Marzę o tobie za każdym razem,
Zawsze gdy Ciebie zobaczę,
W duchu z radości skaczę,
W pierwszym dniu gdy Cię ujrzałem,
To się z tobie od razu zakochałem.
Zuko
PS: Krąży pogłoska, że jesteś BOSKA!!!


Rano Vickey zobaczyła kamień. Szybko zawołała Navi i Victorię. Przeczytały to i wszystkie razem zawyły:
- Oooooooooo – krzyknęły wilczyce.
- To było takie słoooodkie – Mówiła Navi. – A byliście razem tylko na jednym spacerze. I szczerze, nie nie znałam go od tej strony.
- Tak, to bardzo urocze – wyznała Vickey. – Ale już na spacerze do mnie zarywał.
- Jesteś u nas tylko jeden dzień, a już masz wielbiciela – Powiedziała Victoria. - Nie wiedziałam, że z niego taki romantyk.
- Ja też nie – odpowiedziała Vickey i spojrzała na moją jaskinię.

Od Navi: Miłosny problem

Jestem w watasze od kilku dni, poznałam już cały teren i wszystkie wilki... Jeden samiec wpadł mi w oko, mam wrażenie że się zakoch... nieważne... Wyszłam z jaskini i usiadłam na urwisku, z którego doskonale było widać łąkę, gdzie często wychodziła zwierzyna. Zaczęłam rozmyślać, czy on zwraca na mnie uwagę? Pewnie w ogóle mnie nie zauważa, przecież jestem tylko jakąś wilczycą jakich pełno... posmutniałam... Wilk w którym się zakochałam nie zwraca na mnie uwagi...pewnie nigdy się do mnie nie odezwie... Od intensywnego myślenia zgłodniałam, wypatrywałam jakiegoś smacznego kąska, który mogłam zjeść na śniadanie. Jednak zwierzyna nie wychodziła, jakby się czegoś bała... Zaczęło mi się nudzić. Przyszła Victoria i usiadła przy mnie, tak samo jak ja wpatrywała się w łąkę.
- Na co patrzysz? - zapytała.
- Tak po prostu, patrzę i myślę – odpowiedziałam.
- Widać, że masz problem, pomóc ci?
- Widzisz, bo chodzi o to, że ja się zak... - przełknęłam ślinę. – Zakochałam, a ten ktoś nie zwraca na mnie uwagi... Nie mam odwagi do niego podejść, zbyt się wstydzę...
- Navi, jeśli jesteście sobie przeznaczeni to on podejdzie i z tobą zagada, jeśli nie to trudno widocznie nie byliście sobie pisani...
Zapadła cisza.
- Tak... chyba masz rację... - nie dokończyłam gdy zobaczyłam coś... czarnego, było zbyt daleko by je dostrzec, ale wyglądało na małego niedźwiedzia, uciszyłam się, w końcu coś do zjedzenia.
Postanowiłyśmy to sprawdzić, nie zajęło to nam wiele czasu i już byłyśmy na łące gdzie zobaczyłyśmy niedźwiedzia. Jednak z bliska nie wyglądało to jak niedźwiedź... to był wilk! Ruszyłyśmy w pościg, biegłyśmy tak długo, że nie wiedziałyśmy gdzie jesteśmy, byłyśmy już zmęczone długim biegiem, jednak wciąż goniłyśmy intruza, zatrzymałyśmy się, nie widziałyśmy już wilka którego goniłyśmy. Postanowiłyśmy wracać.
- Navi, jak my teraz trafimy do leża? - zapytała przerażona Victoria rozglądając się za jaką kolwiek wskazówką.
- Tędy! - powiedziałam widząc nasze ślady.
Wróciłyśmy zmartwione, że nie mamy nic do jedzenia. Zapach z jadalni przypomniał nam, że po Wielkiej Uczcie zostały resztki, ale gdy już się najadłyśmy z resztek nic nie zostało...
Ciekawe tylko, kim był wilk, którego goniłyśmy...

wtorek, 25 grudnia 2012

Od Vickey: Uczucie

Dzisiaj w nocy poszłam pospacerować z Zuko i Navi.
Deszcz lekko padał, a wiatru halnego nie było w ogóle.
Szczerze czuje coś do tego wilka Zuko...
Jest przystojny i zabawny (czasem nie mądry :P), ciekawe, czy on coś do mnie czuje...??? - zapytałam sama siebie w myślach...
Navi to świetna kumpela, fajny charakterek...ale on <3...
- Muszę już iść - odpowiedziała Navi z uśmieszkiem na pyszczku, jakby wiedziała co się kręci.
Przytaknęłam do niej.
- Coś cię gryzie? - zapytał.
- Nie.
- OK.
Potem powiedział:
- Masz ładne oczy :))
- Dziękuję, twoje też nie są złe.
- Wiesz, powiedz coś o sobie.
- Więc tak... Kiedyś bardzo dawno należałam do watahy Mroku, ale wtedy byłam jeszcze szczeniakiem.
- Naprawdę?
- Tak, myślisz, że skłamałabym??!!
- Nie, no co ty...
- No...
- Słuchaj, jesteś cccccccaaałłłłłkiem ładna.
- Całkiem?
- Ładna nie całkiem, tylko ładna :)
- Thx.
- Miałeś kiedyś wizję??
- Tak, o Waydacku...
- No tak, ja też miałam wizję...
- :)
- Co się szczerzysz?? - zapytałam.
- Ładna jesteś...
- Ta, na czym ja ską... zaraz, zaraz, czy ty do mnie zarywasz?!
- Ja? Nie, no co ty!!!
- Więc nic do mnie nie czujesz??!!
- Czuję...
- Więc?
- Dobra, dobra, lubię cię, ale więcej to ja mam pysk na kłódkę!!!!!!!!!!! - potem odszedł nadal się na mnie gapiąc...

Od Vickey: Kawał

- Kurczę, ale się cieszę, że mnie przyjeliście.Wcześniej to głodowałam i było mi strasznie zimno, czułam niepokój i tęsknotę za kimś z kim mogłabym żyć, a teraz należę do wspaniałej watahy.
- Ha, ha - odpowiedziała Victoria.
- Co? - zapytałam.
- Nic, dobrze, że do nas trafiłaś.
- Fakt.
-Wyczuwam coś... - powiedziałam.
Ale co? Dobra, na stanowiska...
Z Victorią zaczaiłyśmy się na krzak. Po chwili Victoria mówi:
-Tam nic nie ma!!
- Na pewno???
- No jasne.
Coś ''zaryczało''(chciało mi się śmiać, bo nie wiem czy można było to nazwać STRASZNYM rykiem)
- Ktoś se z nas jaja robi... - odpowiedziałam szeptem do Victorii.
Po chwili wyskoczyli:
Wolfie, Exalios, Zuko, Orkus, Luck i Odie.
 - Co wy wyprawiacie?! - wykrzyknęła do nich Victoria.
- Dlaczego nie spełniacie swoich obowiązków? - zapytałam.
- Se z was jaja robimy, co wy się bałyście???
- Nie no co wy?! - wykrzyknęłam razem z Victorią. - Lepiej biegnijcie spełniać swoje obowiązki, niz wydurniać się głupkowato!!!!!! - wrzasnęłyśmy na samców.

Od Vickey: Przepowiednia

Jestem trochę zmęczona, przez chwilę miałam przeczucie, że muszę się wyluzować i skupić.W mojej głowie utkwił kłębek nerwów.
 - Zaraz, zaraz to wizja!!!! - wykrzyknęłam.
Po chwili zauważyłam las, był we mgle...wszystko wyglądało ponuro, z mgły
wyłoniła się smukła sylwetka wilka...
Przecież to Wilk Nadziei, a za nim pojawiła się kolejna. A to był wilk Przepowiedni, oba wilki chciały mi coś przekazać, dobrą i złą wiadomość.
- Vickey! - powiedział pierwszy. - Wasza wataha niedługo wzmocni się o parę
szczeniąt...
- Ale kto??? - zapytałam z małym lękiem.
- Wkrótce się dowiesz... - odpowiedział, a po chwili zniknął, no po prostu zniknął!!! Zdziwiłam się bardzo, po czym spojrzałam na Wilka Przepowiedni.
- A ja chciałem ci przekazać, i masz to przekazać innym, że jednego wilka spośród was spotka smutny koniec, jeśli nie pomożecie mu oczywiście... - po czym on także zniknął.
Pobiegłam co tchu do innych, spotkałam ich wszystkich obok Wielkiego Dębu,rozmawiali...
- Słuchajcie!!! - wykrzyknęłam. - Miałam wizję!!!!!!
- Jaką?! - zapytała Marchesa.
- Mów!!! - wykrzyknął Zuko.
- Więc tak... spotkałam wilka Przepowiedni i Nadziei. Jeden powiedział tak: że wzmocnimy się o parę szczeniąt, a drugi: że jednego z nas spotka smutny koniec, jeśli mu nie pomożemy...
- Co to może oznaczać???!!!Zginie jeden z nas, jeśli mu nie pomożemy?! - zapytała Odalis.
- Nie wiemy także kto pocznie wilczki... - powiedział Wolfie.

Od Marchesy: Pokaz żywiołów

Spojrzałam na biegającą radośnie Cheryll. A więc to prawda, że na Wielkiej Uczcie cuda się zdarzają!
- Jak dobrze, że już jesteś zdrowa - podbiegłam do niej z promiennym uśmiechem.
- Też się cieszę, ale szkoda, że część Uczty mnie ominęła - zasmuciła się.
- Najlepsze przed nami - pocieszyłam ją. - Przecież gdyby nie Cud, w ogóle nic nie mogłabyś zobaczyć.
Wszyscy wspięli się na górę, żeby mieć dobry widok. My, którzy organizowaliśmy pokaz - Orkus, Saphira, Luck, Max, Odie, ja, Nasati, Odalis, Wolfie, Victoria i Zuko - zostaliśmy na dole, na polanie przed Legowiskami.
- Dobra, wszyscy na miejsca - powiedziałam. Cofnęliśmy się w krzaki. Na samym środku polany został jedynie Orkus.
On rozpoczynał pokaz. Ziemia zaczęła się podnosić jak platforma w górę. Na jej brzegach uformowały się metalowe zdobienia. Na nią wskoczyli Victoria i Zuko. Zaczęli robić różne sztuczki z ogniem, cały czas biegnąc w kółko jeden za drugim - aż dziw, że nie zakręciło im się w głowie. W pewnej chwili za nimi zaczął pozostawać ognisty ślad. Był coraz dłuższy, a płomienie sięgały coraz wyżej, aż Orkusa nie było widać w tym ognistym kręgu. Nagle wszystko zgasło, Victoria i Zuko się zatrzymali, a Orkus... zniknął. Tylko my wiedzieliśmy, że już podczas biegu towarzyszy Luck teleportował go do nas.
Teraz przyszła kolej na Odalis i Wolfiego. Wlecieli na platformę i nadal unosząc się w powietrzu oraz czyniąc różne akrobacje, rozrzucali wiatrem liczne iskry ognia tworzone przez Victorię i Zuko.
Ja i Nasati wkroczyłyśmy na polanę, zostawiając za sobą pas kwitnących kwiatów. Kierowałyśmy się powoli ku przeciwległej stronie, najbliższej widowni.
Gwałtownie wbiegli Odie i Max. Zagrzmiało i w środek łąki momentalnie walnęły pioruny. Na niebie zaczęły eksplodować gwiazdy niczym fajerwerki za sprawą Saphiry i Lucka. Ja i Nasati rozkazałyśmy trawie gwałtownie wyrosnąć, przez co zasłoniła wszystkich niby kurtyna. To był koniec pokazu.
Widzowie szybko do nas zbiegli.
- To było super! - zawołał Swizz.
- Pięknie to wyglądało - pochwaliła Cheryll.
- Dobrze to zorganizowałaś - zwrócił się do mnie Exalios.
- Dzięki - odparłam różowa z radości. Udało się!
- Mi się najbardziej podobały wybuchające gwiazdy - powiedział Greede.
- Nie, ogień był lepszy - zaprzeczyła Kaysie.
Tym miłym akcentem zakończyliśmy święto. W nocy wilki długo jeszcze "balowały", jedząc, śmiejąc się i rozmawiając w Jaskini Narad. Wytrwałam do końca, czyli trzeciej nad ranem. Potem wykończona padłam na skóry Odalis - Mroczni wyprowadzili się dopiero potem, w południe.

Od Odalis: Wielka Uczta

Marchesa zdążyła wrócić z Victorią i Exaliosem jeszcze w nocy i szamani z zielarzem od razu zabrali się do szykowania lekarstwa dla Cheryll.
Około południa wszyscy zgromadziliśmy się przed Jadalnią. Była niemal cała wataha z Doliny, czyli my, dorosłe wilki i szczeniaki, Crentatch i Waydack z dziesięcioma wojownikami, Grape i LIN, Toni, Emi i Snow razem z siostrą.
- Otwieram Wielką Ucztę! - zawołała Alfa. - Uczta odbędzie się w Jadalni połączonej z Jaskinią Narad. Następnie Toni i Grape rozstrzygną konkurs na najpiękniejsze świąteczne drzewko. W nocy jest zaplanowana niespodzianka, więc proszę wszystkich o wstawienie się przy jaskini Cheryll po zachodzie słońca. Prosiłabym o wpadanie do niej, bo jest chora i przez to nie będzie mogła w pełni świętować z nami. Chciałam przenieść w ogóle Ucztę do jej leża, ale niestety się nie udało.
Wilki skierowały się do wejścia Jadalni. Naszym oczom ukazał się powalający widok. Kamienny stół przepełniony jedzeniem, a w rogu jaskini wielka góra prezentów dla każdego.
- Prezenty możecie otworzyć po Uczcie - oznajmiła nam Marchesa. - Proszę zająć miejsca!
Usiadłam pomiędzy Victorią a Zuko. Zaczęliśmy jeść. Wszystko było pyszne, mniam mniam...
Następnie zaczęliśmy otwierać prezenty, gdy do Jadalni wszedł zdyszany wilk.
- Proszę, pozwólcie mi odpocząć! Nie mam gdzie się podziać, jestem sama, bez rodziny, bez watahy...
- Możesz tu zostać, a nawet dołączyć do naszej watahy. Jak się zwiesz? - spytała nieznajomego Marchesa.
- Jestem Vickey.
- Poczęstuj się jedzeniem!
- Dziękuję wam.
Vickey usiadła na skórach, a Victoria z Wolfiem poszli do Cheryll.
Szczeniaki przybiegły i pochwaliły się prezentami.
Fire otrzymał piłkę, Dark kamień, który świeci w ciemności, Skay lornetkę, jak to nazywają człowieki, Soila skrzyneczkę na zaklęcie, które trzeba powiedzieć, inaczej się nie otworzy, a Moon przytulankę-mysz.
Exalios dostał pyszny sok z jagód, który, jak się okazało, ma pewne właściwosci, których na razie nie wyjawił.
Nie zdążyłam rozpakować swojego prezentu, ponieważ Grape i Toni zawołali nas na wyniki konkursu, kto zrobił najpiękniejszą choinkę.
Wygrał Zuko. Zrobił wspaniałą choinkę, która płonęła, nie spalając się. Bombki były ognistymi kulami, które krążyły wokół drzewka. Gwiazda na czubku co jakiś czas wybuchała, ale mimo to nadal stała na czubku.
Słońce zaszło za horyzontem. Ruszyliśmy do jaskini Cheryll. Ale co to... Cheryll wybiegła! z jaskini! Cud?
- Cheryll wyzdrowiała! To Cud! Hip hip, hura! - wołałały wilki.
Teraz pora na niespodziankę Marchesy.

Dokończy Marchesa

Od Zuko: Tajemnicza wizja

Parę godzin przed Wielką Ucztą Merchesa wysłała mnie i Odalis na zwiady, abyśmy sprawdzili, czy wszystko jest w porządku, więc poszliśmy. Podczas drogi przypomniałem sobie przedwczorajsze zdarzenie, w którym miałem jakąś wizję. Uznałem, że powinienem dowiedzieć się, co ona oznaczała. Więc zacząłem rozmowę:
- Hej Odalis? - zawołałem.
- Tak? Czujesz coś? - spytała Odalis.
- Nie, ale wczoraj jak mnie obezwładniłaś, miałem bardzo dziwną i niezrozumiałą wizję.
- A co widziałeś?
- Widziałem starego Waydacka i Reniemiasza, byli wściekli. Ja stałem nad wysokim klifem, a na dole była tylko ogromna czarna przepaść, w której nawet nieśmiertelni by zginęli. Waydack powiedział, że życzy mi śmierci, a Reniemiasz, że ma nadzieję, że niedługo zobaczy mnie w świecie zmarłych, wtedy sypnął mi piachem w oczy i razem skoczyli na mnie. Odkoczyłem bo wyczułem wibracje w ziemi. Między nami doszło do bitwy, którą przegrałem, bo po pewnym czasie zepchnęli mnie w przepaść. Kiedy już spadłem obudziłem się w miejscu w rodzaju raju, podejrzewam, że był to świat zmarłych, o którym mówił Renemiasz. Tam spotkałem Kamę i Nera, czyli moich rodziców. Zawyli wspólnie i zniknęli, potem ukazało mi się jakięś szczenię...
- Pamiętasz jak wyglądało to szczenię? - przerwała Odalis ze zdziwieniem. - To może pomóc nam zrozumieć tą wizję.
- To dobrze, że pamiętam - odpowiedziałem i zacząłem opisywać młodego. - Miało jakąś czerwoną opaskę na głowie i na szyi, kolczyki w uszach. A jeśli chodzi o kolor, to grzbiet, uszy i górną część ogona miało ciemnobrązowe, był orzechowej barwy i bardzo jasnobrązowe było na brzuchu i pyszczku. A... iiii miało grzywkę. Mówiło, że mam przekazać Merchesie, że tegoroczna Wielka Uczta będzie udana. I... nazywał się jakoś na H, Hesley czy Heykey...
- Hayley! - Krzyknęła Odalis.
- Co?
- Hayley. To to szczenię, o którym mówiłeś? Tak się nazywało, prawda?
- Tak, właśnie tak.
- On zginął w młodym wieku, na bitwie z Watahą Wilków Pełni. A ty chyba potrafisz kontaktować się z...
- Poczekaj - przerwałem jej, poieważ coś wyczułem. - Coś się zbliża!
- Co to jest?
- To..... jeeest tylko młoda sarna. O co pytałaś?
- Pytałam, czy ty potrafisz się kontaktować z duchami zmarłych wilków? Bo widziałeś tylko tych, którzy już nie żyją.
- Ponieważ umiem, i wiem, że prawdopodobnie chcieli mi coś przekazać. Rozumiem, o co chodziło Heyley'owi, ale całej reszcie w ogóle, a zwłaszcza moim rodzicom. Może ty masz jakąś teorię?
- Niestety ja też tego wszystkiego nie rozumiem. Ale wracajmy już do reszty, bo teren jest czysty i jedyne, co tu poza nami teraz przebywa, to sarny, łosie i karibu na polowania dla łowców.
- OK. To w drogę.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Od Navi: Powrót po spotkaniu z babcią

Wróciłam z podróży do mojej krainy po dziwnym zdarzeniu.
- Navi! – wszyscy krzyknęli, gdy mnie zobaczyli.
Ja szybko odeszłam do swojej jaskini, nawet się nie witając. Marchesa zauważyła, że jestem inna niż zazwyczaj, bardziej smutna. Poszła za mną dowiedzieć się, o co chodzi.
- Navi, co się stało? - zapytała, widząc łzy w moich oczach.
- Ja, ja widziałam moją... babcię! - wybuchłam płaczem. Zapadła cisza.
- Ale jak? - zdziwiła się Marchesa.
- Gdy modliłam się w świątyni ona podeszła do mnie, mówiąc: Odwiedziłaś nas? Chwilę rozmawiałyśmy, wyczuła jak tęsknię za rodziną. Powiedziała, że amulet, który noszę, należał do niej, dała mi go, jak byłam mała. Powiedziała też, że amulet jest niezwykły, posiada magiczne moce, po tym rozpłynęła się jak mgła...
- Navi, pokaż mi go. - Zdjęłam go i dałam Marchesie.
Marchesa wybiegła, słyszałam jak rozmawia z Exaliosem. Trochę to trwała nim wróciła do jaskini.
- Navi... - Powiedziała cicho. To jest amulet, który kiedyś należał do niezwykłego zielarza, twojej babci... Ma on moc przywoływania przodków w chwilach, kiedy ich potrzebujemy.
- Czyli, że mogę zobaczyć moją rodzinę? - zapytałam z nadzieją.
- Tak, ale tylko wtedy kiedy tego potrzebujesz. - Powiedział Exalios. - Będzie to bardzo pomocne, kiedy będzie wojna lub głód, uważaj, nie zgub go.
Ucieszyłam się, będę mogła zobaczyć moją rodzinę, mamę i tatę, szczenięta i babcię która mnie wychowywała. Nie widziałam ich od dawna, spytam rodziców co się stało, że nie wrócili do domu...

Od Victorii: Siostra Snowa

Razem z Marchesą i Exaliosem ruszyliśmy poszukać tych dwóch roślin. Najpierw zaczęliśmy poszukiwania w lesie. Te rośliny lubią bardzo dużo cienia - mówił Exalios. Jednak w lesie ani jednej z tych roślin. Potem ruszyliśmy nad wodospad. Lubią też dużo wody - powiedział Exalios. Nad wodospadem znaleźliśmy jedną z tych roślin. Jak ona się nazywała? Kakadi? W każdym razie została druga roślina do znalezienia. Bardzo lubi ciepło, więc na pewno jest na pustyni. Po 4 godzinach wędrówki dotarliśmy na pustynię. Szybko pobiegliśmy pod piramidę. W końcu jest tam cień. Ale... ktoś zerwał tą roślinę! Ale kto? I dlaczego wtedy, kiedy jest nam potrzebna?
- Ktoś tu jest - stwierdził Exalios.
- Wiesz kto? - zapytała Marchesa.
- Jest to wilczyca. Mniej więcej ma 2 lata. Jest bardzo blisko. Wyczuwam jej zapach.
- To co? Idziemy?
- Jeżeli chcemy zdobyć tą roślinę, będzie trzeba.
- Gdzie ona jest?
- W środku piramidy - powiedział niechętnie.
- O nie... Nie dam rady - wycofałam się szybko.
- Nie bój się.
- Ja... idźcie sami. Poczekam tu na was.
- Na pewno?
- Tak, na pewno.
- Dobrze. W razie czego zawołamy cię.
Marchesa i Exalios weszli do środka piramidy. Nim się obejrzałam, wyszli z nieznajomą wilczycą.
- Kim jesteś? - warknęłam na nią.
- Mam na imię Sharpay. Jestem siostrą Snow'a.
- Na serio? - bardzo się zaciekawiłam.
- Tak. Znasz go?
- Jasne! To mój przyjaciel.
- Och, gdybym go tylko mogła zobaczyć.
- Przebywa na terenie naszej watahy. Jak chcesz, możesz pójść z nami, żeby się z nim zobaczyć.
- O, nie - zaprzeczyła Marchesa.
- Czemu?
- My jej w ogóle nie znamy. Co, jeżeli coś zrobi?
- Nie martw się, będę ją miała na oku. Idźcie do Cheryll dać jej te rośliny. Ja z Sharpay do was później dołączymy.
- Dobrze. Jakby co, zawołaj nas - Marchesa nie miała zaufania do Sharpay.
- Ok. Więc... - zaczęłam rozmawiać z Sharpay - jesteś siostrą Snow'a?
- Tak. Nasi rodzice zmarli 2 lata temu. Podczas walki z Watahą Mroku.
- Na serio? - zaczęłam się coraz więcej dowiadywać.
- Tak. Razem ze Snow'em ruszyliśmy na północ. Tam gdzie znajduje się wasza wataha. Snow postanowił tam zostać, ale nie chciał dołączyć. Sądził, że nikt go nie będzie chciał, po tym co się zdarzyło.
- Wiem. Dlaczego z nim nie zostałaś?
- Chciałam, ale... Snow był wtedy bardzo nieodpowiedzialny i nikogo nie słuchał. Postanowiłam, że zostawię go samego, żeby nauczył się żyć samodzielnie.
- Zostawiłaś własnego brata?
- Tak. Ale powiedziałam mu, gdzie może mnie spotkać. Mijały miesiące, a on dalej nie przychodził. Myślałam, że coś mu się stało. Na pewno wszystko jest z nim w porządku?
- Tak - nie chciałam mówić o tym, że Snow zmienił się w potwora. W końcu sama nie miałam na tyle informacji, żeby wszystko jej opowiedzieć.
- To dobrze. Nie wiesz, jak się cieszę, że w końcu spotkam swojego brata.
- Już jesteśmy na miejscu - po chwili oznajmiłam. - Chodź, zaprowadzę cię do Snow'a.
- Nie musisz. Czuję jego zapach - błyskawicznie zniknęła. Szybko podążyłam za nią. W końcu Sharpay dalej nie miała pojęcia, że jej brat to potwór.
- Sharpay, muszę ci coś powiedzieć.
- Gdzie jest Snow?
- Snow... jest za drzewami.
Rozejrzała się.
- Ale tam jest tylko jakiś stwór.
- Sharpay, to twój brat...
- Że co?! Mój brat jest potworem!
- Snow, nie musisz już się ukrywać. Ona już wie.
Snow wyszedł zza drzew.
- Cześć Sharpay.
- Co ty ze sobą zrobiłeś?!
- To ja już pójdę... - szybko chciałam się wycofać.
- Nie, zostań. Opowiem wam, co się stało.
Gdy nam wszystko powiedział, łzy polały się nam z oczów.
- Mogę tu z tobą zostać? - zapytała Sharpay.
- Tak. Nie wiesz jak za tobą tęskniłem.
- Ja też.
- To ja już pójdę. Spytam się jeszcze Marchesy, czy możesz tu zostać.
- Dzięki Victoria. Pa. - powiedzieli jednocześnie.

Od Odalis: Przygotowania nadal trwają!

Spadła na mnie ogromna odpowiedzialność. Muszę dokończyć przygotowania do Uczty...
Wysłałam łowców, aby upolowali jescze trochę zwierzyny. Razem z Kari wyścieliłam skórami Jadalnię, jaskinię w której jemy. W Jaskini Narad zrobiliśmy kuchnię. Shego, Wolfie i Orkus robili różne potrawy, w tym łapy niedźwiedzia* (prawdziwy przysmak, mniam, wilki jedzą go tylko na wyjątkowe okazje), ryby i zwierzęta kopytne nadziewane jagodami, ziołami itp. Podsumowując, różne pysznosci będziemy mieli na Uczcie.
Poprosiłam Zuko, aby odśnieżył wejścia do jaskiń. Odie miał pilnować szczeniaków i wytłumaczyc im, jak mają zachowywać się na Uczcie. Przygotowaliśmy wielkie drzewko przed Jadalnią i je ozdobiliśmy.
Wszystkim doskonale wyszła próba do pokazu żywiołów i kiedy jeszcze Marchesa była u nas, uznała, że na razie możemy sobie odpuścić kolejną próbę.
Uff... ile pracy mamy związku z tą Ucztą!

*To nie mit. Łapy szarego niedżwiedzia były prawdziwym przysmakiem w Ameryce Północnej. [przyp. Alfy]

Od Kari: Lodowisko i przemoczone futerka

Wszyscy przygotowują się do Wielkiej Uczty. Wstałam i zaczęłam chodzić. Już mnie łapa nie boli. Może to Cud? Pobiegłam na lodowisko, gdzie bawiły się maluchy z Odie'm i Shego. Wbiegłam na lód i poślizgnęłam się. Wpadłam na Shego i zaczęłyśmy się kręcić wokół własnej osi.
- Juhuuuuuuu - piszczałyśmy.
- Łapa już nie boli? - zapytał Odie.
- Nie, już nie - powiedziałam i podcięłam Alfiego, który złapał Aishę i pociągnął ją ze sobą.
Zaczęła się świetna zabawa. Po godzinie wszyscy byli mokrzy.
- Wszyscy do mojego Legowiska! Tam jest ciepło i się ogrzejemy! - powiedziałam i poszliśmy do Legowiska.

Całej watasze życzę Wesołych Świąt, abyście byli zdrowi i szczęśliwi
Wasza Kari [przyp. Autorki]

Od Marchesy: OK

- No... jeśli szamani nie mają nic przeciwko temu, ja jestem za. Tylko czy hałas nie będzie jej męczył?
Do naszej rozmowy dołączył Orkus.
- Tak, będzie trzeba się zachowywać cicho. Nie chcemy przecież, żeby po świętach była wykończona harmidrem.
- Oj, dosyć - przerwałam zniecierpliwiona. - Ile dni trzeba jej podawać Ambrozję, żeby wyzdrowiała? Jak długo ją się przygotowuje?
- Podaje się w dzień, a w nocy przygotowuje na następną dawkę. Tak przez trzy doby.
- Szkoda, że tak długo. A w jakim stanie będzie po pierwszej dawce?
- Może już przytomnie patrzeć, ale nie może zbyt wiele mówić, bo nadal sprawia jej to ból. Po drugiej może normalnie mówić. Po trzeciej zaczyna wykonywać małe ruchy, ale wymagają dużo energii, więc musi dużo wypoczywać. Potem należy odstawić Ambrozję na dobre, bo działa uzależniająco.
- No to nie mamy czasu do stracenia. Jeśli się pośpieszymy i znajdziemy zioła dzisiaj, już jutro Cheryll będzie czuła się lepiej - oświadczyłam z mocą. - Chodź, Vicktoria. Pójdziemy do Exaliosa, a potem poszukamy tych... Kukulele i Kakadi. Choćby miało nam to zająć cały dzień.
Na odchodnym poleciłam Odalis zorganizować wszystko na jutrzejszą Ucztę. Mam nadzieję, że szybko znajdziemy te roślinki... to musi być straszne, widzieć, a nie móc się ruszyć...

Od Victorii: Jestem w szoku

Cheryll nie będzie mogła z nami spędzić świąt. Od początku wiedziałam, że to nie będzie możliwe, ale nie wiedziałam że jej stan jest tak poważny! Gdybym mogła, już teraz wyruszyłabym po tą roślinę. Ale nawet nie wiem gdzie jest i jak się nazywa, a Wolfie by mi nie pozwolił. Póki co, należy wspierać Cher w trudnej sytuacji.
- Dobrze się czujesz? - zapytałam.
- Tak, tylko... - napłynęły jej łzy do oczu. - Myślałam, że spędzimy święta wszyscy razem.
- Nie martw się. Jeżeli chcesz, mogę tu zostać z tobą cały dzień.
- Nie. Dam sobie radę, tylko... Wpdanij do mnie po Uczcie.
- Dobrze, obiecuję.
- Możesz już iść, Victoria, jestem strasznie śpiąca. - ziewnęła.
- Dobrze, ale jakbyś czegoś potrzebowała, to mnie zawołaj. - nie usłyszałam odpowiedzi. Cheryll już spała. Wyszłam po cichu na palcach z jaskini. Spotkałam Wolfiego.
- I jak się czuje?
- Dobrze. Tylko jest bardzo rozczarowana, że nie będzie mogła spędzić razem z nami święta.
- A gdyby...
- A gdyby co?
- Ucztę urządzić w naszej jaskini?
- To nawet nie głupi pomysł. Chodźmy do Marchesy.

- Cześć Marchesa! - szybko przybiegliśmy do Alfy.
- Co się stało?
- Chodzi o Cheryll. - powiedział Wolfie.
- Tak. Jest bardzo smutna, że nie będzie mogła z nami spędzić świąt. Dlatego my z Wolfie'm wpadliśmy na pomysł...
- Żeby Uczta odbyła się u nas w jaskini. - dokończył.
- Nie wiem czy to dobry pomysł.
- Może i masz rację... - nagle rozmyślił się.
- To jest dobry pomysł! Cheryll spędzi z nami święta, a w jakiej kolwiek potrzebie pomożemy jej. No zgódź się! Pomyśl co ona czuje.
- No...


<Dokończy Marchesa>