Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Radioactive. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Radioactive. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 czerwca 2014

Od Radioactive'a

Czuję, że coś się zbliża. Ja to wiem. Słyszałem, że Selfish, Ryuuki, Blue, Beta Odalis i nasza Alfa wyruszają na jakąś podróż. Dawno nie widziałem Exaliosa. Dawno nie widziałem wilków z naszej watahy. Co się dzieje? Co się dzieje? Ja się pytam co się dzieje?! Jest cicho. Zwierząt jest coraz mniej. W powietrzu unosi się stęchłe, brudne powietrze. Aura jest nie przyjemna. O biometrze to już nie wspomnę, prawie ciągle boli mnie głowa. Muszę wyjść z tej przeklętej jaskini. Siedzę w niej już chyba trzy dni. Może tylko godzinę? A może cały tydzień?!
- Opanuj się... - powiedziałem do siebie, gdy zacząłem "wariować".
Powolnie podniosłem się. Powłócząc łapami wyszedłem z jaskini. Na dworze było dosyć ciepło, mmm, lato coraz bliżej. Skierowałem się w stronę lasu. Wypadało by coś upolować. Jestem głodny. Cztery dni nie jedzenia. Czasem nie jadłem dłużej, ale byłem wtedy chudy.. Przypomniałem sobie te chore czasy. Dwa zające na tydzień. Czasem zdarzała się sarna. Nie myśl o tym. Nagle usłyszałem szelest. Od razu skuliłem się z brzuchem tuż przy ziemi. Podczołgałem się do krzaków. Wychyliłem głowę za nie i ujrzałem sarnę. Była chuda, sama skóra i kości.
- Nie ucieknie mi... - szepnąłem do siebie.
Szybko wyskoczyłem z krzaków i podbiegłem w stronę sarny. Skoczyłem na nią. Wgryzłem się jej w szyje, a ona nie mogła niczego zrobić. Kilkanaście sekund później leżała martwa. Zjadłem ją...

* * *

Poszedłem w stronę większego skupiska legowisk w naszej watasze. Było to tak jakby "centrum naszych terenów". Nagle zauważyłem jakieś dwa wilki w oddali. To znaczy... Jeden wilk niósł tego drugiego. Dosyć żwawym krokiem poszedłem za nim. Chyba mnie nie zauważył. Przypatrzyłem mu się bardziej i zrozumiałem, że ów idący wilk to basior, chyba Blue, tak, Blue. Niósł on jakąś waderę nieznaną mi. Blue kierował się w stronę Jaskini Szamanów. Podbiegłem do niego. Nie chciałem go przestraszyć, dlatego skręciłem bardziej w lewo i zrównałem się z nim.
- Witam cię - powiedziałem. - Kto to jest?
- Witaj, dawno cię nie widziałem. A ta tutaj to jakaś wilczyca, człekokształtna. Zaatakowała nas - powiedział.
Przez chwilę zamyśliłem się.
- Wiesz co, trochę mnie ciekawi...
- ? - popatrzył na mnie pytająco.
- Po co musiałeś ją tu przynieść...
- Marchesa mi kazała.
- No tak, trzeba wypełniać rozkazy, nawet, jeżeli się ich nie rozumie - stwierdziłem.
Byliśmy już blisko Jaskini Szamanów. Po kilku minutach byliśmy już w środku.
- Exaliosie, jesteś tutaj? - powiedziałem dosyć głośno.

Exalios?

środa, 21 maja 2014

Od Radioactive'a

Nareszcie w Dolinie... Nareszcie...

* * *

Obudziłem się w jaskini. Powoli wstałem i przeciągnąłem się. Ziewnąłem.
- Wypadało by coś upolować... - powiedziałem, gdy zaburczało mi w brzuchu.
Wyszedłem powolnie z jaskini. Świeciło słońce. Na niebie powolnie sunęły białe jak mleko chmurki. Nie wiem czemu, ale gdy to ujrzałem zachciało mi się spać. Potrząsnąłem głową. Jeszcze usnąłbym na stojąco. Mogłoby mi się coś stać. Jakieś sępy mogłyby pomyśleć, że jestem martwy i mnie podziobać.
Ej, nie myśl o takich rzeczach - powiedziałem do siebie w myślach.
Powoli ruszyłem w stronę lasu. Było gorąco. Nagle usłyszałem jakiś szelest. Od razu na myśl przyszło mi stado parzystokopytnych, które przemierza naszą Dolinę w poszukiwaniu nowych pastwisk.
Szybko schowałem się w pobliskie krzaki. Podczołgałem się bliżej szelestu. Wyjrzałem zza krzaku i ujrzałem kilka zajęcy. Na serio? Myślałem, że to będzie coś typu sarna, a zające... No cóż, lepsze jedno lato niż dwie zimy... Wyskoczyłem z zarośli. Jedno ze zwierząt udało mi się dogonić. Upewniłem się, że nie żyje. Schowałem go w krzakach i pobiegłem za pozostałymi zającami. Doprowadziły mnie do jakieś nory. Owa nora była mała, więc było łatwo wygrzebać jeszcze dwie sztuki. Resztę zostawiłem, a niech się trochu rozmnożą. Będzie ich więcej. Gdy wracałem zauważyłem, że kilkadziesiąt metrów przede mną stał jakiś wilk. Mozolnie szedłem w jego stronę.

Kto dokończy?

niedziela, 19 stycznia 2014

Od Radioactive'a

- Ech... Jak tu gorąco... - powiedziałem do siebie, próbując dokopać się do wody.
Nagle zauważyłem jakiś ruch w piasku. Powoli podszedłem do tego miejsca. Ujrzałem jaszczurkę. Szybko rzuciłem się na nią, lecz jedyną rzeczą, jaką złapałem był piach. Popędziłem za nią. Tym razem udało mi się ją dogonić. Zanim zjadłem jaszczurkę, sprawdziłem, czy nie ma niczego, co mogło by mi zaszkodzić np. jakiś dziwny płyn, kolce itp. Gdy chciałem już ją zjeść, zauważyłem kogoś, kto patrzył się na mnie z zza góry piasku. Powoli podszedłem do tego kogoś... 

Ktoś dokończy?

piątek, 3 stycznia 2014

Od Radioactive'a

Wydostaliśmy się. Jak? Ech, nie pamiętam.. Lightears nie wyszła, zapewne zginęła...

* * * 

Siedziałem w swojej jaskini obok powoli gaszącego się malutkiego ogniska. Byłem nakryty jedną starą i rozwalającą się skórą. Nienawidzę zimy, nienawidzę Quicku, nienawidzę zimna. Tak bardzo chciałbym wydostać się z tej przeklętej krainy... Zaburczało mi w brzuchu. Podszedłem do dość dużego wgłębienia w ścianie jaskini. To była moja malutka spiżarnia. Pusto.
- Ech... Trzeba coś upolować - powiedziałem do siebie.
Powoli wyszedłem ze swojego miejsca zamieszkania. Powoli udałem się w las. Chodziłem myśląc nad tym, co zdarzyło się kiedyś i co zdarzy się za kilka godzin, tygodni, miesięcy, lat? Nagle zobaczyłem jednego z łączników.
- Radioactive, muszę ci powiedzieć, że się przeprowadzamy.
- Huh... - ucieszyłem się.
- Za niedługo wyruszamy - powiedział mi.
- No OK, dzięki Lokas.
- Nie ma za co - powiedział i pobiegł dalej...

* * *

Gdy sobie to przypominam, nie wiem, gdzie jest lepiej, czy na tym pustkowiu z piaskiem, czy w śnieżnej krainie... Idziemy już od dość dawna. Exalios mówił mi po drodze, że musimy przez to przejść, aby dojść do tak zwanych " cudownych terenów"...

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Od Radioactive'a

- A gdyby jakaś mikstura? Albo oblejemy ją wodą... - podałem propozycję.
- Miksturę wykluczam, bo za niedługo noc, a zanim ktoś z nas zrobi tą miksturę i w ogóle tu wróci, to może ciebie lub mnie zastać śnieżyca. A ten drugi pomysł nie jest zły - powiedział, przemyślając obie propozycje.
- No właśnie. Ten pomysł nie jest zły, ponieważ po polaniu wodą glina jest bardziej plastyczna.
- No tak, wszystko świetnie, tylko skąd my weźmiemy wodę, skoro jesteśmy w Qickou?
- Mam żywioł ziemi, a więc mogę wytworzyć wodę z lodu lub rośliny.
- OK, spróbuj na tej zamarzniętej kałuży. - Wskazał lód w malutkim dołku.
Skoncentrowałem się.
- Udało się... - powiedział cicho Exalios.
Otworzyłem oczy. Lód, który był tuż obok tablicy zamienił się w połowie w wodę.
- Spróbujesz ją wyjąć? - spytałem się go.
- Tak.

Exalios? Brak weny. :/

niedziela, 15 grudnia 2013

Od Radioactive'a

- Hmm... To może ja pójdę do Shante wyleczyć Wolpy'ego?
- Dobra myśl, lecz co z tym rzadkim ziołem?
- Ty go poszukaj, ok? A ja do ciebie dołączę, gdy pomogę synu Shante.
- Ok. Spotkajmy się niedaleko tej małej jaskini - wskazał ją łapą.

* * *

Po dojściu do jaskini Shante i po zabraniu Wolpy'ego od Sayony posadziłem szczeniaka na jego posłaniu.
- A więc co ci jest mały? Ogólnie to co cię boli?
- Brzuch i trochę głowa... - wyburczał.
Shante patrzyła się na nas, wiedziałem że bardzo się martwi.
- A jadłeś może coś innego, niespotykanego często przez ciebie?
- Nie...
- Czyli wykluczam zjedzenie octu czy czegoś podobnego... A może masz legowisko zbyt na widoku i w nocy wieje na ciebie wiatr?
- Czasem kiedy idę spać jest mi zimno - odpowiedział bawiąc się swoim ogonem.
- On jest przeziębiony. Zróbmy tak: ja przyniosę mu lek, a ty przesuniesz jego posłanie bardziej w kąt.
- Ok.
Wyszedłem z jaskini. Skierowałem się do jaskini Szamanów, gdzie miałem bardzo dużo eliksirów. Pewnie znajdę tam coś na przeziębienie... Po przyjściu zacząłem grzebać w pudłach.

* * *

Po jakichś 30 minutach szukania eliksiru, znalazłem go. Szybko razem z fiolką pobiegłem do Shante.
- Jestem i mam eliksir. - Wpadłem do jaskini.
- Uf... To dobrze.
- A więc tak. Musisz dodawać do jedzenia po jednej kropelce. Uważaj, żeby nie przedawkować! - Ostrzegłem ją. - A teraz muszę iść, Exalios czeka.
Pożegnałem się i pobiegłem do szamana.

Exalios

wtorek, 10 grudnia 2013

Od Radioactive'a


Wieczorem myślałem o wszystkim i o niczym. Siedziałem w wejściu do jaskini patrząc w gwiazdy. Czuję się trochę samotnie. Pusta jaskinia, jest tak cicho... Po kilku minutach podszedłem do mojego posłania i ułożyłem się na nim.

* * *

Obudziłem się bardzo wcześnie przez głód. Moja osoba wstała i przeciągnęła się. Powoli podszedłem do wyjścia. Wystawiłem za jaskinie pysk, brr. Ale zimno. No cóż. Trzeba się przemóc i wyjść... Po kilku minutach wyszedłem na dwór. Nie przywykłem jeszcze do takiego klimatu. Zauważyłem że coś rusza się w krzakach. Powolutku poczołgałem się do krzaków. Odchyliłem je i zobaczyłem małego zająca. Bez namysłu złapałem go łapami i szybko zjadłem. Mój głód nie był oczywiście zaspokojony. Poszedłem dalej.

* * *

Po dwóch godzinach szukania czegoś, co dałoby się zjeść (oprócz śniegu). Usiadłem. Po chwili zobaczyłem jakąś waderę. Zobaczyła mnie, podeszła bliżej i zagadała:
- Cześć, jestem Lolieu, a ty?
- Ja jestem Radioactive. Nie widuję cię zbyt często. Jesteś nowa?
- No, można by tak powiedzieć.
Nastała cisza. Ja bawiłem się śniegiem, a ona oglądała krajobraz, który nas otaczał. Przerwałem tą ciszę.
- Lubisz takie zimowe tereny? - zapytałem.

Lolieu? :3

wtorek, 19 listopada 2013

Od Radioactive'a

- Czuję do ciebie... Nic - odparłem. - Moje uczucia do ciebie są neutralne, ale sądzę, że jesteś dla mnie koleżanką.
- Mhm... - powiedziała cicho.
Nie wiem czy ją zraniłem, sądzę, że postąpiłem dobrze. Jak na razie nie chcę zbytnio myśleć o partnerstwie. Przede mną jeszcze kilka lat życia, więc muszę je dobrze wykorzystać. Jestem raczej młody, więc nie chce już wychowywać dzieci. Według mnie lepiej trochę poczekać i nabrać umiejętności. Popatrzyłem się na piasek, a potem na Shante. Wlepiłem w nią wzrok. Popatrzyłem jej głęboko w oczy. Po chwili powiedziała:
 
Shante? Brak weny :c

wtorek, 12 listopada 2013

Od Radioactive'a


Gdy wstałem, upichciłem sobie jakąś miksturę. Znalazłem na nią przepis w moim najstarszym pergaminie, niestety nie było napisane, jak ona działa, a jej nazwa nie mówiła mi o niej niczego. Dobrze, że wiedziałem, czy ma skutki uboczne czy coś takiego. Na szczęście nie ma, więc można ją wypróbować.

* * *

Gdy szedłem na polanę wypróbować miksturę, zauważyłem Shante i jakiegoś wilka. Gdy zobaczyłem, że Shante mnie zobaczyła, zacząłem uciekać. Lecz po chwili byłem już złapany. Nie wiedziałem, co zrobić...
Lecz nagle mnie olśniło. Miałem przecież przy sobie tą fiolkę. Szybko ją odkręciłem, upuściłem korek i wypiłem do dna. W niecałą sekundę znalazłem się w jaskini. Szybko ukryłem się za moim legowiskiem.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Od Radioactive'a

- Nie, nie kocham cię i nie chcę z tobą być.
Zori gdzieś uciekła. Byłem zdesperowany. Nie wiedziałem, co zrobić.

* * *

Był już wieczór i zaczął kropić deszczyk. Łapy ugrzęzły mi w błocie. Powoli wstałem, moje łapy były pokryte grubą warstwą błota. Zacząłem iść do mojej jaskini. Myślałem nad tym, co powiedziałem. Sądzę, że najlepiej mówić prawdę. A więc ją powiedziałem, może była to i okrutna prawda dla innej osoby, no ale cóż... I po chwili byłem już w jaskini. Cały brudny i przemoczony padłem do mojego kręgu świec. Zapaliłem wszystkie świece i poszedłem spać.

* * * 

Gdy się obudziłem, czułem się jak nowo narodzony i oczywiście nareszcie byłem czysty. Postanowiłem jeszcze na chwilę położyć się spać...

sobota, 9 listopada 2013

Od Radioactive'a

Prawie zawsze, zawsze gdzie nie pójdę, znajdę Shante. Powraca jak grypa. Nigdy nie wiem, gdzie ją spotkam i kiedy. Gdy widzę, że dzieje się źle - pomagam. No, ale proszę was. Ciągle wpadam na tą samą osobę...

* * * 

Odgoniłem tego niedźwiedzia. Oczywiście padły słowa:
- Znowu mnie uratowałeś, czemu?
Znowy, znowu, znowu... To słowo jest takie nudne. Pewnie ciągle będzie padało z ust Shante.
- Znowu... He he - powiedziałem do siebie.
Hah, znów ten obłęd, jakbym był na haju.
- Ymm. Wszystko dobrze? - zapytała.
- Taa świetnie. - Trzepnąłem się w pysk i wróciłem z krótkiego pobytu w świecie obłędu. - Teraz już dobrze. A teraz oddalę się.
Wypowiadając te słowa szybko wbiegłem w las. Obijałem się o drzewa, pędząc jak szalony. Słyszałem tylko krótkie nawoływanie... "Radio, Radioactive, wszystko dobrze?" Lecz po chwili ono ustało. Nie zwalniałem. Wbiegłem do tej bardziej tajemniczej części lasu. Było tam tak miło. Nagle usłyszałem jakiś szmer.

Ktoś dokończy?

czwartek, 7 listopada 2013

Od Radioactive'a

Czasami bywałem dość tajemniczy i małomówny, ale nie zdarzało się to bardzo często.
- Tak jakoś wyszło. - Podkuliłem uszy i popatrzyłem na wyjście jaskini, z niechęcią wymawiając to króciutkie zdanie.
- Ech... - Usłyszałem krótkie sapnięcie. - Dobranoc. - Powiedziała i zasnęła.
Jeszcze przez chwilę patrzyłem się znudzonymi, przymkniętymi oczami na wejście do jaskini. Lecz gdy upewniłem się, że Shante, usnęła zwróciłem wzrok w inną stronę. Popatrzyłem na moje duperele, które stały na półkach, ach... Miałem tego tak dużo. Nagle usłyszałem bardzo głośny huk; pewnie drzewo się przewróciło. Powiał silny wiatr i zgasła świeczka, która była zapalona przy wyjściu. Szybko wziąłem ją i zapaliłem po raz drugi, udało się. Przeniosłem ją w bardziej zakryte miejsce i położyłem tak, aby się nie przewróciła, następnie wziąłem jeszcze kilka innych świeczek, zapaliłem je i ułożyłem w krąg na podłodze, w którym mogłem się zmieścić. Wszedłem tam powoli, ułożyłem się i zasnąłem.

* * * * 

Kiedy się obudziłem, nie było już burzy, a wszystkie świeczki nadal paliły się.

Shante?

Od Radioactive'a

Gdy Shante wyszła, usiadłem w rogu jaskini i zacząłem swoje przemyślenia. Lubiłem myśleć, ponieważ to mnie uspokaja. Myślałem nad wszystkim i nad niczym. Myślałem o dzisiejszej wpadce na polowaniu, nad zjedzeniem kawałka zdobyczy Shante i... O Shante.
- O nie! - Ocknąłem się.
Popatrzyłem na wejście do jaskini i ujrzałem błyskawice, mgłę i ścianę deszczu. Szybkim krokiem wyszedłem z jaskini. Deszcz lał tak mocno, że aż czułem go pod dość grubą warstwą futra. Nagle usłyszałem bardzo cichutkie plum. Szybko pobiegłem w tamtą stronę i znalazłem nieprzytomną waderę. Wziąłem ją na plecy i ruszyłem do jaskini. Gdy dotarłem położyłem ją na moim dość małym legowisku, które powiększyłem jedną skórą, a drugą przykryłem ją. Szybko zacząłem przyrządzać miksturę na omdlenia itp. Zrobiłem miksturę z: soku winogron, soku z kaktusa i kawałków róż. Po skończeniu jej szybko wlałem miksturę do uchylonego pyska Shante.

Shante?

poniedziałek, 4 listopada 2013

Od Radioactive'a


- No dobrze powiem... - Uśmiechnąłem się lekko.
- Yay. - Zaśmiała się.
- No więc tak, jak zawsze rano wyruszyłem na polowanie. Lecz tym razem wpadłem na jakieś stare sidła, no i to mi się stało. - Wskazałem głową łapę z raną.
- Ach... Może powinieneś coś z tym zrobić?
- Właśnie idę upichcić sobie jakąś miksturę.
- Aha... Mogę iść z tobą?
- Jasne. Chodźcie.
Zaczęliśmy iść do mojej nowej jaskini. Dotarliśmy dość szybko. Szybko wziąłem potrzebne składniki. Po kilku minutach miałem eliksir na rany. Polałem sobie tym eliksirem ranę i po kilku sekundach zniknęła.

Shante?

piątek, 1 listopada 2013

Od Radioactive'a


Wstałem. Przetarłem oczy łapą i popatrzyłem na wejście do jaskini. Słońce lekko świeciło mi w oczy, więc przymrużyłem je. Powoli wstałem i przeciągnąłem się. Wyszedłem z jaskini i skierowałem się do małego jeziorka. Napiłem się wody i wyruszyłem w las. Wędrowałem około godziny, póki nie dojrzałem stada saren. Po chwili obserwowania ich upatrzyłem sobie swoją zdobycz. Powoli skradałem się do niej i... Skoczyłem. Lecz sarna mnie zauważyła i uciekła. Spadając widziałem wszystko w zwolnionym tempie. Upadłem na coś kującego, co dość mocno podrapało mi łapę. Powoli podniosłem się z zaciętym wyrazem pyska i zobaczyłem pod sobą jakieś stare sidła. Powoli szedłem do jaskini, żeby zrobić sobie jakiś eliksir na rany, gdy nagle zauważyłem jakąś waderę...

<Która miła Pani dokończy? xd>

niedziela, 23 czerwca 2013

Od Radioactive'a

- Mogę ci to pokazać.
- To ja pójdę z tobą - powiedział
- Nie musisz - szybko powiedziałem.
- No dobrze. Poczekam. - Exalios usiadł na ziemi.
Szybko pobiegłem do jaskini zielarzy, gdzie zostawiłem swoje zapiski. Wszedłem do jaskini i zacząłem kierować się do mojego stanowiska, przy którym robiłem eliksir. Wszystkie zwoje były na miejscu. Odsapnąłem z ulgą. Złapałem je i pobiegłem do jaskini szamana. Gdy dotarłem wręczyłem mu zwoje. Jeden wziął do łapy, a resztę położył obok siebie. Czytał zawzięcie i powoli. Wiedziałem, że krótko to nie potrwa, więc usiadłem. Przypatrywałem mu się uważnie. Gdy przeczytał zwój dawał go mi, a ja zwijałem go w rulon. Gdy przeczytał wszystkie, a ja skończyłem zwijanie uśmiechnął się i powiedział:
- Podobają mi się te zapiski.
- Mnie też.
- Ile tych zwoj w ogóle jest?
- Pięć.
- Pięć zwoji... Wszystkie zapełnione do końca. Widać, że ten szaman się napracował.
- Tak. Te wszystkie zwoje pisał około jednego miesiąca. I pisał je przez noce. W tedy akurat dobrze myślał. Na dodatek, gdy pisał tak przez całą noc, to następnego dnia kazał wkuwać mi to. Jaka to była mordęga...
- Nieźle... - powiedział.
- Taak.

Exalios?

środa, 19 czerwca 2013

Od Radioactive'a

Exalios poszedł. Pomyślałem, jak zrobić tę miksturę i jakie rzeczy byłyby potrzebne. Po chwili namyśleń zobaczyłem, że dziewczyny już coś tam robią. Podszedłem do jednej półek i wziąłem 4 miski. Położyłem je przy miejscu, w którym będę pracować. Wziąłem jedna z misek. Wybiegłem z jaskini, a dziewczyny patrzyły na mnie trochę zdumione tym, co robię. Poszedłem nad jezioro. Napełniłem miskę wodą, odłożyłem ją na ziemię i poszedłem szukać kamienia. Po chwili znalazłem jeden duży i dość gładki kamień. Pobiegłem do jaskini. Obie wadery już prawie kończyły. Na mój widok coś do siebie powiedziały. Szybko wziąłem potrzebne rzeczy. Glony wrzuciłem do jednej z mniejszych misek. Zręcznie zacząłem przygniatać je kamieniem, przez co traciły soki. Gdy wygniotłem wszystkie, przelałem sok z glonów do większej miski. Następnie wziąłem się za kwiat. Był dość mały. Wycisnąłem soki z łodygi. Przelałem te kilka kropel. Zamieszałem dodałem troszeczkę wody i oczywiście barwnik... Szaman, u którego się uczyłem, uwielbiał kolorowe mikstury. Po ostatnim wymieszaniu mikstura zrobiła się jasnozielona. Dziewczyny już dawno skończyły. Ich mikstury były pewnie lepsze od mojej, ale za to moja miała kolor. Przelałem ją szybko do fiolki ze sznureczkiem i pobiegłem do Exaliosa. - Jestem - powiedziałem wchodząc powoli do jaskini.
- To dobrze.
- A więc co chciałeś mi powiedzieć? Albo spytać?  

Exalios?

wtorek, 18 czerwca 2013

Od Radioactive'a

- Cześć.
- Hej - odpowiedziały mi wadery.
- Fajnie. - Ucieszyła się Zena. - Mamy nowego zielarza.
- To wy się wszyscy zapoznajcie, ja muszę iść - powiedział Exalios i wyszedł z jaskini.
Po jego wyjściu była totalna cisza. Zena bawiła się swoim ogonem, Youe patrzyła się w podłogę i rysowała jakieś kółka. Czy jakoś tak. A ja patrzyłem się na półki skalne, na których leżały różne eliksiry, zioła i inne duperele.
- Taa... - powiedziałem cicho.
- ? - Jedna z wader spojrzała się na mnie pytająco.
- Od dawna jesteście w tej watasze? - zapytałem.
- No, nawet, nawet.
- Yhy...
- Może opowiesz nam o sobie? - zapytała Youe.
- Dobrze. A więc tak: w poprzedniej watasze, która już nie istnieje, uczyłem się na szamana. Więc umiem przyrządzić jakieś eliksiry i tym podobne. I przez to nie musicie mi jakoś strasznie pomagać, jak bym był jakimś bezradnym, nowym członkiem watahy. Umiem dość dużo. Ale zapewne o wiele mniej niż Exalios. I jeszcze powiem wam dziwną rzecz, która dzieje się ze mną co rok... - powiedziałem tajemniczo.
- Yyy... Chyba nie zmieniasz się w jakieś monstrum, co?
Zbladłem. No, niby mam przemianę, ale nie jestem jakimś niepanującym nad sobą monstrum.
- Nie - zaśmiałem się. - Ja się... - ściszyłem głos. A wadery przybliżyły się do mnie. - Kurczę się co rok! - krzyknąłem.
Youe i Zena odetchnęły z ulgąm ale za to były trochę zdziwione.
- Serio? - zapytały razem.
- Noo... 

Która z was dokończy?

czwartek, 13 czerwca 2013

Od Radioactive'a

Wstałem. Wadera ruszyła, a ja za nią. Szliśmy w ciszy. Znudzony i głodny ja próbowałem złapać motylka. Nagle zaburczało mi w brzuchu.
- Jesteś głodny?
- Trochę...
- To chodź, pójdziemy na polowanie.
- Nie trzeba.
- Na pewno?
- Na pewno, wytrzymam.
- No dobrze. Chodźmy dalej.
Ruszyliśmy dalej. Na szczęście po drodze upolowałem królika. Zjadłem go szybko. Wyglądałem jak jakiś bezdomny, który nie widział jedzenia od kilku miesięcy. Wreszcie doszliśmy.
- Cześć, Exalios - uśmiechnęła się do Najwyższego Szamana Odalis.
- Witaj. - Uśmiechnął się, a potem spojrzał na mnie.
- Ja jestem Radioactive.
- Wilk, który chce dołączyć do watahy?
- Tak.
- A więc ja jestem Exalios, szaman oczywiście.
- Taaak... - odpowiedziałem.

Która z was dokończy? :]

środa, 12 czerwca 2013

Od Radioactive'a

Powoli wstałem ze swego posłania. Przeciągnąłem się.
- Achh... Ale dziś słońce... - powiedziałem do siebie.
Wziąłem w pysk swój kapelusz i poszedłem nad wodospad. Szedłem powoli rozglądając się. Wszędzie słychać było śpiew ptaków. Niedługo lato. Gdy podszedłem do wodospadu, zobaczył kilka jagód. Oblizałem się na ich widok. Urwałem kilka i zacząłem zjadać.Odłożyłem swój kapelusz na ziemię. Jagody były soczyste. Nie zjadłem ani jednej kwaśnej. Wszystkie były strasznie słodkie, ale bez przesady. Delektując się nimi ruszyłem dalej. Gdy doszedłem, moje łapy kleiły się. Włożyłem je do wody, przez co zrobiły się mniej klejące. Potem przeszedłem kilka kroków dalej i zacząłem pić wodę. Była taka orzeźwiająca... Po chwili szybko włożyłem całą głowę do wody. Wyjąłem ją, gdy zacząłem czuć, że nie mogę oddychać. Podszedłem do wodospadu i zacząłem swą poranną "kąpiel". Nagle zdałem sobie sprawę, że... Zgubiłem gdzieś swój kapelusz! Wybiegłem cały mokry spod wodospadu i kierowałem się w stronę miejsca, gdzie zerwałem jagody. Gdy tam dobiegłem, zobaczyłem swoją zgubę.
- Uff... - odsapnąłem.
Szybko podniosłem kapelusz i założyłem na swoją głowę. Postanowiłem zjeść jeszcze kilka jagód. Zjadłem. Woda jeszcze ze mnie spływała. Pobiegłem do swojego legowiska. Założyłem chustę, żeby nie było mi zimno i położyłem się. Zasnąłem... Obudziły mnie głosy.
- Haaloo.. Wiesz, że jesteś na terenie pewnej watahy? - spytał mnie głos.
Otworzyłem oczy i zobaczyłem waderę stojąco obok mojego legowiska.
- Yyy... Nie wiedziałem - powiedziałem patrząc na nią przepraszająco.

Dokończy ktoś?