- Opanuj się... - powiedziałem do siebie, gdy zacząłem "wariować".
Powolnie podniosłem się. Powłócząc łapami wyszedłem z jaskini. Na dworze było dosyć ciepło, mmm, lato coraz bliżej. Skierowałem się w stronę lasu. Wypadało by coś upolować. Jestem głodny. Cztery dni nie jedzenia. Czasem nie jadłem dłużej, ale byłem wtedy chudy.. Przypomniałem sobie te chore czasy. Dwa zające na tydzień. Czasem zdarzała się sarna. Nie myśl o tym. Nagle usłyszałem szelest. Od razu skuliłem się z brzuchem tuż przy ziemi. Podczołgałem się do krzaków. Wychyliłem głowę za nie i ujrzałem sarnę. Była chuda, sama skóra i kości.
- Nie ucieknie mi... - szepnąłem do siebie.
Szybko wyskoczyłem z krzaków i podbiegłem w stronę sarny. Skoczyłem na nią. Wgryzłem się jej w szyje, a ona nie mogła niczego zrobić. Kilkanaście sekund później leżała martwa. Zjadłem ją...
* * *
Poszedłem w stronę większego skupiska legowisk w naszej watasze. Było to tak jakby "centrum naszych terenów". Nagle zauważyłem jakieś dwa wilki w oddali. To znaczy... Jeden wilk niósł tego drugiego. Dosyć żwawym krokiem poszedłem za nim. Chyba mnie nie zauważył. Przypatrzyłem mu się bardziej i zrozumiałem, że ów idący wilk to basior, chyba Blue, tak, Blue. Niósł on jakąś waderę nieznaną mi. Blue kierował się w stronę Jaskini Szamanów. Podbiegłem do niego. Nie chciałem go przestraszyć, dlatego skręciłem bardziej w lewo i zrównałem się z nim.
- Witam cię - powiedziałem. - Kto to jest?
- Witaj, dawno cię nie widziałem. A ta tutaj to jakaś wilczyca, człekokształtna. Zaatakowała nas - powiedział.
Przez chwilę zamyśliłem się.
- Wiesz co, trochę mnie ciekawi...
- ? - popatrzył na mnie pytająco.
- Po co musiałeś ją tu przynieść...
- Marchesa mi kazała.
- No tak, trzeba wypełniać rozkazy, nawet, jeżeli się ich nie rozumie - stwierdziłem.
Byliśmy już blisko Jaskini Szamanów. Po kilku minutach byliśmy już w środku.
- Exaliosie, jesteś tutaj? - powiedziałem dosyć głośno.
Exalios?