Wyszłam z jaskini, kierując się ku słońcu (miałam zamiar dotrzeć do lasu). Wszystko prezentowało się tak jak zwykle, jednakże ja byłam inna. Zrozumiałam to kilka dni temu podczas rozmowy z Nin. Nawrzeszczałam na nią, a ona się obraziła. Mam z tego powodu doła, ale jakoś wytrzymuję.
Przed oczyma przemknął mi jakiś wilk - pewnie energiczny.
Umierałam z nudów i jakby znikąd pojawiła się przede mną łania. Czemuż by nie skorzystać. Rzuciłam się w pogoń za nią, potykając się o wystające z ziemi korzenie (byłam już w lesie).
Gdy jakimś cudem udało mi się dogonić ,,jedzenie", zabrałam się do pożerania zdobyczy.
Nagle moją uwagę przykuły szmery zza krzaków.
Ktoś gramolił się w moją stronę, była to wadera.
Umierałam z nudów i jakby znikąd pojawiła się przede mną łania. Czemuż by nie skorzystać. Rzuciłam się w pogoń za nią, potykając się o wystające z ziemi korzenie (byłam już w lesie).
Gdy jakimś cudem udało mi się dogonić ,,jedzenie", zabrałam się do pożerania zdobyczy.
Nagle moją uwagę przykuły szmery zza krzaków.
Ktoś gramolił się w moją stronę, była to wadera.
Ninethe.