Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wirvix. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wirvix. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 stycznia 2015

Od Wirvixa

Maskowałem się idealnie w cieniu. Moje futro nie pozwalało oczom Lethiel mnie dojrzeć. Tam gdzie się schowałem nie było nikogo. Byłem tam samotny i smutny. Nikogo. Nikogo. Nikogo. Wróciłem do mojej przybranej matki, ale nie pokazałem się jej. Szedłem tuż obok niej. Wołała mnie. Widziałem jej złość. Złość. Złość. Złość.
- Wirvix?! - Lethiel krzyczała, biegnąc przez las. - Wirvix?! Jesteś tu?
- Tak. - Wyszedłem z cienia.
- Vix. Co... Gdzie... Dlaczego... - wilczyca zaczęła płakać. Starałem się zrobić najsłodszą minę jaką potrafiłem.
- Chodź! Musisz coś zobaczyć. Znaczy kogoś. - Słyszałem o nowych wilkach, ale ich nie widziałem. Drzewa mnie poprowadziły. Wbiegliśmy na małą polanę. Stała tam Rekla.
- Hej!- krzyknąłem. Podbiegliśmy do wilczycy.
- Kim jesteście? - spytała z nieufnością wadera.
- Łowca, Wirvix - powiedziałem z radością
- Opiekun szceniąt, Lethiel.
- Jestem Rekla.
- Oprowadzić cię? - zaoferowałem.
- Może. - Patrzyła na nas gotowa do ataku.
- Lethiel, idziesz z nami? - spytałem się jej. Widziałem jej łzy. Teraz zmieniły się w lód. Wyglądała pięknie na tle zimy.
- Co? - powiedziała zdziwiona.
- Idziesz z nami?

Lethiel? Rekla?

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Od Wirvixa

Obie wilczyce patrzyły na mnie z zaskoczeniem. Przed chwilą słyszałem myśli drzewa przy którym staliśmy, a one nie wiedziały dlaczego musieliśmy uciekać stamtąd.
- Wiecie, że rozumiem mowę roślin?
Wadery nie wiedziały. Przytaknęły łbami, żeby nie wyjść na głupie, ale ich oczy zdradzały prawdę.
- To drzewo jest jednym ze starszych drzew na terenie watahy. Widziało i słyszało wiele. Jego korona sięga ponad wszystkie inne. Ono nas widzi i słyszy. Widzi też wszystko wokół. Widzi dumnie maszerującego Asmina, a za nim idący oddział wilków. Chciałyście wiedzieć gdzie oni są, a oni tu idą... - drzewo zaczęło mówić - zmienili kierunek, idą w góry. Gonimy ich?
- Myślę, że możemy, ale po co? - Lethiel patrzyła z niedowierzaniem raz na mnie raz na drzewo.
- Po co? Przecież tam jest większość watahy tam jest. - Adexioun była zła na moją przypraną mamę.
- No i? - Lethiel rozpoczęła bitwę na słowa. Nie miałem ochoty jej słuchać ruszyłem przed siebie. Tam gdzie jest wiecznie cisza i spokój.
- Wirvix?! - Wilczyce krzyknęły jednocześnie.

Lethiel? Adexioun?

niedziela, 16 listopada 2014

Od Wirvixa

- Gdzie jest reszta watahy? Nie może być taka mała! - spytała Lethiel.
Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć, nie chciałem skłamać, obiecałem sobie, że już nie będę kłamać.
- Nie wiem. Możemy pobiegać po terenie i ich poszukać. - Lethiel ruszyła w stronę lasu. Z trudem ją dogoniłem. Była szybka. Za szybka dla mnie. Dobiegliśmy do Jaskini Hayleya. W korytarzu musiałem schylić głowę, aby nie uderzać nią o strop. Lethiel szła za mną. Przynajmniej się starała. Jej brzuch leżał przy ziemi.
- Zawracamy? - spytałem się jej. Sufit był tu bardzo nisko, a ja nie chciałem, żeby moja przybrana mama utknęła w ciemnym korytarzu.
- Nie.
W końcu się wyprostowałem. Zobaczyłem piękną jaskinię. Daleko mnie zobaczyłem cień, ale nie był to mój cień. Lethiel wyszła z korytarzyka. Rozciągnęła mięśnie grzbietu i ruszyła w stronę cienia.
- Cześć, jestem Lethiel, a ty?
- Jestem Adexioun. jak się nazywasz? - spojrzała na mnie swoimi tęczowymi oczami.
- Wirvix. - Zobaczyłem, że wadera jest smutna. Zrobiłem iluzję rosnącego kwiatka tuż przed nią.
- To ty jesteś tym małym iluzjonistą. - Oczy wilczycy stały się jaśniejsze.
- Tak to ja, a co? - odparłem.
- Potrzebujemy cię - powiedziały na raz obie wadery.

Lethiel, Adexioun?

piątek, 17 października 2014

Od Wirvixa

- Jesteś nowa? - Nowi byli interesujący, a ta biała wadera szczególnie. Zobaczyłem błękit jej oczu i uznałem, że jej żywioł to woda. - Woda? - zacząłem zadawać kolejne pytania. - Jak się nazywasz? - coraz więcej pytań.
- Jestem nowa, mam na imię Lethiel i moim żywiołem jest woda. - Lethiel uśmiechnęła się.
- Wspaniale. Idziemy do jeziora? - Lubiłem zadawać pytania, ale to było moje czwarte.
- Dobra. - Pobiegliśmy do Szmaragdowego jeziora. Wadera musiała co jakiś czas zwalniać. Z przyzwyczajenia wbiegłem na skałę Reimond.
- Iluzje czy magia? - kolejne pytanie wyrwało się z moich ust.
- Co? - Lethiel się uśmiechnęła.
- Co wolisz?
- Nie wiem. - Stworzyłem iluzję. Przedstawiała mnie. Udało mi się zrobić ją za plecami wilczycy.
- Odwróć się, proszę - poprosiłem ją. Spojrzała w tył. Za nią siedziała moja iluzja.
- Magia. Sklonowałeś się. - Jej niebieskie oczy wpatrywały się we mnie.
- Iluzje. On się nie rusza. Jeszcze nie umiem poruszać iluzjami. Nie jestem magikiem, tylko iluzjonistą.
- Łał.
- Chcesz zostać moją mamą? - Brakowało mi mamy, a jej potrzebowałem. Lethiel by się nadawała. Była trochę młoda, ale mi to nie przeszkadzało.

Lethiel

wtorek, 16 września 2014

Od Wirvixa

Nie chciałem skłamać. Gdybym nie skłamał, Via byłaby przeze mnie smutna. Szczeniak, który rozśmieszał wszystkich, byłby powodem do smutku. Szczeniak, który przez 2 miesiące nie wychodził z jaskini, wyszedł, aby nie wrócić.
- Gdzie idziesz? - słowa Vii dudniły w mojej głowie.
- Na polowanie.- Kłamstwo wypowiedziane przeze mnie bolało. Mój język musiał to przejść. Każdy to kiedyś zrobił, a ja ubolewałem nad moim pierwszym razem. W zamyśleniu wszedłem do wody.
- Młody, wszystko dobrze!? - ktoś nowy krzyknął. Miała piękny głos. Mama miała taki sam. Ta wilczyca stała za mną, a mama leżała daleko.
- Tak - język wciąż bolał od kłamstwa. - Zamyśliłem się i nie zauważyłem, że już tu doszedłem.
- Upolujesz mi sarenkę?- wilk zaczął iść w moją stronę.
-Już idę - zgodziłem się.
Chciałem, żeby moje kłamstwo stało się prawdą. Język nie bolał tak bardzo. Postanowiłem nie odchodzić. Język przestał boleć, a sarenka leżała martwa. Udało mi się zanieść zwierzę do wadery. Wilczy uśmiech znów zagościł na moim pysku. Wilczyca zobaczyła moją zmianę nastroju.
- Jak się nazywasz?
- Wirvix, a ty?

Dokończy jakaś wadera, która doszła w tym roku szkolnym.

sobota, 28 czerwca 2014

Od Wirvixa: Każde wspomnienie kiedyś ożyje

Obudziłem się. Wokół mnie było ciemno. Była mgła. Czerwone oczy.
- Śnię? - spytałem zdziwiony.
- Tak. - Wilk powiedział jak na swój wiek wysoko.
- Kim jesteś? Kontrolujesz mój sen? Gdzie Kari?
- Mirwolf, kontroluję sny. - Wilk okazał się moim bratem.
- Mir! - krzyknąłem. Przytuliłem go najmocniej, jak umiałem. - Żyjesz!
- Kari to twoja koleżanka? - Wolfy nie zwracał uwagi na mą głowę, wbijającą się w jego bok.

***

Obudziłem się. Kari wyczerpana lizała moje ciało.
- Mir...wolf... - to imię było przepełnione żalem.
- Wpadnij! - Mój brat wyrył pazurem w skale nazwę watahy (nie chcę mówić).
- Nie idź! Proszę! - krzyczałem najgłośniej, jak potrafiłem. Mirwolf odszedł. Na zawsze? Na rok? Dwa? Trzy?
- Kto to? - Kari patrzyła na mnie zdziwiona - Znasz go?






Kari?

wtorek, 24 czerwca 2014

Od Wirvixa

- Nadal słyszysz wycie? - Exalios spytał się mnie tuż po naradzie.
- Rzadko, ale jednak. - Byłem smutny. Wycie mnie denerwowało bardziej niż myśl, że Alfa, Beta i inni są w niebezpieczeństwie.
- To dobrze. - Szaman uśmiechnął się z sarkazmem.
- Poczekaj, bo muszę się zmusić do śmiechu. - Wystawiłem mu język. Nie wyszło mi to dobrze, bo Exalios zaczął się tarzać ze śmiechu.
- Młody, lepiej upoluj mi jelonka. Język ci się przyda, więc nie zmęcz go za młodu. - Zastępca alfy uśmiechnął się.
- Dobrze.
Upolowałem młodego jelenia i włożyłem go do koszyka, który dostałem od Vii. Zaniosłem go szamanowi. Zapadała noc. Sprintem popędziłem do mamy. Zza drzew zobaczyłem skałę, a w niej jaskinię. Stał w niej wilk. Via. Zwolniłem. Łapy zdawały się mówić: "Nie biegnij".
Położyłem się pod starym drzewem. Nade mną przeskoczył czarny cień. Byłem zbyt zmęczony, by się bać. Przymkniętymi oczami widziałem cień walczący z jakąś waderą.
- Kari? - spytałem niepewnie.
- Tak. - Demon z czerwonymi oczami uderzył mnie łapą w głowę. Zanim zemdlałem, zobaczyłem Kari, atakującą czarnego wilka. Wycie i ciemność.

niedziela, 15 czerwca 2014

Od Wirvixa: Demon ożył

Po tym, jak Szaman wlał mi do pyska niedobry płyn, poczułem się lepiej, bezpieczniej. Wycie od razu ucichło. Po dwóch dniach snów o lasach, łąkach i jedzeniu, demon wrócił. Śnił mi się nie tylko on. Był tam związany Exalios, Retina w dziwnym transie oraz wataha demonów o złotych oczach. Szli przez góry. Góry, które znałem. Góry, w których się wychowałem. Nagle zza jednej z nich wyskoczyła moja rodzina. Demony uciekły, jak stado spłoszonych jeleni, które biegnąc nad moją norką, obudziło mnie. Wyjąłem główkę na światło dnia. Obok mnie przebiegł ranny źrebak. Jednym, płynnym ruchem zabiłem go.
- Dzięki. Vix, śnił ci się koszmar, że jesteś taki mokry? - Via pojawiła się obok mnie.
Opowiedziałem jej mój sen. Starałem się nie zapominać o szczegółach.
- Jego martwi rodzice? Exalios związany? Chyba musimy mu o tym powiedzieć. - Moja mama myślała na głos. - Młody, idziemy do szamana.
- Dobra, ale najpierw powiedz mi, czy ktoś przed chwilą wył. - Znowu słyszałem wycie.
- Nikt nie wył - znałem ten ton. Kari też tak powiedziała.
- Stójcie! - Exalios wyszedł zza krzaków - Przepraszam, że podsłuchiwałem. Demony?
- Wycie... - Znowu się bałem.

Exalios? Via?

wtorek, 10 czerwca 2014

Od Wirvixa: Strach, co ściska gardło

Szedłem nad Szmaragdowe Jezioro. Byłem cały pokryty błotem. Potrzebowałem kąpieli. Nagle zaczęło padać. Mokry i zmęczony doszedłem do jeziora. Odechciało mi się myć, postanowiłem znaleźć wejście do jaskini Hayleya. Nie mogłem szukać podczas ulewy, więc położyłem się w krzakach, które rosły niedaleko. Po wykopaniu sobie małego wgłębienia w ziemi, ułożyłem się w nim i poszedłem spać.
Z okropnego snu nie było łatwo się otrząsnąć. Ciągle wydawało mi się, że ten demon, z mojego koszmaru, stoi za mną. Co chwilę oglądałem się za siebie. W pewnym momencie nad Doliną rozległo się potężne i mroczne wycie. Po moich plecach przeszły ciarki, sierść na karku stanęła dęba, a moje gardło zaczęło warczeć. Warczałem na wszystko co znajdowało się wokół mnie. Odwróciłem się i pobiegłem przed siebie. Przypadkiem wpadłem na Kari.
- Co się stało mały? - wilczyca powiedziała z serdecznym uśmiechem.
- Słyszałem wycie i się przestraszyłem. - Zacząłem dygotać na samą myśl o tym.
- Przecież nikt nie wył... - Opiekunka szczeniąt przestała się uśmiechać. 

Kari, dokończysz?

sobota, 7 czerwca 2014

Od Wirvixa: Vio, może to ty?

Był kolejny ciepły wiosenny ranek w Dolinie. Po ciężkiej nocy nie ma lepszej pobudki niż śpiew ptaków.
- Vix, jesteś młody, masz rodzinę, to pójdź szukać mamy - pomyślałem sam do siebie. Poszedłem nad Kryształowe Jezioro. Było tam dużo wilków z żywiołem wody. Blue lizał po pyszczku Kari. Nesso latał tuż nad taflą wody. Via upatrywała kaczek. Night pływając ciągle mi się przypatrywała. Dari biegała w tą i z powrotem.
- Dari, możesz się zatrzymać?! - krzyknąłem, gdy przebiegała obok.
- Stoję. - To słowo brzmiało bardziej jak warknięcie. Wadera stojąca przede mną wyglądała na gotową do natychmiastowego biegu.
- Możesz się mną zaopiekować? - spytałem się jej, robiąc najsłodszą minę, na jaką było mnie stać.
- Nie! - kolejne niemiłe warknięcie.
Ze zwieszoną głową podszedłem do Kari.
- Szukam rodzica zastępczego. Może chciałabyś? - powiedziałem wesołej waderze, sztucznie się uśmiechając.
- Mam tyle na głowie. Night ciągle się na ciebie patrzy, może ona? - Kari pocieszała mnie wzrokiem.
- Night, może chciałabyś być moją matką zastępczą?! - krzyknąłem do niej z brzegu jeziora. odpowiedziała mi stanowczym ruchem głowy. Nie...
- Szukasz matki? - Via pojawiła się znikąd obok mego boku.
- Chyba tak...

Via, mogłabyś?

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Profil wilka Wirvixa

Imię: Wirvix (Wix)
Płeć: samiec
Wiek: 2 lata
Zawód: łowca
Partner: nie myśli o tym
Rodzina: Umarli z głodu. Rodzina zastępcza go przygarnęła. Kiedy urósł, poszedł znaleźć watahę.
Żywioł: ziemia
Umiejętności: Rozumie zwierzęta i rośliny. Tworzy proste iluzje.
Opis: Jest małym, miłym, pełnym energii wilkiem, który lubi pobiegać. Jest też bardzo towarzyski. Zawsze znajdzie temat do rozmowy.
Punkty: 16