- Wirvix?! - Lethiel krzyczała, biegnąc przez las. - Wirvix?! Jesteś tu?
- Tak. - Wyszedłem z cienia.
- Vix. Co... Gdzie... Dlaczego... - wilczyca zaczęła płakać. Starałem się zrobić najsłodszą minę jaką potrafiłem.
- Chodź! Musisz coś zobaczyć. Znaczy kogoś. - Słyszałem o nowych wilkach, ale ich nie widziałem. Drzewa mnie poprowadziły. Wbiegliśmy na małą polanę. Stała tam Rekla.
- Hej!- krzyknąłem. Podbiegliśmy do wilczycy.
- Kim jesteście? - spytała z nieufnością wadera.
- Łowca, Wirvix - powiedziałem z radością
- Opiekun szceniąt, Lethiel.
- Jestem Rekla.
- Oprowadzić cię? - zaoferowałem.
- Może. - Patrzyła na nas gotowa do ataku.
- Lethiel, idziesz z nami? - spytałem się jej. Widziałem jej łzy. Teraz zmieniły się w lód. Wyglądała pięknie na tle zimy.
- Co? - powiedziała zdziwiona.
- Idziesz z nami?
Lethiel? Rekla?