Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asmin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Asmin. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 lutego 2015

Od Asmina: Koszmary?

Zastygłem w bezruchu.
- Jakim... Niebezpieczeństwie? - zapytałem, starannie wymawiając każdą głoskę.
Koszmary to jedno. Udało się odegnać je już wcześniej. Ale jeśli było coś więcej... Jeśli ten Seepranne potrafił zsyłać coś więcej, niż bezsenne noce...
- Ja... Muszę to sobie poukładać w głowie. Być może się mylę. Nie chciałabym niepokoić cię niepotrzebnie - odparła Amera i zaczęła się oddalać. - Skontaktuję się z tobą - rzuciła jeszcze i odbiegła.
To było... dziwne.
Nagle przypomniałem sobie o Ajaxie. Miał mi pomóc opanować żywioł. Wróciłem na miejsce, gdzie go zostawiłem.
Nie było go tam.

Ajax? Ame?

wtorek, 27 stycznia 2015

Od Asmina

Ogniste języki lizały drzewa, krzewy, pożerały uciekające robaczki i gryzonie. Jakiś ptaszek padł na ziemię, cały zwęglony.
Amera stała w centrum chaosu. Płomienie tańczyły po jej futrze, a ona odskakiwała od nich trwożnie.
- Uciekaj - wychrypiała w moją stronę, a jej rozbiegane oczy wpatrywały się w coś za mną.
Zerknąłem w tył. Ogień otaczał nas coraz ciaśniejszym pierścieniem. Czułem swąd spalenizny.
Byłem gotowy.
Wewnętrzny ogień zapłonął, pochłaniając całe moje wnętrze. Skoczyłem naprzód. Otaczający nas żywioł był inny, był pełen zła. Rozstąpił się przede mną, kiedy leciałem w stronę wilczycy. Wylądowałem miękko obok niej i warknąłem na pożar. Ame spojrzała na mnie i trąciła lekko łapą. W niej również płonęło.
Razem ruszyliśmy pewnie do przodu. Nasze futro zapaliło się czerwienią, ale to była nasza czerwień.
Stłumiłem łapą iskierkę, która upadła na ziemię koło mnie. Amera przydusiła jakiś krzaczek, miażdżąc wrogi żar. Wygraliśmy to starcie. Las Cieni gasnął, ale my trwaliśmy dalej. Lecz to nie był koniec.

Ame?

środa, 14 stycznia 2015

Od Asmina

- Potrzebuję pomocy.
Nagle zasłabłem, a przed oczami migał mi obraz Amery. Amery w płomieniach.
- Nie, nie, nie - wyszeptałem.
Biegłem, aż dotarłem na miejsce. Las Cieni.
Amera krzyknęła coś na mój widok. Ogień otaczał ją z każdej strony.

Ame? Ajax? Przepraszam, weny brak.
#NajkrótszeOpkoEver

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Asmina

Krzak zapalił się nagle, podpalając mi przy okazji futro. Rzuciłem się na ziemię w celu zduszenia płomieni.
- Niech to szlag... - zakląłem.
Nie kontrolowałem swoich mocy. Byłem wściekły, bo Fair znowu coś odwala, a na dodatek Ren odszedł. Nawet nie zauważyłem, kiedy puściłem z dymem kolejną niewinną roślinkę.
Muszę to opanować. Tylko szybko.
- Ajax - wyszeptałem.
Tak, to dobry wybór. Wcześniej trenował ze mną i siostrą walkę wręcz, więc czemu by nie mógł pomóc mi opanować żywioł? Jak to było? Wewnętrzny ogień?
Wiedziałem, że nie mogę zwlekać. Była zima.

Ajaxeł? :>

niedziela, 4 stycznia 2015

Od Asmina

Co powiedzieć, co powiedzieć... W końcu ktoś i tak spyta się, co się stało z Renem.
Muszę być silny. Powiem jej.
- Nic - burknąłem i odwróciłem łeb. Wiatr smagał moje futro, a grzywka podrygiwała na nim, raz po raz odsłaniając głęboką zieleń mych oczu.
Nie nalegała. Gdy policzyłem do dziesięciu i zwróciłem łeb w jej stronę, już jej nie było.
Czy to tak ma wyglądać? - pomyślałem z goryczą. - Dwójka szczeniaków u władzy, które nie potrafią nawet między sobą się dogadać?
Wróciłem wspomnieniami do naszych rodziców. Roześmiana, biała wilczyca o świecących oczach. Dla każdego potrafiła znaleźć miłe słowo czy dobrą radę. Każdego dnia rozmawiała z kilkunastoma wilkami, chodziła z nimi na polowania, zwiady czy chociażby spożywała posiłek. Swoim ciepłem ogrzałaby wszystkie wilczęta świata...
I ojciec, milczący, poważny samiec. Leczył rannych, odbierał porody... W tym i nasz. Nie żartował sobie z obowiązków, sumiennie je wypełniał, ale w jego sercu nie było obcych ani gości. Była wiedza. I Odalis.
Och, jakże mógłbym zapomnieć o Marchesie. Nasza ciocia, siostra matki. Z rozwagą podejmowała decyzje, ale potrafiła pójść rozerwać się z siostrą.
Czy to właśnie chcę osiągnąć? Siostrę, której potrafiłbym powiedzieć wszystko, nie martwiąc się, że zrobi coś głupiego?
Tak, pomyślałem, ale to niemożliwe. Nie z Fair.

sobota, 3 stycznia 2015

Od Asmina

Zostawiłem Fair, zerkając na nią od czasu do czasu.

*

- Ren? Co ty tu robisz? - zapytałem skrzydlatego wilka.
- Asmin? Ja... Nie powinno cię tu być - odpowiedział smutnym tonem.
- Jak to? O czym ty mówisz?
- Wiesz, że cię lubię... Ba, może nawet kocham jak brata... No właśnie. Moja rodzina, Asmin. Pamiętasz ich? Opuścili Dolinę w dzień... dzień... śmierci moich rodziców - wyjąkał i odwrócił wzrok.
Milczałem, pozwalając mu mówić.
- Nie mogę tu zostać. Miałem sen. Muszę ich znaleźć. Znaleźć rodzeństwo... I rodziców - rzekł pewniejszym głosem.
- Ren... Twoi rodzice nie żyją i nie można ich znaleźć. Widziałeś ciała - powiedziałem cicho.
- Mylisz się! - krzyknął. - Mylisz - dodał spokojniej. - Znajdę ich. Znajdę drogę do Zaświatów.
Przełknąłem ślinę. Mój przyjaciel... Miał mnie opuścić dla niemożliwej misji.
- Ren... Aiko... Zastanów się. Do Zaświatów trafia się po śmierci! - zawołałem rozpaczliwie.
- Nie. Marchesa tam była. I wróciła - rzekł z mocą. - Znasz opowieści. Twój ojciec też tam był. I twoja starsza siostra również. Jak ktoś z taką rodziną może mi mówić, że to niemożliwe?
To obłęd, pomyślałem. Unriva jest związana imieniem z Unrivą, ojciec to potężny szaman, a Marchesa... Marchesa była wskrzeszona przez ojca.
- Proszę, zrób to dla mnie. Zostań. Proszę - wyszeptałem, ale na próżno. Było za późno.
Ren zamachał parę razy skrzydłami, po czym wzbił się w powietrze i odleciał. Na zawsze.

*

Wracałem przygnębiony do Legowisk. Liczyłem na to, że wpadnę na kogoś, kto mnie pocieszy, wyrwie z tego obłędu.
Przeliczyłem się.
- Fair? Nie masz co robić? - warknąłem. Stanowczo zbyt agresywnie.

Fair? Pocieszysz braciszka? :>

Od Asmina

Usłyszałem drapanie o śnieg. Chwilę później do mojej jaskini wleciała mała zaspa tegoż zdradzieckiego białego "puchu", a na niej Amera i Kyotoo.
- Podobno wzywałeś mnie - rzekł ten drugi.
Byli cali mokrzy. Woda powoli zamarzała na nich, tworząc sopelki lodu.
- Wpierw ogrzejcie się. Widzę, że musiałem przespać burzę. Kyotoo, będziesz tak łaskawy...?
Wilk odgadł moje myśli i po chwili w jaskini wesoło trzaskał ogień. Poczęstowałem swoich gości jelenim udźcem.
- A więc? - zapytał Kyo. Po brodzie skapywała mu krew roślinożercy.
Kiedy indziej uznałbym samca za bezczelnego, ba! Wyrzuciłbym go z jaskini. Zdążyłem jednak przyzwyczaić się do tego, że wilki za nic mają pozycję i wydaje im się, że to Alfy mogą mówić jak do rodzonego brata. A może to ja się mylę?
- Słyszałem, że ty i Evera zaprzyjaźniliście się nieco...
- I? Co w związku z tym? - przerwał mi lekceważąco.
-  W ciągu ostatnich dni Evera nie opuszcza jaskini - kontynuowałem niezrażony -  żyje w brudzie, odmawia spożywania posiłków. Patrząc na intensywność opadów, pewnie ją doszczętnie zasypało. Chcę, abyś był dla niej wsparciem, pomógł wyjść z dołka psychicznego. Wszystko jasne?
- Tja...
Samiec w dwóch kłapnięciach paszczą dokończył posiłek, wstał, otrzepał się i wyszedł. Amera powoli dźwignęła się na nogi i podążyła jego śladami.
Wodziłem za nią wzrokiem, aż jej ogon zniknął w wyjściu z jaskini. Potem rozejrzałem się po swoim mieszkanku.
Przydałoby się nazbierać drewna, aby podsycić ogień... Ale zaraz... Przecież... wizja...
Muszę sprawdzić, czy to prawda. Wstałem i naraz do moich uszu doszedł szaleńczy śmiech. Wybiegłem z jaskini i wpadłem na Fairlyn.
- Co ty wyrabiasz?! Dobrze się czujesz? - zapytałem, myśląc o ostatniej przygodzie na skrócie do Mrocznych, po czym dodałem ciszej do siebie: - Myślałem, że wszystkie grzybki zasypało...

Kyo? Fair? :>

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Od Asmina

Zima nadchodzi.*
Kichnąłem i zagrzebałem się głębiej w skórach. Prychnąłem niezadowolony. Zima... To nie była zwyczajna zima.
- Psiakrew! Przeklęty śnieg - usłyszałem głos, najpewniej wartownika. - Nic tylko pada i pada. Gorzej niż w Qickou...
- Stul pysk i przestań marudzić. Tutaj masz ciepłą jaskinię, do której możesz wrócić za niespełna godzinę. - Usłyszałem splunięcie. - To jest o niebo lepsze niż Qickou...
Wartownicy umilkli.

*

- Asminku?
Rozejrzałem się, lecz nie dostrzegłem nic prócz ciemności. Jeśli to Fair robi sobie ze mnie żarty...
- Ale on wyrósł - rzekł ktoś inny. - Synek tatusia, prawda, Exaliosie?
- Rzeczywiście, ma więcej ze mnie niż z matki - potwierdził... mój ojciec.
- Tato? Mamo? Gdzie jesteście? - zawołałem. Znów byłem wilczątkiem. Wokół mnie pojawiły się drzewa i kwiaty.
- Skarbie? Ciocia ma dla ciebie prezent - powiedziała Odalis, tak, tak, to była ona!
- Gdzie jesteście? Nie widzę was - zaskomlałem cienkim, szczenięcym głosikiem.
- Spokojnie. Jesteśmy w bezpiecznym miejscu. Ty zaś musisz wykazać się siłą i odwagą - przemówił ojciec - dlatego Marchesa ofiaruje ci coś, co pomoże Ci przetrwać zimę. Wierzymy w ciebie, synu, wierzymy w naszego dzielnego Alfę...
- Stójcie, nie odchodźcie! - zapiszczałem, lecz na darmo.

*

Obudziłem się cały gorący. Czułem wewnętrzny ogień płonący we mnie.

*Tak, czytam GoT, nie bić! ;-;

piątek, 26 grudnia 2014

Od Asmina

- Asmin, nie zapomniałeś czegoś? - z zamyślenia wyrwał mnie Ren.
- Czego?
- Przecież wczoraj była Wielka Uczta! Naprawdę zapomniałeś ją zorganizować? - zapytał z wyrzutem.
- Co? Jak to? - poderwałem się z miejsca. Wielka Uczta była jednym z ważniejszych świat. - Musiało wylecieć mi z głowy, cały czas myślę o Fair... Wyślij Sharvari do Mrocznych, niech ich zaprosi. I do wszystkich innych naszych znajomych czy kogo tam wypada ugościć. Znajdź też Amerę, niech idzie z łowcami i upoluje wszystko, co się rusza. Oczywiście te smaczne. Znajdź Cobalta, wydaje mi się, że ma dobry gust, niech udekoruje Jadalnię razem z kilkoma innymi wilkami. Niech jacyś chętni przygotują pokaz żywiołów na wieczór...

*

- Asmin?

Kto tam mnie zagadał, niech dokończy, w ogóle niech wszyscy dokończą. XD

środa, 24 grudnia 2014

Od Asmina

- Sharvari, znajdź Kyotoo i przyprowadź do mnie. Mam dla niego zadanie.
Wilczyca skinęła lekko głową i pobiegła. Zostałem sam w Jaskini Alfy. Mój wzrok padł na legowisko z niedźwiedzich futer. Zima nadchodzi.
- Alfo? - usłyszałem głos.
- Tak, Fleo?
- Gamma Password i Beta Fairlyn wróciły. Wojownicy musieli obezwładnić Betę.
Westchnąłem. Co znowu z moją siostrą się stało?
- Zaprowadź mnie do nich. A, gdyby Kyotoo mnie szukał, każ mu czekać przy jaskini Every.
Dotarliśmy przed wejście do Jaskini Szamanów.
- Alfo - wojownicy pochylili łby.
- Co tu się stało? - zapytałem i zmierzyłem ich wzrokiem. Wystąpił Cobalt.
- Twoja siostra przyszła tu na ostatkach sił z Gammą Password na plecach, lecz nie minęła chwila i zemdlała. Gdy się przebudziła, żądza krwi przejęła jej umysł i rzuciła się na nas - rzekł melodyjnym głosem.
- Jest w Jaskini? - zapytałem, ruchem łba wskazując wejście.
- Tak. Najwyższy Radioactive ją tam zaniósł. Nie wiemy, co się tam dzieje.
Odprawiłem ich ruchem głowy. Jedynie szamani i zielarze, oraz oczywiście pacjenci, mogli wchodzić do Jaskini. Nie wahając się ani chwili dłużej wstąpiłem w mrok.
Gdy dotarłem do odpowiedniej odnogi, moim oczom ukazała się siostra we własnej osobie.

*

- Jak myślisz, co jej dolega, Najwyższy? - zapytałem Radioactive'a.
- Słyszy głosy, twierdzi, że ma jakąś drugą połowę siebie... Nie jest połączona z żadnym "drugim ja", więc stawiam, że w tej jaskini były jakieś gazy, co jej w głowie pomieszały. Opracuję lekarstwo, ty zaś pilnuj by nie wierzyła tym swoim głosom, bo cokolwiek powiedzą, są i tak wytworem choroby - zdiagnozował.

Kyotoo? Fair?

czwartek, 11 grudnia 2014

Od Asmina: Dzień Prezentów

Leżałem w jaskini i patrzyłem na zawiniątko. Ktoś dał mi prezent owinięty skórą królika, a ja wciąż go nie odpakowałem.

*

- Uwaga, uwaga! - zawołałem, stając na podeście w Jaskini Narad. - Jak pewnie wiecie, dziś Dzień Prezentów. Wylosujmy więc imię osoby do obdarowania!
Wilki nieśmiało podeszły do kuli powietrza, w której kręciły się karteczki. To była zasługa Rena.
Kiedy nastała moja kolej czułem narastający entuzjazm. Wolno podszedłem do kuli, zamknąłem oczy i... Dusten. Mam Dustena.
Wiedziałem, co mu dać. Pobiegłem do Jaskini Szamanów.

*

Eliksir prawdy*. Gdy go wypijesz, wszyscy wokół ciebie mówią prawdę. Działa 12 godzin. Niestety, data ważności to 14 grudnia. Ale raczej zdąży go do tego czasu wykorzystać?

*

Siedziałem. I patrzyłem. Kto mnie wylosował i co dostałem?

Kto mnie wylosował? c:

*Zezwalam na wszelkie dodające moc rzeczy itp., lecz, tak jak ja, mają mieć ograniczony czas działa (max. jeden dzień) i należy je wykorzystać w ciągu kilku najbliższych dni. Potem nie opublikuję opowiadania. [Dop. Alfy]

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Od Asmina

Zaprowadziłem Cobalta do Legowisk i powiedziałem, że może sobie wybrać jakąś wolną jaskinię. Sam chciałem udać się do swojej, gdy ktoś do mnie zagadał.
- Hej, gdzie byliście? - zapytała... Lethiel.
- Wracamy z wojny, nie wiesz? - odparłem zdumiony. Wydawało mi się, że jak Ren zbierał ochotników to mówił całej watasze.
- Em... Nie - bąknęła zawstydzona. - To ja już pójdę...
Wodziłem jeszcze chwilę wzrokiem za wilczycą, gdy moją uwagę przykuł inny osobnik.
- Ajax, czemu krwawisz? - zapytałem i spojrzałem na towarzyszącą mu Shante i jakiegoś basiora. - I ten tu to kto?
- Dusten... Spotkaliśmy Watahę Pioruna... - wystękał Ajax.
- Dobrze, chodź ze mną - rzekłem do samca.

*

Po opatrzeniu rannego wyszedłem z Jaskini Szamanów i wpadłem na Dustena.
 - O, to ty - powiedziałem zaskoczony. - Możesz mi powiedzieć, co wam się tak dokładniej stało?

Dusten?

sobota, 6 grudnia 2014

Od Asmina: Dolino, domie mój!

- Jesteśmy! - zawołał Ren i wylądował.
Odetchnąłem głęboko. Dom. Wiedziałem, że jesteśmy blisko, kiedy przestały pojawiać się tak często drzewa liściaste. Okolicę zdominowały świerki.
Świerki Doliny.
- Wszyscy trafią do Legowisk? - zapytałem, a gdy zmęczone, acz szczęśliwe wilki pokiwały głową, ruchem głowy kazałem im iść dalej. Sam zaś zostałem.
I czekałem.
Oddychałem równo i liczyłem igiełki na gałązce. Wtem nadszedł.
Widziałem go w wizji. Wilk, gotowy oddać życie za swoją watahę.
Takich potrzebowaliśmy.
Długo nie nadchodził. Ogarnęły mnie wątpliwości.
- Kim jesteś?
Miał... Przyjemny głos. Miło się go słuchało, zapewne nawet gdyby powiedział "Idę cię zabić".
- Alfa Asmin Anspeire. Jesteś na terenach mojej watahy.
- Przepraszam. Mogłem się domyślić, wszędzie czuć wiele wilków - rzekł, ale nie wyłaniał się z cienia. Nie ufał mi, ale miał dobry węch. Czy na tyle, aby wyczuwać emocje czy umiejętności?
- Nic się nie stało. Może chcesz dołączyć? - zaproponowałem i uśmiechnąłem się.
- W zasadzie to mogę - odpowiedział i podszedł krok bliżej. Wreszcie zobaczyłem go. Uśmiechał się łagodnie. Nietypowa budowa ciała, pomyślałem. Z czoła wystawał mu róg, a i ogon nie należał do przeciętnych. Futro zaś było w kolorze wody. - Cobalt - przedstawił się - z Błękitnej Otchłani.

Cobalt?

piątek, 5 grudnia 2014

Od Asmina: Koniec tego złego

- Cisza! - zawołał Crentatch. Wszyscy zamilkli. - Wciągu ostatniego miesiąca wiele się zdarzyło. Wypowiedziano nam wojnę, lecz dzięki nieocenionej pomocy Izzy i Terriela, a tak naprawdę Fairlyn i Asmin, rodzeństwa z zaprzyjaźnionej nam Magicznej Doliny udało nam się ją wygrać. Wataha Pioruna została zniszczona przez Czerwoną Armię, którą ledwie parę dni temu ogarnęła śmiertelna choroba. Już nic nam nie zagraża. Wielkie gratulacje dla wszystkich, którzy się temu przyczynili!
Wilki wiwatowały. Alfa skinął skromnie łbem i zszedł z podestu. Zaczęło się świętowanie.
- Nieźle, co? - zagadał do mnie Ren. Nie odpowiedziałem. Chciałem wydostać się z tłocznej jaskini.
Kiedy ujrzałem gwiazdy mogłem wreszcie odetchnąć spokojnie. Wtem dostrzegłem Fairlyn i jakiegoś podrostka... Chyba Trio. Postanowiłem im nie przeszkadzać. Choć z drugiej strony, w Dolinie Fair i Aishi bardzo... Aktywnie spędzali ze sobą czas... Potrząsnąłem łbem.
Moja siostra na pewno nie jest... taka.
Z bólem wróciłem do jaskini i odnalazłem Rena.
- Jutro skoro świt powitamy Dolinę - rzekłem.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Od Asmina: Nadszedł czas na skutki

- Alfo Asmin?
- Tak? - zapytałem, nie odrywając się od pracy.
Siedziałem w jakiejś jaskini, tej samej, którą zająłem kilka dni temu. Wtedy nawet nie spodziewałem się, że doprowadzę ją do takiego stanu. Wszędzie walały się raporty, a kamienny głaz z mapą został całkowicie przysłonięty przeróżnymi śmieciami. Kichnąłem. Przeklęty deszcz. To on był winowajcą, to przez niego większość raportów stała się bezkształtną masą na kamieniu.
- Mam raporty.
- Rzuć je... tutaj - machnąłem głową w kierunku wolnego miejsca w grocie.
Po godzinie sprzątania udało mi się odnaleźć owe raporty.
- Czerwona Armia i Wataha Pioruna wypowiedziały sobie wojnę... Co tam dalej... - mamrotałem. - Wataha Pioruna nie odpiera ataków naszych wilków, woli ucieczkę... Dobrze, dobrze... A, jeszcze jedno... Atak na Watahę Mroku odwołany, powód: ważniejsze sprawy. Świetnie.
Wyskoczyłem z mojej "pieczary" i pobiegłem do Jaskini Alf. Trzeba to przedyskutować.

piątek, 28 listopada 2014

Od Asmina: Sabotażyk

Wywiad to świetna rzecz. Siedzi wilk w jaskini, nawet nie zdąży zadać pytania, a ma odpowiedzi. Ach... kocham to.
Patrzyłem na krople wody ściekające z nierównego (i dziurawego!) stropu. Czekałem na wiadomość, sygnał, znak.
Doczekałem się.

*

Rozejrzałem się uważnie. Z tego, co powiedział mi mój ukochany wywiad, powinienem teraz skręcić w prawo. Po godzinie drogi trafię na obozowisko jednego z oddziałów, który notabene ostatnio napadł Ren z wilkami.
Proste?
No nie do końca. Niektórzy mogliby mnie rozpoznać, w końcu walczyłem z nimi w bitwie. Z tego też powodu postanowiłem przyjść w nocy, ubrudziwszy się wszechobecnym błotem, tak dla pewności.
Była też kwestia Priji.
Ewidentnie chciał mnie zabić. Może być zagrożeniem. Pewnie wypadałoby takie zagrożenie wcześniej wyeliminować.
Z drugiej strony zabicie któregoś z nich na pewno nie byłoby dobrze odebrane, więc droga powrotna wiązałaby się z pościgiem. Gdyby nie udałoby mi się  ich zgubić, dotarliby do Mrocznych, a co się z tym wiąże - spisek wykryty.
Uśmiechnąłem się nieznacznie. Lubiłem w sobie tę chłodną analizę, której tak bardzo brakowało mi w Fair...

*

- Stać! Kto idzie?
Zatrzymałem się. W ciemnościach nie dostrzegłem wartowników, więc nie mógłbym się bronić. Liczyłem, że nie kierują się zasadą: najpierw zabić, potem pytać. Szczęście było po mojej stronie.
- Posłaniec. Czerwona Armia - wysapałem, gdyż chciałem dać pozoru pośpiechu, jaki mną kierował.
- Wreszcie. Idź do dowódcy.
Przeszedłem te parę metrów, zapamiętując pyski wilków.
- Jakie wieści? - zapytał ktoś, zapewne ów dowódca.
 - Alfa odmiana udzielenia wsparcia. Cytuję: te niedojdy tyle razy otrzymywały od nas jednostronną pomoc, że na nic mi taki sojusz - rzekłem bez mrugnięcia okiem.
- Toż to jawna obraza! - zawołał samiec.
- Takie dostałem rozkazy - odpowiedziałem spokojnie.
- Niedojdy, hm? - szeptał do siebie basior. - Ja im dam niedojdy! Veah! Dogońcie dostawę eliksirów. Jak nie chcą sojuszu, to nie będzie sojuszu...
Uznałem, że tyle po mnie. Niezauważenie opuściłem obóz.

poniedziałek, 24 listopada 2014

Notka dotycząca umiejetności

Witajcie! Piszę tę notkę z powodu nieustannie dręczącej mnie osoby, która bezustannie doprowadza mnie do białej gorączki.
A tak serio. Kilka (czyt. jedna) osób nagminnie pisze w swoich opowiadaniach, jak bez problemu włada wszystkimi umiejętnościami.
Więc do rzeczy.

(★)
Właściwie to i tak ci ta moc nie wychodzi. Szansa, że ci się powiedzie to 2/10 (dwie z dziesięciu prób), chyba że maksymalnie się skoncentrujesz i nic nie będzie cię rozpraszać (żadne szumy, hałasy czy inne wilki).

(★★)
Już trochę lepiej, ale do ideału wciąż brakuje. 4/10. Wymaga mniej koncentracji, ale na wszelki wypadek wytęż umysł. Nawet lekko zestresowany dasz radę.

(★★★)
Dobrze władasz tą mocą. Spokojnie dasz radę w trudniejszych sytuacjach. Ba, mówią, że urodziłeś się z talentem do tego. 6/10.

(★★★★)
Żeby ci się nie udało to chyba trzęsienie ziemi musi być. 8/10.

(★★★★★)
Jesteś mistrzem. Żonglowanie, zamknięte oczy, przechodzenie na linie? Możesz to robić i i tak ci się uda!**


Mam nadzieję, że teraz sytuacja jest jaśniejsza.

Z Watahy Mroku pozdrawia Alfa Asmin, 
który i tak jest epicki we wszystkim.

*Daję ziemniak/10.
** W wyjątkowych sytuacjach, po skonsultowaniem z Alfą.

piątek, 21 listopada 2014

Od Asmina

- O, szukałem cię. Mam dla ciebie zadanie, które możesz wykonać tylko ty... - przerwałem i rozejrzałem się. - Ale pogadajmy o tym gdzie indziej.
Kiedy znaleźliśmy się sami w jakiejś jaskini, podjąłem przerwany temat:
- Nie mówiłem tego na zebraniu, bo wyleciało mi z głowy, ale założyłem siatkę wywiadowczą. I mam informację. Gdzieś daleko stąd jest coś, co podobno, zaznaczam podobno, może nam pomóc wygrać tę wojnę. I uznałem, ze tylko ty możesz to zdobyć. Na razie mało wiem, ale jak dojdziesz na miejsce z pewnością będę wiedzieć więcej, dlatego wyślę ci informacje telepatycznie. Musi ci się udać, kiedy podejmiesz tę misję nie będziesz mogła do nas wrócić, nawet, jeśli tu się będzie waliło i paliło. To jak?

Fair? C:

wtorek, 18 listopada 2014

Od Asmina

Musieliśmy działać. I to szybko, aby wróg nie mógł się połapać o co chodzi.
- Jaki masz plan? - spytał Crentatch.
Siedzieliśmy w Jaskini Alf. Ja, Fairlyn, Ren, para Alf, Reicher, Nefael, Keamande i inni. Kolejna narada, tym razem zorganizowana na moją prośbę.
- Musimy w tym samym momencie zaatakować z różnych stron, zdezorientować ich. Mają przewagę liczebną, więc naszą przewagą jest zaskoczenie wroga. Mam nadzieję, że wszyscy tu obecni słyszeli o walkach partyzanckich? To właśnie nam pozostało. Działanie w ukryciu jest naszym ratunkiem - rzekłem. Ponieważ nikt się nie odezwał kontynuowałem. - Reicher, ty i twoje wilki zajmiecie się najbardziej nikczemną częścią planu. Będziecie zabijać wysoko postawione wilki, które dążą do podbicia zachodu. Pozostałych nie tykajcie, zostawcie również Alfę. Mam nadzieję, że kiedy zorientuje się, że jego podwładni nie pragną podbojów, bo wszyscy którzy go chcieli zginął, zostawi nas w spokoju. Dolina i orły zajmą się atakiem w nocy, tak jak ostatnio. Mroczni zaś atakują w dzień, ale tak jak mówiłem, naszym przyjacielem jest wojna partyzancka. Ktoś ma jakieś zastrzeżenia?

Ludu (czyt. Fair lub Ren)?

poniedziałek, 17 listopada 2014

Od Asmina

Rozmyślałem, co moglibyśmy zrobić dalej. Wataha Pioruna póki co nie atakowała, czemu? Nie wiem.
W przerwach między myśleniem trenowałem. Biegałem, rozciągałem się, walczyłem z wyimaginowanym wrogiem. Fairlyn uśmiechała się kpiąco i próbowała przesuwać przedmioty tak, abym się potknął.
Ale byliśmy szczęśliwi i to się najbardziej liczyło.
- Mam dość tej wojny - powiedziałem pewnego razu. - Nie daje mi spokoju. Odbiera mi chęć istnienia.
Siostra nie odpowiedziała. Od kilku dni była bardziej milcząca niż wcześniej.

*

Oświeciło mnie.