Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

sobota, 31 maja 2014

Podsumowanie miesiąca maj (2014)

Cała wataha zaczęła być szpiegowana. Nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Okazało się, iż szpiegiem jest Nalive, wnuczka Evilana, a właściwie on sam w jej ciele. Tak, Evilan powrócił! Czy doczekamy się ostatecznego starcia?
Retina była chora od stęchłej magii i w ogóle same problemy. Arahi wciąż gdzieś tam jest z Nightmare'em, a nadchodzące lato wszystkim daje się we znaki, dlatego przepraszam za krótkie podsumowanie.

Beta Odalis

Od Odalis

Obudziłam się w Lecznicy. Obok mnie siedział Radio.
- Wszystko dobrze? - spytał z troską.
- Ta-ak... Dziękuję. Co się stało? - Nie byłam pewna, co tu robię.
- Nalive. Demon. Ogłuszył cię, poranił Retinę... Mi nic poważnego nie zrobił, wielkość ma znaczenie... Exalios zajmował się Retiną, ale uciekła. Nie wiemy, co się z nią dzieje...
- Uciekła?! - krzyknęłam, wstając na równe łapy. - Dlaczego?!
W głowie miałam najgorsze scenariusze. A co, jeśli ją opętał, jak mnie kiedyś? Przecież jest jeszcze po kuracji, po tej akcji z łapaczem snów! Jej organizm musi być wykończony!
- Nie wiemy! Odalis, uspokój się!
Zamilkłam. Spojrzałam na Radioactive'a.
- Jak wróci, nie wypuszczajcie jej. Mnie też. Evilan to Demon. Nie wiemy czy nie wkradł się do naszych umysłów. Sprowadź Assuvę. Chyba ma pewną przydatną moc. Niech nas sprawdzi. Ciebie również by mógł - mówiłam.
- Dobrze. Dobrze. Dobrze. A właśnie, co z tą wilczycą? Chyba ma na imię Selfish, tak nawiasem mówiąc.
- Ona? A co z nią jest, bo nie pamiętam?
- Zaatakowała Lithuain. Wojownicy ją gdzieś przetrzymują.
- Zobaczy się.

*

- Nic mi nie jest! - upierała się Ret.
- Spokojnie! Ja też zostaję.
Ta informacja trochę ją udobruchała.
- Skoro Beta też... No dobrze.
- A teraz powiedz, czego się dowiedziałaś - poprosiłam.
- Wiem, gdzie jest Nalive. Evilan. No, ten Demon!
- No więc...?
- Obozuje na granicy Doliny, na trasie Opuszczonej Ścieżki.
- Skoro tam jest, to znaczy, że gdzieś się wybiera. Tylko gdzie? Nie mogę wysłać zwiadowców poza nasze tereny... - zamyśliłam się.
Milczałyśmy chwilkę. Nawet zajrzał do nas, do Lecznicy, Exalios.
- Już wiem! - zawołałam.
- Co zrobimy? - zainteresowała się Retina.
- Wyślę tam tę Selfish. Jeśli nam pomoże, będziemy mogli przyjąć ją do watahy, nawet po tym ataku. W końcu, najlepszą obroną jest atak, czyż nie? Niech pójdzie z nią jakiś wojownik... Może Blue?
- To dobry pomysł - pochwaliła mnie wilczyca.
- Dziękuję.

Dokończy Retina, Radio, Exalios, Selfish, Blue lub Assuva. :3

Od Ryuukiego

Biegłem przed siebie nie zważając na to, że opuszczam Dolinę. Nucąc piosenkę, którą zawsze śpiewała mi Vell, zauważyłem niewyraźny kształt w krzakach. Gdy spojrzałem w tamtym kierunku, postać zniknęła pozostawiając po sobie nic, prócz kilku połamanych gałęzi.

* * * 

Biegnąc przez las wpadłem na jakąś wilczycę. W pierwszym momencie chciałem ją zaatakować, bo nie wyglądała znajomo. Wyczułem na niej jednak zapach Odalis i kilku innych członków watahy, więc cofnąłem się.
- Może zaczniesz uważać jak chodzisz, co? Gdzie ci się tak śpieszy? - zawarczała na mnie.
Skuliłem się nieco i położyłem po sobie uszy.
- N-nie zauważyłem cię, przepraszam... Ś-śpieszę si-ę...
- I co mnie to obchodzi. Biegnij, szczeniaku - powiedziała i ruszyła do przodu.

* * *

Nie jestem w ciemię bity. Nie chcę kłótni, sprzeczek i walki. Ostatnio wszyscy w Dolinie są jacyś... Źli. Nikt z nikim nie rozmawia, nie ma osoby, która zachowywałaby się jak zawsze. Mam wrażenie, że coś się dzieje, ale nikt mnie nie dopuszcza do prawdy.

* * *

"Wiatr niesie zapach kwiatów
I orzeźwia mnie.
Słońce chowa szare barwy
Bym rozchmurzył się.
Wszystkie muszki i kwiatuszki
Przyjacielem mi.
Tylko wszyscy jacyś dziwni
Jakby byli źli."


* * *

Usłyszałem piski szczeniaków dobiegające z jaskini. Wszedłem do niej zaskoczony. Nigdy nie wiedziałem, że gdzieś w Dolinie jest legowisko, w którym można zaadoptować szczeniaka.
- Witaj! - zawołała starsza wilczyca podchodząc do mnie.
- Dzi-dzień dobry... - powiedziałam cicho.
- Jesteś tu, aby zaadoptować szczeniaka? - uśmiechnęła się szeroko.
- N-nie, znalazłem się tu przy...
- To świetnie! Mamy tu dużo szczeniaków. Na pewno znajdziesz tu jakiegoś małego towarzysza! - przerwała mi.
- A-ale...
- Oh, spójrz! Calmin by do ciebie pasował! Będzie dla ciebie idealny! Masz partnerkę? Będzie szczęśliwa! Nie masz? Trudno. Nieważne. Calmin, chodź tu na chwilkę! - mówiła wilczyca.
Przełknąłem ślinę, wiedząc, że nie ma możliwości, żebym jej odmówił. Mały wilczek przybiegł do nas i spojrzał na mnie z wyrzutem, jakbym odebrał mu zabawkę.
- Tak?
- Spójrz na tego silnego basiora! Chce cię adoptować! - oznajmiła Evelin.
Calmin zaśmiał się, bo praktycznie dorównywał mi wzrostem, co w jego oczach nie robiło ze mnie "silnego basiora".
- On? - uśmiechnął się.
- Tak, tak! Już zdecydował. Jeśli chcesz to możesz się pożegnać z innymi, niedługo zrobi się ciemno, a pewnie będzie chciał wrócić do domu przed zmrokiem.
- Kto? - zapytał Calmin.
- Ten... Wilk - powiedziała niepewnie.
- Jak się nazywa?
- ...

* * *

Calmin szedł tuż za mną. Jego zielone futro niemal świeciło w wieczornym blasku zachodzącego słońca. Dotarliśmy do mojej małej jaskini. Podczas drogi nie odezwaliśmy się do siebie ani razu.
- Mm... Poczekaj tu. Idę coś upolować... - powiedziałem wskazując miejsce na zajęczej skórze. - Możesz tam usiąść...

* * *

- Calmin? Calmin! - zawołałem.
Wiedziałem, że nie powinienem zostawiać go samego.

Dokończy ktoś, tho? ;w;

[Dop. od Autorki] //Dziwne opo jest dziwne. XD
//Jak ktoś chce niech sprawdzi piosenkę. ; w; Kabanos - Buraki. XD

piątek, 30 maja 2014

Wilczątko Azzai

Imię: Azzai
Płeć: samiec
Rodzina: przybrany ojciec Ajax
Żywioł: eter
Umiejętności: umie strzelać kolorowymi laserami, panuje nad pogodą
Opis: Jest to miłe wilczątko z poczuciem humoru. Jednak jest małym egoistą. Ma humory. Mimo wszystko da się z nim dogadać.

Od Retiny: Małe, wredne... Nalive?

Otrząsnęłam się. Chciałam wstać i pobiec za tym wrednym szczenięciem. To było to wredne stworzenie, które mnie zaprowadziło w środku nocy pod ruiny świątyni!
Nagle zapomniałam o wszystkim innym. Zebrał się we mnie gniew. Za to, że nie mam spokoju. Za to, że byłam chora. Za to, że moja rodzina nie żyje. Za to, że przegrywamy właśnie w tej chwili. Za wszystko. Sfrustrowana warknęłam, wstałam i pomimo bolącej prawej kończyny pobiegłam. Z moim tempem szybko dogoniłam Evilana, Navile, szczenię, cokolwiek. Jednak nie zamierzałam na tym poprzestawać. Niestety w walce miałam małe szanse, więc zdecydowałam się na coś z goła innego. Zaszłam Navile od przodu. Prawie na mnie wpadła i miała zadać cios kiedy obiegłam i byłam z jej tyłu. I tak zachodziłam ją z różnych stron. Była niesamowicie zdenerwowana, a ja chciałam się jak nigdy dotąd po prostu wyżyć, więc kiedy już sądziła, że będę tak robić dłuższy czas i przestała zwracać na mnie uwagę, czasem tylko starając się mnie uderzyć, to ja zaatakowałam. Przeorałam jej pazurami po twarzy. Nie była to poważna rana, ale długa, wyrażająca wszystkie moje wewnętrzne emocje. Navile, okropnie zezłoszczona, zaatakowała ze zdwojoną siłą. Nie miałam szans. Chwilę się biłam, ale gniew szybko uleciał i po dwóch minutach, szybkich i jednocześnie wolnych, leżałam na ziemi. Wadera chwilę jeszcze się nade mną pastwiła, po czym odbiegła w swoją stronę. Zdziwiłam się, że mnie nie wykończyła. Nie miało to sensu. Jeszcze do głowy wpadł mi jeden pomysł. Użyłam mojej mocy kamienia i wzięłam mały odłamek skały i rzuciłam nim w niknącą Navil. Nie mogło to zaboleć, a tym bardziej zabić, ale dało mi wewnętrzną satysfakcję. Potem opadłam do końca na ziemie i odpoczywałam.

*

Obudziłam się w JS. Nie byłam pewna czy coś poważnego ze mną było, ale nie czułam się źle. Obok mnie był Exalios. Postanowiłam się go zapytać co się dzieje.
- Exalios? Gdzie jest Radio i Odalis?
- Poszli za Navile. Szukać jej. Jest z nimi Skoll i Mroczny, chociaż chyba na miejscu się rozdzielili.
- Muszę im pomóc...
- Nie, zostaniesz. Zwichnęłaś prawą nogę. Nastawiłem ci ją, ale...
Nie dane było mu dokończyć. Mimo zakazów zaczęłam biec. Exalios nie mógł mnie dogonić. Na szczęście z nogą wszystko było w porządku i mogłam rozwinąć prędkość. Och, będę miała później kłopoty... Ale ja wiem gdzie pobiegła. Widziałam...
Wkrótce znalazłam się blisko miejsca, gdzie była Navile. Zaczęłam szukać Odalis i Radio, jednak nigdzie ich nie było. Obym ich znalazła. Muszę im powiedzieć!

Odalis? Radio? Ca tak ważnego chciałam wam przekazać?

poniedziałek, 26 maja 2014

Od Odalis: Dużo spraw

Patrolowałam teren. Nagle usłyszałam, że ktoś mnie woła. Okazało się, iż była to Retina.
- Zaprowadzę cię do Hirika - powiedziała, kiedy wylądowałam obok niej.
Szłyśmy w milczeniu. W pewnym momencie nakazałam Retinie stanąć. Do moich uszu doszły głosy. Dałam jej znak, aby została w miejscu, a sama bezszelestnie podeszłam do rozmawiających. Postanowiłam pozostać w krzakach, kiedy zobaczyłam pierwszą osobę...
- Szukasz watahy? - zapytał ktoś.
- To tu jakaś jest? Myślałam, że to opuszczone tereny... Przepraszam, już się wynoszę...
- Ej, ej, ej! Zaczekaj, młodej wilczycy może być trudno samej podróżować... Może jednak dołączysz? Odalis na pewno cię przyjmie. - W tym momencie wiedziałam, że drugim rozmówcą jest Radioactive.
- Wolę nie. Słyszałam, że w tych okolicach pałęta się jakiś opętaniec.
A to przebiegła suka!
- O, to prawda. Alfa i Beta rozmawiały na ten temat. Unikaj takich ruin, bo tam siedzi ta bestia. Pewnie niedługo ją zaatakujemy. Może jednak dołączysz? - powiedział Radio.
- Nie, dziękuję. A, a wiesz, jak wygląda ten opętany? Chcę wiedzieć, przed kim uciekać...
- Szczerze mówiąc to sam go nie widziałem ani nie słyszałem opisu jego wyglądu, ale mogę spytać Betę...
- Nie, nie, nie ma potrzeby, muszę już iść.
Nie wytrzymałam. Poniosły mnie emocje i wyskoczyłam z krzaków na Nalive. Zaczęła się szarpanina. Kątem oka dostrzegłam Retinę. To źle, oni nie są nieśmiertelni. Powoli kończyły nam się siły. Evilan jest bardzo silny. Retina upadła, Radio podbiegł do niej. Demon ogłuszył mnie i uciekł, ale na pewno nie do ruin...

Radio? Ret? Hehe. :D

sobota, 24 maja 2014

Od Retiny: Na tym świec ie nie istnieje spokój

Szłam przez las lekkim truchtem, niespiesznie. Nic mnie nie zatrzymywało. Wiedziałam, że za jakiś czas Stark powróci, ale wolałam na teraz to odłożyć. Moja matka zawsze mi mówiła, że niedobrze jest coś odkładać na później, ale co miałam zrobić? Mogłam jedynie czekać na deszczu i patrzeć się w niebo.
Utrzymywałam tempo i niedługo byłam już głęboko w lesie. Dzisiaj nie miałam zbytniej ochoty na spacer po Lesie Cieni, więc wybrałam się do zwykłego. Zamierzałam też na coś zapolować, ale to potem. Dzień zapowiadał się ogólnie dobrze. Co prawda słońce już zostało zasłonięte przez chmury, ale lubiłam deszczową pogodę...
Zatrzymałam się. Przede mną stał orzeł. Zwykły orzeł, który kogoś mi przypominał... Ależ tak! To przecież towarzysz Odalis. Tylko czego ode mnie chce? Wtem zauważyłam, że ma krew na skrzydle. Prawdopodobnie nie może latać. Muszę powiadomić Odalis... Zastanawiałam się co zrobić. Jeśli go zostawię, może odejść, ale na pewno wyczuję go po zapachu. Podjęłam decyzję i po chwili biegłam z prędkością dźwięku (moją ulubioną) w kierunku legowisk...
Na miejscu nigdzie jej nie widziałam. Po chwili zastanowienia, czy jeszcze jej nie poszukać, spytałam się najbliższego wilka, czy ją widział:
- Marcheso, wiesz gdzie jest Odalis?
- Chyba na zwiadzie, gdzieś w północnej częśći doliny...
- Dziękuję!
Chwilę pobiegłam zwyczajnym sprintem, jednak potem się rozkręciłam i biegłam jeszcze szybciej. Wreszcie po piętnastu minutach zobaczyłam na niebie biały kształt.
- Odalis! - krzyknęłam.

Odalis? Jest za gorąco na lepsze opo. XD

piątek, 23 maja 2014

Podróż

2 października wataha opuściła Dolinę z powodu suszy i rozpoczęła koczowniczy tryb życia.

Najpierw zawitaliśmy w Kruczej Przełęczy, ale wygoniła nas z niej Królowa Kruków z jej kruczymi podwładnymi. Ledwie udało nam się ujść z życiem.
Następna była Północna Knieja. Już poczuliśmy się w niej jak w domu, gdy pojawił się duch Celestii i powtórzyliśmy numer z ucieczką.
Potem nadszedł czas na Qickou. Miejsce całkowicie nieprzyjazne i niebezpieczne, toteż z ulgą je opuściliśmy z nadzieją na lepsze jutro...
...Które niezbyt dobrze wypadło w naszych oczach. Otóż trafiliśmy na Pustynię Dalekiego Słońca, gdzie kompletnie straciliśmy orientację w terenie. Wreszcie się stamtąd wydostaliśmy i poszliśmy dalej.
Zapadliska Udręczonych nie były złe, nie licząc zapadającej się co chwila ziemi i walki z Ortanusem. Czym prędzej pobiegliśmy naprzód.
Pomieszkaliśmy trochę w Rozlewiskach, ku niezadowoleniu ognistych, ale akcja z kanibalami nie była dobrym pomysłem i czekały na nas kolejne przenosiny...

...do Magicznej Doliny! Tak, jakimś cudem wróciliśmy do prawdziwego domu. Stało się to 1 kwietnia. Nazwaliśmy ten dzień Wielkim Powrotem.

Od Retiny: Nie ma to jak kuzyn

- Stark? - spytałam zaskoczona.
Przytaknął głową.
- Ostatnio widziałem, że jesteś chora. Postanowiłem się przywitać.
- Obserwowałeś mnie?! Jak mo...
- Spokojnie. Czasem patrzę czy jeszcze żyjesz.
Nie powiem, trochę mnie to zdenerwowało, ale jednocześnie ucieszyłam się.
- Cóż, mogłam zginąć. Przez łapacz snów matki.
- Słyszałem o czymś takim. Zgniła magia, hę?
- Stęchła.
Nastała cisza, która obydwu z nas zupełnie nie przeszkadzała. Wreszcie Stark zagadnął:
- Czemu poszłaś do Lasu Cieni? Słyszałem, że większość twoich boi się tu wchodzić.
- Oh, ja po prostu lubię tu przebywać. Mogę się tu skupić.
- To widać jakaś przypadłość Wallusów. Ja też ostatnio siedzę w tym lesie.
- Co? Siedzisz na terenach Doliny?!
- Las Cieni nie jest tylko w Dolinie, Ret.
Nagle coś mi się przypomniało. Oby okazało się, że to jest nieprawda...
- Stark? Czy... Czy widziałeś Renxa, tamtego dnia? Albo niedawno?
Mina mu zrzedła. Zdecydowanie się zmienił. Miło znów mieć kuzyna...
- Nie. Odleciałem zaraz po tym.
- Ja... Ja widziałam go w Rzece Prawdy. Jako demona.
- CO! Emmm... Retina, muszę lecieć. Niedługo ciebie odwiedzę.
Uśmiechnął się i poleciał. Ćwierć sekundy potem byłam sama.
A temu o co chodzi? Oby nie kolejny problem. Chociaż jak mogło by być inaczej? Tak czy siak, jeśli odszedł, to raczej na dłuższy czas, więc póki co będę miała spokój...

Od Selfish

Patrzyłam na wilczyce, z jej policzka lała się krew i chwiejnie stała na nogach, nie wiedziałam, co robić, mogłam uciec, ale to nie było by w moim stylu, mogłambym ją zabić, ale reszta jej watahy mogłaby mnie ścigać i w końcu dopaść, a co później? Kto wie? I mogłam również ją ogłuszyć i uciec. Ostatnie rozwiązanie wydało mi się najlepsze. Szykowałam się do skoku, gdy coś ciężkiego zwaliło mi się na plecy. To coś okazało się kimś, była to biała wilczyca, która zleciała na mnie z...  nieba? Nieważne.
Chwile kręciło mi się w głowie, a ona w tym czasie zawołała do mojej ofiary:
- Lithuain! Pobiegnij po wojowników.
Lithuain kiwnęła głową i zniknęła w gąszczu drzew. Zrzuciłam ją z pleców i najeżyłam się pokazując kły. Z mojego gardła wydostało się ciche warknięcie. Ona szybko i zgrabnie wstała przyjmując pozycje obronną. Odbijała się od niej biała aura, "nie ma złych zamiarów" - pomyślałam, ale to i tak mnie nie uspokajało. Z gęstwiny dochodziły szelesty, wojownicy jej watahy zbliżali się ze wszystkich stron. Miałam tylko jedno wyjście, poddać się. Odprężyłam mięśnie i położyłam się na brzuchu kładąc uszy.
Dałam znak, że się poddaję. Biała wilczyca również się odprężyła, ale nadal pozostawała czujna.
Gdy jej przyjaciele zjawili się otoczyli mnie i powarkiwali, wilczyca dała im, znak by się uspokoili. Podeszła do jednej wilczycy i szeptały po między sobą, reszta wilków nie spuszczała ze mnie oczu, wyrażały one pogardę, tylko jedna wilczyca patrzyła przyjaźnie, była to czarno-biała wilczyca o skrzydłach dużej rozpiętości, odwróciłam wzrok i  z powrotem skupiłam się na białej wilczycy. Wyglądało na to, że coś ustaliła i dała znak pozostałym, a oni skupili się ciasno wokół mnie. Jeden wilk z przodu, dwa po bokach i jeden z tyłu, biała wilczyca prowadziła grupę, a dwa pozostałe wilki były jako tylna straż.

środa, 21 maja 2014

Nabór!

Obiecany nabór, tym razem taki na serio. :)

Wymogi:
  • Nasze zaufanie.
  • Umiejętność stosowania poprawnej ortografii i interpunkcji (jakość opowiadań).
  • Skype'a lub GG (preferowany Skype, jeśli jeszcze nie masz, prosiłybyśmy o założenie).
  • Posiadanie konta Google lub w bloggerze.

Obowiązki:
  • Pisanie dwa razy w miesiącu do Doliny ABC - to główny obowiązek, z niego na pewno nikt nie będzie zwolniony ;)
  • Pomoc w organizowaniu konkursów.
  • [Opcjonalnie] Pomoc przy grafice.
A jeśli czasem będziemy potrzebowały jeszcze czegoś, na pewno się umówimy na skypie.

Osoby, które zwyciężą w naborze, będą przez 1-2 miesiące na okresie próbnym. Jeśli przejdą, witamy w Radzie.
Zgłoszenie wysyłajcie do mnie (Nininka na Howrse) bądź na emaila Doliny. Napiszcie w nim przykładowego posta do DolinyABC i Wasz Skype/GG. W ocenie będziemy się sugerowały nie tylko tym, jak dobrze i starannie napiszecie post, ale także naszym ogólnym doświadczeniem z Wami - to, jakie piszecie opowiadania na co dzień, także daje nam niezłe pojęcie o Waszej stylistyce.

Termin wysyłania zgłoszeń to do 7 czerwca.

To na razie tyle, ale może dojść jeszcze parę rzeczy,
Beta Odalis
Edycje wprowadziła Alfa Marchesa

Od Retiny: Tęsknota

- Retina?
Do moich uszu dotarło głośne wołanie... Lavionii. Stała prawdopodobnie przed wnęką i nie wiedziała co robić. Nie chciałam zdradzać jaskini, więc na szybko zrobiłam wyjście z boku. Zaszłam Lavionię od tyłu i powiedziałam dosyć niemiło:
- Czego chcesz?
Byłam jeszcze gotowa spać dalej, więc nie byłam w najlepszym humorze.
- Exalios cię wzywa - rzekła krótko i lekko obrażona odeszła w swoją stronę.
Exalios? Czyli to teraz. Dowiem się czy będę dalej żyć. Miejmy to już za sobą.
Ponieważ dziś fizycznie czułam się lepiej, pobiegłam. Na szczęście nic się nie stało i szybko byłam na miejscu.
Powoli weszłam do jaskiń. Oczywiście wiedziałam dokładnie gdzie iść, dlatego po chwili stałam przy Najwyższym i czekałam aż coś powie.
- Już po wszystkim. Zdjąłem zaklęcia i zniszczyłem łapacz snów. Powinno być już dobrze. Jeśli coś by się działo to przyjdź do mnie, choć jestem pewien, że teraz będzie dobrze.
Takie proste zdania. I krótkie. A tyle znaczy...
Nastała chwila ciszy, po czym zadałam nurtujące mnie pytanie:
- Och, emm... Czy mogłabym go zobaczyć?
- Niestety. Został spalony.
- Och. Oczywiście. Przyniosę ci niedługo resztki lekarstwa - rzekłam nieświadomie.
Kiwnął głową. Wyszłam powoli i instynktownie doszłam do wyjścia. Gdy wyszłam na dwór zamarłam. Swobodnie puściłam moje myśli, nie powstrzymując wspomnień. Rodzina. Ostatnia rzecz jaka mnie z nią łączyła. Co mi po tym, że Stark żyje, jeśli wszyscy inni zniknęli. To koniec. Odkąd dołączyłam do watahy nie myślałam dużo o rodzicach. Ostatnio napływ tęsknoty pojawił się, gdy Stark spadł przede mną z nieba. Stark... Kiedy go widziałam nie był już tym samym wilkiem co kiedyś... Chciałabym go spotkać.
Nie zauważyłam nawet, że doszłam do Lasu Cieni. Bez dłuższego myślenia skoczyłam w głąb i biegłam dopóki nie widziałam już początku.
- Hej siostrzyczko - usłyszałam.
Podniosłam wzrok i gwałtownie się zatrzymałam.
- Stark?

Od Radioactive'a

Nareszcie w Dolinie... Nareszcie...

* * *

Obudziłem się w jaskini. Powoli wstałem i przeciągnąłem się. Ziewnąłem.
- Wypadało by coś upolować... - powiedziałem, gdy zaburczało mi w brzuchu.
Wyszedłem powolnie z jaskini. Świeciło słońce. Na niebie powolnie sunęły białe jak mleko chmurki. Nie wiem czemu, ale gdy to ujrzałem zachciało mi się spać. Potrząsnąłem głową. Jeszcze usnąłbym na stojąco. Mogłoby mi się coś stać. Jakieś sępy mogłyby pomyśleć, że jestem martwy i mnie podziobać.
Ej, nie myśl o takich rzeczach - powiedziałem do siebie w myślach.
Powoli ruszyłem w stronę lasu. Było gorąco. Nagle usłyszałem jakiś szelest. Od razu na myśl przyszło mi stado parzystokopytnych, które przemierza naszą Dolinę w poszukiwaniu nowych pastwisk.
Szybko schowałem się w pobliskie krzaki. Podczołgałem się bliżej szelestu. Wyjrzałem zza krzaku i ujrzałem kilka zajęcy. Na serio? Myślałem, że to będzie coś typu sarna, a zające... No cóż, lepsze jedno lato niż dwie zimy... Wyskoczyłem z zarośli. Jedno ze zwierząt udało mi się dogonić. Upewniłem się, że nie żyje. Schowałem go w krzakach i pobiegłem za pozostałymi zającami. Doprowadziły mnie do jakieś nory. Owa nora była mała, więc było łatwo wygrzebać jeszcze dwie sztuki. Resztę zostawiłem, a niech się trochu rozmnożą. Będzie ich więcej. Gdy wracałem zauważyłem, że kilkadziesiąt metrów przede mną stał jakiś wilk. Mozolnie szedłem w jego stronę.

Kto dokończy?

Ogłoszonko

Takie tyci. Tyci ogłoszenie.

Tak, zmieniłam nam chata, może spodoba się Wam bardziej, bo nie będziecie musieli kombinować z pisaniem dat i godzin. Ale taka informacja:

Użytkownicy chata mają obowiązek podpisania się imieniem wilka z watahy, inaczej będę kasowała wiadomości. Mam możliwość sprawdzenia IP, więc jeśli ktoś nagminnie nie będzie się podpisywał...
Banuję.

Pozdrawia Beta Odalis, 
plotkująca w najlepsze.

Pst! Jeśli chcecie, możemy umówić się na jakąś "imprezę chatową" z okazji zmiany. XD

Od Lithuain

Dolina wydawała się miejscem bardzo przytulnym. A przynajmniej w miejscach, które dotychczas odwiedziłam. Na razie zdążyłam zobaczyć tylko jej wschodnią część. Miałam jednak nadzieję, że uda mi się zwiedzić ją całą.

***

Kroczyłam pewnie przez las. Miałam nadzieję, że zmierzam w kierunku zachodnim. Do moich nozdrzy dochodziły najróżniejsze zapachy. Przed oczami miałam samą zieleń. Zielona trawa, zielone krzaki, zielone korony drzew... Od tego wszystkiego dostałam oczopląsu.
W pewnym momencie usłyszałam niepokojący szmer. Odwróciłam się gwałtownie. Mój oddech przyśpieszył, a serce zaczęło walić jak młot. Byłam wręcz zaskoczona tym nagłym napadem paniki.
- Kto tu jest? - Nie wiedziałam czy wypowiedziałam te słowa na głos, czy telepatycznie.
Mimo wszytko nie dostałam odpowiedzi. Jednak usłyszałam ciche jęknięcie.
Przełknęłam głośno ślinę. Nie miałam wątpliwości. Ktoś tu był. I zapewne nie miał dobrych zamiarów...
Wszystko było potem działo się za szybko, bym mogła jakkolwiek zainterweniować. Coś rzuciło się na mnie z olbrzymią siłą. Swoim ciężarem przycisnęło mnie do ziemi. Dyszało straszliwie. Był to jedyny dźwięk, który mogłam wtedy uchwycić.
Nim zdążyłam poukładać sobie wszystko, dostałam łapą w pysk. Czułam, jak ostre jak brzytwa szpony przecinają skórę mojego policzka. Z rany sączyła się czerwona maź. Powoli spływała po szyi zostawiając za sobą ciemne ślady.
Wszytko wokół mnie stawało się co raz to bardziej zamazane. Zdałam sobie sprawę, że powoli tracę świadomość. Jeśli czegoś nie zrobię, ten ktoś mnie wykończy.
Zebrałam w sobie ostatki sił i odepchnęłam napastnika tylnymi łapami. Ten zatoczył się do tyłu i ukrył w cieniu drzew.
Jak najszybciej stanęłam na lekko chwiejne nogi. Trudno było mi złapać równowagę, a co dopiero walczyć.
Podniosłam wzrok na wroga. Krople krwi spływały mi po brodzie i spadały na ziemie usłaną zieloną trawą.
Wilk okazał się jednak samicą. Jej oczy błyszczały kolorem złota w mroku, w którym stała...

Selfish? Dokończysz?

wtorek, 20 maja 2014

Od Retiny: Oczekiwanie

Wybiegłam szybko z Jaskini Szamana. Na szczęście chyba mu się uda. Niepokoiło mnie tylko, że coś mogło mi się stać. Chociaż... I tak wiele razy "coś" zagrażało mojemu życiu...
Nie mogąc się powstrzymać pobiegłam szybciej. Przez chwilę czułam wiatr i radość, a potem... Potem ten pomysł pokazał swoją gorszą stronę. Musiałam się gwałtownie zatrzymać. Przez minutę czekałam, aż przestanie kręcić mnie w brzuchu i ruszyłam wolnym krokiem.
Z początku kierowałam się w stronę mojej jaskini, ale zmieniłam kierunek.
Szłam przed siebie dopóki nie zobaczyłam gdzie dotarłam.
Przede mną rozciągał się Las Cieni. Stanęłam, patrząc się w ciemne zakątki, drzewa... Postanowiłam mimo wszystko wejść.
Przez chwilę niepewnie chodziłam rozglądając się wokoło. Jednak po chwili poczułam się pewnie i szłam raźnym krokiem. I nagle zdałam sobie sprawę, że jest mi tu dobrze. Otaczały mnie co prawda czarne sylwetki drzew, ziemia wyglądającą jak popiół i cienie czyhające na mój błąd, ale ta tajemniczość, puste tereny, bez życia, suchota współgrały z moim nastrojem, uspokajały mnie i sprawiały, że mogłam jasno myśleć. A to jest to, czego ostatnio najbardziej potrzebuję.
Ułożyłam się powoli pod drzewem i czujnie patrząc dookoła, zaczęłam myśleć.
Exalios uczył się u Starego Wilka. To znaczy, u najlepszego szamana w tych okolicach, choć może i na świecie. Powinien więc umieć zdjąć zaklęcia... Chociaż moja matka nie była gorsza. Na razie trzeba czekać. Ech... Po co moja matka to zrobiła. Tylko są przez to kłopoty...

*

Zapadał już zmierzch, więc ruszyłam do legowisk. Mimo, iż bardzo mi się tu spodobało, nie zamierzałam spędzić tu całej nocy. Po cichu mijałam jaskinie, w których niektóre wilki spędzały wieczór. Wreszcie dotarłam pod moją wnękę, otworzyłam mocą jaskinię i weszłam. Zamknęłam ścianę i położyłam się na skórach. Tutaj było mi dużo wygodniej, ale mimo to tęskniłam za twardą ziemią w lesie... Zauważyłam też, że czuję się całkiem lepiej. Oby Exalios już zniszczył ten łapacz...

Od Odalis: Porozmawiajmy o... Shili

Siedziałam z Asminkiem, Fairy i Ro w jaskini.
- Mamo, opowiedz nam o jakimś byłym członku watahy - poprosił Romairi.
- No dobrze. Opowiem wam o Shili.

*

Shila była młodziutką wilczycą, Zapragnęła zostać wartownikiem.
Wszystko byłoby OK, gdyby nie to, że od czasu do czasu zrywała się z warty. A potem coraz częściej.
Marchesa przywołała ją do siebie i zganiła. Nastąpiła poprawa. A potem Shila znów zrywała się z warty.
Nakryto ją, że chodzi na randki z wilkiem z innej watahy. OK, miłość, spoko, ale niech nie zaniedbuje swoich obowiązków. Znów nagana.
Potem zniknęła na parę dni, oczywiście podczas swojej warty. Kiedy wróciła po tygodniu, została wygnana.

Od Assuvy

Ziemia miarowo drgała. Coraz bardziej zbliżałem się do przełęczy. Za mną szedł Eorone. Chyba się przestraszył. Uśmiechnąłem się złośliwie. Na niebo stoczyły się szare chmury. Wtem przeraźliwy kwik przeciął powietrze. Podskoczyłem i przyśpieszyłem kroku. Łapy mi się trzęsły. Wychynąłem zza rogu. Moim oczom ukazał się obrzydliwy widok. Pięćdziesięciometrowy wilk wylizywał wnętrzności ogromnego żubra. Piorun uderzył w sam środek jego czoła. Wyładowanie elektryczne rozniosło się po całym ciele potwora. Podniósł głowę. Zobaczył mnie. Nie wiedziałem co robić. Odwróciłem się do mojego towarzysza. Eorone siedział wciśnięty w półkę skalną.
- Co mam robić? - spytałem panicznie szukając rozwiązania.
- Ten twój cały wilk jest wprawdzie smokiem. O zdolnościach elektryczności.
Kolejny piorun poszerzył energie smoka. Pobiegłem tuż na niego. Był niezwykle szybki jak na takiego olbrzyma. Ale ja byłem szybszy. Obiegłem go ze wszystkich stron i nie zobaczyłem żadnego słabego punktu. Kiedy próbował mnie złapać strasznie się namęczył. Wyładowanie elektryczne ponownie przebiegło po jego skórze. Olśniło mnie. On ma bardzo mały zbiornik sił. Każdy ruch musi zasila nowym piorunem. Trzeba go po prostu odciąć. „I jak niby zamierzasz to zrobić?” - spytałem sarkastycznie. Chwila nieuwagi. Potwór przygniótł mnie ogromna łapą. Oddech stanął mi w gardle. Poczułem miażdżenie żeber. Wtem coś wybuchło na pysku smoka. Zszedł ze mnie. Poczołgałem się w kierunku krzewów. Nie wiem jakim cudem przeżyłem. Przeszywający ból klatki piersiowej towarzyszył każdemu ruchowi. Wziąłem wdech. Jakaś siła podniosła mnie do góry. Potem Eorone powiedział, ze moje oczy zaczęły świecić na zielono, a futro płonęło. Ból zniknął. Podniosłem łapy i skupiłem energie. Wokół smoka zaczęło tworzyć się wielkie pole siłowe. Potwor był zajęty odpędzaniem się od wybuchów na jego nosie. Zaśmiałem się. A wiec jednak Eorone się na coś przydał. Bestia stanęła w miejscu. Znajdowała się w ogromnej kuli, która wyglądała jak szklana. Piorun uderzył w jej powierzchnie, ale nie przebił się do środka. Zwierze zaczęło się miotać i zsyłać coraz to silniejsze wyładowania. Po kilku minutach zwalił się na ziemie. Nie zniosłem jeszcze pola na wszelki wypadek. Zwierze wydało ostatnie tchnienie. Opadłem bezwładnie w krzaki.

poniedziałek, 19 maja 2014

Od Odalis: Porozmawiajmy o... Gipsi

Siedziałam z Asminkiem, Fairy i Ro w jaskini.
- Mamo, opowiedz nam o jakimś byłym członku watahy - poprosiła Fairlyn.
- No dobrze. Opowiem wam o Gipsi Amnell.

*

Gipsi Amnell była, no cóż... Stara. Była najstarszym członkiem Doliny do dziś. Swoim wiekiem przewyższała nawet moich, nieżyjących niestety, rodziców. To stało się powodem wygnania jej.
Jako wilk w sile wieku, musiała mieć wiele doświadczeń z życia. Chyba myślała, że swoją mądrością przewyższa Alfę i próbowała dyskretnie jej to przekazać. Nie wiem, jaki miała cel. Może chciała przejąć władzę, a może po prostu upokorzyć Marchesę.
Nikt nie chciał iść za staruszką, a ponieważ mojej siostrze zaczęły przeszkadzać jej głupie pomysły oraz kompletna nieudolność w wykonywaniu jakichkolwiek czynności, została wygnana.

Od Exaliosa

- Myślę, że tak - odpowiedziałem skromnie.
Zaklęcia nie wyglądały na łatwe, ale nie były też zbytnio skomplikowane. W sam raz dla dawnego ucznia Starego Wilka, najpotężniejszego szamana na całym świecie. Ot, wykonane przez doświadczonego wilka, ale nie o sile tych, co chronią rzeczy wagi całej Ziemi. No dobra, dość rozmyślań. Rzekłem do Retiny:
- Zdejmę z niego zaklęcia, a potem razem go zniszczymy. Nie wiem, czy twoja obecność jest niezbędna, ale wolę nie ryzykować. - Ostatnie zdanie nie było najprzyjemniejsze, ale zgodne z prawdą.
Wilczyca podziękowała i chciała wyjść szybko, bo tak jak przewidziałem, nie spodobały jej się moje słowa.
- Nie zapomniałaś o czymś? - spytałem.
Zatrzymała się i wolno odwróciła.
- Lekarstwo. Tak na wszelki wypadek. - Ruchem głowy wskazałem żółty eliksir.
Chwyciła w zęby butelkę i wyszła. Kiedy upewniła się, że nie patrzę, pobiegła.
Nie wyszło. Patrzyłem.
- Chciałbym być taki jak ty - szepnął ukryty Asmin.
- Widać my, Rudarciste, zawsze łamiemy zakazy, prawda? - spytałem, ignorując jego wypowiedź. - Ile razy ci mówiłem, że do Jaskini Szamanów wstęp mają jedynie ranne szczeniaczki? Chcesz, abym załatwił ci wstęp?
Wilczek zachichotał i zeskoczył z półki skalnej, na której leżał. Miał czarne futro i świetnie mógł się ukrywać tu, w JS, najciemniejszej jaskini w Dolinie. Minimalne światło dawały pochodnie od ognistych, ale można było je zgasić i nastawały wręcz egipskie ciemności.
- Chciałbym zostać szamanem - oświadczył.
Zamyśliłem się. Mój pierwszy syn, Dark, rzeczywiście został szamanem, ale w Watasze Mroku. Widuję go może dwa, trzy razy w roku. Moja córka Unriva, zwana również Neafel, poniekąd też chciała być szamanką, ale w efekcie wyrosła z niej maszyna do zabijania. Jak jej imienniczka, nawiasem mówiąc. A teraz trzeci miot i kolejny potomek pragnie zgłębiać wiedzę, czy to ziół, czy to magii, czy to mikstur wszelakich, a może jeszcze jakiś przedmiotów zaklętych. Ewentualnie wszystkiego po trochu.
Zadziwiające, jeszcze żaden mój syn nie poprosił mnie, aby został opiekunem szczeniąt.
- Idź do domu, znajdź Fairlyn i powiedz, że cokolwiek znalazła, ma to odłożyć - powiedziałem i zamknąłem oczy. - Nawet te zielone kamyki.

sobota, 17 maja 2014

Profil wilczycy Selfish


Imię: Selfish
Przydomek: Katir
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: wojowniczka
Partner: szuka
Rodzina: zginęła
Żywioł: powietrze
Umiejętności:
- bieg z szybkością pocisku
- niewidzialność
- widzenie aur innych wilków
Opis: Od zawsze w rodzinie i watasze była wyśmiewana i poniżana, zawsze tylko jej siostra Dersta, Dersta i Dersta, po prostu idealna Dersta. Zawsze starała robić wszystko najlepiej, ale nie zwracali na to uwagi i bardziej poniżali. W końcu przestała się starać i tylko innym dogryzała, nie dzieliła się jedzeniem, rozpoczynała bójki, ale też nigdy o nic nie prosiła. A gdy została wygnana, zataiła informacje o szpiegach innej watahy i ta cała wyginęła, do umierających rodziców powiedziała "Idealna Dersta nie dała rady" i odeszła. Poszukując szczęścia dotarła do Magicznej Doliny Wilków.

Od Nesso: Byłem. Jestem.

Czasami myślę sobie, żeby zanurzyć się pod wodą i dołączyć do Flo i Maxa. Czas włączyć plan w życie...
Kiedy dowiedziałem się o śmierci Daisy, myślałem tylko o jednym.
O tym, żeby zrealizować mój plan.

Także smutno mi było, że nigdy nie miałem własnych dzieci...

Wakat na stanowisko Gammy

Niestety Mroczny traci pozycję Gammy z powodu nie wykonywania przydzielonych mu obowiązków (pisanie postów do Doliny ABC). Warunki zostały wspólnie ustalone, więc Mroczny nie powinien być zaskoczony.

W związku z tym, że zostałam już tylko ja i Odalis, w końcu się skłonimy do poszukiwania nowych Gamm i Delt. Naprawdę. Tak na serio. Jednak chcę, aby było jasne, że nie życzę sobie ewentualnego kwestionowania naszej decyzji czy zarzutów "faworyzujecie". Tak, faworyzujemy - bo nowi członkowie Rady są dla nas, nie dla pozostałych. To my będziemy musiały pracować z tymi ludźmi i umawiać się z nimi, a nie Wy.

Z Lasu pozdrawia Alfa Marchesa
czająca się na nic nie podejrzewającego jelenia.

Od Damona

Odszedł.
Bez słów pożegnania, w nocy, niczym cień wymknął się z jaskini.
Do końca wszystko było normalnie. Okazało się, że był świetnym aktorem.
Powstrzymuję łzy chcące wydostać się na zewnątrz. Czuję pustkę.
Zostawił tylko jedną marną kartkę. Kilka nic nie znaczących zdań, a jednak tak ważnych. "Nie szukajcie mnie. Wiecie gdzie jestem i z kim. Tak miało być. Kiedyś... wpadnę do was".
Pomimo to rozpiera mnie duma...

Od Retiny: Stan prawidłowo pogorszony

Uh, tylko nie to. Dzisiaj miałam iść do Exaliosa, ale czułam się mizernie. Wczorajszy dzień był całkiem okej. Pobiegałam, zjadłam jakiś kawałek zdobyczy łowców i wylegiwałam się pod wnęką. Ale dzisiaj.... Chciało mi się wymiotować i było mi całkowicie zimno. Nie miałam siły iść do Exaliosa. Ale, niestety, muszę.
Tym razem bez prędkości, dotarłam pod jaskinię. Exalios właśnie wracał, jak sądzę, z wizyty przy rzece. Miał lekko mokre łapy, a przy sobie parę ładnych kamieni. Popatrzył się na mnie i zmarszczył nos.
- Chodź ze mną - powiedział krótko i wszedł do jaskini.
Podreptałam posłusznie do tego samego miejsca co wczoraj. Szaman tym razem nie szukał już eliksirów. Odłożył kamienie do małej wnęki w ścianie i usiadł przede mną. Na chwilę nastała wszechobecna cisza, po czym szaman zaczął mówić.
- Retino, posłuchaj. Wyczułem u ciebie coś dziwnego. Stęchłą magię, precyzując. Wiesz, zazwyczaj taki zapach wydobywa się ze starych artefaktów w jakiś sposób zaklętych. Pytanie czy masz taki. Bo jeśli nie, to powinno ci już przejść. To musi być coś przy czym spędzasz dużo czasu.
Zastanowiłam się chwilkę. Trudno było mi zebrać myśli, ale po chwili studiowania mojej osoby wyszeptałam z trwogą:
- Łapacz snów...
Exalios spojrzał na mnie wzrokiem, który mówił: wiedziałem, że to było to... Ja kontynuowałam.
- Moja mama dała mi kiedyś łapacz snów. Była szamanem. Zazwyczaj nosiłam go tylko podczas podróży, a kiedy gdzieś się zatrzymywałam to zakopywałam go gdzieś w bezpiecznym miejscu. Od niedawna noszę go na szyi - o mówiąc, odsłoniłam łapacz schowany w grzywie.
Zdjęłam go pospiesznie z głowy i podałam Exaliosowi.
- Trzeba go zniszczyć - powiedział zdecydowanie. - Inaczej nie będziesz zdrowa.
- Ale... Co masz na myśli? Jego... nie da się zniszczyć.
- CO?
- Uhm. Moja mama zaklęła go, żeby nie można było go zniszczyć. Nie wiem czy ktokolwiek będzie mógł go zniszczyć. Jest taka możliwość, ale wymaga znajomości magii. Trzeba by złamać szyfry czy zaklęcia. Umiałbyś to zrobić?

Exaliosie? Komplikacja za komplikacje. :D

piątek, 16 maja 2014

Od Exaliosa: Stęchła magia

Poszedłem nad Rzekę Prawdy. Potrzebowałem magicznych kamyczków. Niedługo Dzień Słońca.
Retina... Co ona wyprawia? Jej futro było przesiąknięte jakąś starą magią. Jakby korzystała ze starożytnych artefaktów... Ale przecież w Dolinie nie ma czegoś takiego.
Tak czy inaczej, mam nadzieję, że się mylę. Bo jeśli nie, to właśnie to sprawiło, że Retina zachorowała. Stęchła magia... Nieprzyjemne. Od niej można słyszeć głosy w głowie, czuć się obserwowanym i tym podobne. Jedyne lekarstwo to zniszczenie artefaktu.
A jeśli nie, jeśli to zwykła gorączka... Wtedy powinna być zdrowa jak ryba już jutro.
Pozbierałem kamyki i wróciłem do Jaskini Szamanów. Swoją drogą, ciekawe, głosy w głowie i inne szaleństwa zdarzają się coraz częściej. Na przykład taka Chanel. Niby dawno, a wciąż to pamiętam. Coś jej się stało z głową i myślała, że jelenie to wilki. Okrzyczała wszystkich, że są kanibalami. Prawie doszło do łapoczynów, bo nie wiedzieliśmy, iż oszalała. Alfa ją wygnała. Może gdybyśmy wiedzieli, dałoby się ją wyleczyć...

Od Retiny: Znowu coś ze mną nie tak

- Halo?
Jeszcze chwila, tylko trochę...
- Retina?!
Otworzyłam szeroko oczy. Obok mnie był Exalios, a gdzieś w tyle kręciła się Via. Co ja tu robię? Czy coś się stało wczoraj... Właśnie, wczoraj! No przecież! Jak mogłam zapomnieć?! Już miałam powiedzieć wszystko Exaliosowi, gdy poczułam się słabo i zakręciło mi się w głowie. Utrzymałem się na nogach i powiedziałam do szamana:
- To jakaś gorączka... Wczoraj zemdlałam, to było nie do wytrzymania. Teraz jest lepiej.
Taksował mnie wzrokiem. Pokiwał głową i wskazał na skórę. Usiadłam, a on począł przeszukiwać swoje eliksiry. Parę z nich rozpoznawałam, ale większość z nich była dla mnie nowością. Szaman wziął jedną z ciekawszych o ostrym, żółtym kolorze.
Wlał ją do innej, większej butelki i zaczął mieszać. Przyglądałam się zainteresowana, a na końcu połknęłam to, co przygotował. Smakowało jak wanilia i cytryna, i było całkiem smaczne.
- To cię nie wyleczy. Musisz poczekać aż sama wyzdrowiejesz. Mikstura tylko cię wzmocniła, przez co będziesz się szybciej kurować. Jednak wyczułem coś dziwnego. Jakby... Mgłę, muł, który otumania. Nie czułaś się tak już kiedyś?
Cicho przytaknęłam i wyszeptałam:
- Tak. W jaskini.
- Mhm... No cóż, przyjdź do mnie za jakiś czas. Dobrze, że czujesz się lepiej.
Już miałam wychodzić, kiedy coś mi się przypomniało.
- A, i Exalios? Wczoraj widziałam jakieś szczenię. Waderę. Może wiesz o co chodzi? Nie ma jej w watasze.
- Tak. Pogadaj z Marchesą, Odalis czy Kari, one wiedzą.
Wyszłam bez słowa. Udałam się tylko pod wnękę i padłam na trawę. Oznaki zmęczenia mijały, więc niedługo miałam zamiar poćwiczyć, ale póki co rozmyślałam. O wszystkim. Wreszcie chwila dla mnie w cieniu wnęki kamiennej otulona lasem, trawą i tym świeżym zapachem. Czas rozkminiać!

czwartek, 15 maja 2014

Od Odalis: Dwie takie, co zemdlały

- To... wy... - wyszeptała.
Intruz była samicą.
Wyglądała na słabą i zmęczoną. Na szczęście nie próbowała tych swoich sztuczek.
- Pilnuj wyjścia - kazałam Ryuukiemu, a następnie zwróciłam się do szpiega: - Dlaczego nas szpiegujesz?
Wilczyca milczała. Odpowiedź przychodziła jej z trudem.
- Ja... - wychrypiała.
Nie dokończyła. Zemdlała.

*

Siedziałam w tak zwanej "poczekalni dla odwiedzających" w Jaskini Szamanów. Do samej Lecznicy nie miałam wstępu jak każdy, kto nie był szamanem bądź zielarzem.
Zabawne, z zewnątrz JS nie wygląda zbyt okazale, ale w środku...
Nie wiedziałam, ile mieści w sumie w sobie grot. Wiedziałam o istnieniu izolatki (podczas opętania sama tam przebywałam), zwyczajnej Lecznicy, magazynie z ziołami czy innymi rzeczami, bibliotece z magicznymi księgami, do której wstęp miał jedynie Najwyższy i wybrańcy (swego czasu pałętała się tam... Uhm... Neafel, ale to inna historia) oraz oczywiście poczekalni. Kto wie, czy nie ma tam więcej perełek, o których nie wie nawet Alfa.
Ale się zamyśliłam... Nawet nie zauważyłam, że Exalios do mnie mówi.
- Odalis, ty mnie słuchasz w ogóle?
- Yhm. Mógłbyś powtórzyć, bo się zamyśliłam, proszę? - spojrzałam na niego z miną niewiniątka.
- Mówiłem, że Retina ma się już lepiej, pamiętasz? Skoll ją znalazł niedaleko ruin. A ta intruzka wciąż się nie obudziła...

Exalios. Retina. Rin.
Pisać! >:D

wtorek, 6 maja 2014

Od Retiny: Choroba?

Przewracałam się z boku na bok. Dręczył mnie ten, kto wszedł mi do głowy. Koszmary, panika, przesadna czujność.... Wielkie dzięki! W końcu zaprzestałam nieudolnych prób spania i otworzyłam sklejone oczy. Wstałam chwiejnie, otrząsnęłam się i podeszłam do najbliższego strumyka, gdzie włożyłam całą głowę. Trochę to pomogło i przy okazji napiłam się wody. Spróbowałam iść, ale wciąż byłam zaspana. Dziwne... Przecież zawsze szybko się budziłam, tak działa natura - zwierzę szybko budzi się ze snu.
Moje oczy, lekko zamglone, przeglądały ciemną granicę lasu w dole (w końcu moja jaskinia była prawie najwyżej, jak się da) bez należytego skupienia. Kiedy kończyłam, z drzew wysunął ciemny kształt, a raczej.... Szczenię! Rozejrzało się szybko, ale dzięki mojemu ciemnemu futerku nie zauważyło mnie. W dodatku przecież stałam niewzruszenie obok podobnych do mnie kamieni. Wtedy dopiero się rozbudziłam, jakby szczenię było jakimkolwiek zagrożeniem.
Lekcje w klanie zwiadowców wreszcie na coś się przydadzą. Cicho stąpając, praktycznie bezszelestnie, podążałam za młodym.
Spostrzegłam, że kieruje się w stronę starej Świątyni Wilków Pełni, a raczej jej ruin. Kiedy już miało wejść do małej norki pod kamieniami, odwróciło się gwałtownie, spoglądając prosto na mnie, schowaną jeszcze za drzewami.
Stwierdziłam, że skoro mnie zobaczyło, a tego byłam pewna, nie ma sensu się ukrywać. Postawiłam parę kroków w jego stronę, gdy nagle to uczucie powróciło, atakując moją głowę. Nie mogłam długo się opierać i po chwili padłam jak długa na ziemie. Ostatnie co udało mi się zobaczyć, to że jest to wadera...

Od Damona: Potrzebuję czasu...

- Shayres cię już uprzedził - powiedziałem oschle.
- Co ty na to? - spytał Royal.
- Potrzebuję czasu... tydzień. Więcej i tak nie mamy - burknąłem.
- Miłego tygodnia - zaśmiał się cicho Royal.
Trochę zdziwiłem się, gdzie zmierza. Czerwone Skałki. Mało mu jeszcze szczeniaków?
- Rób ta co chce ta... - westchnąłem.
Gdy adoptowałem Sashę, w ogóle nie myślałem o jego odejściu. Może to naiwne i głupie, ale myślałem, że zostanie ze mną na zawsze.
Nadzieja umarła dzisiaj...

poniedziałek, 5 maja 2014

Wygnani

W tym miesiącu niestety żegnamy się z następującą trójką: Blace, Blak i Radioactivem. Do naszego szamana Odalis pisała na pocztę - w końcu to nie był byle kto w watasze, jedyny po awansie u, jak się okazało, wymagającego Exaliosa - jednak najwyraźniej bez skutku.

Radio, jeśli okazało się, że email jakimś cudem nie dotarł, a w watasze zostać chcesz, to napisz. Poczekamy jeszcze ten miesiąc z usunięciem Twojego profilu.

W tym miesiącu obowiązkowo choć jeden post muszą napisać: Animir, Lavionia, Lithuain, Lupo, Royal, Skoll i Yaride. Skoll nie pisał od dwóch miesięcy i teoretycznie powinien znaleźć się wśród wygnanych, jednak zapomniałyśmy w zeszłym miesiącu dać mu ostrzeżenie.

Ze swojego Legowiska pozdrawia Alfa Marchesa
marząca o zwinięciu się w kłębek i zaśnięciu.

Wilczątko Eskander


Imię: Eskander (zdrobniale Esk)
Płeć: samiec
Rodzina: przybrana matka Kari
Żywioł: woda
Umiejętności: potrafi przywołać lodowego potwora, aby go chronił (utrzymuje się on ok. 3 minut); umie wejść umysłem w ciało małych zwierząt, np. wiewiórek (jednak musi być ostrożny, bo jeśli odejdzie będąc wiewiórką za daleko od własnego ciała albo wiewiórka zginie, sam może umrzeć)
Opis: Eskander to otwarty szczeniak. Lubi bawić się ze wszystkimi: samicami, samcami, dorosłymi, młodymi, przyjaciółmi, wrogami. Chodzi mu tylko o to, aby być szczęśliwym. Wszyscy zadają sobie pytanie: "Dlaczego on ma dwie inne źrenice?". Całe jego rodzeństwo tak ma, bo ich matka, kiedy była w ciąży, zachorowała. Szaman podał jej eliksir, który uzdrowił ją, ale źle wpłynął na płód. Kiedy Esk i jego rodzeństwo się urodzili, cała wataha spanikowała. Myśleli, że opętały je jakieś demony lub coś podobnego. Cała wataha uciekła w panice, że demony opętają też ich. Zostawili rodzeństwo i Eskandera samych. Esk nie wie, jak znalazł się u Evelin i Astara.