Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

sobota, 31 stycznia 2015

Podsumowanie miesiąca (styczeń 2015)

W tym jakże zimnym miesiącu dołączyło do nas kilka osób o ciepłych sercach: Narina, Nensi, Rali, Ratchet i Nemezis.

Miesiąc nie obfitował w wydarzenia, ale mimo wszystko trochę się działo. Nowo przybyły Revers postanowił zgłębić tajemnice swojej rodziny razem z Shante. Asmin był w żałobie po odejściu Rena na skazaną na niepowodzenie wyprawę. Póki co nikomu nie zdradził, że Ren odszedł na zawsze, co dość mocno zdenerwowało Fairlyn, która po krótkiej rozmowie z Sharem (głosem w jej głowie) zadecydowała, że wyruszy w podróż, aby odetchnąć od życia w watasze.
Asmin odkrył w sobie nowe moce, które rychło przyszło mu wypróbować. Kiedy udał się przećwiczyć je z Ajaxem, Seepranne zaatakował Amerę i młody Alfa przybył jej na ratunek, chociaż odradzała mu tego.
Czy pomimo drobnych kłótni wilki z Magicznej Doliny przetrwają zimę? Czy powrót Seepranne'a oznacza powrót koszmarów?

Tego dowiemy się już wkrótce.

Z płonącego Lasu Cieni pozdrawia Was Alfa Asmin,
który kroczy przez niego z Ame w rytm tej muzyki.

Od Nensi

O tej porze roku w Magicznej Dolinie jest tak pięknie! Gdy wstałam postanowiłam, że pobawię się trochę w śniegu. Było cudownie, moje futro było całe w białym puchu. Po pewnym czasie zrobiło mi się zbyt zimno, więc postanowiłam wrócić do jaskini. Po drodze zobaczyłam Ninethe i Adexioun. Chciałam z nimi porozmawiać, ale nagle zrobiło mi się przykro, bo... Widywałam je nie raz i wydawało mi się, że są przyjaciółkami, a ja...
Nie miałam nikogo... Dlatego pobiegłam szybko do jaskini. Spędziłam tam resztę dnia.

piątek, 30 stycznia 2015

Od Adexioun

Było zimno. Za zimno...
Wyszłam z jaskini, kierując się ku słońcu (miałam zamiar dotrzeć do lasu). Wszystko prezentowało się tak jak zwykle, jednakże ja byłam inna. Zrozumiałam to kilka dni temu podczas rozmowy z Nin. Nawrzeszczałam na nią, a ona się obraziła. Mam z tego powodu doła, ale jakoś wytrzymuję.
Przed oczyma przemknął mi jakiś wilk - pewnie energiczny.
Umierałam z nudów i jakby znikąd pojawiła się przede mną łania. Czemuż by nie skorzystać. Rzuciłam się w pogoń za nią, potykając się o wystające z ziemi korzenie (byłam już w lesie).
Gdy jakimś cudem udało mi się dogonić ,,jedzenie", zabrałam się do pożerania zdobyczy.
Nagle moją uwagę przykuły szmery zza krzaków.
Ktoś gramolił się w moją stronę, była to wadera.
Ninethe.

Od Night

Cóż, trzeba przyznać, to co ujrzałam w kuli było dość szokujące.
- Czy oni wiedzą, że tu jestem?
- Nie - odpowiedział Stil. - Ale chyba chcesz odwiedzić Skina?
- Tak, ale nie wiem jak oni zareagują...
- Nie martw się, nie mogą ci nic zrobić.
- Nadal uważają mnie za... - Nie dał mi dokończyć.
- Nieliczni jeszcze tak, zresztą tak samo jak mnie.
- Cóż, chodźmy.
Tak jak myślałam, większość watahy patrzyła jakby zobaczyła ducha, nie spodziewali się, że jeszcze żyję. Inni od razu odwracali wzrok. Dlatego opuściłam rodzinną watahę, nie pasowałam już tu. Stila jako tako zaakceptowali, dla mnie nie było już tu miejsca i nie będzie.
Dlatego zostaję tu tylko na noc, później wracam. Doszliśmy do jaskini Skina. Ucieszył się na mój widok. Długo rozmawialiśmy. Zostałam u niego na noc razem ze Stilem.

XXX

Gdy tylko zaświtało, skoczyłam na równe nogi i zaczęłam ruszać w drogę.
- Nie pożegnasz się? - doszedł do mnie głos Skina.
- Widzę, że jak zwykle nie da się ciebie zaskoczyć.
- Tak samo jak mnie - wtrącił Stil.
- Wiecie, że nie jestem dobra w pożegnaniach. No cóż... Pa.
W odpowiedzi przytulił się do mnie Skin.
- Odwiedź mnie kiedyś, siostrzyczko.
- Spróbuję. - Popatrzył na mnie zdenerwowany. - No dobrze, obiecuję. - Uśmiechnął się. - Stil, nie pożegnasz się ze mną? - spytałam.
- Nie, bo idę z tobą.
- Nie musisz.
- Ale chcę.
- Dobrze.

XXX

Black i Gryf nie pokazywali się nam w drodze do Magicznej Doliny. Jednak wiedziałam, że to nie koniec. Po paru dniach wreszcie dotarliśmy. Zaprowadziłam Stila do mojej podwodnej jaskini. W środku powitał mnie Frisket, właśnie odchodził. Pożegnałam go czule, jednak beznadziejnie jak to ja. Niedługo potem dowiedziałam się, że z watahy wyruszają wilki na pomoc w jakiejś wojnie. Postanowiłam do nich dołączyć, mój nadopiekuńczy brat oczywiście poszedł ze mną.
XXX

Po wojnie wróciliśmy do Magicznej Doliny. Parę dni po tym wybrałam się ze Stilem na spacer do lasu, oboje lubiliśmy spacery. Jednak na tym czekała nas niemiła niespodzianka.

środa, 28 stycznia 2015

Od Kyotoo

W dniu dzisiejszym uznałem, że dobrze by było odwiedzić Everę. Nie widziałem jej od bardzo długiego czasu, a poza tym Asmin równie dawno prosił mnie, żebym wsparł ją na duchu.
Wyszedłem ze swojej jaskini i „na dzień dobry” w pysk dmuchnął mi zimny wiatr. Nie byłem z tego powodu zbytnio zadowolony, bo jak można się domyślić niebyt lubię takie klimaty. Ale co poradzić? Taka pora roku. Trawa było pokryta gęstą szadzą i tak utrzymuje się przez cały dzień. Spojrzałem w niebo chcąc ocenić stan pogodny, ale znalazłem tam tylko gęste chmury. Mam nadzieję, że nie będzie padać.
Miałem już ruszyć w kierunku jaskini Every, kiedy doszedłem do wniosku, że nie mam pojęcia gdzie ona jest. Nigdy nie byłem u tej wadery i rozmawialiśmy ze sobą tak naprawdę tylko raz. Przeanalizowałem kilka faktów. Ale w zupełności wystarczył jeden – wilczyca należy do powietrznych. Jej jaskinia musi być położona gdzieś wysoko.
Moja znajduje wyjątkowo nisko, więc trzeba będzie się trochę wspiąć. Westchnąłem (miałem dziś wyjątkowego lenia) i rozpocząłem drogę na górę.

* * *

Po drodze przez cały czas zastanawiałem się nad ostatnimi wydarzeniami. Zastanawiam się nadal czy to, co wtedy widziałem było czymś w rodzaju wizji. Dlaczego tamten basior nie zaatakował, kiedy owa „wizja” – o ile faktycznie nią było – trwała oraz co takiego on chciał zrobić, że tak szybko i dosyć brutalnie zginął. Stawiam na jakiś zamach na Alfę czy coś w tym stylu.
Po dojściu na sam szczyt oraz sprawdzeniu już każdej jaskini* została mi tylko jedna – wyjątkowo zaniedbana. Wcześniej nigdzie nie zastałem Every, co najwyżej inne wilki należące do watahy. Wytworzyłem malutki bicz z płomieni, żeby oświetlić wnętrze jamy. Zaskoczył mnie fakt, iż do tego miejsca na chwilę obecną nie docierał nawet najmniejszy promyk światła. W najciemniejszym kącie dostrzegłem skuloną postać. Była cała czarna, okryta ogromnymi skrzydłami. Jakoś tak to mi wystarczyło, by rozpoznać w niej Everę. Postawiłem pierwsze niepewne kroki do groty. Wilczyca w ogóle nie reagowała ani na światło rzucane przez ogień ani na moje kroki. W ogóle się nie ruszała. Kiedy stałem już centralnie nad nią zauważyłem, że śpi. Ale tyle czasu nikt jej nie widział… Czy aby na pewno tylko śpi. Dla pewności, że żyje delikatnie przystawiłem łapę do jej pyska.
Poczułem lekki podmuch ciepłego powietrza, co oznacza, że żyje i oddycha. Tyle dobrze. Jednakże po dokładniejszemu przyjrzeniu się wilczyca zauważyłem, jak bardzo jest wychudzona. Ogólnie nie wyglądała za dobrze. Odszedłem kawałek od niej i przysiadłem pod ścianą. Poczekam aż się obudzi.

Evera? C:

*[Dopisek Autora] Spokojnie, nie łaziłem wam po jaskiniach XD

wtorek, 27 stycznia 2015

Od Asmina

Ogniste języki lizały drzewa, krzewy, pożerały uciekające robaczki i gryzonie. Jakiś ptaszek padł na ziemię, cały zwęglony.
Amera stała w centrum chaosu. Płomienie tańczyły po jej futrze, a ona odskakiwała od nich trwożnie.
- Uciekaj - wychrypiała w moją stronę, a jej rozbiegane oczy wpatrywały się w coś za mną.
Zerknąłem w tył. Ogień otaczał nas coraz ciaśniejszym pierścieniem. Czułem swąd spalenizny.
Byłem gotowy.
Wewnętrzny ogień zapłonął, pochłaniając całe moje wnętrze. Skoczyłem naprzód. Otaczający nas żywioł był inny, był pełen zła. Rozstąpił się przede mną, kiedy leciałem w stronę wilczycy. Wylądowałem miękko obok niej i warknąłem na pożar. Ame spojrzała na mnie i trąciła lekko łapą. W niej również płonęło.
Razem ruszyliśmy pewnie do przodu. Nasze futro zapaliło się czerwienią, ale to była nasza czerwień.
Stłumiłem łapą iskierkę, która upadła na ziemię koło mnie. Amera przydusiła jakiś krzaczek, miażdżąc wrogi żar. Wygraliśmy to starcie. Las Cieni gasnął, ale my trwaliśmy dalej. Lecz to nie był koniec.

Ame?

sobota, 17 stycznia 2015

Ogłoszenie

Witojcie!

Wyjeżdżam. Na tydzień. W dzicz.
Opowiadań nie wstawię. Jakby ktoś nie zajarzył.
Wracam w następną niedzielę (25.01.). Zanim dojdę do siebie, może minąć parę dni.
Podsumowując: nie wysyłajcie mi historii, bo i tak ich nie wstawię.
To tyle.

Z dziczy w dziczy pozdrawia Was dziki Alfa Asmin (wait, what?),
który tańczy dziko dziki taniec (nie, to bez sensu).

Od Reversa: Początek wielkiej przygody

- Wiesz, tu jest napisane, że musimy przełamać tą deskę na pół... - Złapałem zębami jedną część deski, Shante drugą i wspólnymi siłami przełamaliśmy drewno.
Natychmiast ze środka deski wyleciał mały, kolorowy motylek. Od razu za nim pobiegliśmy.
Wędrowaliśmy za nim około godzinę, aż ujrzeliśmy piękne, wielkie, potężne drzewo z ogromną, szeroką i rozgałęzioną koroną. Na każdej, nawet najmniejszej gałązce, siedział ptaszek. Każdy z nich miał inny kolor, więc widok był zadziwiający. Naraz ptaki zaczęły śpiewać naszym wilczym językiem!

Moje serce jest silne
Ale moje łapy są zbyt słabe,
By stać w twoich myślach
Bez padania ci do stóp...

- Co? Co to znaczy? - spytała Shante.
- Czekaj... Skoro łapy są zbyt słabe... Serce jest silne... żeby stać w myślach... Padać do stóp?... - W tym samym momencie zauważyłem dziurę przy drzewie. - Shante! To jasne!
Podszedłem to tej dziury. W środku była woda, to było dość głębokie źródło.
- Skoro łapy są za słabe, by dowiedzieć się co tam jest, trzeba pokierować serce do dna tego źródła!

Shante? c:

środa, 14 stycznia 2015

Od Fairlyn

Wsłuchałam się w ciszę. Nie odpowiadała. Nie zaglądając w jej myśli, rzuciłam tylko w powietrze:
- Jeśli nie wiesz, to możesz znaleźć mnie po drodze. Idę do Rozlewisk.
Po jej wzroku jednak wiedziałam, że raczej nie ma takiego zamiaru.
Westchnęłam sobie cicho. Zza chmur wyszło słońce, i nawet obmywana przez zimne fale wiatru, czułam się ogrzana. Odwróciłam się od Pass i skierowałam twarz w stronę jasnych promieni. Uśmiechnęłam się do siebie. Właściwie i tak miałam wyruszyć sama....
Postawiłam ociężale parę kroków, po czym poczułam jak za granicą spadają ze mnie wszystkie przytłaczające sprawy. Enx, Asmin, Pass, wataha nie istnieli. Tak samo jak Aishi. I tak już praktycznie go nie widywałam. Wypuściłam z ulgą powietrze i zostawiłam za sobą Dolinę, wraz z jej problemami i zadowolona ruszyłam żwawym krokiem w kierunku nowych miejsc.

***

Ile jeszcze?
Nie wiem.
No ileee...?
Trochę.
To znaczy...?
- Och, zamknij się wreszcie! - wykrzyczałam w końcu na głos. Tym razem nie musiałam się przejmować jakąkolwiek publicznością, bo tak owej nie było. Mogłam rozmawiać z Share'em na głos. Wyraz zadowolenia znowu wstąpił na moją twarz, objawiając się lekkim, prawie niewidocznym uśmiechem, którego często używałam by okazać komuś pogardę. Ale teraz oczy pokazywały coś zupełnie innego.
Praktycznie już dochodziłam do Rozlewisk. Szłam już mniej więcej tydzień, może trochę więcej, w miarę wolnym tempem, tak by Pass mogła mnie dogonić, ale po paru dniach porzuciłam ten pomysł. Teraz wdychałam czyste, wilgotne powietrze, jako zapowiedź Rozlewisk. Gdybym to ja miała wybierać terytorium Doliny byłoby to tu. Po prostu... Tamtejsza woda sprawiała wrażenie ogromnego lustra, odbijającego niebo, a pływanie wśród chmur zdecydowanie mi się podobało. I wszędzie zielone góry i polany.... A do tego sporo ptaków i trochę zwierząt kopytnych. Tak... To tu założyłabym własną watahę. Gdybym chciała. A nie chciałam.
Westchnęłam cicho. Wciągnęłam głęboko w nozdrza zapach lasu. Już teraz drzewa się rozrzedziły, a niedługo przejdą w zupełną równinę, po której gdzieniegdzie były porozrzucane krzaki i małe zbiory sosen czy brzóz, zatopionych w wysokiej trawie.
Ile jeszcze?
Ech....




Od Asmina

- Potrzebuję pomocy.
Nagle zasłabłem, a przed oczami migał mi obraz Amery. Amery w płomieniach.
- Nie, nie, nie - wyszeptałem.
Biegłem, aż dotarłem na miejsce. Las Cieni.
Amera krzyknęła coś na mój widok. Ogień otaczał ją z każdej strony.

Ame? Ajax? Przepraszam, weny brak.
#NajkrótszeOpkoEver

niedziela, 11 stycznia 2015

Profil wilka Ratcheta


Imię: Ratchet
Przydomek: Dziwny
Płeć: samiec
Wiek: półtorej roku
Zawód: zwiadowca
Partnerka: Bluelly
Rodzina: Matka Elsie, ojciec Grimm. Rachet to jedynak, nie ma rodzeństwa. Szczeniąt również nie posiada.
Żywioł: eter
Umiejętności: zadawanie bólu psychicznego (★★★), telepatia (★★★), wizje (★★★), rozdzieranie dusz (★★), teleportacja (★★)
Opis: Ratchet to cyniczny, brutalnie szczery manipulant. Pyskaty egocentryk. Jego psychika jest niezniszczalna, jest odporny na wszelką krytykę. Nie wykazuje żadnej empatii. Jest wilkiem wyjątkowo upartym i nieugiętym. Jest zabawny, choć ma czarne poczucie humoru. Zwykle ocenia innych z góry, ma skłonności do wywyższania się. Bywa despotyczny. Bardzo często posługuje się sarkazmem. Jest leniwy. Nie toleruje głupoty, za wszelką cenę ją tępi (skutecznie zresztą). Wilka charakteryzuje też bezczelna ciekawość. Samiec jest indywidualistą, nie lubi współpracować. Uwielbia się przytulać. Totalnie nie ma podejścia do dzieci, nie lubi ich towarzystwa. Mimo, że ma ciężki charakter, który przez większość nie jest akceptowany - da się z nim żyć, funkcjonować, a nawet go polubić.

Profil wilczycy Nemezis


Imię: Nemezis
Płeć: samica
Wiek: 3 lata
Zawód: zwiadowca
Partner: nie szuka
Rodzina: brat (niestety, nie utrzymują już kontaktów, odszedł dawno temu)
Żywioł: ogień
Umiejętności: siła (★★★), dobra kondycja (★★★), wytrzymałość na ból, zimno, gorąco, głód (★★★), roztaczanie wokół siebie łańcucha płomieni (★★★), wyniszczanie wzrokiem (★★)
Opis: Charakter Nemezis to prawdę mówiąc wielka tajemnica. Bardzo często sprawia wrażenie oschłej, co w pewnym sensie jest prawdą. Już dawno oduczyła się okazywania wszelkich uczuć i przywiązywania się do innych. Powodem takiego zachowania jest jej trudna przeszłość, która zostawiła w sercu wilczycy bardzo głębokie rany. Dawno nikt nie widział jej uśmiechniętej. Stara być się w miarę spokojna, lecz gdy wybuchnie nie będzie powstrzymywała się przed walką na kły i pazury. Jest nieufna wobec obcych.
Często powtarza sobie, że może liczyć jedynie na siebie. Jest jednocześnie bardzo specyficzna, czasami także zbyt arogancka. Dobre cechy Nemezis to duża odwaga. Mimo pozorów które stwarza, w głębi siebie jest tak naprawdę przyjazna i delikatna.

Profil wilczycy Rali


Imię: Rali
Przydomek: Gene
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: łowca
Partner: szuka
Rodzina: w innej watasze
Żywioł: powietrze
Umiejętności:
- latanie (★★★)
- zwinność (★★★)
- telekineza (★★★)
- tworzenie tornad (★★★)
- telepatia (★)
- widzi duchy, anioły, demony itp. (★)
Opis: Rali w czasie swojego dzieciństwa była królikiem doświadczalnym, szamani przeprowadzali na niej eksperymenty z duchami i innymi istotami, pewnego dnia udało im się przywołać ducha, rozwścieczony zabił szamanów dzięki czemu Rali udało się uciec, od tamtej chwili wychowywała się sama, a duch zniknął. Rali jest samotniczką i nie lubi innych wilków, chociaż zdarzają się wyjątki.

sobota, 10 stycznia 2015

Od Shante: Niezwykły poranek

Był to wczesny ranek. Normalnie, wstałabym trochę później, lecz dziś zostałam obudzona przez ni jakiego - Reversa, nowego członka, wilka Energii. Gdy otworzyłam moje oczy spytał się mnie czy coś słyszę. Tylko pytanie "co?".
- Niby co? Przecież jest cicho! - odparłam ze zdumieniem
Ech, komuś coś w głowie zaszumi i co? Evilan powróci?
- Ale... ja słyszę - zamyślił się - Chodź.
No nic. W sumie już nie zasnę, a leniem nie jestem, więc wstałam i ruszyłam za tajemniczym niesłyszalnym dźwiękiem. Basior, a raczej tajemniczy niesłyszalny dźwięk zaprowadził mnie nad Szmaragdowe Jezioro. Przynajmniej zdążyłam zanurzyć pysk w wodzie, aby zmyć z siebie sarkastyczną, niewyspaną mnie i powitać moje inne wcielenie. Gdy podnosiłam łeb zauważyłam jakąś deskę. Niby deska jak deska, ale ta była specjalna, było coś na niej wyryte, więc postanowiłam ją wyłowić. Gdy ją wyłowiłam oboje zaczęliśmy się jej przypatrywać. Udało nam się zaobserwować postać wilka, który wyglądał dokładnie jak Revers! A może to tylko znudzenie? Obok znajdował się
drugi, ale... jakby pusty, ale również był to wilk. Poza samymi wilkami było też drzewo, duże drzewo z trzema pustymi miejscami, a na czwartym był... Revers!? Może coś było nie tak z tą wodę w jeziorze, albo, albo, albo... Przed prawdą nie uciekniesz Shante, skoro on to widzi, ty to widzisz to oznacza, że to mi się nie śni.
- Wiesz, nie wiem o co tu chodzi, lepiej stąd chodźmy. Może... to jakaś
pomyłka - powiedział
O nie! Nie ma mowy! Nie ma tak łatwo! Przewróciłam deskę na drugą stronę i nagle coś na niej spostrzegłam...
- Ale... Czekaj! Tu jest coś jeszcze na odwrocie... - odparłam kiedy wilk
Energii już miał się poddać
Szybko zawrócił i wraz ze mną obserwował jak na drewnie pojawiają się napisy. Przez kilka chwil nie wiedzieliśmy co robić. Jakie znowu Trzy Krainy? Drzewo...genealogiczne?! Brat, ojciec, matka? Wierny pomocnik? Bardzo potrzebny? No to chyba na tym moja przygoda się kończy...
- Shante - niespodziewanie zapytał - czy pójdziesz ze mną na wyprawę do Trzech Krain? Potrzebuję cię. Proszę.
- Ja, no wiesz, ymm, ymm - nie mogłam się wysłowić.
Na pysku Reversa powoli pojawiał się smutek, więc dodałam:
- To wielki zaszczyt aby towarzyszyć Ci w czasie twej niezwykłej podróży - Revers odzyskał nadzieję - Więc dlatego pozwolę się uhonorować tytułem "wiernego pomocnika", aby pomóc Ci poznać prawdę i zgłębić swoje rodzinne tajemnice, więc nie traćmy czasu, niech dzieje się co chce, niech ziemia i niebiosa nam się sprzeciwią, niech potwory nocy nas zabiją, ale obiecuję, obiecuję, że Ci pomogę. - niczym osoba szlachetnie urodzona wygłosiłam moją mowę po czym nieśmiało dodałam - Tylko... W którą stronę mamy iść? Słyszysz coś może?

Revers? c:

Od Lethiel

- Idziesz z nami?
Musiałam przyznać, że ulżyło mi gdy znalazłam Wirvixa. Niepooranego pazurami, niepogryzionego i niewściekłego, dodajmy. I w dodatku nie był na mnie zły, miałam szczęście. Szczerze mówiąc, zaczynałam się już zastanawiać, co będzie, jak coś mu się stanie.
Odpowiedziałam na pytanie Wirvixa wzruszając tylko ramionami i ruszając za nim i Reklą. Miło było poznać kogoś nowego, mimo że wilczyca na razie... no cóż, patrzyła na nas wilkiem.
Ruszyliśmy wzdłuż rzeki, pokazując Rekli przy okazji las aż do Szmaragdowego Jeziora.
Usiadłam przy brzegu i wpatrzyłam się w spokojną wodę i odbicia lasu, słońca i nas na niej. Uwielbiałam wszelkie zbiorniki wodne.
- Ładnie tu, prawda? - zapytałam się wilczycy. - Jaki masz żywioł?
Wadera popatrzyła na mnie nieufnie i już chciałam przeprosić, gdy odezwała się:
- Eter.
- Zawsze ten żywioł mnie ciekawił. Ja sam władam ziemią, ale chyba Alfa jest Eterycznym, co nie?
Skinęłam głową i weszłam powoli do jeziora. Ogarnęło mnie znajome, przyjemne uczucie jak zawsze, gdy mam styczność z wodą. Zanurzyłam się głębiej, tak, że teraz cała pozostawałam pod powierzchnią. Od dawna nie pływałam, teraz jednak bez trudu przypomniałam sobie, ile przyjemności i radośći kiedyś mi to sprawiało. Zrobiło mi się smutno na myśl o mojej starej watasze, zaraz jednak postanowiłam się tym nie przejmować.
- Lethiel?! - dobiegł mnie krzyk Wirvixa. Niechętnie wynurzyłam się na powierzchnię, wyszłam z wody i otrząsnęłam się z wody.
- Nic się nie dzieje.

Wirvix? Rekla?

czwartek, 8 stycznia 2015

Od Amery

Przez chwilę rozmawiałam z białą wilczycą. Wyraźnie myślami była gdzie indziej, tak samo jak ja... Szybko się otrząsnęłam i ruszyłam przed siebie, żegnając się z Adexioun. Czułam ogarniający mnie niepokój. Coś było nie tak. Przyśpieszyłem kroku, próbując zgubić wszystko za sobą. Dłuższą chwilę biegłam, aż moje płuca odmówiły mi posłuszeństwa. Rozejrzałem się i zamarłam. Znajdowałam się w Lesie Cieni. Po chwili ziemia wokół mnie pokryła się ogniem. Płomienie lizały moją sierść nie raniąc mnie. Chciałam przeskoczyć nad przeszkodą, ale wtedy moją glowę rozdarł przerażający ból. Zawyłam żałośnie. To był Seepranne. Znalazł sposób, żeby mnie dopaść. Nigdy nie udało mu się połączyć ze mną w taki sposób jak pozostali. Kolejne uderzenie bólu było jeszcze gorsze. Przez chwilę myślałam, że to koniec. Nie. Nie poddam się tak łatwo. Ogień rozprzestrzeniał się w zabójczym tempie, a ja bezskutecznie próbowałam uciec od bólu. Wtedy dostrzegłem jakiś cień. To był Asmin. 
-Asmin!- krzyknęłam w jego stronę.- Uciekaj stąd! 
Mimo wszystko ruszył w moją stronę.
Asmin?

Od Adexioun

- Adexioun, pomóż mi! - krzyknęła Nin.
- Ech, już. - Przewróciłam oczyma.
Gdy topiąca się w wodzie wadera znalazła się na brzegu, stwierdziłyśmy, że może jedna pójdziemy na spacer gdzie indziej.
Idąc przez las rozmawiałyśmy o najróżniejszych rzeczach.
Muszę przyznać, że ja i Ninethe naprawdę się rozumiemy, mamy podobną historię. Ona była potomkinią Alfy i ja.
Chyba nareszcie znalazłam osobę, która naprawdę mnie rozumie, oczywiście moi inni przyjaciele byli super, ale tylko ona mnie rozumiała.
- Hmm, głodna jestem - powiedziałam.
- W sumie możemy coś przekąsić - stwierdziła Nin i poszłyśmy na polowanie.
Gdy zjadłyśmy już nasz posiłek położyłyśmy się na śniegu oglądając bezchmurne niebo.
Brak weny jak nigdy XD

Od Nensi: Jak dołączyłam do watahy

Urodziłam się daleko od Magicznej Doliny. Byłam jedynym dzieckiem moich rodziców, więc za wszelką cenę chcieli mnie chronić. Gdy wybuchła wojna między moją watahą a Watahą Krwawych Łap, wysłali mnie do cioci. Nie zostałam tam jednak długo... Pewnego ranka trzy wilki z wrogiej watahy znalazły grotę, w której mieszkała ciocia.
- Mamy złą wiadomość - powiedział jeden. - Twoja siostra i jej partner nie żyją.
Gdy usłyszałam tę wiadomość zaczęłam płakać. W końcu opanowałam łzy. Tylko że cioci nie było w jaskini. Wyszłam na zewnątrz, ale to co zobaczyłam... Koło drzewa były wilki, a obok leżała ciocia... Uciekłam stamtąd. Biegłam długo i pewnie biegłabym dalej, ale padłam z wycieńczenia. Obudziłam się na następny dzień w grocie. Nad mną stał wilk.
- Nareszcie się obudziłaś - powiedział wilk. - Jestem Radioacktive, a ty?
- Jestem Nensi - odpowiedziałam.
Po chwili do jaskini wszedł inny wilk. Spojrzał na mnie i zaczął rozmowę z Radioacktivem. Potem podszedł do mnie.
- Jesteś Nensi, tak? - spytał.
- Tak. Mogę rozmawiać z Alfą? - zapytałam nieśmiało.
- Właśnie z nim rozmawiasz - powiedział. - Jestem Asmin.
- Przepraszam, nie wiedziałam. Czy mogę dołączyć do watahy? - spytałam.
- Możesz - rzekł Asmin.

Ogłoszenie

Przepraszam za wszelkie opóźnienia, mogą pojawiać się jeszcze przez kilka dni. Mam nadzieję, że okażecie mi wyrozumiałość.

Alfa Asmin

środa, 7 stycznia 2015

Od Amery

Cicho skradałam się w stronę niewielkiego jelenia. Byłam strasznie głodna. Już szykowałam się do skoku, gdy w odległości trzech metrów ode mnie, dojrzałam białe futro. Wyprostowałam się powoli, a moja zdobycz natychmiast uciekła. Pewnym krokiem podeszłam do wadery. Kilka razy widziałam ją w Legowiskach, ale pierwszy raz mogłam się jej przyjrzeć z bliska. Była trochę ode mnie niższa i miała drobną budowę, ale wyglądała na silną i zwinną. Przez chwilę wpatrywałam się w jej oczy. Starałam się ukryć wszystkie emocję, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać.
- Hej, chyba jeszcze nie miałam szansy się przedstawić. Jestem Amera. Adexioun prawda?- zaczęłam.
- Tak, miło mi cię poznać.- ledwo dostrzegalnie się zawahała. Chyba nie wiedziała co ma o mnie sądzić.
- Masz ochotę się wybrać się na polowanie?
- Czemu nie?- uśmiechnęła się pogodnie, a ja odwzajemniłam uśmiech.
Po pewnym czasie wytropiłyśmy zwierzynę. Adexioun wydawała się odrobinę osłabiona, ale nie chciałam pytać. Używając pnącza szybko obezwładniłam naszą zdobycz i skinęłam głową do wilczycy, żeby zajęła się resztą. Szybko skoczyła do przodu i było po wszystkim. Po posiłku odpoczywałyśmy na niewielkiej polance, jednym z moich ulubionych miejsc w których ukrywałam się przed światem. Ostatnie moje myśli ciągle zajmował Spirit. Od dłuższego czasu nie mogłam go znaleźć i ogarniał mnie niepokój. Potrząsnęłam głową odganiając złe myśli. Zerknęłam na waderę i odezwałam się, żeby przerwać tę irytującą ciszę.
- To, jak ci się podoba w watasze?
Adexioun?

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Nesso: Algeria, cz. 2

Otóż Algeria bardzo mnie zainteresowała. Wiedziałem, że coś ukrywa. Postanowiłem zaprzyjaźnić się z nią.
- Algeria - odezwałem się.
- Tak, Nesso?
- Chciałem cię zapytać, czy wszystko w porządku?
- Tak... - odpowiedziała nieśmiało.
- Ale na pewno?
- Tak. - I odeszła w głąb lasu...

Od Ajaxa

Byłem na polowaniu. Upolowałem dwie sarny, ale mi nie wystarczyło. Czułem dziwną potrzebę zabicia całego stada. Jednak udało mi się opamiętać, trzepnąłem głową i ostro zahamowałem, dając sarnom pobiec i zniknąć za horyzontem.
Serce biło mi tak szybko, że dokładnie to czułem, dyszałem mimo tego, iż nie byłem zmęczony, chciało mi się biegać. Często tak miewam, ale dziś jest... Inaczej.
Wróciłem do jednej z upolowanych wcześniej saren i zacząłem ją jeść. Po najwcześniej się poczułem się spragniony, więc pobiegłem nad Wodospad Keina. Napiłem się spokojnie. Popatrzyłem w swoje odbicie i zauważyłem coś niepokojącego... Moje oczy... Były żółte!
- Ajax! - usłyszałem za sobą, więc szybko się otrzepałem, moje oczy były już normalne.
Odetchnąłem z ulgą odwracając pysk i pytając:
- Tak?
W moją stronę pędził Asmin. Dosyć zdenerwowany. Trochę się zaniepokoiłem...
- Co się stało? - zapytałem.
- Potrzebuję pomocy - powiedział dysząc.

Asmin? Dalej brak weny, ale mniej.

Od Reversa

Dzisiaj obudził mnie rano jakiś dziwny głos. Obudziłem też Shante.
- Słyszysz to? - zapytałem.
- Niby co? Przecież jest cicho! - odpowiedziała ze zdumieniem.
- Ale... ja słyszę - zamyśliłem się. - Chodź.
Głos zaprowadził nas nad brzeg Szmaragdowego Jeziora. Tam już przestałem go słyszeć. Kierował mnie tylko przez kilka minut. Zauważyłem za to podpływającą w naszą stronę drewnianą deskę. Shante szybko wyciągnęła ją z wody, bo to ona pierwsza zauważyła, że coś jest na niej wyryte. Gdy zobaczyłem co tam jest, w pierwszej chwili nie wiedziałem, o co w tym chodzi. Dopiero kilka cichych chwil później zobaczyłem wyryte tam ostrym narzędziem rysunki. Jeden z nich przedstawiał postać wilka, która wyglądała jak ja, a obok niej pusty w środku, nieco inny wizerunek, równieżwilka. Obok tych dwóch obrazków było jeszcze duże drzewo z trzema pustymi miejscami, a czwarte zajmowałem ja.
- Wiesz, nie wiem o co tu chodzi, lepiej stąd chodźmy. Może... To jakaś pomyłka - powiedziałem do Shante.
- Ale... Czekaj! Tu jest coś jeszcze na odwrocie... - odparła, kiedy już zawracałem.
Szybko powróciłem i zobaczyłem, jak na drewnie pojawia się na bieżąco:

Wyprawa do Trzech Krain
Mglisty Zakątek Duchów
Mylące Doliny Podziemi
Magiczna Jaskinia Słońca

Reversie, jak wynika z ilustracji po drugiej stronie, masz wyruszyć do trzech Krain, aby uzupełnić swoje drzewo genealogiczne, poznasz wtedy swojego brata, matkę i ojca. Niestety, oni już dawno nie żyją... Ale nie martw się. Oni bardzo cię kochali, chcieli dla ciebie jak najlepiej... Pora abyś wreszcie poznał ich historię.
Idź tam razem z jednym, wiernym pomocnikiem. Będzie ci naprawdę bardzo potrzebny.
Jak już pewnie zauważyłeś, te wszystkie krainy zaczynają się literą M... Imiona wilków z Twojej rodziny też zaczynały się tą literą, wszystkie. Tylko nie Twoje... Ale o twojej historii dowiesz się później, kiedy ukończysz poszukiwania swojej rodziny... dowiesz się w swoim czasie.

Jeśli zdecydujesz się na tę wyprawę, złam deskę na pół. Tam będzie pierwsza podpowiedź.

Przez kilka chwil później ja i Shante byliśmy całkowicie zdumieni i nie wiedzieliśmy co robić. Ja? Mam brata?
Dlaczego mam szukać historii mojej rodziny, skoro wszyscy już nie żyją? Dlaczego więc ja żyję? Czemu miałem panoszyć się sam po świecie od szczeniaka, zamiast umrzeć razem z nimi? Czy wyruszenie do Trzech Krain mi w tym pomoże? Może dowiem się dużo więcej o sobie? Muszę spróbować... Zaraz potem odezwałem się:
- Shante - zapytałem - czy pójdziesz ze mną na wyprawę do Trzech Krain? Potrzebuję cię. Proszę.

Shante? ;»

Od Sharvari

Kolejny ranek rozpoczął się nudno. Czułam, że do mojego życia wkrada się monotonia. Chciałam przeżyć przygody, a nie siedzieć w jaskini. No, ale co ja mogłam zrobić?
Przechadzałam się nad jeziorem i dumałam nad swoim życiem, gdy nagle usłyszałam czyjś krzyk. To normalne, że się bałam, ale nie na tyle, by być ciekawa. Prędko ruszyłam w stronę, z której usłyszałam hałas.
- Kto tam? - spytałam w końcu.

Ktoś dokończy?

Od Ninethe

- Ech... z rodziną - powiedziałam.
Miałam ochotę płakać. Ja nie miałam już rodziny... Dopiero po jej utracie zrozumiałam jak ważną rolę pełni w życiu. Do tej pory była dla mnie czymś tak zwyczajnym. Tak normalnym i oczywistym...
- Ninethe? Co ci jest? - zapytała.
Chciałam coś powiedzieć, ale czułam się tak jakby w gardle ugrzęzł mi jakiś kamień. Zamiast tego powolnym krokiem oddaliłam się od jeziora i Adexioun. Po pewnym czasie dostrzegłam wodospad. Wyglądało na to, że jest dobrym miejscem na to by wszystko przemyśleć i otrząsnąć się ze wspomnień...
Kiedy byłam parę centymetrów od wody, postanowiłam, że trochę się jej napiję. Zrobiłam to i usiadłam obok rozmyślając o życiu...
Nagle usłyszałam głos Adexion:
 - Tu jesteś! - powiedziała zmęczona. - Wszędzie cię szukałam!
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Zdałam sobie sprawę, iż mimo tego, że niedawno piłam, zaschło mi w gardle. Wstałam i zbliżyłam się do wodospadu. Nagle poczułam, że jestem w wodzie. Mocno kołysana przez prądy, próbowałam dopłynąć do brzegu. Zdałam sobie sprawę z tego, że potrzebuję pomocy.
- Adexion! - krzyknęłam. - Pomóż mi, proszę!

Niech żyje topienie się w wodospadach XD

Od Adexioun

Był wieczór.
Stałam przy jaskini oglądając widoki. Było zimno i padał śnieg, ale ja jakby zahipnotyzowana podziwiałam piękne tereny Magicznej Doliny.
Nastał zmrok. Weszłam do jamy i zapadłam w głęboki sen. Kiedy to się obudziłam, udałam się na polowanie.

***

Ostatnio coraz mniej jem, jestem także osłabiona. Może dla tego, iż więcej czasu poświęcam rozmyślaniu niż zaspokajaniu swoich potrzeb.
Coś tak jakby się we mnie zmieniło. Jeszcze niedawno byłam uśmiechnięta i radosna, chętnie towarzyszyłam innym w spacerach...
Teraz jednak sama wybieram się na przechadzki, często też wpatruję się w wodę przypominając sobie siebie jako szczenię.
Gdy już upolowałam swój posiłek udałam się do ,,mieszkania" by go spożyć.
Po jedzeniu wyszłam na spacer nad Rzekę Prawdy.
Podeszłam do brzegu marząc i rozmyślając.
Nagle o dziwo naszła mnie chęć porozmawiania z kimś.
Poszłam poszukać kogoś chętnego do rozmowy.

Kto dokończy?

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Fairlyn

Wkurzyłam się. Może byłam dziwaczką, ze skłonnościami sadystycznymi, która słyszy głosy w swojej głowie, ale to nie był powód, żeby mi nie ufać! No może był. Ale nie w takich sprawach. Jeśli by mi coś powiedział, to nie rozgłosiłabym tego na całą Dolinę...
Zwiesiłam głowę. Jak nie chciał mi powiedzieć jego sprawa. Nie potrzebowałam móc czytać w jego myślach żeby wiedzieć, że uważał mnie za ostro pokręconą. Ale, tak czy siak, lepiej będzie jak zejdę mu z głowy na jakiś czas...
Smętna dziś jesteś.
Odkrywca się znalazł.
Ech, nie chodź tak ze zwieszoną głową. Żałośnie wyglądasz.
Jak miło. Przewróciłam oczami i zaszyłam się w jaskini. Po godzinie wyszłam. Poszłam nad lekko zamarznięte jezioro. Po godzinie poszłam do lasu. Polowałam. Po godzinie skierowałam się do Lasu Cieni, żeby się tam przespać. Nie miałam zamiaru wracać do siebie. Nie czułam się tam za dobrze. Ani nigdzie indziej. Kiedy przekąsiłam jakiegoś małego ptaka, którego cudem mi się udało złapać z taką marną koncentracją, jaką teraz dysponowałam.
Hej, Lyn... Co z tobą? Zwykle się takimi rzeczami nie przejmowałaś...
- Ja? To prawda, sprawami Asmina się nie przejmuje. Ale tym, że nic mi nie mówi? To mnie trochę wkurza - mruknęłam do Share'a.
Coraz bardziej czułam się w dolinie jak obcy. Chciałam odejść. Na dłuższy czas, ale nie na zawsze. Niezbyt daleko, może do Rozlewisk? Albo gdzieś indziej, blisko Doliny... Albo odwiedzić część tych miejsc, w których kiedyś żyła wataha?...
Spojrzałam się na wirujący dookoła mnie śnieg i postanowiłam wreszcie, co ze sobą zrobię.

***

Stanęłam na granicy naszego terytorium. Mała wiadomość, zostawiona w głębi mojej jaskini, powinna załatwić sprawę z Asminem. Westchnęłam cicho, wypuszczając obłoczek pary z ust. Byłam nawet wesoła. Tak jak, zapewne, Share, który wręcz rozglądał się moimi oczami dookoła. Uśmiechnęłam się do siebie w myślach. Rundka przez dawną trasę podróży watahy dobrze mi zrobi. Chociaż wiedziałam, że Asmin się wkurzy kiedy zostawię go z obowiązkami rady na dłuższy czas. Ale ma Rena, nie? Dlatego nie będę siedzieć w tamtych miejscach tyle czasu co oni wtedy. Na początek może Rozlewiska?...
Już miałam przekroczyć krawędź Doliny, gdy kogoś wyczułam. Rozejrzałam się dookoła i wciągnęłam w płuca zimne powietrze.
- Pass?
Wyłoniła się z krzewów za mną. Nie była już wychudzona i nie wyglądała jak jedno wielkie nieszczęście. Tak jak ja. Ale ona wynormalniała, a mi wciąż siedzą w głowie jakieś wkurzające osobniki.
Ej!
Zignorowałam go.
- Co robisz?- spytała.
Zastanawiałam się czy skłamać czy jestem na zwiadzie. Lepiej tak.
- Idę na jakiś czas poza te tereny.
I nici z kłamstwa.
- Aha... Okej - mruknęła.
Wtedy zrobiłam coś, czego bym się nie spodziewała.
- Chcesz iść ze mną?

Eww, Pass, chcesz iść ze mną w magiczną podróż?

Od Asmina

Krzak zapalił się nagle, podpalając mi przy okazji futro. Rzuciłem się na ziemię w celu zduszenia płomieni.
- Niech to szlag... - zakląłem.
Nie kontrolowałem swoich mocy. Byłem wściekły, bo Fair znowu coś odwala, a na dodatek Ren odszedł. Nawet nie zauważyłem, kiedy puściłem z dymem kolejną niewinną roślinkę.
Muszę to opanować. Tylko szybko.
- Ajax - wyszeptałem.
Tak, to dobry wybór. Wcześniej trenował ze mną i siostrą walkę wręcz, więc czemu by nie mógł pomóc mi opanować żywioł? Jak to było? Wewnętrzny ogień?
Wiedziałem, że nie mogę zwlekać. Była zima.

Ajaxeł? :>

Od Reversa

Jakiś czas już jestem w tej Watasze i dobrze się tu czuję. Poznaję po kolei wszystkie wilki, które tu mieszkają. Są dla mnie bardzo mili. Niektórzy z nich należą do tej Watahy już bardzo długo i opowiadają mi o jej początkach. Najwięcej o naszym terytorium opowiedzał mi Asmin. Opisywał dokładnie każde miejsce, które mijaliśmy podczas wieczornego spaceru. Poznałem także przeróżne historie związane z najważniejszymi zakątkami Magicznej Doliny. Bardzo mnie to ciekawiło. Byłem poważny w tej rozmowie i małem ciągle zamyśloną minę, aż do momentu, kiedy Asmin opowiadał mi o Jaskini Hayley'a i dodał nową historię tego miejsca... Moją. Wtedy, kiedy mnie tu przyjęto. Wtedy zacząłem się śmiać.
Coś czuję, że znalazłem Watahę, o jakiej mogłem marzyć tylko w snach.
Następnego dnia pod wieczór wybrałem się nad jezioro. Chciałem chwilę pobyć sam i pomarzyć o moim dalszym losie w Watasze. Z myślami w głowie o najwspanialszych przygodach patrzyłem na mój cień znikający niewinnie za sylwetką wilka, który goni Słońce chowające się nad horyzontem.
Patrząc na jasno świecący księżyc dumnie usadowiony na środku nieba, przyćmiewający piękno mniejszych gwiazd, uświadomiłem sobie że to jest właśnie moje miejsce.

Profil wilczycy Nensi

Imię: Nensi
Płeć: samica
Wiek: 1 rok
Zawód: łowca
Partner: szuka
Rodzina: sierota, jedynaczka
Żywioł: powietrze
Umiejętności: latanie (★★★), zwinność (★★★), telekineza (★★★),  sprowadza silną wichurę (★★★), niewidzialność (★★), bezszelestne poruszanie się (★★)
Opis: Przyjazna, ale nieśmiała. Straszna plotkara. Najpierw mówi, a potem myśli. Dla przyjaciół lojalna. Bardzo szczera

niedziela, 4 stycznia 2015

Od Asmina

Co powiedzieć, co powiedzieć... W końcu ktoś i tak spyta się, co się stało z Renem.
Muszę być silny. Powiem jej.
- Nic - burknąłem i odwróciłem łeb. Wiatr smagał moje futro, a grzywka podrygiwała na nim, raz po raz odsłaniając głęboką zieleń mych oczu.
Nie nalegała. Gdy policzyłem do dziesięciu i zwróciłem łeb w jej stronę, już jej nie było.
Czy to tak ma wyglądać? - pomyślałem z goryczą. - Dwójka szczeniaków u władzy, które nie potrafią nawet między sobą się dogadać?
Wróciłem wspomnieniami do naszych rodziców. Roześmiana, biała wilczyca o świecących oczach. Dla każdego potrafiła znaleźć miłe słowo czy dobrą radę. Każdego dnia rozmawiała z kilkunastoma wilkami, chodziła z nimi na polowania, zwiady czy chociażby spożywała posiłek. Swoim ciepłem ogrzałaby wszystkie wilczęta świata...
I ojciec, milczący, poważny samiec. Leczył rannych, odbierał porody... W tym i nasz. Nie żartował sobie z obowiązków, sumiennie je wypełniał, ale w jego sercu nie było obcych ani gości. Była wiedza. I Odalis.
Och, jakże mógłbym zapomnieć o Marchesie. Nasza ciocia, siostra matki. Z rozwagą podejmowała decyzje, ale potrafiła pójść rozerwać się z siostrą.
Czy to właśnie chcę osiągnąć? Siostrę, której potrafiłbym powiedzieć wszystko, nie martwiąc się, że zrobi coś głupiego?
Tak, pomyślałem, ale to niemożliwe. Nie z Fair.

Od Fairlyn

- Fair? Nie masz co robić?
Właśnie szłam z mojej jaskini żeby na coś zapolować. Co Asmin miał do tego?
Jest zły.
To to ja też widzę, odpowiedziałam w myślach.
- Co jest? Już nie można chodzić po terenie watahy? - odparłam szorstko.
Asmin chwile mi się przyglądał, opanowując emocje i chowając je w sobie. Może się różniliśmy, ale w tym byliśmy tacy sami- nie chcieliśmy by ktokolwiek wiedział jak się czujemy.
- Nic - odpowiedział, parodiując moją niedawną wypowiedź.
Westchnęłam w myślach i zdecydowałam, że go tak zostawię. W końcu sama wolałam w ciężkich momentach być sama. Rzuciłam na niego jeszcze raz wzrokiem i na odchodnym rzuciłam zrezygnowana:
- Chcesz iść ze mną coś upolować?
Spojrzał się na mnie i przytaknął cicho.
Pokręciłam głową. Ech. Mimo wszystko był inny. Raczej nie chciał ciągle być samotny... A ja byłam w końcu jego siostrą. Powinnam coś zrobić.
Zagłębiliśmy się w las. Cieni. Nie wiedziałam jak go widział Asmin, ale ja czułam się tu jak w domu. Spokojna. Co prawda szanse na zwierzynę tu znacznie spadały, ale jeśli miałam gdzieś polować, to zazwyczaj wybierałam właśnie to miejsce. Po Asie widziałam, że nie miał nic przeciwko, więc skupiłam się na wyłapywaniu tropów zwierząt.

***


- Beznadzieja - rzuciłam w powietrze.
- Może trzeba było iść do normalnego lasu - mruknął z lekką pretensją.
Tam zapewne byłoby podobnie, wtrącił Share.
Przyznałam mu częściową racje. Tyle, że tutaj, grube, powyginane gałęzie, nawet bez liści, ograniczały ilość śniegu na podłożu. Było strasznie zimno. Nawet z moim całkiem grubym futrem.
Złapałam jedynie średniej wielkości królika, a Asmin jakiegoś kontuzjowanego ptaka.
Ze smętnymi minami wróciliśmy do legowisk. Co prawda ja wyglądałam tak jak zawsze, ale z Asminem zdecydowanie było coś nie tak. I zapewne zastawiał się co ze mną jest nie tak... Ale to nie było to. W połowie drogi odezwał się mój siostrzany instynkt i stanęłam stanowczo przed nim.
- Asmin. Co z tobą?
Odwrócił głowę.


Asmin ;w;

Od Adexioun

- Asmin... - odrzekliśmy. - Nasz Alfa.
- Mogę się z nim spotkać? Chcę tu zostać - powiedziała Nin.
- Pewnie się zgodzi - stwierdziłam.
Zaprowadziłam ją do naszego dowódcy.
Podeszła do niego i zaczęli rozmawiać.
Odeszłam od owych wilków, udając się w stronę Szmaragdowego Jeziora.
Podeszłam do przeźroczystej tafli wody.
Wpatrywałam się w nią przez dłuższy czas.
- Wszędzie cię szukałam! - powiedziała zziajana Nin.
- I jak, zostajesz?
- Zostaję - oznajmiła uroczyście, po czym podeszła do mnie.
Stałyśmy w milczeniu kilka dobrych minut.
- Widzisz coś tam? - zapytała, wpatrując mi się w oczy.
- Gdzie?
- W wodzie.
- A tak, to znaczy nie do końca. Wyobrażam sobie siebie jako szczenię. Z rodziną - powiedziałam nie odrywając wzroku od wody.

Nin, dokończysz?

sobota, 3 stycznia 2015

Profil wilczycy Nariny




Imię: Narina, ksywka Narin
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: wartownik
Partner: nie szuka
Rodzina: brak
Żywioł: eter
Umiejętności: częste wizje (★★★), znajomość języków (★★★), telepatia (★★★), ból psychiczny (★★★), potrafi znaleźć się w czyimś umyśle i przejąć nad nim kontrolę (★★), teleportacja (★★)
Opis: Narina to prawdziwa samotniczka. Nienawidzi mówić, towarzystwa itd. Uwielbia patrzeć godzinami na jedną lub wiele rzeczy, stąd jest wartownikiem. Nienawidzi patrzeć na miłość i sama tego doświadczać, a powodem są zdrady, zwyczajnie się ich boi.

Od Asmina

Zostawiłem Fair, zerkając na nią od czasu do czasu.

*

- Ren? Co ty tu robisz? - zapytałem skrzydlatego wilka.
- Asmin? Ja... Nie powinno cię tu być - odpowiedział smutnym tonem.
- Jak to? O czym ty mówisz?
- Wiesz, że cię lubię... Ba, może nawet kocham jak brata... No właśnie. Moja rodzina, Asmin. Pamiętasz ich? Opuścili Dolinę w dzień... dzień... śmierci moich rodziców - wyjąkał i odwrócił wzrok.
Milczałem, pozwalając mu mówić.
- Nie mogę tu zostać. Miałem sen. Muszę ich znaleźć. Znaleźć rodzeństwo... I rodziców - rzekł pewniejszym głosem.
- Ren... Twoi rodzice nie żyją i nie można ich znaleźć. Widziałeś ciała - powiedziałem cicho.
- Mylisz się! - krzyknął. - Mylisz - dodał spokojniej. - Znajdę ich. Znajdę drogę do Zaświatów.
Przełknąłem ślinę. Mój przyjaciel... Miał mnie opuścić dla niemożliwej misji.
- Ren... Aiko... Zastanów się. Do Zaświatów trafia się po śmierci! - zawołałem rozpaczliwie.
- Nie. Marchesa tam była. I wróciła - rzekł z mocą. - Znasz opowieści. Twój ojciec też tam był. I twoja starsza siostra również. Jak ktoś z taką rodziną może mi mówić, że to niemożliwe?
To obłęd, pomyślałem. Unriva jest związana imieniem z Unrivą, ojciec to potężny szaman, a Marchesa... Marchesa była wskrzeszona przez ojca.
- Proszę, zrób to dla mnie. Zostań. Proszę - wyszeptałem, ale na próżno. Było za późno.
Ren zamachał parę razy skrzydłami, po czym wzbił się w powietrze i odleciał. Na zawsze.

*

Wracałem przygnębiony do Legowisk. Liczyłem na to, że wpadnę na kogoś, kto mnie pocieszy, wyrwie z tego obłędu.
Przeliczyłem się.
- Fair? Nie masz co robić? - warknąłem. Stanowczo zbyt agresywnie.

Fair? Pocieszysz braciszka? :>

Od Fairlyn

Siedziałam w jaskini, naturalnie, zakopana we wszystkie futra, jakie tylko mogły się tu znaleźć. Czułam się beznadziejnie, czyli jak na mnie całkiem nieźle. Patrzyłam się w śnieg, zasypujący świat na zewnątrz. Nie myślałam, a przynajmniej starałam się tego nie robić. I wtedy się odezwał.
Fair? No wreszcie. Nudziłem się.
Share.
Podskoczyłam, ale starając się zachować chłodne opanowanie, odpowiedziałam mu.
- A ty czego chcesz? I dlaczego znów cię słyszę połamańcu?
Ech, jak zawsze miła i uprzejma. Słyszysz mnie, bo albo jesteś chora psychicznie, albo... W sumie nie znam się na psychologii, co ci będę mówił. Lek przestał działać, więc albo ciągle będziesz na miksturkach, albo będziesz mnie znosić, rzucił szyderczym tonem.
Ciągnie swój do swego, co?
Pokręciłam parę razy głową. Nie wiedziałam co robić. Ale jeśli miałam go teraz częściej słyszeć, to wypadałoby się trochę więcej dowiedzieć o tym czym jest.
- Umiesz czytać moje myśli?
Przez chwilę siedział cicho
Tylko niektóre, takie jakie mi udostępniasz.
- A masz własne?
No raczej.
- Możesz przejąć kontrole nad moim ciałem?
Możliwe.
Zaczęłam go wypytywać o różne sprawy, na czym zleciała mi przynajmniej godzina, może dwie. Nie był rozmowny, a odpowiedzi uzyskałam jedynie na pytania go niedotyczące, ale i tak, życie z nim zapowiadało się ciekawie. Tyle że był on podobny do mnie, co zwiastowało częstymi kłótniami.
Przebiegłam wzrokiem po ciemnych, kamiennych ścianach jaskini i zdałam sobie sprawę z absurdu tej całej sytuacji. Rozmawiam z tworem własnego umysłu, który pojawił się w ciemnej, zagazowanej halucynogennymi substancjami jaskini, gdzie próbowałam zabić swoją towarzyszkę. Zaśmiałam się lekko. Potem do mojego umysłu napłynęły wszystkie wspomnienia z tamtych dni. Zaczęłam śmiać się głośniej, wręcz histerycznie, nie mogłam przestać. Czułam jakby Share się na mnie gapił z lekkim uśmiechem.
Powoli wyszłam z jaskini i stanęłam przed nią.
Nagle przede mną  pojawił się Asmin, skupił na mnie wzrok i z niepewnością rzucił:
- Fair?
Moje rozszerzone źrenice i rozbiegany wzrok wróciły do normy, a śmiech powoli zaczął cichnąć. Kiedy uśmiech zupełnie zniknął mi z twarzy. Wróciłam do normy i spojrzałam się na Asmina chłodno. Nie potrafiłam tego wyjaśnić. On to wiedział i spojrzał się mi prosto w oczy. Share jakby przysłuchiwał się wszystkiemu z ciekawością, jakbym była jego obiektem doświadczalnym.
- Fair co się z tobą dzieje?
Westchnęłam.
- Nic.
Asmin~

Od Asmina

Usłyszałem drapanie o śnieg. Chwilę później do mojej jaskini wleciała mała zaspa tegoż zdradzieckiego białego "puchu", a na niej Amera i Kyotoo.
- Podobno wzywałeś mnie - rzekł ten drugi.
Byli cali mokrzy. Woda powoli zamarzała na nich, tworząc sopelki lodu.
- Wpierw ogrzejcie się. Widzę, że musiałem przespać burzę. Kyotoo, będziesz tak łaskawy...?
Wilk odgadł moje myśli i po chwili w jaskini wesoło trzaskał ogień. Poczęstowałem swoich gości jelenim udźcem.
- A więc? - zapytał Kyo. Po brodzie skapywała mu krew roślinożercy.
Kiedy indziej uznałbym samca za bezczelnego, ba! Wyrzuciłbym go z jaskini. Zdążyłem jednak przyzwyczaić się do tego, że wilki za nic mają pozycję i wydaje im się, że to Alfy mogą mówić jak do rodzonego brata. A może to ja się mylę?
- Słyszałem, że ty i Evera zaprzyjaźniliście się nieco...
- I? Co w związku z tym? - przerwał mi lekceważąco.
-  W ciągu ostatnich dni Evera nie opuszcza jaskini - kontynuowałem niezrażony -  żyje w brudzie, odmawia spożywania posiłków. Patrząc na intensywność opadów, pewnie ją doszczętnie zasypało. Chcę, abyś był dla niej wsparciem, pomógł wyjść z dołka psychicznego. Wszystko jasne?
- Tja...
Samiec w dwóch kłapnięciach paszczą dokończył posiłek, wstał, otrzepał się i wyszedł. Amera powoli dźwignęła się na nogi i podążyła jego śladami.
Wodziłem za nią wzrokiem, aż jej ogon zniknął w wyjściu z jaskini. Potem rozejrzałem się po swoim mieszkanku.
Przydałoby się nazbierać drewna, aby podsycić ogień... Ale zaraz... Przecież... wizja...
Muszę sprawdzić, czy to prawda. Wstałem i naraz do moich uszu doszedł szaleńczy śmiech. Wybiegłem z jaskini i wpadłem na Fairlyn.
- Co ty wyrabiasz?! Dobrze się czujesz? - zapytałem, myśląc o ostatniej przygodzie na skrócie do Mrocznych, po czym dodałem ciszej do siebie: - Myślałem, że wszystkie grzybki zasypało...

Kyo? Fair? :>

Od Kyotoo

Poszliśmy z Amerą na polowanie, kiedy nagle rozpętała się burza. Wilczyca zaproponowała, abyśmy udali się do legowisk. Ledwo co ruszyliśmy w ich kierunku, kiedy przed nami ukazała się jakaś czarna postać. Stał lub stała jakieś 200 metrów od nas.

* * *

Nagle znalazłem się zupełnie gdzie indziej. Ale gdzie? Wyglądało to jak kompletne pustkowie. Jałowa ziemia, puste szare niebo, ani jednego drzewa czy nawet źdźbła trawy.
I nagle zauważyłem radosną grupkę szczeniąt skaczącą dookoła mnie. Każde z nich miało białą sierść. Wszystkie były identyczne i… miały puste oczodoły, z których wyciekało coś w rodzaju krwi, ale było w kolorze nocnego nieba.
Radośnie podskakując jednym głosem śpiewały. I tak w kółko. Razem prezentowało się to makabrycznie. Nie pozwalały mi wyjść z ich zataczanego koła. Więc stałem tam i nic nie robiłem. Wpatrywałem się w swoje łapy, które zdawały się być całkowicie mokre od krwi, i słuchałem upiornego śpiewu ślepych szczeniąt. Co tu się w ogóle dzieje?!
Skierowałem wzrok przed siebie i ujrzałem młodego czarnego basiora. W porównaniu do tych tutaj to szczenię wyglądało zupełnie normalnie. Czarna sierść i złote oczy. Siedział daleko ode mnie i ponurym wzrokiem patrzył przed siebie. Tylko wiatr poruszał jego sierścią.
W pewnym momencie odwrócił głowę w moją stronę i zimno spojrzał mi prosto w oczy. Cały czas stałem tam i patrzyłem się na niego. Nie wiedziałem czy mam się cieszyć czy bać. Nadal zastanawiałem się, co ja tu robię.
- Game over – wycedził przez zaciśnięte zęby wpatrując się na mnie jak na mordercę.

* * *

Niespodziewanie wszystko się zmieniło. Widziałem tylko ciemne zachmurzone niebo, a zimne kropelki wody ciągle wpadały mi do oczu. Kształty zaczęły się wyostrzać i nad sobą zobaczyłem głowę wilczycy. Amera!
- Hej, Kyo – zaczęła cicho. – Wszystko…
- W porządku – powiedziałem podrywając się błyskawicznie z ziemi i przerywając jej. – Dzięki – powiedziałem z krętackim uśmiechem.
- Znasz go? – spytała patrząc na postać przed nami.
Przyjrzałem mu się przypominając sobie wszystko. Krótka, kruczoczarna sierść oraz złote ślepia. Przypominał tego szczeniaka, którego widziałem przed chwilą, ale w przeciwieństwie do młodego wilka, ten ma białe znaki pod oczami.
- Nie. To pewnie jakiś obcy – odparłem szybko i nagle basior zaczął się jakoś nienormalnie śmiać.
- Po co tu jesteś? – rzuciłem zimno w stronę nieznajomego.
- Zamknij się, głupi szczylu! – warknął. – Będę rozmawiać tylko z Deltą – powiedział z jakimś nienormalnym uśmiechem i spojrzał na Amerę.
Czyta w myślach?
- A więc powtórzę pytanie – powiedziała wadera. – Po co tu jesteś?
- Czy to nie oczywiste?! – wybuchnął jeszcze większym śmiechem.
Co to za wariat?
- A więc giń – warknęła Amera.
W jednej sekundzie z ziemi wyszły wielkie, grube pnącza, które błyskawicznie oplotły przeciwnika tak, że nie mógł się ruszyć. Owinęły się również wokół gardła. Nagle rozległ się dźwięk łamanych kości i kark wroga został złamany i zmiażdżony. Intruz zginął na miejscu.
- Co on chciał zrobić?
- To…
Nagle pojawiła się Sharvari.
- Kyotoo, Asmin chce żebyś do niego przyszedł.
I pobiegliśmy do jaskini Alfy.

Asmin?

piątek, 2 stycznia 2015

Od Reversa: Jak dołączyłem do Watahy

Przyszedł kolejny, słoneczny dzień. Obudziłem się jak zwykle późno, no bo po co wstawać wcześnie rano, jak nie ma się nic do roboty? Z reguły jestem leniuchem, więc jak wreszcie znajdę sobie jakąś przytulną jaskinię, to czym prędzej kładę się tam spać, a kolejnego dnia budzę się niedługo przed południem.
Jestem typem wędrownika. Codziennie poszukuję nowych przygód, kręcą się w kółko po świecie. Raz znajdę stado jeleni, raz natrafię na zająca. Zdarza mi się też czasem natrafić na jakąś watahę. Z reguły jednak nie zabawiam tam długo. Kiedy już mnie przyjmują, nie czuję się tam komfortowo i po prostu, wykorzystując odpowiednią sytuację (oczywiście w nocy) wymykam się i uciekam. Jednak z tą Watahą było zupełnie inaczej...
Wstając jak zwykle w południe, natknąłem się na ślad... łap. Na pewno nie były moje, to był jakiś obcy zapach. Zdawałoby się, że te wilki, które tu przechodziły, wracały z polowania i nawet mnie nie zauważyły! Postanowiłem podążać tymi śladami.
Po chwili zauważyłem jakieś jaskinie. Zaraz potem wyłoniły się stamtąd dwa wilki. Samica i samiec. Szybko pobiegłem się schować. Słyszałem ich rozmowę:
- Asmin, muszę z tobą o czymś pogadać...
- Yhm?
- Dziś rano, kiedy wracaliśmy z polowań... Natknęliśmy się na wilka, który spał przy wejściu do Jaskini Hayley'a...
- I co z nim zrobiliście?
- No... zostawiliśmy go na razie i postanowiliśmy to uzgodnić z tobą.
- W sumie... to mam pomysł. Teraz go tam już na pewno nie ma, ale dziś wieczorem pójdziemy tam i jeśli go zobaczymy, to muszę z nim pogadać.
Reszty rozmowy już nie słuchałem. Musiałem przemyśleć tę sprawę. Co robić? Iść tam czy nie? Znając samego siebie to na pewno od razu tam usnę...
Dobra, już wiem co robić. Pójdę tam i się z nimi spotkam. Może ta wataha będzie inna? Może uda mi się tu zamieszkać? Jeśli będę czuł zmęczenie, po prostu pobiegam trochę, poćwiczę moce... po prostu postaram się nie zasnąć.
Nadszedł wieczór. Czekałem już w tamtym miejscu, przy jaskini. Przez chwile momentalnie poczułem, że sen już chce mnie przejąć. Od razu pokręciłem łbem. Potem zacząłem wierzgać tylnymi łapami jak koń i biegać w kółko. To na pewno wyglądało dziwacznie.
W pewnym momencie zatrzymałem się i... poczułem się strasznie głupio. Przede mną stała cała tutejsza wataha. Najpierw zrobili takie miny, jakby zobaczyli jakiegoś wściekłego słonia, a potem zaczęli nawzajem na siebie patrzeć z uśmiechem i padać na ziemię ze śmiechu.
Po krótkiej rozmowie z Alfą i głosowaniu wszystkich wilków, zostałem przyjęty do watahy. Wydaję mi się, że tu zostanę. Są tu niesamowite wilki, zarówno basiory jak i wadery. Świetne dusze towarzystwa i dobrzy wojownicy. Kto wie, czy się tu dopasuję? To pokaże czas.

Od Wirvixa

Maskowałem się idealnie w cieniu. Moje futro nie pozwalało oczom Lethiel mnie dojrzeć. Tam gdzie się schowałem nie było nikogo. Byłem tam samotny i smutny. Nikogo. Nikogo. Nikogo. Wróciłem do mojej przybranej matki, ale nie pokazałem się jej. Szedłem tuż obok niej. Wołała mnie. Widziałem jej złość. Złość. Złość. Złość.
- Wirvix?! - Lethiel krzyczała, biegnąc przez las. - Wirvix?! Jesteś tu?
- Tak. - Wyszedłem z cienia.
- Vix. Co... Gdzie... Dlaczego... - wilczyca zaczęła płakać. Starałem się zrobić najsłodszą minę jaką potrafiłem.
- Chodź! Musisz coś zobaczyć. Znaczy kogoś. - Słyszałem o nowych wilkach, ale ich nie widziałem. Drzewa mnie poprowadziły. Wbiegliśmy na małą polanę. Stała tam Rekla.
- Hej!- krzyknąłem. Podbiegliśmy do wilczycy.
- Kim jesteście? - spytała z nieufnością wadera.
- Łowca, Wirvix - powiedziałem z radością
- Opiekun szceniąt, Lethiel.
- Jestem Rekla.
- Oprowadzić cię? - zaoferowałem.
- Może. - Patrzyła na nas gotowa do ataku.
- Lethiel, idziesz z nami? - spytałem się jej. Widziałem jej łzy. Teraz zmieniły się w lód. Wyglądała pięknie na tle zimy.
- Co? - powiedziała zdziwiona.
- Idziesz z nami?

Lethiel? Rekla?

Nowy rok... Statystyki na ten moment

Witajcie! Oto kolejny, "nietypowy" post. W nim chciałabym się zagłębić nieco w statystyki.

Myślę, że obrazek jest dobrze widoczny. A jak nie to kliknijcie. Ale do rzeczy.

Przez cały okres funkcjonowania watahy najliczniej odwiedzano nas w listopadzie 2013. Jak widać na zdjęciu, mieliśmy wtedy dokładnie 9 311 wyświetleń. Myślę, że w Waszą pomocą uda nam się to pobić w 2015, prawda? :>
Najpopularniejszym postem stał się konkurs "Zgadnij, kto to" oraz Wasza ukochana tegoroczna... Wróć, zeszłoroczna "Prezenteria". No, jest jeszcze post Marchesy o Orkusie, ale ja wciąż nie rozumiem, czemu go tak lubicie... Ale do czego zmierzam. Konkursy są organizowane dla Was. Staramy się być oryginalni (My, Rada), ale jak widzicie, trudno być oryginalnym w 2 i pół letniej watasze. Jeśli Wy macie jakiś pomysł na konkurs, coś nowego, szalonego chodzi Wam po głowie, została stworzona do tego zakładka "Wasze sugestie"! Chyba zacznę dawać Punkty za wykorzystane pomysły, może to Was jakoś zachęci.
Mamy 115 wygnanych (nie wiem, czy to dobrze) oraz 24 członków. Ostatnio poznaliśmy Kociaki, które niecnie ukrywały się od czasów Vickey (to bardzo dawno XD). Pewnie mamy więcej takich czyhaczy. Muszę rzec, iż nieco (ale tylko nieco) się rozrośliśmy od czasu, kiedy profil Odalis pojawił się na stronie, a Marchesa była Alfą. Ale wciąż nikt nie napisał 291? postów jak Odalis, więc do roboty!
Zmierzając do sedna sprawy, po prostu chciałam Was pochwalić, bo jestem z Was zadowolona. :D

Alfeł Asmineł

Wygnani

Wygnani:

  • Cobalt
  • Grell
  • Hellio
  • Mariposa
  • Raina
  • Sea
  • Fleo
Ostrzeżenie
  • Ashiteruu
  • Ajax
  • Night
  • Nesso
  • Shante
  • Sharvari
  • Spirit
  • Dusten
  • Xeris
Jeśli czerwone osoby nie napiszą mnie dwóch opowiadań w styczniu, naprawdę się pogniewam i wygnam, chociaż ciężko mi to zrobić.

Alfa Asmin, tym razem zły,
bo Wy na nowy rok takie coś robicie. ;-;

Wyniki konkursu Aktywność!

Rodzeństwo jak zwykle remis, Fair dostaje 4 Punkty.

Z szumiącego boru z jeżami pozdrawia Was Alfa Asmin na szybko, 
bo NIE MA CZASU NA WYJAŚNIENIA!

czwartek, 1 stycznia 2015

Sylwestrowe ogłoszenie!

Hepi Nju Jer!
Naszedł czas wyrzucenia kalendarza. Ludzie świętuję i szczelajo do nieba, postanawiają być piękni i mądrzy, pisać opka, myć zęby, itp.

Dlatego cieszmy się!

Moja radość Waszą radością. Z tego miejsca chciałabym pozdrowić:
- oba Kociaki (mam nadzieję, że to czytacie);
- Fair i jej zapędy mocno... Dobra, dalej;
- Ajaxa i piękne rysunki, porządek i miłą współpracę;
- Dustena za udzielanie się;
- Wirvixa, Kalinę i autobus (wciąż nie ogarniam, o co chodziło ;-;);
- Reversa za niespodziewany suprajs;
- Password, która pojawia się i znika;
- oraz wszystkich innych, którzy weszli na naszego chata wczoraj i dziś.

A oto i twory naszych myszek:

Zacny wonsz-monsz żeczny.

Jaszczomb o głowie gołompa i ciele gołompa.

Podejrzany osobnik, który miał mieć nos kota i wąsy, ale coś nie wyszło.

Słitaśny wilczek.

Oraz ziemniok aka Harry Potter we własnej osobie.

Wszelkie prawa zastrzeżone. © Osoby, które nie rysowały, mogą spróbować zgadnąć w komentarzu, kto jakim kolorem rysował.

Przyznać się, o której poszliście spać? I czy ktoś oprócz mnie nołlajfił do 2 w kalambury? ;-;

Z ciemnego lasu pozdrawia Was Alfa Asmin,
który krzyczy na Fair, żeby nie zachowywała się jak chuligan
i nie celowała fajerwerką w Kociaki.