Poszliśmy z Amerą na polowanie, kiedy nagle rozpętała się burza. Wilczyca zaproponowała, abyśmy udali się do legowisk. Ledwo co ruszyliśmy w ich kierunku, kiedy przed nami ukazała się jakaś czarna postać. Stał lub stała jakieś 200 metrów od nas.
* * *
Nagle znalazłem się zupełnie gdzie indziej. Ale gdzie? Wyglądało to jak kompletne pustkowie. Jałowa ziemia, puste szare niebo, ani jednego drzewa czy nawet źdźbła trawy.
I nagle zauważyłem radosną grupkę szczeniąt skaczącą dookoła mnie. Każde z nich miało białą sierść. Wszystkie były identyczne i… miały puste oczodoły, z których wyciekało coś w rodzaju krwi, ale było w kolorze nocnego nieba.
Radośnie podskakując jednym głosem śpiewały. I tak w kółko. Razem prezentowało się to makabrycznie. Nie pozwalały mi wyjść z ich zataczanego koła. Więc stałem tam i nic nie robiłem. Wpatrywałem się w swoje łapy, które zdawały się być całkowicie mokre od krwi, i słuchałem upiornego śpiewu ślepych szczeniąt. Co tu się w ogóle dzieje?!
Skierowałem wzrok przed siebie i ujrzałem młodego czarnego basiora. W porównaniu do tych tutaj to szczenię wyglądało zupełnie normalnie. Czarna sierść i złote oczy. Siedział daleko ode mnie i ponurym wzrokiem patrzył przed siebie. Tylko wiatr poruszał jego sierścią.
W pewnym momencie odwrócił głowę w moją stronę i zimno spojrzał mi prosto w oczy. Cały czas stałem tam i patrzyłem się na niego. Nie wiedziałem czy mam się cieszyć czy bać. Nadal zastanawiałem się, co ja tu robię.
- Game over – wycedził przez zaciśnięte zęby wpatrując się na mnie jak na mordercę.
* * *
Niespodziewanie wszystko się zmieniło. Widziałem tylko ciemne zachmurzone niebo, a zimne kropelki wody ciągle wpadały mi do oczu. Kształty zaczęły się wyostrzać i nad sobą zobaczyłem głowę wilczycy. Amera!
- Hej, Kyo – zaczęła cicho. – Wszystko…
- W porządku – powiedziałem podrywając się błyskawicznie z ziemi i przerywając jej. – Dzięki – powiedziałem z krętackim uśmiechem.
- Znasz go? – spytała patrząc na postać przed nami.
Przyjrzałem mu się przypominając sobie wszystko. Krótka, kruczoczarna sierść oraz złote ślepia. Przypominał tego szczeniaka, którego widziałem przed chwilą, ale w przeciwieństwie do młodego wilka, ten ma białe znaki pod oczami.
- Nie. To pewnie jakiś obcy – odparłem szybko i nagle basior zaczął się jakoś nienormalnie śmiać.
- Po co tu jesteś? – rzuciłem zimno w stronę nieznajomego.
- Zamknij się, głupi szczylu! – warknął. – Będę rozmawiać tylko z Deltą – powiedział z jakimś nienormalnym uśmiechem i spojrzał na Amerę.
Czyta w myślach?
- A więc powtórzę pytanie – powiedziała wadera. – Po co tu jesteś?
- Czy to nie oczywiste?! – wybuchnął jeszcze większym śmiechem.
Co to za wariat?
- A więc giń – warknęła Amera.
W jednej sekundzie z ziemi wyszły wielkie, grube pnącza, które błyskawicznie oplotły przeciwnika tak, że nie mógł się ruszyć. Owinęły się również wokół gardła. Nagle rozległ się dźwięk łamanych kości i kark wroga został złamany i zmiażdżony. Intruz zginął na miejscu.
- Co on chciał zrobić?
- To…
Nagle pojawiła się Sharvari.
- Kyotoo, Asmin chce żebyś do niego przyszedł.
I pobiegliśmy do jaskini Alfy.
Asmin?