Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kyotoo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kyotoo. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 stycznia 2015

Od Kyotoo

W dniu dzisiejszym uznałem, że dobrze by było odwiedzić Everę. Nie widziałem jej od bardzo długiego czasu, a poza tym Asmin równie dawno prosił mnie, żebym wsparł ją na duchu.
Wyszedłem ze swojej jaskini i „na dzień dobry” w pysk dmuchnął mi zimny wiatr. Nie byłem z tego powodu zbytnio zadowolony, bo jak można się domyślić niebyt lubię takie klimaty. Ale co poradzić? Taka pora roku. Trawa było pokryta gęstą szadzą i tak utrzymuje się przez cały dzień. Spojrzałem w niebo chcąc ocenić stan pogodny, ale znalazłem tam tylko gęste chmury. Mam nadzieję, że nie będzie padać.
Miałem już ruszyć w kierunku jaskini Every, kiedy doszedłem do wniosku, że nie mam pojęcia gdzie ona jest. Nigdy nie byłem u tej wadery i rozmawialiśmy ze sobą tak naprawdę tylko raz. Przeanalizowałem kilka faktów. Ale w zupełności wystarczył jeden – wilczyca należy do powietrznych. Jej jaskinia musi być położona gdzieś wysoko.
Moja znajduje wyjątkowo nisko, więc trzeba będzie się trochę wspiąć. Westchnąłem (miałem dziś wyjątkowego lenia) i rozpocząłem drogę na górę.

* * *

Po drodze przez cały czas zastanawiałem się nad ostatnimi wydarzeniami. Zastanawiam się nadal czy to, co wtedy widziałem było czymś w rodzaju wizji. Dlaczego tamten basior nie zaatakował, kiedy owa „wizja” – o ile faktycznie nią było – trwała oraz co takiego on chciał zrobić, że tak szybko i dosyć brutalnie zginął. Stawiam na jakiś zamach na Alfę czy coś w tym stylu.
Po dojściu na sam szczyt oraz sprawdzeniu już każdej jaskini* została mi tylko jedna – wyjątkowo zaniedbana. Wcześniej nigdzie nie zastałem Every, co najwyżej inne wilki należące do watahy. Wytworzyłem malutki bicz z płomieni, żeby oświetlić wnętrze jamy. Zaskoczył mnie fakt, iż do tego miejsca na chwilę obecną nie docierał nawet najmniejszy promyk światła. W najciemniejszym kącie dostrzegłem skuloną postać. Była cała czarna, okryta ogromnymi skrzydłami. Jakoś tak to mi wystarczyło, by rozpoznać w niej Everę. Postawiłem pierwsze niepewne kroki do groty. Wilczyca w ogóle nie reagowała ani na światło rzucane przez ogień ani na moje kroki. W ogóle się nie ruszała. Kiedy stałem już centralnie nad nią zauważyłem, że śpi. Ale tyle czasu nikt jej nie widział… Czy aby na pewno tylko śpi. Dla pewności, że żyje delikatnie przystawiłem łapę do jej pyska.
Poczułem lekki podmuch ciepłego powietrza, co oznacza, że żyje i oddycha. Tyle dobrze. Jednakże po dokładniejszemu przyjrzeniu się wilczyca zauważyłem, jak bardzo jest wychudzona. Ogólnie nie wyglądała za dobrze. Odszedłem kawałek od niej i przysiadłem pod ścianą. Poczekam aż się obudzi.

Evera? C:

*[Dopisek Autora] Spokojnie, nie łaziłem wam po jaskiniach XD

sobota, 3 stycznia 2015

Od Kyotoo

Poszliśmy z Amerą na polowanie, kiedy nagle rozpętała się burza. Wilczyca zaproponowała, abyśmy udali się do legowisk. Ledwo co ruszyliśmy w ich kierunku, kiedy przed nami ukazała się jakaś czarna postać. Stał lub stała jakieś 200 metrów od nas.

* * *

Nagle znalazłem się zupełnie gdzie indziej. Ale gdzie? Wyglądało to jak kompletne pustkowie. Jałowa ziemia, puste szare niebo, ani jednego drzewa czy nawet źdźbła trawy.
I nagle zauważyłem radosną grupkę szczeniąt skaczącą dookoła mnie. Każde z nich miało białą sierść. Wszystkie były identyczne i… miały puste oczodoły, z których wyciekało coś w rodzaju krwi, ale było w kolorze nocnego nieba.
Radośnie podskakując jednym głosem śpiewały. I tak w kółko. Razem prezentowało się to makabrycznie. Nie pozwalały mi wyjść z ich zataczanego koła. Więc stałem tam i nic nie robiłem. Wpatrywałem się w swoje łapy, które zdawały się być całkowicie mokre od krwi, i słuchałem upiornego śpiewu ślepych szczeniąt. Co tu się w ogóle dzieje?!
Skierowałem wzrok przed siebie i ujrzałem młodego czarnego basiora. W porównaniu do tych tutaj to szczenię wyglądało zupełnie normalnie. Czarna sierść i złote oczy. Siedział daleko ode mnie i ponurym wzrokiem patrzył przed siebie. Tylko wiatr poruszał jego sierścią.
W pewnym momencie odwrócił głowę w moją stronę i zimno spojrzał mi prosto w oczy. Cały czas stałem tam i patrzyłem się na niego. Nie wiedziałem czy mam się cieszyć czy bać. Nadal zastanawiałem się, co ja tu robię.
- Game over – wycedził przez zaciśnięte zęby wpatrując się na mnie jak na mordercę.

* * *

Niespodziewanie wszystko się zmieniło. Widziałem tylko ciemne zachmurzone niebo, a zimne kropelki wody ciągle wpadały mi do oczu. Kształty zaczęły się wyostrzać i nad sobą zobaczyłem głowę wilczycy. Amera!
- Hej, Kyo – zaczęła cicho. – Wszystko…
- W porządku – powiedziałem podrywając się błyskawicznie z ziemi i przerywając jej. – Dzięki – powiedziałem z krętackim uśmiechem.
- Znasz go? – spytała patrząc na postać przed nami.
Przyjrzałem mu się przypominając sobie wszystko. Krótka, kruczoczarna sierść oraz złote ślepia. Przypominał tego szczeniaka, którego widziałem przed chwilą, ale w przeciwieństwie do młodego wilka, ten ma białe znaki pod oczami.
- Nie. To pewnie jakiś obcy – odparłem szybko i nagle basior zaczął się jakoś nienormalnie śmiać.
- Po co tu jesteś? – rzuciłem zimno w stronę nieznajomego.
- Zamknij się, głupi szczylu! – warknął. – Będę rozmawiać tylko z Deltą – powiedział z jakimś nienormalnym uśmiechem i spojrzał na Amerę.
Czyta w myślach?
- A więc powtórzę pytanie – powiedziała wadera. – Po co tu jesteś?
- Czy to nie oczywiste?! – wybuchnął jeszcze większym śmiechem.
Co to za wariat?
- A więc giń – warknęła Amera.
W jednej sekundzie z ziemi wyszły wielkie, grube pnącza, które błyskawicznie oplotły przeciwnika tak, że nie mógł się ruszyć. Owinęły się również wokół gardła. Nagle rozległ się dźwięk łamanych kości i kark wroga został złamany i zmiażdżony. Intruz zginął na miejscu.
- Co on chciał zrobić?
- To…
Nagle pojawiła się Sharvari.
- Kyotoo, Asmin chce żebyś do niego przyszedł.
I pobiegliśmy do jaskini Alfy.

Asmin?

niedziela, 14 grudnia 2014

Od Kyotoo

- Ej, wy! - zawołał ktoś w naszą stronę. Wstałem podobnie jak Evera i patrzeliśmy na wilka. Nawet nie wiem, kto to (znam tylko z widzenia). - Wracamy do Doliny!
Patrzeliśmy na niego zdumieni tym, co właśnie do nas powiedział. Nastała długa cisza. Czy to naprawdę już koniec?
- Wojna skończona! – dodał po chwili i odbiegł, zapewne powiadomić także innych.
Uśmiech sam mi wpłynął na pysk. Wygraliśmy i żyjemy. Spojrzałem na waderę obok siebie i zaraz także ona skierowała na mnie wzrok.
- Wygląda na to, że wracamy – powiedziała równie szczęśliwa, co ja.
- Tak – odparłem przyjacielsko. – Na to wygląda. Chodź!
W jednej chwili rzuciłem się do biegu i pobiegliśmy na miejsce spotkania.

* * *

Chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie cieszyłem się samym powrotem. Przechadzałem się po całej Dolinie i zatrzymywałem się w każdym charakterystycznym miejscu, przy którym spędzałem dobre kilka godzin. Nie zwracałem uwagi na nic, co w normalnych okolicznościach doprowadzałoby mnie do szału. Byłem miły dla każdego z kim się mijałem lub po prostu się nie odzywałem.
Po jakimś czasie trafiłem na niewielką polanę. Wiatr przeczesywał moją sierść. Powietrze było bardzo chłodne, ale gruba sierść była dla mnie bardzo pomocna w obecnym stanie pogody. Śniegu przybywało z każdą chwilą. Właśnie to najbardziej lubię w zimie. To chyba najbardziej charakterystyczna pora roku.
Szybko dotarło do mnie, że nie jestem tu sam. Czułem znajomy zapach. Jestem pewny, że to jakaś wilczyca z Doliny. Nagle z trawy wyłoniła się jej głowa. Jeśli dobrze widzę to siedziała tam Delta Amera.
Nie wiedziałem czy się odezwać czy nie. Przejść obok? Nigdy wcześniej z nią nie rozmawiałem.
Ostatecznie to ona pierwsza się odezwała…

Amera? Evera?
Sorry, że takie słabe coś wyszło, ale nie miałem czasu. ;-;

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Od Kyotoo

Zderzenie po nieudanym polowaniu równie bolało co denerwowało. Wilczyca, którą znam zaledwie z widzenia, jakby spadła z nieba. Właściwie to widziałem ją na niebie, ale wyglądała jak czarny kruk z mojego punktu widzenia. Jej czarna sierść, żółte oczy i wielkie krucze skrzydła tworzyły ciekawą całość. O ile dobrze pamiętam (a nie mam głowy do imion) wadera nazywa się Evera.
Wstałem z ziemi i spojrzałem jej prosto w oczy. Ona również się podniosła i spojrzała na mnie. Nie ukrywam, że byłem bardzo ciekawy jej reakcji i wyczekiwałem jej bez słowa. Jednak wyglądało to tak, jakby i ona czekała, aż ja zacznę. Trwało to dłuższe dwie minuty, aż w końcu skierowałem wzrok gdzieś na bok.
- Okay… - powiedziałem w końcu obojętnie. – Wygrałaś.
- Wygrałam? Niby w czym? – Wydawała się być rozbawiona, a przez te dwie minuty doszedłem do wniosku, że raczej jest przyjaźnie nastawiona.
- Sam nie wiem. Jakoś tak palnąłem. – Przekrzywiłem łeb patrząc na niebo. - Nie wiem jak tobie, ale mnie się tu nudzi. Może chciałabyś się gdzieś przejść? – zaproponowałem z uśmiechem na pysku. – No wiesz… Trwa wojna, w której bierzemy udział. Trzeba się czasem trochę wyluzować – rzuciłem w jej stroną z szarmanckim uśmiechem.

Evera? C;

Dopisek Autora: Kyoteł potrafi też być miły. XD

niedziela, 16 listopada 2014

Od Kyotoo

Chwilowo jest spokojnie, ale jak wszyscy wiemy, ten spokój jest tylko przelotny. Zaraz znów poleje się krew. Wilki będą umierać. Ziemia zmieni barwę; od wyładowań elektrycznych i ognia wyjałowieje. A gdy niebo ponownie pokryje czerń, to wszystko zostanie tylko ukryte przed naszym wzrokiem… Tak jak śnieg robi to z ziemią.
Pytanie brzmi… Dlaczego takie rzeczy wprawiają mnie w radość?

 * * *

Siedziałem w odosobnieniu. Chciałem znów zobaczyć jałową ziemię wokół siebie. Dlaczego? Nie wiem… Jak każdy z nas z pola bitwy wyszedłem z ranami. Te większe jeszcze chwilami krwawiły. Ale nie ma co się przejmować. Takie są skutki wojny. Sam chciałem.
Uśmiech mimowolnie pojawił się na moim pysku. Chciałem wiedzieć jak to wszystko się jeszcze potoczy. A poza tym, ciekaw jestem jak tam Asmin. Po ostatniej bitwie rzadko kiedy się go widuje.
Słyszałem tylko, że jest teraz z Fairlyn.
Tak sobie siedząc zacząłem wspominać walki. Udusiłem może dwóch biczem podpalając im gardła. Szkoda tylko, że tak mało… Inni na pewno pokonali o wiele więcej Pioruniastych. Zresztą każdy z nas wrócił z ogromnymi ranami.
Przy następnej bitwie się odegram. Wygramy kolejną bitwę. Mam taką szczerą nadzieję.

[Dopisek Autora] Wiem, strasznie krótko i głupio, ale poczekam na kolejną bitwię. C:

poniedziałek, 15 września 2014

Od Kyotoo

Szliśmy gdzieś, ale nie zwracałem uwagi na to gdzie. Co ma być to będzie, tak? Szedłem i rozglądałem się jednocześnie, kilka razy omal się nie przewracając. Asmin w ogóle się nie odzywał, więc ja też nie poruszałem żadnego tematu. Przesadziłem? Możliwe. Może później mu przejdzie. W końcu zauważyłem pod drzewem jakiegoś czarnego samca o kruczych skrzydłach. Leżał tam nieprzytomny, skąpany we własnej krwi.
- A to kto? – spytałem jakby obojętnie.
Alfa zatrzymał się i chyba czekał na to, że coś do tego pytania dodam, wiec skinąłem głową w stronę basiora pod drzewem. Asmin od razu pobiegł w jego stronę, więc instynktownie pobiegłem za nim. Bardzo szybko znaleźliśmy się przy rannym. Anspeire przysiadł przy nieprzytomnym. Spojrzałem pytająco na Asmina.
- To Gamma w naszej watasze – zwrócił się do mnie już o wiele spokojniej, ale był widocznie zaniepokojony stanem skrzydlatego.
- Mhm – mruknąłem w odpowiedzi i spojrzałem gdzieś w dal stojąc sobie z tyłu i czekając.
- Ren? – zaczął. – Ren, słyszysz mnie?
Czarny nie odpowiadał i chyba był młodszy nawet ode mnie i Alfy.
Asmin powiedział coś do mnie, ale akurat nie słuchałem.
- Co? – spytałem prosząc w ten sposób, żeby powtórzył.
- Musimy go zabrać do Radioactive’a – powiedział już z powagą.
- Zgaduję, że to jakiś medyk?
- Najwyższy szaman – powiedział i zaraz po tym westchnął. – Pomóż mi go przenieść.
Dopiero teraz zauważyłem, że kiedy basior sprawdzał stan rannego ja wyjałowiłem nieco większy kawałek ziemi. Czasem zapominam o kontroli nad tym. Razem z Asminem podnieśliśmy Rena i pobiegliśmy do tego Najwyższego Szamana.

Asmin?
Co dalej, bo nie mam pomysłu? XD

czwartek, 11 września 2014

Od Kyotoo

Byłem w wodzie… A przynajmniej tak mi się na wyczucie wydawało. Opadałem na dno? Płynąłem? Wynurzałem się? Nie wiem… Po prostu nagle byłem w wodzie. Wszędzie jakieś niewyraźne kształty. Chociaż właściwie to nie mogę nazwać tego żadnym kształtem. Było zimno. Robiło się coraz ciemniej i widziałem już tylko jedno małe światełko gdzieś na górze. Wygląda na to, że jednak tonąłem. Ostatkiem sił uśmiechnąłem się pogardliwie, kiedy zauważyłem, że ktoś do mnie podpływa i wyciąga na górę. Zaraz po tym wynurzyliśmy się i leżałem plackiem na mokrej ode mnie ziemi. Wykaszlałem trochę wody i tylko przekręciłem się, żeby chociaż spróbować wstać. Rozejrzałem się do koła, ale nie było nikogo innego. Nie mam pojęcia, kto tak naprawdę wyciągnął mnie z wody. Jednak w oddali zauważyłem zbliżający się kształt, który wyglądem przypominał wilka.
Obraz jeszcze dosyć mocno mi się rozmazywał, więc nie wiem jak dokładnie wygląda wilk, który teraz już stał tuż przede mną. Nie chciało mi się podnosić głowy, bo z samego tego jak przed mną stał wnioskuję, że nie jest moim przyjacielem. Zdaje się, że miał białą sierść, a łapy umazane krwią.
- Miałeś się tu utopić… - powiedział basior z rozczarowaniem w głosie.
- Wygląda na to, że twoje marzenie s-się nie spełniło – wycharczałem złośliwie, żeby tylko go zdenerwować.
- Phy – parsknął z pogardą i się odwrócił. – Wiesz ty co? Idź spać i się nie budź – powiedział i zaczął odchodzić.
- Już się śpieszę – warknąłem.
Zaraz po tym dostałem czymś twardym w głowę. Nie wiem czym. Od razu wszystko zgasło…

* * *

Obudziłem się w jakichś ruinach… Chyba. Było bardzo ciemno wilgotno, ale odnoszę wrażenie, że jestem w podziemiach. Tak mi mówi intuicja. Tutaj, chociaż w ciemności to podłoga, ściany i sufit wyglądają na nienaruszone. Choć pozostaje mi tylko jedna kwestia… Nie pamiętam bym zapuszczał się w jakieś takie miejsce.
Wstałem i od razu przypomniało mi się to dziwne podtopienie. Ale ponieważ czuję się wyśmienicie i nawet głowa mnie nie boli, a po tym uderzeniu powinna stwierdzam, że to całe zdarzenie musiało być tylko jakimś głupim snem.
Rozejrzałem się dokładnie po pomieszczeniu i dopiero teraz zauważyłem światło wpadające tu przez tunel prowadzący na górę. Wybiegłem na zewnątrz i moim oczom ukazały się wielkie ruiny. Zburzone kolumny, popękany, rozbity dziedziniec, zburzone mury i cała masa gruzu, która kiedyś musiała być sufitem. Cudo! Podszedłem do jednej ze ścian, która była bardzo bliska jeszcze większemu rozkruszeniu się. Wyglądała tak jakby miała się zaraz zwalić i tak też się stało. Cofnąłem się instynktownie, kiedy jej kawałki z głośnym hukiem uderzyły o ziemię. W powietrze wzniosła się chmura kurzu i pyłu. To wszystko jednak było kilkanaście centymetrów ode mnie, więc niedaleko.
Tylko odwróciłem się by sprawdzić czy nadal jestem sam i z tego co widzę już kogoś tu przywiało. Był to basior wyglądający a kogoś w moim wieku o szarej sierści i długiej grzywce na bok.
- A ty to kto? – rzuciłem bezczelnie ni z gruchy ni z pietruchy do wilka.
- To moja kwestia – odpowiedział, ale sam ni wiem czy się denerwował czy nie.
- Może tak… - zacząłem go drażnić. – A może nie?
Widziałem, że powoli coś go już wkurzać zaczyna, czym ja byłem zadowolony i chciałem, żeby o tym wiedział. A to jeszcze bardziej podnosiło mu ciśnienie.
- Powinieneś wiedzieć, że rozmawiasz z Alfą – wycedził przez zęby. – Możemy się dogadać o ile się uspokoisz – zaproponował, choć mnie to ni przekonywało.
- Wybacz, ale jestem ciekaw czy zasługujesz na swoją pozycję – odparłem wrednie z prowokacyjnym uśmieszkiem.
- Czy z tobą da się jakoś dogadać? – Było to pytanie retoryczne zadane przez bardzo zdenerwowanego basiora. – A skoro jesteś na moich terenach to może chociaż podasz swoje imię?
- Jeśli tak bardzo ci zależy. Jestem Kyotoo Himitsu.

Asmin? ^^
Wiem, cham ze mnie. XD

niedziela, 7 września 2014

Profil wilka Kyotoo


Imię: Kyotoo
Przydomek: Himitsu
Płeć: samiec
Wiek: 1 rok.
Zawód: wojownik
Partner: Nie szuka. Nie wierzy w coś takiego jak prawdziwa miłość czy tym podobne.
Rodzina:
~ Ojciec Ukaiami (w innej watasze)
~ Matka Ai (martwa)
~ Starsze siostry Uta i Kou (skrytobójczynie)
Żywioł: ogień, eter
Umiejętności:
~ Siła (★★★).
~ Świetna kondycja (★★★).
~ Wytrzymałość (★★★).
~ Ognisty bicz (★★★★).
~ Przez jego spojrzenie usychają rośliny, ziemia jałowieje, a wilki i inne zwierzęta czują się przy nim nieswojo (trzeba do tego przywyknąć; umiejętność kontrolowana) (★★)
~ Telepatia (★★★)
~ Wizje (★★★)
~ Znajomość języków (★★★)
~ Zadawanie bólu psychicznego (★★★)
~ Iluzja (★★)
~ Rozdzieranie duszy (★★)
Opis: Historia Kyotoo pozostaje jego tajemnicą na zawsze. Nie lubi mówić o sobie. Nienawidzi wspominek o rodzinie. Ogólnie wilki bardzo, bardzo mało o nim wiedzą. A ponieważ jest nieufny to i tajemniczy. Przebiegły i arogancki, chętnie „kopie leżącego”. Nie przejmuje się tym, co inni o nim myślą i martwi się głównie o samego siebie. Oczywiście, jeżeli naprawdę mu zależy i się postara jest miły. U niego Alfa, Bety, Gammy i Delty aby zdobyć u niego szacunek muszą mu pokazać, że nie bez powodu mają tak wysoką pozycję. Denerwująca jest tu niego porywczość i nadmierna szczerość (szczerość tylko do tych, których już zna). W stosunku do nieznajomych jest przesadnie agresywny i nie można liczyć na żadne prawdziwe słowo czy jakąkolwiek życzliwość. W takiej sytuacji do podania imienia trzeba go zwyczajnie przymusić, a nie jest to proste. Czasem stara się być poważny, ale nie zawsze mu to wychodzi. Zawsze miły jest tylko dla tych, których lubi, przyjaźni się itp., ale przyjaźni się tylko z tymi, którzy zdobyli jego szacunek. Czasem wyraża się o sobie w sposób narcystyczny, ale to bardzo, bardzo rzadko. Pomimo tego, że nie wierzy w miłość potrzebuje towarzystwa i jak już musi to pokaże się oczywiście z jak najlepszej strony. Choć do końca narcyzem nie jest, to ma wysokie mniemanie o sobie i przez to prawie zawsze lekceważy przeciwnika. Wracając do charakteru Himitsu jest też okropnie sarkastyczny, przerywa innym w połowie zdania i wyjątkowo dużo mówi. Nie obraża się dużo, ale jak już tak się stanie to raz a dobrze. Jak „strzeli focha” na kogoś to do końca życia będzie danej osoby nienawidził, a u niego lepiej tego unikać.
Punkty: 39