Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

poniedziałek, 30 września 2013

Wyniki konkursu Aktywność

Po raz pierwszy z zaciekłej walki o pierwsze miejsce, rywalizacji (niekoniecznie uczciwej ;3) Ashiraii kontra Odalis, wybił się ktoś inny.

Powitajmy gorącymi brawami Exaliosa z przeważającą liczbą 27 postów, podczas gdy jego przeciwnicy (czyt. śmiertelni wrogowie) balansowali przy liczbie około 11.
Tym razem trofeum (marne 4 Punkty) lądują do Najwyższego, ale czy na pewno? Czy w kolejnym miesiącu znów powali swoich rywali, zgniecie ich, zmiażdży i zniszczy?

Na te pytania (nie)odpowie Wam Beta Odalis
która pozdrawiając wszystkich kątem oka ogląda krwawą słodziutką zabawę szczeniaczków.

Profil wilczycy Ori


Imię: Ori (pełne imię brzmi Oriana)
Płeć: samica
Wiek: 1 rok
Zawód: wojownik
Partner: szuka
Rodzina: wszyscy zginęli zaatakowani przez wrogie wilki (rodzice i dwie siostry)
Żywioł: energia
Umiejętności: pocisk energii (do 10 metrów), stalowe szczęki
Opis: Ori nie ma zbyt dobrej pamięci, zapomina co robiła 5 minut temu, mimo to bardzo dobrze pamięta chwile ze swojego dzieciństwa. Jest miłym i sympatycznym wilkiem, jednak bardzo szybko się denerwuje. Są dni, gdy jej ciało nie słucha mózgu i wtedy jest zdolna do wszystkiego .Uwielbia bawić się swoją umiejętnością. Musi tylko tupnąć nogą, a wilka, którego wybrała w ciągu kilku sekund kopnie prąd. Na raz może użyć czterech pocisków (dwoma łapami tupnie dwa pociski, trzema trzy, podskok cztery, no chyba proste). Jest bardzo ciekawska i uwielbia śledzić inne wilki. Dzięki swej szczupłej budowie ciała i brązowej sierści jest niezauważalna w gęstym lesie. Może chodzić za tobą cały dzień, żeby dowiedzieć się jednej małej rzeczy. Jest sprytna i potrafi wymyślić jakikolwiek plan na poczekaniu. Możesz zdradzić jej największy sekret, bo zanim zdąży komukolwiek o nim powiedzieć, zapomni.Wie to i owo o ziołach, jednak jej siostry mówiły, że na szamana się nie nadaje, więc zrezygnowała. Jej rodzina zmarła, gdy miała około pół roku i od tamtej chwili wie, co to znaczy być samotnym.

Profil wilczycy Blizny

Imię: Blizna
Przydomek: Gemini
Płeć: samica
Wiek: rok
Zawód: wojowniczka
Partner: bardzo szuka
Rodzina: matka Sara i ojciec Mon, siostry Diana i Mona (siostry jej nie pamiętają)
Żywioł: eter
Umiejętności: gdy jest wściekła, wszystkie rośliny wokół (1 metr) giną, gdy się uspokoi, to wszystko wraca do życia, teleportacja, latanie bez skrzydeł
Opis: Dwa miesiące po narodzinach do watahy wdarł się szpieg z Watahy Mroku, lecz matka pozostawiła jej medalion, w którym napisała że jest jej matką i ma rodzeństwo Dianę i Monę. Wilk Watahy Mroku porwał ją, bo posiadam potężną moc, którą chciał przywódca Watahy Mroku, ale musiał wychowywać ją, bo byłam zbyt mała, żeby pobrał z niej moc w wieku pół roku. Udało jej się uciec z watahy. Błąkała się po świecie, szukając sióstr i rodziców. Jako jedynej nie wymazano jej imienia Mony z pamięci.
Data urodzenia: 29 września

Od Exaliosa

Zbierałem zioła i z przygnębieniem rozmyślałem, jak źle postąpiliśmy.
Minął Dzień Szamanów, a my z Radio nic nie zrobiliśmy.
Nic.
Jutro są urodziny nowej zielarki, słyszałem, jak rozmawiała z innymi w Jaskini Szamanów. W takim razie dam jej dzień wolnego, niech się zaaklimatyzuje w watasze.
Nic. Zupełnie nic.
Machnąłem łbem. Wszyscy biorą mnie za opanowanego wilka... Nie wiedzą, co się dzieje w środku. Walka o pierwszeństwo, która myśl dorwie się sterów i zapanuje nad moim umysłem. Można by oszaleć.
Nic. Kompletnie nic.
Wziąłem głęboki wdech i znów spokój zawładnął. Zerknąłem na krzaki. Ktoś mnie obserwował. Udałem, że go nie widzę.
- Nie masz co udawać - odezwały się naraz dwa głosy. Jeden troszkę nieśmiały, drugi pewniejszy.
Pokręciłem głową.
- Pokażcie się - rzekłem.
Nikt nie wyszedł z zarośli.
- Chyba nie boicie się mnie, samego? Jestem bezbronny, a was jest nie wiadomo ile.
Ostrożnie zza liście wyszły dwie wilczyca. Jedna starsza, druga młodsza, ale wcale nie było do siebie podobne.
- Kim jesteście - zapytałem.
Mniejsza spojrzała na większą nieufnie, ale tamta wolno kiwnęła głową.
- Jestem Shante z Mrocznych Snów, a to moja towarzyszka, Ayline. Spotkałyśmy się po drodze i postanowiłyśmy podróżować razem.
- Ja zwę się Exalios i mieszkam w Magicznej Dolinie, na której terenie właśnie jesteście.
Ayline zabłysły oczy.
- Czy... Czy mogłybyśmy dołączyć? - szepnęła cicho.
- O tym zadecyduje Alfa. Zaprowadzę was.

piątek, 27 września 2013

Profil wilczycy Shante


Imię: Shante
Przydomek: z Mrocznych Snów
Płeć: samica
Wiek: 3 lata
Zawód: wojownik
Partner: szuka
Rodzina: Gdy Shante miała około roku, przyjechali kłusownicy i schwycili jej matkę. Ojciec zginął, bo próbował ocalić rodzinę. Shante ma jeszcze brata, ale go nie pamięta, bo gdy była mała, wyruszył on w świat. Adoptowała Wolpy'ego oraz Flonesa.
Żywioł: eter
Umiejętności: telepatia (★★★), częste wizje (★★★), znajomość języków i ich sposobu zapisania (★★★), zadawanie bólu psychicznego (★★★), przywoływanie istot nadnaturalnych (★★), kula obronna (★★)
Opis: Jak wspomniano Shante jest sierotą. Gdy tylko straciła rodzinę, postanowiła wyruszyć w świat, aby zacząć "nowe życie". Zajęło jej to wiele lat, aby znaleźć nowe miejsce, aż w końcu natknęła się na jakąś watahę (tak, właśnie tą). Postanowiła tam zostać na stałe. Shante jest świetną wojowniczką i myśliwym, bo przeżyła tyle lat od czasu zgonu rodziców. Kiedyś podczas podróży udało jej się zdobyć szacunek smoka. Jest odważna, nieśmiała, mądra i piękna. Liczy, że tu będzie jej nowy dom.
Punkty: 42,5

Profil wilczycy Ayline


Imię: Ayline
Płeć: samica
Wiek: 1 rok
Zawód: wojownik
Partner: nie szuka
Rodzina: brak
Żywioł: ziemia
Umiejętności: szybkość, przewidywanie ruchów przeciwnika, siła
Opis: Jest przyjacielska i miła, łatwo nawiązuje przyjaźnie. Jest dość nieśmiała w stosunku do starszych wilków, lecz gdy się zdenerwuje, potrafi być bardzo agresywna.
Punkty: 6

Od Exaliosa

Szliśmy w milczeniu.
- Zapomnieliśmy się sobie przedstawić. Jestem Via Safiris, a ty? - zapytała wilczyca.
- Ja jestem Exalios... Najwyższy Szaman w watasze - szybko dodałem.
- Naprawdę? Zawsze chciałam być zielarką - westchnęła samica.
- No i będziesz.
- Jak to? - zdziwiła się.
- Zaimponowałaś mi zabijając Demona. Uczenie cię to będzie prawdziwy zaszczyt.
- Gdzie tam... Jestem zwyczajna wilczycą, nic więcej - skromnie zaprzeczyła.
- Masz potencjał.
W tym momencie dotarliśmy do wysuszonej Doliny. Do Legowisk było blisko. Shiru już nas wypatrzył i zawołał Odalis, bo Marchesa wciąż nie była do końca na siłach.
- Odalis, to jest Via Safiris, wilczyca, która pokonała Demona - przedstawiłem Vię.
- Witaj Vio. Ja jestem Beta Odalis, zapewne Exalios już ci mówił. Czy zechciałabyś wybrać sobie jaskinię? Mamy kilka wolnych. Potem możesz poprosić kogoś żeby cię oprowadził. Możesz mnie znaleźć w tej jaskini - Beta ruchem łba wskazała naszą rodzinną jaskinię - a Exaliosa w tej - pokazała Jaskinię Szamanów.
Via pokiwała głową i oddaliła się wybrać jaskinię. Ja wszedłem do Jaskini Szamanów.
- Exalios? To ty?
- Tak, Radio. Gdzie zielarki? - zapytałem szamana.
- Zbierają ziółka. Robimy eliksiry odżywcze, żeby jakoś to utrzymać.
- Bardzo dobrze. Zaraz wracam.
Zagłębiłem się w część, gdzie tylko ja chodziłem. To tam były zanoszone nie przetłumaczone księgi, niezbadane zioła, rzadkie składniki.
Przez szparę zajrzało niebieskie oko. Przyjrzałem mu się i powiedziałem:
- Co jest, Isanis?
- Co jest z Unrivą? Czemu nic mi nie mówisz?
- Ech... Unrivy nie ma. Powinnaś się z tym pogodzić.
- Dzięki za słowa wsparcia.
- Słuchaj, tylko ty nie uważasz jej za seryjnego mordercę!
Nagle przypomniało mi się, jak Odalis z zachwytem opowiadała o Unrivie i ich przyjaźni. Tak samo błyszczały jej oczy... Ale Unriva i Isanis to siostry, pomyślałem. No właśnie, skoro siostry, to więź większa silniejsza? Mała Un nigdy nie uważała Isanis za siostrę... Nie uważała siebie za Anspierie'a. A co dopiero za jakiegoś Rudarciste'a, upadającego rodu? Nie, nie mogę tak myśleć.

czwartek, 26 września 2013

Od Exaliosa

- Obawiam się, że od początku moje "diagnozy" były błędne. Chyba opętało cię coś gorszego niż pół-demon czy wilk praktykujące tę sztukę od niedawna... Coś niezwykle mądrego, jeśli potrafiło przybrać taką formę bym pomylił się aż tak... - rzekłem.
Spojrzała na mnie z przerażeniem.
- Co... - szepnęła.
- Dowiem się - odparłem wymijająco, ominąłem Ashiraii i zagłębiłem się w las.
Po paru minutach teleportowałem się na Harwene. Nie chciałem, żeby ktoś widział, gdzie idę.
- Grape - powiedziałem donośnym głosem.
- Jestem - wychrypiał mój brat.
O dziwo, nie zaszedł mnie od tyłu. Ostrożnie stawiając łapy wyszedł mi znad przeciwka.
- Wybadałeś, gdzie jest ten tajemniczy wilk? - zapytałem wilka.
Wilk Cienia
- Tak. Kręci się przy Lesie Cieni. Widzisz tamtą sylwetkę - ruchem głowy wskazał mi kierunek. Wytężyłem wzrok, a gdy dostrzegłem wspomnianą postać, pokiwałem głową. - Nawet specjalnie się nie kryje. Teleportujesz się do niego i raz dwa.
- Jesteś pewien, że to zwyczajny samiec?
Grape energicznie pokiwał głową, choć w jego oczach widziałem niepewność. Postanowiłem mu zaufać i teleportowałem się w wskazane miejsce.
Coś poszło nie tak. Obcy zareagował tak, jakby się mnie spodziewał. Powalił mnie na ziemię, a gdy próbowałem się wyrwać, przycisnął i powiedział:
- Nie uciekniesz. Nie teleportujesz się. Wytwarzam pole magii, które ci na to nie pozwoli.
- Zaraz... - Przypomniały mi się pierwsze dni w watasze. Miłość, oświadczyny Odalis, tajemnicze szelesty...
- To ty, Wilk Cienia - rzekłem, patrząc na niego uważnie.
- Tak, ten sam. Ja jeden tu zostałem, pozostali mieli pietra. Ja jeden wiem, że mimo iż większa, to to ta sama, biedna wataha. Ile masz kompetentnych szamanów? Ty i jakiś inny, który zbiera ziółka po drugiej stronie Doliny? Reszta to jacyś zielarze, którzy tak naprawdę nic nie umieją? No, jak jest? - Wilk Cienia uśmiechał się szyderczo.
- Nie nazywaj tak moich uczniów - odparłem.
- Och, takiś wspaniały? Ja swoich nie bronię. Odkąd straciliśmy naszego Pana, straciliśmy ducha. Wszyscy odeszli hen daleko. Za nic ich nie przywołasz. Ja zostałem.
Czułem, że mówił prawdę. To była prawda, z jednej strony szczęśliwa, z drugiej... Mimo wszystko wilk wolałby nie być w takiej chwili podduszany.
- To ty dałeś ten eliksir Unrivie? - spytałem, obserwując zarośla.
- Tak, to było piękne, przyznasz? Podpuścić cię, spowodować załamanie, że córusia taka zła... A ja przychodzę i dobijam. Ale nie dałeś się zwieść do końca. Masz umysł, muszę przyznać. Za to Grape jest gorszy - wyszczerzył się Demon.
- Nie uczył się na szamana. Właściwie, po co chcesz mnie załatwić? Po co chcesz załatwić Ashiraii?
- A bo ja wiem? Po co Demon jest Demonem? Żeby być zły. Nie wiesz tego?
- Wiem jedno: trzeba być czujnym - odpowiedziałem i tym razem to ja się uśmiechnąłem.
Demon zdziwił się na moje słowa, szok jego był zaś większy, gdy otrzymał kulę mocy w plecy od wilczycy, która właśnie wyskoczyła z krzaków. Miała pióra na głowie i doskonale władała eterem. Miotała ciosami raz po razie w Demona. Szybko wstałem i przyłączyłem się do niej. Demon zmniejszał się i zmniejszał, aż zniknął całkowicie.
- Uratowałaś mi życie - powiedziałem do intruzki.
- Drobnostka. Nie zawsze ma się do czynienia z prawdziwymi Demonami. Unicestwienie go to była prawdziwa przyjemność - uśmiechnęła się promiennie.
- Co tu robisz? - zmieniłem temat. - Wiesz, że jesteś na terenie watahy?
- Naprawdę? Przepraszam, że się zapytam, czy mogłabym do niej dołączyć?
- Myślę, że moja partnerka się zgodzi.
- Jesteś partnerem Alfy? - uniosła brwi samica.
- Nie, Bety, która jest siostrą Alfy. Zaprowadzę cię.

Dokończy Via

Profil wilczycy Vii


Imię: Via
Przydomek: Safiris
Płeć: samica
Wiek: 1,5 roku
Zawód: zielarz
Partner: szuka - jeśli ktoś ją zechce
Rodzina: zginęła na wojnie ratując ją, adoptowany syn Shayres
Żywioł: eter
Umiejętności: umie czytać w myślach, zna wszystkie języki świata, widzi aury oraz emocje innych i istoty nadnaturalne (anioły, demon, duchy itp.)
Opis: Via jest miłą i bardzo skromną wilczycą, lubiącą dbać o swój wygląd. Przez większość życia Via miała przykre doświadczania przez los, dlatego stała się bardzo ostrożna. Jej słabością są małe wilczki oraz słodkości. Ulubionym pożywieniem Vii jest ptactwo wodne, a przede wszystkim kaczki. Wadera jest zawsze wyrozumiała i pomocna dla innych. Ulubionym, ale bardzo pracochłonnym zajęciem Vii jest układanie pióropusza na głowie. Pióropusz ten najczęściej składa się z piór ptaków egzotycznych, jednak czasami są to pióra zwyczajnych ptaków. Gdy się dobrze przyjrzeć można zaważyć, że futerko wadery pięknie błyszczy, a w dodatku jest bardzo miękkie w dotyku.
Punkty: 19
Zakupy: Zmiana wyglądu, nowa umiejętność

Od Ashiraii

Wyszłam z jaskini. Czyli nic wielkiego. Jakiś mały demon, ot co. Haha, pomyśleć, że dałam się opętać, haha! Uh...

***
 
Jak zwykle obudziłam się na pokrytej żółcią trawie. Normalnie przywitałaby mnie rosa. Nie tym razem. Moje futro było suche...
Wybiegłam z lasu przepełniona jakimś niesamowitym uczuciem. "Będzie dobrze, niedługo zwierzyna wróci, a jesienne deszcze sprawią, że wszystko odżyje! Nie będziemy musieli się przeprowadzać!" - myślałam cały czas. Skacząc tak dookoła natknęłam się na Exaliosa. Mimo, iż był poranek, to nasz kochany Najwyższy już pracowicie zbierał te swoje ziółka. No jasne. On przecież zaaaaawsze był taki niesamowity. Przecież Exalios zawsze był niesamowity! TYLKO ON! Nikt inny! Exalios wyleczył kogoś to od razu był najlepszy. Ale łowcy upolowali wielkiego jelenia. Im nikt nie składa takich podziękowań! Bo przecież tylko Exaliosa można czcić za uczynki! Chwila... Co? Co ja robię?! O czym ja myślę?! Przecież Exalios naprawdę jest ważny. Wiele razy pomagał innym nie oczekując nic w zamian, a to łowcy myślą, że są najważniejsi*!
- Cześć, Exalios! - powiedziałam radośnie. Wilk skinął głową słysząc pozdrowienie. Już miałam podziękować mu za to, że wszystkich leczy, kiedy znów zdałam sobie sprawę, jaki jest. Zawsze pragnął szacunku, lecz nigdy nikomu go nie okazywał! Ale przecież zawsze nam pomaga... Ale jest niemiły! Więc czemu robi takie dobre rzeczy? To tylko przypuszczenia osoby stojącej z boku! A może prawda...
- Dobrze się czujesz? - zapytał Najwyższy.
- Nie! A ty dobrze się czujesz? Dobrze się czujesz robiąc to wszystko?! - krzyknęłam.
- Coś się stało? - Exalios przechylił lekko głowę, by lepiej mnie ujrzeć.
- TAK! Myślisz, że podoba mi się, jak oczerniasz moją siostrę? Myślisz, że to fajne?! Otóż, NIE! - warknęłam.
Exalios zaklął cicho.
- Nie ruszaj się. Spokojnie. Czy znowu nie możesz nad sobą zapanować? Czy poruszasz się mimowolnie? - mruknął basior.
Zaśmiałam się głośno. Exalios był przecież taki słaby... Zawsze tylko siedział nad tymi księgami i był taki słaby... Hahaha... Z łatwością oderwałabym mu ten łeb...
- Ashiraii! Słyszysz mnie? - zapytał Najwyższy.
Nie widziałam go. Znowu. Cień przysłonił mi oczy, byłam praktycznie ślepa.
- Ash?
.
.
.
Skoczyłam. Skoczyłam na ślepo. Basior nie spodziewał się tego i trafiłam. Zdołał uskoczyć jednak nieco na bok i zamiast w krtań trafiłam w bok. Rana nie była wielka, mimo, iż Exalios nie był niesamowicie silny to był bardzo zwinny i przewidział mój ruch. Przekrzywił się w ten sposób, że na jego prawym boku widniała zaledwie kilku centymetrowa rana, która minimalnie krwawiła. Teraz działałam na ślepo. Wzbiłam się w powietrze. To Exalios również przewidział i skoczył na mnie. Ściągnął mnie na ziemię, ale to było moim celem. Skoczyłam w jego stronę. Przechytrzył mnie. Uderzyłam o ziemię nadwyrężając ścięgno w prawej łapie. Trudno. Miałam się odwrócić i zacząć uciekać, ale w tym momencie Exalios przygwoździł mnie do ziemi. Uderzyłam mocno głową o wystający głaz i straciłam przytomność. Znowu.


 ***

- Ashiraii? Obudziłaś się? Żyjesz? Możesz ruszyć łapą? Widzisz mnie? - zapytał partner Bety.
Otworzyłam oczy. Ha! Widziałam go!
- Tak... Tak... Tak... - mruknęłam.
Głowa mnie boli. Au.
- Przecież Unriva miała już mnie nie opętywać, huh? - zapytałam siadając.
Exalios spojrzał w bok. Uśmiechnął się, co w jego przypadku nie zdarzało się często, nawet, jeśli robił to tak, jak teraz - nerwowo. W ogóle z tego, co zauważyłam Exalios rzadko okazywał uczucia, a co dopiero zdenerwowanie.
- Tak... Z jej strony nie możemy już raczej oczekiwać problemów... - powiedział.
- Więc... Co się ze mną dzieje? Jakieś skutki uboczne czegoś, co mi podałeś? To, co zrobiła mi Unriva wciąż trochę działa? A może ktoś dał mi coś zatrutego? Przecież nie brałam od nikogo ostatnio jedzenia... - zamyśliłam się.
Exalios spojrzał na mnie tak jakby przepraszająco.
- Obawiam się, że od początku moje "diagnozy" były błędne. Chyba opętało cię coś gorszego niż pół-demon czy wilk praktykujące tę sztukę od niedawna... Coś niezwykle mądrego, jeśli potrafiło przybrać taką formę bym pomylił się aż tak... - rzekł basior.
Spojrzałam na niego z przerażeniem.

Panie Exaliosowaty Exaliosie? c:

*nie zwracam się do szczególnej osoby, tak naprawdę napisałam to tylko w celu podkreślenia, że Ash nje jest zła na Exaliosa... Czy coś. x D [przyp. Autorki]

Od Joy

- Samara, wiesz, co robić - wskazałam na dół.
Chever z moją mamą czekali zniecierpliwieni, aż w końcu się wydostaną. Ja miałam nadzieję, że plan się uda.
Samara zmrużyła oczy i skupiła się. Spojrzałam zdenerwowana w dół, ani jednej kropelki wody.
- Dasz radę - chciałam jej jakoś pomóc, jednak same moje słowa nie zabrzmiały wiarygodnie. Zamknęłam oczy, czekając...
- Joy, co ty robisz? - Otworzyłam je.
Chever patrzył się na mnie zdziwiony.
- Udało się! - krzyknęłam szczęśliwa.
Przytuliłam odruchowo Chevera.
- Ekhem... - Spojrzałam na niego zakłopotana.
- Przepraszam... - zrobiłam się czerwona jak burak. - Więc... - zmieniłam temat. - Pora wrócić do naszej watahy.
- Czyli jednak... nie zmieniłaś zdania? - podeszła do mnie mama.
- Nie martw się, będę ciebie odwiedzać tak często, jak się da - przytuliłam ją mocno. - Do zobaczenia.
- Do zobaczenia...
 
*****

Szłam dosyć szybko, bałam się, jak zareaguje Beta Odalis. Przecież nie było nas już od paru dni!
- Zwolnij trochę - próbował mnie zatrzymać, jednak byłam zbyt zdenerwowana.
Szczerze mówiąc bałam się i to bardzo...
- To przecież nic takiego...
- Nic takiego? Sam widziałeś, jak ledwo co nam udało się namówić Betę na tą podróż... Ona mnie zabije!
- Dlaczego jej się tak boisz? Spokojnie, nie będzie aż tak źle.
- Oby...
Zaczęłam coraz bardziej przyśpieszać, aż w końcu zaczęłam biec. Chciałam jak najszybciej być na miejscu. Po paru minutach poczułam, jak w łapy wbijały się bezlitośnie źdźbła trawy. Dźwięk, jaki wydawały, był nie do zniesienia. Zatrzymałam się zdenerwowana.
- Co to za okolica?... - szepnęłam zdziwiona.
Po chwili dogonił mnie Chever.
- Widzisz, jesteśmy na miejscu. Nie wiem dlaczego się tak śpieszyłaś...
- Jak to, to tutaj? Jest jeszcze gorzej niż wcześniej... - stwierdziłam zaskoczona.
 
*********

- Nie wierzę... Jak mogliście!
- To nie nasza wina...
- Zostawiliście watahę na parę dni, chociaż była umowa, że...
- To moja wina - przerwałam jej. - Wpadliśmy do dołu i to nas trochę opóźniło z czasem... - schyliłam głowę, żeby nie widzieć jej miny.
- Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy - powiedziała oschle. - Możecie odejść.
Popatrzyłam z ulgą na Chevera. On jednak nie wyglądał na zadowolonego.
- Idź, idź. Ja jeszcze muszę z nią porozmawiać...
Chciałam coś powiedzieć, ale jednak zrezygnowałam. Z tego wszystkiego zapomniałam się spytać Bety, gdzie będę spać. Trudno, dzisiejszą noc spędzę w lesie.

Ogłoszenie

Z powodu problemów z Internetem opowiadania nie będą przez kilka dni publikowane. Możecie je pisać oraz wysyłać miejsca do konkursu, ale po prostu zajmiemy się nimi, gdy problem zniknie.
Mam nadzieję, że zrozumiecie naszą sytuację.

Pozdrawia Was Beta Odalis
oglądająca fale energii wysyłane przez Isanis.

wtorek, 24 września 2013

Od Exaliosa

Zastanawia mnie jedna rzecz... Czemu Unriva uratowała Ashiraii? Przecież jest dla niej obca, a dla niej wysiliła się na dobry uczynek! Nie do pomyślenia...
Unriva patrzyła prosto w oczy Ash. Milczały. Ta druga zamrugała niedostrzegalnie.
- Musisz zobaczyć moją aurę, bo inaczej się mnie boisz? - zakpiła pierwsza.
Ashiraii spojrzała na nią zdziwiona, a zarazem lekko wściekła.
- Jak śmiesz! - syknęła, a potem zapytała łagodniej: - Skąd wiesz, że widzę aury?
- Ja również mam szczególną moc - odparła Unriva.
Zwiadowczyni nie odzywała się.
- Co, dech ci zaparło? - spytała bezczelnie młodsza. - Wyczuwam umiejętności innych - rzekła z nutką dumy.

Jakieś wspomnienie usilnie próbowała dopchać się do mojej szamańskiej pamięci. Zrozumiałem niewiele. Mimowolnie mój wzrok skierował się na ogon.
Blizna.
To nie była zwyczajna blizna, zresztą nie pamiętam, żebym bił się z kimś ostatnio. A poza tym, po czym blizny lekko połyskują, a wokół nich jest szara poświata?
Przypomina mi się, że taką samą poświatę widziałem w Zaświatach. Nie wiem, kiedy tam byłem ani dlaczego. Miało to chyba związek z Unrivą... A może z Cheverem? Nie, to był Assuva, na pewno.
- Czasoprzestrzeń jest zakrzywiona - powiedziałem do siebie - a wcześniej nie była. Co lub kto to spowodował? Ktoś ostatnio dołączał?
Odpowiedź była prosta.
Niektórych wydarzeń nie da się cofnąć. Czas... To zabawna rzecz. Nic nie pamiętamy o jednej osobie, ale ślady po wydarzeniach, w których uczestniczyła, nie można cofnąć. Równoznaczne byłoby to z stworzeniem nowego świata. Jednak... Czemu tak się stało? Dlaczego tak się stało? Dlaczego czasoprzestrzeń po prostu nie wypluła, jak to szamani mówią, natrętną osobę, która usilnie ją zakrzywiała? Było by prościej. Śmierć i tyle, nie ma. Cóż, na niektóre pytania odpowiedzi nie ma.

poniedziałek, 23 września 2013

Od Exaliosa

Ja mówiłem. Odalis słuchała. Na koniec pokiwała głową i wyszła wszystko przemyśleć.

***

Od Grape dowiedziałem się, że Unriva dostała jakiś eliksir od tajemniczego wilka, w zamian za dostarczenie pewnych informacji. Czego dotyczyły? Grape nie mógł za bardzo się dopytywać, bo wzbudziłoby to podejrzenia, ale wiemy jedno - miały związek z czyimś rodem.
Eliksir miał zmienić Un w demona, powiedział mi brat. Ten sam wilk i mi go proponował, ale że trochę się znam, to nie dałem się oszukać.
- Tylko pamiętaj, nie pij go od razu - ostrzegł Unrivę obcy. - Najlepiej poczekaj z tydzień lub dwa.
Widziałem, jak po tej rozmowie między drzewami została pusta fiolka.

***

- Czyli... Unriva jest teraz demonem? - zapytała po raz etny Isanis.
- Nie, tłumaczyłem ci. Ponieważ miksturka nie zdążyła w zupełności sfermentować, twoja siostra jest jedynie pół-demonem i to przez krótki czas, ponieważ w jej genach nie ma nic z demonicznej strony. W zupełności może nad sobą panować. Gdyby nie charakter Unrivy i jej przekonanie, że nikt nie będzie jej rozkazywać, byłaby po stronie demonów, a o to chodziło intruzowi.
- Można stać się demonem po wypiciu odpowiedniego eliksiru?
- Ehm, w zasadzie tak, ale jedynie słabym demonem. Pół-demony już są silniejsze od takiego stworzonego demonika, a co dopiero Demony. Pół- lub Demonem trzeba się urodzić.

Od Odalis

Sunęłam kilka centymetrów nad ziemią. Nie miałam siły iść. Łapy były obolałe po stąpaniu na suchej trawie, która trzeszczała przy każdym krokiem, tak że mój zwiad równie dobrze mógł być hałaśliwą procesją.
Zaczęłam węszyć w powietrzu. Do mojego nosa dotarła znajoma woń. Woń, którą zawsze czułam, gdy potrzebowałam wsparcia. Siły natychmiastowo się zregenerowały.

***

- Odalis, rozumiem, że się cieszysz, ale nie musiałaś tak biec. Wpadłaś dwa razy na Kari i wytrąciłaś zioła Radioactive'owi. Nie mówiąc już o tym, że kurz wciąż unosi się w powietrzu - zmęczonym głosem powtarzała Marchesa. - Lepiej powiedz, co w Dolinie. Jak tam z dziećmi?
- Dzieci... Unriva.
Rozumiałyśmy się bez słów.

***

- Exalios - weszłam do Jaskini Szamanów - jak tam z Unrivą? Wiesz już?

Dokończy Exalios <3

Od Marchesy: Powrót... znowu


Od autorki: Ważne jest, aby najpierw przypomnieć sobie opowiadanie Od Marchesy: Co się wydarzyło na Kamiennych Równinach. Inaczej albo nie zrozumie się poniższej kontynuacji, albo będzie ona spoilerem.

*

- Nie! - wrzasnęła Raidoshi.
Magiczny amulet upadł na krawędź skarpy, zachwiał się niebezpiecznie i zsunął, znikając w ciemnej przepaści. Do naszych uszu dobiegał huk wodospadu.
- Rai, uspokój się! - Przytrzymałam Alfę przed skokiem. - Rai!
Wilczyca wciąż miała utkwiony wzrok w dole. Po pysku pociekły jej łzy.
- Na marne - wyszeptała. - Już nigdy nie zobaczę swojej rodziny...
- Cicho - szepnęłam, wciąż trzymając w uścisku Raidoshi. Czułam żal. Kimirishi zaczęła skomleć.

 *

Dotarliśmy do watahy niegdyś zakochanego w Raidoshi Alfy. Bez amuletu, który mógłby nam pomóc wynegocjować wolność uwięzionej rodziny Rai. Nie mieliśmy już zamiaru nawet tego próbować.
Kazałam Kimirishi schować się w jaskini nieopodal i czekać. Zakradłyśmy się pod osłoną nocy. Walka była nieunikniona. Wroga wataha liczyła więcej członków od watahy Rai, ale większość łowców było na polowaniu - na tych terenach ostatnio panował głód. Ponadto przewagę zapewniło nam zaskoczenie.
Wczesnym rankiem cudem się udało, szkoda, że aż tak krwawo. Nie obeszło się bez ofiar. Gdyby Raidoshi nadal żyła, na pewno zgodziłaby się ze mną: nie było warto.

***

Wróciłam. Zmęczona i wygłodniała, a tu zonk - nie wrócę do formy tak szybko, jak miałam nadzieję.
- Rozumiesz? - upewnił się Radioactive. 
Przytaknęłam. Powlokłam się do mojej jaskini, odprowadziwszy wcześniej Kimirishi do leża Kari. Podczas mojej nieobecności sporo się nakurzyło. Jednak i tak się cieszyłam z powrotu. Przez całe lato nie widziałam rodziny...
Rodziny... No właśnie, Odalis już ma i to całkiem sporą. Ostatnio dowiedzieliśmy się w dodatku, że Moon jest w ciąży. Exalios ma brata Grape'a...
Czego się czepiasz, skarciłam się. Są twoi. Nie są tylko dla siebie, przecież to twoja rodzina. Ciesz się i nie wpędzaj w uczucie samotności! Przypomnij sobie raczej o adoptowanym Swizzie. Kiedy ostatnio odwiedzałaś kryjówkę LINa? 
Mimo to tak jakoś... nie mogłam się pozbyć tego uczucia.
Ruszyłam poszukać Odalis, pewnie znowu na zwiadzie... 

Dokończysz. <3

Od Exaliosa

Gardło mi się ścisnęło. Nie potrafiłem odpowiedzieć. Pierwszy raz, od wielu wielu pokoleń ród Rudarcistów został... splamiony.
- Unriva... Ona tego nie wie, ale ona źle czyni. Ona stała się pół-demonem, nie wiem, czy to pójdzie dalej. Jednak... Jest w niej jeszcze cząstka dobra, bo zatrzymała Ashiraii, widziałaś.
Isanis pokiwała głową.
- Nie wiem, co się dzieje. Nie wiem, czy ona ma to we krwi, czy co. Nie wiem. Naprawdę nie wiem.
- To nie twoja wina - szepnęła córka.
- Nie mów tak. Mogłem jej dopilnować! - głos mi się łamał. Mi.
Wybiegłem z jaskini i teleportowałem się na Harwene.
- Grape! - krzyczałem zrozpaczony. - Grape! Grape!!!
Nie było go. Nikt mi nie odpowiadał.
- Nie krzycz tak - wychrypiał ktoś za mną.
Gwałtownie się obróciłem. Moim oczom ukazał się straszny widok. Wygłodzony, na chwiejących się łapach, wystające żebra. Niegdyś piękne futro było teraz zlepione błotem w pojedyncze kosmyki brudu. Jednak przekrwione oczy spoglądały na mnie z tą samą iskierką. Mimo, że w strasznym stanie, mój brat nie stracił tego, co ceniłem w nim najbardziej - dumy i śmiałości.
- Co ty z sobą zrobiłeś. Wyglądasz, jakbyś nie jadł od tygodni. - Nie wierzyłem własnym oczom.
- Co tu miałem jeść...? Kurz czy wysuszoną, kłującą trawę?
- Mogłeś przyjść do nas. Znalazłoby się coś dla ciebie.
Grape stęknął.
- Widziałem, ledwie swoich dokarmialiście. Co tam ja, wiele w życiu przeżyłem.
- Co tam ty? Jesteś ważny! Może mi powiesz, że LIN też głoduje?
Nasze spojrzenia spotkały się. Wilk spuścił wzrok.

niedziela, 22 września 2013

Od Exaliosa

- Możecie ją puścić, ale starajcie się nie spuszczać jej z oczu... - zwróciłem się wilków.
Ashiraii usiadła.
- Co się stało? - zapytała.
- Wczoraj zasnęłaś podczas rozmowy z Odalis. Ta nie mogła cię obudzić. Zaczęłaś krzyczeć, więc Beta wraz z tobą przyleciała do Exaliosa. Zaczęłaś się miotać. Uciekłaś, ale uderzyłaś w drzewo i straciłaś przytomność. Ale teraz jesteś normalna... - rzekł Assuva.
Wilczyca spuściła wzrok. Radioactive wyglądał, jakby miał coś do powiedzenia.
- Exalios sądzi, że coś cię opętało... - wydusił w końcu z siebie szaman.
Milczałem podczas tej krótkiej wymiany zdań. Teraz zabrałem głos.
- Myślę, że mógł być to jakiś niedoświadczony wilk, który uczył się przenikać do cudzego umysłu. Ewentualnie drobny demon. Większe niebezpieczeństwo jest wykluczone, ostatnio sprawdzałem przyszłość - powiedziałem.
- Skoro tak mówisz - pokiwała głową zwiadowczyni.
- Uważam, że sprawa wyjaśniona. Nesso, Assuva, Ashiraii, możecie już opuścić Jaskinię Szamanów - słowo "możecie" zaintonowałem tak, że było oczywiste, że muszą.
Trójka posłusznie opuściła grotę.
- Zabierz zielarki na jakieś ćwiczenia - kazałem Radioactive'owi.
Z niechęcią się zgodził. Chciałem zostać sam.
Usiadłem w najgłębszym zakamarku Jaskini. Zwiesiłem łeb.
- Tato, ja wiem wszystko - zza moich pleców odezwała się Isanis. - To była Unriva, prawda?
- Tak - szepnąłem.
Byłem załamany.
- Czy ona... Naprawdę zmienia się w demona? - cichutko spytała córka.

Od Ashiraii

- Kłamiesz.
- Nie prawda.
- Kłamiesz. Znowu.
- Skąd możesz to wiedzieć?
- Widzę - odparłam.
Odalis westchnęła.
- Umiejętność? - zapytała.
Przytaknęłam. Ziewnęłam. Nie spałam od dwóch dni.
- A za co tak lubiłaś Unrivę? - zapytałam.
Beta zerknęła na mnie, po czym rozpoczęła długą opowieść. Zaczęła skakać po tematach, mówiła o Marchesie, o Exaliosie, o Navi, o Mrocznym... Zasnęłam.

* * *

Rozglądam się. Po prawej mam zamiar ujrzeć Odalis. Nie ma jej.
- Odalis? - wołam. - ODALIS! - cisza.
Wstaję. Biegnę do jaskini Alfy. Nie ma jej.
- Alfo? Alfo! Exalios! Odalis! Gdzie jesteście?! - krzyczę.
Nikt mi nie odpowiada. Wzlatuję do góry. Lecę do "jadalni". Nikogo tam nie ma. Wybiegam nad rzekę. Pustka. Nie ma wody. Szybko biegnę na zieloną łąkę. Szukam Odalis. Tu też jej nie ma. Ponownie wołam samicę. Brak odpowiedzi. Nic. Zaczynam krzyczeć. Jest już noc. Nie widać księżyca. Krzyczę. Coś się poruszyło. Spod lasu wypełzają cienie. Podchodzą bliżej. Nie mogę się ruszyć. Są dookoła mnie. Duszą. Nie mogę oddychać. Krzyczę. Czerń.

***

Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Co się dzieje?!
- Obudziła się - rzekł ktoś.
Nie widzę go. Widzę tylko czerń. Słyszę kroki.
- Słyszysz mnie? Ashiraii, słyszysz mnie? - pyta ktoś.
Exalios?
- S-słyszę. Co się dzieje?! - krzyczę.
Zaczynam się wyrywać.
- Radio, przytrzymaj ją - rozkazał Najwyższy.
Radioactive wykonał polecenie. Usłyszałam Odalis. Rozmawiała ze swoimi córkami. Kazała im natychmiast wyjść.
- Ashiraii? Wszystko w porządku? - zapytała Beta.
Chciałam przytaknąć, lecz przerwał mi Exalios.
- Odalis, proszę. Wyjdź... - powiedział.
Wilczyca prychnęła.
- To ja ją tu przyniosłam! Chcę wiedzieć, co się z nią dzieje! - krzyknęła.
- Ale to ważne! Nie wiem, co się z nią dzieje! - odwarknął Najwyższy.
Kłócili się. Pierwszy raz widzę, żeby to oni się kłócili. Zawsze byli przecież spokojni!
- Przestańcie! Co się ze mną dzieje?! - przerwałam im.
- Siedź cicho! - wrzasnął Exalios.
On. Exalios. Wraz z Odalis zaczęli się kłócić. Usłyszałam, jak Odalis z nerwami wybiegła z jaskini.
- Dobra, Ashiraii. Spróbuj poruszyć lewą łapą... - rozkazał Exalios.
Usłyszałam grzmot. Padało. I była burza.
- Ashiraii! Porusz łapą! - krzyknął Exalios.
Był zdenerwowany. Chciałam ruszyć tą cholerną łapą, ale nie mogłam!
- Nie mogę! - odparłam.
Straciłam kontrolę nad ciałem. Wyrwałam się Szamanowi i na ślepo wybiegłam z jaskini. Zaczęłam biec. Parę razy uderzyłam o drzewo. Nagle poczułam, jak małe stworzenie skoczyło mi na grzbiet.
- Stój, głupia wilczyco! - krzyknęła.
To był głos małej Unrivy. Skoczyłam, aby zrzucić młodą samicę. Ta jednak mocno się mnie trzymała.
- Uważaj na lewo! - krzyknęła córka Bety.
Skręciłam w prawo, a wtedy Unriva ze mnie zeskoczyła. Nim zdążyłam cokolwiek zrobić, bardzo boleśnie uderzyłam głową w drzewo. Straciłam przytomność.

* * *

Obudziły mnie promienie słońca padające na mój pysk. Rozejrzałam się. Jaskinia Exaliosa. Obok mnie stały cztery wilki. Radioactive, Assuva, Nesso i Exalios. Wszystkie z nich momentalnie na mnie skoczyły i przygniotły do ziemi. Exalios upewniwszy się, że może ze mnie zejść, warknął cicho.
- Nawet nie próbuj... - ostrzegł.
Westchnęłam. Widziałam go i to było najważniejsze. Najwyższy usiadł naprzeciwko mnie.
- Widzisz mnie? Możesz poruszyć głową? - zapytał spokojnie.
W progu jaskini zauważyłam głowę Odalis.
- Tak... - przytaknęłam również ruchem głowy.
- Pamiętasz, co się wczoraj działo? - spytał partner Bety.
- Tak - odparłam.
- Dlaczego to zrobiłaś?
- Nie panowałam nad swoim ciałem... - mruknęłam.
Exalios zdziwił się nieco. Westchnął.
- Możecie ją puścić, ale starajcie się nie spuszczać jej z oczu... - zwrócił się do swoich pomocników. Usiadłam.
- Co się stało? - zapytałam.
- Wczoraj zasnęłaś podczas rozmowy z Odalis. Ta nie mogła cię obudzić. Zaczęłaś krzyczeć, więc Beta wraz z tobą przyleciała do Exaliosa. Zaczęłaś się miotać. Uciekłaś, ale uderzyłaś w drzewo i straciłaś przytomność. Ale teraz jesteś normalna... - rzekł Assuva.
Spuściłam wzrok. Radioactive wyglądał, jakby miał coś do powiedzenia.
- Exalios sądzi, że coś cię opętało... - wydusił w końcu z siebie Szaman.

Ah.
Exalios. Odalis. Radioactive.
Ktokolwiek chętny do dokończenia? c:

Od Odalis

- Co takiego zrobiła Unriva wszystkim dookoła, że nikt jej nienawidzi? - zapytała Ashiraii, bawiąc się obumarłą trawą.
Spojrzałam na nią zmęczonymi oczami. Ja też dużo latałam.
- Nie chcesz wiedzieć - szepnęłam.
- Chcę - rzekła twardo Ash.
- Walczyła około trzy razy z członkami watahy na poważnie, pocięła się, odebrała umiejętności jednemu wilkowi, nawet kiedyś odeszła bez słowa z watahy, żeby potem wrócić wygłodzona, no i na Prima Aprilis zrobiła całej watasze głupi żart - uśmiechnęłam się krzywo. - Była opryskliwa dla wilków i dlatego nikt jej nie lubił. Ale ja lubiłam. Exalios nawet też troszkę, ale Unrivie nie zależało na nim i była dla niego... Niemiła. Kiedy sprawa powtórzyła się kilka razy, zaniechał do końca prób zaprzyjaźnienia się z nią - stwierdziłam kwaśno. - Proszę, nie gniewaj się na niego. On ma dobre intencje...
Ashiraii przyglądała się mi. Z ciekawości zaczęłam czytać jej myśli.
Hm... Aura mówi, że jest jej kogoś żal... A teraz zmieniła się. Odalis jest czegoś ciekawa...
Zrobiło mi się głupio, że tak to wszystko czytam.
...a nie, jest czymś zawstydzona. Co?
Odwróciłam wzrok zmieszana.
- Co się stało? - zapytała.
- Nic, tak sobie rozmyślam - odparłam.
Kłamie... Czemu mnie okłamuje?
Nie wiedziałam, jak zareagować.

Dokończy Ash

Od Ashiraii

- Miła, jak Unriva? Odalis, nie rozumiesz, że tylko dla ciebie Unriva wydawała się fajna? Pozostali spostrzegali ją jako zwykłego... zwykłego... Mordercę! Rozumiesz? - usłyszałam Exaliosa.
Chwilę później z jaskini wyleciała Odalis. Mimowolnie warknęłam. Cicho weszłam do jaskini.
- Myślała, że jak się zaprzyjaźni z Betą, to wszyscy będą na nią spoglądać inaczej... - nie zauważywszy mnie, mruknął do siebie Najwyższy Szaman.
Spojrzałam na drugiego wilka pracującego w grocie. Ten stał na wprost mnie. Trącił łapą Exaliosa, który odwracając się rzucił mu zabójcze spojrzenie, które określiłabym jako: "Jak śmiesz przerywać mi, kiedy jestem wściekły?!".
- Ashiraii? Czego tu szukasz? - wilk zaakcentował słowo "tu" tak, jakbym była jakimś śmieciem
 Z pyska wydarło mi się niekontrolowane warknięcie. Miałam gdzieś czy samiec je usłyszał, czy też nie.
- Chciałam cię prosić o pomoc - zaczęłam.
- Tak? - odparł nieco znudzonym tonem wilk.
Mrugnęłam kilkakrotnie. Aura wilka wskazywała na niechęć, odrazę. Dlaczego? Czyżbym tak źle kojarzyła mu się z Unrivą?
- Jak... Jak dobrze wiesz, większość jaskiń średnio nadaję się do zamieszkania. Są za małe, lub za duże. Zbyt daleko, lub zbyt blisko siebie. Wiele z nich już się także sypie. Prosiłabym cię, abyś przeteleportował mi parę głazów z gór na łąkę - odpowiedziałam.
Wilk zamyślił się.
- To... - zaczął, lecz zawahał się na chwilę. - To nie ma sensu. I tak za jakiś czas opuścimy Dolinę. To bez sensu. Pożywienia tu coraz mniej i mimo, iż teraz będzie jesień i będzie więcej padać, to rzeki już praktycznie wyschły. Nie zrobię tego... - stwierdził obojętnym tonem Exalios.
Bez słowa i bez ukazywania emocji wyszłam z jaskini, po czym wzbiłam się w powietrze. Nieco pyłu wleciało do jaskini. Tak samo jak wtedy, gdy odlatywała Odalis.
- Czy zawsze muszą tak brudzić?! - prychnął Najwyższy Szaman z niezadowoleniem.
Latałam długo. Latanie to dla mnie jedna z najlepszych form odstresowania się. Po dwóch godzinach zmęczona opadłam na suchą, pożółkłą trawę. Niedaleko mnie znajdywała się rzeka. Wyschnięta. Spojrzałam na przeciwny brzeg. Uśmiechnęłam się widząc tam leżącą Odalis. Ostatkiem sił podleciałam do niej. Westchnęłam głęboko.
- Co takiego zrobiła Unriva wszystkim dookoła, że nikt jej nienawidzi? - zapytałam, bawiąc się obumarłą trawą. 

Odalis. ;_;

Od Exaliosa

Cały dzień nie widziałem Odalis. Chyba się przejęła naszą kłótnią.
- Och, jesteś! - zawołałem, kiedy Beta rannym świtem wleciała do jaskini.
- Nie śpisz? - zdziwiła się.
- Całą noc czuwałem - odparłem.
- A ja gadałam z Ashiraii. Jest taka jak Unriva! - powiedziała radośnie wilczyca.
Zamilkłem.
- Ach... Nie, chodzi mi o tę pierwszą Un. - Uśmiech nie znikał z pyska partnerki.
Zaniepokoiłem się.
- Walczyła z kimś? - spytałem.
- Nie, Exalios, ty to byś Unrivę tylko oczerniał! Chodzi mi o to, że jest równie sympatyczna - rzekła z wyrzutem samica.
Zamyśliłem się. Unriva do sympatycznych wilczyc w moim mniemaniu z pewnością nie należała. Dwa razy pobiła się, z raz pocięła, wskoczyła dwa razy do rzeki, o ile mnie pamięć nie myli... O co może chodzić Odalis?
- Exalios, nie rozumiesz, że Ash jest bardzo miła? To cały czas chciałam ci przekazać! - zniecierpliwiła się Beta.
- Miła, jak Unriva? Odalis, nie rozumiesz, że tylko dla ciebie Unriva wydawała się fajna? Pozostali spostrzegali ją jako zwykłego... zwykłego... Mordercę! Rozumiesz?
Zwiadowczyni wciągnęła powietrze do płuc i wyleciała.

Teoretycznie Unriva nie należy do watahy, więc 9. punkt Regulaminu nie został złamany. [przyp. Bety]

sobota, 21 września 2013

Od Odalis

- Około drugą w nocy. No, za piętnaście minut trzecią. Więc idziemy czy nie? - westchnęła Ashiraii.
- W sumie... Jeden wieczór bez dwóch zwiadowczyń nie zrobi różnicy... - zamyśliłam się.
- Widzisz.
- Widziałam tu gdzieś jamę, ale mogłybyśmy się przespać nawet na trawie - stwierdziłam.
- Widzisz.
- Jedzenia mamy pod dostatkiem...
- Widzisz.
- Widzę - zaśmiałam się.
Obie zaczęłyśmy się śmiać.
- Posmutniałaś - zauważyła Ash.
- Przypomniała mi się Unriva. Twoja siostra - powiedziałam cicho.
Wilczyca uniosła brew.
- Pod koniec jej obecności w watasze bardzo się zżyłyśmy... Spędzałyśmy razem wieczory, takie jak ten. To ona wymyśliła większość imion moich dzieci - dodałam.
Samica milczała, a ja ciągnęłam dalej.
- Bardzo mi jej brakuje... To była jedna z moich pierwszych, prawdziwych przyjaciółek. Zawsze chciałam mieć prawdziwą przyjaciółkę, a dzięki Unrivie otrzymałam choć kawałeczek tego uczucia. To zabawne, bo wszyscy pozostali uważali ją za seryjnego mordercę. Ja nie... Pomogła mi w trudnych chwilach, a nawet uratowała życie. I niczego nie oczekawiła w zamian.

Dokończy Ashiarii

Od Ashiraii

Złapałam Odalis za łapę.
- Tak będzie szybciej! - krzyknęłam, aby wilczyca mnie dosłyszała.
I rzeczywiście. Teraz dzięki mnie leciałyśmy szybciej. Po dwóch minutach dotarłyśmy na miejsce. Słońce zaczęło zbliżać się do horyzontu. Zasłoniłam waderze oczy i wylądowałyśmy na zielonej trawie.
- Co to jest? - zapytała Beta z zasłoniętymi oczami, dotykając świeżej trawy.
Ściągnęłam łapy. Źrenice wilczycy rozszerzyły się.
- Trawa! Zielona! - zakrzyknęła radośnie.
- No... Trawa... - uśmiechnęłam się. - Chodź!
Odalis pobiegła za mną. Dobiegłyśmy do rzeki i z łatwością nad nią przeskoczyłyśmy mimo, iż była szeroka. Dotarłyśmy do lasu. Złapałyśmy parę ptaków, głównie wróbli i srok. Zaspokoiłyśmy swój głód. Następnie wspólnie wytropiłyśmy i "zgarnęłyśmy" kulawą łanię. Zaciągnęłyśmy ją na łąkę. Zmierzch. Słońce już zaszło, jednak niebo nie było jeszcze ciemne. Zmierzch. Zauważyłyśmy już kilka gwiazd. Położyłyśmy się na plecach i wpatrywałyśmy się w gwiazdy, których było coraz więcej. Nim się obejrzałyśmy zastała nas noc. Księżyc ukazał się w pełni, a ja wraz z Odalis przegadałyśmy już dwie godziny.
- Kiedy to tak szybko minęło? - zapytała Beta.
Przytaknęłam.
- Powinnyśmy już wracać? - mruknęłam z niechęcią.
- Jak daleko jesteśmy od watahy? - odpowiedziała pytaniem na pytanie wilczyca.
- Około... 1500 kilometrów... - powiedziałam. - Ale... Powrót zajmie nam około dziesięciu minut zakładając, że będziemy leciały z prędkością nadświetlną, plus ty i łania... - dokończyłam. Odalis zamyśliła się.
- Którą mamy godzinę? - zaczęła na nowo. Spojrzałam na niebo. Wysokość księżyca i ułożenie gwiazd, biorąc pod uwagę odległość od stałego miejsca pobytu mówiła, że...
- Około drugą w nocy. No, za piętnaście minut trzecią. Więc idziemy czy nie? - westchnęłam. Nie chciałam opuszczać tego miejsca.

Dokończy Odalis

Od Odalis

Patrzyłam tępo za oddalającą się wilczycą. Nie wiedziałam, co robić.
- Ashiraii! - zawołałam.
Wyszedł jedynie zduszony jęk.
Zwiesiłam łeb. Nagle... Samica się odwróciła. Usłyszała mnie? Niemożliwe.
- Odalis - podeszła bliżej.
- Tak? - zapytałam z nadzieją.
- Znam takie miejsca...
Ash zamilkła. Kłóciła się sama z sobą. Nie była pewna, co ma mi powiedzieć.
- Jest takie miejsce - podjęła z powrotem wątek. - Do którego cię zaprowadzę - dokończyła pewnie.
- Mnie? Ale gdzie? - byłam zaskoczona.
- Nic nie mów, tylko chodź. Tam poczujesz się od razu lepiej. Ja zawsze tak miałam.
Wadera wzbiła się w powietrze. Chcąc nie chcąc poszłam w jej ślady. Wznosiłyśmy się coraz wyżej. Widok przysłoniły nam chmury. Widziałam jedynie ogon przewodniczki.
- Gdzie lecimy! - próbowałam przekrzyczeć wiatr.
Otrzymałam niewyraźną odpowiedź.
- Mów głośniej - zawołałam.
Wciąż nie mogłam zrozumieć wypowiedzi zwiadowczyni.
Nagle Ashiraii zniżyła lot.

Dokończy Ashiraii

Od Ashiraii


Mruknęłam coś niezrozumiałego pod nosem i puściłam wilczycę. Warknęłam cicho, gdy ta spojrzała na mnie z wyższością. Po paru sekundach po wilczycy nie było śladu. Zrobiłam krok do przodu. Potem się cofnęłam. Pocieszyć? Zostawić? Argh. Zdawkowo pocieszę i odejdę.
- To była jej decyzja... - mruknęłam i odeszłam.

Odalis?
Zróbże coś! X D

Od Odalis

- No i co?! Czego chcesz?! Co chciałaś udowodnić, nasyłając na mnie tę głupią wilczycę? I tak ucieknę! - krzyknęła mała Unriva. Warczała na mnie.
- Możesz ją puścić - powiedziałam cicho.
Ashiraii spojrzała na mnie zdziwiona.
- Możesz ją puścić - powtórzyłam równie cicho.
- Jesteś tego pewna? - zapytała zwiadowczyni.
- Puść ją. Ona sama powinna decydować o swoim życiu. Niech jedynie nie wtrąca się w nasze - rzekłam jeszcze ciszej.
Wilczyca rzuciła mi przeciągłe spojrzenie i puściła Un wolno. Ta druga zaśmiała się szyderczo i nie minęła chwila, a opuściła horyzont.
- Nie wiem, co mam myśleć - szepnęłam.
Usłyszałam kroki. Nie wiedziałam, czy Ash się oddala, czy wręcz przeciwnie - idzie mnie pocieszyć.

Dokończy Ash

Od Ashiraii

Wzruszyłam ramionami.
- Niech będzie... - mruknęłam i wzbiłam się w powietrze.

* * *

Minęły cztery godziny. Do tej pory zauważyłam cztery wilki. Tylko jedno z nich nie było dorosłe, ale miało brązowe oczy. Ponownie wzleciałam do góry. Od razu mój wzrok przykuła drobna sylwetka młodej wilczycy stojącej nad rzeką. Podleciałam do wilczycy i napiłam się wody. Przelotnie na nią spojrzałam. Upewniwszy się, że ma niebieskie oczy, zaczęłam rozmowę.
- Dlaczego to zrobiłaś? - zapytałam.
- Co?
- Dlaczego próbowałaś zabić swojego ojca? - mruknęłam.
Wilczyca zaśmiała się cicho.
- Ta, kolejna wysłanniczka matki, huh? - krzyknęła mi prosto w twarz i zaczęła się śmiać*. Spojrzałam na nią i prychnęłam, jak to miałam w zwyczaju. Skoczyłam na wilczycę, aby ją złapać. Jednak ta zrobiła unik i skoczyła mi na grzbiet. Wpadłyśmy do wody. Wilczyca miała właśnie płynąć do brzegu, kiedy stworzyłam wielką kulę wodną i cisnęłam ją w wilczycę. Ta z kolei powstrzymała ją swoim żywiołem, ogniem. Warknęłam. Podniosłam do góry wodę, w której płynęła Unriva. Wilczyca utknęła w powietrzu. Odrzuciłam wodę i podleciałam do wilczycy.
- Co teraz, huh? - zapytałam bezczelnie.
Wilczyca zaczęła się wyrywać, jednak nasiliłam nacisk powietrza. Prychnęłam po czym wraz z wilczycą zaczęłam wracać do watahy, wysłuchując przy okazji jej komentarzy, w których ostro mnie wyzywała. Westchnęłam cicho przy pięćdziesiątym przekleństwie.

* * *

- Znalazłaś ją?! - krzyknęła Odalis. Przytaknęłam i popchnęłam wilczycę.
- No i co?! Czego chcesz?! Co chciałaś udowodnić, nasyłając na mnie tę głupią wilczycę? I tak ucieknę! - krzyknęła wilczyca. Warczała na własną matkę. 

Odalis? ;3

*[dopisek od Autorki] niczym Aleks? X DDDDDDDDDDD

Od Odalis

- No, nie obraź się, ale nie wiem, czy coś to da - pokręciłam głową. - Ale jeśli chcesz, to możesz...
- Myślę, że pomoże - odparła Ashiraii.
- Jak uważasz... - nie mogłam się przekonać.
- Idź, odpocznij, jesteś zestresowana - wilczyca zaprowadziła mnie do jaskini.
Położyłam się, ale długo nie mogłam zasnąć. Zastanawiałam się, co zamierza zrobić Ashiraii. W końcu odeszłam w krainę koszmarów. Długo jęczałam po nocy. Śniła mi się ona...

Ash, a ty co?

Od Ashiraii

- Oh. Opowiesz mi o niej? - zapytałam.
Beta zerknęła na mnie z ukosa.
- Po co?
- Chcę poznać jej osobowość... - powiedziałam.
Po długiej przemowie, Odalis westchnęła i zwiesiła głowę.
- Jest taka sama jak moja siostra. Ona także bez wahania zabiłaby swojego ojca. To był powód dlaczego w tak młodym wieku kazano jej odejść z watahy... - mruknęłam. - Jeśli chcesz, to mogę ją znaleźć. Sprawdzę co z nią i ewentualnie sprowadzę do watahy... Postarałabym się...

Odalis?

Od Odalis

- Nie. Mimo, iż Jeleń był duży, to wszyscy już się posilili i zjedli całość - powiedziałam.
- Trudno - stwierdziła Ashiarii.
Już miała odchodzić, kiedy zatrzymała się na chwilę. Poczułam wertujące mnie spojrzenie.
- Czy ktoś z twojej rodziny zginął? - zapytała nagle.
- Właściwie, to nie - poczułam rosnący żal. - Tylko... Unriva odeszła z Doliny.
- Unriva nie mieszka w Dolinie! - odparła chłodno Ash.
- Nie ta Unriva - odpowiedziałam cicho. - Moja córka...
- Nazwałaś swoją córkę Unriva? - wilczyca przysunęła się bliżej.
- Tak. Przyjaźniłam się z Unrivą, a potem przepadła jak kamień w wodę. Ku jej pamięci nazwałam tak córkę, która teraz odeszła - wyjaśniłam.
- Dlaczego? - zainteresowała się samica.
- Nie wiem, czy powinnam ci mówić...
- Powiedz - rzekła twardo.
- No dobrze. Unriva, moja córka, próbowała zabić Exaliosa.

Dokończy Ash

Od Ashiraii

Usłyszałam za mną kroki. Nie odwracając się wysłuchałam przeprosin Odalis. Gdy wilczyca skończyła i odleciała, złapałam czaszkę i poroże, po czym pobiegłam nad rzekę. Kości wciąż były mocno zakrwawione, a w niektórych miejscach wciąż widniało mięso. Bardzo dokładnie umyłam czaszkę. Woda przybrała szkarłatny kolor. Gdy po godzinie pracy czaszka wyglądała idealnie zaniosłam ją na łąkę, aby obeschła. Położyłam się obok niej po czym zasnęłam.

* * *

Obudziło mnie wschodzące słońce. Spojrzałam na leżącą obok jelenią czaszkę oraz poroże. Trofeum... Skierowałam się w stronę watahy. Po drodze zauważyłam Odalis. Zatrzymałam się obok niej.
- Gdzie upolowałaś tego jelenia? Był ogromny! - zaczęła wilczyca. Westchnęłam.
- Jakieś 1500 kilometrów stąd na północ - odpowiedziałam. - Zostało coś jeszcze?
- Nie. Mimo, iż Jeleń był duży, to wszyscy już się posilili i zjedli całość.

Dokończy Odalis

Od Odalis

- Tak, tak. Tylko, że to nie ty masz nade mną pełną władzę! - mruknęła Ashiraii i odleciała.
Byłam spięta. Rozmowa z Exaliosem sprawiła, że zaczęłam krzyczeć na Ash. Muszę ją przeprosić.
Szwendałam się po Dolinie. Zaszłam na skraj Lasu Cieni, napiłam się z Wodospadu Keina, wdrapałam się na szczyt Harwene...
Nie mogłam się uspokoić. Myśl o tym, że moja córka, nawet, jeśli nie była najgrzeczniejsza, opuściła rodzinny dom jako zwykłe dziecko, małe dziecko, była nie do zniesienia. Przecież może sobie nie poradzić! Może umrzeć z głodu!
To nie prawda, pomyślałam. To niemożliwe. To Unriva.
Ktoś zawył. Poleciałam w tamtą stronę.
Wilki dzieliły się mięsem. Oblizałam się. Byłam głodna, bardzo głodna, ale zostawię mięso dla słabszych, pomyślałam.
Nie! Rzuciłam się łapczywie na jedzenie. Czasem instynkt jest silniejszy od robienia z siebie bohatera.
Kiedy wszyscy się najedli, zostawili tylko czachę i poroże.
- Mogłabyś zanieść to Ashiraii? - spytał mnie ktoś. - Prosiła nas o to.
- Dobrze - odparłam zdziwiona.
Za pomocą żywiołu uniosłam się oraz przedmioty dla wilczycy w powietrze. Rozejrzałam się. Zobaczyłam czarną postać między drzewami. Poleciałam w tamtą stronę.
- Ashiraii - powiedziałam, lądując. - Do dla ciebie. I...
Dziesiątki myśli przeleciały przez moją głowę...
- ...przepraszam cię...
...widziałam tysiące scenariuszy. Kłótnia, bójka, śmierć...
- ...za tamto. Nie powinnam tak krzyczeć na ciebie i się wywyższać...
...ale i zgoda.
- ...tylko dla tego, że jestem Betą. Przepraszam.
Odwróciłam się i wzbiłam w powietrze. Bałam się, naprawdę bałam. Bałam się jej reakcji.

Dokończy Ashiraii

Od Ashiraii

- Ni... - zaczął Assuva po czym przerwał.
Na czerwonego wilka spadł biały kształt, wilczyca: Odalis. Po chwili Beta odeszła na bok.
- Idę... - rzekł zielonooki, po czym pobiegł w stronę lasu. Wodziłam za nim przez chwilę wzrokiem.
- Zawsze jesteś taka nierozważna? - zapytałam oschłym tonem.
Odwróciłam się do wilczycy. Ta drgnęła nieznacznie. Zauważyłam jakąś dziwną aurę wokół niej? Niezdecydowanie? Co?
- Masz... Masz taki podobny głos do Unrivy... - rzekła cicho wilczyca.
Spojrzałam na nią, po czym prychnęłam cicho.
- Być może. Nie powinnaś mnie do niej porównywać... - warknęłam.
Teraz Odalis nastroszyła lekko futro i ukazała kły.
- Nie zapominaj, że jestem Betą i nie masz prawa tak się do mnie zwracać! - krzyknęła. Ponownie prychnęłam i uniosłam delikatnie głowę.
 - Tak, tak. Tylko, że to nie ty masz nade mną pełną władzę! - mruknęłam.
Wzbiłam się w powietrze za pomocą żywiołu i przeleciałam obok Odalis. Z prędkością nadświetlną oczywiście. Beta zakrztusiła się kurzem oraz piaskiem, w Dolinie było strasznie sucho, trawa zniknęła w niektórych miejscach. Wylądowałam na jakiejś łące. Byłam strasznie daleko od watahy, poza jej terenami. Leciałam tylko parę sekund, lecz z tą prędkością przebyłam prawie 1500 kilometrów. Spojrzałam na soczyście zieloną, wysoką trawę w której wylądowałam. Już od dawna nie widziałam nigdzie takiej w dolinie. Nawet drzewa pousychały nieco i mimo, iż mamy jeszcze lato, to ich liście stały się suche i szarobrunatne. Ta otaczająca mnie zieleń była więc niesamowita. Zielone źdźbła nie były też wydeptane i sięgały mi do szyi. Rzuciłam się na ziemię. W dolinie moje futro pokryłoby się teraz kurzem. Tu trawa była jednak tak gęsta, że nie dopuściła do mnie ziemi, tylko spłaszczyła się pode mną. Poczułam jej niesamowity zapach. Powietrze tutaj było niesamowicie rześkie. Podskoczyłam, aby zobaczyć co jest dookoła. Nie było tu żadnych gór, dookoła pustka. Na tle malował się wielki las liściasty, idealne miejsce dla jeleni. Jakieś paręset metrów ode mnie była rzeka. Podleciałam do niej. Napiłam się wody. To miejsce było niesamowite. Odwrotność Doliny. Wbiegłam do lasu. Ptaki! Słychać było ptaki! Złapałam jednego. Następnie drugiego. I trzeciego. Już miałam wracać do Doliny z pożywieniem kiedy moim oczom ukazał się niesamowicie wielki Jeleń. Jego poroże było największym jakie w życiu widziałam. Stałam się niewidzialna. Gdy byłam metr od niego skoczyłam mu do gardła. Zwierzę okazało się przeraźliwie silne. Zrzuciło mnie, po czym rozszarpało mój bok porożem. Zaklęłam pod nosem po czym znów rzuciłam się na Jelenia. Tym razem wbiłam swoje pazury w jego bok i zaczęłam dusić. Brunatny samiec o wielkim porożu w panice uderzył w drzewo i złamał kopyto. Potknął się i upadł. Był mój. Po dziesięciu minutach było po wszystkim. Zjadłam ptaki, jako iż głód w Dolinie nie będzie na, doskwierał przez kolejne dwa dni, i złapałam jelenia. Ważył około 280 kilogramów. Z trudem wzbiłam się z nim w powietrze i poleciałam do watahy. Zajęło mi to aż dwadzieścia minut.

 * * *

Stanęłam przed jaskinią Alfy i z hukiem upuściłam Jelenia. Zawyłam przeciągle. Słońce zaczęło powoli się już chować, lecz nikt jeszcze nie spał. Pierwsza z jaskini wyszła Alfa. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Prychnęłam. Kolejne wilki zaczęły zbierać się wokół mnie. Wzbiłam się w powietrze.
- Zostawcie mi czaszkę i poroże. Resztę zjedzcie... - mruknęłam po czym odleciałam do lasu. Ciekawe czy złość Odalis minęła.

Dokończy Odalis

Od Odalis

- Gratuluję - powiedziałam cicho i wyfrunęłam z jaskini.
Wzniosłam się wysoko. Przed oczami pojawiły mi się obrazy.

Szłam zamyślona przed siebie. Nawet nie zauważyłam, że zaczęłam wchodzić do rzeki. Na szczęście było tu płytko. Przelotnie spojrzałam na wodę i zamarłam... Woda była w kolorze krwi.
Szybko się opanowałam i pobiegłam do leżącego ciała...
- Unriva? - spytałam sama siebie, kiedy dokładniej przyjrzałam się ciało.


- Czemu jesteście tacy... smutni? - zapytała Unriva bez ogródek.
- To jest... przykry temat.
Wilczyca milczała.
- Mieliśmy mieć drugi już dawno, ale poroniłam - wydusiłam w końcu.
- Kto był taki... - wysyczała.


- Może około sześciu... To moja szczęśliwa liczba - pochwaliłam się.
- Moja to dziesięć.
- Taka pełna... - zamyśliłam się.
- Okrągła..
- Masz rację.
- ...Jak ty - zażartowała wilczyca.
- Ej no! - udałam obrażoną.
Śmiałyśmy się chwilę razem. Taaak... Unriva, seryjny morderca? Przecież jest taka sympatyczna!
 

Były dobre chwile naszej "przyjaźni", jeśli mogę tak to nazwać... Ale wcześniej nie zawsze tak było.

Co ty tu robisz? - Zapytałyśmy prawie jednocześnie.
- Poszłam się przejść - odpowiedziała Unriva.
- Ja jestem na zwiadzie - powiedziałam.
Wilczyca zamyśliła się.
- Te skunksy, przepraszam za wyrażenie, nawet nie podziękowały mi za to, że wygoniłam demony.


Wadera spojrzała na mnie przeciągle i... Zwyczajnie sobie poszła.
Stałam osłupiała. Nie wiedziałam, co robić. Biec za nią, nie biec?
Podjęłam decyzję. Spojrzałam za znikającą w Lasie Cieni postacią.
- Unriva! - zawołałam i pobiegłam za nią.


Unriva nie zawsze była miła, ale mimo wszystko uratowała mi kilka razy życie. Zawsze będę to pamiętać.
- Auć!
- Ojej, przepraszam - spojrzałam w dół. Wylądowałam akurat na Assuvie.
Ashiraii patrzyła na to wszystko z boku.
- Idę - rzekł niezadowolony wilk.
Zostałam sama z drugą zwiadowczynią.

Dokończy Ash

Od Exaliosa

Odalis patrzyła na mnie uważnie.
- Powtórz to - rozkazała.
- Unriva odeszła z Doliny - odparłem równie obojętnie, jak wcześniej.
Całej rozmowie przysłuchiwały się córki. Chociaż Beta kazała im iść sobie, bo tatuś i mamusia muszą porozmawiać na osobności, nadstawiały uszy przy różnych szparach w jaskini.
Rzuciłem spojrzenie za siebie. Z otworu, przez które zwykle wpadało słońce, zniknęło niebieskie oko.
- Jak mogłeś jej na to pozwolić? - siostra Alfy pokręciła głową.
- Prawidłowa odpowiedź brzmi: jak mogłem jej nie pozwolić? - rzekłem.
- Jesteś jej ojcem - stwierdziła ze skwaszoną miną partnerka.
- Tak, jestem jej ojcem. A ty jej matką. Oboje ją wychowywaliśmy - podkreśliłem słowo "oboje".
Wilczyca przewróciła oczami.
- Widać, nie wychowałeś jej dobrze!
- Ty również - mój ton stał się chłodny.
- No tak, ale to nie mnie próbowała zabić własna córka! - podniosła głos.
- Ja jej nie kazałem - odwróciłem się od samicy. - Może ty coś o tym wiesz? - dodałem głośniej.
Odalis głośnio wciągnęła powietrze.
- Pięknie, sugeruj przy dzieciach, że nasłałam na ciebie Unrivę!
- To ty się przyjaźniłaś z tamtą - spojrzałem w oczy Becie. - Ja.... Nie. Była zwyczajnym wilkiem, który robił sobie często krzywdę. Tyle o niej myślę. Zwyczajny wilk, który działał zbyt impulsywnie. Kierowała się emocjami. I przepadła jak kamień w wodę.
Partnerka milczała.
- Gratuluję - powiedziała cicho i wyfrunęła z jaskini.

piątek, 20 września 2013

Konkurs "Obce strony"!

Pora na kolejny konkurs! O co w nim chodzi?

Jest bardzo podobny do dużo wcześniejszego konkursu "Nazwij miejsca w Dolinie".  Ale nie do końca.
Musicie wymyślić nazwę miejsca (np. Skalisty Kanion, nie może być po angielsku!), opis do niego (Głęboki kanion, którego nie da się przeskoczyć ani wdrapać się po jego ścianach...) oraz podać link do zdjęcia. Jedna osoba może wysłać maksimum trzy miejsca.
Autorzy najciekawszych miejsc mogą otrzymać od dwóch do nawet sześciu Punktów.
Wymyślone miejsca wysyłacie do mnie (Nininka na Howrse) lub na emaila Doliny (dolina.wilkow@gmail.com). Prace nadsyłajcie do końca września.

Po co to wszystko? W Dolinie nie ma już jedzenia, czas poszukać nowego terenu. Uwaga, miejsca te nie mogą znajdować się blisko Doliny!

Powodzenia życzy Wam Beta Odalis
odkrywająca nowe tereny.

Wyniki głosowania na Miss i Master

Czas się skończył! Kto według Was jest najpiękniejszy w watasze...?

*fanfary*

Miss watahy została Ashiraii!
Master watahy to Assuva!

Lecą 4 Punkty :)

Z Polany Spotkań pozdrawia Was Beta Odalis
która udaje, że ma focha na Ash.

Od Joy: Powódź

- Mamo, mamo... - próbowałam ją obudzić.
- Co się stało? - powiedziała zaspanym głosem.
Spojrzałam na słońce, które zaczęło witać nas na niebie.
- Już poranek. Obudź się! - krzyknęłam zniecierpliwiona.
- Wstaję, wstaję - mruknęła.
- Macie pomysł jak się wydostać?
- Ja mam - powiedziała moja mama. - Ale nie jest on wcale przyjemny...
- No więc...?
- Wieczorem będzie ulewa. Najprawdopodobniej przeżyjemy powódź. Woda, która wypełni dziurę uniesie nas i będziemy wolni.
- Że co?! Nie mam zamiaru czekać do wieczora. Poza tym jesteśmy już spóźnieni parę dni, Odalis będzie wściekła. Może mnie jeszcze wygnać z watahy.
- Nawet tak nie myśl - odezwał się oburzony Chever. - Na pewno tego nie zrobi. Wezmę winę na siebie.
- Nie, to moja wina. To ja nas w wszystko wpakowałam...
- Ale...
- Nie ma żadnego "ale". To moja wina i teraz ja muszę to wszystko naprawić. Tylko nie mam zielonego pojęcia jak... - powiedziałam załamana.
- Jak tam twoje skrzydło?
- Że co?... Ach, tak. Nadal boli.
- Może spróbuj stąd wylecieć.
- Dobrze - popatrzyłam niepewnie w górę. Zaczęłam machać jednym skrzydłem, potem drugim... Powoli zaczęłam się unosić nad ziemię. Chever z mamą zaczęli się uśmiechać.
- Dasz radę! - krzyknął. Byłam coraz wyżej i wyżej... Aż końcu dotknęłam łapami ziemi.
- Udało się, udało - szeptałam szczęśliwa. Szybko pobiegłam w stronę mojego legowiska, nie chciałam lecieć, bo bałam się, że mogę jeszcze spaść. Usłyszałam głos szczeniaków.
- Chiki, Richi, Samara?
- Joy! - rzuciły się na mnie. - Jak dobrze cię widzieć!
- Was też. Samara, władasz wodą, tak?
- No...
- To świetnie. Musisz iść ze mną.
- A co z nami? - odezwała się reszta.
- Musicie tu zostać.
- To nie fair! - krzyknął z wyrzutem Chiki. - Ona zawsze może gdzieś z tobą iść, a my musimy tutaj siedzieć.
- Właśnie! - poparł go Richi. - To jest niesprawiedliwe, i myślę, że powinnaś nas zabrać.
- Ona jest starsza od was, a wy jesteście jeszcze za młodzi.
- Ale...
- Nie mam czasu na pogaduszki z wami. Idźcie pobawić się z sąsiadami.
- Ale...
- Co ale?! - krzyknęłam zdenerwowana.
- ...Ich nie ma.
- Jak to?
- No tak to. I nie musiałaś krzyczeć - obraził się Richi.
- Oj, nie bądź beksa - zaśmiał się Chiki. - Możesz iść, ja się nim zaopiekuję.
- Nie jestem małym dzieckiem!
- Właśnie że jesteś.
- Dobrze, nie kłóćcie się. Ja powinnam za chwilę wrócić. Miej go na oku - mruknęłam porozumiewawczo, co Richi zauważył.
- Czy to ma być jakiś spisek?! - krzyknął przerażony.

Chever, jak tam u was?

czwartek, 19 września 2013

Od Mrocznego

Zmrużyłem oczy, krytycznym wzrokiem przyglądając się Navi. Co prawda byłem zły, ale nie mogłem ignorować tego, że wilczyca ma problemy z chodzeniem. Oblizałem nerwowo pysk i z ukosa zerknąłem na szamana. Może on też zaintetesuje się tym, że moja partnerka nie za bardzo może chodzić. Jednak on wydawał się być przede wszystkim zły.
-Jeżeli obydwoje będziecie łamać moje zasady, całe leczenie pójdzie na marne- powiedział rozzłoszczony, patrząc i na Navi, i na mnie. Zrobiłem minę niewiniątka, po czym spojrzałem na moją partnerkę.
-Rafael ma trochę racji...- powiedziałem niechętnie, nie patrząc na szamana. Mogłem wyobrazić sobie wyraz jego pyska, gdy przyznaję mu rację.-Nie powinnaś chodzić, bo inaczej twój stan się pogorszy i nigdy nie wyruszymy w dalszą drogę.
Po tych słowach usiadłem, strzygąc uszami w stronę Rafaela. Chciałem, żeby on też potwierdził moje słowa. Może Navi nas posłucha, gdy obydwoje powiemy, że nie może chodzić. Szaman na początku nie zwrócił na mnie uwagi. Dopiero po paru sekundach dotarło do niego, że teraz jego kolej by coś powiedzieć. Odchrząknął, po czym spojrzał na moją partnerkę.
-Mroczny ma rację...- powiedział, a mi sprawiło to satysfakcję. Nie często słyszałem pochwały od niego.- Powinnaś się oszczędzać przez najbliższy tydzień, by w pełni sił wyruszyć na wyprawę.
Po tych słowach skinął łbem najpierw do niej, a potem do mnie. Po chwili opuścił jaskinię, zostawiając nad samych. Uśmiechnąłem się szeroko do Navi, po czym ruszyłem w jej stronę. Usiadłem obok niej i wtuliłem się w jej miękkie futerko.
-Musisz się oszczędzać przed wyprawą-powiedziałem zduszonym głosem, gdyż pysk miałem zatopiony w jej sierści. Navi westchnęła cicho.
-Ale ja tak bardzo chciałabym wyruszyć w drogę już teraz...-mruknęła. Uśmiechnąłem się delikatnie pod nosem.
-Wiem, ja też- powiedziałem, a potem odsunąłem się nieco, by móc na nią spojrzeć.- Zobaczysz, tydzień minie nam bardzo szybko i nim się obejrzysz, będziemy już w drodze.
Wilczyca uśmiechnęła się do mnie, a ja odpowiedziałem jej tym samym. Naprawdę nie mogłem doczekać się podjęcia dalszej wędrówki, a potem szybkiego powrotu do Magicznej Doliny.

Od Exaliosa

Teleportowałem się do Jaskini Szamanów. Byłem cały obolały. Nie było miejsca bez siniaka na moim ciele. Posmarowałem je maścią i poczekałem chwilkę. Zniknęły, tak jak chciałem, ale wciąż mnie bolało. Takie rzeczy trzeba przeczekać.
Czemu jej nie goniłem? To nie mało sensu. Przecież biega szybko, jak chce, więc nie miałbym z nią szans. Nie mógłbym się do niej teleportować, bo nie wiedziałbym, gdzie pobiegła.
Byłem bezsilny. Tak, przyznaję, wobec tej małej, przeklętej, skunksiary Unrivy Anspeire, niech jej imię zniknie z mej pamięci, byłem bezsilny. Nie mogłem jej skrzywdzić, a nawet gdybym ją obezwładnił, cóż miałbym uczynić? Nie umiałbym jej zabić. Nie jestem taki. Dlatego odeszła.
- Tato, nic ci nie jest? - ze łzami w oczach wbiegły wszystkie trzy córki do Jaskini.
- Już dobrze, skarby moje - przytuliłem je.
- A co z...? - Isanis nie dokończyła.
- Ona sobie poradzi. Jak zawsze - odparłem spokojnie.
- Już myślałam, że się utopisz! - wykrzyknęła Soreia.
- Ale się nie utopiłem - ciągnąłem dalej z tak samo obojętną miną.
- Ale jak...?
- To zostanie dla was tajemnicą.
Którą może wam kiedyś wyjawię, dokończyłem w myślach. Ja jeden to wiem.

środa, 18 września 2013

Od Exaliosa

Drobna sylwetka unosi się coraz wyżej. Wypływa. Ja nie. Ja opadam, niczym worek napełniony wodą.
Mocne uderzenie wybiło mnie z wody. Zupełnie, jakby człowiek kopnął leciutką piłkę hen, wysoko. Nawet woda nie powstrzymała uderzenia.
Wylatuję jak pocisk z Jeziora i spadam na brzeg. Potłukłem się mocno. Wykrztusiłem wodę z płuc.
Podniosłem wzrok. Woda spływała mi między oczy. Przymknąłem je. Seria ciosów opadła na moje ciało.
Ktoś skoczył mi na łeb i przytrzymał go do ziemi. A właściwie ktosia.
Ciężar znika mi z karku, ale znów powraca. Skacze po mnie. Chce złamać mi kark.
Wykorzystuję wolną chwilę i gwałtownie przeturlam się na bok. Wilczyca opada na ziemię.
- Tym razem ci odpuszczę. Odchodzę. Ale to nie koniec.
Odwraca się na pięcie i oddala.
- Unrivo, przeklinam cię - szepczę.

wtorek, 17 września 2013

Od Exaliosa

 Kim jestem? Kim są otaczające mnie wilki? Czym jest ten świat?
Czemu nieustannie nas zaskakuje? Czy nie mógłby nie potrzebnie straszyć wilka?
Niektórych rutyna dobija, inni twierdzą, że im odpowiada. Co ja na to? Ile o sobie nie wiem?
Czy można by zdecydować, jak potoczy się los? Zaplanować szczęśliwe życie? Nie. To nie byłoby szczęśliwe.
Ty unosisz brew, uśmiechasz się pod nosem. Ja to widzę. Nie musisz tego ukrywać. Ja to wiem.
Ty mówisz, czy chciałbym to wtedy zrobić inaczej. Ja wiem jedno.
Zrobiłbym tak samo.
Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono...

 ***

Taniec wciąż trwa. Drzewa znikają w tyle. Tylko ja i trasa. Tylko ja. Tylko...
Wielkimi susami wybiegam z lasu. Nie hamuję. Nie muszę. Pędzę wciąż naprzód. Naprzód. Naprzód.
Nie zatrzymując się, wskoczyłem do Jeziora. Przebieram łapami. Chcę wypłynąć. Kieruję swój wzrok w lewo. Źrenice rozszerzają się. Bezradnie macham łapami. Tylko jedna myśl. Wynurzyć się.
Powoli tracę powietrze. Coraz bliżej. Odwracam łeb. Odruchowo biorę wdech. Krztuszę się. Woda wlewa się do płuc. Nie mam tlenu. Nie mam nadziei. Duszę się.
- Przechytrzyłaś mnie - szepczę ostatkiem sił.
Obraz oddala się za czarną zasłoną. Opadam na dno...

poniedziałek, 16 września 2013

Od Exaliosa

Równe bicie serca. Łapa za łapą, niczym w jakimś tajemniczym tańcu, nie zawadzając o siebie. Czas jakby zwolniony, leniwie przelewa się między pazurami... Równomierny oddech. Jeszcze trochę... Coraz bliżej... Czuję to...

Teraz, kiedy patrzę na to na spokojnie, przypomina mi się pytanie, które zadał mi Radioactive.
- Exalios, a dlaczego w sumie nie przewidziałeś przyszłości? Dlaczego tego nie robisz?
Wytrzymałem wtedy wdech. Nie chodziło o to, że powiedział mi po imieniu, pozwalałem mu. W tamtym momencie było jedno z tych Trudnych Pytać, na które wilk sam tak do końca nie zna odpowiedzi.
Po długim milczeniu z mojej strony Radio ponowił pytanie.
- Dlaczego nie przewidujesz przyszłości? Przecież żyłoby ci się łatwiej. Wątpię, żebyś nie umiał wróżyć wystarczająco dobrze sam - parsknął szaman.
- Widzisz, Radio - rzekłem przeciągle - z tym wróżeniem to jest różnie. Sam żałuję, że mam taką moc.
Wielkie oczy samca nie zniechęciły mnie. Drążyłem dalej.
- Kiedyś, kiedy byłem młody jeszcze, zielony zupełnie, myślałem, że mam dar na darami. Przecież mogę przewidzieć, co teraz powiesz, prawda? Jaki ruch wykona wróg, gdzie znajdę zwierzynę... Wspaniała rzecz, nie? Otóż nie. Wieloletni wróżbici, jakiś spotykałem, zgodnie stwierdzali, że pierwsza rzecz, jaką powinni przewidzieć, to konsekwencje.
Im dalsza przyszłość, tym bardziej mglista, nieznana. Obrazy są niewyraźnie, aż zupełnie niewidoczne, dlatego możemy przewidywać jedynie najbliższą przyszłość. Zawsze można na siłę ją zmienić, postępując inaczej, niż zobaczyliśmy w przyszłości.
Bawiłem się przepowiadaniem rok. Tyle mi wystarczyło, żeby zrozumieć jedno. Wróżąc nie będę szczęśliwy. Nie przerywaj mi.
Tak, wróżbici nie są najszczęśliwsi pod słońcem, wbrew przesądom. Wilk traci wszelką radość z niespodzianek, nie cieszą go prezenty, bo wie, jak skończą. Nie może poczuć dreszczyka emocji podczas nieprzewidywalnej wyprawy, bo wszystko wiedzą. Życie ich nudzi.
Dlatego ja, Radio, szybko porzuciłem wróżenie. Robię to tylko rzadko, aby nie zapomnieć, jak to się robi. Wolę żyć w niewiedzy.

niedziela, 15 września 2013

Od Exaliosa

 - Cześć kochanie - polizałem Odalis.
- Cześć. Idę z Ashiraii na zwiady. Nie będzie mnie cały dzień, prawdopodobnie pójdziemy aż do ruin świątyni. Dawno tam nie byłam, ale formalnie to nasz zdobyty teren, więc... - Odalis urwała. Nie lubiliśmy rozmawiać o świątyni Wilków Pełni. Wiązało się to z porwaniem Bety oraz Moon, walką, śmiercią Hayleya, ale również złamaniem klątwy Grape.
- Dobrze. Dopilnuję watahy podczas twojej watahy, ale nie sądzę, żeby stało się coś złego.
- Mam nadzieję.
Ach, wciąż pamiętam te słowa!
Nic nie przeczuwając poszedłem do zacisznej Jaskini Szamanów.
- No, nie rozleniwiać się! - zawołałem do Radio, Vickey, Youe i Zeny.
- Zielarki, wodorosty z Jeziora. Radio, pokrzywy. Ja idę po rumianek oraz miętę.
Wilczyce spojrzały na mnie z wyrzutem, Radioactive pokręcił głową i westchnął. Nic nie odpowiedziałem i ruszyłem do lasu. Do moich uszu dotarł jeszcze tylko szept:
- Tak, nam to jak zwykle czarną robotę daje.
Należał do jednej z zielarek. Nie zastanawiałem się, która to powiedziała. Jeśli jeszcze nie pojęli, że właśnie dlatego są jeszcze zielarkami, to nie wiązałem z nimi świetlanej przyszłości. Też byłem kiedyś zielarzem i Stary Wilk dawał mi dużo gorsze rzeczy tylko do ćwiczeń, mi zaś te składniki są potrzebne do zupy.
Urwałem dwie garści rumianku i mięty. Między drzewami zobaczyłem ogon szamana. On też kończył. Mam nadzieję, że bardzo się nie poparzył. Jeśli tak, znam świetny okład z pokrzyw na poparzenia.
W Jaskini wrzuciłem wszystko do kotła i zacząłem nasłuchiwać.

***

Biegłem czym prędzej przez las. Za mną była Isanis. Koira została z tyłu, bo nie nadążała. Soreia dzielnie machała skrzydełkami, ale też opadała z sił. Isanis zrównała się ze mną. Posłaliśmy sobie nieme spojrzenia. Ona wiedziała.

sobota, 14 września 2013

Głosowanie

Zagłosuj na Miss

Zagłosuj na Mister

Głosowanie trwa do piątku (20.09.)

A wy, na kogo zagłosujecie?
Beta Odalis

Od Exaliosa

Ponura aura krążyła po Dolinie. Szczenięta łkały pod nosem.
- Nie płaczcie, kochane, proszę... - Kari próbowała pocieszyć wilczątka.
- Jesteśmy głodni - zajęczał Dali.
- Nie było obiadu - dodał Darian.
Do głowy napłynęło mi wspomnienie. Przed oczami ukazała mi się postać Shakiry.
- Shakira - szepnąłem.
Wilczątko obok mnie wybuchnęło płaczem i uciekło. Nie zdziwiłem się. Ta wilczyca kradła posiłki właśnie najmłodszym członkom watahy. Kiedy nie było głodu, nie było tak źle, ale teraz, w takiej sytuacji, dzieci myślą tylko o niej, jakby susza była jej winą. Zresztą, Shakira i tak o tym nie wie. Została wygnana już dawno, bo Marchesa nie toleruje takiego zachłannego obżarstwa. Jak była głodna, mogła powiedzieć, a nie zabierać młodszym. Potem tłumaczyła się, że i tak by jej nie daliśmy. Miała po części rację. Nie była najszczuplejszej sylwetki.
Powlokłem się w stronę Jaskini Szamanów. Dzisiaj same ziółka...

Od Joy: Pomoc

Przeleciałam szałas moich sąsiadów i zauważyłam moją mamę, która jak zawsze sporządzała jakiś eliksir. Poleciałam od tyłu, lądując na miękkiej trawie.
- Cześć, ma...
- Joy! - Odwróciła i rzuciła się na mnie z łzami w oczach. - Nie ma przy tobie Victorii... - zauważyła.
- Mamo, ona...
- Nie żyje?! - krzyknęła przestraszona.
- T-tak...
- Ale... jak to? Co się stało? - Usiadła, opierając się o kociołek, w którym był przygotowywany eliksir.
- Nawet sama nie wiem... Ale jest jedna osoba, która może ci powiedzieć.
- Gdzie ona jest?
- Właśnie wpadła do dołu...
- Ach, te szczeniaki... OK, nie ma czasu na pogaduchy. Musimy jej?...
- Mu...
- Właśnie. Musimy mu pomóc - szybko wstała i nim zdążyłam coś powiedzieć odleciała.

***

Popatrzyłam na zachmurzone niebo, z którego zaczęły spadać krople deszczu. Zamiast lecieć, musiałam iść na piechotę. Czułam się, jakbym pierwszy raz tutaj była. Zagubiona, kompletnie nie wiedziałam, gdzie jestem i dokąd zmierzam. Szłam cały czas prosto, aż nagle straciłam grunt pod nogami.
- Auć! - krzyknęłam, łapiąc się za skrzydło.
- Zejdź ze mnie! - popatrzyłam zaskoczona na dół.
- Mama! Co ty tu robisz? - spytałam zdezorientowana.
- Czy twoja mama może ze mnie zejść? - powiedział czyjś zniecierpliwiony głos. Próbowałam wszystko poukładać w głowie... No tak, wpadłam do wilczego dołu!
- Joy? Co ty tutaj robisz? Nie powinnaś być na górze?...
- Au... - dotknęłam złamanego skrzydła. Byłam zdołowana, bo jeżeli nie mogę wylecieć, to jak mielibyśmy się stąd wydostać?
- Joy! Słuchasz mnie? - ocknęłam się z swoich myśli. Popatrzyłam na swoje skrzydło, wyglądało okropnie.
- Dasz radę stąd wylecieć?
- Nie wiem, chyba nie... - Napłynęły mi do oczu łzy.
Deszcz zaczynał coraz mocniej padać, a słońce powoli zachodziło. Robiło się coraz zimniej, byłam głodna, zmęczona i przestraszona tym, czy kiedykolwiek nas stąd wyciągną. Zwinęłam się w kłębek, próbując się ogrzać.
- Joy. - Podszedł do mnie Chever. Popatrzyłam na niego smutno.
- Tak?
- Nie bój się. Jestem przy tobie. - Uśmiechnęłam się lekko.
Położył się obok mnie. Rozmawialiśmy przez całą noc, nawet już nie zwróciliśmy uwagi na deszcz, mróz czy brak jedzenia.

piątek, 13 września 2013

Od Ashiraii

Spojrzałam na Assuvę. Jaskinię? Przecież dopiero znalazłam się w watasze!
- N-nie... - powiedziałam. Wilk uśmiechnął się do mnie i poszliśmy w stronę legowisk.
- Jak widzisz... Większość legowisk... Nie jest zbyt urokliwa. Ta jest za mała, ta za ciasna, ta zbyt wysoka, ta... Zbyt niekształtna - tłumaczył mi samiec.
Ostatnia jaskinia, jaką mi pokazał, była przepiękna.
- Och! Chcę tę! Tę! - Uradowałam się, widząc idealną jaskinię położoną na małym wzgórzu. Była nieco odizolowana od reszty, otaczał ją las.
Assuva spojrzał na mnie niepewnie.
- Ta jest moja - powiedział. Spojrzałam na niego.
- Czy... Czy mogłabym z tobą zamieszkać? - zapytałam.

Assuva?

czwartek, 12 września 2013

Od Exaliosa

Siedziałem na kamieniu, na szczycie Harwene. Obok mnie był Grape.
- Widziałem ostatnio Eleonorę. Strasznie marnie wygląda. Szukała korzonków - poinformował mnie brat.
- Wygnaliśmy ją - odparłem.
- Tak? Kiedy?
- Pamiętasz wojnę z Ognistymi?
- No?
- Podburzała wilki. Zachęcała do buntu. Miała nam za złe, że wszyscy muszą walczyć o dobro Doliny. Ona wolała się obijać - skrzywiłem się.
- Rzeczywiście, należało jej się. Na szczęście wojnę wygraliśmy.
- Tak, na szczęście. Większość to starzy członkowie, lojalni wobec Marchesy. Szybko ją zgasili.
- W każdym razie wciąż się tu kręci - stwierdził biały basior.
 - Nie dziwię się. Jest zbyt leniwa, aby odejść na dobre. Ale wkrótce to zrobi - dodałem ciszej. W powietrzu zawisła niewymówiona groźba.
- Pewnie masz rację... A wy?  - zapytał samiec.
- Co my?
- A zresztą. Jeszcze tego nie zauważyłeś? Nie przeglądałeś się w wodzie? - Grape odbiegł ode mnie.
Zastanowiły mnie jego słowa. Teleportowałem się do Szmaragdowego Jeziora i pochyliłem nad taflą wody.
- Same kości...

środa, 11 września 2013

Od Kari: Głód

- Mamo, jestem głodna! - zajęczała Diana.
- Przykro mi, kochanie.
- Jestem głodna!
- Nie mogę nic na to poradzić.
Chciało mi się płakać. Wszyscy chodziliśmy głodni. Było mi żal Diany.
- Cześć Kari!
- Cześć Nesso!
- Diana jest głodna?
- Tak.
- Udało mi się dostać wróbla. Możesz jej dać.
- Dziękuję ci!
- Proszę.
Nesso został i gadaliśmy do wieczora. Udało nam się zapomnieć o głodzie.

Od Exaliosa

Otworzyłem oczy i parsknąłem. Przede mną stała Zena i systematycznie polewała wodą. Wstałem na równe nogi i otrząsnąłem się z wody.
- Już dobrze, stop! - zawołałem, bo zielarka szykowała się do kolejnej fali wody.
- O, już się obudziłeś. Dostałeś udaru słonecznego, bo wyszedłeś na dwór w sam środek południa. Radioactive myśli, że jesteś zmęczony - wilczyca bacznie mnie obserwowała.
- Rzeczywiście, byłem ostatnio przepracowany - odparłem. - Ale już odpocząłem. Co się stało ze wszystkimi eliksirami?
- Sprawdzaliśmy, czy nie są przeterminowane. Dawno tego nie robiliśmy.
Ładna odpowiedź, nie ma co, pomyślałem.
- Dobrze. Zostawię to wam, tymczasem sam pójdę do Odalis - rzekłem.

Wychodząc usłyszałem, jak odetchnęli z ulgą.
- Odalis? Jesteś tu? - wsunąłem łeb do naszej rodzinnej jaskini.
- Exalios? To ty? - ujrzałem zatroskany pysk Bety.
- Tak, to ja. Co się stało, mój podmuszku?
- Martwiłam się o ciebie.
- Przepraszam. Źle się poczułem. To już minęło.
- Mam nadzieję.
- Ja tez, kochanie, ja też...

Od Assuvy

Gdy się obudziłem tego dnia, było mi jakoś dziwnie... Taka mała, niby nie wyczuwalna pustka. Machnąłem na to łapą.

W jaskini było głośno. Nie lubię tego... Z trudem wytrzymywałem każdą minutę i miałem ochotę wyjść stamtąd. Głód jednak jest silniejszy. Jestem jednym z ostatnich hierarchią i od kilku dni zabrakło dla mnie jedzenia. Stałem w tej kolejce i czekałem grzecznie na swoją kolej. I tak mijały sekundy... Minuty... Kiedy kolejka wreszcie doszła do mnie okazało się, że byłem ostatni. Wprawdzie za mną były jeszcze cztery wilki, ale jednym z nich był szaman (więc miał pierwszeństwo) i trzy samice, które przepuściłem. Samce są silniejsze niż samice. Prawda w oczy kole. Wracając... Gdy wreszcie nadeszła moja kolej zabrakło mięsa. Myślałem, że zwariuję. Ja i kilka innych samców kolejny dzień zostaliśmy bez jedzenia. Już miałem wyjść, wściekły i sprawdzić na własne ślepia, czy naprawdę nie ma tu niczego jadalnego, kiedy zatrzymała mnie jakaś wilczyca. Nie widziałem jej wcześniej. Gdy spojrzałem w jej oczy, utonąłem w bezdennym błękicie. Podsunęła mi wróbla.
- Nie jestem aż taka głodna... - uśmiechnęła się. Ja chyba śnię! W watasze brak jedzenia, a ona oddała mi swoje.
- N-na pewno? - wyjąkałem z niepewnością.
- Tak... Jestem tu nowa, już dziś jadłam...
- Dzięki... - Nie posiadałem się ze szczęścia, jednak starałem się to ukryć. Wilczyca zamyśliła się na chwilkę, a ja najszybciej jak umiałem połknąłem ptaka leżącego u moich łap.
- Jestem Ash, a ty? - spytała przekrzywiając główkę.
- Assuva... Mów jak chcesz. Masz już jaskinię?- spytałem. 

Ash? ^.^

wtorek, 10 września 2013

Od Exaliosa

Siedziałem wśród kurzu, ksiąg i ciemności. Rytmicznie kiwałem łbem na boki.
Źle się czułem. W głowie mi się kręciło, byłem rozdrażniony i niespokojny.
Wstałem i podszedłem do półki. Świeciła pustkami oprócz jednej, jedynej pigułki.
Przeklęty Radio! Przynajmniej została jedna.
Chwyciłem ją bez wahania i połknąłem.
Od razu poczułem się lepiej. Byłem z optymistycznym nastawieniem. Szczęście mnie rozpierało.
Wyskoczyłem na świeże powietrze. Powinienem się dotlenić w ten piękny dzień.
Rozejrzałem się dookoła zadowolony. Żar z nieba, sucha trawa i drzewa niedające cienia. Tylko tyle mi do szczęścia było potrzebne! Od razu pobiegłem w kierunku Rzeki. Tam musi być jeszcze wspanialej.
Wilki obserwowały mnie w dusznych jaskiniach. Ach, pewnie mi zazdroszczą!
Słońce pieściło moje futro. Poczułem lekki dym.
Zignorowałem to i w podskokach pobiegłem w stronę koryta rzecznego.
Jeszcze jeden skok...

Wilki zbliżały się. Jedyne, co zobaczą, to nieruchome ciało. Miarowo oddychałem. Nieruchome ciało...

Od Kari: Kill

Zachęcałam szczeniaki do zabawy. Zaproponowałam berka. Gra szybko się skończyła.
- Kari!
- To ty, Kill?
Zobaczyłam liska, którego kiedyś przygarnęłam.
- Tak, to ja. Nie mogłem niczego znaleźć do jedzenia, ale Exalios wrócił.
- Dziękuję, bardzo nam pomogłeś.
- Mogę się pobawić ze szczeniakami?
- Oczywiście.
Wieczorem kazałam szczeniakom pójść spać. Kill też poszedł z nami. Wszyscy zasnęliśmy.

poniedziałek, 9 września 2013

Od Exaliosa

Na skraju Lasu Cieni teleportowałem się po prostu do Jaskini Szamanów. Radioactive uniósł tylko brew znad swoich eliksirów, ale nic nie powiedział. W chwili, kiedy zniknąłem z Lasu wszystkie myśli jakby uleciały, ale nie zamierzałem robić cyrku przy wilkach, a już na pewno nie przy szamanie. Obojętnie podszedłem do gotującej się zupy, poprawiłem ją trochę w smaku i przeszedłem się wzdłuż ksiąg. Wziąłem jedną w zęby, położyłem na ziemi i zacząłem czytać, ale niezbyt mi to wyszło. Byłem rozkojarzony i zirytowany. Łyknąłem eliksir na uspokojenie, a Radio obserwował mnie, jakbym brał jakieś środki uzależniające, aby popełnić samobójstwo. Zignorowałem to i zacząłem przeszukiwać półkę z tabletkami. Drugi szaman wstał i jakby od niechcenia stanął obok mnie.
- Ta jest dobra - wskazał tabletkę, która cofała działania jakiejkolwiek magii.
- Szukam innej - nie dałem się oszukać.
Radioactive wyszedł z jaskini, swoją postawą pokazując, że nie chce mieć z tym nic wspólnego.
- Ta jest lepsza - jakiś głos rozległ się, a jedna pigułka spadła na ziemię.
Powąchałem ją. Śmiercionośna.
- Unriva! - zawołałem.
Zza moich pleców wyszła córka.
- Tak, tatusiu? Przez ciebie przerwałam zabawę ze szczeniakami - dodała z wyrzutem.
- Nie będę cię przepytywał i wypadał. Precz - wysyczałem.
- Niech będzie według twojej woli - wyszeptała Un i wybiegła.
- Te dziecko wpędzi mnie do grobu - podniosłem oczy ku niebu.


- Jak sobie życzysz - postać uśmiechnęła się do siebie. - Jak sobie życzysz.
Słońce zachodziło. Drobna wilczyca skierowała swe spojrzenie ku Jaskini Szamanów.

niedziela, 8 września 2013

Od Exaliosa: Szczęśliwe zakończenie

- A właściwie, co ty tu robisz? - zapytałem Killa.
- Ja? Ja... Ja szukam jedzenia. - Lis się zaczerwienił.
- Ty? Jesteś mniejszy od wilka. Nie upolujesz niczego odpowiednich rozmiarów.
- Skąd wiesz? - oburzył się mój niechciany towarzysz.
- To widać - odparłem.
- Tak? W takim razie żegnaj! - obraził się lisek i zniknął w krzakach.
Wreszcie. Tylko by mi przeszkadzał, pomyślałem. Może mnie śledził!
Mimo wszystko trzeba było napełnić żołądek. Dwa dni bez jedzenia dawały się we znaki. Nie mogłem dłużej ryzykować. Zawróciłem. Złość ze mnie zupełnie uleciała. Zacząłem truchtem biec w stronę watahy. Byłem pewny, że mnie potrzebują. Zawsze mnie potrzebowali. Nikt nie mógłby pogodzić się z myślą, że zniknąłem na zawsze. Tak, jestem tego pewien. Czekają na mnie. Wartownicy mnie wypatrują o każdej porze. Zależy im. Wrócę i pomogę im przygotować moją zupę. Liczą na mnie, beze mnie niczego by nie zrobili. Tak, stu procentach. Pozytywne myśli napływały. Uśmiechnąłem się. Słońce jakby świeciło jaśniej. Znów stałem się Exaliosem Rudarciste, Najwyższym Szamanem w Magicznej Dolinie.
- Dobra robota - szepnął do siebie Kill za moimi plecami, ale nie dosłyszałem już tego. Moje myśli błądziły daleko, daleko stąd...

Happy End

[przyp. Autora] Tak króciutko. Wszystko wraca do normy, Exalios znów jest małomównym, opanowanym szamanem i kompletnie wyrzucił ze swojej pamięci wydarzenia z kilku ostatnich dni, nie wiadomo czemu ;)

Od Chevera: Wilczy dół

- Dam sobie radę. - Joy usiadła, dysząc ciężko.
- Skoro tak mówisz... - ustąpiłem.
Odczekałem chwilę, aż Joy trochę odpoczęła. Potem znów ruszyliśmy, wilczyca prowadziła.
- Znałeś Victorię? - zagadała.
- Tak - przyznałem. - Przyjaźniliśmy się.
- Myślałam, że może coś więcej...
- Nie - uciąłem. - Tylko się przyjaźniliśmy. Victoria nie chciała się w to angażować - wytłumaczyłem krótko.
Zaczęliśmy rozmawiać o zaginionej. Opowiedziałem Joy, gdzie znalazłem wilczycę i jak zginęła - w końcu chyba powinna chociaż to wiedzieć. Ona zaś przybliżyła mi ich wspólne dzieciństwo i zabawy szczeniąt, jak się rozstały i dlaczego zaczęła jej szukać.
Patrzyłem uważnie w oczy Joy, kiedy mówiła.
- Więc wtedy powiedziałam ojcu, że chciałabym...
- Jjau! - Straciłem nagle grunt pod łapami i runąłem w dół. Joy zatrzymała się zaskoczona tuż nad krawędzią, ale na niestabilnym gruncie. Usłyszałem trzask gałązek i cała konstrukcja wraz z nią również znalazła się na dole.
Potrzebowałem chwili, żeby ochłonąć.
- Nic ci nie jest? - zapytałem, próbując wstać.
- Uhm - wymamrotała spomiędzy liści. Zaszeleściło i Joy się podniosła. - W porządku, jestem cała. A ty?
- Też. Skąd tu się mógł wziąć wilczy dół? - dodałem trochę do siebie, ale wilczyca to słyszała.
- Mówiłam szczeniakom, żeby przestały się w to bawić. - Wzniosła oczy ku górze. - Głupie żarty, upominaliśmy je...
- Byłaś już tutaj? - przerwałem.
- Tak, już niedaleko jest legowisko znajomych mojej rodziny - wyjaśniła. - Miniemy je, a potem trafimy do ich samych.
Rozłożyła skrzydła i powachlowała nimi na próbę.
- Dasz radę się stąd sam wydostać?
- Średnio - przyznałem. - Nie mam żywiołu ziemi ani powietrza.
- Poczekaj, zaraz kogoś sprowadzę, żeby cię stąd wyciągnąć - obiecała, wyfrunęła z dołu i straciłem ją z oczu. Pozostało mi tylko czekać.

Dokończy Joy <3

Konkurs piękności

Czas na lekki, powakacyjny konkurs zaproponowany przez Ashiraii!

Żeby wziąć udział, należy zgłosić się w komentarzu lub na poczcie Howrse. Uczestnikiem nie może być drugi wilk zakupiony w Sklepie. Czas na podjęcie decyzji macie do 12 września.

Uczestnicy:
- Ashiraii
- Odalis 
- Exalios
- Nesso
- Assuva

O co chodzi?
Gdy minie podany wyżej termin, będziecie mogli głosować na tego wilka, który wg Was ma najładniejszy wygląd na profilu. Będą dwie kategorie: Miss i Mister. Zwycięzcy otrzymają 4 Punkty jako nagrodę uznania.

A może to Ty zostaniesz wybrany na najpiękniejszego wilka w watasze?
Alfa Marchesa

sobota, 7 września 2013

Od Exaliosa

Wziąłem głęboki wdech. Dość tego dobrego. Nie jestem w końcu szaleńcem, nie????? Nie??!!
Szedłem spacerekiem naprzód. Od kilku godzin nic nie miałem w pysku. Nie obchodziło mnie to za bardzo, starałem się myśleć o czymś innym.
Tup tup tup.
Rozejrzałem się.
Tup tup tup.
Odwróciłem się.
Tup tup tup.
Okręciłem się wokół siebie.
Tup tup tup.
Podniosłem łeb.
Tup tup tup. TUP TUP!
Spojrzałem w dół, na swoje łapy. Niczego nie widziałem.
TUP TUP TUP!!!
Wolno uniosłem łeb i ujrzałem przed sobą lisa.
Oblizałem się. Drapieżniki nie były smaczne, ale w krytycznej sytuacji...
Skoczyłem. Już wysuwałem kły, już zatapiałem je w jego karku, gdy usłyszałem głosik:
- Znam Kari!
Zatrzymałem się w połowie drogi do skóry liska. Zna Kari? No i co z tego, tak serio? A może jest jej przyjacielem?
- No i? - wydusiłem, bo pokusa zabicia i zdobycia mięsa była coraz większa.
- Chyba nie chcesz, żeby było jej przykro? Że zabiłeś mnie? - Lis nerwowo spoglądał na mnie, cofając się.
- Czemu miałoby być jej przykro?
- Bo jestem znam jej dzieci, bawiłem się z nimi, a nawet można powiedzieć, że dorastałem - rzekł z dumą.
- Niech ci będzie - westchnąłem.
- Nazywam się Kill. Gdzie idziesz? - podbiegł do mnie lis. Nie chciał tak łatwo mnie stracić.
- Nie wtrącaj się w nieswoje sprawy.
- Więc gdzie idziesz?
- Mówiłem.
- Nie mówiłeś, gdzie idziesz.
- Arrgh!

Od Nesso: Moje serce

- Hej Odalis!
- Hej, co taki szczęśliwy?
- W końcu jestem z Kari.
- Aha. Udanego związku.
- Dzięki.
- Pa Nesso!
- Pa!
 
Cały czas myślałem o Mirandzie, kiepsko wyszło wtedy...
Ale kocham tylko Kari.
Więc postanowiłem napisać jej list...
 
Kari, idę na 3-dniową, bardzo niebezpieczną podróż, wrócę... chyba.
Pa!

piątek, 6 września 2013

Od Zuko: Buntownicza dusza…

Po śmierci… Skończyłem w piekle, ze względu na mój gatunek. Piekło… nie ma niczego gorszego niż Piekło. Wszystko spowite było ogniem… czarnym ogniem. To ogień piekieł. Wszystko ciągle się zapadało. Były tam wielkie przepaście. Większe niż gdziekolwiek na tym świecie. Gdzie by nie spojrzeć tam krew, ogień piekieł, przepaście i coraz więcej skazanych na piekło. Wszędzie czaiły się zakapturzone postacie nieco podobne do śmierci.
Każda z nich zdawała się być zakapturzonym człowiekiem z gnijącą twarzą nie posiadającą oczu. Wyglądają jakby nosiły długie peleryny z długimi zwisającymi rękawami. Na miejscu oczu były jedynie dwie wielkie dziury. Niby peleryny były ich skórą; jednakże kończyły się rozdarciami, które wyglądały zupełnie jak porozdzierana tkanina. Były one strażnikami i pilnowali każdego wejścia i wyjścia w piekle. Nazywani są przez nas, "zamkniętych w piekle", „Posłańcami Śmierci”.
Jestem zamknięty w piekle od kilku wiecznie dłużących się miesięcy i zdążyłem nazbierać gwardię buntowniczych dusz, które mają już dość tego miejsca i dadzą radę przeciwstawić się i uciec stąd tak jak ja. Przykro mi... ponieważ żeby stąd się wydostać… będę musiał ich porzucić. Wszystko bardzo długo planowałem. Mam zaplanowany każdy ruch. Każde posunięcie. Jestem pewny, że się uda. Zostałem nazwany przez resztę buntowników „przywódcą” i jestem wprawdzie bardzo dumny z tego tytułu.
Przez pewien czas, jesteśmy zamknięci… a później… A później jest najgorsze. Wypuszczają nas na długi czas, kiedy to albo panują nad nami "demonami" do dręczenia ludzi i zwierząt, lub po prostu się znęcają i głównie fizycznie. Psychicznie znęcają się nad nami, tylko po to by wzbudzić w nas jak największą wściekłość, aby potem wykorzystać ją do torturowania żywych.
Przede mną zamknięty był inny wilk. Wyglądał zupełnie jak Eyn po przemianie. To także był Wilk Cienia, lecz już ten opętany swoim demonim wcieleniem.
- Już? – zapytał wilk z jadowitym uśmiechem. Nie mógł doczekać się ucieczki. Z takim samym uśmiechem skinąłem głową na znak. Zaraz mieli nas wypuszczać. Drzwi się otworzyły i wszyscy ruszyliśmy do akcji.
Moja ucieczka pozostanie tajemnicą…
Udało się…
Wróciłem…