Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shante. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shante. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 stycznia 2015

Od Shante: Niezwykły poranek

Był to wczesny ranek. Normalnie, wstałabym trochę później, lecz dziś zostałam obudzona przez ni jakiego - Reversa, nowego członka, wilka Energii. Gdy otworzyłam moje oczy spytał się mnie czy coś słyszę. Tylko pytanie "co?".
- Niby co? Przecież jest cicho! - odparłam ze zdumieniem
Ech, komuś coś w głowie zaszumi i co? Evilan powróci?
- Ale... ja słyszę - zamyślił się - Chodź.
No nic. W sumie już nie zasnę, a leniem nie jestem, więc wstałam i ruszyłam za tajemniczym niesłyszalnym dźwiękiem. Basior, a raczej tajemniczy niesłyszalny dźwięk zaprowadził mnie nad Szmaragdowe Jezioro. Przynajmniej zdążyłam zanurzyć pysk w wodzie, aby zmyć z siebie sarkastyczną, niewyspaną mnie i powitać moje inne wcielenie. Gdy podnosiłam łeb zauważyłam jakąś deskę. Niby deska jak deska, ale ta była specjalna, było coś na niej wyryte, więc postanowiłam ją wyłowić. Gdy ją wyłowiłam oboje zaczęliśmy się jej przypatrywać. Udało nam się zaobserwować postać wilka, który wyglądał dokładnie jak Revers! A może to tylko znudzenie? Obok znajdował się
drugi, ale... jakby pusty, ale również był to wilk. Poza samymi wilkami było też drzewo, duże drzewo z trzema pustymi miejscami, a na czwartym był... Revers!? Może coś było nie tak z tą wodę w jeziorze, albo, albo, albo... Przed prawdą nie uciekniesz Shante, skoro on to widzi, ty to widzisz to oznacza, że to mi się nie śni.
- Wiesz, nie wiem o co tu chodzi, lepiej stąd chodźmy. Może... to jakaś
pomyłka - powiedział
O nie! Nie ma mowy! Nie ma tak łatwo! Przewróciłam deskę na drugą stronę i nagle coś na niej spostrzegłam...
- Ale... Czekaj! Tu jest coś jeszcze na odwrocie... - odparłam kiedy wilk
Energii już miał się poddać
Szybko zawrócił i wraz ze mną obserwował jak na drewnie pojawiają się napisy. Przez kilka chwil nie wiedzieliśmy co robić. Jakie znowu Trzy Krainy? Drzewo...genealogiczne?! Brat, ojciec, matka? Wierny pomocnik? Bardzo potrzebny? No to chyba na tym moja przygoda się kończy...
- Shante - niespodziewanie zapytał - czy pójdziesz ze mną na wyprawę do Trzech Krain? Potrzebuję cię. Proszę.
- Ja, no wiesz, ymm, ymm - nie mogłam się wysłowić.
Na pysku Reversa powoli pojawiał się smutek, więc dodałam:
- To wielki zaszczyt aby towarzyszyć Ci w czasie twej niezwykłej podróży - Revers odzyskał nadzieję - Więc dlatego pozwolę się uhonorować tytułem "wiernego pomocnika", aby pomóc Ci poznać prawdę i zgłębić swoje rodzinne tajemnice, więc nie traćmy czasu, niech dzieje się co chce, niech ziemia i niebiosa nam się sprzeciwią, niech potwory nocy nas zabiją, ale obiecuję, obiecuję, że Ci pomogę. - niczym osoba szlachetnie urodzona wygłosiłam moją mowę po czym nieśmiało dodałam - Tylko... W którą stronę mamy iść? Słyszysz coś może?

Revers? c:

czwartek, 27 listopada 2014

Od Shante: Wojna?

Pytanie konkretne jak i bolesne. Jak tu jednak odpowiedzieć? Wyznać prawdę czy łgać? W tym przypadku zapadła grobowa cisza.
- Rozumiem - zwiesiwszy łeb Dusten zakończył temat.
Podczas podróży wilk próbował się ponownie dowiedzieć. Wtedy zatrzymaliśmy się i gdy sprawa się odsłoniła, ruszyliśmy dalej. Kiedy przechodziliśmy przez las nagle... Ciemność! Gdy padałam widziałam jak obraz się oddala. Kto mógłby nas porwać?
Obudziłam się na plecach innego wilka. Niósł mnie tak jak dwa inne niosące Ajaxa i Dustena. Byłam z przodu, więc musiałam udawać, że jestem nieprzytomna. Na szczęście posiadam moc telepatii. Używając tej mocy próbowałam obudzić resztę, lecz niestety ich umysły znajdowały się daleko stąd. Nagle obudził się Ajax
- Shante? - obudził się.
Nagle ten co go niósł zrzucił go z pleców i przygwoździł do ziemi. Ten, który niósł Dustena oraz ten, który niósł mnie zatrzymali się i zaczęli się wpatrywać w pojedynek. Miałam chwilę czasu, bo zanim ten się na tego Ajaxa nawarczy, nawścieka itp., itd. to zdążę obudzić Dustena. Gdy się obudził kazałam mu udawać nieprzytomnego i przedstawiłam mu plan ataku.
Dobra, teraz! Na 3... 2... 1! - powiedziałam za pomocą telepatii.
Szybko zeskoczyliśmy z pleców wilków i zadając im mocny cios, popchnęliśmy ich na tego co groził Ajaxowi.
- Wszystko dobrze? - martwiłam się.
- Tak... - odpowiedział. - Tylko mam trochę mokre futro... ewwww... Nie mówmy już o tym...
- Jasne - odparłam.
- Eee... A teraz takie pytanie... Co tu się dzieje?! Co wy jakieś plemię czy też wrogowie wielu?!
- Właśnie nie wiem - przyznałam.
I nagle moi rozmówcy skulili się w bólu, tylko ciekawe, czemu nie ja?
- Em... Nie chciałbym przeszkadzać, ale czemu waderka nie doznała bólu psychicznego? - spytał się jeden z nich.
Skrzywiłam się
- Nie przeszkadzaj! - warknął jeden z nich.
Już rozumiem o co chodzi! Zadawanie bólu psychicznego! OK, pora na moją grę aktorską! Zaczęłam udawać, że skręcam się z bólu i po chwili leżałam jak oni na trawie. Po chwili Ajax i Dusten przestali się wiercić, więc ja też przestałam.
- Widzicie? Heh, nikt nie dorówna Watahy Pioruna - zaśmiał się jeden z nich.
- Nie dorównuje, powiadasz? - otworzyłam jedno oko i uśmiechnęłam się.
Energicznie chciałam skoczyć tuż za nich, ale niestety, zapomniałam, nowe moce! Więc z moich popisów gimnastyczno-akrobatycznych wynikło jedno wielkie pośmiewisko... Ale kiedy te barany się śmiały to obudziły Ajaxa i Dustena. Razem uciekliśmy. Biegliśmy przed siebie i nagle ja i Ajax usłyszeliśmy szum wodospadu. Kierując się dźwiękiem dotarliśmy... Z powrotem nad wodospad Keina. Jednak tym razem szum wodospadu mnie nie ukoił, zamiast tego dręczyło mnie jedno słowo
- Wojna... - mruknęłam cicho do siebie, że nikt tego nie usłyszał.
- Powinniśmy się rozejrzeć, niedaleko rośnie tu wiele ziół, powinniśmy znaleźć tam zielarzy albo szamanów. Nie traćmy czasu - powiedział Ajax i ruszyliśmy.

Ajax? Dusten?

środa, 12 listopada 2014

Od Shante

Yyyy... Nie - słowa Lokasa brzmiały dość dziwnie, ale ok, nie będę się czepiać.
- No nic - powiedział.
Zapadła grobowa cisza. Wszyscy milczeliśmy. Nie odzywaliśmy się trochę długo, ale Lokas jako pierwszy wybrnął z tej niezręcznej chwili:
- To co robimy? - spytał.
- Nie wiem - powiedział Ajax.
- A może by tak... Zapolować? - zaproponowałam.
- Nieee, nie mam ochoty - mruknął Lokas.
- Bo jesteśmy od ciebie lepsi? - uśmiechnęłam się.
- Nie... Nie.. Można by tak...
- Oj, no weź... Wiem, że i tak jesteś "lepszy".
- ...
- No proszę - wyszczerzyłam moje białe kły.
- Oj, no błagam was, to nudne...
- Rozumiem. Boisz się udowodnić, że jesteś słabszy od samicy - lekko go sprowokowałam.
- Aha! Napewno! - zawarczał.
- Tak? No to chodź! - I pobiegłam, a za mną on.
- Ehhh... - podsumował Ajax i pobiegł do przodu, aby nas dogonić.
Na polowaniu ujrzeliśmy stado jeleni liczące 14 członków, około 14 członków. We trójkę ukrywaliśmy się w wysokiej trawie, patrząc na to zgromadzenie z góry, konkretniej - z pagórka.
- Jaki jest plan? - spytałam.
- Ajax, płoszysz je od prawej, Shanti, od lewej, a ja napadam na nie - zaplanował sobie Lokas.
- A jak cię kopnie ten największy z tymi potężnymi rogami, chcąc bronić stada? - zadałam mu pytanie.
- Wytrzymały na ból, nie pamiętasz? - uśmiechnął się.
- Sądzę, że to kiepski pl... - zaczął Ajax.
- Nie gadaj, tylko biegnij! - przerwał mu Lokas. - Tchórzysz przy samicy? - zaśmiał się.
- Grrr... - mruknął. - Shante, 3... 2.... 1... Biegnij!
I pobiegliśmy. Zgodnie z planem, zaskoczyłam stado od prawej, używając jednej z moich nowych mocy - ból psychiczny. Ajax zaskoczył stado od lewej i zaczął do nich skakać i kłapać zębami, ale nie ranił ich. Ostateczny cios zadał Lokas, który przeskoczył przez stado i chwycił jednego z nich w zęby, po czym wzbił się w powietrze i wylądował kilka metrów od nas, położył zwierzynę i rzucił się na ratunek. Kiedy on biegł, przybiegła też... reszta stada. Nagle Powietrzny zgarnął mnie i Ajaxa za jakąś kłodę. Byliśmy bezpieczni, kiedy nagle przywódca stada jeleniowatych wywrócił swoimi rogami kłodę przez co byliśmy w niebezpieczeństwie. Tuż po wyrzuceniu kłody daleko, uderzył swoimi kopytami w miejsce, gdzie dawniej znajdowała się kłoda. Aby uniknąć uderzenia, rozdzieliliśmy się. Ja i Ajax po lewej, a Lokas po prawej.
- No i co teraz? - bałam się
Dookoła kurz i biegająca zwierzyna i ten jeden, który chce nas zabić.
Dyszeliśmy ciężko i nagle Lokas złowieszczo się zaśmiał.
- Lokas? - Nie poznawałam go. - Wszystko dobrze?
- Hehehe... Hahaha... Mwuahahuahwuahwa!
Przełknęłam głośno ślinę.
- Nie sądziłem, że będzie to takie proste... - uśmiechał się.
Ja i Ajax wtuleni w siebie ze strachu i dla bezpieczeństwa, popatrzyliśmy na niego dziwnie.
- Arrivederci wam wilczki! Dolina czeka! - pożegnał się.
Lokas przeturlał się pomiędzy tłumem i uciekł.
- Ajax, co robić?! - spanikowałam.
Zdrada. To straszne uczucie. Wymieszane z bólem, wściekłością, załamaniem oraz rozpaczą
- Jak na razie nie daj się zabić! - powiedział unikając jednocześnie kopyta jelenia.
- Co?! - niedosłyszałam przez stukanie wielu kopyt.
I nagle trafiłam na poroże jelenia. Wziął mnie wysoko, zakręcił i rzucił daleko, a za mną rozlew krwi. Nie wiedziałam czy mam płakać, czy też bać się. Oczy mi się przymykały, kiedy nagle ujrzałam Ajaxa wgryzającego się w bok zwierzęcia. Po chwili mój Ognisty wybawca podbiegł do mnie.
- Nic ci nie jest? - spytał się.
- Nie - skłamałam.
W rzeczywistości z grzbietu kapała mi krew, bolała mnie tylna prawa łapa i chyba szykuje się poważna kontuzja, a jeszcze gdzieś na ciele (chyba na przedniej lewej łapie) miałam poważną ranę, ale co tam, nikt nie zauważy... Chyba...
- To dobrze - odetchnął.
Do głowy cisnęło mi się tyle pytań. Czemu to zrobił i dlaczego? Czy to był jego plan, żeby mnie wykorzystać? I o co chodziło mu z tą...
- Dolina... - szepnęłam cicho do siebie.
- Jaka lina? - zdziwił się towarzyszący mi w tej bolesnej chwili samiec, siedzący naprzeciwko mnie.
- Dolina! - poprawiłam go. - Ajax! Ajax! On chce zabrać nam Dolinę! - podniosłam się.
- Ale przecież Alfy i kilku osób z Rady nie ma - powiedział.
- A co z resztą? Teraz nie mówię tu o radzie tylko o członkach! Na przykład taki zwyczajny wilk może zostać zaatakowany! Chodź! Musimy zacząć działać!
- A co z Twoim stanem ogólnym? Lepiej chodźmy do jakiegoś zielarza, albo najlepiej szamana, aby zaopatrzyć tą ranę, nie wyglądasz najlepiej, nawet nie wiem czy jakoś dojdziesz. - Kiedy on przemawiał, byłam wtedy już metr dalej.
- To idziesz do tego szamana, czy nie? - uśmiechnęłam się, będąc już dwa metry dalej.
W odległości 3 metrów, Ajax powiedział:
- Ale wiesz, że to w drugą stronę?
Niestety ja go nie słyszałam. Niespodziewanie ktoś na mnie wpadł albo ja na niego wpadłam... Cóż, idąc ze zwieszoną głową trudno było to ocenić.
- Sorka - przeprosił.
No, jego wina, chociaż odezwał się tylko tak z grzeczności... Wiedziałam! Moja wina! Tak dziecinnie zwalać winę... ale zaraz, zaraz! Wstałam i podniosłam łeb. Moim oczom ukazał się przystojny basior zasłaniający grzywką oczy, chyba się mi przez chwilę przyglądał, czułam jego wzrok na sobie. Ja też się w niego wpatrywałam. Tą chwilę przerwał nam Ajax:
- Och! Tutaj... Jesteście...
- Co? Znaczy... Y-y, tak - obudziłam się.
- Chodź Shante, musimy wracać do watahy.
- Ah, no tak... Em... to cześć... Wilku... - pożegnałam się z nowo-poznanym.
- Jestem Dusten - przedstawił się
- Aha, to cześć, Dusten.
Razem z Ajaxem wracaliśmy powoli do domu.
- Zaczekajcie! - krzyknął.

Ajax? Dust? Przykro mi Fleo :<

[Dopisek od Autorki] Przykro mi Fleo, ale Twoją historię dokończę trochę później, ale napewno nie długo c;

środa, 22 października 2014

Od Shante

- Dzięki - powiedziałam.
Leżąc wpatrywałam się w liście, które powolnie wpadały do wody bądź szybowały nad nią. Piękny jesienny widok!
- Poczekaj - nagle przemówił Ajax i wtedy się podnieśliśmy. - Masz tutaj jakiegoś liścia
Ledwie wyciągnął łapę i nagle... Coś się na niego rzuciło i razem z tym czymś wpadł do wody.
- Ajax! - przeraziłam się.
Chciałam pomóc, ale oni strasznie chlapali wodą.
- Co robić?! Co robić?! - denerwowałam się. - Wiem! - Po chwili namysłu wskoczyłam do wody.
Chwyciłam zębami za futro Ajaxa i powoli zaczęłam wyciągać go z wody. Kiedy już byłam na brzegu, spojrzałam się na niego.
- Dziwne... Ajax przecież nie był tego koloru... - Zaczęłam przyglądać się wilkowi.
Nagle usłyszałam krzyk:
- POMOCY!!! - krzyczał ten prawdziwy.
Szybko wyskoczyłam z wody i rzuciłam się na pomoc temu prawdziwemu Ajaxowi, lecz ten drugi co go pomyliłam ku mojemu zdziwieniu też to zrobił i jednym skokiem wyprzedził mnie, a kolejnym wskoczył do wody. Zahamowałam tuż przy brzegu. Spojrzałam się w taflę wody. Zniknęli, nie było ich słychać ani widać jakikolwiek ruch. Wpatrywałam się tak jeszcze w wodę, kiedy nagle usłyszałam dźwięk jakby ktoś wychodził z wody. Odwróciłam się. W miejscu gdzie wcześniej on rzucił się na Ajaxa stał on, a obok niego leżący i kasłający Ajax. Nie daruję mu tego...
- Zwariowałeś!? - wrzasnęłam podbiegając do tego drugiego. - To że ma taki kolor futra czy cokolwiek nie oznacza, że jest on wody albo powietrza!
- Przepraszam, ja tylko... - próbował wytłumaczyć całą sprawę.
- Nie! Nie ma "przepraszam"! Mogłeś go zabić!
- Trochę przesadziłaś, Shante - wtrącił się leżący na ziemi Ajax.
Nastąpiła chwila ciszy
- A kim ty w ogóle jesteś, co? I jak udało ci się pokonać strażników?! - zadałam dwa pytania na raz.
- Nie pamiętasz mnie? - powiedział smutnym tonem.
- Nie, a co? - twardo odpowiedziałam.
- Lokas Madra... - rzekł cicho i zaczął odchodzić.
Po chwili wszystko mi się przypomniało.
- Kim jest Lokas Madra? - spytał mnie Ajax.
Tak jak i wtedy zaniemówiłam, tak też teraz to się powtórzyło. Na pytanie Ajaxa nie odpowiedziałam tylko wpatrywałam się w byłego członka Doliny*.
- Lokas? To ty? - Nie mogłam w to uwierzyć.
- Tak, Shante, to ja, wróciłem tu specjalnie w Twoje urodziny, co prawda trochę się spóźniłem, ale... Jestem tu. Przepraszam, że rzuciłem się na Twojego kompana, nie chciałem go skrzywdzić, po prostu myślałem, że on chce cię skrzywdzić - powiedział. - No, ale jeżeli chcesz, abym odszedł to mogę odejść, a jeżeli nie, to jaka jest decyzja tego drugiego? Tego... No... Um...
- Ajaxa? - podpowiedziałam mu.
- Tak! No właśnie! Jeżeli Ajax pragnie, abym odszedł to odejdę, a jeżeli nie to zostanę razem z wami, ale będziemy musieli uważać na innych. To jak będzie, Ajax?

Ajax? Brak weny.

* Czemu nie napisałam tego opowiadania w terminie? Nie miałam czasu, za dużo nauki ;-;

poniedziałek, 13 października 2014

Od Shante: Wodospad Keina

Nagle nie wiadomo skąd spadła na niego gałąź. Z bólu chwycił się łapami za łeb i spojrzał na mnie.
- Wiesz, co tu się stało? - spytał.
W odpowiedzi pokiwałam głową.
- Nieważne... - mruknął.
- Mam świetny pomysł! - powiedziałam.
- Jaki? - spytał.
Wzięłam gałąź w zęby i rzuciłam ją daleko.
- Chodź, niedaleko jest takie spokojne miejsce, gdzie naprawdę czuje się, że można odpocząć
I poszliśmy.
Na miejscu było bardzo głośno. Spokojnym miejscem miał być Wodospad Keina.
- Zwariowałaś?! - przeraził się. - Boli mnie głowa, a ty mi oferujesz wodospad?!
- Spokojnie, Ajax, spokojnie. Weź głęboki oddech i spróbuj się zjednoczyć ze spadającą wodą. Usiądź tu na tej skale, a ja usiądę obok ciebie i później dołączę.
Samiec wykonał moje polecenie i usiadł, wziął głęboki oddech i po chwili go wypuścił
- To nic nie daje - powiedział.
- To zamknij oczy i spróbuj jeszcze raz - spokojnie oznajmiłam.
Ajax spróbował jeszcze raz, a potem kolejny, a potem kolejny i jeszcze jeden. Wtedy ja też wykonałam jeden wdech i wydech, ale jeden mi wystarczył.
- Wiesz, już kompletnie zapomniałem o bólu - uśmiechnął się.
- Fajnie - spojrzałam się na niego, a potem na wodospad. - Wczoraj były moje urodziny.

Ajax? Przepraszam, że tak późno, nie miałam Internetu ;-;

poniedziałek, 15 września 2014

Od Shante

Biegałam po Dolinie zupełnie jakbym była zaczarowana, bo przecież to była dla mnie i nie tylko, taka radość! I choć byłam tu zaledwie dzień, byłam przeszczęśliwa, zupełnie jakbym tu była od dziecka. No, ale to właśnie są zalety Doliny, każdy kto przekroczy próg Doliny, ten już nigdy nie odejdzie! Wracając, w pewnym momencie zorientowałam się, że wyruszyłam w te części Doliny, których nie znałam... Nagle usłyszałam dziwne śmiechy. Powoli zmierzałam w stronę dźwięku, troszeczkę zaskoczona, zaintrygowana oraz zaskoczona. Nagle zauważyłam niebieskiego, albo raczej granatowego wilka, bawiącego się z mniejszym? A raczej tarzającego się po tym mniejszym i na zmianę. W końcu odważyłam się coś powiedzieć:
- Co ty robisz? - patrzyłam poirytowana na niego.
- Ehm... Witam normalny świat... - odpowiedział po czym wstał.
- Aha... - odrzekłam.
Skądś go kojarzyłam, ale on jakoś mnie nie. Aż nagle po chwili milczenia, przedstawiliśmy się w tym samym czasie.
- Shante.
- Ajax.
I nagle zamarliśmy.
- Ajax?! - zdziwiłam się.
- Shante?! - zareagował tak samo.
- Em... Kto to jest? - spytała się mała wilczyca, ale ja i Ajax byliśmy skupieni na siebie, merdając ogonami, uśmiechając się oraz szybko dysząc. W końcu nie wytrzymaliśmy i zaczęliśmy się ganiać w wyniku czego na koniec padliśmy na plecy i zaczęliśmy się śmiać, a mała wilczyca powtórzyła:
- To w końcu kto to jest?
- To Shante - odpowiedział jej.
- Czyli? - zaczęła się dopytywać

Ajax? ^^ 
Nie odczepię się od Ciebie XD

czwartek, 24 kwietnia 2014

Od Shante

Zostałam przeteleportowana do jego jaskini. Pomogłam mu dojść do jego legowiska, rozejrzałam się i przykryłam go jakąś drugą skórą.
- Naprawdę nie trzeba... - mówił.
- Ćśśś! Najwyższy powiedział, że mam się tobą zająć, a ty odniosłeś straszne obrażenia, muszę ci pomóc.
On tylko uśmiechnął się i wtulił się w jego miękkie legowisko. Zapytałam się jeszcze go czy jest głodny, w odpowiedzi otrzymałam "nie", a kiedy zapytałam się gdzie on ma swoje zapasy, odpowiedział mi. Zajrzałam do tego miejsca, ale ujrzałam tam tylko dwa zające, jedną rybę i tyle
- No... przydałoby się trochę te zapasy uzupełnić - powiedziałam.
- Już idę - powiedział.
- Nie! Nie! Nie! - poderwałam się. - Nie ruszaj się stąd, ja pójdę.
- Ale Sha...
- Mówiłam ci Ajax, to ja idę - powiedziałam i wybiegłam.
Pobiegłam do najbliższego lasu, znalazłam niezbyt wielkie stado jeleni, a gdy tylko jedna sarna oddaliła się od stada, będąc niewidzialna zaatakowałam ją. Swoimi kłami przegryzłam jej tylną prawą nogę, więc unieruchomiłam ją. Kiedy przegryzłam jej krtań, powlekłam ją do jaskini Ajaxa, nie używając już mojej mocy. Kiedy byłam kilka metrów od jaskini, zauważyłam tam ślady krwi i Ajaxa przed wejściem. Z pyska wyleciała mi sarna i podbiegłam do samca.
- Zwariowałeś?! - krzyknęłam.
- No, przepraszam, ale... - zaczął.
- Ale? - spytałam. - Chodź, pomogę ci - powiedziałam.
Jak powiedziałam, tak też zrobiłam, pomogłam mu dojść do legowiska, a potem dowlekłam tam sarnę.
- Spora... - skomentował Ajax, kiedy przyszłam razem z sarną, cóż, "przyszłam" to delikatnie powiedziane, raczej ciągnęłam ją, bo nie chciała przejść przez otwór do jamy, ale udało mi się, kiedy stanęłam na dwóch tylnych łapach i mocno ją szarpnęłam, po czym wywróciłam się i upadłam na brzuch, cóż, przynajmniej sarna przeszła. Wsadziłam ją do pomieszczenia, gdzie samiec przechowywał zapasy i usiadłam naprzeciwko jego legowiska.
- To... wolisz posiedzieć sam czy mam tu zostać? - spytałam.

Ajax?

piątek, 18 kwietnia 2014

Od Shante

Ajax wskoczył na jego plecy i zionął mu ogniem prosto w głowę. I tak zaczęła się seria ataków ze strony Ajaxa i czarnego wilka. Nagle na pysku i głowie Ajaxa zaczęły się tworzyć ogniste ślady, zawarczał głośno i zionął ogniem oraz wgryzł się w szyję przeciwnika. Oto nadszedł czas. Czas walki na śmierć i życie. Kiedy warcząc krążyli wokół siebie z położonymi po sobie uszami, wypatrywali pilnie dogodnej okazji do ataku. Nad wszechobecną chwilą zaległa upiorna cisza. Czarny wilk był ogarnięty żądzą rozszarpywania i zabijania, ale nigdy nie zapominał, że teraz jego wrogiem kieruje ta sama żądza. Nie atakował też, dopóki sam nie był gotowy na odparcie ataku. Daremnie Ajax próbował zatopić zęby w karku czarnego olbrzyma. Ilekroć próbował zaatakować zębami jakieś czułe miejsce, zawsze napotykał kły czarnego wilka. Kieł zderzał się z kłem, pokaleczone wargi krwawiły, tak samo jak i ciało, czy też pysk, ale żaden z nich nie zdołał przełamać obrony wroga. Rozgrzany walką Ajax zaczął obskakiwać go ze wszystkich stron, wciągając czarnego wilka w jakiś obłędny wir. Wciąż ponawiał ataki na czarną szyję, gdzie gdzieś tam tętniło życie, lecz przeciwnik zwinnie unikał tych ataków. Ajax zaczął więc szykować się do skoku do gardła, po czym nagle odwracał łeb i uderzał barkiem o bark czarnego wilka, usiłując go zwalić z nóg. Ale czarny odskakiwał zwinnie w bok i za każdym razem na barku Ajaxa pojawiała się nowa rana. Czarny wilk pozostawał prawie nietknięty, Ajax natomiast broczył krwią. Walka stawała się coraz bardziej rozpaczliwa. I przez cały ten czas czekałam, aż tylko jeden padnie, by dobić pokonanego. W pewnej chwili Ajax zachwiał się tak, że miał upaść i od razu się poderwałam się raptownie, ale padającemu, znów udało się odzyskać równowagę, więc znów zastygłam w wyczekującej pozie. Ajax posiadał wszakże jedną cechę, decydującą o wielkości - mianowicie bardzo wysokie IQ. Walczył instynktownie, ale potrafił też ruszyć głową. Natarł na czarnego wilka, jak gdyby chciał powtórzyć manewr z uderzeniem barkiem, ale w ostatnim ułamku sekundy przypadł do ziemi i schwycił zębami przednią lewą łapę przeciwnika. Rozległ się trzask miażdżonej kości i oto czarny wilk musiał walczyć dalej na trzech łapach. Ajax trzykrotnie próbował powtórzyć manewr, żeby go powalić, aż wreszcie udało mu się złamać przeciwnikowi drugą przednią łapę. Bezradny teraz przeciwnik mimo bólu próbował rozpaczliwie stawić mu czoło. Nie było już dla niego litości, Ajax wpadł w coś w rodzaju furii, więc nie znał litości. Miłosierdzie było dobre w innych, furii to nie dotyczyło. Zwycięzca zadawał się do zadania ostatecznego ciosu. Zamarłam w bezruchu, skamieniałam. Tylko czarny wilk dygotał, jeżył sierść i zataczał się na wszystkie strony jakby chciał odstraszyć zbliżającą się śmierć. Już Ajax miał mu zadać ostatni cios, kiedy ja krzyknęłam już widzialna:
- Ajax, przestań!
Odwrócił się moją stronę, jego oczy były całe żółte i świecące, tak całe.
- Whoa! Ajax uspokój się, to ja.
Nagle zamknął oczy i głośno ryknął, zaczął miotać się na prawo i lewo, jakby chciał się wydostać z jakiegoś ucisku .
- Ja-ja nie mogę! - wydusił.
Zastanawiałam się, o co chodzi, ale przypomniałam sobie to, jak wybudził się po rozpoznaniu mojego głosu, więc podeszłam do niego i przytuliłam go, zadziałało, Ajax nie chciał mnie skrzywdzić, on chciał skrzywdzić czarnego wilka. Kiedy tylko się obudził odskoczyłam.
- C-co ja zrobiłem? - spojrzał się na czarnego wilka, a potem na mnie.
- Już wszystko dobrze, Ajax - powiedziałam.
- Przykro mi, nie mogłem przestać - zwiesił łeb.
Nagle nie zauważyliśmy, jak czarny wilk doczłapał się i ugryzł Ajax'a z całej resztki sił w lewą tylną łapę
- Ajax! - przeraziłam się.
On tylko syczał z bólu.
- Chodź, teraz jest nasza szansa! - panikowałam.
- Po prostu idź - powiedział przez zaciśnięte zęby.
- Wstawaj Ajax! Nie zostawię tu ciebie! - krzyknęłam.
Wtedy w mojej głowie usłyszałam czyiś głos:
"Przetrwać tę burzę i żyć, aby walczyć następnego dnia"
Kiedy go słyszałam miałam zamknięte oczy, otworzyłam je dopiero, kiedy głos zamilkł. Wiedziałam co wtedy zrobić. Pomogłam Ajaxowi wstać i jakoś doszliśmy dalej od czarnego wilka. Tamten głos w mojej głowie podpowiedział mi, co robić, trzeba go było zanieść do Exaliosa i dokończyć walkę kiedy indziej, choćby były to trzy lata. Gdy razem zmierzaliśmy w kierunku watahy, wydawało mi się, że ten czas płynie tak wolno. Nie miałam co robić, więc zapytałam się go:
- Dasz radę dalej iść sam?
- Chyba tak - otrzymałam w odpowiedzi.
Spojrzałam się na rzekę, spojrzałam się w las i do głowy wpadł mi pomysł, co zrobić, żeby ten czas płynął szybciej.
- Jak myślisz, ile zajmie nam droga powrotna? - spytałam.
- No... Biegiem to około 4 minuty i 50 sekund, ale ze mną to gdzieś tak z 9 minut i 48 sekund, a co? - spytał.
- No, bo ten czas płynie tak wolno, wolno, wolno i jeszcze raz wolno, i znam taką jedną piosenkę, bardzo ją lubię i mogę ją sobie zaśpiewać?
- Możesz, proszę bardzo, ale ile ona trwa? - spytał z ciekawości.
- Około tyle, ile podróż biegiem, jak nie chcesz jej sobie słuchać, to...
- No chcę - powiedział.
- Dobra, ale żeby nie było, nie jest to skierowane do ciebie, ja tak po prostu sobie śpiewam.
- OK, OK, OK, zrozumiałem. Zaczynasz?
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam:
- "O Holy Land
Come ancient spirits
Take up my hand And guide me.
Pull me to shore Rivers are rising
Look in this heart And find me.
I've lost my way Your voice is silent
I need you here To remind me
Show me now How to find my home.
All I am Surrender
Let the water Flow right through this broken soul
I Fought by your side Ashes still burning
I proved my worth So tell me why
I've lost my way Your voice is silent
I need you here To remind me
Show me now,
How to find my home
All I am Surrender
Tell me that you can forgive
Bring me peace that I may live
Show me now
How to find my home
All I am Surrender
Oh sweet rest, Oh sweet rest,
Find me at my home,
Stay with me Forever
Let the water Flow right through this broken soul".
Śpiewałam to cały czas idąc, czasem pomagając Ajaxowi, kiedy ten prawie na przykład się przewracał.
Ajax? Jak tam wrażenia z koncertu Shante? I co z tym czarnym wilkiem?

czwartek, 3 kwietnia 2014

Od Shante

Biegłam i biegłam, lecz nagle coś kazało mi się zatrzymać. Nie mogłam go zostawić samego, musiałam mu pomóc, coś mi tak kazało. Nagle wpadłam na rewelacyjny pomysł. Ten wilk był jak noc, ciemny chłodny, mroczny... A Ajax był ognia, więc może jeżeli Ajax użyje swych ognistych mocy na nim, to to go może osłabi. Już miałam mu to powiedzieć, gdy nagle zorientowałam się, że stoję tuż przed nimi. Ze strachu stałam się niewidzialna, ale wyszło na dobre, bo nieznany wilk ogłupiał i zaczął się raptownie rozglądać.

Ajax?

niedziela, 30 marca 2014

Od Shante

Ajax bardzo dzielnym czynem zasłonił mnie, chociaż czuł taki sam strach jak ja. Nie wiedziałam, co zrobić w tej sytuacji, on pewnie też. W końcu krzyknęłam:
- Zostaw nas!
Dziwny wilk stanął i nagle... odezwał się, zaczął się... śmiać. Krótko się zaśmiał, a gdy przestał, odepchnął jakimś cudem Ajaxa i odezwał się:
- Widzę, że mamy tu taką jedną pyskatą!
Kiedy mówił, z jego pyska leciał jakby taki dym, a jego głos dziwnie brzmiał, kiedy mówił rozchodziło się jakby takie lekkie echo, barwa głosu była niska, czasami jego głos dziwnie drżał, a już nawet nie pisnę o jego oddechu.
- Ugh.... - nie wytrzymałam z tym jego oddechem.
Nagle on stanął na dwóch łapach i z całej siły przednimi łapami uderzył w drzewo, ale ja zrobiłam unik i pobiegłam w stronę Ajaxa.
- To co robimy? - spytałam.
- Nie wiem, może zaraz coś wymyślę.
Czarny wilk teraz wrócił na pozycję czterech łap i spojrzał się na nas.
- Chyba trochę go zdenerwowałaś - powiedział.

Ajax?

sobota, 22 marca 2014

Od Shante


Ajax podszedł do nieznanego wilka. Nagle wilk odwrócił się i zaczął warczeć, podchodząc do niego, a on się cofał. Z przerażenia aż jęknęłam i podbiegłam do nich, jednak tuż za Ajaxem stanęłam. Z bliska wydawał się potężniejszy, większy i straszniejszy, bałam się go. On nie przestawał warczeć.
- Ajax... - szepnęłam. - Ja się boję... Co robimy?
On mi nie odpowiedział, może myślał, może był sparaliżowany strachem tak samo jak ja. Nie miałam pojęcia co zrobić, więc cofałam się tak jak on, do tyłu, ale czarny wilk szedł do przodu.
- Zostaw nas - warknęłam.
On teraz spojrzał się na mnie, skupił na mnie uwagę. Teraz odpuścił Ajaxowi i zaczął podchodzić bliżej mnie. Cofałam się, strach brał mnie za gardło. W końcu gdy chciałam się cofnąć jeszcze dalej, poczułam drzewo, znaczy, że nie ma się gdzie cofnąć, więc już opierałam się tyłem o drzewo, gdy nagle...

Ajax?

środa, 19 marca 2014

Od Shante

- Pewnie nie za długo, nie za krótko.
- Dokładnie! - zaśmiałam się.
Nie trwało to jakoś bardzo długo, ani krótko. Minęło 30 minut i już byliśmy na miejscu. Wszyscy znaleźliśmy sobie jaskinię. Rozdzieliłam się z Ajaxem i po odnalezieniu swoich jaskiń, oraz "urządzeniu" się, zgodnie z tym jak się umówiliśmy, spotkaliśmy się w jego jaskini.
- Hej - przywitałam się.
- Cześć, Shante, to co idziemy? - spytał.
- Tak - odpowiedziałam i poszliśmy.
Umówiliśmy się na to, aby trochę pozwiedzać.

***

- To jaki kierunek? - spytałam.
- Hm? - nie zrozumiał.
- Północ? Południe? Wschód? Zachód? - zażartowałam.

Ajax? Tak, wiem, przepraszam, że tak późno...

piątek, 14 marca 2014

Od Shante

- Co najbardziej ci się tu podoba?
Zaczęłam się zastanawiać, ale on dodał:
- Bo mi te widoki.
- A mi... mi w zasadzie wszystko, jest tu pięknie. Miejsce to jest bogate jak widać w faunę i florę. Jest tu dużo tak jak już mówiłeś pięknych widoków i wreszcie czuję się wolna. Wolna od Aspe... - Samiec nie zrozumiał. - A, no tak. Ty go nie znasz - pacnęłam się w głowę. - Ogółem okolica wydaję się przyjazna i taka, taka...
- Piękna? - spytał.
- Piękna to za mało powiedziane, bardziej taka... taka....
- To ja już nie wiem... Może prześliczne?
- Tak, prześliczne.

Ajax?

sobota, 8 marca 2014

Od Shante

Nagle na nosie Ajaxa usiadł motyl, a on, żeby go zobaczyć zrobił zeza i wyglądało to tak śmiesznie i głupio, że wybuchłam śmiechem. W końcu Ajax kichnął, a motyl odleciał. Opanowałam śmiech i dołączyliśmy się znów do watahy. 

Ajax? Przepraszam, że takie krótkie, 
nie miałam pomysłów ^^

wtorek, 4 marca 2014

Od Shante: Nowe miejsce, nowa przygoda

- Nie ma za co! A tak właściwie… Co robisz tu sama? - spytał.
- Nie mam nic do roboty, więc postanowiłam się przejść, a co ty tutaj robisz?
- Przenosimy się i zauważyłem, że ciebie nie ma, więc powiedziałem, że pójdę cię poszukać, w końcu, gdyby nie ty, to zostałbym tam gdzieś w Qickou.
- Dzięki - zarumieniłam się, lecz zaraz się obudziłam. - Ale zaraz... przenosimy się! Ajax, co my tu jeszcze robimy? Chodźmy dogonić watahę!
Na moje słowa basior zaśmiał się i ruszyliśmy pędem.

 ***

- Wataho! - zwróciła się do nas Odalis. - Jesteśmy w Rozlewiskach!
Większość wilków zaczęła wydawać z siebie dźwięki typu "Wow!", albo "Super...", czy też...
- Pięknie tu - na przykład taka ja teraz to powiedziałam i spojrzałam się na Ajaxa. - A jakie są twoje wrażenia?

Ajax? Przepraszam, że tak późno ^^

wtorek, 25 lutego 2014

Od Shante

Wzdycham siedząc na ziemi, bo zostałam sama, kompletnie sama. Wolpy odszedł, Flones odnalazł swoją mamę w watasze mojego brata, a o partnerze nie ma co mówić, byłam sama. Nie miałam nic do roboty, siedziałam tak i patrzyłam się w niebo. Ściemniało się już, a że ja byłam daleko od watahy mogłam już wracać. Nagle usłyszałam jakiś dźwięk, dźwięk spadających kamieni. Spojrzałam się do tyłu i zauważyłam, że ziemia zawala się za mną! Od razu pobiegłam do przodu. Ziemia zawalała się za mną, a ja biegłam dzielnie do przodu. W końcu zapadająca się ziemia dogoniła mnie, ale ktoś złapał mnie za łapę...
- Wszystko dobrze? - zapytał.
- Prawie - odpowiedziałam. 

Ktoś?

środa, 19 lutego 2014

Od Shante: Koniec

Rozmawiałam z Dragonlym, kiedy nagle instynkt dawał mi znać, że ktoś już biegnie mi pomóc.
- Em, Dragonly... - zaczęłam.
- Tak, Shante? - spytał.
- Poczekaj, muszę gdzieś iść.
- OK - odpowiedział.
- Dzięki. - I poszłam.
Poszłam do miejsca, skąd przyszłam i już widziałam Flonesa i jakieś dwie wadery i pobiegłam, gdy nagle znienacka wyskoczył jakiś strażnik.
- Uważaj! - krzyknęły.
Ja swoją niesamowitą zwinnością ominęłam strażnika.
- Wracaj! - warknął strażnik.
- Nie! - stałam się niewidzialna.
- To trudno! - warknął i zmierzał w stronę wader, lecz ja mu podłożyłam łapę i padł, a ja przestałam używać mocy niewidzialności, lecz niestety strażnik miał moc telepatii i po chwili przyszło takich siedmiu! Jeden z nich porwał Flonesa, a reszta nas otoczyła. Stanęłyśmy plecami do siebie.
- Co robić? - spytała jedna z nich.
- Już chyba wiem - powiedziała druga i zaczęła przywoływać wiatr wokół nas, tworząc barierę.
- To ich powstrzyma? - spytałam.
- Tak - otrzymałam w odpowiedzi. - Nie mają co zrobić.
Jednak jeden z nich dorzucił swoje "trzy grosze", ponieważ zaczął strzelać wodą w barierę, ale to nic nie dało.
- Już... Dłużej nie mogę - mówiła ta, co wytworzyła ten wiatr i po chwili bariera znikła, a woda się rozlała, a stwórca "jeziorka" zamienił wodę w żywiołaki wody, które nas chwyciły za łapy.
- Ej, mam pomysł - powiedziała jedna z nich i kopnęła żywiołaka, po czym użyła ognia i zamieniła go w powietrze, dzięki, któremu ta druga miała je pod kontrolom. Gdy one pokonywały żywiołaki, ja w tym czasie starałam się uratować Flonesaa. Gdy wilczyce pokonały potwory zaczęły walczyć z całą resztą. Nagle usłyszałam krzyk:
- Arashine! - Jedna z nich padła i po chwili druga.
- Shante!
Później Flones, a na końcu ja...

~ ♠ ~
Obudziłam się przy Dragonlym.
- Dragonly? - wymamrotałam.
- Tak?
- Gdzie Arashine i Lavionia!? - gorączkowałam się.
- Spokojnie - uspokoił mnie - to był tylko zły sen.
Spojrzałam się na moje futerko i w jednym miejscu dostrzegłam ślady krwi.
- To nie był sen - wstałam.
- Był - upierał się przy swoim.
- To jak wytłumaczysz to?! - wskazałam na ranę.
On tylko westchnął i powiedział.
- No, dobra, to nie był sen. Dostałyście strzałką paraliżującą.
- A gdzie Arashine? Gdzie Lavionia? - dopytywałam się.
- Zaraz przyjdą, jak Alfa namaluje im coś, jakieś krechy czy coś.
Ja na to sobie poszłam.
- Shante, gdzie idziesz?
- Do Lavioni i Arashine! - krzyknęłam i pobiegłam.
Jednak wader tam nie było... ale zaraz, zaraz.. jestem tu Deltą!
Pobiegłam do strażnika (tego, co sprawił, że powstały żywiołaki).
- Gdzie jest Flones? Gdzie te dwie wadery? - spytałam.
W odpowiedzi otrzymałam:
- Flones jest u Migreny, a te dwie stawiały zbyt wielki opór i kazaliśmy, aby opuściły teren - spokojnie mówił.
- Co?! - byłam w szoku i zaczęłam biec w stronę watahy, jednak spotkałam Huntera.
- Co robisz? - spytał sarkastycznie.
- Uciekam! - odparłam.
- Nie uciekniesz - odparł blokując mi drogę.
- Czemu? - zapytałam.
- Nie czas na głupie pytania.
- Hunter... Ja cię w ogóle nie poznaję, kiedyś byłeś inny, pełen szczęścia i chęci do zabawy, a teraz zmieniłeś się o 180 stopni!
- Nie mów tak.
- Ale Hunt... Uważam, że jesteś jakiś inny.
- No i?
- No i to, że ja sobie idę - mówiłam omijając go.
On stał tam patrząc jak odchodzę, czyżby wreszcie do niego dotarło?
- Shante! Zaczekaj! - podbiegł do mnie.
- Hm?
- Mogę iść z tobą?
- Dobra.
- Ale tylko cię odprowadzę - dodał.
- A czemu nie zostaniesz? - spytałam.
- Nie martw się - powiedział. - My się jeszcze spotkamy.
Hunter odprowadził mnie do watahy, a jeżeli chodzi o Flonesa... Otóż on tam został, gdyż okazało się, że Migrena była jego matką, jakież to cudne, że odnalazł swoją matkę! Z drugiej strony jestem teraz samotna... Ale po powrocie do watahy poszłam razem z Lavionią i Arashine pospacerować. Czemu Hunt nie został? Nie wiem, a czy jeszcze się spotkamy to jakoś słabo w to wierzę, ale dobra. Co z Dragonlym? Otóż niech żyje dobrze, chociaż muszę powiedzieć, że chyba złamałam mu serce, bo nie jeden raz próbował ze mną flirtować... to ta ja chyba nie wiem, czy wam powiem, chyba niech pozostanie to dla mnie tajemnica. I teraz życie toczy się dalej...

poniedziałek, 17 lutego 2014

Od Shante: Hunter, cz. 1

Hmmm... Nie mam nic do roboty... Przyjaciele? Nieee... Ostatnio wszyscy są zajęci. Sayona - odeszła, Kari - nie będę jej przeszkadzać, przecież ma tego swojego Blue, którego nie ma, ale trudno, Kari to każdy lubi i ona pewnie nie ma na mnie czasu... Damon - Damon ma dziecko i Ajminę oraz swoje sprawy, więc też nie będę się mieszać w ich sprawy rodzinne. Radioactive? No, więc podeszłam do niego, ale komuś się coś stało i musiał pójść. Odalis i Marchesa mają na głowię całą watahę, a raczek tylko Marchesa, bo nasza równie niezastąpiona i wspaniała Beta gdzieś polazła i nie wróciła. Byłam sama. Postanowiłam oddalić się od watahy. Wędrowałam z kwadrans i nagle usłyszałam głos:
- Shante!? Ty żyjesz!
Odwróciłam głowę w kierunku głosu i... I był to on!
- Hunter! - Popędziłam ile sił do mojego brata.
- Myślałem, że cię zabili - powiedział.
- Nie, nie zabili, nie dałam się - odparłam dumnie i szczęśliwie.
- To dobrze - odetchnął.
- A właściwie co ty tu robisz? - spytałam.
- Ja? Chodź - pociągnął mnie za łapę.
- Czekaj, Hunter - wyrwałam się.
- Co?
- Nie mogę zostawić tu takiej jednej osoby, a w zasadzie, tak gdzieś... z czterdziestu czterech...
- Że ilu?! - wytrzeszczył oczy.
- Jednym słowem: nie mogę zostawić mojej watahy.
- Czekaj, pogubiłem się... A kim jesteś w "twojej watasze"? - Czyżby mój brat przedrzeźniał moją kochaną watahę?
- No, zależy, o co chodzi.
- Jak cię tam traktują?
- Dobrze - odparłam bez chwili namysłu.
- A kim tam jesteś?
- Zwyczajną waderą - moja skromność... - nikim ważnym.
- To czemu nie pójdziesz za mną?
- Bo, mam tam... syna.
- Syna!? - zdziwił się. - To w takim razie rozumiem, ale jak masz syna to...
- Mam adoptowanego syna - spojrzałam na niego wilkiem, heh, wilkiem, jestem wilkiem i spojrzałam się na niego wilkiem... te związki frazeologiczne...
- Aha... A ile jesteś w tej twojej watasze? - spytał.
- No... Gdzieś tak z pięć miesięcy... - odpowiedziałam.
- Rozumiem... Ale może zabierzesz twojego syna i pójdziesz ze mną? Spotkajmy się...
- Może pójdziesz ze mną i poczekasz trochę dalej?
- Dobra .
I tak zrobiliśmy.
- Hej, Flones - powiedziałam do niego.
- Tak, mamo? - spytał.
- Chodź, coś ci pokażę.
- Dobra - powiedział.
Już gdzieś tak po kilku minutach, Flones zamiast iść zaczął latać.
- Kto to? - zapytał maluch.
- To jest twój wujek - odpowiedziałam.
- Mój wujek? - spytał. - Nie jesteście do siebie podobni.
- Ach... długa historia - odparł Hunter.
- Dobra, to co teraz... wujku? - Pacnęłam go łapą po ramieniu i zaczęłam się śmiać.
- Ha, ha, ha, no bardzo śmieszne... - Spojrzał na mnie jak na dziecko. - Chodźcie.
I poszliśmy za nim, tylko Flones poleciał za nim.
W czasie podróży, gdy Flones latał za wysoko albo za daleko, ja na to mówiłam "niżej", albo "bliżej", czy też "Flones!", a mój braciszek na to "wyluzuj Shante, to jeszcze dzieciak". Hunter miał rację, to jeszcze dzieciak, jednak ja nie za bardzo chcę, aby coś lub ktoś mi go porwał. W połowie drogi Flones postanowił wylądować na moich plecach i ja go niosłam, później mój brat, a na końcu, znowu ja. Gdy doszliśmy, Hunt (mogę tak mówić braciszku?) powiedział:
- Oto ona! Moja wataha!
- Czekaj... co?! Co ty kombinujesz?
- Nieważne - pociągnął mnie za łapę - Chodź. Alfo! - krzyknął.
- O, Hunt... - Aha! Mogę tak do ciebie mówić! - Kto to?
- To moja siostra i jej adoptowany syn - odpowiedział.
- A, no to witajcie - powiedziała.
- Ta, tak, miło mi - powiedziałam.
I nagle wilczyca zaczęła mi malować jakieś czerwone kreski pod oczami.
- Co ty robisz!? - wrzasnęłam.
- Jak to co? Witam w stadzie, nowa członkini!
- Co?! Hunt! - wrzasnęłam na brata.
- Nie kłóćcie się - powiedziała Alfa. - A jak już, to pójdźcie gdzie indziej się kłócić.
- Dobrze - powiedziałam. - Flones, chodź.
A więc jestem w dwóch watahach, nie sądziłam, że stanie się coś takiego! No, dobra, nie czas na to.
- Hunter, czemu to zrobiłeś?
- Co? - spytał
- Nie udawaj, przecież nic mi nie mówiłeś, że zabierasz mnie do tej watahy. - Odwróciłam się.
- Mamo, i co teraz? - spytał mój mały stojąc mi przed nosem.
- Shante... - mruknął mój brat. - Tu będziesz mogła wykazać się...
- Nie! Zabrałeś mi dom! Zabrałeś przyjaciół! Zabrałeś watahę! - krzyczałam z łzami w oczach na niego i odwróciłam głowę dodając z łzą spływającą po moim policzku. - Zabrałeś mi wszystko, a teraz jestem skazana tu zostać...
- No, może i zabrałem, ale przecież jesteś tu teraz z rodziną i przyjaciółmi.
- Rodziną? Przyjaciółmi? Przecież nikogo tu oprócz ciebie nie znam, jacy przyjaciele? Jaka rodzina?
- Wyobraź sobie, że Betą w tej watasze jest ktoś spokrewniony z nasza rodziną! A i jeszcze jedno, jest tu Asper! Zastanawiasz się pewnie "co on tu robi?", no więc jak go spotykałaś, to to nie był przypadek, As został specjalnie wysłany.
- Że, co? Asper, Beta, to ty...
- To ja jestem Gamma! Zgadza się!
- A ja jestem wojowniczką, więc... - groziłam.
- Wojowniczką? - zaśmiał się przerywając mi. - A nie wolałabyś być Deltą?
Deltą? Hmmmm... niezła pokusa, ale... ja już chyba nie zdążę wrócić, ponoć większość wilków w tej watasze to basiory, a basiory są silniejsze od wader, tak więc, sama nic nie zrobię.
- Dobrze - zgodziłam się.
A więc zostałam Deltą, jestem w innej watasze, jest mi tu dobrze, ale serce, serce mówi wróć! Ale ja je ignoruję. I tak minęły dwa dni...
- Shante, śpisz? - usłyszałam głos.
- O! Cześć Dragonly - odpowiedziałam mu.
- Co u ciebie?
- Dobrze. - Wyprostowałam się.
- A gdzie Flones?
- Spójrz w górę. Śpi na malutkiej półce skalnej.
- Aha, zaczekam na ciebie na zewnątrz - powiedział. - Zaprowadź go do Migreny.
- Migreny? A tak, to ta opiekunka szczeniąt.
- Nom, do zobaczenia! - I poszedł.
- Mamo. - Flones się obudził. - Chcę do domu.
- Ale ty jesteś przecież w domu.
- Nie! To nie jest mój dom! Chcę do domu, do tego prawdziwego, do Watahy z Magicznej Doliny!
- No, ale...
- Nie, mamo! Przypomnij sobie!
I w tej chwili przed moimi oczami widziałam moje złe i dobre chwile w watasze.
- Flones... masz rację... mogę nie być Deltą, ale muszę być tam... tylko jak? - spytałam.
- Może pobiegnę po pomoc? - spytał.
- Dobrze, tylko obiecaj, że nic ci się nie stanie, idź i zwołaj pomoc, poproś nawet byle kogo, bo pomoc jest potrzebna, albo nie...
- Czemu?
- Przecież ważniejsza jest Beta! A nie zwykła wadera, poproś o pomoc kogoś, kto zamiast powiadomić, że jestem "porwana", od razu rzuci się na pomoc i pomóż mu w akcji ratowniczej.
- Dobrze. - I wybiegł.

*

- To co? - usłyszałam głos Dragonly'ego.
- O! - Wystraszył mnie.
- Chodź. - I poszłam za nim.

Kogo powiadomił Flones?

poniedziałek, 3 lutego 2014

Od Shante

- ...To Alfa naszej watahy - wyjaśniła. - To co, będziemy tu stać jak słupy, czy idziemy gdzieś? - popatrzyła na nas.
Spojrzałam się na Janessę, a ona na mnie, kiwnęłyśmy głową i powiedziałyśmy:
- Tak. - Ale bardziej pewnie jednak to ja powiedziałam, Janessa, była jakby takim, takim... Echem? Głosem w tle? Nie wiem sama, jak to określić, no nic. Wracając, we trójkę brnęłyśmy przez tony piachu, szukając szczęścia w polu, igły w stoku siana. Byłyśmy już bardzo zmęczone, ale zauważyłyśmy już miejsce gdzie koczowała nasza wataha. Ujrzawszy to, pobiegłyśmy jak postrzelone piorunem do watahy. Ja i Joy zachowywałyśmy się normalnie, ale Janessa tak jakby się chowała.
- Co się stało, Janesso? - zapytałyśmy obie.
- Wy wiecie o co chodzi - smutno powiedziała.
- Janesso - zaczęła Joy. - Chcę ci powiedzieć, że u nas nie ma czegoś takiego, że nie podobasz mi się, odejdź! Tylko u nas każdy każdego akceptuję, nie zależnie od wyglądu czy innych, jak na przykład kolor oczu, u nas panuję mądra zasada o książce i okładce, znasz ją pewnie? - Janessa kiwnęła głową. - Tak? To dobrze, uwierz nam, tu nie ma oceniania po wyglądzie czy co - uśmiechnęłyśmy się do wadery.
- Dobrze, wierzę. - Trochę już bardziej rozweselona wilczyca ruszyła za nami....
16 minut później...
- Nareszcie - powiedziała zdyszana Joy, gdy zobaczyłyśmy Odalis z... dziećmi? Szczeniakami? Odalis urodziła? Czy może zmieniła zawód?
Nieważne, biegłyśmy w kierunku Odalis.
- Odalis, chcemy ci kogoś przedstawić - powiedziała Joy.
- Tak?
- To Janessa. - Odsłoniłam waderę.

Joy, co dalej?

niedziela, 26 stycznia 2014

Od Shante


- Może pospacerujemy? Wieje nudą i zawsze fajnie z kimś pogadać - zaproponował.
- Dobrze - zgodziłam się.
Animir był starszy ode mnie, no, przynajmniej tak na oko, i tak, jak mówiłam, jak na moje oko to miał... hmmm... 3 lata? Nie chcę nikogo obrażać, ale może i nawet 4, z resztą, nieważne, powiedzmy tak: ja miałam 2 lata, a on 3 (lub 4) i był starszy ode mnie o rok (lub 2 lata), aż zdziwiło mnie to, że podszedł do mnie i zagadał. Zbieg okoliczności? Czy może tak z grzeczności? Chyba to drugie. Animir prowadził, a ja szłam za nim.
- Czemu nic nie mówisz? - spytał.
- No, bo, ja, ja, ja jestem po prostu taka nieśmiała i nie wiem o czym gadać.
- Aha, rozumiem - pokiwał głową.
- A, tak w ogóle to gdzie idziemy?

Animir?