Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

piątek, 31 maja 2013

Podsumowanie miesiąca (maj 2013)

W maju, letnio-wiosennym miesiącu, poznaliśmy nowych członków watahy: Sayonę, Shilę, Youe, Ashiraii i Zena.
Wiele rodziców wyruszyło do Czerwonych Skałek w celu podarowania domu bezdomnym wilczątkom. Natika została adoptowana przez Kari, Mireia przez Shairsę, Nika przez Sayonę, Blew przez Flame, Darian przez Eelipse, Dali przez Yangi i Lucky'ego.
Odalis i Exaliosowi urodził się ich drugi miot, czyli 4 córki: Isanis, Unrivę, Koirę i Soreię.

Wygnano Fever, Lightning i Forest. Unriva popełniła samobójstwo z nieszczęśliwej miłości, zaś Shadow zginęła podczas walki z Ognistym. Adoptowany syn Un, Santino, miał wypadek nad wodospadem.

Sprawa tajemniczego osobnika z X nigdy nie została wyjaśniona.
Odalis powróciła śmiertelnie chora ze swojej podróży, szczęśliwie przyprowadzając smoka Exaliosa. Chever i Unriva wybrali się na wędrówkę po zioło, które uleczyłoby Betę. Udało się je znaleźć i Odalis wyzdrowiała, jednak tamta dwójka pokłóciła się ze sobą, gdyż Chever był zakochany w Victorii. W skutek tego zazdrosna Unriva odebrała sobie życie.
Mężczyzna Arvet zmienił się na życzenie Flame w wilka.
Wkrótce w Dolinie wybuchła krwawa wojna z połączonymi watahami Czarnej Śmierci oraz Wiecznej Nocy, władającymi żywiołem ognia. Zakończyła się tuż przed końcem maja.
Zuko, Vickey, ich szczeniaki i Navi wraz z Mrocznym kontynuują swoje włóczęgi. Kiedy zobaczymy ich znowu w watasze? Czy po tak gwałtownych wydarzeniach dojdziemy do siebie przed nadchodzącym latem?

Zobaczymy.
Alfa Marchesa

Wyniki konkursu Aktywność

W konkursie na Aktywność wygrała Odalis ze swoimi 32 postami. Ma 4 Punkty. Znowu. Zróbcie coś, bo to się robi nudne. Koniec.

Alfa Marchesa

Zmiana konta

Zmieniłam konto na Howrse z Nubii na Lionette. To pierwsze zostało już skasowane, dlatego proszę pamiętać, żeby wysyłać opowiadania i formularze na nowe.

Alfa Marchesa

Od Victorii: Rozmowa z Cheverem

Leżałam w jaskini, rozmyślając nad tymi różnymi wydarzeniami... I doszłam do wniosku, że najlepiej będzie nie być z Cheverem. Jest to dla mnie zbyt uciążliwe... Tak, myślę, że to będzie najlepsze rozwiązanie. Chever, jakby czytał w moich myślach wszedł do jaskini.
- Musimy porozmawiać...
- Tak, ja też - wstałam. Chciałam go przytulić, jednak trzymałam się mojego postanowienia. - Ja tak dłużej nie potrafię...
- Czego?
- Ciągnąć tego dalej.
- Już mnie nie kochasz?
Rozzłościłam się tym pytaniem. To chyba oczywiste, że tak.
- Tak, kocham cię. Ale...
- To przez Unrivę?
Gdy usłyszałam te imię, zrobiło mi się słabo. Zobaczyłam przed sobą skaczącą wilczycę z wodospadu.
- To... przeze mnie nie żyje - zaczęłam popłakiwać. - To moja wina. Gdybym trzymała się od ciebie z daleka....
- Victoria, co ty mówisz?
- Nie rozumiesz? To moja wina! To ja jestem winna śmierci Unrivy!
- Nie mów tak, wiesz, że to nie prawda...
- Ale doskonale wiemy, że gdyby nas tam nie było, na pewno by się nie zabiła. Chever, ja czuję się jakbym to ja ją popchnęła...
- Victoria, ogarnij się! To nie twoja wina!
- Masz rację, ale sam wiesz, że ja ją do tego skłoniłam... Zapewniałam ją, że nic do ciebie nie czuję, a nagle widzi nas razem przy wodospadzie, wyznających sobie miłość... Wiesz, jak ona się wtedy musiała czuć?
- Mówiłaś prawdę. To, że coś do mnie poczułaś... Tak to już jest. Może tak miało być...
Słowa Chevera trochę mnie uspokoiły. Tego potrzebowałam, wsparcia. Przytuliłam się do niego.
- Chever, daj mi trochę czasu. Oswoić się z tą myślą...
- Dobrze, będę czekał na ciebie. Mimo wszystko... - powiedział i poszedł.
Poczułam ulgę. Przynajmniej jedna osoba mnie rozumie. Teraz wiem, na kogo mogę liczyć.

czwartek, 30 maja 2013

Od Odalis: Dzionek jak dzionek, śpiewa skowronek, kwiatek kwitnie a ptak przed oczami mignie

Biedna Shadow…
Musiało tak się stać. Evilan ją zabił. Zastanawiam się, jak mu to się udało, skoro jest w Raju. Kiedy spytałam o to Exaliosa, burknął tylko coś o „wcześniejszym ataku”. Nie rozumiałam, o co mu chodzi. Że Evilan już wcześniej ją zabijał? Nie, to niedorzeczne. Chyba, że nasłał na nią jakąś chorobę śmiertelną. To już jest bardziej prawdopodobnie. A nawet oczywiste.
- Mamo, kiedy będziemy mogły już wyjść? – jęknęła Unriva.
- Córeczko, mówiłam ci już przecież, że jesteście jeszcze za małe. Nie przebiegniesz kilku kroków, a muszę cię łapać. Nie mówiąc już o władaniu żywiołem.
- To niesprawiedliwe!
- Sprawiedliwe, wszystkie szczeniaki tak miały.
- Ale…
- Nie, mówiłam już
- To może…
- Nie, zrobisz sobie krzywdę.
- W takim razie…
- Dobrze, tu masz kawałek mięska – podsunęłam jej swój obiad.
Wilczątko spojrzało na mnie z uznaniem. Nie wiedziało, że mam telepatię.

środa, 29 maja 2013

Konkurs na letni nagłówek

Wiosna już powoli mija, więc postanowiłyśmy przygotowywać się już powoli do zmiany wystroju bloga z zielonego - wiosennego, na w cieplejszych, letnich barwach.

Praca musi:
  • mieć wymiary 830px na 300-400px,
  • być związana tematycznie z wilkami,
  • mieć ciepłą kolorystykę,
  • zawierać adres i/lub nazwę "Dolina wilków" czy "Magiczna Dolina".
Prace można wysyłać do 9 czerwca. Następnie od 10 czerwca do 16. będzie można głosować na wybrane nagłówki.
Nie wszystkie prace zostaną dopuszczone do głosowania - będziemy musiały wybrać tylko kilka naszym zdaniem najlepszych.

Pracę zgłaszamy na konkurs poprzez wysłanie linku do niej w komentarzu pod tym postem.

Powodzenia!
Alfa Marchesa

Od Exaliosa

Shadow była martwa. Jej rany nie były aż tak śmiertelne, ale była nieżywa.
Ktoś by spytał, dlaczego w takim razie zginęła?
Choroba.
Shadow była chora na śmiertelną chorobę. Musiała umrzeć. Wcześniej czy później.
Nadeszło to teraz.
Coś sprawiło, że akurat w tamtej chwili umarła na swoją chorobę. Potrafiłbym ją wyleczyć z tych ran, ale teraz to na nic. Na nic.
Odalis mi powiedziała, że ostatnie słowa Shadow mówiły o tym, że to Evilan nasłał wrogów na nas. Być może. Jestem prawie pewny, że i on nasłał na łączniczkę jej chorobę.
Nic. Pustka.
Trzeba żyć dalej.

Od Odalis: Nie ma walki, nie ma Shadow

To nie może być prawda. To zły sen. Zaraz się obudzę i pogawędzę z Shadow.
Jedyny problem to to, że nie mogę się obudzić. A Shadow dalej jest trupem.
- To nie może być prawda - załkałam.
- To jest prawda - odpowiedział ponuro Normais. Soila już go opatrzyła, dzielna dziewczynka.
- Ona jest martwa. Nieżywa. Zabili ją - dodał cicho Skay.
Szary samiec zawinął ciało w skórę i zaniósł do innej groty. Potem zmył wodą krew. Zaniepokojone wilczątka wróciły. Wydawało się, że wszystko jest jak dawniej. Ale nie jest. Już nigdy nie będzie.
Jeszcze się policzymy, Evilan, pomyślałam.

 ***

Poranione wilki jeden po drugim wracały z pola bitwy. Nie ponieśliśmy żadnych strat. Przynajmniej tak myśleli niektórzy. W końcu dowiedzą się o śmierci jednej z nas. O śmierci Shadow.
Kiedy Exalios zbadał trupa, nic nie mówił. Nie wiem, czego się dowiedział. Może potem mi powie.
Opatrzeni i najedzeni wyjaśniliśmy, czemu do kryjówki dostał się wróg.
- Myślałem, że to jeden z naszych - tłumaczył się Louco. - W tych ciemnościach nie mogłem go poznać, był cały zakrwawiony, powiedział, że chce umrzeć nie widząc zła. Mówił to tak przekonująco, doskonale naśladował głos, to mu uwierzyłem! To był tylko jeden, tylko tego jednego teleportowałem!

Mimo to Marchesa nadal była wściekła na niego. Rzadko tak się działo, ale jednak. Pewnie bardzo lubiła Shadow.
W Jadalni wszystkie wilki rozmawiały, ale ja nie. Byłam zbytnio przygnębiona.
Po paru minutach poszłam do swojej jaskini. Nie byłam głodna.

***

W nocy, kiedy wszyscy byli pogrążeni w śnie, rozległ się głośny szloch. Nim ktokolwiek się wybudził i poszedł sprawdzić, kto to, ucichł.

Od Victorii: Walka

Czekaliśmy ukryci przy Kryształowej Rzece. Fioletowa alfa miała rację, nikt nawet nie spojrzał w kierunku rzeki. A ci którzy do niej wpadli topili się. Ogniści nie byli tacy twardzi. Prawie przez całą bitwę siedzieliśmy w ukryciu. Wszędzie widziałam tylko trupy, lub rannych, którzy umierali. Ku mojemu zdziwieniu parę wilków przebiegło przez Kryształową Rzekę.
- Teraz! - krzyknęłam i wyskoczyliśmy z kryjówek.
Zdezorientowani zawrócili, jednak czekali na nich Exalios z resztą. Nie mieli szans przeżyć. Zginęli. Było już po wszystkim, zaczęło się rozjaśniać. Wszyscy cieszyli się z zwycięstwa. Poszliśmy do jadalni, gdzie świętowaliśmy naszą wygraną. Tylko Odalis była wstrząśnięta śmiercią Shadow. Nie chciała niczego jeść ani rozmawiać z nikim. Siedziała cicho, nie odzywając się. My opowiadaliśmy sobie, jak potoczyła się nasza walka.

Kto chce opowiedzieć?

Od Vickey: Na miejscu

Z ulgą  pobiegłam za wilkami, to było takie fantastyczne uczucie, że jeszcze tylko trochę do Rionu, jesteśmy już na Krystalicznej Rosie!- Zuko? Czy to oby na pewno bezpieczne miejsce? Zobacz, to jezioro ma dosłownie parę kilometrów! - zapytałam, zatrzymując się przy krawędzi jeziora. - Nie wygląda na zwyczajne, mam dziwne przeczucie co do tego!

- Masz rację, Vickey, jezioro nie wygląda na normalne, też mam takie uczucie, że jest w nim coś dziwnego, ale nie wiem co!
- Vickey, Zuko... pozwólcie, że zerknę na tą masę glonów, którą nazywacie "jeziorem" - powiedział Eyn z obrzydzeniem dotykając śmierdzących glonów u brzegu wody. - W sumie to jest tu dużo glonów, ale woda też jest... zielona...
- To jest obrzydliwe! - wykrzyknął Taylor, po chwili odskakując na bok od mazi.
- Fuuu! - powiedział Silyen.
- To strasznie śmierdzi! - krzyknęła Euterpe - OBBRRRZZYYDLLIWEE!!!
- Dzieci, tak, tak, wiem to JEST obrzydliwe! Ale nie przesadzajcie, nie możemy być aż tak głośno, ktoś może nas usłyszeć... - powiedział Zuko.
- Posłuchajcie Zuko - powiedziałam. - On wie, co robić.
- Czy Eyn też tak uważa? - zapytał Nero.
- Eyn? - zapytał Zuko.
- Co? A no tak, tak uważam - odpowiedział Eyn.
- Może znajdźmy najpierw legowisko, aby odpocząć, dobrze? - zaproponowałam. - Później może stać się zimniej...
- Masz rację. Znajdźmy miejsce - rzekł Eyn.

Profil wilczycy Zeny




Imię: Zena
Przydomek: Vuray
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: zielarz
Partner: szuka
Rodzina: siostra Onaki (zaginiona)
Żywioł: woda
Umiejętność: oddychanie pod wodą, sokoli wzrok, latanie
Opis: Białe futro i skrzydła tego samego koloru, niebieskie oczy. Ma czarną gwiazdę na ogonie. Lubi przebywać w wodzie.

Od Exaliosa: Bitwa z ognistymi

Marchesa wyprowadziła nas przed kryjówkę i dla bezpieczeństwa schowaliśmy się w lesie obok. Tam nas podzieliła:
- Victoria pójdzie z Luckiem, Luną, Flame, Shairsą oraz Watahą z Wrzosowych Pól pod przewodnictwem Alfy Violili przekroczą Kryształową Rzekę i będą czekać w ukryciu obsadzając jej górny bieg. Natomiast ja pójdę z resztą wilków i przyczaję się przy środkowym biegu. Kiedy wróg minie Legowiska po drugiej stronie Rzeki i dalej będzie kierował się na północ, ja z moim odziałem zamknę mu drogę powrotną - przejście pomiędzy Rzeką a Legowiskami. Nieprzyjaciel będzie w pułapce. Od zachodniej strony rzeka, z północy i wschodu - góry, a na południu my. Nikt nam nie ucieknie.
Wilki pokiwały łbami i przeszliśmy do wykonania planu. Przekroczyliśmy strumyk dający początek Rzece i Victoria zaczęła wyznaczać stanowiska swoim wilkom, natomiast my - grupa Marchesy - szliśmy dalej.
Po półgodzinie drogi zatrzymywały się na stanowiskach i nasze wilki. W końcu i ja, i Alfa zatrzymaliśmy się.
- Zostań tutaj - szepnęła mi - ja idę zobaczyć, czy już idą.
To mówiąc zniknęła cicho jak wąż.
Nie minęła chwila, a ujrzałem sunące, czarne sylwetki. Stąpały bezgłośnie w kierunku kryjówki. Kiedy zniknął mi z oczu ostatni wilk, obok mnie pojawiła się siostra Odalis.
Kiwnęła mi głową na znak, że możemy zamykać wyjście.
Rozstawiliśmy się niczym nieruchoma masa. Nie było możliwości przejść przez nasz mur. Ogniści najpierw by dostali od Sii wodą, potem odepchnięci powietrzem przez Ashiraii, nie mieliby żadnych szans pokonać ziemi Navi.
Zacisnęliśmy granice pułapki, podchodząc coraz bliżej za wrogami do kryjówki. Zorientowali się, że są w beznadziejnej sytuacji i rzucili się na przód, jednak stanęła im na drodze ściana góry, w której mieściła się kryjówka. Chcieli skręcić w lewo, ale tam płynęła Rzeka, a za nią czekała Victoria.
Nie musieliśmy długo czekać. Pierwszy wilk zaatakował Shiru, a potem się potoczyło.
- Giń! - wrzasnął ktoś obok mnie.
Odepchnąłem go i skoczyłam mu na grzbiet. Nie mógł się wyrwać. Zatopiłem kły w jego karku i zostawiłem ciało, walcząc z kolejnymi przeciwnikami. Wtem zaczęło mnie otaczać trzech na raz. Nie mogłem do tego dopuścić, mur mógłby się rozerwać. Spojrzałem w niebo.
- Parszywe Robaki Nie Mają Prawa Atakować Czystych Wilków - ten głos załatwił sprawę.
Kiedy zwęglony trup, którego zabił Dangerous, opadł bezwładnie na ziemię, pozostała dwójka nie czekała długo. Jeden skoczył na mnie, a drugi otoczył nas ogniem. Nie na długo, bo został zgaszony przez Się.
Mocowałem się w milczeniu. Obaj byliśmy silni, ale tylko jeden z nas mógł przeżyć.
- Dzięki, Grape - powiedziałem bratu, gdy zszedł z martwego wilka. Krew ciekła trupowi z piersi.

A wy jak tam się bijecie?

Od Shadow: Koniec

Rany paliły jak ogień. Jak ten znienawidzony ogień, mój najgorszy wróg. Zwinęłam się z bólu i padłam na twardą ziemię. Zawyłam.
- Shadow. - Nade mną pochylała się biała wilczyca.
Zamazała się w niewyraźnej wizji. Zacisnęłam powieki. Nie panowałam nad drżącym ciałem. Poczułam mokre krople potu spływające mi po pysku.
Witaj, odezwał się słodki, znienawidzony głos ognistego Evilana. Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się w Raju.
Otworzyłam załzawione oczy. Biała wilczyca przybliżyła ucho do mojego pyska, by dobrze usłyszeć. Przemagając się, wychrypiałam ostatkiem sił:
- To... Evilan ich nasłał.
- Co się z nią dzieje? - zapytał jakiś bardzo, bardzo odległy, przerażony głosik.
Moje wnętrzności się paliły. Potworny gorąc pełznął przez moje ciało. Nie widziałam płomieni. Tarzanie się po ziemi nic nie dawało. Nie mogłam ich zgasić. Ale czułam, jak mnie trawiły. Chociaż ciągle żyłam, doświadczałam śmierci.
To tak miał wyglądać mój koniec? Czy istnieje koniec tego końca?

Koniec serii z użalaniem się nad sobą, którego szczerze nie znoszę. Nie żyję. [przyp. Autorki]

wtorek, 28 maja 2013

Od Vickey: W drodze

- Zuko, pośpiesz się! - krzyczał Eyn zaczepiając wilka. - Chodzisz jak żółw!
- Weź ogarnij się! Spójrz na siebie, idioto!- odpowiedział z nutą pogardy, przez co jego ton brzmiał arogancko.
- Przestańcie się kłócić! Obaj zachowujecie się jak szczenięta! Pomyślcie trochę o dzieciach! Widzą was jako niemądrych! - rzekłam.
- Vickey, ale! - zaczął Eyn.
- Proszę, nie zaczynajmy bójki!
- Vickey!? - zapytał Zuko, odwracając do mnie bokiem w kierunku nachylenia jego pyska.
- Co? - zapytałam.
- Co? - zapytał Eyn.
- O matko! Tam! Widzicie! Niewyraźne ślady jeziora! To Krystaliczna Rosa!!! - zawołał. - Widzicie? Wreszcie dotarliśmy! Tyle drogi! Jeszcze tylko dwa punkty! Puszcza Terrassy i RION!
- Rzeczywiście, tato! - powiedział Nero.
- Masz rację! Chodźmy tam - powiedział Eyn biegnąc w kierunku Krystalicznej Rosy.
Pobiegliśmy wszyscy razem, ale ja musiałam trochę zwolnić ze względu an młode, jednak szybko nas dogoniły, są już bardzo szybkie, w sumie prawie dorosłe wilki, ale jednak wolę trzymać się na baczności, jeśli chodzi o nie. W końcu jeszcze nie osiągnęły roku!

Od Odalis: Ja chcę się bić! - walka przychodzi sama

Ciągle miałam tą chęć walki, ale powstrzymywałam się. Byłam świeżo upieczoną matką, tylko ja mogłam się zaopiekować swoimi dziećmi, w tak młodym wieku powinny przebywać bez przerwy ze mną.
Shadow jeszcze spała.
- Więc to są moje siostrzyczki? - usłyszałam głos.
- Skay! - zupełnie zapomniałam o synu, który ukrywał się w kryjówce. Efekt uboczny jego mocy Kameleona już minął.
- Jakie słodziutkie - rozczuliła się Soila.
- Co wy tu robicie? - powiedziałam nawet zadowolona.
- Ja tu ciągle byłem, a Soila wpadła ot, tak - wyjaśnił biały samiec.
- Piękne. Jak się nazywa? - córka wskazała na Unrivę.
- To jest mała Unriva - odpowiedziałam.
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, kiedy obudziła się Shadow.
Powałęsała się chwilkę po kryjówce i znów usiadła. Chyba zależało jej na bitwie. Ja...
Chcę pójść się bić!
Podniosłam wolno się. Soila uniosła brew.
Waaaalkaaaa... Krew! Krew krew krew! KREEEEEEEW!
Ostrożnie odsunęłam szczeniaczki.
Raaaaaanyyyyy... Śmierć! Śmierć śmierć śmierć! ŚMIEEEEEERĆ!
Nie!
Nie nie nie!
Z powrotem się położyłam obok wilczątek. Soila opuściła brew.
Aaaaahhhh... Zielona krew... Błękitna... Czerwona, wilcza krew!
Potrząsnęłam łbem. Skąd ja mam takie myśli?
Rozejrzałam się uważnie po grocie. Wydawało mi się, że coś zobaczyłam. Złudzenie?
Shadow postawiła uszy.
Soila wolno zniknęła w podłożu, a Skay nastroszył sierść.
Szczeniaki Kari skuliły się w kącie. Caro i Vanilla wybiegły do sąsiedniej groty, zanosząc w zębach najmłodsze maluchy.
Normais natomiast zaczął krwawić. Z rany.
Którą zadał tajemniczy obiekt.
Dokładnie wilk. Ten sam, który zwrócił naszą uwagę na siebie.
Marchesa myliła się. Dostał się tu. Nie wiem jak, jakim cudem, ale ten jeden dostał się tu.
A teraz pochylał się nade mną. Spojrzałam w jego oczka. Ślicznie, błękitne oczka z żądzą mordu. Wyszczerzył kły w szaleńczym uśmiechu. Odwzajemniłam go i pchnęłam intruza powietrzem z całej siły.
Jednak on podniósł się i znów uśmiechnął.
Po co mi te szczeniaki? Mogę je zabić. Zabić wszystkich i pójść w świat walczyć.
Krew krew krew.
- Nie ze mną te numery - szepnęłam mu.
Potem wszystko potoczyło się gwałtownie. Wróg skoczył na mnie, ja osłoniłam własnym ciałem szczeniaczki, a Shadow odparowała atak. Bordowy nieprzyjaciel nie ustępował i ruszył w kierunku Normaisa, ale dostał dawkę wody. W tym samym momencie zaatakowała go niewidzialna przeszkoda - Skay. Zdezorientowany zaczął uciekać, ale utrudniła mu to Soila i ściana ziemi.
Odwrócił się i zatopił kły w nadbiegającej Shadow.
Normais podszedł do niego i pchnął, wyzwalając wilczycę. Następnie zbierając siły utopił bordowego.
Ja natomiast biegłam jakby w zwolnionym tempie do krwawiącej wilczycy. Rany były śmiertelne. W głowie miałam tylko jedno pytanie: żyje?

Dokończy Shadow

Od Shadow: W kryjówce przed bitwą

- Ranna? Daleko razem nie zajdziemy. Proszę... Proszę... Wróć do Marchesy... - powiedziała Ashiraii błagalnym tonem i spojrzała mi w oczy.
Odwróciłam wzrok. Ashiraii uśmiechnęła się, odwróciła i pomknęła w stronę wrogich frontów.
- Ashiraii - szepnęłam smutno, odprowadzając zamglonym spojrzeniem oddalającą się w ciemności sylwetkę. - Nawet nie wiesz, jakie to było dla mnie ważne.
Wstawał już ranek - skończyła się nocna warta przy Kryształowej Rzece. Zatem nie skierowałam się tam, gdzie miałam pomagać w razie ewentualnej obrony Marchesie, tylko prosto do Kryjówki LINa. Zaczęłam iść nieśpiesznym truchtem, bo nie było to daleko. Westchnęłam zrezygnowana. Poczułam pieczenie, jak wcześniej już nieraz czułam. Nie zwróciłam na to uwagi, bo wiedziałam już, co to oznacza.
Ja? Ranna? Od kiedy? Fakt, trochę mi pogryźli łapę, ale to przecież nie tylko mnie. Z resztą i tak już się zagoiła, bo nie była poważna. Poza tym Rada nie zwracała dotąd na takie szczegóły uwagi. Gdyby każdy zakrwawiony wilk miał schodzić od razu z pola bitwy, nie byłoby już nas tu. Widocznie Ashiraii zauważyła, że "coś" ze mną nie tak.
Nie, zaraz. Nie mogła przecież zauważyć mojej choroby. Nikt dotąd nie zauważył, jedyną osobą, która o tym wie, to Exalios - bo sam mi przecież o niej mówił. Poza tym kryłam się z tym doskonale i będę się kryć do końca życia. Nie, to wykluczone, żeby Ashiraii mogła się czegoś dowiedzieć.
Tak rozmyślając dotarłam w końcu do góry, w której gdzieś, w podziemnych grotach, mieściła się kryjówka. Podeszłam w umówione miejsce i zamknęłam oczy. Poczułam, jak zawiał chłodny, przyjemny wiatr, ale tak krótką chwilę, że może nigdy nie wiał, błysnęło krótko.
Podniosłam powieki. Byłam w opustoszałej kryjówce.
- Hej - powiedziałam, a mój głos odbijał się cichym echem od ścian. - Gdzie są wszyscy?
- Poszli walczyć - odpowiedziało mi coś.
Odwróciłam się i zobaczyłam wychodzącego zza skały białawego, młodego samca. Normais.
- Jesteśmy tu tylko ja, Odalis i szczeniaki - kontynuował, zbliżając się do mnie.
- Gdzie mam się zgłosić? - zapytałam.
- Pewnie do Marchesy. Są na zewnątrz - wyjaśnił spokojnie wilk, przysiadając na ziemi. - Ale i tak ich nie znajdziesz. Już się dawno rozstawili. Pewnie teraz będzie bitwa.

- Dobrze, skoro tak mówisz, zostanę tutaj - zdecydowałam.

Dokończy Odalis

Ten post nie jest kontynuacją opowiadania Marchesy, tylko Ashiraii - zatem nadal można dokończyć to pierwsze. [przyp. Alfy]

Od Marchesy: Plan ostatecznego ataku

- Tak, w pewnym sensie - potwierdziła fioletowa Alfa. - Wilki wody "gasiłyby" ognistych, a wtedy mielibyście przewagę nad nimi. Proste, ale skuteczne. Co myślicie?
Zastanowiłam się.
- To mogłoby się udać - stwierdziłam z powątpiewaniem. Wciąż nie ufałam przybyszom. - Dlaczego właściwie tu przybyliście?
- Ścigamy tych skunksów. Mamy z nimi niezłe porachunki - odparła prychając lekceważąco wilczyca.
Teraz sprawa wydała się jaśniejsza.
- OK. Czy ogniści zawsze walczyli jako dwie watahy, Czarnej Śmierci i Wiecznej Nocy, czy dopiero teraz się połączyli? - zapytała Victoria.
-  Czarnej Śmierci? - zdziwił się towarzysz nieznajomej Alfy. - Pierwsze słyszę. Musieli dopiero teraz do nich dołączyć.
- Czarna Śmierć byli na północy, w górach, z tego co wiem od Exaliosa. Był tam po smocze jaja, a potem szła tam też Unriva po jaszczurzą krew. Wieczna Noc musiała ich znaleźć albo od zachodu, albo od wschodu, a potem powędrowali na południe Doliny i zaatakowali obszar między Kryształowym Jeziorem* a Legowiskami.
- Ze wschodu mamy Legowiska - zastanawiał się Exalios - a tam nie powinni ujść uwadze naszym wartownikom. Czyli przyszli z zachodu, obchodząc Jezioro. Tylko czemu nie przekroczyli od razu Kryształowej Rzeki? Mieliby krótszą drogę.
- Boją się wody, pamiętasz? - przypomniałam. - To wszystko by się zgadzało.
Uśmiechnęliśmy się z satysfakcją, odkrywszy rozwiązanie strategii wroga. Lody, które dzieliły nas od obcej watahy, zostały przełamane. Fioletowa Alfa najwyraźniej mówiła prawdę. Teraz spoglądała na nas przyjaźnie, a jej posłańcy nieśmiało podeszli, widząc, że jesteśmy im przychylni.
- Nie przedstawiliśmy się - zarumieniła się Navi. - To jest nasza Alfa Watahy z Magicznej Doliny, Marchesa, ja jestem Gammą Navi, a to Przywódczyni wojowników, Victoria. I Najwyższy Szaman Exalios.
- Alfa Violila - przedstawiła się wilczyca. - Są tu ze mną - skinęła na dwóch posłańców - mój partner, Alfa Diphen, oraz Beta Demiful. Dowodzimy Watahą z Wrzosowych Pól.
- Miło nam poznać. Ile macie wojowników? - zapytałam.
- Zaledwie piętnastu, włącznie z nami. To cała moja wataha - odparła ze smutkiem Demiful.
- Rozumiem. U mnie jest zdolnych do walki dwadzieścia sześć, trzeba dodać czterech młodych wilków i cztery stwory. Zawsze mogę posłać po wojowników z Watahy Mroku i poprosić wilków samotników z okolicy - przedstawiłam sytuację.
- Z takim składem możemy uderzyć choćby zaraz, siły są mniej więcej wyrównane: pamiętajmy, że w skład sił wrogów także wchodzą połączone dwie watahy. - Diphen wydawał się uspokojony.
- Będą czekać koło kryjówki, zapewne otoczą górę, bo skoro nie ma konkretnego wejścia do jaskini**, nie mogą skupić się w jednym miejscu. My wyjdziemy wcześniej i otoczymy ich. Przyprzemy ich do ściany - zaproponowałam.
- OK. A więc tej nocy. To się zdziwią, kiedy ich plan się nie powiedzie - zaśmiała się szyderczo Violila. Naprawdę ich musiała nienawidzić.
Zwołałam wszystkie wilki z watahy. Miały tej nocy w środku zostać tylko Normais ze względu na moc teleportacji i żywioł wody do ewentualnej obrony, Odalis i wszystkie szczenięta. Z resztą nie było sensu zostawiać tu większej ochrony. W razie czego mogli przecież się ukryć w labiryncie korytarzy.

Niechaj historię tej nocy dokończą dwie osoby:
naszą perspektywę z walki na zewnątrz niech opisze ten, kto chce,
a Odalis niech opowie, co się działo u niej w jaskini.

*Nie orientujesz się? Wrzucałam przecież niedawno mapę. Legowiska to te pagórki po prawej.
**Niektórzy się w tym nie orientują. Otóż do Kryjówki LINa nie ma wejścia. Kryjówka jest w podziemnej, górskiej grocie bez żadnych otworów prowadzących na zewnątrz, dlatego dostać się tam można tylko i wyłącznie wtedy, kiedy Louco teleportuje wilka z ustalonego miejsca.

Od Victorii: Pomoc

Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Czułam się trochę niezręcznie. Nagle poczuliśmy obcy zapach. Ktoś wkroczył na nasz teren (tym razem nie "ogniści"). Wyszliśmy z kryjówki, by zobaczyć co się dzieje.
- Spokojnie, nie mamy zamiar was atakować - powiedziała spokojnie fioletowa wilczyca. - Chcemy wam pomóc.
- Czemu chcecie nam pomóc? - zapytała Marchesa.
- Ponieważ znamy Watahę Czarnej Śmierci i Wiecznej Nocy. Możemy wam pomóc.
- Jak?
- Kiedyś też nas zaatakowali. Znamy ich ruchy i strategię.
- Skąd mamy pewność, że mówisz prawdę? - zapytała podejrzliwie.
- Została mi nawet blizna po tej bitwie, widzisz? - pokazała swoją bliznę na brzuchu. Nie były to przekonujące dowody, ale w końcu uwierzyliśmy im. Alfa ze swoimi posłańcami weszła z nami do kryjówki, reszta czekała na zewnątrz.
- Wiem, że to wydaje się dziwne, ale te watahy strasznie boją się wody. Po prostu nienawidzą jej. Gdy wejdą do niej, tracą na chwilę swoją moc.
- Dlaczego?
- Kiedyś mówiono, że "ogniści" gdy tylko zanurzą choćby łapę gasi to ich moc. Oni wierzą w to, więc tracą pewnośc siebie. Boją się i paraliżuje ich strach.
Byłam trochę zdziwiona, nigdy nie pomyślałabym, że przez wodę moglibyśmy wygrać bitwę.
- Więc co proponujesz? Zmoczyć ich? - zapytałam z sarkazmem. Alfa spojrzała na mnie jak na idiotkę.
- Tak, w pewnym sensie - potwierdziła. - Wilki wody "gasiłyby" ognistych, a wtedy mielibyście przewagę nad nimi. Proste, ale skuteczne. Co myślicie?

Dokończy Marchesa

Wilczątko Unriva


Imię: Unriva (imię po przyjaciółce matki)
Zapomniała swoje prawdziwe imię i używa członkowskiego, Neafel.
Przydomek: Anspeire
Płeć: samica
Rodzina: 
Rodzice: matka Odalis i ojciec Exalios
Rodzeństwo ze wcześniejszego miotu: Soila i Moon, Dark, Light i Skay
Rodzeństwo z tego samego miotu: Koira, Soreia, Isanis.
Żywioł: ogień
Umiejętności: wyczuwanie umiejętności innych, szybko biega, niewidzialność
Opis:
Po zapomnieniu praktycznie większości swojego życia Neafel, gdyż ona i Odalis na pamiętają jej prawdziwego imienia, diametralnie się zmieniła. Teraz mogła już zacząć nowe życie i to uczyniła.
Trochę wbrew swojej woli została od razu członkinią Mafisu pod imieniem Neafel. Bardzo szanuje swojego brata Reichera i jest on dla niej autorytetem, gdyż to z nim spędzi pewnie resztę swojego życia.
Nea jest drobna i jest z tego dumna. Podkreśla, że to pozwala być dla niej oryginalną, uciec z tego tłumu przeciętniaków pomiędzy ich nogami i zacząć wieść spokojne życie.
Jak wykorzystuje swój atut? No cóż, do tego, co wcześniej, ale trochę mniej brutalnie - nie walczy tyle, co kiedyś.
Walka. To ciekawy temat, jeśli chodzi o tę właśnie wilczycę. Otóż w odróżnieniu od swojego wcześniejszego "ja" walczy wyjątkowo honorowo. Nie przepada za podstępami i kłamstwami, nigdy nie okłamie swoją rodzinę, a do rodziny zalicza również Mafis.
Lubuje się w byciu zwiadowcą i szpiegostwie. Ostrożnie wybada wroga i wróci do obozowiska niezauważenie.
Co można jeszcze powiedzieć o tej samicy? Nie wiadomo, czemu, ale w tym wcieleniu nie przepada za Isanis i nie zamierza odwiedzać jej na pustyni.
Na dźwięk przydomków zaczynających się na "v" i "m" ma lekkie dreszcze. Twierdzi, że nie można takim osobom ufać, bo manipulują innymi. Skąd takie stwierdzenie? Pewnie to kolejny znak o burzliwej przeszłości Unri... Neafel.

Wilczątko Koira


Imię: Koira
Przydomek: Anspeire
Płeć: samica
Rodzina: 
Rodzice: matka Odalis i ojciec Exalios
Rodzeństwo ze wcześniejszego miotu: Soila i Moon, Dark, Light i Skay.
Rodzeństwo z tego samego miotu: Unriva, Soreia, Isanis.
Żywioł: woda
Umiejętności: odczuwa uczucia innych (podobnie jak ciotka Marchesa), przewidywanie przyszłości
Opis: Koira jest wilczątkiem o silnej intuicji. Osiąga swoje cele dzięki umiejętności wczuwania się w sytuację innych wilków oraz przewidywania ich posunięć. Jest uprzejma i delikatna. Dobrze życzy innym. Aby zrealizować swoje pragnienia, zdolna jest do niezwykłych poświęceń i zazwyczaj osiąga swoje cele. Wierzy w przeznaczenie, często też spotykają ją niezwykłe i szczęśliwe zbiegi okoliczności. Jest bardzo uczuciowa. Potrafi słuchać i odpowiedzialnie opiekować się innymi. Pełna uroku i fantazji, niepowodzenia powodują u niej skryty płacz. Uwielbia słuchać tajemniczych opowieści oraz zatapiać się w marzeniach. Ma bujną wyobraźnię.

Wilczątko Isanis


Imię: Isanis
Przydomek: Anspeire
Płeć: samica
Rodzina: 
Rodzice: matka Odalis i ojciec Exalios
Rodzeństwo ze wcześniejszego miotu: Soila i Moon, Dark, Light i Skay.
Rodzeństwo z tego samego miotu: Unriva, Koira, Soreia.
Żywioł: energia
Umiejętności: przemiana energii na światło, miotanie elektrycznymi kulami
Opis:
Isanis Anspeire. Wierzy, że jej przydomek już niedługo będzie sławny i jest z niego dumna. Unriva droczyła się z nią czasami mówiąc "Is. Jest, bo myśli", ale Isanis nie używa swojego przezwiska.
Jest odpowiedniego wzrostu, nie wyróżnia się nim szczególnie. Większą uwagę przykuwa jej futro, bo na pewno po rodzicach go nie odziedziczyła. Krąży plotka, że tak wyglądała matka Exaliosa, ale on sam nigdy tego nie potwierdził. Po za tym wyróżnia się jedną rzeczą. W nocy lekko fosforyzuje się na biało.
Jest bardzo ambitna i praktyczna. Wytrwale dąży do celu i tylko pracowitością zawdzięcza swoje sukcesy. Cechuje ją duży intelekt, którego nie marnuje, lecz często się uczy, co sprawia jej przyjemność.
Nie lubi ryzykować. Woli rutynę niż niebezpieczeństwo. Przywiązuje się do jednego miejsca i mocno przeżywa zmiany, ale potem stara się dostosować. Nie chce się wychylać. Poważnie podchodzi do sprawy, w milczeniu analizuje fakty. Jej oceny są obiektywne i małe wilczki do niej idą po radę, bo rodzice idą o krok za daleko. Wilki jej ufają, bo nie rzuca słów na wiatr. Brzydzi się też kłamstwem i ceni w sobie szczerość. Sama nie wie właściwie, czemu to ją Unriva najmniej gnębi. Zamknęła się w sobie po jej odejściu. Po "metamorfozie" Neafal-Unrivy nie utrzymują ze sobą kontaktów jak w dzieciństwie. Is nie wie, czemu, ale pogodziła się z tą zmianą.

Wilczątko Soreia

Imię: Soreia
Przydomek: Anspeire
Płeć: samica
Rodzina: 
Rodzice: matka Odalis i ojciec Exalios
Rodzeństwo ze wcześniejszego miotu: Soila i Moon, Dark, Light i Skay
Rodzeństwo z tego samego miotu: Unriva, Koira, Isanis
Żywioł: powietrze
Umiejętności: latanie za pomocą skrzydeł, usuwanie wspomnień innemu stworzeniu
Opis: Lubi kombinować. Jest zmienna i zaskakująca, bardzo ruchliwa i ciekawa świata. Ma wyjątkowo bystry umysł i inteligencję. Interesuje się wszystkim jednocześnie. Może robić kilka rzeczy na raz. Zawsze ma wiele pytań i dużo mówi, ale z trudem przychodzi jej słuchanie innych. Kocha wszelkie nowości, bo szybko się nudzi. Cechuje ją roztrzepanie, zapominalstwo i nieporządek. Jest bardzo towarzyska, ma wielu przyjaciół i do tego bardzo różnych. Lubi wysokie góry, uwielbia ostre powietrze i wolne przestrzenie. Chciałaby w dorosłości wyprowadzić się na wyższe tereny.

Od Odalis: Narodziny drugiego miotu

Obudziłam się już i byłam wypoczęta. Ostrożnie wstałam i ułożyłam się na miejscu dla chorych. Nie mogłam na swoim, bo bałam się, że szczeniaczki mogłyby spaść z dużej wysokości. Jak to dobrze, że podczas rozmowy z Ashiraii zeszłam na dół! Inaczej urodziłabym na swojej półce skalnej.
Przyjrzałam się piszczącym kuleczkom. Exalios podszedł do mnie.
- Ta będzie Soreia - pokazał malutką kuleczkę z wystającymi skrzydełkami.
- A ta Isanis - pokazałam małą, fioletową wilczycę. - A ta Koira - dodałam, pokazując czarno-niebieską.
- A ostatnią jak nazwiemy? - spytałam szaman, wskazując czwarte maleństwo.
- Unriva - odparłam po chwili namysłu.
Najwyższy uśmiechnął się lekko, ale nie zaprotestował.
Wtem do kryjówki wbiegła Ashiraii i zaczęła krzyczeć. Normais szybko jej wyjaśnił:
- Spokojnie! Nie mają jak nas tu złapać. Mogą sobie wiedzieć, to prawda, ale nie dostaną się tu. Tylko ci, których to my teleportujemy, mogą się tu dostać.
- Myślałaś pewnie, że trafiasz tu po przez niewidzialny teleport, ale my uznaliśmy, że samodzielne teleportowanie do tego miejsca jest lepsze - wyszczerzył się Louco.
- Jedyny problem jest taki, że mogą otoczyć miejsce, do którego trafiacie po wyjściu z kryjówki - dodał Indecisos.
- Wtedy mielibyśmy tylko problem ze zdobywaniem mięsa, bo źródełko wody mamy - zakończył szary samiec.
- Victoria, musisz ustalić strategię! - zawołał ktoś.
- A ta Ashiraii?
- To Przywódczyni decyduje!
- Cisza - powiedział spokojnie szaman.
Wszyscy zamilkli i wpatrywali się w zakłopotaną Victorię.

Viiiiiiiiiictoriaaaaaaaa?

Od Ashiraii: Poród i strategia


- No wiesz... Spotkałam ją kilkanaście miesięcy temu. Szukała jakiejś watahy. Od początku wydawała mi się podejrzana... Była jakaś... Dziwna. Nie zachowywała się naturalnie... - powiedziałam. W sumie nie znałam Asi.
- No właśnie... Została wygnana za kontakt z ludźmi. Stała się "psem". Oswoili ją. Następnie ona chciała wskazać im drogę do naszej watahy. Ludzie chcieli nas wytępić. Nie pozostało nam nic innego jak banicja. Dożywotnia. Pod groźbą śmierci. Znasz jeszcze kogoś interesującego kogo spo-AŁAA! - Odalis krzyknęła cicho.
Siedziałyśmy w rogu jaskini. Exalios zajęty był rozmową z zielarką. Cóż... Pomyśleć, że niedługo też nią będę.
- Co jest?!
- Ja... Ja jestem w ciąży! Rodzę! - powiedziała.
Spojrzałam przerażona na wilczycę. Jaskinia była ogromna. Nie chciałam zostawiać Odalis samej. Wiem z doświadczenia, że rodzące matki niezbyt dobrze to odczuwają.
- Exalios! - krzyknęłam do Najwyższego Szamana.
Ten jednak nie zareagował. Mój głos zagłuszony został przez gwar szczeniaków. Odalis ponownie jęknęła z bólu.
- Spokojnie... Spokojnie.... - szepnęłam do siebie i zarazem do rodzącej wilczycy. Spojrzałam na umiejscowiony kilka metrów od nas zbiornik z wodą.
- Chodź! Przeniesiemy cię do wody! - powiedziałam. Pomogłam wilczycy wejść do wody. Nie była ona przeznaczona do picia.
- Już... Spokojnie... Poród w wodzie jest mniej bolesny... EXALIOS!! - starałam się nawoływać Szamana. Nie reagował. Przeklęte szczeniaki!
- Aaaa... B-boli...
- Już... Spokojnie... - powiedziałam.

* * *

Exalios zauważył, że Odalis rodzi dopiero po tym, jak cztery wilczątka zobaczyły świat. W sumie to jeszcze nie zobaczyły, bo miały zamknięte oczy. Exalios ze zdziwieniem przyglądał się, jak obmywam delikatnie wilczątka. Kiwnął głowę, podziwiając moje, jednak skromne, umiejętności.
- Nieźle. Przestraszyłem się. Myślałem, że nie poradzisz sobie. Tymczasem wszystkie szczenięta już są tutaj... - powiedział i pokiwał głową z uznaniem. Po chwili jednak znów stał się "sobą". Przestał okazywać jakiekolwiek emocje. Ach ci Najwyżsi Szamani... Chwila...
- Więc zaszła w ciążę z czterema?
- Ano.
- I wszystkie już tu są?
- Mhmm...
 - I... Mamy... 1... 2... 3... 4... Co?! Cztery samice?! - krzyknęłam z niedowierzaniem. Coś takiego zdarzało się dosyć rzadko.
- Potrafisz określić płeć zaraz po urodzeniu... Ciekawe... Wręcz bardzo ciekawe... Uczyłaś się u kogoś? - zapytał Exalios.
- Tak. Uczył mnie Najwyższy Szaman z błękitnokrwistej watahy... - powiedziałam. Exalios spojrzał na mnie. Po chwili jednak spojrzał na Odalis. Nie wyglądała dobrze.
- Wszystko w porządku? - zapytałam.
Odalis pokiwała lekko głową. Nagle zaczęła upadać w dół. W sumie siedziała już. Tylko jej głowa zaczęła pochylać się w dół, aby zaraz uderzyć o twarde kamienne skały. Uderzyłaby o nie. No... Gdyby nie mój długi, giętki i w każdej chwili gotowy, aby ochronić głowę Odalis przed roztrzaskaniem się o skały ogon. Nim Exalios zdążył podejść do wilczycy, położyłam ją delikatniej na skale.
- Tylko śpi... Jest zmęczona... - powiedział.
Odetchnęłam z ulgą. Spojrzałam na futerko kołyszące się na moim ogonie. Pomachałam nim. Kochałam je. Zawsze było takie puchate i... No i takie fajne... Uśmiechnęłam się i wyszłam z jaskini. Szłam tropem podjętym przez wojowników. Po kilku minutach drogi zauważyłam Marchesę.
- Gdzie reszta?
- Poszła walczyć.
- A Shadow?
- Czemu o nią pytasz? Akurat tak się składa, że ona poszła zobaczyć, co zamierza tamta wataha. Wiesz... Przeszpiegi i te sprawy...
- CO?! - krzyknęłam.
- Coś nie tak?
- Shadow była ranna! - krzyknęłam.
Marchesa spojrzała na mnie.
- To dlatego czasem wydawało mi się, że utyka... - powiedziała z lekkim przerażeniem w głosie.
- Pobiegnę po nią! - powiedziałam.
Marchesa kiwnęła głową. Wiedziała już o moich umiejętnościach... No... O dwóch... Trzecia pozostanie tajemnicą. Dla wielu.
Pobiegłam w stronę wskazaną przez Alfą. Kuśtykająca Shadow nie zaszła szczególnie daleko.
- Shadow... Spokojnie. Ja tam pójdę. Mam ciekawą umiejętność. Ponadto byłam szkolona na szpiega przez kilka miesięcy. Zostaw to mnie, dobrze? - powiedziałam.
- Nie! - sprzeciwiła się wilczyca.
- Shadow! Nie możesz się przemęczać!
- Idę z tobą! - powiedziała.
Zaprzeczyłam.
- Ranna? Daleko razem nie zajdziemy. Proszę... Proszę... Wróć do Marchesy... - powiedziałam i spojrzałam jej w oczy.
Wilczyca odwróciła wzrok. Uśmiechnęłam się wiedząc, że wilczyca dała za wygraną. Odwróciłam się i pomknęłam w stronę wrogich frontów.

* * *

Delikatnie przegryzłam wilkowi pełniącemu straż tchawicę. Momentalnie upadł na ziemię. Rana zaczęła krwawić, podczas gdy ja nałożyłam na siebie jego bransoletkę. Chyba oznaczała, że należę do tej watahy. Nic na niej nie pisało, ale chyba właśnie o to chodziło. Ostrożnie zaczęłam przemierzać obóz. Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Po chwili spostrzegłam, że nigdzie nie widzę wilczyc. Wszyscy zerknęli na mnie z lekkim strachem. Weszłam do jaskini. Prawdopodobnie przywódcy.
- Czego?! - warknął.
Zawahałam się przez chwilę.
- Ja... Ostatnie szeregi poległy! - powiedziałam.
- Wiedziałem, że tak to się skończy. Jak się zwiesz Kaverte*?! - mruknął wilk.
Świętowałam. Strzelałam. Nie wiedziałam o stanie wojsk.
- Eee... Delunriva.. Deliva! - powiedziałam, mieszając imiona zmarłych sióstr. Później będę musiała je przeprosić...
- Delivia... Nie kojarzę cię... Nieważne! Idziesz ze mną! - warknął i wyprowadził mnie z jaskini. Przemierzaliśmy las. Mogłam zaatakować, ale z walki z niedużej odległości nie miałam szans. W końcu dotarliśmy. Okazało się, że wojska naprawdę poległy!!
- Idź zawiadomić Venteriów**, że plan się rozpoczął. Pamiętasz komendy? Przypomnę ci je, żebyś się nie pomyliła, głupia Keverto. Najpierw wyprowadź ich cicho w las. Zatoczcie koło. Idźcie do kryjówki i zaatakujcie od tyłu! Ty! - zwrócił się do Kaverty siedzącej obok. - Idziesz z nią! - zarządził i odszedł. Po kilku minutach drogi zatrzymałam się.
- Idę się załatwić... Zaraz do ciebie dołączę... - powiedziałam i wgłębiłam się w las otaczający ścieżkę. Pognałam czym prędzej w stronę kryjówki. Muszą się ewakuować. Wiedzą o kryjówce! Skąd?! Czyżbyśmy mieli pośród nas szpiega? Nie... To niemożliwe... Już wiem! Szpiegują nas Ci z wyczulonym wzrokiem i słuchem... Dlatego ostatnio wydawało mi się, że widzę w ciemności ślepia... Jeszcze tylko kilkaset metrów... Kilkaset metrów i będziemy bezpieczni... Wiem! Okrążymy ich od północy, a następnie sami zaatakujemy od tyłu! Strategia idealna! Już jestem... Jeszcze tylko kilka kroków i wejdę do jaskini... Jest!
- ONI WIEDZĄ O KRYJÓWCE! ZAJDĄ NAS OD TYŁU! WOJOWNICY MUSZĄ ODPOCZĄĆ! POTEM MY ZAJDZIEMY ICH OD TYŁU OD PÓŁNOCNEJ STRONY! - krzyknęłam. Radosny gwar szczeniaków ucichł, a pozostali starali ułożyć sobie moje słowa w głowie.

Dokończy ktokolwiek.
Odalis? Jak się czujesz po porodzie?
Szadow? A ty co?
Victoria? Co sądzisz o strategii?

poniedziałek, 27 maja 2013

Od Odalis: Trójka wygnanych, czyli rozmowa z Ash

Jutro mam poród. Już nie mogę się doczekać!
Ashiraii leżała pode mną. Gdybym chciała, mogłabym z łatwością na nią skoczyć. Wywiązała się między nami rozmowa:
- Mogłabyś mi coś opowiedzieć o Dolinie? - zapytała wilczyca. - Na przykład o wygnanych?
- Dobrze - odparłam - opowiem ci o Wave'ie, Laili i Onalii. Otóż ta trójka zaczęła razem się spotykać i eksperymentować. W końcu udało im się stworzyć wirusa, który potrafił w niecałą minutę zniszczyć wilka. Udoskonalali go i w pewnym momencie skończyły im się króliki doświadczalne. Nie wiedząc, co robić, próbowali porwać jedno szczeniątko, ale Kari ich nakryła. Zostali tej samej nocy wygnani przez Marchesę, a wcześniej ich wirus zniszczył Exalios.
- Ha - mruknęła Ashiraii.
- Mieliśmy też taką wilczycę, Asię, ona też została wygnana - powiedziałam smutno. Nie lubiłam wyganiać wilków.
- Tak? Ja ją kiedyś spotkałam!
- Naprawdę? Możesz mi o tym opowiedzieć?

Dokończy Ashiraii

Wyniki konkursu DZW

Witam! Witam i głoszę.

Opowiadania były piękne, toteż uchwalam taką rzecz:

Nagrodę główną otrzymuje Exalios i jest ona w postaci 12 Punktów.
Wyróżnienie dostaje Zuko w postaci 6 Punktów.
Wyróżnienie ląduje również u Vickey i jest ono 3 Punktami.

Gratulacje!

Z Kryjówki LINa pozdrawia Was Beta Odalis
uważająca, coby nikt na nią nie wpadł i nie spowodował poronienia,
ostrzegająca szczeniaki, żeby nie żartowały o wybiciu całej watahy
i kręcąca głową na krzyki, że Blew nienawidzi Kari.

Kilka informacji i kończenie mapy

Zakładka "Magiczna Dolina" zostanie wkrótce tymczasowo wyłączona z powodu zbliżania się do końca pracy nad mapą terytoriów naszej watahy. Zniknięcie zakładki będzie znakiem, że zaczęłam pracować nad kodem html.
Tymczasem dla niecierpliwych wrzucam stan, w jakim na tą chwilę jest mapa:


Góra - północ, dół - południe, pewnie jeszcze róża wiatrów będzie do tego...

Przy okazji, znów można zapisywać się do watahy i komentować posty.

Życzę miłej wojenki.
Alfa Marchesa

Od Shadow: Zmiana stanowiska

- Wiesz - zaczęła rozmowę Marchesa - chciałabym znać ich plany. Ich cele.
Zjawili się znikąd i nie dali nam nic wyjaśnić. Nie wydaje ci się to dziwne?
Zastanowiłam się.
- Tak - przyznałam. - Trzeba by się tego dowiedzieć.
- Tylko jak?
Spojrzałam na Alfę bezradnie.
Nagle w głowie zaświtał mi pomysł:
- Mogłabym pójść na przeszpiegi.
- Nie - zaprotestowała natychmiast twardo wilczyca nieznoszącym sprzeciwu
głosem.
- Ale...
- Mam tu za mało sił.
- Przecież...
- Nie, mówię - odparła szorstko.
Zamilkłam na chwilę. Nie zamierzałam się poddać.
- Nie walczyłam jeszcze dzisiaj - skłamałam. - Chcę się jeszcze na coś
przydać.
- Nie jesteś wyszkolona na szpiega - przypomniała Marchesa, ale już
łagodniej.
- Nikt zamiast mnie nie pójdzie - przekonywałam. - Odalis w ciąży, Zuko w
podróży, Mroczny ranny, Forest u Navi, a i tak ona nie jest lepsza ode
mnie. Gdyby to był chociaż Zuko, zgodziłabym się.
- Na pewno czujesz się na siłach? - zapytała z powątpiewaniem.
- Tak, naprawdę, jestem gotowa - prosiłam rozgorączkowana.
- Niech będzie, ufam ci - ustąpiła. - Powodzenia - skinęła mi głową na
pożegnanie.
Przedzierałam się teraz biegiem przez krzaki, nie czując, jak kłują
gałęzie. Było mi trochę wstyd za te kłamstwa. Ach, gdyby wiedziała...
to jednak było niemożliwe i ta świadomość trochę mnie uspakajała.
Z drugiej strony trochę obawiałam się płomieni. Od zawsze były moim
koszmarem. A oni, wrogowie, byli Ogniści.
Spokojnie, Shadow, pomyślałam. To lepsze, niż bezużytecznie umrzeć na
tajemniczą chorobę. Swoją drogą, dawno nie miałam jej objawów.
Będzie dobrze.

Od Vickey: Działanie Czarnej Orchidei

Nastała noc... Eyn, Zuko, szczenięta i ja zebraliśmy się w jednym miejscu.
- Eyn, podaj mi proszę Orchideę - powiedziałam, po czym usiadłam koło Zuko.
Eyn wyciągnął piękny, czarny kwiat, urwałam korę drzewa i zaczęłam ścierać
go na proch. Gdy to nastało, pył zaczął wytwarzać iskry o różnych kolorach.
Przesypałam to na liść i posmarowałam nim łapę Zuko.
- Szczypie! - powiedział szeptem wilk.
- Trochę będzie... - powiedział Eyn.
Dzieci patrzały się na tę całą sytuację jak cielę na malowane wrota. Rana
zaczęła iskrzyć tak jak to robił pył, a po chwili zaczęła się masowo
zmniejszać i po paru krótkich chwilach została tylko blizna.
- Już? - zapytał Zuko obracając łapę w różnych kierunkach.
- E. Ee, chyba tak - odpowiedziałam przyglądając się ranie ze zdziwieniem,
że tak szybko nastąpiło uleczenie.
- No to po sprawie, możemy ruszać w kierunku Krystalicznej Rosy, prawda? -
zapytał Eyn.
Spojrzałam w czerwone ślepia wilka.
- Tak. Zuko, czy już wszystko dobrze? - zapytałam.
- Raczej OK. Możemy ruszać.
- No dobrze, dzieci, szykujcie się do podróży! - zawołałam.
- Dobrze! - wykrzyknęły.

Dokończy Zuko

niedziela, 26 maja 2013

Od Marchesy: Nocna obrona

Szybko zwołałam wilki, które jeszcze nie brały udziału w walce, aby dołączyły do pomocy przy nocnej obronie Legowisk i Kryształowej Rzeki. Wrogom udało się już zająć Szmaragdowe Jezioro, a ja nie liczyłam na odbicie terenów jeszcze dzisiaj.
Gdy gromada ustawiła się gotowa do teleportacji, przyjrzałam się im przelotnie. Było z nami w sumie piętnaście osób. Jeśli dobrze pójdzie, damy radę.
Plan był następujący: Navi dowodząca dwoma potworami: Surraią i Patiohaio, Shakirą, Shiru, Eelipse, Forest, Sayoną i Eleonorą miała obstawić długi odcinek od ujścia Rzeki do Legowisk i same Legowiska, zaś my - Buuryet, Toyuarys, wilki Shadow, Chever i Shila - zobowiązaliśmy się stać nad Kryształową Rzeką.
- Powodzenia! - zawołałam do Gammy, kiedy na dworze się rozdzieliliśmy i poszliśmy każdy w swoją stronę.
Do pierwszego zakola Rzeki nie było daleko, toteż spodziewałam się szybko tam dotrzeć. Tymczasem poddałam się rozmyślaniom.
Panowała ciemna, cicha noc.Czułam lekki chłód. Nie rozumiałam, dlaczego nas zaatakowali. Nie dali nam wyjaśnić sprawy, zaatakowali wysłanniczki.
Kim oni są? Zjawili się tak nagle, nigdy wcześniej ich zapachy nie unosiły się na, jak się zdawało, niedostępnych i przez to bezpiecznych ziemiach Magicznej Doliny. Musieli przybyć niedawno.
Co zmusiło ich do wędrówki? Dlaczego zeszli z gór na niższe tereny? Życie wysoko zawsze było trudne. Brak pożywienia, poszukiwanie nowego terytorium? Czy może coś gorszego - zemsta, chciwość?
Te wszystkie pytania nie dawały mi spokoju...
- Jesteśmy - szepnęła Shadow. Zatrzymałam się gwałtownie, tuż nad skrajem stromego brzegu rzeki. Prawie bym spadła. Przebiegły mnie dreszcze na wspomnienie wypadku Unrivy. Przecież naturalnie wyłowiliśmy jej ciało...
- Buuryet, Chever, wy skierujcie się ku dole Rzeki. Shila, ty ustaw się w górze, koło Wodospadu Keina. Na razie będziesz tam sama, poradzisz sobie. Nie sądzę, żeby mieli tam wpaść, bo są bardziej na południu. Ja i Shadow ustawimy się koło środkowego biegu rzeki - poleciłam.
Zaraz ja i Shadow zostałyśmy same w ciemności nad szumiącą wodą. Było tak spokojnie. Nie spodziewałam się na razie ataku, dlatego zaczęłam rozmowę.

Shadow, o czym rozmawiałyśmy? C:

Od Shadow: Żałoba po Unrivie

Ashiraii podniosła powoli powieki.
- C-co się stało? - wyszeptała z trudem.
- Straciłaś przytomność - wyjaśniłam. - Przyniosłam cię tu, do kryjówki LINa.
Ashiraii wpatrywała się we mnie, mrużąc oczy. Spróbowała się podnieść.
- A co... z nimi? - zapytała, mając na myśli wojowników.
- Wszystko się pali - wyjaśniłam spoważniała. - Wrogowie zajęli południową część Doliny. Przegraliśmy dzisiejszą bitwę.
Wilczyca opadła bezsilnie na skórę. Odwróciła pysk i zacisnęła powieki.
- Dzięki za tamto, kiedy nas ostrzegłaś przed ogniem - powiedziałam cicho, chcąc poprawić jej humor. - Mogło być źle.
Ashiraii uśmiechnęła się lekko pod nosem, ale nie spojrzała na mnie.
Do rozległej groty zaczęły wlewać się wilki zmęczone walką. Były obszarpane, pobrudzone krwią. Niektóre słaniały się na nogach. Marchesa coś tłumaczyła Victorii.
- Słuchajcie wszyscy! - ogłosiła głośno. - Ci, którzy jeszcze nie brali udziału w walce, idą teraz za mną strzec tych granic, które nam zostały!
To wszystko było pełne takiego nastroju przygnębienia, porażki. Zwykle pełna energii Alfa wydawała się przygarbiona.
- Jutro też jest dzień - usłyszałam za sobą zdecydowany głos Ashiraii, jakby też odnosiła podobne wrażenie i chciała mnie podnieść na duchu.
Uśmiechnęłam się smutno. Zwróciłam się do niej:
- Powiedz mi, czy ktoś ci już opowiadał o wcześniejszym życiu Unrivy, zanim przybyłaś?
- Nie - wyznała po chwili.
- Szkoda. Powiem ci tyle, że ja i Unriva się przyjaźniłyśmy. Teraz jej tu nie ma. Nie mam rodziny, przyjaciół, jej, pozycji. Dlatego teraz pójdę razem z wojownikami walczyć, choć już brałam dzisiaj udział w bitwie. I tak do stracenia nic mi już nie zostało - rzuciłam na odchodnym i przemagając ból w łapie ustawiłam się obok teleportujących się wilków.

Od Navi: Wojna

 - Musimy ich znaleźć. Masz jakiś pomysł? - zapytał Mroczny.
 - Suraiia, dostałaś odpowiedź od Odalis? - zapytałam potworzycę, stała chwilę w milczeniu.
 - Tak, przed chwilą ją dostałam:
 Jestem u LINa. Nie idźcie do zachodniej części Doliny, tam wycofał się wróg. Przyjdźcie do Szmaragdowego Jeziora od strony Legowisk. Stamtąd zostaniecie teleportowani przez Louco do ich Kryjówki - przekazała mi.
 - I gdzie są, Navi? - zapytał Mroczny.
 - U LINa. Chodźcie za mną...
***
- Odalis, jesteśmy! - krzyknęłam, wyszukując jej w tłumie. Biała wilczyca leżała na skórze niedźwiedzia. - Jak to się stało, że jest wojna? - zapytałam.
 - Wczoraj, około dwudziestej trzeciej pojawiła się wataha Czarnej Śmierci z watahą Wiecznej Nocy. Podpalili lasy, ugasiliśmy już pożar - przerwała. - Kim są twoi przyjaciele?
 - To... Moja ciocia, znalazłam ją podczas podróży. - Wskazałam na szarawą wilczycę.
 - Jestem Neytiry Harakosi Destinie, zapewne Beta watahy - Odalis, zgadłam? - ciocia przedstawiła się.
 - Tak, miło mi. 
 - To moje wiewiórki, a na ich czele Eugeniusz II Stanisław - wyjaśniłam jej, jak to spotkałam wiewiórki. - A to Toyuarys ze swoim stadem, do którego należą: Suraiia, Patiohaio oraz Buuryet. Potwory będą pomagać nam w wojnie.
 - No proszę, zgromadziłaś całą armię dziwnych zwierząt, ale to dobrze. Bez nich raczej nie damy rady. A co z twoją podróżą, Navi?
 - Em... Dowiedziałam się, że mam przydomek... - wyszeptałam. - Destinie. - Beta była zaskoczona.
 - Dlaczego przerwałaś podróż jak dowiedziałaś się, że jest wojna?
 - Wataha jest dla mnie bardzo ważna i wiedziałam, że dodatkowe wsparcie bardzo jest wam potrzebne, inaczej moglibyśmy odnieść straty... A poza tym podróż nie zając, nie ucieknie...
 - Auuuuuuuu! - usłyszeliśmy wycie wrogiej watahy.
Dokończy Alfa lub Beta

Od Odalis: Walka trwa

Leżałam z przymkniętymi powiekami. Słyszałam z dołu głosy:
- Blew, oddaj Daliemu piłkę! To jego!
- Ale...
- Ashiraii zemdlała. Powstrzymała pierwszy atak wroga.
- Naprawdę? W takim...
- ... Ja też chcę się nią pobawić!
- To go poproś, Blew!
- On mnie ugryzł! On mnie ugryzł!
- ...razie nastąpi niedługo kolejny.
- Nika, spokojnie!
- On mnie ugryzł! On mnie...
- Nie prawda! Kłamczucha!
- Zaraz przyniosą tu ją.
- Darian, zejdź ze mnie i przeproś Nikę!
- Nie!
- On mnie ugryzł! On mnie...
- Zamknij się!
- Powiedz im, żeby przysłali mi tu kogoś po eliksiry wzmacniające. Musicie się przygotować.
- Mireia! Co to za słownictwo!
- Ona mnie...! Ona mnie...!
- Nika, przestań!
- Pani mnie...! Pani mnie...!
- Atak może nastąpić w każdej chwili. Sprawdzajcie mięso...
- Przestańcie!
- Oddaj mi piłkę!
- Nie!
- ...może być zatrute.
- Cisza! Przestańcie!
- Dzięki za radę. Idę już.
- Oddaj!!!
- Szczeniaki, PRZESTAŃCIE!
Zapadła cisza.
Wilczątka potulnie zamknęły pyszczki. Blew i Dali zaczęli wspólnie się bawić po cichu, Darian pogodził się z Niką, która się uspokoiła, Mireia przeprosiła ją, a Kari ochłonęła.
Nie słyszałam już więcej Exaliosa i jego rozmówcę. Grape też zniknął.
Nagle usłyszałam wiadomość od Navi. Odpowiedziałam bezpośrednio jej:
Jestem u LINa. Nie idźcie do zachodniej części Doliny, tam wycofał się wróg. Przyjdźcie do Szmaragdowego Jeziora od strony Legowisk. Stamtąd zostaniecie teleportowani przez Louco do ich Kryjówki.

Od Ashiraii: Niespodziewane komplikacje

Przechwytywałam wodne kule od wilczycy, której imienia jeszcze nie znałam, i ciskałam nimi o drzewa. W kilka minut połowa drzew przestała płonąć i jedynie po lekko osmolonych igłach można było poznać, że płonęły.

 * * * 

Nie było już ognia i wojownicy zaczęli atak. Wilki z watahy Czarnej Śmierci były agresywne. Wzleciałam w powietrze i spojrzałam w stronę gór, które umiejscowione były za polem bitwy. Zauważyłam wielką hordę wilków. Wszystkie były ciemno ubarwione i zmierzały w naszą stronę. Było ich ponad trzy razy więcej niż nas wszystkich. Spojrzałam na walczącą na ziemi Victorię. Złapałam ją i uniosłam w powietrze.
- Puść mnie! - krzyknęła.
- Spokojnie! Zobacz! - powiedziałam i wskazałam jej ruchem głowy miejsce, w którym znajdowała się armia.
Wilczyca otworzyła szeroko oczy. Położyłam ją z powrotem na ziemię. Zaczęła wykrzykiwać jakieś komendy. Wszyscy atakowali ostatniego żywego wilka. Nikt nie spodziewał się jednak, że to nie koniec walki. Wzleciałam w powietrze. Utworzyłam barierę, przez co wrogie "wojska" nie mogły przedostać się do Doliny. Zamknęłam oczy, czując jak opadam z sił. Armia zaczęła nacierać na barierę. Nie mogli jej jednak zniszczyć. Najprawdopodobniej wszyscy mieli żywioł ognia. Poczułam jak bariera słabnie. Starałam się ją wzmocnić.
- Odwrót! Odwrót! Smoki! - krzyknął ktoś. Spojrzałam na lecącego niedaleko smoka. Spanikowałam trochę. Przypomniało mi się jednak, że Odalis rozmawiała z nim. Prawdopodobnie był przyjacielem. Wroga wataha wycofała się. Odetchnęłam z ulgą. Zamknęłam oczy. Bariera zniknęła. Poczułam, jak spadam w dół, a następie głucho uderzam o ziemię. Straciłam przytomność.

Od Mrocznego: Powrót do watahy

-W takim razie wracamy do watahy- powiedziałem, patrząc uważnie na Navi. Wilczyca kiwnęła głową i podeszła do potwora.
-Czy możesz nas teleportować?- spytała. Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu, czyli pewnie rozmawiali telepatycznie. Potem moja partnerka odwróciła się w naszą stronę.
-Zgodził się- poinformowała nas, a ja uśmiechnąłem się lekko. Połowa wiewiórek wskoczyła na grzbiet Navi, a połowa na mój. Mruknąłem coś pod nosem o tych pomarańczowych stworzonkach, ale na szczęście nie usłyszały tego. Wszyscy stanęliśmy obok Navi. Podszedł do nas jeden z tych potworów. Przez chwilę patrzył na ans w milczeniu, a potem świat zawirował i niespodziewanie znaleźliśmy się w Magicznej Dolinie.
Wokół nas było dziwnie pusto i cicho. Wiewiórki na moim grzbiecie poruszyły się niespokojnie, węsząc w powietrzu. Nikogo nie widzieliśmy i nic nie wskazywało na to, że toczy się tu wojna. Spojrzałem na Navi.
-Pewnie wszyscy się schowali...- stwierdziłem, ściszając głos. Moja partnerka pokiwała powoli głową.
-Musimy ich znaleźć- powiedziała, rozglądając się dookoła.
-Zobaczę jak to wygląda z góry- powiedziałem, rozkładając skrzydła.-Lepiej się trzymajcie- dodałem, odwracając się do wiewiórek na moim grzbiecie. Odbiłem się od ziemi i wystrzeliłem w powietrze. Usłyszałem ciche piski, ale chyba żadna wiewiórka nie spadła z mojego grzbietu.
Z góry sytuacja przedstawiała się inaczej. Widziałem podpalony las, czyli jednak walczyli. Oby nikomu nic się nie stało... Niestety nie widziałem nikogo z naszej watahy. Musieli się gdzieś schować, ale nie wiedziałem gdzie. Powoli opadłem na ziemię i podszedłem do Navi.
-Widziałem podpalony las, ale nikogo z watahy- zrelacjonowałem, rozglądając się dookoła.- Musimy ich znaleźć. Masz jakiś pomysł?

Dokończy Navi :)

Od Navi: W Dolinie wojna?!

 - Głaz... - szepnęłam sama do siebie, gdy stałam pod dużym kamieniem.
Głaz Zapomnienia był dużym kamieniem, z jednej strony całkowicie płaskim. Z tej strony była wielka mapa całego Świata. Pokazywała ona wszystkie miejsca na Ziemi. Wszystkie watahy - miejsce ich zamieszkania, gdzie teraz przebywa, po dotknięciu łapy w nią "przybliża do nich" pozwalając zobaczyć każdego wilka jakby z bliska, jednak on cię nie widzi. Magiczna rzecz.
Szybko odszukałam najbliższą watahę niedaleko mnie. Była to wataha Kuarisu. "Kliknęłam" w nią łapą, po lewej stronie wyświetlił mi się aktualny skład watahy. Jest w niej 8 wilków. Przybliżyłam obraz. Akurat leżeli i wygrzewali się na słońcu. Łowcy wrócili z polowania. Szczenięta się ucieszyły. Tak, to ta wataha, która mi się śniła. Oddaliłam obraz. Jesteśmy od niej ok. 15 km. Z ciekawości próbowałam odszukać Dolinę. Jest! Przybliżyłam obraz. Doszło kilku nowych członków! Eleonora, Sayona, Shila, Youe, Ashiraii Vendetta Mortia. Jeszcze bardziej przybliżyłam obraz. Co to?! Lasy się palą? Inne wilki na naszym terenie?! Wszyscy przygotowują się do wojny?! O co ty chodzi?! Wojna? W watasze?  Wróciłam do nory Neytiry.

 - I jak z nim? - zapytałam.
 - Właśnie się obudził, wszystko z nim dobrze - odpowiedziała.
 - Mroczny, jak się czujesz?
 - Całkiem dobrze, Navi.
 - Musimy wracać do Doliny. Jest wojna - poinformowałam.
 - Jak? Zanim wrócimy minie tydzień - powiedział Mroczny.
 - W tym właśnie problem...
 - Jeśli mogę to coś powiem, pani... - odezwał się Eugeniusz. - Według legend te strasznie obrzydliwe potwory, które poszarpały tego czarnego wilka mają magiczna moce, np. teleportacje. Może one nam pomogą...?
 - Dziękujemy za radę, Eugeniuszu... Jednak nie sądzę byśmy dali radę dogadać się z tymi bestiami, poza tym kieruje nimi zły szaman. Nie damy rady...
 - O ile się nie mylę, to ma pani dar mowy z każdym zwierzęciem, prawda? Poza tym możemy je odczarować, za pomocą pewnej rośliny, którą my się żywimy. Nazywa się ona Kwiatem Heaturu. Rośnie koło nory. Razem z moimi wojownikami możemy ją zerwać i przynieść tu, pani. Potem należy ją tylko wetrzeć w skórę zwierzęcia i tyle.
 - Dobry pomysł, Eugeniuszu. Więc tak zróbcie.
 ***
 - To kto spróbuje? - zapytałam.
 - Nie patrz na mnie, Navi - odezwała się Ney. - To twoja sprawa.
 - Dobra, dobra. Sama to zrobię.
Wyszłam z nory. Potworów nie było ani słychać, ani widać. Zawyłam, by je przyciągnąć. Usłyszałam szelest. Zza krzaków wyskoczył największy z potworów. To było moja szansa. Wskoczyłam na niego i potarłam liść o jego skórę. Nie mówcie, że to takie proste. Naprawdę, aż tak? To niemożliwe...
 - Udało się! Hurraaa! - wrzasnęły wiewiórki.
 - Ej, rozumiesz mnie? - zapytałam czarnego potwora.
 - Uła... Boli mnie głowa! Kim jesteś?*
 - Jestem Navi Destinie, potrzebuję waszej pomocy... Muszę porozumieć się z kimś... Macie moc telepatii? 
 - Owszem, pani... Należymy teraz do ciebie. Uwolniłaś nas od tego złego wilka, jesteśmy ci dozgonnie wdzięczni... Zrobimy co tylko pani zechcę...
 - Nie, no proszę! Znów jestem "królową" jakiś dziwnych zwierząt?! Najpierw wiewiórki, a potem wy. Ale jak na razie widzę tylko ciebie, gdzie reszta twojego stada?
 - A tak, przepraszam. Arrruuu! - zawył. Pojawiła się reszta stada. - To moje stado, pani. To  Suraiia, ma moc telepatii oraz telekinezy. To Patiohaio ma niezwykłą siłę i jest niezwykle szybki, jednak jest jeszcze młody. A to Buuryet - moja partnerka, nosi moje dzieci. Wie co teraz myślisz, czujesz, co zrobisz w przyszłości i co robiłaś w przeszłości - przedstawił mi swoje stado składające się z dwóch samic i dwóch samców. 
 - A ty jakie nosisz imię? - zapytałam.
 - Toyuarys, pani.
 - Suraiia musisz mi pomóc, muszę wysłać wiadomość do Bety z mojej watahy. Dyktuję jej treść:
"Odalis, wiem o wojnie. Sami raczej nie dacie rady przeciwko dwóm watahą. Jestem dość daleko od Was, ale mam ze sobą dobrego potwora, który może nas teleportować do watahy. Mroczny co prawda jest ranny, ale już jutro będzie z nim dobrze. Oprócz czterech potworów mam ze sobą moją ciotkę Neytiry Harakosi Destinie i dwanaście wiewiórek, których jestem posiadaczką. Taka pomoc na pewno wam się przyda. Niedługo będziemy. Navi" - czarne stworzenie stało chwilę bez ruchu po czym kiwnęło głową.
 - Dziękuję za pomoc. Rozumiem, że wszyscy pomożecie nam w wojnie? Ciociu, Eugeniuszu, Toyuary'sie? - wszyscy przytaknęli.
 - Mroczny, to co - teleportujemy się do watahy? 
 - Jesteś pewna, że chcesz przerwać podróż?
 - Wataha jest ważniejsza od podróży, przecież wiesz. Jestem gotowa za nią zginąć.
 - ...
* - zaznaczyłam na granatowy to co mówił potworek, by oddzielić to co słyszeli wszystkie wilki od tego co słyszała Navi [to na niebiesko słyszała tylko Navi].
Dokończy Mroczny [najlepiej jeszcze dziś] <333

Od Odalis: Rozsądek kontra chęć walki

Byłam bardzo, bardzo smutna z powodu Unrivy. A zaczynało być tak pięknie...
Czy to nie zabawne? - pomyślałam. - Znów mamy wojnę i ja znów jestem w ciąży. Ale nie ma głupich.
Szybko dotarłam to płonącego lasu.
- Odalis powinna być bezpieczna. Niedługo rodzi.
- Hirik, dajże spokój! - jęknęłam, a ku mojemu zdziwieniu orzeł kiwnął głową.
- Czy Hirik może coś zaproponować?
- Mów.
- Nowa wilczyca jest sama. W dwójkę raźnię. Hirik leci obserwować wroga z Dangerousem.
Szybko wypatrzyłam
















Od Mrocznego: Ranny

Leżałem nieruchomo w jakimś suchym miejscu. Wokół siebie słyszałem czyjeś rozgorączkowane głosy oraz szybkie kroki. Nie otwierałem oczu, polegałem tylko na swoim słuchu. Czułem, że straciłem dużo krwi, ale wierzyłem, że Navi mnie uratuje. W końcu była kiedyś zielarką, więc wiedziała co trzeba zrobić.
Po chwili głosy ucichły, słyszałem tylko czyjeś ciche kroki. Cieszyłem się, że nie zostałem sam. Nie wiedziałem tylko, czy była przy mnie moja partnerka, czy jej ciocia. Nie potrafiłem wytrzymać tego, że nie wiem, kto tu jest. Powoli uniosłem powieki. Przez chwilę świat był zmazany, ale potem odzyskałem ostrość widzenia. Przekręciłem głowę i zobaczyłem, że niedaleko mnie siedzi Ney. Zmarszczyłem pyszczek, zastanawiając się, gdzie jest Navi.
-Ekhem- odchrząknąłem i wilczyca od razu odwróciła się w moją stronę.
-Obudziłeś się...- stwierdziła, patrząc na mnie uważnie- Jak się czujesz?
-Gdzie jest Navi?- spytałem, ignorując jej pytanie. Ney przez chwilę się wahała, a potem cicho westchnęła.
-Poszła do Głazu- powiedziała, nie patrząc na mnie. Poczułem jak wzbiera we mnie złość.
-Pozwoliłaś jej iść tam samej?- spytałem z niedowierzaniem. Kiedy wilczyca nie odpowiedziała, napiąłem mięśnie i spróbowałem się podnieść. Kiedy Ney to zobaczyła, rzuciła się w moją stronę i z powrotem położyła na ziemi. Rzuciłem jej wściekłe spojrzenie, a ona tylko wzruszyła ramionami.
-Masz leżeć, bo inaczej nie będziesz miał sił na dalszą podróż- powiedziała do mnie, a z jej tonu wywnioskowałem, że nie da mi wstać. Poddałem się i posłusznie położyłem na ziemi. Ney kiwnęła z zadowoleniem głową, a potem usiadła przy wyjściu z jaskini.
-Teraz musimy zaczekać, aż Navi wróci...

sobota, 25 maja 2013

Od Ashiraii: Strategia ognioodporna

Spojrzałam na Marchesę. Widziałam, że coś się stało. Coś nie poszło po jej myśli.
- Co jest? - zapytałam.
- Wysłaliśmy Shadow i Eelipse jako wysłańców. Ale oni podpalili las! One zginą! - krzyknęła Alfa.
- Pobiegnę po nie! - oznajmiłam. Marchesa zaprzeczyła.
- Nie zdążysz!
- Osiągam prędkość nadświetlną... W dodatku mogę latać! - powiedziałam i skierowałam się w stronę dymu gdzie na pewno były już wilczyce.

* * *

Leciałam omijając drzewa. Nagle na ścieżce zauważyłam dwie wilczyce.
- Stójcie! - krzyknęłam. Jedna z nich spojrzała na mnie.
- Kim jesteś?
- Należę do waszej watahy! Wiem, że zostałyście wysłane jako wysłanniczki, ale oni podpalili las! Nic nie możemy zrobić! Musimy zebrać wszystkich i stanąć przeciwko tej watasze! - powiedziałam. Wilczyce uwierzyły mi i zawróciły. Wróciłyśmy szybko do watahy. Stanęłam przed przywódcą wojowników.
- Mam plan! - krzyknęła. - Wszyscy zaatakują wrogą watahę! Każdy bez wyjątku! Naszym celem są tamte wilki!
- Nie! Najpierw musimy zgasić pożar! Wszystkie wilki z żywiołem powietrza i wody muszą zgasić pożar bo to daje im przewagę! - powiedziałam.
Victoria zastanowiła się przez chwilę.
- Masz rację! Następnie wszyscy atakują wrogą watahę. Zrozumieliście! Dobra! Pogrupujcie się! Wilki powietrza mają przejmować swoim żywiołem kule wodne wytwarzane przez wilki powietrza i ciosać nimi o płonące drzewa. Dobra! Raz, dwa! Wilki o żywiołach innych niż woda lub powietrze zostają z tyłu aż do całkowitego zniszczenia ognia! Do roboty! - krzyknęła wilczyca.
Ruszyłam w stronę płonącego lasu.

Od Marchesy: Wojenka

- Marchesa! Pamiętasz o watasze Czarnej Śmierci?! - krzyknęła Odalis. Przytaknęłam. 
- Atakują nas wraz z watahą Wiecznej Nocy! Co mamy robić?! Kilka z nas zostało już rannych! Odpieramy atak? - zapytała.
- Victoria się tym zajmie - powiedziałam spokojnie. - Powiedz jej. Wyślesz do mnie Shadow i Eelipse? Chcę, żeby wystąpiły w roli wysłańców.
- Już lecę! - rzuciła na odchodnym siostra i ledwo wyszła z jamy, już była w powietrzu.
Wybiegłam z jaskini, a Ashiraii za mną. Zignorowałam jej obecność. Kari miała swoje leże gdzieś w głębi Legowisk. Pójdę do niej, żeby zgromadziła wszystkie maluchy w jednym miejscu. Skręciłam w stromą ścieżkę na prawo od mojej nory. 
- A co ja mam robić? - zapytała wilczyca zniecierpliwiona.
Spojrzałam na nią, jakbym dopiero teraz sobie przypomniała o jej istnieniu.
- Zaraz... - mruknęłam.
- Czuć dym - zauważyła zaniepokojona.
- Dym? - zdumiałam się. 
Spojrzałam we wskazanym kierunku. Powoli zaczął do mnie docierać swąd. Oni... oni... podpalili las? A my wysłałyśmy do nich posłańców! To sabotaż! One zginą!

Shadow, dokończ i opowiedz o Waszym położeniu. C:

Od Navi: Mroczny jest ranny!

 - Ja jestem ścigane przez złego, potężnego szamana. Te potwory to jego posłańcy - wyznała nam wilczyca.
 - Dlaczego jesteś ścigana? - zapytałam.
 - Dowiesz się w swoim czasie, Navi. Nie bój się, ty jesteś bezpieczna.On nie wie, że nasza cała rodzina tak ma... - przerwała. - Przepraszam, za dużo powiedziałam.
Zapadła cisza.
 - Mroczny, jeszcze jeden! - krzyknęła, gdy zobaczyłam jeszcze jednego potwora.
 - Co?
 - Uciekaj! - było jednak za późno.
Potwory rozszarpywały ciało Mrocznego. Krew płynęła strumieniami. Łzy płynęły po moim policzku. Mroczny umierał. Wyrwał się im. Szybko podniósł się wykorzystując wszystkie swoje siły. Żucił się w ucieczkę zostawiając za sobą plamę krwi. Zabrałam się w sobie. Żuciłam się na potwora.
 - Giń! Ty przebrzydła jeszczuro! Giń!
Ney dała mi znak, że ona się nim zajmie. Niechętnie odpuściłam ruszając w stronę Mrocznego. Stracił wiele krwi, jej ślady zaprowadziły mnie pod drzewo. Obejrzałam się za siebie, potwór już leżał na ziemi. Neytiry szła już w moją stronę.
 - Trzeba zabrać go w bezpieczne miejsce, jest nieprzytomny - powiedziałam.
 - W pobliżu mam swoją drugą norę - mogę go tam zabrać.
 - Zrób tak. Ja idę po zioła. Nie mamy za wiele czasu, on w każdej chwili może umrzeć...
Rozpoczął się wyścig z czasem... Muszę w ciągu kilku minut znaleźć te zioła, Mroczny stracił wiele krwi, ma niewielkie szanse.
Po chwili:
Gdy już znalazłam zioła i odnalazłam norę, idąc za śladami krwi:
 - Mam te zioła, odsuń się. Czy on podczas drogi nie wymiotował? - zapytałam.
 - Nie, nie wymiotował. Navi, co z nim będzie?
 - Nie jest z nim dobrze, Ney. Ale przeżyje, na pewno. Nie zrobi mi tego.
 - Byłaś zielarką? Dobrze opatrzyłaś mu rany.
 - Tak, byłam. Już nie jestem, wolę być wojowniczką. Nie możemy zostać tu długo. Ile godzin drogi jest z stąd do Głazu?
 - Jakieś 20 minut szybkim krokiem.
 - Uciskaj mu ranę. Biegnę tam szybko, zobaczę gdzie mamy się udać gdy Mroczny już się ocknie. Zaoszczędzimy trochę czasu.
 - Uważaj na siebie... - krzyknęła Ney.
 - Będę... - odpowiedziałam.

Od Ashiraii: Początek

Był wczesny ranek. Słońce nie wzeszło jeszcze całkowicie. Biegłam już od godziny. Tą drogą sześć miesięcy temu biegła ponoć Unriva. Zatrzymałam się na chwilę koło małego strumyka. Woda płynąca w nim była bardzo czysta. Przywykłam już do mętnej wody zanieczyszczonej przez ludzi. Z kilometra na kilometr coraz bardziej czułam obecność wilków. Zwolniłam czując, że wiatr mi nie sprzyja.
- Stój - usłyszałam. Spojrzałam na wilczycę wychodzącą z krzaków.
- Witam - powiedziałam siadając. Przygotowałam się na rozmowę. Wilczyca najprawdopodobniej była zwiadowcą.
- To teren watahy z Magicznej Doliny. Co tu robisz, czego tu szukasz i kim jesteś? - zapytała wilczyca.
- Ashiraii Vendetta Mortia. Przybywam w poszukiwaniu mej siostry. Prosiłabym o zaprowadzenie mnie do Alfy - przedstawiłam się. Wilczyca spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Jestem betą - mruknęła.
- Przepraszam. Chcę rozmawiać z Alfą. Rozmawiam tylko z Alfami - powiedziałam.
Biała wilczyca przytaknęła i zaprowadziła mnie do wielkiej jaskini.
- Odalis. Kto to? - zapytała Alfa widząc mnie w progu.
- Zauważyłam ją podczas patrolu. Mówi, że szuka siostry - oznajmiła Beta i wyszła z jaskini.
Stanęłam bliżej wilczycy.
- Nazywam się Ashiraii Vendetta Mortia. Szukam moich sióstr. Zwą się Unriva i Deluna. Czy Alfa widziała je lub słyszała o nich? - zapytałam.
Alfa pokręciła głową.
- Unriva nie miała innej siostry prócz Deluny - powiedziała patrząc na mnie podejrzliwie.
- Nie... Jestem z pierwszego miotu Astry i Ashonu. Zostałam... Uh... Wygnana z watahy, ponieważ sprzeciwiłam się Alfie - mruknęłam.
- Hmm.. Dlaczego? - zapytała Alfa.
Najwyraźniej chciała dowiedzieć się o mnie coś więcej.
- Alfa chciała wprowadzić łowców na tereny ludzi. Nikt z nas tego nie chciał. Zostaliśmy jednak do tego zmuszeni. Po kilku takich akcjach ludzie zaczęli używać strzelb. Gdy wszyscy byli ranni, Alfa poszła sama. I ją zabili. Najlepszy z łowców miał zostać Alfą, jako iż była ona ich przywódcą. Jednak odmówiłam. Odeszłam z watahy. Nikt już o mnie nie mówił, jako iż sprzeciwiałam się Alfie od samego początku i podejrzewali mnie o spiskowanie z ludźmi. Jednak nic takiego nie miało nigdy miejsca... - powiedziałam.
Alfa pokiwała głową.
- No cóż... Unriva... Unriva nie żyje... Deluna mieszka na południowych obrzeżach watahy - oznajmiła Alfa.
Westchnęłam głośno.
- Dziękuję... - powiedziałam cicho i wybiegłam z watahy. Pobiegłam do Deluny.

* * *

Spojrzałam na siedzącą na wzgórzu wilczycę.
- Witaj - powiedziała.
- Witaj. Jestem Ashiraii i szukam mojej siostry Deluny. Znasz ją? - zapytałam.
- Tak. Była Alfą w tej watasze. Kilka tygodni temu na nasze tereny wtargnęła obca wataha. Prowadziliśmy wojnę przez kilka dni. Poddaliśmy się, gdy Deluna poległa. Wtedy jednak wataha wycofała się. Tak jakby miała rachunki do wyrównania z Deluną. Aktualnie ja jestem Alfą... - mruknęła Yasira.
Kiwnęłam głową. Cóż... Spóźniłam się o kilka miesięcy... Wróciłam powoli do watahy z Magicznej Doliny.
- To znowu ty? - powiedziała Alfa. Przytaknęłam.
- Mogłabym do was dołączyć? - zapytałam. Alfa zastanowiła się przez chwilę.
- Tak. Oczywiście. Powiedz tylko, kim chciałabyś zostać?
- W tamtej watasze byłam łowczynią. Potrafię świetnie polować. Jednak chciałabym nauczyć się przygotowywać eliksiry i poznawać zioła. Mogłabym zostać zielarką? - zapytałam.
- Tak... Musisz tylko zapytać się Najwyższego Szamana... - powiedziała. Nagle do jaskini wpadła Odalis.
- Marchesa! Pamiętasz o watasze Czarnej Śmierci?! - krzyknęła. Alfa przytaknęła.
- Atakują nas wraz z watahą Wiecznej Nocy! Co mamy robić?! Kilka z nas zostało już rannych! Odpieramy atak? - powiedziała.

Dokończy Marchesa. ;3

Profil wilczycy Ashiraii


Imię: Ashiraii
Przydomek: nieznany dotychczas
Płeć: samica
Wiek: 3 lata
Zawód: zwiadowca
Partner: nie szuka
Rodzina: siostry Deluna i Unriva, brat Vassari, rodzice Astra i Ashonu
Żywioł: powietrze
Umiejętności: bieganie z prędkością nadświetlną, niewidzialność, widzenie aur wokół innych wilków
Opis: Ashiraii trafiła do watahy z Magicznej Doliny w celu znalezienia swojej siostry. Okazało się wtedy, że Unriva niedawno popełniła samobójstwo z powodu Chevera, w którym była zakochana. Zdarzyło się to w nocy, dwa dni przed tym jak Ashiraii trafiła do watahy. Zrezygnowana wilczyca postanowiła już tam pozostać. Niedługo potem do watahy doszedł Assuva, w którym Ash zakochała się z wzajemnością. Zaledwie parę tygodni później wilczyca dowiedziała się od alfy watahy jej zmarłej siostry, że jej rodzice prawdopodobnie dalej żyją. Wyruszyła z watahy zaraz po kłótni z Assuvą, który był przeciwny tak niebezpiecznej wyprawie w jej stanie... Ashiraii była bowiem w ciąży. Wilczyca mimo ostrzeżeń dotarła do miejsca zwanego Zielonymi Łąkami. Tamtejsza wataha zbudowała sobie świątynie, która zaburzała rzeczywistość tego miejsca. Na oczach Ashiraii zabito jej rodziców. Wilczyca zaprzysięgła sobie zniszczyć świątynię i wszystkie wilki w niej mieszkające. Wypiła ukradziony uprzednio eliksir i ze zdwojoną siłą zaatakowała. Parę dni później tamtejsza rzeczywistość ulega zniszczeniu. Następuje Koniec Świata. Zielone Łąki mają własną czasoprzestrzeń, przez co zwykły wilk stojący zboku nie widziałby niczego niezwykłego. Świat zniknął tylko dla wilków stacjonujących w pobliżu świątyni od momentu jej zniszczenia. Ashiraii umiera roztrzaskując się o dno przepaści podczas Końca Świata. Nieokreślona Postać, jaką Ashiraii słyszy po swej śmierci tłumaczy jej, że odrodzi się na nowo. Zmienią się jej cechy, jednak wciąż będzie nosić imię Ashiraii. Jej historia ulegnie zmianie, a każdemu, kto ją znał jej imię wymaże się z pamięci. Wilczyca budzi się w lesie. Niedługo potem zostaje zaatakowana przez Odalis. Po krótkiej kłótni Ashiraii dołącza do watahy.
Punkty: 30

Od Chevera: Wiadomość

Podszedłem blisko Victorii, jak bym chciał, aby to, co powiem, zostało między nami. Musnąłem głową jej pysk.
- Vicki - szepnąłem jej ciepło do ucha. - Czy chcesz ze mną być?
Wpatrywałem się jej w oczy, czekając na odpowiedź. To oczywiste...
Nagle z krzaków wypadła Unriva i gdzieś pomknęła, znów znikając nam z oczu w zaroślach.Zamilkliśmy osłupieni.
- Kto... to Unriva? - wydusiła Victoria.
- Tak - odparłem wciąż zaskoczony, jednak zdumienie zaczęło ustępować złości. Jak dużo usłyszała? Podsłuchiwała nas?! Śledziła?!
- Wracajmy - zaproponowała wilczyca rzeczowo. Cały nastrój tej pięknej nocy przy tych słowach uleciał.
Poszliśmy wzdłuż rzeki w kierunku, w którym pobiegła wilczyca, ponieważ tędy prowadziła droga do Legowisk.
Zobaczyłem ciemną sylwetkę. Zaraz zniknęła mi z oczu, więc nie zwróciłem na nią uwagi.
- Co to było? - zaniepokoiła się Victoria.
Nie zdążyłem odpowiedzieć, bo podbiegła do brzegu. Znieruchomiała. Dogoniłem ją.
- Co jest? - przestraszyłem się.
Wilczycy przymknęła oczy. Drżała. Z oczu wypłynęły jej łzy. Spojrzałem w dół. Tu woda spadała gwałtowniej, tworząc wodospad. Coś opadało z wolna na dno. Un...

***

Marchesa była poruszona wiadomością o śmierci Unrivy. Szybko cała wataha dowiedziała się o zdarzeniu. Shadow i Eelipse pobiegły poinformować Delunę. Panowała dziwna, ciążąca wszystkim atmosfera.
Poszedłem do jaskini Victorii. Nie mogłem znieść tego nastroju, a i ją chciałem pocieszyć. W końcu to nie jej wina - każdy sam decyduje o swoim życiu. Chciałem jej to udowodnić, gdyby się tym zamartwiała.
- Victoria. - Przekroczyłem próg i zacząłem: - Strasznie mi przykro... z tego powodu...
Chciałem podejść i się w nią wtulić. Jednak coś mnie powstrzymało, jakiś cichy, niewidzialny mur.
Wilczyca podniosła na mnie smutne oczy, jednak jej mina wyrażała zdecydowanie.
- Chever - powiedziała cicho. - Na razie nie możemy być razem. Kiedy patrzę na ciebie, widzę wciąż tonącą Unrivę. Przykro mi.
- Rozumiem - odpowiedziałem dopiero po chwili. Średnio do mnie docierały te słowa.

Od Unrivy: I'm lost... It'll never be the same...

Długo nie mogłam zasnąć. Wierciłam się z boku na bok, starając się znaleźć wygodną pozycję. Miałam iść do Deluny i poprosić ją o pomoc dla jaszczurów, ale to jutro... To wszystko jutro. Szkoda, że Marchesa się nie zgodziła.

* * *

Było późno. Nie... Dziś nie zasnę. Wyszłam z jaskini by napić się wody. Usłyszałam w oddali cichą rozmowę. Podeszłam bliżej. Chever i Victoria.
- Kocham cię...
- Ja też cię kocham!
Za wiele. Nie! Odejdźcie! Wybiegłam z krzaków. Nie obchodziło mnie już nic. Dalsze tego ciągnięcie było bezsensowne. Wbiegłam do mojej jaskini. Napisałam na papierze "Mam nadzieję, że teraz będzie ci lepiej?". Położyłam kartkę w jaskini Chevera. Następnie pobiegłam w stronę wodospadu. Tam, gdzie zmarł Santino. Stanęłam na krawędzi. Uśmiechnęłam się ignorując łzy. Skoczyłam. Z uśmiechem. Zawsze chciałam umrzeć uśmiechając się. Nim dotknęłam ziemi, poczułam ulgę. Już dobrze... Już nie będzie Victorii... Jej też muszę za to podziękować...

Dziękuję...

Dziękuję wam wszystkim za to, że byliście... Dziękuję, że miałam przez was co robić w wolnym czasie... Wiedzcie, że ja zbyt bardzo angażuję się nawet w wirtualne watahy... Wątpię, żebym do was wróciła... Nie... Raczej nie... Ale na pewno będę dalej czytać opowiadania. Dalej płakać nad opowiadaniami Chevera i Victorii. Dziękuję.[przyp. Autorki]

Od Victorii: "Spotkanie" z Cheverem

- Tak, chętnie - uśmiechnęłam się.
- To świetnie. To... ja przyjdę po ciebie. Dobranoc - wstał i wyszedł.
W głębi duszy wiedziałam, że jak się Unriva o tym dowie, znienawidzi mnie. Jednak nie interesowało mnie to w tamtej chwili. Pierwszy raz chciałam coś zrobić dla siebie, nie myśląc o innych.

***

W nocy...
- Jesteś gotowa? - zapytał, wchodząc do mojego Legowiska.
- Tak, możemy iść - oznajmiłam.
Byłam strasznie zestresowana. Próbowałam to ukryć, jednak gdy z nim rozmawiałam, jąkałam się i trzęsłam się ze strachu. "Pewnie uważa mnie za idiotkę" - pomyślałam zawiedziona. Przez całą drogę szliśmy cicho. Gdy dotarliśmy na miejsce byłam zaskoczona. Chever przyszykował dla nas kolację. "Nie spodziewałam się tego po nim" - pomyślałam. Podczas jedzenia rozmawialiśmy o wszystkim. O naszym pierwszym spotkaniu, o wspólnym spacerze, o polowaniu... Gdy skończyliśmy jeść, Chever zasłonił mi oczy i zaprowadził mnie do pewnego miejsca. Gdy odsłonił je, zobaczyłam przed sobą piękny widok na całą Dolinę. Byłam zachwycona. Siedzieliśmy obok siebie, podziwiając cudowny krajobraz
- Victoria, muszę ci coś powiedzieć.
- Co?
Spojrzeliśmy sobie w oczy. Czułam, jak serce zaczyna mi szybciej bić. Byłam przestraszona, a zarazem szczęśliwa. Wiedziałam, że to, co powie Chever, zmieni na zawsze nasze relacje.
- Kocham cię...
Czekał na moją reakcję. Byłam wtedy najszczęśliwszą wilczycą na ziemi. Nie zastanawiałam się ani chwili dłużej.
- Ja też cię kocham! - krzyknęłam szczęśliwa.

 Dokończy Chever <3

piątek, 24 maja 2013

Od Chevera: Propozycja

Trwała cisza. Chciałem się się odezwać i zaczerpnąłem tchu, jednak powstrzymałem się.
- Coś mówiłeś? - zapytała Victoria.
W końcu postanowiłem nie owijać w bawełnę. To nie w moim stylu.
- Hmm... - zawahałem się krótko, ale zaraz wypaliłem: - Czy miałabyś ochotę wybrać się jutro w nocy nad Wodospad Keina?
Posłałem jej wyczekujące spojrzenie. Nie spuszczałem wzroku z jej ciemnych, błyszczących oczu.

Victoria, co ty na to? C:

Od Victorii: Spotkanie z Cheverem

Spotkałam się z Cheverem, który dał mi lekcję polowania. Przez cały czas nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Chever w końcu zdenerwował się i próbował skoczyć na mnie. Ja jednak stałam się niewidzialna i przesunęłam się w bok. Przez cały czas śmiałam się. Rozzłoszczony wstał i popchnął mnie na drzewo. Potem ja podpaliłam mu ogon, on ugryzł mnie w kark i tak toczyła się nasza "zabawa"... Szczerze mówiąc podobało mi się. Nie wiem czemu, ale rany szybko się goiły. Jednak nie zwróciłam na to uwagi. W końcu zrezygnowaliśmy z walki i był remis. Poszliśmy przejść się na łąkę. Tym razem to ja uczyłam Chevera panowania nad żywiołem. Czułam się dziwnie, ucząc dorosłego wilka, ale starałam się być cierpliwa dla niego jak dla szczeniaka i dać mu trochę czasu.
- Dalej, postaraj się! Uda ci się! - krzyknęłam.
Chever skupił się i zamknął oczy. W jego łapach świeciła się mała iskierka ognia, która po chwili zgasła. Basior zdenerwował się i próbował dalej. Za każdym razem mu nie wychodziło, co wytrąciło go z równowagi.
- To nie ma sensu. Nigdy nie będę panować nad moim żywiołem - powiedział zirytowany i zarazem zawiedziony. Próbowałam go pocieszyć.
- Powinieneś się cieszyć, że go odzyskałeś. Poza tym jeden trening nie pomoże ci panować nad żywiołem. Musisz być cierpliwy i próbować dalej. Aż w końcu ci się uda.
- Marnowanie czasu... - mruknął do siebie.
Ja jednak go świetnie rozumiałam. Kiedyś też nie chciałam chodzić na treningi, traktowałam to jak zwykły obowiązek. Jednak posiadanie żywiołu jest czymś niezwykłym. To nie jest zwykła moc, to połączenie swojej duszy z inną. Ogień to ja, ja to ogień.
- Jesteśmy - oznajmiłam, zatrzymując się przed moją jaskinią.
- Mogę... To znaczy jeśli pozwolisz... Nie, to głupie. Ale czy mogę...
- Tak, możesz. - Weszliśmy do środka.
Było ciemno, oświeciłam pomieszczenie moim żywiołem. Na jego pysku pojawił się smutny wyraz .
- Nie martw się, w końcu odzyskasz w pełni swój żywioł.
- Mam nadzieję...
Trwała cisza. Chever chciał mi coś powiedzieć, jednak powstrzymał się.

Chever, to co chciałeś powiedzieć? C:

Od Unrivy: Od kiedy jaszczury są takie miłe?

Wbiegłam do jaskini Exaliosa.
- Czego jeszcze potrzeba do eliksiru?! - krzyknęłam.
- Jaja, ząb nimfy oraz krew jaszczura z północnych gór... A co? - Szaman spojrzał na mnie, a ja westchnęłam.
- Odalis ma ząb wściekłej nimfy. My mamy te jaja i tą roślinę. Potrzebuję tej krwi... - powiedziałam.
Exalios spojrzał na mnie podejrzliwy.
- Zamierzasz dolać eliksir do mięsa kogoś z watahy? - zapytał.
Zaprzeczyłam i opowiedziałam mu całą historię. Exalios pokiwał głową.
- Niedobrze... Musimy przygotować eliksir, zanim smoczyca powie komuś o swoich zamiarach... Dobra, biegnij po krew, a ja zacznę robić eliksir - mruknął Exalios.
Wybiegłam z jaskini i skierowałam się w stronę północnych gór otaczających Dolinę. Nie minęło kilka minut, już tam byłam, dlatego że biegłam z prędkością nadświetlną. Zaczęłam szukać jaszczurów. Nagle przede mną stanęła jakaś samica.
- Odejdźcie! Zostawcie nas! - krzyknęła.
Zdziwiłam się.
- Spokojnie! Co się dzieje? - powiedziałam.
- Atakują nas! Alfa z watahy Czarnej Śmierci zaatakowała nas! Pomóżcie nam! Błagam! - zawyła jaszczurzyca. - Ich jest tylko kilka! Cztery czy pięć wilków! Jednak my nie możemy się przed nimi obronić! Zabili moje dzieci i moją siostrę!
- Na razie potrzebuję jaszczurzej krwi. Później postaram się sprowadzić dla was pomoc! - powiedziałam. Spojrzałam na ranę na łapie jaszczura.
- Proszę... Weź ją! - uśmiechnęła się blado.
Wlałam odrobinę krwi do szklanej buteleczki.
- Pomożesz? - zapytała jaszczurzyca, gdy odwróciłam się.
- Jeśli nie pomoże moja wataha, pomogę wam wraz z watahą mojej siostry! - obiecałam.
aszczurzyca schowała się w krzakach, gdy odbiegłam. Po chwili wpadłam do jaskini Exaliosa.
- Dobrze. W samą porę! - powiedział Najwyższy Szaman wlewając krew do mikstury.
Pobiegłam do Alfy.
- Marchesa! Jaszczury z północnych gór walczą z Watahą Czarnej Śmierci! Zawdzięczam im życie! Pomożecie im? - zapytałam.