Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Password. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Password. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Od Password

Fairlyn gwałtwnie się zatrzymała. Sekundę później jej ciało z hukiem upadło na kamienną posadzkę.
W tamtej chwili sama miałam ochotę stracić przytomność.
Poczułam jak oddech mi przyśpiesza. Serce zaczyna walić jak młotem. Krew zamarza w żyłach, a łapy stają się jak z waty.
Przeżywam Deja vu.
Znowu mdleje. Będzie chciała mnie zabić.  Znowu tylko krew, śmierć i ból. A później i tak niczego nie będzie pamiętać...
Zaczynam się cofać, choć moje ciało pragnie zanurzurzyć się w ziemi i nigdy tu nie wrócić. Fair, proszę cię...
Lyn podniosła się ciężko i wkleiła we mnie swoje ślepia. Na jej pysku widniał szaleńczy uśmiech.
- Witaj Pass, miło mi cię widzieć - parsknęła śmiechem, przypominjącym piski konającego zwierza.
Odwróciłam się i zaczęłam pędzić przed siebie, jednak jej chichot niósł się za mną echem, jakby mnie gonił.
Odgłosy jej kroków dudniły mi w uszach. Biegnie za mną. Węszy. Szuka.
Chce mnie zabić. Żądza krwi jest wręcz namalcalana.
Może nawet lepiej jeśli zginę. Nie będę musiała już nigdy przeżywać tego koszamru z Fair. Nie zwariuję doszczędnie. Nie umrę z głodu. Smutki, ból, nieszczęście, może wreszcie od nich ucieknę..
Schowałam się w jakieś jaskini. Może jakoś przetrwam tą noc.

***

Zbliża się. Czuję jej gryzący zapach. Jest niczym ostrze przecinająe powietrze. Drażni mój nos.
- Password, gdzie jesteś? Chcę się z tobą pobawić...
Zamknęłam oczy. Starałam się uspokoić oddech. Jakoś się opanować.
Wszystko na nic.
Czarny cień pojawił się w progu groty. Już tu jest.
- Witaj Fair - powiedziałam nerwowym głosem.
Uśmiechnęła się, ukazując swe białe kły.
Wszystko zaczęło dziać się tak szybko.
Skacze na mnie z nikąd. Czuję ból z tyłu głowy oraz krew spływającą z rany po uderzeniu. Zaciskam zęby.
Fair przygniata mnie ciężarem swojego ciała. Odpycham ją tylnymi łapami. Ruszam do wyjścia.
Wilczyca podkłada mi nogę. Upadam na ziemię rozbijając nos. Widzę pod sobą kałużę szkarłatnej cieczy.
Z trudem podnoszę się i zadaję cios pazurem w jej stronę.
Trafiam w łapę, zostawiając czerwony ślad.
Lyn nie pozostaje bez odpowiedzi. Rusza na mnie i łapie mnie za gardło i zatapia w nim swoje śnieżno-białe zęby.
Czuję, jak mdleję. Wszystko zaczyna się zamazywać. Ból...
Ten okropny, nie dający się zignorować ból...
Umieram.
Ostatkiem sił kopię Fair w brzuch. Zatacza się do tyłu. Wstaję i pcham ją na ścianę. Traci przytomność.
Po chwil dopada mnie to samo...

                                                           Dokończ ;-;

sobota, 20 grudnia 2014

Od Password

Szłam w nicość. W kompletną czerń, tak naprawdę nie wiedząc gdzie. Czułam się jak w labiryncie. Bez wyjścia. Gdziekolwiek pójdę, trafiam na ścianę. Jakby były wszędzie. Jakby zamykały mnie w coraz mniejszej przestrzeni, przygniatając mnie. 
Chcą żebym zginęła. Chcą patrzeć jak ginę. To im sprawia przyjemność.

***

Słyszę piski. Błagalne krzyki o litość i płacze. Szydercze śmiechy. A następnie ryk konającego zwierza. I tak w kółko.

***

Minuty wloką się w nie skończoność. Albo to godziny tak szybko mijają...
Ile już tu jesteśmy?
Dzień. Dwa.
Tydzień czy miesiąc.
A może rok...

***

Może będziemy już tu na zawsze. Może stąd nie wyjdziemy. Może coś na nas wyskoczy i będzie nas torturowało. Umrzemy w męczarniach. Będziemy ryczeć z bólu. Ale nikt nam nie przyjdzie na pomoc. 
Będziemy tu gnić, to pewne.

***

Głód zaczyna mnie dręczyć. Zrzerać od środka. Mam ochotę zabić wszystko dookoła. Mam ochotę napaść na Fair i zjeść ją żywcem. 
Jak szleniec.
Ale nie zrobię tego. Część mnie odpowiedzialna za mą wilczość nie pozowli mi stać się kanibalem.

***

Siedzimy w jakieś jaskini. Znowu. 
Wszystko wydaje się dziwne. Nie prawdziwe. Jakby było żartem. Jednym, głupim żartem.
Zaraz wybuchnę szaleńczym śmiechem.
- F-Fair - słyszę swój cichy, niepewny głos. Brzmi jakbym umierała. Jakby nie należał do mnie.
- Fair. Zaczynam wariować....

                                                                                Fair XD

czwartek, 18 grudnia 2014

Od Password

Fairlyn równym krokiem szła przed siebie, co chwila znikając w ciemnościach. Podążałam za nią, niczym pies za swym panem. Nie byłam pewna, czy Lyn na pewno wie, gdzie zmierza.
Ostatnie białe pasma sierści zniknęły za krzakami, pochłaniając ją w całości. Ruszyłam za nią, nie tracąc czasu na swoje myśli.
Wąwóz. Nie zbyt szeroki, głęboki jak każdy. W zasięgu mojego wzroku znajdowały się tylko jego ściany, zdawały się mnie przygniatać, choć nawet mnie nie dotykały. Wyobraziłam sobie ból, gdy twarde kamienie, drobinki ziemi i piasku zbite w jedną całość, zgniatają mnie jak plastelinę.
Nie nawidzę takich miejsc.
Blada poświata księżyca rzucała martwe światło na oddalającą się postać mojej towarzyszki. Nie śpieszyła się. Nie czekała. Łapa za łapą, poruszała się do przodu, zostawiając mnie w tyle.
Poszłam w jej kroki, idąc przed siebie wypatrywałam ją w ciemności. Czułam, że niewiele oddaliłam się od początku wąwozu, gdy trafiłam na niewielki otwór. W jego wnętrzu znajdowała się jedynie pustka, bezkresna nicość. Wyglądał jak czarna dziura, która za chwilę spowoduje koniec świata.
Co tam jest? Nie chcę wiedzieć.
Mój ciekawski nos, nakazał mi do niego zajrzeć. Choć czułam ciarki na plecach, przybliżyłam się do "wejścia", szukając wzrokiem punktu zaczepienia.
Zrobiłam krok w jego wnętrze. O jeden za dużo.
Upadłam na pysk, zaczęłam toczyć się po stromym podłożu. Liczne nierówności w kamiennych ścianach wbijały się w ciało, zadając krwawe rany. Wydałam z siebie jęk bólu, gdy znalazłam się na równym.
Spojrzałam ku górze. Wszystko było oddalone ode mnie o tysiąc kilometrów, jednak usłyszałam głos z góry.
- Pass?
Obolała, posiniaczona, podniosłam się na dźwięk swojego imienia. Wykrztusiłam z siebie cichy bełkot, który odbił się echem od kamiennych ścian:
- Fair?
- Hę? - odpowiedziała żartobliwie, choć w jej głosie nie słychać było nawet nuty rozbawienia.
- Pomogłabyś mi może?
- Ah tak, jasne - po tych słowach, jak gdyby zniknęła. Rozpłynęła się w powietrzu.
Nie wiem co kombinuje. Nie wiem co chce zrobić. Najważniejsze jest dla mnie wydostanie się stąd. Gdzie ja wogóle jestem...
- Pass, nie ruszaj się nigdzie - rozległ się ponownie jej głos - Ja... chyba... ugh...
Ponownie zapanowała cisza.
Nie mam zamiaru na nią czekać. Nie mam zamiaru czekać, aż podejmie jakieś kroki.
Ruszyłam przed siebie w ciemność. Nie wiem gdzie idę. Przed siebie. Czasami najprościej jest pójść najprostszą drogą, zostawić wszystko za sobą. Zapomnieć o rzeczywistości, odciąć się od świata.
Powiedzieć "trudno" i zwariować.

***

- Password? - głos noszący się echem wyrwał mnie z zamyślenia.
Już od dobrych pięciu minut maszeruję w nicość.
- Fairlyn? - krzyknęłam w bezkresną czerń.

Fair? XSS

wtorek, 16 grudnia 2014

Od Password

Jej białe futro, ubarwione czerwonymi plamami krwi, odbijało srebrne światło Księżyca w pełni. W ciemnych ślepiach, niczym w dwóch czarnych otchłaniach bezkresnej nicości, jak zawsze pod maską obojętności, skrywała się ta sama zwykła wadera. Choć wiedziałam, że Fairlyn nie zawsze jest negatywnie nastawiona do każdego, nigdy nie miałam odwagi się do niej odezwać. Uważałam ją za zło, jednak z jakiś powodów zawsze chciałam ją... bliżej poznać?
- Może pokazać ci skrót? - zapytała szukając mnie swym wzrokiem.
Popatrzyłam jej prosto w oczy.
Nie dostrzegłam nienawiści. Złośliwości, cienia chamskiego uśmiechu. Tylko spokój i opanowanie.
Nie nie spodziewałam się takiej propozycji, a już na pewno od Fair, jednak nie zamierzałam odmówić. Może coś wreszcie wyrwie mnie z codzienności.
- Jeśli chcesz... - mruknęłam w odpowiedzi.
Lyn powolnie wstała, odsuwając od siebie martwe ciało łani.
- Chodź Password, nie ma czasu do tracenia - jej twarz na chwilę rozpromienił się lekkim uśmiechem, który tak szybko zniknął, jak się pojawił.
Ruszyła przed siebie, znikając w cieniach drzew, niczym zjawa strasząca wszystkich żywych. Jedynie jej oczy błyszczały w ciemnościach,  przez co wiedziałam, że na mnie czeka.
- Nie zamierzasz powiedzieć o tym Asminowi? O tym, że idziesz ze mną do Mrocznych?
- A po co? - wzruszyła ramionami.
Jej obojętny ton rozbrzmiał echem po pustym lesie. Zbyt pustym.
Nie będę się z nią sprzeczać. W końcu jest Betą, a bez przyczyny nie dostałaby tej pozycji.
Ruszyłam za nią niepewnym krokiem. Po mojej głowie tłukły się różne myśli. Iść, nie iść, iść.
Przyśpieszyłam kroku, by nadążyć za Lyn.

***

Każdy ma w swoim życiu takie chwile, gdy ciekawość o inną osobę wręcz zżera cię od środka. Chcesz się odezwać, ale nie wiesz jak. Nie wiesz kiedy. Szukasz słów, by ostatecznie ułożyć bezsensowne zdania. A czas płynie, prostym rytmem "tik-tak", ulatując w nieznane.
Gdy miałam otworzyć pysk, by coś powiedzieć, przemówiła Ona.

* mam kompletny brak weny okay -.-
Fair? Co dalej?

poniedziałek, 22 września 2014

Od Password

Zmrużyłam oczy oślepiona blaskiem zachodzącego słońca. Owa gwiazda przybrała kolor ciemnego pomarańczu, barwiąc niebo na ten sam odcień.
Ciepły wiatr lekko muskał mą sierść, gdy przechadzałam się po Legowiskach rozmyślając o moim koszmarze. Koszmarze do którego nie chciałam tej nocy wracać.
Z zamyślenia wyrwała mnie ciemna sylwetka wilka przemykająca między drzewami. Uznawszy, iż nie mam niczego do roboty, ruszyłam w pościg za uciekinierem. Lub uciekinierką.
Zwinnie omijałam drzewa, przeskakiwałam przez korzenie i niewielkie krzaki, pędząc przed siebie coraz to bardziej zwiększając prędkość wciąż nie potrafiąc dogonić. Jedyne co byłam wstanie stwierdzić na temat owego wilka, to to , iż najprawdopodobniej jest energicznym, a jej budowa ciała wskazywała, że jest wilczycą.
Ku mojemu zaskoczeniu swój bieg skończyła na konarze olbrzymiego drzewa. Na jej szczęście nie skończyło się to żadnymi poważnymi urazami.
Stanęłam nad nią wywołując wyładowanie elektryczne, kierując je na ziemię parę metrów dalej. Soczyście zielona trawa w owym miejscu na chwilę stanęła w płomieniach nie przestając się dymić. Kolejnym mym krokiem było oślepienie wilczycy, jednak ta szybko powstała na nogi i uniknęła mojego ataku. Rzuciłam się na nią i przewróciłam na plecy. Wbiłam swoje pazury w jej łapę i odepchnęłam.
- Leż i nie wstawaj! - krzyknęłam plując w jej stronę. Moja wypowiedź nie została, jednak bez odpowiedzi.
- Kim takim jesteś, żeby mi rozkazywać? -  ryknęła rzucając się na mnie od tyłu.
Krzyknęłam z zaskoczenia. Moja nieudolna próba wydostania się spod jej szponów zakończyła się, jednak porażką.
Mimowolnie z mojego gardła wydobyło się warknięcie. Wilczyca przycisnęła mnie łapą do ziemi mrucząc coś pod nosem. Korzystając z okazji ugryzłam ją w tą że kończynę, a ta z jękiem bólu ją cofnęła, zahaczając pazurem o mój lewy bok.
Czując pulsujący ból tamtym miejscu podniosłam na nią wzrok. Obydwie zadałyśmy tej drugiej ciosy o mniej więcej takich samych obrażeniach. Ona miała krwawiącą ranę na prawej łapie, a ja na boku w okolicach żeber.
Teraz stałyśmy naprzeciw siebie, oko w oko.
Yochi, dokończysz?

niedziela, 21 września 2014

Od Password

Stanęłam w progu swojej jaskini. Spojrzałam na skórę, którą wczoraj Amera i drugi łowca, bodajże Spirit, przynieśli do mej groty. Położyłam się na niej i westchnęłam z ulgą. Może wreszcie się wyśpię.
Blask księżyca nieśmiało wpadał do mojego legowiska, nie pozwalając ciemności zawładnąć nad jego wnętrzem. Mój wzrok zatrzymał się na stosie liści, który nie całą dobę temu pełnił rolę łoża.
Uśmiechnęłam się do siebie i zamknęłam oczy dając zabrać się do krainy snów.

***

Biegnę przez jakiś ciemny las. Las Cieni? Być może. Wszystko jest zamazane, co oznacza, że biegnę z dużą prędkością. Ale... kiedy zdążyłam się tak rozpędzić?
Zdaję sobie sprawę, że nie czuję ziemi pod łapami ani nie słyszę odgłosu swych kroków. Czuję, że płynę, ale gdy patrzę w dół, widzę jedynie swoje łapy, które pędzą wciąż w przód wbrew mej woli. Zamykam oczy, mając nadzieję, że gdy je otworzę to wszystko się skończy.
Ale się nie kończy.
Nim zdążę coś pomyśleć, znajduję się w jakieś jaskini, choć nie pamiętam, żebym do jakiejkolwiek wchodziła. Badam ją wzrokiem, a gdy podchodzę do wyjścia, to nagle znika. Zszokowana zataczam się w tył i wpadam na jakiegoś wilka. Nie, wilczycę.
Jej szara, gęsta sierść powiewa lekko, choć nie czuję wiatru. Jednak nie to zdziwiło mnie najbardziej, tylko jej oczy.
Oczy... Których nie ma. Jej pysk z pustymi, ciemnymi oczodołami wielkości talerza, możliwe, że wpatrzone we mnie. Przeszły mnie ciarki.

***

Poranną cisze przeszył przeraźliwy krzyk jakieś wilczycy. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to ja krzyczę.
Zamknęłam pysk i zaczęłam badać jaskinię wzrokiem w poszukiwaniu wyjścia i tamtej wilczycy.
Wyjście jest, ale jej nie ma.
Zamknęłam oczy i zaczęłam się uspokajać. Zwykły sen. Nie ma się czego obawiać. To tylko koszmar.
To. Tylko. Koszmar.
Te trzy słowa co chwila powtarzałam sobie w myślach, mając nadzieję, że są prawdą.

piątek, 19 września 2014

Od Password

Otworzyłam powieki. Leżałam skulona opierając się grzbietem o ścianę oraz z głową położoną na złożonych łapach. Ziewnęłam przeciągle wstając. Wtedy poczułam ból w okolicach karku. Liście nie są najlepszym posłaniem, pomyślałam. Trzeba będzie coś upolować. Jeśli w ogóle się wybiorę się na porządne polowanie.
Mój wzrok powędrował ku wyjściu, a nogi same ruszyły w tamtym kierunku. Poczułam ciepły wiatr, gdy znalazłam się u progu mej jaskini. Westchnęłam... szczęśliwie? Może. Może nie jest aż tak źle.
Pierwsze o czym pomyślałam, to wybrać się do lasu, jednak szybko odwiałam od siebie tę myśl. Jestem słaba, nie dałabym sobie sama rady. Prędzej konająca łania mnie dobije, niż ja ją.
Rozejrzałam się wokoło szukając osoby do pomocy. Szczerze mówiąc nie znalazłam ani jednej wśród tłumu wilków zebranych przed Legowiskami.
Zmarszczyłam brwi w zamyśleniu. Może powinnam zwrócić się do... Nie. Nie mam sił na rozmowę. Z nią i nikim innym. Po prostu nie potrafię.
Wróciłam do swojej jaskini, a gdy tylko spojrzałam na stertę wymęczonych liści coś się we mnie przełamało. W sumie co mi szkodzi? Co mi szkodzi spytać się kogoś o pomoc?
Ruszyłam ku Jej jaskini. Zatrzymałam się dokładnie przed wejściem. Nie znamy się. Ani razu nie rozmawiałyśmy. Jedyny kontakt, który nawiązałyśmy to wzrokowy. Jednak mimo to wkroczyłam niepewnie do jej groty. I wtedy tego pożałowałam.
Amera leżała na swym posłaniu z jeleniej skóry. Gdy weszłam podniosła swe błękitne ślepia, w których dostrzegłam zdziwienie.
- Eee.... - wydusiłam przez zaciśnięte gardło - Amera?
- Password, dobrze myślę? - odpowiedziała wstając - Co cię tu sprowadza?
- Ugh, wiesz... bo j-ja - jęczałam. Co mnie skusiło, by tu wejść?
Przechyliła głowę w zdziwieniu, które miała wymalowane na twarzy. Podniosła pytająco brew.
- Chciałabym.... Żebyś mi pomogła w polowaniu - zabrzmiało to bardziej jak pytanie, niż prośba.
Wilczyca przysiadła i w zastanowieniu przygryzła wargę. Czekałam tylko na jej odpowiedź.
Amera, dokończ proszę c:

Od Password

Basior o brązowej sierści prychnął w moją stronę dając znak, iż nie jest zadowolony naszym przypadkowym spotkaniem. Pokręcił głową i odszedł, a odgłos jego kroków jeszcze przez chwilę dudnił mi w uszach. Odwróciłam się i kątem oka dostrzegłam białego basiora stojącego z boku. Jego jasne, wręcz białe oczy przeszyły mnie na wylot.
- Co się gapisz?! - syknęłam w jego stronę czekając na odpowiedź.
Przez chwilę badał mnie wzrokiem, po czym odwrócił się i ruszył w stronę jakieś jaskini.
Zamknęłam oczy i westchnęłam, chcąc stłumić napływającą falę gniewu. Czułam, jak oplata moje serce, po czym ściska je ze wszystkich sił. Wstrzymałam oddech, mimo że moje płuca rozpaczliwie potrzebowały powietrza.
Ruszyłam ku swojej jaskini nie oszczędzając energii. Co chwila wpadałam na jakiegoś wilka potykając się, jednak nie rezygnowałam z biegu. Poczułam ból w lewej łapie, zapewne spowodowany zahaczeniem o coś. Mimo to parłam dalej przed siebie nie zwalniając z zaciśniętymi zębami. Jedyne czego w tej chwili pragnę, to znaleźć się w swojej małej, ciasnej grocie.
Przekroczyłam próg i położyłam się na niewielkim stosie liści, które pełniły funkcję mojego łoża. Nie miałam jeszcze czasu na upolowanie czegokolwiek. Głównie żywiłam się zdobyczami łowców, najczęściej niewielkimi wiewiórkami czy zającami, gdyż nie miałam sił na przeniesienie czegoś większego.
Skuliłam się pod ścianą obserwując przemykające cienie przed mą jaskinią. Coś było ze mną nie tak. Nie jestem normalna, ale... czy ja kiedykolwiek byłam? Odpowiedzi jest wiele. Zbyt wiele, by znaleźć tą prawdziwą. Zbyt wiele i dobrze. Nikt nie nazwałby tak wilczycy, która nie umyślnie zniszczyła swoje życie. Od początku do końca, dodatkowo ściągając za sobą bandę zabójców. Narażając życie innych wilków.
Nie znam siebie samej. Pare miesięcy temu nie obchodziło mnie życie "innych wilków". Kimkolwiek byli. Z łatwością odbierałam im szczęście, którego można doświadczyć tylko raz. Nie obchodziły mnie ich myśli, uczucia. Nie obchodzili mnie ich bliscy i przyjaciele, których tracili. Teraz zdaję sobie z tego sprawę.
Jestem zła na siebie. Jestem zła, że nie potrafiłam być silna. Że nie potrafiłam się im postawić, pokazać na co mnie stać. Nie potrafiłam czy nie chciałam?
Gdybym nie była wtedy takim tchórzem, jakim jestem wszystko potoczyłoby się inaczej. Zupełnie inaczej. Teraz, przez własną głupotę i brak umiejętności panowania nad własnymi uczuciami, mam na głowie stado wilków, które chcą mnie zabić. Chcą zabić, bo dostali takie zlecenie.
Wyczerpana swoimi myślami zapadłam w niespokojny sen.

wtorek, 16 września 2014

Od Pasword

- Mogę ją zobaczyć? - spytała przechylając głowę z uśmiechem na pysku.
Bąknęłam coś niezrozumiałego i przeniosłam wzrok na swoje łapy.
Nie chcę jej tam wpuszczać. NIKOGO nie chcę tam wpuszczać. To jest moje, i tylko moje miejsce. Moja mała, zamknięta kraina. Nie chcę tam wyczuwać zapachów innych wilków, czy to z watahy, czy nie. Po prostu nie chcę.
Podniosłam głowę, by szukać słów daleko za wilczycą.
- Eee.... - błądziłam wzrokiem po horyzoncie - Wiesz... Może.... Nie.
Cały entuzjazm jakby odpłynął, a uśmiech zniknął bez śladu, dając miejsce drobnemu zaskoczeniu. Wilczyca szybko odwróciła głowę w stronę swojej jaskini mrucząc coś pod nosem.
- Jasne - powiedziała obojętnie - Ja... Pójdę zagospodarować swoją jaskinię - mówiąc to, zniknęła w mroku groty.
Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę lasu pogrążona w swoich myślach. Tak nimi pochłąnięta, iż nie zauważyłam, że zderzyłam się z jakimś wilkiem.
- Patrz jak leziesz! - krzyknęłam otrzepując się z ziemi.
Z jego strony doczekałam się jedynie cichego prychnięcia.

Kyotoo?

niedziela, 14 września 2014

Od Password

Oparta plecami o kamienną ścianę zacisnęłam powieki, by chociaż na chwilę oderwać się od rzeczywistego świata. Ból spowodowany wczorajszym "spacerem" ustał, jednak gdy nieświadomie oparłam także głowę,ten obudził się na nowo. Zacisnęłam zęby czując ogarniającą mnie rozpacz. 
Siedzę sama w swojej jaskini, przez całą noc nie zmrużyłam oka, a mimo to nie czuję zmęczenia. Co chwilę mam napady gniewu z niewiadomego źródła, które kończą się uczuciem porażki. Jakby ktoś związał me wnętrzności sznurem, miażdżąc je. 
Westchnęłam smutno podchodząc do wyjścia i stając na jego progu. Swoimi fioletowymi ślepiami przeszukiwałam tłum wilków zgromadzonych na polanie przed Legowiskami. Rozmawiali, śmiali się, spędzali miło czas. Poczułam ukłucie w sercu, gdy zdałam sobie sprawę,że nie ma tam dla mnie miejsca.
Spojrzałam tęsknie w niebo chcąc wznieść się w powietrze, jednak mój stan fizyczny, jak i psychiczny nie pozawalał mi na to. Chciałam odizolować się od całej reszty, pobiec byle gdzie,byle być daleko stąd. Mimo wszystko nie zrobiłam tego, wiedząc, że to nie miałoby najmniejszego sensu. Powinnam patrzeć na to optymistycznie. Mam watahę, która przynajmniej mnie akceptuję. Mam swój mały kąt, do którego mogę w każdej chwili wrócić, niczego się nie obawiając. Mam ciągły dostęp do pożywienia oraz stado wilków, które równie dobrze mogą być moimi przyjaciółmi. Tu nie ma problemu z nimi, tylko ze mną. 
Przełknęłam ślinę układając myśli, po czym ruszyłam przed siebie. Minęłam grupę wilków pochłoniętą jakąś rozmową, następnie rozbrykane szczeniaki i jakąś parę stojącą z boku. Znałam ich wszystkich z widzenia, jednak nigdy nie mieiliśmy okazji do zwykłej rozmowy. Albo to ja uciekałam przed nimi, albo oni przede mną.
Wszystkie myśli odeszły w zapomnienie, gdy na horyzoncie zobaczyłam czarną sylwetkę wilka. To znaczy wilczycy.
Wpierw chciałam schować się w gąszczach i zaatakować z zaskoczenia, jednak postanowiłam zrobić to normalnie. Po prostu podejść.
- Kim jesteś? - krzyknęłam chcąc nadać mojemu głosowi surowe brzmienie.
Wilczyca miała szare futro z niebieskimi znaczeniami. Była ode mnie o pół głowy wyższa,jednak nie obawiałam się jej. Najwyżej oślepię ją i ucieknę,gdzie pieprz rośnie. Tak jak zawsze...


Ashmarii?

sobota, 13 września 2014

Od Password

Zamazana niebieska plama... Niewyraźne ciemne kształty... Stłumione głosy...
Czułam się,jakbym biegła czarnym korytarzem bez końca,coraz bardziej oddalając się od rzeczywistości. Z sekundy na sekundę wszystko stawało się jeszcze bardziej niewyraźne,aż w końcu jedyne co widziałam,to mieszanina najróżniejszych kolorów. Zamknęłam oczy. Opanowała mnie ciemność ,od której nie potrafiłam uciec.


***

Zamrugałam. Wszystko wokół mnie nabierało ostrości ,zmieniając się z zamazanych plam w odpowiednie kształty. Rozejrzałam się wokoło. 
Spostrzegłam,że leżę w nie wielkiej kałuży krwi. Poczułam ból wewnątrz jak i z zewnątrz głowy. Zapewne wpadłam na drzewo waląc w nie głową,a następnie tracąc przytomność. Zebrałam w sobie pozostałą energię i wstałam. Ból obudził się we mnie,niczym wybudzona z głębokiego snu bestia, a z mojego gardła wydobył się cichy jęk. Zacisnęłam zęby odważając się zrobić krok. 
Do mojego nosa doszły niewyraźne,aczkolwiek wyczuwalne zapachy. Wilków.
Jeden z nich bez problemu rozpoznałam. Była to Fairlyn. Drugi zaś był mi całkowicie obcy. Spojrzałam w dół,na ziemię,i dostrzegłam zamazane ślady łap podążające na południe. Najprawdopodobniej Lyn i inny wilk zostawili mnie,by kontynuować swą "wycieczkę",jeśli mogę to tak nazwać.
Odwiałam wszystkie myśli i z bólem wzniosłam się w powietrze. Jedyną rzeczą,jaka teraz powinna mnie obchodzić,to ustalenie kierunku mojego powrotu. Jak na złość Dolina z tego miejsca nie była widoczna na jakiejkolwiek wysokości, przez co musiałam zdać się na intuicję. Ta kazała mi się kierować w stronę przeciwną do tej,w którą byłam odwrócona,gdy się obudziłam.
Wpadłby na to każdy najgłupszy - pomyślałam przewracając oczami.
Stanęłam na ziemi,po czym ruszyłam w odpowiednią stronę. Najpierw biegłam wolnym truchtem,następnie zwykłym biegiem,a z każdą chwilą moja prędkość stawała się coraz szybsza. 
Niestety,jest to jedyna z moich umiejętności,nad którą nie do końca potrafię zapanować. Najczęściej swój bieg kończę na jakimś obiekcie,trafiając z potłuczoną głową do szamanów. Do tych czas jest to jedyny znany mi hamulec.
Uśmiechnęłam się,gdy zielony las stawał się czarny,spowity śnieżnobiałą mgłą,aż w końcu skończył się na dobre. Biegnąc dalej ile sił minęłam Szmaragdowe Jezioro i dotarłam do Legowisk. Wpadłam na jakiegoś wilka,jednak szybko pozbierałam się i nawet na niego nie patrząc ruszyłam do swojej jaskini,gdzie siedziałam do końca dnia...


niedziela, 7 września 2014

Od Password

Promienie słońca wpadały przez wejście do jaskini tańcząc po kamiennej posadzce niczym zawodowi tancerze. Układały przeróżne kształty i figury,które niektórych mogły fascynować,jednak dla mnie były zwyczajnie nudne. Przeciągnęłam się  i usiadłam opierając się o jedną z ścian groty. Jej wypukłości wbijały mi się w ramię,jednak mimo to nie zmieniłam miejsca ani pozycji.
Ziewnęłam przeciągle wpatrując się w soczystą trawę znajdującą się metry od jaskini. W tym momencie zdałam sobie sprawę,że od dwóch dób nie wychodzę z jaskini.
Zlecenie od Asmina przekazałam Assuvie powtarzając mu słowa Alfy. Wpierw nie był do tego chętny,jednak przekonałam go mówiąc,iż nie wiem gdzie iść. Zresztą zgodnie z prawdą. Łącznik przewrócił oczami ostatecznie zgadzając się,ale obiecał mi,że wcześniej czy później pokaże mi drogę,by to się nie powtórzyło. Skinęłam głową przekazując mu pergamin.
Osobiście nie byłam chętna do wyjścia,jednak mój organizm pełen niewykorzystanej energii domagał się wysiłku fizycznego. Wybiegłam z jaskini niezdarnie wznosząc się w powietrze. Żałuję,że zamiast tego nie posiadam telepatii lub hipnozy,bo po co energicznemu latanie?
Agresywny wiatr plątał moje włosy w węzły nie do rozplątania zasłaniając oczy,tym samym ograniczając mi widoczność. Podirytowana zaczęłam kierować się w dół. Resztę drogi postanowiłam pójść piechotą,gdziekolwiek idę.
Czując twardy grunt pod łapami ruszyłam przed siebie w stronę Lasu Cieni,w którym pare dni wcześniej mnie i Fairlyn zaatakowała banda skrytobójców.
Fairlyn.
Dawno jej nie wiedziałam. Jakieś dwa dni... Jest jedyną osobą w tej watasze,której towarzystwo mi nie przeszkadza. Rzeczywiście,wilczyca wzbudza we mnie lęk z powodu swojego zachowania,a przede wszystkim wspomnienia naszego pierwszego spotkania,ale jestem w stanie wierzyć,że nie jest bezduszną bestią,która chce mnie pożreć w całości,gdy przestanę być przydatna. Jeśli w ogóle jestem.
Przyśpieszyłam tempa do maksimum coraz bardziej zapuszczając się w las. Otaczały mnie rozmazane sylwetki mrocznych drzew,a do moich uszu dochodziło ciche krakanie kruków oraz stukanie dziobów o korę drzew.
Czarny las powoli zmieniał się w zielony bór,przez który biegłam ile sił w nogach,a ten wciąż się nie kończył. Gdy kątem oka spostrzegłam dwie postacie stojące w miejscu odwróciłam ku nim wzrok. Nim zdążyłam się zatrzymać,wpadłam na olbrzymi dąb. Zatoczyłam się do tyłu po czym upadłam na ziemię.
- Co ty tu robisz? - znajomy głos brzmiał,jakby od jego źródła dzieliła mnie solidna ściana - Password?
Z mojego gardła wydobył się niezrozumiały bełkot. Wszystko zdawało się oddalać co raz bardziej.
Nie,Pass,nie teraz. Nie trać przytomności.
Zamrugałam powiekami,by przywrócić ostrość widzenia. Moim oczom ukazały się dwie sylwetki wilków.


Fairlyn,Aishiteruu
Przepraszam,że niszczę wam tę chwilę,ale nie mogłam się powstrzymać c;

piątek, 5 września 2014

Od Password

- D-dlaczego n-ie lecisz? - wyjąkałam.
Nie zdziwiłam się,gdy wilczyca nie odpowiedziała,choć poczułam lekki smutek,gdy siedziała cicho. Wiele razy nie dostawałam odpowiedzi na swoje pytania,jednak myślałam,że tu będzie inaczej. Skrzywiłam się w duchu,na samą myśl o obecności wielu innych,którzy mogą mnie traktować w podobny sposób jak Fairlyn na samym początku. Mimo to czuję,że zostanę tu na dłużej,jeśli w ogóle dożyję "dłużej".
Moje myśli odeszły w zapomnienie,gdy zza krzaków wyskoczyło trzech masywnych basiorów oraz stłumione powarkiwanie Lyn.
Skrytobójcy,pomyślałam. Zdziwiła mnie ich taktyka, jako jeden z nich częściej siedziałam w zaroślach i atakowałam z zaskoczenia niż wyskakiwałam na przeciwnika do walki wręcz. No cóż,każdy ma swoje widzimisię.
Badawczym wzrokiem omiatałam jednego po drugim. Z ich pysków leciały stróżki krwi i śliny,które po wymieszaniu tworzyły ohydną breję spadającą na ziemię tuż przy ich łapach. Ich oczy były przepełnione nienawiścią,jednak nie normalną... jakby sztuczną.
Byli zahipnotyzowani.
Kątem oka spojrzałam na Fairlyn,która zauważyła to w tym samym czasie. Ktoś kazał im tu być i walczyć. Nie jest dobrze,nie jest.
Starałam się wymyślić jakiś rozsądny plan ucieczki lub ataku,jednak zdenerwowanie zżerało mnie od środka nie pozwalając mi spokojnie myśleć. Postawiłam na improwizację.
"Najpierw ich oślep,niech stracą chociaż ten jeden zmysł"
Na moje życzenie zacisnęli powieki przez oślepiające światło. Uśmiechnęłam się nie znacznie,gdy osunęli się na ziemie lub zaczęli cofać. Mimo to mamy tylko pare sekund,nim to przestanie działać.
Ruchem głowy wskazałam powalony pień drzewa mając nadzieję,że wilczyca to zauważy. I zauważyła. Zwróciła wzrok w tamto miejsce,a gdy zrozumiała co ma robić,na sekundę na jej twarzy pojawiło się przerażenie,które szybko zniknęło dając miejsce sztucznej obojętności.
Nie zważając na nic rzuciłam się na dwa razy większego basiora,który już szykował się do ataku. Zadałam mu cios w pysk,odskakując do tyłu,by błysnęło światło,a śmiertelna dawka energii powaliła go na ziemię. Rzadko udawało mi się wywołać,aż taką błyskawicę. Byłam z siebie dumna.
Nie wiem co zrobiła Fair,jednak sekundy później minął mnie olbrzymi konar ,który z zawrotną prędkością leciał wprost na wilczura o srebrno-białym futrze,porywając go,po czym kończąc swą wędrówkę na pobliskich drzewach. Biedaczek skończył swój żywot między korą drzew. Spojrzałam na wilczycę. Na jej pysku malowało się olbrzymie zdziwienie,jakby nie była pewne,czy na pewno to wszytsko zdarzyło się naprawdę.
Chcąc świętować zwycięstwo wydałam z siebie szczęśliwe westchnienie,które przerwałam w połowie zdając sobie sprawę,iż był jeszcze jeden.
Jeden.
O kruko-czarnej sierści i nienaturalnie czerwonych oczach. Zbliżał się do nas powolnym krokiem szczerząc ogromne kły w szatańskim uśmiechu. Wydawał się większy i silniejszy od tamtych dwóch. Jak my sobie z nim poradzimy?
Skrzywiłam się szukając odpowiedzi na twarzy Fairlyn.


Fairlyn,co dalej? :3

czwartek, 4 września 2014

Od Password

Przyśpieszyłam tempa spoglądając fioletowymi ślepiami w ogromną,białą kulę wznoszącą się ku górze,by znów odbyć swą leniwą wędrówkę po bezchmurnym,błękitnym niebie. Poranną cisze,gdy nie wszyscy jeszcze wstali,przerywał sporadyczny tupot łap i kopyt wznosząc przy tym tumany kurzu oraz moje ciche sapanie ze zmęczenia. Cały wieczór,cała noc i początek dzisiejszego dnia spędzony na biegu doprowadził mnie do stanu zmęczenia. Mimo to biegłam dalej co chwila spoglądając w tył. Czy wciąż mnie gonili?
Nie. Byłam dla Nich za szybka. Nie mieli szans mnie dogonić.
Po krótkim namyśle przysiadłam pod pobliskim drzewem,by zaczerpnąć tchu. Dopiero teraz zauważyłam,iż znajduję się na skraju olbrzymiego lasu spowitego białą mgłą. Zmarszczyłam brwi w zamyśleniu. Interesujące,pomyślałam,nie przywiązując do tego więcej uwagi. Moje nogi jak i mózg potrzebowały odpoczynku,i to porządnego. Prawie cała doba spędzona na uciekaniu z powodu zgrai morderców. Jakbym nie mogła mieć jakiś normalnych problemów.
Gdy spojrzałam w niebo zdałam sobie sprawę, ile tu przesiaduję. Wydałam z siebie cichy jęk przy wstawaniu,gdy wszystkie moje mięśnie wyraźnie błagały,bym tego nie robiła. Jednak wiedziałam,że nie mogę. Nie mogę,chyba że chcę być trupem.
Zatrzymałam się w bezruchu,gdy kątem oka spostrzegłam dwie białe postacie znajdujące się na niewielkiej polanie za pobliską rzeką. Trochę dalej rozciągało się olbrzymie jezioro w kolorze szmaragdu,którego tafla lśniła odbijając promienie słońca.
Wilczyce jeszcze mnie nie zauważyły,były zajęte rozmową,jednak jeśli tu zostanę,dokładnie na przeciwko nich,długo to nie potrwa.
Rozejrzałam się dookoła szukając jakiejkolwiek kryjówki. Nie robiąc żadnych gwałtownych ruchów omiatałam wzrokiem mroczny las,następnie rzekę i polanę. Gdy ułożyłam plan niezwłocznie przeszłam do jego realizacji. Ruszyłam przed siebie zwinnie przeskakując wybrane miejsce rzeki, gdzie ta była najwęższa, po czym schowałam się za drzewem. Wszystko to działo się w ułamkach sekundy,przez co miałam pewność,że zostanę nie zauważona.
Wyjrzałam zza starego dębu i dokładnie przyjrzałam się wilczycom.
Moja uwaga skupiła się na tej wyraźnie młodszej,jej wiek szacowałam na max. półtora roku,może mniej. Miała śnieżnobiałą sierść z czarnymi ,niczym mrok znaczeniami. Jej grzywa i ogon zdawały się być odrobinę ciemniejsze i gęstsze. Mniej więcej w moim wieku,jednak wyższa i lepiej zbudowana. Wydawała się wychudzona,gdyż odstawały jej żebra,ale zdawałam sobie sprawę,że mogła się tak urodzić. Gdy delikatnie wzniosła się w powietrze,wywnioskowałam,że najprawdopodobniej ma żywioł powietrza.
Przeniosłam wzrok na drugą. Jej sierść była biała,jednak nie aż tak bardzo jak u poprzedniej. Podbrzusze jak i uszy miały barwę wyblakłej czerwieni,nadając jej groźny wygląd.
Gdy zrobiłam krok w lewo,by lepiej się im przyjrzeć,młodsza gwałtownie podniosła głowę i spojrzała swymi czarnymi ślepiami na drzewo za którym się chowałam. Delikatnie wyjrzałam zza pnia,a nasze oczy na chwilę się spotkały. Szybko odwróciłam wzrok. Przypomniałam sobie słowa jednego z zabójców,który kiedyś mnie uczył,a teraz mnie goni.
"Nigdy nie patrz im w oczy, mogą cię zahipnotyzować"
Na wspomnienie jej ślepi przeszły mnie ciarki. Były niczym dwa olbrzymie obsydiany.


Fairlyn, Arashine
Która ma ochotę dokończyć?

Profil wilczycy Password


Imię: Password (używa skrótów Pass lub Word)
Przydomek: Viruss
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Pozycja: Gamma
Zawód: łącznik
Partner: szuka
Rodzina: Nie utrzymuje z nimi kontaktu, nawet o tym nie myśli
Żywioł: energia
Umiejętności: 
- biega z niewyobrażalną prędkością (★★★),
- dobra celność (★★★),
- dobry wzrok (★★★),
- wywoływanie wyładowań elektrycznych na niewielką skalę, rzadko są śmiertelne (★★★).
- oślepianie innych (★★),
- latanie (★)
Opis: Password Viruss... W wieku szczenięcym uważana za strachliwą i bezbronną istotkę. Ośmieszana na oczach wszystkich, wyśmiewana z powodu swej wyobraźni i marzeń. Mała, chuda i w dodatku brzydka. Nie potrafiła się wysłowić, gdy ktoś pytał się jej o opinie lub odpowiedź. Często się jąkała przez co wszyscy wokół śmiali się przez cały dzień, wytykając ją pazurami. Odrzucona przez resztę społeczeństwa, zaczęła nie wychodzić z rodzinnej jaskini, w której i tak nie mogło się obejść bez obelg i złośliwości ze strony rodzeństwa. Gdy wreszcie osiągnęła odpowiedni wiek, opuściła jamę, rodzinę i watahę. Ale nie mogła tego tak zostawić. Obiecała sobie, że kiedyś przyjdzie czas na rewanż.
Wszystkie jej marzenia legły w gruzach przez nieprzyjemne dzieciństwo, a stracony przez odizolowanie się czas poskutkował brakiem umiejętności łowieckich. Przez pierwsze dni żywiła się roślinnością oraz od czasu do czasu znaleziona padliną, jednak to nie wystarczyło, by zaspokoić rozrywającą ją od środka bestię. Postanowiła dołączyć do grupy skrytobójców, która już wcześniej proponowała jej dołączenie do grona morderców. Według niej była to dziwna propozycja, jednak, gdy obiecali jej pożywienie i bezpieczeństwo, z jej ust automatycznie wyleciało słowo "Tak". Mimo wcześniejszej niepewności, szybko polubiła ten fach, nie zdając sobie sprawy co tak naprawdę robi. Z dnia na dzień stawała się coraz lepszym zabójcą, zupełnie pozbywając się pozytywnych myśli i uczuć, wyładowując na ofiarach swą nienawiść do wszystkich, którzy zniszczyli jej życie od początku do końca.
Zamknęła się w sobie robiąc to, co jej kazali. Stała się obojętna wszystkiemu. Nie angażuje się w sprawy innych bez wyraźnego zaproszenia. Stara się zacząć życie od początku, ale przeszłości nie zmieni. Nie zmieni swego strachu. Nie zmieni, że panicznie boi się kontaktów z innymi.
Punkty: 19