Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

poniedziałek, 31 marca 2014

Podsumowanie miesiąca marzec (2014)

W tym miesiącu dołączyły następujące osoby: Lupo, Daisy i Dari. Słabo, wataho, jedynie 3 wilczyce!

W kwietniu mokro i ślisko, co mogło nie spodobać się ognistym, otóż zawitaliśmy w Rozlewiskach, krainie wód i... wód!
Tak na początek Arashine i Lavionia miały jakąś akcję z duchami, przez którą Arashi miała problemy z łapą i wpadły na pomysł z Odalis, aby przez nieobecność Najwyższego wypróbować jakiś eliksir na kończynie wilczycy. Skończyło się to tak, że została ona porwana przez zabójcę jej rodziny, ale ją uratowaliśmy.
Kari i Blue doczekali się potomstwa, podobnie jak Via i Royal.
Kari, Blue, Daisy i Nesso wpakowali się w jakieś kłopoty z kanibalami i na resztę miesiąca zniknęli.
Nightmare postanowił pomóc Arashine znaleźć jej rodzinę, jeśli ktoś ocalał, a Ajax i Shante zmierzyli się z dymocieniopodobnym czymś.
Exalios spotkał wilczycę Lupo i porozmawiał z nią, gdy nagle wyskoczyła na niego Odalis. Chcieli wytłumaczyć sobie całą sytuację, ale z drzewa spadła Lithuain z głośnym "suprajs".
Ale, ale... Joy jest atakowana przez stwora i czarno to widzimy...

Z, uwaga, Doliny pozdrawia Was Beta Odalis
i biegnie sprawdzić czy nic się w niej nie zmieniło.

niedziela, 30 marca 2014

Od Joy: Dzień Delty, CD - Stwór

Szłam cały czas przed siebie, nie wiedząc, dokąd zmierzam. Tak naprawdę nawet nie znałam tych okolic. Więc dlaczego zdecydowałam się pójść i to na dodatek sama? Przecież od początku było wiadomo, że to może się źle skończyć... Sama nie wiem. Do tej pory nie potrafię odpowiedzieć sobie na to pytanie.
Wtem usłyszałam trzask. Przestraszona aż podskoczyłam. Zaczęłam rozglądać się, w poszukiwaniu rzeczy/osoby, która ten dźwięk wywołała, jednak nic nie dostrzegłam. Szybko oraz ostrożnie wycofałam się i zaczęłam biec. Nagle za sobą usłyszałam przerażający ryk. To "coś" zaczęło mnie gonić. Ziemia trzęsła się z każdym jego krokiem, przez co co chwilę przewracałam się. Przez te kilkanaście minut biegu pewnie zdążyłam się wywrócić z kilkadziesiąt razy. Byłam coraz bardziej wyczerpana. W pewnym momencie, przez nieuwagę, potknęłam się o korzeń drzewa. Próbowałam wstać, ale nie miałam sił. Byłam tak słaba, że oczy same się zamykały.
Ostatnią rzeczą jaką zobaczyłam, to biegnący potwór w moją stronę...

*Jest to moje ostatnie opowiadanie na tym blogu. Przepraszam, że wyszło tak krótkie, ale nie miałam weny. ;/ Żegnajcie

Od Ines

Nie miałam co robić, więc poszłam na spacer. Rozmyślając, co tu porobić, wpadłam na kogoś.
- Oj przepraszam - powiedziałam, pomagając jej wstać. 

Lupo?

Od Nightmare'a

- Ja… nie.. umiem pływać - powiedziała.
Nagle coś wrzuciło ją do wody!
- Arashine! - wskoczyłem do wody.
- Nightmare! Pomóż! - krzyczała.
- Trzymaj się! - krzyczałem.
Nagle Arashi zaczęła raptownie miotać się.
- Night... - reszty nie dokończyła, bo coś zabrało ją pod wodę.
Wziąłem głęboki oddech i zanurkowałem pod wodę. Widziałem tam nieprzytomną Arashi i jakiegoś wodnego małego smoka, wyglądał uroczo, był mniejszy od nas. Podpłynąłem do niego. Nagle on podpłynął do mnie, lecz szybko otworzył paszczę, skąd było widać mnóstwo ostrych kłów. Smok rzucił się na mnie, ale zaraz przestał. No, tak... smok walczący ze smokiem? Młody zaczął się łasić. Zapomniałem o nabieraniu powietrza, więc musiałem wypłynąć, ale po nabraniu powietrza wróciłem. Dopiero teraz zorientowałem się, że na dnie tego jeziora leżą same szkielety zwierząt i wilków i... kompletnie zapomniałem o Arashi! Podpłynąłem do niej, ale malutki smoczek zasłonił mi przejście i syknął na mnie.
Wypłynąłem, ale on też to zrobił
- Hej, ja nie wiem, o co ci chodzi, ale tam jest moja przyjaciółka i nie pozwolę ci jej zjeść!
Smok ryknął.
- A teraz przepuść mnie, bo zaraz zrobi się nieprzyjemnie - dodałem.
Nie trwało to długo, żeby mnie przepuścił. Podpłynąłem do Arashi i chwyciłem ją przednimi łapami, ale nie mogłem wypłynąć. Nagle przypłynął mój mały przyjaciel i pomógł mi wyciągnąć ją. Gdy wypłynęliśmy i "odłożyliśmy" nieprzytomną wilczycę.
- Dziękuję - powiedziałem.
- Nie ma sprawy - odezwał się.
- Czekaj?! Ty umiesz mówić!?
- No... tak, ale tylko telepatycznie.
- Aha, a jak to jest? - spytałem.
- Normalnie, mówisz w myślach osób, którym chcesz to powiedzieć.
- Fajnie.
- Wiem. To twoja dziewczyna?
- Nie! - zawstydziłem się.
- To przepraszam. Wiesz... jestem strażnikiem tej rzeki, reszta kryje się gdzie indziej. Są różni strażnicy, są strażnicy drzew, rzek, mórz, ziemi... - telepatycznie zaczął długo wymieniać.
- Dobra, dobra! Ale co z nią? - wskazałem na Arashi.
- Ach, wpuściłem jej tylko taki jad, zaraz go wyssę i będzie po sprawie.
Faktycznie, w łapie Arashine były dwie malutkie, malusieńkie dziurki, smok włożył tam swoje kły i wyssał jad. Po chwili wadera zaczęła się budzić. Stałem nad nią i czekałem na jakąkolwiek reakcję.
- Ech... Nightmare? - udało cos jej się powiedzieć.
- Tak? - spytałem.
Wadera przewróciła się na bok i popatrzyła w stronę rzeki. Ja stałem za nią. Nagle wypłynął z wody mój mały przyjaciel.
- Aaaaaaaaaaaaaa! - krzyknęła i tak się poderwała, że upadła, a ja ją złapałem. - Zabierz to!
- Spokojnie, ja nic ci nie zrobię - smok odezwał się do nas telepatycznie. - A mówiłeś, że ty i ona to...
Upuściłem Arashi.
- Au! - krzyknęła wadera, lecz zaraz podeszła do niego.
Chciała go dotknąć i jej się udało, na szczęście smok nie pożarł jej łapy.
- A, tak w ogóle jestem Arashi - powiedziała.
- Nightmare - przedstawiłem się.
- A powiedz, masz jakieś imię? - spytała.
- Ja jestem Felcor i mam pytanie.
- Tak? - spytaliśmy jednocześnie.
- Mogę iść z wami?
- Em.. no wiesz... jakby tu powiedzieć - mówiliśmy, Arashine jedno słowo, ja drugie.
- Proszę - błagał nas. - zaraz przyjdzie tu Seyl.
- Seyl? - spytała Arashine.
- Kto to? - dodałem.
- To taki jeden smok wodny, który przychodzi tu.
- No i w czym problem? - spytałem.
- No, problem żaden, tylko on dla was nie będzie miał litości, mogę iść z wami? - znów błagał.
- Eh... - wziąłem głęboki oddech.
- Rozumiem - posmutniał. - Mam pomysł! - wpadł na jakiś pomysł, zanurkował i wynurkował z jakimś gwizdkiem. - Jeżeli będziecie potrzebować mojej pomocy wezwijcie mnie tym - powiedział.
Nagle woda zaczęła dziwnie drgać.
- To Seyl! - krzyknął mały.
- Witajcie! - wynurzył się smok i przemówił zwykłym głosem, nie w myślach.
Szybko chwyciłem gwizdek i z krzykiem, tak jak Arashi, uciekliśmy.
Gdy byliśmy już daleko stanęliśmy, żeby złapać oddech.

Arashi? Chciałaś dłuższy fragment, to masz dłuższy fragment. XD

Od Dari: Jaskinia

- Oj, to, że Alfa, nie znaczy, że odezwać się normalnie nie można.
- Dobrze, dobry wieczór – odpowiedziałam zdenerwowana, w końcu stałam przed ważną osobą.
Uśmiechnęła się i spojrzała pytająco na Nightmare.
- Dari chciała dołączyć do watahy i chciała się zapytać czy może - odpowiedział, a ja pokiwałam głową.
- No jasne, że możesz dołączyć - powiedziała z uśmiechem. - Ale muszę już iść, Nightmare, zapoznaj ją z terenami - powiedziała i zniknęła nam z oczu.
- W sumie to ty je już znasz, więc może poszukamy ci jaskini? - zaproponował.
- Jasne, i tak nie mam sił nigdzie już chodzić, a tereny są całkiem spore - zgodziłam się.
- Hmm… Ta jaskinia chyba się zwali - powiedział, gdy obejrzał jedną z jaskiń.
- Skąd to wiesz?
- Tu, tu i tu widać pęknięcia - mówił wskazując łapą na długie szczeliny. - A poza tym jest położona na stromym zboczu.
Faktycznie, mi by nie przeszkadzało strome zbocze, bo umiem latać, ale nie chce się obudzić pod gruzami.
Pokiwałam głową i poszliśmy dalej.

Od Shante

Ajax bardzo dzielnym czynem zasłonił mnie, chociaż czuł taki sam strach jak ja. Nie wiedziałam, co zrobić w tej sytuacji, on pewnie też. W końcu krzyknęłam:
- Zostaw nas!
Dziwny wilk stanął i nagle... odezwał się, zaczął się... śmiać. Krótko się zaśmiał, a gdy przestał, odepchnął jakimś cudem Ajaxa i odezwał się:
- Widzę, że mamy tu taką jedną pyskatą!
Kiedy mówił, z jego pyska leciał jakby taki dym, a jego głos dziwnie brzmiał, kiedy mówił rozchodziło się jakby takie lekkie echo, barwa głosu była niska, czasami jego głos dziwnie drżał, a już nawet nie pisnę o jego oddechu.
- Ugh.... - nie wytrzymałam z tym jego oddechem.
Nagle on stanął na dwóch łapach i z całej siły przednimi łapami uderzył w drzewo, ale ja zrobiłam unik i pobiegłam w stronę Ajaxa.
- To co robimy? - spytałam.
- Nie wiem, może zaraz coś wymyślę.
Czarny wilk teraz wrócił na pozycję czterech łap i spojrzał się na nas.
- Chyba trochę go zdenerwowałaś - powiedział.

Ajax?

Od Kari: Opowiadanie o Sophie, cz. 3

- Słyszycie? - zapytałam. - Coś tam jest.
Weszliśmy do środka. Zobaczyłam zarys wychudzonej wadery.
- Kim jesteś? - zapytałam.
- Kim wy jesteście?
- Jestem Kari, a to moi znajomi - odpowiedziałam wilczycy.
Wadera wyszła z cienia.
- Jestem Sophie. Sophie Blue Sky - przedstawiła się.
Nagle Daisy podbiegła do niej i przytuliła.
- Siostro - powiedziała przez łzy.
Najpierw Sophie nie wiedziała co się dzieje, ale potem zrozumiała.
- No dobra koniec tych czułości, musimy iść dalej - oznajmił Nesso.
Ten to nie ma wyczucia czasu.
- Wiem, gdzie jest wyjście - powiedziała siostra mojej przyjaciółki.
- Skąd?
- Czuję najmniejsze podmuchy wiatru.
- Prowadź.

***

Wreszcie zobaczyliśmy promienie słońca. Wybiegliśmy z lochów i samego pałacu na łąkę. Blue przeteleportował nas do mojej rodzinnej watahy.
- Kari! Tak się martwiliśmy! - podbiegła do mnie moja matka.
- Tak mamo. Gdzie ty byłaś? Tęskniliśmy za tobą.
***

- Kari, twoja łapa wraca do zdrowia - powiedziała moja siostra Nivis.
- To dzięki Blue'owi.

Daisy? Jak tam twoja siostra?

Od Blue'a: Magiczne lustro, mój brat i znowu kanibale, cz. 3

- Sami sobie też musimy! - odrzekłem.
Nesso zaczął wylizywać rany Daisy.
- Co ci się stało? - zapytał po chwili.
- Ktoś mnie napadł, wpadłam na lustro i je zbiłam - odpowiedziała cicho.
Po kilku minutach przyszła Kari z jakimś wilkiem. Jego sierść była brązowa i błyszcząca.
- Max?! - warknął Nesso.
Ja i Nesso zaatakowaliśmy przybysza. Skoczyłem mu na plecy i powaliłem.
- Stójcie! - zawołała z łzami w oczach.
Stanąłem w bezruchu. Kari podbiegła do tego wilka i pomogła wstać. Kulał na jedną łapę.
- Zgłupieliście do reszty?! - zaczęła nam prawić kazania. - Mogliście go zabić! Nesso - zwróciła się do basiora.- To jest twój brat i...
- Ci... - powiedział Ryan.
- Rya... - zapytała zdziwiona Kari, ale usłyszała to, co wszyscy inni i ucichła.
Wszyscy usłyszeliśmy kroki... Raczej nie kroki, tylko stąpanie po ziemi. Zza rogu wyszedł wielki potwór. Był taki gruby, że prawie nie mieścił się w tych lochach i nie ruszał się zbyt szybko. Zobaczył Daisy, która leżała na ziemi i ruszył na nią. Nesso, nie wiedząc co robi skoczył na jego plecy i wtopił swoje kły w jego kark. Potwór krzyknął i zrzucił basiora z siebie.
- Nesso - jęknęła Daisy.
Wilk, który przyszedł z Kari podbiegł do swojego brata. Ja zaś popatrzyłem na mojego, a on skinął łbem. Skoczyliśmy potworowi do gardła i rozszarpaliśmy mu tchawicę. Padł na ziemię z głośnym hukiem. Zobaczyłem, że Kari leży na ziemi. Podbiegłem do niej i spostrzegłem ranę, którą zrobił kanibal, jeszcze w fortecy - była zakażona. Położyłem się koło niej i najdelikatniej - jak mogłem - wylizywałem ranę.
- Zostaw - powiedziała. - Chodźmy dalej. Mogą nas złapać.
Podeszła do Ryana i przytuliła go.
- Witaj wśród żywych.
Poszliśmy dalej szukając wyjścia. Po kilku minutach drogi usłyszeliśmy ciche piski dobiegające z jakiejś jaskini.

Kari? Nesso? Daisy?

sobota, 29 marca 2014

Od Nightmare'a

- A przyjmą mnie? - spytała.
- Na pewno - powiedziałem i dodałem: - Chodź.
Gdy byliśmy, na miejscu zastaliśmy Alfę.
- Alfo! - zawołałem ją.
- Tak? A, to ty Nightmare... - powiedziała.
- Tak, chciałbym ci kogoś przedstawić, to jest Dari.
- Witaj, Dari - ciepło powitała ją Alfa.
Dari była trochę nieśmiała i zamiast też się przywitać, pokłoniła się.
- Oj, to, że alfa nie znaczy, że odezwać się normalnie nie można.
- Dobrze, dobry wieczór - powiedziała Dari.

Dari? Alfo Marcheso?

Od Arashine

Nightmare się zgodził! Strasznie się cieszę. Przez pół nocy nie mogłam spać. Zamiast odpoczywać przypatrywałam się basiorowi. Wyglądał naprawdę słodko kiedy spał. Nawet się nie spostrzegłam, gdy nastał kolejny słoneczny dzień. Byłam może troszkę niewyspana, ale nie przeszkadzało mi to.
- Hej, a ty już nie śpisz?- spytał mnie zaspanym głosem Night w momencie, którym opuszczał „nasze” schronienie.
- Właśnie wybierałam się na małe polowanie, idziesz ze mną?
- Jasne, będzie nam łatwiej we dwójkę - odpowiedział już całkowicie rozbudzony.
Raźnym krokiem ruszyliśmy w stronę terenów łowieckich. Przez całą drogę śmialiśmy się i bawiliśmy jak szczeniaki. Ciągaliśmy się za uszy i ganialiśmy. To musiało wyglądać naprawdę komicznie. Po pewnym czasie przed nami dojrzałam rzekę. Nie pamiętam, żeby była tu wcześniej… I tu pojawił się problem, bo jedyną opcją jaką mogliśmy wybrać, by ją pokonać było przepłynięcie jej… Prąd dzisiaj był wyjątkowo silny.
- To co, płyniemy? Co prawda mój żywioł to ogień, ale trudno - mówił dalej idąc w stronę wody basior.
Ja stanęłam jak wryta. On też się zatrzymał.
- Arashi, co jest? - spytał lekko zdenerwowany.
- Ja… nie.. umiem pływa - dodatkowo przypomniała mi się pewna nieprzyjemna przygoda z dzieciństwa, związana z identycznie wyglądającym rwącym potokiem. Moje źrenice powiększyły się jeszcze bardziej. Kto by pomyślał, ja Arashine Lunatik przestraszę się głupiej rzeczki… Nie zdążyłam pomyśleć nic więcej, gdyż coś z ogromną siłą wrzuciło mnie do tej lodowatej wody.

Nightmare? 
Nie obraziłabym się na jakiś dłuższy fragment w twoim wykonaniu. c:

Od Dari

- Piękny ten staw - powiedział, nie przestając patrzeć się w swoje odbicie.
- Tak, piękny - przyznałam i położyłam głowę na łapach. Dzień już powoli się kończył, a ja nie wiedziałam co zrobić, gdzie spać i zapytałam go:
- A ty masz tu jakąś watahę czy tak podróżujesz?
- Jestem tu z watahą. A czemu pytasz? - zaciekawił się.
- No, bo ja... ja... no. - Nie wiem dlaczego, ale zaczęłam się gubić w słowach.
- Ty co? - naciskał.
- No, nie mam się gdzie podziać, podróżuje już ze dwa miesiące i… - zaczęłam.
- I nie wiesz, co ze sobą zrobić - dokończył.
- Dokładnie.
- Możesz dołączyć do mojej watahy z Magicznej Doliny.
- A przyjmą mnie?
- Na pewno.

Nightmare

Od Kari: Opowieść o Sophie, cz. 2

- ...legenda głosi, że miała siostrę - skończyła swą opowieść Daisy.
- Hmm, ciekawa historia - odparłam.
- Tak, rzeczywiście. Patrz. - I wskazała na szczeniaki. - Śpią.
- Dziękuję.
- Odpocznij, a ja pójdę na polowanie, OK?
- OK.
"Muszę iść odnaleźć mojego partnera" - pomyślała.
Nie zważając na mój stan zdrowia, poszłam za nią. Po dłuższej chwili Daisy stanęła przed kryształowym zamkiem i weszła do środka. Ruszyłam za nią. Podeszła do jakiegoś lustra. Nagle ktoś rzucił się na nią. Wpadła na te lustro i rozbiła je. Opadła na ziemię i jęknęła głośno. Wilczyca poszła, a Daisy po chwili ruszyła za tą tajemniczą waderą. Nie śledziłam jej już, bo coś przykuło moją uwagę. W niedużym kawałku lustra, które rozbiła Daisy zobaczyłam wilka - wilka, którego dobrze znałam, a który został zamordowany. Wyszedł z tego kawałka lustra i mnie uścisnął. Odsunęłam się od niego, a on spuścił łeb.
- Max, to ty? - zapytałam.
- Tak, to ja.
- Czemu masz inną sierść niż przed śmiercią?
- To przez to, że pochowaliście mnie w jakiejś dziwnej odmianie gleby. To przez nią - odpowiedział mój były partner. - Czemu mnie odepchnęłaś?
- Nie mogę...
- Nie kończ. Rozumiem. Co z Nesso?
- Nic. Nie jesteśmy już razem.
- ... - zamilkł.

***

- Max?! - warknął Nesso.
Blue i Nesso rzucili się na Maxa.
- Stójcie! - zawołałam z łzami w oczach.

Nesso? Blue?

Od Retiny: Koniec...?

Obudziłam się. Gdy do mojego umysłu dotarła świadomość, pierwsze, co poczułam, to głód. Mój żołądek zacisnął się na dobre. Ile bym dała za kawałek królika, sarny, ptaka... Ech, nie ma co marzyć.
Spróbowałam wstać, ale przeszywający ból w kostce skutecznie zatrzymał mnie na zimnej podłodze. Spróbowałam jeszcze raz. Da się chodzić, choć wiadomo jak. Nie jestem pewna, czy w ogóle udałoby mi się kogoś trafić podczas walki. Nie, walka nie wchodzi w grę.
Rozejrzałam się. Znajdowałam się w kwadratowym pomieszczeniu o kamiennych ścianach. Światło wydobywało się z sufitu, bez sensowniejszego źródła.
Spróbowałam przemienić kamień. Nie ruszył się. Ponowiłam próbę jeden, dwa, trzy razy. Nic. Może to w ogóle nie jest nawet kamień? Tak czy siak, pozbawiono mnie najważniejszej mocy.
Dni mijały spokojnie. Kładłam się spać, a kiedy wstawałam, czekał na mnie jakiś fragment mięsa. Po posiłku ćwiczyłam, aby utrzymać formę. Następnie próbowałam wyczaić kamień, jadłam, kładłam się spać i od nowa.
Tak mijały mi dnie, tygodnie, miesiące... albo godziny... Zero poczucia czasu.

*

- Ał!!!
Stałam właśnie na środku pokoju, gdy dopadł mnie ogromny ból. Przewróciłam się na bok, uderzając o podłogę, akurat stroną ze złamaną kostką. Nie potrafiłam wstać, bo piorunujące wrażenie, że umieram, przygważdżało mnie do ziemi z siłą spadającej góry. Coś przeszywało moją głowę na wskroś, przetrząsając wszystkie wspomnienia jakie miałam i wyrzucając je jak niepotrzebne śmieci, pozbawiając barwy i znaczenia. Wiłam się w konwulsjach, przestając powoli czuć, myśleć... Na koniec chyba zasnęłam.

 *

- Idziesz z nami - usłyszałam szorstki głos wilka... a może Strażnika?
Otworzyłam powoli sklejone oczy i popatrzyłam na tego kogoś.
Strażnik. Tego się spodziewałam. Spróbowałam wstać, ale nie czułam ciała.
Strażnik postawił mnie na nogi, powodując zamieszanie w mojej głowie. Czułam się taka... spowolniona i otępiała. Chyba miałam gorączkę. Nie byłam w stanie iść, więc powłóczyłam nogami podążając za wilkiem.
Moje oczy nie nadążały. Plątanina tuneli nie wgryzła się w umysł i co za tym idzie, nie zapamiętałam drogi. Mniej więcej w połowie nie potrafiłam rozkminiać, myśleć. Zero. Dawna Retina poszła w niepamięć, zniknęła gdzieś w tym wyzutym umyśle.
Po jakiś 20 minutach dotarliśmy do w miarę okrągłego pomieszczenia. Po środku stał kamień o płaskiej górze. Naokoło niego stało ze trzynaście czarnych postaci, do których dołączył mój przewodnik. Z tej ciemnej masy wynurzył się gruboskórny basior, różniący się od reszty tylko aurą. Emanował pewnością i bezwzględnością. "Nie mam szans" - dotarło do mnie.
Już miał wykonać jakiś ruch, gdy zamarł. Podłoga, ściany, cała jaskinia poczęła się trząść. Mój mózg przyjmował wszystko na dystans, bez akceptacji tego, co widzi. Po chwil z sufitu zaczęły spadać małe odłamki kamieni. Strażnicy wycofali się w głąb pomieszczenia.
- Ret! - ktoś krzyknął.

piątek, 28 marca 2014

Od Nightmare'a

Spacerowałem po Rozlewiskach. Niezbyt bardzo lubię to miejsce, no faktem jest to, że jest tu pięknie, ale ja jestem z żywiołu ognia. Szedłem przed siebie, gdy nagle dostrzegłem pewną wilczycę. Nie należała do watahy i była ognia! Tak jak ja. Wtedy jakoś zapomniałem o mojej niesamowitej umiejętności zamiany w smoka i podszedłem do niej .
- Jestem Nightmare, a ty? - zapytałem uśmiechając się.
- Dari - odpowiedziała.
Staliśmy bardzo daleko oddaleni od siebie. Po chwili moje łapy same z siebie zaczęły iść w kierunku Dari. Ona zaczęła się cofać, więc ja stanąłem.
- Przecież nic ci nie zrobię - powiedziałem.
Odległość między nami się nie zmieniła. Dari chciała coś powiedzieć, lecz nagle to ona zaczęła iść w moim kierunku.
- Jesteś wilkiem ognia... - powiedzieliśmy jednocześnie.
I tak zaczęła się nasza rozmowa na temat zainteresowań itp.
- Jesteś całkiem spoko - zaśmiała się.
- Ty też - powiedziałem.
- Lubisz te tereny? - spytała.
- No... nie za bardzo - przyznałem się.
- Ja też - powiedziała.
- No, w końcu to nie miejsce dla wilków ognia - uśmiechnąłem się.
- Racja.
- Ale to nie znaczy, że nie można się jakoś fajnie pobawić....
I zaczęliśmy się ganiać. Spędziliśmy ze sobą prawie cały dzień. Gdy byliśmy już zmęczeni, poszedłem nad wodopój, aby się czegoś napić, ona z resztą też.
- To co teraz robimy? - spytała.
- Ostatnio znalazłem takie fajne miejsce, chodźmy tam.
Zaprowadziłem ją nad piękny staw. Był już wieczór.
- No, może to nie dla wilka ognia, ale musisz przyznać, że ładny ten staw - powiedziałem.
- No muszę.
Byłem zmęczony drogą więc usiadłem nad stawem, a ona obok mnie.
Spojrzeliśmy się w wodę i widzieliśmy w niej swoje odbicia.
- Piękny ten staw - powiedziałem, nie przestając wpatrywać się w moje odbicie

Dari? ^^

czwartek, 27 marca 2014

Od Nightmare'a

Kiedy usłyszałem od niej całą historię, w głębi duszy uśmiechałem się od ucha do ucha. To takie piękne! I wzruszające. Ona chce odnaleźć to co straciła i kochała... To takie piękne!
- No, oczywiście, że z Tobą wyruszę, będzie fajnie i przeżyję przy okazji jakąś przygodę. - W co ja się pakuję?! - Poza tym, zachęciłaś mnie już samym fragmentem odnalezienia rodziny.
- Naprawdę? - spytała podniecona Arashine.
- Tak - odpowiedziałem.

Arashine?
Zanim oderwiesz mi wszystkie kończyny i wyślesz je do różnych krajów,
wiedz, że Cię przepraszam, że tak późno Twoje opko zostało dokończone...

środa, 26 marca 2014

Od Odalis: Nieuwaga czy instynkt?

Nieuwaga czy instynkt?
Spojrzałam w dół.
- Ou... - wymsknęło mi się.
Natychmiast wstałam z Exaliosa i zwróciłam się do nowej wilczycy Lupo.
- Przepraszam was, musiałam się zamyślić...
Lupo uspokoiła się nieco. Też nie chciałabym mieć takiej Bety, co to rzuca się na członków.
- Widzę, że już poznałaś mojego partnera, Najwyższego Szamana...
Jej zaskoczone spojrzenie i odrobina lęku przekonały mnie, że jakimś cudem Exalios nie powiedział o swojej pozycji.
Nagle usłyszałam ciche uderzenie o ziemię. Wszyscy troje odwróciliśmy się i naszym oczom ukazała się Lithuain.
- Niespodzianka? - rzekła i spróbowała się uśmiechnąć. 

Lithie? XD

Od Daisy: Opowiadanie o Sophie, cz. 1

- Dobrze, opowiem wam historię.

***

Dawno, dawno temu żyła sobie wilczyca o imieniu Sophie...
Była silna, waleczna, odważna oraz przepiękna.
Nie bała się niczego, czyżby? Przynajmniej tak uważała...
Kiedy nastał dzień, w którym miała walczyć z kanibalami...
Na początku bitwy Sophie wygrywała, wtedy była pewna, że wygra i nie warto się starać.
Przez to przegrała bitwę i teraz siedzi gdzieś w lochach kryształowego pałacu kanibali.
Legenda głosi, że miała siostrę.
- Hmm, ciekawa historia - odparła Kari.
- Tak, rzeczywiście.
Kari, brak weny? XD

Od Nesso: Magiczne lustro, mój brat i znowu kanibale, cz. 2

- Może by tak rozbić to szkło! - rzekłem.
- Nie wiem czy damy radę - powiedział Ryan.
- Już wiem! - krzyknąłem.

***

Po kilku chwilowym naradzeniu się zaczęliśmy wykonywać nasz plan...
- Ej, piękna wilczyco, potrzebuję się napić! - powiedziałem.
- Hm, dobra, chodź ze mną po picie! - odpowiedziała mi.
Nagle zacząłem ją gryść i zabiłem...
Pomogłem wydostać się chłopakom, ale to nie był koniec planu, ponieważ trzeba było wydostać się z lochów!
- Dobra, prawie koniec akcji - rzekł Blue.
- Tak - odparł Ryan.

***

Nie mogliśmy się stamtąd wydostać, nazajutrz zobaczyliśmy, że ktoś idzie...
- Daisy! - powiedziałem zapłakany.
- Neeee... ss... o - odpowiedziała.
Ryan i Blue pomogli jej się położyć, była cała okaleczona, ledwo chodziła.
Położyłem się obok niej i pocałowałem ją.
- Blue, Nesso, kto to jest?
- To moja partnerka, Daisy - odpowiedziałem mu.
- Muszę wracać - zaczęła mówić Daisy.
- Musimy jej pomóc wrócić.
- Sami sobie też musimy! - odrzekł Blue.
Blue, dokończysz?

Od Lithuain

Rozejrzałam się w poszukiwaniu kolejnego kwiatka. Biało-zielona roślinka znajdowała się parę centymetrów ode mnie. Wyciągnęłam szyję i złapałam ją w zęby, a następnie połknęłam. To... dziewiąta stokrotka, która wylądowała w moim żołądku. Może to się wydawać nienormalne, ale jakoś spasowały mi te kwiatuszki. Chapsnęłam kolejną.

****

Powoli otwierałam sklejone powieki. Czułam, jakby ważyły tonę. Musiałam być naprawdę niewyspana.
Nie wiem dlaczego, ale miałam wrażenie jakbym przespała całe 24 godziny. Jakbym obudziła się dokładnie o tej samej godzinie, gdy zasypiałam tylko następnego dnia. Ogólnie byłam bardzo zdziwiona - nie pamiętam kiedy zasnęłam. Nie będę już wnikać.
Ruszyłam w miarę raźnym krokiem przed siebie. Musiałam znaleźć sobie jakieś zajęcie, bo nie mogę przecież siedzieć w miejscu i nic nie robić.
Po nie długiej chwili spaceru usłyszałam głos. Dwa głosy. Prowadziły rozmowę.
- ... dzieci. - Ostatnie słowo, które usłyszałam z wypowiedzi tego pierwszego. W sumie tej.
- Chcesz należeć do mojej watahy? Mamy dużo szczeniaków - odrzekł ten drugi.
- Hmm... - mruknęłam.
Rozpierała mnie ciekawość. Kto z kim rozmawia? O czym? Dlaczego akurat taki temat, a nie inny? Po prostu nie mogłam tego nie zrobić. Nie mogłam nie obserwować tego z wysoka.
Cofnęłam się jakieś dwa metry od drzewa. Następnie bez zastanowienia ruszyłam w jego kierunku. Półtora metra dalej wyskoczyłam. Jakimś sposobem znalazłam się na gałęzi. Uśmiechnęłam się. Wszystko było widać.
Spojrzałam w na dół. Ku mojemu zaskoczeniu jednym z rozmawiających wilków był... Exalios?
- Co on tu właściwie robi? - powiedziałam sama do siebie.
Jego rozmówcą była skrzydlata wilczyca. Biało-szara wilczyca.
Co chwila któreś się uśmiechało. Rozmawiali. Ale o czym?
- No tak, za duża odległość - pomyślałam.
Parę minut później pojawiła się Odalis. Szła przed siebie. Jakby się wyłączyła.
Byłam bardzo zdziwiona, gdy Odalis przygniotła swego partnera do ziemi. Ten wcześniej jej nie zauważył, gdyż stał tyłem. Po krótkiej wymianie słów (której niestety nie usłyszałam) Beta postanowiła puścić Najwyższego i zainteresowała się stojącą obok wilczycą. Ta cofnęła się o krok. Byłam w stanie zauważyć, że jej dolna szczęka dygotała.
Nie ma co, schodzę! Zeskoczyłam z drzewa i nie całe dwie sekundy później stałam obok wilków.


Które dokończy?
Nudziło mi się - to się wepchnęłam XD

Od Lupo: Ja i rodzina, cz. 1

- Tak, to mój pierwszy dzień w nowej watasze, chyba jesteś w tej samej. Nie zaprzyjaźniłam się jeszcze z żadnym wilkiem, powinnam się wziąć w garść. Jutro mój pierwszy dzień pracy i cieszę się bardzo. Przepraszam, teraz już kogoś poznałam - ciebie.
Popatrzył się na mnie i uśmiechnął się.
- Jak chcesz to mogę być twoim pierwszym przyjacielem, chcesz?
- Jakbym mogła, to tak.
- Jasne, że możesz.
- Co tutaj robisz sam?
- Zbieram zioła.
- Po co?
- Nieistotne, ważne co TY tutaj robisz?
- Zamykam w sobie i rozmyślam, leciałam nad okolicą i zobaczyłam to miejsce, jest ciche i mogę się skupić.
- Nad czym myślisz?
- Myślę o rodzinie...

wtorek, 25 marca 2014

Od Kari: Poraniona i znowu opuszczona

- Blue. Wstawaj - ktoś budził Blue'a. - Wstawaj, to ja, Nesso. Muszę ci coś pokazać.
- Nessior - powiedział Blue.
- Nessior? - zapytał zaciekawiony Nesso.
- No wiesz, jesteś moim kumplem, nie? - zapytał.
- Dobra, może być, ale pamiętaj: nie zapomnę, że ukradłeś mi Kari.
- Dobra, prowadź - rzekł Blue i wyszli.
"Ciekawe, gdzie znowu idą" - pomyślałam.
Chciałam iść ich śledzić, ale mój stan zdrowia mi na to nie pozwalał. Położyłam się na ziemi i czekałam na kogoś, kto się mną zajmie. I ten ktoś przyszedł, w pewnym sensie. To była Daisy. Nie pomogłaby mi fizycznie, ale psychicznie tak.
- Hej - powiedziała.
- Cześć.
- Wiesz, gdzie Nesso?
- Poszedł pokazać coś Blue'owi, widziałam, jak wychodzili.
- Trzeba za nimi iść, znowu wpakują się w jakieś kłopoty.
- Ja nie mogę. Nie mogę się stąd ruszyć.
- Pójdę po kogoś.

***

- Z twoją łapą i bokiem nie jest dobrze... - mówiła szamanka, moja kolejna siostra. - Weszło tam zakażenie i nie wiem, czy da się uratować łapę.
- Czyli co? Nie będę mieć łapy?! - zapytałam.
- Nie wiem, może tak być, ale jest mała szansa, że coś się nie uda. Któryś wilk, który cię ugryzł miał jad w kłach, dlatego masz sparaliżowaną łapę...
Zasnęłam.
***

Kiedy się obudziłam, zobaczyłam przed sobą jedzenie i duży liść, na którym była woda. Wypiłam i zjadłam i dopiero wtedy zorientowałam się, że Daisy mnie obserwuje.
- Wszystko dobrze? - zapytałam.
- Nie. Boję się, że Blue i Nesso mogło się coś stać, bo jeszcze nie wrócili...
- Poradzą sobie. Nie martw się o nich.
Do jaskini wbiegły szczeniaki i już nie dało się porozmawiać.
- Pobaw się z nami - powiedział Sakit.
- Nie mogę. Mam sparaliżowaną łapę.
- To opowiedz nam bajkę.
- Nie wiem o czym - odpowiedziałam.
- Ja mogę opowiedzieć wam historię - zaproponowała Daisy.
- OK.
- Dawno temu...
Byłam strasznie zmęczona. Nie wiedziałam dlaczego. Powieki kleiły mi się. Walczyłam ze snem, ale tym razem tę walkę przegrałam.

Daisy i jak tam opowiadanie historii?

Od Blue'a: Magiczne lustro, brat i znowu kanibale

Nagle w lustrze pojawił się czarny wilk.
- Kto to?! - krzyknąłem zdenerwowany.
- Mój ojciec, król wszystkich kanibali, którzy żyją w tej krainie - odpowiedziała wadera z uśmiechem na pysku. - To lustro jest magiczne. Zobaczy się w nim to, co chce się zobaczyć. Co wy widzicie?
- Ja widzę mojego brata, Ryana. Nie umarł. Żyje dalej z moją rodziną w jakiejś jaskini... - odpowiedziałem, gdy spojrzałem w lustro.
- A ja widzę...
Nagle z tego tajemniczego lustra wyszedł mój brat - żywy i szczęśliwy. Podbiegł do mnie i uściskał mocno.
- Ryan... - łza popłynęła mi po policzku. - Ty żyjesz... Ale jak?
- Wszystko to, co zobaczysz w lustrze, spełni się - odpowiedziała wilczyca.
- Blue... Dziękuję.
- Czekaj. Zobaczyłaś swojego ojca, dlaczego go tu nie ma? - zapytałem.
- Skąd masz taką pewność? - usłyszałem głos jakiegoś basiora.
Odwróciłem się. Zza mgły wyłonił się wilk, taki sam, jak ten w lustrze. We trzech rzuciliśmy się na niego. Był silniejszy. Wytworzył wokół siebie niewidzialne pole siłowe i nie mogliśmy go dotknąć. Kiedy chciałem do niego podbiec, w pewnej chwili zastygłem w bezruchu - wilk miał żywioł wody i moc władania krwią. Gdy byłem tak w bezruchu, ktoś nałożył mi na łeb skórę jelenia i nic już nie widziałem. Potem spadłem na ziemię, leżałem nieprzytomny.

***

Byłem w jakiejś jaskini. Obok mnie leżał Nesso i Ryan. Mój brat wstał i podszedł do mnie. Po chwili Nesso też się obudził.
- Co teraz robimy? - zapytałem zmartwiony.
- Możemy... - zaczął Nesso.

Nesso? Jaki masz plan?

poniedziałek, 24 marca 2014

Od Exaliosa

Zbierałem zioła, kiedy nagle wyczułem obecność obcego. Podniosłem łeb. Na polance siedziała wilczyca i nuciła smutną melodię. Ostrożnie do niej podszedłem.
- Kim jesteś? - zapytała cicho. Jej duże, smutne oczy spojrzały na mnie. W ich głębi widziałem tęsknotę.
- Exalios - szepnąłem zafascynowany. Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej istoty. Zacząłem się zastanawiać czy to przypadkiem mi się nie śni.
- Nazywam się Lupo - powiedziała i spróbowała się uśmiechnąć. Wydawała się być bardzo samotna.
- Co tutaj robisz? - spytałem z obawą czy na pewno jej nie spłoszę.
- Podróżuję. Moja matka nie żyje. Czasami wyobrażam sobie, jak to jest należeć do watahy. Mieć poczucie bezpieczeństwa. Lubię dzieci - rzekła ni stąd ni zowąd.
- Chcesz należeć do mojej watahy? Mamy dużo szczeniaków - odrzekłem.
Uśmiechnęła się, tym razem naprawdę.

Lupo? Odalis?

Od Odalis

Pokręciłam głową. Cięgle gdzieś chodzą! Westchnęłam.
- Wcześniej bez zapowiedzi zniknęła Daisy, Nesso, Kari i Blue, teraz Retina gdzieś leci... Przynajmniej ona powiedziała! No, no, no, jak tylko wrócą, to będą mieli do pogadania ze mną... Co to ma być, tak znikać bez uprzedzenia!
Złościłam się jeszcze parę minut, ale w końcu ochłonęłam. Może... Może myśleli, że nie muszą mówić? Sama nie wiem... Karać ich czy nie? I najważniejsze: czy w ogóle wrócą?
Spacerowałam tak raz to gniewając się na nich a raz wybaczając im ten występek. Z tegoż powodu kompletnie nie zauważyłam, kiedy znalazłam się na jakimś wilku, przygniatając go swoim ciężarem do podłoża. Nieuwaga czy instynkt?

Dokończy ktoś? :3

Autorem 2000-ego postu jest...

...nowa wilczyca Lupo!

Tak, jej profil był dokładnie 2000-nym postem. Otrzymuje ona 5 Punktów!

Gratuluję i przypominam, iż tak oto zakończyła się nasza mini loteria.

Z Rozlewisk pozdrawia Was Beta Odalis,
która szybko zaniechała liczenia kropel wody.

Od Ajaxa

Próbowałem wskoczyć na niego i go wywrócić, ale kiedy byłem nad nim, on ,,wyparował’’.
Rozglądaliśmy się gwałtownie. Shante spojrzała na mnie z przerażeniem. Wtedy zrozumiałem, że on stoi tuż za mną...
Stanąłem zupełnie nieruchomo, nie wiedziałem, co robić. Shante najwyraźniej czuła taki strach, jak ja.
Wziąłem głęboki oddech.
Obejrzałem się, zasłaniając sobą Shante. On faktycznie tam stał.

Shante?

Od Blue'a: Merchi - kanibalka, cz. 7

Odprowadziliśmy szczeniaki do wyjścia i usiedliśmy przy nim. Szczeniaków było strasznie dużo. Bez Aiko i Alby naliczyłem ich 30. I co my teraz zrobimy z nimi? Nie wiemy, skąd one są. Może mają rodziny, a może wszystkich wymordowali, nie wiem. Kiedy tak rozmyślałem, zobaczyłem wilki biegnące w naszą stronę. Gdy nas zobaczyły, przyśpieszyły.
- Jestem Lorelei Pure Evil, a to jest mój partner, Timor Pure Evil - przedstawiła się wadera. - Jesteśmy Alfami tej watahy. Przyszliśmy pomóc naszym córkom. Eweline i Kari, która kiedyś zaginęła.
- One sobie poradzą - powiedziałem.
- Nie, Eweline ma moc telepatii. Przekazała mi, że coś poszło nie tak. Musimy im pomóc.
- Miranda, zostań ze szczeniakami.

***

Wbiegłem do jaskini pełnej wilków. Zobaczyłem na ziemi ciało mojej partnerki. Było całe we krwi. Nie wiedziałem czy żyje. Zobaczyłem wilka, który podchodził do niej. Rzuciłem się na niego. Po chwili leżał nieprzytomny na glebie, a ja ciągnąłem Kari do wejścia do jaskini. Rzuciłem się na byle jakiego wilka. Kilka minut później był już martwy. Jakoś nie mieli dobrej kondycji. Bieganie i łapanie szczeniaków to nie sztuka. Zobaczyłem, jak basior wynosi Sakita z jaskini. Pobiegłem za nim ratować syna. Znalazłem go w jakiejś jaskini. Zabiłem kanibala i przytuliłem syna. Wziąłem go na grzbiet i przeteleportowałem się do Mirandy. Zostawiłem go przy jej boku, a sam wróciłem na pole bitwy. Kari odzyskiwała przytomność, ale ciągle leżała na ziemi. Po dwóch godzinach nikt z kanibali nie został przy życiu. My mieliśmy tylko liczne rany.
- Zaprowadzimy was na naszą górę - powiedziała Lorelei.
Niosłem Kari i Sakita na grzbiecie. Nie byli ciężcy. Po kilku męczących godzinach stanęliśmy przed wielką górą. Złapaliśmy się nawzajem i ktoś przeteleportował nas na jej szczyt. Zobaczyłem wodospad i jezioro na jednej półce skalnej. Ktoś zaprowadził mnie do małej jaskini. Położyłem Kari i Sakita na ziemi. Po chwili przybiegli Aiko i Alba i położyli się obok mnie. Zasnęliśmy razem.

***

- Blue. Wstawaj - ktoś mnie budził. - Wstawaj, to ja, Nesso. Muszę ci coś pokazać.
Nesso? Co chciałeś mi pokazać?

Profil wilczycy Lupo




Imię: Lupo
Płeć: samica
Wiek: 3 lata
Zawód: opiekunka szczeniąt
Partner: szuka
Rodzina: wie jedynie, że matka zginęła
Żywioł: ogień
Umiejętności: latanie, telepatia, niewidzialność
Opis: Przez większość życia była sama i dlatego stara się to nadrobić, opiekując się najmłodszymi członkami watahy. Uważa, że spokojnie podoła obowiązkom tego odpowiedzialnego zawodu. Dzięki bujnej wyobraźni zajmuje czas najmłodszym opowiadając im niekończące się bajki. Czasami marzy o podróży w daleki świat, ale boi się ponownej samotności. Wtedy wzbija się w powietrze i leci ponad chmurami, lecz zawsze wraca.
Punkty: 5

Od Retiny: Jaskinia

- To co teraz? - zapytał wyczerpany Net.
- Idziemy dalej - odrzekł twardo El.
- CO? - wykrzyknęli jednocześnie Netrel i Nigal.
- Idziemy dalej - powtórzył ze zniecierpliwieniem.
- Nie sadzę, żeby był to dobry pomysł. Nie w takim stanie. Nie możemy zasnąć podczas niebezpieczeństwa, jakie czeka nas w jaskini. Potrzebujemy trochę odsapnąć - wtrąciłam swoje trzy grosze.
Sama nie byłam jakoś szczególnie zmęczona. Mogłabym troszeczkę jeszcze pochodzić, ale niedługo.
Skręciliśmy trochę w bok i padliśmy pod jakieś drzewo. Tylko El stał dalej, widocznie nie mając w planach snu. Wykorzystałam okazję i położyłam głowę na łapy. Po chwili spałam, lekkim snem, zdolna się obudzić w każdej chwili. Śniły mi się ręce, przeraźliwie zimne, oślizgłe i długie sunące szybko w moją stronę. Gdy właśnie miały mnie dopaść, donośny głoś Ela wybudził nas wszystkich z błogiego snu. Otrząsnęłam się i stanęłam, gotowa ruszyć dalej. Dwójka chłopaków niechętnie ustawiła się po naszych bokach i z ociąganiem dostosowali się do tempa marszu. Minutę później przed naszymi oczami widniało wejście w kształcie półkola o promieniu dwóch metrów.
Jaskinia nie była szczególnie piękna. Zrobiona ze zwykłego ciemnego kamienia, nie odróżniała się zbytnio od innych jej podobnych. Ze sklepienia kapały ciężkie krople wody. Niedawno padało, tak to jest w wiośnie.
Spojrzałam po reszcie. Nie wydawali się szczególnie zachwyceni perspektywą wejścia do skromnej jaskini. Nie żebym ja chciała bardziej. Wręcz przeciwnie, nie miałam najmniejszej ochoty tam przebywać. Napadło mnie dziwne uczucie. Jakby śmierć krążyła nad nami, czyhając na okazję do zadania jednego ciosu...

*

Pół godziny później szliśmy dalej w pełnej skupienia ciszy, nie wymieniając niepotrzebnych uwag. Nigalowi chyba aż nazbyt nie pasowało to miejsce. Raz po raz zahaczał skrzydłami o pnącza lub korzenie drzew.
Nagle stanęliśmy przyglądając się temu, co przed nami. Dotychczas podłoga nie obniżała się, szła prostym torem, a teraz gwałtownie spadała w dół i niknęła w mrokach. Okazało się, że Eleur potrafi przywołać mały ognik dający światło na niewielką odległość, ale było to nasze jedyne źródło światła. Coraz bardziej zaczęłam podejrzewać, że jest szamanem. El posłał mały ognik na dół, jednak to nic nie dało. Po prostu zniknął otulony ciemnością. Obejrzałam się za siebie, ale nic nie zobaczyłam, ani fragmentu światła dziennego. Mdłe światło ognika zalśniło, przybliżając się do nas. Nie, żebym się bała ciemności, ale coś dziwnego tam jest. Wiedziałam to, czułam całą sobą. Ostatnie, czego chciałam, to tam wchodzić. Spojrzałam na Ela. Cięta determinacja na pysku tego odległego przyjaciela dodała mi czegoś w rodzaju... chęci nie zawiedzenia go. Postanowiłam, że dotrę na ten koniec i wezmę Flet.
Pokierowałam wzrokiem na dwóch pozostałych towarzyszy. Nigel wyraźnie nie cieszył się z braku przestrzeni do latania, co wyrażał parsknięciami za każdym razem, jak zahaczał o cokolwiek swoim ciałem. Netrel stał się mętny. Nic nie mówił, patrzył bezmyślnie przed siebie, a w jego oczach nie zobaczyłam ani trochę starego Neta. Co się z nim działo, zastanawiałam się.
- Net, nic ci nie jest?- zapytałam zaniepokojona.
- Nie - powiedział z westchnięciem, tak samo bezbarwnie, jak wyglądał.
Szturchnęłam lekko Eleura. Oderwał na moment wzrok od czarnej dziury przed nami i rzucił okiem na Netrela i wzruszył ramionami, po czym wrócił do poprzedniego zajęcia. Zostałam z tym sama. Siedzieliśmy tak jeszcze przez parę minut, dopóki El nie powiedział wreszcie tego, na co wszyscy czekali, choć bardzo nie chcieli usłyszeć.
- No cóż, nie mamy innej opcji, jak wejść w to... coś - oświadczył z powątpiewaniem.
Wszyscy westchnęli w duszy i poustawiali na swoich miejscach. Ja i El po środku, a chłopcy po naszych bokach. Akurat trafiło mi się, że Netrel stał obok Ela, więc nie mogłam go za dobrze obserwować. Ruszyliśmy smętnym krokiem wpatrując się w to, co nas czeka. Gdy dotarliśmy do krawędzi tego czegoś, zatrzymaliśmy się. El jednak nie zamierzał czekać i wszedł w ciemną masę. Po chwili dołączył do niego Nigal, a zaraz po nim Net. Otrząsnęłam się i z dużymi wątpliwościami zanurzyłam się w tym, co mnie czekało.
Od razu otuliła mnie miękka ciemność. Nie widziałam już, gdzie jest jej koniec, albo gdzie podziały się ściany. Ale o dziwo czułam się bezpieczna. Nic mi już nie groziło. Z moich myśli wyparowały wszelkie troski. Zapomniałam o chłopcach, o misji, watasze. Po chwili odpłynęłam w stan głębokiej hibernacji, można powiedzieć. Nie czułam niczego, nie byłam w stanie myśleć. Trwałam tak przez może parę sekund, a po chwili nie było mnie już w tym świecie.

*

- Wstawaj - usłyszałam cichy głos kogoś znajomego. Tylko kogo... Nic nie potrafiłam sobie przypomnieć. Co ja tu w ogóle robię?!
- Wstawaj! - głos wydawał się zniecierpliwiony.
Otworzyłam powoli oczy, ponieważ moje powieki ważyły tony. Rozejrzałam się po otoczeniu. Nade mną wisiał poważny Eleur, patrzący się w moje oczy z politowaniem. Chwiejnie wstałam. Potrząsnęłam głową, co zawsze pomagało mi w takiej sytuacji, ale teraz  tylko pogorszyło sprawę. Upadłam z hukiem na ziemie. Moje ciało nie było lekkie, jak zwykle, ciągnęło mnie do ziemi. Ponowiłam próbę, tym razem zostając na łapach. Ujrzałam lekki uśmiech na twarzy Ela i popadłam w gniew. Ciało przestało mi tak ciążyć, choć wciąż przygważdżało do ziemi, niczym trzydziestokilowy odważnik. Zamrugałam parę razy i wróciłam do świata rzeczywistego. Od razu nasunęły się pytania, co się wcześniej działo. El pokręcił parę razy głową i wskazał nosem dwie postacie leżące nieprzytomne na ziemi. Powoli docierały do mnie wspomnienia. Ciemność, błogi stan, ból odrywania o miękkiej masy i chłód kamienia, na którym zasnęłam. I El, ciągle doglądający, czy już się obudziłam i jego troskliwy wyraz twarzy.
Spojrzałam jeszcze raz na postacie. Leżeli tam, oczywiście Netrel i Nigal w dziwacznych pozach.
- To przez tą ciemność, tak? - spytałam cicho, choć znałam dobrze odpowiedź.
El przytaknął smutno głową i powiedział:
- Przebywali tam dłużej niż ty. Jeszcze trochę pośpią.
- Jak udało ci się wydostać ?- zaciekawiłam się.
Mój towarzysz pominął to pytanie, chrząknął niezadowolony parę razy i dał mi wyraźnie znać, że nie zamierza poruszać tego tematu. Wrócił do studiowania mapy, na której widniał jakiś czerwony punkt.
- Co to za mapa?
- Druga część, tej prowadzącej do Rozlewisk. Właściwie to trzecia, bo drugiej nie było, tej która powinna nas doprowadzić do samej jaskini.
- A ten czerwony punkt?
- Prawdopodobnie coś groźnego, ale kto wie? - rzekł bez uczuć.
Nie chciało mi się już drążyć rozmowy, ale pozostała jedna rzecz...
- Kiedy stąd odejdziemy?
- Kiedy chłopcy się obudzą, a ja wyprawie wam obrzęd.
- Obrzęd?
- Takie tam sprawy. Ciemność to nie potulny piesek, będzie chciała jeszcze się wami posilić - powiedział, nie bacząc na wyraz twarzy, który zagościł na mym pysku.
Otrząsnęłam się z odrętwienia i wyprostowałam ogon. Podreptałam do chłopców i przyglądałam się im przez chwilę. Chyba jeszcze sobie poczekam...

*

- Ustawcie się wokoło ogniska - rozkazał El.
Nie mam pojęcia, jakim sposobem rozpalił ogień. Tak czy siak, odymił nas czymś, co pachniało jak.. szałwia! Moja mama często jej używała do swoich rytuałów. Po tym wyszeptał kilka słów w niezrozumiałym języku i nastała chwila ciszy. Wszystko trwało jakieś dziesięć minut, nie więcej.
Ruszyliśmy razem w drogę. Po tym obrzędzie czułam się silniejsza i pewniejsza celu. Tylko moją głowę wciąż nachodziły wątpliwości i złe przeczucia co do tej małej, wściekle czerwonej kropki. Dziwne, że kolor się nie zatarł - mapa wyglądała na dość poniszczoną...
Szliśmy bezmyślnie. Netrel i Nigal dochodzili do siebie w dużo wolniejszym tempie, więc szliśmy także wolniej. El pozostawał lekko wysunięty, by nas prowadzić, choć nie wiem po co, przecież nie minęliśmy jeszcze żadnych rozwidleń. Nagle El przystanął. Przypatrywał się runom na ścianie w kolorze ostrej czerwieni...
- Co to? - zapytał Net ospale.
- A skąd ja mam wiedzieć? - odparł zgryźliwie El. Coś go dręczyło, jak mi się wydaje.
Postawiliśmy parę kroków, starając się utrzymywać tempo. Nie uszliśmy jednak daleko.
Strażnik
Z czarnej pustki przed nami wydobyło się rzężenie z horrorów. Jakby pojękiwania demonów. Potem powietrze przeszył wysoki pisk, który każdemu odebrał na chwilę słuch. Przełknęłam ślinę i potrząsnęłam łbem. Reszta poszła moim śladem i znowu mogliśmy słyszeć. Nie wiem jednak, czy dobrą decyzją było znowu słyszeć. Z ciemnej otchłani wydobyły się głosy, pojękujące i płaczące. Wszędzie dało się czuć ból, stratę, śmierć... Każdy poszczególny dźwięk rozsadzał moją głowę w innym punkcie, sprawiając, że została z niej jedna, wielka miazga. Ni stąd ni zowąd głosy ucichły i straszne jęki męczenników ucichły. Dla mnie było to uczucie, jakbym po miesiącu nie picia wody wreszcie wzięła łyk. Wdychałam więc ciszę, upajając się nią jak zapachem róż. Posmutniałam jednak po chwili, bo cisza wydała mi się głośniejsza niż jakikolwiek inny dźwięk. Czułam, jak ciśnienie zaczęło rozsadzać mi uszy i czaszkę. Moje uszy zatrzęsły się, jakbym właśnie w tej chwili przeżywała trzęsienie ziemi.
Coś rozerwało ukrytą zabójczynię w ciszy, wydając pojedyncze skrzeknięcia, jak jakiś ptaka. Nie orientowałam się ogólnie w przestrzeni i przerażona ujrzałam czarne wilki wyłaniające się jeden po drugim z ciemności. One same jakby wydawały się częścią mroku.
- Strażnicy... - wyszeptał Netrel ze ściśniętym gardłem.
Po chwili świat zawirował, a ciemne postacie pochyliły się na de mną. Potem nie było już nic.

Od Dari: Nightmare

Truchtałam w górę rzeki z nadzieją, że znajdę jakieś suche miejsce. Nienawidziłam wody, znaczy jej nadmiaru, a tu było dużo wody.
Zwolniłam kroku, bo coś było nie tak. Rozejrzałam się, ale niczego nie dostrzegłam i powoli ruszyłam dalej.
- Jestem Nightmare, a ty? - zapytał.
- Dari.

Nightmare?

niedziela, 23 marca 2014

Od Retiny: Czas wyruszyć

Wstałam. Podniosłam się na cztery nogi i otrząsnęłam. Dziś odchodzę. Najpierw udałam się do Alfy. Nie znalazłam jej w jaskini. Wyryłam na ścianie informację, ze wyruszam w podróż. Zastanawiałam się, czy to wystarczy. Nie chciałam po prostu konfrontować się z alfą. Mam jakieś przeczucie, że jej się to nie spodoba. Poza tym chyba była na polowaniu. Wyszłam. Znalazłam Odalis.
- Odalis? Muszę ci o czymś powiedzieć - rzekłam.
- Hy?
Opowiedziałam wszystko co wiedziałam. Wilczyca zaczęła się zastanawiać. Ciekawa byłam, o czym myśli... Po chwili mruknęła jakąś zgodę i odeszła intensywnie rozkminiając. Ja, czując się strasznie samotnie, wróciłam do legowiska i przekąsiłam resztki z polowania. Czeka mnie coś gorszego niż zwykła samotność. Jak to jest zasmakować spokoju, a potem wyruszyć w podróż, która może zabić? Nie chcę tego. A jednocześnie chcę. Wzięłam duży wdech i poczułam się mocniej. Przeżyję to, tak jak za każdym razem. Z poczuciem, że mi się uda, wyszłam na polanę, nasze umówione miejsce. Eleur wysunął zza drzew i popatrzył się na mnie z pytaniem: "Czy na pewno tego chcesz?". Kiwnęłam lekko głową. Chmury zasnuły słońce. Ustawiliśmy się obok siebie i wyszliśmy z lasu. Tam czekał Netrel. Ustawił się obok mnie i poszliśmy dalej. Przemierzyliśmy parę pól pełnych trawy i krzaczków. Robiło się coraz ciemniej. Gdy za zasłoną szarości zaszło słońce, poszliśmy spać. Netrel i ja stworzyliśmy małą norę w ziemi. Chłopcy weszli do niej, ale ja postanowiłam, że zostanę na zewnątrz. Ułożyłam się przy wejściu i pełniłam wartę. Noc przebiegała spokojnie. Nad ranem zaspany Netrel (który miał mnie zmienić jakąś godzinę temu!) zamienił się ze mną, więc poszłam gdzieś w krzaki i usnęłam. Po kilku godzinach przejaśniło się i ruszyliśmy. Oczywiście wiedziałam, jak wrócić. Oni nie zdawali sobie z tego sprawy.
Rozbudziliśmy się na dobre. Eleur poszedł coś upolować, a Netrel zrobił mi mały trening z mocy. Poczułam się silniejsza z moim żywiołem. Ziemia to przecież bezpieczeństwo i wiedza całego tego świata. Z nadzieją, że się uda, wyruszyliśmy w dalszą drogę. Dzisiaj polany były oblane słońcem. Wesoło biegałam pięć kilometrów przed chłopakami śmiejąc się do nich z dala. Oni próbowali mnie dogonić. Tak, po pięciu godzinach, rzuciliśmy się na trawę i zaśmiewaliśmy się, właściwie nie wiadomo czemu. Podpatrzyliśmy się właśnie w niebo, gdy przeciął je jakiś kształt. Śmignął szybciej, niż ktokolwiek zdołał zobaczyć, co to. Staliśmy się czujni. Eleur wstał i zaczął się rozglądać. Netrel wykorzystując ziemię stworzył słup, z którego patrolował niebo. Nie był wysoko, ale zawsze coś. Ja z kolei wypatrywałam czegoś w lesie. I chociaż wszyscy byli przygotowani, nikt nie spodziewał się, że to "coś" samo na nich wpadnie. Na Netrela wleciał jakiś basior ze skrzydłami (tak jak Odalis na drzewo). Spadli razem ze słupa i potoczyli się po ziemi. Netrel szybko wstał i ustawił się obok wroga. Okazało się, że faktycznie jest to biało-czerwony basior ze skrzydłami i oczami w dwóch różnych kolorach. On też nie zamierzał leżeć. Wstał z wielkim, nieodpowiednim do sytuacji uśmiechem i gapił się na nas.
- Jestem Nigal - powiedział wesoło.
- Eleur, Netrel i Retina - rzekł El za nas wszystkich.
- Gdzie zmierzacie?
- A co cię to obchodzi?
- Jestem ciekawy. Poza tym znam te okolice naprawdę dobrze - znowu wyszczerzył się.
Podleciał do góry i stanął na słupie. Netrel zareagował szybko - po chwili słup zniknął, a ten, kto na nim stał, leżał aktualnie na ziemi.
- Hej, no co ja wam zrobiłem?
- Nie znamy cię - odrzekł krótko El.
- Przysięgam, że nic wam nie zrobię. Jestem godnym zaufania wilkiem. Chcę wam pomóc.
- Ech... Mówimy mu? - spytał się Net.
- Nie - powiedział Eleur.
- Tak - wtrąciłam.
- Też jestem za - odparł Netrel. - Dlaczego nie, El?
Wzniósł oczy do nieba, zaczął myśleć. Po paru chwilach przytaknął lekko, a nasz nowy towarzysz podskoczył wysoko i wzbił się w powietrze. Po tym wykonał idealną śrubę i wylądował tuż przed moim nosem. Roześmiałam się. Pochyliłam głowę i czołem walnęłam go w ten nos. On także się roześmiał.
- A więc gdzie chcecie iść? - spytał Nigal.
- Idziemy do jaskini, gdzie znajduje się magiczny flet. Nie sądzę, żebyś ją znał - powiedział szybko El.
- Tę jaskinię? Jasne, że znam. Ale ostatnio tam nie chodzę, coś się zaczęło dziać. Macie mapę, tak?
- Mamy, ale doprowadziła nas do Rozlewisk, a potem pokazała mniej więcej kierunek, gdzie mamy zmierzać - rzekł Netrel.
- Hmm... A ty to nie stąd? Gdzieś cię już widziałem... - powiedział do mnie Nigal.
- Tak, jestem tu z watahą. A oni - powiedziałam, wskazując na chłopców - przyszli tu i zabrali mnie po drodze.
- Masz moc kamienia, wow!
- Skąd to wiesz? - spytałam podejrzliwie.
- Mam różne przeczucia. A czasem nawet potrafię usłyszeć myśli...
- Gadaj od rzeczy - przerwał mu El. Widać było, że nie lubił naszego przewodnika.
- No więc jaskinia jest o tam - wskazał łapą kierunek północno-zachodni. - Zaprowadzę was. Jest świetnie ukryta - znowu się uśmiechnął.
- No to idziemy - rzekłam.
- Co? - spytał Net.
- No a na co czekać?
- Masz rację, Ret - wtrącił El. - Idziemy teraz. Nigal, prowadź - rozkazał.
Dalej szliśmy sobie razem, a Nigal latał, zataczając pętle, ale wciąż posuwał się do przodu. Gdy zapadł wieczór, El zażądał, żebyśmy szli dalej.
- Musimy dotrzeć jeszcze dzisiaj - odpowiedział jako wyjaśnienie.
- Czemu?
- Przeczucie.
Szliśmy więc dalej. Nie byłam jakoś szczególnie zmęczona, ale gdy nastał ranek, Net padał z nóg. Nigal z kolei tryskał energią. Po Elu nic nie było widać. A ja? Nie mogłam określić. Jednocześnie chciało mi się spać, a z drugiej strony chciałam jak najszybciej dotrzeć do celu. Gdy minęła godzina, staliśmy już przed bramą jaskini.   

sobota, 22 marca 2014

Od Shante


Ajax podszedł do nieznanego wilka. Nagle wilk odwrócił się i zaczął warczeć, podchodząc do niego, a on się cofał. Z przerażenia aż jęknęłam i podbiegłam do nich, jednak tuż za Ajaxem stanęłam. Z bliska wydawał się potężniejszy, większy i straszniejszy, bałam się go. On nie przestawał warczeć.
- Ajax... - szepnęłam. - Ja się boję... Co robimy?
On mi nie odpowiedział, może myślał, może był sparaliżowany strachem tak samo jak ja. Nie miałam pojęcia co zrobić, więc cofałam się tak jak on, do tyłu, ale czarny wilk szedł do przodu.
- Zostaw nas - warknęłam.
On teraz spojrzał się na mnie, skupił na mnie uwagę. Teraz odpuścił Ajaxowi i zaczął podchodzić bliżej mnie. Cofałam się, strach brał mnie za gardło. W końcu gdy chciałam się cofnąć jeszcze dalej, poczułam drzewo, znaczy, że nie ma się gdzie cofnąć, więc już opierałam się tyłem o drzewo, gdy nagle...

Ajax?

Od Royala: Cień

Dzień zapowiadał się cicho i spokojnie. Jak to w zwyczaju wyszedłem z maluchami, by się pobawiły, gdy nagle coś przykuło mą uwagę.
W krzakach widziałem cień wilka.
Byłem pewien, że jest ode mnie większy i od razu napiąłem mięśnie. Tilan prędko wyczuł mój niepokój i ruchy obcego.
- Uciekajcie - szepnąłem, choć chciałem krzyknąć.
Latika, Avira wraz z Ovenem uciekli i zostali tylko Tilan i Fenri.
- Co robimy? - spytał Fenri poważnie.
- Zaskoczymy go - odparłem.
Powoli zacząłem zakradać się od tyłu do nieznajomego. Z każdym krokiem on zwalniał. Na dodatek, gdy zmniejszałem dystans, to moje serce biło coraz szybciej.
W końcu powoli rzuciłem się na niego. To, co zobaczyłem, przekroczyło moje najśmielsze oczekiwania...

piątek, 21 marca 2014

Ogłoszonko!

Uwaga członkowie!

Wasze wspaniałe Beta i Alfa postanowiły zrobić reformę Regulaminu!
Zapraszam do lektury!

Zostały dodane przede wszystkim punkty:

4. Osoby, które kupią drugiego wilka, mogą brać podwójny udział w konkursach (raz ze swojej strony, raz ze strony drugiego konta) i dzięki temu zdobyć więcej Punktów niż pozostali członkowie. Otrzymane Punkty zawsze idą na "główne" konto właściciela dodatkowego wilka.
i

 9. Opowiadania nie mogą zawierać wulgaryzmów ani emotikon.
Niektóre punkty zostały dopracowane, np.:

6. Nowe historie muszą się pokrywać z poprzednimi oraz nie być sprzeczne z umiejętnościami innych wilków. W opowiadaniu nie mogą również dołączać do watahy (nawet na krótki okres!) zmyślone wilki, które nie istnieją pełnoprawnie w zakładce "Członkowie".

8. Nie wolno pisać w opowiadaniach o bogach. Do tego doliczają się także wstawki "O Jezu..." czy "Boże!".

 13. Pozycje (Alfa, Beta, Gamma, Delta) wyznacza Alfa tylko najbardziej zaufanym i odpowiedzialnym wilkom. Osoby, które natarczywie będą nalegały na nadanie im tej funkcji, nigdy nie będą brane pod uwagę.

Z Rozlewisk pozdrawia Was Beta Odalis,
która gani szczeniaki za złe zachowanie
(oraz chwali za dobre).

czwartek, 20 marca 2014

Od Ajaxa

Zastanowiłem się chwilę, po czym powiedziałem
 - Północ! Co ty na to?
- Może być – Shante uśmiechnęła się.
- No to chodźmy.
Poszliśmy rozmawiając i jak wcześniej rozmawiając, nagle dostrzegliśmy tajemniczego wilka.
Stanęliśmy i przeglądnęliśmy się obcemu, niestety siedział on tyłem.
Był czarny, co najdziwniejsze wyglądał trochę jak chmura dymu. Spojrzeliśmy na siebie, a potem z powrotem na niego.
- Może zagadam… - szepnąłem jej do ucha.
Podszedłem do niego.
Nagle on odwrócił się, zaczął warczeć i do mnie podchodzić, a ja się cofałem.
Wilczyca jęknęła i podbiegła do nas. Byłem nieco zaniepokojony jego wyglądem, ale stawiłem się mu.

Shante?

Od Arashine: Przeszłość i wyprawa

Nightmare zgodził się zostać! Naprawdę się ucieszyłam, zawsze na nowym terenie czuję się niepewnie przez jakiś czas. Weszliśmy do środka i położyliśmy się na skórze w środku legowiska. Basior starał się utrzymywać odległość. Nie wiem czemu, ale nie spodobało mi się to. Wiedziałam, że mogę mu ufać więc zaczęłam opowiadać o tym, co postanowiłam zrealizować w najbliższej przyszłości.
- Wiesz, Night, wyruszam w podróż i chciałabym wiedzieć czy chcesz mi towarzyszyć? - spytałam dość niepewnie.
Starałam się nie patrzeć mu w oczy. Wiem, że moja prośba była głupia, ale nie chciałam iść sama, a nikt lepiej się do tego nie nadawał.
- Mogłabyś podać jakieś szczegóły?- odparł spokojnie.
- Mam zamiar wybrać się na teren mojej rodzinnej watahy. Ich terytorium znajduje się dość daleko na północ. Kraina jest wiecznie skuta lodem przez połowę roku. Aktualnie jeśli pamięć mnie nie myli mamy odwilż, więc przedostanie się tam będzie dość proste. Kiedy tam dotrę dokładnie przeszukam okolicę. Jeśli ktoś przeżył może dowiem się więcej o zabójcach moich rodziców. No i moim głównym celem jest odnalezienie moich braci Lyfa, Valestila i Telanisa, o ile udało się im przeżyć atak. To jak, idziesz?

Nightmare?

środa, 19 marca 2014

Od Nightmare'a

- To ja chyba będę się już żegnał - zacząłem zmieszany.
- Nie, poczekaj! Może zostaniesz? - spytała.
- No, w sumie... - wahałem się.
- Proszę - powiedziała.
- W sumie... - mogę zostać.
- Fajnie! - ucieszyła się.
W sumie Arashine była taka spoko, więc mogłem zostać, poza tym jestem teraz w wilczej postaci, więc mogę zostać, ważne jest to, aby nie przemienić się w smoka, ale tego nie zrobię.

Arashi?

Od Shante

- Pewnie nie za długo, nie za krótko.
- Dokładnie! - zaśmiałam się.
Nie trwało to jakoś bardzo długo, ani krótko. Minęło 30 minut i już byliśmy na miejscu. Wszyscy znaleźliśmy sobie jaskinię. Rozdzieliłam się z Ajaxem i po odnalezieniu swoich jaskiń, oraz "urządzeniu" się, zgodnie z tym jak się umówiliśmy, spotkaliśmy się w jego jaskini.
- Hej - przywitałam się.
- Cześć, Shante, to co idziemy? - spytał.
- Tak - odpowiedziałam i poszliśmy.
Umówiliśmy się na to, aby trochę pozwiedzać.

***

- To jaki kierunek? - spytałam.
- Hm? - nie zrozumiał.
- Północ? Południe? Wschód? Zachód? - zażartowałam.

Ajax? Tak, wiem, przepraszam, że tak późno...

Od Kari: Merchi - kanibalka, cz. 6

- Wywęszyłam szczeniaki - powiedziała Daisy.
- Prowadź!
Gdy szłyśmy tropem szczeniaków, ktoś na mnie skoczył i przygwoździł do ziemi.
- Skąd masz naszyjnik mojej matki?!
- Ketsurui... Twojej matki? Jak się nazywasz?
- Co cię to obchodzi?!
- To ważne.
- Pure Evil, Eweline Pure Evil.
- Jestem Kari Pure Evil, czy to znaczy, że jesteśmy siostrami?
- Na to wygląda.
- Czy ty też jesteś kanibalem? - zapytałam.
- Kiedyś byłam... ale skończyłam z tym... Właśnie odchodzę. Dzisiaj ma być podobno jakaś wielka uczta, ale ja już nie mogę. Mieszkałam tu przez miesiąc, ale nie odżywiałam się jak oni, polowałam normalnie na jelenie lub łosie. Na tę ucztę przygotowywali się od kilku tygodni. Upolowali, jeśli można tak to nazwać, dużo szczeniaków. Chcą się z nimi najpierw "pobawić", aby je zamęczyć i potem pożreć. Tak słyszałam. Wczoraj zaopatrzyli się jeszcze o trzy młode sztuki. Jeden strasznie się szarpał i wyrywał. Zadał ból strażnikowi. Zabrali go gdzieś, nie wiadomo gdzie. Potem wrócił ledwo żywy. Pójdzie na pierwszy ogień, zjedzą go pierwszego.
- To mój syn - powiedziałam ze łzami w oczach. - Wiesz gdzie ich trzymają?
- Tak.
- Musimy iść po Nesso i Blue'a.

***

- Słyszę, że ktoś do nas idzie - powiedział Nesso nie wiedząc, że to my.
- Wiem, gdzie są szczeniaki - powiedziałam do nich. - To znaczy moja siostra wie... Zaprowadzisz nas?
- Tak.
***

Słyszałam piski szczeniaków. Zatrzymaliśmy się w jakimś kącie, aby omówić plan, bo przed "więzieniem" stało dwóch wartowników. Po chwili plan był gotowy, niestety było już za późno... Gdy chcieliśmy wcielić nasz plan w życie, przyszedł jakiś wilk i wszedł do jaskini. Kiedy z niej wyszedł niósł wyrywającego się Sakita w pysku. Wartownicy poszli na ucztę. Podeszliśmy do jaskini i weszliśmy do środka. Zobaczyliśmy szczeniaki, mnóstwo szczeniaków. Podbiegł do mnie Aiko i przytulił.
- Chodźcie za mną - szepnęłam do szczeniaków. - Chcemy wam pomóc.
Poszły za nami. Blue, Nesso i Daisy mieli je zaprowadzić do wyjścia. Ja i Eweline miałyśmy inne zadanie.

***

- Patrzcie, co mam! - krzyknęła moja siostra, ciągnąc mnie za kark.
- Eweline, myślałem, że odeszłaś - powiedział wilk.
- Nie, Antithei. Rozmyśliłam się. Znalazłam ją przy wejściu. Żyje, więc możemy się z nią "pobawić".
- Eweline, jak ja to w tobie lubię. Związać małego, najpierw ta wadera.
Otoczyli mnie, robiąc koło. Co chwilę ktoś do mnie podbiegał, podgryzał, podrapał i uciekał z powrotem do okręgu. Próbowałam coś zrobić, ale nie mogłam - po chwili upadłam na ziemię. Zobaczyłam, że Blue, Nesso i Daisy wbiegają do jaskini... Tego nie było w planie. W ogóle plan był inny...

Blue, Nesso, Daisy?

poniedziałek, 17 marca 2014

Od Nesso: Merchi - kanibalka, cz. 5

- Więc tak, plan jest taki, że ja z Blue wchodzimy do środka. A wy idźcie od tyłu. Zaskoczymy ich. Pamiętajcie, aby nie przestawać rozglądać się i szukać. Kari, pójdziesz razem z Daisy wąchać teren, gdy my wpuścimy was do środka! Blue, nie lubimy się, ale ta sprawa jest poważna, pójdziesz ze mną. Jak będzie trzeba się bić to będziemy musieli to zrobić!
- OK - odrzekł Blue.

***

Nagle przyleciała Miranda.
- Mirando, ty staniesz się niewidzialna i wejdziesz z nami do środka, będziesz pilnowała wyjścia.
- OK- powiedziała Miranda.
- Wszyscy zgadzają się z tym planem?
- Tak - rzekła Kari.
- OK - odparł Blue.
- Tak jest - powiedziała Daisy.
- Więc zaczynamy!

***

Miranda stanęła przy wyjściu, była niewidzialna.
Kari razem z Daisy czekały przed wejściem do fortecy, czekały na znak.
Blue i ja daliśmy już znak dziewczynom i one weszły do środka i następnie zaczęły węszyć.

***

Po kilku minutach...
- Kari!
- Ciszej! Co się stało? - odparła.
- Wywęszyłam szczeniaki!
- Prowadź! - powiedziała Kari.

***

W tym samym czasie u Blue i mnie...
- Blue!
- Hm?
- Słyszałem, że...

Kari, dokończysz?

Od Daisy: Merchi - kanibalka, cz. 4

- Daisy, znasz ich?
- Ech... Tak.
- Kim oni są? - zapytała Kari.
- Skąd ich znasz? - pytał Blue.
- Bo oni, oni wciągnęli moją siostrę Merchi w to bagno...
- Co? - krzyczał rozzłoszczony Blue.
- Daj mi skończyć! - powiedziałam.
- Dobrze, on po prostu się martwi - odparła Kari.
- Cisza! - krzyknął Nesso.
Potem wszyscy ucichli i mogła mówić...
- Więc oni nie żywią się tym co my, tylko tak jakby nami...
- Ale dlaczego wilczątka? - rzekła Kari.
- Bo nas nie złapią, wiedzą, że... Że Nesso i Blue są na nich zasilni. Aby uwolnić szczeniaki musimy dostać się do fortecy i znaleźć szczeniaki.
- Pff, proste jak drut - odparł z luzem Blue.
- Wcale nie, ta forteca ma ponad 150 różnych skrytek... Nie będzie łatwo - wytłumaczyłam mu.
- To co, wchodzimy po szczeniaki? - zapytał zniecierpliwiony Nesso.
- Tak, ale najpierw ustalmy plan działania...

Nesso, Kari, dokończy z was ktoś?

Od Kari: Merchi - kanibalka, cz. 3

- To straszne - powiedziałam, jak wysłuchałam opowieści Daisy. - Dobrze, że zauważyłam, że nie ma Aiko. Jakbym zobaczyła to pięć minut później, mógłby już nie żyć.
- Bardzo dobrze - odpowiedziała Daisy. - Polubiłam go.
- Dzięki. Chodźmy do Exaliosa, aby sprawdzić co jest z Aiko.
- OK.

***

- Wszystko dobrze? - zapytałam mojego syna.
- Nie, łapa mnie strasznie boli i nie mogę nią ruszać. Ta dziwna wilczyca ciągnęła za tę łapę.
- Co mu jest? - zapytałam Najwyższego.
- Ma złamanie otwarte. Ta wadera miała strasznie długie zęby, bo łapa jest miejscami przebita na wylot.
- Da się coś z tym zrobić?
- Tak, mam miksturę, dzięki której nie będzie miał ran, a kość zrośnie mu się za kilka dni.
- Będzie boleć? - zapytał malec.
- Troszeczkę.
Szaman wylał miksturę na łapę Aiko. Szczeniak pisnął z bólu. Po chwili nie było śladu po ranie.
- Dzięki.
Wzięłam mojego syna na grzbiet i wróciłam do jaskini. Położyłam go na skórze i patrzyłam jak zasypia. Kiedy przyszły moje szczeniaki, Aiko już dawno spał. One położyły się koło niego i też zasnęły. Czuwałam nad nimi.

***

Wieczorem usłyszałam kroki.
"Blue, nareszcie" - pomyślałam.
Kiedy zorientowałam się, że ten wilk to nie mój partner, było już za późno. Chciałam z nim walczyć, ale on rzucił mną o ścianę i zemdlałam. Zobaczyłam, że podchodzi do szczeniaków. Potem obraz mi się rozmazał.

***

- Kari! Kari. Obudź się! Gdzie są szczeniaki? - krzyczał Blue.
- C-co? Ktoś je porwał. Muszę iść do Daisy.

***

- Ruszamy. Nie wiadomo, co tam z nimi robią - powiedziała Daisy, po tym jak jej powiedziałam, co się stało.

***

Ruszyliśmy od razu, nikomu nie mówiąc o naszej wyprawie. Tylko ja, Daisy, Blue i Nesso. Nikt nie mógł się o tym dowiedzieć. Chcieliby nam pomóc. Jakby ktoś zginął to byłaby moja wina, bo nie obroniłam moich dzieci. Nie chciałam mieć wilka albo nawet kilku wilków na sumieniu.

***

Po kilku godzinach drogi stanęliśmy przed wielką fortecą.

Blue, Daisy, Nesso?

niedziela, 16 marca 2014

Profil wilczycy Dari


Imię: Dari
Przydomek: Moon
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: łowca
Partner: ma nadzieję, że ktoś ją pokocha
Rodzina: siostra Darna
Żywioł: ogień
Umiejętności: latanie bez skrzydeł, władanie nad ogniem i widzi duchy, demony, anioły i może z nimi rozmawiać
Opis: Dari jest miłą wilczycą, ale potrafi zaleźć za skórę. Woli samotność niż przebywać w towarzystwie innych wilków.
Ma czarno złote i mięciutkie futerko, o które bardzo dba.
Odeszła z rodzinnej watahy, bo członkowie gnębili ją, ponieważ widzi duchy, a oni byli przewrażliwieni i chcieli, aby ona się z nimi komunikowała i nie chcieli przyjąć do wiadomości, że odeszli i nic nie może zrobić. Zbuntowała się więc i razem z siostrą opuściła watahę. W końcu ich drogi rozeszły się i każda poszła w inną drogę. Dari doszła do Rozlewisk i tam spotkała watahę, do której dołączyła.
Punkty: 5

Od Retiny: Znowu podróże? cz. 3 (kontynuacja serii "Historia z dawnych lat")

- Musimy pogadać - powiedział i ucichł na chwilę.
- O czym? - spytałam bezbarwnie.
- Ee... Nie przyszedłem tu odwiedzić brata czy coś takiego. Jestem tu z konkretnego powodu... Dobra, nie będę przeciągał. Mam misję i...
- Jesteś agentem?
- Nie. Znaczy tak, w pewnym sensie. - Powrócił mu poważny ton bez uczuć. - Powracając do tematu, moja misja jest dosyć zawiła, ale potrzebuje do niej osoby towarzyszącej. A ty jesteś najlepsza.
- Bo co? Bo mam moc kamienia? Znajdź sobie inną "towarzyszkę". Nie zamierzam już podróżować bez watahy. A poza tym, pomyślałeś? Wataha z Magicznej Doliny za miesiąc stąd zniknie. A ja nie będę mogła ich znaleźć.
- Pomyślałem o wszystkim. Przeprawa i wypełnienie misji nie zajmą nam wiele dni. Wrócimy tu przed końcem marca.
- A Netrel? - zapytałam, tocząc w swojej głowie prawdziwą burzę. Mam z nim iść? A co, jeśli nie wrócimy tu na czas? Dla kogo pracuje ten wilk? Co to za misja?
- Idzie. Ale... nie chce, żebyś ty szła - powiedział i popatrzył się na mnie z gotową odpowiedzią na pytanie i z pewnością, ze zaraz spytam się "Dlaczego? Uważa, że jestem gorsza, tak?", ale ja tylko odwzajemniłam spojrzenie i czekałam, aż mi wytłumaczy.
- On chce cię chronić - powiedział w końcu i westchnął.
- Aha. To miło, ale całe życie, tak jak on, wędrowałam i mam doświadczenie. Nie musi się martwić. Powiesz mi przynajmniej, co to za misja? - wypowiedziałam jedno z moich wielu, wielu pytań.
- Tak. W Nephali, mieście wilków, żyje pewien mag. W swoich archiwach trzyma mapę. Mapę do Jaskini Aleuxur. Znalazłem go i odebrałem mapę. Zaprowadziła mnie tu. Gdzieś na Rozlewiskach jest jaskinia mieszcząca w swych odmętach demony i dusze tak silne, że potrafią pokazać się zwykłemu wilkowi. Jest tam też stary drewniany przedmiot, otwierający drzwi do portalu. Portalu do świata demonów. Duchy dobrze go bronią, ale demony niedawno zaczęły być wzywane do innego świata i przestały bronić fletu...
- Przecież demony są złe - przerwałam.
- Tak, ale te akurat muszą coś odpracować i zawarły pakt, iż będą bronić fletu, a po dwustu latach pójdą do Raju.
- Fletu? Czekaj coś o nim słyszałam...
- Prawdopodobnie legendę, omawianą przy każdym, porządnym ognisku. Legendę o stadzie, które zamknęło drzwi do Raju. Pewne drzewo prowadzące do zaświatów miało w sobie portal. Któregoś razu jakiś wilk wystrugał z jego kory flet i tym samym otworzył portal. Instrument miał różne niezwykłe moce, ale bez niego demony potrafiące się wydostać z piekła mogły swobodnie przejść do świata zmarłych. Jednym z nich, któremu to się udało, był Evilan. Jeden z potężniejszych demonów wtargnął więc do Raju i spustoszył go doszczętnie zabijając dusze istot, spalają ziemie, niszcząc piękne lasy, dostojne świątynie, wszystko... Podobno legendarne stado zamknęło po jego wejściu portal wkładając flet, ale chyba coś skiepścili, bo flet został na powrót wyjęty, ale portal tym razem nie otworzył się do końca. Parę miesięcy temu ktoś wyjął flet, jakaś bardzo potężna istota i umieściła go w jaskini. Zrobiła to, bo ktoś mógł przyjść i ze sporą ilością mocy wyjąć flet, przedostać się do Raju. Jednak wyjmując flet udało jej się zrobić tylko lekką osłonę portalu. Evilan wyszedł przed tym z zaświatów. Nikt jednak nie wie jak, bo przecież flet był wtedy w drzewie. Tak czy siak wyszedł i najprawdopodobniej teraz chce po coś tam wrócić. Demony uwiązane paktem poczuły jego wezwania do pomocy. Ponieważ znajdują się na powierzchni mogą łatwo dotrzeć do Evilana i zniszczyć portal razem z nim. Ponieważ, jeśli zdarzy się dosyć doświadczony demon, mag, wilk może zniszczyć osłonę. Evilan chyba nie jest dość silny, by ją zniszczyć. Co jest dosyć dziwne, bo przecież to taki potężny demon Trzeba więc znaleźć flet, włożyć go z powrotem i kogoś kto umie go zaczarować tak, by nie dało się go wyjąć. Pozostał zamknięty i nie otworzył się... Nikt nie wie, jak to możliwe. Tak czy siak, idziemy tam po to, by dowiedzieć się o całej sytuacji. Muszę wiedzieć, co się tam dzieje. Potrzebuje cię, bo masz moc kamienia i zdolność trzeźwego myślenia, a ona jest ważniejsza od wszystkich innych. Nie zmuszę cię.
- Hmm... Daj mi się zastanowić - powiedziałam i wróciłam w głąb mojego legowiska.
Mam iść? Nawet nie wiem, gdzie to jest. Ale co, jeśli moja wataha jest zagrożona? Przecież Evilan to demon. A może już zniszczył Raj i teraz zamierza się na Ziemię? Wiedziałam jedno, czego nie wiedział Eleur. To właśnie wataha z Magicznej Doliny zamknęła portal. Wiem, bo słyszałam jak mówiła to Odalis. Opowiadała coś Exaliosowi. Nie podsłuchiwałam, ale jakoś tak wyszło.
Wyjrzałam za jaskinie. Nastała noc. Strasznie szybko. Pomyślałam, że muszę się przebiec. Wybiegłam i z nadwilczą prędkością pokonałam odległości miedzy legowiskami a małą rzeczką. Zawsze myślałam, że jest to odnoga Rzeki Prawdy. Kto wie? Wskoczyłam do wody i rozluźniłam ciało. Obróciłam się na plecy i spojrzałam na gwiazdy. Gdybym tak umiała czytać przyszłość z gwiazd... Ale przynajmniej pomagały mi się skupić. Rankiem wiedziałam, czego chcę. Gdy dotarłam na polanę, po paru minutach pojawił się Netrel i Eleur. Spojrzeli na mnie pytająco.
- Idę z wami - rzekłam stanowczo.

Od Daisy: Merchi - kanibalka, cz. 2

Zaczął padać deszcz, był środek dnia. Razem z Kari poszłyśmy poznać szczeniaki.
Patrzyłam się na Kari, a ona ze zdziwieniem w końcu się mnie zapytała:
- Coś nie tak? - zapytała zdziwiona.
- Ech...
- No powiedz, nikomu nie powiem.
- No, dobra...
- Powiedz.
- Więc zastanawiam się czy nie widziałam mojej siostry... - odparłam z przerażeniem.
- To chyba dobrze? - zapytała.
- Właśnie sama nie wiem...
- Ale ona jest jakaś niebezpieczna? - zapytała mnie z przerażeniem.
- No, jest, i to bardzo.
- Ale dlaczego?
- Bo... Bo ona kiedyś zjadła małe wilczątko.
- Matko...
- Kari!

***

Kari zemdlała...
- Ojej, Kari - powiedziałam z płaczem.
- Aaa...
- Spokojnie, Nesso się nią zajmie, nie martw się.
- Dobra, spróbuję opanować ten strach.

***

- Kari, OK?
-Tak, lepiej.
Po kilku chwilach zjawił się Nesso.
- Cześć, Kari i kochanie.
- Hej, Nesso - powiedziała Kari.
- Nesso, opowiedz historię, jak się o tym dowiedziałam.
- Oczywiście.
- Posłucham - odparła Kari leżąca na ziemi.
- Kochanie, nie dam rady, proszę, Daisy, powiedz to sama.
- Dobrze... Więc kiedy cała nasza rodzina spała, nagle się obudziłam... Usłyszałam warki wilka, pobiegłam znaleźć miejsce, z których dochodziły.
- Mów dalej - odparł Nesso.
- Zobaczyłam moją siostrę i małego wilczka, nagle moje siostra zaczęła go jeść... Byłam tak przerażona, że stęknęłam i Merchi mnie usłyszała i zobaczyła, że to widziałam, uciekłam, a ona za mną, myślałam, że mi tak zrobi ale na szczęście jej uciekłam i nigdy nie wróciłam do swojej rodziny...
- To straszne - odrzekła Kari.

Kari, dokończysz?

Od Odalis

Rozmawiałam z Nesso. Nawet nie zauważyłam, kiedy słońce zaszło.

*

Siedziałam w naszej - mojej i Exaliosa - jaskini. Nagle wilki przyprowadziły syna Kari - Aiko.
- Szamanie, możesz go uleczyć?
Mój partner pokiwał głową.
- Zostawcie go - kazał.

Exalios? XD

Od Kari: Merchi - kanibalka

Wstałam rano.
"To już dzisiaj" - pomyślałam. Obudziłam szczeniaki i poszliśmy. Tak naprawdę ja szłam, bo one siedziały mi na grzbiecie i podziwiały okolicę. Wszyscy się na nas patrzyli. Kiedy doszliśmy do nowej wilczycy - Daisy - i maluchów, moje szczeniaki zeskoczyły z mojego grzbietu i pobiegły się przywitać. Tylko Aiko został na grzbiecie.
- Idź - powiedziałam zachęcająco.
Zszedł z grzbietu i niepewnie podszedł do szczeniaków. Ro podszedł do mojego syna. Po chwili usiedli na trawie i rozmawiali. Alba podbiegła do Fairlyn, Aviry i Latiki i od razu położyły się na trawie i wygłupiały. Sakit podszedł do Asmina. Potem chłopaki bawili się, biegając po wodzie i trawie.
- Cześć, jestem Daisy - przedstawiła się wilczyca.
- Kari. Jesteś partnerką Nesso?
- Tak. Ładne szczeniaki.
- Dzięki.
- Chodźmy do jeziora, gdzie są syreny. Wczoraj tam byliśmy.
- OK.

***

Jezioro było naprawdę piękne. Sakit od razu wskoczył do wody, a za nim Asmin. Wtedy z wody wyszła wadera, a za nią basior.
- Cześć. Gdzie Blue? - zapytała wadera. - Przepraszam... Jestem Nila, a to mój partner Aceiro. Jesteśmy syrenami i mieszkamy w tym jeziorze.
- Hej, jestem Kari, a to moje szczeniaki - wskazałam na Albę, Sakita i Aiko. - Blue musiał zostać w watasze, bo musiał poćwiczyć.
- Spoko. Co robimy? Wyścigi?
- Może taka zabawa, że trzeba przeciągnąć wszystkich z przeciwnej drużyny na swoją stronę. Komu się to uda wygrywa, OK?
- OK.

***

Po wyjaśnieniu szczeniakom zasad zabawy wybieraliśmy drużyny. Alba, Fairlyn, Avira i Latika były tej samej drużynie, bo jak chciałyśmy je rozdzielić "strzelały focha". W tej samej drużynie byli jeszcze Shayres, Kasumi, Sasha i Nila. Wszyscy inni i Ace byli w przeciwnej drużynie.
***

Zabawa zaczęła się po 15 minutach, bo obie drużyny musiały się naradzić. Ni i Ace byli przywódcami, a ja i Daisy sędziami. Krzyknęłam "Start!" i rozpoczęła się zabawa. Fenri i Aiko wpłynęli pod wodę. Po chwili coś wciągnęło Kasumiego pod wodę. Pojawił się po stronie przeciwników smutny. Aceiro zrobił "więzienie" z wody i tam właśnie wylądował Kasumi. Shayres przeteleportował się przed Fenriego, złapał go za kark i był już ze swoim zakładnikiem po swojej stronie. Avira otoczyła Fenriego kamieniami i malec nie mógł się z tamtąd wydostać. Alba zmieniła się w Fenriego i przeszła na stronę wroga. Podpłynęła do Sakita i złapała go za ogon i pociągnęła.
"Przepraszam, Alba" - pomyślał Sakit. Po chwili moja córka leżała bez ruchu na powierzchni wody, a jej brat ciągnął ją do Kasumiego. Nila złapała Aiko za kark i płynęła z nim do kamieni, które powstały dzięki Avirze. Młody wilczek wymachiwał bezbronnie łapkami. Pod koniec zabawy zostały tylko dwa szczeniaki - Fairlyn i Sakit. Dzięki swojej telekinezie, Sakit podniósł córkę Bety, a ona skończyła w więzieniu jak inni z jej drużyny.
***

Kiedy gratulacje zostały złożone, spostrzegłam, że nie ma Aiko.
- Gdzie jest Aiko?!
Zobaczyłam ślady dorosłego wilka na piasku i wtedy zrozumiałam, że mój sy
n został porwany.
***

Ślady doprowadziły mnie, aż do lasu. Usłyszałam pisk szczeniaka i pobiegłam. Zobaczyłam wilka, który chciał zjeść moje dziecko.
- Merchi?! - wrzasnęła Daisy.
W tej samej chwili przybiegli Nesso i Blue. Skoczyli na wilka. Po chwili wilk, a raczej wilczyca już nie żyła. Podeszłam do Aiko i wzięłam go na grzbiet.
***

- Kari. Dlaczego cieknie ci krew z grzbietu? - zapytał mój partner.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam, że mój syn ma ranę na łapie. Odniosłam go do jaskini szamana. Po krótkiej chwili przyszła Daisy.
- Daisy, kto to był?
Daisy?

Od Vii

Siedziałam w jaskini i ze spokojem patrzyłam na moje i Royala szczeniaki. Tilan wraz z Latiką siedzieli w kącie i przechwalali się swoimi umiejętnościami.
- Latika - powiedziałam głośno, grożąc jej.
- Tak, mamo? - spytała.
- Co ja ci mówiłam na temat ognistych kul? - spytałam.
- Że mam ich nie używać dla zabawy. Przepraszam - odparła skruszona i wytworzyła ognistego feniksa.
Dalej siedział Oven i znowu spał. Nie miałam sumienia go budzić, gdyż pewnie marzył o czymś słodkim. Tylko Avira i Fenri biegali wokół całej jaskini i rozrabiali.
- Nie dogonisz mnie! - krzyczał rozbawiony szczeniak.
Uśmiechnęłam się pod nosem i miałam nadzieję na choć chwilę snu, jednak przy nich nie było to możliwe.
- Spóźniasz się, Royal, na swoją zmianę - burknęłam, głośno wzdychając.
Sama nie wiem czemu zdecydowaliśmy się, że wychowamy ich sami - bez pomocy opiekunów. Na szczęście udało nam się rozłożyć zajęcia tak, że oboje zajmowaliśmy się nimi po połowie.
Może to dlatego, że urodziły się dużo później niż powinny? Tak... Poród był ciężki i nie wiem czy kiedykolwiek zdecyduję się na kolejny.
Z rozmyślań wyrwał mnie Royal.
- No nareszcie. Gdzie Shayres? - spytałam wstając.
- Siedzi nad wodospadem - odparł smutno, ale po chwili uśmiechnął się, gdyż szczeniaki podbiegły do niego i zaczęły się z nim bawić.
Szybko wyszłam z jaskini i od razu zaczęłam szukać Shayresa.
- Co się dzieje? - spytałam siadając obok niego.
Shayres był trochę zazdrosny o swoje rodzeństwo, ale starał się być dobrym starszym bratem.
- Tęsknię za Ynii - wypowiedział ze łzami.
Ajć... Zapomniałam, że one zostały w Zapadliskach i spotkają się wszyscy w Magicznej Dolinie za jakieś dwa miesiące.
- Z miłością to do taty. Idę zbierać zioła - powiedziałam i przytuliłam go.
Maiłam nadzieję, że Royal będzie pamiętał, że niedługo wszystkie szczeniaki urządzają sobie zabawy i choć na chwilę będzie musiał zaprowadzić je do Kari...

Royal?

Od Nesso: Szczeniaki ♥

- Daisy, chodźmy do Odalis.
- Okej, z chęcią ją poznam!

***

- Cześć, Odalis!
- Hej! Kto to?
- Ja jestem Daisy.
- To moja nowa partnerka - odrzekłem.
- Miło mi cię poznać! - odpowiedziała Odalis.
- Mi też - rzekła Daisy.
Potem Daisy poszła bawić się z szczeniakami Odalis, a ja z nią rozmawiałem...

Odalis, dokończysz? ♥

Od Arashine

- Arashine, piękne imię.
- Dziękuję. - Nikt już od dłuższego czasu nie powiedział mi czegoś równie miłego. Poczułam miłe ciepło w okolicy serca. Wpadłam na pewien pomysł.
- Hej, może przejdziesz się ze mną do pewnego miejsca, które niedawno znalazłam.
- Pewnie, dobrze będzie trochę pozwiedzać.
Ruszyliśmy w głąb doliny. Szliśmy spokojnym spacerkiem, cały czas rozmawiając i śmiejąc się. Z Nightmarem rozmawiało mi się naprawdę swobodnie. Opowiedziałam mu o mojej rodzinie, a on słuchał bardzo uważnie. Zapomniałam o wszystkich zmartwieniach i cieszyłam się chwilą.
- No i jesteśmy.
Staliśmy na niewielkim wzniesieniu, a przed nami rozciągała się malownicza kraina. Wszędzie było pełno wody. Gdzieniegdzie sporych rozmiarów drzewa rzucały cień na tafle wody. Udało mi się nawet zobaczyć kilka rogatych zwierząt. Kiedy skończyliśmy przyglądać się dolinie, ruszyliśmy w drogę powrotną. Basior pomógł mi znaleźć jakieś suche schronie i rozścielić tam futro, które dostałam od Odalis. Było naprawdę przytulnie. Zbliżał się wieczór. Słońce zaczęło znikać za horyzontem. Ja i Nightmare staliśmy przed wejściem do mojego tymczasowego schronienia.
- To ja chyba będę się już żegnał -zaczął zmieszany Night.
- Nie poczekaj! Może zostaniesz?

Nightmare?

Od Daisy: Pragnę szczeniaków!

- Nesso, kochanie!
- Słucham cię?
- Wiesz, bo ja bym chciała... - mówiłam skrępowana.
- Co byś chciała? - zapytał zaciekawiony.
- Szczeniaki!
- Szczeniaki! No, to od razu się mówi!
- Myślałam, że się nie zgodzisz.
- Egh, sam nigdy szczeniaków nie miałem!
- A Kari?
- Ech, Kari odeszła przed szczeniakami!
- A z kim teraz jest? - zapytałam z żalem.
- Z Bluem.
- Nie przejmuj się, ważne, że my będziemy mieć szczeniaki!
- Racja. 

♥Nesso, dokończysz?♥

Od Nesso: Zaczynam od nowa!

- Hej, Kari!
- Cześć, słyszałam, że jesteś z kimś.
- Tak! Dobrze słyszałaś.
- To jak ma na imię?
- Daisy!
- Ładne imię.
- A ty z kim jesteś? - zapytałem z ciekawości/
- Z Blue.
- Ok!
- Pa! - krzyknęła.
- Do zobaczenia! - odparłem. 

Kari, dokończysz?

Od Blue'a: Szczeniaki

Niedawno stało się to, czego chciałem najbardziej. Jestem szczęśliwy, bo szczeniaki są zdrowe. Kari bardzo cierpiała, aby urodzić Aiko - mojego drugiego syna. Też jest teraz szczęśliwa. Chociaż jest to jej drugi miot, czuję, że ten będzie kochała bardziej od tamtego.

*

Alba jest najmądrzejsza i najzdolniejsza z całego miotu. Z Sakitem chodzą wszędzie razem. Oboje mają żywioł energii. Sakit ma najwięcej energii z całego rodzeństwa. Chociaż jeszcze nie wychodzi z jaskini - ciągle chodzi i ogląda schronienie. Nie może usiedzieć w jednym miejscu nic nie robiąc. Jego rodzeństwo śpi, a on biega po całej jaskini czekając na dzień, kiedy będzie mógł wyjść z jaskini. Aiko to typ "syneczka mamusi" - wszędzie chodzi za Kari i nie odstępuje jej o krok. Chyba dobrze, że jest opiekunem szczeniąt, bo nie dałby sobie rady. Chce nauczyć się latać, ale coś mu to na razie nie wychodzi. Może Odalis nauczy go latać.
- Kari, idę do Odalis - powiedziałem do mojej partnerki.
- OK - odpowiedziała.
Poszedłem poszukać Bety.
- Beto! - krzyknąłem kiedy ją dostrzegłem.
Podniosła łeb zdziwiona.
- Co? - zapytała.
- Czy nauczyłabyś Aiko latać? - poprosiłem Betę.
- Z chęcią go pouczę. Mogę iść je zobaczyć, bo widziałam je tylko jak śpią.
- OK. Chodźmy. Chyba Kari za chwilę będzie je karmić.
Gdy weszliśmy do jaskini, moja partnerka naprawdę karmiła szczeniaki.
- Najbardziej podoba mi się Sakit. Jest naprawdę ładny - wyznała mi Beta.
Kiedy szczeniaki usłyszały jakiś obcy głos, podbiegły do Odalis. Kari podeszła do nas uśmiechnięta.
- Masz tak samo jak ja, też dwa samce i jedną samicę - powiedziała Odalis.
- Fairlyn nie będzie musiała się bawić tylko z samcami - odpowiedziała Kari.
- Ciebie mam uczyć latać, tak? - Odalis skierowała się do Aiko.
Maluch kiwnął głową.
- Na razie. Mam jeszcze kilka obowiązków - powiedziała Beta i wyszła.
Kari przytuliła się do mnie.
- Dziękuję... - powiedziała.

sobota, 15 marca 2014

Od Kari: Nowa ja

Kiedy szczeniaki zasnęły poszłam się przejść do lasu. Kiedy byłam na miejscu odetchnęłam. Byłam zmęczona zajmowaniem się szczeniakami. Teraz mogłam trochę odpocząć. Biegałam po całym lesie. Nagle wyczułam wilka. Wilka, który nie należał do naszej watahy... Podeszłam do niego bliżej i wtedy ujrzałam wilka z przepaską na oczach.
- Kari Pure Evil? - zapytał mnie.
- T-tak... Kim jesteś?!
- Jestem Ketsurui Suneye. Przybywam z daleka, aby podarować ci prezent... - powiedział i założył mi naszyjnik w kształcie serca na szyję. - Twoja matka go miała. Chciała, aby ci go dać. Miej go zawsze przy sobie, niech ci przypomina twoją rodzinę...
- Czy moja rodzina nie żyje? - zapytałam przybysza.
- Tak, żyje. Żyje na pięknej górze. Twoja matka chciała, abym zrobił coś jeszcze... - powiedział i zdjął opaskę z oczu.
Oślepiło mnie światło. Piękne światło. Światło, którego jeszcze nigdy nie widziałam. To było piękne uczucie. Potem Ketsurui założył znowu opaskę i zrobiło się ciemno.
- Co to było?! - zapytałam zaskoczona.
- To cecha wrodzona, cała moja rodzinna wataha ma tak i dlatego nosimy opaski na oczach - odpowiedział.
- Spoko. Co mi zrobiłeś?
- Zmieniłem twój wygląd. Twoja matka powiedziała, abym to zrobił.
- Co?! Przepraszam, bo nie dosłyszałam! Jak to zmieniłeś mój wygląd?! Nikt mnie nie pozna w watasze!
- Spokojnie. To tak działa, wszyscy będą myśleć, że wyglądałaś tak zawsze. Rozumiesz?
- Chyba tak. Ale ja będę o tym pamiętać.
- Przejrzyj się w wodzie, a też zapomnisz. Muszę już wracać. Na ra...
- Czekaj! Powiedz mojej rodzinie, że ich kocham. Pa. Dziękuję ci.
- Do widzenia.
Wróciłam do watahy. Wszyscy mnie poznali. Tak jak mówił Ketsurui. Wszystko było dobrze. Przejrzałam się w jeziorku i zapomniałam o moim starym wyglądzie. Zaczęłam nowy rozdział w moim życiu.

Od Ajaxa

- Wydaję mi się, że już tu kiedyś byłem – powiedziałem po chwili.
- Naprawdę?
- Tak, kojarzą mi się te wodospady…
- Ja też tak czasami mam – powiedziała cicho Shante.
- Ciekawe ile będziemy iść zanim się zatrzymamy.
- Pewnie nie za długo, nie za krótko.
- Dokładnie!

Shante? Wybacz, że krótkie, brak weny. x3

piątek, 14 marca 2014

Od Daisy: Nowa miłość kwitnie!

Wstał nowy dzień, słonko świeciło.
- Hm... Cześć, Nesso.
- Dzień dobry Daisy, jak się spało?
- Cudownie, ale mam do ciebie pytanie - rzekłam.
- Słucham? - zapytał zaciekawiony.
- Czy wczoraj sugerowałeś coś, coś, no, typu miłość?
- Tak, wyznałem ci miłość, ale zrobię to po raz drugi!
- O matko - odrzekłam zakochana.
- Czy zostaniesz moją drugą połówką?
- Oczywiście! - krzyknęłam szczęśliwa.

***

I poszliśmy razem na długi godzinny spacer...

Od Nesso: Nowa miłość

- Hej!
- Hejo, jak się nazywasz, jesteś nowa? - zapytałem zaciekawiony.
- Tak, mam na imię Daisy, a ty?
- Nes.. Nesso! Tak, Nesso.
- Czy coś się stało? - rzekła zdziwiona.
- Nie... Nie, nie, nic, zupełnie.
- To dobrze, może mnie oprowadzisz? - zapytała mnie z uśmiechem na jej pięknym pysku.
- Oczywiście, kochanie!
- Kochanie? - roześmiała się.
- Yyy.. - zaniemówiłem.
- Dobrze, chodźmy, kochanie!

Profil wilczycy Daisy


Imię: Daisy
Przydomek: Blue Sky
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: opiekun szczeniąt
Partner: Nesso
Rodzina: siostra Merchi, jest samotniczką
Żywioł: eter
Umiejętności: telekineza, teleportacja
Opis: Spokojna także pragnąca rodziny samica.

Od Odalis

Kari urodziła szczeniaki. Są śliczne, najbardziej podoba mi się Sakit. Ciekawe, kiedy nauczą się chodzić. Bo teraz tylko śpią...
Po wczorajszym dniu wataha wyłożyła swoje nowe jaskinie zdobytymi skórami. Moje szczeniaki zasnęły na własnej zdobyczy. Ja spałam na ziemi, bo oddaliśmy naszą niedźwiedzicę Arashine...
Przytuliłam się do Exaliosa. Byłam szczęśliwa. Miałam dzieci, partnera... Jedynie domu mi brakowało. Naszej Doliny. Mojej obszernej jaskini i minimalnie mniejszej jaskini Marchesy znajdującej się nad moją. Grape'a, Soili i tego nieroba Skaya. I LINa. Ile oni mogą teraz mieć? Pewnie około 3 lat. Duże już z nich chłopaki.
Nagle ktoś krzyknął. Podniosłam łeb.
- Beto! - zawołał ktoś.

Dokończy ktoś. <3

Od Nightmare'a

- Cześć, jestem Nightmare, a ty?
- Arashine - odpowiedziała zmieszana.
- Arashine, piękne imię - powiedziałem cicho.
- Dziękuję - zarumieniła się, a ja się zestresowałem, bo Arashi nie miała tego usłyszeć...

Arashi?

Od Shante

- Co najbardziej ci się tu podoba?
Zaczęłam się zastanawiać, ale on dodał:
- Bo mi te widoki.
- A mi... mi w zasadzie wszystko, jest tu pięknie. Miejsce to jest bogate jak widać w faunę i florę. Jest tu dużo tak jak już mówiłeś pięknych widoków i wreszcie czuję się wolna. Wolna od Aspe... - Samiec nie zrozumiał. - A, no tak. Ty go nie znasz - pacnęłam się w głowę. - Ogółem okolica wydaję się przyjazna i taka, taka...
- Piękna? - spytał.
- Piękna to za mało powiedziane, bardziej taka... taka....
- To ja już nie wiem... Może prześliczne?
- Tak, prześliczne.

Ajax?

Wilczątko Aiko


Imię: Aiko
Przyrostek: White Moon
Płeć: samiec
Rodzina: Rodzice: Kari Pure Evil, Blue White Moon
Rodzeństwo z miotu: Alba, Sakit White Moon
Rodzeństwo ze starszego miotu: Rose, Ryan, Lily i Chris Pure Evil
Rodzeństwo ojca: Veroni, Liv i Lilith, Ryan (zmarł), Athorus i Doccer White Moon
Rodzice ojca: Ortanus (zmarł) i Maddie White Moon
Żywioł: powietrze
Umiejętności: widzi wszystko co jest niewidzialne, potrafi wytworzyć w okół siebie bańkę powietrzną
Opis: Aiko to cichy zamknięty w sobie wilczek. Jest przeciwieństwem swojego brata. Reszta rodzeństwa go odrzuca. Jest podobny do matki - tak jak ona jest spokojny. Jego imię oznacza "dziecko miłości". To najgrzeczniejszy szczeniak z miotu. Zawsze trzyma się blisko matki. Dzięki skrzydłom może latać, ale jeszcze nie opanował tej umiejętności.

Wilczątko Sakit


Imię: Sakit
Przyrostek: White Moon
Płeć: samiec
Rodzina:
Rodzice: Kari Pure Evil, Blue White Moon
Rodzeństwo z miotu: Alba, Aiko White Moon
Rodzeństwo ze starszego miotu: Rose, Ryan, Lily i Chris Pure Evil
Rodzeństwo ojca: Veroni, Liv i Lilith, Ryan (zmarł), Athorus i Doccer White Moon
Rodzice ojca: Ortanus (zmarł) i Maddie White Moon
Żywioł: energia
Umiejętności: zadawanie bólu psychicznego i fizycznego innej osobie, telekineza
Opis: Jest bardzo związany z siostrą. Razem z Albą odrzucają małego Aiko. Jest podobny do ojca - też taki zwariowany, odważny. Uwielbia polować i pływać. Chociaż woda to nie jego żywioł, czuje się w niej najlepiej. Energia mu się nie kończy. Może biegać przez cały dzień, a i tak się nie zmęczy. Jego imię nie jest przypadkiem. Oznacza ból.