Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

piątek, 31 października 2014

Podsumowanie miesiąca (październik 2014)

W tym miesiącu dołączyli do nas: Hellio, Stroki, Evera, Sea, Grell, Dusten oraz Sharvari i Fleo, a Nesso zaadoptował Coldiego. Niestety opuścił nas Nightmare. Nesso i Sharvari zakochali się w sobie, a miłość Amery i Spirita rozkwita.
Asmin i Fair ruszyli do Watahy Mrocznych. Przyjęli imiona Terriel i Izzy. Okazało się, że watahę chce zaatakować Wataha Pioruna. Dlatego Moon i Crentach poprosili rodzeństwo Ansepire o pomoc. Fairlyn, jak to Fairlyn, nie chciała się zaprzyjaźnić z członkami watahy i na swoim treningu pokonała przywódcę. Szpiegiem w watasze okazał się Teven oraz Prija i jakaś nikomu nieznana wadera. Fair zamordowała Teva, lecz Asminowi nie poszło tak łatwo i gdyby nie Keam, już by nie żył. Na drugi dzień As obudził się u szamanki, a Lyn u alchemika - to byli przyjaciele Keama. Oczywiście Fair, jak to Fair, nie została u alchemika, tylko wyruszyła odszukać brata. Keamande pozwolił Asminowi i Fair wrócić do Mrocznych. Alfa Watahy z Magicznej Doliny przeteleportowany został do Mrocznych. Jego siostrę ścigają zwiadowcy z Watahy Pioruna. Na walkę przyszło/przyleciało wielu sprzymierzeńców Mrocznych, Mafis, rodzina Dangerousa oraz Hirika, Grape i LIN. Przyszło też dziesięć wilków z Magicznej Doliny, w tym Ren. Czy i tym razem wygramy tę wojnę? Dowiemy się w listopadzie.

Pozdrawia Was Beta Ren,
 który rozmawia ze swoją rodziną z Mafisu.

Wyniki eventu!

Cóż, niestety nikt nie znalazł dyniopodobnego czegoś. Ukryte było, przyznaję się, w najbardziej nikczemnym miejscu na jakie wpadłam. Jednak Wy posądziliście mnie o coś bardziej okrutnego i przeszukiwaliście profile wilków.
Gdzie dynia była? Pozwolę Wam samym się upewnić, że tak było i dynię jeszcze na parę godzin zostawiam.
Wejdźcie do zakładki Członkowie, odszukajcie link na dole strony, po kliknięciu traficie na mało pamiętaną stronę. Przeszukajcie ją dokładnie, kliknijcie zalinkowane słowo na "f" i oto dynia!

Znajcie moją dobroć. Kto pierwszy znajdzie ową dynię dostanie 1 Punkt.

Z Watahy Mroku pozdrawia Was Alfa Asmin,
który zgubił dynię i nie może jej znaleźć.

Halloweenowy event!

Z okazji Halloween przygotowałam malutki event. Gdzieś na blogu ukryty jest obrazek z dynią. Osoba, która pierwsza go znajdzie i poda link w komentarzu zdobywa 3 Punkty!
Jeśli ktoś zapomni się podpisać, no to cóż, nagrody nie ma... Podpisujemy się imieniem wilka, żeby było oczywiste, kto znalazł.
A, i jeszcze jedno. Ta dynia tak trochę mało dyniowato wygląda, ale mam nadzieję, że się zorientujecie. c;

Z Watahy Mroku pozdrawia Was Alfa Asmin, 
który wsadził dynię na łeb i straszy szczeniątka.

czwartek, 30 października 2014

Od Asmina

Siedzieliśmy w jaskini Alfy. Ja, "przywódcy buntu przeciwko anarchii", Alfy, przywódcy i Najwyższy.
- Na co czekamy? Powinniśmy ich zaatakować! - zawołał Harver.
- Harver, to my bronimy naszych terenów - zauważył Crentatch.
- Po co ta walka w ogóle? - jęknął Ignil.
- Mamy oddać terytorium bez niej? Poddać się, stchórzyć? Wataha Pioruna jasno określiła nasze położenie: poddajecie się albo giniecie. Ale to oni zginął - żachnęła się Moon.
- Dokładnie. Nie będziemy ich niewolnikami - rzekł Ofeals.
- Niestety, nie mamy dobrego terenu do obrony, tak jak ma Magiczna Dolina - zaczął Crentatch. - Szczenięta i starcy zostaną ukryci w górach za nami razem z kilkoma wojownikami. Reszta walczy. Próba dezercji bądź inna zdrada Alf karana natychmiastową śmiercią. Ignil, jaką obmyśliłeś strategię?
Przywódca wojowników chrząknął.
- Grupa A broni rzeki, gdyż aby się do nas dostać Wataha Pioruna będzie musiała ją przejść. Jeśli sytuacja się pogorszy, cofają się do puszczy i razem z Grupą B zabijają z ukrycia, nie narażając się na dłuższy kontakt z przeciwnikiem. Gdyby udało im się przejść puszczę, dochodzi do otwartego starcia na polanie przed jaskinią. Pomaga Grupa C. Jest jeszcze Grupa D, która ma zajść wroga od tyłu i zaatakować niespodziewanie - powiedział i zamilkł.
- Jakiś zastrzeżenia? - spytał Crentatch, a że nikt się nie odezwał, wstał i rzucił na zakończenie: - Najwyższy razem z szamanami i zielarkami leczą tu, w tym miejscu rannych. Ignil, przydziel nas do Grup.
Ja trafiłem do Grupy A. Byłem lekko zaniepokojony faktem, że idę na pierwszy ogień, ale postanowiłem niczego po sobie nie pokazać.
Przy wyjściu zatrzymał mnie Alfa.
- Asmin - spojrzał mi w oczy. - Nie szukaj Fair. I błagam, nie cofaj czasu.
Nie wiedziałem, że zna moją moc, ale nie odezwałem się.
Na zewnątrz było dużo wilków.
Dostrzegłem Mafis z ich słynnymi, czerwonymi wstążkami. Podobno jego przywódcą jest mój brat, a jego pomocnicą siostra...
Zobaczyłem kilka smoków, jak na ich rozmiary dość małych - wielkości wilka. Znajomi mojej matki i Dangerousa, smoka ojca.
Widziałem orły latająca ponad naszymi głowami. Rodzina Hirika, orła mojej matki.
Ujrzałem wszystkich Mrocznych, oprócz szczeniąt i starców oraz niektórych wojowników, naraz. W jednym miejscu. Było ich na oko 25.
Spojrzałem w lewo.
- Wujek Grape? Wujek Louco, Indecisos i Normais?
Uśmiechnęli się lekko.
Na prawo siedzieli... Ren z dziewięciorgiem innych wysłanników z Doliny.
- Przyjacielu, co ty tu robisz? - spytałem zaskoczony.
- Pomagam - wyszczerzył się. - Jesteśmy jednymi z Grupy B.

Kto jeszcze zgłosił się do pomocy w walkach z Doliny? c:

Od Night


Obudziłam się w jaskini na skórze jelenia. Spróbowałam wstać, ale powstrzymał mnie stanowczy głos.
- Night, leż. - Głos ten należał do mojego brata, najstarszego z miotu.
- Stil! - ucieszyłam się.
Nie zmienił się ani odrobinkę. Uśmiechnął się i podał mi jakąś miksturę.
- Masz, wypij, doda ci siły i zagoi rany.
- Blee. - Jak zwykle ohydny smak. Jednak poczułam się silniejsza i rany prawie zniknęły. - Gdzie tak w ogóle jesteśmy? - zapytałam.
- U mnie w jaskini.
- To wiem.
- W naszej rodzinnej watasze.
- Kto jest teraz Alfą?
- Skin.
- Skin? - Mój brat, najmłodszy z miotu.
- Tak.
- Musisz mi dużo wytłumaczyć.
- Nie, mam lepszy pomysł. Ostatnio stworzyłem kulę, w której mogę pokazywać to co tylko zechcę...

wtorek, 28 października 2014

Profil wilczycy Fleo


Imię: Fleo (czyt. Flio)
Przydomek: z Śnieżnej Góry
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: zielarz
Partner: ma jednego na oku
Rodzina: nie żyje
Żywioł: powietrze
Umiejętności:
- latanie (★★★)
- zwinność (★★★)
- telekineza (★★★)
- niewidzialność (★★)
- zmiana w inne zwierzę lub człowieka (★)
- silny podmuch wiatru (★★★)
Opis: Gdy była mała, rodzice ją porzucili, dwa dni później widziała jak umierają, postanowiła szukać watahy.

Od Grell

- Odchodzę - rzuciłam stanowczo.
Miałam dość tego miejsca. Nic się tu nie działo, ponadto było nam trudno... Brak zwierzyny, obfitych w nią lasów, do których mogłyby przywędrować.
Czy tu w ogóle coś było? Nie...
- Ale... Grell, proszę! - zajęczała rozpaczliwie Inn.
- Sądzę, że nie powinnaś odchodzić - dodał ojciec.
- Ja sądzę, że powinnam - odgryzłam się. - I zrobię to.
- Och, czy ty wszystko musisz komplikować?! - zapytała matka.
Wtedy coś mnie zabolało. Tak mocno. W sercu.
- Więc jestem dla was problem, który wszystko komplikuje?!
- Nie, źle to zrozumiałaś! - próbowała załagodzić Swifrl.
Próbowała się do mnie przytulić, lecz ja ze wstrętem ją odepchnęłam.
- Nienawidzę was! - wysyczałam i wybiegłam z jaskini...
Oni zrobili to samo.
- Zrobię to - krzyczałam. - Zrobię!!!
Nie zastanawiając się, gdzie idę, wbiegłam... na zakazany teren...
Według moich rodziców nie można było tam wchodzić, wówczas zostawało się przeklętym. Ale ja nie wierzyłam w zabobony starych. Biegłam przed siebie i nie zdawałam sobie sprawy z tego co zobaczę...
Było to piękne, urodzajne miejsce. Z miejsca, w którym byłam dostrzegłam wielkie stado karibu, aż się prosiło, żeby zapolować.
- No, to ich zgubiłam - powiedziałam do siebie z dumą. - Myślą, że tam coś straszy? Nie wierzę, że to prawda.
Nagle poczułam, że na coś albo na kogoś wpadłam.
- Hej, co tu robisz!? - wypytywała wilczyca. - Skąd się tu wzięłaś?

Profil wilka Dustena


Imię: Dusten (Dust)
Przydomek: Bakuu
Płeć: basior
Wiek: 1 rok
Zawód: wojownik
Partner: szuka
Rodzina: Starsza siostra Socuremo w innej watasze. Matki nigdy nie poznał. Ojciec Velsun, najgorszy ojciec na świecie, ojciec w rodzinnej.
Żywioł: ogień
Umiejętności:
- siła (★★★)
- dobra kondycja (★★★)
- wytrzymałość na ból, zimno, gorąco, głód itp. (★★★)
- samozapłon, gdy atakuje (★★★)
- ogłuszające wycie (★★)
- przewidywanie ruchów przeciwnika (★★)
Opis: Dusten w przeszłości nie był za bardzo rozmowny. Dniami przesiadywał w jaskini. Czasami wychodził z niej i bawił się z siostrą. Matka często, a nawet zawsze, przebywała gdzieś poza watahą. Więc musiał szybko dorosnąć, by wziąć życie w swoje łapy. Po roku ojciec zaczął wykorzystywać go do najcięższych prac. Przez to zawsze było napięcie między nimi, dlatego jest czasami złośliwy. W końcu uciekł od rodziny. Sam nauczył się żyć. Jest odważny, lecz bez nadmiaru. Zimny i suchy. Czasami ironiczny. Zawsze doszukuje się sprawiedliwości. Mówi prawdę, czasami bolesną, ale prawdę. Zawsze obroni kogoś na kim mu zależy i słabszego. Swoje cele próbuje osiągnąć. Nie okazuje uczuć. Chodzi własnymi ścieżkami. Jednak pod grubą zimną warstwą kryje się miły, pełen czułości i wrażliwy wilk.
Punkty: 4

poniedziałek, 27 października 2014

Od Fairlyn

Ciągła walka jest dosyć męcząca, ale chyba nie bardziej niż ciągła ucieczka. Doszły mnie słuchy o wojnie- z czasem odkryłam słabe punkty zwiadowców i udało mi się ich trochę podsłuchać, przez co postanowiłam jeszcze nie wracać. Ale gdyby spojrzeć na to z innej strony Asmin może zacząć mnie szukać, a nie wiadomo na ile jest głupi, żeby to zrobić. Przez wszystkie dni po ucieczce systematycznie zbliżałam się do wschodniej granicy- niepisanego przejścia pomiędzy zachodnimi a wschodnimi watahami. Na wschodzie jak wiadomo króluje Wataha Pioruna, a u nas... Małe watahy rozsypane są wszędzie. Gdyby udało się je zabrać i jakoś zmotywować... To i tak przyniosłoby małe efekty w porównaniu z potęgą wschodu. Jedyne co nam pozostaje to zawrzeć pokój. Zanim jednak do niego dojdzie, jestem praktycznie pewna, że zacznie się wojna. Gdyby udało mi się podsłuchać ich planów... Choćby trochę... Może udałoby się nam jakoś uciec czy zareagować. Walka jest bezsensowna. Mam nadzieje, że u Mrocznych już się zorientowali.
Prawy bark znowu przeszył mnie bólem. Rana po jednym z ataków zwiadowców jeszcze się nie zagoiła, a nieustannie idąc naruszałam jej proces leczenia. Ale nic innego nie mogłam zrobić. Znaleźli by mnie i dobili. Zwiadowcy. Podążali za mną jak cienie, od samej ucieczki. Już się pewnie domyślili, że zmierzam do ich terenów.
Gdzieś z tyłu głowy usłyszałam znowu natarczywy głos brata. Starał się ze mną skontaktować wysyłając mi telepatią dosyć nieprzyjemne przekazy... I chociaż wiedziałam, że to się nasili nie mogłam udawać zmarłej.
- Ta, ta, nie zamierzam jeszcze umierać, więc nie rób nic głupiego!
Potem jak można by się spodziewać tylko jeszcze bardziej zaczął zrzędzić. Ale musiałam to zrobić. Wiedziałam, że idę na śmierć. Bałam się. Nie mogłam jednak pozwolić by brat przegrał tą wojnę.
Znalazłam jakąś jaskinię w cieniu. Czas zebrać jakieś siły. Nie jestem jakaś nieśmiertelna, żeby maszerować przez kilka dni bez odpoczynku.

Od Asmina

- Mevea.
Wilczyca uśmiechnęła się z ulgą.
- Martwiłam się. Keamande już nam powiedział o twojej walce z Priją. Nam, w sensie przywódcom "buntu przeciwko anarchii", jak to określił Ofeals. Reszta watahy się nie zorientowała albo udaje niezorientowaną. Co do innych istotnych wiadomości... Prija został ogłoszony jako wygnany z powodu niezdolności do polowania, gdyż powszechnie znany jest fakt jego "kulenia". Teven zginął rozszarpany przez niedźwiedzia, a... Ta Trzecia... - Mevea zmieszała się i zamilkła. Uznałem za stosowne nie dopytywać.
- Czyli osoby, które miały zbuntować watahę nie znajdują się już na jej terenach, a przynajmniej nie rozmawiają z członkami, tak? W takim razie powinien być spokój - zauważyłem.
- Nie wiedziałeś, że wczoraj był posłaniec Watahy Pioruna? - zapytała zaskoczona samica.
- Co mówił? - zapytałem.
- Nie wiem, nie byłam przy tym. Ale dużo postronnych wilków było, wszyscy w nerwach, bo pojutrze bitwa...
Zerwałem się do biegu.

*

- Nie możesz iść szukać Fairlyn.
Siedziałem w Jaskini Alf, patrząc tępo przed siebie.
- Nie możesz iść szukać Fairlyn, Asmin - powtórzył Crentatch.
- Ona może zginąć. Nie będą cię dręczyć wyrzuty sumienia? - zapytałem śmiertelnie poważnie.
Alfa Mrocznych zamyślił się. Miał na oko 3 lata, no może 2,5. Czarne, błyszczące futro i te... światełko, bijącego z jego czoła. Naznaczony?
- Jeśli ty zginiesz, będę miał jeszcze większe. Ona jest, mhm, dorosła. Jej wybór.
Zacisnąłem zęby.*

*A wena zaśmiała się złowieszczo i uciekła, nie pozwalając kontynuować opka. 

niedziela, 26 października 2014

Od Yochi

Zaczęłyśmy chodzić w koło. W pewnej chwili skoczyłyśmy i wadera odepchnęłam mnie. Upadłam i leżałam udając nieżywą. Ta nieufnie zaczęła powoli podchodzić. Gdy była wystarczająco blisko skoczyłam na nią przygwożdżając ją do ziemi. Wilczyca szybko wywinęła się i znów stałyśmy nieruchomo. Nie mogąc znieść takiego stania poczęłam biec. Wadera zaczęła mnie gonić. Zobaczywszy, że biegnie za mną warknęłam do siebie. Skoczyłam w pobliskie krzaki i gdy wadera pobiegła na przód wyskoczyłam z nich. Teraz ona była ofiarą, lecz nie długo, nie widząc mnie za sobą niespodziewanie stanęła. Ja nie mogąc wyhamować stuknęłam w nią. Poturlała się trochę w przód. Ja zyskując parę sekund znów zaczęłam biec. W mgnieniu oka wadera wstała, gonitwa znów się zaczęła. W ogóle dlaczego ona mnie goni. Ma wobec mnie jakieś straszne zamiary? Biegłam mając mętlik w głowie.
- Poddaję się - rzekłam stając.
Ten bieg i tak był dosyć długi, a więc krótki odpoczynek przydałby się.

Password?

sobota, 25 października 2014

Od Fairlyn

Ech... Życie na własną rękę nie było tak proste jak w watasze, ale muszę powiedzieć, że podobało mi się nawet bardziej od tamtych nudnych zajęć i monotonii całodniowej. Problemem byli głównie szpiedzy. Łażą za mną oczywiście i atakują gdy mogą, a poza tym nie mogę ich zgubić! A na dodatek Asmin zmienił położenie i nie wiem gdzie jest. Pięknie! Z watahą Pioruna nie chce póki co zadzierać, więc raczej unikam starć z ich siłami. Gdyby chcieli mogliby zetrzeć mnie na proch... Więc czemu tego nie robią? Gdybym była silniejsza, na tyle by ich pokonać... To wciąż by nie wystarczyło. Mają całe armię i jeśli pokonam taką ilość szpiegów to przyjdzie następna. Ciekawe jak o tym myślą nieśmiertelni. Kiedyś często myślałam czy chciałabym być nieśmiertelna i właściwie wciąż o tym myślę. Tyle argumentów przeciw, ale też sporo za...
Aktualnie snułam się bez celu po lesie. W niedalekiej przyszłości zamierzałam wrócić do Mrocznych, ale czułam, że jeszcze nie teraz. Wolałam przynajmniej jeszcze przez jeden dzień chodzić po tym lesie.
Coś zaszeleściło w krzakach. Klasyczny przypadek. Chcą żebym tam poszła sprawdziła, a potem się na mnie rzucić. Nie wiedziałam, że są tak blisko. Nah, jeśli bym wystarczająco przyspieszyła...
Popędziłam przed siebie, ale wiedziałam, że wciąż tam są. Dlaczego mnie nie wykończą? To pytanie chodziło za mną od kiedy zaczęli mnie śledzić. Bawią się tylko ze mną. Prawda w sumie jest oczywista- jestem jeszcze praktycznie dzieckiem i może udało mi się pokonać jakichś amatorów, co nie znaczy, że poradzę sobie z oficjalnymi szpiegami Piorunów. Byłam realistką, ale starałam się siebie oszukiwać, że jestem jakoś w stanie obronić resztę. Łatwo jest się przecenić. Najgorsze, że jeśli ja nie daje sobie rady, to Asmin zapewne również. Przydałoby się go pilnować, choć on pewnie powiedziałby to raczej o mnie.
Pewnie uważa, że uciekając sprawiam same kłopoty. Może to prawda. A może nie. Moja obecność tutaj odwróci choć trochę uwagę od innych i będą mogli wykonać swoją robotę. Problem jednak był jasny- nie zakładałam, że mają niekończący się zasób jednostek. Ahhh. Oby Asmin jeszcze nie wracał do Watahy Mroku. Czuje, że jeszcze nie powinniśmy tam iść...
- Izzy!- usłyszałam głos.
Znajomy głos.

Asmin ;w;

piątek, 24 października 2014

Od Asmina

Jadłem sobie jelenia, kiedy przyszła do mnie wilczyca.
- Muszę cię teleportować gdzieś indziej. Twoja siostra uciekła. Szpiedzy są za pewnie tuż za nią. Nie możemy ryzykować, że znajdą i ciebie.
Zamarłem. Czy ona naprawdę musi cały czas pakować się w kłopoty?
- Dobrze. A co z nią będzie?
- Niestety nie możemy jej pomóc. Jej decyzja, że opuściła schronienie. Teraz osoba, która ją chroniła sama musi zadbać o swoje życie, bo kryjówka jest spalona. Dla bezpieczeństwa musimy zmienić położenie. Nie przeszkadzaj mi przez chwilę.
Odsunąłem się na bok. Samica zatoczyła łapą półkrąg, uniosła ją do góry, wyszeptała coś niezrozumiale i położyła łapę przed sobą.
- Teraz jesteśmy bezpieczni. Nikt nie nie zna naszego nowego położenia, nawet Keamande, zresztą on jest zajęty. Dokończ jelenia.
- Jesteśmy cały czas w jaskini - zauważyłem. - Tej samej.
- Teleportowałam całą jaskinię. Tam, gdzie byliśmy, jest teraz kilka drzew, jakieś krzaki, kamienie... Las, jaki był wcześniej.
- Aha... Więc co teraz? - zapytałem.
- Pewnie jutro będziesz mógł wyjść, jeśli chcesz, to poszukasz siostry, o ile przeżyje.
Pocieszałem się w myśli, że pewnie tak będzie. Zawsze przeżywała, bo nigdy nie trafiła na mocnego przeciwnika. I teraz się cieszy, że jest niezwyciężona...

*

Przeciągnąłem się. Dziś.
- Gdzie chcesz się teleportować? - zapytała mnie wilczyca.
- W sumie to nie wiem. Czy Keamande załatwił już tą trzecią?
- Tak, jej kwestia została zakończona, nie wiem czy pozytywnie czy negatywnie, ale Keam pozwolił ci przyjść do Mrocznych.
- W takim razie teleportuj mnie do powalonego dębu, proszę.
- Dobrze. Jeszcze tylko wymarzę się z twojej pamięci...

*

Rozejrzałem się. Powalony dąb. Jaskinie w dali. Byłem tu. Wataha Mroku.
Kto mnie właściwie tu teleportował? Jakaś wilczyca, a może wilk? Sam nie wiem.
- Terriel?

Profil wilczycy Grell


Imię: Grell
Przydomek: Brave soul
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: opiekunka szczeniąt
Partner: szuka
Rodzina: matka - Swifrl, ojciec - Cast, siostra - Inn (wszyscy zostali w innej watasze)
Żywioł: eter
Umiejętności:
- telepatia, robi to nawet przypadkowo, kiedy nie chce używać tej mocy (★★★)
- wizje (★★★)
- świetnie komunikuje się z np. drzewami i nie tylko, potrafi też dogadać się z innymi wilkami mówiącymi w innych językach (★★★)
- zadawanie bólu psychicznego to jedna z jej najstraszniejszych mocy, której używa w skrajnych przypadkach (★★★)
- rozdzieranie duszy, tej umiejętności też używa tylko w skrajnych przypadkach (★★)
- odporność na choroby i trucizny (★)
Opis: Grell pochodzi z małej i spokojnej watahy osadzonej w trudno dostępnych górach. Do tego miejsca przywędrowała znudzona tamtym terenem. Miała szczęśliwą, kochającą się rodzinę, więc nie jest skryta i samotna. Co więcej często okazuje uczucia innym wilkom (zwykle te pozytywne). Od dziecka marzyła o założeniu własnej rodziny. Niestety, do tej pory nie znalazła kandydata, który by jej odpowiadał, ale nadal ma to w planach. Przede wszystkim jest tolerancyjna, cierpliwa i skora do pomocy. Zawsze możesz ją poprosić o przysługę czy co innego. Czasami miewa wizje, dlatego jest nieco zwariowana, ale jej to bardzo nie przeszkadza. Wadą jest to, że podczas wizji praktycznie nie ma jej na świecie. Ciało jest, jednak psychicznie wilk znajduje się w innym miejscu. Zdarza jej się być pesymistką, gdyż w tamtej watasze zimy były trudne i tak srogie, że nie każdy przeżywał, a ona bardzo się ich bała, więc nabrała przekonania, że zawsze musi uważać i często narzeka na różne rzeczy, które nie muszą się dobrze skończyć.

Od Sharvari: Samotna i Z(a)gubiona

Ktoś tu był. Ciche kroki za mną napawały mnie niepokojem. Szłam do przodu, nie odwracając się za siebie.
To musiał być błąd. Przecież to nie ja byłam winna. Nie. Nie? To nie ja...
Kroki stawały się głośniejsze. Byłam wilkiem, ale zamiast adrenaliny czułam strach. Bałam się.
Przecież to nie może się tak skończyć...
Przystanęłam, ale kroki nie ucichły. Ostatkiem sił i świadomości napięłam wszystkie mięśnie do skoku.
Ale, no właśnie - ALE.
Nie zdążyłam. ON był szybszy. Jeden ruch i już przygniatał mnie do ziemi. Patrzyliśmy sobie w oczy - ja z błaganiem, on z chęcią mordu.
Był mi taki bliski. Teraz gramy w przeciwnych drużynach...
- Proszę - błagalny szept ledwo wyrwał mi się z gardła.
Czułam, że przyciska mi łapę do gardła. Coraz mocniej i mocniej. Nie odpowiedział, tylko patrzył.
Mam dość cierpienia.
Poddałam się i ON to widział. To był mój koniec. Łapa coraz silniej przyciskała moje gardło. Położył mi drugą łapę na udzie. Słyszalam trzask łamanych kości
- Proszę...

***

Obudziłam się przerażona i zlana potem. Znowu. Znowu ten sam sen urywający się w tym samym momencie. Który to już raz? 20? 30? Przestałam liczyć. Na chwiejnych łapach wyszłam na dwór. Zimne powietrze uderzyło we mnie jak piorun. Nie miałam pewności, co robić i co oznacza ten sen. Była zagubiona i zgubiona we własnym życiu...

Od Ajaxa

Uśmiechnąłem się wesoło.
- No jasne, że możesz zostać – powiedziałem powoli wstając. – A tak w ogóle... Czy my się znamy.
Popatrzył na mnie lekko zdziwiony.
- Mógłbym przysiąc, że cię znam. – Podszedłem do nich kawałek, bo leżąc byłem dosyć oddalony.
Naprawdę skądś go pamiętam!... Dziwne, bo zwykle mam sklerozę, jeśli chodzi o inne wilki.
Ach ten ja...

Shante? Jak ja nie mam weny... (A ta skleroza... To z życia wzięte)

czwartek, 23 października 2014

Od Fairlyn

- Nie, to tutaj. Ten składnik dodajesz dopiero pod koniec!- krzyknął, ale było już za późno. Zawartość butelki zmieniła się z brudnego żółtego na jakiś brąz, co znaczyło tyle, że kompletnie to zwaliłam. Śmiałam się przez chwilę razem z Drenem. Starał się nauczyć mnie jakiś pożytecznych mikstur z alchemii. Co prawda prosiłam o trucizny, ale podobno przyrządzanie ich było dużo bardziej skomplikowane, więc wolał tego ze mną nie zaczynać tak od razu. I dobrze, że to zrobił. Nie potrafiłam wykonać najprostszego wywaru. Z tego co oboje zaobserwowaliśmy, byłam totalną nogą z alchemii.
Ale i tak robiło się je całkiem fajnie. Dren umiał tłumaczyć, nigdy się nie wściekał i stał zawsze obok mnie, w razie gdybym coś źle zrobiła. Co zdarzało się całkiem często, więc dobrze, że był obok. Po paru godzinach zaprzestałam daremnych prób zrobienia czegoś trudniejszego od mikstury dodającej sporo energii i położyłam się na jakiejś skórze w głębi jaskini. Kiedy przekąszałam jakieś resztki, do jaskini wpadł Keam. Co on tu robi?
- Nie uciekła?
- Nie.
- To dobrze. Chodź na słowo.
Zanim to zrobili weszłam do umysłu Keama i przysłuchiwałam się jego myślom. Były jasne- jeszcze jej nie zabili. Może to potrwać jeszcze jakieś pięć dni. Pięć dni?! Chyba sobie żartujecie. Dodatkowo Prija się zmył i nie udało się go zabić. A, i Dren musi mnie czymś zająć przez ten czas. Ach... Jak ja to zniosę? Chyba właśnie nie zniosę. Czas na plan B.

***

Wyjście było proste jak drut. Krótka hipnoza, odnalezienie wyjścia i czmychnięcie w las. Nie żebym nie lubiła Drena, ale tyle czasu to za dużo. Nie lubię przebywać w zamkniętych pomieszczeniach. Bardzo.
Nie zamierzałam wracać do Mrocznych. Raczej sobie poradzą z tamtą waderą. Wolałam raczej odwiedzić Asmina. Z tego co przeczytałam w umyśle Keama jest gdzieś w jaskini z jakąś szamanką. Całkiem blisko. Co oni tu mają z tymi miksturami? Jeszcze się okaże, że Keamane się tym zajmuje.
Właściwie najlepiej będzie wpaść do niego w nocy. Chciałam omówić z nim ogólny plan. Zapewne każe mi wracać do Drena i grzecznie czekać aż zabiją tamtą. Chociaż, kto wie, zdarzają się czasem takie momenty kiedy mnie zaskakuje, więc może i tym razem mi się poszczęści. Dojście do niego zajmie mi góra jeden dzień. Gdybym umiała korzystać z magii powietrza, pewnie byłoby mi prościej.  Ech... Muszę znaleźć na ten żywioł jakiś sposób. Ale teraz lepiej żebym skupiła się na drodze...

środa, 22 października 2014

Od Fairlyn

Zerwałam się gwałtownie z ziemi. Gdzie ja jestem? Ostatnie co pamiętam to otwierające się szeroko oczy Trio i dziwne uczucie senności. Ktoś mnie uśpił i zabrał? Ale kto i po co? Leżałam w jakimś pokoju z jakimiś wywarami. Szaman? Nie, to nie było to samo. Powiedziałabym, że profesjonalny alchemik. Wiele trucizn, wywarów z zaklęciami, nie lecznicze fiolki szamanów z ziół. Poczułam też wszędzie obecny zapach jakiegoś basiora. Wszystko było nim przesiąknięte, więc zapewne mieszkał tu sam. Po co mnie tu zabrał?
- Oh, obudziłaś się już?- zobaczyłam jak jakaś postać wyłania się zza dziwnej kotary. Miał ciepły, stanowczy głos. Przyjemny.
Gdy wysunął się z kotary serce zabiło mi szybciej. Muszę przyznać... Był całkiem przystojny. Ciemnobrązowe futro, nasycone zielenią oczy i ten uśmiech. Och, będzie ciężko się targować o wyjście z tej sytuacji.
- Mhm- szepnęłam swobodnie. Nie wiem czego chciał, ale lepiej zachowywać się pewnie.
- Jestem Dren. A ty jak słyszałem Izzy. Chociaż to twoje przybrane imię. Jestem przyjacielem Keamande'a.
Co się dzieje?
- Taa...- westchnęłam zrezygnowanym tonem. - Można wiedzieć co tu robię?
- Keam poprosił żebym cię ukrył. Trzeci członek ich szpiegów może w każdej chwili cię zabić. Jest dużo silniejsza od ciebie.
Wkurzyło mnie to, ale nie protestowałam. Właściwie to logiczne, że byli ode mnie potężniejsi. Szczególnie ona. Zna się na magii, hę? W końcu u nich wadery tym się zajmują. Z pewnością jest lepsza. Gdyby tylko mnie czegoś nauczyła... Odrzuciłam od siebie te myśli, była w końcu wrogiem.
- Alchemik, hę? Już mało osób zajmuje się stricte alchemią.
- Tak, owszem. Szaman to popularniejszy zawód jeśli chodzi o watahy. Wywary z zaklęciami, a nie z  samych ziół robią się dłużej i potrzebują nietypowych składników. No i jeszcze czary. Mało kto je zna. Większość tylko miesza te ziółka i robi miksturki. Ech...
Uśmiechnęłam się lekko. Alchemicy mnie ciekawili, ale nie jakoś szczególnie mocno.
- A więc ile muszę tu siedzieć?
- Póki jej nie wykryją i nie zabiją.
Zaśmiałam się z nutką ironii. Zdziwiło go to, więc wytłumaczyłam.
- Nie jestem niepełnosprawna, wiecie? Mogłabym pomóc z tą całą sprawą. Po to tu jestem.
Mojemu towarzyszowi zrzedła mina.
- Wybacz, ale to niemożliwe. Nie wiesz kim ona jest, Izzy. To bardzo niebezpieczny wilk. Robimy to dla twojego dobra.
Przewróciłam oczami i utrzymywałam mój typowy, szyderczy uśmiech.
- Aha, aha. Intrygujące w takim razie, że dotąd jej nie zabiliście, skoro wasi wojownicy są na lepszym poziomie ode mnie. W co oczywiście nie wątpię, alchemiku.
Włożyłam w o zdanie sporo sarkazmu, co raczej nie uspokoiło Drena.
- Dopiero co ją namierzamy. Niedługo będzie po wszystkim.
Parsknęłam pogardliwie i zrzuciłam uśmiech. Właściwie czemu nie? Mogę spędzić trochę czasu u tego basiora... Może nauczę się trochę alchemii?

Dajesz Asmin, run forest run

Ogłoszenie

W czwartek rano wyjeżdżam z klasą, w piątek wieczorem wracam, więc przez dwa dni nie będzie Waszych opowiadań na stronie.

Pozdrawiam serdecznie
Alfa Asmin

Od Asmina: Pogruchotany

Otworzyłem oczy. Słońce mnie raziło, więc przekręciłem łeb na bok. Byłem w niewielkiej jaskini, całej porośniętej zielskiem. Spróbowałem wstać, ale zamiast tego jęknąłem z bólu.
- Nie wstawaj, jesteś cały pogruchotany - odezwał się ten sam melodyjny głos.
- Gdzie jestem i co tu robię?
- Keam cię znalazł umierającego. Prija chciał, abyś się wykrwawił, ale nie przewidział, że Keamande cię tropił. Nie zdążył złapać Priji, ale zdążył uratować ci życie - powiedziała z uśmiechem wilczyca.
- Jesteśmy na terenach Mrocznych?
- Nie, tam byłoby zbyt niebezpiecznie. Jesteś w mojej jaskini, a ja nie należę do Mrocznych.
- W takim razie kim jesteś? - zapytałem.
- Jestem przyjaciółką Keama. Tyle ci wystarczy, nie lubię mówić za dużo o sobie. Cenię prywatność.
Mamy dużo wspólnego, pomyślałem.
- Szamanka? - spytałem, unosząc lekko łeb. Wszędzie były porozrzucane księgi i eliksiry.
- Można tak powiedzieć. Cześć, Keamande.
- O, obudziłeś się, Terriel, a raczej wilku z fałszywym imieniem - do jaskini wszedł olbrzym.
- Skąd wiesz, że fałszywe? - uniosłem brew.
- Bo na aż tak głupiego to nie wyglądasz. Jak się czujesz, możesz chodzić? - dopytywał się.
- Keam, daj spokój! Zostanie tu jeszcze kilka dni, zanim puszczę go bez wyrzutów sumienia! - zaprotestowała wilczyca.
- Jak sytuacja w watasze? - spytałem. - Co z... Izzy?
- Aktualnie... - Keam zamilkł na parę sekund - jest nieprzytomna w innej kryjówce, daleko stąd i dalej od Mroczniaków. Zajmuje się nią mój zaufany przyjaciel, gdyż boję się, że zrobi głupstwa. Wilczyca, która jest ostatnim szpiegiem zabiłaby ją z łatwością. Mam nadzieję, że twoja siostra jest na tyle rozsądna że zostanie pod opieką mojego znajomego.
- Szczerze, to wątpię. Coś jeszcze?
- Prija się zmył do Watahy Pioruna, już go nie zobaczysz, chyba że dojdzie do bitwy. Alfa Moon rozesłała pumy do wszystkich, którzy mogliby jej pomóc. Szykuje się na ostrą walkę.
- Za ile?
- Spokojnie, wyzdrowiejesz. Zostań kilka dni, odpocznij, nabierz sił. Ja znajdę wilczycę.

Od Fairlyn

Siedziałam przy rzece i zmywałam krew z łap. Zastanawiało mnie czy kiedyś poczuje wyrzuty sumienia, ale się na to nie zanosiło. Chociaż miałam w głowie mały mętlik, to nie z tego powodu. Może zabijanie samo w sobie jest złe, ale zagrażał nam, im, cokolwiek.  Bardziej zastanawiała mnie kwestia trzeciej osoby- tajemniczej wadery, której nikt jakby nie pamięta. Jeśli ktoś ją wspomina to jako czarną postać, jakby... Jakby była wymazana z jego wspomnień! Prija mógłby wiedzieć, ale nie sądzę. Jeśli Teven nie posiadał tych informacji, to podejrzewam, że z nim byłby tak samo.
Coś też krążyło mi po głowie, jedna uciążliwa myśl. Zabiłam Tev'a zbyt łatwo. W końcu wysłali go by szpiegował obcą watahę. Taki ktoś musiał być chociaż odrobinę doświadczony. Podejrzewam, że coś się za tym kryje, z czego nawet on nie zdawał sobie sprawy. Prija mógłby wiedzieć... Prija i Prija, może zacznę szukać tamtej wadery? Raczej ma barierę umysłową, więc poszukiwania się zawężą. Do tamtych dwóch osób, które ją miały... Jak one wyglądały?... Nie pamiętam. Pewnie coś zrobiła z moim mózgiem. Wywłoka.

***

Wstał już ranek. Następny dzień. Czas raczej wrócić do watahy i zdać jakiś raport. Tyle, że kompletnie nie miałam na to ochoty. Wolałam wiecznie leżeć pod tym bukiem i się nie ruszać. Życie robiło się coraz bardziej skomplikowane, na koncie ktoś doładowywał mi systematycznie niezłą sumkę problemów, ale jakoś nikt nie miał nastroju żeby je przelać gdzieś indziej. Pokręciłam zrezygnowana głową i wstałam. Trochę jeszcze ponaciągam ten dzień. Nie mam ochoty siedzieć w watasze, może wyjdę poza tereny. Ale zanim to... Niedługo znajdą ciało Teva, muszę znaleźć jakieś alibi. Może Trio mi pomoże? Jak mu skłamie to raczej uwierzy...
Zaczęłam szukać jego zapachu i podążyłam jakimś niepewnym tropem w jego kierunku. Po paręnastu minutach trop stał się świeższy i go znalazłam. Siedział w cieniu i się trząsł.
- Młody? - rzuciłam.
Podniósł głowę i zobaczyłam, że płacze. Szybko zamrugał i się otrząsnął.
- Izz.
- Mhm?
Odwrócił głowę, ale powiedział cicho:
- Ty go zabiłaś?
Zdziwiłam się.
- Niby kogo?
- Wiesz.
Bezgłośnie wypowiedział jego imię. Teven. Ech... Powiedzieć prawdę?
- Po co ci ta wiedza? - spytałam, jednocześnie się zdradzając, ale mnie to nie obchodziło.
- On... Był dla mnie jak brat. Kiedy się dowiedział, że tu uciekłem, to chciał iść za mną, ale wysłali go przedtem na misję. Tyle, że kiedy tu przyszedł nie był tym samym Tevem. Pewnie wyprali mu mózg czy coś. Straciłem go! Jedynego wilka na którym trochę mi zależało.
Pokręcił głową i krzyknął:
- Dlaczego! Dlaczego go zabiłaś, Izz? Może był jeszcze sposób by go uratować, nie wiem!
Łzy płynęły mu strumieniem. Zrobiło mi się go żal. Usiadłam obok niego i przytknęłam głowę do jego barku i westchnęłam.
- Kiedyś się przyzwyczaisz. Nauczysz się z tym wytrzymywać.
- Co ty niby możesz wiedzieć?
- Cała moja rodzina mnie opuściła, szantażuje mnie jakiś dziwak, właśnie zabiłam po raz drugi, mam poważne wątpliwości czy nie jestem psychopatką, więc raczej wiem. Po prostu to ignoruje. Może nie jest to najlepszy sposób, ale każdy ma własny. To nie był Teven. Odszedł już wcześniej. Nie zmienię ci rzeczywistości, ale mogę powiedzieć, że... Żebyś skupił się na tu i teraz. Nie żył dobrą przeszłością czy przyszłością, albo i złymi wspomnieniami. To nie ta droga.
Zachowałam poważny wyraz twarzy, ale on się uśmiechnął, a oczy zabłysnęły mu szaleństwem. Czasem niektórzy tak reagują. Lepiej będzie mieć go na oku. Jeśli zwariuje... Ech. Może sprawić porządne kłopoty. Kto wie co się roi w takich głowach?

Asmin <:

Od Amery

Kiedy otworzyłam oczy, słońce zaczęło wychodzić zza horyzontu. Nadal lekko kropił deszcz,  a moje futro było całkowicie przemoczone. Powoli podniosłam się z ziemi i rozciągnęłam zdrętwiałe mięśnie. Miałam straszny mętlik w głowie i powinnam jak najszybciej powiadomić Asmina o wszystkim co wiem, ale teraz nie mam siły się na to zdobyć. Moje ciało nadal było lekko poobijane, ale chciałam wyładować nadmiar emocji. Zaczęłam biec przed siebie, wzdłuż granicy Doliny. Nagle uderzyłam z całym impetem wpadłam na jakiegoś wilka. Szybko poderwałam się z ziemi i spojrzałam na skołowanego wilka.
- Nic Ci nie jest?- spytałam ze spokojem w głosie.
Dokończy ktoś c; ?

Od Lethiel

- Chcesz zostać moją mamą?
Pytanie mnie zaskoczyło. Po pierwsze, dopiero co się poznaliśmy, a po drugie... czy ja nie byłam trochę zbyt młoda?
Pamiętałam jednak, co obiecywałam sobie po odejściu z tamtej watahy - miałam już nigdy nikogo nie zawieść. Nie chciałam być tą zawadzającą, niepotrzebną. A ten wilczek potrzebował matki.
Wirvix patrzył na mnie wyczekująco, a ja odwzajemniłam spojrzenie i westchnęłam.
- Trochę nie jestem pewna, czy dam radę, ale... spróbuję - powiedziałam.
Biało-czarny wilk od razu się ucieszył, po czym wróciliśmy do Legowisk i mały pokazał mi jaskinię. Opadłam na ziemię i spojrzałam na Wirvixa.
- Czyli... będę cczymś takim jak... bardzo starsza siostra? Taka, no wiesz, z pół roku starsza? - upewniłam się. Szczeniak zastanawiał się chwilę, po czym w skupieniu pokiwał głową.
- Tak, chyba tak.
Wstałam i wybiegłam na zewnątrz. Dolina była, no cóż, dość rozległa. Zastanawiałam się, czemu do tej pory nikogo poza Wirvixem, Asminem i tą Fair nie widziałam. Nagle poczułam się samotna, chciałam poznać inne wilki.
- Wirvix?
Młody wilk przekrzywił łeb spoglądając na mnie.
- Tak?
- Gdzie jest reszta watahy? Nie może być taka mała!
Mój podopieczny podbiegł do mnie.

Wirvix?

Od Shante

- Dzięki - powiedziałam.
Leżąc wpatrywałam się w liście, które powolnie wpadały do wody bądź szybowały nad nią. Piękny jesienny widok!
- Poczekaj - nagle przemówił Ajax i wtedy się podnieśliśmy. - Masz tutaj jakiegoś liścia
Ledwie wyciągnął łapę i nagle... Coś się na niego rzuciło i razem z tym czymś wpadł do wody.
- Ajax! - przeraziłam się.
Chciałam pomóc, ale oni strasznie chlapali wodą.
- Co robić?! Co robić?! - denerwowałam się. - Wiem! - Po chwili namysłu wskoczyłam do wody.
Chwyciłam zębami za futro Ajaxa i powoli zaczęłam wyciągać go z wody. Kiedy już byłam na brzegu, spojrzałam się na niego.
- Dziwne... Ajax przecież nie był tego koloru... - Zaczęłam przyglądać się wilkowi.
Nagle usłyszałam krzyk:
- POMOCY!!! - krzyczał ten prawdziwy.
Szybko wyskoczyłam z wody i rzuciłam się na pomoc temu prawdziwemu Ajaxowi, lecz ten drugi co go pomyliłam ku mojemu zdziwieniu też to zrobił i jednym skokiem wyprzedził mnie, a kolejnym wskoczył do wody. Zahamowałam tuż przy brzegu. Spojrzałam się w taflę wody. Zniknęli, nie było ich słychać ani widać jakikolwiek ruch. Wpatrywałam się tak jeszcze w wodę, kiedy nagle usłyszałam dźwięk jakby ktoś wychodził z wody. Odwróciłam się. W miejscu gdzie wcześniej on rzucił się na Ajaxa stał on, a obok niego leżący i kasłający Ajax. Nie daruję mu tego...
- Zwariowałeś!? - wrzasnęłam podbiegając do tego drugiego. - To że ma taki kolor futra czy cokolwiek nie oznacza, że jest on wody albo powietrza!
- Przepraszam, ja tylko... - próbował wytłumaczyć całą sprawę.
- Nie! Nie ma "przepraszam"! Mogłeś go zabić!
- Trochę przesadziłaś, Shante - wtrącił się leżący na ziemi Ajax.
Nastąpiła chwila ciszy
- A kim ty w ogóle jesteś, co? I jak udało ci się pokonać strażników?! - zadałam dwa pytania na raz.
- Nie pamiętasz mnie? - powiedział smutnym tonem.
- Nie, a co? - twardo odpowiedziałam.
- Lokas Madra... - rzekł cicho i zaczął odchodzić.
Po chwili wszystko mi się przypomniało.
- Kim jest Lokas Madra? - spytał mnie Ajax.
Tak jak i wtedy zaniemówiłam, tak też teraz to się powtórzyło. Na pytanie Ajaxa nie odpowiedziałam tylko wpatrywałam się w byłego członka Doliny*.
- Lokas? To ty? - Nie mogłam w to uwierzyć.
- Tak, Shante, to ja, wróciłem tu specjalnie w Twoje urodziny, co prawda trochę się spóźniłem, ale... Jestem tu. Przepraszam, że rzuciłem się na Twojego kompana, nie chciałem go skrzywdzić, po prostu myślałem, że on chce cię skrzywdzić - powiedział. - No, ale jeżeli chcesz, abym odszedł to mogę odejść, a jeżeli nie, to jaka jest decyzja tego drugiego? Tego... No... Um...
- Ajaxa? - podpowiedziałam mu.
- Tak! No właśnie! Jeżeli Ajax pragnie, abym odszedł to odejdę, a jeżeli nie to zostanę razem z wami, ale będziemy musieli uważać na innych. To jak będzie, Ajax?

Ajax? Brak weny.

* Czemu nie napisałam tego opowiadania w terminie? Nie miałam czasu, za dużo nauki ;-;

Profil wilczycy Sei


Imię: Sea
Przydomek: Watter
Płeć: samica
Wiek: 1 rok
Zawód: wartownik
Partner: szuka
Rodzina: w innej watasze
Żywioł: woda
Umiejętności: oddychanie pod wodą (★★★), dobrze pływa i nurkuje (★★★), piękny śpiew (★★★), oczarowywanie innych (★★), odporność na choroby i trucizny (★★), atakuje kulami wody (★★★)
Opis: Sea to samica, która jest po prostu nieprzewidywalna, jednego dnia jest wesoła i dowcipna, a następnego dnia potrafi być ponura i skryta w sobie.
Jej cechy charakteru to miłość do wszystkich rzeczy oraz stworzeń dookoła, chętnie zawiera przyjaźnie oraz jest w każdej chwili gotowa do pomocy, wygadana, naiwna oraz baaaardzo uczuciowa, no i romantyczna.

wtorek, 21 października 2014

Od Fairlyn

- Teven! Jak się miewasz? - zapytałam szyderczo.
Odwrócił się zaskoczony.
- Fantastycznie. Jeśli pozwolisz mam parę spraw do załatwienia...
- Taa... Chciałabym tylko omówić z tobą jeszcze jedną rzecz.. Przejdziesz się?
Zastanawiał się chwilę czy to podstęp i nawet sprawdził to w moim umyśle, ale odwrócenie jego uwagi nie było trudne. Nie wyczuł moich motywów i spokojnie poszedł w las. Co za idiota.
Teraz to ja weszłam do jego umysłu. Natrafiłam na ciekawą rzecz... Był pod wpływem zaklęcia Jakiegoś tam, przez które moje moce w walce byłyby otępiałe. Czyżby planował kogoś zabić? Zaśmiałam się. Które to było moje zabójstwo? Chyba... Drugie, jeśli się nie mylę. Pierwszy był ten jakiś skrytobójca, który napadł na Ruu. Może nie miałam w tym dużego doświadczenia, ale chyba dam se rade. Szczególnie, że potrafię zachować w takich sytuacjach potrzebny dystans. A odwołanie zaklęcia było proste.
- Tev... - zaczęłam, a on się na mnie spojrzał.
Teraz nie mogłam tego skiepścić. Wniknęłam do innych obszarów jego głowy i przejęłam kontrolę. Przesłałam mu rozkaz, aby odwołał zaklęcie. Wymamrotał parę słów i czar zniknął. Świetnie. Teraz mogę przystąpić do prawdziwej walki.
Wyszłam z jego umysłu, przez co zakręciło mu się w głowie. Wykorzystałam to i zamachnęłam się pazurami o twarz, przez co została mu paskudna szrama. Drugą łapą w tym czasie przygwoździłam go do ziemi. Kiedy się otrząsnął, panowałam w pełni nad sytuacją- nie było szans żeby uciekł. Weszłam w spokoju do jego mózgu, tak żeby wiedzieć czy mówi prawdę i zadałam pierwsze pytanie:
- Skąd znasz Enxa?
- Kogo?
- Enx, Renx, domyśl się!- warknęłam.
Jego oczy zwęziły się jeszcze bardziej. Rozejrzał się dookoła, ale widząc, że nie ma wyjścia wydusił:
- J-ja... On był moim d-dalekim wujkiem. Raz mnie odwiedził. Powiedział mi wtedy żebym wybierał- albo życie watahy mojej rodziny, albo odchodzę z niej na zawsze. Nie chciałem żeby ginęli!
Ciekawe czemu zrobił się nagle taki gadatliwy. Może przed śmiercią wilki już tak mają?
Miał zamiar zamachnąć się na mnie łapą, ale przeczytałam to w jego umyśle i zablokowałam.
- To są ci wielcy szpiedzy Wschodniej Federacji?- zaśmiałam się szyderczo.
Zaskoczyłam go tym. Spokorniał i praktycznie się już poddał.
- Hmmm... Wschodnia Federacja, najsilniejsza gildia, wataha, klan czy drużyna na wschodzie.... Opowiedz trochę więcej.
- Nie wiem wiele. Nie więcej niż ty.
Spoliczkowałam go.
- Kłamiemy? Właściwie i tak nie potrzebuje tych informacji, są jasno wyryte w twoim umyśle.
Odwrócił pokutnie wzrok.
- Wstąpiłem do Watahy Pioruna i tak jakoś wyszło, że teraz jestem tutaj. Nic nie mogłem poradzić.
- Cóż, wierność nie przyda ci się po śmierci.
Spojrzał się na mnie z przerażeniem. Jakie to fajne uczucie, kiedy ktoś tak się gapi!
- Ś-śmierci?
Spojrzałam się z wyższością i pogardą. We wnętrzu trochę było mi go żal. Ale nie aż tak, żeby go nie zabijać. Jednym zdecydowanym ruchem przecięłam mu tętnice, a krew zabrudziła mi łapy na rdzawo-czerwono. Nic specjalnego. Pozwoliłam mu się wykrwawić samotnie. Nikt już go nie uratuje byłam pewna. Teraz trzeba tylko pozbyć się tej krwi... Ciekawe czy smakuje tak samo jak zwierzęca? Ech, tylko takie głupie pytanie...
W zaroślach zobaczyłam jakiegoś wilka. Prija?... On, z tego co pamiętam z umysłu Teva, jest w to zamieszany. I jeszcze ktoś, nie wiadomo kto.... Patrzył się na mnie przenikliwie. Z mojego wyrazu twarzy nic się raczej nie dało wyczytać, prócz jasnego przekazu- "nie twoja sprawa". Cofnął się powoli w las. Hmm... Asmin chyba miał go zabić, nie? Pewnie teraz gdzieś się wykrwawia, ech... Będzie trzeba go znaleźć. Nie miałam ochoty walczyć z kolejnym, więc poszłam szukać go normalnie, nosem. Zapadała już noc. Gdzież on znowu się podziewa...

Normalny dzień, normalne zabójstwo, twoja kolej Asmin <:

Od Asmina

Cel: zabić Priję.
Miejsce: odosobnione.
Czas: jak najszybciej.
Wziąłem głęboki wdech. Przyjść, zabić, wyjść. Proste.
Tyle że nie przywykłem do zabijania. To miał być mój pierwszy wilk, którego zamordowałem.
Przynajmniej w słusznej sprawie, pocieszałem się. Ale i tak to nic nie dawało. To tak, jakbym próbował zabić na przykład Shante. Po prostu...
I do tego niepełnosprawny. Gdzie tu sprawiedliwość?
Asmin, to szpieg. On też mordował, nie broń go.
No dobrze. Pewnie teraz jest na zwiadzie, zapada wieczór. Od incydentu z Keamem minęło już kilkanaście godzin...
Znalazłem go dość szybko. Oglądał kamyk porośnięty mchem.
- Zwlekałeś - rzekł, nie odwracając się.
- Jak, pytam się, jak? - Zachowałem bezpieczny dystans.
- Nie byłeś zawodowym szpiegiem, co? Kamuflaż. Aktorstwo. Najlepiej grać naiwnego i głupiego. Wtedy chcą cię wykiwać, no i klops. Nie wyszło. Dodatkowy trup do sprzątnięcia.
- Kulawy? Naprawdę?
- Słyszałeś o magii maskującej? Nie, dla wataszek zachodu do nieznane tereny magii, eliksirów i szamaństwa. My, potężne watahy wschodu, zdecydowanie jesteśmy dalej z postępem. Nie, nie jestem kulawy w rzeczywistości. Coś jeszcze chcesz wiedzieć przed śmiercią?
- Kto jeszcze?
- Ja, Teven, jakaś wilczyca, która dobrze się wtapia w otoczenie. Początkowo żadne z nas nie miało się znać, ale Teven, chociaż dobry manipulant, słabo broni swój umysł i można w nim czytać jak w otwartej księdze. Ale przyznasz, dobrze to zrobiłem. Tev zdradził mi trochę swoich psychologicznych sztuczek. Cały czas podejrzewałeś Keamande'a, co?
- Nie zaprzeczę.
- Ach, jak ja to kocham... Stary Keam powinien trochę wyluzować, zdecydowanie. Ale cóż, pozory mylą.
- No, przyznaję, sprytnie to zrobiliście. A po nas co?
- W sumie to co zmarłemu będzie do tego. Dorwiemy Keamande'a, Alfy, Bety, Delty, jedną z Gamm... Meveę, Harvera i Ofealsa, reszta powinna się poddać... I kolejne tereny dla Watahy Pioruna - Prija uśmiechnął się złowieszczo. - Wszystko?
- Chyba tak... Walczmy - zawołałem.
Mogłem to przewidzieć. Skoczył od razu, bez zbędnego czekania. Spróbowałem cofnąć czas.
I jeszcze raz.
I jeszcze raz.
I jeszcze raz.
- Podczas walki ze mną twoje moce nie działają, geniuszu. Walka wręcz! - warknął i zaatakował ponownie.
Lekko krwawiąc odskoczyłem, bryzgając szkarłatną cieczą na wszystkie strony. Machnąłem ogonem, próbując podciąć mu łapu. Prija zachwiał się, więc ugryzłem go w prawą, przednią łapę. Syknął i drapnął mnie nią po oczach. Zamrugałem, więc to wykorzystał i pchnął mnie na głaz. Mech wcale nie złagodził bólu. Przeciwnie - pod jego cienką warstwą kryły się zaostrzone krawędzie. A to świnia.
Próbował przegryźć mi tętnicę szyjną, ale przeturlałem się w lewo i skoczyłem na niego od tyłu. Wgryzłem się w jego kark. Strzepnął mnie i przygniótł całym ciężarem. Dusiłem się. Wyplułem krew i wycharczałem:
- Puść.
Nie zrozumiał mnie albo nie chciał zrozumieć. Przycisnął mocniej i wstał.
- Życzę powolnej śmierci - zaśmiał się i odszedł, zamazany. Świat pociemniał zupełnie.

*

- Będzie coś z niego? - usłyszałem... Keamande'a.
- To była krwawa walka, a on jest jeszcze młody. Nie każdy jest tak wytrzymały jak ty, Keam - odpowiedział mu łagodny, melodyjny głos.
- Mogłem sam pójść po Priję. Mogłem przewidzieć, że oszust wypije Krew-Twoich-Wrogów!*
- To nie twoja wina. Nie jesteś wszechwiedzący. A on nie jest nieśmiertelny, więc idźże wreszcie po te zioła, co cię prosiłam!

*Ponieważ Asmin jest przeepicki i zna się na językach, tak brzmi dosłowna nazwa eliksiru.

Od Fairlyn

- Fair?
Jego głos. Czego znowu chce?
-Może trochę milej, co? Dostałem parę informacji.

***

Uśmiechnęłam się pod nosem. Zabić Tevena? Asmin miał co do tego wątpliwości, ale jeśli nadarzy się dobra okazja... Nie czułam się źle z tym, że miałam go zabić. W moim umyśle panował nawet zimny spokój i gotowość. Najłatwiej będzie to zrobić kiedy będzie spał. Tyle, że zazwyczaj nie śpi, a nawet jeśli to nie wiem gdzie. Tyle, że... Zanim go zabiję, mam do niego parę pytań... Będę musiała przygotować jakąś pułapkę. Nie miałam ochoty używać hipnozy. Wtedy jego śmierć będzie jeszcze ciekawsza.
Pewnie brzmię jak psychopata. Zapewne też nim jestem. Tym lepiej dla doliny jeśli się do nich wyniosę. Ale śmierć naprawdę mnie pasjonowała. Taka prosta. Nie znana. Zniknięcie z tego świata umysłem. Temat na dłuższe refleksje filozoficzne. Pewnie większość psychopatów takich nie posiada zanim kogoś zabije. Więc może nim nie jestem?
Zaśmiałam się z siebie w duchu. Szukam dowodów na to, że nie zwariowałam. Ale wiem, że zaczynam popadać w ten dziwny stan. Zaczęłam kiedy Enx się zmienił i wciąż schodzę głębiej. Ale i tak dbam mniej więcej o moją rodzinę i znikomych, ważnych dla mnie osób. Dlatego chyba nie jest ze mną tak źle. Stara ja już nie wróci, tego jestem pewna. Może z czasem zapadnę się w sobie ostatecznie?
Potrząsnęłam głową i przemyślałam wypowiedzi Tria raz jeszcze. Młody sporo wiedział o Piorunach.
Byli najpotężniejszą watahą w tym rejonie. Nazywano ich także Wschodnią Federacją. Jeszcze nikt ich nie pokonał, mają armię liczącą gdzieś z 1300 wojowników, ale na wojny wysyłają jedynie odziały liczące 100-200 wilków. Takie liczby oczywiście mnie oszołomiły, ale nic nie mówiłam.
Wojownicy rzadko wiedzą co to w ogóle jest magia- znają jedynie sztuki walki, ale za to bardzo dobrze je opanowali. Ci co mają magiczne moce zazwyczaj lądują wyżej w hierarchii jako dowódcy oddziałów czy trenerzy. Oprócz najpowszechniejszej z grup- wojowników, do której należał każdy basior, były także szamanki, medyczki, zielarki, wartowniczki i łowczynie. Innymi słowy każdą posadę nie wchodzącą wojska zajmowały samice, które były czasem nawet bardziej niebezpieczne. Głównie one, ponieważ nie szkoliły się fizycznie, praktykowały magię, ale i takich było mało. Zajmowały się tym głównie szamanki.
Aktualnie podbijali tereny na wschód od nich, ale niedługo zapewne przypomną sobie o zachodzie- o nas.
Ale równie ciekawy był sam Trio. Miał zostać włączony do wojska kiedy skończy rok, ale uciekł i przyłączył się do Mrocznych. Miał niezłego farta, że mu się udało. Zastanawiałam się czemu uciekł... Ale nie było to aż tak ważne, więc se odpuściłam.

***

Usłyszałam głosy. Zbliżał się już wieczór. Tak, to był on, Teven! Świetnie. Może nawet załatwię to już dzisiaj... Ciekawe czy Asmin się odważy zabić Priję. Chyba go polubił. Z taki będzie trudniej. Heh, nawet nie mówił poważnie o tym całym zabijaniu. Ale według mnie to całkiem dobry pomysł. Ale nie teraz, kiedy Teven był jedynym źródłem informacji. Trzeba poczekać i wyciągnąć z niego jeszcze więcej...

Asmineł ;w;

Od Asmina

Wyszliśmy z jaskini Alfy. Moon była zawiedziona, że tak mało wiemy. Mamy swoje domysły, ale to nie wystarcza.
Więc tak. Mamy dwóch podejrzanych, Tevena i Keamande'a, ale na tego drugiego jeszcze nic nie mamy... W takim razie muszę go pośledzić.
- O, Prija. Wiesz, gdzie Keamande? - zapytałem zwiadowcę.
- Nie, nie wiem - odpowiedział.
- No dobra, dzięki.

*

Siedząc nad rzeką zobaczyłem czającego się w krzakach Keama. Mam szansę.

*

Pełzłem jak najciszej umiałem za rosłym basiorem. Nie widział mnie? Byłem zaskoczony. Nigdy nie byłem dobry w skradaniu.
Keamande wszedł do jaskini wojowników. Uniosłem brew. Nikt nie miał tam prawa wstępu, oczywiście oprócz naszych kochanych wojów.

*

- Przestań za mną łazić! - warknął Keamande.
Nie posłuchałem.

*

Dziś w nocy, pomyślał Teven. Byłem zaskoczony.

*

Siedziałem w zaroślach wokół jaskini wojowników. Była północ. Z tego, co wywnioskowałem, Keam i Tev mieli się spotkać. W jakim celu? Tego się dowiem.
Ostrożnie przysunąłem się bliżej, aby lepiej słyszeć.
- Bez żadnych gwałtownych ruchów. Idziesz ze mną, szpiegu.
Byłem skończony. Keamande mnie nakrył. Pewnie teraz odejdziemy w głąb lasu i mnie zabije. Na jego nieszczęście zamierzam się bronić.
Szliśmy w milczeniu.
- Z kim współpracujesz? Z Watahą Pioruna, hę? - warknął, odwrócił się i łypnął na mnie groźnie okiem.
- Nie odwracaj kota ogonem. Ty i Teven nakryliście mnie, to prawda, ale nie rób z siebie głupka - odparłem.
- Teven? Czyli on też, hm... - zamyślił się Keam.
- Nie wiedziałeś? Nie znasz swoich współpracowników? - zakpiłem.
- Głupcze! Jestem po jedynej słusznej stronie, po stronie Kasamanów. Skąd pomysł, aby jakaś nówka osądzała mnie o szpiegostwo! - rzekł.
- Czemu więc wchodziłeś do jaskini wojowników?
- Żeby zdobyć informacje, jak każdy w dzisiejszych czasach. Mamy wroga w obozie i moim obowiązkiem jest wybadać, kto to! A ty, dlaczego ze swoją wojowniczą siostrą węszysz wszędzie?
- Z polecenia twoich Alf - odpowiedziałem.
- Spytam ich jeszcze tej samej nocy i módl się, aby to była prawda. Przez ciebie nie przyłapię łotrów na gorącym uczynku! Idź i nie daj nikomu znać, że mnie widziałeś! - warknął wściekły.
Nie wierzyłem własnym uszom. Keamande nie dość, że był po dobre stronie, to jeszcze czynnie brał w niej udział! Niemożliwe staje się możliwym...
- Może pomogę - zagadnąłem.
- W sumie to możesz, jesteś mi coś winny. Gdzie Prija?
- Prija jest w to zamieszany?
- Szanuję Alfę, ale sprowadzanie kogoś z zewnątrz to głupi pomysł. Dlatego ja się nie zdradzałem, że poszukuję szpiegów i miałem czyste pole. Tak, Prija jest w to zamieszany! I teraz drań mi ucieka! Wiem. Idź, powiedz siostrze, że ma znaleźć Tevena i go zabić, najlepiej bez świadków. To samo zrób z Priją. Jeśli nie będzie możliwości, nie róbcie tego, wszystko musi być niefortunnym wypadkiem. Ja zajmę się sprawami w watasze. Spieszcie się, mamy mało czasu.

Przepraszam, opko dość chaotyczne, ale nie mam weny. ;-;
Fairlyn, a jakże. 

Od Fairlyn

Zaszyłam się w cieniu. Naprawdę głęboko w lesie. Nie zamierzałam jeszcze przez jakiś czas wracać. Nie wiedziałam, czym mogłabym się zająć, więc popadłam w stan jakiegoś otępienia. Nie myślałam. Nie czułam. Leżałam tylko bezwładnie na ziemi i czekałam. Nie wiem na co. Ale może na ten głos który po paru godzinach zaszeptał mi umyśle.
- ....Fairlyn....
Wstałam jak oparzona i rozejrzałam się dookoła. Ech, to byli oni... Nie mogłabym ich naprawdę zobaczyć. Musiałam najpierw...
- ...Już?....
Pokręciłam cicho głową. Ich propozycja, choć kusząca, była bardzo trudna do rozpatrzenia. Nie mogłam tak po prostu rzucić wszystkiego i do nich pójść.
- Zadecyduje po tej misji. Przyślę wam odpowiedź- rzuciłam w przestrzeń, ale wiedziałam, że usłyszeli.
Musiałam przedłużyć tę misję jak najbardziej. Chciałam tego, ale nie powinnam tego robić. Ze względu na Asmina. Na Aishiego. Na Dolinę. Nie powinnam... Ich opuszczać. Ale jednak pragnęłam tego. Ach, dlaczego jest to takie trudne?
Położyłam się na ziemi. Nie mogę unikać tego tematu. Muszę to wreszcie przemyśleć. Istniało wiele takich jak oni, ale akurat ci byli najlepsi. Gdybym wstąpiła w ich szeregi... Ale z drugiej strony odejście z doliny raczej nie byłoby mile odebrane. A gdybym jednak się zdecydowała potem na takie życie, wtedy mogłabym wybrać inny taki... Ale ci już raczej by mnie nie przyjęli, a tylko do nich miałam większe ambicje. A co jeśli zmarnuje swoje życie w mojej watasze i nie spełnię moich pragnień?
Otrząsnęłam się z tych myśli, kiedy poczułam jakiś znajomy zapach. Znowu on? Dlaczego tak bardzo za mną podąża?
- Trio - rzuciłam w pustkę obojętnie.
- Izzy! Hej. Gdzieś się podziewała? Jesteś już poza terenami watahy, coś może ci się stać.
- Ech, naprawdę sądzisz, że coś jest w stanie mnie zabić? - skłamałam. Wiele rzeczy było w stanie mnie zabić. Ale lepiej żeby go nie martwić, skoro tak mu na mnie zależy.
Uśmiechnął się. Nie odwzajemniłam tego. To, że trochę o niego dbam... Nie znaczy, że zacznę się spoufalać.
- Chciałem... Chciałem ci tylko powiedzieć... Że lepiej żebyś odeszła z tej watahy.
Podniosłam pytająco brew.
- No... Ja... Ten.... Wataha Pioruna, oni... Oni się zbliżają. Niedługo nas zaatakują, ja to wiem. Znaczy, niektórzy są też za tym, żeby oddać im naszą watahę. Ale ja wiem co tam z takimi robią... Bylibyśmy tylko jakimiś niewolnikami. Więc albo zginiemy albo stracimy nasze prawa. Lepiej żebyś szybko odeszła - wyrzucił z siebie wszystko na jednym tchu.
Szybko oceniłam sytuację. Nurtowało mnie wtedy jedno pytanie, chociaż domyślałam się odpowiedzi...
- A ty wiesz to....?
- Jestem z Watahy Pioruna - powiedział z trudem.
- Świetnie! - wykrzyknęłam entuzjastycznie. Może za bardzo, bo basior spodziewał się kolejnych ostrych spojrzeń i obelg. A mimo to mi to powiedział. Co jest z nim nie tak, że mnie polubił?
Informacje, informacje. Coraz więcej szans żeby je zdobyć. Uśmiechnęłam się złowieszczo. Czas na małe przepytywanko, Trio.

Pisz Asmin, pisz.


poniedziałek, 20 października 2014

Od Fairlyn

- Izzy, czekaj.
Stanęłam, ale wciąż się nie odwracałam. Czego jeszcze chciał?
- Spotkanie, nie pamiętasz? - uśmiechnął się tym swoim wkurzającym uśmiechem.
Przewróciłam oczami, ale nic nie powiedziałam. Wyprzedziłam mojego brata i ruszyłam  w kierunku jaskini. Asmin oglądał reakcje innych na mnie i potrząsał z dezaprobatą głową. No cóż, on też jakoś się nie integruje, więc czemu ma do mnie pretensje?
Weszłam dumnym krokiem do jaskini i rzuciłam krótkie:
- Halo.
- Oh, witajcie. Wybaczcie, że nie miałam czasu. Opowiedzcie, więc, czego się dowiedzieliście.
- Mhm- mruknęłam pod nosem i odwróciłam wzrok. Nie chciałam jej mówić, o pewnych... Rzeczach, które przeczytałam w umyśle Tevena. No cóż.
- Fair? Może zaczniesz? - powiedział ze sztuczną uprzejmością brat.
- Taa... No więc... Teven.... On na pewno jest w to zamieszany. Co do reszty... Wolałabym nie mówić niczego pochopnie.
Chociaż informacje były całkiem pewne...
- Tyle? - rzucił z pogardą.
- A masz niby więcej? - odwarknęłam.
- Nie, ale może więcej byś ich zdobyła gdybyś nie straszyła każdego kogo spotkasz.
- Masz z tym jakiś problem? Czasem więcej zdziałasz strachem, którego ty nie potrafiłbyś wytworzyć!
- Stop - usłyszałam stanowczy głos Moon.
Podnieśliśmy oboje głowy i skierowaliśmy na nią wzrok.
- Fair, postępuj tak jak uważasz, że będzie dobrze, ale nie przesadzaj. Asmin, jeśli twoja siostra nie zamierza tego robić, to może ty spróbuj się trochę zintegrować.
Pokręcił delikatnie głową, ale ja nic nie mówiłam. Byłam skupiona na niej. Moja starsza siostra...
- Czy wiecie coś jeszcze? - usłyszałam łagodne już pytanie alfy.
- Nie.
- Nie - westchnęłam przeciągle.
- W takim razie widzimy się jutro... Czy za dwa dni. Nie wiem ile mi to zleci... Możecie już iść.
Wychodząc, Asmin i ja. patrzyliśmy się na siebie złowrogo. Zmrużyłam oczy i odwróciłam się.
- Izzyyyy!!!
- Sza, Trio - powiedziałam cicho, ale takim tonem, jakbym zaraz miała go zabić.
Skulił się i mnie zostawił, a ja poszłam dalej, w kierunku lasu. Miałam tego wszystkiego dość. Może wrócę do Doliny? Albo przynajmniej ją odwiedzę... Ech... Zostanę jeszcze na trochę. Ale zaczyna mnie ta cała akcja porządnie denerwować.

Asmin >.<

Od Asmina

Obudziłem się cały i zdrowy, jedynie lekko obolały i niewyspany, gdyż moi sąsiedzi mieli tendencje do głośnego chrapania oraz bliżej niezidentyfikowanych okrzyków w środku nocy. Chyba wojownicy mieli grubą imprezę. Ha, pewnie Fair świetnie się zintegrowała! Oby się nie okazało, że ma szczeniaki...
Słońce dopiero wschodziło. Wyszedłem z jaskini na rześkie powietrze i zamarłem.
Odwróciłem powoli łeb.
- Mhm, gratulacje. Nie każdy mnie słyszy - odpowiedział Keamande i wyszedł z zarośli. Świdrował mnie oczami, aż ciarki mnie przeszły. Ale nie czułem tego charakterystycznego uczucia, kiedy ktoś natrafia na barierę w mojej głowie.
No cóż, nie wiedział, że przeżyłem już to spotkanie we wcześniejszej teraźniejszości, ale po co mu ta informacja.
- Jak zwiad? - zapytałem, w nadziei na jakieś nieprzemyślane słowo.
- Chętnie się dowiem, jak twój przebiegnie. Nie daj się zabić! - rzucił na odchodne i zniknął między drzewami.
Nie daj się zabić? Czy on mi coś sugeruje? Nie ufam mu, podobnie jak Tevenowi. Takich typów nie powinno się przyjmować!

*

Wróciłem ze zwiadu zawiedziony. Wszyscy, nawet Teven, spali, a ich myśli były... Puste. To dziwne. Niektórzy śnili, a kilka wilków... Nic. Czytając ich brak myśli miałem wrażenie, że wchodzę do pustego, białego pokoju.
Dzisiaj postanowiłem poobserwować z ukrycia trening wojowników. Z tego co się orientowałem, Ignil nie wpuszczał nikogo na nie, uważał je bowiem za sprawę prywatną. Chciał, aby wojownicy stanowili jedność, aby nie mieli przed sobą tajemnic, co ponoć ułatwia kooperację. Przynajmniej tyle dowiedziałem się z ploteczek, podsłuchań rozmów i szperaniny w głowach. Według jednej plotkary wojownik mógł nawet otwarcie wyznać na treningu innemu wojownikowi, że spał z jego partnerką. Zazwyczaj zostawał wtedy wyzywany na krótki, honorowy pojedynek.

*

- Izzy.
Siostra uniosła wzrok ponad swojego adoratora. Integracja widać świetnie jej szła, tsa.
- Trio, spadaj - warknęła do młodego wilka, który widząc moje spojrzenie posłuchał. - Czego chcesz?
Widziałem twój trening. Nie podoba mi się, że oszukujesz w walce - powiedziałem jej telepatycznie.
- Znalazł się, uczciwy - prychnęła. - To tyle?
- Co z twoim planem? Już nie jesteś przyjacielska? - zapytałem, uśmiechając się przymilnie, co ją lekko rozdrażniło. Coś było najwyraźniej nie tak.
- Nie. Problem?
- Jakiś najwyraźniej masz. O co chodzi?
- Ten szczeniak mnie wkurza. Idę - burknęła i wstała.
Nie mówiła mi wszystkiego. Byłem tego pewien.
Pora zrelacjonować wszystko Moon.

Fair? ;v;

Od Fairlyn

Kolejny nudny dzień.... Może i lepiej, że nudny? Co za dużo akcji, to niezdrowo. Ale i tak... Preferuje to drugie.
- Hej, nowa! - usłyszałam jakiś krzyk.
Podbiegł do mnie jakiś młody basior, jak przeczytałam w jego głowie- Trio.
- Czego? - odwarknęłam.
- Spokojnie, chciałem ci tylko towarzyszyć w drodze na trening. Byłaś już na nim? A przecież, jak mogłem zapomnieć. To ty pokonałaś naszego mistrza! To było świetne, jak ty to zrobiłaś? Byłaś jak duch czy coś. Wiesz, kiedyś chciałbym zostać przywódcą wojowników, dlatego ciężko ćwiczę. Mogłabyś mnie czegoś nauczyć? Nikt nie musi wiedzieć. Z tego co widzę jesteś najlepsza....
- Zamknij się - warknęłam.
Nie zamierzałam się spoufalać. Oby Asmin jakoś lepiej to rozegrał.
Spojrzał się na mnie z wyrzutem i powiedział słabym głosem:
- Teraz wiem dlaczego wszyscy się ciebie boją.
Uśmiechnęłam się w duchu. I dobrze, że się boją.
Trio wciąż za mną szedł, co działało mi na nerwy, ale przynajmniej teraz być cicho. Przy okazji, można wyczyścić kolejny umysł... Znaczy go przeszukać.
Właściwie nic nie wiedział, może to i lepiej dla niego.
Kiedy dotarliśmy na polanę, wrócił mu dobry humor i z zapałem rzucił:
- Walcz ze mną!*
Rzucił się na mnie z całej pety, nacierając na mnie całym swoim ciałem. Machnęłam łapą i już leżał na ziemi. Uśmiechnęłam się pod nosem, ale szybko przybrałam znowu zimny wyraz twarzy i ruszyłam dalej. W cieniu polany na samym skraju stał Tev i się uśmiechał. Wiedziałam, że coś knuje. Chyba chciał walczyć. To będzie dopiero zabawa.
- Izzy, jak dobrze cię widzieć. Zechcesz zostać moją partnerką do walki?
Uśmiechnęłam się oschle.
- Z wielką chęcią.
Wszyscy zgromadzili się wokół nas, tak jak poprzednio, kiedy moim przeciwnikiem był Ignil. Tylko, że teraz będzie jeszcze lepiej. Miał telepatie, więc walka będzie ciekawsza. Dużo ciekawsza...
Powoli wszedł do mojego umysłu. Będę zbytnio skupiona na walce żeby koncentrować na jakiejś bzdurze myśli, ale jego moc była słabsza od mojej. Szybciej będę wyłapywać jego myśli niż on moje. Może się to udać. Wdarłam się brutalnie do jego umysłu, przez co wydał krótki jęk. Ostatnio nauczyłam się jak to robić, żaby sprawić trochę bólu.

***

Powiem tylko tyle- czy tylko tacy wojownicy są w tej watasze? Nie żeby Tev był zły, zanim ostatecznie wygrałam musiałam sporo się natrudzić, ale... Ignil chyba nie jest dla nich najlepszym trenerem, jak mniemam. Tev musiał wyciągnąć te zdolności od tamtej rodziny.
Po skończonej walce poszłam na polanę, gdzie wylegiwały się wszystkie wilki. Rzucali mi spojrzenia, jak to robili wcześniej z Tevenem, tylko że jeszcze intensywniejsze. Uśmiechnęłam się szyderczo i poszłam przed siebie. Wojownicy przesuwali się na boki kiedy szłam. Ach, to dopiero było życie. Chyba byłabym niezłym dyktatorem. Ale to tak mimochodem. Zobaczyłam wśród nich Tevena. Rzucał mi złowrogie spojrzenia, przepełnione wściekłością. W odpowiedzi uśmiechnęłam się jadowicie i skierowałam się przed siebie. Usiadłam na skraju polany i zaszyłam się w cieniu drzew. Coś zaczęło pędzić w moim kierunku.
- Izzzzyyyyy!!!!
No nie, tylko nie on! Czy on ma zamiar mnie zadręczyć na śmierć? Trio... Westchnęłam w duszy i przybrałam najgroźniejszą minę na jaką było mnie stać (no może nie aż taką), ale jego to nie speszyło i wciąż do mnie biegł. Nigdy się nie nauczy? Spojrzałam mu w oczy i kazałam mu siąść. Z psychiką młodych wilków było łatwo, a jeszcze łatwiej ze szczeniakami. Kiedy siadł, kontakt się zerwał i zaklęłam pod nosem. Ale to wystarczyło, żeby się uciszył. Chyba kręciło mu się trochę w głowie. Skutki uboczne hipnozy. A teraz zobaczmy po co tu przyszedł...

Asmin, zróbmy coś razem ;w;

*ktoś oglądał kiedyś Fairy Tail? XD

Od Asmina

Prija okazał się być bardzo towarzyskim wilkiem. Kiedy pokazywał mi tereny Mrocznych, dla każdego znalazł miłe pozdrowienie, radę, uśmiech... Zdawało się, że wszystkie wilki go znają.
A ja znałem już terytorium watahy. Mniej więcej zaplanowałem sobie w głowie, gdzie pójdę na zwiadzie. Teraz miałem chwilę wolnego aby pokręcić się bez celu. Fairlyn miała jeszcze trening, o ile na niego poszła. Ciekawe, jak jej idzie integrowanie się. Ja zbytnio nie wysilałem się: obserwowałem i słuchałem, czyli to, co zwykle.
Usiadłem w cieniu, patrząc na wilki kąpiące się w rzece. To była ładna rzeczka, nie to co ta zdradliwa, Kryształowa. Za to nie było to żadnej innej rzeki ani jeziora. Łańcuch szczytów za jaskinią Alf, a poza tym puszcza. Ciemna, mroczna, puszcza, gdzieś w środku rzeczka...
- Cześć! Jak masz na imię? Ja jestem Akavi, a to mój brat Feaque! - usłyszałem szczenięcy głosik.
- Mhm... Jestem Terriel, niedawno dołączyłem - odpowiedziałem i spojrzałem w dół.
Przede mną stały dwa szczeniaki. Akavi, ten, który mówił, był biało-ognistorudy, z grzywką nieustannie padającą na pyszczek. Oczu nie zobaczyłem, gdyż cały czas się wiercił. Jego brat, spokojniejszy, aczkolwiek również wyglądający na rozrabiakę, był jasnobrązowy z długim, puszystym ogonem. Uśmiechał się zawadiacko.
- Pobawisz się z nami w berka wodnego? - zawołał Akavi i zaczął gonić swój ogon.
Zaśmiałem się lekko na ten widok.
- Vi! Fea!* Zostawcie tego pana, nie dość że opiekunki nie mają z wami spokoju?
To naszej trójki podbiegła zaniepokojona wilczyca. Wyglądała na ich matkę, gdyż miała jasnobrązowe futro i ognistorudą włosy, opadające aż na grzbiet.
Wilczki wybąkały przeprosiny, a dokładniej Feaque przeprosił za brata, który zaczął się turlać do rzeczki.
Zostawszy sam z nieznajomą, postanowiłem się przedstawić.
- Nazywam się Terriel. Spokojnie, chłopaki nie przeszkadzali zanadto - mrugnąłem do niej i uśmiechnąłem.
- Naprawdę za nich przepraszam. Odkąd potrafią chodzić mam z nimi problemy. Jestem Mavea - na jej zmęczonym pysku zawitał przelotny uśmiech.
- Miło cię poznać. Czy mogłabyś wtajemniczyć mnie w sytuację w watasze, gdyż jestem nowy i nie bardzo się orientuję?
Zawadiacki uśmiech podziałał, gdyż natychmiast zalała mnie falą ploteczek, jaką codziennie wymieniają ze sobą baby. Byłem niemalże oszołomiony nawałem informacji, aż zdałem sobie sprawę, że informacje kto z kim chodzi, kto kogo nie lubi i dlaczego wilczyca z trzeciej jaskini od lewej to głupia dziewucha nie bardzo przydadzą mi się w misji. Zamiast tego słuchać zająłem się przeczesywania jej myśli. Dzięki temu działaniu zdobyłem przydatniejsze informacje, jak na przykład to, że niejaki Ignil robi dłuższe treningi z wojownikami, którzy mniej rozmawiają z resztą watahy, że Keamande zawsze nazywa nowych swoimi podwładnymi i nie trzeba się nim przejmować, a Prija to spoko gość. Poznałem też szereg imion, które nic mi nie mówiły, ale mogłyby się przydać w późniejszym czasie.
Tak leniuchując, zdobywając póki co mało znaczące informacje i zapoznając się z terenami watahy spędziłem południe, popołudnie i nawet nie zorientowałem się ze wieczór. Wilki zapamiętały mnie jako tego uprzejmego, aczkolwiek małomównego zwiadowcę. I oto chodziło.
Najwięcej miał przynieść poranny zwiad, ale teraz była noc, którą należało jakoś spożytkować. Po zaspokojeniu iście wilczego apetytu ze zdobyczy łowców, zainteresowałem się tematem jaskini do snu.
- Przy powalonym dębie jest jedna większa, gdzie śpią ci nowi lub zbyt leniwi, żeby zainteresować się prywatną miejscówką. Niedaleko jest też jaskinia dla wojowników, gdyż Ingil wpadł na pomysł robienia im niespodziewanych alarmów nocnych. Wiesz, taki trening - powiedział mi Prija i zniknął z polany przed jaskinią Alf.
Dzięki zostaniu oprowadzonym wiedziałem, gdzie jest ów powalony dąb i po krótkim błądzeniu trafiłem do celu i udałem się na spoczynek. Jutro pierwszy zwiad...

Fairlyn?

*Wcale niecelowo czyta się Wi-fi. ._.

Od Fairlyn

Siedziałam sobie spokojnie w cieniu. Alfa miała jakieś zajęcia, więc odłożyła spotkanie na rano, czy jakoś tak. Miałam w każdym razie całą noc dla siebie. Z przyzwyczajenia nie spałam w nocy. Nie lubiłam snu. Wtedy stawałam się bezbronna i podatna na ataki. Poza tym... Po prostu sen nie sprawiał mi przyjemności. Ostatnio zapadałam w niego tylko w wyjątkowych przypadkach, na skraju wytrzymałości. Ale potrafiłam paręnaście dni nie spać, co i tak było całkiem niezłym wynikiem.
Siedziałam sobie spokojnie w lesie, gdzie raczej nikt nie powinien chodzić. Gdybym była zwiadowcą, pewnie robiłabym teraz rundkę wokół terytorium, chociaż słyszałam, że ich przywódca bierze tamta porę. A szkoda. Zamiast zwiadu jednak mogłam robić co chciałam, co dawało parę pożytecznych opcji. Mogłam swobodnie przemknąć między legowiskami i przeszukać umysły aby zobaczyć czy któreś z członków knuje bunt... Mam wątpliwości co do Tevena. Nie jest na pewno przywódcą całej akcji, o to podejrzewałabym Ignila, ale był kimś ważnym, a może nawet jeszcze ważniejszym niż Przywódca Wojowników. Sam był jedynie jednym z nich, ale czułam, że to nie jedyne co robi. Musiałam przeszukać jego umysł, wiedziałam instynktownie, że będzie pożytecznym źródłem informacji. Niestety istniała pewna przeszkoda... Nie wiedziałam gdzie on może być.
Ruszyłam póki co do legowisk, przeszukać umysły reszty. Pewnie nie wiedzieli zbyt wiele, ale zawsze coś. A konkretnie, jeden basior, może wiedzieć więcej niż inni. Ignil.
W moim umyśle znowu zakotwiczyły myśli o nich. Tak, propozycja była kusząca, ale... Żeby zostawić dla nich dolinę? Aishiego? Istniała możliwość, że dołączyłby ze mną, ale nie chciałam tam go zaciągać. Dla całej watahy byłaby to lepsza opcja. Wiem, że Asmin chciałby mnie zatrzymać, ale wyszłoby to na lepsze także dla niego...
Biłam się z myślami w drodze do jaskiń. Kiedy wreszcie się zbliżyłam, zaczaiłam się na pograniczu pierwszej jaskini i wniknęłam w umysł jakiegoś basiora. Wyciągnęłam informacje gdzie znajduje się jaskinia Ignila i szukałam jakichś informacji o Tevenie, ale widocznie nic o niem nie wiedział. Jak na mój gust był bardzo młody, więc się nie dziwiłam. Poza tym... W jego umyśle wyglądało na to, że się go boi. Ciekawe czemu...
Bezszelestnie podeszłam do tej jaskini, którą wychwyciłam we wspomnieniach i zbliżyłam się do wejścia. Spał, bardzo mocnym snem, więc nic mi zbytnio nie groziło. Wniknęłam do jego umysłu i zaczęłam go przeszukiwać.
- Co ty wyprawiasz? - zasyczał ktoś z cienia.
Nie wierzę, no. Tev. Właśnie wtedy kiedy go najmniej potrzebuje.
- Cześć, mnie też jest miło ciebie poznać - odparłam opryskliwie.
Poczułam jak wnika do mojego umysłu. Ale wyczułam  w tym, że jego telepatia jest bardzo słaba, dla kogoś kto ją trenował przy boku demona, znaczy mnie. Widocznie jeszcze nie do końca nauczył się nad nią panować. Takich było łatwo wykiwać. Wystarczyło jedynie pomyśleć o czymś intensywnie i skupić na tym cały swój umysł. Oczywiście na Asmina to nie działało, ale istniała możliwość, że z nim mi się uda. Wyobraziłam sobie ostry obraz tego jak tu zwyczajnie szłam i akurat przystanęłam przed tą jaskinią. Poczułam, że się uspokaja. Tym razem to ja wniknęłam do jego umysłu i po cichu w nim szperałam. Utrzymanie w takim momencie kontaktu rzeczywistego było trochę trudne, ale nie powinno sprawić mi większych kłopotów.
- Teven- rzucił w powietrze.
Nie odpowiedziałam. Pozwoliłam mu wybadać w głowie moje fałszywe imię i uśmiechnęłam się złowieszczo.
- Ładnie tak po wszystkie informacje wchodzić komuś do głowy?
Trochę go tym przestraszyłam co sprawiło mi niejaką przyjemność. Ale po chwili się uśmiechnął i mój triumf znikł.
- Telepatka, hę? Ciekawie będzie mieć jeszcze kogoś takiego.
Bez słowa poszłam dalej w ciemność drzew, a on podążył za mną. Szliśmy w ciszy, z taką jedynie różnicą, że ja w tym czasie wyciągałam od niego wszystkie informacje. Z każdą następną rzedła mi mina, ale nic nie dawałam po sobie poznać. On już nie próbował do mnie wniknąć, co pomagało mi wszystko przeszukać. Ciekawa byłam czemu nie odchodzi ode mnie. Po prostu szedł tuż za mną, jakby dając mi przestrzeń. Zdziwiło mnie to, wydawał się być kimś ważnym, ale mimo to trzymał się z tyłu. Wreszcie w jego głowie pojawiła się odpowiedź, która trochę mnie uspokoiła- bał się telepatii. Zaintrygowało mnie to, więc pociągnęłam się do jego przeszłości. Rzadko to robiłam, ze względu na prywatność, ale teraz nie musiałam się tym przejmować. Zobaczyłam w jego umyśle coś czego wolałabym nigdy więcej nie widzieć. Enxa. Według niego naprawdę nazywał się Renx. Hmm... Z tego co pamiętam z umysłów naszej watahy był to członek rodziny tej gammy, której miejsce zajęłam. Dla niego był tym samym, ale z dalszych korzeni. Chyba raz się spotkali. Napaliłam się na tą wiedzę i zaczęłam ostrzyć macki mojego umysłu, ale w tym momencie coś mnie rozproszyło, a kontakt się zerwał. Odwróciłam się żeby zobaczyć o co chodzi. Stał gdzieś z tyłu, a jego oczy lśniły złowrogo w bladym księżycowym świetle. Uśmiechnął się w moim stylu i rzucił na odchodnym:
- Do jutra na treningu, Izzy. Zobaczymy co potrafisz.

Asminnnn, twoja kolej///

Od Asmina

Wyszliśmy z jaskini Alf. Fairlyn miała mieć zaraz trening, a co do zwiadów polecono mi się umówić z resztą zwiadowców. Dostałem krótką instrukcję, gdzie ich znajdę i ruszyłem.
Byłem ciekawy. Sytuacja była nader intrygująca. Poznać świat od drugiej strony, od strony... nowego.
Mijałem wilki. Niektóre mnie ignorowały, inne obdarzały serdecznym uśmiechem, a jeszcze inne jawną pogardą. Wiedziałem, że w tej watasze jest parę typów, co uważa się za "tych lepszych od plebsu".
Zaśmiałem się w duszy. Fairlyn zdecydowała się grać tą przyjacielską, więc ja miałem wolną rękę. Miałem cały wachlarz zachowań do wyboru.
Mogłem grać twardziela, jąkałę, lizusa, flirciarskiego... Kogo chcę! Świat stoi dla mnie otworem!
- Ty jesteś ten nowy, hę? - mruknął jakiś typek pod drzewem i odgryzł kawałek zająca, leżącego przed nim.
- Masz dobre informacje - odpowiedziałem neutralnie, gdyż jeszcze nie zdecydowałem się kogo udawać.
W sumie... Po co udawać? I tak uważniejszy obserwator zobaczy sztuczność. Lepiej być sobą.
- Keamande, Keam. Zwiadowca i twój przełożony - wilk wstał i wyszedł z cienia.
Dopiero teraz mogłem mu się dokładnie przyjrzeć. Jego futro było krótkie i czarne, niczym się niewyróżniające. Kiedy Keamande wstał, musiałem patrzeć na niego z dołu. Był wielki i barczysty. Zastanawiałem się, dlaczego nie został wojownikiem.
Pysk wykrzywiony w pogardliwym uśmieszku, zielone oczy, od których ma się dreszcze.
- Terriel - przedstawiłem się.
Keam popatrzył na mnie chwilę i wrócił do zająca.
- Ja jestem Prija - odezwał się ktoś.
Zupełnie nie zauważyłem brązowego wilka z malunkami na pysku. Siedział pod drzewem obok i uśmiechał się przyjaźnie. Jego oczy były niebieskie, ufne. Kiedy wstał i podszedł do mnie, zauważyłem, że lekko utyka na przednią, prawą łapę.
- Coś się stało? - zapytałem.
- E, mam to od urodzenia. Szamani powiadają, że kość za krótka czy coś w tym stylu. Ale przyzwyczaiłem się - rzekł, widząc moje spojrzenie.
- Bierzesz zwiad po nocy, skoro świt - wtrącił się Keam i spojrzał na mnie władczo.
Kiwnąłem głową i odszedłem kawałek z Priją.
- On tak zawsze - pocieszył mnie samiec. - Zawsze bierze nocne zwiady, a mi jakieś poranne albo wieczorne. Ewentualnie w środku dnia. Pójść z tobą na twój pierwszy raz?
- Nie, dzięki. Ale gdybyś teraz mógł mnie odprowadzić...

Reszta jutro. ;n;

niedziela, 19 października 2014

Od Fairlyn

Trening? Czas pokazać im na co mnie stać. Cóż, moje prywatne treningi z Asminem były całkiem dobrym poziomie, ale wciąż pragnęłam lepszych umiejętności, którymi będę mogła powalić przeciwników. Tylko... Nie miałam zbytnio wyboru, musiałam uczyć się  z tym co mam. Nie żeby Ajax był zły, ale chciałam osiągnąć szczyt możliwości, jakąś potęgę. Z resztą nieważne, teraz muszę skupić się na misji... Jakkolwiek miałoby to wyglądać.
Wkroczyłam na polanę. Przyszłam spóźniona, ale miałam to gdzieś. Rozejrzałam się. Wszyscy już ćwiczyli walkę w parach, został jedynie Ingnil, nadzorujący wszystko. Kiedy mnie zobaczył, posłał mi niezrozumiałe spojrzenie i rzucił:
- Wreszcie jesteś. Nie ma już wolnych par, powalczymy razem.
Wiedziałam jakie jest zagrożenie. Był magiem ognia, więc dobrze sobie radził w walce. To że czasem wygrywałam z Asminem, nie dawało mi większych szans. Co prawda raz udało mi się pokonać Ajaxa, ale to raczej był fart. Ale miałam dzisiaj nastrój do rywalizacji. Nie zamierzałam przegrać.
Skupiłam na nim wszystkie swoje myśli. Nie mogę przegrać, na pewno nie.
- Bez mocy, hę?
- Tak, tak. Zaczynajmy.
Podstawową umiejętnością jest sztuka kłamania i oszukiwania, kiedy jest taka potrzeba. W walkach praktycznie nigdy nie jestem uczciwa, chyba, że walczę z Asminem, który już mnie zna. Ale wobec innych... Powiedzmy, że postępuje trochę inaczej.
Zaczął krążyć wokół mnie. Nie chciało mi się w to bawić. Siedziałam tylko na środku koła. Po chwili wdarłam się do jego umysłu i przejrzałam jego plany. Trzeba to powiedzieć miał całkiem niezłą strategię, jak przystało na przywódce wojowników. Ale nic z tego, niestety. Łatwo będzie obrócić ją na moją korzyść. Kiedy rzucił się na moją twarz z bocznej pozycji, uchyliłam się i przeorałam jego tylną nogę pazurami i jednocześnie zaczepiając łapę się o tą ranę, wzmocniłam jego uderzenie w ziemię. Bułka z masłem. Chociaż, jak się tego spodziewałam szybko powstał z ziemi i przystąpił do kontrataku. Nie trudno było mi uchylać się przed ciosami. Dla własnej satysfakcji, nie atakowałam go, tylko spokojnie czekałam aż wyczerpie część sił. Ku zdumieniu wszystkich wokoło, jeszcze ani razu nie zmieniłam pozycji, w przeciwieństwie do Ignila, który szalał gdzieś blisko mnie. Co prawda był dobrym wojownikiem i bez telepatii pewnie już byłabym w podobnym stanie co on. Ale jest taka jedna rzecz, której nauczyłam się od całego mojego życia, a w głównej mierze Enxa. Zawsze wykorzystuj swoją przewagę.
Niedługo potem przystąpiłam do ataku. A wszystkie jego myśli i odwety należały do mnie. Nie miał szans wygrać. Przegrał zanim jeszcze zaczął walczyć. Taka jest magia tych, którzy czają się w cieniu.
Otrząsnęłam się. Nie mogłam o nich myśleć. Nie teraz, kiedy Tev czaił się w pobliżu i był gotowy przewiercić mi umysł. Gdybym umiała wytworzyć barierę... Będę musiała nad tym poćwiczyć.
Odrzuciłam zbędę myśli na bok i rzuciłam okiem na zgromadzone wilki. Wpatrywały się w coś z wielkim zdumieniem. Czyżbym coś zrobiła Ignilowi? Ostatnio jak sprawdzałam leżał zdyszany na ziemi. Żył. Odwróciłam się. Nie... Wszystko było okej. Oni patrzyli na.... Na mnie. Ech. Właściwie to dzisiejszej nocy nie spałam, myślałam nad strategią. Stwierdziłam, że lepiej żeby Asmin się zaprzyjaźniał. Ja zagram "tego złego". W końcu aktorstwo... A może i prawda... było moją mocną stroną. Czasem strach i szacunek zdziała na innych polach więcej niż przyjaźń... Zobaczymy.
Jeszcze raz przerzuciłam po wszystkich wzrokiem i skierowałam się ku wyjścia z polany. Wilki rozstąpiły się przede mną. Z tego co czytałam w ich myślach, jeszcze nikt nie pokonał ich mistrza. Intrygujące. Może miał dziś zły dzień?
Zaśmiałam się w duszy i wkroczyłam do lasu. Zatrzymałam się jeszcze na małą chwilę i nie odwracając się rzuciłam:
- Na dzisiaj chyba koniec treningu.

***

- Asmin?
Szukałam w ciemnościach mojego brata. Księżyc był w nowiu, więc trudno było się odnaleźć wśród drzew.
- Tak, tutaj.
- No, wreszcie. Słyszałam, że nieźle namieszałaś wśród wojowników.
- Powiedzmy.
Zastanawiało mnie jak mu poszło. Ciekawe czy coś znalazł...
- Chodź do Moon.
Przytaknęłam. Przyjemnie było zaczynać  wszystko od początku. Nowe wrażenie, nowa tożsamość. Ale gdybym to robiła to raczej nie u Mrocznych. Coś... Coś innego bardziej by mi pasowało...
Potrząsnęłam smętnie głową. Teraz nic na to nie poradzę... Lepiej kiedy wyrzucę to ze swojego umysłu na dobre.

Asmin >.<

Wilczątko Coldie


Imię: Coldie
Płeć: samiec
Rodzina: przybrany ojciec Nesso
Żywioł: woda
Umiejętności: dobrze pływa i nurkuje (★★★), odporny na choroby i trucizny (★★), zamraża (★★★)
Opis: Uwielbia samotne spacery, kocha swojego ojca i dąży do celu.

Wyniki konkursu

Jesteśmy zaskoczeni tak małą ilością chętnych do wzięcia udziału w konkursie, gdyż wielokrotnie dostawaliśmy prośby o zorganizowanie tegoż konkursu, no ale cóż.
Za napisanie jednego opowiadania 1 Punkt dostaje Fairlyn.
Za napisanie dwóch obszernych, acz niezgodnych z zasadami konkursu opowiadań 1 Punkt dostaje Spirit.
Na przyszłość nie proście nas o konkurs, jeśli nie zamierzacie brać w nim udziału.
Gratulacje dla tych, którzy podjęli się wielce trudnego zadania napisania opowiadania o wygnanym wilku.

Z Lasu Cieni pozdrawia Was Beta Ren oraz Alfa Asmin,

którzy wspólnie smutają nad brakiem chętnych.

piątek, 17 października 2014

Od Wirvixa

- Jesteś nowa? - Nowi byli interesujący, a ta biała wadera szczególnie. Zobaczyłem błękit jej oczu i uznałem, że jej żywioł to woda. - Woda? - zacząłem zadawać kolejne pytania. - Jak się nazywasz? - coraz więcej pytań.
- Jestem nowa, mam na imię Lethiel i moim żywiołem jest woda. - Lethiel uśmiechnęła się.
- Wspaniale. Idziemy do jeziora? - Lubiłem zadawać pytania, ale to było moje czwarte.
- Dobra. - Pobiegliśmy do Szmaragdowego jeziora. Wadera musiała co jakiś czas zwalniać. Z przyzwyczajenia wbiegłem na skałę Reimond.
- Iluzje czy magia? - kolejne pytanie wyrwało się z moich ust.
- Co? - Lethiel się uśmiechnęła.
- Co wolisz?
- Nie wiem. - Stworzyłem iluzję. Przedstawiała mnie. Udało mi się zrobić ją za plecami wilczycy.
- Odwróć się, proszę - poprosiłem ją. Spojrzała w tył. Za nią siedziała moja iluzja.
- Magia. Sklonowałeś się. - Jej niebieskie oczy wpatrywały się we mnie.
- Iluzje. On się nie rusza. Jeszcze nie umiem poruszać iluzjami. Nie jestem magikiem, tylko iluzjonistą.
- Łał.
- Chcesz zostać moją mamą? - Brakowało mi mamy, a jej potrzebowałem. Lethiel by się nadawała. Była trochę młoda, ale mi to nie przeszkadzało.

Lethiel

Od Fairlyn

Reszta drogi upłynęła nam mniej więcej w ciszy. Poustalaliśmy jeszcze trochę kim mamy być, ale każde z nas, w naszych myślach było już w watasze, gdzie mieliśmy zastać coś... Właściwie nie wiedzieliśmy co.
Rozmyślałam nad moją tożsamością. Słyszałam kiedyś z opowieści Enxa o jeden skrytobójczyni. Podobno była taka świetna, że nikt jej jeszcze nie pokonał. Skrytobójcy trochę mnie zastanawiają... A może nawet pasjonują?... Nieważne.

***

Powoli wkroczyliśmy na polanę. Wilki spojrzały się na nas dziwnie, ale szliśmy dalej. Także wtedy gdy ktoś nas zaczepiał. W końcu stanął przed nami rosły basior- jak wyczytałam z jego myśli- Ignil.
- Kim jesteście i co robicie na terenach Watahy Mrocznych? - zapytał dosyć stanowczym tonem.
Miałam zamiar go wyminąć, ale Asmin wzrokiem przypomniał mi, że mamy wtopić się w społeczeństwo. Przewróciłam oczami i wbiłam wzrok w wojownika.
- Chcielibyśmy widzieć się z Alfami- oznajmiłam.
- A można wiedzieć po co, słońce? - tym wkurzył mnie na maksa, ale poza ostrzejszym, zimnym wzrokiem nie mogłam nic zrobić. Ale nawet to podziałało. Cofnął się lekko.
- Chcemy dołączyć do watahy, ognisty. Gdybyś był tak miły i już spadał... - zatrzepotałam ze złością rzęsami.
Brat napomniał mnie spojrzeniem.
- Witaj wojowniku. Przepraszam za nią - spojrzałam się na niego jakbym miała go tym zabić, ale nie podziałało- Jesteśmy razem z siostrą samotnikami, ale... Jeśli można, chcieliśmy tylko spotkać się z Alfą.
- Zobaczę co da się zrobić- powiedział po krótkim wahaniu.
Siadłam na ziemi i zaczęłam przyczesywać wilcze umysły. Jedynie dwoje miało blokadę, ale nie byli mi jakoś szczególnie potrzebni. Z perspektywy innych byliśmy wędrowcami, którzy teraz chcą ostać w tej watasze. I dobrze. Parę wilków brało nas za potencjalne zagrożenie, a jeden- za szpiegów. Skupiłam się bardziej na myślach tego ostatniego- Tevena. Nie wiedziałam czego tak naprawdę szukać, co tylko utrudniało znalezienie jakichś informacji. Cóż, będę musiała zaczekać, aż alfa łaskawie nas zaprosi.

***

- Wataha Pioruna, hę? - rzuciłam.
- Tak, jeszcze nikt ich nie pokonał. Podbijają coraz to nowe tereny. Nie mamy szans z nimi, dlatego niektórzy chcą się poddać, a niektórzy... Obalić alfy. Dlatego proszę was abyście rozeznali się w sytuacji. Dzięki Tevenowi wiedzą kto ich zdradza, ale myślę że wam się jakoś uda. Porozmawiam jeszcze trochę z Asminem... Póki co Fair, postaraj się wpasować w społeczeństwo - poleciła mi Moon.
Nie musiałam sprawdzać myśli Asmina, żeby wiedzieć co czai się w jego mózgu. Ja i przyjaźń?

***

Wyszłam z jaskini Alf razem z Asminem i Moon. Ogłosiła swoim, że dołączamy do watahy. Śmiać mi się chciało, ale nic nie dałam po sobie poznać.
Wojownicy będą mieli zaraz trening, z tego co dowiedziałam się od Crentatch. Udałam się w tym kierunku.
- Hej, nówka! Chcesz się do nas przyłączyć na polowaniu?
To byli wojownicy. Powinnam się integrować, ale...
- Aishi?...
- Kto?
Wilk stojący z boku był tak do niego podobny, że moje serce zabiło szybciej. Ale szybko się uspokoiłam. Nie mogłam sobie pozwolić, aby dojrzeli moje słabości. To nie był Ruu tylko Teven. A wilkiem stojącym na ich czele był oczywiście Ignil, przywódca wojowników.
- Nieważne.
- To idziesz czy nie?
Uśmiechnęłam się z pogardą i przewróciłam oczami. Odwróciłam się i zaczęłam iść w swoją stronę, ku zdumieniu całej grupy uległych wojowniczków, którzy nigdy nie pomyśleliby o takim zachowaniu wobec swojego przywódcy. Cóż, może i miałam udawać kogoś kim nie jestem, ale... Myśląc dalej o przyszłości, kiedyś dowiedzą się kim naprawdę jestem... I może łatwiej by było od razu pokazać im kto tu rządzi. No ale jednocześnie, nie zaprzyjaźnię się z nimi za pomocą strachu i ciemnej aury. Ale... Ahh, zaczynała mnie boleć od tego wszystkiego głowa.

Asminku, napisz jak ty się bawiłeś <:

Od Aishiteruu

Stojąc na polanie zauważyłem Fairlyn. Spojrzała w moją stronę, powiedziałbym, że z tęsknotą w
oczach. Odwróciłem się i szybko pobiegłem w stronę lasu. Miałem ostatnio za dużo na głowie.

* * *

Położyłem się na skale Reimond. Często przychodziliśmy tu z Fair. Ciekawe co teraz robi? Mam nadzieję, że wszystko z nią w porządku. 
Westchnąłem cicho czując jak chłód wody przenika przez moje ciało. Poczułem ulgę, która powoli zaczęła przeradzać się w bolesny dla płuc brak powietrza. Jak się tu znalazłem? Wskoczyłem? *

* * *

Tego samego wieczoru, biegnąc po lesie zastanawiałem się, jak wylądowałem w wodzie. Westchnąłem głośno jednocześnie przyśpieszając. Minąłem jakiegoś wilka, który obejrzał się za mną. Eh, o co im znowu chodzi? Wzdrygnąłem się czując przeszywający ból w okolicy łap. Były całe... zakrwawione. Poderwałem się z ziemi i pobiegłem przed siebie. Co się dzieje?!
Zatrzymałem się dopiero po dziesięciu minutach, a powodem była najzwyklejsza utrata przytomności. Drżałem i przymknąłem oczy. Zobaczyłem jakiegoś wilka podchodzącego do mnie. 

KIJEK? XD

*Aishi ma niekontrolowane próby samobójcze XD 

Od Asmina: Wataha Mroku

- Słyszysz? Jesteśmy już blisko - powiedziałem i rozejrzałem się.
Las był coraz rzadszy, aż w końcu wkroczyliśmy na rozległą polanę.
Nie prezentowała się jakoś nadzwyczajnie. Zwykła polana, na środku głaz.
Głaz. Odalis. Mroczni.
Ach, jak ja nie lubię jak wizje mi się pojawiają znienacka... Czyli tu, na tym głazie, moja matka zobaczyła po raz pierwszy Najwyższego, Alfę czy, jak kto woli - Waydacka Seniora.
Za głazem znajdowała się duża jaskinia, zapewne Alfy. Wyglądała... Monumentalnie. Nie to co nasze, niczym dziury w serze. To był istny pałac. Wejścia strzegło dwóch wartowników.
Nie dostrzegłem mniejszych jaskini dla pozostałych członków. Pewnie były gdzieś dalej, ukryte wśród drzew.
Szliśmy w kierunku jedynej groty w polu widzenia. Czułem na sobie wrogie spojrzenia, spojrzenia pełne podejrzliwości. Nagle stanął przed nami rosły wilk, na oko 3 letni.

*

Po krótkiej rozmowie przycupnęliśmy na środku polany. Fairlyn przeczesywała myśli innych, co pozwoliłem sobie sprawdzić w jej głowie. Sam również doznałem tego nieprzyjemnego uczucia, kiedy ktoś próbuje dostać się do twojej głowy, a natrafia na barierę, jak u mnie. Rozejrzałem się po wilkach, które albo nieumiejętnie chowały się za drzewami, albo, próbując okazać nam pogardę, nie robiły tego wcale. Wreszcie dostrzegłem tego, który chciał przeczytać moje myśli. Jakiś Teven... W jego głowie szperałata już Fair, więc nie dołączyłem się do niej z obawy, iż nas dwoje ktoś łatwiej wykryje niż samą Lyn.
Uznałem również, że jak tylko siostra wpadnie to ja będę miał jeszcze jakąś szansę uratować misję, ale nigdy nie powiedziałbym jej tego wprost. Wiedziałem, że i tak nie weźmie tego do serca.

*

Moon skończyła mówić i zwrócił się do nas Crentatch.
- Kim chcielibyście zostać w Watasze Mroku?
- Wojownikiem - wypaliła szybko Fair.
Ja zastanawiałem się dłuższą chwilę. Z jednej strony wojownik to integracja, wspólne treningi i nawiązywanie znajomości, lecz z drugiej... Na treningach wszystkie słabości wychodzą na jaw, a ja nie chcę odsłaniać póki co swoich kart.
- Zwiadowca - rzekłem.
Tak, to jest dobre. Wtykanie nosa w nie swoje sprawy w ramach pracy to świetnie alibi. A integrować się mogę po godzinach...
Kiedy przeanalizowałem nasze odpowiedzi nie mogłem powstrzymać się od uśmiechu. Fairlyn i integracja to najlepszy oksymoron, jaki w życiu słyszałem...
- Dobrze. A właśnie, nie przedstawiliśmy się. Jesteście...? - Moon uniosła brew*.
- Terriel i Izzy - przedstawiłem nas. - To wszystko?
- Tak. Jutro wieczorem sprawdzimy was, jak wywiązujecie się ze swoich obowiązków - rzekła i puściła do mnie oko.

Fairly?

*Kto pamięta opowiadanie Odalis o brwi?

czwartek, 16 października 2014

Impreza chatowa!

Co Wy na to, aby zorganizować imprezę chatową 25 października od godziny 16-17 do upadłego? C:
Od razu zapowiadam, aby przyjść, bo to szansa na pogadanie na luźno z fejmami, jakimi są założycielki Doliny, może nawet coś wspólnie zmienimy w Dolinie na lepsze, po prostu warto być!
Na pierwszej imprezce kilku wybranych doznało łaski Kistrza, ilu dozna na najbliższej? :3

Z Polany Spotkań pozdrawia Was Alfa Asmin
tańczący makarenę.

Profil wilczycy Every


Imię: Evera (używa tylko skrótu Ev)
Przydomek: Air
Płeć: samica
Wiek: 3 lata
Zawód: wojownik
Partner: zauroczona w jednym z wilków
Rodzina: w innej watasze
Żywioł: powietrze
Umiejętności:
- Latanie (★★★)
- Zwinność (★★★)
- Telekineza (★★★)
- Tworzenie huraganu (★★★)
- Teleportacja (★)
- Czytanie w myślach (★)
Opis: Evera urodziła się w koczowniczej Watasze Wiecznej Wędrówki. Matka Verita zmarła przy porodzie, brat w pierwszych tygodniach życia, ojciec Retun spadł z urwiska, została tylko z siostrą bliźniaczką - Averą. W czasie wędrówki zaatakowała ją pantera, w skutek czego kuleje na prawą tylną nogę. Odeszła z powodu śmierci przyjaciela. Evera jest wredna i często rozwiązuje wiele rzeczy siłą.
Punkty: 34