Cel: zabić Priję.
Miejsce: odosobnione.
Czas: jak najszybciej.
Wziąłem głęboki wdech. Przyjść, zabić, wyjść. Proste.
Tyle że nie przywykłem do zabijania. To miał być mój pierwszy wilk, którego zamordowałem.
Przynajmniej w słusznej sprawie, pocieszałem się. Ale i tak to nic nie dawało. To tak, jakbym próbował zabić na przykład Shante. Po prostu...
I do tego niepełnosprawny. Gdzie tu sprawiedliwość?
Asmin, to szpieg. On też mordował, nie broń go.
No dobrze. Pewnie teraz jest na zwiadzie, zapada wieczór. Od incydentu z Keamem minęło już kilkanaście godzin...
Znalazłem go dość szybko. Oglądał kamyk porośnięty mchem.
- Zwlekałeś - rzekł, nie odwracając się.
- Jak, pytam się, jak? - Zachowałem bezpieczny dystans.
- Nie byłeś zawodowym szpiegiem, co? Kamuflaż. Aktorstwo. Najlepiej grać naiwnego i głupiego. Wtedy chcą cię wykiwać, no i klops. Nie wyszło. Dodatkowy trup do sprzątnięcia.
- Kulawy? Naprawdę?
- Słyszałeś o magii maskującej? Nie, dla wataszek zachodu do nieznane tereny magii, eliksirów i szamaństwa. My, potężne watahy wschodu, zdecydowanie jesteśmy dalej z postępem. Nie, nie jestem kulawy w rzeczywistości. Coś jeszcze chcesz wiedzieć przed śmiercią?
- Kto jeszcze?
- Ja, Teven, jakaś wilczyca, która dobrze się wtapia w otoczenie. Początkowo żadne z nas nie miało się znać, ale Teven, chociaż dobry manipulant, słabo broni swój umysł i można w nim czytać jak w otwartej księdze. Ale przyznasz, dobrze to zrobiłem. Tev zdradził mi trochę swoich psychologicznych sztuczek. Cały czas podejrzewałeś Keamande'a, co?
- Nie zaprzeczę.
- Ach, jak ja to kocham... Stary Keam powinien trochę wyluzować, zdecydowanie. Ale cóż, pozory mylą.
- No, przyznaję, sprytnie to zrobiliście. A po nas co?
- W sumie to co zmarłemu będzie do tego. Dorwiemy Keamande'a, Alfy, Bety, Delty, jedną z Gamm... Meveę, Harvera i Ofealsa, reszta powinna się poddać... I kolejne tereny dla Watahy Pioruna - Prija uśmiechnął się złowieszczo. - Wszystko?
- Chyba tak... Walczmy - zawołałem.
Mogłem to przewidzieć. Skoczył od razu, bez zbędnego czekania. Spróbowałem cofnąć czas.
I jeszcze raz.
I jeszcze raz.
I jeszcze raz.
- Podczas walki ze mną twoje moce nie działają, geniuszu. Walka wręcz! - warknął i zaatakował ponownie.
Lekko krwawiąc odskoczyłem, bryzgając szkarłatną cieczą na wszystkie strony. Machnąłem ogonem, próbując podciąć mu łapu. Prija zachwiał się, więc ugryzłem go w prawą, przednią łapę. Syknął i drapnął mnie nią po oczach. Zamrugałem, więc to wykorzystał i pchnął mnie na głaz. Mech wcale nie złagodził bólu. Przeciwnie - pod jego cienką warstwą kryły się zaostrzone krawędzie. A to świnia.
Próbował przegryźć mi tętnicę szyjną, ale przeturlałem się w lewo i skoczyłem na niego od tyłu. Wgryzłem się w jego kark. Strzepnął mnie i przygniótł całym ciężarem. Dusiłem się. Wyplułem krew i wycharczałem:
- Puść.
Nie zrozumiał mnie albo nie chciał zrozumieć. Przycisnął mocniej i wstał.
- Życzę powolnej śmierci - zaśmiał się i odszedł, zamazany. Świat pociemniał zupełnie.
*
- Będzie coś z niego? - usłyszałem... Keamande'a.
- To była krwawa walka, a on jest jeszcze młody. Nie każdy jest tak wytrzymały jak ty, Keam - odpowiedział mu łagodny, melodyjny głos.
- Mogłem sam pójść po Priję. Mogłem przewidzieć, że oszust wypije Krew-Twoich-Wrogów!*
- To nie twoja wina. Nie jesteś wszechwiedzący. A on nie jest nieśmiertelny, więc idźże wreszcie po te zioła, co cię prosiłam!
*Ponieważ Asmin jest przeepicki i zna się na językach, tak brzmi dosłowna nazwa eliksiru.