Wypadliśmy na polanę.
Czarne płaty migały mi przed oczyma, gdy patrzyłam na ogromny dąb otoczony fioletową poświatą.
Słaniając się na nogach, szaman podszedł do pnia. Dopiero teraz zauważyłam, że jest pęknięty wzdłuż na pół.
Wilk bezceremonialnie umieścił Flet w szczelinie. Potem schylił się nad jakimś spróchniałym konarem, leżącym pod Drzewem.
- To już koniec? - wychrypiałam.
Było tak cicho i spokojnie. Słoneczko grzało, a ja chwiałam się z wyczerpania i tak bardzo pragnęłam usłyszeć "tak".
Basior jednak nie odpowiedział. Obwąchiwał tą szczerniałą gałąź. Podeszłam bliżej, by także się jej przyjrzeć.
Nagle to, co zobaczyłam, przytłoczyło mnie. Świadomość zaczęła wierzgać rękami i nogami, nie dopuszczając do siebie rzeczywistości, a żołądek groził, że pozbędzie się zawartości. Jakiej zawartości? Czy my w ogóle jedliśmy śniadanie?
Konar okazał się zmasakrowanym ciałem wilka. Cały zwęglony, dziwacznie zdeformowany, z oczami wyłażącymi na wierzch, łapami w niewygodnych pozycjach jak po upadku z dużej wysokości.
- To ten wilk, którego ścigaliśmy - wyjaśnił szaman.
- Evilan?
- Nie. On już jest w Raju. Spóźniliśmy się. To jest ciało, które opętał. Pożyczył sobie.
Stary Wilk odwrócił się i ruszył w drogę powrotną. Nie ruszyłan się z miejsca. Zawahałam się. Chciałam odpocząć, jednak w końcu zdecydowałam się pójść za nim.
- Zablokowaliśmy portal i co teraz? Nie lepiej było sobie darować, skoro i tak się nie udało? - zapytałam dogoniwszy go.
- Nie. Teraz Evilan z pewnością robi zamęt w Raju. Duchy będą z nim walczyć. Przedtem granicę między zaświatami można było przekraczać w miarę swobodnie...
- To dlatego bogini mogła powierzyć Sii swoje młode, a Reniemiasz i Waydack nawiedzali Odalis.
- ...lecz teraz jest to niemożliwe. Dlatego żywi są bezpieczni, wojna w Raju nie odbije się na nas.
Dalszą drogę odbyliśmy w milczeniu. Nikt nie miał siły rozmawiać. Zwykle po takim wysiłku można paść w trawę i sobie spokojnie zemdleć. Szaman na to nam nie przyzwolił. Gdy spotkaliśmy zostawionych wcześniej z tyłu Fever, Shadow i Chevera, nie zważał na to, że nie patrzyli zbyt przytomnie. Tak, to z pewnością wytrwały wilk, ale i bezwględny.
***
Złapać. Złapać. Złapać. Korzenie zaczęły przybierać kształty.
- To było wczoraj - wyjaśnił ktoś.
- Naprawdę? - wymruczałam niechętnie.
Otworzyłam oczy. Już rano? Wszystko mnie boli! Nie wstaję!
- Już czas, abyście opuściły naszą watahę albo pozostały w niej na zawsze - powiedział Stary Wilk.
- No dobra, wstaję - ustąpiłam. - Ale obawiam się, że nie mam siły na tak długą podróż.
- Nie będzie długa, dotrzemy do Magicznej Doliny jeszcze dziś.
Wylazłam przed jamę. Czekali na mnie już wilczyce i brat. Mieli niewyraźne miny.
- A gdzie ty się wybierasz, Chever? - zapytałam.
- Z wami.
- Aha.
W tamtej chwili naprawdę nic mnie nie obchodziło i dopiero pod koniec dnia miało do mnie dotrzeć, co powiedział wilk.
- Ustawcie się na północ.
Mówienie wyraźnie sprawiało szamanowi ból.
- Na mój sygnał zaczniecie biec. Musicie mieć koniecznie zamknięte oczy. Ja magicznie zwiększę prędkość do takiej, że przekroczymy granicę możliwości. Przez to nie zderzycie się z żadną przeszkodą, a przenikniecie ją. Pamiętajcie o zamkniętych oczach, bo umysł tego nie ogarnia. Możecie w przeciwnym wypadku zatrzymać się w połowie czegoś, na przykład drzewa. Wierzcie, to nic przyjemnego, stać z tylną częścią w pniu.
I pobiegliśmy.
- Już - szepnął ktoś.
Otworzyłam oczy.
Staliśmy nad Kryształową Rzeką. Chciałam krzyknąć z radości, ale język był jak kawałek drewna. Zakręciło mi się w głowie.
- Nie mówiłeś, że jest się po tym zmęczonym tak samo, jak po
zwyczajnym odbyciu tej drogi... - nie wiedziałam, czy powiedziałam tak na jawie, czy już we śnie.
Potem urwał mi się film.
***
- Mógł je zabić! Shadow ledwo oddycha!- Daj spokój! Widziałeś gdzie soltius nesytes? Potrzebny mi do eliksiru.
- Hej, słyszałem, że wróciły!
- Co was tu tak dużo? Sio, oni muszą odpocząć!
- Niech ktoś pójdzie po Odalis, jest na zwiadzie!
- Fever się budzi!
- Ciszaaa!Mrok zaczął rzednąć. Nade mną schylała się szarawa wilczyca. O, ma zielone refleksy na sierści. A ten naszyjnik to poznam na końcu świata.
- Jesteś bezpieczna - powiedziała Navi i uśmiechnęła się ciepło.
Chciałam odwzajemnić uśmiech, ale chyba wargi mi stężały.
Potem rozpłynęłam się w błogiej ciemności snu i śniłam o zajączkach znoszących jajka.