Przyszedł kolejny, słoneczny dzień. Obudziłem się jak zwykle późno, no bo po co wstawać wcześnie rano, jak nie ma się nic do roboty? Z reguły jestem leniuchem, więc jak wreszcie znajdę sobie jakąś przytulną jaskinię, to czym prędzej kładę się tam spać, a kolejnego dnia budzę się niedługo przed południem.
Jestem typem wędrownika. Codziennie poszukuję nowych przygód, kręcą się w kółko po świecie. Raz znajdę stado jeleni, raz natrafię na zająca. Zdarza mi się też czasem natrafić na jakąś watahę. Z reguły jednak nie zabawiam tam długo. Kiedy już mnie przyjmują, nie czuję się tam komfortowo i po prostu, wykorzystując odpowiednią sytuację (oczywiście w nocy) wymykam się i uciekam. Jednak z tą Watahą było zupełnie inaczej...
Wstając jak zwykle w południe, natknąłem się na ślad... łap. Na pewno nie były moje, to był jakiś obcy zapach. Zdawałoby się, że te wilki, które tu przechodziły, wracały z polowania i nawet mnie nie zauważyły! Postanowiłem podążać tymi śladami.
Po chwili zauważyłem jakieś jaskinie. Zaraz potem wyłoniły się stamtąd dwa wilki. Samica i samiec. Szybko pobiegłem się schować. Słyszałem ich rozmowę:
- Asmin, muszę z tobą o czymś pogadać...
- Yhm?
- Dziś rano, kiedy wracaliśmy z polowań... Natknęliśmy się na wilka, który spał przy wejściu do Jaskini Hayley'a...
- I co z nim zrobiliście?
- No... zostawiliśmy go na razie i postanowiliśmy to uzgodnić z tobą.
- W sumie... to mam pomysł. Teraz go tam już na pewno nie ma, ale dziś wieczorem pójdziemy tam i jeśli go zobaczymy, to muszę z nim pogadać.
Reszty rozmowy już nie słuchałem. Musiałem przemyśleć tę sprawę. Co robić? Iść tam czy nie? Znając samego siebie to na pewno od razu tam usnę...
Dobra, już wiem co robić. Pójdę tam i się z nimi spotkam. Może ta wataha będzie inna? Może uda mi się tu zamieszkać? Jeśli będę czuł zmęczenie, po prostu pobiegam trochę, poćwiczę moce... po prostu postaram się nie zasnąć.
Nadszedł wieczór. Czekałem już w tamtym miejscu, przy jaskini. Przez chwile momentalnie poczułem, że sen już chce mnie przejąć. Od razu pokręciłem łbem. Potem zacząłem wierzgać tylnymi łapami jak koń i biegać w kółko. To na pewno wyglądało dziwacznie.
W pewnym momencie zatrzymałem się i... poczułem się strasznie głupio. Przede mną stała cała tutejsza wataha. Najpierw zrobili takie miny, jakby zobaczyli jakiegoś wściekłego słonia, a potem zaczęli nawzajem na siebie patrzeć z uśmiechem i padać na ziemię ze śmiechu.
Po krótkiej rozmowie z Alfą i głosowaniu wszystkich wilków, zostałem przyjęty do watahy. Wydaję mi się, że tu zostanę. Są tu niesamowite wilki, zarówno basiory jak i wadery. Świetne dusze towarzystwa i dobrzy wojownicy. Kto wie, czy się tu dopasuję? To pokaże czas.