Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

wtorek, 30 września 2014

Podsumowanie miesiąca wrzesień (2014)

 W tym miesiącu dołączyło parę osób. Powitajmy Asmina, Fairlyn, Spirita, Aishiteruu, Rena, Password, Kyotoo, Ashmarię, Amerę, Yochi i Lethiel!

Po pokonaniu naszego największe wroga, Evilana, mieliśmy nadzieję, że odpoczniemy. Marchesa, Odalis i Exalios zniknęli, ale władzę przejął Asmin wraz z siostrą Fairlyn. Niestety, nie mieli łatwego startu!
Zaczęła się fala odejść i zginięć. Na szczęście przybywali nowi członkowie na miejsce tych starych. Trafiło się parę miłości od pierwszego wejrzenia.
Razem z falą odejść, nastała fala koszmarów. Każdy miał koszmary prawie co noc. Nie było osoby, która nie skarżyłaby się na bezsenność. Amera i Spirit postanowili pokonać demony z Ame, a Asmin z pomocą Fairlyn ognistego ptaka, gdyż uważali, że ma to związek z koszmarami.
Czy uda nam się pokonać ptaka, dawnego towarzysza Evilana? Czy Amera przejmie kontrolę nad swoim "demonicznym ja"?

Dowiemy się tego w październiku.

Z Lasu Cieni pozdrawia Was Alfa Asmin,
próbujący przespać się w legowisku ognistego ptaka.

Od Fairlyn

- A... Ona.
Zanim cokolwiek powiedział usłyszałam huk. A potem do moich nozdrzy dotarł swąd spalenizny... Ptak.
Rzuciłam Aishiemu krótkie spojrzenie i pognałam przed siebie. Prosto do płonącego lasu. Biegłam bo wyczuwałam, że nie bez powodu ptak uderzył właśnie tu. Musiało coś tam być, a konkretniej ktoś. A że ptak nie był taki głupi, najprawdopodobniej był to Asmin.
Dym coraz mocniej wdzierał mi się do płuc. Musiałam coś zrobić. Coś zdziałać. Powietrze. Jak na zawołanie dostałam świeży tlen, a za mną zmaterializowała się postać Ruu. Rzuciłam mu uśmiech i zaczęłam pędzić dalej. Zbliżałam się do płomieni.
W miejscu gdzie pierwsze płomienie lizały korę drzew ujrzałam zarys jakiegoś wilka. Zaczęłam biec szybciej. Jego sylwetka nabierała kształtów i zmieniła się w Asmina. Wiedziałam. Ale... Gdzie był ptak?
- Wynieś go stąd. Ja zajmę się ptakiem.
Spojrzał się na mnie niepewnie. Wiedział, że jeśli sobie pójdzie nie będę miała jak oddychać. No cóż. Trzeba zabić tego... Stwora. Kiwnęłam mu głową i ostatni raz westchnęłam świeżym powietrzem. Aishi znikł wśród dymu, a ja zostałam sama. Od razu woń spalenizny i dym wdarł mi się do gardła i wywołał kaszel, ale po chwili się opanowałam. Nie czas na żale. Szukałam wzrokiem piór, czegokolwiek. Przedzierałam się przez czarny las, nie widziałam gdzie idę. Trujący dwutlenek coraz bardziej mnie osłabiał. Ginęłam... Więc trzeba było się pośpieszyć. Coś oprócz dymu wypełniało mi puca. Jakby siła, pragnienie zemsty za... Za wszystko co mnie spotkało. I jeszcze więcej. Rzuciłam się przed siebie. I... przestałam czuć dym. Czyżby.... Tak! Spróbowałam podlecieć. Nie... Nie wierze. Mogę... Mogę to zrobić! Wzbiłam się wyżej do góry i odepchnęłam od siebie ogień, żeby więcej widzieć. Ponad drzewami ujrzałam oddalającą się czerwoną sylwetkę. Wystrzeliłam jak strzała i w parę sekund go dogoniłam po czym wskoczyłam na jego grzbiet. Zaczęłam z nim walczyć. Kiedy chciał mnie dosięgnąć odpychałam go powietrzem. W końcu przygwoździłam go z hukiem do ziemi jakby niewidzialną ręką z mojego żywiołu i zadałam ostateczny cios. A przynajmniej tak myślę. Pamiętam to jak przez mgłę. Chyba potem zemdlałam.

***

- Lyn? LYN! Wstawaj. Nie, nie nie...
- Czego chcesz? Złaź ze mnie durniu.
Wstałam i dopiero zobaczyłam kim był mój napastnik. Asmin. A za nim uśmiechnięty Ruu.
Wytrząsnęłam się z kurzu. Asmin chyba chciał żebym poszła z nim do lecznicy, ale nie zwróciłam na niego uwagi. Coś mi się przypomniało. Spróbowałam wytworzyć podmuch powietrza, wzlecieć. Nic... Tak jak sądziłam. Nieważne. Czego mogłam się spodziewać. Ze złością pobiegłam w stronę Lasu Cieni. Chciałam być sama. Dlaczego? Dlaczego nie mogę korzystać z mojego żywiołu?
Zaszyłam się pod jednym drzewem.
- Hej, nie płacz kochana. Mamy coś do omówienia i nie chce tracić czasu na łzy, wywłoko.


Profil wilczycy Lethiel

Imię: Lethiel
Przydomek: Isilra
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: opiekun szczęniąt
Partner: szuka
Rodzina: Opuszczając wcześniejszą watahę opuściła rodzinę
Żywioł: woda
Umiejętności: Oddychanie pod wodą ( ★★★), dobrze pływa i nurkuje ( ★★★), piękny śpiew (★★★), wielka fala znikąd uderzająca w przeciwnika (★★★), oczarowywanie innych (★★), uzdrawianie za pomocą dotyku (★★)
Opis: Lethiel stara się być niekonfliktowa i często po prostu rezygnuje, gdy dochodzi do sprzeczki. Jest gadułą - uwielbia mówić i mówić i mówić. Niektórzy uważają, że jest naiwna, ale ona po prostu w większość rzeczy chce wierzyć. Jest odpowiedzialna i wesoła, lubi żartować.
Punkty: 4,5

poniedziałek, 29 września 2014

Od Fairlyn

Chwila... Muszę im uciec. Oni.. Wyglądają jakby czegoś ode mnie chcieli. A ja miałam nieodparte wrażenie, że coś powinnam o nich wiedzieć.
Nieważne. Teraz liczył się plan. Plan... Ta wilczyca obok czarnego basiora. Brązowa... Wdarłam się do jej mózgu. O dziwo zobaczyłam jakieś wspomnienie... Ze mną. Chyba walka. Pewnie zaatakowała mnie jak przyszłam tu po jedzenie. Właściwie czemu jeszcze żyję? Przecież... To ja ich zaatakowałam. Hmm. I jeszcze leżę, jak sadzę po zapachu, w lecznicy.
Wyrzuciłam myśli ze swojej głowy. Kiedy już byłam w jej mózgu łatwiej było mi przejąć kontrolę. Spojrzałam szybko w jej oczy. Łatwizna. Kazałam jej powiedzieć, że widziała ostatnio coś dziwnego i lepiej żeby to zobaczył. Basior rzucił na mnie okiem, ale udawałam, że śpię. Wyszli. Fantastycznie. Teraz przejęłam kontrolę nad umysłem ostatniej zielarki.
Wyszłam z jaskini i idąc zapachami innych wilków dotarłam do wyjścia z groty. Z zadowoleniem stwierdziłam, że nie boli mnie już łapa. Wydawała się okej. Ale bez przesady. Wciąż dotykał mnie lekki ból. Zaczęłam biec truchtem, tak żeby nie uszkodzić łapy. Zaszyłam się w lesie i dalej szłam już pod osłoną drzew. Uderzyła mnie woń jakiegoś wilka. Czułam... Czułam jakbym ją znała.
Coś uderzyło mnie w głowę. Jakby piorun. Zaczęłam sobie przypominać dzieciństwo. Szczenięce lata. Chwila, czy to nie był ten czarny basior?
Drugi piorun przebił mi umysł wstrzykując kolejne wspomnienia. Jakiś wilk. Brązowy. Jego opowieści... Zło... Ta wataha... To moja wataha?
Trzeci piorun. Tym razem widziałam tylko czarne oczy i szare futro. Czułam jakby wiele dla mnie znaczyły. Jakby...
Przeszłam się kawałek dalej. Zauważyłam, że cały czas podążałam z zapachem tego wilka. Ślad stawał się coraz świeższy. I wreszcie go zobaczyłam. Szare futro. Chudy. Odwrócił się i spojrzał na mnie ciemnymi oczami.
Wtedy czwarty piorun praktycznie starł mnie na proch. Przez moją głowę przeleciały wszystkie wspomnienia. Dzieciństwo, Enx, Asmin i Aishi... Zachwiałam się na nogach. Poczułam, że ktoś stanął obok mnie gotów mnie złapać... Ruu.
- Lyn?

***

- No i tak to mniej więcej wyglądało.
- Więcej mnie tak nie strasz. Myślałem, że straciłaś pamięć. Na zawsze.
Staliśmy przez chwilę w ciszy na Skale Reimond. Żadnego z nas nie obchodziło, że była to skała dla zakochanych. Był to także dobry punkt widokowy na zachodzące słońce. Spojrzałam się na Ruu. Jeszcze została jedna sprawa.
- Aishi... Kim... Kim ona była?
- Kto?- powiedział, ale wiedziałam, że wie.
- Wadera z myśli skrytobójcy.
Przygryzł wargi i jakby zastanawiał się ile mi wyjawić. Czekałam. Nie chciałam zaglądać mu w myśli. Wolałabym, żeby po prostu mi ufał.
Spojrzałam na niego, a on na mnie.


Ruu?

Od Asmina

Nie wiem ile biegłem za ptakiem. Powoli traciłem siły, a mutant unosił się coraz wyżej. W końcu straciłem go z oczu i nastała ciemność.

*

- Asmin? Asmin, budź się, ty tłusty śpiochu - usłyszałem głos... Fairlyn.
Otworzyłem oczy. Przede mną stała moja siostra.
- Nie śpij, tylko biegnij. Cały czas naprzód. Nie zatrzymuj się.
Nagle krzyknęła, a na nią rzucił się ognisty ptak.
- Pośpiesz się! Mam mało czasu!


*

Obudziłem się zlany potem. Poderwałem się na łapy i wznowiłem bieg.

Fair, idę po Ciebie! C:

Od Amery

Cała ta sytuacja była męcząca, ale kiedy Fenrir i Morin zniknęli poczułam ulgę i jednocześnie niepokój. Coś było nie tak, ale nie mogłam dojść co każe mi zachować ostrożność. Zimny wiatr wdarł się do jaskini i zmierzwił moją sierść. Momentalnie nabrałam chęci na polowanie, ale nie byłam jeszcze w najlepszym stanie. Mimo wszystko nie miałam ochoty wracać do legowiska. Pomimo zmęczenia po wizycie dwóch demonów lekkim krokiem ruszyłam w stronę wyjścia. Spirit bez słowa podążał za mną, słyszałam jego kroki, niepewnie stawiane na twardym podłożu. Niebo poszarzało, a temperatura spadła. Ciepłe letnie wieczory zmieniają się w nieprzyjazne jesienne noce. Po dłuższej chwili ciszy wreszcie basior przerwał milczenie.
- Co miał na myśli Fenrir kiedy mówił o strasznych konsekwencjach? - widać było, że nadal targają nim sprzeczne emocje. Odetchnęłam głęboko i powrócił mój codzienny spokój.
- Wiesz, Storm też kiedyś chciał mi pomóc, zapanować nad moimi ‘przyjaciółmi’. - Użyłam tego samego tonu co on podczas naszej ostatniej rozmowy. - Miał żywioł wiatru, ale potrafił rozmawiać i przywoływać duchy. Próbował osłabić najsilniejszego Sfetrisa, ale został odrzucony z potrójną siłą, a potem cała trójka zaatakowała go z niezwykłą wściekłością - nadal ukrywałam emocje najgłębiej jak potrafiłam. - A ja musiałam na to patrzeć i wiedziałam, że nie mogę nic zrobić. - To było jedno z ulubionych wspomnień, którymi gnębił mnie zielony basior. - Był wtedy bliski śmierci, ale szamanom udało się go odratować. Wiele razy powtarzał, że nic się nie stało, ale już nigdy nie pozwoliłam mu pomagać mi panować nad tymi potworami. Nigdy nie osiągnęłam pełnej kontroli, tylko kilka razy udało mi się zatrzymać ich wściekłość i sprawić, że nie pokazali się w prawdziwej postaci. Oczywiście nie zrobiłam tego nie ponosząc żadnych strat.- zamilkłam na chwilę, a potem dodałam szybko.- Dlatego chciałabym, żebyś to wszystko na spokojnie przemyślał, ale uszanuję każdą twoją decyzję. A i dziękuje za wszystko co dla mnie zrobiłeś.
Uśmiechnęłam się słabo w stronę białego wilka i dopiero teraz spostrzegłam, że weszliśmy do Lasu Cieni. Księżyc rzucał lekką poświatę na nasze pyski. Czułam atak panicznego strachu, ale szybko go stłumiłam i nawet nie drgnęłam. Trzeba zachować zimną krew. Moje zmysły wyostrzyły się i zobaczyłam plamy krwi parę metrów przed nami.

Spirit?

niedziela, 28 września 2014

Od Fairlyn: Problemy z pamięcią

Nie wiedziałam co się ze mną działo. Nie wiedziałam ile tak leżałam. Nie wiedziałam czy żyłam.
Ale najwyraźniej tak bo czułam obrzydliwy, wilgotny smród zgnilizny. Gdzie ja byłam? To dopiero dobre pytanie. Kiedy mój wzrok trochę przyzwyczaił się do ciemności zobaczyłam dzikie oczy, jednocześnie we mnie wpatrzone, ale nie widzące mnie. Ten stwór nie miał wzroku, tego byłam pewna. Ale posiadał węch, słuch i dziwny zmysł, którym nadrabiał całą resztę. Jakby mnie czuł. Ale nie zapachem. Po prostu. Mogłabym spróbować go zahipnotyzować, ale byłam zbyt obolała. Za słaba. Właściwie... Dlaczego jeszcze żyję? Nie trzymało się to kupy. I Asmin... Naprawdę nic nie zrobił? Nie zatrzymał tego przeklętego ptaszyska? Co to za wilk? Pewnie teraz myśli, że nie żyje. Ech... Muszę przyjść do niego zanim zrobi coś głupiego.
Spróbowałam się rozejrzeć, ale sprawiło mi to za duży ból. Opadłam z powrotem na ziemię. Skoro to coś nie zabiło mnie teraz, to raczej nie zrobi tego we śnie...

***

Nie wiem od ilu dniu tu siedziałam, ale zaczynałam wariować. Wszędzie ciemność. Tylko jego oczy wpatrzone prosto we mnie. Czego chce? Kim jest? Co tu robię? Kim jestem?

***

Rozejrzałam się. Czysto. Wyszedł. M-moja szansa. M-muszę stąd uciec. On chce ze mnie robić gorsze rzeczy od śmierci. Użyć mnie jak maskotki. Czeka aż się naprawię. Nie. NIE POZWOLĘ MU!

***

Podróżuję już od paru dni. Moja łapa... Ktoś musi mi pomóc uleczyć ją. Pewnie i tak już źle się zrosła. Pewnie nie będę już nigdy taka zwinna. Pewnie umrę, zanim w ogóle mi się przyda.

***

Jeść... Pić... Proszę... Nie mam już sił...

***

Wilki. Czuję wilki. Jedzenie. Moje oczy zalały się żądzą krwi. Nie pozwolę im tak łatwo mnie zabrać. Nie idę do białego światła, jestem gościem Ciemności!!

***

Gdzie jestem? Co się stało? Kim są te wilki? Kim jest ten dziwny czarny basior, który tak się we mnie wpatruje? C-Co jest z nim nie tak? Czego ode mnie chce? I ten szary, obok niego?

Weff, dokończe jutro ;w;

Od Asmina

Nagle trop się urwał. Spojrzałem w niebo.
Zobaczyłem ognistego ptaka.
I Fair.
W jego szponach.
- FAIRLYN! - krzyknąłem rozpaczliwie.
Nie, to niemożliwe. Mimo, że niedawno widziałem w snach jak mnie pożera, kochałem ją. Kochałem ją, bo była moją siostrą. Wredną i okrutną, ale siostrą.
- FAIRLYN! - krzyknąłem ponownie, a w moim krzyku zawarty był cały ból.
Przed oczyma przewijały mi się obrazy naszego krótkiego, wspólnego życia. Nie wierzyłem, że teraz ja stracę.
Muszę działać.
Zacząłem biec za ptakiem. Na futro kapały mi kropelki krwi. Krwi Anspeire.
W szaleńczym biegu omijałem kamienie, drzewa, spadki terenu. Miałem jeden cel i byłem gotowy poświęcić życie.
- Fairlyn, trzymaj się! - zawołałem, próbując dodać jej otuchy. Z dołu wyglądała paskudnie. Cała w krwi, po przypalana....
Im dłużej biegłem, tym bardziej dochodziło do mnie, że nie dam rady. Nie umiałem sprowadzić ptaka na dół. Byłem skazany na porażkę.

Fair? :C

Od Fairlyn

Asmin. Nie powiedział mi wiele. Miałam szukać ptaka wśród drzew. Dobrze wiedzieć. Miło też, że Evilan o nas nie zapomniał. A przynajmniej jego pupilek. Pokręciłam głową. Żeby wejść na drzewa musiałabym użyć żywiołu. Co, jak wiadomo, byłoby niewykonalne z moim fartem. Ale spróbowałam. Wytworzyłam jedynie niewielki podmuch, zefirek, który ledwie poruszył moją grzywą. Opuściłam głowę. Pozostaje ziemia. Może taki powinnam mieć żywioł?
Szłam przez chwilę w milczeniu. Rozglądałam się. W pewnym momencie poczułam ostrzejszy powiew wiatru i zanim się zorientowałam, coś sporego trzymało mnie w szponach. To coś konkretnie było ptakiem i to w odcieniach ognia. Odnalazła się zguba.
Chwilę szarpaniny potem zrozumiałam, że moje futro powoli staje w ogniu. Moje tarmoszenie się w jego uścisku nasiliło się. Tak, że ptak na mnie spojrzał. Nie miał oczu. A przynajmniej przez nie nie widział. Ale wciąż były to oczy, przez które wdarłam się do odpowiedniej części jego mózgu. Kazałam zlecieć mu na dół, ale w połowie drogi straciłam nad nim kontrolę. Jakby... Jakby jego umysł się wyłączył. Ciekawe, ale nie w momencie, kiedy spadasz prosto w dół obok płonącego ptaka!
Walnęłam o ziemię i coś mi się stało z jedną przednią łapą. A niech to szlag! Rzuciłam się na tego... Potworka, i zadrapałam mu skrzydło, a on odwdzięczył się jakoś w swoim letargu. Musiałam szybko wejść do rzeki. Ogień na końcówkach mojej sierści nie rozrastał się bardzo powoli, ale już miałam lekko czarne końcówki. Co, muszę przyznać, wyglądało całkiem ładnie. Weszłam do rzeki i szybko zgasiłam cały ogień. Ale czerń nie schodziła, więc się z tym pogodziłam. Okazało się, łapę chyba złamałam. A i jeszcze zyskałam sporo ran. W tym jedną, ogromną na piersi. Ciekawe czemu nie czułam więc bólu? Pobiegłam na tyle na ile mogłam z powrotem do ptaka. Nie znalazłam go na polanie. Ale po chwili wszystko się wyjaśniło. Poczułam, jakby ktoś zdjął ze mnie mgłę. Naraz uderzyły we mnie ból. Traciłam coraz więcej krwi. A z tego co widziałam ptak, czy też feniks pikował prosto na mnie. Użyłam ostatków sił i rzuciłam się na mojego oprawce. Udało mi się uciąć mu sporą część skrzydła, ale ja także za to zapłaciłam. Zaraz miałam stracić całą krew. Potwór wziął mnie w szpony i zaczął wzlatywać.
"Tak umrę?". Chciało mi się śmiać. Zarzuciłam sobie grzywkę na twarz i rozłożyłam się wygodnie, na tyle na ile było to możliwe w łapach jakiegoś stwora. Nie bałam się śmierci. Tego, że zniknę. Nawet się z tego cieszyłam.
Ale zanim odpłynęłam w absolutną nicość, usłyszałam przytłumiony krzyk. Brzmiał... Jak... Asmin?

Asmin~

Od Asmina

Zaczęliśmy przeczesywać pobliskie krzaki. Gdzie może ukryć się gigantyczny ptak? No ba, pewnie na drzewie.
- Spróbuj wejść na jakieś drzewo - powiedziałem siostrze, a ona burknęła coś w odpowiedzi o nielataniu.
Chodzenie z głową wpatrzoną w gałęzie nad tobą nie jest bezpieczne. Łatwo wpaść na coś lub w coś. Na przykład wpaść do rzeki.
Zamachałem łapami, próbując wypłynąć na powierzchnię, kiedy dostrzegłem, że woda blisko mnie jest czerwona. To nie była moja krew.
- Fairlyn?! - krzyknąłem, kiedy wyszedłem na brzeg. - Fair!
Nawet nie zauważyłem, kiedy oddaliliśmy się od siebie. Krew spływała do rzeki z małego pagórka, na którym była cała kałuża krwi i ślady. Ślady walki.
Przyjrzałem się im uważnie. Trop wskazywał na to, że jednym z uczestników był wilk. Prawdopodobnie podczas walki uszkodził sobie łapę, gdyż zostawiał ślad jak kulejący. Oprócz tego musiał mieć ogromną ranę, gdyż szkarłatnej mazi było tu co niemiara.
Dostrzegłem kilka dużych kłaczków białej sierści.
Gdybym byłby bardziej spostrzegawczy, być może zauważyłbym również pióra schowane w pobliskich krzakach, ale nie było mi dane ich zobaczyć.
Szedłem tropem kulawego wilka. Jeśli to była Fair, potrzebuje pewnie teraz pomocy.
Jak najszybszej.

Fair? c:

Ogłoszenie!

Wspólnie postanowiliśmy powiększyć skład Rady. Oto, jak będzie wyglądał:

  • Gamma Fairlyn i Ren awansują na pozycje Bet!
  • Delta Password i Aishiterru awansują na pozycje Gamm!
  • Amera i Spirit otrzymują pozycję Delt!
Zobaczymy, jak poradzimy sobie w takim składzie. Nie było naboru, gdyż na zebraniu Rady uznaliśmy, że tak będzie lepiej i szybciej. c;

Gratuluję całej Radzie!
Alfa Asmin

Od Spirita

Przesuwałem ślepia od jednego demona do drugiego. Tych dwóch wcześniej nie widziałem, przez co bałem się ich jeszcze bardziej. Przygotowywałem się na zobaczenie Sfetrisa, ale kiedy z mgły wyłoniły się dwa inne demony, miałem tylko ochotę uciec i schować się gdzieś przed tymi potworami. Powstrzymałem się jednak ze względu na Amerę. Jakby to wyglądało, gdybym zostawił wilczycę tak samą na pastwę dwóch demonów? Pewnie wtedy przywódczyni łowców zrezygnowałaby z naszej przyjaźni.
Siedziałem sztywno, sparaliżowany przez strach. Pomimo to starałem się trzeźwo ogarnąć sytuację. Przysłuchiwałem się rozmowie Amery z tymi dwoma demonami, samemu pozostając w milczeniu. Dzięki temu dowiedziałem się, że ten wilk z grzywką opadającą na oczy był Fenrirem, czyli naszym sprzymierzeńcem. Wyglądał jednak dość niepozornie przy czarnym wilku, Morinie, który stał obok niego. Wiedziałem, że nie można oceniać kogoś po pozorach, ale nie potrafiłem się pozbyć myśli, że jeżeli te dwa demony walczyłyby ze sobą, to bez większego problemu wygrałby Morin.
W pewnym momencie zaczęli rozmawiać o mnie tak, jakby mnie tu nie było. Słysząc poddenerwowanie w głosie Fenrira, ogarnął mnie gniew. Wiedziałem, że dzięki swojemu żywiołowi będę w stanie pomóc Amerze w zapanowaniu nad demonami. Oczywiście, nie będzie łatwo, ale byłem święcie przekonany o tym, że nam się uda. Wkurzyło mnie to, że Fenrir nie traktował mnie w tej sprawie poważnie. Kiedy Amera zwróciła na mnie pełne niepokoju ślepia, tylko uniosłem wyżej łeb i wyzywająco spojrzałem na stojące przede mną demony.
- Nie mam zamiaru tak po prostu sobie odpuścić, kiedy jeszcze nie spróbowaliśmy nawet nad wami panować - warknąłem z wściekłością, patrząc głównie na Fenrira. Z powodu jego grzywki nie widziałem jego oczu i nie widziałem, o czym teraz myśli, co tylko potęgowało gniew we mnie. Kiedy spojrzałem na Amerę, ona patrzyła na mnie ze smutkiem, jakbym podjął bardzo, bardzo złą decyzję. Chciałem uśmiechnąć się do niej lekko, ale z powodu mojego gniewu, na moim pysku pojawił się tylko wściekły grymas.
Ponownie zwróciłem oczy na demony, tym razem skupiając się na postaci Morina. Jego oczy chociaż widziałem. Promieniowały złocistym blaskiem i przyglądały mi się z zaciekawieniem. Tak jakby demon nawet nie pomyślał, że potrafiłbym się mu postawić. Na jego pysku malował się dziwny uśmiech, który był mieszaniną pogardy z rozbawieniem. Krążące wokół Morina dusze sprawiły, że mój gniew nieco zelżał, a w jego miejsce powoli wkradał się strach. Zablokowałem jednak ogarniające mnie przerażenie i skupiłem się na tym, by patrzeć wyzywająco na Morina.
- Ciekawe... - wysyczał Morin, zerkając na Fenrira stojącego u jego boku. Wilk z grzywką tylko niespokojnie się poruszył. Czarny demon ponownie spojrzał na mnie i na Amerę. - Jeszcze zobaczymy, kto będzie kogo kontrolował - dodał, wykrzywiając pysk w tym swoim dziwnym uśmiechu. Potem, jak na komendę, oby dwa demony rozpłynęły się w powietrzu.
Kiedy potwory zniknęły, głośno wypuściłem powietrze z płuc, drżąc na całym ciele. Miałem już dość spotkań z demonami i chociaż nie chciałbym tego znowu powtórzyć, wiedziałem że to nieuniknione. Musiałem się na to zgodzić, jeżeli chciałem pomóc Amerze. A chciałem, oczywiście.
- Chyba powinniśmy zacząć kontrolować twoje demony - mruknąłem cicho do wilczycy, próbując się do niej uśmiechnąć. Amera spojrzała na mnie ze zmęczeniem. Oby dwoje wiedzieliśmy, że czeka nas dużo pracy.

Amera (;

Od Amery


Jaskinia zapełniła się białą mgłą. Mój oddech stał się szybki i płytki. Czysta biel zmieniła się w jasny błękit, a później stała się fioletowo-zielonkawa i już wiedziałam co się zaraz stanie. Nie minęła chwila, a przed nami stały dwie sylwetki. Wstałam z legowiska i podeszłam do drobnego białego basiora z czarnymi paskami na łapach, pysku i grzbiecie. Jego pysk był prawie cały zasłonięty przez gęstą "grzywkę". Kilka kroków obok stał czarny wilk z nienaturalnie długim ogonem. Jego pysk był gołą czaszką, a na bokach było widać żebra. Jego łapy, długi język i czaszka emanowały jasnozielonym błyszczącym światłem. Z jego gardła wydarł się okropny rechot. Przeniosłam swój wzrok na białego osobnika. Uśmiechnęłam się radośnie i przyjaźnie trąciłam go nosem.
- Witaj, Fenrir.- Demon odwzajemnił gest, a potem znów znieruchomiał.
- Ja nie jestem wart twojej uwagi, Ame? - Jego głos był jak skrobanie pazurami o powierzchnię kamienia. Nieprzyjemny i przenikliwy. Obróciłam się w stronę swojego rozmówcy, a moje oczy pociemniał z gniewu.
- Morin... jeszcze nie wystarczająco zatrułeś mi życie?
- Dobra rozrywka to podstawa. - Z mojego gardła wydobył się głośny warkot.
- Uspokój się, Ame. Wiesz, co może się stać - spokojny głos Fenrira przywołał mnie do porządku. Wiedziałam, że mogę mu zaufać. Niestety dość często miał rację i tak było też w tym przypadku. Ze stoickim spokojem zwrócił się do Spirita.
- Lepiej uważaj co robisz. Igranie z demonami to nie jest coś co można robić ot tak.
- Szczególnie jeśli chodzi o nas. Nieprawdaż, Amero? -Fioletowa poświata wyglądała przerażająco. Wokół Morina panowała ta sama co zawsze atmosfera. Kontakt z zagubionym duszami to była dla niego codzienność. Jednakże były to tylko złe pragnące zemsty i cierpiące, błagające o pomoc, która nigdy nie nadejdzie istoty. Zawsze, kiedy widziałam jakaś zbłąkaną duszę czułam ból.
- Sfetris to nie jest ktoś nad kim można tak łatwo zapanować, zresztą nie tylko on... Ame jesteś pewna, że chcesz go w to wciągnąć? Przecież wiesz, że może naprawdę poważnie ucierpieć... Chcesz tego? - poddenerwowanie w głosie Fenrira to było coś, co zdarza się praktycznie nigdy.
Cofnęłam się o krok i spuściłam wzrok. Wiedziałam jakie są konsekwencje, a mimo to poprosiłam go o pomoc. To było tak bardzo egoistyczne z mojej strony, a jednak stało się.
- Decyzja należy do ciebie, Spirit. Jeśli nie będziesz chciał mi już pomagać nie będę ci miała tego za złe. Jakakolwiek styczność z demonami w twoim przypadku może się skończyć... naprawdę źle. Przepraszam, że nie powiedziałam co wcześniej...

Spirit

piątek, 26 września 2014

Od Asmina: W poszukiwaniu... ognistego ptaka

Nie czułem się naturalnie wracając do Fairlyn. Muszę się jeszcze dużo nauczyć. Jak moja matka to robiła, że znajdowała dobre słowo dla każdego?
Szliśmy w milczeniu - to znaczy Fair próbowała mnie o coś pytać, a ja nie odpowiadałem. Skupiłem się na znalezieniu Tego miejsca.
Miejsca sprzed koszmarów.
Wiatr rozwiewał naszą sierść. Grzywka podskakiwała w górę i w dół.
Nie było kruków. Za to była Lyn.
Musiałem znaleźć jego legowisko. Znaleźć i zabić. A przedtem wydusić prawdę.
Niewiele wiedziałem o Evilanie. Rodzice nie byli skorzy do opowiadania o nim. Większość rzeczy jakie o nim wiem to podsłuchane rozmowy wilków oraz kilka szczerych rozmów z wujkiem Grape'em.
Wiele wyjaśniła ostatnia wizja-sen...

*

Patrzyłem przerażony na rozgrywającą się przede mną akcję. Jakieś dwa podobne wilki rzuciły się na ognistego - Evilana, jak zrozumiałem. Temu wszystkiemu przyglądała się moja matka. Ktoś coś krzyczał.
Spojrzałem na towarzyszącemu Evilanowi ptakowi.

*

Obudziłem się w nocy. W ustach miałem smak piór.

*

Potrząsnąłem łbem. Wiedziałem, że koszmary mają coś wspólnego z byłym towarzyszem Evilana, zmutowanym ptakiem. Sam Evilan już nie istniał, ale czy to znaczy że zniknęli wszyscy lojalni mu? Nie, a na pewno nie jego ptak. Może zabicie tej poczwary rozwiąże sprawę? Chciałem, żeby tak było, ale nie wierzyłem w to.
- To tutaj - powiedziałem. - Szukamy zmutowanego stwora przypominającego ptaka. Jest niebezpieczny oraz ma wadę wymowy, zamiast "r" wymawia "hr".
Miałem dziwne przeczucie, że oprócz nas ktoś inny próbuje rozwiązać teraz tę sprawę...

Od Spirita

Teraz, kiedy to wszystko z siebie wyrzuciłem, zrobiło mi się jakby lżej. Nie czułem już tego przerażenia, które mi towarzyszyło podczas spotkania z Sfetrisem. Teraz mogłem się zastanowić, co tak naprawdę o tym wszystkim myślę.
W sumie byłem zadowolony, że ten demon mi się pokazał. Jeżeli uznałby mnie za kogoś mało istotnego w tej całej sprawie, pewnie po prostu by mnie zignorował. Tym czasem odwiedził mnie i starał się odwieść od mojego pomysłu pomocy Amery. O dziwo, teraz zamiast strachu czułem niesamowitą dumę. Czyli jednak nie jestem taki nieznaczący...
Z drugiej strony, świadomość tego, że mogę rozmawiać z tymi demonami ukrytymi w Amerze dawała nam wiele możliwości. Jeżeli udałoby mi się jakoś opanować tą umiejętność, mogłaby ona być dla nas bardzo przydatną bronią. Czułem, że czeka mnie wiele pracy związanej z opanowaniem tej zdolności, ale byłem na to gotowy. Chciałem tylko w każdy możliwy sposób pomóc Amerze.
- Wydaje mi się, że w końcu mamy coś, czym możemy zapanować nad tymi demonami - odpowiedziałem na pytanie wilczycy. Amera tylko pytająco uniosła brwi, czekając na moją dalszą wypowiedź. Przełknąłem ślinę i ciągnąłem. - No bo skoro mogę rozmawiać z tymi demonami, to będziemy się mogli czegoś o nich dowiedzieć. A to da nam nad nimi przewagę. I w ten prosty sposób uda nam się nad nimi zapanować!
Zaserwowałem Amerze bardzo optymistyczną wersję wydarzeń i tak naprawdę wątpiłem w to, że wszystko pójdzie tak gładko. Zresztą, wilczyca chyba też była tego zdania, bo patrzyła na mnie z dziwnym wyrazem pyska. Starałem się tym nie przejmować. Po chwili wahania, uśmiechnąłem się od niej szeroko.
- Myślę, że powinniśmy spróbować porozmawiać ze Sfetisem drugi raz - powiedziałem po chwili. Amera przez chwilę nie odpowiadała, po czym lekko pokiwała głową.
- Jeżeli to ma pomóc... - mruknęła tylko. Widziałem, że nie ma ochoty na ponowne spotkanie z demonem, ale mimo to zgodziła się. Uśmiechnąłem się do niej, żeby dodać jej otuchy.
- Ale to dopiero jutro - dodałem i niemalże od razu zobaczyłem ulgę w jej ślepiach, co tylko pogłębiło uśmiech na moim pysku.

***

Spotkaliśmy się następnego wieczoru, u mnie w jaskini. Amera usiadła na moim posłaniu, a ja przez chwilę walczyłem ze sobą, żeby tego nie skomentować. W końcu jednak udało mi się nad sobą zapanować, wmawiając sobie, że Amera i tak bardzo się stresuje, więc nie powinniem być dla niej niemiły.
- Spróbujmy... - mruknąłem sam do siebie, ale wilczyca i tak pokiwała głową, patrząc na mnie niespokojnym wzrokiem.
Usiadłem obok niej i zamknąłem oczy. Starałem sobie przypomnieć, jak wyglądała ta mgła, która wczoraj wtargnęła do mojej groty. Miałem nadzieję, że samo myślenie o demonie i jego przybyciu w jakiś sposób sprawi, że Sfetris znowu nam się pokaże. Koncentrowałem się na każdym, najdrobniejszym szczególe, aż w głowie miałem idealny obraz demona gnębiącego Amerę.
Kiedy kilka sekund później otworzyłem oczy, tuż nad ziemią w mojej jaskini unosiła się ta dziwna mgła. Zerknąłem na Amerę i uśmiechnąłem się do niej krzepiąco. Teraz tylko musieliśmy poczekać, aż demon pokaże nam się w swojej naturalnej postaci.

Amera

Od Fair

Zobaczyłam, że Asmin wraca. Ciekawe. Zwrot akcji?
- Ah... Fair... To jest demon lub jakaś demoniczna istota, do końca nie wiem. Ale chyba znam jego wygląd. Ty... Chyba nadajesz się żeby mi pomóc.
- Czuję się zaszczycona- odparłam z ironią, ale i z siostrzanym uśmiechem. Asmin przygryzł wargi, ale po chwili odpowiedział lekkim uśmiechem.
- Tylko jest jeden problem...
Podeszłam do niego płynnym krokiem.
- Hm?
- Nie wiem gdzie jest.
- No to w takim obrocie spraw należałoby go poszukać, nieprawdaż?
Pokiwał głową. No to czas na starą, dobrą zabawę w chowanego.

Dokoooończ.

Od Asmina

- Ja nie zamierzam ci mówić swoich przypuszczeń. Znając twój charakter... Nie ma mowy - oparłem i odwróciłem się na pięcie.
Chciałem jej zaproponować zapolowanie na wroga, który prawdopodobnie jest naszym dręczycielem, ale nie, musiała jak zwykle wszystko zepsuć. Zawsze chce wyjść jako ta, co ostatnia rzuciła ripostę! Ja zresztą też... Ale staram się zmienić. Naprawdę!
Pobiegłem w stronę jaskini Amery. Czułem, że ona mnie zrozumie i razem zabijemy go... Przeklęte ptaszysko!
Zatrzymałem się. Może dam jej drugą szansę?

Fair? c:

Od Fairlyn: Kłamstwa

-Masz ochotę wybrać się do Lasu Cieni?
Chciało mi się śmiać. I to bardzo. Ale się powstrzymałam. A niech mu będzie. Mózgi nie uciekną, a las cieni jest miejscem fantastycznym na przechadzkę. I na wyciąganie prawdy.
- Och, oczywiście. Z przyjemnością z tobą pójdę, Asminie.
Teraz już nie mogłam. Musiałam się zaśmiać. Zamiast tego obróciłam to w uśmiech. Ja i pełne zdania złożone, wraz z formami grzecznościowymi? Marzenia Asmina. Wiedział, że wiem. Ja wiedziałam, że on wie. Czemu nie przerwiemy tego durnego przedstawienia? Nie możemy, taka cecha wilków ludzi i innych myślących istot. Wszystko lepiej skomplikować i rzeczywistość zostawić za sobą. No cóż. W takim razie kontynuujmy grę.
Przez drogę byliśmy cicho jak nigdy, a właściwie jak zawsze. Ale cisza brzmiała dzisiaj inaczej. Jak biała kotara oddzielająca mnie od umysłu Asmina, na którą zawsze trafiałam, kiedy nieudolnie chciałam zajrzeć w jego myśli. Jak ciężkie powietrze między nami. Zniknęła w Lesie Cieni, w godzinę prawdy.
- A więc, Asmin. Postawmy sprawę jasno. Ty coś ukrywasz. Ja coś ukrywam. Ale twoje konto chyba już się przepełniło, czyż nie? Może zrzucisz z siebie ciężar, twoje kowadło przywiązane do umysłu?
Mówienie tym stylem szło mi swobodnie, a widok jego twarzy był przedni.
- Nie wiem o czym mówisz.
- Nie wiesz? Na pewno? Czy jedynie rozkopujesz dalej dzielącą nas przepaść z twoich kłamstw?
Usłyszałam w umyśle cichy złowieszczy śmiech. Zignorowałam go.
- A co z twoimi kłamstwami? Myślisz, że nic mi nie mówiąc ochronisz mnie? Oh, może wolisz mnie zabić, nie mówiąc mi czegoś. Z grzeczności nie przetrząsam twoich myśli. Wiesz to. Wiesz, że w każdej chwili mogę cię przejrzeć na wylot, Fair.
To była prawda. Prawda czasem boli, uderza mocno w twarz. Gramy dalej.
- A ty? Czy moja mamusia Asminka mnie ochroni bez prawdy? Co ty sobie w ogóle wyobrażasz? To dotyczy watahy nie mnie lub ciebie. Moje prywatne myśli nas wszystkich nie zabiją.
Kłamstwo. Kolejne. I uczucie obserwacji, przez zaciekawionego widza.
- A moje niby tak?
- Tak sądzę. Czy się mylę? To pytanie zadaj sam sobie, braciszku.
Przechyliłam głowę. Cichy głosik szepnął żeby nie przejmować nad nim teraz kontroli. Miał racje. Punkt kulminacyjny musi zostać rozegrany.
- Ja...
Zbliżyłam się do niego i nadstawiłam ucha.
- Ja...
W tym momencie, między drzewami mignęły dwa ogniki. Nie teraz Enx. Nie twoja scena.
Usłyszałam w umyśle złowieszczy śmiech i ciche słowa:
- Spokojnie kochana. Nie gram tutaj żadnej roli. Niedługo cię odwiedzę. Zagramy według mojego scenariusza.
Po tym czerwone ognie zniknęły w cieniu i znów skupiłam się na Asminie. Chyba właśnie miał zakończyć ten akt.
Fair taka poetycka <3
Dokończ bracie.

Od Asmina: Propozycja

- Nie musisz już szukać - odpowiedziałem.
Było pewne, że nie posłucha. Przynajmniej próbowałem.
Nie powiedziałem jej wszystkiego. Że wiem, jaki demon za tym stoi...
Dlaczego musieliście spaprać robotę?! - krzyczałem w myślach.
Wpadłem na pewien pomysł.
- Fairlyn, poczekaj. Masz ochotę wybrać się do Lasu Cieni?

Fair...

Od Fairlyn

- Aha. Wiesz, przecież mogłeś sprawdzić to w moich myślach- uśmiechnęłam się z nutką politowania. Odpowiedział tym samym.
- Może teraz nie myślisz o tym, ale kiedyś będziesz. Nie wiem czy to przypadkiem nie są wizje...- westchnął.
Zastanowiłam się chwilkę.
- Nie sądzę. Skoro wszyscy mają koszmary, to ty prawdopodobnie też. Ale jeśli zrobisz coś głupiego, to może będę chciała cię zabić- uśmiechnęłam się lekko.
- Ha. Ha. Fair, to poważna sprawa. Nie... Nie wiemy kto za tym stoi, czego chce i jak daleko się posunie. Możliwe, że koszmary to tylko początek. Całkiem jest też możliwe, że mamy na karku demona.
Jego słowa uciszyły mnie na chwilę. Demona? Może... Nie.. Nie powinien. Nie teraz. Mam jeszcze czas. A może?
Stłamsiłam w sobie niepewność i przybrałam zwyczajną maskę.
- Demon? Hmm. Poszedł jeden, przyszedł następny?
- To jedna z możliwości.
- Może.... Poszukamy trochę w mózgach innych? Asmin, to poważna sprawa. Ktoś może coś wiedzieć, nawet nieświadomie trzymać we wspomnieniach jakieś informacje.
- Ale... Uhh. Dobra.
Obojętnie spojrzałam na wyjście z jaskini. Ciekawe czemu Asmin tak się przed tym wzbrania, skoro ze mną nie ma skrupułów?

***

Oczywiście połowy osób nie znaleźliśmy, a reszta nic nie wiedziała. Przynajmniej u mnie.
- Fair? Jesteś? Znalazłaś coś?
- Nie. A ty...?
- Nie- rzucił szybko. Za szybko.
Rzuciłam mu pogardliwe spojrzenie typu: Naprawdę? Znowu?, ale tym razem nie zamierzałam się spierać. Nie chciałam. Niech ma te swoje sekrety i ukrywa je jak mała dziewczynka. Musiałam sprawdzić swoją teorię. I przejrzeć resztę osób. Ciekawe co ukrywają?
- Okej. To ja pójdę jeszcze poszukać.
Prowokacyjnie ruszyłam przed siebie i tak jak się spodziewałam, Asmin zagrodził mi drogę. Podniosłam brwi.
- Coś nie tak, braciszku?
As ;w;

Od Asmina

- Chcesz się pobawić? - zaśmiałem się.
Cofnąłem czas.
- As...
Rzuciłem się na nią i powaliłem, unikając jej spojrzenia. Skupiałem się na łapach. Siłowaliśmy się chwilkę w milczeniu. Raz górą była ona, a raz ja. Kiedy zrozumiała, że siłą mnie nie pokona, wyślizgnęła się z uścisku i warknęła cicho. Skoczyła i powaliła mnie.
Cofnąłem czas.
- A...
Skoczyłem i rzuciłem nią o ścianę jaskini. Straciła przytomność.
- Coś ty taka waleczna... - mruknąłem i pokręciłem głową, a ona zerwała się z ziemi i ruszyła z kłami na mnie.
Cofnąłem czas.
Fairlyn otworzyła pysk, ale jej przerwałem:
- Daj spokój, dobra? Jak ci tak zależy to nie musisz mnie od razu atakować. Istnieje coś takiego jak grzeczna prośba, a nie wykrzyczane rozkazy - wyrzuciłem z siebie.
Milczała.
- Proszę - rzekła z trudem.
Westchnąłem.
- Naucz się trochę kultury. Wymuszaniem i przemocą do niczego nie dojdziesz.
- Proszę - powtórzyła milej.
-  Ech... Mam koszmary. Z tobą w roli głównej - dodałem. - Chcesz mnie zabić?
- E... nie? - zaprzeczyła.
- To dobrze. Bo w nich chcesz.

Fair?

Od Fairlyn

Starałam się przykuć jego uwagę. Wiadome było, że coś przede mną ukrywa. Unikał mnie, odwracał wzrok. Może i jesteśmy rodzeństwem, ale jeśli on nie gra fair, to czemu ja mam?
- Asmin....- warknęłam ostrzegawczo.
Ostatnio lepiej szło mi walczenie. Zapewne udałoby mi się go przewrócić i zmusić by spojrzał mi w oczy. Wiedział, że pewnie by mi się to udało. Ale on miał moce... Skoro nie chce po dobroci, to bardzo proszę. Poćwiczymy zdolności.
Rzuciłam się na niego, a że stał z odwróconą ode mnie głową, łatwo było mi go powalić. Oczywiście od razu zaczął wytwarzać ból psychiczny. Ale mnie to nie obchodziło. Nie miały znaczenia wizje jego śmierci. Ani inne. Ale jedna bardzo mnie zezłościła. Aishi martwy? Gdzie ja to już widziałam?
Odwróciłam brutalnie jego głowę i zmusiłam by na mnie spojrzał. Stałam tam z płonącym bólem w umyśle i dawałam mu szanse. Jeśli nie powie mi tego co powinien... No cóż użyję moich środków by wyciągnąć z niego to czego potrzebuje.
Sry że takie krótkie ;;
Wybieraj As ;w;

Od Asmina

- O, wreszcie udało ci się sklecić kilka zdań na raz, hm? Gratulacje - rzuciłem złośliwie i wyminąłem ją.
Podbiegła do mnie i zagrodziła mi drogę.
- Gadaj! - warknęła i próbowała wyglądać groźnie.
Westchnąłem.
- Słuchaj, jestem zmęczony. Jeśli nagle naszła cię ochota na pogawędki, przyjdź za godzinę do mojej jaskini. I na przyszłość opanuj słownictwo. Nie zapominaj, kto jest Alfą - dodałem i zostawiłem ją samą.

*

- Wejdź.
Siostra rozejrzała się po mojej jaskini.
- Co się do licha dzieje w watasze? - mruknęła.
Westchnąłem. Naprawdę nic nie wiedziała?
- A co już wiesz, bo nie mam ochoty się powtarzać?
- Wataha ma koszmary. Ktoś chce nas otruć - burknęła cicho.
- Wiesz że nie ładnie czytać komuś w myślach? No dobra. Z tym otruciem to taka spontaniczna akcja, widocznie jacyś przeciwnicy Mrocznych, czyli i nas. Nie będą nam już zawadzać, bo zabiliśmy ich wysłanników oraz wylaliśmy truciznę. A koszmary... To inna kwestia - odwróciłem wzrok.
Ani razu nie spojrzałem w jej oczy. Z dwóch powodów.
- Mów! - zażądała.
- Uspokój się. Czy tak się mówi do Alfy?
Jeden to z bezpieczeństwa...
- Nie wydurniaj się, jesteśmy rodzeństwem - rzekła z przekąsem.
- To zachowuj się jak kochająca siostra...
...a drugi z powodu...
- A ty jak kochający brat. A teraz nie wymiguj się.
- I kto to mówi! Nagle stałaś się taka wygadana!
...koszmaru.

*

Biegłem przez ten sam las. Cały czas. Fairlyn już mnie doganiała.
Skoczyłem i zacząłem się staczać. Ktoś wrzasnął ogłuszająco. Straciłem czucie w mięśniach.
Już wiedziałem.

*

-  Nie wiem, czemu mamy koszmary - skłamałem. - Mam nadzieję, że kiedyś się dowiemy.
Ach, jak dobrze, że nie przeczyta w moich myślach prawdy...

Fair.

Od Fairlyn

- Aishi?
- Wy-wynoś się...- usłyszałam cichy szept.
- Co?....
- Powiedziałem: WYNOŚ SIĘ!!!
Następnie pobiegł szybko przed siebie, przewalając mnie przy ty na ziemię. Zrobiło mi się dziwnie. Jakby coś było nie tak. Jakby nie powinno się tak potoczyć. Zignorowałam to. Nie wiem kim była tamta wadera. Może przeczytam to kiedyś w jego myślach.

***

Czułam się jakby mój umysł zasnuła mgła. Jakbym nie żyła. Nie potrafiłam wybudzić się z letargu. Nie chciałam. Nie mogłam. Nie miałam kontroli. Chwila... Czy nie tak czują się kontrolowani? Czy nie tak wygląda dla nich wtedy sytuacja? Co się ze mną dzieje?
Mgła przede mną trochę się rozwiała i ujrzałam ciemną sylwetkę.... Enxa? Jego oczy płonęły na czerwono, mocniej niż zwykle. Przejął nade mną kontrolę? Jak?... Nie mógł. Przecież kogoś kto kontroluje innych bardzo trudno skontrolować... Ale czego w sumie się spodziewałam. Po demonie? Bez żartów. Gdzie on mnie niesie... Czy to... Nie... NIE!!!!
Martwe ciało Aishiego leżało przede mną. Rozszarpane. Dopiero teraz zauważyłam ślady krwi na zębach i łapach Enxa.  Chciałam się na niego rzucić, ale nie mogłam. Kontrolował mnie. Musiałam przełamać władzę jaką nade mną ma...
- I co, kochana?- usłyszałam jego stłamszony głos, jakby dochodził z bardzo daleka.
Nie wiem jakim sposobem, ale mi się udało. Rzuciłam się na niego, a kiedy stałam nad nim przygważdżając go do ziemi, jego oczy stały się zwyczajne. Brązowe. Zobaczymy kto kogo będzie teraz kontrolować...

***

Obudziłam się. Nie zdziwiłam się, że to był sen. To Enx chciał mi przekazać że mam coraz mniej czasu, ale chyba mu się nie udało. Muszę w końcu powiedzieć to Asminowi. Nie mogę. Póki co nie. Enx... On jeszcze przez parę miesięcy powinien być nieaktywny*. Potem może zaatakować... Do tego czasu muszę coś wymyślić. Pokręciłam głową. Gwiazdy świeciły wśród ciemności, jak zawsze. Nic nowego. Dziwiłam się, że w ogóle zasnęłam.
Wyszłam z jaskini. Może odbębnię jakiś zwiad. Udałam się w kierunku bliżej nie określonym. Kilka chwil potem poczułam zapach Asmina. Postanowiłam wyjaśnić z nim parę spraw...
Ujrzałam jak razem z Choice niosą Rena. Przeczytałam w ich myślach co się stało. Hmm... Napastnicy, hę? To nie jest sprawa Enxa, nie byłby taki... Prosty w planach. Wyłoniłam się z mroku i przekazałam w myślach wiadomość Asminowi.
Dał znać Choice, że zaraz wróci, ale ja pokręciłam głową. Zadrapałam trochę Rena co postawiło go na nogi. Nie zamierzałam czekać spokojnie aż się obudzi. To jest ważniejsze niż jego ilość snu.
Kiwnęłam ze zniecierpliwieniem na Asmina i ruszyliśmy w mrok. Kiedy wydawało mi się, że oddaliłam się wystarczająco od wszystkiego, rzuciłam mu rzeczowe spojrzenie.
- Asmin. Co. Się. Dzieje. Ty mnie unikasz. Cała wataha i prawdopodobnie także i ty macie koszmary. Ktoś chciał nas otruć. CO SIĘ DZIEJE, ASMIN?!- warknęłam na jednym tchu, a moje oczy zapłonęły wściekłością.
Fair taka zła ;w;

*Od razu mówię- proszę nie wiązać Enxa z żadnymi obecnymi wątkami. To moja historia.

Od Asmina

- Ren!... Ren, nie pora na spanie - szepnąłem do Gammy, ale on zamknął oczy.
Choice potrząsnęła nim, ale to nic nie dało.
- Musimy ich zabić, póki o nas nie wiedzą - rzekłem i powoli wyjrzałem zza kamienia.
Były dwa wilki: jeden cały czarny a drugi jasnobrązowy ze skrzydłami. Czarny dodawał składniki, a skrzydlaty je mieszał w kotle.
- Jesteś pewien, że to zadziała? Nie będziemy mieli drugiej szansy... - powiedział przyciszonym głosem brązowy.
- Nie gadaj głupstw, Hemav, tylko mieszaj.
Hemav mruknął coś niezrozumiale i zamilkł.
Zajrzałem do jego głowy. Nie lubił tego czarnego, jak się dowiedziałem z jego myśli - Govicka. Wyobraziłem sobie odpowiednią sytuację i wysłałem okrutną wizję do Hemava. Tak, zadawanie bólu psychicznego nadaje się dla psychopatów.
Mieszający wilk zamarł i z przerażeniem patrzył na swojego towarzysza. Wizja zostania zjedzonym żywcem widać mu się nie spodobała.
Tym bardziej że zjadającym był Govick.
- Ty... Nie, nie, nie, nie będziesz, nie dam ci szansy! - wrzasnął i rzucił się na zaskoczonego samca.
Choice odwróciła wzrok. Ja przyglądałem się krótkiej walce wilków. Govick wygrał. Zadał ostateczny cios skrzydlatemu i splunął na jego ciało.
- Szaleniec - mruknął i spojrzał na kocioł.
Nie czekaliśmy dłużej. Choice z prawej, a ja z lewej strony rzuciliśmy się na przeciwnika. Nawet nie zdążył się odwrócić. Był martwy.
- Co z Renem? - zapytała Choice, a ja podszedłem do przyjaciela.
- Zapadł jedynie w sen. Musiał być bardzo zmęczony. Ostatnio był na nocnym zwiadzie, bo Fair miała przerwę - odpowiedziałem. - Musimy poczekać, aż się obudzi.

Ren? Choice?

środa, 24 września 2014

Od Rena: Koszmar

Weszliśmy do ciemnej jaskini - ja, Choice i Asmin. Było ciemno i strasznie. Zaskomlałem cicho, tak cicho, że nikt nie usłyszał. Po chwili usłyszeliśmy głosy dwóch wilków, basiorów. Zauważyłem duży głaz i szepnąłem, abyśmy ukryli się za nim. Położyłem się w małej wnęce w ścianie jaskini. Po trzygodzinnym spacerze byłem zmęczony i łapy uginały się pode mną. Oczy kleiły się, widoczność się zmniejszała, a ja próbowałem nie zasnąć w obcym miejscu w towarzystwie dwóch wrogów...

***

Biegłem przez las, nie wiedząc po co. Gałęzie robiły rany na całym ciele, ale nie zatrzymywałem się tylko biegłem przed siebie. Wybiegłem z lasu na niewielką polanę. Trawa była wysuszona i nie latały żadne owady. Nagle pojawiła się Mama. Potem Tata i moje rodzeństwo. Rzuciłem się na Mamę w celu przytulenia jej, ale nie wyczułem jej ciała i pojechałem brodą po ziemi. Wstałem i spojrzałem na nią pytającym wzrokiem. Nie odpowiedziała mi, ale domyśliłem się, że jest duchem. Wszyscy byli duchami. Zakręciła mi się łza w oku, bo zrozumiałem, że moje rodzeństwo też przeszło na drugą stronę. Wszyscy byli smutni.
Obraz się zmienił. Stałem nad dwoma niewielkimi mogiłami. Dopiero po chwili przeczytałem napisy na nagrobkach - stałem nad grobami mojego rodzeństwa. Pobiegłem pozbierać kwiaty. Kiedy zebrałem spore dwa bukiety wróciłem. Ukazały mi się dwa duchy - Alby i Sakita.
- Nigdy cię nie kochaliśmy - powiedziała Alba.
- Byłeś czarną owcą w naszej rodzinie!!!

***

Obudziłem się. leżałem w tej samej jaskini, co przedtem. Ale jednak coś się zmieniło - nie było Choice i Asmina. Rozejrzałem się w około, ale ich nie zobaczyłem, ani nie wyczułem. 

Asmin, Choice, czo z Wami?
Czemu zostawiliście tam małego Rena XD?
FOCH XD

Od Amery

- Widziałem się ze Sfetrisem!
- Co?!
Zatkało mnie z wrażenia. To było dość dziwne. Sfetris i inne demony nigdy nikomu nie pokazali się tak po prostu. Zerwałam się z ziemi, ale zrobiłam to zbyt gwałtownie i moja rana znów się otworzyła. Jęknęłam z bólu i upadłam na ziemie. Mimo to nie myślałam o własnych obrażenia tylko o białym wilku. Spirit podszedł do mnie i spytał nadal zdenerwowanym głosem. Był roztrzęsiony i nadal przerażony.
- Nic ci nie jest?
Zignorowałam jego pytania, ale nie próbowałam wstać.
- Może to być związane z twoim żywiołem, ale szczerze to nigdy coś takiego się nie zdarzyło. Nie wiem co mam o tym myśleć....
Przez dłuższą chwilę panowało milczenie. Żadne logiczne rozwiązanie nie przychodziło mi do głowy.
- Co o tym wszystkim myślisz ? - spytałam patrząc na jego pysk, który nie wyrażał żadnych emocji.

Spirit?

Od Spirita

Nie mogłem w nocy spać. Cały czas zastanawiałem się nad tym, co usłyszałem dzisiaj od Amery. Nie za bardzo rozumiałem sens zapanowania nad tymi demonami. Gdybym był na miejscu wilczycy, po prostu jak najszybciej bym ich pozbył. Jednak doskonale wiedziałem, jak uparta potrafi być przywódczyni łowców, więc postanowiłem nie przekonywać ją do tego, aby zrezygnowała ze swojego pomysłu. Wprost przeciwnie, chciałem jej w tym pomóc.
Przekręcałem się z boku na bok, mrucząc coś sam do siebie, kiedy usłyszałem cichy szelest, gdzieś przed moją jaskinią. Momentalnie zamarłem, strzygąc uszami w tamtym kierunku. Był środek nocy i pomimo, że mrużyłem oczy, nie byłem w stanie nic dostrzec w mroku na zewnątrz mojej groty. Poczułem, jak strach powoli zaczyna przejmować nade mną władzę. Po walce z tym dziwnym, zielonym wilkiem oraz po opowieści Amery, byłem w stanie wyobrazić sobie niemalże wszystko czające się przed moją jaskinią.
Leżałem nieruchomo, gapiąc się nieustannie w mrok nocy, kiedy to zauważyłem. Coś, jakby srebrzysta mgła, lekko wleciało do mojej groty. Sunęło tuż przy ziemi, kierując się w moją stronę. Zamrugałem oczami, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie mam majaków. Ale nie, po ponownym uniesieniu powiek srebrzysta mgła nadal kłębiła się przy ziemi tuż przede mną. Byłem lekko zaskoczony. Spodziewałem się czegoś strasznego, jakiegoś demona czy coś, a tu tylko jakiś mały obłoczek...
~ Nie dacie rady nas pokonać...
Głos pojawił się jakby znikąd i wypełnił całą moją jaskinię. Przerażony rozejrzałem się po grocie, ale nic nie zauważyłem. Byłem tu tylko ja... I tak mgła, wisząca przede mną. Dygotałem na całym ciele, bojąc się chociaż poruszyć. Przecież ta mgła nie mogła...
~ Lepiej od razu się poddajcie...
Tak! Tym razem zauważyłem, że wraz z pojawieniem się tajemniczego głosu, mgła lekko zabłysła. Czyli to ona się do mnie odezwała. Jakoś mnie to nie zdziwiło. W ciągu ostatnich paru dni tyle widziałem, że już chyba nic nie będzie dla mnie zaskoczenie.
~ Nie macie szans... Poddajcie się... Odpuście...
Głos był tak przekonujący, że przez chwilę naprawdę chciałem to wszystko rzucić. Lekko skinąłem głową wbrew swej woli. Potem jednak gwałtownie oprzytomniałem. Przecież muszę pomóc Amerze! Nie zostawię jej z tym samej! Gwałtownie potrząsnąłem głową, a potem warknąłem na mgłę, jakby rzucając jej wzywanie. Srebrzysty obłok zamigotał, a potem zaczął się rozrastać, przybierając jakiś kształt. Nim przeobrażanie się skończyło, wiedziałem co takiego zaraz zobaczę.
Zielony wilk z czaszką zamiast głowy łypał na mnie groźnie, lekko wysuwając kły spomiędzy warg. Na początku byłem przerażony, ale po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że to nadal jest ta sama mgła. A jakiś obłok nie może zrobić mi krzywdy. Pokrzepiony tą myślą także wysunąłem groźnie kły, unosząc wyzywająco łeb do góry. Na ten widok zielony wilk tylko cicho parsknął.
~ To bez celowe. Jej nie da się pomóc. A mieszając się w to, tylko sprowadzisz na siebie nieszczęścia. Lepiej od razu daj sobie spokój...
Tym razem nie dałem się tak łatwo zmanipulować. Warknąłem z wściekłością na słowa wilka, groźnie szczerząc kły. Zielony wilk westchnął ciężko, jakbym go zawiódł. Jeszcze przez chwilę wisiał przede mną, a potem nagle zniknął, rozmywając się w powietrzu. Jednak ja cały czas miałem przed oczami te jego niebieskie ślepia.
Teraz, kiedy wszystko się skończyło, strach znowu złapał mnie w swoje objęcia. Zacząłem się trząść z przerażenia, starając się wszystko uporządkować w swojej głowie. Byłem jednak zbyt roztrzęsiony i wiedziałem, że sam nie dam rady. Dlatego też zerwałem się z posłania i pomimo tego, że był środek nocy, pognałem prosto do jaskini Amery.
Kiedy wbiegłem do środka, zauważyłem, że wilczyca nie śpi. Wręcz przeciwnie, była bardzo rozbudzona. Może nawet przerażona, tak samo jak ja. Spojrzała na mnie z zaskoczeniem i już miała coś powiedzieć, ale nie dałem jej na to czasu.
- Widziałem się z Sfetrisem!

Amera?

Ogłoszonko

Yochi będzie nieobecna do 23 listopada.

Pozdrowionka i miłej nocy,
Alfa Asmin.

Nasze Prace

Nasze Prace to strona, gdzie umieszczane są Wasze dzieła. Jednak powinny tam się znajdować tylko dobrej jakości prace, a już zwłaszcza nie mogą tam trafić plagiaty czy przeróbki nieswoich prac. 
Aby Twoja praca znalazła się w Naszych Pracach, wyślij link lub cały obrazek do nas na pocztę.
To, co do nas wyślesz, zależy od Ciebie. Rysunek, wiersz czy film - wyobraźnia nie ma granic!

Przykładowa praca autorstwa Ryuukiego.
Ile Punktów można otrzymać za wysłanie pracy?
Punkty można otrzymać w różnej ilości. Za nieswoją twórczość nic się nie dostanie, a praca i tak nie zostanie zamieszczona; ponadto taka osoba utraci w ogóle możliwość wysyłania czegokolwiek do "Naszych prac". 
Pozostałe, własnoręcznie wykonane rysunki czy wiersze, będą punktowane różnie - zależnie od staranności wykonania. Czyli jeśli nabazgrzesz coś byle jak, musisz liczyć się z tym, że dostaniesz 0,5 Punktu. Na zachętę, bo w ogóle tej pracy w tym dziale być nie powinno, no ale "niech ci będzie".

wtorek, 23 września 2014

Od Amery

- Masz może jakiś pomysł na pozbycie się twoich niewidzialnych przyjaciół?
Powoli zmierzaliśmy w stronę mojej groty. Spirit lekko się uśmiechnął, próbując zachęcić mnie do rozmowy. Przeniosłam wzrok na swoje łapy i odpowiedziałam ledwo słyszalnie:
- Wiesz Spirit... Ja chciałbym zapanować nad demonami. Jeśli bym się ich tak po prostu pozbyła to byłoby równoznaczne z poddaniem się. Wtedy wszyscy którzy nazywali mnie potworem i twierdzili, że nie da się nade mną panować wygraliby. Już raz mi się udało tego dokonać. Przez jakiś czas samotnie wędrowałam i miałam pełną kontrolę. Wiem, że to wymaga czasu i treningu, ale jeśli mi pomożesz to uda mi się szybciej osiągnąć ten cel.
Spojrzałam na niego z nadzieją, ale jego oczy patrzyły gdzieś daleko. Nic mi nie odpowiedział i dalszą drogę spędziliśmy w ciszy. Nie myślałam, że basior tak po prostu się zgodzi, chociaż przez chwile miałam taką nadzieję. Zastanawiała mnie jego reakcja kiedy powiedziałam mu o Stormie. Coś jakby w nim drgnęło. Niestety szybko to ukrył i nie wiem czy kiedyś się dowiem co się zmieniło. Kiedy dotarliśmy na miejsce zwinęłam się w kłębek i zasnęłam.

**

Gwałtownie się obudziłam. Cała się trzęsłam z zimna. Wszędzie panowała ciemność. Leżała nieruchomo i próbowałam zapanować nad dreszczami. Słuchałam swojego oddechu. W mojej głowie było pełno pytań i różnych sprzecznych myśli...

Spirit

Od Spirita

Uważnie słuchałem opowieści Amery, tylko lekko strzygąc uszami, żeby pokazać jej, że cały czas jej słucham. To była naprawdę pokręcona opowieść. Słyszałem o tym, żeby wilk był opętany przez jakiegoś demona, ale żeby aż przez cztery naraz? Czegoś takiego jak dotąd nie usłyszałem. Po za tym Amera zawsze była taka spokojna i przyjaźnie do wszystkich nastawiona. Nigdy bym nie pomyślał, że jest opętana przez jakieś demony.
Zainteresował mnie ten cały Strom. Czyli Amera już kiedyś miała partnera... Nie wiedzieć czemu z tą informacją poczułem się nieco dziwnie. Może byłem nawet zazdrosny. Właściwie nie wiem dlaczego tak na mnie podziałała wiadomość o byłym partnerze wilczycy. Postanowiłem jednak na tym się nie zastanawiać, a raczej skupić się na naszym głównym problemie, czyli na tych czterech demonach.
Naszym problemie... Od kiedy to ja i Amera jesteśmy jedną drużyną? Najwyraźniej od momentu, w którym zdradziła mi swoją tajemnicę.
- Czyli... Jesteś opętana przez cztery demony, z czego jeden z nich jest dobry, tak? - zapytałem, podsumowując całą opowieść Amery. Wilczyca lekko westchnęła, kiwając głową.
- Tak... - powiedziała cicho, nie patrząc mi w oczy. Widziałem, że dużo ją kosztowało opowiedzenie mi tej historii. Byłem jej jednak wdzięczny, że się ze mną nią podzieliła. Uśmiechnąłem się do niej słabo.
- Spokojnie, napewno coś wymyślimy i uda nam się przepędzić z ciebie te demony, bez konieczności zabijania cię - zażartowałem, ale nie było nam do śmiechu. Jednak Amera, jakby doceniając moje wysiłki, podniosła głowę i uśmiechnęła się lekko. Dopiero teraz zaważyłem, że jej ranna.
- Krwawisz - mruknąłem cicho, podchodząc do niej i uważnie przyglądając się jej ranie. Stojąc tak blisko niej dostrzegłem, że wilczyca drży na całym ciele. To wszystko wyczerpało ją i psychicznie i fizycznie.
- To nic... - odparła wymijająco, ale ja nie dałem się tak spławić. Wyszczerzyłem kły w nieco groźnym uśmiechu.
- Może i nic, ale i tak mam zamiar zaprowadzić cię do szamana. Czy tego chcesz czy nie - powiedziałem, rzucając jej groźne spojrzenie. Amera przez chwilę mi się przyglądała, po czym uśmiechnęła się z rozbawieniem, podnosząc się z ziemi.
- No dobrze. Pójdę do szamana - odpowiedziała głosem grzecznego dziecka. Uśmiechnąłem się do niej szeroko, po czym razem poszliśmy do szamana.

***

Rana nie była śmiertelna, ale szaman nakazał Amerze oszczędzać się przez najbliższe pare dni. Natomiast mi rozkazał pilnowanie jej. W sumie nie miałem z tym większego problemu, a nawet ucieszyłem się, kiedy dostałem takie zadanie. Mogłem w ten sposób spędzać więcej czasu z przywódczynią łowców, a tym samym mogliśmy zacząć szukać sposobu na pozbycie się tych demonów. Bo ja nie wierzyłem w to, że to niemożliwe.
Wracaliśmy do jaskini Amery, idąc obok siebie w milczeniu. Starałem sobie przypomnieć wszystko co wiedziałem o demonach, a nie było tego specjalnie dużo, bo nigdy czegoś takiego nie spotkałem. Czułem się taki bezużyteczny, kiedy nie potrafiłem sobie przypomnieć choćby najprostszej informacji dotyczącej demonów. W koncu zrezygnowany zwróciłem pysk w stronę Amery, uśmiechając się do niej przyjacielsko.
- Masz może jakiś pomysł na pozbycie się twoich niewidzialnych przyjaciół? - zapytałem, sarkastycznie wymawiając słowo "przyjaciół". Cały czas uśmiechałem się do niej lekko, jakby to miało zachęcić ją do rozmowy.

Amera? (:

poniedziałek, 22 września 2014

Od Password

Zmrużyłam oczy oślepiona blaskiem zachodzącego słońca. Owa gwiazda przybrała kolor ciemnego pomarańczu, barwiąc niebo na ten sam odcień.
Ciepły wiatr lekko muskał mą sierść, gdy przechadzałam się po Legowiskach rozmyślając o moim koszmarze. Koszmarze do którego nie chciałam tej nocy wracać.
Z zamyślenia wyrwała mnie ciemna sylwetka wilka przemykająca między drzewami. Uznawszy, iż nie mam niczego do roboty, ruszyłam w pościg za uciekinierem. Lub uciekinierką.
Zwinnie omijałam drzewa, przeskakiwałam przez korzenie i niewielkie krzaki, pędząc przed siebie coraz to bardziej zwiększając prędkość wciąż nie potrafiąc dogonić. Jedyne co byłam wstanie stwierdzić na temat owego wilka, to to , iż najprawdopodobniej jest energicznym, a jej budowa ciała wskazywała, że jest wilczycą.
Ku mojemu zaskoczeniu swój bieg skończyła na konarze olbrzymiego drzewa. Na jej szczęście nie skończyło się to żadnymi poważnymi urazami.
Stanęłam nad nią wywołując wyładowanie elektryczne, kierując je na ziemię parę metrów dalej. Soczyście zielona trawa w owym miejscu na chwilę stanęła w płomieniach nie przestając się dymić. Kolejnym mym krokiem było oślepienie wilczycy, jednak ta szybko powstała na nogi i uniknęła mojego ataku. Rzuciłam się na nią i przewróciłam na plecy. Wbiłam swoje pazury w jej łapę i odepchnęłam.
- Leż i nie wstawaj! - krzyknęłam plując w jej stronę. Moja wypowiedź nie została, jednak bez odpowiedzi.
- Kim takim jesteś, żeby mi rozkazywać? -  ryknęła rzucając się na mnie od tyłu.
Krzyknęłam z zaskoczenia. Moja nieudolna próba wydostania się spod jej szponów zakończyła się, jednak porażką.
Mimowolnie z mojego gardła wydobyło się warknięcie. Wilczyca przycisnęła mnie łapą do ziemi mrucząc coś pod nosem. Korzystając z okazji ugryzłam ją w tą że kończynę, a ta z jękiem bólu ją cofnęła, zahaczając pazurem o mój lewy bok.
Czując pulsujący ból tamtym miejscu podniosłam na nią wzrok. Obydwie zadałyśmy tej drugiej ciosy o mniej więcej takich samych obrażeniach. Ona miała krwawiącą ranę na prawej łapie, a ja na boku w okolicach żeber.
Teraz stałyśmy naprzeciw siebie, oko w oko.
Yochi, dokończysz?

Od Amery

Odetchnęłam, żeby się uspokoić, ale to nie pomogło.
- Może zacznę od początku. Wychowałam się w watasze mojego ojca. Mam trójkę rodzeństwa ze starszego miotu. Ireth, Ember i Avego. Nigdy nie czułam, że to mój prawdziwy dom. Tylko moja matka, Avego i Storm naprawdę mnie kochali.
- Kim tak właściwie był Storm?
- Był moim partnerem, ale został zamordowany kilka miesięcy temu.
Uśmiechnęłam się, mimo że nadal czułam ból po jego stracie.
- Wracając. Nikt mnie nie akceptował, bo wszyscy myśleli że jestem opętana przez demony. Ale to nieprawda. Starałam się nie załamywać, ale chwilami było to naprawdę trudne. Kiedy zostałam posądzona o zdradę i zamach na watahę po prostu odeszłam. Wiedziałam, że będę tęsknić za Ave. Jednak to pozwoliło mi zrozumieć wiele rzeczy. Sfetris jest jednym z demonów, które są częścią mnie. Jest ich czwórka. Sfetris, Coyote, Morin i Fenrir. Są ze mną od urodzenia i zostaną już na zawsze. Każdy z nich, oprócz Fenrira ma jedną z moich mocy. Nie wiem czy to dzięki nim je mam czy to oni je przyjęli. Sfetris potrafi używać trującego kwasu. Morin widzi zjawisk nadprzyrodzone. Coyote równie dobrze posługuje się pnączami. Fenrir ma wyostrzony węch, dobra pamięć i świetną orientację w terenie. Jest on jedynym z całej czwórki, który jest po mojej stronie u często mi pomaga. Jeśli oni ponoszą rany to i ja cierpię. Ale jeżeli umrę, będą wolni. Dlatego muszę mieć się na baczności. Jedno wiem na pewno jestem takim samym potworem jak oni... - uśmiechnęłam się wbrew swoim myślą. Nie chciała pokazywać żadnych emocji. Dopiero teraz poczułam piekącą ranę na karku.

Spirit?

Od Spirita

Patrzyłem w zdumieniu na rozgrywającą się przede mną scenę. Tak naprawdę niewiele rozumiałem z tego, co mówiła Amera i ten... Sfetris? Chyba tak nazywał się ten zielony wilk. Co chwila słyszałem jakieś nowe, nic nieznaczące na dla mnie imię. Storm, Seepranne, Coyote, Morin. Wszystko mieszało mi się w głowie i teraz naprawdę nie wiedziałem, co mam o tym wszystkim myśleć. Jeszcze nigdy nie znalazłem się w tak dziwacznej sytuacji i nie wiedziałem, jak mam się zachować. Chciałem uciec od tego wszystkiego, ale jednocześnie chciałem zrozumieć, co się dzieje. Dlatego też cały czas stałem w miejscu, przyglądając się rozgrywającej przede mną scenie.
Nagle zielony wilk po prostu zniknął. Pomimo to, ja nadal czułem się dziwnie nieswojo i tylko wodziłem ślepiami wokoło, jakby czekając na ponowne pojawienie skę Sfetrisa. Kiedy nic takiego się nie wydarzyło, wbiłem swoje czarne ślepia w Amerę. Zauważyłem, że wilczyca nieco odprężyła się po zniknięciu zielonego wilka. Nadal jednak w jej oczach dostrzegałem niepokój, jakby to nie był jeszcze koniec.
Dopiero po chwili zmusiłem swoje łapy do ruszenia się i powolnym krokiem podszedłem do Amery. Wilczyca tylko przyglądała mi się w milczeniu, jakby nie chciała zaczynać tej rozmowy. Ja jednak nie zamierzałem tak po prostu o wszystkim zapomnieć. Zatrzymałem się przed przywódczynią łowców, rzucając jej nieco wyzywające spojrzenie.
- Co tak właściwie tu się wydarzyło? - moje słowa zabrzmiały niemal jak warkot, chociaż chciałem powiedzieć to ze spokojem. No cóż, trochę mi brakowało do opanowania Amery. Wilczyca spuściła wzrok na ziemię, unikając mojego spojrzenia.
- To nie jest odpowiednie miejsce na tą rozmowę - powiedziała i wtedy już nawet nie starałem się być spokojny. Z piersi wydobył mi się niski, dudniący warkot.
- Chce wiedzieć! - powiedziałem ze złością. Amera podniosła na mnie oczy.
- Nie tutaj - odpowiedziała z naciskiem, a w jej ślepiach zobaczyłem upór. Zrozumiałem, że tej walki nie wygram, więc tylko lekko skinąłem głową. Wilczyca uśmiechnęła się do mnie słabo, na co nie zareagowałem, po czym puściła się biegiem przez las. Pobiegłem za nią.
Tym razem nie był to przyjemny bieg po lesie. Teraz liczyło się to, żeby jak najszybciej dotrzeć do Legowisk. Dlatego też dawaliśmy z siebie wszystko i już po chwili przed nami pojawiły się znajome tereny. Powoliłem, żeby to Amera prowadziła. Wilczyca pobiegła prosto do swojej groty.
Po chwili byliśmy już w jej jaskini. Usiadłem po prostu na środku jej mieszkania i wbiłem w nią uważne spojrzenie. Chciałem poznać prawdę, nawet tą najgorszą.
- Teraz mi wyjaśnisz? - zapytałem cicho. Amera pokiwała ostrożnie głową, siadając naprzeciwko mnie.


Amera? Co to za tajemnica? C:

Od Amery

Kaszlałam, próbując się pozbyć wody z płuc. Moje ciało nadal było zdrętwiałe od wysiłku i strachu. Dźwignęłam się na nogi i próbowałam odzyskać panowanie nad sobą. Spirit stał przede mną. Cichy warkot docierał z jego gardła. Kilka kroków dalej stał zielony wilk. Czyli stało się. Wróciły. Będę musiała nauczyć się kontrolować demony, które są we mnie przynajmniej na tyle, żeby nie przybierały formy fizycznej. Nagle mnie oświeciło, już wiedziałam jak nazywa się ta bestia.
- Czego ode mnie chcesz, Sfetris?
- Wreszcie sobie przypomniałaś moje imię, Ame. Dawno się nie widzieliśmy. Ostatni raz patrzyłem na twoje przerażone oczy kiedy umierał Storm.
Zagryzłam zęby ze złości. Spirit spojrzał na mnie z pytaniem w oczach. Będę mu miała sporo do opowiedzenia.
- Nie tęskniłam.
- Ja również. Seepranne chciał wiedzieć, co u ciebie.
- Jasne, na pewno tylko po to zadawałbyś sobie tyle trudu.
- Na razie nie musisz się martwić.
- Czyli jednak coś knujecie?
- To niespodzianka.
W mgnieniu oka znalazł się tuż przed moimi oczami. Czułam jego gorący oddech na pysku. Długim językiem przejechał po moim uchu, które zaczęło piec i poczułam jak spływa po nim ciepła krew. Nawet nie skrzywiłam się z bólu czy obrzydzenia. 'On jest częścią mnie. Nie muszę się go bać.' Basior oblizał się z zadowoleniem i wtedy biały wilk wgryzł się prosto w jego kark. Popatrzyłam na Spirita ze zdziwieniem.
- Nie waż się do niej zbliżać - jego gniewny głos był odrobinę zagłuszony, ale nadal bardzo wyraźny. Sfetris tylko parsknął z rozbawieniem. Szybko zrzucił go z grzbietu i zwrócił się w jego stronę.
- Jestem bliżej niej niż myślisz - przeniósł na mnie wzrok i powiedział. - Czas wracać.
Nadal starałam się panować nad wszystkimi emocjami. Basior 'opuścił' swoje ciało, które zmieniło się w proch. Jego duchowa forma ruszyła w moim kierunku. Kiedy znów się ze mną połączył przeszedł mnie zimny dreszcz i poczułam się jakbym uderzyła o lodową ścianę.
- Coyote i Morin są niespokojni. Uważaj co robisz. Wiesz, jakie mogą być konsekwencje - echo jego głosu zabrzmiało tuż nad naszymi głowami. Kiedy poczułam spokój odetchnęłam z ulgą. Wiedziałam, że wszystko dopiero się zaczyna, ale cieszyłam się z tej chwili spokoju. Spojrzałam na Spirita. Na jego pysku było tyle różnych emocji, że nie wiedziałam co mam myśleć. Będę musiała mu sporo wyjaśnić...

Spirit c:

niedziela, 21 września 2014

Od Password

Stanęłam w progu swojej jaskini. Spojrzałam na skórę, którą wczoraj Amera i drugi łowca, bodajże Spirit, przynieśli do mej groty. Położyłam się na niej i westchnęłam z ulgą. Może wreszcie się wyśpię.
Blask księżyca nieśmiało wpadał do mojego legowiska, nie pozwalając ciemności zawładnąć nad jego wnętrzem. Mój wzrok zatrzymał się na stosie liści, który nie całą dobę temu pełnił rolę łoża.
Uśmiechnęłam się do siebie i zamknęłam oczy dając zabrać się do krainy snów.

***

Biegnę przez jakiś ciemny las. Las Cieni? Być może. Wszystko jest zamazane, co oznacza, że biegnę z dużą prędkością. Ale... kiedy zdążyłam się tak rozpędzić?
Zdaję sobie sprawę, że nie czuję ziemi pod łapami ani nie słyszę odgłosu swych kroków. Czuję, że płynę, ale gdy patrzę w dół, widzę jedynie swoje łapy, które pędzą wciąż w przód wbrew mej woli. Zamykam oczy, mając nadzieję, że gdy je otworzę to wszystko się skończy.
Ale się nie kończy.
Nim zdążę coś pomyśleć, znajduję się w jakieś jaskini, choć nie pamiętam, żebym do jakiejkolwiek wchodziła. Badam ją wzrokiem, a gdy podchodzę do wyjścia, to nagle znika. Zszokowana zataczam się w tył i wpadam na jakiegoś wilka. Nie, wilczycę.
Jej szara, gęsta sierść powiewa lekko, choć nie czuję wiatru. Jednak nie to zdziwiło mnie najbardziej, tylko jej oczy.
Oczy... Których nie ma. Jej pysk z pustymi, ciemnymi oczodołami wielkości talerza, możliwe, że wpatrzone we mnie. Przeszły mnie ciarki.

***

Poranną cisze przeszył przeraźliwy krzyk jakieś wilczycy. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę, że to ja krzyczę.
Zamknęłam pysk i zaczęłam badać jaskinię wzrokiem w poszukiwaniu wyjścia i tamtej wilczycy.
Wyjście jest, ale jej nie ma.
Zamknęłam oczy i zaczęłam się uspokajać. Zwykły sen. Nie ma się czego obawiać. To tylko koszmar.
To. Tylko. Koszmar.
Te trzy słowa co chwila powtarzałam sobie w myślach, mając nadzieję, że są prawdą.

Od Choice

Jestem nowa w watasze. Bardzo mi się tu podoba. Wreszcie nie jestem sama... Na mój przyjazd dałam każdemu członkowi po małym eliksirze, który dawał siłę na 20 lat wilczych. Dostałam go od zaprzyjaźnionej czarodziejki Lournes. Po serdecznym przyjęciu mnie udałam się z Asminem na przechadzkę po lesie, aby się lepiej poznać. Zabraliśmy ze sobą Rena, lecz wtedy nawet nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego co się dzisiaj stanie.

***

Pomarańczowe słońce, choć zachodziło, to wciąż paliło. Rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym. Zaczynając od wojny, na pogodzie kończąc. Nie sądziłam, że aż tak się tu zaaklimatyzuję. Spacerowaliśmy już dobre 3 godziny. Po chwili poczuliśmy dziwny swąd spalenizny i wycie zagłuszone przez nadchodzącą burzę. To nie było wołanie wilka z naszej watahy. To ktoś obcy. Schowaliśmy się w krzakach zaniepokojeni. Już po 5 minutach rozpadało się i to na na dobre. Zauważyliśmy jamę i by schronić się przed kroplami deszczu popędziliśmy do niej co sił w łapach i znaleźliśmy się w tej tajemniczej pieczarze.
Było tam ciemno i zimno. Przynajmniej lepsze to niż stanie w deszczu... Rozejrzałam się, ale nie zauważyłam niczego ciekawego. Po dziesięciu minutach czekania usłyszeliśmy dziwny dźwięk. Poznawałam go i Asmin też. To było to samo wycie, które słyszeliśmy wcześniej. Przeszył mnie strach, lecz ciekawość była silniejsza.
- Idziemy? - spytałam.
- Idziemy - odparł Ren.
Zrobiliśmy parę kroków i już zastanawialiśmy się czy to był dobry pomysł zagłębiać się w tą jaskinię. Żadne z nas nie zastanawiało się czy to dobry pomysł. No cóż, już za późno na odwrót. Trzeba przezwyciężać swoje słabości, nie poddawać się lękowi. Nagle zobaczyliśmy światło i cień przypominający ciało zwierzaka... dokładniej wilka. Ren zauważył nieopodal duży głaz i z skryliśmy się za nim czekając na dalszy przebieg zdarzeń. Usłyszeliśmy szepty:
- Czy to na pewno dobry pomysł? Na pewno ktoś coś zauważy...
- Siedź cicho! Kazali nam. Wiesz jakie konsekwencje wiążą się z niedotrzymaniem umowy? - spytał jeden z uczestników rozmowy.
- No wiem, wiem... - odpowiedział ponury głos.
- Chyba odpowiedziałeś sobie na pytanie. Wrzuć tu jeszcze nektar z jagód. To powinno ułatwić sprawę. Potrują się. Skończą się ich rządy.
Popatrzyliśmy się na siebie. Teraz już wszystko było jasne. Przeciwna wataha chce nas otruć...

[Dop. Autorki] Jeśli opowiadanie nie bardzo się spodobało to bądźcie wyrozumiali, bo to moje pierwsze :) I sama skończę, bo mam wenę. xd

Od Spirita

Ścigałem się razem z Amerą, biegnąc pomiędzy drzewami. Polowanie było udane. Wyruszliśmy na nie razem z jeszcze jedną wilczycą, Password. Może jej obecność w jakiś sposób sprawiła, że nie byłem aż tak złośliwy dla przywódczyni łowców. Teraz jednak, mimo że Password zniknęła, nadal nie potrafiłem odnaleźć w sobie tej złości, która zwykle mi towarzyszyła, gdy przebywałem z Amerą. Coś się we mnie zmieniło, nie wiem tylko, czy na lepsze, czy też na gorsze.
Zwolniłem nieco, pozwalając by Amera mnie wyprzedziła. Sam trzymałem się nieco z tyłu, ciesząc się tym wspólnym biegiem. Naprawdę lubiłem biegać. Czułem się wtedy taki wolny. Zupełnie jakbym przeniósł się do innego świata. Przymknąłem oczy, rozkoszując się wiatrem plątającym kosmyki mojego futra....
Kiedy spojrzałem przed siebie, żeby zobaczyć, jak daleko jest Amera, nie zobaczyłem jej.
Zaskoczony, mocno zahamowałem, zatrzymując się w miejscu, co uratowało mnie od wpadnięcia do tego samego zbiornika wodnego, w którym była teraz Amera. Widziałem tylko, jak ciało wilczycy opada na dno. Jednak coś mi tu nie pasowało. Widziałem, jak Amera przebiera łapami w wodzie, żeby tylko wypłynąć na powierzchnię, ale nadal spadała w dół. Zrozumiałem, że niej w tym zbiorniku sama. Wtedy też wyczułem obecność czegoś tam, w tej ciemnej wodzie.
Niewiele myśląc, skoczyłem do wody.
Szybko odpychałem się łapami, jednocześnie przeklinając w myślach, że nie mam żywiołu wody. To by mi bardzo pomogło w obecnej sytuacji. Widząc, że płynę w jej kierunku, Amera zaczęła się szarpać jeszcze bardziej, co bardzo spowolniło wciągającą ją pod wodę istotę. Dzięki temu udało mi się do nich zbliżyć. Chwyciłem zębami za sierść Amery i mocno pociągnąłem ją ku sobie. Niestety, to coś co ją ciągnęło było dość silne i nie wypuściło jej ze swojego uścisku. Dlatego postanowiłem najpierw rozprawić się z tym czymś. Zaatakowałem jego umysł i wyczułem, jak stworzenie skręca się z bólu. Puściło przywódczynię łowców, a wilczyca od razu zaczęła płynąć ku powierzchni. Widziałem jednak, jak bardzo jest osłabiona. Jeszcze przez chwilę zadawałem temu czemuś pode mną ból psychiczny, po czym wystrzeliłem w górę w stronę Amery. Wspólnymi siłami udało nam się wyjść z wody.
Wdrapaliśmy się na brzeg, plując wodą i głośno oddychając. Dopiero teraz doceniłem, jak ważne jest powietrze. Położyłem się na ziemi, żeby odpocząć choć przez chwilę. Zamknąłem oczy i czekałem, aż mój oddech się uspokoi. Potem podszedłem do Amery i przyjrzałem jej się uważnie.
- Nic ci nie jest? - zapytałem dość chrapliwym głosem. To wszystko przez tą wodę. Wilczyca patrzyła na mnie oczami rozwartymi z przerażenia i nic nie odpowiedziała. Jeszcze niegdy nie widziałem jej, aż tak wystraszonej. Zawsze przecież była ostoją spokoju. Zacząłem się zastanawiać, co tak właściwie wciągnęło ją pod wodę.
Wtedy usłyszałem za sobą chlupot wody. Odwróciłem się, zasłaniając swoim ciałem Amerę. Ze zbiornika wyszedł zielony wilk, który w miejscu głowy miał gołą czaszkę. Jego upiorne niebieskie oczy błyszczały rządzą mordu, patrząc na leżącą za mną wilczycę. Sam jego wygląd sprawił, że ze strachu zjeżyła mi się sierść na grzbiecie. Jednak pomimo to wszczerzyłem grożnie kły, warcząc na stwora. Nie miałem zamiaru tak po prostu dopuścić go do Amery...

Amera?

Od Ajaxa

- Moja najlepsza przyjaciółka. - Uśmiechnąłem się.
- Aha – mruknął.
- Idź do brata, niedługo przyjdę.
Popatrzył na mnie kolejny raz, po czym poszedł. Zaśmiałem się cicho.
- W zasadzie, co tu robisz? – zapytałem po chwilowej ciszy, przerywanej jedynie odgłosami natury.
- A, tak sobie biegałam – powiedziała.
Usłyszeliśmy szelest, dobiegł z drzewa. Potem odgłos łamanej gałęzi. Razem z Shante popatrzyliśmy w górę, a jakąś sekundę po tym na głowę spadła mi gałąź.
Krzyknąłem i chwyciłem się za obolały łeb.
Za chwilę popatrzyłem na Shante.
Patrzyła na mnie z dużym zdziwieniem.
- Wiesz, co tu się stało? – mruknąłem to głosem, w którym słychać było ból, jakbym miał umrzeć przez tą gałąź.

Shante?

Profil wilczycy Yochi


Imię: Yochi
Przydomek: Die
Płeć: samica
Wiek: 1 rok
Zawód: Łącznik
Partner: kiedyś
Rodzina: siostra Hellio, rodzice są gdzieś na górze.
Żywioł: energia
Umiejętności: Szybkie bieganie (★★★), dobra celność (★★★), dobry wzrok (★★★), rzucanie piorunami (★★★). oślepienie innych (★★), potrafi przejrzeć coś na wylot (★).
Opis: Yochi jest zamknięta w sobie. Nie lubi dużo mówić oraz nie przepada za takimi wilkami. Jej niektóre odpowiedzi są krótkie i zwięzłe. Nie wszystko toleruje, jak np. poważne zmiany. Jest to wilk, który zawsze poda pomocną łapę i nie opuści przyjaciela w potrzebie. Ceni szczerość i lojalność. Chociaż jest małomówna nie myśl sobie, że jest słaba. Co to, to nie. Ma odważną i pełną energii duszę. Umie się zdenerwować tylko wtedy, gdy ktoś zrobi coś złego wobec niej, czyli właściwie się to nie zdarza, gdyż nikt jej za często nie spotyka.

sobota, 20 września 2014

Od Amery

- Chciałabym... Żebyś mi pomogła w polowaniu. - Przysiadłam na ziemi i zamyśliłam się. Po krótkiej chwili wstałam i zerknęłam na wilczyce.
- Jasne, chętnie ci pomogę.
Wtedy do jaskini wpadł Spirit.
- Pomyślałem, że trzeba by uzupełnić stadne zapasy i moglibyśmy razem pójść na polowanie. - Chyba nie zauważył stojącej obok Pass.
- Właśnie idę pomóc Password. Idziesz z nami? Później uzupełnimy zapasy.
- Okej...
Password wypatrywała zwierzyny, a ja próbowałam coś wywęszyć. Trochę nam to zajęło, ale wreszcie podkradliśmy się do okazałej łani. Już przygotowywałam się do skoku, gdy zwierzę zostało przygwożdżone do ziemi. Spirit uśmiercił ją jednym atakiem. Zamrugałam zaskoczona. Podzieliliśmy się mięsem i razem z białym basiorem zaciągnęłam miękką skórę do jaskini Delty.
- Jeśli będziesz potrzebowała pomocy to wiesz, gdzie mnie szukać - rzuciłam do Pass z lekkim uśmiechem. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale wiedziałam że mogłabym się zaprzyjaźnić z wilczycą. Wybiegliśmy z jaskini zanim zdążyłam usłyszeć odpowiedz. Ścigaliśmy się między drzewami. Nie wiem co przyciągało mnie do basiora. Chciałam go poznać, zbliżyć się, ale czułam że na razie wolałby trzymać się ode mnie z daleka. Ale dlaczego przyszedł do mojego legowiska? Wątpię że powodem było tylko polowanie. Coś mi tu nie pasowało. Zwierzęta uciekały na nasz widok, ale nie przeszkadzało mi to specjalnie. Przestałam zastanawiać się co robię i w pewnym momencie straciłam grunt pod nogami. Zimna woda otuliła całe moje ciało. Do nosa napływała mi strumieniami. Próbowałam zaczerpnąć powietrza, ale płuca też napełniały się płynem. Oczy piekły, a ja rozpaczliwe machałam wszystkimi czterema łapami. Jedną z nich coś z ogromną siłą ciągnęło w dół. Spojrzałam w tamtą stronę i chociaż wszystko było rozmazane błysnęły mi niebieskie ślepia i zęby wykrzywione w złowieszczym grymasie. Skamieniałam ze strachu. Wszystko stawało się coraz ciemniejsze, a moje płuca prosiły o tlen.

Spirit

Przerwa wakacyjna

Co roku wraz ze zbliżającymi się wakacjami ogłaszamy przerwę wakacyjną. Podczas tejże przerwy Dolina zostaje zawieszona - nie piszemy opowiadań, nikt nowy nie dołącza, a Rada zajmuje się udoskonalaniem strony. Robimy tak gdyż nie każdy (w tym i Alfa) ma czas na pisanie opowiadań, bo wakacje służą od tego, aby wyjechać gdzieś i odpocząć od komputera oraz szkoły.
Przerwa wakacyjna, jak sama nazwa wskazuje, trwa od początku do końca wakacji. Nie zapowiada się, żeby cokolwiek w tej sprawie się zmieniło.

Od Asmina

Od paru dni słyszę pomruki niezadowolenia. Koszmary. Coraz więcej osób cierpi przez nie.
Minąłem Spirita. Mimowolnie zajrzałem do jego myśli. Bezsenne noce.
Aishi siedział pod drzewem z Fair. On również nie mógł się wyspać. A Fair... Bałem się zajrzeć do jej głowy. Nie byłem w stanie spojrzeć w jej oczy, w obawie że ujrzę te same spojrzenie...

*

Kolejny sen. Idę przez Las Cieni. Jestem tego pewien. Nie patrzę w stronę sylwetki wilka, tylko biegnę. Słyszę za sobą tupot łap. Zostawiła ofiarę i rzuciła się w pogoń. Czuję jej oddech na karku. Odwracam się i gryzę na oślep. Wypluwam pióra.

*

- Alfo Asmin?

Dokończy ktoś, kto również zaczął mieć senne koszmary. ._.

piątek, 19 września 2014

Od Fairlyn

Byłam wściekła. Na Aishiego i na resztę świata. Musiałam się odprężyć, dlatego odbębniałam swój zwiad za ostatnią nieobecność. Szłam lasem i trochę wypadłam z toru przez co wyszłam poza teren Doliny. Kiedy to odkryłam, coś przykuło moją uwagę. Trop... Aishiego? Co on... Nie. Nie mówcie mi że ten dureń odszedł z watahy. Zapewne po prostu niechcący wyszedł, ale... Musiałam to sprawdzić. Zapach Ruu stawał się coraz wyraźniejszy. Coś kazało mi chodzić ostrożniej i ciszej. Kilka chwil potem dziękowałam mojej intuicji za tę wskazówkę, bo na małej polance jakiś rosły basior był w trakcie zabijania Aishiego.
- Wybaczy pan, że przerywam...- rzuciłam mu w myślach, dezorientując go, ale zanim zorientował się gdzie jestem, przygwoździłam go do ziemi.
Tarzaliśmy się przez chwilę. Oboje byliśmy różnej postury i wiedziałam, że w walce bez mocy mam z nim małe szanse. A jakie ja miałam moce? Jedyną nadzieją na której zawsze się opierałam była hipnoza. Przez całą walkę starałam się nawiązać kontakt wzrokowy, ale przez to tylko trudniej było mi się skupić. Ruu czasem mi pomagał, odpychając go w taki czy inny sposób powietrzem, czy zwiększając ciśnienie, ale był osłabiony. Nie wiem co mu zrobił tamten gościu, ale to tylko jeszcze bardziej roznieciło płomień gniewu jaki we mnie powstawał. W jednej chwili przyszedł mi do głowy plan. Pozwoliłam mu przygwoździć się do ziemi. Pozwoliłam żeby stanął nade mną triumfalnie. Żeby uniósł swoją łapę. I żeby spojrzał mi z satysfakcją prosto w oczy.
I tu zaczynał się mój triumf.
Szybko wprowadziłam go w hipnozę i wparowałam do jego umysłu. Kto chciał by Ruu zginął? Kto? Przeszukiwałam jego wspomnienia aż w końcu znalazłam to czego chciałam. Widziałam w nim jedynie niepozorną waderę. Zastanowiłam się nad tym chwilę, a potem opuściłam jego umysł i zabiłam go jednym ciosem. Może nie było to zbyt... etyczne, ale przecież chciał nas zabić, a poza tym miałam spory wstręt do skrytobójców. Przeniosłam swoje myśli w kierunku Ruu i szybko do niego podbiegłam.
- Aishi?
- Jest ok- rzucił niechętnie.
Przewróciłam oczami i sama go obejrzałam. Wywnioskowałam, że napastnik trochę go poddusił, ale szybko dojdzie do siebie. Nie chciałam dłużej tu przebywać, miałam ochotę odciąć się od świata w jakimś ciemnym miejscu i nie wychodzić przez parę godzin, zostając sam na sam ze swoimi myślami. Skierowałam się w stronę Lasu Cieni, ignorując zdziwienie Aishiego, ale zanim zniknęłam z polany, coś sobie przypomniałam.
- A.... Aishi? Ten kto nasłał na ciebie skrytobójce... To była wadera, szaro białe futro, czerwone włosy, skrzydła... Coś ci to mówi?
Spojrzał się na mnie dziwnie, w zastanowieniu. Po wybałuszył oczy i upadł na ziemię.
- Aishi?!
Ruuuu....

Od Spirit

Nie mogłem spać w nocy. Koszmary z moją młodszą siostrą w roli głównej nie pozwalały mi zasnąć. Już od wielu miesięcy dręczyły mnie tego typu sny, ale tym razem nieco się zmieniły. Na polanie przed niedźwiedzicą leżała nie tylko zmasakrowana Fiona, ale też Arashine oraz... Amera? To nie miało sensu, przecież nawet jej nie lubiłem.
Leżałem teraz w swojej jaskini, leniwie przesuwając ogonem po jej kamiennym podłożu. Cały czas myślałem nad swoimi koszmarami oraz nad tym, że przyśniła mi się Amera. Coś sprawiło, że zacząłem się o nią niepokoić. Może to nie był sen, ale naprawdę coś jej się stało? Nie wiedzieć czemu ta myśl sprawiła, że poczułem się naprawdę źle. Musiałem się dowiedzieć, czy wszystko z nią w porządku. Dźwignąłem się z ziemi, po czym opuściłem jaskinię.
Lekkim truchtem ruszyłem przed siebie, kierując się w stronę groty przywódczyni łowców. Biegłem coraz szybciej i szybciej, by po chwili znaleźć się przed jaskinią Amery. Zawahałem się przed wejściem. Jeżeli okaże się, że niepokój o nią to tylko jakiś mój chory wymysł, to wyjdę na idiotę. Nie chciałem, żeby tak się stało, ale jednocześnie cały czas wydawało mi się, że coś jest nie tak. W końcu wziąłem głęboki oddech i niepewnie wszedłem do jej jaskini.
Kiedy tylko przekroczyłem próg, zrozumiałem że popełniłem błąd. Amera spokojnie leżała sobie na swoim posłaniu, a na mój widok podniosła łeb z zaciekawieniem i zaskoczeniem.
- Spirit? - zapytała, najwyraźniej zaskoczona moim pojawieniem się w jej grocie. Nerwowo przełknąłem ślinę. Musiałem jej powiedzieć, dlaczego tu przyszedłem, a wyznanie jej, że się o nią martwiłem nie wchodziło w grę. Gorączkowo szukałem jakiejś wymówki, aż w końcu padło na tą najbanalniejszą.
- Pomyślałem, że trzeba by uzupełnić stadne zapasy i moglibyśmy razem pójść na polowanie - wydukałem cicho, patrząc uważnie na leżącą przede mną wilczycę. W sumie to nawet chciałem iść z nią na polowanie...
Oczywiście po to, żeby udowodnić jej, że jestem w tym lepszy.

Amera? c;

Od Password

Otworzyłam powieki. Leżałam skulona opierając się grzbietem o ścianę oraz z głową położoną na złożonych łapach. Ziewnęłam przeciągle wstając. Wtedy poczułam ból w okolicach karku. Liście nie są najlepszym posłaniem, pomyślałam. Trzeba będzie coś upolować. Jeśli w ogóle się wybiorę się na porządne polowanie.
Mój wzrok powędrował ku wyjściu, a nogi same ruszyły w tamtym kierunku. Poczułam ciepły wiatr, gdy znalazłam się u progu mej jaskini. Westchnęłam... szczęśliwie? Może. Może nie jest aż tak źle.
Pierwsze o czym pomyślałam, to wybrać się do lasu, jednak szybko odwiałam od siebie tę myśl. Jestem słaba, nie dałabym sobie sama rady. Prędzej konająca łania mnie dobije, niż ja ją.
Rozejrzałam się wokoło szukając osoby do pomocy. Szczerze mówiąc nie znalazłam ani jednej wśród tłumu wilków zebranych przed Legowiskami.
Zmarszczyłam brwi w zamyśleniu. Może powinnam zwrócić się do... Nie. Nie mam sił na rozmowę. Z nią i nikim innym. Po prostu nie potrafię.
Wróciłam do swojej jaskini, a gdy tylko spojrzałam na stertę wymęczonych liści coś się we mnie przełamało. W sumie co mi szkodzi? Co mi szkodzi spytać się kogoś o pomoc?
Ruszyłam ku Jej jaskini. Zatrzymałam się dokładnie przed wejściem. Nie znamy się. Ani razu nie rozmawiałyśmy. Jedyny kontakt, który nawiązałyśmy to wzrokowy. Jednak mimo to wkroczyłam niepewnie do jej groty. I wtedy tego pożałowałam.
Amera leżała na swym posłaniu z jeleniej skóry. Gdy weszłam podniosła swe błękitne ślepia, w których dostrzegłam zdziwienie.
- Eee.... - wydusiłam przez zaciśnięte gardło - Amera?
- Password, dobrze myślę? - odpowiedziała wstając - Co cię tu sprowadza?
- Ugh, wiesz... bo j-ja - jęczałam. Co mnie skusiło, by tu wejść?
Przechyliła głowę w zdziwieniu, które miała wymalowane na twarzy. Podniosła pytająco brew.
- Chciałabym.... Żebyś mi pomogła w polowaniu - zabrzmiało to bardziej jak pytanie, niż prośba.
Wilczyca przysiadła i w zastanowieniu przygryzła wargę. Czekałam tylko na jej odpowiedź.
Amera, dokończ proszę c:

Od Amery

- Dyskutowałbym na ten temat.
Powoli podniosłam się z ziemi. Czułam się bardziej zmęczona niż wcześniej. Spojrzałam na Asmina i zdobyłam się na lekki uśmiech.
- Jeśli będę chciała o tym pogadać to na pewno do ciebie przyjdę.
Mój pysk nabrał tego samego co zwykle wyrazu. Opanowałam emocje i w moim ciele znowu zapanował spokój. Szybko się pożegnałam i wróciłam do swojej jaskini. Zwinęłam się w kłębek i zasnęłam. Po przebudzeniu nie miałam ochoty podnosić się z wygodnego posłania. Z mojej głowy nie chciał zniknąć obraz demonicznego basiora. Myślałam, że już nigdy nie będę musiała stawać naprzeciw tego typu zjawiskom. Ostatni raz nawiedzały mnie parę miesięcy temu. Najwyraźniej znowu będę musiała nauczyć się z nimi walczyć i nie mogę pozwolić im przejąć kontroli albo dowiedzieć się gdzie się znajduje. Wtedy do mojej jaskini, ktoś wszedł niepewnym krokiem.

Dokończy ktoś?

Od Asmina

- Jesteś pewna? - zapytałem z troską.
Chciałem, żeby się nie bała. Chciałem zapewnić jej bezpieczeństwo. Pragnąłem tego ze wszystkich chwil.
Nieśmiało zajrzałem do jej myśli, ale szybko się wycofałem. Była cała roztrzęsiona.
- Śnił ci się koszmar? - spytałem ostrożnie.
- Ja... Nie chcę cię obarczać dodatkowym problemem - wymigiwała się od odpowiedzi.
- Moim obowiązkiem jest dbać o członków watahy - odparłem mężnie, próbując dodać jej otuchy. - Zresztą... Ja też ostatnio miewał senne koszmary...
Przypomniałem sobie sen, który nawiedził mnie po tym ostatnim.

*

Biegłem przez las. Czułem, że muszę. Musiałem. Biec. Jak najszybciej.
Spojrzałem do tyłu. Za mną pędził istny demon. Fair, cała w krwi i rządzą mordu. 
Chciała mnie rozszarpać. Albo zjeść. Żywcem. Sam nie wiem.
Potknąłem się i runąłem jak długi. Siostra ugryzła mnie w lewy bok.

*

Obudziłem się bólem w boku. Długo nie mogłem zasnąć...

*

Potrząsnąłem łbem.
- Nie wiem, czy miałeś aż tak... straszny koszmar jak ja - westchnęła Amera i odwróciła wzrok.
- Dyskutowałbym na ten temat.

Amero? c:


Od Amery

Niebo zaczęło szarzeć, a pierwsze krople deszczu zaczęły moczyć moją sierść. Byłam wykończona, ale mimo to biegłam. Przyczaiłam się na jelenia, ale kiedy skoczyłam zwierzę zrobiło unik i uciekło. Pozbierałam się z mokrej trawy i ruszyłam dalej. Dopiero po dłuższym czasie i kilku nieudanych próbach wracałam do legowisk z królikiem w pysku. Niebo rozjaśnił błysk, a po chwili rozległ się grzmot. Przyspieszyłam kroku, mimo że byłam na granicy wytrzymałości. Wbiegłam do jaskini Asmina i zobaczyłam, że jest pogrążony we śnie. Odłożyłam swoją zdobycz i skierowałam się w stronę wyjścia. Nawet nie wiem kiedy łapy odmówiły mi posłuszeństwa. Leżałam na zimnym podłożu, deszcz moczył moją sierść, a wiatr przeszywał całe moje ciało. Od zimna wszystko mnie bolało, ale byłam zbyt zmęczona, żeby o tym myśleć. Moje oczy same się zamknęły.


**

Goniłam za jeleniem z okazałym porożem. Słońce świeciło nad moją głową, a ptaki wesoło śpiewały na gałęziach drzew. Znałam to miejsce. Zbliżaliśmy się do miejsca, w którym się urodziłam. Nagle gonione przeze mnie zwierzę zniknęło za zasłoną z liści. Szybko się przez nią przebiłam i zamarłam. Wszystko kolory gdzieś znikały. Jedyna rzecz jaka odznaczała się w całej tej szarości była czerwień. Cała polana była skąpana we krwi. Podeszłam do jednego z ciał wilków. Odrazu go rozpoznałam. Ave. Odwróciłam głowę w drugą stronę. Czarne skrzydła Storma leżały w bezruchu. Jego oczy były szeroko otwarte i martwe. Naprzeciw mnie stał ten sam jeleń. Pod jego kopytami leżał Asmin, Spirit, Ireth i kilka innych wilków tak zmasakrowanych, że nie byłam w stanie ich rozpoznać. Rogaty osobnik wbijał we mnie niebieskie ślepia. Nagle jego brązowa sierść wydłużyła się i nabrała zielonego koloru. Jego pysk zaczął się przekształcać tak jak całe jego ciało. Chwilę później niecały metr ode mnie stał wielki zielony basior. Długi język wystawał z jego rozwartej paszczy. Jego pysk od nosa aż po same uszy wyglądał jak upiorna czaszka. Kolczyki w jego uszach błyszczały, a jego oczy wyrażały niewiarygodną rządze mordu. Zęby były długie i ostre. Otaczała nas czerń. Byłam tylko ja i on.
- To co przed chwilą zobaczyłaś... To wszystko twoja wina... - Na dźwięk jego głosu sierść zjeżyła się na moim karku.
- To nieprawda. Nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła... - starałam się, żeby mój głos brzmiał pewnie, ale cała drżałam. - Kim ty właściwie jesteś?!
Jego pysk wykrzywił niezrozumiały wyraz. Powędrowałam za jego wzrokiem i spojrzałam na swoje łapy. Były czerwone od krwi. Zastygłam w bezruchu wszystko zaczęło znikać. Głos wilka słyszałam jakby dobiegał z daleka.
- Nie martw się... jeszcze się spotkamy....
** 

Obudziłam się z krzykiem. Słońce zaczęło powoli wychodzić zza horyzontu. To był demon. Teraz czułam to bardzo wyraźnie. Znowu do mnie wróciły.
- Nic ci nie jest? - Asmin pochylał się nade mną ze zmartwionym wyrazem twarzy. Nie mogłam mu o tym powiedzieć. Nie chciałam nikogo narażać. Ostatnio skutki były tragiczne.
- Nie, naprawdę nic się nie stało. - Nadal leżałam na ziemi, sparaliżowana ze strachu i zimna.
Asmin?

Od Password

Basior o brązowej sierści prychnął w moją stronę dając znak, iż nie jest zadowolony naszym przypadkowym spotkaniem. Pokręcił głową i odszedł, a odgłos jego kroków jeszcze przez chwilę dudnił mi w uszach. Odwróciłam się i kątem oka dostrzegłam białego basiora stojącego z boku. Jego jasne, wręcz białe oczy przeszyły mnie na wylot.
- Co się gapisz?! - syknęłam w jego stronę czekając na odpowiedź.
Przez chwilę badał mnie wzrokiem, po czym odwrócił się i ruszył w stronę jakieś jaskini.
Zamknęłam oczy i westchnęłam, chcąc stłumić napływającą falę gniewu. Czułam, jak oplata moje serce, po czym ściska je ze wszystkich sił. Wstrzymałam oddech, mimo że moje płuca rozpaczliwie potrzebowały powietrza.
Ruszyłam ku swojej jaskini nie oszczędzając energii. Co chwila wpadałam na jakiegoś wilka potykając się, jednak nie rezygnowałam z biegu. Poczułam ból w lewej łapie, zapewne spowodowany zahaczeniem o coś. Mimo to parłam dalej przed siebie nie zwalniając z zaciśniętymi zębami. Jedyne czego w tej chwili pragnę, to znaleźć się w swojej małej, ciasnej grocie.
Przekroczyłam próg i położyłam się na niewielkim stosie liści, które pełniły funkcję mojego łoża. Nie miałam jeszcze czasu na upolowanie czegokolwiek. Głównie żywiłam się zdobyczami łowców, najczęściej niewielkimi wiewiórkami czy zającami, gdyż nie miałam sił na przeniesienie czegoś większego.
Skuliłam się pod ścianą obserwując przemykające cienie przed mą jaskinią. Coś było ze mną nie tak. Nie jestem normalna, ale... czy ja kiedykolwiek byłam? Odpowiedzi jest wiele. Zbyt wiele, by znaleźć tą prawdziwą. Zbyt wiele i dobrze. Nikt nie nazwałby tak wilczycy, która nie umyślnie zniszczyła swoje życie. Od początku do końca, dodatkowo ściągając za sobą bandę zabójców. Narażając życie innych wilków.
Nie znam siebie samej. Pare miesięcy temu nie obchodziło mnie życie "innych wilków". Kimkolwiek byli. Z łatwością odbierałam im szczęście, którego można doświadczyć tylko raz. Nie obchodziły mnie ich myśli, uczucia. Nie obchodzili mnie ich bliscy i przyjaciele, których tracili. Teraz zdaję sobie z tego sprawę.
Jestem zła na siebie. Jestem zła, że nie potrafiłam być silna. Że nie potrafiłam się im postawić, pokazać na co mnie stać. Nie potrafiłam czy nie chciałam?
Gdybym nie była wtedy takim tchórzem, jakim jestem wszystko potoczyłoby się inaczej. Zupełnie inaczej. Teraz, przez własną głupotę i brak umiejętności panowania nad własnymi uczuciami, mam na głowie stado wilków, które chcą mnie zabić. Chcą zabić, bo dostali takie zlecenie.
Wyczerpana swoimi myślami zapadłam w niespokojny sen.