Nie mogłem w nocy spać. Cały czas zastanawiałem się nad tym, co usłyszałem dzisiaj od Amery. Nie za bardzo rozumiałem sens zapanowania nad tymi demonami. Gdybym był na miejscu wilczycy, po prostu jak najszybciej bym ich pozbył. Jednak doskonale wiedziałem, jak uparta potrafi być przywódczyni łowców, więc postanowiłem nie przekonywać ją do tego, aby zrezygnowała ze swojego pomysłu. Wprost przeciwnie, chciałem jej w tym pomóc.
Przekręcałem się z boku na bok, mrucząc coś sam do siebie, kiedy usłyszałem cichy szelest, gdzieś przed moją jaskinią. Momentalnie zamarłem, strzygąc uszami w tamtym kierunku. Był środek nocy i pomimo, że mrużyłem oczy, nie byłem w stanie nic dostrzec w mroku na zewnątrz mojej groty. Poczułem, jak strach powoli zaczyna przejmować nade mną władzę. Po walce z tym dziwnym, zielonym wilkiem oraz po opowieści Amery, byłem w stanie wyobrazić sobie niemalże wszystko czające się przed moją jaskinią.
Leżałem nieruchomo, gapiąc się nieustannie w mrok nocy, kiedy to zauważyłem. Coś, jakby srebrzysta mgła, lekko wleciało do mojej groty. Sunęło tuż przy ziemi, kierując się w moją stronę. Zamrugałem oczami, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie mam majaków. Ale nie, po ponownym uniesieniu powiek srebrzysta mgła nadal kłębiła się przy ziemi tuż przede mną. Byłem lekko zaskoczony. Spodziewałem się czegoś strasznego, jakiegoś demona czy coś, a tu tylko jakiś mały obłoczek...
~ Nie dacie rady nas pokonać...
Głos pojawił się jakby znikąd i wypełnił całą moją jaskinię. Przerażony rozejrzałem się po grocie, ale nic nie zauważyłem. Byłem tu tylko ja... I tak mgła, wisząca przede mną. Dygotałem na całym ciele, bojąc się chociaż poruszyć. Przecież ta mgła nie mogła...
~ Lepiej od razu się poddajcie...
Tak! Tym razem zauważyłem, że wraz z pojawieniem się tajemniczego głosu, mgła lekko zabłysła. Czyli to ona się do mnie odezwała. Jakoś mnie to nie zdziwiło. W ciągu ostatnich paru dni tyle widziałem, że już chyba nic nie będzie dla mnie zaskoczenie.
~ Nie macie szans... Poddajcie się... Odpuście...
Głos był tak przekonujący, że przez chwilę naprawdę chciałem to wszystko rzucić. Lekko skinąłem głową wbrew swej woli. Potem jednak gwałtownie oprzytomniałem. Przecież muszę pomóc Amerze! Nie zostawię jej z tym samej! Gwałtownie potrząsnąłem głową, a potem warknąłem na mgłę, jakby rzucając jej wzywanie. Srebrzysty obłok zamigotał, a potem zaczął się rozrastać, przybierając jakiś kształt. Nim przeobrażanie się skończyło, wiedziałem co takiego zaraz zobaczę.
Zielony wilk z czaszką zamiast głowy łypał na mnie groźnie, lekko wysuwając kły spomiędzy warg. Na początku byłem przerażony, ale po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że to nadal jest ta sama mgła. A jakiś obłok nie może zrobić mi krzywdy. Pokrzepiony tą myślą także wysunąłem groźnie kły, unosząc wyzywająco łeb do góry. Na ten widok zielony wilk tylko cicho parsknął.
~ To bez celowe. Jej nie da się pomóc. A mieszając się w to, tylko sprowadzisz na siebie nieszczęścia. Lepiej od razu daj sobie spokój...
Tym razem nie dałem się tak łatwo zmanipulować. Warknąłem z wściekłością na słowa wilka, groźnie szczerząc kły. Zielony wilk westchnął ciężko, jakbym go zawiódł. Jeszcze przez chwilę wisiał przede mną, a potem nagle zniknął, rozmywając się w powietrzu. Jednak ja cały czas miałem przed oczami te jego niebieskie ślepia.
Teraz, kiedy wszystko się skończyło, strach znowu złapał mnie w swoje objęcia. Zacząłem się trząść z przerażenia, starając się wszystko uporządkować w swojej głowie. Byłem jednak zbyt roztrzęsiony i wiedziałem, że sam nie dam rady. Dlatego też zerwałem się z posłania i pomimo tego, że był środek nocy, pognałem prosto do jaskini Amery.
Kiedy wbiegłem do środka, zauważyłem, że wilczyca nie śpi. Wręcz przeciwnie, była bardzo rozbudzona. Może nawet przerażona, tak samo jak ja. Spojrzała na mnie z zaskoczeniem i już miała coś powiedzieć, ale nie dałem jej na to czasu.
- Widziałem się z Sfetrisem!
Amera?