Rozejrzałam się zdezorientowana. Powietrze rozdarł pisk i z bieli wypadła... Victoria, a za nią Cheryll.
- Co wy tu robicie?! - wrzasnęłam, ale mój głos został zagłuszony przez odgłosy walki.
Próbowałam podbiec do moich zmarłych przyjaciółek, ale łapy jakby odmówiły mi posłuszeństwa. Unosiłam się bezradnie zawieszona w jaśniejącej przestrzeni, nie będąc w stanie nic zrobić.
To nie może być prawda. Oni wszyscy już przecież nie żyją. To sen. To tylko straszny sen, zaraz się obudzę.
Nagle Cheryll skupiła na mnie wzrok - a więc nie byłam dla niej niewidzialna, nie byłam tylko biernym obserwatorem! Chciałam uśmiechnąć się pocieszająco, powiedzieć: dasz radę.
Ale ona zmarszczyła brwi i zawołała gniewnie:
- Marchesa, zróbże coś! Ten Evilan... To wy! To przez was! Nie widzisz, że giniemy? Po śmierci w tym miejscu jest już tylko ciemność. Nie ma już drugich zaświatów! Jak mogłaś po prostu zapomnieć...! - urwała nagle, przygnieciona przez ognistą postać.
- Zapłacisz za to! - powiedział demon do wilczycy, usiłującej się wyrwać z jego uścisku.
Podniósł głowę, posłał nienawistne spojrzenie w moją stronę swoimi złotymi ślepiami i schylił się, by zadać Cheryll cios...
***
- Marchesa, spójrz na mnie. Wszystko w porządku. Uspokój się. Jest bezpiecznie. Spokojnie - dotarły do mnie powtarzane słowa.
Otworzyłam oczy, usiłując uspokoić oddech. Zobaczyłam przed sobą pysk Animira.
- Zły sen?
- Koszmar - potwierdziłam.
- Zdarza się - odparł łagodnie.
Rozejrzałam się po jamie. Znajomy strop, taki sam, jak wieczorem, kiedy kładłam się tu spać. U wylotu mrugające gwiazdy. Nocna cisza, tak niepodobna do narastających skomleń ze snu.
- Muszę pomówić z Exaliosem - oświadczyłam.
- Jest noc, poszukasz go rano.
- Nie ma go w watasze?
- Nie wrócił z innymi zielarkami.
- A... Odalis?
- Także nie. Ktoś poszedł jej szukać. Możesz zapytać Joy.
Poczułam straszny ciężar na duszy. Zadrżałam. Mam nadzieję, że niedługo Odalis wróci. I Exalios, musi mi pomóc. Pomóc duszom z Raju. Tylko oni jedni z watahy pamiętają historię z Portalem i Evilanem.
Przeszły mnie lodowate dreszcze, ale ustaliwszy w myślach plan działania, czułam się nieco spokojniejsza.
- Zimno mi.
- Zostać z tobą na resztę nocy?
- Tak. Dziękuję.




