Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

wtorek, 31 grudnia 2013

Od Marchesy: Koszmar

Słyszałam krzyki w gęstej jak mleko mgle. Czasami wyłaniały się z nich kotłujące się postacie wilków. Koło mnie przetaczało się wiele nieznanych mi osób.
Rozejrzałam się zdezorientowana. Powietrze rozdarł pisk i z bieli wypadła... Victoria, a za nią Cheryll.
- Co wy tu robicie?! - wrzasnęłam, ale mój głos został zagłuszony przez odgłosy walki.
Próbowałam podbiec do moich zmarłych przyjaciółek, ale łapy jakby odmówiły mi posłuszeństwa. Unosiłam się bezradnie zawieszona w jaśniejącej przestrzeni, nie będąc w stanie nic zrobić.
To nie może być prawda. Oni wszyscy już przecież nie żyją. To sen. To tylko straszny sen, zaraz się obudzę.
Nagle Cheryll skupiła na mnie wzrok - a więc nie byłam dla niej niewidzialna, nie byłam tylko biernym obserwatorem! Chciałam uśmiechnąć się pocieszająco, powiedzieć: dasz radę.
Ale ona zmarszczyła brwi i zawołała gniewnie:
- Marchesa, zróbże coś! Ten Evilan... To wy! To przez was! Nie widzisz, że giniemy? Po śmierci w tym miejscu jest już tylko ciemność. Nie ma już drugich zaświatów! Jak mogłaś po prostu zapomnieć...! - urwała nagle, przygnieciona przez ognistą postać.
- Zapłacisz za to! - powiedział demon do wilczycy, usiłującej się wyrwać z jego uścisku.
Podniósł głowę, posłał nienawistne spojrzenie w moją stronę swoimi złotymi ślepiami i schylił się, by zadać Cheryll cios...

***

- Marchesa, spójrz na mnie. Wszystko w porządku. Uspokój się. Jest bezpiecznie. Spokojnie - dotarły do mnie powtarzane słowa.
Otworzyłam oczy, usiłując uspokoić oddech. Zobaczyłam przed sobą pysk Animira.
- Zły sen?
- Koszmar - potwierdziłam.
- Zdarza się - odparł łagodnie.
Rozejrzałam się po jamie. Znajomy strop, taki sam, jak wieczorem, kiedy kładłam się tu spać. U wylotu mrugające gwiazdy. Nocna cisza, tak niepodobna do narastających skomleń ze snu.
- Muszę pomówić z Exaliosem - oświadczyłam.
- Jest noc, poszukasz go rano.
- Nie ma go w watasze?
- Nie wrócił z innymi zielarkami.
- A... Odalis?
- Także nie. Ktoś poszedł jej szukać. Możesz zapytać Joy.
Poczułam straszny ciężar na duszy. Zadrżałam. Mam nadzieję, że niedługo Odalis wróci. I Exalios, musi mi pomóc. Pomóc duszom z Raju. Tylko oni jedni z watahy pamiętają historię z Portalem i Evilanem.
Przeszły mnie lodowate dreszcze, ale ustaliwszy w myślach plan działania, czułam się nieco spokojniejsza.
- Zimno mi.
- Zostać z tobą na resztę nocy?
- Tak. Dziękuję.

Od Blace: Myślowa macka

Śnieg prószył mi w oczy, nie widziałam już Mrocznego i Navi.
Wataha przeniosła się i nie mogliśmy ich znaleźć.
Szłam w stronę Jakiejś jaskini okutej lodem. Gdy doszłam na miejsce, padłam z zimna i wycieńczenia i właśnie wtedy podeszły do mnie dwa maluchy o brązowej sierści. Jeden miał skrzydła.
Nie miałam sił nic powiedzieć, więc ostatkiem sił wkradłam się do jednego z nich i powiedziałam:
- Pomóż mi.
Powoli osunęłam się w sen.

*






Leżałam na kilku skórach okryta również kilkoma skórami.
Nie pamiętałam nic i z ciekawością otworzyłam umysł, sięgając do znajomego mi już umysłu myślową macką.
Był o w rozsypce, zamrożony i taki… taki przestraszony.
Podeszłam bliżej, by mu pomóc, ale on wystraszony złapał moją myślową mackę w kleszcze.
Miałam mniej sił niż on, szarpałam się rozpaczliwie.
Puść mnie, proszę.
Kim jesteś?
Jestem Blance, chciałam ci pomóc.
Wypuścił mnie, zamykając swój umysł żelaznym murem. Cofnęłam się do swojej świadomości zamykając się i porządkując rozsypane myśli.

Navi, Mroczny, Exalios, jakiś zielarz, Shante?

Od Ajaxa: Irbis

Dłużyło mi się to chodzenie, jakbyśmy szli godzinami! Cały czas szliśmy w ciszy, dopóki Shante nie krzyknęła:
- Tam jest jaskinia! – I wskazała łapą na pustą jaskinię.
Pobiegliśmy tam jak najszybciej, nawet nie wiem, czemu… Spodobało mi się tam! Chodź większość jaskiń jest taka sama.
- Więc to już twoja jaskinia! – powiedziała Shante.
Zobaczyłem wtedy, że robi się ciemno.
- Qickou pokażę ci jutro, robi się późno – powiedziałem.
- Okej, no to ja już będę szła. Do zobaczenia jutro!
- Pa! – pożegnałem się.
Minęła godzina, położyłem się spać. To był męczący dzień… Leżałem i nie mogłem za nic zasnąć…
W końcu wstałem, bo poczułem, że jestem głodny. Szukałem więc jedzenia, obok mojej jaskini. Ale coś innego przykuło moją uwagę. Przede mną był śnieg, z czarnymi prążkami! Podszedłem do niego powoli… Ale zobaczyłem, że to nie był śnieg, to był ogromny irbis!
Patrzył się na mnie swoimi wielkimi błękitnymi oczami, a ja niepewnie stałem przed nim.
Dopiero, kiedy postanowił mnie zjeść, zacząłem uciekać. Pobiegłem do jaskini, ale on był tam pierwszy, wszedłem na drzewo, też tam był! Potem roztopiłem kawałek góry lodowej, żeby się schować, był w skale!
I tak było kilka godzin…
Dał mi spokój dopiero, kiedy przypaliłem mu kawałek ogona.
A ja zmęczony i cały podrapany, wróciłem do jaskini…
Kiedy Shante przyszła, ja już spałem…


Shante? :D

Od Royala

Wszystko powracało do normy. Nie wiem, czy to za sprawą zbliżającego się końca roku, czy może wyzdrowieniem Vii. Wiem tylko, że na chwilę obecną uśmiech częściej gościł na moim pysku. Dziwiła mnie tylko zmiana wyglądu Vii. Tłumaczyła, że to klątwa, ale ja nie byłem do końca pewny. Dlatego gdy zdarzyła się okazja, usiadłem i zacząłem pytać.
- Via?
- Hm?
- Powiesz mi, co tak naprawdę się stało, że inaczej wyglądasz?
- Mówiłam...
- Powiedz mi wszystko, od początku do końca. Nie chcę, by w naszym związku były tajemnice...
Wadera spojrzała na mnie smutno. Miałem tylko nadzieję, że nareszcie dowiem się prawdy...

Via?

Od Kari


Pobiegłam do Mataha.
- Matah! Muszę ci coś powiedzieć!
- Co?!
- Wiem, że spotkałeś Ducha Maxa. On był bratem Nesso. Miałam z nim jeden miot. Potem go zabili. Potem przyszedł Nesso. Nesso jest bardzo dobry i nie jest leniem. Jest bardzo mądry i szczery. Wybaczysz mu?
- Tak - odrzekł maluch.
- Chodźmy do Nesso. - Poszliśmy do Nesso.
Gdy przyszliśmy do Nesso, Matah rzucił mu się w łapy. Ja też się przytuliłam do nich.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Od Kari

- Nesso! - wrzasnęłam i podbiegłam do niego.
Zaczęłam mu lizać łapę. Miał złamanie otwarte. Zobaczyłam krew. Myślałam, jak zatamować krew, która ciągle leciała, a śnieg w okół Nesso robił się czerwony. Popędziłam do jaskini Najwyższego. Znalazłam skórki. Zabrałam kilka i wróciłam do Nesso. Owinęłam mu łapę i zaprowadziłam do jaskini. Kazałam mu się położyć. Po godzinie opatrunek był krwistoczerwony. Zmieniłam go i zrobiłam mu nowy.
- Co się stało?! - przyszła Joy, wiedziona zapachem świeżej krwi.
- Złamał łapę - powiedziałam. - Nesso lepiej się czujesz?

Nesso? Lepiej? Gorzej?

Wyniki Prezenterii!

NumerekWilki, które 
wybrały ten numer
Ilość punktów kryjąca 
się pod numerem
1Shante, Sayona, Via, Esmer3
2Nesso, Assuva, Blace, Shante5
3Sayona, Damon, Shante1
4Shante, Joy, Kari2
5Chanel, Kari6
6Shante, Via0,5
7Kari7
8Sayona, Nesso, Shante8
9Kari, Esmer4
10Via3
11Kimini2
12Assuva, Esmer, Shante, Via1,5
13Kari, Sayona5
14Kari, Shante2

Bardzo przepraszamy za duże opóźnienie z wynikami!
Punkty zostały już dopisane do Waszych profili.

Z przełęczy między Qickou a... no, dowiecie się już wkrótce -
pozdrawia Alfa Marchesa wraz z zaspaną siostrą.

Profil wilczycy Ajminy




Imię: Ajmina
Przydomek: z Dalekich Gór
Płeć: samica
Wiek: 1 rok
Zawód: wojowniczka
Partner: Damon
Rodzina: mieszka w innej watasze
Żywioł: ogień
Umiejętności: władanie ogniem, wytwarzanie ognia, dobry cel
Opis: Pochodzi z dalekich gór, w których się urodziła, gdy dorosła, zaczęła wędrować po lawiniastych i mroźnych górach, gdy wędrowała po mroźnych górach, trafiła tu.
Data urodzenia: 27 grudnia

niedziela, 29 grudnia 2013

Od Joy

Czekałyśmy w milczeniu, jednak nikt nie wracał.
- Joy. Wracaj do watahy - zwróciła się do mnie Beta.
- Ale...
- To rozkaz Bety.
- Dobrze - szepnęłam.

*

- Wróciła już Odalis?
- Chyba nie, nikt nie wie nic o jej powrocie.
- Nie ma jej od ponad dwóch godzin. Byłaś z nią wcześniej...
- Tak, ale kazała mi wracać do watahy. Pójdę jej poszukać.
- Nie, ja pójdę. Ty musisz zostać, jesteś potrzebna watasze.
- Ale...

*

Podobno Thea i Lightears wróciły, ale nic nie pamiętają. Wciąż nie wiadomo, co z Odalis i resztą zielarzy. Czy wrócą...? 

Więc... Kto poszedł szukać Odalis?

Od Damona

Chodziłem powoli... patrząc w gwiazdy - dookoła pustka, ani żywego ducha, każdy: czy tchórz, czy nie, chował się w swojej jaskini z zimna. Lecz cóż by było to za życie, gdy w odrętwieniu chowamy się w kątach i drżymy z zimna? Czy to tak wygląda upadek, koniec życia? Czy to chłód ma być przywódcą bezwzględnym panującym nad harmonią, nad żywiołami i wreszcie nad nami? Nie... Tak można istnieć tylko we śnie - moja podświadomość mnie gubi. Czuję lód w sercu, jeden odłamek wędruje dalej, leci do nieba i... wraca prosto do mego oka. Wszystko to brzmi jak bajka albo raczej koszmar. Czuję, że nie mam sensu żyć dla świata - tak bardzo pragnę żyć dla siebie... Stanie w miejscu na mnie źle działa, pewnie mój organizm domaga się mięsa... krwi... Idę prosto za węchem i szybko wyczuwam jakąś obecność, zapach kłuje mnie w nozdrza, lecz... nie znam go. Rozpoznaję wilka i idę za śladem... ukrywam się przez chwilę, ale wilk podchodzi do mnie - stłamszony powoli wychodzę z cienia.
- Kim jesteś? - padło pytanie z ust obcego, a raczej obcej.
- Jak widać, jestem wilkiem - odpowiedziałem spokojnie.
Popatrzyłem na wilczycę, która mało odróżniała się od śniegu. Dziwnie wyglądała przy moim czerwonym blasku.
- Imię? - zapytałem.
- Ivett - szybko odpowiedziała.
- Witaj Ivett, jestem Damon. Czułem, że masz ochotę na polowanie - odparłem.
- Może i tak...
- No bo widzisz, i ja bym coś przekąsił, a tak się składa, że widziałem tu dwa młode jelonki - szepnąłem oblizując się.
- Dobrze polujesz?
- Tak... będzie pani zadowolona.
Wadera popatrzyła na mnie głębią swoich błękitnych niczym ocean oczu. Czy w jej oczach widzę pogardę? Trochę, ale pragnienie bywa silniejsze od wszystkich głosów i zmysłów... 

Ivett?

czwartek, 26 grudnia 2013

Od Odalis

Nie ma Exaliosa. Nie ma tajemniczego wilka. Nie ma zielarzy. Oprócz Vii. Nie ma Radia.
Wczoraj była Wielka Uczta. Nikt jej nie świętował. Nikt nie świętował Święta Nocy.
Dziś są urodziny Kari. Ciekawe, czy ktoś będzie o nich pamiętał.
Niedługo urodziny Chanel... Czy będą pamiętać?
Czy ktoś mi pomoże się stąd wydostać?

*

- Joy. Wracaj do watahy - powiedziałam do Delty.
- Ale...
- To rozkaz Bety.

*

Pomogłam wyjść Thei z tunelu. Godzinę później wyszła Lightears. Obie nie pamiętały nic o glinianej tablicy ani tunelu. Czas po trzęsieniu był u nich białą plamą.

*

Siedziałam przy wylocie, w nadziei, że zobaczę głowę Exaliosa. Złudne. Nie musiał wyjść tym wyjściem. Miał do dyspozycji cztery.

*

Niedługo urodziny Chanel... Czy będą pamiętać?
Czy ktoś mi pomoże się stąd wydostać?

Od Exaliosa: W tunelu: Labirynt

Minęliśmy zakręt. Potem drugi. Trzeci. Czwarty.
Nagle stanęliśmy na rozstajach.
- Labirynt... - westchnęła Lightears.
- Zostawcie to mnie - odezwała się Vickey. - W prawo.
Skręciliśmy w prawo.
- W lewo.
Skręciliśmy w lewo.
- Prosto i w lewo.
Poszliśmy prosto i w lewo.
Od tego kręcenia się w labiryncie, zakręciło mi się w głowie. Nie tylko mi. Vickey utrzymywała tempo.
- Wreszcie! - zawołał Radio, kiedy dotarliśmy do końca.
- Zaraz, gdzie Lightears? - zapytałem.
I tak oto straciliśmy kolejną zielarkę.

Radio? Esmer?

Od Shante


- Współczuję, miałeś trudne i smutne dzieciństwo, ale naprawdę? Jestem zwykłą waderą, a nie bohaterką.
- Jak dla mnie jesteś - powiedział.
Uśmiechnęłam się
- Tak na prawdę też miałam trudne dzieciństwo - powiedziałam.
- Tak? - spytał z niedowierzaniem, że mieliśmy podobną sytuację .
Tak - potwierdziłam. - W wielkim skrócie: Gdy byłam mała, przyjechali kłusownicy i schwycili moją matkę, ojciec zginął, bo próbował bronić mojej rodziny, mam jeszcze brata, ale ledwo go pamiętam. On przeżył, bo wyruszył jeszcze przed zgonem rodziców... - westchnęłam. - Zgon ojca i porwanie matki widziałam na własne oczy, ostatnie słowa, które pamiętam, to "uciekaj!". Jako dziecko też byłam sama...
Nagle przez emocje stałam się niewidzialna, a Ajax przez chwilę spuścił mnie z oczu i gdy odwrócił głowę w moja stronę, zapytał lekko wystraszony i zakłopotany:
- Shante, gdzie jesteś?!
- Tutaj. - Pojawiłam się. - Trochę nad tym nie kontroluję. - Szukałam wymówki, bo gdy zniknęłam, zapłakałam trochę, lecz spostrzegawczy Ajax zauważył moje lekko mokre futerko.
- To może zmienimy temat... - zaproponował.
- Dobra - przerwałam mu. - To w końcu idziesz znaleźć sobie jaskinię?
- Tak, zapomniałem o tym, chodźmy! Znaczy, jeżeli chcesz - powiedział.
- Z chęcią ci pomogę. - Uśmiechnęłam się. - A może później ty oprowadzisz mnie trochę po Qickou?
- Dobra - zgodził się.
- Nie traćmy czasu - powiedziałam i ruszyliśmy w poszukiwanie jaskini dla niego.
Szczerze mówiąc, to będzie trudno znaleźć jakąkolwiek jaskinię, bo jest tu ich mało...

Ajax? Brak weny xd

Od Dozy: Nowa wataha

Po tym, jak znalazłam odpowiednią jamę postanowiłam puść zapoznać się z terenami. Obok mojego domu był wodospad, gdzie dostrzegłam parę wilków dziwnie patrzących na mnie. Czułam się tak trochę nieswojo i schowałam łeb pomiędzy łapy. Czekałam tylko, aż zniknę z ich pola widzenia, bo moje łapy rwały się do biegu. Gdy znikłam w lesie, od razu popędziłam przed siebie. W nosie miałam to, że pewnie nie będę wiedziała jak wrócić. Pędziłam przed siebie jak strzała. Wtedy przypomniało mi się, że gdy byłam mała nazywano mnie "Strzała". Uśmiechałam się sama do siebie. Widziałam już koniec lasu, otwartą przestrzeń, gdy nagle... walnęłam w drzewo. Nie rozumiem, jak nie mogłam nie zauważyć tak wielkiego dębu. Leżałam pod nim i spoglądałam w górę, aby zobaczyć, czy mam guza. Oczywiście miałam. Echh... Stało się, trudno. Pomimo, że nie miałam siły wstać i zaraz miałam wybuchnąć płaczem to poszłam dalej. Znajdywałam się teraz nad jeziorem. Już spokojniej podeszłam do wpół zamarzniętej wody i leciutko zamoczyłam łapkę. W chwili przeszedł mnie dreszcz, zamarzłam i posmutniałam, jednak na widok uśmiechającego się do mnie basiora (Lokasa) od razu zrobiło mi się ciepło. Stał po drugiej stronie jeziora. 

Lokas, dokończysz?

środa, 25 grudnia 2013

Profil wilczycy Dozy


Imię: Doza
Płeć: samica (wadera)
Wiek: 2 lata
Zawód: łowca
Partner: nie szuka
Rodzina: brat Jerecho - myśli, że Doza nie żyje
Żywioł: ziemia - wadera szybko opanowała ten żywioł, nie jest on trudny
Umiejętności: niewidzialność, zamiana w popiół, odporność na czytanie w myślach
Opis: Bardzo energiczna. Kocha biegać, skakać i pływać, jednak umie się uspokoić w danym momencie.

Od Ajaxa: Moja historia

- Jak chcesz… - powiedziałem, po czym poszliśmy do jaskini Shante.
Za małą chwilę byliśmy już w jej jaskini.
- Wow! Nigdy w życiu nie widziałem takiej jaskini… - powiedziałem.
- Jak to? – zdziwiła się Shante.
- Tak naprawdę, ja nigdy nie byłem w watasze… Tak mi się wydaje. – Usiadłem i zacząłem myśleć.
- Nigdy? Czemu? – jeszcze bardziej zdziwiona Shante usiadła.
- Ach… To długa historia. Raczej nie chcesz tracić czasu, prawda?
- Nie, jestem ciekawa czemu...
- Okej, jak chcesz. Więc tak:  urodziła mnie samotna matka. Pamiętam, że jej żywiołem był eter.
Najwyraźniej mój ojciec miał żywioł ognia. Kiedy miałem gdzieś koło czterech miesięcy, podróżowałem z nią po Qickou. Ale było tam tak zimno, że ona padła… Próbowałem ją obudzić.
Ale nie dałem już rady – ciągnąłem dalej historię. – Zostałem sam. Dzięki moim średnio opanowanym mocom, dałem radę przeżyć. Dlatego żyłem tam do dziś. Ty nawet uratowałaś mi życie!
Shante, dokończysz?

wtorek, 24 grudnia 2013

Od Odalis

- Tam jest Exalios! - odkrzyknęłam.
- Co robić? - zapytała Joy.
Nie słuchałam już jej. Wysyłałam telepatyczną wiadomość do Exaliosa.
Co wy...?
Nagle kontakt się urwał. Spojrzałam na wzniesienie. Sylwetek wilków nie było. Ziemia się uspokoiła.
Joy wylądowała obok mnie.
- Co robić? - zapytała łagodnie.
- Nie wiem. Nie wiem...
Może mogę pomóc? - usłyszałam głos w głowie.
- Jak...? - zapytałam głośno. Przywódczyni wojowników spojrzała na mnie zdziwiona, ale milczała. Plotka o moich różnych dziwactwach od dawna krążyła po watasze, nawet nie próbowałam jej powstrzymywać.
Widziałem, co się stało. Wpierw chcę wiedzieć, czy jesteście przyjaźnie nastawione. 
- Nic ci nie zrobimy - odpowiedziałam.
Na te słowa zza zaspy wyłonił się... Zaraz, nie zza zaspy, tylko on z niej wyszedł! I nie naruszył konstrukcji!
- Nie ma czasu na wyjaśnienia. Mogę pomóc waszym wilkom. Umiem przenikać przez obiekty. Dostanę się tam i jakoś pomogę.
- Jesteś pewien...? - zmierzyłam go wzrokiem.
- Cenię sobie odwagę - wyszczerzył się i raźnym krokiem doszedł do tablicy. Zanurkował w niej.

Joy? A my tak stoimy, tak? xD
Exalios? Tak, będę się wtrącać, znasz mnie :*
Esmer? Nawet się nie przedstawiliśmy, a ja już Cię wplątałam w kłopoty ;)

Od Shante: Nowy


Nie znoszę Qickou. Choroba, mróz, śnieżyce. Jeszcze nie tak dawno była śnieżyca, podobno po pewnej wilczycy imieniem Ashiraii ślad zaginął. Nie mogę się doczekać dnia, kiedy opuścimy to wredne miejsce. Gdy tylko wystawiłam jedną łapę z jaskini, od razu poczułam zimny dotyk. Co z Wolpy'm? Już prawie jest zdrowy. Spotkałam Aspera, więc ma kogoś, kto się nim będzie opiekować. A gdzie ja jestem? W Qickou. A dokładniej? Nie umiem określić. Jestem, gdzie jestem. Szukam czegoś? Sama nie wiem, co ja tu robię. To po co wyszłam? Tego też nie wiem, lecz jestem, gdzie jestem i los chce, abym tu poszła. I... Ojej! Nie wierzę! Zając! Umieram z głodu, a tu zając! Od razu rzuciłam się na moją ofiarę i po chwili już go zjadłam. Przez te "spartańskie" warunki, choć słowo"spartańskie" to jednak zbyt ostre określenie. Jednak jest ciężko. Poszłam trochę dalej i nagle zauważyłam jakieś światło. I pobiegłam w stronę światła. No tak, czemu to zrobiłam? Bo, to jest Qickou! Zimna, mroźna kraina, gdzie ogień to ratunek od zimna. Wracając, chód powoli przemienił się w trucht, a potem bieg. Biegłam w stronę światła, lecz powoli zwolniłam... Ten ogień to był po prostu jakiś basior, wtedy stałam się niewidzialna. Siedział do mnie odwrócony plecami, miał przed sobą trochę chrustu. Bardzo mnie zaskoczyła jego umiejętność, bo tajemniczy basior zionął ogniem! Tak, owszem, widziałam to na własne oczy! Gdy zauważyłam, że wilk jest wpatrzony w płomienie, postanowiłam się ujawnić. Powiedziałam sympatycznie:
- Witaj, ty chyba nie należysz do watahy.
- To tu jest jakaś wataha?! - zapytał zdziwiony.
- No jasne, przecież mówię! - I usiadłam obok niego. - Chcesz dołączyć? - zapytałam po chwili wpatrując się w ogień, a on we mnie.
- A mogę? - zapytał ciszej.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się. - Zaprowadzę cię.
- A nie jest ci zimno, bo trochę dygoczesz? - To, co powiedział, było prawdą. Pokiwałam łbem.
- Mhm - mruknął. - Zobacz.
I wtedy basior trzymał łapy nad płomieniami i formował z nich jakiś kształt. Po chwili zauważyłam, że było to jabłko. Po tym pokazie talentów mogłam stwierdzić, że ma żywioł ognia.
- Wow - powiedziałam cicho, a później trochę głośniej: - Zapomniałam się przedstawić, jestem Shante.
- Ajax - przedstawił się. - Jest ci cieplej?
- Tak - odparłam i postawiłam się na równe nogi. - Chodź, zaprowadzę cię do Alfy, a ona przydzieli ci jaskinie... O ile będzie jakakolwiek wolna, bo mało tu jaskiń...
I poszliśmy. Jeszcze przed tym Ajax zgasił ognisko. Dosyć długo szliśmy, ale w tym czasie poznaliśmy się lepiej. Okazało się, że (moim zdaniem, nie wiem jak inni sądzą) ma bardzo wysokie IQ. Gdy doszłam do jaskini Alfy powiedziałam:
- Alfo Marcheso, jest pewien wilk, który chce dołączyć, ma na imię Ajax.
Basior tylko niepewnie uśmiechnął się.
- Witam w watasze, jestem Alfa Marchesa. Nie jestem jedyna, bo są tu jeszcze inni. Shante cię na pewno oprowadzi i wszystko wyjaśni. - Na te słowa i ja uśmiechnęłam się niepewnie. - Miłego dnia!
I wyszliśmy.
- Może pomogę ci znaleźć jaskinię? - zaproponowałam. - Albo najpierw, jeżeli chcesz, mogę ci pokazać moją, to jak chcesz?

Ajax? ^^

Od Ivett

Dzień i noc. Tak spójne elementy. Jedno bez drugiego nie mogłoby istnieć. Różnią się w każdym calu, ale jednak coś je łączy. Od dziecka interesowały mnie gwiazdy, planety. Tylko, gdy noc była bezchmurna, wybiegałam z jaskini i patrzyłam się w niebo. Wyobrażałam sobie, że to granatowa rzeka, a na niej płyną białe, świecące lilie. Potrafiłam siedzieć godzinami, myśleć nad wszystkim i niczym. Szkoda, że ten czas minął. Nie pamiętam swojej rodziny. Może nie chciałam ich pamiętać i w końcu zapomniałam? Dokładnie to twarzy. Nie wiem, jakie mieli twarze. Jednak przypominam sobie mamę, tatę i mojego młodszego brata. Byliśmy przykładną rodzinką, jak sądzę. Inne wilki odnosiły się do nas z szacunkiem, miłym głosem. Jednak były i są takie "wyjątkowe" okazy, które naplują ci w twarz, nawet jeśli nic nie powiesz. To się nazywa przesadne gardzenie. W odgrywaniu roli wrednego trzeba być zmysłowym, opanować grę aktorską, potrafić zwieść i zniszczyć nadzieję. Innymi słowy wyzbyć się przyjemnych uczuć. Kolejne z wielu rozmyśleń w moim życiu, przerwał mi trzepot ptasich skrzydeł. Panowała noc. Choć tereny były zimnawe, nie przeszkadzało mi to. Gwiazdy znów świeciły na niebie, a ja tylko zastanawiałam się, czy jest sens w snuciu czegoś bezsensownego. Tym razem wiatr zawiał mocnej i mierzwił moją sierść. Przez szum, nie słyszałam prawie nic. Jednak pewien dźwięk zwrócił moją uwagę. Szelest. Musiało być to duże zwierzę, jak sądzę. Zdecydowałam się wolnym krokiem pójść w tamto miejsce, bo choć prawie że nie interesowało mnie to, jednak instynkt nad wszystko, zmusił mnie żebym jednak poszła...
Chwilę później widziałam czarną sylwetkę. Dzieliło nas kilka metrów.
- Kim jesteś? - usłyszałam głos.
Czyli wilk. Ech... Kolacji nie będzie.
- Jak widać, jestem wilkiem - odpowiedziałam dosadnie.
Nieznajomy osobnik, jak i ja, podeszliśmy bliżej. Dopiero teraz ukazała się jego sylwetka.

Dokończy ktoś? .3.

Profil wilka Esmera

Imię: Esmer
Przydomek:
Néant
Płeć: samiec
Wiek: 2 lata
Zawód: zielarz
Partner: szuka
Rodzina: Jako szczeniak stracił całą rodzinę. Został adoptowany przez samotną wilczycę. Ta jednak zmarła, gdy miał rok.
Żywioł: woda
Umiejętności: przenikanie przez inne obiekty, telepatia, zamrażanie przedmiotów
Opis: Esmer jest miły, przyjacielski, odważny i dosyć uparty. Zawsze o wszystkim chce wiedzieć, wpycha nos w nie swoje sprawy. Jest rozsądnym, bystrym i pomysłowym wilkiem. Lubi podsłuchiwać rozmowy innych. Chętnie dowiaduje się nowych rzeczy. Może zrobić wszystko, aby ktoś był z niego dumny. Jak na wilka jest bardzo chudy i mały. Zmieści się w każdą dziurę, która będzie wielkość jego głowy. Jego oczy nie są po prostu niebieskie. Wyglądają, jak gdyby były napełnione wodą. Można powiedzieć, że "świecą" i są bardzo dobrze widoczne w największych ciemnościach.
Od zgonu jego przybranej matki minął rok. Mocno przeżywał jej śmierć. Jednak trzyma się tego, że trzeba żyć teraźniejszością. Bardzo szybko nauczył się, jak żyć samemu.
Punkty: 8,5

Od Nesso: Pokazuję jej...

- Kari, wstawaj!
- Ehh, co?! - zmęczona zapytała
- No miałem ci pokazać 1 dzień mojej pracy.
- Ano tak, już idę...
- Dobrze, zaczekam na zewnątrz.
- OK, już!
Po 10 minutach czekania w końcu wyszła.
- Wreszcie!
- Nom.
- Dobra, patrz, tam jest sarna, oglądaj, co zrobię.
- OK.
Rzuciłem się na nią i zwaliłem, złamałem łapę.
- Nesso!
- Jest OK.
- Tak się przestraszyłam. 

Kari? Dokończysz?

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Od Nesso: Matah

Gdy Kari się oto spytała, byłem niepewny odpowiedzi. Ale odpowiedziałem. Rozmawiałem z Matahem i powiedział, że Duch Maxa opowiadał mu o mnie najgorsze rzeczy. No i teraz uważa mnie za zdrajcę i lenia. Dzięki Maxowi.
- Dzięki, Max!- krzyknąłem.
- Spokojnie, powiem mu, jak było.
- OK!
- Kocham cię.
- Ja ciebie TEŻ. 

Kari, dopiszesz coś? XD

Profil wilczycy Ivett


Imię: Ivett/Iv
Przydomek: Unheard
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: wojowniczka
Partner: nie wie
Rodzina: Nie wie, co się z nimi dzieje. Tak wyszło.
Żywioł: eter
Umiejętności: Związane z żywiołem, telekineza, sfera obronna - dzięki niej na czas ów działania żadne moce fizyczne nie zadają jej obrażeń.
Opis: Jest to dość trudna do zrozumienia wadera.Nie lubi tłocznych miejsc i zarozumiałych wilków. Chętnie zostaje sama i woli ciszę. Jest opryskliwa i niecierpliwa. Raczej nie należy do tych "porządnych i pracowitych wilków", przez co dużo rzeczy robi na ostatnią chwilę lub na odwal. Jeśli ktoś do niej burknie czy ją obrazi, zacznie grę słowną. Często patrzy na inne wilki z pogardą, bo trudno jej wyrażać uczucia i nie zna ich dobrze. Rzadko się uśmiecha i przychodzi jej to trudno. Jeszcze mniej u niej spotykane jest miłe zachowanie. Jeśli będzie dla kogoś miła, to albo wygrała w totolotka, albo jest to jej najszczęśliwszy dzień w życiu. Jest kreatywna i lubi malować, uparta jak osioł i prędzej pójdziesz na ugodę, niż ją przekonasz. Zawzięta, dąży do wyznaczonego celu jak i również ambitna. Podsumowując: raz będzie wesoła, za chwilę znudzona, potem zła, a jeszcze później będzie płakać. Cała Ivett.
W walce: stara się jak najbardziej skupić, żeby osiągnąć swój cel - zabić przeciwnika. Daje z siebie dosłownie wszystko, co kosztuje ją dużo zmęczenia, ale łatwo się nie poddaje. Jej determinacja i honor nakazują walczyć do ostatniej kropli krwi. Ma swoje ideały, więc jednak stara się pomagać. Nie jest litościwa dla wroga, który zakłócił jej spokój.

Od Exalios: W tunelu: Lawa

Przybliżyliśmy się do tablicy i pociągnęliśmy. Ani drgnęła.
- Może jednak pójdę po zielarki? Sami tego nie wyciągniemy - spytał Radio.
Kiwnąłem głową. Minęło 10 minut i zdyszane zielarki stały obok równie umęczonego szamana.
- Na mój znak ciągniemy, ale ostrożnie - rozkazałem. - Teraz!
Pociągnęliśmy. Siła odśrodkowa sprawiła, że upadłem. Ziemia zatrzęsła się.
- Co się dzieje? - zapytała Vickey.
- Zobaczcie! Tam jest jakiś tunel! Schrońmy się w nim! - krzyknęła Thea.
Wilki po kolei wskakiwały do tunelu. Za nim i ja to uczyniłem, rozejrzałem się. Zobaczyłem Odalis i Joy.
- Najwyższy, szybko! - popędziła mnie któraś z zielarek.
W mojej głowie rozległo się jeszcze pytanie Co wy...? i mimowolnie osunąłem się w głąb ziemi.
Do naszych uszu doszedł huk. Jak na sygnał spojrzeliśmy w górę. Tablica, którą tak usilnie próbowaliśmy odsunąć, znów opadła na swoje miejsce. Droga powrotna została odcięta.
Siedzieliśmy w milczeniu i ciemności. Rozległ się głos Radia:
- Ma ktoś żywioł ognia?
- Ja - zgłosiła się Lightears.
W środku naszego kręgu zamigotał płomyk ognia.
- Tutaj jest jakiś kawałek drewna... - Thea podała drewno Radioactive'owi i już mieliśmy pochodnię.
- No, to co? Idziemy dalej? - spytała niepewnie Vickey.
- Nie mamy wyjścia - stwierdziłem ponuro.
Szliśmy w ciszy przerywanej jedynie odgłosami kroków i od czasu do czasu jęku osoby, która nie pochyliła łba przed niskim stropem.
Nagle światłość uderzyła nas po oczach. Ujrzeliśmy... Lawę.
- Co to ma... - wyszeptał szaman.
W strumieniach lawy wystawały połyskujące kamienie, jakby mówiły: zobacz, możesz po nas się przedostać na drugą stronę.
- Skok życia - mruknęła Thea.
- Tutaj sufit jest nieco wyżej... - zaczęła Lightears - ...może udałoby mi się przelecieć nad lawą? Nawet, jeśli nie, mam żywioł ognia i nic mi się nie stanie.
- To dobry pomysł - poparliśmy ją. - Leć.
Wilczyca rozpoczęła swój najniebezpieczniejszy lot, chociaż, w sumie może i nie. Lawirowała pomiędzy strugami płynnego ognia i zręcznie omijała parzące pułapki. Dotarła na drugą stronę.
- Tu jest jakaś dźwignia! - krzyknęła do nas.
- To ją pociągnij! - odkrzyknął Radio.
Zrobiła, jak powiedzieliśmy. W miejscu odstępów pomiędzy kamieniami pojawiły się następne, tworząc bezpieczną ścieżkę na drugą stronę.
Ostrożnie przeszliśmy dalej. Nagle Thea poślizgnęła się. Złapaliśmy ją, ale iskierka ognia zatliła się na jej futrze. Samica syknęła z bólu.
Położyłem na niej łapę, aby uleczyć, ale za nic nie mogłem się skupić.
- Zostawcie mnie. Idźcie dalej - poleciła ranna.
- Nie możemy...
- Idźcie! - przerwała Vickey. - Idźcie! - powtarzała w amoku.
Z nieczystym sumieniem udaliśmy się dalej.

Radio, opiszesz kolejne pułapki? C:

Od Assuvy

- Wracamy. Do watahy. Nic mnie nie obchodzi. Ryzykowaliśmy życie, odkąd tylko wyruszyliśmy. To bez sensu... - zadecydowała.
Popatrzyłem na jej zakrwawione łapy. Podniosłem na nią swoje zielone ślepia.
Burza ruszyła na nowo. Wilczyca zniknęła za płatkami śniegu.
- Chodź... - poprosiła.
- Jestem tuż za tobą - skłamałem. - Leć do watahy.
Chciałem jej coś powiedzieć. Chciałem przeprosić i pobiec za nią. Chciałem wytłumaczyć...
Nie miałem czasu. Wziąłem torbę i pobiegłem w odwrotną stronę.
- Żegnaj, Ash... - szepnąłem.

Od Kari

Gdy wstałam, byłam sama w jaskini. Nesso i Matah zniknęli. Poszłam poszukać Nesso, ale nie mogłam go znaleźć. Szukałam i szukałam, aż wreszcie zobaczyłam go na klifie jednej z gór. Podbiegłam do niego.
- Hej - powiedziałam i usiadłam obok niego.
- Cześć - odpowiedział i przytulił mnie do siebie.
- Jak minęła ci noc?
- Dobrze. W nocy przyszedł Matah. Widziałaś?
- Tak. A właśnie chciałabym cię o coś zapytać. Mogę?
- No jasne.
- Dlaczego Matah cię tak nienawidzi?
 
Nesso? Dlaczego?

Od Radioactive'a

- A gdyby jakaś mikstura? Albo oblejemy ją wodą... - podałem propozycję.
- Miksturę wykluczam, bo za niedługo noc, a zanim ktoś z nas zrobi tą miksturę i w ogóle tu wróci, to może ciebie lub mnie zastać śnieżyca. A ten drugi pomysł nie jest zły - powiedział, przemyślając obie propozycje.
- No właśnie. Ten pomysł nie jest zły, ponieważ po polaniu wodą glina jest bardziej plastyczna.
- No tak, wszystko świetnie, tylko skąd my weźmiemy wodę, skoro jesteśmy w Qickou?
- Mam żywioł ziemi, a więc mogę wytworzyć wodę z lodu lub rośliny.
- OK, spróbuj na tej zamarzniętej kałuży. - Wskazał lód w malutkim dołku.
Skoncentrowałem się.
- Udało się... - powiedział cicho Exalios.
Otworzyłem oczy. Lód, który był tuż obok tablicy zamienił się w połowie w wodę.
- Spróbujesz ją wyjąć? - spytałem się go.
- Tak.

Exalios? Brak weny. :/

niedziela, 22 grudnia 2013

Od Marchesy: Ostatnie, co mogę jej powiedzieć

Ashiraii rozpłynęła się w powietrzu jak widmo.
- Cieszę się bardzo, że nie cierpisz - uśmiechnęłam się poprzez łzy.
Zostałam sama w nastającej ciemności.
- A więc żegnaj. I powodzenia - szepnęłam.
Tego ostatniego nie mogła już usłyszeć. A szkoda. Jedyne słowa, które jeszcze mogę jej powiedzieć na zakończenie.
Niech odnajdzie szczęście wśród prawdziwych przyjaciół. Tego jej życzę.

***

- Wiesz, gdzie może być Ashiraii?
- Nie - odparłam twardo.
- Wróci?
- Nie liczę na to.
- Marcheso, ty masz spuchnięte oczy.
Milczałam. W końcu wydusiłam:
- Bo właśnie się z nią pożegnałam. A strata kogoś zawsze boli. Obojętnie, czy decyzję podjąłeś przed chwilą, czy trzy miesiące temu. Jest ten najgorszy, definitywny moment. Ale wiem, że on w końcu przeminie.
- Właśnie mija - szepnął ktoś pocieszająco. 
Rozejrzałam się, ale obok mnie stał tylko mój rozmówca. Odetchnęłam.

Profil wilczycy Rapsodii


Imię: Rapsodia
Przydomek: Dziecię Nieba
Płeć: samica
Wiek: 1,5 roku
Zawód: wojowniczka
Partner: szuka
Rodzina: brak, wyrzucili ją
Żywioł: eter
Umiejętności: potrafi oślepić przeciwnika na krótki czas, jest dużo szybsza niż inne wilki, potrafi świecić oślepiającym blaskiem
Opis: Rapsodia jest wredną wilczycą. Jest na ogół cyniczna i samolubna. Wręcz uwielbia bawić się swoimi ofiarami, lubi patrzeć, jak giną w męczarniach. nigdy nie przybiegnie z pomocą. Może jednak komuś uda się ją odmienić?

Profil wilka Ajaxa

Imię: Ajax
Przydomek: Sky
Płeć: samiec
Wiek: 3 lata
Zawód: wojownik
Partner: ma kogoś na oku
Rodzina: przybrany syn Mines i Azzai
Żywioł: ogień
Umiejętności: tworzenie kuli ognia, zianie ogniem, jest szybki
Opis: Jest wesołym i miłym wilkiem. Lubi towarzystwo, a najbardziej wilki z poczuciem humoru. Jest też żartownisiem, często się wygłupia. Nadaje się na stratega. Mimo to nie umie pocieszać, dlatego jak komuś jest smutno, ten siedzi i się nie odzywa. Jest przyjacielski, można na niego liczyć, dobry z niego przyjaciel.  Lepiej z nim nie zadzierać!
Punkty: 7

Rozstrzygnięcie konkursu na nagłówek

Niestety duża część nadesłanych prac nie spełniała kryteriów (zła rozdzielczość, brak napisu). Ostatecznie do finału doszły tylko 3 nagłówki autorstwa Vii.

Nie ma większego sensu urządzać głosowania na tylko trzy prace i to jednej osoby. Zatem bezceremonialnie przyznaję zwyciężczyni obiecane 8 Punktów. Gratuluję! c:

Zapowiadam również, że w przyszłych miesiącach konkursy dotyczące grafiki nie będą już organizowane ze względu na małą popularność. Zresztą - zobaczymy.

 Z mroźnego Qickou pozdrawia Was Alfa Marchesa
usiłująca rozpalić choćby najmniejszy
 płomień w ten lodowaty dzień.

Od Ashiraii

Przyjaciele...
Spojrzałam w niebo. Księżyc otoczony tysiącami, a może i milionami świecił nad moją głową. Pełnia, co?
Zwiesiłam głowę. Łzy napłynęły mi do oczu. Dlaczego wszystko się tak potoczyło? Dlaczego wszyscy mnie opuścili? Czy to moja wina?
Zamknęłam oczy szukając odpowiedzi pośród wspomnień. Wspomnienia. Przyjaciele. Wszystkie radosne, ale też smutne chwile. Marchesa, Odalis, Navi, Vickey, Zuko, Assuva, Exalios, Mroczny... Wszyscy byli moimi przyjaciółmi.
Ale odeszli. I to moja wina. Nie było mnie, kiedy być powinnam. Dlatego mnie opuścili. Jedni znaleźli sobie kogoś lepszego, drugim to nie przeszkadzało, bo już kogoś mieli.
- Dlaczego...? - szepnęłam patrząc na księżyc. Łzy spływały z moich oczu niczym mały potok w górach. Nawet on był bardziej stabilny i silniejszy niż ja. Uśmiechnęłam się przez łzy.

* * *

Po mojej lewej siedziała Marchesa.
- Nie martw się. Nie musisz więcej cierpieć... - powiedziała z uśmiechem i wróciła do podziwiania zachodzącego przed nami słońca. Uśmiechnęłam się lekko.
- Nie.
- Huh? - Alfa zdziwiła się i znów na mnie spojrzała.
- Nie cierpię...
- ŁŻESZ! Cierpiałaś! Tak bardzo cierpiałaś! - krzyknęła. Zerknęłam na nią. Uśmiechnęłam się szerzej.
- Znalazłaś sobie kogoś innego. Nie mam ci tego za złe. Kiedyś zrozumiesz moje uczucia. Więc nie cierpię. Kocham cię... Czy ty też kogoś kochasz? - szepnęłam. Rozpłynęłam się w powietrzu.

* * *

Znów siedziałam na śniegu, a księżyc z góry mi się przyglądał. Łzy ściekały po moich policzkach jeszcze intensywniej niż przed chwilą. Przepraszam...
 -PRZEPRASZAM! - krzyknęłam. Było późno, a więc i cicho. Mój głos rozniósł się po całym Quickou. Nie zdziwię się, jeśli obudziłam wszystkich. Przyjaciół. Może dzięki temu mnie zapamiętają. Zaczęłam biec. Biegłam tak długo aż zapadł mi się grunt pod łapami. Zaczęłam spadać w dół, podobnie jak wszystko dookoła mnie.
- P-prze...pra...szam... - szepnęłam. Z uśmiechem uderzyłam głucho o ziemię.
Ciemno. Zimno.
Ale z przyjaciółmi.

[Od Autorki] Długo się zbierałam z napisaniem tego wszystkiego. Tak więc mamy piątą rano, a ja leżę w łóżku i piszę słowa, które sama ledwo rozumiem. Jestem zmęczona. No ale no. Chciałabym przeprosić wszystkich. Tak, wszystkich. Bo niewątpliwie nie ma osoby której przepraszać nie muszę. Był hejt z mojej strony na każdego, przepraszam. Z głębi serca. Ale najbardziej, tak najmocniej. Z głębi duszy, z samego jej serca, z centralnej jednostki ją kontrolującej mówię "przepraszam" do Oli. Oli, Marchesy, Alfie. Cokolwiek. To Ciebie niewątpliwie zraniłam najbardziej. Chociażby wtedy jak chciałam abyś poczuła się winna i się pocięłam. Haha. Tak. Jestem jednym, zwykłym człowiekiem który żeruje na ludzkiej dobroci i zainteresowaniu innych osób. Tak. Oto ja. Ile z was zmieniło swoje zdanie o mnie? Pewnie wielu. Nienawidźcie mnie. Ale ja i tak was kocham. Wy odmieniliście moje życie. Haha, brzmi jak list pożegnalny co? No cóż, tym jest. Żegnam was, może jeszcze kiedyś wrócę. Wrócę tu, do świata doliny. A teraz idę "spać", chociaż raczej nie zasnę. Raczej będę płakać, przytulona do poduszki. Tak. To tyle. Dziękuję. Dziękuję najmocniej jak potrafię.

Od Damona

- Dobra, dobra... - westchnąłem i ruszyłem w drogę.
Szamanów nie było, więc musiałem znaleźć zielarkę. Błądziłem po Quickou, aż zobaczyłem Lightears. Podbiegłem więc szybko do wadery.
- Potrzebuję twojej pomocy - szepnąłem.
- Hm?
- Via jest przeziębiona, pomożesz? - zapytałem.
Wadera skinęła głową i poszliśmy do jej jaskini. Chwilę szukała fiolki, aż w końcu znalazła.
- Niech ma legowisko daleko od zimna, wygrzewa się i wypije to - powiedziała i wróciła do swoich obowiązków.
- Dzięki!
Ruszyłem pod jaskinię Vii i Royala. Jak się okazało, basior nadal stał tam.
- Masz - odparłem podając mu fiolkę.
- Co to?
- Via będzie wiedzieć - mruknąłem i poszedłem do siebie.

Royal?

sobota, 21 grudnia 2013

Od Ashiraii

Spojrzałam na zasypane wejście norki. Assuva próbował zniszczyć lód, jednak słabo mu to wychodziło. Chciałam mu pomóc, ale nie było wystarczająco miejsca, abym mogła się chociażby poruszyć.

* * *

Assuva uderzył w lód. Znowu.

* * *

Spojrzałam w górę. Byliśmy zamknięci - nie lada odkrycie.
- Posuń się... - mruknęłam. Assuva ustąpił na krok. Zaczęłam się siłować z grubą warstwą lodu i śniegu. Drapałam pazurami o "ściany" jamy. Zrezygnowałam. Usiadłam na śniegu powarkując cicho.
- Co teraz? - zapytał cicho wilk.

* * *

Z całej siły rzuciłam się na ścianę. Usłyszałam ciche pęknięcie. Kość? Ściana? Upadłam na ziemię.
- Co ty wyprawiasz?! - krzyknął Assuva. Mruknęłam coś pod nosem. Wstałam. Bolał mnie grzbiet, ale ściana pękła. Ponownie na nią naskoczyłam. Poczułam jak lekko się osuwa.
- Tak... - szepnęłam. Przygotowałam się do ponownego skoku, lecz Assuva mnie powstrzymał.
- To niebezpieczne! Nie przebijemy się... - powiedział stanowczo. Wyczytałam w jego oczach obawę. Spojrzałam na ścianę. Muszę się stąd wydostać. Teraz. Jak najszybciej. W tym momencie. JUŻ.

* * *

Śnieg leżał wszędzie. Moje łapy krwawiły. Niebo. Nigdy tak się nie cieszyłam na jego widok. Zauważyłam, że Assuva biegnie w moją stronę, do mnie.
- Udało nam się... - powiedziałam i przymknęłam oczy. Było zimno.
Podniosłam się powoli.
- Wracamy. Do watahy. Nic mnie nie obchodzi. Ryzykowaliśmy życie, odkąd tylko wyruszyliśmy. To bez sensu... - zadecydowałam.

* * *

- NIE.

* * *

Biegłam przez las. Jak najdalej od wszystkich. PRZYJACIELE, TAK?
Przyjaciele. Przyjaciele. Przyjaciele.
Oczywiście.
Wszyscy udają naszych przyjaciół. Znajomych.
"Kocham Cię". A w głębi serca nienawidzisz? Czekasz na moment? Kiedy?
Jak będę najsłabsza? Najbardziej będę potrzebowała twojej obecności? Wtedy mnie wystawisz, prawda? Nic nie mówiąc oznajmisz: "Nienawidzę Cię, okłamywałam Cię przez całą naszą znajomość". Okłamujesz mnie. Mówisz, że jestem najważniejsza. I wystawiasz mnie dla innych. Potrzebuje Cię. Najbardziej na świecie. A Ty masz kogoś innego. Wiem o tym.
Kłamiesz.
Nie kłam.
Na początku nie kłamałaś, prawda? Byłaś szczera.
A potem znalazłaś kogoś lepszego. Dlaczego? Dlaczego.

* * *

Mam dosyć fałszywych osób.
Usiadłam nad urwiskiem. Bezdenna otchłań malująca się tuż pod moimi łapami. Tam zepchnęłabym Ciebie i wszystkich fałszywych przyjaciół.
Nie wiesz co tracisz.

Delta!

Razem z Alfą zadecydowałyśmy, że mianujemy Joy na Deltę!
Z tejże okazji zostanie ona również przywódcą wojowników.

Z trzęsącej się ziemi pozdrawia Was Beta Odalis,
która nie zważając na niebezpieczeństwo składa gratulacje nowej Delcie.

Od Odalis

- Idę do Marchesy - odpowiedziałam. - Kari znalazła watahę Alfiego i Aishy, ale że nagle wrócił Nesso, ja poinformuję o tym siostrę.
- Mogę iść z tobą? - zapytała Joy.
- Oczywiście. Razem raźniej - uśmiechnęłam.
Kroczyłyśmy przez zaspy. Dotarłyśmy do jaskini Alfy. Rozejrzałam się.
- Nie ma jej. Pewnie szuka zwierzyny. Nie potrzebnie, wataha Alfiego zna położenie całego stada! Mieli się z nami podzielić, ale mają za mało łowców...
- Może... Same coś upolujemy? - zaproponowała wojowniczka.
- Możemy spróbować - zgodziłam się.
Poprowadziłam samicę do terenów watahy. Nagle ziemia zatrzęsła się.
- Co się dzieje?! - krzyknęła Joy.
Omiotłam wzrokiem zdezorientowana. Na zboczu góry dostrzegłam 5 sylwetek wilków.
- Tam jest Exalios! - odkrzyknęłam.

Joy?

Od Royala


Ech... Wszystko było źle! Quickou, nasze życie, a teraz?! Jeszcze ta choroba Vii... Miałem dość, chciałem rzucić wszystko - uciec... Ale nie mogłem... nie mogłem. Musiałem więc dalej brnąć w to wszystko.
- Idziemy do szamana, tato? - spytał Shayres.
- Ta - mruknąłem.
Mój syn spojrzał na mnie zdziwiony i nic dalej nie mówił. Przed jaskinią szamana i w niej było pusto.
- Szukacie kogoś? - zapytał przechodzący akurat Damon.
- Szamana...
- Po co?
- Via zachorowała - burknąłem.
- Pomogę wam - zaproponował basior.
- Nie trze... - chciałem powiedzieć, ale przerwał mi Shayres:
- Pomóż - szepnął maluch.
Damon skinął głową i podszedł do mnie.
- Odbija ci - powiedział.
- Nie twój interes - szepnąłem wkurzony.

Damon?

Od Joy: Mroźna kraina

Mroźny wiatr szczypie prosto w oczy, lodowata temperatura zamraża nasze ciała, a prawie metrowy śnieg utrudnia przemieszczanie się - tak, to Qickou. Nieliczne zwierzęta zamieszkują tutejszą okolicę, przez co trudno jest coś upolować. Szczerze nienawidzę zimy. Jest to najgorsza pora roku, w którą najpierw "łapie" się przeziębienie, a później kończy się... śmiercią. Dlatego zawsze takie miejsca omijałam szerokim łukiem. A teraz? Akurat musieliśmy się tutaj zadomowić, nie wiadomo na jak długo. Żeby nie wyjść na marudę... Zawsze staram się dostrzegać jakieś plusy, ale... tutaj po prostu ich NIE ma. Nawet krajobraz (chociaż to może być tylko moje zdanie) powoduje przypływ nieprzyjemnego dreszczu.
Wybrałam pierwszą lepszą jaskinię i próbowałam się ogrzać. Niestety, nie udawało mi się to. Leżałam skulona, zgrzytając zębami z zimna. Wtem mój brzuch wydał dźwięk, informując mnie, że już pora coś zjeść. Niechętnie wstałam, zbliżając się do wyjścia. Wystawiłam łapę spoza jaskini. Przeszedł mnie dreszcz. Gwałtownie cofnęłam się do środka.
- Dlaczego musi być tak zimno? - mruknęłam do siebie.
Postanowiłam ponowić próbę. Wystawiłam pierwszą łapę... Potem drugą... I nagle zimny wiatr "dmuchnął" mi prosto w twarz. Jednak nie cofnęłam się, tak jak za pierwszym razem... Później trzecią i... Czwartą. Tak, znajdowałam się już przed jaskinią. Rozejrzałam się dookoła i dostrzegłam, że zza skały wystaje biały, jak śnieg, długi ogon. Zaczęłam się skradać do tajemniczej postaci. Już chciałam skoczyć, gdy me oczy ujrzały...
- Odalis! - krzyknęłam zaskoczona. - To ty!
- A myślałaś, że kto? - zapytała zdziwiona.
- Co ty tutaj robisz? - zignorowałam jej pytanie.

Dokończy Odalis

Od Shante


Asper. Miły, chodź z wyglądu straszny wilk. Odbiegając od niego, trochę mi go było żal zostawiać w tyle...
- Wolpy - zwróciłam się do niego słodkim głosem. - Poczekasz tu chwilę? Zaraz wrócę.
- Dobrze, mamo. - I położył się na jego legowisku.
Wybiegłam z jaskini. Już widziałam sylwetkę basiora, który miał odlecieć, lecz krzyknęłam:
- Zaczekaj! Stój!!! Asper, stój!!!
Wilk wylądował tuż przede mną i spytał:
- Taak?
- Może chciałbyś na chwile do mnie wpaść. No, wiesz lepsze to niż siedzieć tu i marznąć. - Basior uśmiechnął się, że aż było widać jego krystalicznie białe kły. Pobiegliśmy razem w milczeniu, lecz to ja w końcu musiałam prowadzić, bo to ja wiedziałam, gdzie jest moja jaskinia.
Gdy weszliśmy, podbiegł Wolpy z dziwnym wyrazem twarzy:
 - Ktto ttto? - zapytał lekko wystraszony malec.
- To jest Asper. - Zaczęłam mu tłumaczyć. - Mój przyjaciel.
- Tak - dodał Asper. - Ale jak chceszm możesz mówić do mnie po imieniu.
- Dobrze... Asper - powiedział lekko wystraszony, patrząc się na wygląd Aspera.
- Ej, nie bój się mnie - powiedział. - Uwierz mi, ja bardziej boję się ciebie niż ty mnie - zaśmiał się.
Na pyszczku Wolpy'ego pojawił się uśmieszek, po czym podszedł bliżej do Aspera i zapytał się go:
- Umiesz latać?
- Oczywiście! - powiedział i rozłożył skrzydła.
- Jejku! Ale super!
- To może cię zabrać na lekki lot? - zapytał.
Na te słowa otworzyłam lekko usta, ale on szepnął mi do ucha:
- Wyluzuj, nic mu nie będzie. - I puścił mi perskie oczko.
- Ale, zrozum, że on nie jest w dobrym stanie - zaczęłam swoje.
- To tylko na 3 sekundy lekko nad ziemią - powiedział z uśmiechem, a ja przewróciłam oczami.
- Dzięki - powiedział i spojrzał się na Wolpy'ego. - To co, lecimy.
- Tak - powiedział uradowany.
Asper wziął go na plecy i dodał:
- Pamiętajm aby się dobrze trzymać - powiedział pouczająco, mały skinął głową na "tak".
I polecieli. Rzeczywiście, Asper leciał bardzo wolno i nisko. Stanęłam przed wyjściem do jaskini i oparłam się o brzeg wyjścia. Patrzyłam się na nich. Aż łza zakręciła mi się w oku na widok szczęśliwej, uśmiechniętej twarzy Wolpy'ego. Polatali, polatali gdzieś nie mniej niż minuta i Asper wylądował w jaskini.
- Ale było fajnie - powiedział mały zeskakując z pleców basiora na dół.
Asper podszedł do mnie i otarł tę łzę szczęścia mówiąc:
- Widzisz, mi można zaufać.
- Dziękuję ci - zaczęłam. - Od początku choroby, Wolpy jeszcze nigdy się nie uśmiechnął, a teraz on się czuje jak nowo narodzony, jeszcze raz dziękuję ci. - I przez emocje przytuliłam się do basiora, nie na długo, bo szybko dodałam:
- Przepraszam.
- Nic nie szkodzi. - Uśmiechnął się.
Nagle zauważyłam cień jakiegoś wilka. Cień zbliżał się w stronę wejścia, gdy nagle spostrzegłam się, ze to on - Lokas. Popędziłam do niego i zawiesiłam mu się na szyi, lecz szybko przestałam.
- Lokas! Nie wiesz, jak się cieszę! - Wykrzyknęłam, a on się uśmiechał, że było mu widać jego białe kły.
- Ja też - powiedział. - Wpadłem tu, bo podobno Wolpy jest chory. Chciałem zobaczyć, co u niego.
- Fajnie, że pomyślałeś o nim - ucieszyłam się. - Ale zgadnij, kogo spotkałam.
- Hmm?
- Aspera!
- Że kogo!? - W jego głosie można było poznać lekkie zdenerwowanie.
- No, Aspera!
- Gdzie on jest!? - krzyknął.
- U mnie - powiedziałam lekko wystraszona. - A co się stało?
- Posłuchaj, dłużej tego nie wytrzymam. Ja wiem, wiem, że ty go znasz, ale zrozum, on to tylko chodzące nieszczęście! Ten czarny...
- Lokas, daruj sobie przeklinanie!
- Ujmę to tak, mam z nim pewne porachunki z przeszłości.
- Rozumiem... Ale co on ci w tej przeszłości takiego zrobił?

Lokas? :3

Od Assuvy

Chłód.
Ciemność.
Niespokojny oddech wilka obok mnie. Wciągnąłem głośno powietrze.
- Ash? - spytałem cicho. Brak odpowiedzi. - Ash? - powtórzyłem głośniej. Wilczyca drgnęła.
- Yhy? -odpowiedziała rozespana.
- Wstawaj... Musimy się ruszyć. Nie wyszliśmy nawet z Qickou...
Spróbowałem wstać, ale lodowe sklepienie mi to uniemożliwiło. Jęknąłem niedosłyszalnie. Odtworzyłem wydarzenia z kilku poprzednich dni.

~♣~

Wiatr wył pomiędzy skałami. Siedziałem w jaskini razem z Ashiraii i Radą.
- Jeżeli śnieżyca nie ustanie, musicie wyruszyć jutro. - Spuściła wzrok. - Wiem, że narażam was na wielkie ryzyko i nawet nie wiecie, jak beznadziejnie się z tym czuję, ale tu, w Qickou, śnieżyce potrafią trwać miesiącami. My nie mamy tyle czasu. I tak odczekaliśmy kilka dni, żeby pogoda się uspokoiła, ale to nic nie dało.
No to wyruszyliśmy. Zaspani i zmęczeni, w ciągłą burzą śniegową. Opuściliśmy watahę po ciemku. Wnioskuję, że o czwartej rano. Exalios wbił mi do głowy mapę i kilka razy na dzień przepytywał. Wybierałem drogę wąwozami lub osłoniętą skałami sterczącymi z płaskiej i śliskiej jak szkło ziemi. Z każdą chwilą coraz bardziej czułem głód śnieżycy. Głód kotłujący się w jednym miejscu na ziemi. Z każdą chwilą narastał. Musiałem się poddać. Zacząłem czukać jakiegoś wgłębienia. Natrafiłem na zbitą kupke śniegu. Kopałem jak szalony.
- Assuva? Co robisz? - Ash przekrzykiwała huk wiatru.
- Zaraz zobaczysz - powiedziałem również krzykiem.
Wykopałem norkę, małą, ale zajęło mi to bardzo dużo czau. Pod kupką śniegu nie było lodu. Wepchnąłem do środka Ashiraii. Wiatr wiał jak szalony. Zwolnił na chwilę, a potem pchnął mnie na ziemię. Runąłem na ziemię. Wsunąłem torbę do nory i sam podczołgałem się obolały. Śnieg pchał się do oczu nosa, uszu i pyska. Wbiłem pazury w lód i podciągnąłem się na łapach. Powtórzyłem to kilka razy i ześlizgnąłem się do jamy. Zaczęło się ściemniać. Ułożyłem się obok Ash i przymrużyłem oczy. Wiedziałem, że nie mogę twardo spać. Śnieg zasypie wejście. Miłej nocy, Assuva...

Ash dokończy...

piątek, 20 grudnia 2013

Od Kari


- Tak! - krzyknęłam.
- Uff, to dobrze. Myślałem, że się nie zgodzisz - powiedział.
- Kto to jest? - zapytałam, pokazując na dziwne stworzenie.
- To Miranda, moja przyjaciółka. Jest jednorożcem.
- Muszę iść - powiedziała Miranda i zniknęła nam z oczu.
Wtuliłam się w Nesso. Był ciepły. Poszliśmy do Odalis.
- Odalis, Nesso wrócił! - krzyknęłam.
- Super! Dawno cię nie widziałam, Nesso - powiedziała.
- Chodźmy do mojego syna - powiedziałam.
- Och, Kari.
- No co!? Odszedłeś. Co miałam zrobić?! Nienawidzę być samotna!
- Dobra, dobra. Cofam to. Jak ma na imię?
- Matahari Sinowih Yanwen, w skrócie Matah.
Doszliśmy do jaskini.
- Matah! Jesteś tu? - krzyknęłam.
Z jaskini wyszedł młody wilk. Zaczął warczeć na Nesso.
- Uspokój się! - powiedziałam. - To Nesso, twój nowy ojciec.
Maluch uciekł.
- Matah - krzyknęłam.
- Nie przejmuj się Kari. Wróci - powiedział Nesso.
Jeszcze dzisiaj złapaliśmy dużego jelenia. Zjedliśmy go, a z jego skóry zrobiliśmy legowisko dla Nesso. Matah wrócił późno w nocy i nie odzywając się do nikogo, poszedł spać. Myślałam, dlaczego Matah nie lubi Nesso? Może go kiedyś już spotkał? Pomyślałam, że jutro się zapytam o to Nesso.

Prezenteria!

Poprzez białe ścieżki,
z mrozem za pan brat,
Pędzą nasi łowcy
Szybcy niby wiatr.
Biegnij, robiłeś to nie raz,
Przez uśpiony las,
My czekamy na Was teraz
i śpiewamy tak:


Pada śnieg, pada śnieg
Dzwonią zęby z zimna.
Dobrze, że tu Dobry Wilk jest

Razem z Prezenterią!

Tak, tak, pora na Prezenterię! Zasady znacie, są takie same.

Lista:
  1.  Shante, Sayona, Via, Esmer
  2.  Nesso, Assuva, Blace, Shante
  3.  Sayona, Damon, Shante
  4. Shante, Joy, Kari
  5.  Chanel, Kari
  6.  Shante, Via
  7.  Kari
  8.  Sayona, Nesso, Shante
  9.  Kari, Esmer
  10.  Via
  11.  Kimini
  12.  Assuva, Esmer, Shante, Via
  13. Kari, Sayona
  14.  Kari, Shante
 Standardowy tydzień, już dzisiaj możecie podać numerek!

Z cieplutkiej jaskini pozdrawia Was Beta Odalis
nucąca sobie pod nosem: Dobrze, że tu Dobry Wilk jest razem z Prezenterią!

Od Nesso: W podróży, cz. 5 - Powrót

Poczułem tęsknotę. I nagle...
- Miranda! - krzyknąłem.
- Hej, Nesso, cóż za spotkanie.
- Pomożesz mi wrócić do Kari?
- Tak, przeteleportować cię?
- OK.
- OK, policzę do 3. 1... 2... Ostatnie słowo! 3!
Nagle przeteleportowałem się do mego legowiska.
- Kari!
- Nesso!
- Będziemy razem?
 
Kari, dokończysz?

Od Kari: Decyzja

Próbowałam zapomnieć... Jednak nie mogę... Kocham go... Gdy wróci, od razu mu to powiem... A jak nie wróci... Przecież to niebezpieczna podróż... Przypomina mi Maxa... Maxa też kochałam... Ale on odszedł... I już nie wróci... Nie można żyć przeszłością... Tak postanowiłam... Gdy Nesso wróci, wszystko mu powiem... I będzie dobrze... Matah będzie miał ojca... Od którego będzie się uczył... Nagle coś mi się przypomniało...
Wstałam z posłania i poszłam do Marchesy powiedzieć jej, że znalazłyśmy watahę Alfiego i Aishy. Ruszyłam w stronę jaskini Alfy, ale wpadłam na jakiegoś wilka. Okazało się, że to była Odalis.

Brak weny XD Odalis, dokończysz?

czwartek, 19 grudnia 2013

Od Shante: Niezwykłe spotkanie...

Patrząc się na Wolpy'ego, na te jego oczy, wyraz twarzy, trzymając odkręconą fiolkę w pysku bałam się, że przesadzę, ale na szczęście podałam mu odpowiednią ilość. Z początku jak to wilczątko nie chciał tego jeść, ale się przekonał i zjadł ze smakiem. Po zjedzeniu młody podszedł do mnie i powiedział:
- Mamo, pójdę się chyba zdrzemnąć. - Ziewnął i udał się w stronę legowiska, które wedle "recepty" Radia zostało przesunięte.
Gdy zasnął podeszłam do wyjścia z jaskini i patrzyłam się na spadające płatki śniegu. Zaburczało mi trochę w brzuchu, ale zauważyłam zająca, więc wyszłam i zaczaiłam się na niego. Po chwili zając już nie żył i znajdował się w mojej łapie, zjadłam go ze smakiem. Po skończonej przekąsce usłyszałam głośny i radosny krzyk "Shante!". Nie potrzebny mi jest nawet zmysł wzroku, aby wiedzieć kto to. Asper. Znów. Miło jest spotkać przyjaciela, no ale błagam... czy on mnie śledzi, czy co?! Wracając spojrzałam kątem oko w prawo i zauważyłam go biegnącego ku mnie i gdy próbował zahamować, przez przypadek wpadł na mnie. Leżeliśmy razem na tym białym puchu zwanym śniegiem, dopóki nasze poczucie humoru się nie włączyło i wstaliśmy śmiejąc się nie wiem z czego. Śmiechy, chichy przerwał on:
- Przepraszam. - I jakoś tak głupkowato się uśmiechnął, co wywołało we mnie chichot.
- Nic nie szkodzi - powiedziałam.
- A tak w ogóle, co ty tu robisz? - zapytał.
- No, wiesz... Celestia - powiedziałam przewracając oczami.
- Ach, no tak, słyszałem o tym.
- Taak - powiedziałam, ale przypomniało mi się o Wolpy'm, więc powiedziałam: - Asper, bardzo cię przepraszam, że muszę zakończyć rozmowę, ale...
- ...Ale? - przerwał mi.
- ...Ale muszę wracać do mojej jaskini, bo może się mój syn obudzić z drzemki - odpowiedziałam.
- To ty masz syna?!!! Masz partnera?!!! Czemu mi nic nie powiedziałaś?!!! - powiedział gniewnie zaskoczony.
- Nie, nie, on jest adoptowany! - wytłumaczyłam mu.
- Rozumiem - powiedział już uspokojony.
- Po za tym - zaczęłam - kto by mnie chciał...? Taką wilczycę jak ja... Do zobaczenia. - I ruszyłam pędem do jaskini, obsypując Aspera śniegiem.
Zdążyłam w porę, bo gdy przyszłam, Wolpy się obudził.

środa, 18 grudnia 2013

Od Kari

Wstałam. Odalis jeszcze spała.
- Wstawaj! - szepnęłam do Odalis.
- Odczep się... Daj mi pospać!
- Musimy wracać. Muszę zająć się Matahem...
- Matah sobie poradzi... Daj mi spać...!
- A ty? Co z twoją siostrą? Co z Exaliosem?
- Dobra... Ale daj mi pospać... Za godzinkę wyruszymy...
Godzinę później poszliśmy. Nie powiedzieliśmy nikomu, że wyruszamy, bo chcieliby nas zatrzymać. Błądziłyśmy i błądziłyśmy.
- Psst... Odalis. Zobacz, jeleń zaplątał się rogami w gałęzie. Na trzy. Raz... Dwa... - powiedziałam. - Trzy! - I pobiegłyśmy.
Złapałyśmy jelenia i rozszarpałyśmy. Zjadłyśmy kawałek i zataszczyłyśmy do naszej watahy.
- Mamo! - Podbiegł do mnie Matah. - Gdzie ty byłaś?!
- Nieważne. Mamy jelenia dla całej watahy.
- Polecę do Marchesy z tym jeleniem - powiedziała Odalis.
Potem cała wataha zjadła jelenia.

wtorek, 17 grudnia 2013

Od Exaliosa

Usłyszałem kroki. Za mną stał wilk i dyszał. Ja również taki byłem, kiedy 5 minut temu wspinałem się na tę górę.
- Spójrz tutaj, Radio - poprosiłem.
Odsunąłem się lekko od znaleziska. Ogromny wilk przecisnął się obok mnie i zmrużył oczy.
- Nasze zioło. Rośnie na glinie. A na tej glinie...
- ...mów dalej... - zachęciłem.
- ...są wyryte słowa. Pazurami. Koślawe, ale słowa - sprecyzował.
- Masz żywioł ziemi. Dasz radę jakoś to wyciągnąć bez zbędnych uszkodzeń? - zapytałem.
- Myślę, że tak.
Samiec zamknął oczy. Kropelki potu spłynęły mu po pysku. A wystająca gliniana płyta ani drgnęła.
Radioactive sapnął i przysiadł z wrażenia.
- Mocne to jest. Mogę rozbić? Wyciągnąć nie dam rady.
Kiwnąłem głową.
Szaman ponownie zamknął oczy, tym razem na krócej. Pokręcił głową.
- Przykro mi, Exaliosie. To chroni jakaś magia. Może wodą zwilżyć?
- Śnieg dawno by to zrobił. Idź po zielarki, chyba, że masz lepszy pomysł.

Radio?

niedziela, 15 grudnia 2013

Od Radioactive'a

- Hmm... To może ja pójdę do Shante wyleczyć Wolpy'ego?
- Dobra myśl, lecz co z tym rzadkim ziołem?
- Ty go poszukaj, ok? A ja do ciebie dołączę, gdy pomogę synu Shante.
- Ok. Spotkajmy się niedaleko tej małej jaskini - wskazał ją łapą.

* * *

Po dojściu do jaskini Shante i po zabraniu Wolpy'ego od Sayony posadziłem szczeniaka na jego posłaniu.
- A więc co ci jest mały? Ogólnie to co cię boli?
- Brzuch i trochę głowa... - wyburczał.
Shante patrzyła się na nas, wiedziałem że bardzo się martwi.
- A jadłeś może coś innego, niespotykanego często przez ciebie?
- Nie...
- Czyli wykluczam zjedzenie octu czy czegoś podobnego... A może masz legowisko zbyt na widoku i w nocy wieje na ciebie wiatr?
- Czasem kiedy idę spać jest mi zimno - odpowiedział bawiąc się swoim ogonem.
- On jest przeziębiony. Zróbmy tak: ja przyniosę mu lek, a ty przesuniesz jego posłanie bardziej w kąt.
- Ok.
Wyszedłem z jaskini. Skierowałem się do jaskini Szamanów, gdzie miałem bardzo dużo eliksirów. Pewnie znajdę tam coś na przeziębienie... Po przyjściu zacząłem grzebać w pudłach.

* * *

Po jakichś 30 minutach szukania eliksiru, znalazłem go. Szybko razem z fiolką pobiegłem do Shante.
- Jestem i mam eliksir. - Wpadłem do jaskini.
- Uf... To dobrze.
- A więc tak. Musisz dodawać do jedzenia po jednej kropelce. Uważaj, żeby nie przedawkować! - Ostrzegłem ją. - A teraz muszę iść, Exalios czeka.
Pożegnałem się i pobiegłem do szamana.

Exalios

Od Sayony: Mój trzeci dzień w Qickou...

Poszłam na wysoką górę. Popatrzyłam na wschodzące słońce i zaczęłam:
 -Nie zabić się, zabić się, nie zabić się, zabić się... - I tak do sześciu.
Wyszło na zabić się, a więc planowałam się zabić, ale usłyszałam:
- Mamo, gdzie jesteś!? - To była Stella.
Wtedy pomyślałam o niej.
Co by się stało ze Stellą. Nie mogłam się zabić, więc zaczęłam myśleć.
"Co w takim razie mam zrobić?". Wymyśliłam, ale postanowiłam to zatrzymać w tajemnicy.
- Mamo, gdzie jesteś! - usłyszałam znowu Stellę.
- Tutaj jestem, Stella! - krzyknęłam.
Poszłam w stronę Stelli.
- Chodźmy coś upolować do jedzenia - powiedziałam do Stelli i poszłyśmy.
Po chwili zauważyłam zająca. Postanowiłam tej szansy nie zmarnować, ponieważ w Qickou trudno znaleźć pożywienie. Więc powiedziałam Stelli, żeby go zahipnotyzowała.
- Teraz - powiedziałam cicho.
Stella wyskoczyła z krzaków i zahipnotyzowała zająca. Przypadkowo zahipnotyzowała też drugiego
zająca, który schował się pomiędzy drzewami.
Zabiłyśmy je i zaniosłyśmy do jaskini, żeby je zjeść.

Od Animira

Tak, musieliśmy ruszyć dalej. Nie miałem nic przeciwko Quickou, ale widziałem, że wilki mają. Prawie wszyscy skarżyli się na zimno i brak pożywienia. Warunki były surowe i nie każdy potrafił je dobrze przetrwać. Gdy już zwiedziłem całe Quickou, udałem się na polowanie. Jakimś cudem znalazłem dużego jelenia, który utknął częścią ciała w szczelinie. Oblizałem się na samą myśl o tak pięknym mięsie. Podbiegłem do niego szybko i popatrzyłem. Jego dwie tylne nogi utknęły w szczelinie, a on sam nie mógł się wydostać. Jeleń ryczał przeraźliwie z każdym moim krokiem.
- Przepraszam, ale ja muszę żyć - odparłem i wbiłem mu kły w kark.
Chwilę szamotałem się z nim i w końcu wyciągnąłem ze szczeliny. Pobiegłem ukrytą drogą do jaskini Alfy.
- Przyniosłem jedzenie - powiedziałem do Marchesy kładąc jelenia.
- Niezła sztuka - powiedziała Alfa.
- Jemy? - spytałem.
Marchesa kiwnęła głową i przystąpiliśmy do jedzenia. Dość szybko, bo jeleń był tylko z samych kości. Czułem się syty jak nigdy.
- Wiesz, on był tam na wschód, utknął w szczelinie - zacząłem.
- Jak jest jeden, to może jest ich więcej - pomyślała alfa na głos.
- Właśnie, myślałem, że... może ktoś zapuściłby się tam na wschód i poszukał zwierzyny? - odparłem. 

Marchesa?

Od Vii

Ostatnio moje samopoczucie legło w gruzach. Quickou było zimne, smutne i okropne. O chorobę było nietrudno i większość wilków już kasłała, w tym i ja. Położyłam się w rogu jaskini i drżałam z zimna. Nagle podszedł do mnie Royal.
- Co się dzieje? - spytał i liznął mnie w czoło.
- N-nn... nie... w-ww... nie wiem - szczękałam zębami.
- Masz gorączke, ale... zimno ci - powiedział zaniepokojony basior.
- Mamo? - spytał Shayres widząc, że się trzęsę.
- Nie podchodź kochanie, jeszcze się zarazisz - powiedziałam cicho.
- Idź spać Via, my pójdziemy kogoś szukać - odparł Royal.
- Ale... - zaczęłam.
- Bez dyskusji, jeśli to coś poważnego, to nie wybaczę sobie tego - powiedział basior i wyszedł z małym.
Wzięłam skórę niedźwiedzia i przykryłam się nią. Udało mi się zasnąć, ale z wielkim trudem. 

Royal?

sobota, 14 grudnia 2013

Od Exaliosa

Razem z Radioactive'm udałem się poszukać rzadkich ziół występujących jedynie w zimnych klimatach. Nadarzyła się okazja, to trzeba korzystać.
- Widzisz coś? - zapytał głos zza zaspy.
- Śnieg - odparłem. - A ty, Radio?
- Nie. Exalios, myślę, że powinniśmy poszukać trochę niżej.
- Jak sobie życzysz.
Zaczęliśmy ześlizgiwać się ze stoku. W pobliżu watahy przybraliśmy dostojniejszy krok, jak to przystało na wieloletnich szamanów.
- Udało się, Najwyższy? - zapytała Via. Tylko szamani mogli mówić do szamanów po imieniu, a co dopiero do Najwyższego. Zwykli szamani rozmawiali z niewtajemniczonymi, jak było im wygodniej.
- Nie, Vio. Idziemy dalej. Znajdź jakiegoś ognistego, niech rozpali w naszej jaskini ognisko.
- Dobrze, Najwyższy.
Szliśmy w milczeniu. Śnieg trzeszczał nam pod łapami.
- Gdzie jest Odalis? - zapytał mnie po chwili Radioactive.
- Nie wiem - odpowiedziałem.
Zastanowiło mnie, czemu właściwie tylko ja tak mocno trzymam się etykiety. Odalis pozwalała mówić każdemu, nawet nowym, po imieniu, choć była Betą, a Alfa tym starszym również nie zwracała uwagi. Pozwoliłem sobie na westchnięcie, w końcu był przy mnie jedynie Radio.
- Bo wiesz, długo jej nie ma. Podobnie Kari.
- Poradzą sobie. Muszą.
Zakończyliśmy rozmowę, ponieważ wpadła na nas zdyszana Shante.
- Tu jesteście! Moglibyście wyleczyć mojego Wolpy'ego?
Zdegustował mnie lekko ten brak etykiety, ale z racji tego, że była zaniepokojoną matką, sam lepiej na jej miejscu bym nie postąpił.

Radio? Kto idzie? Ja, Ty? Obaj? A co z rzadkim ziołem?
Shante? A może Ty dokończysz?

Od Shante: Choroba + fakt, że nienawidzę Qickou!!!

Wstałam dzisiaj z mojej jaskini. Moja jaskinia na zewnątrz wyglądała na małą, ale w środku zmieściłyby się aż 4 wilki, lecz wtedy by było trochę ciasno... W środku wszystko było w lodzie. Na podłodze leżały 2 legowiska obok siebie -jedno moje, drugie Wolpy'ego. Obok nich leżały 3 świece na takich jakby "etażerkach" z lodu. Świece dostałam od Radioactiva, dał mi je jeszcze w Kniei. Nad posłaniem wisiała skóra jelenia. W jaskini były także "półki" z lodu na których stały moje różne rzeczy. Wracając do historii, obudziłam się, a po chwili obudził się Wolpy. Przyniosłam mu rybę i powiedziałam do niego słodkim głosem:
- Dzień dobry, Wolpy - powiedziałam do niego słodkim i ciepłym głosem.
- Dzień dobry, mamo - powiedział do mnie, po czym zakasłał mocno, nie podobało mi się to.
- Coś się stało? Coś cię boli? - zapytałam.
- Nie, nic - powiedział, po czym znowu zakasłał, więc Wolpy mówił swoje, a jego organizm zaprzeczał jego słowom.
Jego stan zdrowia bardzo mnie zdenerwował oraz wystraszył. Podałam mu z zapasów rybę, ale jego apetyt też mnie niepokoił, bo skubnął tylko trochę ryby i powiedział, że jest najedzony. Do głowy wpadła mi myśl, że jeżeli jest chory to pójdę z nim do Exaliosa, on na pewno coś na to poradzi, ale z drugiej strony gdzie ja pójdę z nim, gdy na zewnątrz jest tak zimno?! Qickou! To wszystko przez to! Od początku miałam złe przeczucia! Ale na szczęście, gdy spojrzałam się na te rzeczy stojące na półkach, zauważyłam wśród nich skórę małego jelenia. Nakryłam nim go i ruszyliśmy w drogę, ale gdy dotarłam do jego jaskini, byłam rozczarowana... nie było go tam. Później poszłam do Radia... też go nie było! Nie pozostawało mi nic innego jak ich znaleźć, ale z moim chorym Wolpy'm? Co z nim zrobić? Jak zabiorę go do Kari albo Lolieu, to pozaraża inne małe wilki... I nagle spotykam Sayonę, która ratuje mnie z tej trudnej sytuacji, bo na całe szczęście zostawiła Stellę u Kari i zaproponowała mi opiekę nad moim Wolpy'm, gdy zobaczyła jego stan zdrowia i gdy opowiedziałam jej całą historię, co ja tu z nim robię. Zgodziłam się, jak to dobrze jest mieć taką dobrą przyjaciółkę... Wracając, Wolpy poszedł z Sayoną, a ja zaczęłam szukać szamanów. 

Exalios, Radioactive? Gdzie wy się szwendacie, 
kiedy potrzebuje Waszej pomocy XD

Od Chanel: Rodzinna tajemnica, cz. 1

Sindi
Teraz jesteśmy w Qickou, nawet mi się to podoba, zresztą, urodziłam się w zimę. Wyszłam z mojej jaskini, na dworze padał śnieg i tylko śnieg, po krótkiej chwili stania i gapienia się w zachmurzone niebo podbiegłam kawałek i wzleciałam w górę. Szybowałam spokojnie ok. 10 minut, gdy nagle zawiał zimny, porywisty wiatr, ale ja, jak to ja, nie zwróciłam na to uwagi i dalej leciałam. Wiatr wiał coraz mocniej, aż w końcu przemienił się w zamieć śnieżną, ruszyłam w kierunku najbliższej groty. W środku było strasznie ciemno, za sobą usłyszałam cichutki szelest. Szybko odwróciłam się i skoczyłam na cienistą postać, ona pisnęła cicho i mruknęła:
- Złaź ze mnie, nie zrobię ci krzywdy.
Posłusznie zeszłam ze znanej mi już wilczycy, kiedy wstała i się otrząsnęła się, przytuliłam ją jak najmocniej.
- Sindi, jak się cieszę że cię widzę. Jak się tu dostałaś? - spytałam uradowana na widok dawno niewidzianej siostry.
- Wędrowałam za tobą i twoją watahą.
- Śledziłaś mnie? - odsunęłam się od Sindi.
- Nie, tylko czekałam na właściwy moment, aby ci powiedzieć... - zawiesiła głos.
- Kontynuuj - zachęciłam.
- Aby ci powiedzieć prawdę, o nas i śmierci rodziców - spojrzałam na nią niepewnie.
Zły Wilk
Nagle sufit rozjaśniła zasłona tysiąca gwiazd, a przed sobą ujrzałam obraz. Była to jaskinia w mojej starej watasze, do środka wdzierały się pojedyncze promienie słońca, a z zewnątrz dobiegał słodki śpiew ptaków.
- To jest nasza jaskinia - powiedziałam zdziwiona.
- Nie, to tylko iluzja, ojciec jeszcze przed śmierciom kazał Lianowi wymazać ci pamięć i zastąpić innymi wspomnieniami, nie, czemu. - Spojrzałam ze łzami w oczach na obraz, teraz zamiast pięknej jasnej jaskini widziałam ciemną zimową grotę. W środku siedziała rodzina wilków, ja, Sindi, Lian i rodzice, nagle do pomieszczenia wdarł się wściekły wilk, mój ojciec osłonił mnie i rodzeństwo przed wielką kulą ognia... Matka padła do martwego ciała i przytuliła mocno, po czym stała się kolejną ofiarą. Wilk wybiegł i podpalił jaskinie innych wilków, wtedy my uciekliśmy...

piątek, 13 grudnia 2013

Od Kari

Biegliśmy do jaskini. Złapała nas straszna śnieżna zamieć. Wbiegliśmy do jaskini.
- Gdzie Odalis?! - spytałam. - Myślałam, że za nami biegła... Muszę jej poszukać!
- Nie mamo, Odalis jest nieśmiertelna - poradzi sobie.
- Nie rozumiesz, ona jest moją przyjaciółką...
Alfie mnie trochę uspokoił. W nocy wszyscy poszli spać i śnieżyca ustała, poszłam szukać Bety. Mam się słuchać własnego syna? Nigdy w życiu! Zaczęłam wołać. Zobaczyłam coś białego pod drzewem. Pobiegłam. To była Odalis.
- Nic ci nie jest? - zapytałam.
- Nie, nic - powiedziała.
- Wracajmy do jaskini - jest bliżej.
- Dobra.
Poszłyśmy do jaskini. Odalis ciągle kichała, a ja nie mogłam się powstrzymać ze śmiechu. Doszłyśmy do jaskini i położyłyśmy się.
- Dzięki - szepnęła Odalis.

czwartek, 12 grudnia 2013

Od Odalis: Koniec? Nie koniec? To co? Pytania.

Śnieg. Wszędzie śnieg. Sama biel. A może to nie jest śnieg?
Co z Kari? Co z Alfiem i Aishą? Co z ich watahą? Kari chciała mnie do nich zaprowadzić i wtedy stało się to. No właśnie?
Co z moją watahą? Co z Marchesą, Exaliosem, Radio, Vią? Co z Shante, Nesso, Lokasem? Co z nimi jest?
Co jest ze mną? Wszędzie biel, ale czy tylko śnieg jest biały?
Biel kojarzy mi się z Zaświatami... Ale jakim cudem?

Kari? xD Brak weny ;-;

środa, 11 grudnia 2013

Od Nesso: W podróży, cz. 4 - Koniec?

Koniec? Nie wiadomo, tęsknota dopada mnie, kiedy śpię, widzę ją... Kari. Serce mówi: wróć! A umysł: leć dalej. Ale ja nie wiem, czego bym chciał. Max, Flo nie żyją, Kari też ma. Muszę wracać! Rzucam wszytko i wracam do nich. Nie mogę ich zostawić, kocham ich.
A co z Mirandą? Nie wiem, mam nadzieję, że ona żyje. Może wilkiem nie była, ale ją lubiłem i nadal lubię. A może by tak odejść do nich? Do niebieskich bram, stanąć przed nimi. Spotkać tych, co umarli...

wtorek, 10 grudnia 2013

Od Radioactive'a


Wieczorem myślałem o wszystkim i o niczym. Siedziałem w wejściu do jaskini patrząc w gwiazdy. Czuję się trochę samotnie. Pusta jaskinia, jest tak cicho... Po kilku minutach podszedłem do mojego posłania i ułożyłem się na nim.

* * *

Obudziłem się bardzo wcześnie przez głód. Moja osoba wstała i przeciągnęła się. Powoli podszedłem do wyjścia. Wystawiłem za jaskinie pysk, brr. Ale zimno. No cóż. Trzeba się przemóc i wyjść... Po kilku minutach wyszedłem na dwór. Nie przywykłem jeszcze do takiego klimatu. Zauważyłem że coś rusza się w krzakach. Powolutku poczołgałem się do krzaków. Odchyliłem je i zobaczyłem małego zająca. Bez namysłu złapałem go łapami i szybko zjadłem. Mój głód nie był oczywiście zaspokojony. Poszedłem dalej.

* * *

Po dwóch godzinach szukania czegoś, co dałoby się zjeść (oprócz śniegu). Usiadłem. Po chwili zobaczyłem jakąś waderę. Zobaczyła mnie, podeszła bliżej i zagadała:
- Cześć, jestem Lolieu, a ty?
- Ja jestem Radioactive. Nie widuję cię zbyt często. Jesteś nowa?
- No, można by tak powiedzieć.
Nastała cisza. Ja bawiłem się śniegiem, a ona oglądała krajobraz, który nas otaczał. Przerwałem tą ciszę.
- Lubisz takie zimowe tereny? - zapytałem.

Lolieu? :3

Od Kari

Leżałam w mojej pięknej "jaskince". Przestał padać śnieg i widziałam bardzo dobrze całą okolicę. Zobaczyłam jaskinie, wodospad i... dużo zwierząt. Poszłam do pierwszej lepszej jaskini zobaczyć, co tam jest. Jaskinia była duża, przytulna i w ogóle nie było w niej śniegu. Weszłam do drugiej i zauważyłam, że jaskinia jest mniejsza. Do trzeciej weszłam i... zobaczyłam Alfiego i Aishę oraz mnóstwo wilków. Prawie padłam z wrażenia. Mój syn podbiegł do mnie i mnie uściskał.
- Jest w ciąży - powiedział. - Jak nas znalazłaś?
- Cała wataha jest w Qickou. Poszłam na polowanie i się zgubiłam. Zobaczyłam, że tu jest wszystkiego pod dostatkiem i zaczęłam się rozglądać i was znalazłam.
- Pomogę ci szukać watahy. Przyprowadzimy ją tu.
- Dobra.
Poszliśmy. Alfie zaczął wąchać. Nagle wyczuł trop. Zaczęliśmy biec. Po 5 minutach byliśmy w przełęczy. Zaczęłam szukać miejsca, którym wyszłam. Nie znalazłam go, więc zaczęłam kopać. Dokopałam się i wkoziołkowałam do środka wpadając na Odalis.
- Martwiliśmy się o ciebie, Kari.
- Znalazłam Alfiego i Aishę oraz piękne miejsce, gdzie się ukrywali. Tam jest wszystko! Idziemy tam?

Odalis? Idziemy?

Od Odalis

- Gdzie Kari? - zapytał mnie Matah.
- Nie wiem. Pójdziemy jej poszukać? - zaproponowałam.
Młody wilk skrzywił się lekko. Nie przepadał za towarzystwem, tym bardziej dorosłych.
Zaczął padać śnieg. Zatrzymałam się. Wilk wyminął mnie i szedł dalej.
- Zaczekaj - powstrzymałam go.
- Co znowu? - mruknął.
- Pada śnieg. Śladów już nie widać. W najlepszym przypadku sami się zgubili.

Kari? Co u Ciebie? Brak weny xD

Od Kari: Nienawidzę Qickou

Znowu w Dolinie... Ale tu pięknie... Biegnę do mojego Legowiska... I budzę się znowu w tej okropnej przełęczy. Jak ja szczerze nienawidzę Qickou! Chciałabym znowu być w Dolinie. Zjeść Wielką Ucztę i obchodzić moje urodziny w mojej kochanej Dolinie, do której może nigdy nie wrócę.
Wstałam z zagłębienia, w którym spałam i poszłam szukać pożywienia. Znalazłam szparę, przez którą mogłabym się przecisnąć. Wyszłam na świeże powietrze. Nie zobaczyłam żadnego zwierzęcia, więc poszłam dalej. W oddali zobaczyłam ciemny punkt. Zaczęłam biec. Skoczyłam na... korzeń. Byłam tak głodna, że zaczęłam jeść śnieg. Nagle dostrzegłam poruszający się punkcik. Podbiegłam do niego jak najszybciej i... złapałam zająca. Był strasznie chudy. Zjadłam go ze smakiem. Jak zjadłam zaczęłam się zastanawiać, jak wrócę do przełęczy.
Zaczął padać śnieg i wszystkie ślady zniknęły. Próbowałam coś wywąchać, ale nic nie czułam. Wykopałam głęboki dół i położyłam się w nim. Zasnęłam.

sobota, 7 grudnia 2013

Od Rinevy: Pożegnanie

To zimowe miejsce coraz bardziej przypominało mi moje rodzinne strony. Nie wiem czemu, ale zapragnęłam tam wrócić. To uczucie nie dawało mi spokoju przez długi, długi czas... Aż pewnego dnia poszłam do Alfy.
- Marcheso... Jest mi tu naprawdę wspaniale... - Zająknęłam się. - Ale muszę odejść. Coś po prostu ciągnie mnie do swojego dawnego miejsca pobytu.
Wilczyca popatrzyła się na mnie rozumiejącym wzrokiem.
- Dobrze, Rinevo, jeśli chcesz, nie będę cię zatrzymywała. - uśmiechnęła się. - Kiedy od nas odchodzisz?
- Właściwie... To chciałabym już dziś.
Kiwnęła głową.
- W takim razie pożegnaj się z innymi.
Nie sądziłam, że będzie mi tak trudno... A jednak. Rozpłakałam się. To był ostatni raz, kiedy widziałam te fantastyczne wilki. Pobiegłam przed siebie, by wrócić do swoich stron rodzinnych.

czwartek, 5 grudnia 2013

Od Odalis: Dużo śniegu. Z góry, na dole, z boku...?

Osobnik zwany mną rozpoczął serię ruchów w celu rozprostowania kości, zwany potocznie przeciąganiem się. Kiedy chłód wdzierający się przez mały otwór dotarł to kresu swej podróży, czyli znów mnie, proces przeciągania się został przerwany, ażeby ustąpić miejsca zwyczajnemu drżeniu z zimna.
- Kochanie, zimno ci? - spytał Exalios.
- Trochę. Martwię się o nasze córki. Widzieliśmy ślady. Wynika z nich, że są przed nami o kilka dni drogi dalej. Czy też mają problem ze zwierzyną? Są przecież tylko we dwie.
- Poradzą sobie - pocieszył mnie, niezbyt skutecznie.
Wyszłam z jaskini. Kolejny dzień wędrówki przez piękną mroźnią krainę.
 
***
 
- LAWINA! - wrzasnął biegnący na przedzie Royal.
Rozejrzałam się gorączkowo.
- Tam jest jakiś przesmyk! - krzyknęłam.
Rozpoczęła się walka o życie. Exalios podbiegł do najmłodszych i teleportował się z nimi. Niektóre wilki z bieganiem z prędkością światła starały się wziąć "na barana" inne. Ja sama wzleciałam w górę i  pomagałam tym na końcu.
Ostatni wilk przecisnął się przez szparę. Zrobiło się całkiem biało.

***
 
- Nie żyje - powiedział Najwyższy.
Ciasny krąg otaczał ciało zmarłej Kimirishi, która nie wygrała wyścigu z lawiną...
- Wszyscy pozostali żyją? - spytała Marchesa z powagą.
Kiwnęliśmy głowami.

środa, 4 grudnia 2013

Od Shante: Moje przeczucia co do Qickou...

Qickou, przez samą nazwę miałam złe przeczucia. Qickou, kraina mrozu, "łyse" drzewa, gdzie nie spojrzysz - tony śniegu, brak słońca, mało zwierzyny i jeszcze ten mróz szczypiący w pysk, krótko mówiąc to miejsce to nigdy nie kończąca się zima. Lecz ta "nigdy" nie kończąca się zima miała też swoje plusy, a w zasadzie jedynym tym plusem był krajobraz. Patrząc się na Qickou, można było powiedzieć, że jest to przeciwieństwo ciepłej, przytulnej Północnej Kniei. Ach... Północna Knieja, pozostały z niej już tylko wspomnienia... chwile smutku i radości, oraz nowej znajomości, teraz Północna Knieja to tylko wspomnienie, które po jakimś czasie wygasa... a no właśnie! Co z Asperem?! Nikt tego nie wie, ale poradzi sobie, miło było mi go znów ujrzeć. Tak, jak mówiłam mam złe przeczucia co do Qickou, bo prędzej czy później nie będziemy mieli co jeść i umrzemy tu... chyba, że znajdziemy tu lepsze miejsce, lecz im dalej idzie się w głąb Qickou, tym bardziej jest gorzej. Sądzę, że długo tu nie zabawimy ze względu na atmosferę. Jednak najważniejsze jest to, czy wrócimy jeszcze do Magicznej Doliny? Czy wrócimy do rodzinnego domu? Do naszej Magicznej Doliny, na to pytanie może odpowiedzieć los.

wtorek, 3 grudnia 2013

Konkurs na zimowy nagłówek

Już wkrótce przyjdzie zima, dlatego z wyprzedzeniem chcielibyśmy zacząć się do niej przygotowywać. Z tej okazji ogłaszam znany chyba już wszystkim konkurs na zimowy nagłówek. Zasady chyba wszyscy znają:
  • Praca musi mieć wymiary 760px na 300-400px;
  • być tematycznie związana z wilkami;
  • zawierać adres bloga i/lub nazwę "Dolina Wilków" czy "Magiczna Dolina".
Prace można zgłaszać w komentarzu pod tym postem do 16 grudnia. Następnie od 17 grudnia do 21. głosowaniu zostaną poddane trzy najlepsze prace.

Zwycięzca otrzyma 8 Punktów.

Życzę twórczej weny!
Alfa Marchesa

Od Vii: S&S, cz. 2

Nagle cała trójka zwróciła się w moją stronę. Widziałam, że oczekiwali jakiegoś komentarza.
- To dobry pomysł. Szczeniaki nauczą się czegoś, a przy okazji... pomogą innym - odparłam.
- Niech ci będzie - powiedział Damon i poszedł.
- Gdzie idziesz tato? - zapytał Sasha.
- Do... takiej jednej wadery... - odparł i wyszedł.
- Mamo?...
- Tak?
- A ty... nie potrzebujesz pomocy? - spytał niepewnie Shayres.
- Ja nie, ale słyszałam, że Royal ma dostarczyć jakąś wiadomość. Myślę, że moglibyście pobiec z nim - powiedziałam. - Damon na pewno się zgodzi - zwróciłam się tym razem do Sashy.
- Dobrze! - krzyknęły maluchy i pobiegły szukać Royala.
Popatrzyłam na biegnące maluchy. Cieszyłam się, że są na tyle mądrzy by pomagać innym. Było to odpowiedzialne i bardzo dorosłe z ich strony...

Royal, co dostarczycie? <3
Damon, gdzie ty biegniesz? ;b

Od Kimini

Czekałam i czekałam, aż w końcu mi odpowie, ale milczał, więc postanowiłam pójść.
- Sonne, chodź do domu, musimy wziąć wszystkie swoje rzeczy.
- Dobrze, mamo, już idę!
Spakowaliśmy się i przed wejściem czekał na nas Lokas.
- O, Lokas?
- Tak, mógłbym się zabrać z wami?
- Oczywiście.
Szliśmy i szliśmy, aż w końcu dotarliśmy znaleźliśmy jaskinię dość dużą, zmieściłoby się tu pięć wilków.
- O, jak duża ta jaskinia i jakie echo.
Echo echo echo!
- Kimini.
- Tak?
- Mógłbym zamieszkać przez jakiś czas z wami?
- Jasne, ta jaskinia i tak jest duża, znajdzie się miejsce dla każdego i nie łatwo znaleźć jaskinię.
- Oo, mamo, mamo, mogę ulepić bałwanka?
- Jak najbardziej, pójdę z tobą.
Zrobiłam z Sonnem bałwana i spojrzałam na Lokasa, i spytałam:
- Coś się stało?
- Wiesz, ciągle o tym myślę.
- Ale o czym?
- No, o twojej propozycji.
- Taak.

Lokas, odpowiedz mi w końcu!! 

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Od Damona: S&S, cz. 1

- Dobrze - powiedziałem i zacząłem się bawić ze szczeniakami.
Ganialiśmy się, chowaliśmy, a potem biegaliśmy. Wolpy, Sasha i Shayres byli naprawdę mili.
- Kto szuka? - spytał Sasha.
- Ja - odparłem miło,
- Okej!
- 1... 100... Szukam! - krzyknąłem po odliczaniu.
Usłyszałem śmiech i dobiegłem do krzaków.
- Mam was - powiedziałem do Sashy i Wolpy'ego.
Później znalazłem także Shyresa.
- Wolpy, idziemy - powiedziała śpiąca Shante.
- Odprowadzimy was! - krzyknęli Sasha i Shayres.
Wzruszyłem ramionami i poszedłem odprowadzić waderę.
- Dzięki - powiedziała Shante i pocałowa mnie w policzek.
Uśmiechnąłem się i podszedłem do ognia.
- Tato? - zapytał Sasha.
- Hm?
- Chcemy z Shayresem założyć grupę S&S - odparł.
- Grupę? - spytałem podnosząc brew.
- Tak... będziemy pomagać innym i ... spełniać uczynki - szepnął Shayres.
- Fajny pomysł - wtrąciła Via, która stała za mną.
Popatrzyłem na nią zdziwiony. Wkurzona brew powoli opadała...

Via, coś więcej o S&S?

Od Royala: Jaskinia

Nasza jaskinia była dużo mniejsza niż ta w Kniei. Ledwo mieściliśmy się tam we trójkę i nie było mowy o przyjmowaniu gości. Jednak Odalis powiedziała, że to tylko tymczasowo...
Wejście było bardzo małe i ciasne.W dalszej części rozszerzało się na tyle, że swobodnie mógł przejść szczeniak, a potem pół roczny wilk. Na końcu tunelu było już dużo miejsca. Po wyjściu z tunelu przechodziła się do niewielkie pomieszczenia, "magazynu". Były tam wszelkie mikstury i zioła Vii. Następnie dość sporym korytarzem wędrowało się do głównej części. Były tu trzy posłania oraz skóra dzika na ścianie. Po usunięciu wszelkich sopli powieszona została także jakaś dziwna roślinka. Całe to "wnętrze" wydawało się przytulne, pomimo tego, że wyglądało mroźnie. Na szczęście jaskinia była ciepła...
Siedziałem z Damonem przy ognisku, gdy Via przyrządzała miksturę ze szczeniakami.
- Słuchaj, nie tęsknisz za czymś? - spytałem.
- Za?
- No nie wiem... może za miłością?

Damon, tęsknisz?

Od Marchesy: Musimy szukać dalej

Byłam ze swoją grupą na polowaniu. Szukaliśmy jakichkolwiek śladów zwierzyny, w końcu natrafiliśmy na trop zająca. Podążyliśmy nim, mając nadzieję, że przy okazji natrafimy na więcej sztuk. Jednym nie naje się trzydzieści rosłych wilków...
Trzeba przyznać, że Północnej Kniei głód nie doskwierał. Podczas gdy stąpaliśmy w lodowatym śniegu, z rozmarzeniem wspominałam czas tam spędzony. Czuliśmy tam, że nadchodzi zima, jednak prócz zmian pogody nic jej nie zapowiadało. Jedzenia było pod dostatkiem jak dawniej.
Aż pożałowałam, że nie zaprotestowałam przeciwko opuszczeniu tego lasu! Pokonalibyśmy łatwo Celestię, złego szamana, wszystkich! Co to dla nas, watahy z Magicznej Doliny? Były wilki żywiołu ognia, byli ludzie, był demon - i wszystkich zwyciężyliśmy.
Czyjeś wołanie gwałtownie wyrwało mnie z rozmyślań:
- Alfo!
- Hę? - Rozejrzałam się zdezorientowana. - Tak, Nesso?
- Są zające. Niedaleko - wyjaśnił półgłosem wilk.
- Dobrze. Rozstawmy się.

*

Leżałam w jaskini z innymi wilkami. Trwała noc. Oblizałam się po niedawnym posiłku.
- Nie było łatwo ich znaleźć - powiedziałam do Odalis, by nie obudzić innych.
- Co proponujesz, Marcheso? - zapytał Exalios.
- Zostajemy tu i czekamy na pomyślniejszy czas... czy idziemy dalej? - uzupełniła Beta.
Przymknęłam powieki. Rozważyłam za i przeciw.
- Dalej - mruknęłam.
- Nic tu po nas - poparł mnie Animir, który dotąd tylko przysłuchiwał się rozmowie. - Musimy wejść głębiej w góry, tam, gdzie ostatnio znaleźliśmy zające. Może tam będzie szansa na lepszy byt?
- Dobrze. A więc jutro rano idziemy dalej - zgodziła się Odalis.
Targani różnymi przeczuciami zapadliśmy w sen.

Dokończysz, Animir?
Nie miałam pomysłu, jaką rolę Ci 
przypisać w tym opowiadaniu x)

Od Odalis: Qickou

Dotarliśmy.
Miejsce było śliczne. Biały puszek, wysokie góry... Wiosną to miejsce to istny raj. Nie wiem, czemu wilkom się nie podoba. Zawsze lubiłam górskie krajobrazy.
Już miałam powiedzieć, żeby wybrali jaskinię, ale oni sami, jakby niechętnie to zrobili.
Obejrzałam się. No tak. Assuva i Ash.
Zmrużyłam oczy.
Jesteśmy teraz w Qickou. Omijajcie Knieję szerokim łukiem. Wracajcie jak najszybciej.
Powinno wystarczyć.
Poszłam na patrol. Marchesa wróciła i razem z Animirem wybrała się na polowanie.
Hm... Z tej strony brak wodopoju... Z tej też...
- Marcheso! Tutaj nie ma żadnego źródła - stwierdziłam bezradnie.
- W takim razie zagłębimy się bardziej, bez wodopoju nie ma zwierzyny, a brak zwierzyny równa się śmierć - odparła spokojnie.
- Powiem członkom, że długo w swoich jaskiniach nie zabawią - rzekłam i oddaliłam się w stronę watahy.

Ash i Assuva, wracacie?