Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Podsumowanie Miesiąca (czerwiec 2014)

Doskwierające upały zawitały w Dolinie. W tym miesiącu dołączyło do nas kilkoro nowych członków. Byli to młody Wirvix, wilczyce Choice, Adien oraz Gazelles, a także Matrix. Ponadto zaadoptowałem młodego Calmina, który lubi walczyć ze swoim rówieśnikami. Awansowano dwie Gammy i dwie Delty. Nie wygnano nikogo lecz opuścili nas Royal i... dokładnie.

Na początku miesiąca do Doliny powrócili Assuva i Arashine, zmęczeni swoimi podróżami. Retina, która wciąż była osłabiona po 'przygodzie' ze stęchłą magią została opętana przez demona, jednak doskonale sobie z nim poradziła i znów była sobą. Nagle do Doliny przybyła Ashiraii, a raczej jej dusza, chcąca pomóc w starciu ze złem. W międzyczasie Selfish i Blue wytropili Nalive - opętaną przez Evilana córkę Grape'a, a ich starania nie poszły na marne, bo mimo iż basior uciekł, Selfish odkryła plan oraz kryjówkę armii Nalive. Przekazała informacje Alfie, która zebrała grupę najbardziej zasłużonych i zaufanych wilków. W tym samym czasie Ashiraii kontynuowała swój plan, przypominając Odalis o sobie i ukazując się Marchesie. W Dolinie kilka wilków zostało opętanych, ale z pomocą Exaliosa sprawującego w tym czasie 'władzę' wszystko skończyło się dobrze. Jednak wtedy Najwyższy Szaman bliżej przyjrzał się duchowi Ashiraii. Doszedł do wniosku, że jest on demonem, który przybrał jej postać. Jego przypuszczenia były mylne, ponieważ w rzeczywistości dusza Ash rozdzieliła się na dwie połowy, które połączyć mogła tylko śmierć Evilana. Tymczasem wojna jego armii przeciwko Dolinie rozpoczęła się. Grupa wilków zaatakowała Nas. Gdy wszyscy odetchnęli z ulgą przybył drugi oddział wrogów. Wyczerpani, poddaliśmy się. Zostaliśmy zamknięci przez naszych przeciwników w jaskini. Uczucie osamotnienia i porażki dało nam się we znaki i kilka osób zostało opętanych. Jak zwykle nie stało się jednak nic złego. Odalis telepatycznie wysłała Retinie wiadomość. Wilczyca przybyła z odsieczą niszcząc głaz, który powstrzymywał Nas od ucieczki. Zaraz po tym zjawiła się kolejna grupa wrogów. Zostali oni jednak zatrzymani przez Assuvę nadesłanego od Exaliosa. Rozdzieliliśmy się, aby później znów spotkać się przy wielkim drzewie. Sprawa z Ashiraii została wyjaśniona, ale Selfish przepadła. Blue oznajmił Nam, że została uprowadzona. Postanowiliśmy ją odbić, ale napotkaliśmy po drodze mały problem jakim była nieudana zasadzka. Ominęliśmy ją bez problemu znajdując główną bazę i kryjówkę Nalive. Pokonaliśmy większość jej oddziałów i znaleźliśmy Sel. Ku naszemu zaskoczeniu nie mogliśmy znaleźć wnuczki Evilana. Assuva za pomocą swojej umiejętności wnikł do umysłu obezwładnionego przez Alfę wilka. Okazało się, że był to... Animir! Pożegnawszy się ze swoją miłością wskazał nam drogę, a następnie spełnił swoje największe marzenie i doskoczył do Księżyca. Zgodnie z jego poleceniami ruszyliśmy na północ i odkryliśmy Fortecę Nalive - jej ostateczne miejsce pobytu. Zanim do niej dotarliśmy przeszkodził nam jeszcze jedna grupa wrogów. Wśród nich była wilczyca, która przybrała postać człowieka. Blue zabrał ją na swoim grzbiecie do Doliny. Nie mieliśmy już czasu na odpoczynek - Nalive już o Nas wiedziała. Rozpoczął się ostateczny atak. Evilan nie miał szans w starciu z Alfą. Poległ na zawsze. 'Oddział Specjalny' Magicznej Doliny Wilków powrócił w swe rodzime strony, ale... Na zawsze opuściła Nas nasza najdroższa Alfa Marchesa, jej odważna siostra Beta Odalis a także jej partner, wyjątkowo utalentowany Najwyższy Szaman Exalios. Ashiraii również pożegnała Ryuukiego, zostawiając wiele niedopowiedzeń.
Jak poradzi sobie bez nich Dolina? Co stało się z Ashiraii? Tego dowiemy się już po wakacyjnej przerwie, we wrześniu. C:

Spod drzewa,
pozdrawia i życzy Wam miłych wakacji,
Delta Ryuuki,
obserwujący chmury, wylegując się w cieniu i myśląc o Marchesie.

Od Exaliosa

- Jestem, Radio. O, Blue. Kto to jest? - zapytałem, wychodząc z ciemności.
- Jakaś wilczyca. Zaatakowała nas. Alfa kazała ją tu zabrać i wrócić. Muszę już iść - zameldował wojownik.
- Dobrze, idź - pozwoliłem i podszedłem do wilczycy.
W tym czasie Blue zdążył pójść, a Radioactive zbliżył się do mnie.
- Pomóc ci z nią? - uprzejmie zaproponował.
- Jeśli nie masz nic innego do roboty... Będę wdzięczny - odpowiedziałem.
Położyłem łapę na zemdlonej i teleportowałem nas do jednej z dalszych grot.
- Przynieś jakieś podstawowe eliksiry i tym podobne, zaraz ją zbadamy - poleciłem.
Szaman wyszedł, a ja obejrzałem uważnie pacjentkę. Zero obrażeń na ciele, w takim razie musiało to być coś wewnątrz jej. Pytanie, co.
- Podobno jest człekokształtna - rzekł Radioactive, który właśnie wszedł i zauważył, że przyglądam się jakiemuś pasowi z nożami. Broń ludzi.
- Żadnych obrażeń na ciele, podejrzewam, że doznała czegoś wewnątrz. Nie wiem tylko, czego. Assuva jest z nimi, tak? Sam go wysłałem... Idź po kogos, kto czyta w myślach. Może coś znajdzie. W końcu nie umarła, może ma jakieś myśli, jakieś sny... - mówiłem.
Po chwili była z nami przyszła Gamma Kari.
- Czytaj jej w myślach - poprosiłem.
- Ona ma coś wspólnego z Nalive. Coś z pamięcią. Nic więcej nie mogę powiedzieć - rzekła Kari.
- Dzięki. Pomogłaś.
Kiedy byliśmy sami, spojrzałem na Radia.
- Przegapiłem dzień słońca. Chcę awansować pewną zielarkę. Czy na podstawie zdobytych informacji poradzisz sobie z tą oto... pacjentką? - spytałem.
- Tak, nie ma sprawy.
- Dzięki. A, właśnie, jak myślisz, kto według ciebie powinien awansować?

Radio? :)

[dop. od Bety] Exalios wysłał opowiadanie wcześniej, ale nie zdążyłam wstawić. Przepraszam.

Od Ryuukiego

Letnie powietrze rozwiewało mi włosy na wszystkie strony. Evilan zniknął na zawsze. Ciało młodej Nalive zostało pogrzebane koło jaskini, w której ją zabito. Mimo wszystko. Marchesa i reszta naszej grupy była już daleko przede mną. Siedziałem pod drzewem, mrużąc oczy. Miała jeszcze trochę czasu. Wiedziałem o tym.

* * *

Stanęła przede mną. Nagle. Nie uprzedziła mnie.
- To koniec? - zapytała. Kiwnąłem głową. Uśmiechnęła się.
- Teraz znikniesz, prawda? - zapytałem. Nie odpowiedziała. Siedzieliśmy w ciszy. Spuściła głowę. Nie widziałem jej oczu, ale wiedziałem, że gdybym w nie spojrzał, ujrzałbym triumf. Uśmiechnęła się.
- Kłamałam.
Zniknęła tak szybko jak się pojawiła. A ja jeszcze długo się uśmiechałem, siedząc pod drzewem i upajając się letnim ciepłem.*

* * * 

Biegłem przed siebie, szybciej niż zwykle. Nie czułem zmęczenia. Byłem szczęśliwy. Mimo wszystko. Wiedziałem, że sobie poradzi. I wiedziałem też, że ja również sobie poradzę.**


* ta, trochę o Ashiie. Czy też Ash albo Ashiraii. Wszystko dopuszczalne, serio. XD Więc... Kłamczuch jeden. Zebrał się do kupy, śmierć Evilana połączyła jej duszę, ale nasz kochany fejm jakoś nieszczególnie wybiera się na drugą stronę, więc jeszcze trochę sobie polata. Może kiedyś odwiedzi Dolinę, bo szkoda jej tak zostawić po tym wszystkim. No cóż. To zależy od Nas.
** a tu Ryuu i mały spoiler o tym co będzie się działo po letniej przerwie. Bo działo będzie się dużo. Lubię się utożsamiać z moimi postaciami, więc Ryuuki ma zaburzenia lękowe. Boi się praktycznie wszystkiego, izoluje się od świata. Tak więc za dwa miesiące będzie starał się z tym uporać i mam już kilka pomysłów. Może będzie trochę flashbacków, nie wiem, ale zobaczycie - będzie fajnie. C:

niedziela, 29 czerwca 2014

Od Retiny: Koniec

Spojrzałam się na szczelinę, z której przed chwilą wróciła Marchesa. Oznajmiła nam wszystkim, że Evilan nie żyje. Z ciekawości zajrzałam do jaskini i sprawdziłam. Leżało tam jedynie martwe ciało Nalive. Zdziwiłam się. Nie żebym spodziewała się fajerwerków, ale... Po prostu nie dotarło do mnie jeszcze, że to koniec. Zaświaty są otwarte, ale mają na sobie jakiś czar, więc raczej nic się nie stanie. Flet jest dobrze strzeżony przez strażników. A Eleur... Był razem z tymi co nas napadli. Atakował Blue jakimiś czarami. Reszta była zbyt zajęta. Musiałam użyć moich mocy...
Wróciłam szybko do reszty. Zrozumieliśmy się bez słów i zaczęliśmy kierować się w stronę Doliny. Szliśmy w całkowitej ciszy. Aura poranka była dosyć ponura, ale przez deszczowe chmury przebijały się promienie słońca.
Niedługo potem dotarliśmy na Opuszczony szlak, a chwilę później do naszych gór. Szłam z zadowoleniem. Było po wszystkim. Czułam się nawet trochę dziwnie, bez zagrożenia i adrenaliny. Napadła mnie wręcz... Nuda. Słońce pogłaskało mój grzbiet i zrobiło mi się gorąco. Przeklęte, czarne futro! Zwolniłam trochę. Poczułam leniwy klimat lata, unoszący się w powietrzu...

Od Radioactive'a

Czuję, że coś się zbliża. Ja to wiem. Słyszałem, że Selfish, Ryuuki, Blue, Beta Odalis i nasza Alfa wyruszają na jakąś podróż. Dawno nie widziałem Exaliosa. Dawno nie widziałem wilków z naszej watahy. Co się dzieje? Co się dzieje? Ja się pytam co się dzieje?! Jest cicho. Zwierząt jest coraz mniej. W powietrzu unosi się stęchłe, brudne powietrze. Aura jest nie przyjemna. O biometrze to już nie wspomnę, prawie ciągle boli mnie głowa. Muszę wyjść z tej przeklętej jaskini. Siedzę w niej już chyba trzy dni. Może tylko godzinę? A może cały tydzień?!
- Opanuj się... - powiedziałem do siebie, gdy zacząłem "wariować".
Powolnie podniosłem się. Powłócząc łapami wyszedłem z jaskini. Na dworze było dosyć ciepło, mmm, lato coraz bliżej. Skierowałem się w stronę lasu. Wypadało by coś upolować. Jestem głodny. Cztery dni nie jedzenia. Czasem nie jadłem dłużej, ale byłem wtedy chudy.. Przypomniałem sobie te chore czasy. Dwa zające na tydzień. Czasem zdarzała się sarna. Nie myśl o tym. Nagle usłyszałem szelest. Od razu skuliłem się z brzuchem tuż przy ziemi. Podczołgałem się do krzaków. Wychyliłem głowę za nie i ujrzałem sarnę. Była chuda, sama skóra i kości.
- Nie ucieknie mi... - szepnąłem do siebie.
Szybko wyskoczyłem z krzaków i podbiegłem w stronę sarny. Skoczyłem na nią. Wgryzłem się jej w szyje, a ona nie mogła niczego zrobić. Kilkanaście sekund później leżała martwa. Zjadłem ją...

* * *

Poszedłem w stronę większego skupiska legowisk w naszej watasze. Było to tak jakby "centrum naszych terenów". Nagle zauważyłem jakieś dwa wilki w oddali. To znaczy... Jeden wilk niósł tego drugiego. Dosyć żwawym krokiem poszedłem za nim. Chyba mnie nie zauważył. Przypatrzyłem mu się bardziej i zrozumiałem, że ów idący wilk to basior, chyba Blue, tak, Blue. Niósł on jakąś waderę nieznaną mi. Blue kierował się w stronę Jaskini Szamanów. Podbiegłem do niego. Nie chciałem go przestraszyć, dlatego skręciłem bardziej w lewo i zrównałem się z nim.
- Witam cię - powiedziałem. - Kto to jest?
- Witaj, dawno cię nie widziałem. A ta tutaj to jakaś wilczyca, człekokształtna. Zaatakowała nas - powiedział.
Przez chwilę zamyśliłem się.
- Wiesz co, trochę mnie ciekawi...
- ? - popatrzył na mnie pytająco.
- Po co musiałeś ją tu przynieść...
- Marchesa mi kazała.
- No tak, trzeba wypełniać rozkazy, nawet, jeżeli się ich nie rozumie - stwierdziłem.
Byliśmy już blisko Jaskini Szamanów. Po kilku minutach byliśmy już w środku.
- Exaliosie, jesteś tutaj? - powiedziałem dosyć głośno.

Exalios?

sobota, 28 czerwca 2014

Od Marchesy: Udało się

Nocny odpoczynek przerwał nam atak, który szybko udaremniliśmy. Przywódczynią okazała się biała wilczyca z zielonymi znakami na futrze. Zaskoczyła nas jej umiejętność przemiany w człowieka. Bezpieczniej było ją odesłać do Doliny. Miałam nadzieję, że przekroczenie granicy jej nie zabije - wszak te tereny chroniły zaklęcia przed człekokształtnymi - a jedynie udaremni przemiany.
Nalive najwyraźniej już o nas wiedziała. Nie było sensu dalej przekładać uderzenia. Gdy przeciwnicy po utracie dowódcy rozpierzchli się na wszystkie strony w popłochu, zarządziłam marsz do kryjówki wroga.
W okolicy kręciło się wielu opętanych, więc musieliśmy mocno polegać na swoich umiejętnościach skradania. Ja stałam się niewidzialna. Zachowanie wrogów było co najmniej... dziwne. Miotali się na wszystkie strony, szukali nas, ale nie mogli nas namierzyć, a nawet jeśli - szybko ich unieszkodliwialiśmy. Tacy nieudolni, tacy... przerażeni.
Czy Nalive się boi? Czy czuje nadejście końca?
Retina zauważyła szczelinę w skałach. Mogło to być wejście do jaskini, gdzie ukrywała się Nalive, mogła to być też pułapka.
Spojrzałam w głąb. W jaskini unosiły się drobne światełka, ogromna ilość nieruchomych iskierek, świecących niczym gwiazdy na niebie. Zamrugałam zdziwiona. Nie, to nie były światełka. To były wpatrzone w nas jasne ślepia opętanych. Powoli, jak fala przypływu, docierała do mnie fala ich strachu, a raczej spotęgowanego lęku jednej osoby.
To musi być tu. Ostrożność nakazywała mi nieufność. Wycofaj się, szeptała Marchesa w moich myślach. To może być podstęp. Nie ufaj temu, co widzisz.
Ale te podpowiedzi zdawały się docierać z daleka. Nagle Marchesa wydała mi się obca. Taka mała, skrępowana swoją wieczną ostrożnością. Jej "rozsądek" zdał mi się w pewnej chwili niepewnością i lękiem, a zatem jej silna postać w oczach wilków grą. Nowa Ches nazwała dręczące mnie czasem nieokreślone uczucie po prostu żałobą po bliskich i strachem przed śmiercią. Nazwane po imieniu emocje wydały mi się teraz śmieszne i nieaktualne.
Nawet nie zauważyłam, kiedy łapy powiodły mnie wgłąb jamy. Szłam między opętanymi, czułam niemal ich zapach, ale nie cofnęłam się. Głos, doradzający powrót i określenie innego planu, umilkł. Zastąpiły je beztroskie słowa: "Nie wierzę, że to robię. Co tam. Żyje się tylko raz".
Przeciwnicy wyczuli chyba moją obecność, ale zamiast rzucić się na mnie, pomknęli w stronę wyjścia - to stamtąd spodziewali się przecież ataku. Po chwili dobiegły mnie odgłosy walki. Nie bałam się o moich bliskich. To nie był trudny przeciwnik, jak zdążyliśmy się już przekonać.
Ktoś jednak pozostał w środku. Zauważyłam nagle na ziemi skulony kształt i wpatrzone we mnie oczy. Poczułam ukłucie dawnego niepokoju, ale tylko na chwilę. Jak podczas polowania na zająca, pomyślałam. Robiłam to już chyba setki razy.
Skoczyłam.
Smak zakrwawionej sierści, pisk rozdzierający powietrze, wierzganie ofiary. Tak, niczym się to nie różniło od łowów, stwierdziłam w myślach, patrząc na ciało. Czekałam na wylot potworów, jakiejś mocy, słów, które będą mnie potępiały. To było za łatwe, mówiła mi stara podejrzliwość, nie dając mi uświadomić sobie, że to już zwycięstwo. Spodziewałam się czegoś więcej. Evilan miał całkiem nienadzwyczajną śmierć.

Od Wirvixa: Każde wspomnienie kiedyś ożyje

Obudziłem się. Wokół mnie było ciemno. Była mgła. Czerwone oczy.
- Śnię? - spytałem zdziwiony.
- Tak. - Wilk powiedział jak na swój wiek wysoko.
- Kim jesteś? Kontrolujesz mój sen? Gdzie Kari?
- Mirwolf, kontroluję sny. - Wilk okazał się moim bratem.
- Mir! - krzyknąłem. Przytuliłem go najmocniej, jak umiałem. - Żyjesz!
- Kari to twoja koleżanka? - Wolfy nie zwracał uwagi na mą głowę, wbijającą się w jego bok.

***

Obudziłem się. Kari wyczerpana lizała moje ciało.
- Mir...wolf... - to imię było przepełnione żalem.
- Wpadnij! - Mój brat wyrył pazurem w skale nazwę watahy (nie chcę mówić).
- Nie idź! Proszę! - krzyczałem najgłośniej, jak potrafiłem. Mirwolf odszedł. Na zawsze? Na rok? Dwa? Trzy?
- Kto to? - Kari patrzyła na mnie zdziwiona - Znasz go?






Kari?

Od Adien

- Muszę się ukryć - powtarzała w kółko Nalive.
- To zacznij szukać kryjówki, a nie ględź tak - odparłam. Popatrzyła na mnie groźnie, ale tylko prychnęła.
- Zbierzesz wszystkich i ich zaatakujesz - postanowiła.
- Mam zebrać ich? - zapytałam z niedowierzaniem i wskazałam na grupkę wilków, która leżała na ziemi i chrapała głośno.
- Tak, ich! Wiem, że nie są dobrzy, ale poradzą sobie - powiedziała roztrzęsionym głosem. Tym razem ja prychnęłam.
- A co z moją pamięcią? - zapytałam, zmieniając temat.
- Jak z nimi skończę, to wszystko wróci do normy - odrzekła nie patrząc na mnie.
- Po co w ogóle z nimi walczymy? - zapytałam z dociekliwością, spojrzała na mnie.
- Bo pustoszą wszystko, co znajduje się metr od nich! Sama widziałaś, jak odeszli na te kilka miesięcy?! Pewnie pustoszyli inne tere...
Nie dokończyła zdania, bo przemieniłam się w człowieka i przycisnęłam ją do ściany za szyję.
- Pewnie? Nastała susza i odeszli. A ty wiesz na ich temat zaskakująco wiele, choć jesteś bardzo młoda - wyszeptałam. Puściłam ją, a ona upadła na ziemi, dysząc ciężko.
- Nie widzę twojej przyszłości ani przeszłości, tak samo ich, zaskakujące - odparłam.
Zwołałam wilki i zabrałam pas z nożami do rzucania.

*

Obserwowaliśmy wrogów ukryci za krzakami.
Jeden z wilków mojej "ekipy" podszedł do mnie, robiąc przy tym sporo hałasu.
- Ty głupcze! - syknęłam. Popatrzyłam na wrogów, błagając by nie usłyszeli tego, niestety usłyszeli. Podeszli do nas, a ja wstałam, a za mną moi towarzysze.
Wilki stanęły jak wryte widząc człowieka, chwyciłam w tym czasie jeden z noży i
odchyliłam ramię z nożem w dłoni i rzuciłam trafiając 1 metr od celu, pokręciłam głową, zawsze moje noże trafiały tam, gdzie chciałam. Wilki zwróciła się przeciwko mnie i zaczęły warczeć. Ja miałam już w ręce drugi nóż, szykowałam się do rzucenia w białą wilczycę, gdy usłyszałam w głowie czyiś głos:
Dlaczego to robisz? Dlaczego mu pomagasz?
Zawyłam z bólu, te słowa zadały mi wielki ból*. Upadłam na kolana upuszczając nóż, przemieniłam się w wilka i już leżałam na ziemi. Usłyszałam jeszcze:
- Blue, zabierz ją do Jaskini Szamana i wróć tu.
Zemdlałam.

 *

Obudziłam się w ciepłym pomieszczeniu. Koło mnie leżała jakaś samica, a wokoło krzątały się wilki. Zadałam sobie pytania:
Gdzie byłam? Kim są te wilki? A najważniejsze, kim ja jestem?
  
*Mój mózg jest bardzo uszkodzony i samym przesłaniem wiadomości podrażniłaś go.

Wszystko zapomniałam!XD 
Dokończy Via, Rin, Exalios lub Radioactve.

piątek, 27 czerwca 2014

Od Arashine

Patrzyłam na wilczycę uspokajającym wzrokiem. Poczułam, że mamy ze sobą sporo wspólnego. Wyglądała na bardzo poruszoną, a ja chciałam jej pomóc. Wiatr zaczął rozwiewać moją sierść. Niebo zaczęło ciemnieć.
- Wiesz Lithie, tak naprawdę nie za bardzo orientuję się co ostatnio dzieje się w naszej Watasze, ale staram się to nadrobić. Jak myślisz czy Alfa i Beta dałyby się ot tak zabić? Poza tym wyruszyły z nimi silne i zaufane wilki. Na pewno świetnie sobie radzą - wyszczerzyłam się w jej stronę. - Pomyśl optymistycznie. Na pewno wiedzą co robią.
- Mają do czynienia z nie byle kim… - mówi dość niepewnie ściszonym głosem.
- Też chciałabym im pomóc, ale za bardzo nie wiem jak… Może najlepiej po prostu czekać? - Do moich nozdrzy dotarła niepokojąca woń. Pochylam głowę w stronę Lithuain. - Powiem ci coś co mój ojciec przekazał mi i moim braciom, kiedy ostatni raz go widziałam.
- Słucham?
- Nigdy nie poddawaj się bez walki. Tak robią tylko słabe wilki. Przepraszam cię za moje gadulstwo, chcesz, żebym sobie poszła?
- Zostań, jeśli chcesz... - znowu to uczucie, chyba mamy towarzystwo. Wtedy z pobliskich krzaków wyskakuje wilk, ale nie taki zwyczajny…

Lithuain, przepraszam, że tak się rozgadałam. c;

czwartek, 26 czerwca 2014

Od Lithuain

Oderwałam wzrok od Opuszczonej Ścieżki i zwróciłam pysk w stronę Szmaragdowego Jeziora. Tafla wody lekko falowała. Spojrzałam ku górze. Rażące światło słońca zmusiło mnie do przymknięcia oczu.
- Nad czym tak rozmyślasz, Lithuain? - odezwał się ktoś.
Usłyszawszy nieznajomy głos, podskoczyłam z przerażenia i zaczęłam rozglądać się dookoła.
Parę metrów ode mnie siedziała wilczyca o biało-czerwonym futrze. W jej czekoladowych oczach błyskała iskierka ciekawości.
Tym czasem wilczyca kontynuowała:
- Mogę ci pomóc, jeśli masz jakiś problem. Jeszcze nie miałyśmy okazji rozmawiać, nazywam się Arashine Luntaik - wyszczerzyła kły w uśmiecho-podobnym czymś.
Westchnęłam smutno. Nie potrzebuję niczyjej pomocy, a szczególnie wilczycy, której praktycznie nie znam.
No właśnie. Nie znam jej.
To chyba najlepsza pora, by to zmienić, pomyślałam. Odwróciłam wzrok szukając odpowiednich słów.
W pewnym momencie wilczyca odezwała się przerywając panującą ciszę:
- Jeśli nie chcesz rozmawiać, powiedz. Nie chcę ci przeszkadzać.
"Idź" powiedziałam w myślach. Wiedziałam jednak, że nie mogę tak powiedzieć. Jako niedawno mianowana Delta powinnam znać większość, jak nie wszystkich członków watahy. Nie mogłam jej tak po prostu spławić.
- Nie przeszkadzasz mi - schowałam pysk w łapach i przyciszyłam głos. - Po prostu nie wiem, co ci powiedzieć.
- Lithuain, widzę, że coś cię trapi. - Arashine wstała i przycupnęła obok mnie.
- Ty mi nie pomożesz - mruknęłam.
- Jeszcze nie wiem w czym mogę ci pomóc, więc nie wiem czy w ogóle na to mnie stać - Arashi spojrzała na mnie z zadowoleniem wymalowanym na twarzy.
Westchnęłam ciężko. "Co mi szkodzi jej powiedzieć?"
- Wiem, że dziwnie to zabrzmi, jednak strasznie martwię się o wilki, które poszły. A dokładniej poszły odnaleźć i zapewne zabić Nalive. Wciąż mam przed oczami ich martwe ciała oblane krwią, poszarpane na strzępy, przecięte na pół - schowałam pysk w łapach. - Mam naprawdę bujną wyobraźnię.

Arashine?

środa, 25 czerwca 2014

Od Night

Alfa zgodziła się, bym zamieszkała w Samotni. Kiedy zaczęłam sprawdzać czy ktoś w czasie mojej nieobecności w niej był, okazało się, że była w nienaruszonym stanie. W tajnej skrytce wciąż znajdowały się leki, zioła i mikstury. Były też tam różnej maści skóry np. moja ulubiona niedźwiedzia. Znalazłam też tam zasuszony i zmumifikowany (dlaczego i po co nie wiem sama) zapas mięsa (o dziwo jeszcze dobre), hm... może się jeszcze przyda. Były też tam moje najcenniejsze rzeczy:
- amulet ochraniający przed wpływem demonów (na całym świecie jest tylko kilka),
- księga z zaklęciami i przepisami mikstur.
Amulet założyłam od razu i poczułam się bezpieczniej. Wyciągnęłam też skórę niedźwiedzia i ułożyłam jako posłanie. Zamknęłam skrytkę. Cisza. Od dawna żyłam samotnie, żadna wataha mnie nie chciała, więc wędrowałam z miejsca na miejsce, jednak teraz kiedy mam już watahę,  nie umiem już żyć tak samotnie. Dlatego postanowiłam wybrać się do Czerwonych Skałek.

x

Gdy do nich dotarłam, moją uwagę przykuł jeden szczeniak. Był radosny i energiczny. Postanowiłam, że to jego właśnie adoptuje.
- Chcę go adoptować - powiedziałam do Evelin i pokazałam szczeniaka.
- Frisket! - zawołała ta wilczyca, hmm...
- Night - podsunęłam.
- Więc Night chce cię adoptować.
Ucieszony Frisket pobiegł po swoje rzeczy. Po chwili wrócił z jakimś zawiniątkiem i poszliśmy w stronę mojej jaskini.
- Umiesz pływać? - zapytałam.
- Tak - odpowiedział.
Wreszcie doszliśmy do jaskini Hayleya.
- To tu? - zapytał.
- Nie, jeszcze musimy zanurkować. Ja popłynę pierwsza, dobrze?
- OK.
Zanurkowałam, Frisket też. Po krótkiej chwili dopłynęliśmy do wejścia. Poszliśmy tunelem i w końcu doszliśmy do mojej jaskini.
- Wow, niezła kryjówka - powiedział zachwycony malec.
Chwilę rozglądał się po jaskini, aż wreszcie poszedł do miejsca, w którym rozłożyłam posłanie i obok niego położył zawiniątko, a potem sam się położył kładąc na nim głowę. Nie, nie może spać na ziemi. Chwilę szukałam, aż wreszcie znalazłam skórę rysia.
- Proszę - powiedziałam, wręczając ją malcu.
- Dzięki - odpowiedział i rozłożył ją, obok mojego posłania.
- Jesteś głodny?
- Nie.
Położył się, było już późno, więc napiłam się wody i też się położyłam.
- Dobranoc - powiedziałam.
- Dobranoc - odpowiedział.
Zasnął i po chwili ja też zasnęłam.

x

Ostatnio w watasze nie było za spokojnie. Demon Nalive - Evilan. Nie było też części watahy, która poszła z nim walczyć.
Poszłam się przejść. Nagle usłyszałam wycie i odgłosy walki. Pobiegłam zobaczyć co się dzieje. Zobaczyłam Matrixa walczącego z jakimś obcym wilkiem. Pomogłam Matrixowi obezwładnić obcego i poszliśmy z obcym do Najwyższego Szamana.

Matrix? Exalios?

Od Ajax

Na drodze stanął nam potwór. Kiedy Nivera go zobaczyła, zatrzymała się, ja więc też.
- Co to jest?
- To? Stokrotkus – powiedziała.
Rysunek mojego autorstwa, nie ma to jak rysować do własnych opek! - Ajax
Stwór nie przypominał stokrotki ani trochę. Warczał, a z jego pyska ciekła zielona maź. Bleee... Nivera zaczęła biec w jego stronę coraz bardziej się rozpędzając. Kiedy była metr od niego, otworzyła pysk i... Zjadła go. Tak, zjadła. Była tylko troszkę od niego większa, a wszedł bez problemu...
Kiedy się odwróciła na jej pysku było jednak troszkę krwi potwora. Uśmiechnęła się i zaczęła dumnie iść dalej, a ja musiałem za nią biec.
***

Przed nami otworzyły się wielkie wrota, z których wydobyło się światło. Do nas wleciała wichura i śnieg. Śnieg, śnieg, śnieg, śniegu, śniegu, śniegu, ŚNIEGU! Wszędzie było pełno śniegu!!! Nie lubię śniegu... Śniegu jest zły...
- Gdzie mnie zabrałaś? – zapytałem.
- Jak to gdzie?! Do Qickou!
- GDZIE?!
- DO QICKOU!!!
- Ja chciałem, żebyś zaprowadziła mnie do Magicznej Doliny!!!
- Było mówić!
Ugh...

wtorek, 24 czerwca 2014

Od Kari: W obronie malca

Poszłam na polowanie. W naszej watasze nie ma dużo łowców i czasami trzeba im pomagać. Nad Jeziorem zobaczyłam jelenia, który pił wodę. Podkradłam się do niego najciszej, jak umiałam. Od jelenia dzieliło mnie zaledwie parę metrów. Zrobiłam krok do przodu i nadepnęłam na ostry kamień. Instynktownie jęknęłam z bólu. I to mnie zdradziło. Jeleń odwrócił łeb i popatrzył na mnie. Zauważyłam przerażenie w jego oczach. Sekundę później biegł w stronę lasu. Ruszyłam za nim w pogoń. Za każdym razem, gdy stawiałam zranioną łapę, moje ciało przeszywał nieprzyjemny dreszcz. Dałam za wygraną i zaczęłam hamować. Stanęłam i rozejrzałam się dookoła siebie. Zobaczyłam szczeniaka biegnącego sprintem w stronę Legowisk. Po chwili stanął i położył się pod drzewem. Chwilę później zobaczyłam czarny cień skradający się do Wixa. Cień przeskoczył przez malca, a ja zaatakowałam ten cień. Okazało się, że to był normalny wilk. Był większy ode mnie i miał czerwone ślepia*.
- Kari? - Usłyszałam głos szczeniaka.
- Tak - odpowiedziałam.
Czarny wilk uderzył Wixa w głowę i maluch zemdlał. Zaatakowałam Demona, a on zawył wściekle. Warknęłam na niego. Doskoczył do mnie i złapał mnie za łapę, ma której była rana po nadepnięciu na kamień podczas polowania. Spróbowałam wyszarpnąć łapę, ale Demon za mocno zacisnął szczęki. Ból narastał szybko. Nie wytrzymałam tego bólu i zemdlałam.

Kto dokończy?

Od Arashine: Przypadkowe spotkanie?

Biegałam po całej Dolinie bez celu już od dłuższego czasu. Nie wiedziałam, gdzie pójść… Coś niedługo się zdarzy, czuję to. Właśnie zawędrowałam na Skałę Reimond. Na jej szczycie dostrzegłam postać wilka. Kiedy podbiegłam bliżej, rozpoznałam smukłą sylwetkę Lithuain. Ostatnio niezbyt interesowałam się wilkami, które dołączyły do Watahy podczas mojej nieobecności. Pora to zmienić. Wadera wyglądała na zamyśloną, więc nie chcąc jej przeszkadzać, usiadłam na skraju Skały i podziwiałam widok. Alfa i Beta wyruszyły gdzieś z kilkoma wilkami, a ja nie wiedziałam nawet co się dzieje. Chciałabym pomóc, ale nie wiedziałam jak. Może lepiej, jeśli nie będę się mieszać? Z mojej "pomocy" zazwyczaj nie wynika nic dobrego. Mam dość tego ciągłego rozmyślania.
- Nad czym tak rozmyślasz, Lithuain? - spytałam miłym głosem. Wilczyca obróciła łeb w moją stronę. - Mogę ci pomóc, jeśli masz jakiś problem. Jeszcze nie miałyśmy okazji rozmawiać, nazywam się Arashine Lunatik. - Wyszczerzyłam swoje kły. - Mam nadzieję, że nie przeszkadzam.

Lithuain.

Od Ajaxa

- Czyli mnie nie pamiętasz? Dziwne. A ja myślałam, że chociaż mnie poznasz – powiedziała jak poetka, patrząc na mnie.
- Ale nie kojarzę.
- Jesteś jak dziecko.
- Ranisz me uczucia.
- Teraz jesteś jak Francuz.
- Przestań.
- ...
- Potrzebuję twojej pomocy – powiedziałem groźniejszym tonem.
- Mhm... Pomocy... Jestem dobra, jeśli chodzi o pomoc. – Usiadła i poklepała miejsce obok siebie, usiadłem tam. – Więc czego chcesz?
Ciekawe czy mi w ogóle pomoże...
- Chciałbym się stąd wydostać. Azzai krótko śpi i...
- Spokojnie, gościu – walnęła mnie w bok.
- Ałć...
- Ja znam to miejsce jak własną kieszeń! – (Wilki nie mają kieszeni, ale nieważne).
Zaczęła prowadzić mnie w jakieś miejsce. Było to coś w stylu labiryntu i do tego każdy korytarz wyglądał tak samo!
- A tak jak by co, mam na imię Nivera.
- Że niby się znamy, a ja cię w ogóle nie kojarzę.
- Z czasem zrozumiesz, kim jestem – powiedziała tajemniczo.
Szliśmy tak jeszcze bardzo długo...

Od Wirvixa

- Nadal słyszysz wycie? - Exalios spytał się mnie tuż po naradzie.
- Rzadko, ale jednak. - Byłem smutny. Wycie mnie denerwowało bardziej niż myśl, że Alfa, Beta i inni są w niebezpieczeństwie.
- To dobrze. - Szaman uśmiechnął się z sarkazmem.
- Poczekaj, bo muszę się zmusić do śmiechu. - Wystawiłem mu język. Nie wyszło mi to dobrze, bo Exalios zaczął się tarzać ze śmiechu.
- Młody, lepiej upoluj mi jelonka. Język ci się przyda, więc nie zmęcz go za młodu. - Zastępca alfy uśmiechnął się.
- Dobrze.
Upolowałem młodego jelenia i włożyłem go do koszyka, który dostałem od Vii. Zaniosłem go szamanowi. Zapadała noc. Sprintem popędziłem do mamy. Zza drzew zobaczyłem skałę, a w niej jaskinię. Stał w niej wilk. Via. Zwolniłem. Łapy zdawały się mówić: "Nie biegnij".
Położyłem się pod starym drzewem. Nade mną przeskoczył czarny cień. Byłem zbyt zmęczony, by się bać. Przymkniętymi oczami widziałem cień walczący z jakąś waderą.
- Kari? - spytałem niepewnie.
- Tak. - Demon z czerwonymi oczami uderzył mnie łapą w głowę. Zanim zemdlałem, zobaczyłem Kari, atakującą czarnego wilka. Wycie i ciemność.

Od Matrixa: Jak to się stało?

Zawsze, kiedy byłem w lesie, zastanawiałem się, gdzie jest reszta wilków. No cóż, może mają coś ważniejszego do roboty? - mówiłem sam do siebie.
Szedłem właśnie przez polanę, kiedy usłyszałem jakieś wycie i krzyki. Jakiś obcy wilk rzucił się na mnie.Odepchnąłem go szybko i zacząłem uciekać.

***

Nie mogę dalej uciekać, muszę przyjąć wyzwanie - myślałem do siebie.
Odwróciłem się i walnąłem go łapą. Zaczął warczeć i rzucił się na mnie.
Ja również warknąłem i rzuciłem się na niego. Skończyło się na tym, że miałem ranę na łapie, a on miał w połowie oderwane ucho.
Wtedy zjawił się jakiś wilk z naszego stada...


Niech dokończy jakikolwiek wilk z naszego stada.

Od Blue'a: Na północ

- Idziemy - rozkazała Ches.
- Ale gdzie? - Zapytałem.
- Na północ. Tak, jak mówił Animir.
Wyruszyliśmy na północ. Najpierw szła Alfa z Betą, potem ja i Ret a na końcu Ryu, Sel i Assuva. Rozmawiałem z Retiną o jej kuzynie - Starku i, co się stało z jej rodziną. Ja opowiedziałem jej historię mojej rodziny. Była bardzo dobrym słuchaczem. Potem opowiedziała mi o swoim opętaniu przez Demona i, jak wtedy zobaczyła swojego drugiego kuzyna, Renxa. To on w połowie pomógł jej wydostać się z jej własnego umysłu i pokonać Demona. Opisała mi dokładnie ze szczegółami, jak wyglądałem, kiedy zostałem opętany. Bardzo się śmiałem z mojego tamtego zachowania. Ona też się śmiała. Kilka godzin rozmów później dotarliśmy do fortecy Nalive. (Tak naprawdę nie wiedziałem czy to jest forteca Nalive, ale się domyśliłem). Schowaliśmy się w krzakach, aby odpocząć.
- Wejdziemy tam jutro - oznajmiła Alfa. - Teraz jesteśmy za bardzo zmęczeni. Musimy odpocząć.

Co robimy dalej, Sekto? XD
Sorry, że takie krótkie,
 ale musiałam uczyć się do egzaminu z erli ;//

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Od Kari: Nowa znajomość

- Mamo, pójdziemy nad Szmaragdowe Jezioro? - Zapytał Sakit i popatrzył się na mnie wzrokiem "zbitego szczeniaka".
- Nie wiem, kochanie. Teraz jest bardzo niebezpiecznie - odpowiedziałam.
- Proszę.
- Chodźmy...
Nila
Wyszliśmy z naszego Legowiska i udaliśmy się w stronę Szmaragdowego Jeziora. Po chwili dotarliśmy do Kryształowej Rzeki i idąc wzdłuż niej, w końcu doszliśmy do Szmaragdowego Jeziora. Tak naprawdę cała droga zajęła nam niecałe 5 minut. Kiedy szczeniaki zobaczyły Jezioro, popędziły do niego, jak najszybciej umiały. Przywitali ich Aceiro i Lorelei. Byli bardzo szczęśliwi.
- Chcemy ci kogoś przedstawić - powiedziała Lo. - Nila, chodź do nas. 
Z Jeziora wyszła mała syrena. To, co zauważyłam jako pierwsze to to, że miała nogi i ogon ryby w tym samym czasie. Była o wiele młodsza od moich dzieci. Jej sierść była czarna z małymi częściami koloru niebieskiego. Miała dwie inne tęczówki i kolczyka w lewym uchu.
- Jest śliczna - powiedziałam. 
- Jest mniejsza od nas! - Krzyknęły szczeniaki.
Nila zrobiła kilka kroków w tył przestraszona.
- Nie bój się - Lo powiedziała do córki. - Pewnie zastanawiasz się, dlaczego Ni ma łapy i ogon w tym samym czasie.
Wzruszyłam ramionami obojętnie, ukrywając ciekawość.
- Otóż takie syreny rodzą się raz na 100 lat. Mają potężną moc. Dlatego niektórzy chcą porwać takie syreny. 
Po zabawie z Nilą ruszyliśmy z powrotem do Legowiska. Gdy szliśmy wzdłuż Kryształowej Rzeki, usłyszałam szelest w krzakach.
- Schowajcie się gdzieś - szepnęłam do szczeniaków, przeczuwając najgorsze.
Stałam się niewidzialna i podążyłam za źródłem dźwięku. Niczego nie zobaczyłam. Odwróciłam się i zamierzałam zrobić krok, ale usłyszałam stanowcze "Stój!". Odwróciłam się i zobaczyłam brązową wilczycę. 
- Czego chcesz? - Warknęłam. - I co robisz na terenie mojej watahy?

Choice, dokończysz? 
Czy będziesz zestresowana 
tym turniejem z kosza? XD

Od Lithuain

Wysłuchawszy Exaliosa wybiegłam z Jaskini Narad.
Biegłam przed siebie jak najszybciej zmierzając ku Skale Reimond.
Od pewnego czasu pojawiam się tam coraz częściej. Coraz częściej mam chęć wpatrywać się w taflę Szmaragdowego Jeziora szukając tam odpowiedzi na każde dręczące mnie pytanie. Coraz częściej mam ochotę siedzieć tam i wsłuchiwać się w pieśń śpiewaną przez wiatr.
Zwinnym ruchem wdrapałam się na najwyższy punkt na Skale. Poczułam wiatr, który delikatnie smagał mą sierść. Przymknęłam oczy i zaczerpnęłam powietrza.
Ta chwila mogłaby trwać wieczność.
W końcu wróciłam do rzeczywistości. Rozglądnęłam się dookoła. Zdałam sobie sprawę, że jestem sama. Zupełnie sama.
Przeczesałam wzrokiem okolice. Nic.
Wzruszyłam ramionami. Zaczęłam przyglądać się krajobrazowi za mną i przede mną. Mój wzrok spoczął na Opuszczonej Ścieszce.
To tam parę dni temu zobaczyłam odchodzących Odalis, Marchesę, Ryuukiego, Blue'a i Selfish. Później podążającego za nimi Assuvę, a następnie Retinę. Może już po raz ostatni...
Otrzepałam się. Lith, nie myśl tak, krzyknęłam w swoim umyśle. To tylko pogorszy sprawę...
Wróciłam do swojej jaskini, wciąż myśląc co się z nimi dzieje i wymyślając zakończenia tej sytuacji. Niestety, każde kolejne było coraz gorsze.
Nie potrafiłam jednak przestać o tym myśleć. Już miałam zamiar wysłać telepatyczną wiadomość do Odalis, mając nadzieję, że się odezwie. Szybko odgoniłam od siebie tę myśl. Wiedziałam, że wilki z mocą telepatii potrafią się zwyczajnie porozumiewać na duże odległości, jednak w niektórych wypadkach głosy mogą być za głośne co może doprowadzić do chwilowego osłabienia jak i omdlenia.
Wiem, bo nie raz mi się to zdarzyło.
Jednak szanse na to są minimalne, ale... wolę nie ryzykować. To może okazać się niebezpieczne.
Inna sytuacja jest gdybym postarała się skontaktować z wilkiem bez tej umiejętności. Z tymi osobami mam mniejszy "sygnał", więc nie ma możliwości, by to się zdarzyło...
 
Nie wiem, czy ktoś chce dokończyć. XD

Od Ajaxa: Duch

Poczułem ból głowy. Od razu zerwałem się na równe nogi. Dysząc po dziwnym śnie parzyłem jak głupi w kamienną "ścianę". Cały się trząsłem, ale to akurat z zimna. Nerwowo się rozejrzałem, widząc, że jestem sam w swojej jaskini. Spokojniejszy usiadłem na ziemi myśląc o tym, co dziś mi się śniło. Były to najgorsze moje wspomnienia. Te dobre mijały mnie szerokim łukiem i znikały.
Śniła mi się też matka, co zdarzało się ostatnio niewyobrażalnie często. Cały czas patrząc na kamień siedziałem tak jeszcze chwilę, po czym kulejąc na poranione przez ducha łapy ruszyłem na polowanie. Co nie było ani trochę mądre, bo przypominam, że jestem ranny.
Mines oraz Azzai spali skuleni w kącie, zmęczeni wczorajszą pogonią za sporą sarną, dzięki czemu mogłem na chwilę wyjść z jaskini. Idąc nie patrzyłem pod łapy, tylko na drzewa.

ŁUBUDUP!!!

Ziemia pod moimi łapami zapadła się, a ja wpadłem do jakiejś podziemnej jaskini. Spadłem z trzech, może więcej metrów i z jękiem wylądowałem na ziemi. Przy czym oczywiście, bo jak by inaczej – skręciłem sobie dodatkowo łapę, przednią. Moja ulubiona łapa!  Może nie odpadnie...
Wstałem i otrząsnąłem się z piasku, który był wszędzie. Było ciemno, nawet bardzo. Było tylko światło, które dostawało się przez otwór, przez który tu wpadłem. Popatrzyłem w górę, s potem w jeszcze ciemniejszy korytarz jaskini, w którym zauważyłem wilczą sylwetkę. Po kilku sekundach zaczęła uciekać.
- H-hej, czekaj! – krzyknąłem i pobiegłem za nią, na trzech łapach, bo na czwartej nie mogłem. Kiedy skręciłem tam gdzie pobiegł oto coś, tego już nie było, a ja nie wiedziałem gdzie jestem. Rozglądnąłem się, a światła nigdzie nie było. Byłem tylko ja, ciemność i ten CHYBA wilk. Mam dwie opcje:
- Szukać wyjścia.
- Biegać panicznie i krzyczeć.
Oczywiście, wybieram tą lepszą opcję.
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!! RATUNKU!!! JA NIE CHCĘ UMIERAĆ!!! JESTEM ZA MŁODY, ŻEBY UMRZEĆ!!! – Zacząłem biegać i się drzeć wniebogłosy, ale przerwałem, kiedy o coś się potknąłem i wywróciłem. Poczułem jak przez moje ciało przechodzą ciarki, a za sobą poczułem okropne zimno. Usłyszałem odgłos jak z horroru, jak jęk tysięcy torturowanych na raz, ale bardziej... Straszny.
Powoli obróciłem głowę. Oczywiście – za mną stał ten... Wilczo-cosiek.
Patrzył swoimi srebrnymi oczami, czuć było od niego obrzydzający odór. Patrzyłem mu prosto w oczy, a słychać było tylko mój oddech, ten nie oddychał.
- Witaj, Ajaxie – powiedział, a raczej powiedziała damskim głosem. Był mi ten ton bardzo znany. Zmrużyłem oczy.
- Czy my się znamy? – zapytałem, a to coś patrzyło bez uczuć prosto na mnie.

Od Odalis: Opętanie - dobra okazja do miłości

Siedzieliśmy przed opętanym.  Robiło się już ciemno - dzisiaj pełnia. Samce przeniosły tu Selfish, aby mogli być przy nas. Marchesa pilnowała jeńca. Czekaliśmy na Assuvę. Na jakikolwiek znak.
Nagle poczułam, jakby coś dostawało się do mojego umysłu. Przestraszyłam się, że to demon. Przed oczami mignął mi obraz Assuvy. Uspokoiłam się. To od niego. To sygnał.
Zaczęło mi się kręcić w głowie. Przed oczami migał mi maciupeńki łącznik. Poruszał ustami.
-  Zajmuję się demonem... Opętany to Animir... - Jego słowa dochodziły jakby z daleka. Słyszałam je jako szept.
Postać zniknęła, a jeniec zamrugał.
- Mar-Marchesa? - wycharczał. Oczy mu się zaszkliły. Podobnie jak u Alfy. - Co...
Odepchnęłam lekko siostrę i stanęłam przed jej ukochanym. Jaki musiała przeżyć zawód. Najpierw Jasper, potem...
- Gdzie jest Nalive? - zapytałam cicho, choć chciałam wiedzieć wiele innych rzeczy... Najpierw najważniejsze.
- Nie ma jej tu... - wyszeptał, patrząc tęsknie na moją Ches. Wciąż musiał coś do niej czuć.
- Gdzie jest? - naciskałam.
- N-nie wiem... Może reszta wygnańców wie...
- Jak to reszta wygnańców?
Animir przewrócił oczami i padł. Obok niego zmaterializował się Assuva.
- Demon jest zbyt silny. Byłby słabszy, gdyby Animir się opierał. On i reszta wygnanych... Dobrowolnie się oddał - wyszeptał wilk.
- Wiesz, którzy? Nie mogli to być wszyscy - stwierdził Blue.
- Udało mi się zdobyć parę imion. Lavionia, Skoll, Yaride... No i Animir - rzekł łącznik.
- Wszyscy ci, których wygnano na początku czerwca... - powiedziała Marchesa.
- Prawie wszyscy.
Jak na komendę odwróciliśmy głowy. Zobaczyliśmy Animira stojącego na równych łapach.
- Pokonałem Demona, Assuvo. Marcheso, kocham cię i będę kochać i jest mi źle, że mnie wygnałaś... Ale będę cię kochać do końca życia, dlatego ci pomogę. Nalive jest na północ od tego miejsca. Pokonaj ją, a opętani staną się wolni. Zrób to dla wszystkich. Zrób to dla mnie - rzekł.
- Ja... Też cię kocham, Animirze - wyszeptała Marchesa.
Spojrzeliśmy na niebo. Księżyc był nienaturalnie blisko... Nagle Animir wziął rozbieg i... Skoczył. Doskoczył do Księżyca. Zamachał ogonem i uśmiechnął się. Zamrugałam. Księżyc znów był daleko... Ale jakby ktoś na nim siedział.

Dokończy nasza cudowna grupka.

Od Assuvy

Westchnąłem. Moje ciało zaczęło zmieniać się w mikroskopijne cząsteczki i przeniknąłem do umysłu wilka. Było zupełnie ciemno. Identycznie jak u Retiny. Znów zmieniłem się w puszczyka i przeglądałem jego umysł. Długo nie mogłem znaleźć demona. Pomyślałem, ze wkrótce on sam mnie wykryje. Balem się, ze to będzie długo trwać, ale nie mogłem się na niego natknąć. Wiedziałem, ze tu jest. Jego wściekłość i mrok otulały mnie niezmaterializowanymi cząsteczkami. Zacząłem szukać jego wspomnień. Chciałem się czegoś dowiedzieć. Przecież Nalive nie zwerbowała wilków bez myśli i osobowości. To jest po prostu nie możliwe. Musisz mieć ciało, które kiedyś żyło, żeby demon mógł zamienić cechy wilka na swoje i tym samym nauczyć się sterować jego umysłem.
Wkrótce znalazłem jego wspomnienia. To, co zobaczyłem wprawiło moje łapy w drżenie. Widziałem Marchesę, Odalis. Nawet mnie przez sekundę. Była tam Dolina i jej członkowie. Kiedy usłyszałem fragment intymnej rozmowy tegoż wilka z Ches otrząsnąłem się i uciekłem stamtąd. Nie biegłem zbyt długo. Zaraz dopadł mnie demon. Wbił pazury w moje cząsteczki i rozdarł krawędź płaszcza ochronnego. Wydałem z siebie głośny pisk. Demon tylko warczał. Nie miał postaci. Na razie. Zobaczyłem tylko parę skrzących się zlotem oczu. Przypomniała mi się „prośba” Alfy. Parsknąłem cicho.
- Jak śmiesz się śmiać w mojej obecności?! - ryknął demon. Był z dziesięć razy większy. Opanowałem się szybko.
- Kim byłeś?! - krzyknąłem donośnym głosem.
- Masz na myśli czyje to ciało? Jego imię dawno zatarło się w czasie.
- Kim byłeś?! - zapytałem ponownie.
- Znałeś mnie tylko z widzenia. Nigdy nie zamieniłeś ze mną słowa. Wiesz, że jestem samcem – potwierdził moje myśli. –Wygnano mnie z twojej watahy niedawno.
Analizowałem powoli wszystko, co mówił. Przypomniałem sobie wspomnienie o rozmowie z Marchesą.
- T-to niemożliwe - szepnąłem.
- Ależ możliwe – odparł wyraźnie usatysfakcjonowany. - Animir oddał swe ciało, by zemścić się na waszej watasze. Nie tylko on. Wszystkie wilki, które wygnaliście siłą zostały dobrowolnie opanowane przez demony.
To dlatego demon był tak potężny. Wcześniejszy pan umysłu nie próbował go opanować, a nawet pomagał się mu rozrastać. Nie wiedziałem co mam robić. Wrócić i powiedzieć Alfie co się stało, czy zostać i walczyć. Uniknąłem ataku ogromnych pazurów z prędkością światła. Spróbowałem rozdzielić swoje cząsteczki, by wysłać trochę do Odalis*. Tunel nie mógł być duży i musiałem odwrócić uwagę demona, żeby nie przedostał się do umysłu Bety. Przejście otworzyło się na ułamek sekundy.

Odalis?

*Jakby miało to być odzwierciedlone w normalnej sytuacji te cząsteczki byłyby słowami.

niedziela, 22 czerwca 2014

Profil wilczycy Adien


Imię: Adien
Przydomek: Nessa
Płeć: samica
Wiek: 3 lata
Zawód: zielarka
Partner: szuuka
Rodzina: nie pamięta
Żywioł: powietrze
Umiejętności: widzi przeszłość i przyszłość przedmiotu lub osoby, przemiana w człowieka
Opis: Adien pojawiła się w Dolinie przypadkowo. Nie pamięta niczego, co wydarzyło się w przeszłości, a nawet zapomina niektórych rzeczy, które działy się np. dzień temu.
Jest wilczycą skromną i lubiącą siedzieć w samotności. Często wybiera się na nocne przechadzki, próbując sobie coś przypomnieć.
Spotkała tę watahę, gdy pomagała Nalive, która mówiła jej, że pomoże odzyskać jej pamięć. Myślała, że pomaga w słusznej sprawie, dopiero Odalis wyjaśniła jej całą sytuację i wstąpiła do watahy.

Punkty

Punkty to rodzaj waluty używanej w naszej watasze. Po uzbieraniu odpowiedniej ilości jest możliwość kupna bonusu ze Sklepu. Aby coś kupić w Sklepie za Punkty, należy uzbierać odpowiednią ilość, a następnie napisać do Alfy lub Bety z informacją, co kupujesz, a one uzupełnią odpowiednie dane w rubrykach.

Punkty można zdobywać na kilka sposobów:
- wygrywając konkursy (1-8 Punktów).
- wygrywając konkurs "Aktywność" (4 Punkty).
- wysyłając samodzielnie wykonaną pracę do zakładki "Nasze Prace" (1-5 Punktów).

Nie istnieje możliwość przekazywania Punktów innym członkom watahy.

Drugi żywioł

Czym jest Drugi Żywioł?

Przy wypełnianiu formularza, czyli w sumie tworzenia swojego wilka, musimy wybrać żywioł, którym będzie on władał. Na początku trzeba wybrać jeden, ale przy odrobinie chęci i czasu można nabyć drugi, a dla osób o większych ambicjach nawet trzeci. Drugi Żywioł kosztuje równo 45 Punktów.

Jak wiele żywiołów można posiadać?

Normalny wilk może posiadać maksymalnie dwa żywioły (tj. podstawowy i nabyty), a Alfa, Beta, Gamma czy Delta trzy (tj. podstawowy i dwa nabyte). Wszystko to za pomocą Punktów. Ponadto wilki mogące posiadać więcej niż dwa żywioły kupują je oddzielnie za podwójną ilość Punktów (drugi żywioł = 45 punktów + trzeci żywioł = kolejne 45 punktów, w sumie 90 punktów).

Co daje Drugi Żywioł?

Jak sama nazwa wskazuje Drugi Żywioł daje nam możliwość władania więcej niż jednym żywiołem. Podczas gdy normalny wilk z żywiołem ziemi może nią poruszać, rozrywać czy nawet ciskać, wilk z żywiołami ognia i ziemi może je łączyć i np. dodatkowo podpalać. Takich interakcji między żywiołami jest naprawdę mnóstwo. Nie wykluczają one jednak korzystania z nich osobno, np. tworzyć huraganu za pomocą powietrza i rzucać kulami ognia w przeciwnika, zamiast przeobrazić zwykły huragan w ognisty.

Czy mogę łączyć każdy żywioł?

Oczywiście. Można łączyć ze sobą, np. żywioł ognia i wody, albo ziemi i powietrza. Nie ma żadnych ograniczeń. Warto jednak zastanowić się nad wyborem i przemyśleć możliwe problemy (nie można zaatakować jednocześnie ogniem i wodą, bo żywioły będą ze sobą "walczyć" co w skutkach nie zrobi nic przeciwnikowi, ta sytuacja nie zawsze ma jednak miejsce).

Od Odalis: W obliczu demona, czyli jak szybko i sprawnie odbić przyjaciela

Siedzieliśmy ukryci w krzakach, kiedy Marchesa i Retina robiły swoje. Już kończyły. Zobaczyłam zarys postaci, szarej postaci - Selfish.
Nagle coś poszło nie tak. Usłyszałam krzyki, śpiew i radosne piszczenie szczeniaków ustało.
- Więzień znikł! - krzyczał wartownik.
- Dać znak wartownikom na granicy! Rozbiec się i ich szukać! Zabić wszystkich obcych! No, dalej! - krzyczał młody głosik.
Nalive? - przemknęło mi przez głowę.
Selfish, Retina i Marchesa spojrzały po sobie. Ta ostatnia kiwnęła głową i stała się niewidzialna, chociaż ja świetnie ją widziałam.
Ci co mogą, niech staną się niewidzialni, powiedziałam towarzyszom.
Retina i osłabiona Selfish pobiegły do nas. Za nimi stała czujna Alfa. Czegoś szukała wzrokiem...
- Zaciskać koło! Gdzieś muszą być! - krzyczał głos.
I tak uświadomiliśmy sobie, że została nam tylko walka.
- Zróbmy to - powiedzieliśmy jednocześnie jako zgrany zespół.
- Gdzie jest Marchesa i Selfish? - spytała Ret.
No tak, tylko ja ich widzę.
- Niewidzialne - odpowiedziałam szybko.
- Jaki plan? - rzucił Blue, przygotowując się do walki.
- Ja i Ryuuki uniesiemy was w górę i atakujecie ich wszystkim, czym potraficie. Jednocześnie przesuwamy się w stronę tej góry - wskazałam na nią łbem. Była w centrum "koła", w którym nas zamykali.
- Dobra. Szybko! - zawołał Ryuuki i uniósł już Blue'a i Assuvę.
Ja zabrałam się za Ret i niewidzialną Selfish.
Marcheso, daj radę, błagałam w myślach.
- Do ataku! - krzyknął Blue i zaczął zalewać wodę wilki najbliższe nam.
Krztusiły się i próbowały otrzepać z wody, która zalewała im oczy. To pozwoliło nam unieść się wyżej.
Ryu miotał jakimiś niebieskimi kulami. Ci, którzy ich dotknęli, zwijali się z bólu.
Zobaczyłam spadające głazy. Ach, no tak, to sprawka Retiny. Kilka z nich zgniotło parę wilków. Odwróciłam wzrok i moje spojrzenie skrzyżowało się z Assuvy.
- Gdzie Marchesa? - zapytał bezdźwięcznie.
Pot spłynął po moim czole. Trzy wilki to jednak więcej, niż ja sama.
- Lądujemy! - zawołałam, próbując zignorować samca. On już wiedział, że coś jest nie tak.
Wylądowaliśmy na szczycie góry. Stamtąd dobijaliśmy resztki wilków, które wspinały się ku nam.
- Chyba już wszyscy - szepnęła Ret, tworząc kolejną lawinę kamieni.
- Oby - Selfish upadła na ziemię.
Podeszliśmy do niej.
- Oni... Torturowali... - szepnęła wycieńczona wilczyca.
- Assuva, Ryuuki, pilnujcie jej. Retina i Blue ze mną - rozkazałam.
Wilki posłusznie poszły na stanowiska, a ja z pozostałą dwójką zeszłam z góry.
- Marchesa? Co ona tam robi? Nie była z nami? - zapytał Blue, który jako pierwszy dostrzegł sylwetkę Alfy.
Podbiegliśmy do niej.
- Gdzie jest Nalive? - spytała Ches groźnie wilka, którego obezwładniła.
Odpowiedział jej charkot.
- Jest opętany - powiedziałam. - Jego myśli są... Jak opętanego.
- W takim razie trzeba go "odpętać" - rzekł Ryuuki.
- Mam pomysł... - zamyśliła się Alfa. - Assuva, wejdź do jego umysłu i pokonaj demona, proszę...

Dokończy Assuva! :D

sobota, 21 czerwca 2014

Od Retiny

Szliśmy przez jakiś czas, zwyczajnie rozmawiając ze sobą lub pozostając w milczeniu, aż nie zbliżyliśmy się do miejsca ataku.
Zaczęliśmy bardziej uważać, ciszej stąpać i rozglądać się za niebezpieczeństwem. Jeśli mieli Sel, to przewidzieli raczej, że będziemy chcieli ją odzyskać. Na placu, gdzie miała miejsce nasza konfrontacja z armią Evilana nie było nikogo. Wydawało mi się jednak, że kogoś zostawili by nas złapać.
- Obejdźmy to dookoła- szepnęłam. - Pewnie jeszcze ktoś tu na nas czyha.
- Blue, którędy poszli?- spytała cicho Ches.
- Na północ- wskazał pyskiem kierunek.
Wszyscy kiwnęli głowami. Wędrowaliśmy w dosyć zwartej grupie. Blue prowadził. Ja szłam z przodu koło Odalis i Marchesy. Ryuuki i Assuva trzymali się z tyłu.
- Idźcie dalej tak jak idziecie. Chyba kogoś widziałam w krzakach po prawej. Podąża za nami. Bądźcie gotowi na atak- powiedziała nam w myślach Odalis.
Nagle coś wyskoczyło z gęstej roślinności po boku i rzuciło się na Assuvę. Zaczął się bić, a my mu pomagaliśmy. Po chwili było po wszystkim. Ukryliśmy też martwe ciało w pobliskich krzakach, żeby nas nie wykryli.
Nie byliśmy jakoś szczególnie wycieńczeni walką, ale położyliśmy się na ziemi i zrobiliśmy małą przerwę. Jakiś czas potem odezwał się Ryuuki.
- Zastanawia mnie tylko czemu nie zawołał innych. To było jasne, że przegra.
- O nie....- wyrwało mi się.
Wszyscy się na mnie spojrzeli, więc wytłumaczyłam:
- Na pewno już powiadomił swoich. Atak miał nas tylko osłabić i zatrzymać na chwilę w miejscu, podczas gdy reszta by do nas doszła.
- Musimy iść- powiedział Blue.
- Racja. Assuva, zmień się w coś, żeby było ci łatwiej chodzić. Reszta, musimy przyspieszyć tępa- rozkazała Ches.
Następnie biegliśmy prawie sprintem, co oczywiście okazało się męczące, ale i skuteczne. Znajdowaliśmy się całkiem daleko od poprzedniego miejsca i mogliśmy na chwilę zwolnić. Nagle usłyszeliśmy głośne śmiechy, powarkiwania, radosne piski szczeniąt oraz śpiew i wycie. Zdziwiliśmy się. Nie brzmiało to bynajmniej jak pościg. Marchesa dała nam znak żebyśmy czekali, a sama stała się niewidzialna i podeszła bliżej dźwięków. Po chwili wróciła i szepnęła do nas, choć trudno było ją usłyszeć w tym hałasie.
- To jest chyba ich główna baza. Możliwe, że świętują udane polowanie. Widziałam tam dwa spore jelenie. Nie są zbytnio gotowi na naszą wizytę.
W tym momencie zdałam sobie sprawę, że jestem bardzo głodna. Zdusiłam to w sobie i spytałam:
- A co z Selfish? Wiesz gdzie ją trzymają?
- Chyba tak. Z boku widziałam małe wzgórze z usypanych kamieni i ziemi, a z przodu jakieś kraty. Jednak w środku było za ciemno, by zobaczyć czy ktoś jest w środku.
- To idziemy tam, nie?- spytał się Assuva.
- Tak- potwierdziła alfa.
Wszyscy ruszyliśmy. Okrążyliśmy wielką polane i zaszliśmy od strony potencjalnego więzienia Selfish. Zaczailiśmy się w krzakach. Ches znowu stała się niewidzialna i poszła sprawdzić czy to na pewno ona. Niedługo potem wróciła i kiwnęła głową.
- Sądzę, że to ona.
- Okej. Może niech Odalis wyśle jej wiadomość, żeby była gotowa.
Kiedy beta skończyła, ja i Marchesa zaczęłyśmy tworzyć dziurę z tyłu wzgórza. Strażnicy stali głównie na przodzie, a reszta świętowała wraz z innymi. Navile raczej się to nie spodoba.... Wróciłam do rzeczywistości. Rzuciłam okiem na otwór. Był już prawie skończony. Jeszcze tylko ostatnia warstwa i... Gotowe! Kilka sekund potem zaczął się z niej wyłaniać szary kształt...

Pozostawiam wam (czyli oczywiście wszystkim co są w to wmieszani) radość dokończenia :3333

Od Marchesy: Na ratunek Sel

- A jeśli coś jej nie pójdzie? Nie zostawimy jej tak - zaprotestowała Retina.
Dyskutowaliśmy o sprawie Selfish przez czas, który zdawał się przeciągać w nieskończoność. Blue i Assuva przekonywali, że wilczyca sobie poradzi i wkrótce do nas dołączy, więc powinniśmy już pójść i nie tracić ani chwili, zaś Ryuuki, Odalis i Ret radzili na wszelki wypadek powrót i pomoc Sel. Ja wkrótce umilkłam i zamiast udzielać się, przysłuchiwałam się racjom obu stron. Głównie jednak niecierpliwiłam się.
- A ty, kogo popierasz, Marcheso? - zapytał nagle Blue.
A ja uświadomiłam sobie... że w sumie nie wiem.
Z jednej strony Nalive wymykała nam się właśnie z łap, z drugiej strony Selfish była naszą przyjaciółką. Przy odrobinie szczęścia uda nam się szybko odbić i Sel, i złapać trop Nalive oraz ją dogonić.
W uszach dźwięczała mi pełna oczekiwania cisza.
- Chodźmy po Selfish - powiedziałam w końcu.
Retina posłała Blue'owi zadziorne spojrzenie mówiące: "Aha!" i uśmiechnęła się.
- Szybko! Załatwmy to i ruszajmy w pogoń za Nalive - zawołała raźno Odalis i puściliśmy się truchtem za wskazującym nam drogę Bluem.

Niech dokończy ktoś z zamieszanych c:

Od Exaliosa

Siedziałem w Jaskini Szamanów. Przed chwilką wybiegła Retina.
- Assuva niepotrzebnie pobiegł - rzekła Ash*, która zmaterializowała się obok mnie. Miała czerwone oczy. - Naraziłeś go na niebezpieczeństwo.
- Czemu nam pomagasz? Odkąd zrobiłem ten eliksir cały czas mi się pojawiasz* - powiedziałem, ale wiedziałem już, że to Demon. Nie mogę jej wierzyć.
- Ale ty jesteś głupi. No dobra, może już wiesz, że jestem Demonem, ale nie myśl, że to ci wyszło na dobre! Czytam w myślach - dodała złowieszczo. - Wszyscy widzieli, jak moja druga połówka uratowała Assuvę. Nikt ci nie uwierzy. Będą myśleli, że jest tylko jedna Ash... - to mówiąc, rozpłynęła się w powietrzu.
Jak dobrze, że wysłałem Assuvę, pomyślałem. Oby tylko dotarł żywy...

 *

- Jak pewnie wiecie, tymczasowo funkcję przywódcy pełnię ja, gdyż Alfy nie ma - zawołałem do zgromadzonych w Jaskini Narad. - Chciałem was ostrzec przed Demonami. Nastały ciężkie czasy i nie wiadomo, komu ufać. Jeśli zacznie się dziać coś podejrzanego, zaczniecie słyszeć wycie, jak w przypadku Wirvixa albo stanie się coś innego, przychodźcie do mnie, a dam wam lekarstwo. Nie słuchajcie się zmarłych, tych, których dawno nie widzieliści, gdyż mogą to być Demony, które udają waszych bliskich. To tyle chciałem powiedzieć.

 *

- Wciąż słyszysz wycie? - zapytałem malca.

Dokończy Wirvix i ci tam, daleko, co walczą. D:

*[dop. Autora]"Zła Ash" pokazywała się jeszcze kilka razy Exaliosowi pomiędzy zrobieniem eliksiru dla Ryuukiego a opowiadaniem "Od Exaliosa: Inwazja Demonów".

Od Retiny

- Ale jak mamy was odróżniać?- spytałam ducha Ash.
- Hmm... Nie mam pojęcia. Nie wiem, czy to co mam sama w umyśle, nie jest także dostępne dla drugiej połowy.
- Ale wtedy chyba by już tu była, nie?- odezwał się Ryuuki.
Wywiązała się z tego niezła dyskusja, trwająca jakieś siedem minut i zakończyła się tym, że trzeba będzie to jakoś poznać, a najlepiej w ogóle nie wierzyć w żadne jej słowo. Ja w tym czasie bardziej myślałam nad sprawą Selfish i Blue. Co jeśli zostali złapani? Wszyscy mieliśmy nadzieję, że tylko zabłądzili albo coś w tym stylu...
Kiedy zapadła cisza, wreszcie się odezwałam.
- Emm... Blue i Selfish jeszcze nie przyszli. Warto by ich poszukać.
Ches kiwnęła głową.
- Mhm. Możliwe, że nie mogą znaleźć nigdzie tego miejsca. Dobrze by było kogoś wysłać... Odalis musiałabyś zostać, żeby poinformować nas, jeśli któreś się znajdzie. Reszta może iść szukać. Bądźcie ostrożni.
Oddaliłam się powoli. Nie zamierzałam jednak szukać wilków nie wiadomo gdzie. Zostałam mniej więcej w zasięgu widoku drzewa i wypatrywałam tych szarych, sługusów Evilana. Wciąż przecież mogli nas ścigać. Przy okazji oczywiście mogłam spotkać któreś z zaginionych wilków. Po chwili usłyszałam w głowie głos bety:
- Blue się znalazł. Nie szukajcie już Selfish.
Zawróciłam i pobiegłam z powrotem do drzewa. Zastałam tam Blue, Odalis i Assuvę, który prawdopodobnie znalazł partnera Kari. Po chwili przybyli także Marchesa i Ryuuki.
- Dlaczego mamy już nie szukać Selfish?- spytał się delta.
Odalis spojrzała się wymownie na Blue i kiwnęła głową.
- Mi udało się uciec, ale zanim zgubiłem goniących mnie napastników, widziałem przez chwilę co się działo z Selfish. Goniła ją całkiem spora grupa wilków i doganiali ją. Kiedy byłem bezpieczny, postanowiłem sprawdzić co z Sel, ponieważ nie oddaliłem się znowu tak daleko. Zobaczyłem ją prowadzoną i popychaną przez armię Navile. Wiedziałem, że sam nic nie zdziałam, więc wróciłem tutaj. Możliwe, że udało jej się uciec. Ma do tego przecież odpowiednie moce...


Sel, jak tam z tobą?
No i oczywiście co się z nami stanie :3

Od Ryuukiego

Otrzymawszy od Odalis wiadomość pobiegłem do drzewa o którym mówiła. Było niedaleko mnie. Gdy dotarłem na miejsce była tam już Retina i Marchesa. Po chwili pojawiła się Odalis. Długo czekaliśmy na resztę grupy. Przeraźliwe wycie chudych wilków, które wciąż nas szukały powoli ustawało.
- Odalis, wyślij Assuvie wiadomość. Niech tu przyjdzie. To on uratował nas przed wrogiem - powiedziała Marchesa, przerywając otaczającą nas gęsto ciszę. Odalis kiwnęła głową.

* * *

Zdyszany Assuva usiadł przed Alfą, dysząc ciężko ze zmęczenia. Wszyscy spojrzeli po sobie. Dlaczego biegł? Gonili go?
- Assuva, co się dzieje? - zapytała Retina.
- Ashiraii! Nie możecie jej ufać! - krzyknął. Marchesa posłała mi pytające spojrzenie.
- O czym ty mówisz?! - warknęła Odalis. - Jest tutaj aby nam pomóc!
- Coś go chyba opętało... - mruknął ktoś z tyłu.
- NIE! To zasadzka! - upierał się łącznik. - To demon. Przybrał postać Ash, abyście mu zaufali!
Zapadła niezręczna cisza. Wszyscy zastanawiali się teraz czy to co mówił Assuva rzeczywiście może być prawdą. Marchesa pokiwała głową.
- Nikt z nas nie posiada umiejętności widzenia duchów, ani dusz... - powiedziała. Nikt się nie odzywał. Nagle obok Assuvy pojawiła się Ash.
- ... Jak śmiesz przyjmować postać Ashiraii... - powiedział. Wszyscy spojrzeli wyczekująco na demona. Lub nie.
- Jesteście w wielkim błędzie. Nie jestem demonem, ani żaden z nich nie przybrał mojej postaci. Gdy zobaczyłam co dzieje się w Dolinie postanowiłam wam pomóc. Wtedy jeszcze ja sama. Poddałam się szamanom mojej watahy. W zamian za moje życie dali mi moc panowania nad swoją duszą. W momencie rozdzielenia jej od ciała coś poszło nie tak. Moja dobra strona oddzieliła się od złej. Istnieją teraz jakby dwie dusze. Dobra, czyli ja. I zła, czyli ta, która będzie chciała wydać nas Nalive. Jedynym sposobem na połączenie ich jest pokonanie Evilana raz na zawsze. Tak, abyśmy już nigdy nie mieli z nim do czynienia. Jeśli nie stanie się to do końca miesiąca, zostanę tu już na zawsze. I nie tylko ja...


Czo ta Ashiie, tyle problemów. ; w; 
Dokończcie, komu się chce. ; w;

Od Retiny

Zaczęłam biec szybciej, niż chyba byłam przed chwilą w stanie. Inni także biegli na wszystkie strony, a po paru sekundach znikli mi z oczu. Gdy minęło miej więcej pięć minut, zatrzymałam się i głośno dyszałam. Miałam nadzieję, że reszta jest gdzieś bezpieczna. Na pewno ktoś za nami wyruszył w pościg...
Leżałam na ziemi, dopóki nie zebrałam wystarczających sił by znowu pobiec. Wstałam zdecydowanym ruchem i... Nie wiedziałam co dalej robić. Wrócić tam? Nie sądziłam żeby był to dobry pomysł.
- Hej, wszyscy, to ja Odalis. Spotkajmy się przy wielkim drzewie na wzgórzu. Poszukajcie go na wschodzie. Spróbuję także was wypatrzeć z góry.
Rozejrzałam się. Las nie był jakoś specjalnie gęsty, więc łatwo było mi wypatrzyć drzewo, o którym mówiła beta. Pobiegłam czym prędzej. Widziałam tam już jakąś sylwetkę. Przyspieszyłam. Po chwili stałam przy Marchesie, a potem przy Ryuukim i Odalis. Siedzieliśmy w ciszy, bez zbędnych słów, bo każde z nas wiedziało, że musimy niedługo ruszać. Szczególnie, że okropne wycie pościgu było coraz głośniejsze. Czekaliśmy już całkiem długo, a Selfish i Blue wciąż się nie pojawiali...

A więc jak to z nami będzie? ;3

piątek, 20 czerwca 2014

Od Ryuukiego

Przed nami stała niemała "armia" Evilana. Wilki patrzały na nas jakby chciały nas zabić, a jednak wszyscy wiedzieli, że tego nie zrobią. Jaki byłby tego cel? Przecież mogli zrobić to wcześniej. Westchnąłem głęboko zamykając oczy. W jednym momencie poddałem się. Moje zrezygnowanie jakby udzieliło się reszcie, która też przestała warczeć i napinać wściekle swoje mięśnie. Spojrzeliśmy po sobie. Wszyscy. Bez wyjątku. Marchesa rozejrzała się. Doskonale wiedziała, że nie mamy szans. Wygralibyśmy walkę, ale to wiązałoby się ze stratami na która Alfa nie może sobie od tak pozwolić. Otworzyła pysk, aby oznajmić to wrogom. W tym momencie na największego z wilków rzucił się czerwono-czarny kształt. Wilki zaczęły się szamotać.
- BIEGNIJCIE! - krzyknął ktoś. W wirze walki nikomu nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Nikt nie zastanawiał się kim był wybawca. Marchesa rozpoznała w nim jednak Assuvę*.

Dokończy każdy zamieszany. XD XD

*który przecież za poleceniem Exaliosa przybiegł, aby uratować nas przed złą Ashiie XD XD

czwartek, 19 czerwca 2014

Od Retiny: Niespodzianka

Szłam i szłam. Wszędzie dookoła było tak samo. Drzewa, trawa, krzewy. Wszystko powinno być w porządku, gdyby nie ten ktoś, obserwujący mnie cały czas zza cienia drzew. Zastanawiałam się już nawet czy nie poszukać go i załatwić sprawę, ale mogło mi to przysporzyć tylko więcej kłopotów. Nie znam jego mocy, a wielce silna nigdy nie byłam, więc to odpadało. Oby tylko nie zachciało mu się zmienić planów i rzucić na mnie, kiedy nie będę patrzyła.
Zwolniłam na chwilę. Przede mną roztaczał się widok na Opuszczony Szlak. Spojrzałam na jego ściany. Ciekawe... Tutaj będzie trudniej szpiegować z ukrycia. Chyba, że ma się moc niewidzialności....
Ruszyłam dalej. Ciągle się rozglądałam, ale nikogo nie było widać. A co jeśli to tylko moje przywidzenia? Nie wszystko co myślę, musi być prawdą.
Nagle jakiś cień przeszedł po skalnych ścianach. I miał kształt wilka... Ech, czyli ciągle stoję w punkcie wyjścia.

*

Zapadał zmierzch. Czerwono-pomarańczowe niebo powoli przyciemniało się, zmniejszając jakąkolwiek widoczność. Rozejrzałam się za schronieniem. Ściany, choć poszarpane, nie wyglądały jakby gdzieś miała być jaskinia. Westchnęłam cicho i położyłam się przy całkiem dużym głazie. Spojrzałam jeszcze na czerń nocnego nieba i zamknęłam oczy.

*

Przed chwilą spałam, ale obudziło mnie to dziwne uczucie. Wyczułam, że coś jest obok mnie. Nie mogłam się powstrzymać i gwałtownie wstałam. Zamarłam. Nie mogłam uwierzyć...
- Eleur?!
Wilk popatrzył się na mnie z wyrzutem. Po chwili westchnął i przytaknął zrezygnowany. Moje oczy zalśniły radością, a po pysku pociekła mała łza... 
- To ty... - westchnęłam i wtuliłam się w jego futro. - Co robiłeś cały ten czas? Czy to ty mnie szpiegowałeś?
- Tak... - odpowiedział. - Niedawno zobaczyłem tą młodą waderę i usłyszałem jak mówi coś o twojej watasze. I to raczej nie w przyjaznym znaczeniu. Pobiegłem do ciebie żeby zobaczyć czy żyjesz. Wiedziałem, że nie powinienem być na tych terenach, więc się chowałem. Przestraszyłem się, że chcesz tu pójść i jak widzę słusznie.
- El, ja muszę tam być. Moi przyjaciele mogą zginąć, jeśli czegoś nie zrobię- powiedziałam stanowczo.
- W takim razie będę musiał zadowolić się tym, że ci pomogę. Wiem mniej więcej jak wygląda ich obozowisko- szepnął z uśmiechem.
- Cieszę się, że jesteś  z powrotem- powiedziałam i machnęłam lekko ogonem.
Położyliśmy się razem na ziemi i spaliśmy, wtuleni w siebie całą noc.


*

- Jesteś pewien, że to tu?- szepnęłam do Ela.
- Tak.
Przede mną roztaczała się wyschnięta polana. Dookoła był las, w którym się chowaliśmy. Jednak najbardziej dziwił mnie brak jakiejkolwiek duszy. Nikogo. Ale znajdowała się tu spora jaskinia, zawalona wielkim głazem. Stwierdziłam, że warto by spróbować i podeszłam bliżej. Nagle usłyszałam krzyki. Cokolwiek się tam działo na pewno nie było w porządku. Jednak w tym rozgardiaszu udało mi się usłyszeć głos Marchesy. Ucieszyłam się i jednocześnie zaniepokoiłam. Co może się tam dziać. A co najważniejsze- dlaczego nie zostawili żadnego strażnika?
Przestałam się zastanawiać i zaczęłam formować kamień. Sekundkę potem zmienił się w ścianę jaskini a ja zobaczyłam straszną sytuację.
Ryuuki i Selfish szaleli i chyba chcieli zabić resztę. Blue i Odalis ich przytrzymywali, a Ches siedziała z boku. Spojrzeli się na mnie ze zdziwieniem, a ja uśmiechnęłam się zapeszona.
- Co się z nimi dzieje?- spytałam.
- Są opętani. Muszą sami pokonać demony. Może to chwilę zająć. A to kto?- Odalis wskazała na Ela.
- Eleur- odparłam.
Nagle stwierdizłam, że robi coś dziwnego. Szeptał jakieś słowa pod nosem i wymachwiał łapą w powietrzu. Po chwili Ryuu i Sel opadli z sił na ziemię i przestali walczyć. Spojrzałam się na niego ze zdziwieniem, z resztą tak jak wszyscy inni. Wiedziałam, że jest dobry w zaklęciach, ale żeby tak?
- Co to było?- spytałam.
- Osłabiłem ich na zewnątrz. Zaraz przestaną walczyć także w umyśle.
Inne wilki spojrzały się na siebie wymownie.
- Retino... Dziękujemy, ale jak właściwie się tu dostałaś?
- Wysłaliście mi wiadomość, czyż nie?
Odalis otworzyła szeroko oczy.
- Właśnie miałam to robić, gdy oni dostali szału.
W tym momencie opętani powrócili do rzeczywistości i zdezorientowani rozglądali się dookoła.
- Ale... Jak nie wy to kto?- zapytałam
Nagle usłyszeliśmy szyderczy śmiech. Z lasu zaczęły wychodzić chude i słabe wilki, a na ich czele stał największy z nich. Ryuu i Sel odzyskali świadomość i ze zgrozą wpatrywali się w armię Evilana. Spojrzałam się na Eleura. Ten rzucił mi krótkie, pełne bólu i wyrzutów sumienia, spojrzenie, po czym zaczął kierować się w stronę napastników. Wykrzyknęłam z zaskoczenia i smutku, po czym opuściłam zrezygnowana głowę. Czemu? Przecież ja... Kochałam go.

Mam propozycje. Możemy albo im uciec gdzieś w las, albo dać się złapać, po czym zaprowadzą nas do Evilana, a dalej stanie się już co się stanie. Chyba, że macie jeszcze jakieś inne, ciekawe pomysły?.. c;

Od Odalis: Zabawa z demonami i prośba o pomoc

Kiedy Blue obudził się już sobą, zaczęliśmy zastanawiać się, co dalej.
- Może spróbuję odsunąć ten głaz, mam ziemię - zaproponowała Marchesa.
Patrzyliśmy na nią w napięciu, kiedy ona za pomocą umysłu próbowała coś zrobić ze skałą.
- Nie dam rady - powiedziała w końcu. - To jest jakiś specyficzny kamień. Taki bardziej... Kamieniowaty.
- Wysłać do kogoś wiadomość? Tak, pytam telepatycznie, mogą podsłuchiwać - zapytałam wszystkich i dodałam po chwili zastanowienia: - Czytać w myślach zresztą też.
Może Retina, pomyślał Blue.
- Blue myśli o Retinie, mi pasuje, a wam? - pytałam.
- Jest OK - odezwał się Ryuuki.
Siostra kiwnęła głową, Selfish milczała.
- Dobra, biorę się do roboty - rzekłam na głos.
W tym momencie rzuciła się na mnie milcząca samica.
- Ej! Co jest! - krzyknęłam.
- Opętało ją! Pomóżcie mi! - zawołał Blue, próbując zdjąć ze mnie agresywną wilczycę.
Kiedy obezwładniliśmy ją, mieliśmy chwilkę wytchnienia. Chwilkę...
- Ej, trzymajcie mnie! Mnie też coś próbuje! - wołał Ryuuki.
Skończyło się tym, że ja siedziałam na Selfish, Blue na Ryuukim, a Marchesa pilnowała, czy aby na pewno nam nic się nie dzieje.


Co tam, współwięźniowie? C:

środa, 18 czerwca 2014

Od Retiny: Wezwanie

Wychyliłam lekko głowę z jaskini i rozejrzałam się. Pusto. Szybko wyszłam na korytarz i zaczęłam iść w stronę wyjścia, które nie było za często odwiedzane. Jednego z wielu. Nie chciałam dziś nikogo spotykać. Czasem napadały mnie takie dni kiedy przebywanie lub rozmawianie z kimś innym to o wiele za dużo ponad moje siły.
Zobaczyłam światło i przyspieszyłam. Wreszcie po chwili mogłam odetchnąć. Szybko sprawdziłam czy nie ma tu nikogo i wynurzyłam się z mroków Jaskini Szamanów.
Tylko dlaczego chce być samotna? Zawsze miałam problemy, a czasem trudne rozmyślania nad nimi, ale zazwyczaj nie wymagały tak nadmiernej samotności. Może coś jest ze mną nie tak?
Pozwoliłam myślom swobodnie przepływać przez mój umysł. Mam teraz dużo spraw na głowie, ale czemu sobie z nimi nie radzę? Zawsze jak zostaje sama, bez większych obowiązków, a jednak w niepewnej sytuacji, zaczynam myśleć nad sobą i wszystkim innym, ale nigdy nie zaprowadziło mnie to do maksymalnego unikania watahy. A może nie? Pamiętam wcześniej parę takich sytuacji...
Powody są zawsze proste- zbyt dużo jak na jedną mnie, dodatkowo w nieodpowiednim czasie. Pytania same się nasuwały. Co się dzieje z Renxem? Dlaczego widziałam go jako demona? Co do diaska robi Stark, kiedy go potrzebuje?! Jest w końcu najbliższą mi osobą i powinien być teraz przy mnie. Co się dzieje z resztą watahy? Wirvix słyszy jakieś głosy. Ches i Odalis szlajają się gdzieś wraz z innymi i mogą już być martwi przez Evilana! Czy zawsze sama muszę poznać odpowiedź?
,,Odpowiedzi kiedyś przyjdą"- odezwał się we mnie głos* rozsądku. W tej chwili go za to znienawidziłam. Chcę tylko wiedzieć...
,,Wszystko?"- odezwał się szyderczo i tym bardziej mnie zirytował. Zignorowałam go i starałam się zatrzymać potok myśli.
A może tylko przesadzam, uspokajałam się. Nie będę się dłużej chować przed innymi. Poza tym, przecież wiele razy coś mi się działo i wychodziłam z tego cało.
,,Ale twoi bliscy już niekoniecznie"- zaśmiał się.
Miałam dość. Odcięłam się od swojego niezdecydowanego i wrednego umysłu. Przestałam się chować i zaczęłam normalnie iść, nie czając się w cieniu.
I wtedy to poczułam. Dziwne uczucie, ale aż za dobrze mi znane. Ktoś mnie obserwował, byłam tego pewna.
Nie dałam nic po sobie poznać i szłam dalej, tak jak szłam przed chwilą. Ktoś lub coś nie spuszczało ze mnie wzroku. Kierowałam się w stronę Szmaragdowego Jeziora, by pokazać język samotności, która mnie do siebie wołała. Tam zawsze kręciła się masa wilków. Może nawet spotkam Lithie. Odkąd byłyśmy sobie bliższe w obowiązkach, poznałam ją bliżej i powstała między nami niejaka przyjaźń. Chciałabym spróbować powiedzieć jej o większości rzeczy jakie siedzą mi w głowie. Zawsze chowałam wszystko w sobie, więc może warto spróbować czegoś nowego.
Wróciłam do rzeczywistości. Jak mogłam rozmyślać w takim momencie?! Jestem gdzieś w głębi lasu na początku drogi do jeziora, którą tylko ja chodzę i w dodatku coś, możliwe nawet, że demon, mnie obserwuje! Zezłościłam się na siebie. Nie mogę być taka nieostrożna.
- Retina? Retina, to ja Odalis! Słuchaj, jesteśmy zamknięte gdzieś w jaskini zawalonej wielkim głazem. Musisz nam pomóc. Szliśmy tą drogą co Selfish. Wystarczy, że pójdziesz na początku tak jak my, a potem już musisz się kierować tropem watahy Evilana. Nie bierz nikogo ze sobą. Lepiej nie narażać reszty watahy. Powiedz jedynie Exaliosowi. I lepiej się pośpiesz. Nie wiemy jak dłużej zechcą trzymać nas przy życiu.
Przez cały monolog Odalis mogłam jedynie stać jak wryta z otwartym pyskiem. Pewnie mój prześladowca trochę się zdziwił. Po chwili udawałam, że wszystko jest w normie. Żeby jakoś uspokoić także obserwującą mnie istotę wzruszyłam ramionami, jakbym, cokolwiek wcześniej się stało, puszczała z wiatrem, chociaż w moim wnętrzu wszystko się waliło i burzyło.
Aby zachować pozory spojrzałam niechętnie na drogę przede mną. Udawałam, że zastanawiam się chwilę i pokręciłam głową. Na prawdę wolałabym pobiec z najwyższą prędkością do Exa, ale wtedy widać by było, że coś się stało. A szpieg może być jednym z poważniejszych zagrożeń, jakie mogą mnie spotkać.
Spojrzałam się z kolei na drogę za mną. Uśmiechnęłam się sztucznie i pobiegłam lekkim truchtem. Podczas drogi stopniowo przyspieszałam, tak, że na końcu nie byłam pewna czy prześladowca za mną nadąży. Jednak z tym nie miał chyba problemów.
W końcu po dłuższym czasie dotarłam do JS. Westchnęłam w duchu z ulgą, ale na zewnątrz nic nie dałam po sobie poznać.
Akurat miałam wielkie szczęście i Exalios przechodził tą drogą.
- Witaj, Retino- rzucił i już miał odchodzić do swoich spraw, gdy odpowiedziałam:
- Ech, cześć. Miałbyś może czas nauczyć mnie formuły eliksiru... no, tego... leczniczego? Jestem bardzo ciekawa.
Wiedziałam, że nie wyraziłam się jasno, ale w ten sposób starałam się pokazać Exaliosowi, że coś jest nie tak. On spojrzał się na mnie, więc mrugnęła, bo żaden inny znak nie przyszedł mi do głowy.
- Ehm... Jestem dosyć zajęty, ale...- spojrzałam się na niego poważnie, jeszcze raz dając mu znać, że to sprawa nie dotycząca tylko eliksirów. - Ale myślę, że znajdę dla ciebie czas.
Odetchnęłam w duchu i zaczęłam podążać za Exem. Kiedy już znaleźliśmy się sami opowiedziałam mu o wszystkim co zaszło i czekałam na jego odpowiedź.
- No cóż, wygląda na to, że nie mamy zbyt wielu opcji. Zrobisz to?
Kiwnęłam poważnie głową.
- A więc... Chyba już czas na ciebie- powiedział z lekką nutką bólu. Mogłam sobie tylko wyobrażać co czuje. Przecież była tam Odalis no i Marchesa. Na pewno bardzo chciałby tam pobiec...
- Nie martw się. Wyciągnę ich. Zrobię wszystko.
Tym razem to on kiwnął głową i odprowadził mnie do wyjścia. Od razu poczułam się obserwowana. Exalios chyba też to wyczuł, bo pochylił się nad moim uchem i szepnął:
- Uważaj na tego szpiega. Miej oczy szeroko otwarte.
Posłałam mu delikatny uśmiech wdzięczności.
Następnie, żeby dłużej tego nie przeciągać pobiegłam przed siebie. Mój umysł siedział wyjątkowo cicho. Jedyne co tam było teraz słychać to stanowczy szept "Uratuj ich", krążący tam bez końca.

*Nie, Retina nie jest znowu okupywana przez jakieś czary. Po prostu rozkminia c;

Wojna z Mafisem

Członek Mafisu
Wojna z Mafisem* rozpoczęła się w lutym, niedługo po tym, jak wataha wkroczyła na tereny Zapadlisk Udręczonych. Wszystko zaczęło się podczas wędrówki Blue'a. Odnalazł swoje rodzeństwo i postanowił razem z nimi wytropić i zabić swojego nikczemnego ojca. Po drodze spotkali Mafis, który zaprowadził ich do twierdzy Ortanusa - tak nazywał się ich ojciec. Niestety, okazało się, że to wszystko było ustawione. Seloco, przywódca Mafisu, był ich starszym bratem i współpracował z Ortanusem. Blue z rodziną został związany i przetrzymywany w lochach. Odalis wraz z jej córką (Unrivą), Exaliosem i Kari ruszyli im na ratunek. Udało im się uwolnić Blue'a, ale niestety do tego czasu jego brat, Ryan, został zabity. Wielkie było zaskoczenie członków, gdy okazało się, że twierdza jest całkowicie pusta. Ale zaraz po tym wyjaśniło się, co się stało. Orantus i Mafis poszli zaatakować watahę, bo wynajmował ich Orkus, aby zabić Kari! Na szczęście nasza wataha kolejny raz wygrała. Zabiliśmy także Ortanusa i Seloco, lecz oto wyszło na jaw, że... Zginęła Marchesa! Wszyscy pogrążyli się w smutku, ale na szczęście nasz Najwyższy Szaman, Exalios, zdecydował się jakoś temu zaradzić i przywrócił Marchesę do życia.

Mafis

*Oto, co Odalis pisze w opowiadaniu o Mafisie:

- Mafis. Do usług - odpowiedział tamten.
- To imię? - upewniłam się.
- Nie, nazwa naszej małej, jakby to ująć, organizacji. Każdy z zewnątrz zna nas jako Mafis. Mafis to wszyscy i nikt, jeden bądź trzech. Nie podajemy swoich imion - uściślil.


Mafis to organizacja zabijająca na zlecenie, czyli można powiedzieć, że grupa skrytobójców. Wcześniej pod przywództwem Seloco, teraz Reichera-Lighta, syna Odalis. W Mafisie pracuje też jego młodsza siostra Unriva, znana jako Neafel.
Odalis została symbolicznie przyjęta do Mafisu pod imieniem Shaza.

Członkowie Mafisu:

Seloco, "ten, który kryje się w mroku", to pierwszy znany nam przywódca Mafisu. Był drobnej postury, lekko wychudzony, ale w świetnej formie. Nie miał dwóch górnych zębów, przez co troszkę seplenił. Jednak jego postawa i ten błysk w odrobinę zaczerwienionym oku wynagradzało wszystko. Wilk był gotów skoczyć za nim w ogień. Zginął na wojnie między Mafisem a naszą watahą.

Reicher, obecny przywódca Mafisu jest synem Odalis i jego profil znajduje się w zakładce "Odeszli".

Neafel ma podobną sytuację, co Reicher.

Tożsamość pozostałych Mafisów nie jest znana.

Od Odalis: W obliczu demona, czyli jak wygląda opętanie z zewnątrz.

Blue rzucił się na jedzenie, ja krzyknęłam... Wszystko działo się tak szybko. Nagle samiec zdrętwiał, a jego oczy spojrzały w górę, tak, że nie widzieliśmy źrenic, tęczówki... Tylko białe oczy. Przerażający widok. Odwróciłam wzrok, ale ciekawość wzięła górę.
Stał sztywnie przez parę minut. Potem zaczął się trząść, jakby było mi bardzo zimno. Ale to naprawdę bardzo.
Następnie upadł. Selfish krzyknęła, ale Blue tarzał się w najlepsze, jakby z kimś walczył. Trwało to bardzo długo, a my patrzyliśmy na to z grozą. W końcu po upływie może godziny, przestał. Tym razem nastała kolej na przebieranie łapami, zupełnie tak, jakby biegł. Przestał. Zasnął. Słyszeliśmy jego równy oddech.
Popatrzyłam na moich towarzyszy. Odetchnęliśmy z ulgą. Chyba było po wszystkim.

wtorek, 17 czerwca 2014

Od Matrixa: Dołączenie

Szedłem sobie spokojnie przez las, którego nie znałem. Zamyśliłem się na jakieś 20 minut, aż spostrzegłem jezioro. Kiedy lśniło w słońcu, miało odcień szmaragdu.
Nagle od tyłu usłyszałem czyjeś kroki. Wtedy się odwróciłem.
Podeszła do mnie piękna czarno-biała wilczyca. Jej sierść lśniła w słońcu.
- Witaj - przywitałem się.
- Cześć - powiedziała wilczyca. - Jestem Lithuain. Co robisz na naszych terenach? - zapytała się lekko gniewnym tonem.
- Czyli jest tu więcej wilków? - spytałem lekko zdziwiony.
- Właściwie jest tu cała wataha - powiedziała Lithuain machając ogonem.
Wtedy nabrałem do niej szacunku, i to wielkiego.
- A czy mógłbym dołączyć? Oczywiście, jeśli nie masz nic przeciwko - spytałem, czekając na odpowiedź. 

Marchesa?

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Od Blue'a

Po walce z tymi chudymi wilkami byłem wyczerpany - z resztą jak wszyscy. Leżeliśmy w kątach jaskini czekając na jakąś odsiecz. Zaburczało mi w brzuchu. Od wczoraj nic nie jadłem i byłem strasznie głodny. Usłyszałem jak ktoś odsuwa głaz.
- Nie wiem po co, ale Pan kazał o was dbać. - I rzucił resztki jelenia i zajęcy na ziemię.
Selfish, poczuwszy zapach mięsa, zerwała się na równe nogi i pognała do mięsa. Pobiegłem za nią. Kiedy byliśmy już tak blisko jedzenia, Alfa stanęła Selfish na drodze. Ona stanęła, a ja nie zdążyłem wyhamować i wpadłem na Sel, a ona - na Alfę. Ches spojrzała na nas karcąco, a my spuściliśmy głowy.
- On może być zatruty - powiedziała.
Marchesa obwąchała dokładnie jedzenie.
- Nic nie wyczuwam - stwierdziła w końcu.
- Evilan wie o twoim wyczulonym węchu. Może dał coś, czego nie wyczujesz - podsunęła jej siostra.
- Masz rację, ale może chce, żebyśmy tak myśleli i umrzemy z głodu - podsunął Ryu.
- To nie w jego stylu - pisnęła Sel.
Wszyscy popatrzyli na nią ze zdziwieniem.
- Znałam kiedyś Evilana. Gdy podróżowałam... Mam za sobą mroczną przeszłość - odpowiedziała po chwili milczenia.
- Masz rację - stwierdziliśmy.
- Może chce nas utuczyć i zabić w męczarniach? - zaproponowałem.
- To nie głupi pomysł - stwierdziła Selfish.
- Muszę to wszystko przemyśleć - westchnęła Marchesa.
Nie wytrzymałem i rzuciłem się na jedzenie. Odgryzłem kawałek i go zjadłem. Więcej nie zdążyłem zjeść, bo mnie odciągnęli od mięsa. Wyrywałem im się, ale przycisnęli mnie do ziemi i nie mogłem ruszyć. 
- Czekajcie! - zawołała Odalis. - To nie Blue! Coś w nim siedzi, a to "coś", to z pewnością Demon. 
- No... dobrze, ale co mamy z tym zrobić? - zapytał Ryu.
- Demon nie jest silny, Blue musi go pokonać sam... - usłyszałem.
Sceneria się zmieniła. Byłem teraz sam w ciemnym pomieszczeniu. Otaczała mnie tajemnicza mgła. Nagle zza mgły wyłoniła się piękna, młoda wadera. Spojrzałem na nią i rozpoznałem w niej wilczycę z tego Kryształowego Zamku. Zabiłem ją wtedy z Nesso. 
- Witaj - powiedziała.
- Nie dam się omamić! - zawyłem. 
Podeszła do mnie i przytuliła. Odepchnąłem ją, a ona wyszczerzyła kły i zaatakowała. Walczyliśmy ze sobą dość długo, zanim ją pokonałem. Zostawiłem ją na ziemi i pobiegłem w poszukiwaniu ucieczki z mojego umysłu. Biegałem i biegałem, ale nie mogłem się wydostać. Kiedy się zmęczyłem położyłem się. Miałem zawroty głowy, bo byłem strasznie głodny. Postanowiłem się zdrzemnąć.


***

Obudziłem się już w jaskini. Zobaczyłem tam Ches, Odalis, Ryu i Sel. Podeszli do mnie.

Ches, Odalis, Ryu, Sel, co dalej?
Moglibyście napisać jak wyglądałem, 
jak walczyłem z Demonem?
Byłoby mi miło C:

Od Selfish

Leżałam w kącie jaskini z dala od innych. Musiałam pomyśleć, znaleźć rozwiązanie w samotności. Gdy tak myślałam, głaz, który tarasował przejście, odsunął się i wszedł jeden z wilków.
- Nie wiem po co, ale Pan kazał o was dbać. - I rzucił resztki jelenia i zajęcy na ziemię.
Głaz znów zasunął przejście i rzuciłam się biegiem do jedzenia, a za mną Blue. Gdy byłam blisko, Marchesa zatorowała mi przejście i zatrzymałam się tuż przed nią, co spowodowało, że Blue wpadł na mnie, a ja na Alfę. Popatrzyłam na nią spode łba.
- On może być zatruty - powiedziała.
No tak, nie pomyślałam o tym. Wstałam i poczułam wstyd, że tak łatwo dałam się zmanipulować głodowi. To samo zapewne czuł Blue. Marchesa obwąchała dokładnie jedzenie.
- Nic nie wyczuwam - stwierdziła w końcu.
- Evilan wie o twoim wyczulonym węchu. Może dał coś, czego nie wyczujesz - podsunęła Odalis. Alfa pokiwała głową.
- Masz rację, ale może chce, żebyśmy tak myśleli i umrzemy z głodu - podsunął Ryu.
- To nie w jego stylu - pisnęłam.
Wszyscy popatrzyli na mnie ze zdziwieniem.
- Znałam kiedyś Eviliana. Gdy podróżowałam... Mam za sobą mroczną przeszłość - odpowiedziałam.
- Masz rację - stwierdzili wszyscy.
- Może chce nas utuczyć i zabić w męczarniach? - zaproponował Blue.
- To nie głupi pomysł - stwierdziłam.
- Muszę to wszystko przemyśleć - westchnęła Marchesa.

Dokończy Blue, Ryu, Marchesa lub Odalis

*Blue, zgadzam się na skrót Sel
.

Od Blue'a

Odalis powiedziała coś, czego nie dosłyszałem i przyspieszyła kroku. Ruszyliśmy za Betą. Usłyszałem szelest w krzakach, podniosłem łeb i warknąłem ostrzegawczo. Po chwili skoczył na mnie wilk, podobny do tych, które stały na polanie. Rzucił mi się do gardła i położył na mnie*. Zepchnąłem go z łatwością. Kiedy leżał na ziemi, poderżnąłem mu gardło, z którego po chwili wydobył się długi i głośmy jęk. Cała akcja trwała dosłownie kilka sekund. Inne wilki, które były na polanie, po usłyszeniu jęku ich towarzysza - zaatakowały nas. Podeszły do mnie 3 wilki i otoczyły. Zaczęły krążyć w okół mnie i powarkiwać. Też warczałem, ale nie przestraszyły się i skoczyły na mnie. Jeden skoczył mi na plecy i próbował powalić. Pozostałe dwa podgryzały mi łapy, abym szybciej upadł. Odwróciłem łeb i zatopiłem swoje kły w łapie przeciwnika. Z jego gardła wydobył się pisk i wilk spadł z mojego grzbietu. Leżał na ziemi nieprzytomny, a dwa pozostałe wilki, które mnie atakowały, rzuciły mi się do gardła. W ostatniej chwili przeteleportowałem się kilka metrów dalej, a tamte basiory pojechały brodami po glebie. Podbiegłem do nich i poderżnąłem zagryzłem wszystkich na śmierć. Rozejrzałem się w około i zobaczyłem Selfish, którą otaczało czterech przeciwników. Ruszyłem jej pomóc. Zaatakowałem wilka, który był największy z nich wszystkich.
Jakby, co to białe to trawa XD tylko to po prostu taki rodzaj XD
- Dzięki - przemknęło przez moje uszy.
Popatrzyłem na Selfish, a ona uśmiechnęła się do mnie. Zająłem się tym basiorem. Nie był większy ode mnie, ale był chyba największy z tych chudych wilków. Jego sierść była biała z czerwonymi plamami z krwi. Kulał na przednią łapę, z której obficie leciała krew. Za chwilę się wykrwawi, pomyślałem. Powaliłem go na ziemię. Wstał i złapał mnie za kark. Miotałem się tak długo, aż basior puścił. Stanął, aby złapać oddech, a ja wykorzystałem okazję i znowu powaliłem go na glebę. Tym razem już nie wstał, tylko leżał i patrzył na mnie prosząco.
- Zabij mnie i ulżyj mi cierpienia - poprosił.
Zrobiłem, co chciał. Rozejrzałem się dookoła. Nikt z popleczników Nalive nie został przy życiu. My mieliśmy niewielkie rany na ciałach. Położyłem się i odsapnąłem. Potem podszedłem do Odalis, która siedziała i wyglądała na bardzo skupioną.
- Nad czym tak myślisz? - Zapytałem.
- Myślę, że to było za łatwe...
- Ale co było za łatwe?
- Chodzi o tę walkę. Była za łatwa... Nie rozumiem. Myślę, że to był oddział "nie główny". Podejrzewam, że to nie wszy...  - Nie dokończyła zdania, ponieważ coś przykuło jej uwagę.
Tym "czymś" okazała się wielka grupa wilków, biegnąca w naszą stronę. Wstaliśmy i stanęliśmy w pozycjach do walki. Wilki zaatakowały. Próbowaliśmy walczyć, ale było ich zbyt wiele. Pojmali nas wszystkich. Każdego z nas otaczało 10 wilków. Popychali mnie, abym szedł szybciej. W pewnej chwili spróbowałem się wydostać z okręgu. Udało mi się. Kilka wilków ruszyło za mną w pogoń. Zapomniałem o mojej umiejętności teleportowania się. Po chwili złapali mnie i przygwoździli do ziemi. Podeszła do mnie Nalive. Zamknąłem oczy, przestraszony, że mnie zabije. Kazała mnie podnieść i po chwili szliśmy dalej.

***

Siedzieliśmy w jakiejś jaskini. Wejście było zatarasowane głazem. 
- Gdyby była tu z nami Ret - powiedziała Sel**.
Wszyscy przytaknęliśmy. 

Marchesa, Odalis, Ryu, Selfish, dokończcie c:

* Bez skojarzeń XD
** Mogę tak do Ciebie mówić?