Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

środa, 31 grudnia 2014

Podsumowanie miesiąca (grudzień 2014)

W tym miesiącu dołączyli: Revers, Raina, Cobalt, Ninethe, Rekla.

Wojna się skończyła, toteż jej uczestnicy spokojnie wrócili do Magicznej Doliny. Jednak czy zupełnie spokojnie?
Chociaż odbył się Dzień Prezentów, to niemrawo. Ponadto Evera wpadła w psychiczny dołek i wciąż w nim tkwi. Zaś Fairlyn i Password ruszyły do Mrocznych skrótem, w którym ohoho... Fair zaczęła słyszeć głosy, mordować innych (niestety, w tym wypadku rzucała się na Pass) i ledwie uszły stamtąd z życiem. Minęło parę dni, nim powróciły do zdrowia.
Lethiel miała parę problemów z Wirvixem, ale jako dobra przybrana matka szybko sobie z nimi poradziła. Amera i Kyotoo spotkali tajemniczą postać w dość nieprzyjemnych okolicznościach - w środku szalejącej burzy.
Ale to nie koniec kłopotów. Zima nadchodzi. Jest coraz zimniej... I to bardziej, niż zwykle. Czy nadeszła sroga zima dla Magicznej Doliny? Czy to kolejna dawka problemów, tym razem zimnych i mroźnych?
Ale nie od dzisiaj wiadome jest, że nic nie jest straszne wilkom z Magicznej Doliny!

Z zasypanej jaskini pozdrawia Was Alfa Asmin,
który z chęcią ogrzeje czyjeś zmarznięte serduszko...
Ho ho ho! A nie, to nie to.

Od Fairlyn

Usłyszałam kichnięcie. I drugie. A po nim wiązankę przekleństw w kierunku zimy. Spojrzałam na wylot jaskini. Był cały zasypany śniegiem. Systematycznie, co jakiś czas musiałam rozkopywać mały tunel, który dawał mi dostęp do świata zewnętrznego. Dzięki niemu ćwiczyłam też ten przeklęty żywioł, i przynajmniej teraz jakoś się mnie słuchał.
Pomyślałam o głosach. O nich wszystkich. Może byli ze mną, w mojej głowie, czy jakkolwiek inaczej to nazwać, tylko przez parę dni, ale wciąż miałam niejakie poczucie tęsknoty, którego od dawna nie doświadczyłam. Share... Strasznie mnie wkurzał, ale z nich wszystkich był najmądrzejszy... Ciekawa byłam czy wrócą. Czułam że to jeszcze nie koniec, ale pewności mieć nie mogłam. Może po prostu to sobie wmawiałam, bo byłam samotna...
Kichnęłam. Zakładałam, że niedługo się rozłożę, tak jak wszyscy. Większość wilków siedziała w swoich jaskiniach. Tylko zwiadowcy i wartownicy czasem wyściubiali z nich nosy. Łowcy także czasem wychodzili, ale zwierzyny łownej było mało. Ciekawe czy w ogóle przetrwamy tę zimę...
Z ponurym westchnięciem usiadłam po środku swojej jaskini. Przeleciałam wzrokiem całe pomieszczenie, nie znowu tak duże, dobrze ukryte. Przede mną miała je jakaś gamma, która odeszła. Umiała posługiwać się żywiołem ziemi, więc nieźle się tu zakręciła. A mnie, ten mały schowany przed wścibskimi oczami azyl, bardzo się spodobał. Teraz właściwie nie było tu nic prócz ogromnej sterty futer, w którą byłam przed chwilą zakopana, bo nie szczególnie zbierałam jakieś rzeczy osobiste. Bo i po co.
To był jeden z niewielu razy, kiedy zastanawiałam się co się stało z naszymi rodzicami. Można powiedzieć, że zostawiłam to już za sobą, ale z czystej ciekawości, chciałam wiedzieć gdzie się udali. Czy to co opowiadał Enx było prawdą? Wszystkie historie o watasze? Kiedy nauczyłam się posługiwać telepatią, posprawdzałam niektóre z nich. A potem przejrzałam dogłębnie umysły każdego członka watahy. Znałam ich stare sekrety, przeszłość, strachy... Wiedziałam nawet więcej od Asmina, a przynajmniej mogłam tak założyć, bo on wolał nie wchodzić w umysły członków watahy. Dla mnie większość z ich historii była po prostu telenowelami, bez szczególniej wartości, takich jak moje własne życie. Ale niektóre mówiły sporo o watasze. O innych watahach. O świecie. Kiedy nigdy się nie wyszło poza tereny watahy, stanowiły zaiste ciekawą lekturę.
Wróciłam do mojej ciepłej sterty futer i położyłam się na wprost wejścia. Za tunelem w śniegu był szary świat, który sypał śniegiem całą watahę. Zapowiadało się na ciężką zimę...

Impreza na chacie!

Nie masz planów na sylwestra, a mimo to chcesz miło spędzić czas?
Dziś wieczorem/w nocy przyjdź na chata i pogadaj z nami!
Podejrzewasz, że Alfa to gołomp z głową Alfy i ciałem Alfy? Masz ochotę na ciasteczka ze Złej Strony Mocy? A może jesteś złakniony kolejnej dawki nauk Kistrza?
Tak, to wszystko dzisiaj od... Teraz! Dobra, żart.
Nieważne, czy przyjdziesz o 18, czy 20. My będziemy czekać na Ciebie! A jeśli nie przyjdziesz, spłoniesz w płomieniach! Burn in flames! nie będzie ciasteczek!

Z Polany Spotkań pozdrawia Was Alfa Asmin o głowie gołom...,
który czeka na właśnie na Ciebie i zjada wszystkie ciacha!

wtorek, 30 grudnia 2014

Profil wilka Reversa


Imię: Revers
Płeć: samiec
Wiek: 2 lata
Zawód: łącznik
Partner: szuka wiernej samicy, która pokochałaby jego trudny charakter
Rodzina: Nie pamięta swojej rodziny. Od kiedy sięga jego pamięć, od szczeniaka radził sobie sam.
Żywioł: energia
Umiejętności:
szybkość (★★★)
dobra celność (★★★)
dobry wzrok (★★★)
rażenie prądem (★★★)
w jego myślach nie można czytać (★★)
potrafi przejrzeć coś na wylot, np. zobaczyć co jest za ścianą (★★)
Opis: Jest miły, sprawiedliwy, dobry i wierny. Czasem potrafi zapamiętać ważne wydarzenie, które zmieniło jego sposób bycia lub życia. Bywa uparty, niecierpliwy, zdenerwowany.
Punkty: 8

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Od Asmina

Zima nadchodzi.*
Kichnąłem i zagrzebałem się głębiej w skórach. Prychnąłem niezadowolony. Zima... To nie była zwyczajna zima.
- Psiakrew! Przeklęty śnieg - usłyszałem głos, najpewniej wartownika. - Nic tylko pada i pada. Gorzej niż w Qickou...
- Stul pysk i przestań marudzić. Tutaj masz ciepłą jaskinię, do której możesz wrócić za niespełna godzinę. - Usłyszałem splunięcie. - To jest o niebo lepsze niż Qickou...
Wartownicy umilkli.

*

- Asminku?
Rozejrzałem się, lecz nie dostrzegłem nic prócz ciemności. Jeśli to Fair robi sobie ze mnie żarty...
- Ale on wyrósł - rzekł ktoś inny. - Synek tatusia, prawda, Exaliosie?
- Rzeczywiście, ma więcej ze mnie niż z matki - potwierdził... mój ojciec.
- Tato? Mamo? Gdzie jesteście? - zawołałem. Znów byłem wilczątkiem. Wokół mnie pojawiły się drzewa i kwiaty.
- Skarbie? Ciocia ma dla ciebie prezent - powiedziała Odalis, tak, tak, to była ona!
- Gdzie jesteście? Nie widzę was - zaskomlałem cienkim, szczenięcym głosikiem.
- Spokojnie. Jesteśmy w bezpiecznym miejscu. Ty zaś musisz wykazać się siłą i odwagą - przemówił ojciec - dlatego Marchesa ofiaruje ci coś, co pomoże Ci przetrwać zimę. Wierzymy w ciebie, synu, wierzymy w naszego dzielnego Alfę...
- Stójcie, nie odchodźcie! - zapiszczałem, lecz na darmo.

*

Obudziłem się cały gorący. Czułem wewnętrzny ogień płonący we mnie.

*Tak, czytam GoT, nie bić! ;-;

niedziela, 28 grudnia 2014

Od Ninethe

Ciemność, niewyraźne dźwięki. Nie wiedziałam, gdzie jestem. Chyba zostałam tu przeniesiona z poprzedniej jaskini. W jednej chwili poderwałam się z ziemi i spróbowałam iść, jednak zaraz upadłam. Poczułam okropny ból w tylnej łapie.
- Nie wstawaj - powiedział do mnie jakiś nieznany mi dotąd wilk.
- Kim jesteś? I co ja tu robię? - zapytałam podejrzliwie.
- Jestem tu szamanem, a ty zemdlałaś - powiedział. - Przyniosły cię tu Adexion i Sharvari.
Zamyśliłam się. '' W ogóle to gdzie ja przyszłam? Zapytam się '' - pomyślałam.
- To jest jakaś osada, wataha?
- Wataha - odrzekł. - Wataha z Magicznej Doliny.
Chciałam zmienić pozycję, kiedy ból przypomniał mi o mojej łapie. Wydobył się ze mnie tylko cichy jęk.
- Nie ruszaj! - poinformował wilk. - Najprawdopodobniej się o coś potknęłaś, a że byłaś słaba to jest z tym jeszcze większy problem niż u zdrowego wilka... Wygląda na złamanie.
- Pewnie wtedy - burknęłam do siebie.
Byłam na siebie zła, że złamałam sobie łapę. Następne dni zapowiadały się czarno.
- Jest tu jakiś władca, wódz, cokolwiek? - zapytałam.
Wymienili między sobą spojrzenia.
- Asmin... - odrzekli. - Nasz Alfa.
- Mogę się z nim spotkać? Chcę tu zostać - obwieściłam.
- Pewnie się zgodzi - powiedziała Adexion.

sobota, 27 grudnia 2014

Od Rekli

Gdy uciekłam już z więzienia, zaczęła mnie boleć prawa przednia łapa. Nic dziwnego, pomyślałam, w końcu podczas ucieczki postrzelili mnie tym mały czymś. Ludzie nazywają to "pistolet". Zobaczyłam przed sobą las, więc ukryłam się w nim. Moim jedynym widzącym okiem zobaczyłam rzekę, więc przemyłam w niej łapę. Upolowałam zająca, wypiłam wodę i ruszyłam dalej przed siebie. Szłam tak przed siebie ok. miesiąc, a z każdym dniem miałam coraz mniej energii. Pewnego dnia, gdy zatrzymałam się przy rzece, by przemyć łapę, poczułam drgania ziemi. Niedobrze, pewnie jestem na terenie jakiejś watahy.
- Wiesz, że jesteś na terenie mojej watahy? - odezwał się.
- Nie wiedziałam. Już idę dalej, tylko muszę przemyć ranę - odpowiedziałam odwracając się do niego. Za wiele mi to nie dało, bo zobaczyłam tylko jego część, a nie chciałam obrócić się inaczej, bo zauważyłby, że nie widzę na prawe oko.
- Ranę?
- Tak, ludzie na mnie na eksperymentowali.
- Masz watahę? Albo chociaż rodzinę?
- Nie, niestety.
- To możesz dołączyć do mojej, nazywam się Asmin, a ty?
- Rekla.

Asmin, dokończysz?

piątek, 26 grudnia 2014

Profil wilczycy Rekli


Imię: Rekla
Przydomek: Huve
Płeć: samica
Wiek: 1 rok
Zawód: wartownik
Partner: nie szuka
Rodzina: brak
Żywioł: eter
Umiejętności: telepatia (★★★), wizje (★★★), znajomość języków i ich sposobu zapisania (★★★), zadawanie bólu psychicznego (★★★), przywoływanie istot nadnaturalnych (★★),wyczuwanie wibracji w ziemi, drgań (★)
Opis: Cicha, nieufna, lecz gdy kogoś polubi jest skłonna do poświęceń, spokojna, żyje w ciągłym strachu, lecz nikt o tym nie wie, wojownicza

Od Asmina

- Asmin, nie zapomniałeś czegoś? - z zamyślenia wyrwał mnie Ren.
- Czego?
- Przecież wczoraj była Wielka Uczta! Naprawdę zapomniałeś ją zorganizować? - zapytał z wyrzutem.
- Co? Jak to? - poderwałem się z miejsca. Wielka Uczta była jednym z ważniejszych świat. - Musiało wylecieć mi z głowy, cały czas myślę o Fair... Wyślij Sharvari do Mrocznych, niech ich zaprosi. I do wszystkich innych naszych znajomych czy kogo tam wypada ugościć. Znajdź też Amerę, niech idzie z łowcami i upoluje wszystko, co się rusza. Oczywiście te smaczne. Znajdź Cobalta, wydaje mi się, że ma dobry gust, niech udekoruje Jadalnię razem z kilkoma innymi wilkami. Niech jacyś chętni przygotują pokaz żywiołów na wieczór...

*

- Asmin?

Kto tam mnie zagadał, niech dokończy, w ogóle niech wszyscy dokończą. XD

czwartek, 25 grudnia 2014

Od Fairlyn

Siedziałam w tej ciemnej jaskini. Password po zobaczeniu mnie szybko znowu zapadła w sen i tyle ją zobaczyłam. Wciąż byłam przywiązana i w sumie dobrze. Gdybym znowu zemdlała...
Westchnęłam.
Ile mam tu siedzieć? Radioactive coś tam majstrował obok mnie. Jedyną rozrywką była w sumie dyskusja Altera z Jane. Przysłuchałam się jej zdesperowana o cokolwiek do robienia.
Po chwili Asmin wszedł do jaskini. Wtargnął do moich myśli i zaczął słyszeć ich rozmowy. A może moje rozmowy?
- Fair?
Mruknęłam coś na powitanie, po czym wróciłam do ponurego wegetowania w kącie jaskini.
- Fair, nie chcesz mnie zabić?
Spojrzałam się na niego z politowaniem i skierowałam wzrok na ciemny sufit jaskini.
- No to świetnie - rzucił i podszedł do Radioactiva i o czymś z nim szeptał.
I tak mijały mi dnie. Dzień po dniu. Czasem zasypiałam albo traciłam przytomność, ale nikt nie mówił co się wtedy działo. Dopóki Radio nie skończył swojej miksturki.

***

Minęło parę dni. Po huśtawkach nastrojów wreszcie jakoś się ustabilizowałam i wydaje mi się, że połączyłam obie jaźnie. Głosy po pewnym czasie stały się przytłumione, aż wreszcie całkowicie zniknęły. Trochę mnie to zasmuciło, ale i tak były to przecież jedynie moje myśli w innej postaci. Password jeszcze miała się długo kurować. Po tym jak była na krawędzi śmierci raczej szybko nie wróci do siebie. A ja... Ja siedziałam gdzieś w głębi zapewne znienawidzonego już przez nią kanionu gdzie ta cała sytuacja się zaczęła. Wciąż lubiłam to miejsce. Czasem słyszałam tu któryś z głosów, ale szybko ucichał, jakby mikstura go wyganiała. Ciekawe czy kiedy zupełnie zniknie jej efekt powrócą. Pewnie nie....
Spojrzałam się na martwego kruka, leżącego obok mnie. Zabiłam go żeby zobaczyć jak się z tym poczuje. Ale było tak jak zawsze. Czułam zadowolenie, ekscytacje i sadystyczną satysfakcje z jego śmierci. Poza tym nic specjalnego. Jego krew zabarwiła futro na łapach na brudny bordowy kolor. Rozejrzałam się lekceważąco. Widziałam. Księżyc był praktycznie niewidoczny przez ciężkie chmury z których wypadały małe płatki śniegu. Chuchnęłam w atmosferę, żeby zobaczyć szary obłoczek powietrza. Czując przezywające mnie zimno uśmiechnęłam się. Czułam jakąś pustkę po tej całej jaskini. Jakby kolejna cząstka mnie uleciała gdzieś w przestrzeń, tworząc wrak wilka, wypaczonego z rzeczywistości. Nie chciałam wracać do społeczeństwa. Chciałam zostać sama.
Ale odwróciłam się w stronę doliny i z ponurym wyrazem twarzy zaczęłam stawiać kroki w jej kierunku.

Krótkie ogłoszonko

Już spieszę z wyjaśnieniami. Bór jeden wie dlaczego, ale zablokowano mi pocztę, więc na wszelkie wiadomości odpowiem 27 grudnia najprędzej.

Alfa Asmin

środa, 24 grudnia 2014

Od Asmina

- Sharvari, znajdź Kyotoo i przyprowadź do mnie. Mam dla niego zadanie.
Wilczyca skinęła lekko głową i pobiegła. Zostałem sam w Jaskini Alfy. Mój wzrok padł na legowisko z niedźwiedzich futer. Zima nadchodzi.
- Alfo? - usłyszałem głos.
- Tak, Fleo?
- Gamma Password i Beta Fairlyn wróciły. Wojownicy musieli obezwładnić Betę.
Westchnąłem. Co znowu z moją siostrą się stało?
- Zaprowadź mnie do nich. A, gdyby Kyotoo mnie szukał, każ mu czekać przy jaskini Every.
Dotarliśmy przed wejście do Jaskini Szamanów.
- Alfo - wojownicy pochylili łby.
- Co tu się stało? - zapytałem i zmierzyłem ich wzrokiem. Wystąpił Cobalt.
- Twoja siostra przyszła tu na ostatkach sił z Gammą Password na plecach, lecz nie minęła chwila i zemdlała. Gdy się przebudziła, żądza krwi przejęła jej umysł i rzuciła się na nas - rzekł melodyjnym głosem.
- Jest w Jaskini? - zapytałem, ruchem łba wskazując wejście.
- Tak. Najwyższy Radioactive ją tam zaniósł. Nie wiemy, co się tam dzieje.
Odprawiłem ich ruchem głowy. Jedynie szamani i zielarze, oraz oczywiście pacjenci, mogli wchodzić do Jaskini. Nie wahając się ani chwili dłużej wstąpiłem w mrok.
Gdy dotarłem do odpowiedniej odnogi, moim oczom ukazała się siostra we własnej osobie.

*

- Jak myślisz, co jej dolega, Najwyższy? - zapytałem Radioactive'a.
- Słyszy głosy, twierdzi, że ma jakąś drugą połowę siebie... Nie jest połączona z żadnym "drugim ja", więc stawiam, że w tej jaskini były jakieś gazy, co jej w głowie pomieszały. Opracuję lekarstwo, ty zaś pilnuj by nie wierzyła tym swoim głosom, bo cokolwiek powiedzą, są i tak wytworem choroby - zdiagnozował.

Kyotoo? Fair?

Od Lethiel

Ruszyłam w stronę lasu, zastanawiając się gorączkowo gdzie jet Wirvix. Musiałam przyznać, że zdenerwował mnie trochę swoim występem podczas wcześniejszej rozmowy, ale na razie chciałam po prostu znaleźć malca.
- Wirvix?! - zawołałam, nikt mi jednak nie odpowiedział.
Zaczęłam się niepokoić - gdzie on mógł się podziać?! Jeśli nie pobiegł do lasu to gdzie?
Zawróciłam i potruchtałam z powrotem do Legowisk. Postanowiłam, że znajdę kogoś, kto mógłby wiedzieć gdzie jest Wirvix. To musiał być ktoś, kto jest tu już długo, kto zna malca choć trochę.
Mimo, że nie byłam wolna, przebieżka trochę mi zajęła, prawdopodobnie dlatego, że co jakiś czas wpadałam na jakiś pieniek. Myślałam bowiem intensywnie, czemu zawsze muszę coś zespsuć. Miałam nadzieję, że Wirvix mi jeszcze zaufa, bo na razie nie popisałam się jako opiekunka. Wciąż wyrzucałam sobie, że po kłótni nie poszłam go od razu szukać.
- Wirvix?! - spróbowałam raz jeszcze. - Jesteś tu?
Może wcale nie będę musiała iść do kogoś z watahy?


Wirvix?

wtorek, 23 grudnia 2014

Od Fairlyn

Uśmiechnęłam się. Byłam szczęśliwa. Była tu Pass, ja, Share, Oli, Jane, Koli i Alter. Teraz mogłam się trochę pobawić. Niewiele myśląc rzuciłam się w pogoń za Pass. Po tym jak ją znalazłam chwile grałyśmy, ale szybko przestała. Jakoś ucichła i przestała się ruszać. Mimo, że nie podobało mi się, że tak szybko zwiotczała, wciąż byłam zadowolona. Kiedy chciałam odejść, żeby poszukać kogoś innego do zabaw, wilczyca, która powinna już leżeć, odepchnęła mnie na ścianę. Odrzut był słaby i właściwie nic mi nie zrobił poza tym, że trochę zakręciło mi się w głowie...

***

- Password?!- wykrzyknęłam w przestrzeń.
Obróciłam się szybko i idąc za zapachem dotarłam do jakiś zwłok. Błagam, niech to nie będą JEJ zwłoki. Ale zapach mówił co innego.
- No i co ja mam robić?- zaklęłam pod nosem i rozejrzałam się za czymś pożytecznym. Oczywiście bezcelowo, bo po pierwsze nic nie widziałam a po drugie była to jaskinia. Wtargnęłam do jej umysłu i zobaczyłam czy wciąż żyje. Praktycznie nie. Zemdlała.
Łapą starałam się zamknąć ranę, by nie wyciekało więcej krwi. Bezcelowo. Nic nie wiedziałam o medycynie. Moje działania zapewne jedynie by pogorszyły jej stan...
Zacisnęłam wargi, ale w końcu i tak to zrobiłam.
- Jane? Oli? Wszyscy? Wiecie coś o leczeniu?
Przez chwile słyszałam jedynie ciszę i zaczęłam się bać, że akurat w takim momencie opuścili mój umysł.
- Hmm... Postaraj się zatkać czymś tę ranę. Tam masz na przykład mech. A potem wyjdź z jaskini i pójdź do jakiegoś szamana... - usłyszałam cichy głos Koli.
Chwila.... Mech? Wyjście? Były tak blisko? Zaczęłam węszyć i znalazłam tamten mech. Kiedy już zatkałam nim po części ranę, wyczułam coś jeszcze. Rzeczywistość. Zapach drzew, lasu, roślin, zwierząt. Mój ściśnięty żołądek wreszcie dał o sobie znać. Ale musiałam go zignorować. Z Pass na plecach nie był to dobry moment na jakiekolwiek polowanie.

***

Obudziłam się w jaskini. Gdzieś w ciemnej jaskini. Czy to był sen? To że wyszłam? To, że zraniłam Pass? A może leży obok mnie martwa... Zobaczyłam, że jestem przywiązana. Co się stało....
- Obudziłaś się. Wreszcie. Ile można czekać...
- Zamknij się Share. Nawet nie wie co się stało.
- To może jej wytłumaczysz, Jane?
- A czemu ty tego nie zrobisz?
- Mam ważniejsze sprawy.
- Jak?
- Cicho bądź i lepiej jej powiedz co się stało.
Jane parsknęła, po czym zwróciła się do mnie.
- Doszłaś tutaj, do jaskini szamanów, ciągnąc na plecach Pass, co przerosło twój wygłodzony organizm i zemdlałaś. Potem cię tu zanieśli. A kiedy się obudziłaś, chciałaś ich wszystkich pozabijać, no znaczy nie ty tylko ta druga.... A potem, kiedy poważnie poraniłaś cały personel tej jaskini, Asmin cię tu przykuł. 
Rozejrzałam się. Ulżyło mi, że nie jestem już w tamtej jaskini. I to bardzo.
Zobaczyłam światło, a gdy się obróciłam, przede mną pojawił się Asmin.
- Fair?- zapytał niepewnie.
- Taa...
- Dlaczego chciałaś wszystkich pozabijać?
- Eechh...
Zastanawiałam się chwilę co powiedzieć, gdy usłyszałam głos Oliego.
- Lepiej mu powiedz o rozdwojeniu. Jest szamanem. Będzie mniej więcej wiedział co robić, żeby was połączyć albo przynajmniej jak powstrzymać te zamiany.
Pomyślałam trochę nad jego słowami i przyznałam mu racje. A może oni wszyscy to i tak były moje myśli...?
- No więc... Chwila! Password?!
- Żyje. Ledwo. Jest w jaskini obok. Co wam się stało?
Przygryzłam wargę i po uwolnieniu się z ostatniego pęta wybiegłam na zewnątrz. Musze zobaczyć jak ją urządziłam...
Wbiegłam do pokoju obok i spojrzałam się na wychudzoną, brudną istotę, która kiedyś była Password. Czy ja też tak wyglądam?...
Zaczęła powoli otwierać oczy.

Pass, jak wrażenia po naszej wycieczce? ;*

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Od Amery

- Hej Kyo. Co tu robisz ?- zaczęłam.
- Podziwiam Dolinę ?- odpowiedział z wahaniem.
Wstałam i podeszłam do basiora. Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. Lekko się uśmiechnęłam i ruszyłam przed siebie. Po kilku krokach odwróciłam się.
- Co powiesz na polowanie ?
Chwila zastanowienia.
- Okej...
Ruszył za mną.
 ***
Szliśmy już od dłuższego czasu. Starałam się wciągnąć Kyo do rozmowy, ale odpowiadał niezbyt entuzjastycznie. Zaczął padać deszcz. Niebo przecieła błyskawica. 
- Chyba czas wracać!- krzyknęłam próbując zagłuszyć deszcz. 
- Dobry pomysł!- odkrzyknął. 
Zwróciliśmy się w stronę Legowisk, ale nagle stanęłam jak wryta. Błyskawica oświetliła ciemna sylwetkę. 
Kyotoo c: ?
(Sorki ze krótkie :( brak czasu...)

Od Password

Fairlyn gwałtwnie się zatrzymała. Sekundę później jej ciało z hukiem upadło na kamienną posadzkę.
W tamtej chwili sama miałam ochotę stracić przytomność.
Poczułam jak oddech mi przyśpiesza. Serce zaczyna walić jak młotem. Krew zamarza w żyłach, a łapy stają się jak z waty.
Przeżywam Deja vu.
Znowu mdleje. Będzie chciała mnie zabić.  Znowu tylko krew, śmierć i ból. A później i tak niczego nie będzie pamiętać...
Zaczynam się cofać, choć moje ciało pragnie zanurzurzyć się w ziemi i nigdy tu nie wrócić. Fair, proszę cię...
Lyn podniosła się ciężko i wkleiła we mnie swoje ślepia. Na jej pysku widniał szaleńczy uśmiech.
- Witaj Pass, miło mi cię widzieć - parsknęła śmiechem, przypominjącym piski konającego zwierza.
Odwróciłam się i zaczęłam pędzić przed siebie, jednak jej chichot niósł się za mną echem, jakby mnie gonił.
Odgłosy jej kroków dudniły mi w uszach. Biegnie za mną. Węszy. Szuka.
Chce mnie zabić. Żądza krwi jest wręcz namalcalana.
Może nawet lepiej jeśli zginę. Nie będę musiała już nigdy przeżywać tego koszamru z Fair. Nie zwariuję doszczędnie. Nie umrę z głodu. Smutki, ból, nieszczęście, może wreszcie od nich ucieknę..
Schowałam się w jakieś jaskini. Może jakoś przetrwam tą noc.

***

Zbliża się. Czuję jej gryzący zapach. Jest niczym ostrze przecinająe powietrze. Drażni mój nos.
- Password, gdzie jesteś? Chcę się z tobą pobawić...
Zamknęłam oczy. Starałam się uspokoić oddech. Jakoś się opanować.
Wszystko na nic.
Czarny cień pojawił się w progu groty. Już tu jest.
- Witaj Fair - powiedziałam nerwowym głosem.
Uśmiechnęła się, ukazując swe białe kły.
Wszystko zaczęło dziać się tak szybko.
Skacze na mnie z nikąd. Czuję ból z tyłu głowy oraz krew spływającą z rany po uderzeniu. Zaciskam zęby.
Fair przygniata mnie ciężarem swojego ciała. Odpycham ją tylnymi łapami. Ruszam do wyjścia.
Wilczyca podkłada mi nogę. Upadam na ziemię rozbijając nos. Widzę pod sobą kałużę szkarłatnej cieczy.
Z trudem podnoszę się i zadaję cios pazurem w jej stronę.
Trafiam w łapę, zostawiając czerwony ślad.
Lyn nie pozostaje bez odpowiedzi. Rusza na mnie i łapie mnie za gardło i zatapia w nim swoje śnieżno-białe zęby.
Czuję, jak mdleję. Wszystko zaczyna się zamazywać. Ból...
Ten okropny, nie dający się zignorować ból...
Umieram.
Ostatkiem sił kopię Fair w brzuch. Zatacza się do tyłu. Wstaję i pcham ją na ścianę. Traci przytomność.
Po chwil dopada mnie to samo...

                                                           Dokończ ;-;

Od Every: Dołek

Po powrocie do Doliny od razu skierowałam się do jaskini, była ona umieszczona bardzo wysoko, więc postanowiłam tam polecieć, a nie iść na piechotę, poza tym noga bardzo mi dokuczała. Stanęłam w progu ciemnej jaskini patrząc na bałagan, który zostawiłam tu gdy wyruszaliśmy do Mrocznych, skóry były wszędzie, nawet na półkach, gdzieniegdzie były kości zwierząt, które upolowałam, ostrożnie przeszłam koło różnych ksiąg i rozbitych butelek by dojść do legowiska, doszłam i ukrywając się pomiędzy najróżniejszymi ciepłymi skórami zasnęłam.
Gdy się obudziłam była ta sama pora, o której zasnęłam, tylko następny dzień, promień słońca padł mi na pysk, który od razu ukryłam pod skórą, niestety głód był bardzo silny i musiałam wstać by coś upolować. Podnosząc głowę rozejrzałam się po jaskini, ciągle taka sama, brudna, ale mi to nie przeszkadzało, znów ostrożnie przez nią przeszłam i doszłam do wyjścia.
Znów spałam, nie miałam najmniejszej ochoty wstać i coś zrobić, nawet głód nie był w stanie wyciągnąć mnie z jaskini.
Powoli otworzyłam oczy, ktoś mnie obserwował, u wylotu jaskini stał Asmin, zszokowany patrzył na jaskinię, sięgnęłam do jego umysłu, ale bariera, która go otaczała, mi na to nie pozwalała, jednak mimo wszystko napierałam na nią co bardzo zdenerwowało wilka, spojrzał w moim kierunku i wyszedł. Sytuacja powtarzała się kila razy, wyglądało na to, że Alfa martwi się o swoich wojowników.
Leżałam tak chyba ze cztery dni, gdy głód był bardzo męczący i w końcu musiałam coś zjeść. W progi znowu siedział Asmin, nie zwracając na niego uwagi wstałam, ale upadłam, nie miałam nawet siły utrzymać się na nogach, skuliłam się zakrywając łapami pysk, usłyszałam za sobą kroki Alfy, posłałam myśli w stronę Asmina:
Idź stąd! Nie potrzebuje pomocy!
Kroki ucichły, odwróciłam głowę, nie było już nikogo, po policzkach popłynęły mi łzy, odtrącałam nawet tych którzy starali się mi pomóc, miałam nadzieję, że mimo wszystko moje życie się zmieni, ale było jeszcze gorzej.

Dokończy albo Asmin, albo ktoś, kto zauważy brak mojej obecności.

[Dopisek Autorki] Asmin poszedł do mojej jaskini, ponieważ długo nie widział mnie i słyszał, że nie wychodzę z jaskini czy co tam.

Od Adexiuon

- Żyjesz? Jak się nazywasz?
- Ninethe Chesters - odparła wilczyca.
- Aha, jestem Adexioun, dobrze się czujesz?
- No, niezbyt - powiedziała wycieńczona wadera.
- Może zaprowadźmy ją, by odpoczęła - powiedziała Sharvari.
- Najpierw może dajmy jej coś do jedzenia? - stwierdziłam.
- A może jednak...
- Ej, stop!! - powiedziała Ninethe.
Widać było, że jest osłabiona i śpiąca.
Nagle owa wadera położyła się opadając z sił i zamykając ślepia.
- Co robimy, ona mdleje! - powiedziała zaniepokojona Sharvari.
- Jak najszybciej zaprowadźmy ją do szamana, może on coś zrobi - powiedziałam szybko.
Razem z Shar pognałyśmy do Radioactive'a.

Ninethe, Sharvari?

Wyniki Prezenterii!

A oto i upragnione wyniki!


NumerekWilki, które 
wybrały ten numer
Ilość punktów kryjąca 
się pod numerem
1Kyotoo, Evera, Fair5
2Shante, Lethiel0,5
3Wirvix, Evera, Amera2
4Wirvix, Evera, Password7
5Kyotoo, Shante, Amera, Wirvix, Fairlyn, Night1
6Lethiel, Kyotoo4
7Amera, Fairlyn, Night, Kyotoo3
8Fairlyn, Wirvix, Kyotoo, Evera6
9Password, Fairlyn, Evera, Kyotoo, Amera4
10Kyotoo, Password, Shante, Amera2
11Amera, Shante, Evera6
12Amera, Night, Kyotoo8
13Evera, Password, Amera1
14Ajax, Shante5

Punkciki już lecą do Waszych profili!

Z Jaskini Narad życzy wesołych świąt Alfa Asmin,
który w ramach prezentu przestał śpiewać nad uchem Fair.

sobota, 20 grudnia 2014

Od Fairlyn

- Fair. Zaczynam wariować....
Usłyszałam jej głos, co trochę przywołało mnie do rzeczywistości. Czułam się źle. A kolejne wspomnienia wyleciały mi z pamięci. Co się przed chwilą stało?
- Pass?
Zapadła między nami niezręczna cisza. Nie wiedziałam czy powinnam się o to spytać, ale...
- Ty też ich słyszysz?
Siedziałyśmy chwilę w milczeniu.
- Ich?
- Wilki. Czasem coś do mnie mówią. J-ja... Tracę pamięć. N-nie jestem w stanie ci pomóc. Ale może kontakt z drugą osobą coś pomoże. Spróbujmy się do siebie przybliżyć.
Niezręcznie podeszłam w jej kierunku.
- Chyba czas iść dalej - rzuciłam.
Poczułam, mimo ślepoty, że patrzyłyśmy się na siebie z porozumieniem, po czym wstałyśmy i zaczęłyśmy szukać wyjścia.
Na początku nic nie znalazłam, więc poczułam przybliżający się falą atak paniki. A potem zrobiło się jeszcze ciemniej.

***



- Pass? Passsswooord... No choć tu! Nie baw się ze mną w berka...
Udało nam się jakoś wyjść. Ale Pass się oddaliła. Nie dobrze. Co jeśli coś jej się stanie? Będzie mi taaak smutno. W końcu to ze mną miała się bawić.
Zaśmiałam się cicho. 
- Pass? Choć do mnie... O, kim jesteś? - usłyszałam jakiś głos.
- Share...
- Hej Share! Chcesz się pobawić? A może widziałeś Word? Zniknęła mi gdzieś. Chciałam z nią jakoś się stąd wydostać. Poza tym zrobiłam się trochę głodna.
- Jest blisko. Użyj węchu, idiotko.
- Nie mów tak do przyjaciół! Powinniśmy się trzymać razem, bez kłótni! 
- Chyba muszę poczekać na twoją drugą jaźń...
- O czym ty gadasz? A tak poza tym...
Zrobiło mi się słabo. Szkoda. Ciemno, coraz ciemniej...

***


Wstałam powoli. Gdzie jest Pass? Zaczęłam węszyć.
- Pass? Paass?
- Fair?- usłyszałam cichy szept.
- No.
- N-nie chcesz mnie już zabić?
Otworzyłam szerzej oczy. Zabić? O czym ona wygaduje?
- Co?...
- Ty nic nie pamiętasz?
- Co miałabym pamiętać?
- Kiedy szukałyśmy wyjścia zemdlałaś, a potem się na mnie rzuciłaś.
- Ja?.... Poczekaj chwilę.
Zamilkłam i nadstawiłam ucha. Byłam pewna, że coś usłyszałam...
- Ktoś tu jest? - szepnęłam cicho.
- Share. Wreszcie jesteś. Twoja druga osobowość jest trochę wkurzająca, ale na szczęście obie macie wieloosobowość czy jakoś tak. 
- Co?... Jaka druga osobowość? Wieloosobowość? O czym ty gadasz?
- Fair?...
- Czekaj Pass.
- Jeszcze się nie zorientowałaś? Odcięłaś od siebie szaleństwo, tworząc w umyśle drugą osobowość. Masz rozdwojenie jaźni. Ty jedynie masz w swojej głowie parę innych osób i lekką paranoje. Farciara. Twoja koleżanka już niedługo wykituje. Nawet teraz myśli o zjedzeniu ciebie - zaśmiał się cicho, dziwnym, nieistniejącym głosem.
- Okej Pass, musimy się stąd wydostać. I to szybko. Gdybym znowu chciała cię zabić to uciekaj i się gdzieś schowaj. A teraz musimy już iść.
- Okej... - szepnęła cicho i podążyła za moimi krokami.

***

Share ciągle był obok, w mojej głowie. Cały czas. Pojawiali się też inni. Nie istnieli. Nigdy ich nie było. Niektóre z nich zamieszkały na stałe w mojej głowie, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że miałam coś na kształt zaburzeń dysocjacyjnych tożsamości, chociaż oni akurat nie chcieli przejąć kontroli nad moim ciałem, tak jak ta druga osobowość. Po prostu tam siedzieli. Czasem słyszałam ich rozmowy. Zwyczajne. Jakby moja głowa była ich kafejką, do której stale uczęszczali. Czasem im odpowiadałam. Nie mogłam się powstrzymać, kiedy rozmawiali na jakieś ciekawe tematy. Ale większość czasu starałam się ich ignorować. Było ich nie wiele. Jane, Oli, Alter i jakaś dziewczynka, która praktycznie się nie odzywała. Nazwałam ją Koli. No i oczywiście Share, który najlepiej nad nimi wszystkimi panował. W duchu liczyłam na to, że zamiana osobowości jeszcze przez dłuższy czas nie nastąpi, nawet jeśli będę musiała ich wszystkich słuchać.
Po jakimś czasie, głosy w mojej głowie trochę się uspokoiły. Jane i Oli, którzy wcześniej zawzięcie się ze sobą kłócili także zamilkli. Wyczekiwali czegoś.
- Powiecie co jest grane? Jane? Alter? - wyszeptałam.
- Niedługo cię tu nie będzie - szepnął Alter.
Chciałam ostrzec Pass, ale to było szybsze. Straciłam przytomność.

Niech żyją choroby psychiczne, hip hip hurra!!!
Kofam DID<3
Word~



Od Password

Szłam w nicość. W kompletną czerń, tak naprawdę nie wiedząc gdzie. Czułam się jak w labiryncie. Bez wyjścia. Gdziekolwiek pójdę, trafiam na ścianę. Jakby były wszędzie. Jakby zamykały mnie w coraz mniejszej przestrzeni, przygniatając mnie. 
Chcą żebym zginęła. Chcą patrzeć jak ginę. To im sprawia przyjemność.

***

Słyszę piski. Błagalne krzyki o litość i płacze. Szydercze śmiechy. A następnie ryk konającego zwierza. I tak w kółko.

***

Minuty wloką się w nie skończoność. Albo to godziny tak szybko mijają...
Ile już tu jesteśmy?
Dzień. Dwa.
Tydzień czy miesiąc.
A może rok...

***

Może będziemy już tu na zawsze. Może stąd nie wyjdziemy. Może coś na nas wyskoczy i będzie nas torturowało. Umrzemy w męczarniach. Będziemy ryczeć z bólu. Ale nikt nam nie przyjdzie na pomoc. 
Będziemy tu gnić, to pewne.

***

Głód zaczyna mnie dręczyć. Zrzerać od środka. Mam ochotę zabić wszystko dookoła. Mam ochotę napaść na Fair i zjeść ją żywcem. 
Jak szleniec.
Ale nie zrobię tego. Część mnie odpowiedzialna za mą wilczość nie pozowli mi stać się kanibalem.

***

Siedzimy w jakieś jaskini. Znowu. 
Wszystko wydaje się dziwne. Nie prawdziwe. Jakby było żartem. Jednym, głupim żartem.
Zaraz wybuchnę szaleńczym śmiechem.
- F-Fair - słyszę swój cichy, niepewny głos. Brzmi jakbym umierała. Jakby nie należał do mnie.
- Fair. Zaczynam wariować....

                                                                                Fair XD

Od Ninethe

Wczesny ranek.
Bieg przez całą noc skutecznie wycisnął ze mnie resztki sił. Cały czas obiecywałam sobie, że przebiegnę jeszcze kawałek i odpocznę. W końcu ostatecznie opadłam z sił, a po krótkim czasie potknęłam się, nie wiem o co, i upadłam. Leżałam w otępieniu jeszcze parę minut, aż zauważyłam jezioro. Pragnienie wzięło górę nad zmęczeniem. Chwiejnym krokiem doszłam do wodopoju i napoiłam się. Od razu zrobiło mi się lepiej, jednak nie czułam się za dobrze. Rozmyślałam o przeszłości...
Ból... Strach... Mdłości...

***

- Żyje? - słyszałam.
- Chyba...
Otworzyłam oczy. Wstałam i chwiejnym krokiem poszłam za głosem. Dostrzegłam dwa wilki. Byłam w jakiejś jaskini.
- Żyjesz? Jak się nazywasz?
- Ninethe Chesters - odparłam tępo.
Była tam jakaś wilczyca.

Dokończy ktoś?

Od Fairlyn

Ciemność. Była wszędzie. Pass tam weszła. Po co? Nie wiem. Nie wiem czemu i dlaczego. A tym bardziej czemu za nią poszłam. Chciałam sprowadzić pomoc, ale zaczęła iść tam głębiej, słyszałam oddalające się kroki, coraz cichsze i bez długiego myślenia wpadłam tam gdzie ona. Mój żywioł oczywiście mnie olał kiedy najbardziej go potrzebowałam, więc po prostu szłam za zapachem Word. Teraz nie wiem która jest godzina. Który dzień. Ile tu siedzę. Otaczała mnie tylko ciemność i jedynie dzięki dźwiękom moich kroków mogłam mniej więcej ocenić szerokość i długość tuneli. Co i tak praktycznie nie zmniejszało ilości razy, kiedy wpadałam na jakąś ścianę.
Wiedziałam, że jeśli szybko się stąd nie wydostanę, popadnę w ten dziwny katatoniczny stan, tak jak wiele lat temu. Byłam skrajnie głodna, nic nie widziałam i jedyne co mogłam robić to kiwać się cicho w jednym pomieszczeniu jaskini i nucić stare piosenki. Chociaż praktycznie tego nie pamiętam, jakby to nie dotyczyło mnie.
Wyrzuciłam z głowy złe wspomnienia i ruszyłam dalej za coraz mocniejszym zapachem Pass.
- Password?- krzyknęłam w przestrzeń.
- Fair?
- Mhm- mruknęłam ciszej.
Dobrze było słyszeć czyiś głos. To pomaga. Nie zapaść się we własną psychikę.
Usiadła na podłodze. Była jakaś inna. Chociaż nic nie widziałam, czułam, że siedzi obok mnie. Nagle coś mnie dotknęło, więc z warknięciem ugryzłam, jak się okazało, łapę Pass.
- Ahh. Nie wyskakuj tak z tym.
- Chciałam sprawdzić czy to na prawdę ty - mruknęła pod nosem.
Parsknęłam pogardliwie i rozejrzałam się z przyzwyczajenia po ciemności.
- Idziemy dalej?...
- Uhm - odparłam.

***

Starałam się liczyć dni, ale poniewczasie stało się to męczące, więc porzuciłam ten pomysł. Póki co się trzymamy. Szacuje, że siedzimy tu jakiś dzień, może dwa. Pass wygląda okej. Chyba zaczynam mieć pierwsze objawy paranoi. Czasem słyszę czyjeś kroki, a czasem wydaje mi się, że coś w tej ciemności widzę. Mam nadzieje, że Asmin przyjdzie do czasu zanim zwariujemy kompletnie*. Ale ani ja ani Pass nie mamy pojęcia gdzie może być wyjście.

***

Zastanawiam się ile czasu tu spędziłyśmy. Może już dzień? Bez jedzenia jeszcze trochę pociągniemy, gorzej z wodą. Teraz siedziałyśmy w małej ciasnej jaskini. Wydaje mi się, że ktoś u jest oprócz nas. Słyszę czasem trzecie kroki. Szepty. Może to Enx? Uśmiechnęłam się. Pewnie wie jak stąd wyjść. Może pokaże nam drogę?
Pass zrobiła się cichsza. Czasem zaglądam w jej myśli, ale jest tam taka sama ciemność jak w jaskini. Pewnie się boi. Że umrze. Albo wariuje. Te tunele działają tak na wszystkich. Ale jesteśmy tu za krótko. Żeby zwariować potrzeba paru dni. Ciekawe ile tu jesteśmy...
Uśmiechałam się w przestrzeń. Enx pewnie niedługo przyjdzie nas uratować. Teraz trochę się z nami bawi, ale i tak mi pomoże. W końcu jesteśmy przyjaciółmi. Pass da do tego czasu radę. Ile tu jesteśmy...

***

Coś tu się nie zgadzało. Z pamięci wylatywały mi niektóre momenty. Luki w umyśle trochę mnie martwiły. Może już zwariowałam? Nie wydawało mi się. Ale Pass miała dziwne wspomnienia wobec mnie. Niektórych rzeczy nie robiłam czy mówiłam, a mimo to byłam pewna, że to ja... W jej myślach ciągle niczego nie znajdowałam. Zaczynam też widzieć niektóre rzeczy... Nie sądziłam, że stanie się to tak szybko. Zaczęłam szukać wyjścia. Nic nie było? Narastała we mnie panika. Potem wyłączył mi się umysł.

***

Nie chodzimy nigdzie od paru godzin. Albo dni. Może tygodni? Czasem skaczę sobie po jaskini czy nucę piosenki, ale coraz bardziej chce mi się pić. Podobno w ciałach zwierząt jest trochę wody. trzeba znaleźć jakieś zwierze. Ale jestem tu ja i Pass. Nie ma nikogo więcej. No oprócz Enxa. I paru innych wilków. Teraz czuje ich zapachy. Strasznie śmierdzą. Jak stare mięso. Ale czasem podchodzą blisko naszej jaskini i nic nie mówią. Może się boją? I tak śmiesznie wyglądają
Chyba czas ruszyć znowu w drogę. Ale jeden z obcych wilków powiedział, żeby stąd nie wychodzić. Że grasuje tu straszny potwór. Ale i tak musimy stąd ruszyć. Czas już przecież na przygodę. Pass nic nie mówiła, czasem tylko pomrukiwała coś na moje słowa. Ale chyba się zgadza, że nawet jeśli jest tam potwór musimy wyjść. Tylko... Gdzie było wyjście z tej jaskini? Nigdzie go nie widziałam. Ani nie czułam. Zasypało nas? Czasem szepty były całkiem głośne i odcinały mnie od dźwięków stąd. Ciekawe ile tu jesteśmy...**

*Asmin i ktokolwiek inny- nie przychodzić! Chce tu zwariować, ok? I potem mieć schizofrenie i rozdwojenie jaźni. Do końca życia. Serio. xd.
**Powiedzmy że siedzimy tam z tydzień XDD jak ten czas leci.


Yaaaayyyy, schizofrenia aka rozdwojenie jaźni forever!
Word, czas na twoje dolegliwości psychiczne. Chyba, że nie chcesz ;___;

czwartek, 18 grudnia 2014

Od Password

Fairlyn równym krokiem szła przed siebie, co chwila znikając w ciemnościach. Podążałam za nią, niczym pies za swym panem. Nie byłam pewna, czy Lyn na pewno wie, gdzie zmierza.
Ostatnie białe pasma sierści zniknęły za krzakami, pochłaniając ją w całości. Ruszyłam za nią, nie tracąc czasu na swoje myśli.
Wąwóz. Nie zbyt szeroki, głęboki jak każdy. W zasięgu mojego wzroku znajdowały się tylko jego ściany, zdawały się mnie przygniatać, choć nawet mnie nie dotykały. Wyobraziłam sobie ból, gdy twarde kamienie, drobinki ziemi i piasku zbite w jedną całość, zgniatają mnie jak plastelinę.
Nie nawidzę takich miejsc.
Blada poświata księżyca rzucała martwe światło na oddalającą się postać mojej towarzyszki. Nie śpieszyła się. Nie czekała. Łapa za łapą, poruszała się do przodu, zostawiając mnie w tyle.
Poszłam w jej kroki, idąc przed siebie wypatrywałam ją w ciemności. Czułam, że niewiele oddaliłam się od początku wąwozu, gdy trafiłam na niewielki otwór. W jego wnętrzu znajdowała się jedynie pustka, bezkresna nicość. Wyglądał jak czarna dziura, która za chwilę spowoduje koniec świata.
Co tam jest? Nie chcę wiedzieć.
Mój ciekawski nos, nakazał mi do niego zajrzeć. Choć czułam ciarki na plecach, przybliżyłam się do "wejścia", szukając wzrokiem punktu zaczepienia.
Zrobiłam krok w jego wnętrze. O jeden za dużo.
Upadłam na pysk, zaczęłam toczyć się po stromym podłożu. Liczne nierówności w kamiennych ścianach wbijały się w ciało, zadając krwawe rany. Wydałam z siebie jęk bólu, gdy znalazłam się na równym.
Spojrzałam ku górze. Wszystko było oddalone ode mnie o tysiąc kilometrów, jednak usłyszałam głos z góry.
- Pass?
Obolała, posiniaczona, podniosłam się na dźwięk swojego imienia. Wykrztusiłam z siebie cichy bełkot, który odbił się echem od kamiennych ścian:
- Fair?
- Hę? - odpowiedziała żartobliwie, choć w jej głosie nie słychać było nawet nuty rozbawienia.
- Pomogłabyś mi może?
- Ah tak, jasne - po tych słowach, jak gdyby zniknęła. Rozpłynęła się w powietrzu.
Nie wiem co kombinuje. Nie wiem co chce zrobić. Najważniejsze jest dla mnie wydostanie się stąd. Gdzie ja wogóle jestem...
- Pass, nie ruszaj się nigdzie - rozległ się ponownie jej głos - Ja... chyba... ugh...
Ponownie zapanowała cisza.
Nie mam zamiaru na nią czekać. Nie mam zamiaru czekać, aż podejmie jakieś kroki.
Ruszyłam przed siebie w ciemność. Nie wiem gdzie idę. Przed siebie. Czasami najprościej jest pójść najprostszą drogą, zostawić wszystko za sobą. Zapomnieć o rzeczywistości, odciąć się od świata.
Powiedzieć "trudno" i zwariować.

***

- Password? - głos noszący się echem wyrwał mnie z zamyślenia.
Już od dobrych pięciu minut maszeruję w nicość.
- Fairlyn? - krzyknęłam w bezkresną czerń.

Fair? XSS

Od Fairlyn

Szłyśmy w mroku lasu. Odpowiadała mi cisza. I to bardzo. Mrok, w którym można się po prostu rozpłynąć i zniknąć. Choć trochę utrudniało mi to białe futro. Księżycowe, mdłe światło wskazywało podążającą za mną Password, odbijając się od jej brązowego futra. Ja parłam przed siebie, chowając się za cieniami drzew. Nie lubiłam przebywać z innymi, chyba, że był to ktoś kogo tolerowałam, jak Asmin. Choć czasem poważnie nadszarpywał moje nerwy. O Pass praktycznie nic nie wiedziałam. Z przyzwyczajenia zaczęłam przeglądać jej myśli, jakby była potencjalnym zagrożeniem. Zanim zdusiłam w sobie odruch, udało mi się dostać do jej postrzegania obecnej sytuacji. I mnie. Przygryzając lekko wargi i wzruszając w duchu ramionami, stwierdziłam, że zacznę rozmowę, jeśli ona nie wie jak.
- Chcesz coś wiedzieć?
- He?- odpowiedziała zaskoczona.
- Chyba o coś chciałaś zapytać...- rzuciłam. Dawno nie wypowiedziałam do nikogo poza Asminem tak długiego zdania.
Zamilkła na chwilę szukając słów. Czekałam, wciąż idąc kawałek przed nią. Zapadła między nami długa cisza. Albo nie wiedziała o co zapytać, albo czy powinna o to zapytać. W końcu wydusiła z siebie:
- Przez co prowadzi skrót?
Chyba nie było to o co naprawdę chciała zapytać, ale zignorowałam chęć wejrzenia w jej myśli.
- Mały wąwóz. Trzeba trochę zboczyć z trasy na lewo, a potem trafić do wejścia- odparłam mechanicznym tonem.
- Mhm- mruknęła w odpowiedzi.
Rozejrzałam się. To już chyba tu. Zobaczyłam charakterystyczne, stare, chore i porośnięte najróżniejszymi naroślami drzewo i rzucając okiem na Pass, zniknęłam za zakrętem. Kiedy upewniłam się, że za mną nadąża, znów pochłonęły mnie własne myśli. Lubiłam noc. Może to oklepany motyw. Ale ciemność potrafiła ukryć niektóre rzeczy. Niepewność. Strach. Ból. Problemy. Nie znikały, ale puste, niekończone się niebo potrafiło na chwilę mnie odciągnąć od tego, co w ciągu dnia zżerało mój umysł i sprawiało, że stawał się wyzutą papką.
- To tu - dałam znać Word i przeszłam przez krzaki.
Nie odwracając się, zagłębiłam się w ciasną przestrzeń wąwozu i czując jego przytłaczające ściany, powoli coraz bardziej strome i zacieśniające się nade mną, uspokoiłam się i mogłam w pełni wyciszyć myśli. Przychodziłam tu od czasu do czasu. Czułam wtedy jak to moje wnętrze, wilczość, coś co sprawiało, że byłam dobra i empatyczna pustoszało, zostawiając po sobie pustą skorupę. Lubiłam ten stan. Nie chciałam uczuć. Przynosiły tylko ból i kłopoty.
Po paru minutach ciągłego chodzenia, obejrzałam się żeby spojrzeć na Pass. Której tam nie było.
Wciągnęłam haust powietrza i na spokojnie spróbowałam podążyć za jej zapachem. Doprowadził mnie on na początkową część wąwozu. Chyba nie wpadła tam... Przy wejściu znajdowało się małe wejście do sporego systemu jaskiń, w którym już raz kiedy byłam młoda się zgubiłam na dwa dni, dopóki nie znalazła mnie matka. Przełknęłam ślinę. Nie chciałam tego powtarzać, ale jeśli jest tam ona...
- Pass?- krzyknęłam do stromego, wąskiego otworu, ziejącego czernią.

Word c;
Utknijmy tam, głodujmy i w ogóle zwariujmy, błagam XDD
na serio.

Profil wilczycy Ninethe


Imię: Ninethe, Nin - tylko dla bliskich
Przydomek: Chesters
Płeć: samica
Wiek 2 lata
Zawód: łącznik
Partner: może...
Rodzina: matka: Verontha, ojciec: Carshel, siostry: Anverie, Smaichell, brat: Dheston - wszyscy zostali w watasze
Żywioł: eter
Umiejętności: telepatia (★★★), częste wizje (★★★), znajomość języków i ich sposobu zapisania (★★★), zadawanie bólu psychicznego (★★★), usuwanie czyichś wspomnień (★★), widywanie zjawisk nadprzyrodzonych (★★)
Opis: Ninethe Chesters urodziła się w mocnej i bogatej watasze. Była córką Alf. Ogólnie była szanowana i dobrze kojarzona m. in. przez swoją pozycję. Jej rodzeństwo - Anverie, Smaichell i Dheston mieli podobnie. Mogła robić wszystko co chciała, a gdy zrobiła coś złego nie była specjalnie karana. Żyła w przepychu i luksusie nie martwiąc się o nic. Pewnego dnia do ojca przyszła wieść, że w watasze panuje groźna choroba, która dziesiątkuje zwierzynę i wilki. Ojciec postanowił uciekać. Wraz z rodziną postanowił opuścić rodzime ziemie i wyruszyć w wielką podróż. Tymczasem choroba dosięgła ukochanej matki Ninethe - Veronthy. Wilczyca szybko zmarła. Zrozpaczony ojciec po śmierci żony sam zapadł w tą chorobę i również zmarł. Po nim przyszła kolej na rodzeństwo. Została tylko ona i garstka ocalałych. Egoistyczna Nin sama musiała o siebie zadbać. Pragnęła odnaleźć takie miejsce, w którym będzie się czuła dobrze. Opuściła watahę. Tułała się od miejsca do miejsca. Kiedy ostatecznie chciała wrócić do swojego domu, zorientowała się, że nie pamięta drogi. Chciała założyć rodzinę. W końcu znalazła to miejsce i postanowiła w nim zostać.

wtorek, 16 grudnia 2014

Od Password

Jej białe futro, ubarwione czerwonymi plamami krwi, odbijało srebrne światło Księżyca w pełni. W ciemnych ślepiach, niczym w dwóch czarnych otchłaniach bezkresnej nicości, jak zawsze pod maską obojętności, skrywała się ta sama zwykła wadera. Choć wiedziałam, że Fairlyn nie zawsze jest negatywnie nastawiona do każdego, nigdy nie miałam odwagi się do niej odezwać. Uważałam ją za zło, jednak z jakiś powodów zawsze chciałam ją... bliżej poznać?
- Może pokazać ci skrót? - zapytała szukając mnie swym wzrokiem.
Popatrzyłam jej prosto w oczy.
Nie dostrzegłam nienawiści. Złośliwości, cienia chamskiego uśmiechu. Tylko spokój i opanowanie.
Nie nie spodziewałam się takiej propozycji, a już na pewno od Fair, jednak nie zamierzałam odmówić. Może coś wreszcie wyrwie mnie z codzienności.
- Jeśli chcesz... - mruknęłam w odpowiedzi.
Lyn powolnie wstała, odsuwając od siebie martwe ciało łani.
- Chodź Password, nie ma czasu do tracenia - jej twarz na chwilę rozpromienił się lekkim uśmiechem, który tak szybko zniknął, jak się pojawił.
Ruszyła przed siebie, znikając w cieniach drzew, niczym zjawa strasząca wszystkich żywych. Jedynie jej oczy błyszczały w ciemnościach,  przez co wiedziałam, że na mnie czeka.
- Nie zamierzasz powiedzieć o tym Asminowi? O tym, że idziesz ze mną do Mrocznych?
- A po co? - wzruszyła ramionami.
Jej obojętny ton rozbrzmiał echem po pustym lesie. Zbyt pustym.
Nie będę się z nią sprzeczać. W końcu jest Betą, a bez przyczyny nie dostałaby tej pozycji.
Ruszyłam za nią niepewnym krokiem. Po mojej głowie tłukły się różne myśli. Iść, nie iść, iść.
Przyśpieszyłam kroku, by nadążyć za Lyn.

***

Każdy ma w swoim życiu takie chwile, gdy ciekawość o inną osobę wręcz zżera cię od środka. Chcesz się odezwać, ale nie wiesz jak. Nie wiesz kiedy. Szukasz słów, by ostatecznie ułożyć bezsensowne zdania. A czas płynie, prostym rytmem "tik-tak", ulatując w nieznane.
Gdy miałam otworzyć pysk, by coś powiedzieć, przemówiła Ona.

* mam kompletny brak weny okay -.-
Fair? Co dalej?

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Od Fairlyn: O wszystkim i o niczym

Skryłam się w głębi mojej jaskini. Dni były coraz zimniejsze. Zbyt zimne. Rozumiem, że to ta pora roku, ale tak powinno być gdzieś w środku, a nie na samym początku.
Wyszłam na słońce. Dawało złudne poczucie ciepła. Szłam po tej zimnej ziemi, bez celu, czując... Właściwie nic. To jeden z tych dni.... W których nie widziałam sensu. Niczego. Znaczy, że niedługo mnie odwiedzi, hę? On. Enx. Dawno go nie widziałam. Ale myślałam o nim. Długi czas. Bardzo długi. Czy został opętany? Urodził się demonem? To duch? Demon? Jego ciało wydawało się prawdziwe, ale wiem co nieco o iluzjach. Zastanawiałam się nad jego celem. Dlaczego chciał mnie opętać? Wiedziałam, że chciał. Sam mi to powiedział... Ale nie to było jego celem. Chciał... Co on właściwie chciał? Zawsze kiedy zastanawiałam się nad jego celem, ulatywał, a w głowie pojawiała się pustka. Pamiętałam o tym tylko kiedy był blisko. Zrobił to by nikt nie przejrzał moich myśli. Pamiętałam, że gdybym nie spełniła jego wymagań mógłby coś zrobić wszystkim których znam.
Myślałam też nad innymi rzeczami. Czymś co mogę zrobić. Mogę odejść. Nawet teraz o tym myślę. Pewna sfora nawet mnie do nich zaprosiła... Ale... Jestem zbyt słaba żeby ich zostawić. Asmina. Ich wszystkich.

***

Poczułam głód. I zapach. Krew.... Tak, jakieś zwierze wyraźnie krwawiło i to nie daleko. Ciekawe... Jest ich  teraz tu zdecydowanie za mało. A tu jeszcze takie, które krwawi... Oblizałam się. Otworzyłam szerzej oczy. Moje ciało zamieniło się w maszynę, nie słuchając się już racjonalnych myśli. Jak każdy wilk, czasem poddawałam się ekscytacji polowań i tej wciągającej grze, między ofiarą i zabójcą. Zapach stał się bliższy. Wyraźniejszy. Moje zmysły wyostrzyły się, a oczy przeczesywały uważnie pobliskie, ciemne drzewa. Słońce już zachodziło, zmieniając las w cienisty labirynt. Uśmiechnęłam się do siebie. Tak dawno nie polowałam.... Wreszcie moje oczy uchwyciły ruch. Zwolniłam na chwilę i podkradłam się bliżej. Chwile potem wyskoczyłam, będąc jeszcze dosyć daleko od mojego celu- młodej, rannej łani. Chciałam się z nią trochę pobawić. Poczuć jak moje ciało przecina zimne powietrze. Biegłam tak dłuższy czas, bo mimo rany, zwierze nie chciało poddać się śmierci. Wyszczerzyłam z zadowoleniem kły i kiedy byłam już blisko skoczyłam i rozdarłam jej brzuch, pogłębiając widoczną tam ranę. Oblizałam się i zeskoczyłam na zimną, twardą ziemię. Łania spróbowała biec dalej, kuśtykając bezcelowo. Wiedziała, że zaraz zginie. A ja wiedziałam, że zaraz ją zabije. Ofiara i zabójca. Prosty schemat rządzący tym światem. Powoli podeszłam do chwiejącej się łani. Okrążyłam ją parę razy, aż w końcu wyciągnęłam pazury i rozdarłam jej kark. Obserwowałam jak powoli się wykrwawia. Czekałam. Patrzyłam na oczy z których ulatuje życie, mętniejące z sekundy na sekundę. Czy ja kiedyś tak skończę? Może nawet i za godzinę. Albo jutro. Pojutrze.
Przydałoby się zanieść to truchło gdzieś do jaskini, gdzie inni mogliby się pożywić. Ale nie miałam ochoty go zanosić. Siedziałam przy nim, w cieniu, bez celu, gdy natknęłam się na Password. Zobaczyła mnie, z moim białym futrem umalowanym krwią. Z niepewnością, ale i spokojem spojrzała za mnie, na truchło łani. Spojrzałam się na nią niewzruszonym wzrokiem, a potem skierowałam wzrok na ciemniejące niebo.
- Hej- usłyszałam cichy głos Pass.
Kiwnęłam głową w odpowiedzi. Nie wiedziałam co robić. Nie czułam się za dobrze w towarzystwie, ale z nią od dawna miałam ochotę się zaprzyjaźnić. Szukając jakichś słów, gapiłam się bezmyślnie w gwiazdy.
- Co... Co porabiasz?...- spytałam niepewnie.
- Miałam własnie dostarczyć coś do Mrocznych.
No tak, w końcu była łącznikiem. Dlaczego jeszcze tu stoi? Wpadła mi do głowy myśl...
- Może pokazać ci skrót?
Skierowała na mnie zdziwiony wzrok.

*w następne opko włożę trochę więcej sensu ;w;

Co prawda nikt nie wie co i dlaczego, ale chce jakiejś przygody~zgubmy się czy coś ;w;
Password

Pseudowyniki "Zgadnij, kto to?"

Tytuł taki, a nie inny, bo wynikami nazwać tego w stu procentach nie można.
Ale do rzeczy.
Kto ile Punktów dokładnie zgarnął nie powiem, bo dawałam na bieżąco i liczyć mi się od nowa nie chce.
Lecz mogę powiedzieć kto bez wątpienia zdobył ich najwięcej. Jest to Franfa aka Cziter Kijek Kyotoo! Gratulacje, wszystkiego najlepszego, etc. spłoń

Zapewne wiele osób się zastanawia wiem, że nie :< nad ostatnią zagadką. Cóż to za tajemnicza rasa/gatunek/podgatunek/niewiadomocotarobniętaAlfawymyśliła?  Otóż oto jest odpowiedź. Tajemniczą istotą jest vylc, w liczbnie mnogiej vylcy. Pisownia niepodobna do "wilk"? No cóż, są to wilczopodobne istoty, o których więcej można poczytać na początku serii "Od Odalis: Po smoka". #reklama

Konkurs się podobał? Chcecie więcej takich?

Z szumiącego boru pozdrawia Alfa Asmin,
próbujący zgadnąć za kogo to uważa się ten cziter Kyotoo,
tak bezczelnie konkursy wygrywać.

niedziela, 14 grudnia 2014

Coś, na co czekacie... Prezenteria!

- Fair?
Zorganizujemy Prezenterię...?
No chodź zrobimy to...
Wilki czekają rok,
nie zawiedź ich, uciekłaś gdzieś czy co?
Zawsze była ona, uwielbiają ją, dlaczego tak jest czy wiesz?
Zorganizujemy Prezenterię...?
Rozdamy trochę Punktów...
- Asmin, przestań fałszować!
- No wiesz co?! 

Po tym cudownym wstępie wymyślanym przeze mnie co rok możemy przejść do rzeczy! Zasady.
Od razu uprzedzam, zaczynamy od dzisiaj. Trwa jak zwykle tydzień, czyli 14-21 grudnia. Enjoy!

1. Kyotoo, Evera, Fair
2. Shante, Lethiel
3. Wirvix, Evera, Amera
4. Wirvix, Evera, Password
5. Kyotoo, Shante, Amera, Wirvix, Fairlyn, Night
6. Lethiel, Kyotoo
7. Amera, Fairlyn, Night, Kyotoo
8. Fairlyn, Wirvix, Kyotoo, Evera
9. Password, Fairlyn, Evera, Kyotoo, Amera
10. Kyotoo, Password, Shante, Amera
11. Amera, Shante, Evera
12. Amera, Night, Kyotoo
13. Evera, Password, Amera
14. Ajax, Shante

Z Jaskini Narad pozdrawia Alfa Asmin,
który mimo wszystko zachwyca wszystkich swoim śpiewem.

Od Kyotoo

- Ej, wy! - zawołał ktoś w naszą stronę. Wstałem podobnie jak Evera i patrzeliśmy na wilka. Nawet nie wiem, kto to (znam tylko z widzenia). - Wracamy do Doliny!
Patrzeliśmy na niego zdumieni tym, co właśnie do nas powiedział. Nastała długa cisza. Czy to naprawdę już koniec?
- Wojna skończona! – dodał po chwili i odbiegł, zapewne powiadomić także innych.
Uśmiech sam mi wpłynął na pysk. Wygraliśmy i żyjemy. Spojrzałem na waderę obok siebie i zaraz także ona skierowała na mnie wzrok.
- Wygląda na to, że wracamy – powiedziała równie szczęśliwa, co ja.
- Tak – odparłem przyjacielsko. – Na to wygląda. Chodź!
W jednej chwili rzuciłem się do biegu i pobiegliśmy na miejsce spotkania.

* * *

Chyba jeszcze nigdy tak bardzo nie cieszyłem się samym powrotem. Przechadzałem się po całej Dolinie i zatrzymywałem się w każdym charakterystycznym miejscu, przy którym spędzałem dobre kilka godzin. Nie zwracałem uwagi na nic, co w normalnych okolicznościach doprowadzałoby mnie do szału. Byłem miły dla każdego z kim się mijałem lub po prostu się nie odzywałem.
Po jakimś czasie trafiłem na niewielką polanę. Wiatr przeczesywał moją sierść. Powietrze było bardzo chłodne, ale gruba sierść była dla mnie bardzo pomocna w obecnym stanie pogody. Śniegu przybywało z każdą chwilą. Właśnie to najbardziej lubię w zimie. To chyba najbardziej charakterystyczna pora roku.
Szybko dotarło do mnie, że nie jestem tu sam. Czułem znajomy zapach. Jestem pewny, że to jakaś wilczyca z Doliny. Nagle z trawy wyłoniła się jej głowa. Jeśli dobrze widzę to siedziała tam Delta Amera.
Nie wiedziałem czy się odezwać czy nie. Przejść obok? Nigdy wcześniej z nią nie rozmawiałem.
Ostatecznie to ona pierwsza się odezwała…

Amera? Evera?
Sorry, że takie słabe coś wyszło, ale nie miałem czasu. ;-;

czwartek, 11 grudnia 2014

Od Fairlyn.

Dolina... Znowu, ta sama, usychająca Dolina. No i jesień... Po co ona komu. Zimno, brzydko, zimno i jeszcze raz zimno. Choć teraz to pewnie już bardziej zima. Skuliłam się w swojej jaskini i zakopałam się pod ciężko wydarte z jego łap lub wykradzione z jaskini Asmina futra. Nie moja wina, że nie byłam tu obecna by zbierać futra czy coś...
- Mogłaś je zbierać przed naszymi odwiedzinami u mrocznych.
Asmin. Zadowolony. Za bardzo. Dlaczego nie mogę mieć fajnego, uległego braciszka lub siostry? Lubiłam dręczyć słabszych. Widzieć ich bezradność.... Ale bycie takim sadystą nie wyszłoby mi na dobrze przy Asminie. Bo musi być, idiota, silny psychicznie. Ale gdyby nie był, nie zostałby alfą. Zakopałam się głębiej w futra i parsknęłam w odpowiedzi.
- Co dostałaś?
- Futra. Przynajmniej ktoś kto mnie miał, posiadał dobre wyczucie. W przeciwieństwie do ciebie. Zginiesz marnie za obudzenie mnie o tak barbarzyńskiej godzinie - warknęłam.
- I tak już nie spałaś - zaśmiał się.
- Bo nie mogłam zasnąć całą noc, głupku!
- Aż tak ci zimno było?
- Zamknij się.
Zakopałam się pod "kołdrami". Miękkie futerka.... Mhhmmm.... Chyba... Zaraz.... Zasnę....
- Fair!!
Podskoczyłam jak oparzona, po czym warknęłam:
- Czego ty ode mnie chcesz?!
- Wiesz, nie tylko ty potrzebujesz futer. Idziemy na polowanie aby je zdobyć. Jedzenie też. Jako beta, zachowaj chociaż pozory...
Wrrr.... Zrzuciłam z siebie ciepłą warstewkę futer i wyszłam z jaskini. Polowanie, też coś... W takim zimnie?!

***

O dziwo, zazwyczaj obfity w zwierzęta las tym razem zawiódł oczekiwania. Udało się upolować jedynie małą sarnę... Coś czuje, że w tą zimę nie będzie za dobrze z jedzeniem... A może zbliża się naprawdę ostra zima... I zwierzęta pouciekały z Doliny?
Wstałam z jaskini i wyszłam na świeże, ostre powietrze. W takie dni wolałam leżeć zakopana w ciepełku. Ale jeśli rzeczywiście coś się zbliża, trzeba by zacząć na poważnie zbierać zapasy i przygotować się do tej zimy. Pobiegłam szybko w kierunku Asminowej Jaskini, skąd czerpałam zasoby ciepłych futer. Kochany braciszek....

Asmin, kochany braciszku, mój dillerze ciepłych rzeczy<3

Od Asmina: Dzień Prezentów

Leżałem w jaskini i patrzyłem na zawiniątko. Ktoś dał mi prezent owinięty skórą królika, a ja wciąż go nie odpakowałem.

*

- Uwaga, uwaga! - zawołałem, stając na podeście w Jaskini Narad. - Jak pewnie wiecie, dziś Dzień Prezentów. Wylosujmy więc imię osoby do obdarowania!
Wilki nieśmiało podeszły do kuli powietrza, w której kręciły się karteczki. To była zasługa Rena.
Kiedy nastała moja kolej czułem narastający entuzjazm. Wolno podszedłem do kuli, zamknąłem oczy i... Dusten. Mam Dustena.
Wiedziałem, co mu dać. Pobiegłem do Jaskini Szamanów.

*

Eliksir prawdy*. Gdy go wypijesz, wszyscy wokół ciebie mówią prawdę. Działa 12 godzin. Niestety, data ważności to 14 grudnia. Ale raczej zdąży go do tego czasu wykorzystać?

*

Siedziałem. I patrzyłem. Kto mnie wylosował i co dostałem?

Kto mnie wylosował? c:

*Zezwalam na wszelkie dodające moc rzeczy itp., lecz, tak jak ja, mają mieć ograniczony czas działa (max. jeden dzień) i należy je wykorzystać w ciągu kilku najbliższych dni. Potem nie opublikuję opowiadania. [Dop. Alfy]

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Od Asmina

Zaprowadziłem Cobalta do Legowisk i powiedziałem, że może sobie wybrać jakąś wolną jaskinię. Sam chciałem udać się do swojej, gdy ktoś do mnie zagadał.
- Hej, gdzie byliście? - zapytała... Lethiel.
- Wracamy z wojny, nie wiesz? - odparłem zdumiony. Wydawało mi się, że jak Ren zbierał ochotników to mówił całej watasze.
- Em... Nie - bąknęła zawstydzona. - To ja już pójdę...
Wodziłem jeszcze chwilę wzrokiem za wilczycą, gdy moją uwagę przykuł inny osobnik.
- Ajax, czemu krwawisz? - zapytałem i spojrzałem na towarzyszącą mu Shante i jakiegoś basiora. - I ten tu to kto?
- Dusten... Spotkaliśmy Watahę Pioruna... - wystękał Ajax.
- Dobrze, chodź ze mną - rzekłem do samca.

*

Po opatrzeniu rannego wyszedłem z Jaskini Szamanów i wpadłem na Dustena.
 - O, to ty - powiedziałem zaskoczony. - Możesz mi powiedzieć, co wam się tak dokładniej stało?

Dusten?

Od Lethiel

- Wirvix?!
Zanim zdążyłam zwrócić uwagę, że z Adexioun znowu krzyknęłyśmy coś jednocześnie, Wirvix znikł między drzewami. Jęknęłam w duchu - czy i to musiałam zespuć? Po co zaczynałam prowokować wilczycę?!
- Przepraszam, nie powinnam była się z tobą kłócić... - powiedziałam do Adexioun - ale muszę iść.
Odwróciłam się i pobiegłam we wskazaną wcześniej przez Wirvixa stronę. Po drodze przeklinałam samą siebie, ale jednocześnie byłam ciekawa, o co w tej całej wojnie chodziło. Ciekawe, gdzie pobiegł maluch? Na samą myśl dopadło mnie poczucie winy.
Jak tylko dowiem się, co z tą wojną, odszukam go i przeproszę.
Po chwili intensywnego biegu zobaczyłam góry. Widziałam tam górę Harwene, ale wilków nie. Może pobiegłam za daleko? Wirvix powiedział, że szli w stronę gór, a nie w nie. Zawróciłam i pobiegłam do Legowisk, mając nadzieję na znalezienie tam kogoś.
Już z daleka widać było, że na miejscu ktoś jest. Coś cały czas się ruszało, ktoś coś mówił, panował ogólny zgiełk i gwar. Wreszcie dopadłam jakiegoś odwróconego tyłem wilka czy wilczycę.
- Hej - powiedziałam - gdzie byliście?

Ktoś, kto był na wojnie?

Od Wirvixa

Obie wilczyce patrzyły na mnie z zaskoczeniem. Przed chwilą słyszałem myśli drzewa przy którym staliśmy, a one nie wiedziały dlaczego musieliśmy uciekać stamtąd.
- Wiecie, że rozumiem mowę roślin?
Wadery nie wiedziały. Przytaknęły łbami, żeby nie wyjść na głupie, ale ich oczy zdradzały prawdę.
- To drzewo jest jednym ze starszych drzew na terenie watahy. Widziało i słyszało wiele. Jego korona sięga ponad wszystkie inne. Ono nas widzi i słyszy. Widzi też wszystko wokół. Widzi dumnie maszerującego Asmina, a za nim idący oddział wilków. Chciałyście wiedzieć gdzie oni są, a oni tu idą... - drzewo zaczęło mówić - zmienili kierunek, idą w góry. Gonimy ich?
- Myślę, że możemy, ale po co? - Lethiel patrzyła z niedowierzaniem raz na mnie raz na drzewo.
- Po co? Przecież tam jest większość watahy tam jest. - Adexioun była zła na moją przypraną mamę.
- No i? - Lethiel rozpoczęła bitwę na słowa. Nie miałem ochoty jej słuchać ruszyłem przed siebie. Tam gdzie jest wiecznie cisza i spokój.
- Wirvix?! - Wilczyce krzyknęły jednocześnie.

Lethiel? Adexioun?

Od Every

- Okay… - powiedział w końcu obojętnie. – Wygrałaś.
- Wygrałam? Niby w czym? – Byłam rozbawiona.
- Sam nie wiem. Jakoś tak palnąłem. – Przekrzywił łeb patrząc na niebo. - Nie wiem jak tobie, ale mnie się tu nudzi. Może chciałabyś się gdzieś przejść? – zaproponował z uśmiechem na pysku. – No wiesz… Trwa wojna, w której bierzemy udział. Trzeba się czasem trochę wyluzować – rzucił w moją stronę z szarmanckim uśmiechem, odwzajemniłam uśmiech i pobiegłam w stronę rzeki, tam łowiliśmy ryby, w końcu nie zjedliśmy tych królików.
Leżałam na plecach po udanym posiłku, oblizałam pysk, obok mnie Kyo* leżał na brzuchu i wpatrywał się w mały kwiatek rosnący przednim, zajrzałam do jego umysłu, nie myślał o nim tylko o czymś innym, o tym, że miło spędza czas w moim towarzystwie, uśmiechnęłam się pod nosem i jeszcze raz spojrzałam na kwiatek...
- Uschnął...
- Co?
- Kwiatek - wskazałam go - uschnął, przed chwilą był cały - odwróciłam do niego głowę jak małe ciekawskie szczenię.
- Aaa... rośliny usychają, ziemia jałowieje, a wilki czują się nieswojo, spoko, potrafię to kontrolować chyba, że się zamyślę.
- Ej, wy! - zawołał ktoś w naszą stronę, wstałam i spojrzałam w stronę wilka, był to jakiś wilk z Doliny, ale nie pamiętałam jak ma na imię. - Wracamy do Doliny!

Kyo

*Wymyśliłam ci skrót.

Od Nesso

Rano, bardzo rano postanowiłem przejść się nad wodospad i napić świeżej wody. I w oddali zobaczyłem dziwne stworzenie. Nie był to wilk ani nic podobnego. Podszedłem bliźej i zobaczyłem pegaza...
- Hej, zwę się Algeria...

niedziela, 7 grudnia 2014

"Zgadnij, kto to" 2 edyszjon!

Ponieważ wtedy poszło Wam zbyt dobrze, a Kijek jest cziterem  i konkurs trwałby tylko dwa dni, pora na kolejną edycję!

Zasady takie same, jest tylko jedna różnica: zrobię podział na postacie łatwe i trudniejsze. To dzieła!

Łatwe. 2 Punkty.

1) Towarzysz. Pomógł/a/o Exaliosowi. To Kill!
2) Mieszka w Miejscówce. To nie LIN ani Swizz (LIN mieszka w kryjówce). To Soila.
3) Brat zielonokrwistej. To Vassari!

Średnie. 4 Punkty.

1) Darzył/a miłością Alfę. To Orkus!
2) Sprzymierzony/a ze smokami. To nie Odalis. To nie Exalios. Został/a wygnany/a. To Saphira!
3) Przyjaciel/ka Alfy. To ktoś z watahy. To nie samiec. To nie Ren. To nie Password ani Amera. To Cheryll!

Trudne. 6 Punktów.

1) Jeden z wielu. To nie wilk. To nie demon. To nie smok ni człowiek. To przedstawiciel rasy (a może podgatunku, nie wiem jak to sformułować) jak np. wilk i syreno-wilk. To nie syrena. To nie półdemon. To nie Dagiry.
Podpowiedź: pojawiło się w jednej z serii Odalis, dokładniej - "Po smoka".  No kaman, ostatni punkt! Podpowiedź: Grape miał z nimi coś wspólnego...


2) Władca smoków. Dawniej. To Pan Wielki, Smok Smoków.
3) Dwie takie Unrivy . Dziś jedna Unriva . To nie Asmin. To nie siostry. To nie Ashiraii.
Podpowiedź zawsze spoko: macie podać tylko jedno imię pasujące do całej zagadki punktu 3). Jak poprosicie dam więcej.
No, kurde, ludzie, kto to był taki w watasze, że miał imię po wcześniejszym członku? Tak, to Unriva!

Hardcorowe. 8 Punktów.

1) Wynieśli się pod koniec stycznia. To ludzie! ty zły Kijku
2) Siostra przyjaciela/ka. To Toni!
3) Siostra wroga podróżników. Podróżnicy to nie koczujące wilki. To wilk, nie z watahy. Podróżnicy należeli do watahy. To Tenshue!

Teraz tak łatwo nie pójdzie >:D

Z Jaskini Alfy pozdrawia Was Alfa Asmin,
który oszukał system i zaszedł czekających przed wejściem od tyłu.

sobota, 6 grudnia 2014

Od Amery

Nareszcie koniec wojny. Miałam już dość widoku rannych i martwych wilków. Przez cały czas atakowałam z ukrycia, omijałam wszystkich szerokim łukiem. Czułam się winna, momentami miałam ochotę z tamtą uciec, ale nie mogłam opuścić wszystkich dla mnie ważnych wilków. Nie wybaczyłabym tego sobie.
**
Powoli zbliżaliśmy się do Doliny. Czułam znajomy las i nie mogłam się doczekać, kiedy znowu wyrusze na polowanie. Było dość wcześnie, a chciałam nacieszyć się powrotem do domu. Biegłam przed siebie z zawrotnym tempem, ciesząc się świeżym zapachem drzew, wypatrując zwierzyny. Zimne powietrze smagało moje dość grube futro.Po dłuższej chwili wpadłam na niewielką polanę i położyłam się na miękkim mchu, patrząc na niebo zasnute białymi chmurami. Mogłabym tak leżeć w nieskończoność.Wtedy usłyszałam czyjeś kroki i podniosłam głowę. 
Dokończy ktoś ? c:

Od Asmina: Dolino, domie mój!

- Jesteśmy! - zawołał Ren i wylądował.
Odetchnąłem głęboko. Dom. Wiedziałem, że jesteśmy blisko, kiedy przestały pojawiać się tak często drzewa liściaste. Okolicę zdominowały świerki.
Świerki Doliny.
- Wszyscy trafią do Legowisk? - zapytałem, a gdy zmęczone, acz szczęśliwe wilki pokiwały głową, ruchem głowy kazałem im iść dalej. Sam zaś zostałem.
I czekałem.
Oddychałem równo i liczyłem igiełki na gałązce. Wtem nadszedł.
Widziałem go w wizji. Wilk, gotowy oddać życie za swoją watahę.
Takich potrzebowaliśmy.
Długo nie nadchodził. Ogarnęły mnie wątpliwości.
- Kim jesteś?
Miał... Przyjemny głos. Miło się go słuchało, zapewne nawet gdyby powiedział "Idę cię zabić".
- Alfa Asmin Anspeire. Jesteś na terenach mojej watahy.
- Przepraszam. Mogłem się domyślić, wszędzie czuć wiele wilków - rzekł, ale nie wyłaniał się z cienia. Nie ufał mi, ale miał dobry węch. Czy na tyle, aby wyczuwać emocje czy umiejętności?
- Nic się nie stało. Może chcesz dołączyć? - zaproponowałem i uśmiechnąłem się.
- W zasadzie to mogę - odpowiedział i podszedł krok bliżej. Wreszcie zobaczyłem go. Uśmiechał się łagodnie. Nietypowa budowa ciała, pomyślałem. Z czoła wystawał mu róg, a i ogon nie należał do przeciętnych. Futro zaś było w kolorze wody. - Cobalt - przedstawił się - z Błękitnej Otchłani.

Cobalt?

Konkurs "Zgadnij, kto to?"

Pora na konkurs, jakiego jeszcze nie było!
Po nazwie możecie domyślić się, o co chodzi. Trzeba będzie zgadnąć o kim mówię.
Pokrótce omówię zasady.


  1. W komentarzach pod tym postem zadajecie pytania pomocnicze (Czy jest siostrą Marchesy? Czy ma białe futro?). Pamiętajcie, że one pomagają całej watasze, gdyż odpowiedzi na nie zobaczy każdy.
  2. Kiedy wydaje Ci się, że wiesz już, o kim mowa, możesz napisać "To Odalis" lub "Czy to jest Odalis?". UWAGA! Możesz tylko raz zaproponować, o kim mowa w danym opisie (tzn, tylko raz strzelić, kto kryje się pod np. 1), Jeśli trafisz, dostajesz "nagrodę główną", a jeśli nie, próbujesz przy innych punktach.
  3. Nie musisz zadawać pytań pomocniczych. Możesz na podstawie czyiś zgadnąć, o kim mowa.
  4. Pamiętaj, aby zawsze zaznaczyć, do którego numerku jest pytanie.
  5. W jednym komentarzu możesz zadać kilka pytań odnośnie tego samego numerku, ale nie możesz napisać dwóch komentarzy jeden po drugim (chyba, że są do dwóch różnych numerków). 
  6. Pytania mogę być tylko na odpowiedz tak lub nie.

A teraz krótkie opisy, aby Wam troszku ułatwić. Z każdym pytaniem opis się powiększy.

1)
Przyjaźni się z nami. Mieszka w Dolinie. Jest spokrewniona/y z kimś z Doliny. To jest Grape!

2)
Mieszka w Dolinie. Nie do końca jest wilkiem (nawet ja nie jestem pewna XD). Nie jest niczyim towarzyszem. Imię nie ma 6 liter. To nie Lorelei. To jest Emi!

3)
Jest trupem. To nie Aishiteruu (Aishi jest żywy!). Nie jest w zakładce "Odeszli". Tak, to Evilan.

Osoba, która zgadnie, kto to, dostaje 5 Punktów!
Konkurs będzie trwał, aż zgadniecie (chyba, że się przeciągnie, to zakończę bez tego)

Z Jaskini Alfy pozdrawia Was Alfa Asmin,
który próbuje zgadnąć, kto czeka na zewnątrz.

Profil wilka Cobalta


Imię: Cobalt
Przydomek: z Błękitnej Otchłani
Płeć: samiec
Wiek: 3 lata
Zawód: wojownik
Partner: szuka
Rodzina: brak
Żywioł: woda
Umiejętności:
- Oddycha pod wodą (★★★)
- Dobrze pływa i nurkuje (★★★)
- Piękny śpiew (★★★)
- Miotanie kulami wody (★★★)
- Wyczuwanie emocji innych (★★)
- Wyczulony węch (★)
Opis: Jest miłym i tajemniczym basiorem. Ciężko zyskać jego zaufanie. Często się uśmiecha. Kocha adrenalinę i nigdy się nie poddaje. Może oddać życie za watahę.

piątek, 5 grudnia 2014

Od Asmina: Koniec tego złego

- Cisza! - zawołał Crentatch. Wszyscy zamilkli. - Wciągu ostatniego miesiąca wiele się zdarzyło. Wypowiedziano nam wojnę, lecz dzięki nieocenionej pomocy Izzy i Terriela, a tak naprawdę Fairlyn i Asmin, rodzeństwa z zaprzyjaźnionej nam Magicznej Doliny udało nam się ją wygrać. Wataha Pioruna została zniszczona przez Czerwoną Armię, którą ledwie parę dni temu ogarnęła śmiertelna choroba. Już nic nam nie zagraża. Wielkie gratulacje dla wszystkich, którzy się temu przyczynili!
Wilki wiwatowały. Alfa skinął skromnie łbem i zszedł z podestu. Zaczęło się świętowanie.
- Nieźle, co? - zagadał do mnie Ren. Nie odpowiedziałem. Chciałem wydostać się z tłocznej jaskini.
Kiedy ujrzałem gwiazdy mogłem wreszcie odetchnąć spokojnie. Wtem dostrzegłem Fairlyn i jakiegoś podrostka... Chyba Trio. Postanowiłem im nie przeszkadzać. Choć z drugiej strony, w Dolinie Fair i Aishi bardzo... Aktywnie spędzali ze sobą czas... Potrząsnąłem łbem.
Moja siostra na pewno nie jest... taka.
Z bólem wróciłem do jaskini i odnalazłem Rena.
- Jutro skoro świt powitamy Dolinę - rzekłem.

Od Lethiel

- Hmm, może nie jestem w temacie, ale okazało się, że moi rodzice...
Przerwał jej Wirvix:
- Musimy iść.
Zdziwiłam się. To musiało być coś ważnego, zwłaszcza, że wyglądał na nieco przestraszonego. Próbowałam spojrzeć mu w oczy, ale odwrócił wzrok.
- Gdzie? Gdzie musimy iść?
Adexioun była wyraźnie zaskoczona.
Wirvix spuścił głowę.

Wirvix?

wtorek, 2 grudnia 2014

Wygnani

Wygnani:

  • Gazelles
  • Choice
  • Selfish
  • Yochi
Ostrzeżenia:
  • Ajax
  • Grell
  • Hellio
  • Kyotoo (piszemy dwa w miesiącu!)
  • Lethiel (jak wyżej)
  • Nesso
  • Night
  • Sea (dwa...)
  • Sharvari (też)
  • Spirit
  • Wirvix (2 pisać!)
Alfa Asmin

Wyniki konkursu Aktywność!

Prawie bym zapomniała... Ale oto i jest!

Kto był najaktywniejszym wilkiem w miesiącu? Kto napisał najwięcej opowiadań? Kto dostanie 4 Punkty?
Tego dowiecie się w kolejnym odcinku Tr... teraz.

Niestety okazało się, że moje notatki odnośnie aktywności zostały skasowane, dlatego musiałam ręcznie liczyć wszystko od nowa. Ale oto i wyniki.

Zgadnijcie, kto... Tak, tak, Fairlyn.

Smutny Alfeł,
bo się narobił.

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Od Asmina: Nadszedł czas na skutki

- Alfo Asmin?
- Tak? - zapytałem, nie odrywając się od pracy.
Siedziałem w jakiejś jaskini, tej samej, którą zająłem kilka dni temu. Wtedy nawet nie spodziewałem się, że doprowadzę ją do takiego stanu. Wszędzie walały się raporty, a kamienny głaz z mapą został całkowicie przysłonięty przeróżnymi śmieciami. Kichnąłem. Przeklęty deszcz. To on był winowajcą, to przez niego większość raportów stała się bezkształtną masą na kamieniu.
- Mam raporty.
- Rzuć je... tutaj - machnąłem głową w kierunku wolnego miejsca w grocie.
Po godzinie sprzątania udało mi się odnaleźć owe raporty.
- Czerwona Armia i Wataha Pioruna wypowiedziały sobie wojnę... Co tam dalej... - mamrotałem. - Wataha Pioruna nie odpiera ataków naszych wilków, woli ucieczkę... Dobrze, dobrze... A, jeszcze jedno... Atak na Watahę Mroku odwołany, powód: ważniejsze sprawy. Świetnie.
Wyskoczyłem z mojej "pieczary" i pobiegłem do Jaskini Alf. Trzeba to przedyskutować.

Profil wilczycy Rainy


Imię: Raina
Przydomek: Snow Water
Płeć: samica
Wiek: 3 lata
Zawód: wartownik
Partner: nie szuka
Rodzina: nie żyje
Żywioł: woda
Umiejętności:
- oddychanie pod wodą (★★★)
- dobrze pływa i nurkuje (★★★)
- piękny śpiew (★★★)
- atakuje kulą wodną (★★★)
- dobra orientacja w terenie (★)
- wyczulony węch (★)
Opis: Jest jedną wielką zagadką. Bywa romantyczna i mila. Jest energiczna i szalona. Nigdy się nie nudzi. Bardzo pracowita.

Od Kyotoo

Zderzenie po nieudanym polowaniu równie bolało co denerwowało. Wilczyca, którą znam zaledwie z widzenia, jakby spadła z nieba. Właściwie to widziałem ją na niebie, ale wyglądała jak czarny kruk z mojego punktu widzenia. Jej czarna sierść, żółte oczy i wielkie krucze skrzydła tworzyły ciekawą całość. O ile dobrze pamiętam (a nie mam głowy do imion) wadera nazywa się Evera.
Wstałem z ziemi i spojrzałem jej prosto w oczy. Ona również się podniosła i spojrzała na mnie. Nie ukrywam, że byłem bardzo ciekawy jej reakcji i wyczekiwałem jej bez słowa. Jednak wyglądało to tak, jakby i ona czekała, aż ja zacznę. Trwało to dłuższe dwie minuty, aż w końcu skierowałem wzrok gdzieś na bok.
- Okay… - powiedziałem w końcu obojętnie. – Wygrałaś.
- Wygrałam? Niby w czym? – Wydawała się być rozbawiona, a przez te dwie minuty doszedłem do wniosku, że raczej jest przyjaźnie nastawiona.
- Sam nie wiem. Jakoś tak palnąłem. – Przekrzywiłem łeb patrząc na niebo. - Nie wiem jak tobie, ale mnie się tu nudzi. Może chciałabyś się gdzieś przejść? – zaproponowałem z uśmiechem na pysku. – No wiesz… Trwa wojna, w której bierzemy udział. Trzeba się czasem trochę wyluzować – rzuciłem w jej stroną z szarmanckim uśmiechem.

Evera? C;

Dopisek Autora: Kyoteł potrafi też być miły. XD

Od Adexioun

- I kiedy wrócą? - zapytała Lethiel.
- Nie wiem...
Spojrzałam na Wirvixa, który wpatrywał się w wysokie i okazałe drzewo.
- W sumie to nie wiem, co mam zrobić... - powiedziałam roniąc łzy, kropla po kropli.
- Co masz na myśli - powiedziała Lethiel podchodząc bliżej.
- Hmm, może nie jestem w temacie, ale okazało się, że moi rodzice...

Lethiel?