Fairlyn równym krokiem szła przed siebie, co chwila znikając w ciemnościach. Podążałam za nią, niczym pies za swym panem. Nie byłam pewna, czy Lyn na pewno wie, gdzie zmierza.
Ostatnie białe pasma sierści zniknęły za krzakami, pochłaniając ją w całości. Ruszyłam za nią, nie tracąc czasu na swoje myśli.
Wąwóz. Nie zbyt szeroki, głęboki jak każdy. W zasięgu mojego wzroku znajdowały się tylko jego ściany, zdawały się mnie przygniatać, choć nawet mnie nie dotykały. Wyobraziłam sobie ból, gdy twarde kamienie, drobinki ziemi i piasku zbite w jedną całość, zgniatają mnie jak plastelinę.
Nie nawidzę takich miejsc.
Blada poświata księżyca rzucała martwe światło na oddalającą się postać mojej towarzyszki. Nie śpieszyła się. Nie czekała. Łapa za łapą, poruszała się do przodu, zostawiając mnie w tyle.
Poszłam w jej kroki, idąc przed siebie wypatrywałam ją w ciemności. Czułam, że niewiele oddaliłam się od początku wąwozu, gdy trafiłam na niewielki otwór. W jego wnętrzu znajdowała się jedynie pustka, bezkresna nicość. Wyglądał jak czarna dziura, która za chwilę spowoduje koniec świata.
Co tam jest? Nie chcę wiedzieć.
Mój ciekawski nos, nakazał mi do niego zajrzeć. Choć czułam ciarki na plecach, przybliżyłam się do "wejścia", szukając wzrokiem punktu zaczepienia.
Zrobiłam krok w jego wnętrze. O jeden za dużo.
Upadłam na pysk, zaczęłam toczyć się po stromym podłożu. Liczne nierówności w kamiennych ścianach wbijały się w ciało, zadając krwawe rany. Wydałam z siebie jęk bólu, gdy znalazłam się na równym.
Spojrzałam ku górze. Wszystko było oddalone ode mnie o tysiąc kilometrów, jednak usłyszałam głos z góry.
- Pass?
Obolała, posiniaczona, podniosłam się na dźwięk swojego imienia. Wykrztusiłam z siebie cichy bełkot, który odbił się echem od kamiennych ścian:
- Fair?
- Hę? - odpowiedziała żartobliwie, choć w jej głosie nie słychać było nawet nuty rozbawienia.
- Pomogłabyś mi może?
- Ah tak, jasne - po tych słowach, jak gdyby zniknęła. Rozpłynęła się w powietrzu.
Nie wiem co kombinuje. Nie wiem co chce zrobić. Najważniejsze jest dla mnie wydostanie się stąd. Gdzie ja wogóle jestem...
- Pass, nie ruszaj się nigdzie - rozległ się ponownie jej głos - Ja... chyba... ugh...
Ponownie zapanowała cisza.
Nie mam zamiaru na nią czekać. Nie mam zamiaru czekać, aż podejmie jakieś kroki.
Ruszyłam przed siebie w ciemność. Nie wiem gdzie idę. Przed siebie. Czasami najprościej jest pójść najprostszą drogą, zostawić wszystko za sobą. Zapomnieć o rzeczywistości, odciąć się od świata.
Powiedzieć "trudno" i zwariować.
***
- Password? - głos noszący się echem wyrwał mnie z zamyślenia.
Już od dobrych pięciu minut maszeruję w nicość.
- Fairlyn? - krzyknęłam w bezkresną czerń.
Fair? XSS