Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

piątek, 31 stycznia 2014

Podsumowanie miesiąca styczeń (2014)

W tym miesiącu dołączyli do nas: Blue, Rozanna, Lavionia, Fanta, Blak i Night.

Tym razem losy watahy rozgrywały się na pustyni. Walczyliśmy o każdą kropelkę. Dosłownie. Jedliśmy sępy i jakieś drobne pustynnie zwierzątka, bo innych nie było. Panowała surowa dyscyplina. Na dodatek nie obeszło się bez kłopotów: Damon i Ajmina wpadli do jakiejś dziury, Eris i Ajax mieli problemy z jakimś Natanem i stalowym wilkiem, a do Kari i Blue'a odezwał się Orkus - nasz dawny przyjaciel, obecny wróg.
Animir pomógł Royalowi uporać się z inną sprawą: otóż Kliki, siostra Royala, postanowiła odezwać się do brata. Na szczęście i ta przeszkoda została pokonana. No, i jest jeszcze Asper, który nie wiadomo czemu cały czas nas śledzi.
No, ale jak to tak: żeby Odalis nie zrobiła jakiegoś głupstwa? Co prawda drzew do wyrżnięcia się na pustyni nie ma, ale można zrobić coś innego, prawda? Na przykład urodzić dzieci.
Czy wataha znajdzie przyjazne miejsce i poradzi sobie z ciężarną matką?
Jak to kiedyś pisałam w biografiach simów w grze: nic nie wiadomo.

Z niewiadomogdzietomożewkosmosiemożenie pozdrawia Was Beta Odalis
bo jak rzecze ona sama: nic nie wiadomo.

Od Navi

Ciepły wiatr delikatnie dmuchał w moją sierść. Podeszłam do mojego partnera.
- Mroczny, przeżyjmy przygodę! Odłączmy się od watahy. Tylko ty i ja.
Spojrzał na mnie swoimi błękitnymi ślepiami.

Od Joy

- Nie, Shante! To fatamorgana! - krzyknęła Janessa.
Wadera potrząsnęła głową. Przez chwilę wpatrywała się w piach jak zahipnotyzowana...
- Shante, wszystko w porządku? - podeszłyśmy do niej.
Wilczyca na te słowa odwróciła się.
- Tak... Dobrze, że w porę się ogarnęłam.
- Zmieniając temat... Wiesz może gdzie jest Odalis? - spytałam.
- Nie, od wczoraj jej nie widziałam. Czemu pytasz?
- Bo chciałam się z nią spotkać.
- Kto to jest Odalis? - odezwała się dotychczas milcząca Janessa.
- Jest Betą naszej watahy, która nazywa się "Magiczna Dolina Wilków" - wytłumaczyła Shante. - Chciałabyś do nas dołączyć?
- Em... Sama nie wiem... - zaczęła się wahać.
- Nikt cię do niczego nie zmusza, pomyśl nad tym spokojnie i jeśli się zdecydujesz, daj znać - uśmiechnęła się.
- A co jeśli nie będą mnie chcieć?
- Marchesa i Odalis przyjmują każdego, nie musisz się oto martwić - zapewniła.
Janessa już otworzyła swój pysk, żeby zadać kolejne pytanie, jednak wyprzedziłam ją.
- ...To Alfa naszej watahy - wyjaśniłam. - To co, będziemy tu stać jak słupy, czy idziemy gdzieś? - popatrzyłam na obie wadery.


Shante?

Od Ajaxa: Niespodziewane spotkanie

Zgubiłem Natana. Zgubiłem siebie… Gdzie ja jestem?!
Drżałem z wyczerpania oraz odwodnienia.
Nagle coś dotknęło mnie w tył głowy. Obejrzałem się, gotowy do ataku.
- Ajax! Tak myślałam że to ty! Czemu jesteś tu, a nie w Qickou?! – zapytała wilczyca, która zobaczyłem za mną.
Nagle dotarło do mnie, kto to jest.
- Midnight! – uśmiechnąłem się i zamachałem ogonem. – Myślałem, że już cię nie zobaczę!
Potem jeszcze długo rozmawialiśmy.

czwartek, 30 stycznia 2014

Od Vii: Mój mały, dorosły synek


- Gotowy - szepnął pewnie, ale w jego oczach widziałam strach.
Tej nocy śniły mu się koszmary. Shayres piszczał, warczał i kopał przez sen jak szalony. Za każdym razem budziłam go, ale brutalne sny powracały. Oboje z Royalem przez całą noc czuwaliśmy, jednak prócz koszmarów nic nas nie odwiedziło.
Już po kilku sekundach Royal przeteleportował nas do Kliki. Rozmowa między maluchem a jego ciotką była bardzo podniosła, nie trwała jednak długo.
- Zostaw nas w spokoju! - krzyknął szczeniak.
Wściekła wadera wywołała burzę piaskową wokół siebie i... znikła. Nie było śladu po niej, ani nawet po jej schronieniu. Wszystko było takie, jakby nigdy nie istniała.
- Coś ty jej powiedział? - zapytaliśmy oboje naraz.
- Powiedziałem, że wystarczająco skrzywdziła tatę i nie zasługuje by z nami rozmawiać - odparł dumnie maluch, a w jego oczach widać było kolorowe błyski radości i szczęścia. - Teraz to już koniec - dodał wtulając się w nas.
- Mój mały, dorosły synek... - szepnęłam cicho przez łzy.

Royal?

Od Odalis: Nierozsądna...?

Marchesa wzięła głęboki wdech. Jeszcze nie widziałam ją w takim stanie.
Siedziałam pod palmą. Romairi popiskiwał cicho przez sen. Asmin i Fairlyn poszli z Exaliosem na spacer.
- Ciii... - szepnęłam uspokajająco. - Romairi śpi, jeszcze go obudzisz.
Siostra wypuściła powietrze z impetem.
- Jeszcze go obudzę? - spytała z niedowierzaniem. - Czy ty wiesz, na co nas skazałaś?
- Jesteś przemęczona. - Musnęłam lekko synka, bo zaczął drżeć. Chyba ta kłótnia go obudziła. - Cii...
Alfa upewniła się, że nikt nas nie podsłuchuje i z powrotem zaczęła mnie ochrzaniać, jednak spokojniej niż wcześniej.
- Odalis, nie wiem, co tobą kierowało, zazwyczaj jesteś spokojna... Wiesz, co teraz powinnam zrobić?
Milczałam, pozwalając jej dać upust swojej złości.
- Powinnam nadużyć jeszcze bardziej gościnność ojca Mataha i zostać tu, aż twoje dzieci dorosną i będziemy mogli ruszyć dalej, co potrwa z rok, pół. Tego właśnie chcesz?
- Możemy wyruszyć, nie widzę przeszkód - odparłam.
- Nie widzisz, powiadasz. Zatem chcesz wyruszyć z trójką szczeniąt, które parę dni temu nauczyły się chodzić? A co, jeśli kolejne miejsce okaże się zgubne? Chcesz skazać na śmierć wszystkich?
Zamyśliłam się.
- Idźcie beze mnie - stwierdziłam.
- Postradałaś zmysły - powiedziała Ches. - Nie zostawię cię.
Westchnęłam.
- Mamo, co się dzieje?
Ech, ten Asmin, coś tak czułam, że się chowają za palmą. Tylko gdzie Exalios?

środa, 29 stycznia 2014

Profil wilczycy Lavionii



Imię: Lavionia
Przydomek: z Rodu Wilków Wiatru
Płeć: samica
Wiek: półtorej roku
Zawód: zielarz
Partner: nie szuka
Rodzina: brak
Żywioł: powietrze
Umiejętności: potrafi latać, przywoływać wiatr i używać go do walki
Opis: Jest nieco roztrzepaną, czasem oschłą, dumną i pogodną wilczycą. W kontaktach z innymi wilkami zachowuje się przyjaźnie, chociaż woli samotność. Zwykle dochowuje tajemnic, ale często wpada w złość.

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Od Blue'a

Wstałem bardzo wcześnie i poszedłem coś upolować. Szukałem pożywienia, gdy nagle zobaczyłem coś na niebie, które leciało do mnie. Gdy to "coś" wylądowało, rozpoznałem w nim wilka.
 - Kim jesteś? – zapytałem i machnąłem przed oczami łapą – myślałem, że jest fatamorganą.
- Night – powiedziała. – A ty?
- Blue. Nie poznaję cię. Jesteś z naszej watahy?
- Tak, dopiero dołączyłam - powiedziała nieznajoma.
- Aaa... Ja też jestem nowy. No może nie tak jak ty. Ja dołączyłem do watahy, gdy jeszcze byliśmy w Qickou.
- Co to Qickou?
- Bardzo złudne miejsce. Na początku drogi jest przychylne wędrowcowi, można znaleźć wiele zwierzyny i schronień, ale w nocy mróz jest dotkliwy. Im głębiej się wędruje, tym jest gorzej. Strome szlaki, po których nawet kozice boją się chodzić. Ostre skały wystające w najprzytulniejszych miejscach, ale i tych jest mało. Jest okres, kiedy w Qickou śnieg pada nieustannie. Wiele zwierząt wtedy ginie. Następnie przez kilkanaście dni nie można znaleźć nic do jedzenia, bo wszystkie zwierzęta się pochowały. Życie w tych górach nie jest łatwe, tak że chciałoby się wrócić tą samą drogą, co się przyszło, ale nie jest to możliwe. Góry od "wewnętrznej" strony są za strome.
- Wow.
- Pójdziemy coś upolować? Jestem strasznie głodny. Pewnie Kari też umiera z głodu.
- Kto to Kari?
- To moja partnerka. Idziemy?
- Tak.
Poszliśmy. Nagle zobaczyłem mnóstwo sępów. Podbiegłem do nich i zawyłem - wszystkie uciekły. Zobaczyłem, co je tak zainteresowało. Na ziemi leżała zdechła antylopa.
- Ale duża.
- No, złap się mnie. Przeteleportuję nas i tę antylopę z powrotem do watahy.
- OK.
Przeteleportowaliśmy się do oazy. Oderwałem dwie nogi antylopy i dałem je Night.
- Proszę. To dla ciebie.
- Dzięki. Na razie.
- Pa.
Poszedłem do jaskini.
- Kari. Mam dla nas antylopę.
- Fajnie.
Zjedliśmy antylopę, ale zostawiliśmy trochę dla Mataha.
- Hej - przyszedł Matah. - U, antylopka. Mogę?
- Tak.
Maluch pożarł to, co zostało.
- Idę się pobawić z moim rodzeństwem.
- Dobra, idź.
- Jak tam klatka?
- Lepiej. Chyba się goi.
- To dobrze. A jesteś w stanie wstać?
- Nie wiem, chyba tak.
Wstała. Poszliśmy do źródła. Napiliśmy się.
- Chcę ci kogoś przedstawić. Chodź za mną.
Poszliśmy poszukać Night. Znalazłem ją w jednej z jaskiń.
- Night. To właśnie Kari.
- Cześć, jestem Night.
- Nie poznałyśmy się już wcześniej? - zapytała Kari. 

Kari?

niedziela, 26 stycznia 2014

Od Shante


- Może pospacerujemy? Wieje nudą i zawsze fajnie z kimś pogadać - zaproponował.
- Dobrze - zgodziłam się.
Animir był starszy ode mnie, no, przynajmniej tak na oko, i tak, jak mówiłam, jak na moje oko to miał... hmmm... 3 lata? Nie chcę nikogo obrażać, ale może i nawet 4, z resztą, nieważne, powiedzmy tak: ja miałam 2 lata, a on 3 (lub 4) i był starszy ode mnie o rok (lub 2 lata), aż zdziwiło mnie to, że podszedł do mnie i zagadał. Zbieg okoliczności? Czy może tak z grzeczności? Chyba to drugie. Animir prowadził, a ja szłam za nim.
- Czemu nic nie mówisz? - spytał.
- No, bo, ja, ja, ja jestem po prostu taka nieśmiała i nie wiem o czym gadać.
- Aha, rozumiem - pokiwał głową.
- A, tak w ogóle to gdzie idziemy?

Animir?

sobota, 25 stycznia 2014

Wilczątko Romairi


Imię: Romairi 
Przyrostek: Anspeire
Płeć: samiec
Rodzina:
Matka Odalis Anspeire, ojciec Exalios Rudarciste.
Rodzeństwo: brat Asmin i siostra Fairlyn.
Żywioł: ziemia
Umiejętności: niewidzialność, porusza się bezszelestnie (cały czas)
Opis: Romairi jest cichym samcem. Jest posłuszny, ale chce zaskarbić sobie przyjaźń u rodzeństwa i nieraz łamie nakazy rodziców, aby zaimponować bratu i siostrze. Nie wychodzi mu to. Asmin nie traktuje go do końca poważnie, a siostra ich obu uważa za dzieci, chociaż są z tego samego miotu. Nie grzeszy odwagą.

Mały Ro

Od Royala


Zastanawiałem się, ale nie miałem żadnego pomysłu. Coś trzeba było zrobić - ale co? Shayres jest na tyle duży, by wszystko zrozumieć i sam zdecydować, czy chce czy nie. Tylko co z Kliki, może przecież się zemścić. Nie wiem czemu, ale trochę bałem się jej.
- Spytajmy go - zaproponowałem.
- Shayresa?
- Tak, sam zdecyduje.
Wadera popatrzyła na mnie zdziwiona, ale w końcu kiwnęła głową i podeszliśmy do szczeniaka. Był wyczerpany ze zmęczenia, więc zasnął.
- Jest już późno. Jutro to załatwimy - powiedziała Via i wzięła malucha na plecy.
Zgodziłem się z nią i o dziwo moja siostra też. Czyżby były w niej jakieś uczucia? Może gdzieś tam były. Wszyscy mieliśmy nadzieję ,że sen pozwoli nam odpocząć i przemyśleć całą sprawę.

~Następnego dnia~

Był dość późny ranek, gdy wstaliśmy, choć trudno było określić dokładnie - słońce i tak było tam, gdzie zawsze. Dziś było trochę chłodniej niż zazwyczaj, co pomagało lepiej myśleć.
- Gotowy? - spytałem Shayresa, gdy wstał.


Via?

piątek, 24 stycznia 2014

Od Kari

Obudziłam się. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nieznajome mi pyski. Patrzyły się na mnie. To było dziwne uczucie.
- Idźcie stąd! Zostawcie mnie w spokoju! Ratunku! - krzyczałam.
- Jest z nią źle. Orkus znał dużo różnych eliksirów, gdy już odchodził z watahy, boję się, że ja nie znam tego, którego użył na Kari. Mógł tylko testować na niej - powiedział jakiś wilk.
- I mu się udało - powiedziała wadera.
- Co jej jest? - zapytał inny wilk.
- Ma gorączkę, na klatce piersiowej ma ranę. Pewnie Orkus ją zrobił i niczego nie pamięta.
- Wyleczysz ją?
- Nie wiem. Spróbuję, ale nie wiem, czy mi się uda.
- Uleczyłeś moją siostrę. Na pewno ci się uda.
- Możecie mnie zostawić sam na sam z nią?
- Dobra.
- Kari, nie pamiętasz mnie? To ja Blue, twój partner. - Podszedł do mnie. - Kochanie, przypomnij sobie. Proszę... Tylko ty mi zostałaś. Moja matka nie żyje. Ojciec mnie nie kocha, a rodzeństwo... a rodzeństwo - nie wiem, gdzie jest i miałem ich szukać, ale zostanę tu z tobą. Kari, proszę... proszę cię... przypomnij sobie - powiedział.
- Wybacz mi, ale nie pamiętam cię. Przykro mi...
- Proszę - powiedział. - Mam pomysł! Poczekaj tu.
Wybiegł z jaskini. Po chwili wrócił z gromadką wilków. Podszedł do mnie.
- Marchesa. Chodź tu. Mam pomysł. Kari, zacznij czytać jej w myślach.
Wilczyca podeszła do mnie. Wtedy zobaczyłam obrazy. Moje dołączenie do watahy. Wojny. Moją ciążę i siostrę. Moje dzieci - adoptowane i własne. Śmierć Maxa. Odejście Alfiego i Aishy. Odejście Rose, która udała się do świątyni energii, aby doskonalić swoje zdolności. Ryana odchodzącego w poszukiwaniu partnerki. Lily, która poszła szukać przygód. I Chris. Chris, który dołączył do Orkusa.
- Matah, chodź do mnie teraz ty - powiedziała wilczyca.
Znowu zobaczyłam obrazy. Killa. Poznanie mnie. Wędrówka. Knieja. Quicku. Pustynia. Znalezienie oazy.
- Dobra, już nie mogę.  Muszę odpocząć. Dziękuję wam. Dzięki wam, wróciła mi pamięć - powiedziałam. - Głowa mnie boli. Możecie wyjść?
Po chwili dodałam:
- Blue. Zostań.
- Co się stało?
- Chciałam z tobą pobyć.
- Dobrze - powiedział i położył się obok mnie.
- Dzięki.
- Za co dziękujesz?
- Za wszystko - przysunęłam się do niego.
Tak leżeliśmy. Wtuliłam się w Blue i zasnęłam. 

Blue?

czwartek, 23 stycznia 2014

Od Odalis: Trzeci miot

Siedziałam pod jedną palmą. Od 9 dni słyszałam od wilków uprzejme sugestie, że może poszłabym się poruszać, pobiegać... Grzecznie odmawiałam.
Zamknęłam oczy. Słyszałam oddech swój... i Exaliosa.
Uniosłam lekko powieki. Spod przymkniętych powiek widziałam piękne, turkusowe oczka Exalioska.
Odwzajemnił spojrzenie. Ja - w jego głęboki turkus, on - w moją ciemność, przez którą przebijały się odcienie niebieskości.
- Nadszedł czas. Upragniony czas. - Spajałam słowa z jego warg zanim rozleciały się w powietrzu.
- Tak... - szepnęłam.
Było nie wcześniej, jak przed piątą. Sylwetka wartownika majaczyła się w oddali...
Opuściłam wzrok. Dwie kuleczki rozpoczęły zawziętą walkę o dostanie się do matczynego ciepła. Ostatnia, trzecia, rozglądała się zalepionymi ślepiami, nie wiedząc, co począć. Exalios popchnął ją lekko w stronę mojego brzucha, gdzie usadowiły się już tamte dwie.
- Dwa samce i jedna samica - stwierdził mój partner po chwili.
- Ten to Asmin - wskazałam nosem na małego samca, który walczył ze swoją siostrą o dostęp do mnie.
- To może ten... - szaman pokazał naszą małą sierotkę.
- Niech będzie Romairi - rzekłam szybko.
Najwyższy skrzywił się lekko, słysząc to niezbyt męskie imię, ale jak zwykle ustąpił mi.
- A ta dzielna wojowniczka? - zapytał.
- To teraz ty coś wymyśl. - Nie miałam pomysłu, więc zwaliłam na niego.
Ojciec trójki szczeniąt wstał i pokręcił głową.
Mała córeczka musi poczekać na imię.

Profil wilczycy Night

Imię: Night
Przydomek: Howl
Płeć: samica
Wiek: 4 lata
Zawód: wojownik
Partner: szuka
Rodzina: przybrany syn Frisket, reszta rodziny w innej watasze
Żywioł: woda
Umiejętności: latanie (nawet 100km/h) (★★), leczenie ran dotykiem (★★), niewidzialność (★★)
Opis: Skryta, odważna, pomysłowa, niezależna, pomocna.
Punkty: 29

środa, 22 stycznia 2014

Od Shante: Janessa

- Mhm... Nie wiem. Może pierwsza coś zaproponujesz? - powiedziała.
Gdy tylko otworzyłam pyszczek, aby coś powiedzieć, usłyszałam czyiś, nieznajomy mi głos wilczycy:
- Joy, może ci pomogę? - zapytała ta tajemnicza osoba słabym głosem.
"A, więc tajemnicza osoba zna Joy... pytanie, czy będzie w stosunku do mnie wrogiem, czy przyjacielem?" - pomyślałam.
- Janessa! Co ty tu robisz? - zapytała Joy.
- Przecież kazałaś mi sprawdzić, czy w okolicy nie ma żadnych wilków i nagle znalazłam ślady.
Trochę się tak poczułam jak piąte koło u wozu...
- A kto to? Znasz ją? - Wskazała na mnie łapą... Janessa, tak, tak właśnie miała na imię.
- To jest Shante, Janesso - powiedziała spokojnie.
- Cześć... - mruknęłam nieśmiało.
- Hej, tak jak słyszałaś, jestem Janessa - wyszeptała, widocznie była zmęczona, nie dziwię się jej, na pustyni można paść z wycieczenia szybko... - Joy, a upolowałaś coś?
- Ja, ja prz...
- Oj, dobra. Nie ma co odgrywać jakieś tam dramatyczne sceny, zaraz coś znajdziemy - poprawiłam im humory, po czym pobiegłam i trochę zwolniłam, aby mogły mnie dogonić. Te moje "zaraz" trwało długo, ale znalazłyśmy lisa pustynnego, jednego, ale zawsze coś. Zaatakowałyśmy go i po chwili lis był nasz. Podzieliłyśmy się nim i zjadłyśmy. Nagle zauważyłam niedaleko oazę i zaczęłam tam biec.
- Nie, Shante! To fatamorgana! - krzyknęła Janessa
Na szczęście gdy miałam już "napić się", szybko dotarło to do mnie i jeszcze kilka razy w głowie słyszałam "fatamorgana", po czym potrząsnęłam głową, a oaza znikła. Patrzyłam jeszcze tak trochę jak zahipnotyzowana w piach i ocknęłam się. Gdy byłam już w realnym świecie, Joy i Janessa stały już za mną. 

Joy? c:

wtorek, 21 stycznia 2014

Od Animira: Poznanie

Leżałem pod niewielką palemką i rozmyślałem. W sumie nie działo się tu nic ciekawego, by się tym zainteresować. Pomogłem Royalowi - dziwne... Może pustynia budzi we mnie trochę więcej przyjacielskich uczuć? Chyba tak... Nieopodal mnie zauważyłem waderę. Znaną mi dobrze nieznajomą. Była w watasze dużo wcześniej niż ja, a nigdy nie było okazji się poznać. Wiedziałem tyle co nic - była samotna i miała adoptowanego szczeniaka.
- Aż wstyd być sobą - mruknąłem cicho do siebie.
Jako, że nie chciałem być niemiły, postanowiłem do niej podejść i pogadać, zaprzyjaźnić się po prostu.
- Cześć, Shante - powiedziałem.
- Eee... Cześć, Animir - odparła trochę zdziwiona.
- Może pospacerujemy? Wieje nudą i zawsze fajnie z kimś pogadać - zaproponowałem.

Shante?

Od Night: Pustynia

Lubiłam zawsze tu przebywać. Czasem muszę sobie coś przemyśleć, dlatego jak na razie nie mam watahy; wszyscy uważają mnie za typ samotnika, nie obchodzi ich, to że potrafię być pomocna i pomysłowa – myślałam lecąc nad pustynią.
Nagle zauważyłam na dole jakąś postać. Obniżyłam lot, wyglądała na wilka. W końcu wylądowałam.
- Kim jesteś? – zapytała i machnęła przed oczami łapą – pewnie myślała, że jestem fatamorganą.
- Night – powiedziałam. – A ty? 

Kto dokończy?

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Od Vii


- Kocham cię - szepnął Royal patrząc mi w oczy.
Natychmiast odwróciłam pysk od niego. Do oczu napływały mi łzy, a gardło potwornie piekło. Dotąd nie zdawałam sobie sprawy z jego tak silnych uczuć. On przecież chciał odejść tylko po to, abym nie płakała przez niego. Jak mógł tak pomyśleć?!
- Przepraszam - powiedziałam nadal odwracając głowę.
 - Nie masz za co...
- Mam. Naskoczyłam na ciebie bez powodu.
- Miałaś powód.
- Nie. Ty robiłeś to dla nas - szepnęłam i poczułam, że spłynęła mi po policzku łza.
Royal jakby wyczuł to i podszedł do mnie bliżej, przysuwając swój pysk. Po chwili podniósł swoim pyskiem mój psyk do góry i liznął czule.
- Nie płacz. Poradzimy sobie - powiedział tuląc się do mnie.
Kiwnęłam głową. "Skąd się takie ideały biorą?" - spytałam się w myślach.
 - Co zrobimy z Shayresem i Kliki? - zapytałam po dłuższej chwili wtulenia.
Basior zaczął się zastanawiać, ale nadal nie wypuszczał mnie z ramion. Przy nim czułam się naprawdę bezpieczna i kochana...

Royal?

niedziela, 19 stycznia 2014

Od Meli

Spojrzałam na słońce. Wydawało się, że stało w bezruchu. Potrząsnęłam głową, bo od patrzenia na słońce zaczęły mnie boleć oczy.
- A więc... Jak znalazłaś ten... Ten cień? - zapytałam.
- Sama nie wiem. Zmęczona szukałam miejsca do zatrzymania się i tak znalazłam to miejsce - uśmiechnęła się.
- Aha - rzekłam i położyłam głowę na łapach. - Nie pogniewasz się, jak się zdrzemnę?
- Nie. Śpij. Ja też się zdrzemnę - rzekła.
- A co z Kasumi?
- On już śpi - zaśmiała się Light, a do niej dołączyłam ja. Ułożyłyśmy się wygodnie i zasnęłyśmy.

~*~

Obudziłam się nie wiadomo o której godzinie, bo słońce stało w jednym miejscyu. Nad nami nadal jednak znajdowało się stare drzewo, które już nie dawało nam cienia. Obudziłam waderę.
- Co jest? - zapytała ziewając.
- Nie ma cienia! - powiedziałam zdenerwowana.
- Jak to? - krzyknęła zdziwiona, że aż uniosła się na skrzydłach.
Podziemna jaskinia
- No tak to! Nie ma! - próbowałam się opanować. Lightears znów siedziała na ziemi patrząc w dół. Odeszła kawałek od pnia i zaczęła kopać.
- Będziemy kopać na zmianę. Najpierw ja, a potem ty!!! - Ostatnie słowo było ciężkie do zrozumienia, więc chciałam wiedzieć, co powiedziała. Jednak Light gdzieś zniknęła.
- Light? - zapytałam.
Zauważyłam, że dziura, którą zaczęła kopać, jest bardzo głęboka. Powtórzyłam imię wadery.
- Jestem - rzekła wychylając głowę spod ziemi. - Chodź, Kasumi, wezmę cię na dół, a ty, Mela, skoczysz za nami na dół.
- Dobra. - Uśmiechnęłam się i zaraz jak wadera ze szczeniakiem zlecieli na dół, skoczyłam w dół.

~*~

Było tam dziwnie. Wszystko było w piasku. Jak podziemna jaskinia. Wszędzie był cień i to mi się tam najbardziej podobało. Spojrzałam na Kasumiego, który siedział nadal na grzbiecie Light i chciał jeszcze chwilę polatać.

Lightears?

Od Lightears

Leżałam w cieniu, który udało mi się znaleźć. Z trudem, ale udało. Nagle zauważyłam jakąś wilczycę idącą w moim kierunku z wilczątkiem na plecach. Była bardzo zmęczona. Szczeniak na plecach wilczycy albo spał, albo zemdlał. Wstałam, żeby przyjrzeć się wilczycy. Moje skrzydło nadal nie było do końca sprawne, ale latać już mogłam. Jednak nie ruszyłam się z miejsca. Spojrzałam na wilczycę, która wzrokiem przemierzała pustynię. Szukając oczywiście jakiegoś cienia. Mój był dość duży i mógł pomieścić nas obie i szczeniaka. Wzbiłam się w powietrze, ale zaraz potem znów stałam na ziemi. Powietrze było za gorące i od tego nie mogłam unieść się wyżej. Postanowiłam podejść do wilczycy.
- Hej - rzekłam.
- Cześć.
- Widzę, że jesteś zmęczona. Chodź ze mną. Zaprowadzę cię do mojego cienia. Tam możesz zostać ze mną i szczeniakiem.
- Dobra - odpowiadała tylko pojedynczymi wyrazami, bo wyraźnie było jej za gorąco.
Uśmiechnęłam się do niej, gdy już byłyśmy z maluchem w cieniu. Szczeniak stopniowo otwierał oczy, aż w końcu otworzył je do końca.
- Gdzie jesteśmy? - zapytał.
- W cieniu i tu już nie będzie nam gorąco - rzekła i uśmiechnęła się do szczeniaka.
- Jak masz na imię? - zapytałam waderę.
- Ja jestem Mela, a to... - nie dokończyła.
- Ja jestem Kasumi - uśmiechnął się do mnie szczeniak.
- Aha. Mam na imię Lightears.
- Light- co?
- Mów Light, będzie ci łatwiej - zaśmiałam się. 

Mela?

Od Blak

Pierwsze dni w watasze... Nikogo nie znam, troszkę jestem nieśmiała.
Postanowiłam podejść do białej wilczycy z dwoma wężami na ramieniu. Wyglądała na miłą wilczycę. Wilczyca siedziała na typowo pustynnym pagórku i patrzała głęboko w zachodzące słońce.
- Hej... - Chciałam powiedzieć "hej" z jej imieniem, ale nie znałam jej imienia. Wadera widząc moje zamyślenie odpowiedziała mi uśmiechnięta:
- Hurrianna, mów do mnie Riana, okey?
- Ok, ja nazywam się Blak. Jestem tu nowa - nieśmiało odparłam.

Riana dokończysz? c:

Od Radioactive'a

- Ech... Jak tu gorąco... - powiedziałem do siebie, próbując dokopać się do wody.
Nagle zauważyłem jakiś ruch w piasku. Powoli podszedłem do tego miejsca. Ujrzałem jaszczurkę. Szybko rzuciłem się na nią, lecz jedyną rzeczą, jaką złapałem był piach. Popędziłem za nią. Tym razem udało mi się ją dogonić. Zanim zjadłem jaszczurkę, sprawdziłem, czy nie ma niczego, co mogło by mi zaszkodzić np. jakiś dziwny płyn, kolce itp. Gdy chciałem już ją zjeść, zauważyłem kogoś, kto patrzył się na mnie z zza góry piasku. Powoli podszedłem do tego kogoś... 

Ktoś dokończy?

Od Rozanny: Moja historia

Dziś opowiem wam swoją historię. Może i jest "dziwna", ale prawdziwa. Urodziłam się w Krainie Magicznych Istot. Moja mama była magicznym psem, a tata... No pewnie wilkiem, ale nie wiem, bo go nie znałam. Mama zawsze mówiła: "Letnia przygoda, on nic nie wie". Ale mnie to nie wystarczało. Gdy dorosłam, postanowiłam go odnaleźć. Nocą wymknęłam się i wyruszyłam w drogę. Okazało się jednak, że w Krainie nie ma żadnego wilka, który znałby kiedykolwiek jakiegoś psa... Wtedy opuściłam Krainę Magicznych Istot i poszłam w świat. Długo szukałam taty i któregoś dnia... ZNALAZŁAM! Mój tata okazał się wilkiem o imieniu Kazbek. Porozmawiałam z nim, wysłuchałam jego wersji. Ale nie chciałam wracać do Krainy. Przez parę miesięcy chodziłam po lasach i w końcu znalazłam idealną watahę! I oto jestem!

Od Joy: W Pustyni Dalekiego Słońca, cz. 4 - ostatnia

Następnego dnia ruszyłyśmy w dalszą drogę. Po paru godzinnej wędrówce zauważyłam, że Janessa nie nadąża za mną.
- Chcesz się zatrzymać? - zwróciłam się do mojej towarzyszki.
Wilczyca kiwnęła głową.
- Idę coś upolować, ty w tym czasie sprawdź, czy w tej okolicy nie ma żadnych wilków.
- Dobrze - szepnęła.
Idąc - nie wiedząc dokąd - nagle dostrzegłam czyjeś ślady. Po zapachu można było wywnioskować, że były to ślady wilka. "Czyli ktoś tu jest", pomyślałam szczęśliwa. Zaczęłam biec ile sił w łap, z nadzieją, że wreszcie odnalazłam moją watahę.
Zapach był coraz mocniejszy. Nagle dostrzegłam biegnącą sylwetkę wadery. Była to Shante!
- Shante! - krzyknęłam najgłośniej jak potrafiłam.
Wilczyca wtem zatrzymała się i rozejrzała dookoła. Gdy mnie zauważyła podeszła do mnie i powiedziała:
- Hej, jestem Shante, a ty jesteś tą Deltą, prawda? - spytała.
Chciałam odpowiedzieć: "Jak miło ciebie widzieć!" albo "Nie wiesz, co musiałam przeżyć... Dobrze, że was znalazłam ", ale wolałam się zachowywać, jak gdyby nic.
- Tak - odparłam trochę nieśmiało, jednak po chwili dodałam swoim "oficjalnym głosem Delty":
- Jestem Delta Joy.
- A masz chwilkę? - zapytała.
Zawahałam się, co odpowiedzieć. "W końcu Janessa gdzieś tam na pustyni błąka się, szukając mnie... ", pomyślałam.
- Tak, a co?
- Bo chciałabym cię lepiej poznać - uśmiechnęła się.
- Z wielką chęcią poznam też ciebie. Lubię poznawać nowe osoby - odwzajemniłam uśmiech. - Tylko, że...
- Co?
- Eee... Nic, nic.
Po chwili Shante spytała mnie:
- To... Co chcesz robić?
- Mhm... Nie wiem. Może pierwsza coś zaproponujesz? 

Shante? (Brak pomysłu ;-;)

Od Blace: Sny

Mój brat zamiast mnie od razu zabić znęcał się na de mną. Co wieczór śniły mi się realistyczne sny*, nie wiedziałam, co jest snem, a co jest realne. Myliły mi się zapachy, obrazy i dźwięki. Raz byłam z watahą w Północnej Kniei, a potem znowu w lochach.
Pewnej nocy przyśnił mi się biały wilk, dziwnie znajomy.**
I powiedział:
- Nie martw się, pomogę  i dodam ci sił.
Chciałam coś powiedzieć, ale nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa.
- Nie bój się, znasz mnie lepiej niż ja sam…
Nie dokończył, bo znowu obudziłam się, gdy jakiś wilk znowu uderzył mnie. Delikatnie otworzyłam oczy i widziałam dużego wilka, który był pokryty czymś, czego me oczy dojrzeć nie mogły i mniejszego, ale również groźnego jak tamten. Wlekły za sobą inne wilki, w miejscu, w którym ich taszczyły rozciągała się  krew, było jej tak dużo, że lada chwila mogły się wykrwawić.

*To sen podesłany przez innego wilka.
**Póki co sama nie wiem, kim on jest.
***Jeżeli Ajax i Eris chcą, to te wilki mogą się wykrwawić, mogą nimi być.

Od Blue'a

Długo czekałem na Kari, ale ona nie wracała. Myślałem, co Orkus z nią tam robił. Co zrobiła Kari, że szaman jej tak nienawidzi? Musiałem się jakoś wydostać z klatki. Tylko jak? Nie wiedziałem. Nie wiem, ile Orkus będzie nas tutaj trzymał, ale myślę, że długo. Nie wiem, czy ktoś nas uratuje, czy w ogóle ktoś zobaczył, że nas nie ma. Tak leżałem i myślałem. Teraz wszystko stało się obojętne - myślałem o Kari. Gdzie jest? Czy czuje się dobrze? Czy w ogóle żyje? Może szaman już dawno ją zamordował? Nie wiedziałem.

*** 

Do jaskini wszedł Orkus.
- Gdzie Kari? Co jej zrobiłeś, POTWORZE?! - wrzasnąłem.
- Ja nie mogę! Nie wierzę! Jesteście razem. Jeśli jesteś taki ciekawy, możemy cię zaprowadzić do Kari - powiedział.
Wyciągnęli mnie z klatki. Poszedłem za Orkusem. Wyszliśmy z jaskini i weszliśmy do innej. Zobaczyłem moją partnerkę. Chciałem do niej podbiec, ale przede mną wyrosły wysokie, metalowe kolce.
- Co z nią robisz?! - warknąłem.
- No nie widzisz? Odpoczywa.
- Wypuść ją! Weź mnie zamiast niej.
- Ty jesteś nic nie warty. Już się nagapiłeś? Wracaj do klatki.
Wróciliśmy do klatki. Orkus mnie popchnął. Wylądowałem w klatce. Szaman zapomniał zamknąć klatki, a sam wyszedł. Wyszedłem z klatki i popędziłem do Kari. Zatrzymałem się przed jaskinią, bo usłyszałem głos wilka.
- Kim jesteś? Zostaw mnie - powiedziała Kari.
- Kari, nie bój się, to ja, Asper, przyjaciel Shante. Uwolnię cię - powiedział.
- Wody... Daj... mi... wody... Chcę... wody... - powiedziała Kari.
- Nie wiem, gdzie jest jakieś źródło - powiedział.
- Ja wiem. - Wszedłem do jaskini. - Wyczuwam tu wodę.
- Kim jesteś? - zapytał mnie.
- Jestem jej partnerem - powiedziałem i podszedłem do Kari.
- Kim ty jesteś? - zapytała moja partnerka.
- Nie pamiętasz mnie? Kari, to ja, Blue.
- Nie wiem, kim jesteś.
- Dobra. Chodź poszukać tego źródła - powiedział.
- Nie zostawię jej tutaj.
- Albo zostaniesz tu i ona zginie, albo pójdziesz ze mną poszukać wody i ona przeżyje - powiedział.
- Dobra, idę.
Wyszliśmy z jaskini. Pobiegłem za zapachem wody. Znaleźliśmy źródło czystej wody. Zrobiłem małą kulę z wody i wróciłem do Kari.
- Kari. Proszę napij się - powiedziałem, ale ona nic nie odpowiedziała. - Proszę, pij to.
Rozwarłem pręty, którymi była przyczepiona do wybrzuszenia. Otworzyłem jej pyszczek i wlałem jej wodę do środka. Wziąłem ją na mój grzbiet.
- Wynośmy się stąd - powiedział Asper.
Asper podpalił kryjówkę Orkusa i uciekliśmy. Biegliśmy przez pustynię. Byliśmy wycieńczeni, a najbardziej ja, bo niosłem Kari na grzbiecie. Późno w nocy dotarliśmy do oazy, gdzie - tak myślę - była nasza wataha. Podszedłem do wartowników.
- Muszę się zobaczyć z Marchesą - powiedziałem. - To bardzo pilne.
Czekaliśmy 10 minut.
- Co jej jest?! - krzyknęła Alfa.
- Nie wiem. Orkus jej to zrobił. Myślę, że wymazał jej pamięć - powiedział Asper.
- Wpuśćcie ich do środka. Ta wilczyca, którą na grzbiecie niesie jej partner, uratowała Matahariego Sinoviha Yanwen - powiedziała Marchesa wartowników.
Wypuścili nas do oazy. Alfa zaprowadziła nas do małego źródła, przy którym położyłem Kari i nalałem jej wodę do pyszczka,  a potem sam się napiłem. Piłem i piłem.
- Przestańcie pić, bo im całą wodę wypijesz! - zażartował Asper.
- Ha... Ha... Ha... Ale śmieszne - powiedziałem sarkastycznie. - Marchesa, co zrobimy z Kari?
- Zanieśmy ją do jaskini. Chodźcie ze mną.

Od Royala: Spokój

Przyszła i smutno patrzyła na mnie. Miałem wyrzuty sumienia, bo zachowałem się głupio - bardzo głupio. Via wiedziała o Kliki tylko trochę, bo nigdy nie naciskała. A teraz? Musiałem jeszcze mocniej rozdrapywać rany.
- Ja... - zacząłem starając zachować spokój. - Wiem, że to nie było łatwe. Zniknąłem nam całe dwa dni... bez słowa. Mieliście oboje prawo się o mnie martwić i teraz macie prawo być wściekli - zwróciłem sie do obojga.  - I zrozumiem, jeśli chcesz, abym odszedł, na zawsze zapomniał o was - szepnąłem do Vii.
Zauważyłem ,ze Animir gdzieś idzie - pewnie chciał zostawić nam sprawę rodzinną.
- Dziękuję - wyszeptałem cicho, po czym basior kiwnął głową i pobiegł do watahy.
Ze spuszczoną głową nie patrzyłem na nic i nikogo.
- Spójrz na mnie - poprosiła Via.
- Nie zasługuję...
Via tupnęła łapą na te słowa. Zawsze kiedy chciała powiedzieć "spójrz" , a ktoś nie wykonywał jej prośby, to tupała łapą jak dzieciak.
Westchnąłem i powoli spojrzałem na waderę. Nie miałem siły i odwagi by czekać na to, co się teraz stanie.
- Spójrz mi w oczy i powiedz to, czego nie chciałeś przy Animirze - szepnęła.
- Kocham cię - szepnąłem patrząc głęboko w jej błękitne oczy...



czwartek, 16 stycznia 2014

Od Ajminy

Skoczyłam na Damona z radością, mocno go przytuliłam i od razu skoczył na nas Sasha. Znaleźliśmy palmę i rozłożyliśmy się obok siebie. Damon leżał pod palmą, a ja bawiłam się z Sashą, po kilku minutach zmęczyłam się i położyłam koło Damona, po chwili przyszedł Sasha, przychylił się do Damona i powiedział:
- Cieszę się, że Ajmina jest moją mamą.
- Ja też się cieszę, że Ajmina jest moją partnerką.
Gdy usłyszałam słowa Sashy i Damona, obu mocno cmoknęłam.

Damon?

środa, 15 stycznia 2014

Od Damona: Natłok myśli

W mojej głowie wciąż tylko jedno: "kocham cię". Słowo mające tyle znaczeń, a tak mało. Można przecież kochać prawdziwie, z przyzwyczajenia i z obowiązku. Więc co znaczy w tym wypadku? Te słowa dobrze znam, tylko kto inny je wypowiedział... Kimini, ale teraz... Ajmina jest inna niż Kimini, "nie lata z kwiatka na kwiatek". Jest dobra, miła i... piękna? Czy ja tak o niej myślę? Tak... chyba tak. Wiem, że Sasha ją ubóstwia, a to plus. Lecz przecież nie chcę wypisywać plusów i minusów związku... Co powiedzieć? "Nie"? Mówiąc "nie" zranię siebie, ją i Sashę. A co, jeśli powiem "tak"? Jeśli ona bliżej pozna mnie i przestanie kochać? Tak bardzo boję się ją stracić...
Przecież Sasha kiedyś odejdzie... A ja? Mam zostać sam? Mam w głowie mętlik, a ona tylko na mnie patrzy... I oczekuje odpowiedzi. Jestem nienormalny, ale czy miłość może być normalna? Przecież gdyby wszystko i wszyscy byliby normalni, to świat by chyba przestał istnieć... Już wiem! Życie nie trwa wiecznie, a każdemu należy się szczęści... nie?

***

- Ajmina... - szepnąłem.
- Tak? - spytała.
- Ja też...
Zrozumiała, czy nie ? Strach... strach i jeszcze raz strach - wzmagany każdym oddechem. W co ja sę pakuję? Nie... teraz nie ma odwrotu. Nie rzucam słów na wiatr...
- Kocham cię... - powiedziałem.
Tym razem już pewny. Wiem, że ona jest moim paliwem, moim powietrzem... działa na mnie jak narkotyk...

Ajmina?


[dop. Autora] Przepraszam wszystkich, którzy to czytają. Jeśli jest chaos to przepraszam, ale brak mi słów zlekka na prośbę Ajminy...

Od Kari

Orkus wstrzyknął Blue'owi jakiś eliksir w kark. Po chwili mój partner padł na ziemię. Podbiegłam do niego, ale szybko mnie od niego odciągnęli. Orkus kazał jakiemuś wilkowi przeteleportować Blue'a, a mi kazał iść. Sam zaś ze swoją zgrają leciał nade mną. Gdy za wolno szłam, któryś z wilków raził mnie prądem. Szłam długo i byłam strasznie zmęczona. Nagle upadłam na piasek - nie byłam już w stanie iść.
Znalazłam się w klatce, ale mnie to nie zdziwiło, bo wiedziałam, do czego Orkus jest zdolny. Obok mnie w innej klatce leżał Blue.
- Blue - szepnęłam.
- Tak?
- Musimy się stąd wydo... - Do jaskini wszedł szaman.
- Kari, dobrze, że wstałaś. Chodź ze mną - powiedział.
Wyciągnęli mnie z klatki, a Orkus wytworzył małe kółeczko i wcisnął mi je na pysk, żebym nie mogła nikogo ugryźć. Poszliśmy do odległej jaskini. Weszliśmy do niej. Kazali mi położyć się na dziwnym wybrzuszeniu na środku pomieszczenia. Nie chciałam tam iść, więc jeden z wilków lekko poraził mnie prądem, wtedy przyjrzałam się dobrze temu wilkowi, okazało się, że to... Chris! Mój syn z pierwszego miotu.
- Chris, pomóż - szepnęłam, ale on nie odezwał się.
Podeszłam do wybrzuszenia i położyłam się na nim. Wtedy metalowe pręty przypięły moje łapy, klatkę piersiową i szyję do wybrzuszenia. Zaczęłam się szarpać i miotać. Rzuciłam w szamana małą kulą ognia z ogona, ale nie trafiłam. Po chwili Orkus i reszta wyszli z jaskini. Spróbowałam zapalić się, aby stopić metal, ale w jaskini było za wilgotno. Leżałam więc tak dalej i myślałam jak długo Orkus zamierza mnie tu trzymać.

 Blue?

Od Animira: Kliki, cz. 4. Czy to koniec?

Westchnąłem, ale czego nie robi się dla rodziny... pobiegłem. Waderę nie było trudno znaleźć, siedziała pod palmą z synkiem. Pełen obaw podszedłem.
- Możecie ze mną iść? - zapytałem.
- Gdzie? - odparła Via.
- Niespodzianka...
Zielarka kiwnęła głową i obudziła synka. Po jakiejś pół godzinie nareszcie wyruszyliśmy. Przez następne pół godziny wędrowaliśmy do "niby" oazy Kliki. Wziąłem głęboki oddech nic nie mówiąc. Nagle pojawił się Royal.
- Jak nam to wytłumaczysz? - zapytała.
- No bo... ja chcę, byście kogoś poznali - odparł Royal.
- O nie! Wiesz, ile się namartwiliśmy? - zapytała wściekle wadera.
- Wiem... Chcę przeprosić i poznać was z Kliki.
Via trochę uspokoiła się na to imię. Ciekawe czemu? Może Royal opowiedział jej co nieco? Prawdę, fałsz? To wszystko tak mnie ciekawiło, że postanowiłem zostać i obserwować to całe spotkanie.

Royal?

Od Shante: Delta

Gdy byłam już w watasze i doszłam tam wraz z Lokasem, postanowiłam trochę uwolnić się od basiorów. Zaniedbuję przez to kontakty z innymi, np. Sayona, Kari i w ogóle.
- Lokas, pozwolisz, że pójdę teraz spotkać się z kimś innym? - Trochę zabrzmiało to, jakby córka mówiła do ojca, ale co? Miałam uciec bez słowa?
- No, przecież. - Zaśmiał się. - Nie, nie obrażę się
- Dzięki, pa! - I pobiegłam Bóg wie gdzie.
Biegłam przed siebie i zauważyłam jakąś wilczycę... Ach, tak, przypomniało mi się! To była Delta! Tylko jak miała na imię...? Postanowiłam lepiej się poznać z Deltą. Wilczyca pewnie u niektórych wywoływała negatywne emocje ze względu na wygląd, ale jest takie mądre przysłowie o książce i okładce. Podeszłam do niej i powiedziałam:
- Hej, jestem Shante, a ty jesteś tą Deltą, prawda?
- Tak - odparła trochę nieśmiało, lecz później z powodu jej stanowiska spoważniała i odważniej powiedziała: - Jestem Delta Joy.
"Więc tak miała na imię" - powiedziałam w myślach
- A masz chwilkę? - zapytałam.
- Tak, a co? - spytała
- Bo chciałabym cię lepiej poznać.
- Z wielką chęcią poznam też ciebie. Lubię poznawać nowe osoby. 

Joy? C: (brak weny)

Profil wilczycy Fanty


Imię: Fanta
Przydomek: z krainy Srebrnego Księżyca
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: łowca
Partner: szuka
Rodzina: Prawie wszyscy zginęli. Została jej tylko zaginiona siostra, Bani.
Żywioł: eter
Umiejętności: odczytywanie przyszłości z gwiazd, czytanie myśli innych wilków, zaklęcie blokujące (nikt oprócz niej nie może używać magii do odwołania czaru)
Opis: Fanta niczego nie traktuje poważnie. Zamiast biegać i szaleć woli leżeć, i to w cieniu. Nie jest typem samotnika. Lubi towarzystwo, szczególnie wilków jej klasy. Ta wilczyca nic nie bierze na serio. Jest lekkomyślna i bezczelna. Lubi polować na małe zwierzęta takie jak myszy i inne gryzonie. Nie cierpi brudu. Dba o wizerunek. Powiedz jej, że brzydko wygląda, a urwie ci łeb! Nie zna zbyt wielu czarów i zaklęć, ale doskonale walczy. To jedyna okazja, przy której celowo się brudzi.

wtorek, 14 stycznia 2014

Od Ajaxa: Ratunek Eris

- Hehehe… Nadal jesteś nieodporny na ból… - zaśmiał się, dalej trzymając mnie za brzuch.
Nagle usłyszałem krzyk. Ugryzłem Natana w nos, a on mnie puścił. Za pomocą mojej super szybkości popędziłem w stronę, z której dobiegał krzyk. Natan mnie gonił.

***

Kiedy dobiegłem, zobaczyłem jakiegoś stalowego wilka ciągnącego gdzieś Eris.
Skoczyłem na niego i wywróciłem, a on puścił Eris.
- Słyszysz mnie? – zapytałem, ale ona była nieprzytomna.
Stanąłem przed nią, żeby ją obronić, ale stalowy wilk i Natan już się zbliżali.

Eris?

Od Joy: W Pustyni Dalekiego Słońca, cz. 3

Przez całą drogę szłyśmy w milczeniu. Słońce zaczęło zachodzić, dlatego zatrzymałyśmy się na nocleg. Podczas rozpalania ogniska Janessa dosiadła się do mnie. Chciała coś powiedzieć, jednak zaraz zrezygnowała.
- Chciałaś coś powiedzieć? - odezwałam się.
- Nie... To znaczy tak. Przez tą całą drogę dusiłam to w sobie...
- Co?
- Moją ucieczkę. Chciałam ci o niej opowiedzieć...
Należałam do watahy ognistych. Leży z 100-115 kilometrów stąd. Byłam w niej od początku moich narodzin. Moi rodzice zawsze marzyli o tym, żeby mieć basiora. Kiedy dowiedzieli się, że jestem waderą, chcieli mnie oddać. Jednym słowem byłam im "nie potrzebna". Niestety - albo na szczęście - nie było nigdzie w pobliżu żadnych "schronisk dla kundli", jak to nazywali moi rodzice. Przez cały ten okres nie zajmowali się mną. Często musiałam zostawać sama, również polować i ukrywać się przed drapieżnikami, dla których byłam łatwą zdobyczą. Byłam zdana na siebie. Po pewnym czasie okazało się, że moja matka ponownie zaszła w ciążę, jednak tym razem urodził się mały basior. Byli tak szczęśliwi, że kompletnie zapomnieli o moim istnieniu. Liczył się tylko wyłącznie on. Wszyscy z watahy śmiali się ze mnie, że nikt mnie nie chce, nawet własni rodzice. Niedługo po narodzinach swojego wymarzonego syna alfa naszego stada zmarł i przekazał moim rodzicom władzę. Jak wiadomo mieli mnóstwo obowiązków, tak więc musiałam zajmować się swoim bratem, dla którego też nie mieli już czasu. Mimo wszystko nie czułam się tak samotna jak kiedyś, codziennie bawiłam się z moim bratem, którego bardziej polubiłam. Tak wyglądało dotychczas moje życie.
- Co się później wydarzyło? - spytałam.
- Moja matka nie radziła sobie z obowiązkami alfy, załamała się i dostała depresję. Zaczęła bić i znęcać się nade mną. Powiedziała, i to przy moim bracie, że największym jej problemem jestem ja i w ogóle nie powinnam się urodzić. Zdecydowała, że ruszy do Czerwonych Skałek mnie oddać.
- I wtedy uciekłaś?
- Tak. Nie wyobrażasz sobie co ja musiałam przeżyć...
Zszokowała mnie jej historia. Przecież jej rodzice potraktowali ją jak śmiecia i to tylko dlatego, że nie urodziła się basiorem! Jak można być takim potworem?!
- Ja... Nie wiem, co powiedzieć...
- Nie musisz nic mówić. Cieszę się, że mogłam przed tobą wszystko z siebie wyrzucić. Dziękuję - uśmiechnęła się lekko.
Poszłyśmy spać.

Od Odalis: Jeszcze trochę

- Jeszcze trochę - szepnęłam Exaliosowi w ucho.
Samiec zamruczał cichutko z zadowoleniem.
- Za dziewięć dni - uzupełnił ledwie dosłyszalnie.
Kiwnęłam w ciemności głową i mocniej wtuliłam się w futro partnera.
Tej nocy śniły mi się trzy małe kuleczki...

poniedziałek, 13 stycznia 2014

Od Ajaxa: Dawny wróg


Więc pobiegłem. Biegłem tak, aż się wyczerpałem. Więc przysiadłem sobie na chwilkę.
Zobaczyłem jeziorko. Skorzystałem z tej okazji i napiłem się. Nadal byłem zmęczony, ale musiałem biec dalej. Rozpędziłem się i zacząłem biec. Ale ledwo przebiegłem trzy metry, potknąłem się i wywróciłem.
Spojrzałem za siebie, nikogo tam nie było. Rozglądnąłem się, nic. Więc pobiegłem dalej.
- Stój! Zatrzymaj się! – usłyszałem znajomy głos.
Rozglądnąłem się znów, ale nic nie widziałem. Po chwili padłem. Nawet nie wiem, czemu…
Uchyliłem lekko oczy i zobaczyłem biegnącego do mnie białego wilka.
Powoli i niepewnie wstałem. Kiedy wilk się zbliżył, zobaczyłem, że jest wielki. Jedną połowę głowy miał bez futra… A oko po tej samej stronie całe czerwone…
Zatrzymał się przede mną.
- Kim ty jesteś?... – zapytałem.
- Nie pamiętasz mnie? To ja! Natan! – zawarczał. – Pamiętasz, co mi zrobiłeś?! Szukałem cię ten cały czas!!! – Skuliłem się i zacząłem cofać, ale on szedł w moją stronę.
Po chwili rzucił się na mnie i wgryzł się mocno w mój brzuch, a ja zaskomlałem głośno.

Od Blue'a

- Tak - powiedział szczęśliwy. - Zróbmy coś szalonego.
- OK. Tylko co?
- Nie wiem, na przykład wyścig.
- Dobra - powiedziałam.
Pobiegliśmy. Biegliśmy i biegliśmy, aż nagle wpadliśmy na grupkę wilków.
- Orkus! - krzyknęła Kari.
- Kto to? - zapytałem
- Co cię to obchodzi - powiedział wilk. - Hej, Kari. Dawno się nie widzieliśmy.
- To szaman, który próbował mnie zabić - powiedziała wadera.
- Właśnie. Jam jest Orkus Potężny - powiedział i wstrzyknął mi jakiś eliksir w kark.
Zakręciło mi się w głowie i po chwili upadłem na piasek.
Obudziłem się w... metalowej klatce. Przez kraty zobaczyłem drugą klatkę, ale nie było w niej Kari. Po chwili jednak wszedł Orkus, a za nim dwa wilki ciągnące za sobą ciało. Wrzuciły je do drugiej klatki i poszły. Przyjrzałem mu się dobrze - to była Kari. Z miejsc, za które ciągnęły ją wilki, sączyła się krew. Jej ciało było całe w piasku. Miała zamknięte oczy.
- Kari - szepnąłem. - Kari. Kari, - Z oka popłynęła mi łza.
Zobaczyłem, jak jej klatka ledwo się podnosi i opada.

Kari?

Od Kari

 Rano byłam strasznie głodna, więc poszłam coś upolować. Zaczęłam szukać pożywienia, gdy nagle usłyszałam moje imię.
- Kari. Tu jesteś - powiedziała zdyszana Marchesa. - To jest Alfa tej watahy z oazy. Przedstawisz mu Mataha?
- OK.
Pobiegliśmy do mojej jaskini. Matah jeszcze spał.
- Matah. Obudzić się - powiedziałam spokojnym głosem i delikatnie potrząsnęłam nim. - Ktoś cię odwiedził.
Szczeniak wstał. Zobaczył naszego gościa i nagle zrozumiał, kto to jest.
- Tato! - krzyknął.
- Matahari Sinowih Yanwen! Synu, tęskniłem za tobą! Wszyscy za tobą tęskniliśmy! Dziękuję ci - uściskał mnie.
- Więc... - zaczęła Marchesa.
- Tak! Cała wataha może przyjść. Wyruszymy jutro z samego rana.
Gdy zrobiło się ciemno położyłam się w jaskini. Myślałam o tym, że Matah niedługo mnie opuści. Nie mogłam o tym myśleć i poszłam spać.

 *

- Dobrze. Nic się nie zmieniło - powiedziałam.
- Wiem, że już nie kochasz Nesso tylko Blue'a - zatkało mnie, gdy to powiedziała.
- Skąd wiesz, co czuję do Blue'a? Nigdy o tym nie mówię.
- Nie, ale mówisz o nim. Trzy czwarte twoich wypowiedzi dotyczy Blue'a. Masz na jego punkcie obsesję. Czasami marzę o tym, żebyś zmieniła temat.
Stałam zdziwiona. To prawda, że myślałam o Blue. Ciągle go obserwowałam. Kiedy się pojawiał, natychmiast przestawałam się skupiać na tym, co akurat robiłam. Ucząc szczeniaki polowania, zgubiłam z oczu tłustego myszoskoczka, gdy tylko Blue wszedł z jaskini. Jednym okiem patrzyłam na Blue, a drugim na szczeniaki. Jeśli odganiał muchę, chciałam wiedzieć jaki to gatunek.
Czy to była miłość? Nie wiedziałam. Możliwe. Bo czymś to przecież było.
W towarzystwie Blue'a podskakuje mi ciśnienie. Gdy przysypiałam, a on się pojawiał od razu odechciewało mi się spać. Za każdym, gdy się odzywał, odpowiadałam mu - albo w myślach, albo na głos.
- Może powinnaś mu powiedzieć co do niego czujesz? - powiedziała.
- Nie wiem. A co powiedzieć Nesso?
- Wymyśl coś. Masz głowę do układania planów - uśmiechnęła się.
- Dobra. Dzięki. Biegnę do Nesso.
Pobiegłam poszukać Nesso. Znalazłam go przy jaskini.
- Nesso. Muszę ci coś powiedzieć.
- Słucham.
- Nesso. Podoba mi się inny. Sorry.
Nesso nie zdołał odpowiedzieć, bo pobiegłam jak najszybciej do Blue'a.
- Blue. Muszę ci coś powiedzieć: podobasz mi się, od kiedy dołączyłeś do watahy. Czy będziemy razem?

Blue?

niedziela, 12 stycznia 2014

Od Marchesy: Prośby i nalegania

- Nie jesteśmy wrogami - przekonywałam alfę watahy zamieszkującej tą oazę.
Wataha Wilków Pustyni, jak nazywała się zamieszkująca tu społeczność, urządziła się tu całkiem wygodnie. Jeziorko ze słodką wodą wśród zarośli otaczały skały, będące ochroną przed wichurami. Patrzyłam z pożądaniem na zbiornik wody. Na razie nic z tego - przywódca nie chciał mnie słuchać. Był strasznie nieufny.
- Potrzebujemy twojej pomocy, Alfo.
- Nie mam podstaw, by wam ufać - odparł oschle wilk.
- Jeśli nam nie pomożesz, wszyscy możemy zginąć.
- Nie znam was i nie musi mnie to interesować. - Oburzył mnie swoją obojętnością.
- Masz serce? My przygarniamy potrzebujących i nic w zamian nie chcemy - wycedziłam, hamując złość.
Brzmiało to nieco zbyt histerycznie. Ale czułam ścisk w żołądku, język miałam suchy jak drewno. Wypowiadanie słów odbijało się szorstkim bólem w gardle. Dla nas obojga sprawa była oczywista - życie albo śmierć. Wilk robi się w takich sytuacjach nieco nerwowy.
- A kto przygarnął mojego syna?! - wybuchł zupełnie niespodziewanie on.
Nie podejrzewałam, że usłyszę jakieś zwierzenia z jego strony. Milczałam, nie wiedząc, co powiedzieć. A on zaczął opowiadać.
- Zniknął tak wcześnie - powiedział ze złością. - Zgubił się w burzy piaskowej. Tak długo go szukaliśmy. Bez skutku. Nikt mu nie pomógł, ani wilki z sąsiedniej watahy, ani dzieciaki, które bawiły się razem z nim.
Zwiesił łeb i przyśpieszył kroku, aby ukryć przede mną swój żal. Widocznie zawstydził się takiej nagłej słabości, swoich bolesnych wspomnień. Do mych uszu dobiegł słaby szept:
- Matahari...
Alfa uniósł głowę i rzekł tonem nie znoszącym sprzeciwu:
- Odejdź.
- Nie. Nie - zaprotestowałam, próbując minąć wojowników, którzy stanęli między mną a nim. - Mylisz się!
Samce pchnęły mnie do tyłu, dając znacząco do zrozumienia, że to koniec rozmowy.
- Twój syn jest wśród nas! Matahari Sinovih, tak? Janwen? Ktoś mu pomógł! - krzyczałam wyrywając się.
Pod czymiś zbyt silnym pchnięciem straciłam równowagę i runęłam na ziemię. Wszystko ucichło. Uniosłam głowę. Wojownicy rozstąpili się. Z góry patrzył na mnie Alfa.
- Zaprowadź mnie do tego, kogo tak nazywacie - rozkazał cicho.
Tak. To nie była prośba, tylko rozkaz. Nie wiem, jak licznej watasze przewodził, jak silną magią władał i jak rozległe miał tereny. Ale z pewnością w jednej sprawie stał górą - on miał wodę i pożywienie, a my nie. Dlatego, chcąc nie chcąc, posłusznie wstałam z piachu i ruszyliśmy do naszego obozowiska, nie czyniwszy przy tym żadnych komentarzy co do jego postawy.

Dokończy Kari :3

Profil wilczycy Blak


Imię: Blak
Przydomek: Auditore
Płeć: samica
Wiek:
3 lata
Zawód: wojownik
Partner: nie szuka
Rodzina: zginęła w wyniku wojny z inną watahą
Żywioł: ogień
Umiejętności: tarcza, rodzaj lustro (tarcza to coś w stylu obrony przed umiejętnościami/atakami mentalnymi innych wilków, rodzaj lustra to to, że odbija atak na przeciwnika); wzrok bazyliszka (gdy chce); ból psychiczny (atak na przeciwnika, gdy Blak patrzy na kogoś, to ta osoba zaczyna zwijać się z bólu, nie może się przed nią uchronić, gdy chce)
Opis: Blak była zawsze przyjazną waderą, jednak potrafi być wredna i zimna. Lubi dowcipy. Chętnie zaprzyjaźnia się z innymi.

Od Ajminy: Wygrana i wyznanie

Ocknęłam się i zobaczyłam, jak potwór rzucił Odalis o ścianę, ledwo wstałam, stanęłam za potworem i zawołałam.
- Hej! Ty potworze! - Potwór odwrócił głowę i jeszcze raz zawołałam: - Tak, do ciebie mówię!
Zaczął biec w moją stronę, uciekałam i dotarłam w ślepy zaułek, i potwór złapał mnie i rzucił do góry, użyłam mocy obronnej, przy czym rozwaliłam cały sufit i znaleźliśmy się na pustyni, potwór wyskoczył i zaczęłam się z nim bić.
W końcu  użyłam ostatecznej mocy strumienia ognia, potwór był silny i pchał mnie, ale zaczęłam podchodzić do niego i wydawało się, jakby słabnął. Walczyliśmy i w końcu nie wiem jak, ale został z niego tylko proch   odepchnęło mnie i z mojej rany, którą potwór zrobił jak mną rzucił, zaczęło krwawić, przybiegł do mnie Damon i zawołał:
- Nie!!! Ajmina, obudź się!
- Damon?
- Ajmina.
- Damon, ja... kocham cię.
- Ajmina...
Nagle z mojej rany wydobyło się małe niebieskie światełko, moja rana tak nagle zagoiła się, wstałam  i stanęłam naprzeciwko Damona.

Damon? Co dalej?

Od Eris: POMOCY!!!

Poszłam właśnie do puszczy, żeby trochę pobyć w cieniu. Po długim czasie byłam na miejscu i odetchnęłam z ulgą (bo kto by chciał tam dostać udaru!). Nagle poczułam, że ktoś za mną stoi. Odwróciłam się i zobaczyłam wielkiego stalowego wilka! Pierwsza ja się odezwałam:
- Kim ty jesteś?
- Najpierw ty mi odpowiedz! Kim TY jesteś?!
- A, a...
- Nie masz watahy?!
- Nie... Ja... Mam... Nie potrzebna mi pomoc.
- TRUDNO!!!
- Co?
Zaczął mnie ciągnąć za ogon. Próbowałam się bronić, ale nic z tego!
- PUSZCZAJ MNIE!!! GDZIE MNIE NIESIESZ?!
- Do mojej watahy!!!
Wyrywałam się, krzyczałam, drapałam go, ale nic z tego! Było jeszcze gorzej. Powiedział do mnie tak:
- Jeżeli komuś z twojej watahy na tobie zależy, to po ciebie przyjdzie! HAHA!!!
Uderzył mnie tą stalową łapą i zemdlałam.

Proszę, niech ktokolwiek dokończy!!!

Od Shante: Niespodziewane spotkanie, tunel i co jeszcze?

- Sępy mnie pogryzły… Chodźmy dalej - usłyszałam jeszcze z zamkniętymi oczami, lecz po tym zdaniu szybko je otworzyłam.
- Ojejciu! - krzyknęłam na widok basiora...
Taaa, coś jakoś chyba on przyciąga niebezpieczeństwa...
- Wyjdziesz jakoś z tego? - zapytał Lokas, lecz chyba nie był zbyt zainteresowany.
- Taaa... - mruknął. - Może chodźmy dalej?- zapytał i w tym momencie zauważyliśmy pędzącą Odalis.
- Odalis!!! - krzyknęliśmy wszyscy, wilczyca się zatrzymała.
- Co ci się... - zaczęła.
- Tak, tak, tak - przerwał jej Lokas. - Może by jakoś go odesłać do watahy?
- Jest taka możliwość i tak w ogóle idziecie w złą stronę - powiedziała, po czym spojrzała się na Ajaxa. - Idź w tamtą stronę - wskazała łapą w stronę, z której biegła - i gdy zauważysz taki głaz, odbijasz na prawo, po czym biegniesz przed siebie i wtedy powinieneś trafić.
- Dobrze, dziękuję - podziękował ognisty i zaczął biec, tak jak Odalis mu kazała.
Zostaliśmy we trójkę.
- Odalis? - zapytałam się trochę przestraszonym tonem, bo co, jak powiem coś złego, czy coś i stracę dobry wizerunek u Bety?
- Tak? - zapytała.
- Gdzie biegniesz? - spytałam.
- No, więc słyszałam jakiś huk, nie słyszeliście?
- Trochę... Chyba wtedy spaliśmy... - wypowiedział się Lokas.
- Mhm... - mruknęła nasza wszechwspaniała Beta.
- Nie pozwolimy ci iść samej - powiedziałam, po czym ja i Lokas stanęliśmy obok niej.
- Nie musicie ze mną iść - powiedziała.
- Ale my chcemy - odpowiedzieliśmy razem i ruszyliśmy, co prawda Odalis prowadziła, a ja i Lokas biegliśmy za nią.
Gdy dotarliśmy, naszym oczom ukazał się tunel.
- Skaczemy? - zapytał Lokas.
- Mhm... - skinęłyśmy łebkiem na "tak" i zjechaliśmy...


Lokas, Odalis, Damon, Ajmina, co dalej?
Ajax, dotarłeś?

sobota, 11 stycznia 2014

Od Royala: Kliki, cz. 3


Ucieszyła mnie odpowiedź Animira na pytanie mojej siostry. Kliki była dość wkurzona - ona nigdy nie rozumiała idei miłości. Prawdą było to, że wszyscy tu w watasze rozumieliśmy się i szanowaliśmy bez względu na wiek - mali i duzi. Tam gdzie wychowałem się z Kliki nigdy nie było poszanowania, miłości i zrozumienia - liczyła się tylko wojna. Wszyscy lubili się bić i zapominali o tym, co w życiu najważniejsze - rodzina...
- Pomożesz mi się urządzić? - spytała Kliki.
- Chciałem iść po Shayresa i wytłumaczyć wszystko Vii - powiedziałem.
- Vii? A któż to? - zapytała.
- To moja partnerka, adoptowaliśmy razem syna Shyaresa - odparłem.
- I, że co, kochasz ją? - spytała wadera.
- Tak, jak nigdy nikogo - rzekłem.
- Ale ty jesteś naiwny - odparła wadera i zaśmiała się.
Spojrzałem na nią krzywo, ale bez odzewu. Westchnąłem więc smutno i podszedłem do Animira, który stał pod palmą zamyślony.
- Animir, mam prośbę.
 - Tak, a jaką to znów?
- Mógłbyś pójść do Vii i poprosić ją tu z Shayresem?
- A ty? Co masz zamiar robić?
- Muszę pomóc Kliki się urządzi. - powiedziałem smutno.
Animir kiwnął głową i lekko się uśmiechnął. Cieszyłem się, że basior rozumie mnie i stara się wspierać, choć wcale nie znaliśmy się specjalnie dobrze.

Animir?

Od Sayony: Pustynia

Jesteśmy na Pustyni Dalekiego Słońca. Jesteśmy tu od kilku tygodni. Ja i Stella niezbyt dobrze sobie radzimy. Ledwo, ledwo dajemy radę. Postanowiłam zobaczyć, jak inni sobie dają radę. Pobiegłam z Stellą
poszukać innych. Nagle zauważyłam jakiegoś wilka. Podbiegłam bliżej i okazało się, że to była Kari.
- Cześć, Kari - powiedziałam.
- Cześć, Sayona - powiedziała Kari.
- Co tam u ciebie, Kari? - spytałam.

Kari?

Od Damona

- Nie ma stąd innego wyjścia, oprócz tego, i boję się - krzyknęła Ajmina.
Bałem się o nią i to bardzo. Przez dłuższy czas nie wiedziałem, co począć - sprowadzić pomoc czy zejść do niej. Wkońcu podjęłem długo przemyśliwaną decyzję.
- Sasha, sprowadź pomoc - szepnąłem.
- Kogo?
- Odalis lub ktoś inny, najlepiej... Nieśmiertelny - powiedziałem.
Sasha pokiwał głową i pobiegł. Żal ściskał mnie za gardło, jak myślałem, że moge go już nigdy nie ujrzeć.
- Schodzę do ciebie! - krzyknąłem i powoli wszedłem do dziury. Było bardzo głęboko i tylko niewiele światła docierało do tunelu.
- Nic ci nie jest?
- N-nic...
- Chodź, poszukajmy wyjścia.
Wadera kiwnęła głową i ruszyliśmy przed siebie. Po jakiś dwustu metrach zrobiło się tak bardzo ciemno, że sprawiłem, aby mój ogon zapłonął ogniem - było to niczym pochodnia. Dalej szliśmy w zupełnym milczeniu patrząc na wnętrze tunelu. Wszędzie były kości ludzi, zwierząt... Było nawet trochę stworzeń, które padnięte leżały płytko oddychając.
- Mają ugryzienia na szyi. Wyglądają, jakby ktoś próbował je zabić - szepnąłem.
- Tak - odparła wadera wzdrygając się.
Nagle usłyszałem jakiś dźwięk.
- Co to?
- Nie wiem, ale wszystko wygląda, jakby miało się zawalić.
- Trzęsienie ziemi?
- To nie zwykłe trzęsienie...
Dźwięk było coraz głośniejszy i głośniejszy.Wydawało mi się, że coś idzie w naszym kierunku. Szybko zgasiłem ogień i nakazałem Ajminie być cicho. Oddychaliśmy powoli, chodź serca waliły nam niemiłosiernie ze strachu. To coś było coraz bliżej.
- Jest chyba za zakrętem - szepnąłem najciszej, jak umiałem.
- Boję się...
- Będzie dobrze.
Stworzenie na chwilę przystało i zaczęło nasłuchiwać oraz węszyć. Nie trwało to jednak długo - znów zaczęło się zbliżać. Każdy jego krok był coraz powolniejszy, co wzmagało w nas strach. Nagle POTWÓR wyszedł zza zakrętu. Jego żółte ślepia świeciły w ciemności tak, że było nas widać. Był przynajmniej dwa razy większy ode mnie i dużo potężniejszy. Powoli podszedł do nas i obwąchał, jakby mówił: "Będę mieć pyszną kolację...".
- Na mój znak robimy odwrót i uciekamy - powiedziałam.
- OK...
- Teraz! - krzyknąłem i zaczęliśmy biec w stronę, z której przybyliśmy.
Monstrum było jednak szybsze i od razu złapało Ajminę.
- Damon, aaaaaa!
- Puść ją, natychmiast ty... Ty!
Potwór rzucił Ajminę na ziemię i spojrzał na mnie. Ukradkiem spojrzałem na waderę - zemdlała. Wielkie stworzenie rzuciło się na mnie i przygniotło do ściany. Biłem się i rzucałem w nie ogniem, ale to było tylko jak "głupi Jaś". Zaczynało mi brakować siły i chęci, a potwór rzucał mną o ściany tunelu. Wtem usłyszałem, jakby ktoś próbował rozbić tunel. Zaklęcia padały jedno po drugim, coraz szybciej i... szybciej, jednak dla mnie były bez znaczenia. Zacząłem krwawić tak, jak Ajmina i nie miałem ochoty na walkę. Słyszałem,że zaklęcia są coraz mocniejsz , ale jak się okazało ten tunel nie był słabym przeciwnikiem. Gdy potwór rzucił mną raz kolejny, z mojej głowy trysnęła krew. Leżałem na ziemi obok Ajminy.
- To tak zginiemy... - szepnąłem prawie bezgłośnie.
Zacząłem odpływać i tylko ogromny huk zwrócił moją uwagę. Tunel pod wpływem silnych zaklęć odpuścił i utworzyła się wielka dziura. Ostatnie, co zobaczyłem, to była biała wadera biegnąca w naszą stronę - Odalis. Potem zemdlałem...

Ajmina, co zrobi Odalis, by nas uratować?

piątek, 10 stycznia 2014

Od Joy: W Pustyni Dalekiego Słońca, cz. 2

Upał był nie do zniesienia. Piasek, po którym stąpałam był bardzo gorący. Czasami zamiast iść musiałam lecieć, żeby nie poparzyć sobie łap. Wszędzie dookoła była pustka. Żadnych roślin, zwierząt... oraz osoby, z którą mogłabym porozmawiać. Czułam się strasznie samotna, jakbym została uwięziona na bezludnej wyspie. Czasami stado kruków przelatywało nade mną, tworząc wielki cień. Tak samo jak ja kierowały się na północ. Czyżby też szukały nowego domu?

* 

Mijały godziny. Byłam strasznie spragniona i głodna. Temperatura była jeszcze wyższa niż przedtem. Idąc nagle dostrzegłam jezioro!* Prawdziwe jezioro! Szybko pobiegłam do źródełka wody. Oszalałam. Zaczęłam pić bez umiaru. Po krótkim czasie wypiłam całą wodę z jeziora. Nie wiem dlaczego, ale jeszcze bardziej chciało mi się pić. Zaczęłam szukać wody, co nie trwało zbyt długo.
Byłam uradowana, wręcz oszalałam ze szczęścia. Wszędzie otaczały mnie małe zbiorniki wodne! Biegałam wokół jezior, nie mogąc się zdecydować, od którego mam zacząć. Trwało to godzinę, może dwie... Po pewnym czasie padłam z wycieńczenia.

*

Otworzyłam powoli oczy. Nade mną stała obca wadera. Miała czarne, cienkie futro, wąskie jasnozielone oczy i wielkie uszy. Miała z 2 lata. Przyglądała się mi z wielkim zainteresowaniem.
- Halo, obudź się...
Po chwili wstałam i otrzepałam się z piasku. Wilczyca przestraszyła się i upadła.
- Wreszcie wstałaś! Czy ty zawsze tak długo śpisz?
Patrzyłam się na nią zdziwiona. Nie wiedziałam, czy to z powodu fatamorgany, czy wilczyca naprawdę istniała.
- Halo, żyjesz? - zaczęła wymachiwywać łapami przed moimi oczami.
- Tak...
- Zawsze tak masz? A tak w ogóle jestem Janessa - przedstawiła się.
- A ja Joy... Ty naprawdę istniejesz?
Wilczyca roześmiała się.
- Zawsze zadajesz tak dziwne pytania?
- A ty zawsze tyle gadasz? - spytałam zirytowana.
- Nie, nie zawsze. Chociaż rzadko się to zdarza - zaśmiała się.
- No, więc... Miło było cię poznać, trzymaj się.
Odwróciłam się i zaczęłam iść przed siebie, zostawiając waderę samą. Po chwili pobiegła za mną, blokując mi drogę.
- Wiem, że dopiero co się poznałyśmy, ale mogę iść z tobą?
- NIE. Wracaj tam, skąd przyszłaś.
- Ale ja nie mogę tam wrócić... - spuściła głowę.
- Dlaczego? - zapytałam zaciekawiona.
- Uciekłam od mojej watahy i nie chcę tam wracać.
- Nawet nie przetrwasz na pustyni dzień. Lepiej wracaj, może jeszcze cię przyjmą.
Odeszłam. Załamana wilczyca czekała, jak gdyby liczyła, że zawrócę. Była naiwna.
- Nie wiesz, co tam przeżyłam! Przez cały czas poniżano mnie, śmiali się ze mnie i dokuczali! Moi rodzice nienawidzą mnie, wyżywają się na mnie i biją! Ja tam nie mogę wrócić, rozumiesz?! - krzyczała.
Zaskoczona zatrzymałam się.
- Ja... Współczuję ci... Jeśli nadal chcesz, możesz iść ze mną... - Spojrzałam na nią.
Wilczyca uśmiechnęła się blado.

*Fatamorgana.[przyp. Autorki]

Od Animira: Sprawa Royala

Gdy Royal opowiedział mi swoja historię z Kliki, zrobiło mi się go żal. Współczułem mu tego, że przez całe życie żył w niewiedzy. Rozumiałem jego głęboki żal do siostry.
- Ale w czym mam ci pomóc? - spytałem.
- Wiesz, to moja siostra i choć nie chcę wracać, to chciałbym, aby mój syn ją poznał - rzekł basior.
- I?
- Czy mógłbyś znaleźć jej jakąś jaskinię? Wiem, że masz dobry węch.
Kiwnąłem głową i zacząłem szukać. Po jakiś 30 minutach znalazłem jaskinię w sam raz dla niej idealną. Niedaleko było małe jeziorko i dwie palmy, więc miała tu taką oazę.
- Czemu mi i jemu pomagasz? - spytała mnie Kliki.
- Bo wiesz, wilki w naszej watasze są jak rodzina, a rodzinie się pomaga... 

Royal? 

[Dopisek do Royala: Sory, że krótkie, ale nie wiedziałem, w czym mam pomóc. Jeśli przybliżysz mi temat, to następne będzie dłuższe ;)]

Od Kari

- Jadł mojego jelenia?! - Nie wierzyłam.
- Tak. Tuż po tym, jak poszłaś. - powiedział.
- Nie wierzę. Najpierw ten napad furii po tym, jak byliśmy na spacerze. Teraz to... Już nie wiem, co mam robić.
- Nie bądź smutna. Gdy ty jesteś smutna, ja też jestem smutny. Gdzie jest Marchesa?
- W tamtej oazie. Rozmawia z Alfą. Tylko ją wpuścili, mi i Matahowi nie pozwolili wejść. Młody leży pod jedną z palm i chyba śpi.
- Może my też pójdziemy pod jakąś palmę. Chyba nikt z nas nie chce powtórki z rozrywki - powiedział z uśmiechem na pysku.
Ja też się zaśmiałam. Poszliśmy pod palmę i się polożyliśmy. Rozmawialiśmy do późna. Gdy zaszło słońce rozpaliłam ognisko. Po chwili przyszedł do nas Matah wiedziony ciepłem ognia. Poszliśmy spać. Powiedziałam Matahowi, żeby powiedział Marchesie, że wracam do watahy, bo muszę coś załatwić. Pobiegłam z Blue do watahy. Wieczorem dotarliśmy do watahy. Znowu byłam wyczerpana, ale poszłam do mojej jaskini i zobaczyłam Nesso jedzącego jelenia.
- To mój jeleń! - krzyknęłam.
- Leżał na moim legowisku. Myślałem, że mi go dałaś.
- Nie, nie dałam! Nie kłam! Blue wszystko widział! Jak mogłeś mnie tak okłamać! Nie chcę cię więcej widzieć! - Pobiegłam do odległej części jaskini.
Podszedł do mnie Blue i położył się obok mnie. Zasnęliśmy.

Blue?

Od Blue

Wstałem późno, ponieważ wczoraj późno poszedłem spać, bo myślałem o Kari. Jest ładna, mądra... Ale jest jedno "ale" - ma partnera. Nesso... Nie znam go za dobrze - tak naprawdę tylko z widzenia - ale wtedy, jak był zdenerwowany, kiedy się dowiedział, że Kari była ze mną na spacerze... Ale gdyby skłócić ze sobą Kari i Nesso... Kari byłaby ze mną!  Wymyśliłem genialny plan - widziałem, jak wczoraj Kari upolowała jelenia. Schowałbym tego jelenia przy legowisku Nesso i powiedział Kari, że widziałem, jak Nesso je jelenia. I się pokłócą i będę z Kari.
Poczekałem do zmroku i poszedłem do legowiska Kari. Nesso poszedł pobiegać. Znalazłem jelenia i zaciągnąłem do miejsca, gdzie spał Nesso.
Pobiegłem do tej oazy, o której mówił Matah. Biegłem. I nagle natknąłem się na tę oazę i na Kari.
- Kari, widziałem, jak Nesso jadł jelenia, którego upolowałaś wczoraj.

Kari?

czwartek, 9 stycznia 2014

Od Kari

Podeszłam do małego jeziorka zrobionego przez wilki wody. Napiłam się. Nagle zobaczyłam Mataha biegnącego do mnie.
- Mamo - zawołał. - Znalazłem moją starą watahę! Trzeba iść dzień, żeby do niej dotrzeć.
- Dobra. Ty tu zostań, a ją pójdę po Marchesę - powiedziałam i pobiegłam.
Wróciłam z Alfą 5 minut później. Matah opowiedział jej wszystko, co wie.
- Idziemy tam. To jedyna szansa na przetrwanie - powiedziała.
Wyruszyliśmy. Szliśmy długo, ale późno w nocy doszliśmy do oazy. Marchesa podeszła do wartowników.

Marchesa?

Od Royala: Spotkanie z Kliki

Stałem z Kliki oko w oko. Byłem przerażony widząc ją i nie byłem pewien, czy dobrze zrobiłem karząc Shayresowi wracać do Vii.
- Przecież... Ty nie żyjesz - powiedziałem wreszcie.
- Ta... A ty niby rozmawiasz z duchem?
Miała rację, jednak to nic mi nie dało. Pierwszy raz w życiu bałem się kogoś. Nienawidziłem ją za wszystko to, co mi zrobiła. Nikt o tym nie wiedział... Nikt.
- Po co mnie znalazłaś... I jak przeżyłaś? - zapytałem.
- Jak to po co? Jesteś moją jedyną rodziną braciszku, a wiesz, że jestem z ognia i ogień mi nic nie robi - zaśmiała się wadera.
Wiedziałem, co ma na myśli... Przypominałem sobie wszystko - pożar, moją rodzinę i mnie, jako małego szczeniaka panicznie bojącego się ognia. Tak bardzo chciałem im pomóc, lecz Kliki zabroniła mi i sama rzuciła się na ratunek.
- Czemu to zrobiłaś?
- Nasi rodzice byli parą alfa. Gdy tu uciekłeś, a ja wyskoczyłam z ognia i opowiedziałam smutną historię o śmierci naszych rodziców, to zostałam Alfą.
Miałem dość. Nie chciałem jej słuchać tylko uciec - nieważnie gdzie i jak daleko. Miałem żal - była dla mnie zawsze wzorem, starszą siostrą, a okazała się oszustką. Oszukała wszystkich, dlaczego? Dla bycia alfą. A może i nawet zaplanowała cały pożar...
- Zostaw mnie w spokoju.
- Wróć ze mną - szepnęła Kliki
- Nie.
- Pożałujesz, jeśli nie wrócisz - zagroziła.
- Grozisz mi? - spytałem.
- Ta... - zaczęła. - Ktoś tu jest... - powiedziała.
- Tsa... Ty i ja...
- Ktoś inny, tam, za tymi skałami - szepnęła.
Zdziwiłem się, gdy usłyszałem, że za kupką skałek może być wilk. Pełen mieszanych uczuć powoli podchodziłem do kamieni, aż nagle ujrzałem go...
- Animir?! - krzyknąłem przestraszony i zdziwiony.
- Wyczułem obcego wilka i przyszedłem - rzekł otrzepując się z piachu.
- Jak już jesteś, to mam do ciebie sprawę - odparłem i pokrótce streściłem mu całą historię.


Animir?
 

środa, 8 stycznia 2014

Od Kari

Obudziłam się w jaskini. Głowa mnie bolała. Nade mną stał Blue.
- Co jest? - zapytałam.
- Odwodniłaś się na pustyni i zemdlałaś. Przeteleportowałem cię tu - powiedział wilk.
- Dzięki.
Do jaskini wpadł Nesso.
- Kto to jest? - zapytał wskazując na Blue z pogardą.
- To Blue, przyjaciel - odpowiedziałam.
- Co ci się stało? - zapytał Nesso.
- Zemdlała na pustyni - powiedział Blue.
- Skąd wiedziałeś, że jest tam? Kari? - popatrzył się na mnie. Opuściłam głowę.

Nesso?

Od Blue'a

Obudziłem się rano. Poszedłem do Kari.
- Pójdziesz ze mną na spacer? - zapytałem.
- Nie mogę. Za chwilę szczeniaki przyjdą.
- Inni opiekunowie się nimi zajmą. Proszę, tylko na chwilę.
- Dobra.
Poszliśmy.
Szliśmy długo. Było gorąco. Kari ledwo trzymała się na łapach. Kilka minut później padła na ziemię. Próbowałem ją obudzić. Nic to nie dało. Przeteleportowałem ją do watahy.

Kari?

Od Ajminy

- Ja też kiedy wędrowałam po lawowych górach, podpaliłam sobie uszy.
- Uszy?
- Tak, miałam futszaste uszy póki ich nie popaliłam, miałam farta, że wylądowałam w jaskini z wodą.
- Wielkiego.
Zaśmiałam się do Damona i po chwili zobaczyłam jelenia, odepchnęłam Damona i pobiegłam w jego stronę, w stronę jelenia.
- Jeleń!
- Gdzie, nie widzę go! Ajmina, zaczekaj, to metafora!
Damon wołał i wołał, ale go nie słucham, nagle wpadłam do jakiejś dziury.
- Aaaaaa.
- Ajmina nic ci nie jest?
- Nie, nic.
- A co widzisz?
- Widzę szkielety zwierząt i… I jakiś  tunel!
- Co, tunel!
- Tak, tylko, tylko.
- Tylko co.
- Nie ma stąd innego wyjścia oprócz tego i boję się.

Kto gotowy na wyprawę w tunel?
Damon nie chcę osierocić Sashy, więc wiesz.

wtorek, 7 stycznia 2014

Profil wilczycy Rozanny


Imię: Rozanna
Przydomek: z rodu Wojowniczek
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: wojowniczka
Partner: szuka
Rodzina: matka i siostra w innej watasze
Żywioł: ziemia
Umiejętności: sterowanie naturą, władanie pogodą, telepatia
Opis: Rozanna jest miłą, pomysłową i przyjazną waderą. Chętnie zawiera nowe znajomości i spotyka z przyjaciółmi. Lubi podróże i przygody.

Od Blue'a

Poszedłem do Kari - jedynej wilczycy, którą znałem.
- Hej - powiedziałem.
- Cześć.
- Opowiesz mi trochę o Dolinie?
- OK. - I opowiedziała mi wszystko, co wie o Dolinie.
Wyobrażałem sobie Dolinę, ale nie była taka piękna, jak opowiadała Kari. Pomyślałem, że muszę ją zobaczyć.

Od Ajaxa: Sępy

Wyszliśmy z piasku i się otrzepaliśmy.
- Uff… Już myślałem, że nas zobaczy! – zaśmiałem się.
- Może chodźmy spać, chociaż na chwilę… - zaziewał Lokas.
- Dobry pomysł, jak odpoczniemy, będzie nam lepiej iść – powiedziała Shante.
Położyliśmy się spać. Obudził mnie ból na plecach. Otworzyłem lekko oczy i spojrzałem za siebie.
Zobaczyłem dwa sępy gryzące mnie.
- Ała! Puszczajcie mnie!
Kopnąłem jednego z nich w dziób, a one odleciały.
- Głupie ptaki… - zamruczałem.
Podniosłem się i spojrzałem na plecy. Były we krwi…
- HALO! Obudźcie się! Musimy iść dalej! – budziłem Lokasa i Shante.
Obydwoje wstali powoli.
- Co ci się ZNÓW stało? – zapytał zaspanym głosem Lokas.
- Sępy mnie pogryzły… Chodźmy dalej.

Lokas? Shante? Jaki dalszy ciąg? XD

Od Vii


Gdy się obudziliśmy było jasno i gorąco.
- Tato, mieliśmy iść we dwójkę na polowanie - powiedział Shayres.
- Obiecałeś mu - szepnęłam.
Royal kiwnął głową i razem ze szczeniakiem poszedł za zapachem zwierzyny. Ja w tym czasie napiłam się i wytrzepałam piach z futra. Zawsze rankiem patrzyłam na słońce i... Podziwiałam je. Było potężne i przyjazne - przecież gdyby nie słońce, to nie istnielibyśmy. Tylko czemu tu aż tak bardzo doskwierało...?
 
*

Minęło sporo czasu od ich wyruszenia, ale ja nie martwiłam się. Dobrze wiedziałam, że Royal umie obronić siebie i naszego syna. Lecz co to za matka, która się nie boi? Siedziałam i nerwowo patrzyłam w drogę gdzie poszli. Nagle przybiegł zdyszany Shayres.
- Mamo... Tata mnie odesłał bo... Na polowaniu pojawiła się jakaś wilczyca - wyjąkał maluch.
- Jak miała na imię?
- Mówił do niej Kliki...
Zdziwiłam się na to imię. To było niemożliwe, myślałam, że Shayres źle usłyszał. Jednak maluch był tego bardzo pewny...

Royal, jak spotkanie rodzinne?

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Od Shante: Uciekać czy martwić się?

Ja, Lokas i Ajax obserwowaliśmy piasek, z którego nagle wynurzyła się kobra i syknęła na nas.
- Ej, co robić, ej co robić?! - spytałam przestraszona.
- No jak to co?! Uciekać! - krzyknął Ajax po czym, zaczęliśmy uciekać.
Oczywiście pewna niezdara z nas, czyli ja, potknęła się o własne łapy i upadła. Wtedy Lokas i Ajax zawrócili się i pomogli mi wstać.
- Trzymaj się, księżniczka! - zażartował Lokas i obydwa samce wybuchnęły śmiechem.
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne - powiedziałam sarkastycznie.
- Tutaj! - krzyknął Ajax wskazując na wielką zaspę z piachu, ukryliśmy się za nią. Kobra zgubiła trop i gdzieś popełzła. Odetchnęliśmy z ulgą... 

Ajax? Lokas?

Od Joy: W Pustyni Dalekiego Słońca, cz. 1


W pośpiechu zaczęłam kopać, robiąc wielką dziurę w prawie metrowym śniegu. Po chwili przestałam i łapą próbowałam dosięgnąć do przedmiotu. Na marne. Kontynuowałam kopanie, aż w końcu moje kończyny "natknęły" się na ziemię. Wskoczyłam do dołu i założyłam amulet na szyję, po czym wydostałam się na górę. Rozejrzałam się dookoła - nie została żadna osoba oprócz mnie. Wzbiłam się w powietrze. Wzrokiem zaczęłam szukać watahy, jednak nigdzie jej nie dostrzegłam. "Musieli już ruszyć beze mnie", pomyślałam. Słyszałam, że będziemy zmierzać na północ, tak więc z nadzieją leciałam w wyznaczonym kierunku..

*

Czułam się, jakbym leciała cały dzień. Wciąż nie widziałam swojej watahy. Mimo wszystko nie dopuszczałam do siebie myśli, że są zbyt daleko lub zmierzam w złym kierunku. Wylądowałam na piasku, żeby dać odpocząć swoim skrzydłom. Byłam zła a zarazem zdołowana. Dlaczego akurat musimy wędrować przez pustynię...?

Od Blace: Barbance

Upał doskwierający na pustyni przeważał moje siły. Byłam wilkiem, który wychował się na owocnym terenie i nie byłam przyzwyczajona do takich warunków. Nagle poczułam zapach wody, nie mogła to być fatamorgana, lecz upał był tak silny, że zemdlałam.
Obudziłam się w środku nocy. Cała wataha spała, ale wartownicy - w tym Damon, Mela i Shoku - czuwali. Zapach wody nie opuszczał mnie i postanowiłam iść za nim. Ten zapach miał coś w sobie dziwnego, ale nie zwróciłam na to uwagi przez słońce i nie myślałam trzeźwo.
Byłam coraz bliżej i dzięki lodowatej nocy trochę otrzeźwiałam i usłyszałam skradającego się wilka.
Skoczyłam w jego kierunku powalając zaskoczonego wilka, był to Damon.
- Co robisz, zejdź ze mnie - warknął, próbując uwolnić się z mojego uścisku.
- Zejdę, jeśli powiesz mi, dlaczego mnie śledzisz - odparłam obojętnie na jego gniewne spojrzenie.
- Śledzę cię, bo chcę wiedzieć, dokąd idziesz o tak późnej porze i tak daleko od watahy.
- A co cię to obchodzi - warknęłam i zeskoczyłam z niego, lecz on zamiast się podnieść, zaczął nasłuchiwać.  Zrezygnowałam z dojścia do wody i odparłam:
- Chodź do watahy, nie ma co le… - Miałam powiedzieć „leżeć”, ale on skoczył na mnie, przyciskając mnie do piasku.
Minę miał poważną i wystraszoną, więc wiedziałam, że coś się dzieje i dałam mu znak, że rozumiem. On zszedł ze mnie i oboje skuliliśmy się, zakopując się w piasku.
- Blace, nie masz się co ukrywać - odparł znajomy mi głos. Barbance.
- Barbance! - wykrzyknęłam, próbując na niego skoczyć, lecz coś mnie powstrzymało.
- Nie łudź się, to pole siłowe, ty i ten twój… kochaś nie wyjdziecie.
- Po co nas złapałeś? - zapytałam rozglądając się bacznie.
- Chodziło mi o ciebie, a on został złapany przez jego ciekawość - odparł ciekawie mu się przyglądając, ten tylko patrzył na niego z pogardą, lecz wiedziałam, że czuje strach.
- Ale dlaczego? - naciskałam, próbując coś wymyślić.
- Ale ty jesteś głupia, chodzi o zemstę, obaliłaś mnie. Siedziałem miesiąc w jaskini liżąc rany i myśląc, jak by cię zmiażdżyć.
- I co wymyśliłeś? - wtrącił się Damon.
- Ciekawość. Wymyśliłem to, że obalę Marmesę i…
- Jesteś gotów zabić własną siostrę dla władzy?! - wykrzyknęłam.
- Nie wiesz, że niegrzecznie jest przerywać? Tak, jestem gotów. I zrobiłem to, Marmesa zginęła, a reszta to ożywione przeze mnie trupy, ty też podzielisz jej los, a on… jego mogą zjeść moje wierne zombie.
Spojrzeliśmy na siebie wystraszeni.

 Damon? Co dalej, zjedzą cię czy nie?

Od Blue'a

Widziałem moją matkę. Cierpiała... Chwilę później widziałem jej zwłoki. Ojciec wrzucił mnie i resztę rodzeństwa do wody. Płynęliśmy na kładce w dół rzeki. Zobaczyłem wodospad...

***

Obudziłem się. Była noc. Zimna noc. Poszedłem się ochłodzić. Zobaczyłem myszoskoczka, który - tak jak ja - wyszedł się ochłodzić. Podkradłem się do niego. Skoczyłem i zabiłem. Zaniosłem go do schronienia. Zjadłem. Ciągle byłem głodny. Zasnąłem.

Od Royala: Głód

Było gorąco - a zarazem zimno. Tu... Na pustyni pogoda miała jakiegoś hopla. Brakowało w sumie wszystkiego: jedzenia, wody, schronienia... Wilki żywiołów dwoiły i troiły się, abyśmy w ogóle przetrwali, bo gdyby nie oni, to skończylibyśmy jako pożywienie dla sępów. Patrzyłem smutno w dal i choć patrzyłem ciągle w inne strony, to i tak wszędzie była pustka. W nocy też nie było łatwo, lecz wtedy było najłatwiej polować. Sępy, skorpiony, myszy  wielbłądy i lisy pustynne żyły tu na co dzień, a reszta stworzeń była tylko gośćmi, którzy nie wyjdą już nigdy ze szczęk pustyni...
- Co się dzieje? - spytała Via wyrywając mnie z myśli.
- Nic - odparłem zamykając oczy.
Rytm dnia trochę się zmienił - lepiej było spać w dzień niż w nocy, lub przynajmniej drzemać co jakiś czas. Moja drzemka trwała do zachodu słońca. Obudziłem się głodny i wyczerpany... Mój cały organizm domagał się pożywienia. Chwiejnym krokiem podszedłem do Vii i ją obudziłem.
- Zapolujmy na jakieś stworzenie... Małe - zaproponowałem.
- OK - szepnęła i ruszyliśmy na łowy.
Nie było tego kramu zbyt obficie, udało nam się ledwie upolować trzy liski pustynne - po jednym dla każdego. Chwilę później zjedliśmy nasze dwa liski i zostawiliśmy trzeci Shayresowi.
- To wszystko jest takie trudne - burknąłem..
- Co dokładniej? - zapytała wadera.
- Życie...
- Lecz tym jest życie: serią krzyżujących się zdarzeń, będącą poza jakąkolwiek kontrolą - powiedziała wadera.
- Niby tak - szepnąłem przytulając się do niej.
Wadera mocno wtuliła się we mnie z powodu zimna i oboje zasnęliśmy...

Via?

Od Damona

Byłem głupi odrzucając propozycję mieszkania w jaskini, ale wiem, że było wiele potrzebujących. Ajmina wydawała się miła, a przecież w trudnych warunkach warto mieć przyjaciela.
- Nie gniewasz się? - spytałem.
- Nie... czemu miałabym się gniewać? - odparła.
- Tak tylko pytam... - powiedziałem i położyłem się spać.
Noc była chłodna, nawet bardzo. W porównaniu do skwierczącego słońca za dni, to noc była wybawieniem...

***

Obudziłem się wcześnie. W powietrzu było jeszcze trochę chłodu i wilgoci, ale słońce zaczynało już wschodzić. Popatrzyłem wzrokiem na niewielkie jeziorko zrobione przez wilków wody. Powoli podszedłem do niego, lekko umoczyłem pysk i niewiele sie napiłem. Nie wiem czemu, ale zawsze myslałem o innych, a nie o sobie. Chwilę potem usłyszałem szmer i zobaczyłem, że Ajmina wstała. Odsunąłem się więc od jeziorka by wilczyca mogła się napić.
- Wcześnie wstajesz - powiedziałem cicho.
- Ty też - szepnęła.
- Staram się napawać idealną temperaturą poranka - westchnąłem.

Ajmina

niedziela, 5 stycznia 2014

Od Lomi

- Cześć - powiedziałam do Zori.
- Hej. Dawno nie rozmawiałyśmy...
- Wiem. Ale teraz nadarzyła się okazja. Ciebie też trochę denerwuje ta ciągła wędrówka?

Zori?

sobota, 4 stycznia 2014

Od Exaliosa

Wędrowaliśmy w głąb pustyni. Na początku chciałem kierować się za pomocą słońca, niestety - te nie ruszało się z miejsca. W którąkolwiek obróciłem się stronę, słońce było przede mną. Szaleństwo? Nie wiem. Brnęliśmy naprzód.
- Wstawać. Idziemy dalej - rozkazałem zielarzom.
Nie byłem w nastroju na prośby.
- Powiadomię innych - zgłosiła się Via.
Po pięciu minutach wataha była gotowa do wymarszu. Alfa skinęła na mnie, że mogę prowadzić.
- Mam do was jeszcze jedną uwagę - rzekłem. - Nie rozdzielamy się. Nie chodzicie na własną rękę. Nie będę was szukać. To, że wy gdzieś tam w oddali widzicie jaskinię, nie obchodzi mnie. Będziemy spali pod gołym niebem, ewentualnie wilki ziemi mogą zrobić jakieś prowizoryczne schronienie. Wilki wody zapewnią wodę. Pożywienia poszuka Beta, wy nie.
Wyruszyliśmy. Wilczyce tęsknie patrzyły na cudem znalezione jaskinie, szczeniaki z rozpaczą rozstawały się z tym minimalnym jeziorkiem, które u było. Samce obserwowały w milczeniu jelenie, które zagłębiły się tutaj nieroztropnie. No tak, zapewne w najbliższych dniach naszym pożywieniem będą sępy, upolowane przez wilki powietrza. Nędzni padlinożercy.
Kiedy po palącym żarze nastał chłód, zatrzymałem pochód. Marchesa rozpaliła ognisko, wokół którego się położyliśmy. Zapowiadało się na chłodną noc...

Od Kari

Wolpy wybiegł ze schronienia.
- Wolpy! Wracaj! Dostaniesz udaru! - krzyknęłam, ale młody wilczek biegł przed siebie.
Pobiegłam za nim. Szczeniak zatrzymał się i zaczął lizać piasek
"Fatamorgana" - pomyślałam.
Popchnęłam Wolpy'ego do schronienia. Był bardzo wyczerpany. Pobiegłam po Shante. Wróciłyśmy szybko.

Shante?

Od Blue'a

Było parno. Wszystkie zwierzęta pochowały się w schronieniach, gdzie nie było im tak gorąco. Nie było nic do jedzenia. Wszyscy zdychaliśmy z głodu. Ja mając żywioł wody nie wytrzymałem tej temperatury. Było mi gorąco. Kręciło mi się w głowie. Marzyłem, żeby spadł deszcz, ale wiedziałem, że deszcz na pustyni to rzadkość. Chciałbym wrócić do tych śnieżnych gór. Tam chociaż było zimno. Myślałem o moim rodzeństwie, matce, której nigdy nie poznałem ani nie zobaczyłem i o ojcu, do którego pałam nienawiścią. Wiem, że muszę go odnaleźć, jak i resztę rodzeństwa. A co, jak zdechnę tu na tej pustyni z głodu i wyczerpania?

Od Ajminy

Wędrowałam po pustyni, napotkałam Damona.
- O, hej, Damon!
- Hej, Ajmina!
- Co tam?
- Nie znalazłem żadnej jaskini i musieliśmy spać pod gołym niebem.
- O, tak się składa, że koło mojej jaskini jest druga, pusta.
- To wspaniale! Pójdę po Sashę.
- Dobrze, poczekam na ciebie!
Damon wrócił z Sashą, pokazałam im jaskinię, była w sam raz dla nich, bardzo się ucieszyli, a Sasha mi podziękował. Poszłam wędrować dalej, zauważyłam jelenia, zabiłam go i zaprosiłam do jedzenia Damona i Sashę.

Damon, co po uczcie?

Od Ajaxa: Woda


- Shante! – krzyknęliśmy w tym samym czasie.
Lokas chłodził ją wiatrem, a ja rozglądałem się za wodą. Po chwili dostrzegłem maleńkie jeziorko i z Lokasem ochłodziliśmy Shante. Otworzyła lekko oczy i powoli wstała z piasku.
- Wszystko w porządku? – zapytałem.
- Tak… Ale muszę się napić wody…
Napiliśmy się, po czym poszliśmy w dalszą drogę. Po napiciu się czuliśmy się lepiej.
Ale dokuczał nam straszny głód…
Szliśmy tak, aż zrobiło się ciemno. Ale postanowiliśmy, że pójdziemy dalej.
- Tam! Widzę jelenia! – krzyknąłem i od razu pobiegłem w tamtą stronę, a Lokas i Shante za mną.
Złapaliśmy go i zjedliśmy, ale zobaczyliśmy, że w piasku coś się rusza.

Shante? Lokas?

Od Eris: Spotkanie ze znajomym mi wilkiem

Jak wszystko sprzątnęłam, akurat zrobiło się ciemno. I poszłam spać. A rano miałam ochotę wyjść na dwór. Pospacerowałam sobie. I nagle w oddali zobaczyłam wilka. Na początku myślałam, że to Lokas, ale jak bliżej do niego to zobaczyłam, że to ten sam wilk, którego widziałam w drodze z lasu do pustyni! Nagle wilk się poruszył. Podszedł do mnie i powiedział:
- O... Hejo.
- Hej...
- No...
- Zaraz... To nieomal przez ciebie o mało co nie zgubiłam watahy!...
- A, a, a, a... to ciebie spotkałem w lesie!!!
- No a jak?
- No... Przepraszam... Tylko ja...
- Co?!
- No nie wiem... chciałbym, żebyś... przyjęła przeprosiny.
- No nic... Przyjmuję...
- Super!!! Mogę ci to jakoś wynagrodzić!!! Chcesz?
- No... nie wiem, jak chcesz.
- Tak!!!!
- A z jakiej ty jesteś watahy?
- Nieważne...
Tak jak się jemu przyjrzeć, to wyglądał całkiem na miłego. I praktycznie też był miły.
- A no wiesz, jak masz na imię?
- Kol.
- A ja Eris!
- Aha.
- Jasne, wiesz... Słońce tak grzeje i w ogóle muszę już iść. Jutro spotkamy się w tym miejscu! OK?
- Tak! Cześć.
- Pa!!!

piątek, 3 stycznia 2014

Od Blue

Byliśmy na pustyni. Słońce świeciło nad nami. Gorący piasek patrzył łapy. Wszystkim chciało się pić. Byliśmy wykończeni, ale szliśmy dalej przez pustynię szukając schronienia.
Przypomniało mi się coś. Podbiegłem do gromady szczeniaków i do ich opiekunów.
- Gdzie jest Kari? - zapytałem.
- Tu - powiedział jakiś szczeniak wskazując na waderę.
- Dziękuję ci za pomoc. Gdyby nie ty, nie wiem, czy bym z tobą teraz rozmawiał - powiedziałem.
Wilczyca nic nie powiedziała.
- Kto mnie znalazł w lesie jeszcze w tych górach?
- Ja - powiedział szczeniak.
- Dziękuję - powiedziałem.
- Czemu byłeś w Quicku? - zapytała Kari.
- Szukałem ojca i rodzeństwa.
- OK - powiedziała.

Od Radioactive'a

Wydostaliśmy się. Jak? Ech, nie pamiętam.. Lightears nie wyszła, zapewne zginęła...

* * * 

Siedziałem w swojej jaskini obok powoli gaszącego się malutkiego ogniska. Byłem nakryty jedną starą i rozwalającą się skórą. Nienawidzę zimy, nienawidzę Quicku, nienawidzę zimna. Tak bardzo chciałbym wydostać się z tej przeklętej krainy... Zaburczało mi w brzuchu. Podszedłem do dość dużego wgłębienia w ścianie jaskini. To była moja malutka spiżarnia. Pusto.
- Ech... Trzeba coś upolować - powiedziałem do siebie.
Powoli wyszedłem ze swojego miejsca zamieszkania. Powoli udałem się w las. Chodziłem myśląc nad tym, co zdarzyło się kiedyś i co zdarzy się za kilka godzin, tygodni, miesięcy, lat? Nagle zobaczyłem jednego z łączników.
- Radioactive, muszę ci powiedzieć, że się przeprowadzamy.
- Huh... - ucieszyłem się.
- Za niedługo wyruszamy - powiedział mi.
- No OK, dzięki Lokas.
- Nie ma za co - powiedział i pobiegł dalej...

* * *

Gdy sobie to przypominam, nie wiem, gdzie jest lepiej, czy na tym pustkowiu z piaskiem, czy w śnieżnej krainie... Idziemy już od dość dawna. Exalios mówił mi po drodze, że musimy przez to przejść, aby dojść do tak zwanych " cudownych terenów"...

Od Damona

Wędrówkę wytrzymałem dobrze - jak widać, żywioł ognia nie jest zły. Nie wszyscy jednak poradzili sobie tak dobrze. Sporo wilków zemdlało, m. in. szczeniaki. Przez większość drogi niosłem Sashę na plecach, gdyż maluch był zbyt wyczerpany. Gdy dotarliśmy, było czuć skwar. Wszędzie pustka i tylko lekki wiatr poruszał wydmy piaskowe.
- Tato? - spytał zaspany Sasha.
- Tak?
- Gdzie będziemy spać?
- Chyba pod gołym niebem - odparłem i położyłem się zrzucając malucha z pleców.
Słońce szybko zaszło i zapadła noc, która była jeszcze krótsza...
Nazajutrz obudziłem się z piaskiem w futrze i oczach. Sasha jeszcze spał, więc cichutko wstałem i zacząłem chodzić... Gdzieś po drodze napotkałem Ajminę...


Dokończy Ajmina

Od Eris: Pierwszy dzień w pustyni

Kiedy się obudziłam, słońce zaczęło mocno grzać, a ja nie mogłam na tej pustyni znaleźć nic do jedzenia. Do picia też nic nie znalazłam. Wędrowałam po tym pustkowiu. Aż w końcu znalazłam małe jeziorko z małym stadkiem ryb. Można się domyślić, że zaczęłam polować. Z upolowanymi rybami poszłam do jaskini. Zjadłam jedną i poszłam do Sayony. A ona zajmowała się swoim szczeniaczkiem.
- Cześć, Eris.
- Hejo, Sayona.
- Eris, nie wiesz, gdzie można znaleźć tu jakąś rzekę albo jezioro?
- Wiem, gdzie jest. I to w dodatku pełne ryb!
- To super! Zaprowadzisz mnie tam?
- Jasne, idziemy?
- Tak! To chodź! Twój szczeniaczek też niech idzie! Przy okazji się czegoś nauczy!
- OK, to chodź.
I tak szłyśmy. Sayona upolowała trochę ryb. Około tyle, co ja. Odprowadziłam Sayonę do jej jaskini. A sama poszłam do mojej trochę posprzątać. Między innymi trochę się przyzwyczajać do nowego domu.

czwartek, 2 stycznia 2014

Od Exaliosa

- Z tunelu, powiadasz - zamyśliłem się.

*

Kiedy wydostaliśmy się z labiryntu, przejście zatarasował olbrzymi głaz. Radiowi udało się go przesunąć, ale Vickey nie zdążyła przejść i kamień z powrotem poturlał się na miejsce. Zostałem ja i szaman.
Podeszliśmy do oblepionej pajęczynami dźwigni. Złapałem ją w pysk i pociągnąłem. Usłyszałem zgrzyt. Ściana obróciła się. Zostałem sam w małej komnacie.
Zapewne zielarki i szaman wydostali się z tunelu, kiedy ja podchodziłem do szkatuły. Miała uchylone wieko. Uniosłem je lekko nosem. Uderzył mnie odór stęchlizny. W środku było... Zgniłe mięso.
Tak oto znaleźliśmy chroniony przez liczne pułapki magazyn z mięsem, niestety - wszystko było przeterminowane. Znalazłem jeszcze informację, że niepożądani, którzy wyjdą niewłaściwym miejscem, zapomną wszystko o tymże magazynie.

*

- Takie tam, nic istotnego. Znalazłem potem Odalis. Siedziała zamknięta w jednym z pomieszczeń. Chroniły je zaklęcia, ale udało się mi je przełamać. Był to pokój z futrami niedźwiedzimi, ale takimi śmierdzącymi, że położyć byś się tam nie chciała. I tak razem wróciliśmy z tego osobliwego miejsca przodków - zakończyłem.
Alfa pokiwała głową.
- A te tablice, co na nich pisano? - zapytała.
- Myślę, że to było coś banalnie protego, ale w wymarłych języku. My, teraz, mówimy inaczej niż parę tysięcy lat temu - odpowiedziałem.

Od Marchesy: Do nowego miejsca

Zanim dotarliśmy do Pustyni Dalekiego Słońca - jak ją nazwał Exalios, na co wszyscy przystali - długo przemierzaliśmy łańcuchy górskie w Qickou. W ciągu poprzedniego miesiąca często zmienialiśmy miejsce noclegu, wytrwale poruszając się na północ.
Wkrótce klimat stał się cieplejszy i suchszy. Zeszliśmy na wyżyny, wgłąb kontynentu. Nie zachęcały do osiedlenia się tutaj, więc szliśmy dalej, aż natrafiliśmy na ogromną, piaszczystą przestrzeń.
- Czy to na pewno dobry pomysł? - zapytałam tamtego dnia Najwyższego Szamana. - Nie ma innej drogi? Nie wygląda na to, żeby miała być to urodzajna ziemia.
- Qickou też nie było - odparł on.
- Ale tam była chociaż woda.
- Musimy przez to przejść. Za tym pustkowiem mamy szansę odnaleźć cudowne tereny. Nie zawrócimy - nikt nie zniesie drugiej przeprawy przez Qickou. Na zachód ani na wschód także nie pójdziesz, bo trafisz na strome góry. Pozostaje to. Dopiero po dłuższej drodze możemy skierować się na zachód.
- Niech będzie. Ufam twojej wiedzy.
I tak zdecydowaliśmy się zwołać watahę i wyruszyć w ten dziwny kraj...

*

Szliśmy wolnym, ale stałym marszem, brodząc łapami w piasku na czele pochodu.
- Exalios...
- Tak, Marcheso?
- Nie opowiedziałeś mi jeszcze, jak w końcu wydostaliście się z tego tunelu. I co tam znaleźliście.

Dokończy Exalios