Długo czekałem na Kari, ale ona nie wracała. Myślałem, co Orkus z nią tam robił. Co zrobiła Kari, że szaman jej tak nienawidzi? Musiałem się jakoś wydostać z klatki. Tylko jak? Nie wiedziałem. Nie wiem, ile Orkus będzie nas tutaj trzymał, ale myślę, że długo. Nie wiem, czy ktoś nas uratuje, czy w ogóle ktoś zobaczył, że nas nie ma. Tak leżałem i myślałem. Teraz wszystko stało się obojętne - myślałem o Kari. Gdzie jest? Czy czuje się dobrze? Czy w ogóle żyje? Może szaman już dawno ją zamordował? Nie wiedziałem.
***
Do jaskini wszedł Orkus.
- Gdzie Kari? Co jej zrobiłeś, POTWORZE?! - wrzasnąłem.
- Ja nie mogę! Nie wierzę! Jesteście razem. Jeśli jesteś taki ciekawy, możemy cię zaprowadzić do Kari - powiedział.
Wyciągnęli mnie z klatki. Poszedłem za Orkusem. Wyszliśmy z jaskini i weszliśmy do innej. Zobaczyłem moją partnerkę. Chciałem do niej podbiec, ale przede mną wyrosły wysokie, metalowe kolce.
- Co z nią robisz?! - warknąłem.
- No nie widzisz? Odpoczywa.
- Wypuść ją! Weź mnie zamiast niej.
- Ty jesteś nic nie warty. Już się nagapiłeś? Wracaj do klatki.
Wróciliśmy do klatki. Orkus mnie popchnął. Wylądowałem w klatce. Szaman zapomniał zamknąć klatki, a sam wyszedł. Wyszedłem z klatki i popędziłem do Kari. Zatrzymałem się przed jaskinią, bo usłyszałem głos wilka.
- Kim jesteś? Zostaw mnie - powiedziała Kari.
- Kari, nie bój się, to ja, Asper, przyjaciel Shante. Uwolnię cię - powiedział.
- Wody... Daj... mi... wody... Chcę... wody... - powiedziała Kari.
- Nie wiem, gdzie jest jakieś źródło - powiedział.
- Ja wiem. - Wszedłem do jaskini. - Wyczuwam tu wodę.
- Kim jesteś? - zapytał mnie.
- Jestem jej partnerem - powiedziałem i podszedłem do Kari.
- Kim ty jesteś? - zapytała moja partnerka.
- Nie pamiętasz mnie? Kari, to ja, Blue.
- Nie wiem, kim jesteś.
- Dobra. Chodź poszukać tego źródła - powiedział.
- Nie zostawię jej tutaj.
- Albo zostaniesz tu i ona zginie, albo pójdziesz ze mną poszukać wody i ona przeżyje - powiedział.
- Dobra, idę.
Wyszliśmy z jaskini. Pobiegłem za zapachem wody. Znaleźliśmy źródło czystej wody. Zrobiłem małą kulę z wody i wróciłem do Kari.
- Kari. Proszę napij się - powiedziałem, ale ona nic nie odpowiedziała. - Proszę, pij to.
Rozwarłem pręty, którymi była przyczepiona do wybrzuszenia. Otworzyłem jej pyszczek i wlałem jej wodę do środka. Wziąłem ją na mój grzbiet.
- Wynośmy się stąd - powiedział Asper.
Asper podpalił kryjówkę Orkusa i uciekliśmy. Biegliśmy przez pustynię. Byliśmy wycieńczeni, a najbardziej ja, bo niosłem Kari na grzbiecie. Późno w nocy dotarliśmy do oazy, gdzie - tak myślę - była nasza wataha. Podszedłem do wartowników.
- Muszę się zobaczyć z Marchesą - powiedziałem. - To bardzo pilne.
Czekaliśmy 10 minut.
- Co jej jest?! - krzyknęła Alfa.
- Nie wiem. Orkus jej to zrobił. Myślę, że wymazał jej pamięć - powiedział Asper.
- Wpuśćcie ich do środka. Ta wilczyca, którą na grzbiecie niesie jej partner, uratowała Matahariego Sinoviha Yanwen - powiedziała Marchesa wartowników.
Wypuścili nas do oazy. Alfa zaprowadziła nas do małego źródła, przy którym położyłem Kari i nalałem jej wodę do pyszczka, a potem sam się napiłem. Piłem i piłem.
- Przestańcie pić, bo im całą wodę wypijesz! - zażartował Asper.
- Ha... Ha... Ha... Ale śmieszne - powiedziałem sarkastycznie. - Marchesa, co zrobimy z Kari?
- Zanieśmy ją do jaskini. Chodźcie ze mną.