Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amera. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 lutego 2015

Od Amery

Wreszcie ogień zaczął słabnąć. Zaczęliśmy kaszleć, żeby pozbyć się gryzącego dymu z płuc. Byłam jednocześnie wściekła na Asmina, że z mojego powodu pakuje się w ogień i to dosłownie, ale z drugiej strony strasznie cieszyłam się, że go widzę. Miał lekko osmalone futro i przypalony ogon, ale był w jednym kawałku. Szybko domyśliłam się o co chodzi.
- Widzę, że ktoś tutaj posiada nowy żywioł...- uśmiechnęłam się do niego z głupkowatą miną.
-Niespodzianka ? Zresztą nieważne, może lepiej powiesz mi co tu się wyprawia ?
W tym momencie mój uśmiech zniknął. Poczułam pieczenie na prawym boku i odwróciłam głowę w tamtą stronę. Szeroko otworzyłam oczy ze zdumienia, gdy dostrzegłam wypaloną ranę wyglądającą jak jakiś dziwny symbol, którego nie potrafiłam w żaden sposób odczytać. Szybko odwróciłam się w stronę basiora. Odrobinę irytowała mnie jego grzywka, przez którą nie widziałam jego oczu i trudniej było mi odgadnąć nad czym się zastanawia. Teraz jednak były ważniejsze rzeczy, o które musiałam się martwić.
-Widzisz... Seepranne wrócił i znowu połączył się ze mną co znaczy, że odzyskałam żywioł ognia... A fala koszmarów powróci. Jednak... najgorsze jest chyba to, że Magiczna Dolina jest w wielkim niebezpieczeństwie...
Asmin?

czwartek, 8 stycznia 2015

Od Amery

Przez chwilę rozmawiałam z białą wilczycą. Wyraźnie myślami była gdzie indziej, tak samo jak ja... Szybko się otrząsnęłam i ruszyłam przed siebie, żegnając się z Adexioun. Czułam ogarniający mnie niepokój. Coś było nie tak. Przyśpieszyłem kroku, próbując zgubić wszystko za sobą. Dłuższą chwilę biegłam, aż moje płuca odmówiły mi posłuszeństwa. Rozejrzałem się i zamarłam. Znajdowałam się w Lesie Cieni. Po chwili ziemia wokół mnie pokryła się ogniem. Płomienie lizały moją sierść nie raniąc mnie. Chciałam przeskoczyć nad przeszkodą, ale wtedy moją glowę rozdarł przerażający ból. Zawyłam żałośnie. To był Seepranne. Znalazł sposób, żeby mnie dopaść. Nigdy nie udało mu się połączyć ze mną w taki sposób jak pozostali. Kolejne uderzenie bólu było jeszcze gorsze. Przez chwilę myślałam, że to koniec. Nie. Nie poddam się tak łatwo. Ogień rozprzestrzeniał się w zabójczym tempie, a ja bezskutecznie próbowałam uciec od bólu. Wtedy dostrzegłem jakiś cień. To był Asmin. 
-Asmin!- krzyknęłam w jego stronę.- Uciekaj stąd! 
Mimo wszystko ruszył w moją stronę.
Asmin?

środa, 7 stycznia 2015

Od Amery

Cicho skradałam się w stronę niewielkiego jelenia. Byłam strasznie głodna. Już szykowałam się do skoku, gdy w odległości trzech metrów ode mnie, dojrzałam białe futro. Wyprostowałam się powoli, a moja zdobycz natychmiast uciekła. Pewnym krokiem podeszłam do wadery. Kilka razy widziałam ją w Legowiskach, ale pierwszy raz mogłam się jej przyjrzeć z bliska. Była trochę ode mnie niższa i miała drobną budowę, ale wyglądała na silną i zwinną. Przez chwilę wpatrywałam się w jej oczy. Starałam się ukryć wszystkie emocję, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać.
- Hej, chyba jeszcze nie miałam szansy się przedstawić. Jestem Amera. Adexioun prawda?- zaczęłam.
- Tak, miło mi cię poznać.- ledwo dostrzegalnie się zawahała. Chyba nie wiedziała co ma o mnie sądzić.
- Masz ochotę się wybrać się na polowanie?
- Czemu nie?- uśmiechnęła się pogodnie, a ja odwzajemniłam uśmiech.
Po pewnym czasie wytropiłyśmy zwierzynę. Adexioun wydawała się odrobinę osłabiona, ale nie chciałam pytać. Używając pnącza szybko obezwładniłam naszą zdobycz i skinęłam głową do wilczycy, żeby zajęła się resztą. Szybko skoczyła do przodu i było po wszystkim. Po posiłku odpoczywałyśmy na niewielkiej polance, jednym z moich ulubionych miejsc w których ukrywałam się przed światem. Ostatnie moje myśli ciągle zajmował Spirit. Od dłuższego czasu nie mogłam go znaleźć i ogarniał mnie niepokój. Potrząsnęłam głową odganiając złe myśli. Zerknęłam na waderę i odezwałam się, żeby przerwać tę irytującą ciszę.
- To, jak ci się podoba w watasze?
Adexioun?

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Od Amery

- Hej Kyo. Co tu robisz ?- zaczęłam.
- Podziwiam Dolinę ?- odpowiedział z wahaniem.
Wstałam i podeszłam do basiora. Przez chwilę mierzyliśmy się wzrokiem. Lekko się uśmiechnęłam i ruszyłam przed siebie. Po kilku krokach odwróciłam się.
- Co powiesz na polowanie ?
Chwila zastanowienia.
- Okej...
Ruszył za mną.
 ***
Szliśmy już od dłuższego czasu. Starałam się wciągnąć Kyo do rozmowy, ale odpowiadał niezbyt entuzjastycznie. Zaczął padać deszcz. Niebo przecieła błyskawica. 
- Chyba czas wracać!- krzyknęłam próbując zagłuszyć deszcz. 
- Dobry pomysł!- odkrzyknął. 
Zwróciliśmy się w stronę Legowisk, ale nagle stanęłam jak wryta. Błyskawica oświetliła ciemna sylwetkę. 
Kyotoo c: ?
(Sorki ze krótkie :( brak czasu...)

sobota, 6 grudnia 2014

Od Amery

Nareszcie koniec wojny. Miałam już dość widoku rannych i martwych wilków. Przez cały czas atakowałam z ukrycia, omijałam wszystkich szerokim łukiem. Czułam się winna, momentami miałam ochotę z tamtą uciec, ale nie mogłam opuścić wszystkich dla mnie ważnych wilków. Nie wybaczyłabym tego sobie.
**
Powoli zbliżaliśmy się do Doliny. Czułam znajomy las i nie mogłam się doczekać, kiedy znowu wyrusze na polowanie. Było dość wcześnie, a chciałam nacieszyć się powrotem do domu. Biegłam przed siebie z zawrotnym tempem, ciesząc się świeżym zapachem drzew, wypatrując zwierzyny. Zimne powietrze smagało moje dość grube futro.Po dłuższej chwili wpadłam na niewielką polanę i położyłam się na miękkim mchu, patrząc na niebo zasnute białymi chmurami. Mogłabym tak leżeć w nieskończoność.Wtedy usłyszałam czyjeś kroki i podniosłam głowę. 
Dokończy ktoś ? c:

środa, 22 października 2014

Od Amery

Kiedy otworzyłam oczy, słońce zaczęło wychodzić zza horyzontu. Nadal lekko kropił deszcz,  a moje futro było całkowicie przemoczone. Powoli podniosłam się z ziemi i rozciągnęłam zdrętwiałe mięśnie. Miałam straszny mętlik w głowie i powinnam jak najszybciej powiadomić Asmina o wszystkim co wiem, ale teraz nie mam siły się na to zdobyć. Moje ciało nadal było lekko poobijane, ale chciałam wyładować nadmiar emocji. Zaczęłam biec przed siebie, wzdłuż granicy Doliny. Nagle uderzyłam z całym impetem wpadłam na jakiegoś wilka. Szybko poderwałam się z ziemi i spojrzałam na skołowanego wilka.
- Nic Ci nie jest?- spytałam ze spokojem w głosie.
Dokończy ktoś c; ?

środa, 15 października 2014

Od Amery

Poczułam niepokój i spojrzałam na odległy kraniec Doliny. Wiedziałam, że musze zmierzyć się z kimś, kogo nie chciałabym oglądać już nigdy w życiu. Jednak to musiało kiedyś się stać.
- Chciałabym jeszcze gdzieś pójść. Wrócę do Legowisk po zmroku. Zaczekasz na mnie ?
- Dobrze, pospiesz się.- widać było, że coś zauważył, ale nie chciałam go martwić. Uśmiechnęłam się, żeby dodać mu otuchy i na chwilę wtuliłam się w jego miękkie futro. Potem szybko się odwróciłam i zaczęłam biec. Kiedy straciłam większość energii i zaczęłam powoli truchtać na mój pysk zaczęły spadać zimne krople. Wtedy go zobaczyłam. Stał między dwoma masywnymi drzewami. Wtedy w ziemię niedaleko mnie uderzył piorun, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Nadzwyczajnych rozmiarów basior o futrze czarnym jak węgiel i masywnych rogach wyrastających z jego głowy, wpatrywał się we mnie świecącymi żółtymi ślepiami. Z jego ostrych zębów spływał deszcz wymieszany z krwią. Ukryłam wszystkie uczucia i podeszłam bliżej, spoglądając na niego zimnymi oczami.
- Czego tu chcesz ?- Seepranne również nie okazywał żadnych emocji.
- Chciałem ci tylko powiedzieć, że mój plan jest prawie ukończony, a fala koszmarów niedługo powróci z podwójną siłą.
- Wiedziałam, że to byłaś ty. Co chcesz przez to osiągnąć?! - powoli zaczęła ogarniać mnie irytacja. Jak on śmie poraz kolejny pakować się do mojego życia.
- To już moja tajemnica.
- Daj mi wreszcie spokój!- w ułamku sekundy wbiłam się w jego najsłabszy punkt. Krew ubrudziła mi pysk, ale to zignorowałam. Spojrzałam mu w oczy. Gniew wypełnił mnie po czubki uszu.- Nie zapominaj z kim rozmawiasz. Nie zbliżać się do tej Watahy albo zamienię cię w proch.
Coś rzuciło mną z dużą siłą o jedno z drzew. Świat zawirował mi przed oczami, a ja się temu poddałam. Chciałam zapomnieć o rzeczywistości. Krople moczyły moje futro, a ja widziałam już tylko ciemność.
                                                     Spirit

niedziela, 12 października 2014

Od Amery



Opowieść Spirita zaszokowała mnie. Widziałam, że jest mu ciężko mówić o tym wszystkim, ale była wdzięczna, że mi zaufał. Wiedziałam, że to co się stało z jego siostrą w żadnym stopniu nie było jego winą, ale on myślał zupełnie inaczej. Delikatnie pociągnęłam go za ucho, żeby rozładować napięcie, jakie wytworzyło się między naszą dwójką.
- To nie była twoja wina. Fiona znalazła się w złym miejscu, w złym czasie. Postaraj się o tym nie myśleć. Możesz to dla mnie zrobić ?
Basior niepewnie przytaknął głową , ale i tak widziałam, że nie jest do końca przekonany. Rozmawialiśmy jeszcze chwile na różne neutralne tematy. Słońce zaczęło wychodzić zza horyzontu, a my wreszcie zasnęliśmy. 
Spirit

poniedziałek, 6 października 2014

Od Amery

Znałam odpowiedz, ale jeszcze przez moment wpatrywałam się w oczy basiora.
- Tak. Zostane twoją partnerką.- uśmiechnęłam się, zapominając o wszystkich zmartwieniach. Liczyła się tylko ta chwila. Położyliśmy się, wtuleni w siebie. Kiedy zostałam wygnana z watahy nie myślałam, że jeszcze kiedy doświadcze tego kojącego ciepła i bezpieczeństwa jakie daje mi Spirit. Podniosłam głowę i spytałam niepewnym tonem. - Może opowiesz mi coś o swojej rodzinie i jak dołączyłeś do watahy?
                                                     Spirit

niedziela, 5 października 2014

Od Amery



Światło księżyca, odbijało się w krystalicznie czystej wodzie. Zimne powietrze chłodziło mój umysł. Bardziej od odniesionych ran bolały mnie wspomnienia i uczucie porażki. Obiecałam sobie, że nie stracę nad sobą panowania, a jednak stało się. Podjęłam decyzję. Od jutra zaczynam trening. Zapanuje nad całą trójką, zaczynając od Sfetrisa. Spojrzałam na zamyślony pysk Spirita. Od dawna nie byłam tak blisko kogokolwiek. Czułam ciepło i jego miękkie futro. Mogłabym tak siedzieć i pozwolić się opanować poczuciu bezpieczeństwa. Zaczęłam rozmyślać nad ‘ewolucją’ jaką przeszły nasze relacje, zaczynając od pierwszego spotkania. Od obustronnej niechęci po… No właśnie. Kim teraz dla mnie był basior? Zawsze przy mnie był, pomagał mi i nie opuścił kiedy zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie. Z moich rozmyślań wyrwał mnie głos Spirita.
Spirit

sobota, 4 października 2014

Od Amery

Dezorientacja zmieniła się w czystą wściekłość. Spirit nadal leżał nieruchomo, z szeroko otwartymi oczami. Nie mogłam na to patrzeć. Odwróciłam się i skierowałam swoją wściekłość na sprawcę tej całej sytuacji. Morin. Tylko on i Sfetris byli do tego zdolni. Świetnie wiedziałam co się przed chwilą stało.
'Jesteś z siebie dumny?!'
'Masz jakiś problem Ame?' Spytał rozwścieczony basior.
- Tym problemem jesteś ty!- z mojego pyska wydarł się warkot. Chwilę później jego czaszka znajdowała się tuż przed moim nosem. Jego ciepły oddech przyprawiał mnie o mdłości. Rzuciłam się na niego i ostrymi zębami wbiłam się w jego skórę. Wiedziałam co się później stanie, ale niezbyt mnie to obchodziło. Nie pamiętam kiedy ostatni raz straciłam nad sobą kontrolę. Po prostu nie mogłam się opanować. Zaczęliśmy atakować się nawzajem. W końcu Morin odsunął się ode mnie i uśmiechnął się na swój okropny sposób.
-Już myślałem, że nie wrócisz.
Zniknął tak nagle jak się pojawił. Spojrzałam na wpatrującego się we mnie białego wilka. Mój pysk umazany w krwi, oczy nie wyrażające żadnych emocji. Nie chciałam wracać do Legowisk. Wszystko mnie bolało, ale chciałam oczyścić umysł ze wszystkich myśli, a towarzystwo innych wilków na pewno by mi w tym nie pomogło.
                                                                                                                                                    Spirit

poniedziałek, 29 września 2014

Od Amery

Cała ta sytuacja była męcząca, ale kiedy Fenrir i Morin zniknęli poczułam ulgę i jednocześnie niepokój. Coś było nie tak, ale nie mogłam dojść co każe mi zachować ostrożność. Zimny wiatr wdarł się do jaskini i zmierzwił moją sierść. Momentalnie nabrałam chęci na polowanie, ale nie byłam jeszcze w najlepszym stanie. Mimo wszystko nie miałam ochoty wracać do legowiska. Pomimo zmęczenia po wizycie dwóch demonów lekkim krokiem ruszyłam w stronę wyjścia. Spirit bez słowa podążał za mną, słyszałam jego kroki, niepewnie stawiane na twardym podłożu. Niebo poszarzało, a temperatura spadła. Ciepłe letnie wieczory zmieniają się w nieprzyjazne jesienne noce. Po dłuższej chwili ciszy wreszcie basior przerwał milczenie.
- Co miał na myśli Fenrir kiedy mówił o strasznych konsekwencjach? - widać było, że nadal targają nim sprzeczne emocje. Odetchnęłam głęboko i powrócił mój codzienny spokój.
- Wiesz, Storm też kiedyś chciał mi pomóc, zapanować nad moimi ‘przyjaciółmi’. - Użyłam tego samego tonu co on podczas naszej ostatniej rozmowy. - Miał żywioł wiatru, ale potrafił rozmawiać i przywoływać duchy. Próbował osłabić najsilniejszego Sfetrisa, ale został odrzucony z potrójną siłą, a potem cała trójka zaatakowała go z niezwykłą wściekłością - nadal ukrywałam emocje najgłębiej jak potrafiłam. - A ja musiałam na to patrzeć i wiedziałam, że nie mogę nic zrobić. - To było jedno z ulubionych wspomnień, którymi gnębił mnie zielony basior. - Był wtedy bliski śmierci, ale szamanom udało się go odratować. Wiele razy powtarzał, że nic się nie stało, ale już nigdy nie pozwoliłam mu pomagać mi panować nad tymi potworami. Nigdy nie osiągnęłam pełnej kontroli, tylko kilka razy udało mi się zatrzymać ich wściekłość i sprawić, że nie pokazali się w prawdziwej postaci. Oczywiście nie zrobiłam tego nie ponosząc żadnych strat.- zamilkłam na chwilę, a potem dodałam szybko.- Dlatego chciałabym, żebyś to wszystko na spokojnie przemyślał, ale uszanuję każdą twoją decyzję. A i dziękuje za wszystko co dla mnie zrobiłeś.
Uśmiechnęłam się słabo w stronę białego wilka i dopiero teraz spostrzegłam, że weszliśmy do Lasu Cieni. Księżyc rzucał lekką poświatę na nasze pyski. Czułam atak panicznego strachu, ale szybko go stłumiłam i nawet nie drgnęłam. Trzeba zachować zimną krew. Moje zmysły wyostrzyły się i zobaczyłam plamy krwi parę metrów przed nami.

Spirit?

niedziela, 28 września 2014

Od Amery


Jaskinia zapełniła się białą mgłą. Mój oddech stał się szybki i płytki. Czysta biel zmieniła się w jasny błękit, a później stała się fioletowo-zielonkawa i już wiedziałam co się zaraz stanie. Nie minęła chwila, a przed nami stały dwie sylwetki. Wstałam z legowiska i podeszłam do drobnego białego basiora z czarnymi paskami na łapach, pysku i grzbiecie. Jego pysk był prawie cały zasłonięty przez gęstą "grzywkę". Kilka kroków obok stał czarny wilk z nienaturalnie długim ogonem. Jego pysk był gołą czaszką, a na bokach było widać żebra. Jego łapy, długi język i czaszka emanowały jasnozielonym błyszczącym światłem. Z jego gardła wydarł się okropny rechot. Przeniosłam swój wzrok na białego osobnika. Uśmiechnęłam się radośnie i przyjaźnie trąciłam go nosem.
- Witaj, Fenrir.- Demon odwzajemnił gest, a potem znów znieruchomiał.
- Ja nie jestem wart twojej uwagi, Ame? - Jego głos był jak skrobanie pazurami o powierzchnię kamienia. Nieprzyjemny i przenikliwy. Obróciłam się w stronę swojego rozmówcy, a moje oczy pociemniał z gniewu.
- Morin... jeszcze nie wystarczająco zatrułeś mi życie?
- Dobra rozrywka to podstawa. - Z mojego gardła wydobył się głośny warkot.
- Uspokój się, Ame. Wiesz, co może się stać - spokojny głos Fenrira przywołał mnie do porządku. Wiedziałam, że mogę mu zaufać. Niestety dość często miał rację i tak było też w tym przypadku. Ze stoickim spokojem zwrócił się do Spirita.
- Lepiej uważaj co robisz. Igranie z demonami to nie jest coś co można robić ot tak.
- Szczególnie jeśli chodzi o nas. Nieprawdaż, Amero? -Fioletowa poświata wyglądała przerażająco. Wokół Morina panowała ta sama co zawsze atmosfera. Kontakt z zagubionym duszami to była dla niego codzienność. Jednakże były to tylko złe pragnące zemsty i cierpiące, błagające o pomoc, która nigdy nie nadejdzie istoty. Zawsze, kiedy widziałam jakaś zbłąkaną duszę czułam ból.
- Sfetris to nie jest ktoś nad kim można tak łatwo zapanować, zresztą nie tylko on... Ame jesteś pewna, że chcesz go w to wciągnąć? Przecież wiesz, że może naprawdę poważnie ucierpieć... Chcesz tego? - poddenerwowanie w głosie Fenrira to było coś, co zdarza się praktycznie nigdy.
Cofnęłam się o krok i spuściłam wzrok. Wiedziałam jakie są konsekwencje, a mimo to poprosiłam go o pomoc. To było tak bardzo egoistyczne z mojej strony, a jednak stało się.
- Decyzja należy do ciebie, Spirit. Jeśli nie będziesz chciał mi już pomagać nie będę ci miała tego za złe. Jakakolwiek styczność z demonami w twoim przypadku może się skończyć... naprawdę źle. Przepraszam, że nie powiedziałam co wcześniej...

Spirit

środa, 24 września 2014

Od Amery

- Widziałem się ze Sfetrisem!
- Co?!
Zatkało mnie z wrażenia. To było dość dziwne. Sfetris i inne demony nigdy nikomu nie pokazali się tak po prostu. Zerwałam się z ziemi, ale zrobiłam to zbyt gwałtownie i moja rana znów się otworzyła. Jęknęłam z bólu i upadłam na ziemie. Mimo to nie myślałam o własnych obrażenia tylko o białym wilku. Spirit podszedł do mnie i spytał nadal zdenerwowanym głosem. Był roztrzęsiony i nadal przerażony.
- Nic ci nie jest?
Zignorowałam jego pytania, ale nie próbowałam wstać.
- Może to być związane z twoim żywiołem, ale szczerze to nigdy coś takiego się nie zdarzyło. Nie wiem co mam o tym myśleć....
Przez dłuższą chwilę panowało milczenie. Żadne logiczne rozwiązanie nie przychodziło mi do głowy.
- Co o tym wszystkim myślisz ? - spytałam patrząc na jego pysk, który nie wyrażał żadnych emocji.

Spirit?

wtorek, 23 września 2014

Od Amery

- Masz może jakiś pomysł na pozbycie się twoich niewidzialnych przyjaciół?
Powoli zmierzaliśmy w stronę mojej groty. Spirit lekko się uśmiechnął, próbując zachęcić mnie do rozmowy. Przeniosłam wzrok na swoje łapy i odpowiedziałam ledwo słyszalnie:
- Wiesz Spirit... Ja chciałbym zapanować nad demonami. Jeśli bym się ich tak po prostu pozbyła to byłoby równoznaczne z poddaniem się. Wtedy wszyscy którzy nazywali mnie potworem i twierdzili, że nie da się nade mną panować wygraliby. Już raz mi się udało tego dokonać. Przez jakiś czas samotnie wędrowałam i miałam pełną kontrolę. Wiem, że to wymaga czasu i treningu, ale jeśli mi pomożesz to uda mi się szybciej osiągnąć ten cel.
Spojrzałam na niego z nadzieją, ale jego oczy patrzyły gdzieś daleko. Nic mi nie odpowiedział i dalszą drogę spędziliśmy w ciszy. Nie myślałam, że basior tak po prostu się zgodzi, chociaż przez chwile miałam taką nadzieję. Zastanawiała mnie jego reakcja kiedy powiedziałam mu o Stormie. Coś jakby w nim drgnęło. Niestety szybko to ukrył i nie wiem czy kiedyś się dowiem co się zmieniło. Kiedy dotarliśmy na miejsce zwinęłam się w kłębek i zasnęłam.

**

Gwałtownie się obudziłam. Cała się trzęsłam z zimna. Wszędzie panowała ciemność. Leżała nieruchomo i próbowałam zapanować nad dreszczami. Słuchałam swojego oddechu. W mojej głowie było pełno pytań i różnych sprzecznych myśli...

Spirit

poniedziałek, 22 września 2014

Od Amery

Odetchnęłam, żeby się uspokoić, ale to nie pomogło.
- Może zacznę od początku. Wychowałam się w watasze mojego ojca. Mam trójkę rodzeństwa ze starszego miotu. Ireth, Ember i Avego. Nigdy nie czułam, że to mój prawdziwy dom. Tylko moja matka, Avego i Storm naprawdę mnie kochali.
- Kim tak właściwie był Storm?
- Był moim partnerem, ale został zamordowany kilka miesięcy temu.
Uśmiechnęłam się, mimo że nadal czułam ból po jego stracie.
- Wracając. Nikt mnie nie akceptował, bo wszyscy myśleli że jestem opętana przez demony. Ale to nieprawda. Starałam się nie załamywać, ale chwilami było to naprawdę trudne. Kiedy zostałam posądzona o zdradę i zamach na watahę po prostu odeszłam. Wiedziałam, że będę tęsknić za Ave. Jednak to pozwoliło mi zrozumieć wiele rzeczy. Sfetris jest jednym z demonów, które są częścią mnie. Jest ich czwórka. Sfetris, Coyote, Morin i Fenrir. Są ze mną od urodzenia i zostaną już na zawsze. Każdy z nich, oprócz Fenrira ma jedną z moich mocy. Nie wiem czy to dzięki nim je mam czy to oni je przyjęli. Sfetris potrafi używać trującego kwasu. Morin widzi zjawisk nadprzyrodzone. Coyote równie dobrze posługuje się pnączami. Fenrir ma wyostrzony węch, dobra pamięć i świetną orientację w terenie. Jest on jedynym z całej czwórki, który jest po mojej stronie u często mi pomaga. Jeśli oni ponoszą rany to i ja cierpię. Ale jeżeli umrę, będą wolni. Dlatego muszę mieć się na baczności. Jedno wiem na pewno jestem takim samym potworem jak oni... - uśmiechnęłam się wbrew swoim myślą. Nie chciała pokazywać żadnych emocji. Dopiero teraz poczułam piekącą ranę na karku.

Spirit?

Od Amery

Kaszlałam, próbując się pozbyć wody z płuc. Moje ciało nadal było zdrętwiałe od wysiłku i strachu. Dźwignęłam się na nogi i próbowałam odzyskać panowanie nad sobą. Spirit stał przede mną. Cichy warkot docierał z jego gardła. Kilka kroków dalej stał zielony wilk. Czyli stało się. Wróciły. Będę musiała nauczyć się kontrolować demony, które są we mnie przynajmniej na tyle, żeby nie przybierały formy fizycznej. Nagle mnie oświeciło, już wiedziałam jak nazywa się ta bestia.
- Czego ode mnie chcesz, Sfetris?
- Wreszcie sobie przypomniałaś moje imię, Ame. Dawno się nie widzieliśmy. Ostatni raz patrzyłem na twoje przerażone oczy kiedy umierał Storm.
Zagryzłam zęby ze złości. Spirit spojrzał na mnie z pytaniem w oczach. Będę mu miała sporo do opowiedzenia.
- Nie tęskniłam.
- Ja również. Seepranne chciał wiedzieć, co u ciebie.
- Jasne, na pewno tylko po to zadawałbyś sobie tyle trudu.
- Na razie nie musisz się martwić.
- Czyli jednak coś knujecie?
- To niespodzianka.
W mgnieniu oka znalazł się tuż przed moimi oczami. Czułam jego gorący oddech na pysku. Długim językiem przejechał po moim uchu, które zaczęło piec i poczułam jak spływa po nim ciepła krew. Nawet nie skrzywiłam się z bólu czy obrzydzenia. 'On jest częścią mnie. Nie muszę się go bać.' Basior oblizał się z zadowoleniem i wtedy biały wilk wgryzł się prosto w jego kark. Popatrzyłam na Spirita ze zdziwieniem.
- Nie waż się do niej zbliżać - jego gniewny głos był odrobinę zagłuszony, ale nadal bardzo wyraźny. Sfetris tylko parsknął z rozbawieniem. Szybko zrzucił go z grzbietu i zwrócił się w jego stronę.
- Jestem bliżej niej niż myślisz - przeniósł na mnie wzrok i powiedział. - Czas wracać.
Nadal starałam się panować nad wszystkimi emocjami. Basior 'opuścił' swoje ciało, które zmieniło się w proch. Jego duchowa forma ruszyła w moim kierunku. Kiedy znów się ze mną połączył przeszedł mnie zimny dreszcz i poczułam się jakbym uderzyła o lodową ścianę.
- Coyote i Morin są niespokojni. Uważaj co robisz. Wiesz, jakie mogą być konsekwencje - echo jego głosu zabrzmiało tuż nad naszymi głowami. Kiedy poczułam spokój odetchnęłam z ulgą. Wiedziałam, że wszystko dopiero się zaczyna, ale cieszyłam się z tej chwili spokoju. Spojrzałam na Spirita. Na jego pysku było tyle różnych emocji, że nie wiedziałam co mam myśleć. Będę musiała mu sporo wyjaśnić...

Spirit c:

sobota, 20 września 2014

Od Amery

- Chciałabym... Żebyś mi pomogła w polowaniu. - Przysiadłam na ziemi i zamyśliłam się. Po krótkiej chwili wstałam i zerknęłam na wilczyce.
- Jasne, chętnie ci pomogę.
Wtedy do jaskini wpadł Spirit.
- Pomyślałem, że trzeba by uzupełnić stadne zapasy i moglibyśmy razem pójść na polowanie. - Chyba nie zauważył stojącej obok Pass.
- Właśnie idę pomóc Password. Idziesz z nami? Później uzupełnimy zapasy.
- Okej...
Password wypatrywała zwierzyny, a ja próbowałam coś wywęszyć. Trochę nam to zajęło, ale wreszcie podkradliśmy się do okazałej łani. Już przygotowywałam się do skoku, gdy zwierzę zostało przygwożdżone do ziemi. Spirit uśmiercił ją jednym atakiem. Zamrugałam zaskoczona. Podzieliliśmy się mięsem i razem z białym basiorem zaciągnęłam miękką skórę do jaskini Delty.
- Jeśli będziesz potrzebowała pomocy to wiesz, gdzie mnie szukać - rzuciłam do Pass z lekkim uśmiechem. Nie wiem dlaczego to zrobiłam, ale wiedziałam że mogłabym się zaprzyjaźnić z wilczycą. Wybiegliśmy z jaskini zanim zdążyłam usłyszeć odpowiedz. Ścigaliśmy się między drzewami. Nie wiem co przyciągało mnie do basiora. Chciałam go poznać, zbliżyć się, ale czułam że na razie wolałby trzymać się ode mnie z daleka. Ale dlaczego przyszedł do mojego legowiska? Wątpię że powodem było tylko polowanie. Coś mi tu nie pasowało. Zwierzęta uciekały na nasz widok, ale nie przeszkadzało mi to specjalnie. Przestałam zastanawiać się co robię i w pewnym momencie straciłam grunt pod nogami. Zimna woda otuliła całe moje ciało. Do nosa napływała mi strumieniami. Próbowałam zaczerpnąć powietrza, ale płuca też napełniały się płynem. Oczy piekły, a ja rozpaczliwe machałam wszystkimi czterema łapami. Jedną z nich coś z ogromną siłą ciągnęło w dół. Spojrzałam w tamtą stronę i chociaż wszystko było rozmazane błysnęły mi niebieskie ślepia i zęby wykrzywione w złowieszczym grymasie. Skamieniałam ze strachu. Wszystko stawało się coraz ciemniejsze, a moje płuca prosiły o tlen.

Spirit

piątek, 19 września 2014

Od Amery

- Dyskutowałbym na ten temat.
Powoli podniosłam się z ziemi. Czułam się bardziej zmęczona niż wcześniej. Spojrzałam na Asmina i zdobyłam się na lekki uśmiech.
- Jeśli będę chciała o tym pogadać to na pewno do ciebie przyjdę.
Mój pysk nabrał tego samego co zwykle wyrazu. Opanowałam emocje i w moim ciele znowu zapanował spokój. Szybko się pożegnałam i wróciłam do swojej jaskini. Zwinęłam się w kłębek i zasnęłam. Po przebudzeniu nie miałam ochoty podnosić się z wygodnego posłania. Z mojej głowy nie chciał zniknąć obraz demonicznego basiora. Myślałam, że już nigdy nie będę musiała stawać naprzeciw tego typu zjawiskom. Ostatni raz nawiedzały mnie parę miesięcy temu. Najwyraźniej znowu będę musiała nauczyć się z nimi walczyć i nie mogę pozwolić im przejąć kontroli albo dowiedzieć się gdzie się znajduje. Wtedy do mojej jaskini, ktoś wszedł niepewnym krokiem.

Dokończy ktoś?

Od Amery

Niebo zaczęło szarzeć, a pierwsze krople deszczu zaczęły moczyć moją sierść. Byłam wykończona, ale mimo to biegłam. Przyczaiłam się na jelenia, ale kiedy skoczyłam zwierzę zrobiło unik i uciekło. Pozbierałam się z mokrej trawy i ruszyłam dalej. Dopiero po dłuższym czasie i kilku nieudanych próbach wracałam do legowisk z królikiem w pysku. Niebo rozjaśnił błysk, a po chwili rozległ się grzmot. Przyspieszyłam kroku, mimo że byłam na granicy wytrzymałości. Wbiegłam do jaskini Asmina i zobaczyłam, że jest pogrążony we śnie. Odłożyłam swoją zdobycz i skierowałam się w stronę wyjścia. Nawet nie wiem kiedy łapy odmówiły mi posłuszeństwa. Leżałam na zimnym podłożu, deszcz moczył moją sierść, a wiatr przeszywał całe moje ciało. Od zimna wszystko mnie bolało, ale byłam zbyt zmęczona, żeby o tym myśleć. Moje oczy same się zamknęły.


**

Goniłam za jeleniem z okazałym porożem. Słońce świeciło nad moją głową, a ptaki wesoło śpiewały na gałęziach drzew. Znałam to miejsce. Zbliżaliśmy się do miejsca, w którym się urodziłam. Nagle gonione przeze mnie zwierzę zniknęło za zasłoną z liści. Szybko się przez nią przebiłam i zamarłam. Wszystko kolory gdzieś znikały. Jedyna rzecz jaka odznaczała się w całej tej szarości była czerwień. Cała polana była skąpana we krwi. Podeszłam do jednego z ciał wilków. Odrazu go rozpoznałam. Ave. Odwróciłam głowę w drugą stronę. Czarne skrzydła Storma leżały w bezruchu. Jego oczy były szeroko otwarte i martwe. Naprzeciw mnie stał ten sam jeleń. Pod jego kopytami leżał Asmin, Spirit, Ireth i kilka innych wilków tak zmasakrowanych, że nie byłam w stanie ich rozpoznać. Rogaty osobnik wbijał we mnie niebieskie ślepia. Nagle jego brązowa sierść wydłużyła się i nabrała zielonego koloru. Jego pysk zaczął się przekształcać tak jak całe jego ciało. Chwilę później niecały metr ode mnie stał wielki zielony basior. Długi język wystawał z jego rozwartej paszczy. Jego pysk od nosa aż po same uszy wyglądał jak upiorna czaszka. Kolczyki w jego uszach błyszczały, a jego oczy wyrażały niewiarygodną rządze mordu. Zęby były długie i ostre. Otaczała nas czerń. Byłam tylko ja i on.
- To co przed chwilą zobaczyłaś... To wszystko twoja wina... - Na dźwięk jego głosu sierść zjeżyła się na moim karku.
- To nieprawda. Nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła... - starałam się, żeby mój głos brzmiał pewnie, ale cała drżałam. - Kim ty właściwie jesteś?!
Jego pysk wykrzywił niezrozumiały wyraz. Powędrowałam za jego wzrokiem i spojrzałam na swoje łapy. Były czerwone od krwi. Zastygłam w bezruchu wszystko zaczęło znikać. Głos wilka słyszałam jakby dobiegał z daleka.
- Nie martw się... jeszcze się spotkamy....
** 

Obudziłam się z krzykiem. Słońce zaczęło powoli wychodzić zza horyzontu. To był demon. Teraz czułam to bardzo wyraźnie. Znowu do mnie wróciły.
- Nic ci nie jest? - Asmin pochylał się nade mną ze zmartwionym wyrazem twarzy. Nie mogłam mu o tym powiedzieć. Nie chciałam nikogo narażać. Ostatnio skutki były tragiczne.
- Nie, naprawdę nic się nie stało. - Nadal leżałam na ziemi, sparaliżowana ze strachu i zimna.
Asmin?