Kiedy wróciłem z ćwiczeń na pokaz, Vickey przyszła do mnie nieco uśmiechnięta. Myślałem, że ma dla mnie jakąś zabawną (dla niej) niespodziankę. Podeszła z uśmieszkiem i powiedziała:
- Dzisiaj ty zostajesz z Taylorem i Nero. Ja w tym czasie pójdę spędzić czas z Victorią. Ty cały czas wychodzisz z legowiska i zostawiasz mnie samą z nimi do opieki. To także twoje dzieci.
- Ale-e czemu?! – Spytałem z przejęciem. –Ja muszę ćwiczyć do…
- Do czego? – Zapytała zaciekawiona samica. – Do CZEGO takiego musisz ćwiczyć?
- Eeee. Uch. Do niczego skarbie… Zostanę z nimi… To miłego dnia.
- Dzięki, nawzajem. Powodzenia.
Vick wyszła wraz z Victorią. Ja zostałem z małymi. Nie bardzo wiedziałem, co mam robić. Nigdy wcześniej nie opiekowałem się szczeniętami. Chociaż w sumie nie powinno być strasznie. Oni mają już cztery miesiące. Odwróciłem się do nich. I, mała co prawda, kula płomieni leci w moją stronę. Odsunąłem się odrobinę, żeby nie dostać. Ta kuleczka przeleciała mi prosto przed oczami. Ale muszę przyznać. To była piękna i mega udana kula.
- No brawo Taylor – Powiedziałem z zachwytem. –To była piękna kula ognia. Ale na następny raz nie strzelaj we mnie.
- Ja nie chciałem, żeby to poleciało na ciebie – tłumaczył się Taylor. – Ja zrobiłem kulę, która potem wypadła mi z pod kontroli. Musiałem ją wystrzelić albo bym się podpalił. Sorrki tata.
- Nie ma sprawy. Ale kiedyś będziemy musieli poćwiczyć. Tylko, że nie dzisiaj. Dobra chłopaki, co chcecie porobić?
- Jeszcze nie wiemy – Mówił Nero. – Ale posłuchaj, co robią ludzie. Jeden z nich złożył ręce na krzyż, zaczął skakać i coś śpiewał. Chyba coś takiego: „Oppa Gangam Stajl!”
- Ten zwyczaj jest trochę dziwny. Ale zaraz, zaraz… skąd wiesz, co się tam działo?
- Słyszałem od Taylora.
- Taylor. Masz mi coś do powiedzenia?
- Tak – Oznajmił Taylor. – Ja to słyszałem od Rose, która słyszała to od Caro, która dowiedziała się od Aishy, z kolei ona słyszała to od Lighta, który dowiedział się od swojej mamy Odalis, czyli twojej przyjaciółki z zawodu.
- W sumie, chciałem tylko wiedzieć skąd TY to wiesz. Ale to też może być. Ale co chcecie robić?
- Ja jestem głodny – Upomniał się Nero. – A ty, Taylor?
- No troszeczkę też. Tata!
- Co?
- Pójdziemy coś upolować?
- Tak, oczywiście. Skoro jesteście głodni. A co chcecie złapać?
- Zające wystarczą.
- To trzy. Dla was i dla mnie. Ok. To chodźmy. Sprawdzę teren, czy są gdzieś.
Wyszliśmy z legowiska i poszliśmy na polowanie. Szliśmy jakiś czas, szukając zajęcy. Taylor i Nero strasznie marudzili i musiałem ich nosić na grzbiecie. Z co najmniej dziesięć razu słyszałem z ich strony: „Tato! Zmęczyłem się, ponoś mnie!” albo na przykład „Tato! Zróbmy przerwę na siusiu! Bo ja zaraz popuszczę!” Po prostu nie do wytrzymania. Były trzy przerwy na siusiu i ¾ drogi musiałem ich nosić. A w tym wieku już trochę ważą. To była dla mnie ciężka (dosłownie) droga. Po jakimś dłuższym czasie znaleźliśmy całą masę zajęcy. Co najmniej z dwadzieścia.
- No, dobrze chłopcy. Widzicie te zające.
- Aha – Szepnął Nero. – Co teraz tato?
- Musicie być całkowicie cichutko. Bez najmniejszego szelestu. Schowajcie się w trawie, powolutku i cicho się przemieszczajcie. Potem musicie… Schowajcie się za mną! – Szepcząc wydałem polecenie. – Ktoś jest za konarem!
Po chwili przestałem czuć jego wibracje. Nie wiem, co się stało. Pewnie mi się wydawało. Po przez wibracje przeczesałem teren na całe trzydzieści kilometrów. Była sam zwierzyna. Żadnego żywego ani martwego wilka, więc wróciliśmy do polowań.
- Ok. Idźcie i przynieście trzy martwe zające.
- Nie zawiedziemy cię tato!
Młode poszły polować. Zrobiły wszystko, co im mówiłem profesjonalnie. Z początku nie mogli ich dogonić, ale potem przyśpieszyli i dogonili je bez problemu. Po pięciu minutach widziałem ich z trzema zającami. Jak na pierwsze polowanie, to świetnie im poszło. Zazwyczaj szczenięta mają duży problem, a im to wyszło za pierwszym razem.
- No świetnie się spisaliście. Te trzy zające są wasze. To znaczy… Dwa zjedzcie, a z trzeciego jak chcecie, to zrobię wam zabawkę.
- A ty nie chcesz tego trzeciego? – Zapytał jedząc Taylor. – Myśleliśmy, że ty go chcesz?
- Ja wam to powiedziałem, żebyście go upolowali. Jesteście świetni. A co do zabawki, zrobię ją wam za tydzień, na początek lutego. Dobrze?
- Tak, tata. Dzięki, że nas nauczyłeś polować.
Mali skończyli jeść i wróciliśmy do legowiska. Tym razem chcieli iść sami i bez przerw na siusiu. Moim zdaniem, nawet miło, że Vickey zostawiła mi ich na samodzielną opiekę. Bawiliśmy się razem jeszcze jakiś dłuższy czas. Oni bawili się w małych wojowników, ja w tym czasie pilnowałem, żeby nie przesadzili. Następnie skakali sobie i biegali za sobą nawzajem. Czasami na mnie wchodzili, ale mi to nie przeszkadzało. Razem biegaliśmy po jaskini. Po chwili gdzieś się zaczaili i wyskoczyli na mnie z krzykiem. Ja przewróciłem się na grzbiet z hukiem. Śmialiśmy się z tego, na leżąco rozmawialiśmy i opowiadaliśmy sobie głupie żarty. Byliśmy bardzo szczęśliwi z powodu tego miłego dnia. Po chwili weszła Vickey. Wyglądała za szczęśliwą i wzruszoną.
- Cześć Vick – Powitałem ją w wejściu. – Jak ci minął dzień?
- Nie źle. Bardzo dobrze się nimi opiekujesz.
- A ty skąd to wiesz?
- Tak naprawdę to nie byłam z Victorią. Ja was szpiegowałam, bo chciałam wiedzieć, czy potrafisz się nimi zająć. Podobały mi się te wasze śmieszne zabawy i miło, że nauczyłeś ich polować. Świetnie ci poszło. Wtedy, kiedy kogoś wyczułeś za drzewem, to byłam ja, ale weszłam na nie, żebyś mnie nie nakrył.
- Aaaa. To nie fajnie, że mnie szpiegowałaś, ale dziękuję ci, że dzięki tobie spędziłem z nimi ten wspaniały dzień.
- Proszę. Następnym razem wszyscy zrobimy sobie jakiś rodzinny piknik. Co ty na to?
- Dobrze, chętnie. Tylko zawsze bądź gotowa do obrony.
- Oczywiście – Powiedziała żartobliwie. – Teraz już możemy wszyscy razem spędzić wieczór.
Bawiliśmy się do nocy żartując, rozmawiając i spędzając czas z maluchami. To był bardzo udany dzień. Ja przypomniałem sobie, jak bardzo ważna jest rodzina.
The End