Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

czwartek, 31 stycznia 2013

Podsumowanie miesiąca (styczeń 2013)

W styczniu dużo się działo. Pobiliśmy też rekord naszej watahy w ilości postów!
Do watahy dołączyło dużo nowych wilków: Sia, Swiftkill, Mroczny, Flame, Kim, Unriva, Kami, Forest, Shiru, Ola, Eelipse, Fever, Celenojis i Lightning.
Vickey i Zuko urodziły się dwa samce, Taylor i Nero. Potomstwa doczekali się także Sia i Shiru, którzy mają już czwórkę radosnych szczeniaczków: Bones, Nel, Melly i Hybris.
Navi poznała Mrocznego i oboje się zakochali w sobie, więc istnieje szansa, że zostaną partnerami :D

Zuko odnalazł swoje rodzeństwo, które zaczęło pomagać nam w walce z ludźmi. Podobne przeżycie miała Victoria, która dowiedziała się, że ma siostrę Melody. Niestety ludzie zamordowali Gammę Cheryll, którą długo opłakiwaliśmy. Kolejnym smutnym wydarzeniem było to, że Exalios zrezygnował ze swojej funkcji i nie jest już Betą. Za to Victoria została nowym przywódcą wojowników. Na nasze nieszczęście ludzie nie odchodzili, więc Marchesa postanowiła udać się po Starego Wilka, aby zabezpieczył teren watahy. Victoria miała wizję, że plan ze szpiegami u ludzi w postaci Shadow, Luny i Lucka nie wypali, ale okazało się, że ta wizja była fałszywa. Okazało się, że Unriva jest starą znajomą Zuko i że się nie lubią. Cały czas się kłócili. Na dodatek Zuko stoczył bójkę z Mrocznym, który potam zachorował, ale na szczęście szybko wyzdrowiał. Odalis poznała Rayana, Alfę Watahy Błękitnego Wodospadu, i zawarliśmy z tamtą watahą sojusz. Na dodatek udało nam się pokonać ludzi! Nasz nowy przywódca wojowników, Victoria, postanowiła poprosić szamana o to, żeby pozwolił jej porozmawiać ze zmarłą matką. Szaman się zgodził. Sia spotkała dzieci boga i nauczyła je wszystkiego, co umiała, a Unriva wpadła do Kryształowej Rzeki i bardzo się poraniła. Exalios zaproponował Navi zawód szamana, ale ta wolała jeszcze się zastanowić. Nel, szczeniak Sii, też wpadł do Rzeki i był umierający, ale na szczęście udało mu się przeżyć. Ale czym byłaby nasza wataha bez kłopotów? Zuko został prawie opętany przez Wilka Cienia, a Mrocznego, Odalis, Flame i Unrivę zaatakowały cztery półdemony, próbując ich opętać. Czy uda nam się pokonać nowego wroga? Czy Marchesa znajdzie Starego Wilka?

Ze Szlaku Mordoru pozdrawia Beta Odalis
próbująca wykończyć Demony.

Od Unrivy: Nikt...

Po kilku dniach Exalios mnie wypuścił. Stwierdził, że jestem mądra i sobie poradzę, a on ma ważniejsze sprawy. Do watahy dołączył ostatnio nowy łowca. Czas sprawdzić jej umiejętności...
- Cześć, um Fever... - Zaczęłam milutko.
- Hmmm?
- Ścigamy się. 14:30 przy wodospadzie. Czekam na ciebie. Zobaczymy, kto jest lepszy. Liczę na ciebie - powiedziałam i odeszłam. Wilczyca była zmieszana. O to chodziło. Miała się bać przegranej. Oczywiście ja miałam większe szanse. Z resztą to niemożliwe, żeby ona wygrała. Jestem szybsza. Najszybsza.

*****

14:31... Fever nie widać. Nagle coś zaszeleściło w krzakach.
- Um, już jestem... Przepraszam... - Westchnęła.
- 3...2...1! - krzyknęłam szybko, Fever nie była gotowa. Wystartowałam szybko. Biegłam wolno, czekałam, aż Fever mnie przegoni. Nastąpiło to o wiele szybciej niż myślałam. W porządku... Szybko ją przegoniłam, ale ta zaraz zrobiła to samo. Myślałam, że będzie słabsza. Nie mogłam jej dorównać. Zaczęłam biec z całą moją prędkością. Szybko przekroczyłam nawet maksymalną. Fever wciąż była z przodu.
- NIE! - krzyknęłam. Fever odwróciła się. Zaczęłam biec tak szybko, że na moim ciele zaczęły powstawać rany. Moje ciało zrobiło się ciemniejsze, a oczy pozbawione nawet źrenic. Prześcignęłam Fever. Na mecie położyłam się. Byłam zmęczona. Spojrzałam na moje rany. Sączyła się z nich niebieska krew... Zaraz, zaraz... Niebieska?! Będę musiała iść do Exaliosa. Nagle pojawiła się zdyszana Fever. Uśmiechnęłam się do niej.
- I co?! Kto jest lepszy?! - krzyknęłam.
- Unriva... Spokojnie... - powiedziała beznamiętnie.
- Jesteś zła, bo przegrałaś!
- Nie jestem zła...
- Właśnie widzę.... - powiedziałam z wyższością. Nagle wilczyca skoczyła na mnie i przygniotła mnie do ziemi. Zrobiłam jej ranę na pysku. Szybko zaczęła ściekać z niej karmazynowa krew.
- Przestań Unriva! - powiedziała patrząc mi w oczy. Trzęsła się.
- Hahaha... Boisz się...
- NIE! - krzyknęła i zrobiła mi wielką ranę na pysku. Znów ta niebieska krew...
- Zamknij się, kundlu... - powiedziałam denerwując ją. Podniosła wysoko łapę, która szybko zaczęła lecieć w dół. Szybko wstałam i podstawiłam jej ogon. Wbiła sobie w niego pazury. Zaczęła głośno piszczeć.
- Ze mną... Ze mną się nie zadziera, rozumiesz? - Zapytałam patrząc w jej załzawione z bólu oczy.
- Jesteś bezlitosna... - Usłyszałam w odpowiedzi.
- A ty naiwna...
- Idź...
- Chętnie...Kundlu...
- NIE MÓW TAK DO MNIE! - Krzyknęła, znów skoczyła na mnie. Szybko odskoczyłam na bok i zrobiłam się niewidzialna.
- Co teraz, geniuszu  - zapytałam.
- Prz-Przepraszam... - powiedziała.
- Hahahahhha! Skrucha? Biedny piesek...
- PRZESTAŃ! - krzyknęła. Skoczyłam na nią i oderwałam jej malutki kawałeczek ucha. Zaczęła krzyczeć i mnie wyzywać, ale ja już odeszłam. Nie miałam zamiaru tego wysłuchiwać. Udałam się do Exaliosa.

Exalios <3 Będziesz taki miły i oznajmisz Unrivie, że należy do dziwnej rasy wilka, które mają niebieską krew i że jest najprawdopodobniej ostatnim wilkiem tego gatunku?

Od Zuko: Anioły i demony cz. I


Moja sierść odzyskała normalny kolor, niestety Unriva zdążyła mnie zobaczyć i wchłonęło się dopiero za pięć godzin. Moje futerko było dzięki temu miękkie i lśniące. Zimnym wieczorem przechadzałem się po lesie. Było to, co zwykle: jakieś drzewa, małe krzaki i jakieś tam jeszcze zioła, kwiaty itp. Na niebie spostrzegłem ogromnego Toruka Makto. To było bardzo nietypowe, bo Toruki żyją na drugim końcu świata. Przeraziłem się, ponieważ to były jedne z najniebezpieczniejszych bestii na świecie. Miały zdolność samozapłonu, podobnie jak ja, kiedy wpadam w szał. Zobaczyłem norę, do której zmieściłoby się stado gryfów. Prędko przeczesałem teren w jej wnętrzu i ukryłem się tam. Jednak glina była dość śliska. 

Tak wygląda Toruk Makto (w skrócie Toruk).

Cóż, albo to ziemia była śliska albo to przez to, że mam łapy w błocie z nad rzeki. Poślizgnąłem się i leciałem powoli w dół, bo podłoże lekko się zniżało. Nie było głęboko i bez problemu dałoby się wyjść, lecz jak już tam jestem i nikogo nie ma, postanowiłem pozwiedzać wnętrze nory. Chodziłem wciąż przed siebie po różnych korytarzach. Wszędzie były stalagmity, stalaktyty i stalagnaty. Czyli wycieki skalne. Przestraszyłem się odrobinę, kiedy nadepnąłem na czaszkę jednorożca, tuż obok rogu na czole. Jednak nie dawałem się, wciąż szłem dalej. Jedni stwierdziliby, że to głupota, a inni, że odwaga. Jednak ja twierdzę, że to po prostu to, że się nie poddaję. Szedłem ciągle dalej i dalej, aż wreszcie znalazłem tajemniczą grotę a w niej starą, zakurzoną księgę. Wyglądała jakby miała minimum ze sto lat. Przetarłem ją z kurzu i w myślach przeczytałem tytuł: "Anioły i demony".
"To książka w sam raz na moją sytuację" – pomyślałem. Zacząłem dalej przeglądać księgę w dziale "Demony". W spisie treści przeglądałem następujące rozdziały takie jak: "Czym jest demon", "Do czego demon jest zdolny", "Jak pozbyć się demona" i "Jak rozpoznać demona". Przeczytałem jeszcze, kto to napisał. Znalazłem to i było tam napisane, że wszystkie te informacje zostały spisane przez Starego Wilka. Tu ogromnie się zdziwiłem. Postanowiłem zabrać tę księgę do mojej jaskini i dokładnie przeczytać wszystko na temat demonów. To może pomóc mi pozbyć się Wilka Cienia. Szczękami chwyciłem księgę, uciekłem wraz z nią z nory i wróciłem do legowiska.
THE END
CDN


Dopisek od Autora: Każda kolejna część będzie miała inną nazwę. A poznacie, że to kolejna część, bo będą ponumerowane.

Od Odalis: Gwiazdy, nie gwiazdy

Ach, jak cudownie jest frunąć wśród chmur...
Zaraz, zaraz, co to? Wygląda jak...
- ODALIS! Uwa...

!!!BOOOOOOOOM!!!
 
- Żyjesz? - usłyszałam głos.
- Chyba... - wymamrotałam. Głowa mnie bolała jak nie wiem co. Znów moje rozkojarzenie podczas lotu...
Tyle razy lata, niemalże za każdym razem się o coś wali, a ona nic; ciągle to samo! Nic a nic się nie nauczyła! Co za pokolenie...
- Zamknij się - warknęłam.
Wilk obok mnie zrobił urażoną minę.
- Przepraszam, to nie do ciebie... - zaczęłam się tłumaczyć.
- Przeprosiny przyjęte. Chciałem cię powiadomić, że widziałem takie punkciki, które wyglądały jak gwiazdy, ale gwiazdy w dzień?
- Tak, to dziwne...
Nagle koło nas pojawiły się... cztery jasne duchy! Świeciły jaśniej niż gwiazdy!
- Mroczny...
 
<I jak, Mroczny? Co z duchami?>

Od Flame: Zając

Jak tylko się obudziałm, pomyślałm, że wiszę Forest królika. Jak to robię zawsze, wybrałam się na poranny lot. Wychodząc z jamy zobaczyłam wilczyce. "Kolejni dołączyli" pomyślałam i uśmiechnęłam się. "Tak, to miejsce jest piękne i przyciąga inne wilki", ale jedna z nich wydała mi się znajoma. "Moment, moment. Lightning!" ucieszyłam się. "Ale jak tylko pokażę, że ją znam, dowiedzą się". Miałam na myśli inne wilki. Starając się na nią nie patrzeć uniosłam się w powietrze. Było tu pięknie. Zdałam sobię sprawę, że to miejsce to prawdziwy raj na ziemi dla wilków. Tak sobie rozmyślając zobaczyłam w dole zajączki na tle Zakazanego Lasu.
Cichutko zleciałam i delikatnie dotknęłam śniegu, by nie zaskrzypiał. Były tak zajęte walką, co mnie zdziwiło, bo w środku zimy króliki, czy jak inni wolą zające, nie rozpoczynają godów. No nie ważne, przyczaiłam się do jednego z nich skoczyłam i... Złapałam dwa za jednym razem. To chyba mój szczęśliwy dzień. Wzbiłam się w powietrze i prosto do jamy Forest. Po drodze zostawiłam jednego uszaka w spiżarni. Złapałam ją, jak wychodziła na zwiad z Odalis i Zuko. Znowu.
- Heeeej Forest, proszę, masz królika, to znaczy zająca.
- Dzięki!

Od Zuko: Zgniłozielona maź i czarne obrzydlistwo

Po tym, jak dostałem od Exaliosa te zioła, to zacząłem ich używać. Wróciliśmy z zwiadu i wszystko z Doliną było w porządku. Poszedłem nad rzekę, ale tak żeby do niej nie wpaść. Wysmarowałem się zgniłozieloną mazią, przez którą wyglądałem jakby na mnie trol zwymiotował. Ale jednak świetnie działa, bo mnie już głowa nie boli. Żeby jeszcze bardziej poprawić swój stan to wziąłem to cuchnące, czarne obrzydlistwo, które śmierdziało tak mocno, że nie da się opisać tego smrodu. Nalałem to do miski. Chwilę patrzyłem na to i chciałem się uspokoić myśląc o tym, że o wiele lepiej się poczuję, kiedy wypiję to, to, to jakieś coś. Po chwili myślenia wreszcie wziąłem się w garść i wypiłem to czarne coś. Było kwaskowate i ostre. Nie najlepsze w smaku, ale i nie najgorsze. Kiedy byłem sobie zgniłozielony zamiast czerwono-żółty, wyczułem, że Unriva stoi tuż za mną.
- I co tam, zielony trolu? – złośliwie spytała.
- Demon mnie nawiedza i muszę się leczyć! Wystarczy?
- Tak, ale co tak zgniłeś?
- No przecież mówię! Leczę się!
- To dobrze, bo już dawno powinieneś. Tylko, że powinieneś się leczyć na mózg.
- Weź stąd idź albo sam cię stąd wykopię!
- Dobra, dobra wariacie. Ty chyba masz wściekliznę.
Zacząłem na nią warczeć
- Oookeeeej, już se idę.
- To dobrze! Idź powkurzać kogoś innego.
Poszła tak jak sobie tego życzyłem i potem przesiedziałem nad rzeką resztę nudnego dnia.

THE END

Od Mrocznego: Co to za gwiazdy?!

Zawsze lubiłem się wspinać, ale ostatnio stało się to dla mnie niczym nałóg. Po prostu musiałem wejść gdzieś wysoko, by pooglądać świat z innej perspektywy. Dzisiaj postanowiłem zdobyć jeden z wyższych szczytów, położonych tuż na jeziorem. Oczywiście mogłem pójść na łatwiznę i po prostu wlecieć na sam szczyt, ale nie byłem taki. Im ciężej się na coś zapracuje, tym lepiej smakuje zwycięstwo, to moje motto. Kiedy byłem jeszcze młodym wilkiem, często zaliczałem upadki ze skał. Ale nie poddawałem się i teraz wspinanie się jest dla mnie naprawdę proste i przyjemne.
Początkowo miałem zamiar przyjść tutaj z Navi, ale ona była zajęta opieką nad małym Nelem, który wpadł do rzeki. Była to bardzo przykra sytuacja, żeby tak kilka dni po urodzeniu wydarzyła się taka katastrofa. Współczułem jego rodzinie z całego mojego serca, ale niestety nie mogłem im pomóc. Exalios nie wpuszczał nikogo oprócz zielarzy do szczeniaka, nawet Sii. Westchnąłem cicho. Szkoda mi takiego małego wilczka, przecież ona nawet dużo w swoim życiu nie przeżył. Teraz pewnie wszyscy uważają na resztę małych, żeby im się nic nie stało.
Potrząsnąłem łbem i skupiłem się na wspinaczce, bo przez o rozmyślanie znacznie zwolniłem, a nie lubiłem się wlec jak żółw. Biegłem teraz całkiem szybko, zręcznie niczym kozica przeskakiwałem na kolejne skałki, będąc tym samym coraz bliżej swojego celu. Sprawiało mi to ogromną radość, więc na moim pyszczku po chwili zagościł wielki uśmiech. Przyspieszyłem jeszcze bardziej, tak szybko jeszcze nigdy się nie wspinałem. Głos rozsądku podpowiadał mi, że może się to skończyć upadkiem, ale nie słuchałem go. Cieszyłem się chwilą, skacząc coraz wyżej i biegnąc coraz szybciej.
Nagle kamień, na którym oparłem tylną łapę osunął się, a ja, nie mogąc znaleźć żadnego punktu oparcia dla łap, runąłem w dół. W moje serce zakradło się przerażenie, jakiego nie czułem już dawno, bardzo dawno. Lęk sprawił, że zapomniałem o swoich skrzydłach, przyciśniętych kurczowo do boków. Spadałem więc tak w dół, dopóki moje drugie ja nie krzyknęło w mojej głowie.
- Masz skrzydła, idioto!
Od razu odzyskałem kontrolę nad swoimi myślami, a strach odegnałem na bok. W ostatniej chwili rozłożyłem czarne skrzydła i wykonując gwałtowny zwrot, uniknąłem zderzenia z ziemią. Wzbiłem się w przestworza i bez żadnych przeszkód wylądowałem na szczycie wymarzonej skały. Z trudem łapałem powietrze, to pewne ze strachu. Poczułem się trochę wdzięczny mojemu drugiemu ja, że przypomniał mi o mojej zdolności latania. Odkaszlnąłem i siląc się na uprzejmy ton, odezwałem się do niego poprzez myśli:
- Dzięki... za pomoc. - Odpowiedziała mi cisza. Myślałem już, że się na mnie obraził, ale po chwili w mojej głowie usłyszałem wybuch głośnego i jakże wrednego śmiechu.
- Jak można zapomnieć, że się ma skrzydła?! - Śmiał się i gdyby miał wilcze ciało, na pewno w tym momencie tarzał by się już po ziemi. Burknąłem coś cicho do siebie i starając się ignorować moje drugie ja, przystanąłem na samym brzegu wzgórza. Rozciągał się stąd piękny widok na Dolinę, a głównie na jezioro, które błyszczało w promieniach słońca. Warto było się tu wspinać da takiego widoku. Podniosłem łeb i spojrzałem na błękitne niebo, rozciągające się nade mną. Akurat dzisiaj przybrało intensywnie błękitny kolor.
- Mroczny? - usłyszałem niepewny i chyba lekko przestraszony głos mojego niewidzialnego towarzysza.
- Co jest? Czyżbyś miał lęk wysokości? - zapytałem go, uśmiechając się sarkastycznie.
- Nie, ale jakbyś przechylił swoją główkę lekko w lewo, to zobaczyłbyś, czemu się tak boję - powiedział obrażonym tonem. Zwróciłem łeb tam, gdzie mi kazał. Ujrzałem na niebie cztery jasne punkciki, szybko się przemieszczające. Nigdy czegoś takiego nie widziałem, ale podświadomie wiedziałem, że nie symbolizują niczego dobrego. To nie mogły być gwiazdy, bo był środek dnia. Szybko wzbiłem się w powietrze i poleciałem do naszych legowisk. Trzeba poinformować Odalis i to jak najszybciej!

środa, 30 stycznia 2013

Od Kamiego: Spotkanie z siostrą

Spacerując z Kim zauważyłem moją siostrę. Pociągnąłem Kim za łapę i podbiegliśmy do Forest.
- Forest! - krzyknąłem do młodszej siostry.
- Kami?
- Tak, to ja! Wiesz może, gdzie jest Odalis?
- Tak, wiem. A czemu się pytasz?
- Bo z Kim mamy do niej sprawę.
- Dobrze... - przeciągnęła. - Chodźcie! - Machnęła na nas łapą, a my poszliśmy za nią. Doszliśmy do Odalis, podziękowaliśmy Forest i powiedzieliśmy do Odalis:
- Wiesz. Chcielibyśmy mieć potomstwo.
- Dobrze. Ale to raczej... - przerwała. - Dobra! Chodźmy do Exaliosa.

CDN

Od Lightning: Ziółka

Następnego dnia już znalazła się dla mnie robota. Musiałam pójść z innym wilkiem - Vickey - pozbierać zioła dla szczeniaka. Ruszyłyśmy w drogę.
- Hej, ty jesteś Lightning? Jak... Błyskawica! - zagadnęła "Vick" przyjacielsko.
- Taaak. Od mojej mocy. Tam, skąd pochodzę, każdy żywioł ma swoją krainę. Wilki w jednej watasze władają tym samym żywiołem i mają imiona kojarzące się z prądem i energią - odparłam od niechcenia.
- Woooow! A gdzie to jest?
- Widzisz te skały? Góry na horyzoncie? - Szybko się poprawiłam.
- Jasne!
- Za nimi jest morze, a na jego śrdku jest wyspa. Nikt nie zna jej nazwy... Jest tu chyba jeszcze jeden wilk stamtąd...
- KTO!!!!????
- Ten ktoś chyba nie chce się zdradzić.
- Ojjj no weź, proooosze!
- Jak się dowiem, czy mogę, to ci powiem.A poza tym spróbuj się sama domyślić - Zakończyłam ostro.
- Forest?
- A jej brat?
- Ej! Skąd to wiesz!
- Ten ktoś mi powiedział! - odparłam z uśmiechem. - O, patrz! - Użyłam magii i poszukiwane rośliny(ziółka) wryrosły przed moją towarzyszką. Zebrałyśmy je i wróciłyśmy do jamy szamana. Vickey posyłała mi piorunojące spojrzenia.
- No co? - Wyszczerzyłam się niewinnie.

Dokończy Vickey

Od Exaliosa: Rozmowa z Navi

Niedawno Navi przyszła do mojej jaskini i zapytała mnie:
- Exalios, czy pomógłbyś przekonać mi watahę, abyśmy wszyscy użyli swojej mocy i ogrodzili pewnien kawałek ziemi?
- Cóż - zacząłem - nie sądzę, żeby był to dobry pomysł. Nie wszyscy mają odpowiednią moc, żeby to zrobić. Niedługo przyjdzie Stary Wilk i zrobi to z całą Doliną, więc nie będzie trzeba marnować mocy na tylko jeden kawałek ziemi. Rozumiesz?

Wyniki konkursu Wiersz!

A oto i upragnione wyniki konkursu:

I miejsce zajął... Zuko! Gratulacje! Otrzymujesz 8 Punktów! A oto jego wiersz:

Mroczny, ciemny las,
Atmosfera w nim niemiła,

Gigantyczne, czarne bestie,
I jednak strachu brak,
Ciemność i pustka,
Zdradziecki zapach krwi,
Nicość to przepustka,
Alarmuje mnie o wszystkim,
Do watahy biegnę wiecznie,
Odalis jest w lesie,
Lecz ja jednak nie wiem nic,
I wciąż sam w niewiedzy tkwię,
Nadal pędzę tuż przed siebie,
A jednak coś znajduję,
Wilka białego niczym śnieg,
I mówi do mnie,
Lekko i miło,
Konkretnie pomoc oferuje,
Ów patrzę na nią,
Wiem, że mam przyjaciela,
Historia moja się zaczyna,
Ilekroć popełnię błąd,
Staję się mądrzejszy,
To marzę o rodzinie,
Otoczony miłością,
Rodzeństwo wciąż żyje,
I jest ze mną,
A teraz jest Vickey,
Zuko to moje imię,
Ukrywałem się długo,
Koniec z grą w chowanego,
Otwiera się nowy świat.


Wyróżniona zostaje też Flame i dostaje 7 Punktów!

W Magicznej Dolinie
 Czas przyjemnie płynie
 Jedzenia pod dostatkiem
 Leży pod bławatkiem
 Zuko i Vickey
 W odmętach Kryształowej Rzeki
 Długo się pluskają
 Wszyscy to kochają
 Po Keina Wodospadem
 Szczęście uchronisz przed rozpadem
 Flame i Luna
 Przemknęły jak struna
 Shadow i Luck w coś się zmieniają
 Ze wszystkim sobię radę dają
 W księżycowej pełni
 Życzenie Shiru się spełni
 Sia się zakocha
 Nie będzie z niej macocha
 Exalos ziółka gotuje
 Navi mu asystuje
 Beta i Alfa
 Siedzą jak monarcha
 Mroczny z kochaną flirtuje
 Unirwa złośliwości nie pasuje
 Forest na zwiad wychodzi
 Królik młode rodzi
 Oj będzie dzisiaj uczta
 I to niezwykle chuczna
 Kami z Kim się spotyka
 Ostrożnie trawy dotyka
 By nie spłoszyć gęsi ani kaczek
 Tych przemiłych gdaczek
 I tak tu życie się toczy
 Tu zawsze możesz wskoczyć.


Ze Skały Reimond pozdrawia Was Beta Odalis
układająca rymowankę na temat Waydacka i Reniemiasza, wbrew sprzeciwom w swojej głowie.

Od Marchesy: Do Zewnętrznych

Wędrowaliśmy przez ciemny, zimny las. Czułam się, jakbym szła przez środek żywopłotu. Rośliny zdecydowanie występowały zbyt gęsto. Na dodatek mgła była tak gęsta, że nie widzieliśmy końców swoich pysków.
- Jak wy... uch... odnajdujecie tu drogę? Tu nic nie widać - jęknęłam.
Przewodnik idący za mną uśmiechnął się pobłażliwie.
- My. Idziemy.
- Przecież widzę. Ale skąd wiecie, dokąd?
- Na. Ucho.
Zrozumienie zaczęło się przebijać przez głębiny nieświadomości na powierzchnię oblaną światłem olśnienia.
- Czyli... słyszysz, jaki dźwięk wydają twoje kroki, w zależności od tego, gdzie dotkniesz łapą... i po tym poznajesz, gdzie się znajdujesz?
- Tak. Anspeire.
- Nie musisz mówić do mnie po nazwie mojego rodu.
- Taki. Zwyczaj. Anspeire.
- Ja przecież nie mówię do ciebie w ten sposób.
- Ty, wyżej, niż, ja. - Zaczął tłumaczyć niepokojąco szybciej niż dotychczas.
- Dobra... - Starałam się go uspokoić. - Przecież nie da się zapamiętać całej drogi na ucho! Musisz mieć świetną pamięć.
Wilk wyszczerzył się w uśmiechu. Pochwała sprawiła mu widocznie dużą przyjemność.
- Ja bym tak nie potrafiła - dodałam, widząc jego zadowolenie. Odetchnęłam z ulgą. Wolę, kiedy wilki, od których zależy mój los, miały dobre do mnie nastawienie.
Dalej szliśmy w milczeniu.
Przez tydzień, zamarznięte błoto i mgłę.
Aż wreszcie pewnego wieczoru zobaczyliśmy leża wilków. Powitali nas z dystansem. Padłam na skórę ułożoną w legowisku i zasnęłam, nie myśląc o jutrze...
...chociaż, jakby się zastanowić, miałam wiele do przemyślenia. Na przykład, Magiczny Flet przestał grać. Evilan się nie odzywał. Tylko tuż przed świtem, słyszałam ich. Jeszcze zanim słońce wzeszło, płynęła muzyka Fletu przerywana szyderczym śmiechem demona, który przyprawiał mnie o dreszcze.
Dlatego starałam się nie budzić przed południem.

Od Shiru: Zabawy szczeniaków

Wróciłem z polowania i gdy wróciłem, zastałem tylko płaczącą Się.
- Co się stało? - zapytałem zmartwionym głosem.
- Nel... Nel zostanie u Exaliosa na prawie miesiąc! - krzyknęła i wtuliła się w siano, z którego było zrobione legowisko.
- Co? Ale co się stało?
- Opowiem ci kiedy indziej. Idź do Exaliosa! - I znów zaczęła płakać tak żałośnie, że na ten widok spuściłem łeb i łzy napełniły moje oczy.
Poszedłem do Exaliosa. Po drodze zauważyłem Sana ze szczeniakami i nową wilczycą. Podszedłem i powiedziałem:
- San. Będziesz się opiekował szczeniakami tak długo, jak to będzie możliwe.
- Dobrze. Ale czemu?
- No, bo Nel jest w ciężkim stanie, a ja muszę się dowiedzieć więcej! - krzyknąłem i poszedłem dalej. Najgorsze przelatywało mi przed oczami. Po dojściu w jaskini zobaczyłem tylko Vickey i Navi. Chwilę stałem przed jaskinią bez słowa, ale potem zapytałem:
- Navi? Chodź na chwilę. - Wilczyca podeszła.
- Tak?
- Dlaczego Nel jest u was?
- Sia tłumaczyła, że Nel najprawdopodobniej wpadł do rzeki i nurt uderzał nim o skały. Na szczęście Sia przyprowadziła go do nas, a my się postaramy, by jak najszybciej wyzdrowiał. - Łzy poleciały mi po pysku.
- Dziękuję. Ale proszę was, postarajcie się, żeby nie umarł. Dobrze? - Wilczyca pokiwała głową, co znaczyło, że spróbują. Wyszedłem z jaskini i poszedłem do Sii, żeby pomóc jej jakoś to przejść.

Od Fever: Zabawa z Sanem i szczeniakami

Czułam się już naprawdę dobrze w watasze. Wszystkie wilki traktował mnie tu jak równą sobie. Było to naprawdę miłe, nigdy się tak nie czułam. Była to chyba najmilsza rzecz w moim krótkim życiu.
Dzisiaj postanowiłam się wybrać na krótki spacerek. Chodziłam sobie po lesie, gdy nagle usłyszałam wesołe głosy, gdzieś z głębi. Pobiegłam w tamtym kierunku. Na małej polanie bawiła się grupa wilków. Była ich czwórka. Jeden większy wilk i trójka szczeniaków. Widać było, że najstarszy nie może nad małymi zapanować.
- Uspokójcie się, proszę! - krzyknął do szczeniąt. Podbiegłam w jego kierunku.
- Cześć! - przywitałam się. - Chyba potrzebujesz pomocy, co? - dodałam, patrząc na grupkę szczeniaków.
- Tak! - powiedział wilk. - Proszę, spróbuj je jakoś uspokoić - dodał błagalnym tonem.
Pokiwałam głową i podeszłam do szczeniaków. Kiedy tylko się do nich zbliżyłam, wszystkie jak na komendę odwróciły swoje małe główki w moją stronę.
- Cześć, jestem Fever - powiedziałam bardzo uprzejmym tonem.
Małe wilczki rzuciły się na mnie, wesoło szczekając i machając ogonami. Zaczęłam się głośno śmiać.
- Ale przestańcie, bo zaraz się przewrócę. - Mówiłam ze śmiechem. Młode posłuchał mnie i usiadły przede mną grzecznie, wpatrując się we mnie. Spojrzałam na największego wilka z uśmiechem.
- Widzisz? Udało się! - wykrzyknęłam uradowana. Wilk pokiwał łbem.
- Rzeczywiście - powiedział i spojrzał na mnie zaciekawiony. - To ty jesteś Fever, tak? Ta nowa? - zapytał.
- Tak, to ja - odparłam kiwając łbem. - A ty jak się nazywasz?
- Ja jestem San, a te szczeniaki należą do mojej starszej siostry - powiedział, wskazując gromadkę wilczków. - Może chcesz się z nami pobawić? - zapytał z nadzieją w ślepiach.
- Dobrze, skoro tak bardzo chcesz - powiedziałam.
Podbiegliśmy do szczeniaków i zaczęliśmy się bawić.

Od Mrocznego: Polowanie

Las. Kiedy kroczyłem przez to tajemnicze miejsce, wydawało mi się, że jest ono martwe. Oczywiście, były to tylko pozory. Wszędzie leżały wielkie zaspy śniegu, otaczała mnie cisza. Wiedziałem, że to tylko pozory. Było tu mnóstwo zwierzyny, wystarczyło ją tylko znaleźć i schwytać. Usiadłem na śniegu, przymknąłem ślepia i wsłuchałem się w otaczającą mnie ciszę. Im dłużej trwałem w bezruchu, tym więcej różnorodnych dźwięków docierało do moich uszu. Najpierw usłyszałem szum ptasich skrzydeł, potem kroki małych stworzonek gdzieś pod krzakami, poruszenia w dziuplach drzew, szybko uciekające zające. W końcu usłyszałem to na co czekałem - sarny obgryzające korę z drzew. Były gdzieś niedaleko, czułem to. Wiedziałem, że znajdę tu jakieś jedzenie.
Powoli wstałem i zacząłem skradać się w stronę, gdzie usłyszałem sarny. Ostrożnie stawiałem łapy, by nie nadepnąć na jakieś gałązki, bo to wywołałoby dużo hałasu. Miałem postawione uszy, całkowicie polegając na sowim zmyśle słuchu. W końcu dostrzegłem moją zdobycz. Stała zaledwie kilka metrów przede mną. Nagle powiał silny wiatr, na szczęście w moją stronę. Do mych nozdrzy dostał się cudowny zapach saren i nie mogłem już wytrzymać. Wyskoczyłem z ukrycia i zacząłem biec jak szalony do mojej zwierzyny. Sarny poderwały się i zaczęły uciekać. Kiedy tak biegłem, zerwał się wiatr, który łaskotał mi moją sierść i skrzydła, które ciasno przycisnąłem do boków. Byłem już coraz bliżej, doskonale słyszałem przyspieszone oddechy saren. Poczułem ogarniającą mnie radość. Zaraz je złapię! Wykonałem wieli skok i wylądowałem na najbliższej sarnie. Szybko ją zabiłem i pozwoliłem reszcie uciec. Śnieg wokół mnie zabarwił się na czerwono. Nie lubiłem śniegu, bo teraz tak łatwo inny wilk mógłby mnie zabić i odebrać mi moją zdobycz. Rozejrzałem się dookoła, ale nikogo nie zobaczyłem. Ale ktoś tu jednak jeszcze był. Wyczuwałem go wyraźnie. Nie mogłem stracić tej sarny. W sumie to pewnie poradziłbym sobie z jednym osobnikiem, ale jak trafi się całą wataha? Warknąłem cicho, jakby ostrzegając innych, że potrafię walczyć i nie oddam mojego jedzenia. Odpowiedziała mi cisza. Chwyciłem sarnę w zęby i rozłożyłem skrzydła. Spróbowałem wzbić się w powietrze, ale zwierzę było za ciężkie i nie dałem rady.
Wypuściłem jedzenie i potrząsnąłem z wściekłością łbem. Nie wiedziałem co robić. Jedzenie ofiary tutaj było ryzykowne. Oderwałem udziec z sarny i z tym jedzeniem wzbiłem się w powietrze. Wylądowałem na drzewie. Wiadomo powszechnie, że wilki nie wspinają się na drzewa, więc tu byłem bezpieczny. Zabrałem się do jedzenia. Już po chwili nic nie zostało. Powoli zszedłem na ziemię. Najadłem się, ale mógłbym oddać resztę mięsa watasze. Chwyciłem resztę sarny w zęby i powoli ruszyłem w stronę legowisk. Jednak ciągle czujnie się rozglądałem. Byłem już blisko domu, ale dla pewności przystanąłem. Zastrzygłem uszami, wciągnąłem w płuca mroźne, zimowe powietrze, ale nie wyczułem nic. Szedłem więc dalej. W końcu złożyłem mięso w spiżarce watahy i ruszyłem do swojej groty. Po jedzeniu przyda mi się trochę snu.

Od Lightning: Drugi dom

Pewnego dnia obudziłam sie na skale w górach. Gdy spojrzalam w dół zakreciło mi sie w głowie. "Co ja tu robię" pomyślałam i potknęłam się. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że mogę się teleportować. Leciałam w czarną odchłań jaskiń i wiedziałam, że to mój koniec. Sprężyłam mięśnie tak, że powietrze przestało dopływać mi do płuc. Straciłam przytomność.
Nastepnego dnia (czego dowiedziałam sie od Chiquity) ocknęłam się obok niej.
- No widać, po kim masz teleportację - zaśmiał się tata.
- Raczej nie po tobie - odparła mama.
- Przestańcie sie z niej śmiać. Jeszcze do siebie nie doszła, a wy już się z niej nabijacie - warknęła Chiquita.
- Dzięki, chociaż ty o mnie dbasz - wydyszałam z uśmiechem.
Tydzień później mogłam już chodzić. Mama nauczyła mnie ostatniego etapu magii. Potem postanowiła, że wyruszę w podróż. To było w środku zimy, więc Chiquita nie chciała się zgodzić. Jakoś udało mi się ją przekonać, bo umiem używać magii. Wyruszyłam rano i biegłam na północ. Około popołudnia dotarłam do doliny. Była zima więc zaczęło się ściemniać. Wsunęłam się pomiędzy skały i... Zobaczyłam OGNISKO!!! "Ale jak to?". Zatkało mnie. "Ludzie w tej części krainy. Już tutaj się wdarli...". Zasmuciłam się. Podeszłam bliżej i zobaczyłam wilki, rozmawiające ze sobą. ,,No tak! Wilki ognia!" Zapytałam, czy mogę dołączyć i przyjęli mnie. Umiem "czarować", więc chciałam być szamanem, ale do tego potrzeba zgody najwyższego. Czekam więc do rana :)

Od Exaliosa: Zuko

Zajmowałem się Nelem, kiedy do mojej jaskini wilki pryniosły jakieś ciało. Zmartwiłem się. Co się znowu stało, pomyślałem.
- Zuko zemdlał - krótko poinformował mnie Rapier.
- Zajmę się nim. Czy coś wcześniej się działo?
- Nie, w każdym razie na zewnątrz. Nic nam nie mówił.
- Dzięki. Możecie iść.
Oddałem wilczątko pod opiekę Navi, gdy nagle przyszła do mnie Vickey z nieznaną mi wilczycą.
- Exalios - zaczęła - to jest Lightning, pamiętasz? Ta nowa wilczyca, którą zgodziłeś się uczyć.
Przypomniało mi się, jak Odalis mówiła mi o jakiejś nowej zielarce...
- Coś tam kojarzę. Ale teraz mamy robotę - Ruchem głowy wskazałem na Zuko. Vickey zamarła.
- Co mu się stało?! - wykrzyknęła.
- Mowią, że stracił przytomność...
- Nie raz mi mówił, że...
W tym momencie Zuko się obudził.
- Co się stało? - spytał.
- ... - Zaczęła Vickey, ale jej przerwałem.
- Potem porozmawiacie. Navi zajmuje się Nelem, Vickey, zbierz razem z nową zioła dla niego. Ja pogadam z Zuko.
Wilczyce kiwnęły głowami i poszły.
- Chodź! - Zachęciłem wilka, aby poszedł za mną. Zaprowadziłem go niewielkiej groty, takiego mojego prywatnego "gabinetu".
- Czy wcześniej zdarzało ci się coś takiego? - zapytałem go, kiedy usiedliśmy na skórach.
- Miewałem bóle głowy, dręczyły mnie koszmary, obraz się rozmazywał...
- Od jakiego czasu to się dzieje?
- Od czasu, kiedy spotkałem Wilka Cienia.
Posmutniałem.
- Znowu on? - spytałem siebie na głos. Zuko się zainteresował.
- Spotkaliście go już kiedyś?
- Jednego z nich. Wilków Cieni jest cała masa. Można by ich nazwać demonami, ale nie są aż tak potężne. Mogą tylko w części doprowadzić do szaleństwa. Najczęściej najpotęniejsze demony wykorzystują ich, kiedy chcą przygotować ofiarę do szaleństwa lub przejęcia jej umysłu. Albo oba na raz. Wracając do Wilków Cienia, czasem po prostu pałętają się po świecie i od czasu do czasu straszą ludzi. W zależnosci, jak bardzo są złe, źłośliwe itd... Lepiej znimi nie zadzierać, po jak się wkurzą, to mogą całe twoje pokolenie prześladować, twoje dzieci, wnuki, prawnuki... Aż im się znudzi. Ale można sobie z nimi poradzić. Tak jak Odalis poradziła sobie z Evilanem, tyle że on jest o wiele silniejszy niż Wilki Cienia. Każdy ma inny sposób, aby je pokonać. Trzeba tylko działać szybko. A, no i zioła trochę pomagają. Proszę - powiedziałem, wręczając mu buteleczkę ze zgiłozieloną mazią.
- Mam to wypić? - Przeraził się.
- Nie, masz się tym smarować. To masz wypić - Wręczyłem mu cuchnący, czarny płyn.
- Obrzydlistwo...
- Zgadzam się. Masz to wypijać raz dziennie w południe, jedną pełną mieseczkę - Dałem mu miskę. - Kiedy ci się skończy, przyjdź do mnie. Im szybciej znajdziesz sposób, aby pozbyć się Wilka Cienia, tym mniej tego wypijesz i się posmarujesz. A, i nie wolno ci tego spłukiwać. Zaczynasz od dzisiaj. Powodzenia - Uśmiechnąłem się do niego na pożegnanie.

wtorek, 29 stycznia 2013

Od Zuko: Coś ze mną nie tak!

Cały czas potwornie się czuję. Tak, dziwnie często obraz się rozmazuje, ledwo stoję i nie wiem, co się za mną dzieje. Ciągle byłem przymulony i bolała mnie głowa. Siedziałem ze wszystkimi i rozmawialiśmy przy ognisku, myśląc o tym, kiedy Marchesa wróci. Był wieczór i wszyscy już poznali Fever i Celenojis. Jedna z nich była ambitna, a druga tajemnicza. Nasza wataha była już bardzo duża, bo w końcu to już trzydzieści jeden wilków, a za szczeniętami pięćdziesiąt trzy. To naprawdę duża wataha. Przy ognisku było naprawdę miło, tylko szkoda, że nie było Exaliosa. Musiał leczyć rany Nela. Odalis zaczęła mówić do Fever:
- Co się z tobą, działo zanim tu przyszłaś?
- Żyłam na farmie, ale trochę się tego wstydzę.
- A jak tam jest? – zapytała ciekawie Vickey. – Ciekawie, czy może przeciwnie?
- No wiesz, na początku było całkiem dobrze, ale potem dzikie wilki zaczęły się ze mnie nabijać. To było bardzo przykre, no więc uciekłam, powędrowałam na południe i znalazłam się tutaj.
Potem usłyszeliśmy jakiś szelest. Jakby ktoś tu szedł, jakiś wilk. I faktycznie to była wilczyca. Nagle wyszła zza roślin. Od razu zaczęła mówić:
- Jestem Lightning. Gdzie jest wasza Alfa?
Odalis wyszła i powiedziała:
- Alfy nie ma. Ale o co chodzi?
- Chciałabym dołączyć do waszej watahy. Czy mogę?
- Tak – mówiła miło Beta. - Jaki chcesz objąć zawód?
- Mogłabym zostać zielarzem?
- Musi na to wyrazić zgodę Najwyższy Szaman.
-To ja zaczekam…
Nagle jakoś tak dziwnie zakręciło mi się w głowie, obraz zaczął się rozmazywać i straciłem przytomność jednocześnie boleśnie padając na ziemię…

Exalios, dokończysz? Proszę.

Od Exaliosa: Rany Nela

Przyjrzałem się uważnie Nelowi. Był w bardzo złym stanie.
- Znalazłaś go w rzece, tak? - spytałem poddenerwowaną Sie.
- T-tak - wyjąkała.
- Sądzę, że malca zainteresował nurt rzeki, podszedł do niej i wpadł - rzekłem - a ponieważ płynie wartko, a brzegi są wysokie, tak, że nawet dorosłe wilki mają problem z wydostaniem się niej, Nel bezradnie obijał się o ostre kamienie i inne przeszkody w rzece, dlatego jest taki pokaleczony. Długo, bardzo długo będzie musiał być u mnie. Obawiam się, że może umrzeć. W takim stanie...
Wilczyca zaszlochała.
- J-jak d-długo u ciebie z-zostanie?
- Hm... Z miesiąc, najkrócej, ale i to jest mało prawdopodobne - stwierdziłem po chwili zastanowienia.
Sia nie umiała powstrzymać łez. Było mi jej żal.
- Niestety... Nic na to nie poradzę. Nic. Jestem w tej kwestii bezradny. A teraz wybacz, ale musisz opuścić moją jaskinię. Do odwołania, Nel jest w izolatce i nikt, oprócz mnie i osób, którym pozwolę, nie może go odwiedzać. A dla wyjaśnienia, pozwolę tylko moim asystentkom i, bardzo rzadko, tobie. - Spojrzałem jej w oczy. - Niestety, tak musi być.
Sia wyszła z groty bez słowa.
- Navi! - krzyknąłem w głąb jaskini. Wilczyca wyłoniła się z ciemności. - Idź po zioła. Takie do ran. Wiesz, o co mi chodzi. Vickey! - zwróciłem się do jej towarzyszki. - Przynieś mi bandaże i tą fioletową maść.
Nawet w nocy nie przestawałem zajmować się ranami malca. Rano, kompletnie wyczerpany, poleciłem wilczycom zajmować się szczeniakiem i nikogo nie wpuszczać.

Od Sii: Pierwsza katastrofa

Leżałam w legowisku, a szczeniaki bawiły się z Sanem. Po jakiejś godzinie brat przybiegł do mnie.
- Sia! Jeden ze szczeniaków uciekł!
- Który?
- Nie wiem! Chodź! - Machnął łapą i zaprowadził mnie do szczeniaków.
- Bones, Melly, Hybris... - Zacięłam się. - Nie ma Nel!
- Zostanę ze szczeniakami, a ty idź! - krzyknął. Ja wybiegłam jak najszybciej z jaskini. Biegłam co sił w łapach. Najgorsze myśli przychodziły mi do głowy. Zatrzymałam się na polanie. Było tam kilka stworzeń. Były inne wilki, jednorożce, pegazy, jelenie, sarny, gryfy i inne. Stałam, nie wiedząc, co robić. Łzy napełniły moje oczy. Nagle podbiegły w moją stronę dwa jednorożce.
- Czy coś się stało? - zapytały.
- Tak! Szukam mojego syna.
- Pomożemy ci.
- Dobrze - Nie mogłam się opanować. Wybuchnęłam głośnym płaczem.
- Jak wyglądał?
- Był brązowy, miał czarne łapy i jasne pręgi na grzbiecie - Jednorożce zaczęły nasłuchiwać. Złączyły rogi i nagle wyświetlił się obraz, gdzie znajduje się mój syn. Teraz łzy napełniły moje oczy pozytywnie. Podziękowałam i pobiegłam co sił w nogach. Dobiegłam do rzeki. Leżał prawie na samym środku. Ucieszyłam się, bo oddychał. Lecz coś ucisnęło mnie w serce, bo Nel był prawie cały we krwi. Moją mocą sprawiłam, żeby woda przestała płynąć. Ale potok był tak szybki, że sama musiałam wejść do rzeki. Wlazłam na wystającą wysoko skałą i złapałam mojego syna. Wyciągnęłam go z wody, a on zaczął się budzić. Żył. Ulżyło mi bardzo. Wzięłam Nel do pysku i z ulgą poszłam do jaskini. W niej chwilę patrzałam na jego rany i zaniosłam do Exaliosa. Myślałam, że może mi pomóc...
CDN
< Exalios?>

Od Fever: Rozmyślania

Biegłam przez las otaczający Magiczną Dolinę. Starałam się biec jak najszybciej w łapach, by przyzwyczaić się do życia z wilkami. Pewnie nigdy im nie dorównam, ale co tam. Po chwili jednak zwolniłam trochę, bo niestety nie posiadałam tak dobrej kondycji fizycznej jak reszta watahy. To pewnie przez to mieszkanie na farmie, gdzie nie musiałam biegać za jedzeniem, bo ono przychodziło do mnie. Otrzepałam się, bo całe futerko miałam w śniegu, przez to było mi zimno. Otarłam się o gałęzie. Cudownie było mieszkać tam samemu bez nikogo. Tylko z wilkami. Przystanęłam sobie pod rozłożysta sosną, gdzie nie padał na mnie śnieg. Ostrożnie położyłam się przy pniu, by nie spadł na mnie śnieg z gałęzi drzewa.
Nigdy nie lubiłam śniegu. Miałam z nim liczne wspomnienia z dzieciństwa, szczególnie gdy jeszcze bawiłam się z moim rodzeństwem. Byli oni ode mnie więksi i często zakopywali mnie w zaspach. Na szczęście była przy mnie mama, która zawsze ratowała mnie z takich sytuacji. Tęskniłam za nią, ale niestety ona nie mogła uciec z farmy, bo ludzie przywiązali ją łańcuchem do płotu. Na szczęście teraz tutaj mam swoja rodzinę, wśród prawdziwych wilków. Teraz będę mieszkała razem z nimi i myślę, że nie będzie mi wcale tak źle. Już poznałam Zuko i Odalis i wydają mi się bardzo mili. Polubiłam ich, bo nie traktowali mnie za gorszą od siebie. Było to bardzo przyjemne, że wilki, które kiedyś traktowały mnie jak wyrzutka, teraz przyjęły mnie do swojego stada. Nigdy czegoś takiego nie czułam.
Rozejrzałam się dokoła. Magiczna Dolina to najpiękniejsze miejsce, jakie kiedykolwiek widziałam. Wszędzie było pełno wilków, w śniegu wszędzie można było dostrzec ślady ich łap. Polubiłam to miejsce i cieszyłam się, ze mogę tutaj robić co chcę, bez kontroli człowieka. Powoli podniosłam się i ruszyłam w stronę legowisk. Czas wrócić do domu.

Od Mrocznego: Przygotowania do wyprawy

Wbiegłem do swojej jaskini i w pośpiechu zacząłem przeglądać wszystkie kąty w poszukiwaniu rzeczy potrzebnych do naszej wyprawy. Nie wiedziałem dokładnie, gdzie Navi chce iść, ale zdałem się całkowicie na nią. W sumie cieszyłem się na myśl o naszej wspólnej wędrówce, bo nie mogłem już wytrzymać na terenie watahy. Troszkę pozwiedzam sobie ten wielki świat.
W niewielkim zagłębieniu znalazłem mięso, które przechowywałem na czarną godzinę, gdy na przykład zabrakłoby jeleni w okolicy. Stwierdziłem, że na naszą wyprawę mogę je wziąć, gdybyśmy nie mogli nigdzie znaleźć zwierzyny. Na razie jednak niech jedzenie leży tutaj, bo jest to całkiem chłodne miejsce. Będzie później lepsze do jedzenia.
Usłyszałem za sobą szelest, czyli że ktoś znalazł się w mojej grocie. Odwróciłem się, licząc na to, że to Navi wpadła mnie odwiedzić, ale niestety nie była to ona. W wejściu do mojego mieszkania stał szaman watahy, Exalios. Przyglądał mi się uważnie. Stłumiłem westchnięcie i nieznacznym ruchem wsunąłem mięso do mojej małej spiżarki.
- Witaj - przywitałem się grzecznie, bo to jest jednak szaman. - Coś się stało? - zapytałem z udawaną ciekawością.
- Nie, przyszedłem sprawdzić, czy zdrowiejesz - odparł wilk i podszedł do mnie. Zamarłem w bezruchu, by Exalios mógł mi się przyjrzeć. Ciągle jednak bacznie go obserwowałem. Nie mogłem mu powiedzieć o planowanej wyprawie, bo Navi chciała chyba powiedzieć o niej tylko Odalis. Milczałem więc jak zaklęty.
- Widzę, że ci się polepszyło - stwierdził fachowym tonem wilk. Kiwnąłem głową.
- Tak, czuję się już o wiele lepiej - powiedziałem najbardziej przekonującym tonem, na jaki mnie było stać. - Myślę, że już wyzdrowiałem - dodałem po namyśle. Exalios pokiwał łbem.
- Zgadza się, ale nie możesz się za bardzo przemęczać. To znaczy, żadnych dalekich spacerów czy długiego biegania. Na razie musisz trochę mniej ćwiczyć - powiedział, przyglądając mi się uważnie. Jego słowa mnie zaniepokoiły. Jeżeli dowie się o naszej wyprawie, to na pewno nie zgodzi się, żebym w niej brał udział. Miałem teraz argument, żeby nikomu o niej nie mówić. Przytaknąłem szamanowi, ale nie odezwałem się. Exalios spojrzał na mnie, a potem odwrócił się do wyjścia.
- Nie przemęczaj się - dodał jeszcze na pożegnanie.
- Tak, wiem. Nie jestem zmęczony - powiedziałem, uśmiechając się pod nosem. Wilk wyszedł z groty. Odetchnąłem z ulgą. Znowu zacząłem biegać po grocie i szukać potrzebnych mi rzeczy. Tak minął mi cały dzień.

Profil wilczycy Lightning

Imię: Lightning
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: zielarz
Partner: szuka
Rodzina: matka Elfluksja, ojciec Piorun, siostra Chiqita, siostrzeniec Flash (jej rodzina to alfy, ale w innej watasze)
Żywioł: elektryczność
Umiejętności: teleportacja, gdy chce, w dane miejsce może strzelić piorun, umie używać magii
Opis: Jest spokojna, odpowiedzialna, wytrwała, zacięta oraz opiekuńcza. Magii nauczyła się od matki, a potem odeszła z watahy w poszukiwaniu nowych znajomości.

Od Odalis: Rozmowy

Spacerowałam sobie wzdłuż Kryształowej Rzeki. W pewnym momencie dostrzegłam jakiś ruch w zaroślach Zakazanego Lasu. Postanowiłam sprawdzić, co to jest.
Ostrożnie posuwałam się na przód. Tajemnicze zwierze zaczęło uciekać. Rozpoczęła się pogoń. Ponieważ biegam szybko jak wiatr, błyskawicznie je dogoniłam.
Kiedy powaliłam osobnika okazało się, że jest wilkiem.
- Czego tu szukasz? - zapytałam oszołomionego wilka.
- Szukam... Szukam jakiejś watahy. Jestem Celenojis.
- Ja jestem Odalis. Czy zechaciałabyś dołączyć do mojej watahy?
- O... Oczywiście! Dziękuję ci!
Odprowadziłam wilczycę do watahy, gdy przybiegła do mnie Victoria. Uważnie wysłuchałam, co ma mi o powiedzenia.
- Wiesz - zaczęłam - sądzę, że to sprawka Evilana.
- Evilana?!
- Tak. Pamiętasz, jak oszalałam? To przez niego. A teraz on chce mnie zabić, ale ponieważ jestem nieśmiertelna, uznał, że wykończy mi przyjaciół - mówiłam spokojnie, jakby to była najzwyklejsza pogawędka.
- To... Co ja mam zrobić?
- Musisz być silna. Wytrzymać to. Nie poddaj się - Uśmiechnęłam się smutno.

Od Victorii: Sen

Po kłótni z ojcem zrobiłam się bardzo senna. Gdy położyłam się spać, przyśniła mi się Melody.
Przede mną stała wstrząśnięta Melody. Ciągle coś mówiła, jednak ja nie zrozumiałam nic z tego bełkotu.
- Victoria, ratuj ojca! - W końcu krzyknęła.
- Ale co się stało? - Byłam zaniepokojona tym, co powiedziała Melody.
- On chce się zabić! Twierdzi, że nie ma po co żyć, gdy stracił mnie i ciebie.
- Ale gdzie on jest? - Byłam wstrząśnięta tak samo jak Melody.
- Na Biegunie Północnym.
- Ale co on tam robi? - Zdziwiłam się.
- Chcę się utopić i zamarznąć w wodzie.
- Czekaj... Skąd ty to wszystko wiesz? - Najbardziej to mnie zaskoczyło.
- Umiem przewidywać przyszłość. Pośpiesz się, zanim będzie za późno. Weź ze sobą przyjaciół, sama nie dasz rady.
- Dobrze, dzięki że mnie ostrzegłaś!

Obudziłam się i szybko zaczęłam przygotowywać prowiant i potrzebne rzeczy. Po chwili do jaskini wpadł Exalios.
- Co ty wyprawiasz?
- Muszę się spakować i ratować ojca!
- Czekaj... Chodzi ci o czarnego, starego wilka?
- Tak. Skąd wiesz jak wygląda...
- Czeka na zewnątrz.
- Że jak to? -  Zatkało mnie.
- Wczoraj wieczorem wrócił tu przeprosić cię. Gdy zobaczył, że śpisz, postanowił poczekać do rana.
- Nie, niemożliwe. Przecież...
- Ja już muszę iść. Pa - Wyszedł z jaskini. Byłam wstrząśnięta. Raz ta fałszywa wizja, potem ten sen... Komu tak zależy, żeby mnie się pozbyć? Może Odalis będzie coś wiedzieć...

Od Zuko: Fever

Ostatnio miewam dziwne zachcianki. Znów przyszła kolej na tego typu zachciankę. Miałem dziwne przeczucie, że ktoś nas dziś w nocy zaatakuje. Była dokładnie druga nad ranem. Nie mogłem spać i nerwowo chodziłem. Wreszcie wyszedłem przed nasze legowisko. Spojrzałem na ten piękny księżyc, ale niestety to nie była pełnia. Patrząc na niego, znów pokazała mi się tak bardzo szybko wizja z ojcem, Vickey, małymi i wrogami. Dziwnie i niespodziewanie zabolała mnie głowa. To był taki naprawdę porządny ból, ale bolało tylko wtedy, kiedy powtórnie widziałem ten koszmar i chwilę po nim. Przez chwilę myślałem, że zaraz stracę przytomność. To pewnie przez tą wizję i strasznego Wilka Cienia. Z nieznanych mi powodów coś kazało mi iść do lasu. Więc ruszyłem się z miejsca i poszedłem tam. Było ciemno i ledwo coś widziałem. Na szczęście czuję wibracje. Więc wiem, co gdzie się znajduje. Mógłbym nawet oślepnąć na całego i i tak bym widział. Aczkolwiek wolę widzieć mimo to. Nie wiedziałem, czemu poszedłem do tego głupiego lasu. Chwilowo obraz zaczął mi się rozmazywać i myślałem, że coś ze mną nie tak. Miałem ochotę wrócić do legowiska, ale dzika chęć pozostania w lesie wygrała. Szedłem w niewiedzy. Nie wiedziałem, co ja w ogóle robię w lesie? Kiedy tak chodziłem, wyczułem wibracje jakiegoś wilka. Prawdopodobnie była to samica, takie rzeczy także da się wyczuć. Cały czas było mi słabo, ale ja nadal jestem na naszym terenie i ona na jej nieszczęście też. Czułem ją bardzo dokładnie, cały czas się zbliżała, idąc w moim kierunku, a ja w jej. Schowałem się za krzakami, kiedy tylko doszła do miejsca, w którym byłem. Cały czas czaiłem się na nią, żeby ostatkami sił skoczyć i zaatakować. Jednak ona mnie zobaczyła, więc wyszedłem z zarośli. Po tym przybrałem pozycję do ataku. Ona jednak stała spokojnie.
- Spokojnie – zaczęła, mówiąc nawet wesoło. – Ja nie chcę walczyć. A tak poza tym przegrałbyś, widzę, że jesteś słaby.
- Dobra. Ale czego tu szukasz?!
- No mówię… Spokojnie. Szukam jakiejś dobrej watahy. Od dłuższego czasu jestem sama. A z watahą zawsze jest lepiej. Należysz do jakiejś? Ta dolina jest przepiękna!
- Tak, należę. Wiem, że dolina jest piękna. Ale ja cię nie przyjmę.
- Dlaczego?
- Nie mam do tego prawa. Nie jestem Alphą, Bethą, Gammą ani nawet Deltą. Ja jestem tylko zwiadowcą. Ale nawet nie wiem jak się nazywasz.
- Wybacz. Jestem Fever.
- Ja Zuko. Słuchaj, możemy przeczekać do rana. I wtedy przyjdziemy do Bethy, bo Alphy przez dłuższy czas nie ma.
- N-no do-dobrze. Ale chyba nie tutaj?
- No nie, pójdziemy na dokładniejszy teren Watahy Magicznej Doliny. Tam będzie nocleg i jutro Odalis cię przyjmie. Może tak być?
- Tak, oczywiście. To idziemy?
- Tak, chodź.
Spojrzała na mnie dość dziwnie i zapytała:
- Czy ty aby na pewno się dobrze czujesz? – spytała z podejrzliwością.
- Nie – powiedziałem cicho i strzeliłem sobie plaskacza po pysku. – To znaczy… Tak. Nie martw się o mnie.
- Ooookeeej.
Poszliśmy na teren watahy (dokładniejszy teren) i ona szybko zasnęła. Dla mnie to była masakrycznie długa noc. Nie mogłem spać i co jakiś czas obraz zaczynał mi się rozmazywać, ale jednak ciągle stałem na łapach (ledwo). Kilka długich godzin bezczynnego siedzenia pod własnym legowiskiem. Dałoby się zwariować, ale nie miałem na to siły. Doczekałem się nareszcie rana. Odalis podeszła do mnie i Fever.
- Kto to jest? – spytała nieco podejrzliwie.
- Jestem Fever. Proszę o wstąpienie do watahy. Jeżeli mnie przyjmiecie to chciałabym objąć zawód łowcy.
- Więc, dobrze. Jesteś naszym nowym łowcą. Z chęcią cię przyjmiemy. Chodź, musisz poznać watahę, liczymy sobie ponad trzydzieści wilków, licząc teraz już także ciebie. Witaj w Watasze Magicznej Doliny.
THE END

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Profil wilczycy Celenojis



Imię: Celenojis
Płeć: samica
Wiek: około 4 lata
Zawód: łowca
Partner: szuka
Żywioł: ogień
Umiejętności: ogniste skrzydła, niewidzialność i podpalenie (tylko wroga)
Opis: Jest tajemnicza, możesz jej zaufać, niecierpliwa, skromna.

Od Marchesy: Przewodnicy

- Potrzebuję przewodników - ogłosiłam, gdy weszłam w sam środek legowisk obcej mi watahy zamieszkującej obrzeża Białej Puszczy.
Wilki otoczyły mnie ciasnym kołem. Byłam tu obca. Zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno inteligentnie było tak po prostu wtargnąć na ten teren? Oni są odcięci od innych watah. Dzieli ich od nich Biała Puszcza zamieszkana przez ludzi, przez którą ledwo się przedarłam. Te wilki mogą być nieobliczalne!
- Chodź, porozmawiamy o tym w jaskini. - Podszedł do mnie jakiś przyjazny osobnik z uśmiechem na pysku. Odetchnęłam z ulgą.
- Przedstawmy się sobie - powiedział, gdy usadowiliśmy się w jego mieszkaniu.
- Marchesa.
- Bryce z domu Lyi. A jak nazywa się twój ród?
Spuściłam wzrok. Odezwałam się cicho:
- Moimi rodzicami byli Sarita i Gaspar Anspeire.
- Chyba obiło mi się o uszy - mruknął Bryce i dodał, zanim zdążyłam się zapytać o to: - Przejdźmy do rzeczy. Jestem tu gammą i mogę ci załatwić przewodników. Tylko dokąd chcesz się dostać?
Postanowiłam nie owijać w bawełnę.
- Muszę się dostać do krainy zwanej Głębią Lasu, gdyż powiedziano mi, że tam znajdę Starego Wilka.
Mojemu rozmówcy poszerzyły się źrenice.
- To niebezpieczna droga - zaczął cicho. - Nie wiem, czy moi przewodnicy zgodzą się tam wybrać. To wymaga sowitej zapłaty.
- Nie ma problemu - powiedziałam, wpatrując się w niego nieruchomo.
- Głębię Lasu zamieszkują Zewnętrzni i Wewnętrzni. Z Zewnętrznymi się czasem spotykamy, jednak zwykle kończy się na kłótni, bo obie nasze grupy okazują sobie pogardę. O Wewnętrznych zaś nic nie wiemy. Nikt ich nigdy nie widział, a Zewnętrzni nie przepadają za odwiedzaniem ich jeszcze bardziej, niż nas. To raczej respekt, nie wstręt.
- Daj mi przewodników do Zewnętrznych. Potem sobie poradzę. Poproszę tych o pomoc.
- Jak chcesz. Tylko, że moje wilki zaprowadzą cię w jedną stronę. Nie odpowiadam za to, jak wrócisz i czy.
Nie poruszyłam się.
- Wiem.
Wraz z dwoma wilkami następnego dnia rano opuściłam watahę. Kierowaliśmy się w górę pobliskiej rzeki, ku Wilkom Zewnętrznym Głębi Lasu.

Profil wilczycy Fever

Imię: Fever
Przydomek: Nightmare
Płeć: samica
Wiek: 1,5 roku
Zawód: Łowca
Partner: szuka
Rodzina: w innej watasze
Żywioł: Woda
Umiejętności: hipnoza (potrafi kogoś zahipnotyzować i zmusić by robił to, co ona mu każe), w każdą noc 24 dnia miesiąca Fever zmienia się w demona i nie panuje nad sowim ciałem, potrafi oddychać pod wodą.
Opis: Fever ma puszystą, białą sierść. Stojące uszy, podłużny pysk. Można ją pomylić z psem, ale to czystej krwi wilczyca. Ma jasne, błękitne ślepia. Czasami, gdy działają na nią silne emocje, zmieniają kolor na filetowe... Ale to może tylko przez grę świateł, nie wiadomo. Na prawej, przedniej łapie ma czerwony bandaż, zakrywający bliznę, której doznała od strzału z karabinu człowieka.
Fever jest cichą i opanowaną wilczycą. Zanim coś zrobi, musi dokładnie wszystko przemyśleć. Jest z natury myślicielką. ie lubi popełniać błędów, a gdy już takowe jej się zdążą, dąży do tego, by wszystko naprawić. Nie przepada za towarzystwem innych wilków. Jest bardzo ambitna.
Fever urodziła się na farmie, w towarzystwie ludzi. Jej matka, została porwana i oswojona, gdy Fever była jeszcze w brzuchu. Za to jej ojciec był Samcem Alfa pobliskiej watahy wilków. Często widywała go pomiędzy drzewami, gdyż ten odwiedzał je. Uwielbiała te ich krótkie spotkania. Wiedziała, że jej matka kocha ojca i to z wzajemnością. Jedyną przeszkodą do ich szczęścia był fakt, że one dwie były zamknięte u ludzi i nie mogły żyć z tatą. Czasami jej starsze rodzeństwo odwiedzało ją, ale zawsze uważali ja za gorszą, bo żyła u ludzi. To pewnie stąd wzięła się jej niechęć do innych wilków.
Życie u ludzi nie było złe. Jej właściciel dbał o swoje zwierzęta, więc Fever codziennie była głaskana i czyszczona. Żyła tam zaledwie pół roku, ale zdążyła się wiele nauczyć. Matka i ojciec uczyli ją wielu rzeczy, choć ten drugi widział się z nią bardzo rzadko. W końcu Fever pożegnała się z matką, bo nie wytrzymywała już życia na farmie. Chciała mieszkać z innymi dzikimi wilkami. Uciekła więc pod osłoną nocy, a gdy trafiła tutaj, postanowiła zostać i zamieszkać.

niedziela, 27 stycznia 2013

Od Navi: Stworzenie "Dobrej Łąki"

- Więc... - zaczęłam. – Ja jeszcze się zastanowię... Muszę zapytać kogoś o radę...
- Dobrze, nie śpiesz się – powiedział spokojnie Exalios. 
"Chciałabym zostać szamanką, to moje marzenie od dłuższego czasu... Jednak nie chcę, by moi przyjaciele patrzyli na mnie, jakbym była lepsza, zwłaszcza Veckey... Miałabym mniej czasu dla Mrocznego i nie mogła bym podróżować... a tak to kocham – zaczęłam rozmyślać jaką decyzję podjąć. – Gdyby Marchesa tu była... Wiedziałaby, co zrobić... Naprawdę za nią tęsknię..."
Zaczęłam zmierzać w kierunku łąki, jeśli można było to tak nazwać... Ludzie wycieli wszystkie drzewa, wydeptali trawę, nie śpiewał ani jeden ptak. A ponieważ łąka to moje ulubione miejsce, zaczęłam wszystko "naprawiać". Dotknęłam łapą ziemi, na której po chwili wyrosła piękna, gęsta, zielona trawa, już było trochę weselej, jednak nie było ani jednego drzewa... Podeszłam w miejsce, w którym miało powstać drzewo i wypowiedziałam zaklęcie "drzewo moje miłe, urodziwe... wzywam cię tu, byś tu, byś tu rosło przez setek lat, przez miliony dni, by wiele pokoleń mogło cieszyć się tobą”, po wypowiedzeniu tego zaklęcia wyrosło piękne, duże drzewo, a obok niego następne i następne. Łąka wyglądała już lepiej... jednak czegoś brakowało... ptaków, które pięknie śpiewały oraz zwierząt... Jednak jeśli pojawią się tu zwierzęta, na które wilki będą polować, drzewa znikną, trawa stanie się brzydka i nie będzie miała już takiego koloru jak teraz... Taki jest warunek życia, jaki dają Wilki Ziemi, mogą dać życie roślinom, zwierzętom, jednak one i istoty wokół nich nie mogą stracić życia... Więc stworzę niewidzialne mury, które nie wpuszczą tu żadnej złej istoty, choćby była potężna, potężniejsza od boga i tak tu nie wejdzie... Jednak wymaga to mocy całej watahy... Ale jak ich wszystkich przekonam? Poproszę o pomoc Exaliosa, może jego posłuchają...

Dokończy Exalios

Od Exaliosa: Tabu

Właśnie sprzątałem swoją jaskinię, kiedy podeszła do mnie Vickey z bardzo poważną miną.
- Exalios... - zaczęła nieśmiało i umilkła.
- Spokojnie, możesz kontynuować - zachęciłem ją.
- No więc... Bo... Ja... Ja bym chciała zostać zielarką - powiedziała cicho i spojrzała na mnie błagalnie.
Zadumałem się głęboko.
- Tak... Zgadzam się. Witaj jako zielarz. - Uśmiechnąłem się do niej.
- Dziękuję - zawołała radośnie i wybiegła z jaskini.
Ja zaś skierowałem swe kroki ku legowisku Navi, mojej pierwszej zielarki.
- Witaj - rzekłem w wejściu.
- Witaj - odpowiedziała mi wilczyca - co cię tu sprowadza?
- Muszę cię o coś spytać. Otóż uznałem, że bardzo dobrze się sprawujesz. Mogłabyś zostać szamanką.
Dostrzegłem w oczach Navi błysk radości.
- Navi - powiedziałem poważnie. - Będę szczery. Jeśli zdecydujesz się na to, możesz potem żałować. Szamani nie mają przyjaciół. Nie spotykają się na zabawy. Wilki czują przed nimi respekt. Otacza ich tabu. Jeśli zostaniesz szamanką, przyjaciele już nigdy nie będą patrzeli na ciebie tak, jak dotąd. Każdy czuje respekt przed Mocą.
- Moi przyjaciele mnie nie opuszczą - oświadczyła po krótkiej chwili.
- To prawda. Pomogą ci, kiedy będziesz potrzebowała. Doradzą. Ale wasze relacje nie będą już takie same. Spójrz na mnie. Mam tylko Odalis i dzieci. Niektórzy szamani, a ci należą do najpotężniejszych, nie mają nikogo. Dlatego mówię ci: dobrze się zastanów, czy chcesz obrać tą drogę, bo potem nie będzie już odwrotu. Mówię ci to, bo chcę, żebyś nie musiała potem tak cierpieć.
Navi wyglądała, jakby trochę niedowierzała. Miałem nadzieję, że zrozumiała to, co tak bardzo chciałem jej przekazać.
- Więc... - zaczęła Navi.

Dokończy Navi.

Od Navi: Tak jak codzień, no prawie...

- Naprawdę?! - Rzuciłam się naszyję Mrocznego. – Dziękuję! - powiedziałam i dałam mu buziaka w policzek.
- To kiedy idziemy? - zapytał, spoglądając na mnie spokojnie.
- Niedługo, może za kilka dni... Pll... - zająkałam się. – Plllanowałam wziąć Odalis, ale teraz, kiedy Marchesy nie ma, to ona rządzi całą watahą i gdy ona pójdzie z nami, nie będzie nikogo, kto będzie mógł tu rządzić, więc jej nie weźmiemy – powiedziałam, bez ani jednej przerwy na oddech.
- W takim razie idziemy sami. – Na jego pyszczku pojawił się uśmiech.
- Co cię tak śmieszy? - zapytałam po dłuższej chwili.
- Nic, absolutnie nic... - Na jego pyszczku pojawił się jeszcze większy uśmiech, po czym usłyszałam "spadającą" wodę! Tak, tak. To kolejny jego żart! Tym razem przywiązał wiaderko do sufitu i pociągając za sznurek wylał jego zawartość na mnie!
- Osz ty! - krzyknęłam, jednak nie było go już obok mnie, uciekał przede mną i dobrze zrobił, jak ja go dorwę! Ruszyłam w jego kierunku, jednak wiadomo, że samce są odrobinkę, bardzo małą odrobinkę, taką naprawdę małą odrobinkę... zaraz... o czy ja mówiłam...? A! No tak, taką naprawdę malusieńką odrobinkę silniejsi i szybsi, tak troszeczkę! Jednak również wiadomo, że samice są sprytniejsze! Więc pędził on kilka metrów przede mną prosto w moją pułapkę, w którą miał złapać się jutro. Zagoniłam go tam i... złapał się!Wpadł w siatkę! Wisiał do góry nogami na drzewie.
- Jesteśmy kwita! - powiedziałam z uśmieszkiem i powoli zaczęłam odchodzić.
- Navi? Navi?! Czekaj, nie zostawiaj mnie tu!
- Czyżbyś się bał? - zapytałam, nie odwracając się. Wytężyłam umysł i kazałam rośliną rozplątać siatkę, po czym usłyszałam wielkie „BUUUUM!”, Mroczny spadł! Tak! O to chodziło!
- Bardzo śmieszne! - powiedział goniąc mnie.

Od Unrivy: Pokaz

Obudziłam się. Całe moje ciało było zabandażowane. Nade mną stała Navi. Po kilkuminutowej rozmowie wyszła z jaskini, bo miała "randkę" z Mrocznym. Zostałam z Vickey. Posłałam jej zabójcze spojrzenie. Chyba się przestraszyła, bo zaraz się pożegnała i wyszła. Kilka minut poleżałam jeszcze w jaskini, ale miałam ochotę wyjść. W końcu nie wytrzymałam i wstałam. Nagle w progu jaskini zauważyłam Exaliosa.
- A ty gdzie się wybierasz ? - zapytał.
- Ja... Umm... Nigdzie... - Uśmiechnęłam się przepraszająco.
- Co ci przyszło do głowy, żeby sobie wskakiwać do wodospadu? - powiedział.
- Kamienie były śliskie... - powiedziałam.
- Eeeh... - powiedział wilk. - Dziś święto Wilków Powietrza. Wieczorem będzie pokaz. Teleportować cię?
- Byłoby mi bardzo miło - Uśmiechnęłam się.
- Muszę iść pozbierać zioła. Wieczorem wrócę i się teleportujemy. Nigdzie nie wychodź! - powiedział Exalios i wyszedł z jaskini.

* * * * *

Wieczorem Exalios wrócił. Miał pełno ziół i ziółek w wielkim liściu.
- To co? Teleportujemy się? - zapytał.
- Jestem gotowa... - odpowiedziałam.
Zamknęłam na chwilę oczy. Gdy je otworzyłam, już byłam na polanie. Na jej środku stała Odalis i reszta wilków powietrza z naszej watahy.
- Więc są wszyscy! - krzyknęła Odalis. - Zaczynamy!
Zaczęła grać muzyka. Navi stukała patykami o kamienie. Wiry i podmuchy powietrza! To było takie wspaniałe! Płatki śniegu leżące na ziemi wirowały z wilkami. Fascynujące. Po kilku godzinach wróciliśmy z Exaliosem do jaskini.
- To było świetne. - Ziewnęłam.
- Rzeczywiście... - mruknął Exalios.

Od Onalii: Miłość od pierwszego wejrzenia

Pewnego poranka biegałam samotnie przez las, biegłam tak szybko, że nie spostrzegłam przebiegającego koło mnie wilka. ,,Ej, uważaj'' nagle usłyszałam jakieś głosy i w jednej chwili zatrzymałam się, by sprawdzić, kogo to głos. Gdy się obróciłam, nikogo za mną nie było. W pierwszej chwili wydawało mi się, że się przesłyszałam, ale nagle ktoś wyskoczył zza krzaków i przyciął mi ogon, a ja wrzasnęłam jakby od niechcenia.
- Cześć, jestem Nicko, a ty??? - zapytał.
- Ja Onalia, co ty tu robisz??? - odpowiedziałam.
- Jestem na polowaniu.
- A ja na porannym biegu.
Od razu zauważyłam, że ma piękne oczy i nagle poczułam takie cudowne uczucie w brzuchu i jednocześnie wiedziałam, że muszę coś powiedzieć:
- Ja jestem z Magicznej Doliny, z jakiej ty jesteś, bo nigdy cię nie widziałam?!
- Napewno nie z tej - odpowiedział i szybko odbiegł widząc moją babcię.
Przez całą noc myślałam o ,,tajemniczym'' Nicko. Rano pobiegłam znowu do tego samego lasu, co wczoraj, z myślą, że go zobaczę, ale po kilkudziestu minutach czekania odpuściłam. Następnego dnia wstałam i zobaczyłam go na skale w Magicznej Dolinie i od razu podbiegłam do niego ucieszona. Rozmawialiśmy razem cały dzień i...

Od Victorii: Urodziny

Dzisiaj są urodziny mojej mamy. Poprosiłam Exaliosa o kolejną rozmowę z nią. Bez zastanowienia zgodził się i znów mogłam spędzić z nią jej urodziny. Nawet, jeżeli potrwa to parę minut. Spojrzałam na lustro. Po paru chwilach ujrzałam moją mamę.
- Wszystkiego najlepszego! - wykrzyknęłam.
- Pamiętałaś... Dziękuję. - Uśmiechnęła się. - Gdybym była z tobą, od razu bym cię przytuliła.
- Ja też. Mamo, mam problem. - Spojrzałam na nią smutnym wzrokiem. Nie chciałam w jej urodziny rozmawiać o moich sprawach.
- Jaki? - Trochę zaniepokoiła się.
- Nie wiem, co mam robić. Ostatnio nic nie jest takie same.
- W jakim sensie?
- Odkąd odwiedził mnie ojciec i Melody, bardzo za nimi tęsknię. Oni nie chcą tu zostać, a ja nie chcę opuścić watahy. To jakbym miała zostawić rodzinę.
- Nie wiem, jak mam ci pomóc. Twój tata ciebie nie odwiedza?
- Właśnie nie i to już od paru tygodni. Niepokoję się tym trochę... Co, jeżeli dołączyli do innej watahy i nigdy tutaj nie wrócą?
- Nawet tak nie myśl. Jeżeli Melody z Edmundem cię kochają, na pewno wrócą.
- Tak myślisz?
- Tak. Pamiętaj, zawsze, jak masz problem przyjdź do mnie. Muszę już kończyć. Pa.
- Pa.

*********

Po paru dniach jakiś wilk wszedł na nasz teren. Odalis już chciała zaatakować, ale ja ją powstrzymałam.
- To mój ojciec. - Nie mogłam wierzyć w to, co zobaczyłam. Szybko pobiegłam się z nim przywitać.
- Tato! - krzyknęłam.
- Victoria! - Przytulił mnie.
- A gdzie Melody? - po chwili zapytałam.
- Wiesz... Ona dołączyła do innej watahy.
- Jak to? - Nie mogłam uwierzyć w to, co usłyszałam. - Zostawiłeś Melody samą? Czemu nie zostałeś z nią? Co z ciebie za ojciec? - Byłam wściekła.
- Nie dawałem sobie z nią rady. Z resztą nie mogę do nikogo dołączyć, a Melody nie może ciągle wędrować ze mną. Nie mógłbym nauczyć jej wszystkiego.
- Może ty nie, ale ja tak. Nie wierzę, że mogłeś to zrobić! Nie wierzę! Moją jedyną siostrę!
- Nie wściekaj się tak...
- Jak mam się nie wściekać! Kolejny raz zraniłeś mnie i mamę! - krzyknęłam odbiegając. Nie mogłam uwierzyć w to, że nigdy nie zobaczę Melody. Nigdy nie wybaczę tego mojemu ojcu, nigdy. Przekroczył wszelką granicę. Poza tym, jak mógł zdecydować o czymś tak ważnym beze mnie? W końcu należę do jego rodziny, czy nie? Potrzebowałam wsparcia, kogoś, kto zechce mnie zrozumieć... Wtedy zrozumiałam, że tylko Cheryll była mi tak bliska. A jej nie ma...

Ogłoszenie - ludzie

Ponieważ niektórzy dalej piszą o ludziach w opowiadaniach, przypominam, że ludzi już nie ma w Dolinie. Dlatego historie, w których jest mowa o ludziach, nie będą zamieszczane.

Z Góry Harwene pozdrawia Was Beta Odalis
machająca drwiąco na pożegnanie łapą do ludzi.

Od Flame

Obudziłam się rano. Słońce wdarło się do mojej jamy. "Co dziś mamy? - zapytałam sama siebie. - Niedziela, to mogę sobie poleżeć. Nie, dzisiaj Dzień Wilków Powietrza" Zerwałam się na równe łapy. "Lecę do Luny" - pomyślałam i rzuciłam się pędem do przyjaciółki.
- Luna, wszystkiego naj...
- Dzięki, że pamiętałaś! - odpowiedziała uradowana.
- O, zaraz wracam.
- Dobrze - zdziwiła się. Wybiegłam na drogę, na której szli ludzie. ,,Możę coś znajdę..." i udało się. Śliczny niebieski naszynik. Pobiegłam do wilczycy i wręczyłam jej naszyjnik.Szczerze mówiąc, to sama bym go zatrzymałam, ale to jej dzień.

Od Zuko: Sam ze szczeniętami

Kiedy wróciłem z ćwiczeń na pokaz, Vickey przyszła do mnie nieco uśmiechnięta. Myślałem, że ma dla mnie jakąś zabawną (dla niej) niespodziankę. Podeszła z uśmieszkiem i powiedziała:
- Dzisiaj ty zostajesz z Taylorem i Nero. Ja w tym czasie pójdę spędzić czas z Victorią. Ty cały czas wychodzisz z legowiska i zostawiasz mnie samą z nimi do opieki. To także twoje dzieci.
- Ale-e czemu?! – Spytałem z przejęciem. –Ja muszę ćwiczyć do…
- Do czego? – Zapytała zaciekawiona samica. – Do CZEGO takiego musisz ćwiczyć?
- Eeee. Uch. Do niczego skarbie… Zostanę z nimi… To miłego dnia.
- Dzięki, nawzajem. Powodzenia.
Vick wyszła wraz z Victorią. Ja zostałem z małymi. Nie bardzo wiedziałem, co mam robić. Nigdy wcześniej nie opiekowałem się szczeniętami. Chociaż w sumie nie powinno być strasznie. Oni mają już cztery miesiące. Odwróciłem się do nich. I, mała co prawda, kula płomieni leci w moją stronę. Odsunąłem się odrobinę, żeby nie dostać. Ta kuleczka przeleciała mi prosto przed oczami. Ale muszę przyznać. To była piękna i mega udana kula.
- No brawo Taylor – Powiedziałem z zachwytem. –To była piękna kula ognia. Ale na następny raz nie strzelaj we mnie.
- Ja nie chciałem, żeby to poleciało na ciebie – tłumaczył się Taylor. – Ja zrobiłem kulę, która potem wypadła mi z pod kontroli. Musiałem ją wystrzelić albo bym się podpalił. Sorrki tata.
- Nie ma sprawy. Ale kiedyś będziemy musieli poćwiczyć. Tylko, że nie dzisiaj. Dobra chłopaki, co chcecie porobić?
- Jeszcze nie wiemy – Mówił Nero. – Ale posłuchaj, co robią ludzie. Jeden z nich złożył ręce na krzyż, zaczął skakać i coś śpiewał. Chyba coś takiego: „Oppa Gangam Stajl!”
- Ten zwyczaj jest trochę dziwny. Ale zaraz, zaraz… skąd wiesz, co się tam działo?
- Słyszałem od Taylora.
- Taylor. Masz mi coś do powiedzenia?
- Tak – Oznajmił Taylor. – Ja to słyszałem od Rose, która słyszała to od Caro, która dowiedziała się od Aishy, z kolei ona słyszała to od Lighta, który dowiedział się od swojej mamy Odalis, czyli twojej przyjaciółki z zawodu.
- W sumie, chciałem tylko wiedzieć skąd TY to wiesz. Ale to też może być. Ale co chcecie robić?
- Ja jestem głodny – Upomniał się Nero. – A ty, Taylor?
- No troszeczkę też. Tata!
- Co?
- Pójdziemy coś upolować?
- Tak, oczywiście. Skoro jesteście głodni. A co chcecie złapać?
- Zające wystarczą.
- To trzy. Dla was i dla mnie. Ok. To chodźmy. Sprawdzę teren, czy są gdzieś.
Wyszliśmy z legowiska i poszliśmy na polowanie. Szliśmy jakiś czas, szukając zajęcy. Taylor i Nero strasznie marudzili i musiałem ich nosić na grzbiecie. Z co najmniej dziesięć razu słyszałem z ich strony: „Tato! Zmęczyłem się, ponoś mnie!” albo na przykład „Tato! Zróbmy przerwę na siusiu! Bo ja zaraz popuszczę!” Po prostu nie do wytrzymania. Były trzy przerwy na siusiu i ¾ drogi musiałem ich nosić. A w tym wieku już trochę ważą. To była dla mnie ciężka (dosłownie) droga. Po jakimś dłuższym czasie znaleźliśmy całą masę zajęcy. Co najmniej z dwadzieścia.
- No, dobrze chłopcy. Widzicie te zające.
- Aha – Szepnął Nero. – Co teraz tato?
- Musicie być całkowicie cichutko. Bez najmniejszego szelestu. Schowajcie się w trawie, powolutku i cicho się przemieszczajcie. Potem musicie… Schowajcie się za mną! – Szepcząc wydałem polecenie. – Ktoś jest za konarem!
Po chwili przestałem czuć jego wibracje. Nie wiem, co się stało. Pewnie mi się wydawało. Po przez wibracje przeczesałem teren na całe trzydzieści kilometrów. Była sam zwierzyna. Żadnego żywego ani martwego wilka, więc wróciliśmy do polowań.
- Ok. Idźcie i przynieście trzy martwe zające.
- Nie zawiedziemy cię tato!
Młode poszły polować. Zrobiły wszystko, co im mówiłem profesjonalnie. Z początku nie mogli ich dogonić, ale potem przyśpieszyli i dogonili je bez problemu. Po pięciu minutach widziałem ich z trzema zającami. Jak na pierwsze polowanie, to świetnie im poszło. Zazwyczaj szczenięta mają duży problem, a im to wyszło za pierwszym razem.
- No świetnie się spisaliście. Te trzy zające są wasze. To znaczy… Dwa zjedzcie, a z trzeciego jak chcecie, to zrobię wam zabawkę.
- A ty nie chcesz tego trzeciego? – Zapytał jedząc Taylor. – Myśleliśmy, że ty go chcesz?
- Ja wam to powiedziałem, żebyście go upolowali. Jesteście świetni. A co do zabawki, zrobię ją wam za tydzień, na początek lutego. Dobrze?
- Tak, tata. Dzięki, że nas nauczyłeś polować.
Mali skończyli jeść i wróciliśmy do legowiska. Tym razem chcieli iść sami i bez przerw na siusiu. Moim zdaniem, nawet miło, że Vickey zostawiła mi ich na samodzielną opiekę. Bawiliśmy się razem jeszcze jakiś dłuższy czas. Oni bawili się w małych wojowników, ja w tym czasie pilnowałem, żeby nie przesadzili. Następnie skakali sobie i biegali za sobą nawzajem. Czasami na mnie wchodzili, ale mi to nie przeszkadzało. Razem biegaliśmy po jaskini. Po chwili gdzieś się zaczaili i wyskoczyli na mnie z krzykiem. Ja przewróciłem się na grzbiet z hukiem. Śmialiśmy się z tego, na leżąco rozmawialiśmy i opowiadaliśmy sobie głupie żarty. Byliśmy bardzo szczęśliwi z powodu tego miłego dnia. Po chwili weszła Vickey. Wyglądała za szczęśliwą i wzruszoną.
- Cześć Vick – Powitałem ją w wejściu. – Jak ci minął dzień?
- Nie źle. Bardzo dobrze się nimi opiekujesz.
- A ty skąd to wiesz?
- Tak naprawdę to nie byłam z Victorią. Ja was szpiegowałam, bo chciałam wiedzieć, czy potrafisz się nimi zająć. Podobały mi się te wasze śmieszne zabawy i miło, że nauczyłeś ich polować. Świetnie ci poszło. Wtedy, kiedy kogoś wyczułeś za drzewem, to byłam ja, ale weszłam na nie, żebyś mnie nie nakrył.
- Aaaa. To nie fajnie, że mnie szpiegowałaś, ale dziękuję ci, że dzięki tobie spędziłem z nimi ten wspaniały dzień.
- Proszę. Następnym razem wszyscy zrobimy sobie jakiś rodzinny piknik. Co ty na to?
- Dobrze, chętnie. Tylko zawsze bądź gotowa do obrony.
- Oczywiście – Powiedziała żartobliwie. – Teraz już możemy wszyscy razem spędzić wieczór.
Bawiliśmy się do nocy żartując, rozmawiając i spędzając czas z maluchami. To był bardzo udany dzień. Ja przypomniałem sobie, jak bardzo ważna jest rodzina.
The End

Od Odalis: Nasze święto

Dziś jest święto Wilków Powietrza. Postanowiłam, że zrobimy pokaz swoich umiejętności dla innych wilków.
Wszyscy z żywiołem powietrza mają przyjść do jaskini Bety - nadałam telepatycznie.
Co jest, Odalis? Rapier - usłyszałam w swojej głowie.
Dziś nasze święto. Przyjdź, wyjaśnię - odpowiedziałam.
- O co chodzi? - spytał Zuko, który wszedł pierwszy. Za nim była Luna.
- Wytłumaczę, jak przyjdą wszyscy - odparłam - proszę, rozgośćcie się.
- Czołem! - zawołał Kami.
- Hej - przywitał się Shiru.
- Już jestem - sapnął Rapier - byłem koło Jeziora i musiałem się trochę przebiec.
- Przepraszam za spóźnienie - zza skał wyłoniła się Shadow.
- No to mamy wszystkich... - zaczęłam.
- A mnie to nie zaprosicie? - nie wiadomo skąd w jaskini pojawił się Grape. - Też władam powietrzem.
- Skąd wiedziałeś...?
- Każdy szanujący się wilk powinien wiedzieć, kiedy jest jego święto - mrugnął.
- No dobra. A więc tak - z okazji Święta Wilków Powietrza uznałam, że dobrze by było zrobić pokaz naszych umiejętności. Co wy na to?
- Jestem za! - wrzasnął Zuko. Pozostali go poparli.
- OK.  Jest nas osiem wilków. Musimy ustalić, gdzie odbędzie się pokaz i gdzie kto będzie stał.
- Na Harwene! - zawołał ktoś.
- W Lesie! - krzyknął inny.
- W Lesie? Na pewno nie - chcemy wrócić żywi - zażartował Rapier.
- To gdzie? - pytali.
- Może po prostu na naszej Polanie Spotkań, co?
- Tak! Dobry pomysł!
- Zgoda. Chodźmy tam - powiedziałam i ruszyłam na Polanę.
Kiedy byliśmy na miejscu, kontynuowałam:
- Kami, Shiru, Rapier i Luna. Wy ustawcie się w taki kwadrat, Kami i Shiru z tyłu, Luna i Rapier z przodu. Świetnie. Zróbcie wiry powietrza, dobrze. Teraz ja, Zuko, Shadow i Grape niezauważenie wbiegniemy do środka i utworzymy kolejny wir. Na mój znak ja wyskoczę na prawo, Grape na lewo, Shadow do przodu, a Zuko do tyłu. Cały czas robimy wiry. Potem wszyscy zbliżamy się do środka, łączymy się w jeden wir, lecimy do góry, wir znika, a my spadamy na ziemię w równym rzędzie. A teraz to przećwiczmy.
Na początku niezbyt nam to wychodziło, ale trzecia próba była idealna.
- Wspaniale. Koniec ćwiczeń. Do zobaczenia wieczorem.

sobota, 26 stycznia 2013

Od Vickey

Podobno moja mama urodziła mnie, gdy miała 3 lata, i gdy miała już trzeciego partnera (wilki czasami mają różnych partnerów przez całe życie). Urodziłam się chyba w norze albo przy konarze? Nie pamiętam, było to tak dawno, lecz jednak coś tam pamiętam... A z resztą, po co ja to mówię sama do siebie? Nie wiem... Czuję się bezpiecznie w watasze Magiczna Dolina, znam już wszystkie zapachy, może jednak nie... Szczerze, nie nadążam nad coraz to nowymi wilkami na terytorium...
Wszystkie zapachy się mieszają, tworząc wielki kłębek! To za dużo jak na mnie, oczywiście...
Wylizałam Nero i Taylora do czysta, przecież muszą dbać o higienę osobistą! Dzisiaj było mi zimno, poszłam szukać zapachu Zuko.
Znalazłam go, gdy odpoczywał na trawie tuż obok ogromnego dębu.
- Cześć, Vickey! - zawołał podnosząc głowę.
- Cześć - odpowiedziałam dygocząc się z zimna...
Położyłam się obok niego i wtuliłam pysk na jego ciepłym futrze, a Zuko położył głowę na moim karku. Było bardzo ciepło (Zuko jest ognisty, i to dosłownie...).

 



Po około półgodziny poszłam w kierunku rzeki, gdy dotarłam, chciałam się zabawić i użyłam szczególnej mocy Żywiołu Wody i ślizgałam się po powierzchni wody w bardzo szybkim czasie.



Poczułam zapach, którego dawno nie wąchałam... To były ryby! a do tego łososie!!! Uwielbiam łososie! Są pyszne, moim zdaniem jedne z najsmaczniejszych ryb, jakie jadłam... Ale jeśli chciałam je zjeść, musiałam najpierw je złapać... A to było dość trudne, gdybym miała ostre pazury jak niedźwiedź, mogłabym je nadziać na wylot, a ja mam tępe pazury tak jak każdy pies czy wilk... Przygotowałam się do skoku, bo zauważyłam ofiarę, naprężyłam grzbiet i skoczyłam!
Poczułam rybę, która mi się wyślizguje, żeby temu zapobiec, moim żywiołem usunęłam z niego jedną drugą śluzu (było to bardzo trudne...) przez co nie był taki śliski... Kopnęłam rybę na brzeg, która natychmiastowo z uderzeniem zmarła... Rybę przyniosłam Nero i Taylorowi. Posiłek był pyszny, warto było się "trochę" pomoczyć...
 

Od Mrocznego: Wyznania

Przestąpiłem z łapy na łapę i nastawiłem uszy. O czym Navi chciała mnie poinformować?? Może ma kogoś innego i chce mnie o tym uświadomić? Aż zakręciło mi się w głowie z przejęcia. Nie chciałem jej stracić, nie teraz, kiedy byłem taki szczęśliwy. Zrobiło mi się zimno, ale ruchem głowy zachęciłem ją do mówienia. Wilczyca przez chwilę siedziała ze wzrokiem wbitym w ziemię, ale potem podniosłą głowę i spojrzała mi prosto w oczy.
- Wiesz, moim rodzice zginęli, a ja nie wiem jak... - zaczęła i przerwała tak nagle, że aż podskoczyłem.
Przytuliłem się do niej, żeby było jej raźniej mówić. Navi wtuliła się w moje futro, a ja cierpliwie czekałem, aż dokończy przerwaną opowieść. Wzięła głęboki wdech i znowu zaczęła opowiadać.
 - Ich tajemnicza śmierć nie daje mi spokoju od bardzo dawna. A ja bym bardzo chciała wiedzieć, co się stało. - Mówiła bardzo cicho, więc nadstawiłem jeszcze bardziej uszy, by nic mnie nie ominęło. - Chciałabym więc wyruszyć na wyprawę, żeby czegoś się dowiedzieć - dokończyła bardzo szybko i spojrzała na mnie, czekając na moją reakcję.
Wbiłem wzrok w swoje łapy, rozmyślając intensywnie nad tym, co powiedziała mi Navi. Jeżeli myślała, że samą ją puszczę gdzieś, gdzie mogą być nieprzyjaźnie nastawione wilki czy ludzie, to myliła się. Taka wyprawa była bardzo niebezpieczna. Nie mogłem pozwolić na to, żeby sama tam poszła. Byłoby to chamskie z mojej strony. Spojrzałem na nią swoimi błękitnymi ślepiami.
- Skoro chcesz iść na tą wyprawę, to idź. Nie będę cię zatrzymywał, bo tu chodzi o twoich rodziców - powiedziałem, przyglądając się wilczycy. Na jej pyszczku pojawił się uśmiech, a w jej oczach dostrzegłem ulgę. A teraz niespodzianka, przemknęło mi przez głowę i uśmiechnąłem się chytrze.
- Ale ja idę z tobą.

Dokończy Navi  

Od Navi: Mówić? Nie mówić?!

- Powiedz mi, gdzie się ostatnio podziewałaś? - zapytała Unriva.
- Tu i tam... Ziółka zbierałam... - pokazałam Unrivie moje ukochane ziółka.
- Masz cała kolekcję tego! Ze sto buteleczek! Do czego ci to? - zapytała, spoglądając na dłuuuugą półkę, gdzie znajdowały się roślinki.
- Noooo, np. to przyśpiesza gojenie rannnn... - pokazałam jej buteleczkę. – A to... To tak ładnie pachnie! A to... nie wiem, co to jest. - spojrzałam na tajemniczą butelkę.
- Navi? A to nie Zdradnica? Roślina, która usypia. - wtrąciła Vickey.
- Tak! To jest to! - odstawiłam wszystkie buteleczki na miejsce. Spojrzałam na zegar słoneczny, wykonany przeze mnie. Już druga!
- Dziewczyny, muszę iść. Mam randkę z Mrocznym.
- Leć, leć. Jesteś spóźniona!
Mieliśmy się spotkać z Mrocznym tam, gdzie zawsze, przy wodospadzie Keina. Było tam cicho i mogliśmy się skupić tylko na sobie, nikt nam nie przeszkadzał... Z każdym dniem przekonywałam się, żeby odpowiedzieć „Tak” na jego wcześniejsze pytanie, jednak była mała przeszkoda...
„Jak ja mu powiem, że przez jakiś czas zostanie sam, kiedy ja wyruszę w podróż, by wyjaśnić śmierć moich rodziców? - pomyślałam – Co on sobie o mnie pomyśli? A jak się z tym nie pogodzi i mi nie wybaczy?!”
- Hej! - usłyszałam zza krzaków. - W końcu jesteś.
- Tak, przepraszam, dziewczyny mnie zgadały. Co dziś będziemy robić?
- Tajemnica, zamknij oczy. Poprowadzę cię tam...
Nie szliśmy daleko, zaledwie kilka minut. Usłyszałam lekki powiew wiatru, śpiewanie ptaków i cykanie owadów. Tak jak w wiośnie... Zakładam, że to sprawka wilków ziemi... Maczali w tym palce! Po środku wielkiej łąki leżała skórka, na której było wszystko potrzebne to pikniku.
- I jak ci się podoba? - spojrzał na mnie z uśmieszkiem, odwzajemniłam uśmiech.
- Jest cudownie! - rzuciłam mu się na szyję, o mało go nie przewróciłam.
Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść, królicze łapki, szaszłyki z sarny i dzika... On był dla mnie taki miły, nie mogłam dłużej nie mówić mu o mojej podróży...
- Ja muszę ci coś powiedzieć...
Dokończy Mroczny, dobrze? ;)

Nowy konkurs - Wiersz!

Czas na kolejny konkurs. Tym razem macie wymyślić wiersz, który jest związany z naszą watahą.

Podlegać ocenie będzie:
  • ortografia i gramatyka;
  • długość wierszu (wierszyki, które będą miały np. tylko dwie linijki, będą miały niższą punktację, ale nie musicie pisać wierszy na kilka stron!);
Czas na ułożenie wierszu macie do 30 stycznia godz. 15:00.
Wymyślone wiersze wysyłajcie do graczki Nininka (na howrse) lub na e-maila watahy dolina.wilkow@gmail.com.
 
Znad Wodospadu Keina pozdrawia Was Beta Odalis
wymyślająca rymy do słowa "Dolina".

Wilczątko Hybris

Imię: Hybris
Przydomek: spod Zachodu Księżyca
Płeć: samica
Rodzina:
Rodzice: matka Sia i ojciec Shiru
Rodzeństwo z tego samego miotu: bracia Bones, Nel i Melly
Przybrany brat Drops
Żywioł: energia
Umiejętności: gdy jest w niebezpieczeństwie lub jest zła zaczynają tryskać z niej iskry; w czasie niebezpieczeństwa wytwarza wokół siebie wielką kopułę z prądu i elektryczności
Opis: Jest jedyną dziewczyną w miocie i na dodatek najmniejszą. Często wytwarzała wokół siebie kopułę z prądu i elektryczności, żeby Bones jej nic nie zrobił. Czasami bronił jej Melly.
Jako dorosła wilczyca zdecydowała się wziąć udział w wojnie między kozicami a ludźmi. W tym celu musiała opuścić naszą watahę i skierować się na odleglejsze, bardziej górzyste tereny, zamieszkiwane przez te pierwsze.

Wilczątko Melly

Imię: Melly
Przydomek: spod Zachodu Księżyca
Płeć: samiec
Rodzina:
Rodzice: matka Sia i ojciec Shiru
Rodzeństwo z tego samego miotu: bracia Bones i Nel, siostra Hybris
Przybrany brat Drops
Żywioł: ziemia
Umiejętności: potrafi rozmawiać ze wszystkimi zwierzętami pod ziemią
Opis: Z miotu jest najodważniejszy. Często starał zapanować nad największym bratem, lecz zazwyczaj wolał przebywać z siostrą, żeby Bones nic jej nie zrobił.
Gdy wkroczył w dorosłość, wyruszył do Ameryki, aby objąć tam funkcję gammy.

Wilczątko Nel


Imię: Nel (niektórzy mówią na niego Ciapek)
Przydomek: spod Zachodu Księżyca
Płeć: samiec
Rodzina:
Rodzice: matka Sia i ojciec Shiru
Rodzeństwo z tego samego miotu: bracia Bones i Melly, siostra Hybris
Przybrany brat Drops
Żywioł: ziemia
Umiejętności: potrafi rozmawiać ze wszystkimi zwierzętami pod ziemią
Opis: Nel jest najbardziej kolorowy z całego rodzeństwa. Najbardziej lubił spać na miękkim legowisku swojej mamy i w takim przypadku Bones miał nad kim przewyższać.
Po wkroczeniu w dorosłość wyruszył do Ameryki, gdzie został partnerem alfy z tamtejszej watahy.

Wilczątko Bones

Imię: Bones
Przydomek: spod Zachodu Księżyca
Płeć: samiec
Rodzina:
Rodzice: matka Sia i ojciec Shiru
Rodzeństwo z tego samego miotu: bracia Nel i Melly, siostra Hybris
Żywioł: ogień
Umiejętności: umie bez poparzenia wejść w ogień
Opis: Urodził się pierwszy w miocie i jest największy. Często w dzieciństwie lubił walczyć z rodzeństwem, ale musiał być pilnowany przez któregoś z rodziców. Czasem zadzierał z młodszym bratem Sii - Sanem.

Od Odalis: Flet

Zaniepokoiłam się, gdyż ostatnio Waydack Senior i Reniemiasz w ogóle się nie odzywali. W końcu nie wytrzymałam.
Czemu nagle tak zamilkliście?!
Bo... no bo... jakby to powiedzieć...
Chcę wiedzieć wszystko.
No dobra... Twoja siostra... Evilan ją próbuje opętać... a ona znalazła Białą Puszczę i wszystko jest OK!
Nie wierzę wam. Czemu słyszałam Flet?
Flet?
Nie mów jej!
Ale...
MILCZ!
Powiedz.
NIE MÓW!
POWIEDZ!
NIE ZGADZAM SIĘ!
CISZA! Próbuję się skupić!
Sorry.
Przepraszam.
Dzięki. Dlaczego słyszałaś Flet? Otóż Evilan jest w umyśle twej siostry, ale jeszcze jej nie opętał, i bardzo pragnie znaleźć drzewo i wleźć do Raju. Tak tak, pewnie domyśliłaś się, że on jest w Piekle i ma Moc. No ale kontynoując, twoja siostra bardzo chce znaleźć Starego Wilka. Ponieważ są w jednym ciele, pragną dwa razy mocniej i dlatego Flet zagrał. Stary Wilk jest koło naszego Drzewa. Rozumiesz?
Tak. Mam ją ostrzec?
Nie możesz. Nie powinniśmy ci tego mówić, a skoro ci powiedzieliśmy, ty nie możesz nikomu o tym mówić.
Mogłeś uprzedzić!
Wybacz, ale nie ja chciałem "wiedzieć wszystko".
Pff... Jak ja was nienawidzę...
Wypraszam to sobie!
Właśnie!
Cicho siedzcie... Próbuję się skupić i coś wymyśleć.

Od Sii: Nadszedł ten dzień!

Nigdy nie czułam się tak, jak teraz. Jestem w ciąży i chyba niedługo urodzę. Nie mogę się doczekać! Myślałam, że ten dzień będzie najlepszy, ale myliłam się. Bo przyszła moja siostra (dodam, że z tego samego miotu co ja) Kia.

Kia

Melly


- Ładnie się urządziłaś! - powiedziała na powitanie.
- Idź stąd, bo zawołam Betę! I powiem, że mamy intruza!
- No dobrze! Dobrze! Idę! Jest San?
- Nie! - wzdrygnęłam się i kazałam jej odejść. Nagle wzięły mnie straszne skurcze. Nie mogłam wytrzymać. Wybiegłam z jaskini jak szalona do Shiru! Znalazłam go tam, gdzie myślałam, pod lasem.
- Shiru!
- Co?

Bones
- Zaczyna się! - on wziął mnie koło drzewa i kazał się schować w norze którą wykopał. Pot leciał ze mnie. Cała się trzęsłam. Nie wiedziałam czy sobie poradzę. Nagle Shiru złapał mnie za łapę i powiedział:
- Dasz sobie radę - po jakimś czasie urodziłam cztery zdrowe wilczki. Chwilę je lizałam, a potem powiedziałam do ojca:
- Są. Są całe i zdrowe.
- To chyba dobrze. Tak?
- Tak! - uśmiechnęłam się. - Są trzej chłopcy i dziewczynka. Jak je nazwiemy?
- Może... Chłopców Bones, Nel i Melly?
- Tak, a dziewczynkę... Dziewczynkę Hybris!
- Czemu Hybris?
- Bo tak miała na imię moja babcia. Może być?
- Tak, pewnie! - powiedział i polizał mnie po pysku.
Byłam bardzo podekscytowana, że to wreszcie za mną. Gdy wróciliśmy wraz ze szczeniakami do jaskini, San ciepło nas przywitał. Nie wiedziałam, że zaprosi do nas trochę moich znajomych.
Ciapek
- Sia! - krzyknął.
- Ciii... - szepnęłam niosąc szczeniaki do swojego legowiska.
- I jak, Shiru? - zapytała Forest.
- Myślę, że wszystko dobrze - powiedział ucieszony.
- Jak? Dobrze jest mieć wreszcie szczeniaki? - spytał Kami.
- Tak - powiedziałam siadając koło Shiru. - San?
- Tak? - odpowiedział mi pytaniem cichy głos brata.
- Idź przypilnować szczeniaki - uśmiechnęłam się, a San z radością poszedł pilnować szczeniaków...

piątek, 25 stycznia 2013

Od Marchesy: Powrót do przeszłości, cz. 7

Wreszcie! Po tylu dniach wędrówki... Moja łapa stanęła na ziemi Białej Puszczy.
Czułam lęk, stojąc w miejscu, w którym zaczęła się moja tułaczka...

*
 
Ja i Odalis miałyśmy rok. Rozpoczęła się nasza piękna młodość.
(Od lewej) Sarita i Gaspar Anspeire.
Może słowem o naszym otoczeniu... Naszymi rodzicami byli Sarita i Gaspar Anspeire. Byli już dosyć podstarzali, byłyśmy ich ostatnim miotem.
Białą Puszczę zamieszkiwały dwa przyjaźniące się klany, nazywane Watahą Świtu i Watahą Zmierzchu. My należałyśmy wraz z rodzicami do tej pierwszej.
Co jakiś czas z naszego klanu musiały odejść młode wilki, a przychodziły na ich miejsce nowe - wymieniały się z drugą watahą miejscami. Było to zarządzenie dawnych alf, służące temu, żeby żadna z grup nie była słabsza, a było w niej według potrzeb odpowiednia liczba samic i samców. Wydawało się to niesprawiedliwe wobec wilków, które musiały opuścić na zawsze swoją rodzinę i przyjaciół, ale w ostatecznym rozrachunku dzięki temu nasze watahy rosły w siłę i sprawnie działały.
Nas na szczęście to ominęło. Jednak poprzednie mioty naszych rodziców nie, dlatego nie znałyśmy swojego starszego rodzeństwa.
Wracając do Białej Puszczy i terenów Watahy Świtu, w której mieszkały dwie roczne wilczyce, przekonane, że będzie im dane wiele od życia...
 
- Gdzie znowu byłaś? - zapytała Odalis mnie w wejściu. Wstawał dopiero ranek, a ona już w nocy zauważyła moją nieobecność.
- Ehhh... Będziesz się śmiała...
- Nic nie mów. Wiem. Byłaś z  J a s p e r e m.
Uśmiechnęłam się zakłopotana. Z Jasperem byliśmy parą i lubiliśmy się spotkać razem pod osłoną nocy. To był mój pierwszy wilk, którego pokochałam tego rodzaju miłością.
- A ty to co? Myślisz, że nie wiem o tobie i  D e s m o n d z i e? - Teraz Odalis oblała się rumieńcem.
- Dobra, koniec tego - uśmiechnęła się przepraszająco. - Pójdziemy po południu na polowanie z chłopakami?
- Okey.
W watasze panowało od kilku dni poruszenie. Zwiadowcy zaniepokojeni szeptali z wojownikami. Rodzice stali się małomówni. Powrócił temat śmierci Sharon*. Ale nas to nie interesowało. Była pełnia lata, ja, Odalis, Jasper i Desmond. Byliśmy dla siebie i nic więcej nam nie trzeba było. Aż do tego dnia.
Gdy zaczęło się południe, pochowaliśmy się do legowisk. Atmosfera była senna. Oparłam łeb przy Jasperze i zaczęliśmy drzemać przytuleni, obserwując spod przymkniętych powiek moją siostrę i jej sympatię oraz kilku naszych przyjaciół, którzy również leżeli tu z nami.
Nagle Desmond uniósł łeb i warknął tak, że aż przebiegły po mnie dreszcze. Poczułam obcy zapach, którego jeszcze nigdy dotąd nie znałam. Ta woń zrywała wszystkie sny i tłumiła wszelki spokój.**
- Goń! - do naszych uszu dobiegł odległy głos.
Do naszej jaskini wpadły gończe psy. Zaczęła się walka. Pies, który się na mnie rzucił, przegrał ze mną. Przydusiłam go do ziemi i zaczęłam szarpać, w myślach zastanawiając się gorączkowo "Co się stało?".
Wtedy zdałam sobie sprawę, jak wielkiej wagi były znaki, że zbliża się obława. Czasem ktoś widział człowieka. Ktoś czuł zapach psów. Ale działo się to tak rzadko, a Sharon zginęła tak dawno, że nikt nie przywiązał do tego większej wagi.
Korzystając z tego, że przeciwnik oszołomiony leżał na ziemi, wybiegłam z leża. Zaczęłam biec przed siebie, skupiając na tym całą swoją energię. Bałam się jak nigdy dotąd. Nie było myśli "Co z Odalis?", "Co z Jasperem i Desmondem?", "Co z rodzicami?". W takich chwilach nie myśli się o innych, bo nie ma się pewności, czy samemu się nie zginie. Trzeba się skupić na ratowaniu samego siebie. Nie można się zatrzymywać.
Mijałam walczące ze sobą wilki i psy. Wilki nie korzystały z żywiołów, bo w chwili śmiertelnego lęku przyzwanie go jest zbyt trudne - to wymaga skupienia.
Wypadłam na oblaną, zdawało mi się, krwawym słońcem polanę. Ujrzałam tam rozszarpane na strzępy ciała małych wilczątek. Zginęły małe, niewinne, puszyste kłębki, bezradne wobec obławy...
Przystanęłam wśród przewalających się postaci, skamieniała pod wpływem tego widoku.
- Ches! - ryknął ktoś. - Uciekaj! - zawył zdławionym głosem.
Odwróciłam gwałtownie głowę. To był Jasper, walczył aż z trzema psami naraz. Jego pokrwawiona głowa zniknęła pod ich kłębowiskiem.
- Uciekaj! - usłyszałam z tyłu, gdy już biegłam. Głos był odległy i zachrypnięty. Potem już zrozumiałam, że to były jego ostatnie słowa.
Znalazłam się na otwartej przestrzeni. Toczyłam pianę z pyska. Chciałam móc paść wyczerpana na trawę, ale i tu czuć było znienawidzoną woń ludzi i psów. Zobaczyłam spomiędzy zarośli błysk... to musiała być lufa.
Rzuciłam się w bok, wizja była rozmazana, nie widziałam, dokąd biegnę, bo zawładnęły mną ogromny lęk, jakbym zaraz miała umrzeć. Za wolno się zerwałam, usłyszałam huk i kula trafiła mnie w kark. Wciąż pędziłam, usłyszałam krzyk człowieka, nie zważałam na płynącą z pyska krew. Strzelił po raz drugi, ale teraz już nie trafił.
Wyrwałam się z tej obławy. Zaszyłam się w jakiś nieznany mi las po wyczerpującym biegu. Leżałam w zaroślach nieruchomo długi czas, nie będąc w stanie się podnieść. Po strzale na zawsze mi została blizna nad barkiem, ukryta pod sierścią. Nigdy nie chciałam, żeby ktokolwiek ją odkrył. Nawet Odalis nie wiedziała, że trafiła mnie kula.
Obława się nie skończyła. Już nigdy nie wróciłam w te tereny, nie próbowałam sprawdzać śladów pozostałych członków. Słyszałam za plecami szczekanie i czułam zapach psów. Szłam, dopóki nie zagoiła mi się rana i nie zatarła się woń ludzi. Dopiero wtedy byłam w stanie szukać najbliższych mi osób. Było ich niewiele. Została mi tylko Odalis. Desmond i rodzice zginęli.
Odalis otrząsnęła się po żałobie po Desmondzie, ale ja nigdy nie potrafiłam związać się z kimś tak blisko, jak z Jasperem. Tak ciężko było mi pokazać, jak się czuję, bo nie uważałam tych odczuć za równe tych towarzyszących tamtym dniom. Nikt nie wiedział, że bardzo cierpiałam po śmierci Hayleya i Cheryll, którzy zginęli w znienawidzonej przeze mnie walce.
 
 
*Patrz post Od Odalis: Obawy.
**Zżynam wydarzenia z piosenki Karczmarskiego Obława. Wybaczcie. [przyp. Autorki]