Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

niedziela, 15 lutego 2015

To już jest koniec! I nie ma już nic. Jesteśmy wolni. Możemy iść...

Moi drodzy!

Ciężko mi zrobić to, co właśnie mam zrobić, bo kurczę, przyznam szczerze, przywiązałam się. W sumie dla klimatu powinnam to zrobić w Piątek Trzynastego, ale no trudno.

Usuwam Magiczną Dolinę.

Uprzedzając wszelkie komentarze: nie, to nie z powodu praw autorskich, że niby nie dałabym rady tego naprawić. Połowicznie dałam radę. Usunęłam wszystkie zdjęcia na profilach, jakie kiedykolwiek były na blogu. Zostały mi opowiadania.

No właśnie.

To też było możliwe. Z Waszą bądź nie pomocą, udałoby się. Za tydzień, za dwa. Tylko trzeba mieć motywację i chęci.
A ja je straciłam pół roku temu.

Przyznam szczerze: nieoficjalna data zamknięcia Doliny została ustalona przeze mnie na 30 czerwca. Wcześniej miałam doła i chciałam zrobić to wcześniej, po świętach Bożego Narodzenia, ale na Wasze szczęście Retina mnie wyciągnęła z tego.

Podsumowując: zamykam Dolinę teraz, kilka miesięcy wcześniej, gdyż w obliczu czekającej mnie roboty, gdybym miała to ciągnąć do tego czerwca, wymiękam. Nie mam siły (co, zostało wyjaśnione wcześniej, spowodowane jest brakiem chęci i motywacji).

Teraz wypadałoby wytłumaczyć, dlaczegoż nie mam owej chęci i motywacji.
Jak większość wie, Dolina została założona na początku roku szkolnego w 2012 r. Moje początki były tragiczne, czego przykładem może być pierwsze opko.
Ach, co za męczący dzień… Ale wszystko po kolei. Moja siostra, Marchesa, postanowiła założyć własną watahę!!!
Na samo wspomnienie o tym ogarnia mnie zażenowanie. Ale minął rok, dwa i opowiadania Odalis stały się dużo lepsze. Moje umiejętności pisarskie zauważalnie wzrosły, a to samo stało się z np. Kari/Renem (pozdrawiam Cię serdecznie, zawsze byłam z Ciebie dumna! :D). 
Cóż, potem odeszła Marchesa i przybyło mi te ok. 30% obowiązków, których jeszcze nie miałam. Zmieniłam postać, gdyż Odalis mi się znudziła. No ale dalej.
Popisałam chwilę Asminem i odkryłam, że jakość moich opowiadań nie wzrasta. Przestały też dawać mi przyjemność z pisania. No trudno. Zaczęłam pisać prywatne opowiadanie.
Musiałam również zamieszczać Wasze opowiadania. Nic trudnego, robiłam to już jako Odalis.
Kiedy Ty sam po jakimś czasie się rozwiniesz, zaczynasz tego oczekiwać od innych. A kiedy to nie nadchodzi, widok dajmy na to 50 opowiadania z tym samym błędem co zawsze NAPRAWDĘ denerwuje. Kurde, po co ja poprawiam te opowiadania, skoro nawet nie uczycie się czytają je i wciąż stawiacie dajmy na to spacje przed znakami interpunkcyjnymi ?? Albo piszecie dwa znaki zapytania ??

No ale jakoś to będzie, dotrwamy do tego czerwca i będę miała to z głowy.
Wtedy pojawił się problem z prawami autorskimi. I zataczamy koło.
Niby poprosiłam Was o pomoc, a tak naprawdę nic mi to nie dało. Plus moja kochana Rada raz mnie miło zaskakuje i pomaga, a raz totalnie mnie olewa i nie odpisuje na wiadomości. To irytujące.

Skoro już wytłumaczyłam powody swojej decyzji, czas na najprzyjemniejszą cześć posta.

PODZIĘKOWANIA

Dla Marchesy, współzałożycielki Watahy.
Bez Ciebie nigdy bym tak nie umiała pisać. Dziękuję. <3

 Dla Kari, znanej jako Maja/Czyste Zło.
Patrzenie, jak się rozwijasz było czystą przyjemnością.

Dla Exaliosa, mojej dosłownie drugiej połówki
(to dziewczyna, jakby co XD).
Ty zawsze wiesz, co chcę Ci powiedzieć.

Dla Victorii/Joy, pierwszej i najlepszej Delty na świecie.
Dziękuję, że miałam okazję Cię poznać. Byłaś najlepszą Radą, z jaką miałam możliwość współpracować.

Dla Orkusa, pierwszego członka z zewnątrz.
Dziękuję, że byłeś z nami od początków. Szkoda, że kontakt zanikł.

Dla Retiny, osoby, na której dźwięk imienia zawsze się uśmiecham.
Dziękuję, że jesteś ze mną, rozmawiasz ze mną, zabijasz ze mną kaczuszki. <3

Dla Ashiie.
Dziękuję, że miałam okazję Cię poznać. Nauczyłaś mnie bardzo wiele.

Dla Mrocznego.
Kocham Twoje opowiadania. Szkoda, że tak mało ich napisałeś.

Dla Arashi, niedoszłej miłości Asmina.
Dzięki, że byłaś w Radzie. Kiedy miałam Was dość, chwilami dawałaś mi nadzieję.

Dla Password.
Zagadki, której do dzisiaj nie rozwikłałam. :o

Dla Oli Puto.
Za możliwość odkrycia 10-linijkowych zdań.

Dla Shante.
Za komentarze, których do dzisiaj nie ogarniam. :D Człowieku, ju mejk maj dej ewry dej. :D

Dla Ajaxa, świetnemu przykładowi dobrego członka.
Weź się ze mną skontaktuj. Makao samo się nie zagra, a rysunki nie narysują. D:

Dla Zuko, Assuvy, Damona, Dustena, Reversa, Wirvixa, Lethiel i wielu innych,
którzy wnieśli do mojego życia coś nowego. 


 A więc, czy to naprawdę koniec? Tak. Koniec z wilkami, ale... Wątek ludzie nie został jeszcze przez nas przerobiony, tak więc kto wie? c: Jeśli kogoś interesuje to bardziej, lubi mieć w znajomych epicką Agę bądź po prostu chce ze mną pogadać w wolnych chwilach - napiszcie do mnie na Howrse bądź emaila Doliny. Byle szybko, bo niedługo oba usuwam. 

Z krzesła przed kompem pozdrawiam Was ja, Aga,
nucąca sobie pod nosem piosenkę "To już jest koniec".

czwartek, 12 lutego 2015

Ogłoszenie

Potrzebne mi info. Kto pamięta kto wstawiał do opowiadań obrazki. Nagrodzę Punktami, jeśli ktoś poda mi dużo wiadomości.

//Asmin

wtorek, 10 lutego 2015

Profil wilczycy Sytylii



Imię: Sytylia
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Rodzina: zaginęła
Żywioł: ogień
Umiejętności: szybkość, gdy wysoko skacze, pokazują się jej skrzydła i leci, wytwarza ogień z niczego
Opis: Jako szczeniak miałam szczęśliwą rodzinę: braci i starsze siostry, oraz oboje rodziców. Gdy byłam już dość dużym szczeniakiem, i potrafiłam już samodzielnie chodzić i biegać, to była dopiero frajda - wychodzenie z nory i ciągłe zabawy z rodzeństwem. Gdy trochę podrosłam, rodzice zabrali mnie na pierwsze polowanie, gdy wróciliśmy, wszystkie wilki wyły na mój widok i pięknego karibu, którego upolowałam wraz z rodzicami. Stado zabierało się właśnie do posiłku, kiedy usłyszeliśmy wycie, tata krzyknął: "Uciekaj!". Posłuchałam się go i zaczęłam uciekać, biegli za mną moi bracia, słyszałam ich jak biegli za mną, ale ten dźwięk cichnął coraz bardziej. Zatrzymałam się, kiedy usłyszałam 4 pisk odwróciłam się, nie było ich, nagle poczułam jak coś uderzyło we mnie. Upadłam widząc tylko cień, który zamierzał na mnie skoczyć, nagle błysnęło światło odpychając stworzenie ode mnie, zaczęłam uciekać. W końcu z wyczerpania upadłam na ziemię i zamknęły mi się oczy. Od tamtej pory jestem sama nadal poszukując swojego miejsca. Ale znalazłam je tu, w dolinie Magicznych Wilków. Przez kilka lat nauczyłam się, że posiadam wielką moc Ognia.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Wyniki konkursu piękności!

Cóż, konkurs zaczął się przed usunięciem obrazków, zresztą myślę, że pamiętaliście jak to wygląda.

A więc, kto jest Miss, a kto Mister?

Brawa dla najpiękniejszej Fairlyn i najpiękniejszego Asmina!
(przynajmniej wtedy)

Ponieważ Asmin jest wszem i wobec znany ze swej dobroci, swą nagrodę oddanie drugiemu miejscu, Reversowi!

Pozdrawiam,
Alfa Asmin.

Ogłoszenie

Cóż, liczne komentarze i wiadomości i tym podobne skłoniły mnie do napisania tego ogłoszenia.

W ciągu ostatnich dni na nasz blog zawitało kilka obcych osób. Nie mówię, że to źle. Drażni mnie inne zjawisko. Ja wiem, że chcecie pomóc, ale niektóre Wasze rady są mega irytujące, bo czuję się jakbyście miały mnie za dziecko, któremu trzeba wytłumaczyć oczywistości. Dzięki, że pomagacie, ale oczywistościami tylko zdenerwujecie drażliwą osobą jaką jestem ja. Naprawdę, jeśli nie macie jakiejś cudownej rewelacji, nie komentujcie, bo ja nerwowy człowiek jestem w ciągu ostatnich dni. To tyle odnośnie rad. (Nie dotyczy to wszystkich, oczywiście).

Drugi komunikat jest do członków. Na razie proszę się wstrzymać z opowiadaniami i profilami, bo nie mam czasu i chęci tego wrzucić. Co do zdjęć, bo dramie na dA jaka była szczerze wątpię, żeby artyści zgodzili się użyczyć Dolinie swoich prac. Toteż niech każdy w wolnym czasie rozejrzy się za jakimś kreatorem postaci (np. tym) i wilka przygotuje, a ja dam ogłoszenie jak ogarnę co trzeba i mi wyślecie.

Trzecia sprawa, chciałabym podziękować Ashiie/Aishiteruu za ogromne wsparcie oraz iLonyx za motywację (pomimo odrobiny irytacji c;).

I najważniejsze, kiedy wrócimy na wcześniejszy tor? Kiedy znów wszystko będzie OK?
Nie wiem. Mam doła i nie chce mi się nic robić. Toteż... Nie wiem.

Alfa Asmin,
zbyt leniwy, aby wymyślić pożegnanie.

sobota, 7 lutego 2015

Przeprosiny związane z usunięciem obrazków

Messege for English-speaking artist - we know you can't speak Polish, so please use translator Google. We can't speak English so well too.

Pewnie już zauważyliście, że z profilów i ogólnie wszystkich postów poznikały obrazki. Zostały one usunięte. Dlaczego?

Do Asmina napisało wielu przedstawicieli - bądź też oni sami - artystów z deviantart.com, którzy odkryli na Dolinie swoje prace. Jak należałoby się tego spodziewać, nie byli zachwyceni faktem ich bezprawnego użycia.

Dlatego z miejsca chcielibyśmy najmocniej przeprosić ich za zamieszczanie ich prac bez ich zgody. Przyznajemy, że dotąd Rada Doliny nie interesowała się prawami obrazków nadesłanych przez członków. Jesteśmy pewni, że teraz się to zmieni.

Alfa Asmin oraz była Alfa Marchesa, 
która czuje się współodpowiedzialna za tą sprawę.

piątek, 6 lutego 2015

Od Ninethe

Leżałam w jaskini. Byłam senna i ostatkiem sił próbowałam być przytomna. To był bardzo pracowity dzień, biegałam i biegałam... ale taka już praca łącznika. Kiedy przymierzałam się do spania, usłyszałam czyjś głos...
- Ninethe... Ninetheee - powtórzył głośniej tajemniczy głos, wyrywając mnie z otępienia.
Leniwie podniosłam się z podłoża i przeciągnęłam się. Powolnym krokiem wyszłam z jaskini. Zapewne można uznać, że zwariowałam idąc późnym popołudniem za głosem. Ale coś mnie tam przyciągało. Było w tym coś... pociągającego, coś takiego, za którym się ślepo podąża, nie zważając na okoliczności. Idąc, słyszałam coraz głośniejsze ''Ninethe''. Byłam pewna jednego: komuś na mnie zależy.
Nagle z gęstwiny lasu wyłoniły się dwie postacie. Jakieś wilki. Kompletnie zapomniałam o zmęczeniu.
- Kim jesteś? Ja nazywam się Revers - powiedział wilk.
Nie był to ten sam głos. Różnił się.
- Ja? Ninethe... - zaczęłam. - Co tu robicie?
- Trudno to wyjaśnić - rzuciła jego towarzyszka.
- Widzisz tę dziurę? - zapytał Revers.

Ninetheł wprasza się na potańcówkę :3 XD

Głosowanie na Miss i Master



Zagłosuj już dziś.

Czas trwania głosowania: do 9 lutego godziny 15:00.


Z ciemnej głuszy pozdrawia Was Alfa Asmin,
który skrył się tutaj przed licznymi jego fankami
(bo przecież oczywiste jest, że to on jest bosko przystojny).

środa, 4 lutego 2015

Od Asmina: Koszmary?

Zastygłem w bezruchu.
- Jakim... Niebezpieczeństwie? - zapytałem, starannie wymawiając każdą głoskę.
Koszmary to jedno. Udało się odegnać je już wcześniej. Ale jeśli było coś więcej... Jeśli ten Seepranne potrafił zsyłać coś więcej, niż bezsenne noce...
- Ja... Muszę to sobie poukładać w głowie. Być może się mylę. Nie chciałabym niepokoić cię niepotrzebnie - odparła Amera i zaczęła się oddalać. - Skontaktuję się z tobą - rzuciła jeszcze i odbiegła.
To było... dziwne.
Nagle przypomniałem sobie o Ajaxie. Miał mi pomóc opanować żywioł. Wróciłem na miejsce, gdzie go zostawiłem.
Nie było go tam.

Ajax? Ame?

Od Nensi

- Tak - odpowiedziałam, odrywając wzrok od ziemi.
Miałam inne plany na ten poranek, ale przechadzka z nową znajomą mogła być ciekawsza. Ruszyłyśmy wzdłuż brzegu jeziora, rozmawiając o naszych przeżyciach w watasze. Wkrótce wpadłam na ,,genialny'' pomysł.
- Masz ochotę poślizgać się na lodzie? - zapytałam głosem drżącym z zimna.
- Ale gdzie? Przecież lód na jeziorze jest zbyt cienki - powiedziała Sharvari.
Rzeczywiście, lód na jeziorze nie nadawał się do tego. Po chwili jednak pomyślałam, jak zrobić własne lodowisko.
- A może użyję telekinezy, żeby przenieść wodę? - spytałam nieśmiało.
- Spróbuj! - krzyknęła z entuzjazmem wadera.
Na szczęście woda blisko brzegu, przy którym stałyśmy nie zamarzła. Skupiłam się. Po chwili woda uniosła się i opadła na miejsce , w którym Sharvari odgarnęła śnieg. Po minucie woda była już lodem.
- To jak, ślizgamy się? - zapytałam śmiało.

Sharvari?

wtorek, 3 lutego 2015

Od Fairlyn

Słońce zaświeciło mi wprost w lekko otwarte oczy. Już świt?..., pomyślałam i rozwarłam szczęki w długim ziewnięciu. Sand spał obok mnie, ze swoim całkiem długim, gęstym futrem, więc okropny, urwisty wiatr nie odebrał całkowicie mi ciepła. Oczywiście zanim zasnęliśmy, znaleźliśmy jakieś w miarę osłonięte miejsce, w tym przypadku parę krzaków, ale i tak w nocy było dużo zimniej, bez słońca i lasu, zatrzymującego po części złą pogodę.
Spojrzałam na śpiącego pół-psa i szturchnęłam go delikatnie nosem żeby się obudził. Mój żołądek domagał się jakiegoś jedzenia, a to on tu był lepszym łowcą. Co prawda ja też powoli robiłam się lepsza, ale wolałam nie ryzykować straty jedzenia, kiedy byłam głodna.
Sand powoli otworzył swoje bursztynowe oczy, w których odbiła się tarcza wschodzącego słońca. Uśmiechnęłam się lekko do niego. Podróżowaliśmy razem nie więcej niż dzień, ale i tak już polubiłam tego chudego basiora. Praktycznie zupełne przeciwieństwo Asmina!
Niedawno mieliśmy nawet urodziny i z niemałą przyjemnością zdałam sobie sprawę, że mnie tam wtedy nie było. Nienawidziłam urodzin. Wszyscy cię zagadują albo ty musisz ich i rzucać puste życzenia na wiatr.
Mój towarzysz szybko wstał i otrzepał sierść, po czym otworzył buzię, by lepiej wyłapywać zapachy zwierzyny. Podążyłam za jego śladem i wyczułam świeży zapach myszy. Lepsze to, niż nic, pomyślałam i udałam się w stronę, z której dochodził zapach. Stąpając cicho, po chwili wypatrzyłam gryzonia. Kiedy znalazłam się wystarczająco blisko skoczyłam i przygwoździłam mysz pazurami do ziemi.
 Z triumfem w oczach wróciłam do naszego poprzedniego schronienia. Co prawda mała mysz nie mogła całkowicie napełnić mojego brzucha, ale wiedziałam, że Sand złapie coś większego.
Kiedy basior wrócił z pulchnym królikiem i oboje się najedliśmy ruszyliśmy  przed siebie. Chciałam ominąć zapadliska- nie sądziłam, żeby było tam coś ciekawego, więc drogą naokoło Doliny, planowałam przedostać się do Kruczej Przełęczy i Północnej Kniei a stamtąd z powrotem do naszego głównego terytorium.
Spojrzałam z radością na polany przede mną, powoli przechodzące w początki lasu. To było zdecydowanie lepsze niż życie w watasze.
Popieram.

Od Amery

Wreszcie ogień zaczął słabnąć. Zaczęliśmy kaszleć, żeby pozbyć się gryzącego dymu z płuc. Byłam jednocześnie wściekła na Asmina, że z mojego powodu pakuje się w ogień i to dosłownie, ale z drugiej strony strasznie cieszyłam się, że go widzę. Miał lekko osmalone futro i przypalony ogon, ale był w jednym kawałku. Szybko domyśliłam się o co chodzi.
- Widzę, że ktoś tutaj posiada nowy żywioł...- uśmiechnęłam się do niego z głupkowatą miną.
-Niespodzianka ? Zresztą nieważne, może lepiej powiesz mi co tu się wyprawia ?
W tym momencie mój uśmiech zniknął. Poczułam pieczenie na prawym boku i odwróciłam głowę w tamtą stronę. Szeroko otworzyłam oczy ze zdumienia, gdy dostrzegłam wypaloną ranę wyglądającą jak jakiś dziwny symbol, którego nie potrafiłam w żaden sposób odczytać. Szybko odwróciłam się w stronę basiora. Odrobinę irytowała mnie jego grzywka, przez którą nie widziałam jego oczu i trudniej było mi odgadnąć nad czym się zastanawia. Teraz jednak były ważniejsze rzeczy, o które musiałam się martwić.
-Widzisz... Seepranne wrócił i znowu połączył się ze mną co znaczy, że odzyskałam żywioł ognia... A fala koszmarów powróci. Jednak... najgorsze jest chyba to, że Magiczna Dolina jest w wielkim niebezpieczeństwie...
Asmin?

Od Ajaxa: Koszmar wrócił

Samotnie biegałem. Tak bez celu. Nie miałem co robić, nic się nie działo... Nagle, gdy tylko podbiegłem do dużej, mrocznej jaskini, wydobył się z niej dziwny ryk. Zdziwiony zatrzymałem się. Co to mogło być? Nie zastanawiając się zbliżyłem się do niej. Zaglądnąłem tam, ale nic nie było widać. Jeśli to było coś niebezpiecznego dla watahy, nie mogło dalej żyć. Powoli zacząłem wchodzić. Co dziwne, nie bałem się w ogóle. Ani troszeczkę.
W środku panowała wielka ciemność. Nie widziałem nic a nic. Oglądnąłem się tylko stęskniony za światłem świecącym z wejścia. Było już za późno, żeby się wycofać. Westchnąłem. Co mnie dziwiło, ryk nie powtórzył się. Nie miałem pojęcia, jakie niebezpieczeństwo tam się znajduje... Po jakimś czasie błądzenia w jaskini zobaczyłem w oddali dwa, malutkie, czerwone światełka. Wydawały się niewinne...
Ruszyłem szybciej w ich stronę. Truchtałem, ale nie biegłem, żeby się nie zabić po drodze. Zauważyłem, że są coraz bliżej. Ale to nie ja się do nich zbliżałem. To one leciały do mnie. Wystraszony zatrzymałem się, patrzyłem dysząc głośno, jak czerwone światła są coraz większe i większe, oraz zbliżają się do mnie. Po chwili były już bardzo blisko. A ja ze strachu nie mogłem się ruszyć. To mogło być wszystko!
Nagle dwa światła wleciały we mnie. Usłyszałem przerażający odgłos, jak ze strasznych opowieści o duchach, które to słyszałem za młodości, gdy byłem jeszcze wilczątkiem. Poczułem mocny podmuch wiatru i ból w karku. W sekundę zostałem przez to coś powalony. Nagle zrobiło się tam całkiem jasno. Jakby zrobił się dzień. Byłem w kamiennym "pokoju". Zupełnie sam. Nie było już żadnych czerwonych światełek. Zauważyłem, że z pyska kapie mi krew. Moja...
- Nie bój się, Ajaxie – usłyszałem głos. Dochodził z... Znikąd. Jakby z góry, z boków i dołu równocześnie. Był jak głośny szept.
Powoli się podniosłem.
- Uważasz, że się boję? – Stanąłem prosto.
Na "ścianie" przede mną zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Na początku czarna mgła zaczęła się tam powoli pojawiać. Potem zaświeciły się żółte oczy, a na końcu cała sylwetka bardzo szczupłego wilka. Dobrze wiedziałem, kto to...

Od Sharvari

Słoneczny blask wdarł się do jaskini, a biała poświata z zewnątrz jeszcze bardziej doświetliła mą oazę. Nieśpiesznie otworzyłam oczy i zapatrzyłam się w widoki na zewnątrz. Napawałam się widokiem śnieżynek tańczących na wietrze i mieniącego się niczym diamenty śniegu. To wszystko wydało mi się tak piękne, że aż nierealne. Po chwili wstałam i wyszłam z mojego królestwa. Gdy tylko łapami dotknęłam śniegu, poczułam delikatne mrowienie z zimna. Z zachwytu westchnęłam nad moją ulubioną porą roku i ruszyłam w stronę jeziora. Wiedziałam, że było bardzo wcześnie, toteż widok nieznanej wadery bardzo mnie zdziwił. W sumie to nie różniła się bardzo kolorem od bieli dookoła, ale wydała mi się ciekawa.
- Cześć - powiedziałam lekko zaspanym głosem.
- Hej - odparła z uśmiechem.
- My się chyba nie znamy. Jestem Sharvari, a ty? - spytałam maskując ziewnięcie.
- Jestem Nensi. Miło poznać - powiedziała.
Uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie, po czym usiadłam obok. Czułam, że muszę z kimś pogadać. Potrzebowałam po prostu jakiejś przyjaciółki.
- Masz jakąś przyjaciółkę? - spytałam nieśmiało z lekkim rumieńcem.
- Nie - westchnęła.
- To tak jak ja - również westchnęłam.
Temperatura była coraz zimniejsza, a mi powoli zaczynał zamarzać zadek. Powoli wstałam i postawiłam wszystko na jedną kartę..
- Przejdziemy się? - zapytałam z nadzieją.

Nensi? C;

poniedziałek, 2 lutego 2015

Konkurs na Miss i Master!

Kto jest najpiękniejszą wilczycą? Który wilk to ten najprzystojniejszy? Uważasz, że jesteś śliczna? Twierdzisz, że to właśnie Ty masz w sobie to coś powalającego na kolana?

\\Pora się przekonać, kto ma rację!//

Witamy w niemającym sobie równych konkursie piękności, konkursie, w którym możesz dowieść, że to jesteś najcudowniejszą istotą na Ziemi. Wystarczy, że napiszesz swoje imię w komentarzu, a już 6 lutego pojawi się ankieta. Ankieta, która zmieni wszystko.
Najpiękniejsi dostaną po 4 Punkty.
Konkurs nosi imię Ashiraii, Najpiękniejszej Hejterki Świata.

Z Nienacka pozdrawia Was Alfa Asmin,
który bez wątpienia jest bosko przystojny.

Ko-ko-konkurs "DZW"!

Hej, hej, hej!

Ponieważ styczeń przebiegł bezkonkursowo, postaram się zorganizować w lutym aż dwa, ale to jeśli czas pozwoli.
Niektórzy pewnie przypominają sobie to i owo. Cóż, zasady pozostały niezmienne, poza pewnymi wyjątkami.
Można napisać trzy historie, po dwa Punkty za każdą (pod warunkiem, że przejdzie). Dodatkowo oryginalne opowiadania zostaną nagrodzone dodatkowymi Punktami.
Czas trwania: do 15 lutego. Gdyby ktoś nie wiedział, opowiadania wysyłamy normalnie, na moją pocztę.

Powodzenia i niech wena będzie z Wami!

Z Nibylandii pozdrawia Was niby Alfa Asmin,
który niby jakiś śmieszek, opowie suchara:
Rozmawiają dwie ameby:
- Ej, kopnęłaś mnie!
- Niby czym?
- Nibynóżką!
*Ho ho ho!*

Od Night

Tą niespodzianką był Black. Od razu stanęłam w pozycji obronnej, mój brat też.
- O, jakie miłe powitanie! - Black wyszczerzył zęby w szyderczym uśmiechu.
- Takie, na jakie zasługujesz - odparłam.
- Ale czemu od razu tak agresywnie?
- Chyba sam dobrze wiesz, czemu - odpowiedział Stil.
- Nie, nie wiem!
- To się teraz dowiesz!!! - krzyknął Stil.
Skoczył na Blacka i zaczął go gryźć i drapać. Black bronił się jakby od niechcenia. Gdy mój brat miał już przegryźć mu gardło, Black krzyknął:
- I tak nie przeżyjecie! - I wydał ostatnie tchnienie.
Miał rację, to nie był koniec.

niedziela, 1 lutego 2015

Od Fairlyn

Czułam się beznadziejnie. Jakby ktoś przejechał mi pazurami po twarzy. Cały entuzjazm, z którym opuszczałam Dolinę powoli ulatywał, ale nie tęskniłam i nie chciałam wracać. Westchnęłam cicho i rozciągnęłam powoli wszystkie mięśnie.
Od niedawna przechadzałam się na pustych, natarczywie wietrznych równinach. Trochę brakowało mi nad głową koron drzew, pod którymi zawsze polowałam, spałam, piłam, czy prowadziłam nocne zwiady. Ale nie było znowu tak źle. Jedyne co mi przeszkadzało to samo polowanie. Przyzwyczajona do cienia rzucanego przez każdą roślinę w lesie, trudniej było mi cokolwiek złapać na całkowicie pustych polanach. Próbowałam z rybami, królikami, myszami czy ptakami, ale i tak chodziłam głodniejsza niż zwykle.
Na szczęście słońce świeciło tu dużo mocniej i przynajmniej zimno aż tak mi nie przeszkadzało. Ale dzisiaj chmury zasłoniły ciepłe światło, a w powietrzu można było wyczuć nadchodzący deszcz. Od wczoraj nic nie miałam w brzuchu, ale wciąż miałam siłę żeby iść do przodu.
Nagle w powietrzu rozszedł się dziwny zapach, którego nigdy wcześniej nie czułam. Przypominał odrobinę wilka. Przystanęłam i rozejrzałam się. Trop był dosyć świeży. Ta istota wciąż tu mogła być. Wycofałam się w głębszą trawę, ale wciąż czułam się zbyt odkryta. Nastrzygłam uszy i wsłuchałam się w dźwięki wypełniające polanę. Nagle zapach stał się mocniejszy, poprzedzony uderzeniami łap o ziemię. Wtedy na myśl przyszło mi pewne stworzenie, czasem wspominane w opowieściach starszych wilków.
Coś się na mnie rzuciło. Było mniejsze i słabsze, ale wciąż agresywne, co zauważyłam jak już wszczepiło mi się zębami w nogę.
Pies.
Dolina, chroniona barierą przed ludźmi, dawała także bezpieczeństwo przed ich pupilami, czyli w szczególności psami. Powstała zanim się urodziłam, a dzikie psy nie pokazywały się tam często, więc pierwszy raz widziałam psa. Ciągle warczał i przymierzał się do kolejnych ataków. Warknęłam ostrzegawczo i postawiłam włosy, żeby pokazać mu, że nie warto atakować. Podczas gdy tak stał niezdecydowany, przypatrzyłam się uważniej. Był bardzo podobny do wilków, trochę mniejszy i drobniejszej budowy. Miał blond futro i niebieskie oczy.
Share, co o nim myślisz?
A co niby mam? To pies. Lepiej go przepędź i chodźmy dalej.
Parsknęłam w myślach i spojrzałam się na zwierzę. Już nie wyglądał jakby chciał mnie zaatakować. Także przypatrywał mi się z ciekawością w dużych oczach.
- Rozumiesz wilczy?- spytałam po dłuższej chwili.
- Tak - odparł cicho i zamachał ogonem.
- Nie jesteś tu z człowiekiem?
- Mój ojciec był wilkiem, więc nie potrzebuje ludzi - powoli, ale z dumą odpowiedział. - Jak się nazywasz? - dodał z lekkim entuzjazmem w głosie.
- Fair. Lub Lyn.
Przechylił przyjaźnie głowę.
- Jestem Sand. Nie sądziłem że spotkam tu wilka.
- A ja pół-psa.
Patrzyliśmy się przez chwilę na siebie.
- Co tu robisz? - zagadał.
- Podróżuje.
- To tak jak ja! Może chciałabyś iść ze mną? Z tego co widzę, słabo ci idzie polowanie. Mógłbym ci pomóc - zamachał ogonem.
- Nie potrzebuje pomocy psa - odpowiedziałam dumnie, ale kiedy spojrzałam w jego oczy, zobaczyłam, że nie miał złych intencji. Jego niebieskie oczy wglądały jak wieczorne niebo, coś między granatowym a jaśniejszym niebieskim. Nie chciałam odrywać od nich wzroku.
- Okej - odparłam po dłuższej chwili. - Póki co pójdziemy razem.

Wygnani

Wygnani:
  • Narina
  • Nemezis
  • Rali
  • Ratchet
  • Xeris
  • Dusten
Jeśli dwie ostatnie na liście nagle odżyją, niech się ze mną skontaktują, to będzie dla nich jeszcze jakaś szansa.

Ostrzeżenia:
  • Ajax
  • Nesso
  • Evera
  • Ninethe
  • Password
  • Rekla
  • Shante
  • Sharvari
  • Wirvix
Podkreślone osoby to te, które wiszą na włosku.

Alfa Asmin

Wyniki konkursu Aktywność!

Cóż, dzisiejsze wyniki są chyba najbardziej zaskakującymi wynikami w historii watahy!
Ale do rzeczy. Jak zapewne wszyscy się domyślają, najwięcej postów napisał nieśmiertelny, niepokonany itd. itp.  Asmin, będący wcześniej pod osobą Odalis.
Drugie miejsce przypadnie pewnie Fair, prawda?
I tu Was zaskoczę. Otóż pierwszy raz w dziejach wilczości (odpowiednik ludzkości, okej?) na podium stanęły aż trzy wilki!

Gorące brawa dla Fair, Adexioun i Reversa! To doskonały fakt potwierdzający tezę, że konkurs Aktywność to nie tylko dla rodzeństwa Anspeire.

Trójka szczęśliwców otrzyma 4 Punkty.

Z Polany Spotkań pozdrawia Was Alfa Asmin,
który bez wątpienia uniósłby trójkę zwycięzców do pokazania światu,
ale nie ma takiej mocy. ._.

sobota, 31 stycznia 2015

Podsumowanie miesiąca (styczeń 2015)

W tym jakże zimnym miesiącu dołączyło do nas kilka osób o ciepłych sercach: Narina, Nensi, Rali, Ratchet i Nemezis.

Miesiąc nie obfitował w wydarzenia, ale mimo wszystko trochę się działo. Nowo przybyły Revers postanowił zgłębić tajemnice swojej rodziny razem z Shante. Asmin był w żałobie po odejściu Rena na skazaną na niepowodzenie wyprawę. Póki co nikomu nie zdradził, że Ren odszedł na zawsze, co dość mocno zdenerwowało Fairlyn, która po krótkiej rozmowie z Sharem (głosem w jej głowie) zadecydowała, że wyruszy w podróż, aby odetchnąć od życia w watasze.
Asmin odkrył w sobie nowe moce, które rychło przyszło mu wypróbować. Kiedy udał się przećwiczyć je z Ajaxem, Seepranne zaatakował Amerę i młody Alfa przybył jej na ratunek, chociaż odradzała mu tego.
Czy pomimo drobnych kłótni wilki z Magicznej Doliny przetrwają zimę? Czy powrót Seepranne'a oznacza powrót koszmarów?

Tego dowiemy się już wkrótce.

Z płonącego Lasu Cieni pozdrawia Was Alfa Asmin,
który kroczy przez niego z Ame w rytm tej muzyki.

Od Nensi

O tej porze roku w Magicznej Dolinie jest tak pięknie! Gdy wstałam postanowiłam, że pobawię się trochę w śniegu. Było cudownie, moje futro było całe w białym puchu. Po pewnym czasie zrobiło mi się zbyt zimno, więc postanowiłam wrócić do jaskini. Po drodze zobaczyłam Ninethe i Adexioun. Chciałam z nimi porozmawiać, ale nagle zrobiło mi się przykro, bo... Widywałam je nie raz i wydawało mi się, że są przyjaciółkami, a ja...
Nie miałam nikogo... Dlatego pobiegłam szybko do jaskini. Spędziłam tam resztę dnia.

piątek, 30 stycznia 2015

Od Adexioun

Było zimno. Za zimno...
Wyszłam z jaskini, kierując się ku słońcu (miałam zamiar dotrzeć do lasu). Wszystko prezentowało się tak jak zwykle, jednakże ja byłam inna. Zrozumiałam to kilka dni temu podczas rozmowy z Nin. Nawrzeszczałam na nią, a ona się obraziła. Mam z tego powodu doła, ale jakoś wytrzymuję.
Przed oczyma przemknął mi jakiś wilk - pewnie energiczny.
Umierałam z nudów i jakby znikąd pojawiła się przede mną łania. Czemuż by nie skorzystać. Rzuciłam się w pogoń za nią, potykając się o wystające z ziemi korzenie (byłam już w lesie).
Gdy jakimś cudem udało mi się dogonić ,,jedzenie", zabrałam się do pożerania zdobyczy.
Nagle moją uwagę przykuły szmery zza krzaków.
Ktoś gramolił się w moją stronę, była to wadera.
Ninethe.

Od Night

Cóż, trzeba przyznać, to co ujrzałam w kuli było dość szokujące.
- Czy oni wiedzą, że tu jestem?
- Nie - odpowiedział Stil. - Ale chyba chcesz odwiedzić Skina?
- Tak, ale nie wiem jak oni zareagują...
- Nie martw się, nie mogą ci nic zrobić.
- Nadal uważają mnie za... - Nie dał mi dokończyć.
- Nieliczni jeszcze tak, zresztą tak samo jak mnie.
- Cóż, chodźmy.
Tak jak myślałam, większość watahy patrzyła jakby zobaczyła ducha, nie spodziewali się, że jeszcze żyję. Inni od razu odwracali wzrok. Dlatego opuściłam rodzinną watahę, nie pasowałam już tu. Stila jako tako zaakceptowali, dla mnie nie było już tu miejsca i nie będzie.
Dlatego zostaję tu tylko na noc, później wracam. Doszliśmy do jaskini Skina. Ucieszył się na mój widok. Długo rozmawialiśmy. Zostałam u niego na noc razem ze Stilem.

XXX

Gdy tylko zaświtało, skoczyłam na równe nogi i zaczęłam ruszać w drogę.
- Nie pożegnasz się? - doszedł do mnie głos Skina.
- Widzę, że jak zwykle nie da się ciebie zaskoczyć.
- Tak samo jak mnie - wtrącił Stil.
- Wiecie, że nie jestem dobra w pożegnaniach. No cóż... Pa.
W odpowiedzi przytulił się do mnie Skin.
- Odwiedź mnie kiedyś, siostrzyczko.
- Spróbuję. - Popatrzył na mnie zdenerwowany. - No dobrze, obiecuję. - Uśmiechnął się. - Stil, nie pożegnasz się ze mną? - spytałam.
- Nie, bo idę z tobą.
- Nie musisz.
- Ale chcę.
- Dobrze.

XXX

Black i Gryf nie pokazywali się nam w drodze do Magicznej Doliny. Jednak wiedziałam, że to nie koniec. Po paru dniach wreszcie dotarliśmy. Zaprowadziłam Stila do mojej podwodnej jaskini. W środku powitał mnie Frisket, właśnie odchodził. Pożegnałam go czule, jednak beznadziejnie jak to ja. Niedługo potem dowiedziałam się, że z watahy wyruszają wilki na pomoc w jakiejś wojnie. Postanowiłam do nich dołączyć, mój nadopiekuńczy brat oczywiście poszedł ze mną.
XXX

Po wojnie wróciliśmy do Magicznej Doliny. Parę dni po tym wybrałam się ze Stilem na spacer do lasu, oboje lubiliśmy spacery. Jednak na tym czekała nas niemiła niespodzianka.

środa, 28 stycznia 2015

Od Kyotoo

W dniu dzisiejszym uznałem, że dobrze by było odwiedzić Everę. Nie widziałem jej od bardzo długiego czasu, a poza tym Asmin równie dawno prosił mnie, żebym wsparł ją na duchu.
Wyszedłem ze swojej jaskini i „na dzień dobry” w pysk dmuchnął mi zimny wiatr. Nie byłem z tego powodu zbytnio zadowolony, bo jak można się domyślić niebyt lubię takie klimaty. Ale co poradzić? Taka pora roku. Trawa było pokryta gęstą szadzą i tak utrzymuje się przez cały dzień. Spojrzałem w niebo chcąc ocenić stan pogodny, ale znalazłem tam tylko gęste chmury. Mam nadzieję, że nie będzie padać.
Miałem już ruszyć w kierunku jaskini Every, kiedy doszedłem do wniosku, że nie mam pojęcia gdzie ona jest. Nigdy nie byłem u tej wadery i rozmawialiśmy ze sobą tak naprawdę tylko raz. Przeanalizowałem kilka faktów. Ale w zupełności wystarczył jeden – wilczyca należy do powietrznych. Jej jaskinia musi być położona gdzieś wysoko.
Moja znajduje wyjątkowo nisko, więc trzeba będzie się trochę wspiąć. Westchnąłem (miałem dziś wyjątkowego lenia) i rozpocząłem drogę na górę.

* * *

Po drodze przez cały czas zastanawiałem się nad ostatnimi wydarzeniami. Zastanawiam się nadal czy to, co wtedy widziałem było czymś w rodzaju wizji. Dlaczego tamten basior nie zaatakował, kiedy owa „wizja” – o ile faktycznie nią było – trwała oraz co takiego on chciał zrobić, że tak szybko i dosyć brutalnie zginął. Stawiam na jakiś zamach na Alfę czy coś w tym stylu.
Po dojściu na sam szczyt oraz sprawdzeniu już każdej jaskini* została mi tylko jedna – wyjątkowo zaniedbana. Wcześniej nigdzie nie zastałem Every, co najwyżej inne wilki należące do watahy. Wytworzyłem malutki bicz z płomieni, żeby oświetlić wnętrze jamy. Zaskoczył mnie fakt, iż do tego miejsca na chwilę obecną nie docierał nawet najmniejszy promyk światła. W najciemniejszym kącie dostrzegłem skuloną postać. Była cała czarna, okryta ogromnymi skrzydłami. Jakoś tak to mi wystarczyło, by rozpoznać w niej Everę. Postawiłem pierwsze niepewne kroki do groty. Wilczyca w ogóle nie reagowała ani na światło rzucane przez ogień ani na moje kroki. W ogóle się nie ruszała. Kiedy stałem już centralnie nad nią zauważyłem, że śpi. Ale tyle czasu nikt jej nie widział… Czy aby na pewno tylko śpi. Dla pewności, że żyje delikatnie przystawiłem łapę do jej pyska.
Poczułem lekki podmuch ciepłego powietrza, co oznacza, że żyje i oddycha. Tyle dobrze. Jednakże po dokładniejszemu przyjrzeniu się wilczyca zauważyłem, jak bardzo jest wychudzona. Ogólnie nie wyglądała za dobrze. Odszedłem kawałek od niej i przysiadłem pod ścianą. Poczekam aż się obudzi.

Evera? C:

*[Dopisek Autora] Spokojnie, nie łaziłem wam po jaskiniach XD

wtorek, 27 stycznia 2015

Od Asmina

Ogniste języki lizały drzewa, krzewy, pożerały uciekające robaczki i gryzonie. Jakiś ptaszek padł na ziemię, cały zwęglony.
Amera stała w centrum chaosu. Płomienie tańczyły po jej futrze, a ona odskakiwała od nich trwożnie.
- Uciekaj - wychrypiała w moją stronę, a jej rozbiegane oczy wpatrywały się w coś za mną.
Zerknąłem w tył. Ogień otaczał nas coraz ciaśniejszym pierścieniem. Czułem swąd spalenizny.
Byłem gotowy.
Wewnętrzny ogień zapłonął, pochłaniając całe moje wnętrze. Skoczyłem naprzód. Otaczający nas żywioł był inny, był pełen zła. Rozstąpił się przede mną, kiedy leciałem w stronę wilczycy. Wylądowałem miękko obok niej i warknąłem na pożar. Ame spojrzała na mnie i trąciła lekko łapą. W niej również płonęło.
Razem ruszyliśmy pewnie do przodu. Nasze futro zapaliło się czerwienią, ale to była nasza czerwień.
Stłumiłem łapą iskierkę, która upadła na ziemię koło mnie. Amera przydusiła jakiś krzaczek, miażdżąc wrogi żar. Wygraliśmy to starcie. Las Cieni gasnął, ale my trwaliśmy dalej. Lecz to nie był koniec.

Ame?

sobota, 17 stycznia 2015

Ogłoszenie

Witojcie!

Wyjeżdżam. Na tydzień. W dzicz.
Opowiadań nie wstawię. Jakby ktoś nie zajarzył.
Wracam w następną niedzielę (25.01.). Zanim dojdę do siebie, może minąć parę dni.
Podsumowując: nie wysyłajcie mi historii, bo i tak ich nie wstawię.
To tyle.

Z dziczy w dziczy pozdrawia Was dziki Alfa Asmin (wait, what?),
który tańczy dziko dziki taniec (nie, to bez sensu).

Od Reversa: Początek wielkiej przygody

- Wiesz, tu jest napisane, że musimy przełamać tą deskę na pół... - Złapałem zębami jedną część deski, Shante drugą i wspólnymi siłami przełamaliśmy drewno.
Natychmiast ze środka deski wyleciał mały, kolorowy motylek. Od razu za nim pobiegliśmy.
Wędrowaliśmy za nim około godzinę, aż ujrzeliśmy piękne, wielkie, potężne drzewo z ogromną, szeroką i rozgałęzioną koroną. Na każdej, nawet najmniejszej gałązce, siedział ptaszek. Każdy z nich miał inny kolor, więc widok był zadziwiający. Naraz ptaki zaczęły śpiewać naszym wilczym językiem!

Moje serce jest silne
Ale moje łapy są zbyt słabe,
By stać w twoich myślach
Bez padania ci do stóp...

- Co? Co to znaczy? - spytała Shante.
- Czekaj... Skoro łapy są zbyt słabe... Serce jest silne... żeby stać w myślach... Padać do stóp?... - W tym samym momencie zauważyłem dziurę przy drzewie. - Shante! To jasne!
Podszedłem to tej dziury. W środku była woda, to było dość głębokie źródło.
- Skoro łapy są za słabe, by dowiedzieć się co tam jest, trzeba pokierować serce do dna tego źródła!

Shante? c:

środa, 14 stycznia 2015

Od Fairlyn

Wsłuchałam się w ciszę. Nie odpowiadała. Nie zaglądając w jej myśli, rzuciłam tylko w powietrze:
- Jeśli nie wiesz, to możesz znaleźć mnie po drodze. Idę do Rozlewisk.
Po jej wzroku jednak wiedziałam, że raczej nie ma takiego zamiaru.
Westchnęłam sobie cicho. Zza chmur wyszło słońce, i nawet obmywana przez zimne fale wiatru, czułam się ogrzana. Odwróciłam się od Pass i skierowałam twarz w stronę jasnych promieni. Uśmiechnęłam się do siebie. Właściwie i tak miałam wyruszyć sama....
Postawiłam ociężale parę kroków, po czym poczułam jak za granicą spadają ze mnie wszystkie przytłaczające sprawy. Enx, Asmin, Pass, wataha nie istnieli. Tak samo jak Aishi. I tak już praktycznie go nie widywałam. Wypuściłam z ulgą powietrze i zostawiłam za sobą Dolinę, wraz z jej problemami i zadowolona ruszyłam żwawym krokiem w kierunku nowych miejsc.

***

Ile jeszcze?
Nie wiem.
No ileee...?
Trochę.
To znaczy...?
- Och, zamknij się wreszcie! - wykrzyczałam w końcu na głos. Tym razem nie musiałam się przejmować jakąkolwiek publicznością, bo tak owej nie było. Mogłam rozmawiać z Share'em na głos. Wyraz zadowolenia znowu wstąpił na moją twarz, objawiając się lekkim, prawie niewidocznym uśmiechem, którego często używałam by okazać komuś pogardę. Ale teraz oczy pokazywały coś zupełnie innego.
Praktycznie już dochodziłam do Rozlewisk. Szłam już mniej więcej tydzień, może trochę więcej, w miarę wolnym tempem, tak by Pass mogła mnie dogonić, ale po paru dniach porzuciłam ten pomysł. Teraz wdychałam czyste, wilgotne powietrze, jako zapowiedź Rozlewisk. Gdybym to ja miała wybierać terytorium Doliny byłoby to tu. Po prostu... Tamtejsza woda sprawiała wrażenie ogromnego lustra, odbijającego niebo, a pływanie wśród chmur zdecydowanie mi się podobało. I wszędzie zielone góry i polany.... A do tego sporo ptaków i trochę zwierząt kopytnych. Tak... To tu założyłabym własną watahę. Gdybym chciała. A nie chciałam.
Westchnęłam cicho. Wciągnęłam głęboko w nozdrza zapach lasu. Już teraz drzewa się rozrzedziły, a niedługo przejdą w zupełną równinę, po której gdzieniegdzie były porozrzucane krzaki i małe zbiory sosen czy brzóz, zatopionych w wysokiej trawie.
Ile jeszcze?
Ech....




Od Asmina

- Potrzebuję pomocy.
Nagle zasłabłem, a przed oczami migał mi obraz Amery. Amery w płomieniach.
- Nie, nie, nie - wyszeptałem.
Biegłem, aż dotarłem na miejsce. Las Cieni.
Amera krzyknęła coś na mój widok. Ogień otaczał ją z każdej strony.

Ame? Ajax? Przepraszam, weny brak.
#NajkrótszeOpkoEver

niedziela, 11 stycznia 2015

Profil wilka Ratcheta


Imię: Ratchet
Przydomek: Dziwny
Płeć: samiec
Wiek: półtorej roku
Zawód: zwiadowca
Partnerka: Bluelly
Rodzina: Matka Elsie, ojciec Grimm. Rachet to jedynak, nie ma rodzeństwa. Szczeniąt również nie posiada.
Żywioł: eter
Umiejętności: zadawanie bólu psychicznego (★★★), telepatia (★★★), wizje (★★★), rozdzieranie dusz (★★), teleportacja (★★)
Opis: Ratchet to cyniczny, brutalnie szczery manipulant. Pyskaty egocentryk. Jego psychika jest niezniszczalna, jest odporny na wszelką krytykę. Nie wykazuje żadnej empatii. Jest wilkiem wyjątkowo upartym i nieugiętym. Jest zabawny, choć ma czarne poczucie humoru. Zwykle ocenia innych z góry, ma skłonności do wywyższania się. Bywa despotyczny. Bardzo często posługuje się sarkazmem. Jest leniwy. Nie toleruje głupoty, za wszelką cenę ją tępi (skutecznie zresztą). Wilka charakteryzuje też bezczelna ciekawość. Samiec jest indywidualistą, nie lubi współpracować. Uwielbia się przytulać. Totalnie nie ma podejścia do dzieci, nie lubi ich towarzystwa. Mimo, że ma ciężki charakter, który przez większość nie jest akceptowany - da się z nim żyć, funkcjonować, a nawet go polubić.

Profil wilczycy Nemezis


Imię: Nemezis
Płeć: samica
Wiek: 3 lata
Zawód: zwiadowca
Partner: nie szuka
Rodzina: brat (niestety, nie utrzymują już kontaktów, odszedł dawno temu)
Żywioł: ogień
Umiejętności: siła (★★★), dobra kondycja (★★★), wytrzymałość na ból, zimno, gorąco, głód (★★★), roztaczanie wokół siebie łańcucha płomieni (★★★), wyniszczanie wzrokiem (★★)
Opis: Charakter Nemezis to prawdę mówiąc wielka tajemnica. Bardzo często sprawia wrażenie oschłej, co w pewnym sensie jest prawdą. Już dawno oduczyła się okazywania wszelkich uczuć i przywiązywania się do innych. Powodem takiego zachowania jest jej trudna przeszłość, która zostawiła w sercu wilczycy bardzo głębokie rany. Dawno nikt nie widział jej uśmiechniętej. Stara być się w miarę spokojna, lecz gdy wybuchnie nie będzie powstrzymywała się przed walką na kły i pazury. Jest nieufna wobec obcych.
Często powtarza sobie, że może liczyć jedynie na siebie. Jest jednocześnie bardzo specyficzna, czasami także zbyt arogancka. Dobre cechy Nemezis to duża odwaga. Mimo pozorów które stwarza, w głębi siebie jest tak naprawdę przyjazna i delikatna.

Profil wilczycy Rali


Imię: Rali
Przydomek: Gene
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: łowca
Partner: szuka
Rodzina: w innej watasze
Żywioł: powietrze
Umiejętności:
- latanie (★★★)
- zwinność (★★★)
- telekineza (★★★)
- tworzenie tornad (★★★)
- telepatia (★)
- widzi duchy, anioły, demony itp. (★)
Opis: Rali w czasie swojego dzieciństwa była królikiem doświadczalnym, szamani przeprowadzali na niej eksperymenty z duchami i innymi istotami, pewnego dnia udało im się przywołać ducha, rozwścieczony zabił szamanów dzięki czemu Rali udało się uciec, od tamtej chwili wychowywała się sama, a duch zniknął. Rali jest samotniczką i nie lubi innych wilków, chociaż zdarzają się wyjątki.

sobota, 10 stycznia 2015

Od Shante: Niezwykły poranek

Był to wczesny ranek. Normalnie, wstałabym trochę później, lecz dziś zostałam obudzona przez ni jakiego - Reversa, nowego członka, wilka Energii. Gdy otworzyłam moje oczy spytał się mnie czy coś słyszę. Tylko pytanie "co?".
- Niby co? Przecież jest cicho! - odparłam ze zdumieniem
Ech, komuś coś w głowie zaszumi i co? Evilan powróci?
- Ale... ja słyszę - zamyślił się - Chodź.
No nic. W sumie już nie zasnę, a leniem nie jestem, więc wstałam i ruszyłam za tajemniczym niesłyszalnym dźwiękiem. Basior, a raczej tajemniczy niesłyszalny dźwięk zaprowadził mnie nad Szmaragdowe Jezioro. Przynajmniej zdążyłam zanurzyć pysk w wodzie, aby zmyć z siebie sarkastyczną, niewyspaną mnie i powitać moje inne wcielenie. Gdy podnosiłam łeb zauważyłam jakąś deskę. Niby deska jak deska, ale ta była specjalna, było coś na niej wyryte, więc postanowiłam ją wyłowić. Gdy ją wyłowiłam oboje zaczęliśmy się jej przypatrywać. Udało nam się zaobserwować postać wilka, który wyglądał dokładnie jak Revers! A może to tylko znudzenie? Obok znajdował się
drugi, ale... jakby pusty, ale również był to wilk. Poza samymi wilkami było też drzewo, duże drzewo z trzema pustymi miejscami, a na czwartym był... Revers!? Może coś było nie tak z tą wodę w jeziorze, albo, albo, albo... Przed prawdą nie uciekniesz Shante, skoro on to widzi, ty to widzisz to oznacza, że to mi się nie śni.
- Wiesz, nie wiem o co tu chodzi, lepiej stąd chodźmy. Może... to jakaś
pomyłka - powiedział
O nie! Nie ma mowy! Nie ma tak łatwo! Przewróciłam deskę na drugą stronę i nagle coś na niej spostrzegłam...
- Ale... Czekaj! Tu jest coś jeszcze na odwrocie... - odparłam kiedy wilk
Energii już miał się poddać
Szybko zawrócił i wraz ze mną obserwował jak na drewnie pojawiają się napisy. Przez kilka chwil nie wiedzieliśmy co robić. Jakie znowu Trzy Krainy? Drzewo...genealogiczne?! Brat, ojciec, matka? Wierny pomocnik? Bardzo potrzebny? No to chyba na tym moja przygoda się kończy...
- Shante - niespodziewanie zapytał - czy pójdziesz ze mną na wyprawę do Trzech Krain? Potrzebuję cię. Proszę.
- Ja, no wiesz, ymm, ymm - nie mogłam się wysłowić.
Na pysku Reversa powoli pojawiał się smutek, więc dodałam:
- To wielki zaszczyt aby towarzyszyć Ci w czasie twej niezwykłej podróży - Revers odzyskał nadzieję - Więc dlatego pozwolę się uhonorować tytułem "wiernego pomocnika", aby pomóc Ci poznać prawdę i zgłębić swoje rodzinne tajemnice, więc nie traćmy czasu, niech dzieje się co chce, niech ziemia i niebiosa nam się sprzeciwią, niech potwory nocy nas zabiją, ale obiecuję, obiecuję, że Ci pomogę. - niczym osoba szlachetnie urodzona wygłosiłam moją mowę po czym nieśmiało dodałam - Tylko... W którą stronę mamy iść? Słyszysz coś może?

Revers? c:

Od Lethiel

- Idziesz z nami?
Musiałam przyznać, że ulżyło mi gdy znalazłam Wirvixa. Niepooranego pazurami, niepogryzionego i niewściekłego, dodajmy. I w dodatku nie był na mnie zły, miałam szczęście. Szczerze mówiąc, zaczynałam się już zastanawiać, co będzie, jak coś mu się stanie.
Odpowiedziałam na pytanie Wirvixa wzruszając tylko ramionami i ruszając za nim i Reklą. Miło było poznać kogoś nowego, mimo że wilczyca na razie... no cóż, patrzyła na nas wilkiem.
Ruszyliśmy wzdłuż rzeki, pokazując Rekli przy okazji las aż do Szmaragdowego Jeziora.
Usiadłam przy brzegu i wpatrzyłam się w spokojną wodę i odbicia lasu, słońca i nas na niej. Uwielbiałam wszelkie zbiorniki wodne.
- Ładnie tu, prawda? - zapytałam się wilczycy. - Jaki masz żywioł?
Wadera popatrzyła na mnie nieufnie i już chciałam przeprosić, gdy odezwała się:
- Eter.
- Zawsze ten żywioł mnie ciekawił. Ja sam władam ziemią, ale chyba Alfa jest Eterycznym, co nie?
Skinęłam głową i weszłam powoli do jeziora. Ogarnęło mnie znajome, przyjemne uczucie jak zawsze, gdy mam styczność z wodą. Zanurzyłam się głębiej, tak, że teraz cała pozostawałam pod powierzchnią. Od dawna nie pływałam, teraz jednak bez trudu przypomniałam sobie, ile przyjemności i radośći kiedyś mi to sprawiało. Zrobiło mi się smutno na myśl o mojej starej watasze, zaraz jednak postanowiłam się tym nie przejmować.
- Lethiel?! - dobiegł mnie krzyk Wirvixa. Niechętnie wynurzyłam się na powierzchnię, wyszłam z wody i otrząsnęłam się z wody.
- Nic się nie dzieje.

Wirvix? Rekla?

czwartek, 8 stycznia 2015

Od Amery

Przez chwilę rozmawiałam z białą wilczycą. Wyraźnie myślami była gdzie indziej, tak samo jak ja... Szybko się otrząsnęłam i ruszyłam przed siebie, żegnając się z Adexioun. Czułam ogarniający mnie niepokój. Coś było nie tak. Przyśpieszyłem kroku, próbując zgubić wszystko za sobą. Dłuższą chwilę biegłam, aż moje płuca odmówiły mi posłuszeństwa. Rozejrzałem się i zamarłam. Znajdowałam się w Lesie Cieni. Po chwili ziemia wokół mnie pokryła się ogniem. Płomienie lizały moją sierść nie raniąc mnie. Chciałam przeskoczyć nad przeszkodą, ale wtedy moją glowę rozdarł przerażający ból. Zawyłam żałośnie. To był Seepranne. Znalazł sposób, żeby mnie dopaść. Nigdy nie udało mu się połączyć ze mną w taki sposób jak pozostali. Kolejne uderzenie bólu było jeszcze gorsze. Przez chwilę myślałam, że to koniec. Nie. Nie poddam się tak łatwo. Ogień rozprzestrzeniał się w zabójczym tempie, a ja bezskutecznie próbowałam uciec od bólu. Wtedy dostrzegłem jakiś cień. To był Asmin. 
-Asmin!- krzyknęłam w jego stronę.- Uciekaj stąd! 
Mimo wszystko ruszył w moją stronę.
Asmin?

Od Adexioun

- Adexioun, pomóż mi! - krzyknęła Nin.
- Ech, już. - Przewróciłam oczyma.
Gdy topiąca się w wodzie wadera znalazła się na brzegu, stwierdziłyśmy, że może jedna pójdziemy na spacer gdzie indziej.
Idąc przez las rozmawiałyśmy o najróżniejszych rzeczach.
Muszę przyznać, że ja i Ninethe naprawdę się rozumiemy, mamy podobną historię. Ona była potomkinią Alfy i ja.
Chyba nareszcie znalazłam osobę, która naprawdę mnie rozumie, oczywiście moi inni przyjaciele byli super, ale tylko ona mnie rozumiała.
- Hmm, głodna jestem - powiedziałam.
- W sumie możemy coś przekąsić - stwierdziła Nin i poszłyśmy na polowanie.
Gdy zjadłyśmy już nasz posiłek położyłyśmy się na śniegu oglądając bezchmurne niebo.
Brak weny jak nigdy XD

Od Nensi: Jak dołączyłam do watahy

Urodziłam się daleko od Magicznej Doliny. Byłam jedynym dzieckiem moich rodziców, więc za wszelką cenę chcieli mnie chronić. Gdy wybuchła wojna między moją watahą a Watahą Krwawych Łap, wysłali mnie do cioci. Nie zostałam tam jednak długo... Pewnego ranka trzy wilki z wrogiej watahy znalazły grotę, w której mieszkała ciocia.
- Mamy złą wiadomość - powiedział jeden. - Twoja siostra i jej partner nie żyją.
Gdy usłyszałam tę wiadomość zaczęłam płakać. W końcu opanowałam łzy. Tylko że cioci nie było w jaskini. Wyszłam na zewnątrz, ale to co zobaczyłam... Koło drzewa były wilki, a obok leżała ciocia... Uciekłam stamtąd. Biegłam długo i pewnie biegłabym dalej, ale padłam z wycieńczenia. Obudziłam się na następny dzień w grocie. Nad mną stał wilk.
- Nareszcie się obudziłaś - powiedział wilk. - Jestem Radioacktive, a ty?
- Jestem Nensi - odpowiedziałam.
Po chwili do jaskini wszedł inny wilk. Spojrzał na mnie i zaczął rozmowę z Radioacktivem. Potem podszedł do mnie.
- Jesteś Nensi, tak? - spytał.
- Tak. Mogę rozmawiać z Alfą? - zapytałam nieśmiało.
- Właśnie z nim rozmawiasz - powiedział. - Jestem Asmin.
- Przepraszam, nie wiedziałam. Czy mogę dołączyć do watahy? - spytałam.
- Możesz - rzekł Asmin.

Ogłoszenie

Przepraszam za wszelkie opóźnienia, mogą pojawiać się jeszcze przez kilka dni. Mam nadzieję, że okażecie mi wyrozumiałość.

Alfa Asmin

środa, 7 stycznia 2015

Od Amery

Cicho skradałam się w stronę niewielkiego jelenia. Byłam strasznie głodna. Już szykowałam się do skoku, gdy w odległości trzech metrów ode mnie, dojrzałam białe futro. Wyprostowałam się powoli, a moja zdobycz natychmiast uciekła. Pewnym krokiem podeszłam do wadery. Kilka razy widziałam ją w Legowiskach, ale pierwszy raz mogłam się jej przyjrzeć z bliska. Była trochę ode mnie niższa i miała drobną budowę, ale wyglądała na silną i zwinną. Przez chwilę wpatrywałam się w jej oczy. Starałam się ukryć wszystkie emocję, nie wiedziałam czego mogę się spodziewać.
- Hej, chyba jeszcze nie miałam szansy się przedstawić. Jestem Amera. Adexioun prawda?- zaczęłam.
- Tak, miło mi cię poznać.- ledwo dostrzegalnie się zawahała. Chyba nie wiedziała co ma o mnie sądzić.
- Masz ochotę się wybrać się na polowanie?
- Czemu nie?- uśmiechnęła się pogodnie, a ja odwzajemniłam uśmiech.
Po pewnym czasie wytropiłyśmy zwierzynę. Adexioun wydawała się odrobinę osłabiona, ale nie chciałam pytać. Używając pnącza szybko obezwładniłam naszą zdobycz i skinęłam głową do wilczycy, żeby zajęła się resztą. Szybko skoczyła do przodu i było po wszystkim. Po posiłku odpoczywałyśmy na niewielkiej polance, jednym z moich ulubionych miejsc w których ukrywałam się przed światem. Ostatnie moje myśli ciągle zajmował Spirit. Od dłuższego czasu nie mogłam go znaleźć i ogarniał mnie niepokój. Potrząsnęłam głową odganiając złe myśli. Zerknęłam na waderę i odezwałam się, żeby przerwać tę irytującą ciszę.
- To, jak ci się podoba w watasze?
Adexioun?

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Nesso: Algeria, cz. 2

Otóż Algeria bardzo mnie zainteresowała. Wiedziałem, że coś ukrywa. Postanowiłem zaprzyjaźnić się z nią.
- Algeria - odezwałem się.
- Tak, Nesso?
- Chciałem cię zapytać, czy wszystko w porządku?
- Tak... - odpowiedziała nieśmiało.
- Ale na pewno?
- Tak. - I odeszła w głąb lasu...

Od Ajaxa

Byłem na polowaniu. Upolowałem dwie sarny, ale mi nie wystarczyło. Czułem dziwną potrzebę zabicia całego stada. Jednak udało mi się opamiętać, trzepnąłem głową i ostro zahamowałem, dając sarnom pobiec i zniknąć za horyzontem.
Serce biło mi tak szybko, że dokładnie to czułem, dyszałem mimo tego, iż nie byłem zmęczony, chciało mi się biegać. Często tak miewam, ale dziś jest... Inaczej.
Wróciłem do jednej z upolowanych wcześniej saren i zacząłem ją jeść. Po najwcześniej się poczułem się spragniony, więc pobiegłem nad Wodospad Keina. Napiłem się spokojnie. Popatrzyłem w swoje odbicie i zauważyłem coś niepokojącego... Moje oczy... Były żółte!
- Ajax! - usłyszałem za sobą, więc szybko się otrzepałem, moje oczy były już normalne.
Odetchnąłem z ulgą odwracając pysk i pytając:
- Tak?
W moją stronę pędził Asmin. Dosyć zdenerwowany. Trochę się zaniepokoiłem...
- Co się stało? - zapytałem.
- Potrzebuję pomocy - powiedział dysząc.

Asmin? Dalej brak weny, ale mniej.

Od Reversa

Dzisiaj obudził mnie rano jakiś dziwny głos. Obudziłem też Shante.
- Słyszysz to? - zapytałem.
- Niby co? Przecież jest cicho! - odpowiedziała ze zdumieniem.
- Ale... ja słyszę - zamyśliłem się. - Chodź.
Głos zaprowadził nas nad brzeg Szmaragdowego Jeziora. Tam już przestałem go słyszeć. Kierował mnie tylko przez kilka minut. Zauważyłem za to podpływającą w naszą stronę drewnianą deskę. Shante szybko wyciągnęła ją z wody, bo to ona pierwsza zauważyła, że coś jest na niej wyryte. Gdy zobaczyłem co tam jest, w pierwszej chwili nie wiedziałem, o co w tym chodzi. Dopiero kilka cichych chwil później zobaczyłem wyryte tam ostrym narzędziem rysunki. Jeden z nich przedstawiał postać wilka, która wyglądała jak ja, a obok niej pusty w środku, nieco inny wizerunek, równieżwilka. Obok tych dwóch obrazków było jeszcze duże drzewo z trzema pustymi miejscami, a czwarte zajmowałem ja.
- Wiesz, nie wiem o co tu chodzi, lepiej stąd chodźmy. Może... To jakaś pomyłka - powiedziałem do Shante.
- Ale... Czekaj! Tu jest coś jeszcze na odwrocie... - odparła, kiedy już zawracałem.
Szybko powróciłem i zobaczyłem, jak na drewnie pojawia się na bieżąco:

Wyprawa do Trzech Krain
Mglisty Zakątek Duchów
Mylące Doliny Podziemi
Magiczna Jaskinia Słońca

Reversie, jak wynika z ilustracji po drugiej stronie, masz wyruszyć do trzech Krain, aby uzupełnić swoje drzewo genealogiczne, poznasz wtedy swojego brata, matkę i ojca. Niestety, oni już dawno nie żyją... Ale nie martw się. Oni bardzo cię kochali, chcieli dla ciebie jak najlepiej... Pora abyś wreszcie poznał ich historię.
Idź tam razem z jednym, wiernym pomocnikiem. Będzie ci naprawdę bardzo potrzebny.
Jak już pewnie zauważyłeś, te wszystkie krainy zaczynają się literą M... Imiona wilków z Twojej rodziny też zaczynały się tą literą, wszystkie. Tylko nie Twoje... Ale o twojej historii dowiesz się później, kiedy ukończysz poszukiwania swojej rodziny... dowiesz się w swoim czasie.

Jeśli zdecydujesz się na tę wyprawę, złam deskę na pół. Tam będzie pierwsza podpowiedź.

Przez kilka chwil później ja i Shante byliśmy całkowicie zdumieni i nie wiedzieliśmy co robić. Ja? Mam brata?
Dlaczego mam szukać historii mojej rodziny, skoro wszyscy już nie żyją? Dlaczego więc ja żyję? Czemu miałem panoszyć się sam po świecie od szczeniaka, zamiast umrzeć razem z nimi? Czy wyruszenie do Trzech Krain mi w tym pomoże? Może dowiem się dużo więcej o sobie? Muszę spróbować... Zaraz potem odezwałem się:
- Shante - zapytałem - czy pójdziesz ze mną na wyprawę do Trzech Krain? Potrzebuję cię. Proszę.

Shante? ;»

Od Sharvari

Kolejny ranek rozpoczął się nudno. Czułam, że do mojego życia wkrada się monotonia. Chciałam przeżyć przygody, a nie siedzieć w jaskini. No, ale co ja mogłam zrobić?
Przechadzałam się nad jeziorem i dumałam nad swoim życiem, gdy nagle usłyszałam czyjś krzyk. To normalne, że się bałam, ale nie na tyle, by być ciekawa. Prędko ruszyłam w stronę, z której usłyszałam hałas.
- Kto tam? - spytałam w końcu.

Ktoś dokończy?

Od Ninethe

- Ech... z rodziną - powiedziałam.
Miałam ochotę płakać. Ja nie miałam już rodziny... Dopiero po jej utracie zrozumiałam jak ważną rolę pełni w życiu. Do tej pory była dla mnie czymś tak zwyczajnym. Tak normalnym i oczywistym...
- Ninethe? Co ci jest? - zapytała.
Chciałam coś powiedzieć, ale czułam się tak jakby w gardle ugrzęzł mi jakiś kamień. Zamiast tego powolnym krokiem oddaliłam się od jeziora i Adexioun. Po pewnym czasie dostrzegłam wodospad. Wyglądało na to, że jest dobrym miejscem na to by wszystko przemyśleć i otrząsnąć się ze wspomnień...
Kiedy byłam parę centymetrów od wody, postanowiłam, że trochę się jej napiję. Zrobiłam to i usiadłam obok rozmyślając o życiu...
Nagle usłyszałam głos Adexion:
 - Tu jesteś! - powiedziała zmęczona. - Wszędzie cię szukałam!
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Zdałam sobie sprawę, iż mimo tego, że niedawno piłam, zaschło mi w gardle. Wstałam i zbliżyłam się do wodospadu. Nagle poczułam, że jestem w wodzie. Mocno kołysana przez prądy, próbowałam dopłynąć do brzegu. Zdałam sobie sprawę z tego, że potrzebuję pomocy.
- Adexion! - krzyknęłam. - Pomóż mi, proszę!

Niech żyje topienie się w wodospadach XD

Od Adexioun

Był wieczór.
Stałam przy jaskini oglądając widoki. Było zimno i padał śnieg, ale ja jakby zahipnotyzowana podziwiałam piękne tereny Magicznej Doliny.
Nastał zmrok. Weszłam do jamy i zapadłam w głęboki sen. Kiedy to się obudziłam, udałam się na polowanie.

***

Ostatnio coraz mniej jem, jestem także osłabiona. Może dla tego, iż więcej czasu poświęcam rozmyślaniu niż zaspokajaniu swoich potrzeb.
Coś tak jakby się we mnie zmieniło. Jeszcze niedawno byłam uśmiechnięta i radosna, chętnie towarzyszyłam innym w spacerach...
Teraz jednak sama wybieram się na przechadzki, często też wpatruję się w wodę przypominając sobie siebie jako szczenię.
Gdy już upolowałam swój posiłek udałam się do ,,mieszkania" by go spożyć.
Po jedzeniu wyszłam na spacer nad Rzekę Prawdy.
Podeszłam do brzegu marząc i rozmyślając.
Nagle o dziwo naszła mnie chęć porozmawiania z kimś.
Poszłam poszukać kogoś chętnego do rozmowy.

Kto dokończy?

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Fairlyn

Wkurzyłam się. Może byłam dziwaczką, ze skłonnościami sadystycznymi, która słyszy głosy w swojej głowie, ale to nie był powód, żeby mi nie ufać! No może był. Ale nie w takich sprawach. Jeśli by mi coś powiedział, to nie rozgłosiłabym tego na całą Dolinę...
Zwiesiłam głowę. Jak nie chciał mi powiedzieć jego sprawa. Nie potrzebowałam móc czytać w jego myślach żeby wiedzieć, że uważał mnie za ostro pokręconą. Ale, tak czy siak, lepiej będzie jak zejdę mu z głowy na jakiś czas...
Smętna dziś jesteś.
Odkrywca się znalazł.
Ech, nie chodź tak ze zwieszoną głową. Żałośnie wyglądasz.
Jak miło. Przewróciłam oczami i zaszyłam się w jaskini. Po godzinie wyszłam. Poszłam nad lekko zamarznięte jezioro. Po godzinie poszłam do lasu. Polowałam. Po godzinie skierowałam się do Lasu Cieni, żeby się tam przespać. Nie miałam zamiaru wracać do siebie. Nie czułam się tam za dobrze. Ani nigdzie indziej. Kiedy przekąsiłam jakiegoś małego ptaka, którego cudem mi się udało złapać z taką marną koncentracją, jaką teraz dysponowałam.
Hej, Lyn... Co z tobą? Zwykle się takimi rzeczami nie przejmowałaś...
- Ja? To prawda, sprawami Asmina się nie przejmuje. Ale tym, że nic mi nie mówi? To mnie trochę wkurza - mruknęłam do Share'a.
Coraz bardziej czułam się w dolinie jak obcy. Chciałam odejść. Na dłuższy czas, ale nie na zawsze. Niezbyt daleko, może do Rozlewisk? Albo gdzieś indziej, blisko Doliny... Albo odwiedzić część tych miejsc, w których kiedyś żyła wataha?...
Spojrzałam się na wirujący dookoła mnie śnieg i postanowiłam wreszcie, co ze sobą zrobię.

***

Stanęłam na granicy naszego terytorium. Mała wiadomość, zostawiona w głębi mojej jaskini, powinna załatwić sprawę z Asminem. Westchnęłam cicho, wypuszczając obłoczek pary z ust. Byłam nawet wesoła. Tak jak, zapewne, Share, który wręcz rozglądał się moimi oczami dookoła. Uśmiechnęłam się do siebie w myślach. Rundka przez dawną trasę podróży watahy dobrze mi zrobi. Chociaż wiedziałam, że Asmin się wkurzy kiedy zostawię go z obowiązkami rady na dłuższy czas. Ale ma Rena, nie? Dlatego nie będę siedzieć w tamtych miejscach tyle czasu co oni wtedy. Na początek może Rozlewiska?...
Już miałam przekroczyć krawędź Doliny, gdy kogoś wyczułam. Rozejrzałam się dookoła i wciągnęłam w płuca zimne powietrze.
- Pass?
Wyłoniła się z krzewów za mną. Nie była już wychudzona i nie wyglądała jak jedno wielkie nieszczęście. Tak jak ja. Ale ona wynormalniała, a mi wciąż siedzą w głowie jakieś wkurzające osobniki.
Ej!
Zignorowałam go.
- Co robisz?- spytała.
Zastanawiałam się czy skłamać czy jestem na zwiadzie. Lepiej tak.
- Idę na jakiś czas poza te tereny.
I nici z kłamstwa.
- Aha... Okej - mruknęła.
Wtedy zrobiłam coś, czego bym się nie spodziewała.
- Chcesz iść ze mną?

Eww, Pass, chcesz iść ze mną w magiczną podróż?

Od Asmina

Krzak zapalił się nagle, podpalając mi przy okazji futro. Rzuciłem się na ziemię w celu zduszenia płomieni.
- Niech to szlag... - zakląłem.
Nie kontrolowałem swoich mocy. Byłem wściekły, bo Fair znowu coś odwala, a na dodatek Ren odszedł. Nawet nie zauważyłem, kiedy puściłem z dymem kolejną niewinną roślinkę.
Muszę to opanować. Tylko szybko.
- Ajax - wyszeptałem.
Tak, to dobry wybór. Wcześniej trenował ze mną i siostrą walkę wręcz, więc czemu by nie mógł pomóc mi opanować żywioł? Jak to było? Wewnętrzny ogień?
Wiedziałem, że nie mogę zwlekać. Była zima.

Ajaxeł? :>

Od Reversa

Jakiś czas już jestem w tej Watasze i dobrze się tu czuję. Poznaję po kolei wszystkie wilki, które tu mieszkają. Są dla mnie bardzo mili. Niektórzy z nich należą do tej Watahy już bardzo długo i opowiadają mi o jej początkach. Najwięcej o naszym terytorium opowiedzał mi Asmin. Opisywał dokładnie każde miejsce, które mijaliśmy podczas wieczornego spaceru. Poznałem także przeróżne historie związane z najważniejszymi zakątkami Magicznej Doliny. Bardzo mnie to ciekawiło. Byłem poważny w tej rozmowie i małem ciągle zamyśloną minę, aż do momentu, kiedy Asmin opowiadał mi o Jaskini Hayley'a i dodał nową historię tego miejsca... Moją. Wtedy, kiedy mnie tu przyjęto. Wtedy zacząłem się śmiać.
Coś czuję, że znalazłem Watahę, o jakiej mogłem marzyć tylko w snach.
Następnego dnia pod wieczór wybrałem się nad jezioro. Chciałem chwilę pobyć sam i pomarzyć o moim dalszym losie w Watasze. Z myślami w głowie o najwspanialszych przygodach patrzyłem na mój cień znikający niewinnie za sylwetką wilka, który goni Słońce chowające się nad horyzontem.
Patrząc na jasno świecący księżyc dumnie usadowiony na środku nieba, przyćmiewający piękno mniejszych gwiazd, uświadomiłem sobie że to jest właśnie moje miejsce.

Profil wilczycy Nensi

Imię: Nensi
Płeć: samica
Wiek: 1 rok
Zawód: łowca
Partner: szuka
Rodzina: sierota, jedynaczka
Żywioł: powietrze
Umiejętności: latanie (★★★), zwinność (★★★), telekineza (★★★),  sprowadza silną wichurę (★★★), niewidzialność (★★), bezszelestne poruszanie się (★★)
Opis: Przyjazna, ale nieśmiała. Straszna plotkara. Najpierw mówi, a potem myśli. Dla przyjaciół lojalna. Bardzo szczera

niedziela, 4 stycznia 2015

Od Asmina

Co powiedzieć, co powiedzieć... W końcu ktoś i tak spyta się, co się stało z Renem.
Muszę być silny. Powiem jej.
- Nic - burknąłem i odwróciłem łeb. Wiatr smagał moje futro, a grzywka podrygiwała na nim, raz po raz odsłaniając głęboką zieleń mych oczu.
Nie nalegała. Gdy policzyłem do dziesięciu i zwróciłem łeb w jej stronę, już jej nie było.
Czy to tak ma wyglądać? - pomyślałem z goryczą. - Dwójka szczeniaków u władzy, które nie potrafią nawet między sobą się dogadać?
Wróciłem wspomnieniami do naszych rodziców. Roześmiana, biała wilczyca o świecących oczach. Dla każdego potrafiła znaleźć miłe słowo czy dobrą radę. Każdego dnia rozmawiała z kilkunastoma wilkami, chodziła z nimi na polowania, zwiady czy chociażby spożywała posiłek. Swoim ciepłem ogrzałaby wszystkie wilczęta świata...
I ojciec, milczący, poważny samiec. Leczył rannych, odbierał porody... W tym i nasz. Nie żartował sobie z obowiązków, sumiennie je wypełniał, ale w jego sercu nie było obcych ani gości. Była wiedza. I Odalis.
Och, jakże mógłbym zapomnieć o Marchesie. Nasza ciocia, siostra matki. Z rozwagą podejmowała decyzje, ale potrafiła pójść rozerwać się z siostrą.
Czy to właśnie chcę osiągnąć? Siostrę, której potrafiłbym powiedzieć wszystko, nie martwiąc się, że zrobi coś głupiego?
Tak, pomyślałem, ale to niemożliwe. Nie z Fair.

Od Fairlyn

- Fair? Nie masz co robić?
Właśnie szłam z mojej jaskini żeby na coś zapolować. Co Asmin miał do tego?
Jest zły.
To to ja też widzę, odpowiedziałam w myślach.
- Co jest? Już nie można chodzić po terenie watahy? - odparłam szorstko.
Asmin chwile mi się przyglądał, opanowując emocje i chowając je w sobie. Może się różniliśmy, ale w tym byliśmy tacy sami- nie chcieliśmy by ktokolwiek wiedział jak się czujemy.
- Nic - odpowiedział, parodiując moją niedawną wypowiedź.
Westchnęłam w myślach i zdecydowałam, że go tak zostawię. W końcu sama wolałam w ciężkich momentach być sama. Rzuciłam na niego jeszcze raz wzrokiem i na odchodnym rzuciłam zrezygnowana:
- Chcesz iść ze mną coś upolować?
Spojrzał się na mnie i przytaknął cicho.
Pokręciłam głową. Ech. Mimo wszystko był inny. Raczej nie chciał ciągle być samotny... A ja byłam w końcu jego siostrą. Powinnam coś zrobić.
Zagłębiliśmy się w las. Cieni. Nie wiedziałam jak go widział Asmin, ale ja czułam się tu jak w domu. Spokojna. Co prawda szanse na zwierzynę tu znacznie spadały, ale jeśli miałam gdzieś polować, to zazwyczaj wybierałam właśnie to miejsce. Po Asie widziałam, że nie miał nic przeciwko, więc skupiłam się na wyłapywaniu tropów zwierząt.

***


- Beznadzieja - rzuciłam w powietrze.
- Może trzeba było iść do normalnego lasu - mruknął z lekką pretensją.
Tam zapewne byłoby podobnie, wtrącił Share.
Przyznałam mu częściową racje. Tyle, że tutaj, grube, powyginane gałęzie, nawet bez liści, ograniczały ilość śniegu na podłożu. Było strasznie zimno. Nawet z moim całkiem grubym futrem.
Złapałam jedynie średniej wielkości królika, a Asmin jakiegoś kontuzjowanego ptaka.
Ze smętnymi minami wróciliśmy do legowisk. Co prawda ja wyglądałam tak jak zawsze, ale z Asminem zdecydowanie było coś nie tak. I zapewne zastawiał się co ze mną jest nie tak... Ale to nie było to. W połowie drogi odezwał się mój siostrzany instynkt i stanęłam stanowczo przed nim.
- Asmin. Co z tobą?
Odwrócił głowę.


Asmin ;w;

Od Adexioun

- Asmin... - odrzekliśmy. - Nasz Alfa.
- Mogę się z nim spotkać? Chcę tu zostać - powiedziała Nin.
- Pewnie się zgodzi - stwierdziłam.
Zaprowadziłam ją do naszego dowódcy.
Podeszła do niego i zaczęli rozmawiać.
Odeszłam od owych wilków, udając się w stronę Szmaragdowego Jeziora.
Podeszłam do przeźroczystej tafli wody.
Wpatrywałam się w nią przez dłuższy czas.
- Wszędzie cię szukałam! - powiedziała zziajana Nin.
- I jak, zostajesz?
- Zostaję - oznajmiła uroczyście, po czym podeszła do mnie.
Stałyśmy w milczeniu kilka dobrych minut.
- Widzisz coś tam? - zapytała, wpatrując mi się w oczy.
- Gdzie?
- W wodzie.
- A tak, to znaczy nie do końca. Wyobrażam sobie siebie jako szczenię. Z rodziną - powiedziałam nie odrywając wzroku od wody.

Nin, dokończysz?

sobota, 3 stycznia 2015

Profil wilczycy Nariny




Imię: Narina, ksywka Narin
Płeć: samica
Wiek: 2 lata
Zawód: wartownik
Partner: nie szuka
Rodzina: brak
Żywioł: eter
Umiejętności: częste wizje (★★★), znajomość języków (★★★), telepatia (★★★), ból psychiczny (★★★), potrafi znaleźć się w czyimś umyśle i przejąć nad nim kontrolę (★★), teleportacja (★★)
Opis: Narina to prawdziwa samotniczka. Nienawidzi mówić, towarzystwa itd. Uwielbia patrzeć godzinami na jedną lub wiele rzeczy, stąd jest wartownikiem. Nienawidzi patrzeć na miłość i sama tego doświadczać, a powodem są zdrady, zwyczajnie się ich boi.

Od Asmina

Zostawiłem Fair, zerkając na nią od czasu do czasu.

*

- Ren? Co ty tu robisz? - zapytałem skrzydlatego wilka.
- Asmin? Ja... Nie powinno cię tu być - odpowiedział smutnym tonem.
- Jak to? O czym ty mówisz?
- Wiesz, że cię lubię... Ba, może nawet kocham jak brata... No właśnie. Moja rodzina, Asmin. Pamiętasz ich? Opuścili Dolinę w dzień... dzień... śmierci moich rodziców - wyjąkał i odwrócił wzrok.
Milczałem, pozwalając mu mówić.
- Nie mogę tu zostać. Miałem sen. Muszę ich znaleźć. Znaleźć rodzeństwo... I rodziców - rzekł pewniejszym głosem.
- Ren... Twoi rodzice nie żyją i nie można ich znaleźć. Widziałeś ciała - powiedziałem cicho.
- Mylisz się! - krzyknął. - Mylisz - dodał spokojniej. - Znajdę ich. Znajdę drogę do Zaświatów.
Przełknąłem ślinę. Mój przyjaciel... Miał mnie opuścić dla niemożliwej misji.
- Ren... Aiko... Zastanów się. Do Zaświatów trafia się po śmierci! - zawołałem rozpaczliwie.
- Nie. Marchesa tam była. I wróciła - rzekł z mocą. - Znasz opowieści. Twój ojciec też tam był. I twoja starsza siostra również. Jak ktoś z taką rodziną może mi mówić, że to niemożliwe?
To obłęd, pomyślałem. Unriva jest związana imieniem z Unrivą, ojciec to potężny szaman, a Marchesa... Marchesa była wskrzeszona przez ojca.
- Proszę, zrób to dla mnie. Zostań. Proszę - wyszeptałem, ale na próżno. Było za późno.
Ren zamachał parę razy skrzydłami, po czym wzbił się w powietrze i odleciał. Na zawsze.

*

Wracałem przygnębiony do Legowisk. Liczyłem na to, że wpadnę na kogoś, kto mnie pocieszy, wyrwie z tego obłędu.
Przeliczyłem się.
- Fair? Nie masz co robić? - warknąłem. Stanowczo zbyt agresywnie.

Fair? Pocieszysz braciszka? :>

Od Fairlyn

Siedziałam w jaskini, naturalnie, zakopana we wszystkie futra, jakie tylko mogły się tu znaleźć. Czułam się beznadziejnie, czyli jak na mnie całkiem nieźle. Patrzyłam się w śnieg, zasypujący świat na zewnątrz. Nie myślałam, a przynajmniej starałam się tego nie robić. I wtedy się odezwał.
Fair? No wreszcie. Nudziłem się.
Share.
Podskoczyłam, ale starając się zachować chłodne opanowanie, odpowiedziałam mu.
- A ty czego chcesz? I dlaczego znów cię słyszę połamańcu?
Ech, jak zawsze miła i uprzejma. Słyszysz mnie, bo albo jesteś chora psychicznie, albo... W sumie nie znam się na psychologii, co ci będę mówił. Lek przestał działać, więc albo ciągle będziesz na miksturkach, albo będziesz mnie znosić, rzucił szyderczym tonem.
Ciągnie swój do swego, co?
Pokręciłam parę razy głową. Nie wiedziałam co robić. Ale jeśli miałam go teraz częściej słyszeć, to wypadałoby się trochę więcej dowiedzieć o tym czym jest.
- Umiesz czytać moje myśli?
Przez chwilę siedział cicho
Tylko niektóre, takie jakie mi udostępniasz.
- A masz własne?
No raczej.
- Możesz przejąć kontrole nad moim ciałem?
Możliwe.
Zaczęłam go wypytywać o różne sprawy, na czym zleciała mi przynajmniej godzina, może dwie. Nie był rozmowny, a odpowiedzi uzyskałam jedynie na pytania go niedotyczące, ale i tak, życie z nim zapowiadało się ciekawie. Tyle że był on podobny do mnie, co zwiastowało częstymi kłótniami.
Przebiegłam wzrokiem po ciemnych, kamiennych ścianach jaskini i zdałam sobie sprawę z absurdu tej całej sytuacji. Rozmawiam z tworem własnego umysłu, który pojawił się w ciemnej, zagazowanej halucynogennymi substancjami jaskini, gdzie próbowałam zabić swoją towarzyszkę. Zaśmiałam się lekko. Potem do mojego umysłu napłynęły wszystkie wspomnienia z tamtych dni. Zaczęłam śmiać się głośniej, wręcz histerycznie, nie mogłam przestać. Czułam jakby Share się na mnie gapił z lekkim uśmiechem.
Powoli wyszłam z jaskini i stanęłam przed nią.
Nagle przede mną  pojawił się Asmin, skupił na mnie wzrok i z niepewnością rzucił:
- Fair?
Moje rozszerzone źrenice i rozbiegany wzrok wróciły do normy, a śmiech powoli zaczął cichnąć. Kiedy uśmiech zupełnie zniknął mi z twarzy. Wróciłam do normy i spojrzałam się na Asmina chłodno. Nie potrafiłam tego wyjaśnić. On to wiedział i spojrzał się mi prosto w oczy. Share jakby przysłuchiwał się wszystkiemu z ciekawością, jakbym była jego obiektem doświadczalnym.
- Fair co się z tobą dzieje?
Westchnęłam.
- Nic.
Asmin~

Od Asmina

Usłyszałem drapanie o śnieg. Chwilę później do mojej jaskini wleciała mała zaspa tegoż zdradzieckiego białego "puchu", a na niej Amera i Kyotoo.
- Podobno wzywałeś mnie - rzekł ten drugi.
Byli cali mokrzy. Woda powoli zamarzała na nich, tworząc sopelki lodu.
- Wpierw ogrzejcie się. Widzę, że musiałem przespać burzę. Kyotoo, będziesz tak łaskawy...?
Wilk odgadł moje myśli i po chwili w jaskini wesoło trzaskał ogień. Poczęstowałem swoich gości jelenim udźcem.
- A więc? - zapytał Kyo. Po brodzie skapywała mu krew roślinożercy.
Kiedy indziej uznałbym samca za bezczelnego, ba! Wyrzuciłbym go z jaskini. Zdążyłem jednak przyzwyczaić się do tego, że wilki za nic mają pozycję i wydaje im się, że to Alfy mogą mówić jak do rodzonego brata. A może to ja się mylę?
- Słyszałem, że ty i Evera zaprzyjaźniliście się nieco...
- I? Co w związku z tym? - przerwał mi lekceważąco.
-  W ciągu ostatnich dni Evera nie opuszcza jaskini - kontynuowałem niezrażony -  żyje w brudzie, odmawia spożywania posiłków. Patrząc na intensywność opadów, pewnie ją doszczętnie zasypało. Chcę, abyś był dla niej wsparciem, pomógł wyjść z dołka psychicznego. Wszystko jasne?
- Tja...
Samiec w dwóch kłapnięciach paszczą dokończył posiłek, wstał, otrzepał się i wyszedł. Amera powoli dźwignęła się na nogi i podążyła jego śladami.
Wodziłem za nią wzrokiem, aż jej ogon zniknął w wyjściu z jaskini. Potem rozejrzałem się po swoim mieszkanku.
Przydałoby się nazbierać drewna, aby podsycić ogień... Ale zaraz... Przecież... wizja...
Muszę sprawdzić, czy to prawda. Wstałem i naraz do moich uszu doszedł szaleńczy śmiech. Wybiegłem z jaskini i wpadłem na Fairlyn.
- Co ty wyrabiasz?! Dobrze się czujesz? - zapytałem, myśląc o ostatniej przygodzie na skrócie do Mrocznych, po czym dodałem ciszej do siebie: - Myślałem, że wszystkie grzybki zasypało...

Kyo? Fair? :>