Wciąż posuwałem się naprzód. Nagle ślady urwały się przy urwisku. Spojrzałem w dół. Na dole był ich ciąg dalszy. Przysiadłem, nie wiedząc, co robić.
Musi być jakiś sposób - myślałem. - Skoro oni przeżyli, bo ślady ciągnął się dalej, ja też mogę to zrobić. Widać upadek nie będzie aż tak bolesny.
Podszedłem do krawędzi i skoczyłem.
I to był błąd.
Nie przemyślałem wszystkiego dokładnie. Upadek był bardzo bolesny, ale jednak jakimś cudem nadal żyłem.
Po pierwsze, Assuva mógł się w coś zmienić i pomóc Cheverowi zejść. Unriva z prędkością światła skorzystałaby z tego i odbiegła kawałek, aby potem niezauważenie wrócić.
Po drugie, mogłem się zwyczajnie teleportować.
- No cóż - mruknąłem. - Przynajmniej żyję.
Ruszyłem dalej tropem. Prowadził do dużej góry. Czyżby była tam baza czarnego charakteru?
W długich skokach zmierzałem do celu. Jeśli moje przypuszczenia się sprawdzą, Chevera i Assuvę czeka walka, a pomocna łapa zawsze się przyda. Nie zapominajmy o Unrivie.
Przed wejściem wyleciał z hukiem czarny kształt. Upewniwszy się, że go nie znam, wkroczyłem do jaskini.
Moim oczom ukazała się Ashiraii, Chever zarzucający ją sobie na grzbiet i Assuva walczący z Tym Złym. Nie widzieli mnie. Zostawili wroga i zaczęli uciekać. Łącznik ogonem potrącił notatki do ognia, a nieprzyjaciel wsadził tam momentalnie nos. Podpalił się i próbując się zgasić, runął na wybuchowy proszek. Nagle czas się zatrzymał. Patrzyłem zdumiony na Assuvę w biegu. Znieruchomiał tuż przede mną.
- Jesteś tam. - Odwróciłem się do wroga.
- Kim jesteś? - zapytałem, nie wiem czemu.
- Vahnean. Szaman.
- Exalios. Również.
- Walka. Ty i Ja. Szaman i szaman. Przeszkadzasz mi tutaj. Oni cię nie widzą, ale ja tak i muszę cię sprzątnąć.
- Nie pochlebia mi to.
- Mówi się trudno - odparł Vahnean. Nie palił się już.
Rozejrzałem się. Małej Un nie widziałem.
Zaczął się pojedynek szamanów. Miotaliśmy zaklęciami coraz groźniejszymi. W pewnym momencie Vah zawołał dwa zaklęcia w moją stronę. Za pierwszym razem się pomylił i włączył czas, a za drugim posłał ognistą kulę w stronę Ashiraii, bo ja zrobiłem unik i odsłoniłem ją.
Ognista kula już miała trafić w zwiadowczynię, ale została odparowana przez małą Unrivę! No tak, przecież ona ma ogień.
Wróg zdenerwował się i skoczył zabić Un.
Odepchnąłem go i odskoczyłem, jednak zdążył mnie zadrapać. Wtedy wszystko zaczęło się dziwnie wykrzywiać, i zamazywać, i kręcić, i znikać, i...
***
I nastał nowy dzionek w Magicznej Dolinie. Obudziłem się w ten radosny poranek zlany potem.
- Co ja tu robię? - Rozejrzałem się, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
- Śpisz? - zapytała Odalis i przytuliła Unrivę.
- Mamo, dość! - jęknęła Unriva.
- Czy ty przypadkiem nie zniknęłaś? - spytałem córkę.
- Exalios, daj spokój. Zachowujesz się bardzo dziwnie. Unriva i Isanis pomagają łowcom odkąd Chever i Assuva poszli szukać Ashiraii - wtrąciła Odalis.
- Ale... - zamilkłem.
W jaskini szamana na spokojnie obejrzałem swoje futro. Przecież wszystko dokładnie pamiętam.
- Jest! - Moim oczom ukazała się blizna po ranie, w tym miejscu, gdzie Vahnean zadrapał mnie.
***
Każdy szaman wytwarza wokół siebie niewielkie pole magii. Unriva posiada imię po zmarłej, przez co ta jest wciąż jedną łapą w świecie żywych - przecież czasem mówi się, że ktoś przypomina umarłego, albo że czujemy jego obecność dzięki czemuś... lub komuś. Jak w tym wypadku, przez małą wciąż pamiętamy o samobójczyni i jej imienniczce.
Na dnie tego urwiska musiała być jakaś zmarszczka czasoprzestrzenna i dlatego, kiedy Unriva się do niej zbliżyła, otworzył się na chwilę portal do Zaświatów. Wilki nieświadomie z tego skorzystały i przeszły ciałem do nich. Sam Zły musi mieć ogromną moc i dokonał tego bez żadnej pomocy. Natomiast ja częściowo umarłem, bo skoczyłem z urwiska, ale przeżyłem - moja dusza wpadła poprzez owy portal do Zaświatów, podczas gdy ciało (wciąż żywe) znajdowało się nadal w Dolinie.
Kiedy Zły zranił moją duszę, co nie powinno być możliwe, trafiłem do Doliny z blizną w miejscu, gdzie dusza została zraniona.
Natomiast mała Unriva trafiła ze mną do Doliny, bo akurat wtedy ją trzymałem.
- Ile razy mogę powtarzać? - Beta się zdenerwowała.
- Hę? - spytałem. Musiałem się zamyślić.
- Pytałam, jak myślisz, kiedy Assuva i reszta wróci?
- Już wracają - odparłem.
- Naprawdę?
- Tak, jestem tego pewny - pokiwałem łbem, wracając do wspomnień z Zaświatów.
- Tato, gramy w chowanego? - zapytały cztery córki.
- Zgoda - odpowiedziałem i zacząłem liczyć.
Znalazłem już trzy, ale została mi Unriva. Oddaliłem się od Legowisk, aby ją znaleźć.