Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

niedziela, 30 czerwca 2013

Wyniki konkursu Aktywność

W tym miesiącu gratulujmy Ashiraii! Napisała ona aż 20 postów, tym samym wyprzedzając Betę o 10. Lecą 4 Punkty!

Z ciemnego miejsca, którego położenia nikt nie zna,
pozdrawia Was Alfa Marchesa 
przyglądająca się zmaganiom ciem.

sobota, 29 czerwca 2013

Od Mrocznego: Polowanie

Uśmiechnąłem się jeszcze do Navi, a potem pobiegłem wgłąb lasu. Musiałem upolować jakieś duże zwierzę, bo musiało wystarczyć aż na trzy wilki. Wokół było tyle drzew, że nie widziałem co znajduje się przede mną. Starałem się jednak to wykorzystać i chowałem się wśród pni. Dzięki mojej czarnej sierści przychodziło mi to dość łatwo. Ostrożnie stawiałem łapy, żeby nie zdradzić swojego położenia potencjalnej ofierze.
Nagle moje futerko rozwiał silny podmuch zimnego wiatru. Przeszedł mnie dreszcz, ale nadal parłem przed siebie. Do mojego nosa doleciał zapach zwierzęcia, na które polowałem. Poznałem zapach lisa. Ze złością tupnął łapą, ale nie mogłem teraz zawrócić i poszukać innej zwierzyny, bo moglem jej nie znaleźć. Lis musi nam wystarczyć.
Podszedłem bliżej i zza krzaków ujrzałem zdrową lisicę. Wydawała się niespokojna, pewnie już wyczuła moją obecność. Nie namyślając się długo odbiłem się od ziemi i rzuciłem w stronę zwierzęcia. Samica od razu rzuciła się do ucieczki. Czyli czekała mnie pogoń za lisem. Nie wiedziałem tylko, czy dam radę...
Powoli zbliżałem się do lisicy, która próbowała przyspieszyć, ale byłem większy i miałem dłuższe łapy. Widziałem, że mi nie ucieknie. Byłem tak blisko, że bez problemu zaatakowałem. Skoczyłem na zwierzę, wbijając pazury w jego bok. Siła uderzenia przewróciła nas na ziemię. Niestety lisica zdołała się podnieść i mimo krwawiącego boku, rzuciła się do ucieczki. Wiedziałem, że mi nie ucieknie, ale rozzłościło mnie to, że jeszcze próbowała mi uciec. To tylko przedłużało mi polowanie.
Ruszyłem za nią, nawet nie próbując biec. Po chwili lisica zatrzymała się i widziałem jak rozpaczliwie próbuje złapać powietrze. Jej łapy zaczęły drżeć i nagle się przewróciła. Leżała na ziemi, a wokół niej zaczęła się robić coraz większa kałuża krwi. Ostrożnie podszedłem do niej. Nie miałem zamiaru patrzeć jak cierpi, wiec szybko wbiłem jej kły w szyję, żeby jej tego oszczędzić. Po chwili lisica przestała oddychać.
Chwyciłem jej martwe ciało w zęby i ruszyłem w drogę powrotną do nory. Tam dałem moim towarzyszkom lisa do zjedzenia. Ja nie jadłem, bo zwierzę była dla nas o wiele za małe. Powiedziałem im, że już jadłem, byle tylko one się najadły, a szczególnie Navi. Potem położyłem się spać, żeby odpocząć po polowaniu.

Wojna z Wilkami Pełni

Wilk Pełni
Pierwsza wojna naszej watahy odbywała się przeciwko Wilkom Pełni. Porwali Odalis, a kilkanaście dni po tym małą Moon, więc nie mogliśmy siedzieć bezczynnie. Większa część watahy wyruszyła do ich świątyni odbić wilczątko oraz zdobyć Kamień Przeznaczenia. W międzyczasie Beta nie słuchając się siostry, razem ze szczeniakami poszła na własną rękę znaleźć Moon. Okazało się, że ma ją LIN. Wataha pod przewodnictwem Marchesy stoczyła pierwszą bitwę, zdobyła Kamień Przeznaczenia i zrównała z ziemią świątynię. Wróciliśmy wszyscy do Legowisk. Niestety, Wilki Pełni zaatakowały nas znienacka, kiedy spaliśmy. Na szczęście Odalis z magiczną odsieczą przybyła w ostatniej chwili, kiedy wszyscy byli na skraju wyczerpania.
Podczas tej wojny zginął mały Hayley, a rany odnieśli wszyscy, niektórzy bardziej poważne, inni mniej.

Dla ciekawskich, Święto Wojowników jest w dzień wielkiej walki z Wilkami Pełni.

piątek, 28 czerwca 2013

Od Exaliosa

Wciąż posuwałem się naprzód. Nagle ślady urwały się przy urwisku. Spojrzałem w dół. Na dole był ich ciąg dalszy. Przysiadłem, nie wiedząc, co robić.
Musi być jakiś sposób - myślałem. - Skoro oni przeżyli, bo ślady ciągnął się dalej, ja też mogę to zrobić. Widać upadek nie będzie aż tak bolesny.
Podszedłem do krawędzi i skoczyłem.
I to był błąd.
Nie przemyślałem wszystkiego dokładnie. Upadek był bardzo bolesny, ale jednak jakimś cudem nadal żyłem.
Po pierwsze, Assuva mógł się w coś zmienić i pomóc Cheverowi zejść. Unriva z prędkością światła skorzystałaby z tego i odbiegła kawałek, aby potem niezauważenie wrócić.
Po drugie, mogłem się zwyczajnie teleportować.
- No cóż - mruknąłem. - Przynajmniej żyję.
Ruszyłem dalej tropem. Prowadził do dużej góry. Czyżby była tam baza czarnego charakteru?
W długich skokach zmierzałem do celu. Jeśli moje przypuszczenia się sprawdzą, Chevera i Assuvę czeka walka, a pomocna łapa zawsze się przyda. Nie zapominajmy o Unrivie.
Przed wejściem wyleciał z hukiem czarny kształt. Upewniwszy się, że go nie znam, wkroczyłem do jaskini.
Moim oczom ukazała się Ashiraii, Chever zarzucający ją sobie na grzbiet i Assuva walczący z Tym Złym. Nie widzieli mnie. Zostawili wroga i zaczęli uciekać. Łącznik ogonem potrącił notatki do ognia, a nieprzyjaciel wsadził tam momentalnie nos. Podpalił się i próbując się zgasić, runął na wybuchowy proszek. Nagle czas się zatrzymał. Patrzyłem zdumiony na Assuvę w biegu. Znieruchomiał tuż przede mną.
- Jesteś tam. - Odwróciłem się do wroga.
- Kim jesteś? - zapytałem, nie wiem czemu.
- Vahnean. Szaman.
- Exalios. Również.
- Walka. Ty i Ja. Szaman i szaman. Przeszkadzasz mi tutaj. Oni cię nie widzą, ale ja tak i muszę cię sprzątnąć.

- Nie pochlebia mi to.
- Mówi się trudno - odparł Vahnean. Nie palił się już.
Rozejrzałem się. Małej Un nie widziałem.
 Zaczął się pojedynek szamanów. Miotaliśmy zaklęciami coraz groźniejszymi. W pewnym momencie Vah zawołał dwa zaklęcia w moją stronę. Za pierwszym razem się pomylił i włączył czas, a za drugim posłał ognistą kulę w stronę Ashiraii, bo ja zrobiłem unik i odsłoniłem ją.
Ognista kula już miała trafić w zwiadowczynię, ale została odparowana przez małą Unrivę! No tak, przecież ona ma ogień.
Wróg zdenerwował się i skoczył zabić Un.
Odepchnąłem go i odskoczyłem, jednak zdążył mnie zadrapać. Wtedy wszystko zaczęło się dziwnie wykrzywiać, i zamazywać, i kręcić, i znikać, i...

***

I nastał nowy dzionek w Magicznej Dolinie. Obudziłem się w ten radosny poranek zlany potem.
- Co ja tu robię? - Rozejrzałem się, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
- Śpisz? - zapytała Odalis i przytuliła Unrivę.
- Mamo, dość! - jęknęła Unriva.
- Czy ty przypadkiem nie zniknęłaś? - spytałem córkę.
- Exalios, daj spokój. Zachowujesz się bardzo dziwnie. Unriva i Isanis pomagają łowcom odkąd Chever i Assuva poszli szukać Ashiraii - wtrąciła Odalis.
- Ale... - zamilkłem.
W jaskini szamana na spokojnie obejrzałem swoje futro. Przecież wszystko dokładnie pamiętam.
- Jest! - Moim oczom ukazała się blizna po ranie, w tym miejscu, gdzie Vahnean zadrapał mnie.

***

Każdy szaman wytwarza wokół siebie niewielkie pole magii. Unriva posiada imię po zmarłej, przez co ta jest wciąż jedną łapą w świecie żywych - przecież czasem mówi się, że ktoś przypomina umarłego, albo że czujemy jego obecność dzięki czemuś... lub komuś. Jak w tym wypadku, przez małą wciąż pamiętamy o samobójczyni i jej imienniczce.
Na dnie tego urwiska musiała być jakaś zmarszczka czasoprzestrzenna i dlatego, kiedy Unriva się do niej zbliżyła, otworzył się na chwilę portal do Zaświatów. Wilki nieświadomie z tego skorzystały i przeszły ciałem do nich. Sam Zły musi mieć ogromną moc i dokonał tego bez żadnej pomocy. Natomiast ja częściowo umarłem, bo skoczyłem z urwiska, ale przeżyłem - moja dusza wpadła poprzez owy portal do Zaświatów, podczas gdy ciało (wciąż żywe) znajdowało się nadal w Dolinie.
Kiedy Zły zranił moją duszę, co nie powinno być możliwe, trafiłem do Doliny z blizną w miejscu, gdzie dusza została zraniona.
Natomiast mała Unriva trafiła ze mną do Doliny, bo akurat wtedy ją trzymałem.
- Ile razy mogę powtarzać? - Beta się zdenerwowała.
- Hę? - spytałem. Musiałem się zamyślić.
- Pytałam, jak myślisz, kiedy Assuva i reszta wróci?
- Już wracają - odparłem.
- Naprawdę?
- Tak, jestem tego pewny - pokiwałem łbem, wracając do wspomnień z Zaświatów.
- Tato, gramy w chowanego? - zapytały cztery córki.
- Zgoda - odpowiedziałem i zacząłem liczyć.
Znalazłem już trzy, ale została mi Unriva. Oddaliłem się od Legowisk, aby ją znaleźć.

Od Ashiraii: Wracamy

Otworzyłam oczy. Spałam?
- Obudziłaś się... - zarechotał Vahnean.
Jęknęłam cicho. Poczułam ból, gdy próbowałam się podnieść. Szaman prychnął z pogardą.
- Jesteś głupia. Połamałem ci żebra. Twoja krew nie tylko pozwala tworzyć eliksir, dzięki któremu mogę władać każdym żywiołem! Przyśpiesza ona także robienie każdego eliksiru, a trucizna z twą krwią może zabić każdego! - wrzasnął Vahnean.
Zamknęłam oczy. Ból przeszywał moje ciało. Szaman podszedł do mnie ze stertą zapisków na pergaminowych kartach.
- To wszystko to zapiski Starego Wilka. Eliksiry, które nie powinny istnieć... Stary Wilk ukrywał je długo w swej jaskini. Zostawiał je na czarną godzinę... Na najczarniejszą godzinę! - opowiadał Vah.
Warknęłam nerwowo. Z tego co mi wiadomo, Stary Wilk był bardzo doświadczonym szamanem. To on stworzył większość eliksirów. Nie wszystkie, ale te najprostsze i zarazem najczęściej potrzebne.
- Skąd je masz? - zapytałam słabym głosem, który w dodatku załamał się w środku zdania.
- Ukradłem je. Raz, gdy Stary Wilk wyszedł z jaskini po wodę, ja w niej zostałem i ukradłem je. Ukradłem. Zauważył po kilku godzinach, ale ja byłem już daleko... - szepnął szaman, po czym boleśnie uderzył mnie w grzbiet.
Stęknęłam cicho i spojrzałam na zapiski. Pierwszy z nich był o eliksirze umożliwiającym ci władanie wszystkimi żywiołami. Czasami wilki mogły władać dwoma, niektóre trzema. Jednak władanie wszystkimi żywiołami nie było możliwe. Być może zdarzył się czasem wyjątek. Słyszałam o wilczątku, które potrafiło zmienić pogodę, wysuszyć rzekę, spalić las, zniszczyć planetę, spowodować trzęsienie ziemi oraz zesłać na ziemię pioruny. Słyszałam o nim tylko raz. Prawdopodobnie wilczątko zostało zabite przez Alfę czującą zagrożenie.
- Jeszcze tylko trochę i będę panował nad wszystkimi! - ryknął nagle Vahnean.
Drgnęłam. Spojrzałam na wejście do jaskini. Assuva? Co on tu robi?! Szaman odwrócił się. Obrzucił wzrokiem zielonookiego wilka, a z jego gardzieli wydobył się głośny warkot. Assuva zauważył moje rany. W jego oczach zauważyłam rozgniewane iskierki. Nim zdążyłam zareagować lub cokolwiek powiedzieć, Assuva rzucił się na Vahneana i zaczęli się szarpać. W jaskini zauważyłam też nagle Chevera. Cicho podbiegł do mnie i zarzucił mnie na grzbiet, ponieważ miałam złamane żebra. Gdy mieliśmy wyjść z jaskini, Assuva ogonem przetrącił notatki sporządzone przez Starego Wilka. Vahnean momentalnie zaprzestał wali i wsadził pysk w palenisko, do którego wpadł pergamin. Poparzył sobie nos. Jego futro zaczęło się palić. Przerażony niespodziewanym obrotem akcji cofnął się i stanął na tylnych łapach. Starając się zgasić ogień na pysku łapą stracił równowagę i runął na jakiś proszek. Gdy ten rozpylił się w powietrzu, ogień buchnął z jaskini. Assuva ledwo zdążył z niej wybiec. Nie zważając na krzyki Vahneana szybko oddaliliśmy się. Jednak pergaminowa kartka cudem nie spłonęła. Zielonooki wilk złapał ją w pysk i spojrzał na mnie.
- Co to? - zapytał, gdy wystarczająco się oddaliliśmy.
Spojrzałam na kartkę. Przestudiowałam ją szybko, po czym pokręciłam głową.
- Musimy zanieść to do Exaliosa. To eliksir pozwalający posiąść każdemu nieograniczoną wiedzę. Musimy coś z tym zrobić. Spalmy to w Dolinie... - mruknęłam.
Teraz Assuva spojrzał na Chevera. Cicho warknął, próbując stłumić zazdrosny wyraz twarzy. Chever również cicho zawarczał, po czym przełożył mnie na grzbiet Assuvy, uśmiechnęłam się i zasnęłam.

* * *

Obudziłam się późnym wieczorem. Właśnie wkroczyliśmy w centrum doliny. Dookoła nas słychać było, jak świerszcze harcują w trawie. Uśmiechnęłam się. Wkroczyliśmy do jaskini Exaliosa. Rozejrzałam się po niej szybko. W głębi jaskini zauważyłam Odalis.
- Przyszliście do Exaliosa? Poszedł szukać Unrivy. Coś się stało? - zapytała Beta.


Exalios? Odalis? :3

Od Kari: Duch Maxa

Poszłam do Nesso.
- Hej! - przywitałam się. - O co ci chodziło z Maxem?
- Wiesz... Max był moim bratem. Nienawidził mnie. Ostatnio miałem sen z Maxem. Powiedział, żebym się od ciebie odczepił.
- Miałeś sen? Ale on nie żyje!
- Wiem - powiedział.
Nagle przed nami pojawił się duch Maxa!
-Zostaw ją! Niewdzięczniku! Jest moja! Kari, powiedz mu! - powiedział.
- Wiesz... Ty nie żyjesz, dzieciaki potrzebują ojca - powiedziałam
- Więc cię zabiję! Będziesz ze mną cieszyć się w Wilczym Raju!
- Nie! - krzyknęła Natika, która wybiegła właśnie z Legowiska.
Rzuciła się na Maxa. Max zniknął, a Natika leżała bez ruchu na ziemi.
- Natika! - krzyknęłam i podbiegłam do niej.
Pochowaliśmy Natikę przy grobie Hayleya.
- Max już nie wróci - powiedział Nesso.
- Zadam ci jeszcze raz pytanie. Czy będziesz moim chłopakiem?
- Nie wiem.

Nesso, dokończysz?

czwartek, 27 czerwca 2013

Od Meli: Moje miejsce na ziemi...

Byłam daleko od mojej watahy. Cały czas grzmiało. Może i by lato, ale to nie oznacza, że nie ma burz. Spojrzałam w niebo. Kropla deszczu spadła mi na nos.
- I jeszcze musi padać. Jednak w końcu znajdę moje miejsce na ziemi - powiedziałam i ruszyłam dalej. Zobaczyłam w oddali dwa wilki spacerujące po łączce. Pokręciłam łbem i poszłam w ich stronę. Jednak wilki oddalały się. Musiałam biec. W końcu je dogoniłam.
- Hej. Poczekajcie... - wydusiłam z siebie.
- Czego? - zapytał czarny wilk.
- Może wiecie gdzie jest jakaś wataha albo jaskinia?
- Wataha... Jeśli chcesz możesz dołączyć do nas - powiedziała biała wilczyca.
- A czy zaprowadzicie mnie do Alfy?
- Możesz z nami to załatwić. Ja to Beta, a on to Gamma.
- To... Mogę dołączyć? - powiedziałam i spojrzałam w niebo.
- No dobra - rzekła wilczyca.
- Jestem Mela.
- Mroczny, a to...
- Odalis - uśmiechnęła się i zaprowadzili mnie do nowej jaskini. Rozejrzałam się po legowisku. Było pięknie. Po woli się wycofywali. Nie oglądając się za siebie...
- Dziękuję - rzekłam. Poczułam ich uśmiech, a później wyszli.

Profil wilczycy Meli


Imię: Mela
Przydomek: Agelasta (jej przydomek wywodzi się od ojczyma)
Płeć: samica
Wiek: 3 lata
Zawód: wartownik
Partner: szuka
Rodzina:
Rodzice: matka w innej watasze, a ojciec nie żyje
Rodzeństwo: zaginiona siostra, z resztą rodzeństwa mieszkała w tamtej watasze
Żywioł: powietrze
Umiejętności: Mela widzi rzeczy niewidoczne dla niektórych (m.in. duchy różnych zwierząt i ludzi), ma moc teleportacji i jest szybka jak światło
Opis: Jest dosyć duża, a wzrok zawsze przyciągają bardzo duże uszy. Jest bardzo odpowiedzialna i można jej powierzyć wszystko. Jej futro jest zawsze zadbane, a zwłaszcza uszy. Musi się z nimi natrudzić, gdy się czyści. Może tego nie widać na pierwszy rzut oka, ale ma gęste i miękkie futro. Oprócz dużych uszu ma także długi i puszysty ogonek, który, gdy biega, sprawia jej trudności. Przez niego często się potyka.
Przez większość swojego życia musiała służyć swojemu rodzeństwu na co matka nie zwracała uwagi. Mela jest trochę uparta i zawsze dąży do celu. Uwielbia zabawę, ale walkę bierze na poważnie. Jest sympatyczna, ale potrafi zachować powagę. Rozumie problemy innych. Czuje się zawsze pewnie. Chce poznać świat takim jaki jest, a nie taki jak inni go widzą. Jest wierna swoim postanowieniom.

Od Exaliosa

Biegłem lekko pomiędzy drzewami. Wokół unosił się zapach świerków. Rosa leżała na trawie. Zwolniłem.
Szedłem tropem czterech wilków. Początkowo były to ślady Ashiraii, ale po nich biegli Chever i Assuva. Wśród zdeptanych źdźbeł udało mi się dostrzec ledwie widoczne odciski małych łapek. Te należały do zbiegłej córki, Unrivy.
Mogło się wydawać, że taka agresywna wilczyca musi być duża. W każdym razie zazwyczaj tak jest. Mała Unriva nie była do końca taka. Miała kompleks niższości z powodu swojej drobnej budowy. Mimo tego miała inne atuty, dzięki niewielkiemu wzrostu mogła łatwo wyślizgiwać się i szybko stała się jednym ze zręczniejszych wilczątek.
Moja natychmiastowa decyzja o poszukiwaniu córki mogłaby wydawać się nieprzemyślana. Liczyłem jednak na to, że Odalis poradzi sobie z watahą. W końcu Najwyższy nie jest aż tak ważny jak Beta i dlatego nie czekałem, aż partnerka bez zapytania mnie wyruszy w kolejną podróż. Tym sposobem nie ma wyboru i musi zostać.
Dotarłem do miejsca starcia. Ash zaatakował obcy i ciągnął ją po ziemi. Nie przerywając biegu podążyłem czymś jakby niskim rowem, zostawionym po ciągnięciu wilczycy. Jak zauważyłem, samce przede mną uczyniły podobnie.
Spostrzegłem również, że mała wilczyca wiedziała o obecności wilków i zapewne szła za nimi. Związku z tym nie musiałem tak długo szukać jej śladów. Nie wiedziałem jeszcze, w jakim celu Unriva szła ukrywając się za Cheverem i Assuvą.

środa, 26 czerwca 2013

Od Exaliosa

- Odalis, patrz! - wskazałem Becie jasny punkt.
Rozmawiałem właśnie z nią na temat tajemniczego zniknięcia Ashiraii. Nagle kątem oka dostrzegłem... Cheryll.
- To nie może być prawda - szepnęła partnerka.
- Czyżby zmiennokształtny...? - wysunąłem domysł.
Tymczasem osobnik przypominający dawną Gammę nie mógł powstrzymać rozpierającego go szczęścia.
- Odalis! Exalios! Paro Bet, jak dobrze was widzieć!
- Kim jesteś? Dlaczego podszywasz się pod zmarłego? - biała wilczyca odsunęła się nieufnie od intruza.
- Wiem, że może wam się to wydawać dziwne, ale bogowie pozwolili mi odwiedzić Magiczną Dolinę  dlatego tu jestem! - wołała radośnie "Cheryll".
- Nie tak prędko. Kto ma jeszcze taki symbol jak Hayley? - Odalis wciąż utrzymywała dystans.
- Moon - odparła bez zastanowienia Cheryll. - A propo Hayleya, on też tu jest! - zza pierwszej Gammy wysunął się nieśmiało znaleziony przeze mnie szczeniak.
- Cheryll, to ty! - Betę opuściły wątpliwości i przytuliła się do zmarłej  pierwszej przywódczyni wojowników.
- Tak, to ja. Wreszcie mi uwierzyliście. Gdzie jest Marchesa? Muszę ją zobaczyć! - wilczyca przestała się tulić z drugą.
- Marchesy nie ma. Wyruszyła do Kamiennych Równin. Ma sprawę do ich Alfy - siostra Alfy Doliny posmutniała, tak jak i Gamma.
- A Wolfie? Co z Wolfiem, Kaysie i Greedem?
- Po twojej śmierci zniknęli.
- Oh...

***

Mijał wieczór. Siedzieliśmy całą rodzinką w jaskini.
- Gdzie jest Unriva? - zapytała Odalis.
- Isanis? - spojrzałem na córkę, która pokręciła głową.
- Soreia? - partnerka spojrzała na skrzydlatą, ale i to nie pomogło.
- Nie wiem - odpowiedziała Koira, za nim zdążyłem ją spytać z samicą.
- Od ilu dni jej nie ma? - zacząłem się obawiać.
- Wczoraj już jej nie widziałam - odparła Beta.
- Idę - wstałem i wyszedłem z jaskini.
- Znajdź ją szybko! - do moich uszu doszedł jeszcze krzyk wilczycy.

wtorek, 25 czerwca 2013

Od Assuvy

Pobiegliśmy do jaskini głównej. Odalis już na nas czekała. U jej łap leżały dwie niewielkie torby.
- Chever, Assuva. Mam nadzieję, że jesteście gotowi do drogi... - oboje skinęliśmy głowami.
- To wasze torby. Weźcie je i ruszajcie. Nie ma chwili do stracenia - beta mówiła wolno i uroczyście. Pobiegłem do niej i zarzuciłem sakwę na plecy. Drugą wziąłem w zęby i zaniosłem towarzyszowi. Pożegnaliśmy się z wilczycą i puściliśmy się pędem w las. Poczułem woń Ashiraii. Biegła w głąb lasu. Była świeża. Może z dzisiaj rana. Zacząłem kręcić się między drzewami i szukać zapachu. Chever biegał za mną. Wyglądało to komicznie. Dwa wilki kręcą się po lesie jak poparzone. Natrafiłem na porządny trop. Widziałem odciski łap i kopyt. Wyraźnie zauważyłem ślady Ashiraii.
- W tym miejscu skoczyła na jelenia, ale dalej nic nie ma... - myślałem głośno. Chever poszedł kilka metrów dalej. Nagle poczułem obcy zapach. Inny wilk tu był. Był odcisk po ciele mojej dziewczyny. Kilka połamanych gałęzi. Na głazie spostrzegłem niebieską plamę. Podbiegłem. Pachniało i smakowało jak krew... Ale niebieska?!
- Ashiraii należy do ginącego rodu niebieskokrwistych. Tylko ona została, ale po tym, że ciągle pojawiają się nowi członkowie jej rodziny, można mieć wątpliwości - wytłumaczył Chever, widząc moje zdziwienie. Dalej widać było jakby koryto wyżłopane przez ciągniecie czegoś po ziemi. Przebiegł po mnie zimny dreszcz. Moje przypuszczenia się sprawdziły... Ash jest porwana. Szliśmy długo po zapachu. Zaczęło się ściemniać. Weszliśmy w górzyste tereny. Wiedziałem, że zaraz będziemy musieli się wspinać po skałach.
- Nie możemy iść w nocy - Chever przerwał ciszę.
- Racja, musimy znaleźć jaskinię i w niej się przespać - przytaknąłem. Miałem spaprane urodziny... Nie chodzi o to, że nikt nie pamiętał (bo nie musiał). Tyle że zawsze w urodziny miałem pecha... 

Dokończysz :>

Od Chevera

- Właśnie to robię... Jeśli się nie zgodzisz, będę musiał iść sam - wyjaśnił Assuva.
Zniechęcony wzniosłem oczy ku górze. Westchnąłem i znów skierowałem wzrok na wilka.
- Planowałem iść poszukać Victorii - wyznałem. - Też długo nie wraca.
- Jeśli pójdziesz ze mną teraz, znajdziemy Ash szybko i zdążysz jeszcze wyruszyć po Victorię - przekonywał.
Wpatrywałem się tępo w punkt gdzieś obok Assuvy. Miałem wybrać między siostrą znienawidzonej Unrivy a Victorią, na której mi zależy.
Ale Assuva również wyglądał na zmartwionego. Wiercił się niespokojnie w miejscu, zniecierpliwiony brakiem odpowiedzi z mojej strony.
Zarzucali mi obojętność. Mówili, że jestem nieczuły. Zgadzałem się z nimi i nie miałem im tego za złe, bo ich opinia również była dla mnie obojętna.
W Dolinie nie miałem już niczego. Jeśli pójdę po Victorię, wrócimy tu, by wieść szczęśliwe życie - tak to sobie układałem wieczorami. Jeśli pójdę po Ashiraii, będę mógł wciąż wybrać się po Victorię. Dwa ciekawsze wydarzenia w monotonnym świecie...
- Dobra - zgodziłem się. - Mogę ci pomóc ją znaleźć. Jednak potem już na mnie nie licz, nie będę już później wracał do Doliny z wami.
Assuvie zaświeciły się oczy. Podążyłem za nim w zamyśleniu.
Pamiętałem, że niewyraźny trop Victorii prowadził do Zakazanego Lasu. Po odnalezieniu Ashiraii już nie będę zachodził po drodze do Doliny, tylko pójdę od razu tam. Nie czekając już na parę.
Rozchmurzyłem się. Rozejrzałem się idąc po zielonym lesie. Ptaki łagodnie śpiewały, a wiatr szumiał w koronach. Świat wydał mi się prostszy i łatwiejszy.

Dokończy Assuva :3

Od Assuvy

Odalis stała nieruchomo, a ja musiałem coś zrobić.
- Beto, pozwól mi zabrać ze sobą jeszcze jednego wilka i ruszyć jej szukać - przerwałem ciszę. Wilczyca zamyśliła się.
- Dobrze, ruszycie dziś wieczorem - odparła po chwili, która zdawała sie być wiecznością.
- Ale... Kto ze mną wyruszy? - spytałem.
- Chever... - rzuciła. Odwróciła się i poszła, chyba zorganizować wyprawę. Pozostało mi tylko pobiec po łowcę.
Biegłem z nadświetlną prędkością. Płoszyłem wszystkie zwierzęta po drodze. Nagle zaryłem w ziemię o mały kamyczek. Wylądowałem tuż przed zdenerwowanym Cheverem.
- Właśnie przepędziłeś wszystkie zwierzęta nadające się do spożycia - oznajmił patrząc mi w oczy.
- No wiem... Wybacz mi... - skruszyłem się. Wilk przewrócił oczami.
- No więc, co się stało?
- Ashiraii zaginęła i Odalis wyznaczyła cię do wyruszenia na poszukiwania. Razem ze mną... - dodałem szybko.
- Czy mnie ktoś w ogóle zapytał?
- Właśnie to robię... Jeśli się nie zgodzisz, będę musiał iść sam.

Chever? Idziesz, czy nie?

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Od Ashiraii: Uprowadzona

Uśmiechnęłam się widząc, że tym razem to ja wstałam pierwsza. Cicho wyszłam z jaskini i pobiegłam coś upolować.
Cieszę się, że to Radioactive został szamanem. Wydawał się najbardziej odpowiedzialny.
Wędrowałam w poszukiwaniu zwierzyny przez kilkanaście minut. W końcu trafiłam na trop młodego daniela. Szybko go dogoniłam. Mały zwierzak oddalił się od stada. Ukryłam się w krzakach. Poczekałam, aż daniel zbliży się do mnie. Skoczyłam na niego, nim zdążył się zorientować. W połowie skoku zauważyłam czyjeś ślepia w krzakach. Nie zdążyłam zareagować, a ktoś skoczył na mnie i powalił mnie na ziemię. Uderzyłam głową o drzewo. Zrobiło mi się słabo. Spojrzałam na wilka. Nie kojarzyłam go. Nie był z naszej watahy. Był obcy. Z trudem wstałam. Ból w czaszce był okropny. Zaczęłam szamotać się z wilkiem. Po chwili jednak mój przeciwnik z ogromną siłą pchnął mnie na głaz i straciłam przytomność.

* * *

Boli. Bardzo boli. Bardzo mocno boli.
Otworzyłam oczy. Leżałam w rogu jaskini. Kilkanaście metrów przede mną stał ten wilk, z którym walczyłam. Spojrzał na mnie i prychnął pogardliwie.
- Nawet nie próbuj uciekać. I tak ci się to nie uda... - oznajmił.
- Kim jesteś? - wysyczałam.
Nieznajomy zaśmiał się. Odwrócił się do mnie i spojrzał mi w oczy.
- Jestem Vahnean. Wiesz, po co cię tu zaciągnąłem?! - krzyknął i rzucił we mnie jakimś ostrym przedmiotem.
Na mojej przedniej łapie pojawiła się rana. Zaczęła z niej wypływać błękitnomorska krew.
- Twoja krew. Wiesz, co daje eliksir z domieszką twej krwi?! Mogę wszystko! Mogę panować nad wszystkimi żywiołami! - zaczął się śmiać.
Warknęłam cicho.
- Wypuść mnie! - rozkazałam.
- Dlaczegóż to miałbym to zrobić?! - odparł Vahnean.
- Nie masz prawa mnie tu przetrzymywać! - warknęłam.
Vahnean podszedł do mnie i uderzył mnie w pysk. Poczułam, jak moja czaszka znów uderza o skałę. Nie straciłam przytomności, ale nie mogłam się ruszać. Vahnean związał mnie. Zagwizdał głośno, a w jaskini znalazły się dwa młode wilki. Złapały liny i zaczęły mnie ciągnąć. Moja skóra naciągnęła się. Vahnean ostrzem przeciął mi skórę i zebrał do liścia moją krew. Zamknęłam oczy. Rana zaczęła mnie piec. Miejmy nadzieję, że ktoś zauważy ślady walki w miejscu naszej szamotaniny i podąży moim śladem...

Od Marchesy: Co się wydarzyło na Kamiennych Równinach

- Przepraszam, co bym mogła robić w watasze? - zapytała niewinnie Kimirishi.
- Hmm - zamyśliłam się. - A kim byś chciała być, gdy dorośniesz?
- Może łącznikiem?
- Możemy cię zacząć szkolić. Trochę podrośniesz, to będziesz mogła pełnić tą funkcję - zaproponowałam. Risha pokiwała głową.
Szłyśmy rozmawiając i śmiejąc się przez dłuższy czas. Co chwilę musiałam upewniać się, że nie zboczyłyśmy z drogi. Jednak było to zbyteczne, łapy jakby same nas prowadziły do celu. Na tle zachodzącego słońca zobaczyłyśmy pod wieczór charakterystyczny krajobraz. Kępki trawy rosły pomiędzy szarymi głazami. Nie bez powodu to Kamienne Równiny...
Zaczęłam węszyć za znajomymi zapachami. Dotarłyśmy do legowisk. Nasłuchiwałyśmy czujnie, zaskoczone złowrogą ciszą, dziwną o tej porze roku, kiedy na świecie pojawiają się szczeniaki.
Pobiegłam chyłkiem do jaskini Raidoshi. Wkroczyłam do chłodnej, rozległej nory.
- Jest tam kto? Rai, jesteś? To my!
Odpowiedziało mi echo. Zrezygnowana cofnęłam się do wyjścia. Nagle usłyszałam stęknięcie, więc zatrzymałam się. Ostrożnie podążyłam w kierunku jego domniemanego źródła.
Moim oczom ukazała się chwiejna postać Alfy. Podniosła się z trudem i przy mojej pomocy ledwo wydostałyśmy się na zewnątrz.
Chciałam zapytać, co się stało. Czemu nikogo nie ma? Czemu szczenięta zniknęły? Czemu Rai słania się na łapach?
Co się stało?
Zanim zdążyłam otworzyć pysk, Raidoshi wtrąciła się:
- Masz tą małą ze sobą?
Przytaknęłam, rzucając spojrzenie wychylającej się niepewnie zza moich łap małej wilczycy.
- Trochę się spóźniłyście - rzuciła zgorzkniale.
- Wyjaśnisz wreszcie, o co chodzi?
Rai popatrzyła z niechęcią na Kimirishi.
- Szukałam od wielu miesięcy swojej zguby, dokładniej pewnego amuletu. Dowiedziałam się wreszcie, kto go miał ostatni: ona, Kimirishi. Wymusiłam tą informację na jakimś szczeniaku.
- Po co ci on? Ten amulet?
- On... - Rai zawahała się. - On należy do alfy innej watahy. Dał mi go w prezencie, bo chciał, żebym była jego partnerką. A ja go zgubiłam... więc zerwał naszą przyjaźń. Mam nadzieję, że jeśli mu go oddam, wybaczy mi i uwolni moją watahę. To i tak tylko ledwo dziesiątka wilków i trzy wilczątka... Nie jesteśmy dużą grupą. Łatwo nas pokonał.
Westchnęła ciężko i pochyliła się ku Kimirishi. Przez krótki moment wpatrywała się w nią smutnymi oczami.
- Zaprowadzisz mnie do tego amuletu? - poprosiła.

Dokończy Kimirishi

Przeniesienie kalendarza

Kalendarz został przeniesiony z dołu strony do oddzielnej zakładki. Można go odszukać w stronie nadrzędnej zatytułowanej Wataha.

Alfa Marchesa

niedziela, 23 czerwca 2013

Od Assuvy

Ranny wiatr wślizgnął się do jamy. Głasnął moje futerko. Ziewnąłem zaspany i przeciągnąłem się. Zerwałem się na równe łapy. Nigdzie nie było Ashiraii. Uśmiechnąłem sie do siebie.
- Za bardzo się przejmujesz... - Wybiegłem z nory.

Gnałem tak przed siebie, aż dobiegłem do Szmaragdowego Jeziora. Wspiąłem sie na Skałę Reimond i skoczyłem w dół. Wiatr owiewał moją sierść i przyjemnie chłodził. Tuż przed taflą wody zmieniłem się w płomykówkę. To nic, że nie umiem latać. Ważne, że mogę zmieniać postać. Zapuściłem się wyżej, w góry.
Szybowałem przez kilka godzin. Potem przypomniałem sobie o świecie i wróciłem do watahy. Wylądowałem przed jaskinią i wróciłem do postaci wilka. Zajrzałem do środka. Pusto.
- Ashiraii? - odpowiedziała mi tylko cisza.
Zbiegłem do watahy i przeszukałem ją dokładnie. Nigdzie jej nie było. Przestraszyłem się nie na żarty. Popędziłem czym prędzej do Odalis.
- Beto! - zwróciłem się do niej z szacunkiem.
- Hej, Assuva. Jak tam u ciebie? - uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Widziałaś może Ashraii? - spytałem uprzejmie.
Wilczyca zamyśliła się na chwilę.
- N-nie... - Rozszerzyła oczy.
Ogarnęła mnie panika. Jak się budzę, jej nie ma. Przez cały dzień jej nie ma. Latałem dzisiaj nad terenem watahy, ale jej nie ma.
- Czy żaden ze zwiadowców jej nie widział?
- Aktualnie zwiadowcą jestem ja i... Ashiraii!

To co Odalis, szukamy Ashiraii? Czy może Ashiraii, opiszesz, gdzie jesteś :3

Nowy wygląd zakładek!

Pewien etap pracy nad rozwijanym menu został zakończony - pojawiły się już na naszej stronie. :) Ponieważ jednak nadal je wykańczamy, niektóre linki są nieaktywne.

Ładne? Na pewno praktyczne :)
Alfa Marchesa

Od Cheryll, wydanie specjalne

Cheryll wysyła do nas opowiadanie z zaświatów, żeby dać nam znak, że jeszcze o nas pamięta. Przed Wami opowiadanie specjalne. Miłego czytania!

Upłynęło zaledwie pięć minut, a w Dolinie... pół roku?! Wilczy Bóg zesłał mnie na ziemię jako ducha z misją. Właściwie nie misją, a z "telegrafem", jak to mówią ludzie. Miałam ostatni raz pożegnać się z watahą. Właśnie spaceruję koło swojego grobu. Ładnie mnie urządzili. Obok stoi grób Hayleya, a wilczek tuż nad nim.
- Chodź synku, idziemy do watahy - uśmiechnęłam się.
- Do Exaliosa, Odalis i Marchesy? - spytał wilczek z nadzieją w głosie.
- Tak.
- A tam to kto stoi? - Wskazał łapą na wilka, który siedział pod drzewem.
- To chyba jakiś nowy członek watahy, chodź, zaprowadzi nas do wilków.
Gdy podeszliśmy do wilka, ten zerwał się i uciekł w stronę doliny. Pobiegłam za nim. Zauważyłam, że moje kroki stają się miękkie, że biegnę tak szybko, jak nigdy. Dogoniłam go i przewróciłam.
- Kim jesteś? - wydyszał wilk
- Cheryll, a ty?
- Jak to Cheryll? Przecież ona nie żyje.
- Zaprowadź mnie do watahy, to się przekonasz.
- No... ok. Jestem Nesso - powiedział nadal czujny wilk.
Poszliśmy w stronę naszego stada. Nie mogłam się doczekać, a gdy ujrzałam Odalis rozmawiającą z Exaliosem, nie ponosiłam się ze szczęścia.

Dokończy ktoś

Od Exaliosa

Zielarze kończyli Txuletak Dira. Kazałem im przerwać.
- Pora na rytuał - rzekłem.
Ustawiliśmy krąg ze specjalnych kamieni. Zapaliliśmy każdy z nich. Dosypałem pewne zioła. Do naszych nosów doszła szczególna woń. Zacząłem mruczeć cicho. Zielarze patrzyli na mnie z zainteresowaniem.
- Albowiem tak musi być - dodałem głośniej i buchnął ogień przed Radio.
Naraz wszystko zgasło. Zapaliłem pochodnię i zacząłem sprzątać. Zielarki patrzyły na Radioactive wielkimi oczami.
- Przecież jest krócej niż my!
Ignorowałem je.
- To niesprawiedliwe!
Radio pomógł mi uprzątnąć kamienie.
Wilczyce zamilkły i odtąd jedynie dąsały się trochę.

***

- Tatusiu! Tatusiu, to prezent dla ciebie - cztery córki przybiegły do mnie z fiolką.
- Co to jest? - zapytałem zaskoczony.
- Wylej to w nocy na Polanie - odpowiedziała jedynie Isanis i uciekły.

***

Zapadł zmrok. Stanąłem na środku Polany i otworzyłem butelkę. Obok siedziała Odalis.
- Ciekawe, co zrobiły - zastanawiała się głośno Beta, a ja wylewałem zawartość na ziemię.
Odsunąłem się o krok. Płyn zaiskrzył i wzleciał do góry. Na niebie wybuchnął i ułożył się w napis:

Exalios - najlepszy ojciec

- Jakie to słodkie - rzekła Odalis i liznęła mnie czule.

Od Radioactive'a

- Mogę ci to pokazać.
- To ja pójdę z tobą - powiedział
- Nie musisz - szybko powiedziałem.
- No dobrze. Poczekam. - Exalios usiadł na ziemi.
Szybko pobiegłem do jaskini zielarzy, gdzie zostawiłem swoje zapiski. Wszedłem do jaskini i zacząłem kierować się do mojego stanowiska, przy którym robiłem eliksir. Wszystkie zwoje były na miejscu. Odsapnąłem z ulgą. Złapałem je i pobiegłem do jaskini szamana. Gdy dotarłem wręczyłem mu zwoje. Jeden wziął do łapy, a resztę położył obok siebie. Czytał zawzięcie i powoli. Wiedziałem, że krótko to nie potrwa, więc usiadłem. Przypatrywałem mu się uważnie. Gdy przeczytał zwój dawał go mi, a ja zwijałem go w rulon. Gdy przeczytał wszystkie, a ja skończyłem zwijanie uśmiechnął się i powiedział:
- Podobają mi się te zapiski.
- Mnie też.
- Ile tych zwoj w ogóle jest?
- Pięć.
- Pięć zwoji... Wszystkie zapełnione do końca. Widać, że ten szaman się napracował.
- Tak. Te wszystkie zwoje pisał około jednego miesiąca. I pisał je przez noce. W tedy akurat dobrze myślał. Na dodatek, gdy pisał tak przez całą noc, to następnego dnia kazał wkuwać mi to. Jaka to była mordęga...
- Nieźle... - powiedział.
- Taak.

Exalios?

Od Nesso: Odpoczynek po pracy

Wróciłem z pożywieniem, Liues od razu zabrał się do jedzenia.
Miałem kilka minut przerwy, aż nagle Liues wskoczył na mnie i pobrudził błotem.
Poszedłem do wodospadu, opłukałem się i wróciłem, mój mały rozbójnik spał i to jak słodko. Wybaczyłem mu to. Rano bawiliśmy się razem z Kari i jej szczeniakami.
Po zabawie gadałem z Kari znowu...
- Kari.
- Co? - warknęła.
- Uspokój się!
- Nie!
- Dlaczego?!
- Ponieważ nie kochasz mnie!
- Kocham cie!
- Na pewno? - uspokoiła się.
- Tak, kocham cię, ale przerasta mnie to, że...
- Co?
- Że byłaś kiedyś z nim.
- Przestań już - i pocałowała mnie.
- Co to było?! - wrzasnęła Miranda.
- Miranda?
- Tak, Nesso, ja!
- Kto to? - pytała Kari.
- To moja znajoma.
- Aha, ja już pójdę Nesso.
- Pa!
Musiałem ostro pogadać z Mirandą.
- Miranda!
- Tak?
- Dlaczego to robisz?
- Bo ja się w tobie kocham dlatego...
- Ale ja jestem wilk, a ty jednorożec!!!!
- Dobra, to pa!
- Poczekaj, zostańmy przyjaciółmi.
- Dobrze - po czym zniknęła.
Ten dzień był dziwny.

sobota, 22 czerwca 2013

Od Navi

- Taak - odpowiedziałam cicho, ponieważ wciąż nie miałam siły.
Mroczny delikatnie zdjął mnie ze swojego grzbietu i położył delikatnie na trawie. Wciąż przyglądał mi się, jakby ducha zobaczył. Neytiry podeszła bliżej, lekko uśmiechnęła się do mnie.
- A widzisz! Mówiłam że ona jest w śpiączce - powiedziała ciotka, kierując wzrok na czarnego wilka.
- Navi, jak się cieszę! - wykrzyknął po chwili samiec, rzucając się w moją stronę.
Jednak po chwili zatrzymał się w miejscu, ponieważ jakikolwiek lub mocniejsze dotknięcie może spowodować u mnie ból - mam wszystkie kości połamane.
- Podałam ci zioło, które łagodzi ból... Jednak nie na długo. Dlatego szukamy pewnego szamana, który wyleczy ciebie i Mrocznego przez lato. A potem znów wrócimy do podróży - powiedziała Ney.
- Nie... - powiedziałam słabo. - To za długa... przerwa...
- Ale to konieczne, Navi. Nie masz tu nic do gadania. Twoje zdrowie jest najważniejsze - powiedział samiec. - Idę coś upolować, Ney zostań tu z nią. Przypilnuj, żeby się nie ruszała i odpoczywała.
Wilczyca przytaknęła.
Powoli dałam zamknąć się powieką i zasnęłam...

Dokończy Mroczny

Od Exaliosa: Bardzo bardzo trudna próba

Tak, dzisiaj Dzień Słońca. Nasza wataha będzie miała wreszcie szamana od czasów Orkusa, a ja będę miał zaufanego pomocnika. Zielarki były bardzo podniecone, a Radio tego nie okazywał, choć można było dostrzec, że zależy mu na tym. Poprosiłem każdego z nich o fiolki "z pracą domową".
- No no. - Pokiwałem głową. - Wszyscy dobrze zrobili. Jedynie płyn Radioactive'a jest inny... - spojrzałem po zielarzach.
- Bo zrobił coś źle? - zapytała nieśmiało Zena.
- Nie, powiedziałem, że wszyscy dobrze.
Zielarze milczeli.
- Radioactive dodał barwnik, dziewczyny. Wobec tego zrobimy eksperyment - powiedziałem tajemniczo i odwróciłem się od nich.
Przelałem eliksir Radio do innej fiolki, po czym wziąłem dwie wyglądające identycznie, aczkolwiek z inną zawartością do złudzenia przypominającą tę samą.
- Który jest eliksirem zielarza? - spytałem ich.
Siedzieli wpatrzeni w butelki.
- Nie wiemy, Najwyższy - odpowiedziała za nich Youe.
- Barwniki mają zalety, ale i wady - ciągnąłem dalej. - Można oszukać wroga, dając mu identyczny napój, a jednak inny oraz oszukać samego siebie. Prawdziwi mistrze dążą do błyskawicznego rozpoznawania swoich wytworów.
- Ten jest mój - wilk przerwał mi i wskazał poprawny przedmiot.
- Po czym poznałeś? - zapytałem z uśmiechem.
- Po pływającym w nim małym piórku. Najwyższy nie dopuściłby się do takich śmieci w eliksirze.
- Masz rację. Aczkolwiek bywają szamani, którzy na początku specjalnie wrzucają takie rzeczy do eliksirów. Dzięki temu mogą poznać, co jest czym. Gratuluję, Radio.
Wilczyce spojrzały na niego zazdrośnie.
- Ale to nie koniec. Zapewne wiecie, co dziś za dzień. Wysyłam was w teren samych, macie nie współpracować z nikim. Jeśli się dowiem, że jednak to zrobiliście, będziecie mieli problem. Wracając do tematu, idźcie i zdobądźcie... - zastanowiłem się chwilę i wybrałem coś trudnego - nie, zróbcie Txuletak Dira!

Zielarze? Przeżyjecie to? :3

Od Ashiraii: ♥

Wstałam dosyć późno. Byłam wycieńczona wczorajszym dniem. Była już może dwunasta albo pierwsza. Słońce mocno grzało. Dziś dzień słońca, prawda? Exalios awansuje kogoś z zielarzy na szamana. Życzę szczęścia Radioactive'owi. Czasami biegając trochę, będąc niewidzialną, widziałam, jak z pasją mieli nasiona, glony lub płatki kwiatów. Widać, że sprawia mu to radość i chce to robić. Rozejrzałam się po jaskini szukając Assuvy. Wczorajsza sytuacja zawstydziła mnie nieco. Wciąż zastanawia mnie, czy Assuva ma jakąś moc czy też był to zbieg okoliczności. Jeśli Assuva potrafi czytać w myślach, jestem skończona. I to totalnie. Tak czy inaczej, przemierzając jaskinię wzrokiem nie znalazłam nigdzie Assuvy. Westchnęłam cicho. Poszedł. Poszedł i nic nie powiedział. Powoli wstałam i poprawiłam skóry pumy, na których spaliśmy. Usłyszałam szybki bieg. Wyjrzałam z jaskini i uśmiechnęłam się. Assuva biegł w moją stronę z dwoma zającami w pysku. Spojrzałam mu w oczy. Starałam się opanować myśl o oczach, jednak po chwili poprzestałam. Assuva znów spojrzał na mnie i uśmiechnął się. Oczy. Oczy. Śliczne oczy.
- Złapałem śniadanie... - powiedział.
Zaczęłam jeść swoją porcję. W końcu z zająca zostały same kości i chrząstki. Spojrzałam na posiłek Assuvy. Skończyliśmy praktycznie w tym samym czasie.
- Jak na razie masz załatwioną jaskinię i zawód. Jest coś jeszcze co chciałbyś załatwić? - zapytałam Assuvy.
- Nie. Nie mam aktualnie też nic do roboty. Odalis mnie wezwie, jeśli będzie chciała - odparł wilk. Mimowolnie wyszliśmy z jaskini. Przemierzaliśmy łąki i lasy rozmawiając ze sobą. Nie wiem nawet, kiedy zrobiło się ciemno. Ten dzień skończył się za szybko. Zdecydowanie za szybko. Ponownie weszliśmy do mojej jaskini. Zjedliśmy kolację jeszcze przed wejściem do niej, więc nie musieliśmy spożywać już posiłku. Położyłam się obok Assuvy. Rozmawialiśmy jeszcze chwilę, po czym zasnęłam wtulona w jego sierść.

Następny dzień należy do ciebie ♥

Od Kimirishi: Pierwsza wyprawa! Poranek drugi

Podróżować u boku Alfy było naprawdę cudownie, choć droga powoli stawała się nużąca. Pierwszego dnia pani Marchesa opowiedziała mi niezwykłą historię przesiąkniętą magią, splątaną z rajem i piekłem jedną tylko postacią, która najwyraźniej nieustannie zmieniała życie tutejszych wilków. Czyli w przyszłości może i... moje?
Przez całą noc rozmyślałam nad tym opowiadaniem. Chłodna trawa i wspaniały, jasny księżyc koiły moje nerwy, ale jednocześnie pobudzały wyobraźnię. W głębi mojego serca zaczęło rodzić się jakieś nieznane uczucie. Uczucie, z którym nie chciałabym mieć nic wspólnego. Nigdy w życiu! Od czasu do czasu zerkałam na wyniosłą postać Alfy, z którą - choć bardzo chciałam - nie mogłam nawiązać dobrego kontaktu. Może dlatego, że pojęcie o istniejącej i żyjącej tu magii jeszcze bardziej mnie onieśmielało? Zresztą sama Alfa wydawała się dość... niedostępna.
Choć muszę przyznać, że poluje wspaniale! Całą jej dynamiczną i przemyślaną akcję obserwowałam z zapartym tchem. Chciałam zapamiętać z tego jak najwięcej, tak by nawet wiejący z południa wiatr nie mógł wywiać tej wiedzy z mojej głowy.
Jedzenie świeżego mięsa było dla mnie nowością. Alfa uprzejmie podzieliła się ze mną, więc mogłam spróbować. Po raz pierwszy czułam smak świeżej krwi (choć nie krew jest tu najważniejsza). Wcześniej musiałam jeść albo nadgniłą padlinę, albo żywić się owocami... z czego jeżyny były zdecydowanie najlepsze!
Po skończonym posiłku odpoczęłyśmy chwilę po czym ruszyłyśmy - bez dalszego ociągania się - w dalszą drogę.
A szłyśmy w milczeniu. Ja miałam w głowie naprawdę wiele pytań, które chciałam zadać, lecz coś mnie powstrzymywało... Czułam, że nie mam prawa głosu. W końcu... byłam nieznajomym szczeniakiem, dopiero co przyjętym do watahy. Nie umiałam praktycznie nic i nie miałam żadnego stanowiska. W hierarchii musiałam być na samym dole. Zagadywanie Alfy w takiej sytuacji byłoby zwykłą bezczelnością! Jednak - co jest dość oczywiste - nie chciałam wiecznie milczeć. Toteż starałam się na to prawo zapracować. Przede wszystkim - dotrzymywałam kroku pani Marchesie. W ten sposób przynajmniej jej nie spowalniałam i nie psułam już ułożonego planu.
Po wielu chwilach spędzonych w milczeniu zaczęłam się... nudzić. Próbowałam umilać sobie czas na różne sposoby, lecz w końcu poprzestałam na obserwowaniu otoczenia. Najbardziej interesowało mnie niebo, które teraz - o wschodzie - musiało się mienić wieloma odcieniami jasnej żółci i różu. Niestety poprzez gęstwinę lasu nie można było dostrzec horyzontu, a jedynie zadzierając głowę dostrzec rozjaśniający się coraz bardziej błękit nieboskłonu.
Zawiedziona westchnęłam cichutko i dla odmiany zaczęłam wsłuchiwać się w aksamitne tony ptasich głosów. Miałam wrażenie, że brzmiały inaczej niż w Dolinie. Było w nich coś... obcego.
- Wszystko w porządku? - Zapytała niespodziewanie Alfa zerkając na mnie z ukosa. - Nie dajesz rady?
Energicznie zaprzeczyłam ruchem głowy. I nagle jedno pytanie korzystając z okazji, otworzyło mi pyszczek, wydostało się na zewnątrz i doleciało do uszu pani Marchesy.
- Przepraszam, co bym mogła robić w watasze? - Zapytało moim niewinnym głosikiem.
Po nim zapadła leśna cisza pełna szumu liści, świergotu ptaków i odległego ryku jeleni.

Proszę, niech pani przerwie tę ciszę, Alfo.^^

Od Nesso: Wycieczka z Liuesem

 - Liues, wstawaj!
- Tak, tato? - powiedział zaspany.
- Idziemy na wyprawę!
- Ale gdzie?
- Odwiedzimy Odalis.
- A są u niej szczeniaki?
- Prawdopodobnie - powiedziałem nie do końca pewny.
- To chodźmy! - i ruszył szybko.
- Zaczekaj!
- Tato, ja chce szybko iść, a nie wolno.
- Już, chodźmy.
Okazało się, że Odalis nie ma w legowisku, więc poszliśmy do wodospadu.
- Tatusiu, jestem zmęczony.
- Liues, napij się czystej wody i chwile odpocznij.
- Dobrze - po czym wykonał moje polecenie i szybko zasnął.
- Liues!!
- O, jak późno!
- No właśnie, chodźmy do legowiska!
Wróciliśmy do legowiska, położyłem się, a na mnie Liues. Był taki milutki, że szybko zasnąłem...
Rano znowu była tęcza i wstałem pierwszy. Miranda była wesoła na mój widok.
- Hej!
- Witaj, Miranda.
- Posłuchaj, przez kilka dni nie będzie mnie, ponieważ muszę odpocząć.
- Dobrze.
- To papa!
- Pa!
Dwa dni spędziłem bardzo miło, ale jednak praca czeka, Liues poszedł pod opiekę Kari, a ja biegłem do pracy.

piątek, 21 czerwca 2013

Od Assuvy

Zobaczyłem wyraz pyszczka Ashiraii i po prostu wychodziłem ze skóry, żeby się opanować. Nie mogłem się powstrzymać i zajrzałem do jej myśli.
"On ma takie niesamowite oczy..."
To mi wystarczyło. Zrobiłem koci uśmieszek. Przybliżyłem się trochę... i jeszcze trochę... Aż w końcu oparłem swoją głowę na jej. Spojrzałem jej w oczy i... pocałowała mnie! Staliśmy tak naprzeciw siebie i patrzyliśmy na siebie nieśmiało. Położyłem po sobie uszy i spuściłem głowę. Ash zajrzała mi w oczy. Liznąłem ją czule w nosek.
- Już późno... Idźmy spać... - uśmiechnąłem się głupio nie widząc, co robić.
- Lepiej tak... - Ash też była wykończona dzisiejszym dniem.
Przytknąłem do jej noska swój i jeszcze chwilę tak siedzieliśmy. Nagle do jamy wparowała Odalis. Odskoczyliśmy od siebie z prędkością światła, ale i tak chyba zauważyła.
- Przepraszam, że wam przeszkadzam, ale chciałam sprawdzić, czy Assuva się zadomowił - zmieszała się trochę. - Widzę, że świetnie się przyjął... - dodała ze słodkim uśmieszkiem patrząc to na mnie, to na Ashiraii. Więc jednak! Zauważyła.
- Emm... To ja jednak chyba nie będę wam przeszkadzać... - Puściła do mnie oko.
- Ehe... Może jednak... - ponagliła ją Ashraii.
Odaliś pospiesznie wybiegła z jamy.
- Wtopa... - rzuciłem wbijając wzrok w ziemię.
- I to jeszcze jaka... - wilczyca przytaknęła również zawieszając spojrzenie.
- Chyba powinny być takie tabliczki przy wejściu: "Pukać!" - oboje buchnęliśmy smiechem.
Zjedliśmy dwie myszy i zasnęliśmy wtuleni w swoje futerka.

:3 ^.^ *U* Co było rano?

Wilczątko Liues


Imię: Liues (czyt. lajułs)
Płeć: samiec
Rodzina: przybrany ojciec Nesso
Żywioł: woda
Umiejętności: rozmowa z wodnymi zwierzętami, teleportacja
Opis: Mały wilczek zamknięty w sobie.

Od Nesso: Tęcza oraz istota nieznana

Rano obudziłem się.
Nikt jeszcze nie wstał z wyjątkiem mnie. Czułem się trochę samotny, więc udałem się na wycieczkę do lasu.
Rozglądałem się i podziwiałem widoki. Nagle zaczął padać deszcz, ale także świeciło słońce. Pierwszy raz widziałem coś takiego, nagle na niebie ukazała się tęcza, byłem zachwycony tym widokiem. Ktoś lekko mnie  uderzył w ogon... Odwróciłem się i zobaczyłem pięknego konia. Nie był on taki zwykły...
- Witaj - przywitałem się.
- Hej - z uśmiechem odpowiedziała.
- Jesteś koniem?
- Tak, nie do końca, jestem jednorożcem.
- Aha, a twoje imię to?
- Miranda, a twoje?
- Nesso, jestem wilkiem, ale koni nie atakuje.
- Dziękuje.
- Dlaczego się tu pojawiłaś? - zapytałem z zaciekawieniem.
- Ponieważ po pierwsze utworzyła się tęcza, po drugie poczułam samotność.
- Jutro przybędziesz?
- Pewnie.
- No to czekam.

Od Lucka: Strata

Niedługo nadejdzie ten dzień. Moje dzieci wyruszą w świat w pogoni za marzeniami stworzenia nowej watahy. Waham się, gdyż nie wiem czy iść z nimi. Odalis zaproponowała mi ostatnio, bym został przywódcą wojowników. Oczywiście przyjąłem ofertę, jednak teraz nie jestem pewien, czy temu podołam. Za kilka dni stracę wsparcie dzieci i nie zobaczę ich przez bardzo długi okres. Możliwe, że nastąpi to dość wcześnie, ale ja nie mogę bez nich żyć.

***

Następnego dnia byłem na polowaniu. Spotkałem tam Shilę...
- Luck... cześć! - wykrzyknęła radośnie.
- Cześć!- odpowiedziałem z entuzjazmem.
Zrozumiałem, że nie muszę tak się dołować odejściem dzieci, gdyż są dorosłe i muszą umieć samodzielnie radzić sobie w życiu.
- Widzę, że jesteś na polowaniu - powiedziała z zachwytem.
- Tak. Yyy... a ty co tu robisz? - starałem się, żeby nie brzmiało to wścibsko.
- Tak sobie chodzę - odparła z pewnym przekonaniem. - Byłam ciekawa, czy ktoś już poluje.
- To super, że akurat na mnie trafiłaś - powiedziałem dumny, ale szybko dodałem: - I ja na ciebie.
- Pewnie! - wykrzyknęła. - Muszę już iść... Pa.
- Pa.

***

Było już późno. Położyłem się w swojej jaskini i próbowałem zasnąć, jednak ciągle się zastanawiałem, dlaczego ciągle o niej myślę - o Shili. Nie przejmowałem się już tak bardzo odejściem dzieci. Nie wiedziałem, czy to arogancja, samolubność, ale na pewno wiedziałem, że zakochałem się w Shili - to najpiękniejsza i najcudowniejsza wilczyca, jaką kiedykolwiek spotkałem. Mam tylko nadzieję, że mnie nie odrzuci...

Dokończy Shila

Nowy przywódca wojowników

Po długich i trudnych rozważaniach w końcu zadecydowałam, że nowym przywódcą wojowników będzie Luck. Gratulujmy!

Ale, ale! Możliwe, że po wakacjach odejdzie z watahy. Na ten moment, w takim wypadku pierwszą osobą do przejęcia jego stanowiska jest Navi.

Niedaleko Kamiennych Równin pozdrawia Alfa Marchesa,
dumająca nad pozycją myszy w łańcuchu pokarmowym.

czwartek, 20 czerwca 2013

Od Ashiraii: Czy to się dzieje naprawdę?

Zaśmiałam się, gdy Assuva ochlapał mnie wodą. Wzbiłam się w powietrze i wraz z pomocą mojego żywiołu stworzyłam wielką kulę wodną. Zawisła nad wilkiem.
- Nawet nie próbuj... - nakazał mi spokojnie wilk.
Uśmiechnęłam się i powoli wzniosłam kulę do góry.
- Uff, już myślałem, że rzucisz nią we mni... - przerwał wilk, bo nagle zrzuciłam na niego kulę.
Była dziesięciokrotnie większa od niego, więc wilk momentalnie znalazł się pod wodą. Po chwili wypłynął jednak zadowolony. Zaśmiałam się cicho i ponownie ochlapałam Assuvę. Nawet nie wiem, kiedy minęła godzina i kiedy woda zrobiła się chłodnawa. Pierwszy zauważył to Assuva.
- Może już wrócimy? Zrobiło się ciemno i woda jest już chłodna, nie sądzisz? - uśmiechnął się przyjaźnie. Kiwnęłam głową. Powoli wyszłam z wody i otrzepałam się. Wracając do mojej jaskini upolowałam zająca i dwie myszy. Nie śpieszyło nam się do jaskini. Wracając podziwialiśmy gwiazdy. Księżyc oświecał ciemny las. Wszyscy już spali, kiedy my głośno śmiejąc się wkroczyliśmy do jaskini. Byliśmy już prawie susi, jedynie futro ukryte głęboko było lekko wilgotne. Spostrzegłam, że Assuva jęknął cicho stawiając lewą łapę w jaskini. Kulał. Usiadł na skórze i ledwo dostrzegalnie spojrzał na łapę.
- Co ci się stało? - zapytałam.
- Nie, nic... - odpowiedział wilk z uśmiechem.
Złapałam jego łapę i odwróciłam. Na jego poduszce widniała powierzchowna rana. Westchnęłam cicho.
- Mogłeś powiedzieć wcześniej... Umylibyśmy ją i owinęli w liście, aby się nie zakaziła... - westchnęłam. Obrzuciłam wzrokiem kamienną półkę, na której widniały mikstury. Mikstury, które większość wilków miała w domu, gdyby coś się stało. Mikstura odkażająca, mikstura na głębokie rany, mikstura na płytkie rany i kilka innych niezbędnych rzeczy. Złapałam miksturę odkażającą. Polałam ranę kilkoma kroplami mikstury. Następnie roztarłam na niej maść na rany, która również leżała na półce.
- Dzięki... - mruknął Assuva, kiedy skończyłam.
Uśmiechnęłam się do niego promiennie i zamrugałam kilkukrotnie. Czerwona. Czerwona aura. Czerwona czyli "rozsadza mnie energia, chcę działać, chcę kochać". Uśmiechnęłam się ponownie. Spojrzałam w zielone oczy Assuvy. Po raz kolejny pomyślałam, że są one naprawdę niesamowite. Assuva spojrzał na mnie, po czym zarumienił się... O co mu chodzi? Nie mówcie, że widzi aury... Albo, że ma telepatię. Jestem skończona, prawda?

Dokończysz? :**

Od Exaliosa: Zapiski

- To dobrze - odpowiedziałem wchodzącemu Radioactive'owi.
- A więc co chciałeś mi powiedzieć? Albo spytać? - zapytał zielarz.
- Otóż zauważyłem, że robisz pewne notatki. Nie obraź się, ale spostrzegłem w nich, jakby to powiedzieć, bardzo zaawansowany poziom. Czyżbyś przyrządzał eliksir z wyższej półki?
- Tak jakby, Najwyższy szamanie. W mojej dawnej watasze był szaman, u którego się uczyłem. Był stary, umierający. Przed śmiercią podarował mi swoje zapiski z prośbą, abym dokończył jego dzieło.
- Rozumiem... - odpowiedziałem zamyślony.
- Najwyższy szamanie...
- Mów mi Exalios, Radio - odparłem zamyślony.
- Nie jestem godny, Najwyższy szamanie.
- Mówisz tak przez skromność. Twoje notatki to udowadniają.
- Skąd wiesz, czy nie są to zapiski starego szamana?
- Pismo, Radio. Myślisz, że nie dostrzegam takich szczegółów?
- Przepraszam, nie pomyślałem.
- Nic się nie stało. Wracając do rękopisów - skierowałem rozmowę na poprzedni tor - nie wiem, czy ten szaman prosił cię o zachowaniu tego w tajemnicy czy coś. Dlatego powiedz mi szczerze, czy chcesz i możesz mi to pokazać, bo nie ukrywam, zainteresowało mnie to.

Radioactive?

Od Nesso: Mój sen

Postanowiłem pogadać poważnie z Odalis.
- Odalis.
- Tak?
- Wiesz co, śniło mi się coś strasznego...
- A co?
- Śnił mi się Max, który mówił, żebym nie był partnerem Kari.
- Ooo, przecież on nie żyje.
- Wiem, ale ja naprawdę się go boję.
- Zapomnij.
Po czym Odalis odeszła gdzieś w głąb lasu.
Postanowiłem skorzystać z rad Odalis.

Od Assuvy

Odpłynąłem... Stałem i gapiłem się na nią, nie wiedząc, co powiedzieć, a ona czekała na odpowiedź.
- E-e-e... Tak... P-pewnie... - wydukałem oszołomiony. - T-to będze z-zaszczyt...
- Dobra, chodź! - Pociągnęła mnie za sobą.
Biegliśmy długo, aż dotarliśmy do norki na zboczu skalnym. Ash wprowadziła mnie wgłąb jamy. Wewnątrz wcale nie była taka mała. Zobaczyłem dwa posłamia zrobione ze skóry pumy.
- Musisz dobrze walczyć... - zauważyłem. - Nie tak łatwo jest zabić dzikiego kota...
- To jeszcze z podróży - odparła.
- Tak... ty też wiesz, jak to jest poświęcić się dla sióstr... - uśmiechnąłem się.
Ashraii wyszła na zewnątrz.
- Już się zciemnia! - oznajmiła z dworu.
Stanąłem przy niej.
- Słuchaj... Trochę głupio mi o to pytać, ale czy mogłabyś mnie oprowadzić? - Spojrzałem na nią zakłopotany.
- Pewnie! Ścigamy się? - Zanim się zorientowała, ja już wystartowałem.
- Czujność to podstawa! - zaśmiałem się.
- Tak chcesz grać...? Dobra! - mruknęła pod nosem.
Zaczęła biec, ale zaraz zahaczyła nogą o wystający konar drzewa. Zatrzymałem się gwałtownie.
- Ash? - Podeszłem do leżącej wilczycy.
- Ashiraii! - Żadnej reakcji.
Dotknąłem ją nosem. Przestraszyłem się nie na żarty. Stanąłem tuż nad nią, żeby sprawdzić oddech. Nagle wilczyca poderwła się energicznie i popchnęła mnie w dół zbocza w krzakach, a ja pociągnałem ją za sobą. Sturlaliśmy się po trawiastym wzgórzu i oboje śmialiśmy się jak małe szczeniaki. Na dole znaleźliśmy się przy brzegu jeziora. Tym razem byłem szybszy. Ashraii maiła nieprzyjemną kąpiel w ślicznym jeziorku. Tarzałem się ze śmiechu.
- Jjjak taam wodaa?! - krzyknąłem przez łzy.
- Mookra! - ona również nie mogła przestać rechotać.
Nagle zawiał tak silny wiatr, że strącił mnie do zbiornika. Ashiraii parsknęła nową serią śmiechu.
- Masz za swoje, okropniku! - rzuciła w przerwie od krztuszenia się.
Nie zostawiłem jej tak. Solidnie ochlapałem, a potem wciągnąłem wgłąb odmętów.

Tylko się nie utop!!!

środa, 19 czerwca 2013

Od Radioactive'a

Exalios poszedł. Pomyślałem, jak zrobić tę miksturę i jakie rzeczy byłyby potrzebne. Po chwili namyśleń zobaczyłem, że dziewczyny już coś tam robią. Podszedłem do jednej półek i wziąłem 4 miski. Położyłem je przy miejscu, w którym będę pracować. Wziąłem jedna z misek. Wybiegłem z jaskini, a dziewczyny patrzyły na mnie trochę zdumione tym, co robię. Poszedłem nad jezioro. Napełniłem miskę wodą, odłożyłem ją na ziemię i poszedłem szukać kamienia. Po chwili znalazłem jeden duży i dość gładki kamień. Pobiegłem do jaskini. Obie wadery już prawie kończyły. Na mój widok coś do siebie powiedziały. Szybko wziąłem potrzebne rzeczy. Glony wrzuciłem do jednej z mniejszych misek. Zręcznie zacząłem przygniatać je kamieniem, przez co traciły soki. Gdy wygniotłem wszystkie, przelałem sok z glonów do większej miski. Następnie wziąłem się za kwiat. Był dość mały. Wycisnąłem soki z łodygi. Przelałem te kilka kropel. Zamieszałem dodałem troszeczkę wody i oczywiście barwnik... Szaman, u którego się uczyłem, uwielbiał kolorowe mikstury. Po ostatnim wymieszaniu mikstura zrobiła się jasnozielona. Dziewczyny już dawno skończyły. Ich mikstury były pewnie lepsze od mojej, ale za to moja miała kolor. Przelałem ją szybko do fiolki ze sznureczkiem i pobiegłem do Exaliosa. - Jestem - powiedziałem wchodząc powoli do jaskini.
- To dobrze.
- A więc co chciałeś mi powiedzieć? Albo spytać?  

Exalios?

Od Ashiraii: Czemu nie?


- Możesz pomóc wybrać mu zawód i jaskinię - zaleciła mi Beta. 
Kiwnęłam głową i wraz z Assuvą opuściłam jaskinię.
- Więc jaki zawód chciałbyś objąć? - zapytałam. Wilk zamyślił się.
- Mógłbym zostać łącznikiem? - zapytał.
- Nie wiem. Musimy zapytać się reszty... - odparłam. 
Spostrzegłam, że Assuva ma bardzo intensywnie zielone oczy. Są śliczne. Podbiegliśmy do Eleonory i Eelipse. Rozmawiały akurat ze sobą, więc nie trzeba było ich ganiać.
- Witajcie! - krzyknęła Eelipse. Eleonora kiwnęła głową na powitanie.
- To jest Assuva. Chciałby zostać łącznikiem. Czy są wolne miejsca? - zapytałam. Wilczyce popatrzyły po sobie.
- Ta mała, Kimirishi... To ją uczymy. Póki co Assuva może jednak zostać łącznikiem... - powiedziała Eelipse. 
Uśmiechnęłam się. Assuva również był szczęśliwy. Powolnym krokiem dotarliśmy do wolnych jaskini. Kolejno przeglądaliśmy wszystkie. Żadna jednak nie podobała się Assuvie. Mi zresztą też. Większość była wybrakowana albo za mała. Niektóre były też zbyt wielkie.
- Jak myślisz? Która najlepsza? - zagadnął do mnie Assuva.
- Żadna mi się nie podoba. Na twoim miejscu wstrzymałabym się z wyborem... - mruknęłam siadając. 
Assuva dołączył do mnie.
- Tylko gdzie miałbym wtedy spać? - powiedział wilk.
- Ja mam w miarę dużą jaskinię... Znajdzie się tam dla ciebie miejsce... Jeśli chcesz, oczywiście - zaproponowałam.

Dokończ <3

Od Exaliosa

Pokazywałem córkom różne eliksiry w magazynku. Unriva za każdym razem pytała, czy to zabija, Koira, czy związane są z nimi tajemnicze historie, Soreia pytała o wszystko na raz, a Isanis z zaciekawieniem oglądała napisy na fiolkach w milczeniu.
- Tato, co to robi? - Przed oczami przeleciała mi skrzydlata, biała samica.
- To eliksir na drobne rany - odpowiedziałem spokojnie.
- A czy mogą wystąpić niebezpieczne skutki uboczne? - Unriva oglądała dużą czachę na jednej z butelek.
- Nie, to dobry eliksir. - Zabrałem jej płyn.
- Taki dobry jak ty? - zatrzepotała skrzydłami biała.
- Powiedzmy - odparłem.
- A znasz jakąś dobrą historię na wieczór? - pociągnęła mnie delikatnie za łapę Koira.
- Tato, a to prawda, że Pióro Pegaza z pewnym gatunkiem glonów ma wybuchowe właściwości? - wtrąciła się fioletowa córka.
- Owszem, to prawda.
- To możemy coś wysadzić? - spytała najagresywniejsza z sióstr.
- Nie, nie wypada. Wilki mogą się na nas obrazić.
- Daj spokój, tato. Mam je gdzieś. Liczy się dobra zabawa.
Zgromiłem wzrokiem małą Unrivkę.
- Ktoś tu pracuje na szlaban. - Przejechałem jej łapą po grzywce.
- Tato!
- Najwyższy Szamanie! Najwyższy Szamanie! - ktoś mnie zawołał.
- Lećcie to Kari. Isanis, przypilnuj je - zawołałem na odchodnym.
Moim oczom ukazała się biała wilczyca, Taylor, Nero, dwa nieznane szczeniaki i obcy wilk.
- To wszystko to pomyłka! Wszystko poszło nie tak... On nie miał umrzeć! - krzyknęła wilczyca i zemdlała.
- To Vickey - wyjaśniła mi Odalis. - Zajmij się nią, dobrze? - poprosiła. - Sia! Sia! zaprowadź szczeniaki w spokojne miejsce i postaraj się, aby ochłonęły! - Beta starała się przekrzyczeć narastający gwar.
- Rozejść się! - zawołałem donośnie. Wilki usłuchały.
- Pomóc ci? - zapytał dotąd milczący obcy wilk.
- Nie trzeba. Teleportuję ją.
- Też mam taką moc, poza tym nie mam na razie nic do zrobienia.
- Dobrze, w takim razie chodź.

Od Mrocznego: Navi wraca do żywych

Chodziłem w kółko w kamiennej grocie. Byliśmy tu już kilka dni, ale niedawno Ney odkryła, że szaman gdzieś zniknął! Wilczyca nie wiedziała gdzie mógł się udać, więc nie wiedzieliśmy, co mamy robić. Stan Navi był cały czas taki sam: wilczyca wyglądała, jakby nie żyła, ale jednak oddychała. Słabo, ale jednak...
W końcu, gdy jedliśmy kolację, Ney poderwała się z ziemi i stanęła przede mną.
-Dosyć tego!- powiedziała ze złością- Nie możemy tu tak siedzieć i czekać na nie wiadomo co!
-Przecież nie wiemy co się stało z szamanem...- mruknąłem, cicho wzdychając. Nie chciałem się z nią kłócić, ale ona aż sama się prosiła.
-Wyjdźmy chociaż na powierzchnię. Tam zastanowimy się co dalej robimy- zadecydowała z uśmiechem- Jutro rano wyruszymy.
Nie oponowałem. Wstaliśmy tuż po wschodzie słońca. W każdym razie tak nam się wydawało. Zarzuciłem sobie bezwładne ciało Navi na grzbiet i razem z Ney ruszyliśmy tym samym korytarzem, którym tu trafiliśmy. Byłem zły na szamana, że tak nagle zniknął. Jeżeli kiedyś go spotkam, to napewno mu o tym powiem.
Gdy wyszliśmy na powierzchnię, wokół nas było bardzo cicho. Staraliśmy się zachowywać cicho, bo nie chcieliśmy stoczyć kolejnej walki z pumami. Na szczęście kotów nigdzie nie było widać. Jednak gdy tylko zagłębiliśmy się w las, usłyszeliśmy głośny ryk. Nie była to puma...
Obok nas pojawił się olbrzymi niedźwiedź brunatny. W tym momencie zatęskniłem za pumami. Nie mieliśmy szans z taką bestią. Bez zastanowienia rzuciliśmy się do ucieczki. Byliśmy mniejszy i zwinniejsi, więc dość szybko zniknęliśmy niedźwiedziowi z oczu.
Ukryliśmy się w opuszczonej norze pod jednym z drzew. Mieliśmy tu zostać do jutra. Gdy wchodziłem do nory, poczułem poruszenie na moim grzbiecie.
-Mroczny...?- usłyszałem słaby głos mojej partnerki.
-Navi?!- krzyknąłem zaskoczony i gwałtownie odwróciłem się do niej. O mało co nie spadła z mojego grzbietu- To ty żyjesz?!

Dokończy Navi :)

Od Vickey: Sen czy jawa, cz. 2

Widziałam, jak Odalis i inne wilki podbiegają w naszym kierunku...Cały czas płakałam, aż moje futro było do połowy mokre...
- Vickey, to ty? - zapytała Odalis.
- Takkkkk.... - Nie mogłam wymówić dobrze słowa przez szloch... - Zukoookko...UMARŁ!!! Kayah go zabiła!
- Wiem...Zuko nawiedził mnie tej nocy i powiedział o wszystkim... - odpowiedziała patrząc na mnie współczująco...
- Są tu też szczenięta - przerwał Eyn. - Taylor, Nero, i nowi Euterpe i Silyen.
- Co? Czwórka?! Czyżby Vickey się oszczeniła drugi raz? - zapytała wytrzeszczając oczy.
- Nieeee... przygarnęłam je z Zuko podczas NIEUDANEJ podróży do Rionu... - powiedziałam nadal przeżywając wielką żałobę...
- ... - Odalis milczała...
Po chwili zobaczyłam Exaliosa, a za nim i innych...
- To wszystko to pomyłka! Wszystko poszło nie tak... On nie miał umrzeć! - powiedziałam i zemdlałam...

Dokończy Exalios lub Odalis...

Od Nesso: Kocham ją, ale nie mogę zrobić tego Maxowi...

Myślałem nad sytuacją wczoraj, byłem zawiedziony, ale w końcu mi przeszło.
Kari znalazła po zapachu moje legowisko. Przyszła z Natiką, pierwsze, co powiedziała to to, żeby Natika poszła trochę dalej, ale nie za daleko.
- Czemu uciekłeś? - Była zaskoczona.
- Nieważne...
- Proszę, powiedz..
- Dobrze.
- No to słucham, Nesso!
- Bo Max był twoim partnerem, co nie?
- No był, ale dlaczego tylko o nim gadamy?!
- Bo Max to jest mój rodzony brat.
- Co?!
- No wiem, dlatego uciekłem
- Ale Max nie żyje!!!!
- Wiem, ale on mnie nienawidził.
- Aha, to przykro. - Była zaciekawiona.
- Ale wiesz, może zaczekajmy z tym związkiem.
- Ale...
I położyłem się w legowisku.
Kocham ją, ale Max to  mój brat.
I wtedy Kari razem z Natiką poszły do swojego legowiska.

Od Exaliosa

Postanowiłem, że dzisiaj nauczę zielarzy robić eliksir szczęścia.
- Witajcie - rzekłem, wchodząc do jaskini szamana.
Youe i Zena plotkowały, ale kiedy mnie zobaczyły, zamilkły. Radioactive pisał coś na pergaminie. Usłyszawszy kroki schował to pośpiesznie. Zignorowałem ich zachowanie i mówiłem dalej:
- Dziś nauczę was co nieco o eliksirach. Będziemy przerabiać eliksir szczęścia. Kto wie, jaki jest główny składnik?
- Księżycowa Rosa, piękny kwiat! - wypaliła prędko Youe i uśmiechnęła się z wyższością do reszty.
- Dobrze, w takim razie powiedzcie mi, gdzie możemy go znaleźć?
- W normalnym lesie, kiedy będzie udawał zwykły kwiat! - tym razem Zena była szybsza.
- Świetnie, dziewczyny. Idziemy.
Wyruszyliśmy w drogę. Kazałem zielarkom prowadzić, tymczasem sam szedłem z tyłu z Radio.
- Teraz w prawo - zarządziła Youe.
- Nie, w lewo. Widziałam go tam - zaprotestowałą Zena.
- Jestem pewna, że jak pójdziemy na prawo, to go zobaczymy - biała wilczyca trzymała na swoim.
- Przykro mi, ale się mylisz, Youe - skrzydlata nie odpuszczały.
- W tej grupie myli się tylko jedna osoba, którą jesteś ty! - zazwyczaj spokojna, śnieżna samica się zdenerwowała.
- I znowu błąd! - odkrzyknęła właścicielka skrzydeł.
- Księżycowa Rosa jest przed wami, czuję ją - przerwał zbliżającą się kłótnię zielarek zielarz.
- Radioactive ma rację. Omal nie podeptałyście Rosy - potwierdziłem jego słowa.
- Przepraszamy - obie wadery zarumieniły się w tym samym momencie.
Zerwaliśmy kwiat i poszliśmy dalej. Przemówiłem:
- Mamy już wszystkie składniki oprócz jednego. Gdzie on rośnie? - spojrzałem na uczniów.
- Hm... Czyżby to Aksamitne Pióro? - myślała skrzydlata.
- Nie - zaprzeczyłem.
- Nie, to są po prostu wodorosty! - zawołała Youe.
- Zgadłaś. Mogłybyście je zerwać, bo obie jesteście Wilkami Wody?
- Tak - przytaknęły i zanurkowały w Szmaragdowym Jeziorze.
Ja z wilkiem czekaliśmy na górze.
- Co tam pisałeś? - zagadałem.
- Ja... - zaczął samiec, ale zielarki wypłynęły ze składnikami i musieliśmy wracać.
Kiedy byliśmy już w jaskini, poleciłem każdemu z nich wykonać eliksir szczęścia.
- A ty, Radio, jak skończysz, przyjdziesz to mnie - zwróciłem się do samca.

Zielarze?
Jak Wam idzie z eliksirem?
Radio? Co tam u mnie robisz?

Od Assuvy

Wilczyca położyła się obok mnie.
"Zabiła się..." - ostatnie słowa Ashraii brzmiały mi w głowie. Nie chciałem zemdleć, bo to było miękkie. "Nie jestem miękki! Nie mogę się tak poddawać!" - skarciłem się w myślach. Wstałem, ale łapy odmówiły mi posłuszeństwa. Przewróciłem się na ziemię. Wilczyca podbiegła do mnie i pomogła mi się podnieść. Była inna niż wszystkie... Nie mazała się i była konkretna. Polubiłem ją. Ułożyła mnie na posłaniu i spoglądała przyjaźnie. Nie dotarło do mnie, że Flame już nie ma... To nie jest możliwe. Pół roku temu ostatni raz widział ją Heat. Ja i Wave rozdzieliliśmy się. Potem już nic. Błądzenie bez skutku... I moje starania nagrodzone w ł a ś n i e  t y m???
- Ech... - stłumiłem w sobie wybuch. Skoro nie mam już domu, może zostanę tu. Może Alpha mnie przyjmie... Do jamy wparowały dwa wilki.
- Odalis! Jesteś! - ucieszyła się Ash. - To jest Assuva, brat Flame.
- A więc to ty... - zwolniła biała wilczyca. - Przykro mi... - zwróciła się do mnie ze spuszczoną głową.
- Exalios, wiesz coś o stanie Assuvy? - zmartwiła się Ashraii.
- Odzyskał już siły, ale nie wiem, dlaczego zemdlał... - odparł. Przygryzłem wargę.
- Podejrzewam, że z wycieńczenia... - dodał.
- Może Assuva dołączy do naszej watahy? - Ash spojrzała na Odalis, a Odalis na mnie. Zmieszałem się trochę.
- A ty możesz mnie przyjąć? - zerknąłem na nią z nadzieją.
- Tak, jestem Betą.
- Więc... Czemu nie? - uśmiech pojawił się na moim pyszczku.
- Witaj w watasze! - zaśmiała się Beta.

wtorek, 18 czerwca 2013

Od Marchesy: Nocna wędrówka

- Wstawaj - warknęłam szarpiąc trochę zbyt brutalnie zaspaną wilczycę.
- Już, już - odparła zniecierpliwiona Kimirishi ziewając.
Było już po zmroku. Poszarzała trawa ciemniała w zastraszającym tempie wraz z niebem, z którego zniknęły ostatnie ślady zachodzącego słońca. Ciepło uciekało z ziemi przegonione przez chłodny wiatr. Odpędził on także chmury, ukazując nam rozgwieżdżone niebo.
Kimirishi rozglądała się ciekawie, zainteresowana tym zjawiskiem, podczas gdy ja już nie poświęcałam mu większej uwagi. Idąc raźnym tempem szukałam spojrzeniem najłatwiejszej, niezarośniętej ścieżki. Przywołałam ze wspomnień drogę, jaką już raz odbyłam na Kamienne Równiny, poszukując znajomych miejsc. Ten krzak pamiętałam, to drzewo było charakterystyczne... to też... i to też...
Obejrzałam się za siebie.
- Kimirishi, co jest? Nie nadążasz? - zapytałam.
Młoda przyśpieszyła kroku, ale i tak widziałam po niej zmęczenie.
- Nie, tylko nie jadłam nic od wczoraj...
No tak! Skarciłam się w myślach, że nie pomyślałam o potrzebach mojej towarzyszki. Postanowiłam bez marudzenia to nadrobić.
- Umiesz trochę polować? - zapytałam licząc na pomoc przy łowach.
- Nie... - odparła zmieszana Risha z przykrością.
- No to się wkrótce nauczysz.
Zaczęłam węszyć w powietrzu, mając nadzieję wyczuć zapach zwierzyny. Złapałam trop.
- Za mną - poleciłam.
Miesiące na stanowisku łowcy przynosiły swoje efekty. Podążyłam pewna siebie za wonią w las, co jakiś czas upewniając się, że Risha idzie za mną. Po niedługim czasie zapach stał się intensywniejszy, a do naszych uszu dobiegł krótki szelest. Z trawy wyskoczył rzucając się do ucieczki zając, niby zamazana smuga.
Trzeba było szybko zareagować póki czas. Skoczyłam za nim w pogoń, wytężając siły przyśpieszyłam i przygniotłam do ziemi. Złapałam go zębami, jednocześnie przyduszając. Szarak przez chwilę próbował się uwolnić, po czym z wolna zdrętwiał.
Podniosłam się i rozejrzałam za Kimirishi. Jest, biegnie do mnie.
- Już po wszystkim - powiadomiłam oblizując pysk z krwi. - Smacznego.
Podczas posiłku Risha miała niewyraźną minę. Zaniepokoiłam się.
- Nie, nic, ja po prostu dotąd wolałam jeść jeżyny - wyjaśniła.
- Przyzwyczhisz sih. - Przełknęłam mięso. - Nasze szczeniaki szybko się przestawiają, i ty się nauczysz.
- Jak daleko jeszcze do Kamiennych Równin? - zmieniła temat.
- Jeżeli się pośpieszymy, będziemy tam jutro wieczorem.
Tajemniczym sposobem ostatnie kawałki jedzenia zniknęły. Posilone ruszyłyśmy w dalszą drogę. Zapomniałam o Evilanie i mojej niezbyt udanej opowieści, a zamyśliłam się nad zagadkowym życiorysem towarzyszącej mi małej. Z trudem powstrzymywałam się, żeby nie spytać, jak do nas trafiła...

No! Trochę się poprawiłam.
Nowy dzień dla Ciebie do dokończenia, Kimi C:

Od Ashiraii: Assuva

Wyszłam z jaskini Bety. Co z tego, że jest sierotą i potrzebuje więcej czasu niż inni? Ta wilczyca nie jest upośledzona!

* * *

Eleonora i Chever zostali poproszeni przez Odalis, aby sprawdzili granice watahy. Zuko umarł, co jest przyczyną smutku Bety, a Mroczny jest gdzieś z Navi. Tak więc, praktycznie siłą zaciągnięta zostałam do patrolowania terenu. W sumie to i tak mój zawód. Podzieliliśmy się. Jako iż Chever był silniejszy - był sam. Razem z Eleonorą usłyszeliśmy warczenie. Pędem dobiegłyśmy do miejsca zdarzenia. Jakiś wilk zaatakował Chevera. Zamrugałam kilkakrotnie. Biała aura. Czystość duszy, szczerość.
- Czekajcie, on nie chce nic zrobić! - krzyknęłam.
Po chwili sprawa się wyjaśniła. Assuva (bo tak na imię miał "intruz") szukał swojej siostry... Skąd ja to znam? Ale ona nie żyje... Wilk stracił przytomność. Ulitowałam się i poprosiłam Exaliosa, aby się nim zaopiekował. Po kilku godzinach wilk ocknął się.
- Gdzie ja jestem?! - krzyknął.
Zerwałam się szybko i kazałam mu się położyć.
- Hej, hej, hej! Spokojnie! Straciłeś przytomność, gdy powiedzieliśmy ci, że twoja siostra nie żyje... - powiedziałam.
Wilk mruknął coś do siebie pod nosem. Nie był zadowolony.
- Też przybyłam tu szukając siostry. Ona też nie żyje... Zabiła się... - powiedziałam kładąc się przy wilku.
Jego złość powoli minęła. Radowałam się w duchu. Jak dalej tak pójdzie, to Assuva może liczyć na mój szacunek.

Dokończysz? :3

Od Assuvy

Biegłem przez puszczę. Było ciemno. Wiatr szemrał w konarach. Cienie przemykały za drzewami. Nagle skoczył na mnie wilk.
- Smouke?! - wrzasnąłem. - Złaź ze mnie!!!
Wgryzłem mu się w kark. Zaskomlał żałośnie. Przyjrzałem mu się i zobaczyłem, że ma pomarańczowe znaczenia. Mój brat takich nie miał! Starałem się sprawdzić, kim jest*, ale nie mogłem wejść do jego umysłu. Powalił mnie na ziemię. Wstałem i otrzepałem się. Dołączyły do niego dwa czarne wilki. Wszystkie rzuciły się na mnie. Odskoczyłem z prędkością światła. Jeden czarny pobiegł za mną i podstawił mi łapę. Wyłożyłem się jak długi. Nie ucieknę im. Nie mogłem się poddać. Nawet nie znalazłem Flame! Otoczyły mnie, a ja leżałem. Westchnąłem. Wilki już miały ze mną skończyć, kiedy ten wilk, który mnie podciął ich powstrzymał.
- Czekajcie, on nie chce nic zrobić! - krzyknęła (z jej głosu wywnioskowałem, że to "ona").
- Ekhum...?! - pozostałe wilki się zakrzusiły.
- On skoczył na Chevera! - zaprotestowała druga wilczyca.
- Tak, ale nie ma złych zamiarów! - odparła. Nie wiem, skąd o tym wiedziała, ale fajnie, że mnie nie zabiją. Brązowy wilk, zwany Cheverem, dotąd milczący wyszedł z cienia.
- Kim jesteś? - rzucił od niechcenia.
- Nie twoja sprawa! - syknąłem.
- Gadaj! - wrzasnęła mniej miła samica.
- Spokojnie... - przerwała jej moja wybawicielka. - Jak masz na imię?
- Assuva z podmuchu ognia - warknąłem.
- Co tu robisz? - ciągnęła. Było w niej coś takiego, że ustąpiłem.
- Szukam siostry - odparłem.
- Czekaj, czekaj... Powiedziałeś "z podmuchu ognia"? - spytał Chever.
- Taak...? - zdziwiłem się.
- Twoja siostra... to... Flame? - Stanąłem jak wryty.
- T-ty... znasz moją siostrę? - wypaliłem.
- Tak... - Spuścił głowę. - Należała do naszej watahy...
- A... co się z nią stało? - wyjąkałem.
- Ona... Nie żyje... - szepnęła wilczyca patrząc mi w oczy.
Zawróciło mi się w głowie. Padłem na ziemię. To wszystko na nic!  

Eleonora, Chever czy Ashiraii? Dokończycie?

*Patrz: umiejętności

Od Ashiraii: Złośliwa

I nagle zdałam sobie sprawę, że zamiast w jaskini jestem koło rzeki. Westchnęłam cicho. Przez tą całą akcję z Kimirishi... Psh...

* * * 

Zaczęło robić się ciemno. Słońce zaszło za horyzont, cienie zaczynały się wydłużać. Ruszyłam w stronę jaskini Odalis. Słyszałam od przechodzących wilków, że jakaś Vickey wróciła. Straciła partnera, tego Zuko, czy jak mu tam... Ten co był zwiadowcą. Szkoda, że nie dane było mi go poznać...
- Ash? Coś się stało? - zapytała.
Zaprzeczyłam ruchem głowy.
- Chciałam porozmawiać... - mruknęłam siadając.
Beta kiwnęła głową.
- O czym?
- Zastanawia mnie... Czy Kimirishi nie powinna chociażby nauczyć się polować? - zapytałam. - Mam na myśli... Będąc tutaj, jedyne co zrobiła, to zeżarła upolowane przez nas mięso... Może Chever mógłby ją trochę... No wiesz... Poduczyć?

Od Nesso: Rozmowa z Kari i złamane serducho

- Hej, Kari!
- Witaj, Nesso.
- Wiesz co, możemy pogadać na osobności?
- Pewnie, znam na to dobre miejsce!
- Dobra, chodźmy.
Szliśmy dość długo, aż nagle zobaczyłem piękny wodospad.
- Tu raz...
- Co, Kari?!
- Tu kiedyś prawie utopił się Max.
- Rozumiem.
- Nadal pamiętam to zdarzenie...
- Dobra, przejdźmy do pytania, które chciałem ci zadać.
- Śmiało!
- Czy miałaś już partnera? - zapytałem dość skrępowany.
- Tak! - krzyknęła.
- Dobrze, spokojnie, Kari!
- OK.
- Kto nim był?
- Yyyyy... Mmmmm... ax!
- Co?
- Max!
- Max był twoim partnerem?
- Tak.
- Rozumiem. - I pobiegłem do swojego legowiska...

Kari nie wiedziała, gdzie ono się znajdywało.
Miałem złamane serce, ponieważ mój brat nienawidził mnie.
Wiem, że Kari nie wie, że Max to mój rodzony brat, ale i tak jestem smutny.
Ten dzień był dla mnie koszmarem.

Od Odalis: Sen czy jawa?

- Odalis... - usłyszałam cichy szept.
Otworzyłam oczy.
- Zuko! Co ty tu ro... - zamilkłam.
Zaskoczenie z powodu powrotu zwiadowcy zwiększyło się, gdy ujrzałam śmierć.
- Śmierć? - zapytałam zdziwiona. Co za dziwny sen!
- Widzisz mnie, śmiertelniczko - rzekła grobowym głosem.
- Odalis, posłuchaj mnie, proszę - Zuko posłał do mnie błagalne spojrzenie.
- Mów - powiedziałam.
- Jestem martwy, zabiła mnie Kayah. Eyn przyprowadzi Vickey i szczeniaki. Zajmijcie się nimi... - jego głos cichł.
- Ale jak to? Co z tobą? - nie mogłam zrozumieć. Zresztą to i tak sen, zaraz się obudzę!
- Ja idę do Piekła...
- Dlaczego? Wytłumacz mi!
- Ostatnia wola zmarłego się spełniła - przerwała nam śmierć i poderżnęła kosą gardło wilkowi.
- NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!

***

 - Brr! - wzdrygnęłam się.
- Coś się stało? - zapytał mnie Exalios i liznął czule.
- Śniło mi się, że Zuko nawiedził mnie ze śmiercią. Powiedział mi, że jest martwy i jego brat przyprowadzi Vickey. Głupi sen - stwierdziłam.
- Może i nie sen - wymamrotał cicho szaman.

***

- Beto! Beto! - rozległy się wołania wartowników. - Wilki na horyzoncie!
- Lecę to sprawdzić - odpowiedziałam i wzbiłam się w powietrze.

- Stop. Znajdujecie się na terenie... - przerwałam.
Vickey zaniosła się głośnym szlochem. Eyn stał w milczeniu obok wilczątek ze łzami w oczach.
- To niemożliwe - szepnęłam.

Vickey?

Od Radioactive'a

- Cześć.
- Hej - odpowiedziały mi wadery.
- Fajnie. - Ucieszyła się Zena. - Mamy nowego zielarza.
- To wy się wszyscy zapoznajcie, ja muszę iść - powiedział Exalios i wyszedł z jaskini.
Po jego wyjściu była totalna cisza. Zena bawiła się swoim ogonem, Youe patrzyła się w podłogę i rysowała jakieś kółka. Czy jakoś tak. A ja patrzyłem się na półki skalne, na których leżały różne eliksiry, zioła i inne duperele.
- Taa... - powiedziałem cicho.
- ? - Jedna z wader spojrzała się na mnie pytająco.
- Od dawna jesteście w tej watasze? - zapytałem.
- No, nawet, nawet.
- Yhy...
- Może opowiesz nam o sobie? - zapytała Youe.
- Dobrze. A więc tak: w poprzedniej watasze, która już nie istnieje, uczyłem się na szamana. Więc umiem przyrządzić jakieś eliksiry i tym podobne. I przez to nie musicie mi jakoś strasznie pomagać, jak bym był jakimś bezradnym, nowym członkiem watahy. Umiem dość dużo. Ale zapewne o wiele mniej niż Exalios. I jeszcze powiem wam dziwną rzecz, która dzieje się ze mną co rok... - powiedziałem tajemniczo.
- Yyy... Chyba nie zmieniasz się w jakieś monstrum, co?
Zbladłem. No, niby mam przemianę, ale nie jestem jakimś niepanującym nad sobą monstrum.
- Nie - zaśmiałem się. - Ja się... - ściszyłem głos. A wadery przybliżyły się do mnie. - Kurczę się co rok! - krzyknąłem.
Youe i Zena odetchnęły z ulgąm ale za to były trochę zdziwione.
- Serio? - zapytały razem.
- Noo... 

Która z was dokończy?

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Już nie Gamma

Navi została zdjęta z funkcji Gammy.

To powiedziałam ja, 
Alfa Marchesa.

Profil wilka Assuvy



Imię: Assuva
Płeć: samiec
Wiek: 2 lata
Zawód: łącznik
Partner: szuuuuka
Rodzina:
Rodzice: zabici przez Smouke'a
Rodzeństwo: zmarła siostra Flame, brat Smouke
Żywioł: ogień
Umiejętności: potrafi znaleźć się w czyimś umyśle, biega szybciej niż światło, zmiennokształtność
Opis: Jest raczej przyjazny, ale nie lubi konkurencji. Stara się być pomocny, lecz czasem jest leniwy. Solidny i bardzo, bardzo ceni sobie honor (nie mylić z godnością). Ma siłę woli nie do złamania.
Punkty: 12,5

Od Yangi: Taki właśnie jest wilk. Wielki i mały jednocześnie.

Pobiegłam skrajem ciemnej puszczy. Wokoło świecił dorodne kryształy i tylko czasami słychać było hukanie sów.
Nadal rozmyślałam nad słowami Syriusza. Oni na mnie polegali. To była moja jedyna szansa. Ale z drugiej strony... To wszystko mnie przerastało. Zabić wilka, który o mało nie zabił mnie. Tak, nie jestem dobrą wojowniczką. Przyznaję się do tego szczerze. Każdy ma swe wady.
- Ale trzeba je pokonywać... - usłyszałam za sobą głos. Był spokojny, harmonizował się mocno z tym tajemniczym otoczeniem. Odruchowo próbowałam obezwładnić wilka. Następna osoba, która czyta w myślach!
- Radzę mnie puścić - rozkazała (jednak to była wilczyca).
Miała złote, błyszczące groźnie oczy, które kontrastowały się z ciemną sierścią.
- Kim jesteś? - spytałam niepewnie. Już dość miałam wrażeń jak na dzisiaj.
- Kelra, Delta w stadzie, przywódca łowców oraz córka Ahiry - przedstawiła się. Następny potomek szamanki, świetnie!
- Czego wy ode mnie chcecie? - jęknęłam.
- Chcemy, abyś uwierzyła w swoje "ja" - wilczyca spojrzała na mnie z powagą. - MUSISZ to zrobić. To nie tylko chodzi o nasz świat, ale i o wasz.
Milczałam.
- Masz przyjaciół, prawda?
Pokiwałam powoli głową.
- Nie chcesz ich narażać na niebezpieczeństwo?
Wyobraziłam sobie pustą Magiczną Dolinę. Bez wilków, bez roślinności.
- Nie chcę... - powiedziałam szeptem.
- To co zrobisz? - drążyła temat Kelra.
- Zabiję Alfora? - spytałam niepewnie.
Nie usłyszałam odpowiedzi.
- Kelra?
Pustka. Wilczycy już nie było.

Od Navi: Tajemnicza kuna

Stare, drewniane drzwi otworzyły się powoli i skrzypiąc. Postawiłam łapę na progu chatki, wychylając głowę, by trochę rozejrzeć się po pomieszczeniu.
Domek był przytulny, było widać kominek, w którym palił się ogień. Niedaleko, na stercie były ułożone skórki z lisów, niedźwiedzi i zajęcy. A w kącie stały klatki dla zwierząt. Przestraszona czpapadra schowała się za mną. Weszłam do wnętrza chatki. Postawiłam kilka kroków do przodu. Drzwi zamknęły się z trzaskiem...Usłyszałam warkot psa. Był on przywiązany do ściany krótkim łańcuchem. Już chciał mnie ugryźć, jednak nie zdążył, ponieważ szybko się odsunęłam i poszłam dalej. Postawiłam jeszcze kilka kroków do przodu. Zobaczyłam wielką kunę, która siedziała mieszając jakieś zioła.
 - Kolejni, którzy chcą wrócić do swojego świata? - zwierze zapytało nie odwracając się w naszą stronę.
 - Tak, chcemy wrócić do swoich bliskich. Możesz nam pomóc? - zapytałam.
 - Owszem - istota wcale nie zwracała na nas uwagi.
Zapadła cisz, w której było słychać tylko stukot szkiełek o siebie, ponieważ kuna mieszała różne substancje.
 - Więc? - zapytałam, zdziwiona całą tą sytuacją.
 - Jestem zajęty... Chwilę - odpowiedział starszy samiec, po raz pierwszy pokazując nam siwy ze starości ryjek. - Możecie zaczekać tam - dodała po chwili kuna wskazując miejsce pod okienkiem, koło kupki skórek.
Było tam przygotowanie pożywienie oraz woda dla spragnionych.
Lekko uśmiechnął się do nas.
 Wiedziałam, że spieranie się z samcem nie ma sensu, więc posłusznie poszłam położyć się na skórkach. Małpka rozejrzała się jeszcze chwilę po chatce i dołączyła do mnie.
***
 - To jak pomożesz nam? - zapytałam kunę, kiedy już skończyła mieszać zioła.
 - O tego tu jestem...
 - Więc co mam zrobić? - zapytałam zniecierpliwiona.
 - To co zrobiłaś zanim się tu znalazłaś.
 - Skoczyć z urwiska? I to pomoże?
 - Pomoże.
 - Ok, więc idę skoczyć z urwiska... Nie sądzicie, że to brzmi trochę dziwnie? - jednak nie usłyszałam odpowiedzi.
Ruszyłam w stronę wyjścia.
 - Do zobaczenia - rzuciła kuna na pożegnanie. - Już nie długo... - dodała ściszonym głosem.
Nie zastanawiałam się nad jej dziwnym pożegnaniem i wyszłam z chatki. Rozejrzałam się w okół siebie. Niedaleko było urwisko, z którego mogłam skoczyć. 
Przybliżyłam się do jego krawędzi. Zamknęłam oczy... i skoczyłam... Wrażenia? Takie same jak poprzednio... Ogromny ból podczas łamania wszystkich kości w moim ciele... Przez chwilę nic się nie działo... Ciemność, nicość. Potem obraz był zamazany, jednak chwilę potem obudziłam się na grzbiecie Mrocznego... 
To znaczy, że przeżyłam...
Mroczny? Cieszysz się?

Od Zuko: Życie zawsze kiedyś się kończy... Moje kończy się dziś

Była noc. Księżyc świecił wyjątkowo mocno. Siedzieliśmy sobie spokojnie pod drzewami. Ja i Vickey pod tym samym. A naburmuszony Eyn odwrócony od nas pod tym naprzeciwko nas. Zarządziliśmy postój. Młode bawiły się obok nas. Kiedy było tak spokojnie, poczułem coś w ziemi. Gwałtownie wstałem. Cała armia Kayah i jej siostry zmierzała ku nam.
- Dzieci, schowajcie się za nami! - krzyknąłem do szczeniąt.
- Ale czemu? - zaniepokoiła się Euterpe.
- 96 wilków biegnie ku nam!
- To może być Kayah - powiedziała Vickey.
Eyn i Vickey przybrali pozycje do walki. Zebraliśmy się obok siebie.
- Jej wataha jest o wiele mniejsza - odpowiedział Eyn.
- A ta wilczyca? - przerwałem. - Ta, której ostatnio wysadziliśmy teren. Była dziwnie podobna do Kayah. może się spiknęły i razem biegną ku nam.
Wszyscy zwróciliśmy się na wschód, bo stamtąd przybywali. Czułem, jak ziemia zaczynała się trząść coraz mocniej. Wyszczerzyłem kły i położyłem uszy po sobie. Nadzwyczajnie szybko Kayah wyskoczyła zza drzew. Przewróciła mnie na ziemię przytrzymując przy zimnej glebie. Potem reszta wilków rzuciła się na Vickey i Eyna. Trzymali ich tak, że nie mogli się wyswobodzić. Szczenięta także trzymali.
- A teraz! - wrzasnęła Kayah z jadowitym uśmiechem. - Twoja rodzinka może zobaczyć, jak giniesz! - zwróciła się do mnie.
Znów wyszczerzyłem kły i warknąłem. Próbowałem się uwolnić, ale nie mogłem. Wilczyca przegryzała mi gardło. Otworzyłem szeroko oczy, czując okropny ból. Wylewała się ze mnie cała masa krwi. bordowej, ciepłej krwi, która wypływała ze mnie jak z wodospadu. Trawa tonęła w mojej krwi. Wszędzie było jej pełno. Zaraz wszyscy się oddalili. Cała wataha Kayah i Tenshue. Wszyscy byliśmy już wolni. Vickey, Eyn i młode szybko podbiegły do mnie. Na krańcu życia.
- Eyn - zwróciłem się do brata, ledwo jeszcze mogąc mówić. Mówiłem bardzo szybko, czasem się zacinając. - Te-teleportuj młode, Vickey i młode na K-k-krwawą Ska-a-ałę. Podem odprowadź Vickey do naszej wa-waatahy.
Potem już odszedłem z tego świata. Ostatnim, co słyszałem była wielka rozpacz Vickey, młodych i Eyna wzywającego moje imię. Przestałem oddychać.

***

Mój duch opuścił ciało.


Ujrzałem zakapturzoną ludzką postać. Trzymała wielką kosę. znalazłem się tam z nią sam w uschniętym lesie. Unosiła się fioletowa mgła. Księżyc wśród chmur mocno nas podświetlał. Ta postać była Śmiercią. Zbliżyła się do mnie bardzo szybko, jednak stałem spokojnie.
- Masz teraz jeszcze tylko jedną wolną wolę - powiedziała głosem umarlaka, podkładając mi kosę pod gardło. - Jedna rzecz, którą możesz jeszcze teraz zrobić.
- To... To już koniec, tak? - zapytałem przerażony.
- Twój koniec życia. Czym jest twoja ostatnia wola?
- Ja-ja chcę powiedzieć Odalis, że już nie wrócę.
Śmierć kiwnęła czaszką. Nawiedziłem Odalis w środku nocy.

Odalis? 
Napisałabyś o moich odwiedzinach wraz ze śmiercią?

niedziela, 16 czerwca 2013

Od Marchesy: Opowieść o Złym

Zaczęłyśmy biec równym truchtem. Zdziwiło mnie zachowanie Rishy, gdyż ilekroć obróciłam ku niej łeb, od razu się pokornie schylała i spuszczała wzrok. Żaden z naszych szczeniaków nigdy się tak nie zachowywał, nawet dzieciaki członków stojących nisko w hierarchii.
- Nie musisz - zaoponowałam cicho zwalniając, kiedy taka sytuacja powtórzyła się piąty raz. - Aha, i nie mów do mnie "pani". Wszyscy mówią po prostu "alfo".
Kimirishi energicznie pokiwała głową.
Po południu zarządziłam postój, żebyśmy mogły podróżować wyspane tej nocy bez przerwy. Ułożyłam się wygodnie pod rozłożystymi gałęziami świerku. Skinęłam Kimirishi, żeby przysiadła się obok. Przez pewien czas trwałyśmy w sennej ciszy, wypełnionej jedynie odgłosami lasu oraz naszymi oddechami. Czując, jak przyjemne ciepło mnie wypełnia, opuściłam powieki...
- Alfo...
Zamrugałam.
- Tak, Kimirishi?
- Czy mogłabyś opowiedzieć jakąś historię? - zapytała tonem sugerującym, że każda odmowa zostanie od razu zrozumiana.
- Co dokładnie masz na myśli?
- No... myślałam właśnie o tym... - Ona ciągle rozmyśla, myślicielka jedna, pomyślałam uśmiechając się pod nosem. - ...Że może coś z historii naszej watahy? Niewiele znam wilków, chciałabym trochę lepiej ich zrozumieć.
Och, znałam mnóstwo historii. Szereg obrazów przesunął się mi przed oczami. Pamiętałam je doskonale, każdego dnia mogłam je znów przywołać, jak gdyby wydarzyły się wczoraj, co raczej świadczy o mojej pamiętliwości w negatywnym sensie - bo na końcu zawsze ktoś umierał.
- Znam pewną długą historię, ale nie jest ona za szczęśliwa - zaznaczyła od razu.
- Niech będzie, pewnie okaże się ciekawa.
- A więc to opowieść o złym demonie, z którym od samego początku walczy nasza wataha. Czy to wcześniej, czy później, zawsze powracał i dawał o sobie znać w najgorszych momentach.
Po raz pierwszy poznaliśmy jego imię - Evilan - gdy opętał moją siostrę, Betę Odalis. To był jego pierwszy bezpośredni atak. Krzyczał w jej umyśle. Victoria i partner Bety, Exalios, wyruszyli w podróż odnaleźć zioło, które by ją uleczyło. Znaleźli je na skutej lodem wyspie. Odalis wyzdrowiała.*
Kilka tygodni później odkopałam z kurzu Magiczny Flet. Ten dziwny instrument Odalis odnalazła kiedyś w ciemnej grocie. Nikt nie przypisywał mu specjalnego znaczenia i zapomnieliśmy o nim. Jednak wtedy ktoś odkrył, że jest on zamknięciem portalu do Raju. Dowiedzieliśmy się, że ktoś Zły chce dostać się do tego miejsca. Mimo to skończyło się na tym, że obiecaliśmy sobie wyruszyć w podróż zablokować portal z chwilą, gdy Flet zacznie grać - jak było powiedziane w przepowiedni.**
Tymczasem na nasz teren wtargnęli ludzie. Robiliśmy wszystko, żeby ich pokonać. Trwało to bardzo długo i nie było łatwe. W końcu ich przegoniliśmy. Myślę, że to Evilan ich nasłał, ale w ten sposób tylko dopomógł przeznaczeniu.
Postanowiłam sprowadzić szamana, który zamknąłby naszą Dolinę zaklęciem, aby już nigdy nie dostali się do niej ludzie. Dlatego wyruszyłam do moich rodzimych okolic, w których słynął takowy imieniem Stary Wilk.
Flet zaczął grać podczas mojej wędrówki. Od chwili, gdy odezwał się po raz pierwszy, przygrywał już zawsze o poranku.***
Dotarłam do watahy poszukiwanego szamana. Tam moja droga skrzyżowała się z Fever i Shadow wysłane przez Odalis, by zamknąć Portal Fletem.**** Nikt się nie spodziewał, że Portal i Stary Wilk znajdują się w tym samym miejscu! - urwałam.
Kimirishi stłumiła ziewnięcie, więc zmierzałam już ku końcowi i tak już skrótowej historii. Oczy skrzyły jej się z zainteresowaniem.
- Najgorsze jest to, że ta opowieść nie jest dokończona - rzuciłam z goryczą.
- Dlaczego?
- Nie zdążyliśmy zamknąć Portalu na czas. Evilan jest w Raju, a w Zaświatach trwa wielka wojna. Od jej wyniku zależy, jak dalej potoczy się nasze życie na ziemi.*****
Kimirishi nie rozumiała.
- Nie nadążam - jęknęła.
Westchnęłam. Jak wytłumaczyć coś, czego samemu się nie pojmuje? Opowiedzieć jasno, ale krótko historię ciągnącą się od wielu miesięcy, której samemu jest się bohaterem? Starałam się.
- Nie musisz. Sama nie ogarniam tego. Przepraszam, że wyszło to takie poplątane.
Raj zamknięty... Czemu od tak długiego czasu nie powróciłam do niego we wspomnieniach? W Raju były znajome mi dusze, Waydacka i Reniemiasza. Nawiedzali mnie w snach dawno temu. Czy wciąż istnieją i czy jeszcze kiedykolwiek ich zobaczę? Czy Evilan ich pokonał? Właściwie: co by to oznaczało, jaką największą krzywdę potrafi im wyrządzić?
Kimirishi oddychała równo w półśnie. Słońce powoli zniżało się ku zachodowi, ale było mu jeszcze daleko do linii horyzontu.
- Nasuwa mi się pytanie... - mruknęłam bardziej do siebie - ...czy dusza jest nieśmiertelna?

Napisanie o nocnej wędrówce należy do Kimirishi.