Wieczorna cisza i chłód. Szczeniaki wtulone w futro. Słyszę spokojny oddech Asminka, Fairy i Romairiego.
Dotąd patrzyłam tępo w szare niebo ponad krawędziami kanionu, a teraz przeniosłam wzrok na Fairlyn. Uśmiechnęłam się. Kochałam te wilczątka niemal tak jak ich matka. Może dlatego, że ja sama nigdy nią nie byłam.
Fairlyn kogoś mi przypominała...
Była bardzo podobna do Odalis. Nie tylko z charakteru - obie ceniły sobie niezależność - ale i z wyglądu. Wspomniałam z przyjemnością lato sprzed dwu laty, początki w Dolinie. Wspólne zabawy, polowania z Exaliosem.
Był z nami ktoś jeszcze, tylko kto? Przymknęłam oczy. No jasne, Cheryll!...
Drgnęłam. Ogień, krzyk i rozpływająca się we mgle sylwetka.
Tak, zapomniałam już o tym, co kiedyś mi się śniło. Pozwoliłam sobie odpuścić całą historię z Evilanem, a ona się jeszcze nie skończyła. Zawsze to tak wygląda, że rozpamiętuję to, co minęło, czego już nie cofnę. Wkrótce potem przestałam walczyć i zapomniałam. Pozwoliłam, by demon wygrał.
Spojrzałam na szczeniaki w gasnącym świetle dnia.
Dość. Nie zostawię tak tego.
Ostrożnie podniosłam się, by nie obudzić szczeniąt. Zrobiła krok i zdałam sobie sprawę, że kompletnie nie wiem, gdzie iść. Ostatni trop urywa się w Zaświatach, a przecież nie miałam jeszcze zamiaru umierać, by to sprawdzić.
Może ktoś, kto często ma styczność ze śmiercią, może coś o tym wiedzieć. A Odalis ostatnio coś wspominała o skrytobójcach. Może ofiary coś wspominały przed śmiercią o tym, że widzą ogień? To byłaby istotna wskazówka.
Pójdę do Mrocznego, powiem, że ma się zająć watahą i pójdę szukać Odalis, a może po prostu wyślę łącznika z informacją, żeby wyciągnęła jakoś tę wiedzę od skrytobójców? Ruszyłam szukać.
*
Wciągnęłam w nozdrza zapach. Byłam już blisko Mrocznego, niemal widziałam w czerni drogę do niego.
Trzasnęła gałązka i odruchowo skoczyłam w bok. Tam, gdzie przed chwilą stałam, pojawił się obcy. Błyskawicznie ponowił atak, tym razem przygważdżając mnie do ziemi. Nie straciłam zimnej krwi, wyszarpnęłam się z uścisku, odskoczyłam i zawyłam donośnie... a raczej próbowałam, bo moje wołanie zostało zaraz zdławione. Napastnik zaczął dusić.
W umyśle kotłowały się myśli: to ci skrytobójcy, Mafis. Mroczny musiał usłyszeć moje wezwanie, był przecież blisko. Dzieci Bety w niebezpieczeństwie. Brakuje powietrza...
Zabawne, jednocześnie wierzgając i szarpiąc się, gorączkowo rozmyślałam o tym, że słyszałam wiele o tego typu grupach, do której należał mój wróg. Wyszkoleni, by szybko zabijać i nie pozwolić na hałas. Jedno skiepścili. Czy drugie też?
Poczułam, jak krew pulsuje w czaszce i nie mogę złapać tchu. Świat zawirował. Wpadłam w pustkę.
*
Leciałam w ciemności, aż w końcu miękko wylądowałam w jakimś tunelu. Wciągnęłam zapach w nozdrza. Otaczał mnie popiół. Delikatny pył wirował w powietrzu.
- I co teraz? - powiedziałam sama do siebie. - Mam czekać, aż ten sen się skończy? Sama, w ciemności?
Rozejrzałam się bezradnie. Czułam niepokój. Wszystko było niezwykle wyraziste. Byłam świadoma każdego pyłka w swojej obecności. Sny nie są tak... odczuwalne. Są niczym mgła, chaotyczne obrazy znikają i pojawiają się. To czułam przed chwilą, wirując w pustce, a teraz - stojąc tu, w tunelu - odzyskałam jakby całą świadomość i czujność.
Na końcu dostrzegłam jakby źródło światła.
Co za ironia. Nigdy w to nie wierzyłam, a teraz to widzę.
Ruszyłam w stronę światła. Biegnąc dostrzegłam, że stoi w jego blasku jakaś postać. Czekała na mnie. Zwolniłam, zbliżając się do nieznajomego wilka. Spojrzałam niepewnie na niego. Czułam napięcie i skurcz w żołądku. Miałam wrażenie, że zaraz ten ktoś powie mi coś, w co sama dotąd nie mogłam uwierzyć. Uświadomi mnie. Nie chciałam tego.
- Czy ja...?
- Tak. Twoje ziemskie życie dobiegło końca, tak jak i moje - szepnął nieznajomy.
Tyle myśli na raz. Na dole została rodzina, przyjaciele. Po prostu totalny chaos. A z niego wyłoniła się jedna myśl i została mimowolnie wypowiedziana:
- Wszędzie jest popiół. Ognisty demon, Evilan... On tu jest?
- Nie ma go tu. Odszedł.
Tyle pytań do zadania, a ja idąc za nowym znajomym w stronę Zaświatów zastanawiałam się, które zadać wpierw. Co ze zmarłymi, z którymi walczył Evilan, nim odszedł? I dlaczego odszedł? Skąd popiół tu, w tunelu między Ziemią a Zaświatami, skoro demon miał dostać się jedynie do tego najwspanialszego miejsca, samego Raju, gdzie znajdują się tylko najszlachetniejsze wilki? I...
- Znam twoje myśli, Marcheso Anspeire - rzekł towarzysz. - Poznasz odpowiedzi na część ze swoich pytań. Nie śpiesz się. Mamy całą wieczność.
- Wiesz, jestem trochę podłamana - odparłam po chwili namysłu. - Czuję się trochę, jakby to był już koniec. Co z tego, że poznam odpowiedzi, jak walka już się skończyła. Już tego nie wykorzystam.
- Masz szczęście z tymi wojnami. Gdy Evilan hulał tu, ty żyłaś. Gdy odszedł znów nękać waszą watahę, jakiś skrytobójca się zapędził i nie upewnił się, że jesteś Kari, a potem już nie mógł zrobić nic innego, kiedy go nakryłaś...
- To mi nie poprawia humoru - rzuciłam kwaśno.
- Przepraszam. Ciągle zapominam, że nowi są zwykle nie w sosie do takich pogawędek. Zwykle wolą, żeby trochę im powspółczuć i się porozczulać - prychnął.
- Wiesz, nie miałam wiele czasu, by się pogodzić z własną śmiercią - zauważyłam.
- W porządku. Przepraszam.