Wchodzisz na tego bloga z sentymentu czy przypadkiem? :>

wtorek, 3 lutego 2015

Od Fairlyn

Słońce zaświeciło mi wprost w lekko otwarte oczy. Już świt?..., pomyślałam i rozwarłam szczęki w długim ziewnięciu. Sand spał obok mnie, ze swoim całkiem długim, gęstym futrem, więc okropny, urwisty wiatr nie odebrał całkowicie mi ciepła. Oczywiście zanim zasnęliśmy, znaleźliśmy jakieś w miarę osłonięte miejsce, w tym przypadku parę krzaków, ale i tak w nocy było dużo zimniej, bez słońca i lasu, zatrzymującego po części złą pogodę.
Spojrzałam na śpiącego pół-psa i szturchnęłam go delikatnie nosem żeby się obudził. Mój żołądek domagał się jakiegoś jedzenia, a to on tu był lepszym łowcą. Co prawda ja też powoli robiłam się lepsza, ale wolałam nie ryzykować straty jedzenia, kiedy byłam głodna.
Sand powoli otworzył swoje bursztynowe oczy, w których odbiła się tarcza wschodzącego słońca. Uśmiechnęłam się lekko do niego. Podróżowaliśmy razem nie więcej niż dzień, ale i tak już polubiłam tego chudego basiora. Praktycznie zupełne przeciwieństwo Asmina!
Niedawno mieliśmy nawet urodziny i z niemałą przyjemnością zdałam sobie sprawę, że mnie tam wtedy nie było. Nienawidziłam urodzin. Wszyscy cię zagadują albo ty musisz ich i rzucać puste życzenia na wiatr.
Mój towarzysz szybko wstał i otrzepał sierść, po czym otworzył buzię, by lepiej wyłapywać zapachy zwierzyny. Podążyłam za jego śladem i wyczułam świeży zapach myszy. Lepsze to, niż nic, pomyślałam i udałam się w stronę, z której dochodził zapach. Stąpając cicho, po chwili wypatrzyłam gryzonia. Kiedy znalazłam się wystarczająco blisko skoczyłam i przygwoździłam mysz pazurami do ziemi.
 Z triumfem w oczach wróciłam do naszego poprzedniego schronienia. Co prawda mała mysz nie mogła całkowicie napełnić mojego brzucha, ale wiedziałam, że Sand złapie coś większego.
Kiedy basior wrócił z pulchnym królikiem i oboje się najedliśmy ruszyliśmy  przed siebie. Chciałam ominąć zapadliska- nie sądziłam, żeby było tam coś ciekawego, więc drogą naokoło Doliny, planowałam przedostać się do Kruczej Przełęczy i Północnej Kniei a stamtąd z powrotem do naszego głównego terytorium.
Spojrzałam z radością na polany przede mną, powoli przechodzące w początki lasu. To było zdecydowanie lepsze niż życie w watasze.
Popieram.

Brak komentarzy: