Spojrzałam na śpiącego pół-psa i szturchnęłam go delikatnie nosem żeby się obudził. Mój żołądek domagał się jakiegoś jedzenia, a to on tu był lepszym łowcą. Co prawda ja też powoli robiłam się lepsza, ale wolałam nie ryzykować straty jedzenia, kiedy byłam głodna.Sand powoli otworzył swoje bursztynowe oczy, w których odbiła się tarcza wschodzącego słońca. Uśmiechnęłam się lekko do niego. Podróżowaliśmy razem nie więcej niż dzień, ale i tak już polubiłam tego chudego basiora. Praktycznie zupełne przeciwieństwo Asmina!
Niedawno mieliśmy nawet urodziny i z niemałą przyjemnością zdałam sobie sprawę, że mnie tam wtedy nie było. Nienawidziłam urodzin. Wszyscy cię zagadują albo ty musisz ich i rzucać puste życzenia na wiatr.
Mój towarzysz szybko wstał i otrzepał sierść, po czym otworzył buzię, by lepiej wyłapywać zapachy zwierzyny. Podążyłam za jego śladem i wyczułam świeży zapach myszy. Lepsze to, niż nic, pomyślałam i udałam się w stronę, z której dochodził zapach. Stąpając cicho, po chwili wypatrzyłam gryzonia. Kiedy znalazłam się wystarczająco blisko skoczyłam i przygwoździłam mysz pazurami do ziemi.
Kiedy basior wrócił z pulchnym królikiem i oboje się najedliśmy ruszyliśmy przed siebie. Chciałam ominąć zapadliska- nie sądziłam, żeby było tam coś ciekawego, więc drogą naokoło Doliny, planowałam przedostać się do Kruczej Przełęczy i Północnej Kniei a stamtąd z powrotem do naszego głównego terytorium.
Spojrzałam z radością na polany przede mną, powoli przechodzące w początki lasu. To było zdecydowanie lepsze niż życie w watasze.
Popieram.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz